czwartek, 28 października 2010

Uczciwość jest dla lamerów, czyli Mary Sue wśród Dzikich Plemion – część III

Witajcie!Oto trzecia część mhrrocznych przygód i przebiegłych intryg Natalii Mary Bielskiej Sue, która spędza wakacje wśród mazurskich dzikich plemion. Dziewczę jest zakłamane i wkurzające jak polska klasa polityczna, a wskutek jej knowań trup ściele się gęsto, co daje Ałtorce okazję do zaprezentowania jakże fachowo przeprowadzonego przesłuchania podejrzanych.
Bez przedłużania - miłej lektury!
Adres blogaska: http://iren-przeznaczenie-smierci.blog.onet.pl/
[BoCHaterka ma wypadek podczas nauki jazdy konnej; oczywiście ratuje ją Tru Loff. Niestety, mimo sprzyjających okoliczności przyrody i obustronnego napalenia, nie dochodzi między nimi do niczego konkretnego.]
W stadninie czekali już na nich: Anita, Basia, Zenek, Romek, Sebastian, pani Krystyna i oczywiście Amelia, która aż gotowała się ze złości widząc ich razem. Mikołaj przełknął nerwowo ślinę, gdyż uświadomił sobie, co go czeka.
Godzina klęczenia na grochu i bicie linijką po honorze?

Zsiadł z konia, a potem pomógł zejść Natalii. Przez krótką chwilę trzymał ją w swoich ramionach i chciał, aby ona została w nich na zawsze.
- Tak się cieszę, że nic ci nie jest. Ja przepraszam. Naprawdę przepraszam – Anita omal nie powaliła jej na ziemię.
- No już dobrze. Ważne, że żyje.
- Miałaś duże szczęście, że był z tobą Mikołaj.
- Rzeczywiście. Miała naprawdę duże szczęście – zwróciła się z ironią w głosie Amelia do Mikołaja. Mężczyzna wziął ją z rękę i odciągnął na bok. Nie chciał najeść się przez nią wstydu i wysłuchiwać przy obcych ludziach jej bez uzasadnionych pretensji. Czy jednak na pewno bez uzasadnionych?
Ano właśnie. :P Jeśli on tak napala się na każdą przyjezdną, to wcale się tej Amelii nie dziwię.

- Nie wiedziała, że z twojego kuzyna jest taki bohater – zaczęła Basia, a Natalia czuła jak ogarnia ją złość. Prosiła ją, aby w obecności Sebastiana nic o tym nie mówiła. Teraz prawda wyszła na jaw i na dodatek wszystko słyszał Mikołaj.(...) - Szkoda, że jesteście rodziną, bo bym pomyślała, że jesteście w sobie zakochani.
Sebastian uśmiechnął się ironicznie i doszedł do wniosku, że Natalia wymyśliła sobie ukochanego, aby wzbudzić jego zazdrość. A jednak go kochała!
On musi mieć strasznie nadęte ego, skoro KAŻDĄ okoliczność sobie tak tłumaczy. :/

- Dlaczego nie powiedziałeś, że jesteście kuzynami? – spytała Amelia, gdy szli do domu.
- Bo nie wiedziałem, tzn. chciałem ci to powiedzieć w odpowiedniej chwili – sam nie wiedział, co myśleć o tej całej sytuacji. Dlaczego Natalia powiedziała przyjaciołom, że oni są rodziną?(...)
- To czemu nie zrobiłeś tego na samym początku, tylko powiedziałeś, że dopiero się poznaliście?
- Bo… Bo chciałem cię poddać próbie, której jak się okazało nie zaliczyłaś – sam lepiej by tego nie wymyślił. Niewinne kłamstwo Natalii ratowało mu w tej chwili życie. Teraz Amelia nie będzie mu robić żadnych wyrzutów.
I będzie mógł do woli dupczyć tamtą na boku, sasasa.

- Skoro już wszystko zostało wyjaśnione, to może byśmy sobie zaszaleli?(...)
- To rozumiem – dziewczyna pocałowała go prosto w usta, a potem patrząc mu prosto w oczy, dodała – co powiesz na wspólna kąpiel?
- Popieram…
Póki nie ma tamtej... Z braku laku dobry kit.

Natalia cały czas leżała w pokoju i była przybita.
Do krzyża. Krzyż też leżał, więc nie było jeszcze tak źle.Always look on the bright side of life...

Bała się reakcji Mikołaja na jej kłamstwo. Chciała, aby oni zostali przynajmniej przyjaciółmi, skoro nie mogą być razem. Wiedziała jednak, że w obecnej sytuacji to niemożliwe, gdyż nie każdy facet chciałby zadawać się z tak zakłamaną kobietą jak ona. Na domiar złego Sebastian dowiedział się, że ona go "okłamała", co do swego domniemanego ukochanego.
Oo, a czemuż to to zwykłe, ordynarne kłamstwo w cudzysłów jest ujęte? Przecież Maryś nie okłamała go mniej, niż Mikołaja.Kłamstwo Mary Sue liczy się jako jedna setna złego uczynku, bo zajebistość neutralizuje wszelkie poczynione zło – stąd cudzysłów.

Pretensje oto mogła mieć jedynie tylko do siebie.
Zaiste!Jedynie tylko i wyłącznie do siebie, i do nikogo innego. Ameeeeeen...

Nie chciała, aby przyjaciółki na siłę ją z kimś swatały, z kimś, kto kochał inną. Fakt ten bardzo ją bolał, nawet bardziej niż jej noga.
KWIIIK! Porównanie górnolotne niczym przepiórka na sterydach.

Powoli wstała i podeszła do okna. Wcale nie powinna tu przyjeżdżać, gdyż cała ta wycieczka od samego początku przysparza jej samych problemów.
Nie wycieczka, kochanie, tylko twoje intrygi, kłamstwa i wtykanie nosa nie tam, gdzie trzeba. Ale rozumiem, że taka ewentualność ci nawet przez myśl nie przejdzie.

W pewnej chwili usłyszała pukanie do drzwi.
- Proszę – powiedziała od niechcenia. Nie miała ochoty na żadną rozmowę. Tego wieczoru chciała być sama ze swymi myślami, ze swoim bólem.
O Matko Borska, patrzcie, co za męczennica! Niech jeszcze zacznie wyć jak Bella po stracie Edzia i mieć zwidy cierpiętnicze.
Jakby ją za mało bolało, mogę pomóc. *szykuje pręgierz, szczypce i wrzącą smołę*

- Cześć. Jak się czujesz? –to był Sebastian. Tylko jeszcze jego brakowało jej teraz do szczęścia.
- Dobrze – odpowiedziała obojętnym głosem. (...) - Co tam masz? – spytała, zauważywszy w końcu małe pudełko w jego ręku.
- Właśnie w tej sprawie przyszedłem.(...) Chciałbym, abyś to przyjęła na znak naszej przyjaźni – wręczył jej pudełko, a ona od niechcenia go otworzyła.
Od mostka aż po krocze, skalpelem.Ale od niechcenia: ot, tak się jej niechcący ciachnęło.

Nie spodziewała się zobaczyć tam nic ciekawego, a tymczasem omal nie zemdlała z wrażenia widząc przepiękny naszyjnik z pereł.
- Jest piękny – powiedziała po chwilowym milczeniu. (...)
- Od dzisiaj należy do ciebie – ona już należała do niego. Był tego całkowicie pewien.
Jako rasowa, ekskluzywna galerianka musi polecieć na błyskotki.

- A co na to Basia? – spytała, nie zdawając sobie sprawy z tego, że dziewczyna stała za drzwiami i przysłuchiwała się ich rozmowie.
- Basia… Ona sama kazała mi ci to dać. Czas zakopać topór wojenny.
- No nie wiem. Moim zdaniem powinieneś jej to dać.
- Ona dostała rano ode mnie coś wyjątkowego i na razie to jest tajemnica. Oboje doszliśmy do wniosku, że ten naszyjnik ci się należy – Basia aż gotowała się ze złości. Przyszła tutaj, aby przeprosić Natalię za to, co zrobiła, a tymczasem dowiedziała się, że Sebastian za jej pomocą chcę zdobyć miłość jej przyjaciółki. Przyjaciółki? Taka osoba jak ona wcale nią nie była.
Zawsze mnie to zadziwia: skąd w ludziach ta pewność, że osoba, którą przyłapaliśmy na kłamstwie w stosunku do kogoś innego, jest z całą pewnością szczera w stosunku do nas?Zaraz. Sama Natalii zrobiła świństwo po południu i była kretyńsko zazdrosna o Sebastiana, jakby to była tej Natalii wina, że facet kocha się w niej, a nie w Baśce... Może się nie znam, ale to też mi wygląda na niezłe draństwo.

Dlaczego była aż tak głupia, że uwierzyła w kłamstwa, którymi oni cały czas ją karmili? Nie miała już sił, aby dalej przysłuchiwać się tej rozmowie i patrzeć na iskierki w oczach Natalii, zachwycające się drogą biżuterią.
Ej, przecież w tej konkretnej sytuacji Natalka WYJĄTKOWO nie zrobiła nic zdrożnego. O co ta ma do niej pretensje, u licha?!

- Skoro tak, to wezmę go. Bardzo wam dziękuje za ten piękny prezent – ponownie otworzyła pudełko i wzięła do ręki naszyjnik. (...) - Naprawdę nie musieliście. Jak spotkam Basię, to też jej za to podziękuje.
- To nie będzie konieczne – nie mógł pozwolić, aby dziewczyny się spotkały, gdyż wtedy prawda szybko wyszłaby na jaw. Musiał szybko coś wymyślić.
A on się łudzi, że do końca świata boCHaterka nie założy naszyjnika w obecności Basi ani w ogóle kogokolwiek innego, kto zapyta ją, skąd ona go ma? Rzeczywiście, plan szczwany jak stado lisów.Zwłaszcza, że jeszcze przez co najmniej kilka najbliższych dni będą mieszkać w jednym domu.

- Dlaczego?
- Ja podziękuje jej za ciebie i bardzo cię proszę, abyś nikomu nic o tym nie mówiła.
Inaczej się wyda, że to cacko jest kradzione. ;)

- Cześć – pożegnali się, a ona po raz pierwszy dzisiejszego dnia poczuła się naprawdę szczęśliwa.
Jak kobiecie niewiele potrzeba do szczęścia... :P

Chciała przymierzyć naszyjnik, ale Anita zawołała ją na kolację. Natalia schowała pudełko pod poduszkę i wyszła z pokoju.
Rozdział 7: Perły śmierci
Basia jeszcze nigdy nie czuła się, aż tak upokorzona. Dwie osoby, którym bardzo ufała, zdradziły ją. Ona nie może pozwolić, aby cała ta sytuacja uszła im płazem. Zaczęła się zastanawiać, jak się na nich zemścić.
Z wrażenia aż jej się czasy poprzestawiały.

Mogłaby publicznie ich zdemaskować, ale wtedy by się ujawniła. To musiało być cos, co zaboli ich tak bardzo, jak ją bolało teraz. Otarła łzy, wstała i zaczęła nerwowo chodzić po pokoju. W żadnym wypadku nie może okazywać słabości, lecz w obecnej sytuacji powinna zachować zimna krew. Po 10 minutach czuła, że za chwilę oszaleje.
To synapsy się jej przegrzewały od tego natłoku myśli – mózg nie nadążał z przekazywaniem danych.

[Basia w szale zemsty kradnie perłowy naszyjnik]
Przysiadła na rogu [łóżka] i otworzyła pudełko. (...) Jeszcze nigdy w życiu nie widziała czegoś tak pięknego. Poczuła niewyobrażalna zazdrość na sama myśl, że to Natalia będzie w tym chodzić, a nie ona. Do tego ona nie zamierza dopuścić. Te perły od samego początku należały się jej. To ona powinna je dostać!
Bo... Bo tak!

[później, w pokoju Basi]
Zaświeciła światło i rzuciła się na łóżko. Wyjęła naszyjnik i nie mogła uwierzyć, że on od tej chwili należał do niej.
Nie możenie uwierzyć trwało, według precyzyjnego scenopisu aŁtoreczki, od 19:36 do 19:51.

Wstała i podeszła do lusterka, które stało na stoliku chciała założyć już go, gdy usłyszała szczekanie psów.
One też zarykiwały się ze śmiechu na pomysł założenia na siebie stolika.Alternatywna wersja słynnego zaklęcia – „Stoliczku pokryj mnie!”I urodzi takie małe stołeczki.

Zainteresowana tym, co się dzieje zeszłą na dół i wyszła na zewnątrz. Stojąc za drzewem przysłuchiwała się rozmowie Piotra (męża Krystyny) z Bogusiem.
- Ktoś tu misi być.
- Dokładnie sprawdziliśmy cała posiadłość, ale nikogo nie znaleźliśmy – relacjonował Boguś.
Posiadłość”. Czemu nie „hacjendę”?Albo „włości”?

Basia nie wytrzymała i podeszła do nich.
- Co się dzieje?
- W tym problem, że nie wiadomo. Radzę panience wrócić do domu – Basia przestraszyła się poważnej miny mężczyzny i powoli ruszyła do domu. Jeden z psów szedł za nią, szczekając niesamowicie. Piotr krzyknął na niego, ale to nic nie dało. Gdy dziewczyna przekroczyła próg, nagle hałasy ustały. Odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się do siebie, ale nie zdawała sobie sprawy z tego, że ktoś ją obserwował. Gdy Basia szła na górę po schodach, tajemnicza zjawa leciała za nią w odpowiedniej odległości.
Co chwilę kontrolowała odległość podręczną taśmą mierniczą.Jak to mawiał jeden z moich wykładowców: jedyna słuszna odległość pomiędzy dwiema osobami, to półtora metra. Czyżby duch też chadzał na wykłady doktora L.?Może dlatego jest już duchem...

Będąc w pokoju tym razem nie zamykała drzwi na klucz. Wściekła się na siebie, zobaczywszy leżące na stoliku perły. Jak ona mogła być aż tak bezmyślna, żeby zostawić jena oczach?
Jena Oczach? To jakaś nowa wersja chińskiej waluty, albo serbska piosenkarka?

Całe szczęście, że nikogo tu nie było podczas jej chwilowej nieobecności. Gdy poszła otworzyć okno (było naprawdę gorąco) zjawa „weszła” w naszyjnik, który zaczął w dziwny sposób się błyszczeć.
Eee... to-to powyżej, to miało być „budowanie atmosfery niesamowitości i grozy”? Zjawa wchodząca w naszyjnik, który zaczyna sparklić? No bez jaj.To już nawet ektoplazma sparkli? W zaświatach jest moda na Swarovskiego, czy jak?!

Basia odetchnęła świeżym powietrzem i wzięła do ręki perły, które były całe zimne To jednak nie przeszkadzało jej i bez problemu założyła je na szyje. Spojrzała w lustro i nie mogła wyjść z podziwu.
Zaklinowała się, ani chybi.Tak to jest, jak się ma za szeroką dupę.

Wyglądała naprawdę pięknie. Położyła się na łóżko i poczuła się jak prawdziwa królowa. Nagle naszyjnik zaczął zaciskać się na jej szyi. Czuła jak zaczyna brakować jej powietrza. Ostatkami sił próbowała zdjąć jakoś go, ale
...ale Upiór zamordowej Składni zaciskał na jej szyi swoje zimne palce, sycząc nienawistnie:
- A będziesz Ty wreszcie mówić poprawnie?!


im coraz bardziej się szarpała, tym on coraz bardziej się zaciskał. Próbowała jeszcze krzyczeć, ale nie dała już rady. Ręce i nogi opadły bezwładnie na łóżko. Już nie walczyła – już nie żyła.
Już nie walczyła,
bo już nie żyła!
Trupem była,
lekko gniła,
i glista w niej ryła!

...
(milczenie dużymi kropkami)

Na twarzy malowało się jej przerażenie nastała cisza,
Ech, synestezja obrazu i dźwięku, jakiej by się i sam Tetmajer nie powstydził!

którą przerwał czyjś krzyk… Tej nocy Natalia miała kolejny koszmar. Sen był bardzo realistyczny i jego początek przypominał ostatnie wydarzenia z jej życia. Przyjazd, wyprawa do zamku Czarneckich, upadek z konia. Wydało się jej, że jakby jej dusza oderwała się od ciała i zaczęła wędrować wokół zamku, jeziora, po lesie i w końcu dotarła do domu.
Idzie samotna dusza polem,
idzie ze swoim złem i bólem,
po zbożnym łanie i po lesie,
wszędy zło swoje, swój ból niesie
i swoją dolę klnie tułaczą,
i swoje losy klnie straszliwe,
z ogromną skargą i rozpaczą
przez zasępioną idzie niwę...”


Obserwowała śpiących przyjaciół, ale nie mogła zobaczyć Basi. Poczuła dziwny strach i czuła jak coś powstrzymywało ją ze wszystkich sił, aby ona nie weszła do pokoju. Nagle zobaczyła obok siebie zmarłego ojca, który wziął ją za rękę i jakby zapewnił jej bezpieczeństwo.
Nie wiem, co bezpiecznego jest w trzymaniu za rękę ducha, ale może się nie znam.

Oboje przeszli przez ścianę i obserwowali walkę Basi z przeklętymi perłami. Natalia poznała ten naszyjnik. Gdy wróciła z kolacji, to zauważyła jego brak. Była jednak zbyt zmęczona, aby porozmawiać o tajemniczym zaginięciu z Sebastianem i położyła się spać.
Nie no, czymże jest fakt, że wśród swych przyjaciół ma złodzieja, wobec wieczornego zmęczenia!

Próbowała coś zrobić, ratować jakoś przyjaciółkę, ale dookoła jej łóżka znajdowało się silne pole energii, którego ona nie mogła przekroczyć. (...) zaczęła ze wszystkich sił krzyczeć i… obudziła się zlana potem. Spojrzała na zegar, który wybił równą północ.
W lesie przejmująco zawyły wilki, stado nietoperzy przesłoniło księżyc, hrabia Dracula odwalił wieko swej trumny, a wiatr zaczął gwizdać „Cwał Walkirii” w koronach drzew.Zapomniałaś o upiornie bladym zygazku błyskawicy, która w tym momencie rozświetliła niebo i była niczym szponiasta dłoń złej wiedźmy zaciskająca się na gardle ziemi!!!

Tymczasem Sebastian nie patrząc na nic z samego rana postanowił rozmówić się z Basią. Nie zamierzał ciągnąć dłużej związku, który od samego początku był błędem.
– Czas rozpocząć nowe życie – powiedział do siebie, po czym zapukał do drzwi, ale nikt nie otwierał – Basia? Jesteś tam? – spytał, ale nie uzyskał odpowiedzi. Nacisnął na klamkę i wszedł do środka i wszedł do środka. W pokoju było zimno, więc odruchowo podszedł zamknąć okno. Odwrócił się i jego oczom ukazała się martwa dziewczyna
Ukazała mu się jako widmo, bo ciało dawno zeżarły myszy.No co, kota nie mieli, to się rozbestwiło plugastwo.

– O Boże! – krzyknął. Był w szoku i nie widział, co robić. Chciał kogoś zawołać, ale się wstrzymał widząc perły, które wczoraj wieczorem dał Natalii. Zamknął drzwi i podszedł do zmarłej – Wybacz, ale to należy do mnie – z mieszanymi uczuciami zdjął naszyjnik z jej szyi, zostawiając odciski palców.
No nie wyrobię.
Arogancja w stosunku do rodziców – w sumie standard w blogaskach, okłamywanie przyjaciół – wkurzające jak diabli, ale niech będzie; nieuzasadniona pogarda dla miejscowych – nóż się w kieszeni otwiera, ale to był chyba jednorazowy incydent; instrumentalne traktowanie przyjaciół – da się przeżyć. Ale, na litość, OKRADANIE TRUPÓW? Co za chwilę będą robić ludzie w tym blogasku? Sprzedadzą swoje koleżanki do tajwańskich burdeli?
Wrrr.

No coś Ty, do burdeli by ich nie sprzedali, bez przesady.
Po co ma ktoś inny korzystać? Przerobią je na kebab.
Złapał się za głowę i czuł się winny jej śmierci.
Pełen automatyzm.

Chciało mu się płakać, ale zamiast tego wybiegł z pokoju, a drzwi trzasnęły z niesamowita siłą.
Chciały go w łeb trzasnąć, ale się wywinął, skubany.One trzasnęły, bo facepalma robiły.

W drzwiach wejściowych omal nie zderzył się z Mikołajem, który przyszedł do Natalii.(...) Nie zamierzał prowadzić z nim żadnej rozmowy, ale po chwili uświadomił sobie, że mógłby z nim przeprowadzić mały wywiad na temat Natalii. Oni byli przecież rodziną. Co prawda sytuacja nie sprzyjała rozmowie, ale drugiej takiej szansy może już nie dostać.
Aha. Pierdolić* martwą i sztywną przyjaciółkę w pokoju obok – w końcu jest okazja, by przybliżyć się do wskoczenia w majtki boCHaterki!
*Nie dosłownie, rzecz jasna. ^^”Wychodzi z założenia, że tamtej już i tak nic nie pomoże, a druga szansa dowiedzenia się czegoś pożytecznego może się już nie przytrafić.

[chłopcy idą na łąkę (!) porozmawiać o Natalii i nazrywać dla niej kwiaty (!!!)]
- To chodźmy – wyszli z domu i nie zdawali sobie sprawy, że w oknie zauważyła ich Natalia. Dziewczyna była przerażona. Bała się tego, że Sebastian mógłby powiedzieć Mikołajowi na jej temat, a raczej na ich temat. (...) Wzięła głęboki oddech i udała się do kuchni, gdzie śniadanie jadła już Anita. (...)
- Ciekawe, co tam u Basi? (...) Powiem ci, że ona wczoraj zachowywała się jakoś dziwnie. (...) Miała ze sobą jakieś pudełko i nie chciała mi go pokazać – Natalia zbladła. Czyżby Basia ukradła jej perły?
- Pudełko?
- Tak. Było małe i czarne z białą gwiazdką na górze. A czemu pytasz? Coś się stało?
- Nie. Nic. Tylko też wydaje mi się to dziwne, ale… ale myślę, że nie musimy się niczym martwić – w końcu odzyskała pewność siebie, przekonując siebie w duchu, że jej podejrzenia są bezpodstawne. Niby dlaczego Basia miałaby dać naszyjnik, a potem go zabrać?
Może chciała się w piekle poniewierać. :>

- Natalia powiedz mi… - nie dokończyła, gdyż przerwał jej przerażony Romek.
- Musicie to zobaczyć. (...) – dziewczyny natychmiast udały się za nim do pokoju Basi, gdzie byli już: Zenek, Krystyna i Piotr. To, co obie zobaczyły na miejscu przekroczyło ich najśmielsze oczekiwania. Anita z wrażenia krzyknęła, a Natalia stała i patrzyła na zmarłą przyjaciółkę jak zahipnotyzowana.(...) To wszystko jej wina! To ona ją zabiła! Łzy napłynęły jej do oczu. Nie miała już sił, aby stać i dłużej na to patrzeć. Bez jakiegokolwiek słowa wybiegła z pokoju i omal nie przewróciła się na schodach.
Och tak, teatralne i ostentacyjnie spierdolenie z domu, by zostawić cały ten sztywny problem na głowie innych, daje ci +10 do wrażliwości i uduchowienia!I skąd przeświadczenie, że ona jest winna śmierci tamtej? Mary Sue jest z definicji praprzyczyną wszystkiego, czy jak?

[absztyfikanci boCHaterki rwą kwiecie na łące; Mikołaj wygaduje się Sebastianowi, że nie jest spokrewniony z Natalią]
Nagle obaj zobaczyli idącą dziewczynę. Była cała zapłakana, a jej kolano było całe czerwone od krwi. Sebastian natychmiast do niej podbiegł.
- Co się stało?
- Ona… No bo… Ja nie wiem… Ja nie wiem jak to się stało – cała się trzęsła.
- No nie płacz. Serce mi się kraja, jak cię widzę w takim stanie. Uspokój się i powiedz mi, co się stało? – doskonale wiedział, czemu ona była w takim stanie, ale nie mógł się ujawnić. Przytulił ją do siebie, ale ona natychmiast odsunęła się od niego. Nie chciała, aby Mikołaj wziął ich za parę.
W końcu cóż z tego, że Basia jest martwa – intrygi miłosne przede wszystkim!A kto by się jakimiś tam zwłokami przejmował...

- Basia… Ona… Ona nie żyje.
- Jak to?
- Ktoś udusił ją dzisiaj w nocy.
- Mogę jakoś pomóc? – Mikołaj powoli podszedł do nich. Tak bardzo chciał ukoić jej smutek i trzymając ją w ramionach, szepczeć do ucha, że wszystko będzie dobrze.
Jak miło, że kogoś w ogóle obchodzi, że zginęła dziewczyna, prawda? Że już nie wspomnę o tym, że jej morderca gdzieś tu się pewnie czai...

Ona jednak nie odpowiedziała, tylko zwróciła się do Sebastiana.
- Myślę… Myślę, że powinieneś iść do domu. Byliście razem i domyślam się jak się teraz czujesz.
- A ty?
- Zaopiekuje się nią – Mikołaj odpowiedział za nią, nie rozumiejąc, co się tutaj działo. Sebastian był związany z Basią, a kochał Natalię?
No tak, TO jest z pewnością kluczowe w tej sytuacji. A może akcja niepostrzeżenie przeniosła się do Mexico City, że jeden trup nikogo nie rusza?Skąd wiesz, ilu znajomych już wcześniej pochowali. A może to nieślubne dzieci Tarantino i szlachtowanie kogo popadnie to dla nich codzienność?
E tam, Tarantino jest mocny tylko w gębie. To znaczy w taśmie. ;P

Dziewczyna zrobiła kilka kroków dalej i usiadła na trawie. Już nie płakała. Odczuwała jedynie strach przed tym, co może się zdarzyć.
Oraz zastanawiała się, czy jej śliczna koronkowa bielizna, jaką dziś założyła, zrobiłaby wrażenie na Mikołaju.

Mikołaj jednak nie zamierzał robić jej żadnych wyrzutów tylko podszedł do niej i usiadł obok niej.
- Domyślam się, jak się teraz czujesz.
- Naprawdę? – spojrzała na niego zdziwiona.
- W dzieciństwie straciłem rodziców straciłem rodziców (i kupiłem czarny ciągnik, kupiłem czarny ciągnik...) i zostałem sam z bratem.
Łojdiridi, łojdiridiridi, łojdiridiridi u-ha!*podzwania tamburynkiem do rytmu*

- Wszystko będzie dobrze – powiedział, patrząc jej prosto w oczy.
- Skąd… Skąd to wiesz? – spytała ledwo słyszalnym głosem. Ich usta były niebezpiecznie blisko siebie. Mikołaj walczył sam ze sobą, aby jej nie pocałować.
- Czuje to
...mój honor mi podpowiada.
Znaczy – nadchodzi biegunka?

– uśmiechnął się, a ona zbierając w sobie resztki odwagi odsunęła się do niego – Zobaczysz jeszcze wszystko się ułoży.
Może cię zmartwię, koleś, ale jak dotąd tylko jednemu facetowi „ułożyło się” po śmierci – tyle, że to był syn Szefa.
- Wątpię – ponownie zaczęła płakać, a on przytulił ją do swojej piersi. Oddałby wszystko, aby ona tak nie cierpiała. Była prawdziwym aniołem i nie zasłużyła na to, co się teraz działo
Nie no, kurwa, bo to ją tu krzywda spotkała, nie? A ten „anioł” rychło zmieni się w Golgothana gdy facet zobaczy, co za zołzę sobie wybrał.Bo ona jest Chrystusem Narodów i za milijon cierpi katusze. :]

– Ona była moją przyjaciółką. Powinnam… Powinnam się domyśleć, że coś jest nie tak.
- To nie jest twoja wina.
- A właśnie, że moja! – nie rozumiała, co się stało, ale wiedziała, że mogła zapobiec jakoś jej śmierci. Basia ukradła jej naszyjnik z zazdrości o Sebastiana. Chłopak okłamał je obie. Chciał zdobyć serce Natalii kosztem drugiej osoby. Dowiedział się, że Mikołaj jest jej „kuzynem” i przypadkowo wyciągnął błędne wnioski.
- Mylisz się – odruchowo delikatnie pocałował ją w czubek głowy, jakby tym gestem chciał dać jej do zrozumienia, że ona jest dla niego kimś więcej, niż tylko zwykła znajomą.
Córką? Podopieczną? Bo małe dzieci się zazwyczaj całuje w główkę.

– Myślę, że ona nie powinna nazywać się twoją przyjaciółką.(...) Powinnaś coś wiedzieć. Ta twoja znajoma odebrała ci miłość.
- O czym ty mówisz?
- Z tego, co wiem to Sebastian cię kocha i…
- Ja już o tym wiem! – przerwała mu. Ogarniała ją złość. Jak on śmiał obwiniać o wszystko Basię, nie znając całej sytuacji? Zaczęła się domyślać, co takiego Sebastian mógł mu powiedzieć.
- Skoro już jej nie ma, to chyba możecie być już razem. Teraz powinno wszystko się ułożyć
Dżizaskurwajapierdolę. Jak gargantuicznych rozmiarów dupkiem trzeba być, by skomentować tak śmierć boru ducha winnej dziewczyny?
- I mówisz to takim spokojnym głosem?
- Staram się myśleć obiektywnie.
- Mogę wiedzieć, co jeszcze wymyśliłeś? – starała się mówić normalnie, ale z każdą chwilą coraz trudniej jej to przychodziło. Miała ochotę zrobić mu awanturę, ale chciała jeszcze usłyszeć, co on ma jej do powiedzenia.
- Wymyśliłem? Po prostu takie są fakty – nie rozumiał jej zachowania.(...) - O co ci chodzi? – nie wytrzymał i postanowił wszystko z nią wyjaśnić.
- Mi? O nic – ruszyła w stronę drogi, a on szedł za nią.
- To więc po co rozpowiadasz niestworzone rzeczy n mój temat?
- Nie jesteś kim, komu musze się tłumaczyć –
No jasne, zwłaszcza, że te swoje kłamstwa opowiadasz o nim. Spoko, nie jesteś mu nic winna.Nie znasz się. Ona po prostu gra teraz „niedostępną”.

- Ale chyba kilka słów wyjaśnienia mi się należy.
- Skoro jesteś taki mądry, to założę się, że znalazłeś już jakieś wytłumaczenie.
- Mam pewne podejrzenia.
- To słucham! – ustała
Znaczy że co, też trupem padła?

i spojrzała na niego. Była cała zdenerwowana i nawet nie podejrzewała, że mężczyzna, którego kochała może być inny niż ona podejrzewała. Jak ona mogła aż tak strasznie się do niego pomylić?
A, przepraszam że się wtrącę, od jak dawna się znacie? Od tych czterdziestu minut spędzonych razem przed kilkoma dniami?Nie rozumiesz? Wszak miłość Mary Sue z grzechów obmywa i do bycia Nieskazitelnym predestynuje! Słusznie jest oburzona!

- Myślę… Myślę, a wręcz jestem pewien, że od samego początku chodziło ci o Sebastiana i kolejnymi kłamstwami chciałaś wzbudzić jego zazdrość.
Jak widzimy, jedynym znanym aŁtorce sposobem na wzbudzenie zainteresowania wybranka/ki jest wzbudzenie w nim/niej zazdrości za pomocą jakiegoś naiwnego frajera. Gratulujemy dojrzałości.

Gdy nie wiedziałaś jak coś odkręcić, wymyślałaś coś innego, wykorzystując mnie od samego początku. Jestem ciekawy, co wymyślisz, gdy prawda wyjdzie nie jaw?
- To już nie twoja sprawa! – ruszyła przed siebie, ale po chwili zatrzymała się i odwracając się do niego, powiedziała coś, co bardzo wiele ją kosztowało – Jesteście obaj siebie warci. I wiesz co? Nienawidzę was obu! – nie próbował jej zatrzymać. Nic nie rozumiał, nie wiedział, o co w tym wszystkim naprawdę chodziło,
To tak jak ja.

ale zdawał sobie sprawę z tego, że popełnił błąd. Nie znał całej prawdy i tylko na podstawie kilku informacji wyciągnął wnioski. Tak bardzo chciałby cofnąć czas do chwili, gdy ją poznał. Tak bardzo chciałby o niej zapomnieć. Tak bardzo chciałby teraz nie cierpieć…
O kurwa...Widać są już na etapie czwartej zwrotki statystycznej disneyowskiej Piosenki Zakochnych – bójmy się, co będzie, jak dotrą do ostatniej.

Rozdział 8: Przesłuchanie
Policja nie tylko otoczyła dom Grabińskich i rewidowała każdego, kto tu chciał wejść.
W krzakach czaiło się pięć oddziałów antyterrorystycznych, w powietrzu latały helikoptery, a prezydent apelował w telewizji: „Nie zabijajcie nas!”

Prowadzący śledztwo – Rafał Komorowski zlecił swoim współpracownikom chodzenie po wsi i ustalenie szczegółów ważnych dla śledztwa.
Przy czym kluczowy jest tu sam proces chodzenia.Wiesz... to ma sens. Tu pójdą, tam zajrzą, stamtąd kurę podwędzą... płaca w policji niska, a żyć trzeba.

Udało mu się ustalić, że w nocy ktoś tu był, co tłumaczyło szczekanie psów, ale jak na złość nikt nic nie widział i nic nie wie.
Durne dowody, że też zawsze ich nie ma, jak akurat są potrzebne!

Po przesłuchaniu Piotra i Krystyny przyszedł czas na piątkę przyjaciół. (...) Na pierwszy ogień poszedł Romek.
- Nazywam się Rafał Komorowski i jak pan zdążył się zorientować prowadzę śledztwo w sprawię pana znajomej – zaczął policjant dokładnie mu się przyglądając. (...)- Czy wie pan coś, co może pomóc nam w rozwiązaniu tej sprawy? –
Romek chwile się zastanowił i stwierdził, że ostatni wypadek z udziałem Anity może mieć cos wspólnego ze śmiercią Basi.
Boska dedukcja. Niech powie jeszcze o wyjątkowo silnym gradobiciu sprzed miesiąca i cielęciu o dwóch głowach, co się u starej Matysowej urodziło na wiosnę.

- Kilka dni temu Anita Zaręba omal nie utonęła w jeziorze.
- A co to ma wspólnego do sprawy?
Widzę, że policjant inteligent, wykształcony, poprawną polszczyznę ma w... jednym z otworów ciała...

- A to, że ktoś próbował ją utopić i jeszcze na dodatek jakaś kobieta śledziła nas, gdy byliśmy w zamku. (...) - Ja jej nigdy na oczy nie widziałem, ale moja znajoma – Natalia ją widziała dwa razy.
- A co robiliście w tym zamku?
- Nic. To była taka mała wycieczka – zapomniał wspomnieć, że to był zakład odbywający się w nocy, a dokładnie o północy.
No tak, policja niechybnie uznałaby, że wszystkiemu winne są duchy i zamknęła śledztwo.Północ ma tu znaczenie okultystyczne, kluczowe i mistyczne. I z pewnością informacja ta pomogłaby w odnalezieniu zabójcy.

- A czy wczoraj wieczorem nie zauważył pan czegoś dziwnego?
- Jeżeli to ma jakieś znaczenie, to Basia źle się czuła i przed snem wogule jej nie widziałem. Powiedział mi o tym Sebastian – jej chłopak.
- Czy oni byli ze sobą bardzo blisko? (...)
- To był tylko związek na pokaz, żeby inni widzieli.
- Jak on ją traktował podczas tego chwilowego romansu?
- Wydawali się być w sobie zakochani, ale pamiętam, że były takie chwile, iż traktował ją chłodno i z dystansem.
- Myśli pan, że ten cały Sebastian mógłby mieć motyw, aby ją zabić?
No, naprzykrzała mu się cholera, to chłopięciu w końcu nerwy puściły, a że nerwowy był od dziecka i siłę w rękach miał po dziadku, to... tak jakoś wyszło, panie władzo.
- Moim zdaniem nie.
- Wspomniał pan o Natalii. Jakie relacje panowały między nią a zmarłą?
- Basia była szaleńczo o nią zazdrosna i rzadko ze sobą rozmawiały, ale kilka dni temu się pogodziły, co też wydawało się dziwne.
- Co to znaczy „dziwne”?
- Nagłe pogodzenie po kilku latach życia w waśni wydaje się dziwne.
Mnie w obliczu tej sytuacji wydaje się dziwny już sam wspólny wyjazd, ale to szczegół.

- Ma pan rację. To wygląda podejrzanie.
- Co pan sugeruje?
- Panna Bielska mogła zabić swoją rywalkę, gdyż ta jej tylko przeszkadzała.
Tu na wierzch wyłazi profesjonalizm przesłuchującego, nieprawdaż.

- To nonsens. Już panu powiedziałem, że Natalia wcale nie kochała Sebastiana! (...) Już prędzej po Sebastianie bym się wszystkiego spodziewał, ale nie po niej.
- Czyli mógł on jednak zabić? Zaprzecza pan samemu sobie, a za pomoc w ukrywaniu sprawcy grozi kara.
- Nie ma takich powodów, abym bronił Sebastiana. Niech lepiej pan go przesłucha, a wtedy się przekona, gdzie leży prawda. – Romek aż gotował się ze złości. (...) Bał się, że jego nieuporządkowana wypowiedź może skrzywdzić niewinne osoby.
- W takim razie żegnam pana – Rafał nie lubił, gdy ktoś dyktuje mu warunki gry. On sam decyduje kogo przesłuchuje i w jakim czasie.
Trudno, żeby to przesłuchiwany decydował o takich rzeczach. Serio.

Odprowadził Romka do drzwi i poprosił Zenka. Co prawda miał wielką ochotę przesłuchać Sebastiana, ale chciał zrobić na złość Romkowi.
W ostateczności rozważał też odmrożenie sobie uszu.

Opanowany policjant z każdą chwilą robił się coraz bardziej zdenerwowany. (...) Usiadł, zrobił łyk kawy
Na drutach.

i spojrzał na Zenka. Jego twarz nie skrywała żadnych emocji, a przecież powinien on być załamany tym, co się stało.
Skoro „nie skrywała” to znaczy, że właśnie powinno być widać emocje, panno Ałtorko.

Tym razem nie zamierzał być do końca taki miły, jak to było w poprzednim przypadku.
Schował cukierki i wyciągnął pejczyk. ^^

- A co pan ma mi ciekawego do powiedzenia? – spytał ironicznie z uśmiechem na twarzy, chociaż powinien być poważny.
- To znaczy?
- Spytam wprost: czy Barbara Zaniewska miała jakichś wrogów?
- Nie sadzę.
- A jakie stosunki łączyły ją z Natalią Bielską?
Udane i bogate w orgazmy.

- Bardzo się lubiły…(...)
- Czy Natalia mogła mieć motyw, aby ją zabić?
- Oczywiście, że nie. Oddałaby za Basię życie i bardzo przeżyła jej śmierć
Jeżu. Ci ludzie naprawdę są tak głupi i ślepi, czy tylko udają? =.=

- A co z tajemniczym wypadkiem Anity Zaręba?
Polskie żeńskie nazwiska zakończone na „a” odmieniamy. Zawsze. Lekcje gramatyki nie bolą, moje dziecko.

- Sam nie wiem, co o tym myśleć. Mogła rzeczywiście tonąć, albo tylko udawała, aby nas przestraszyć.
- Do której wersji bardziej się pan skłania?
- Do tej pierwszej.
- A dlaczego? Czy to prawda, że ktoś chciał ją zabić? Co pan wie o tajemniczej kobiecie z zamku, w którym niedawno byliście?
- Natalia twierdzi, że widziała kogoś nad jeziorem, a potem w zamku i stąd wysunął się wniosek, że to wszystko jest podejrzane.
- Czy ona opowiadała wam o niej?
- Mówiła tylko, że ją widziała i nic więcej.
- Czyli ona może coś wiedzieć?
- Nie wiem, ale szczerze wątpię.
Też wątpię, aby ona wiedziała cokolwiek. O czymkolwiek. :>

- I jeszcze ostatnie pytanie. Czy pana zdaniem Sebastian Różewicz mógł zabić Barbarę Zaniewską, aby pozbyć się konkurencji i potem związać się z Natalią Bielską?
Pozbyć się konkurencji?! A jaką konkurencją była niby Basia? Przecież wystarczyło, żeby jej powiedział „Bujaj się, stara torbo!”

[tymczasem wśród pozostałej młodzieży...]
- Co to tak długo trwa? – spytał Sebastian. Jak na to, co się działo był dziwnie spokojny.
- A co? Spodziewałeś się, że po 5 minutach go wypuszczą? – odpowiedział ironicznie pytaniem na pytanie Romek. Oblicze śmierci Basi nic nie zmieniło w relacjach między nimi dwojga, a wydawało się, że powinno.
Oblicze było zawiedzione i ze zgorszeniem marszczyło brew.

- Jak nie ma nic na sumieniu, to rzeczywiście powinno tak być.
- Założę się jednak, że ty coś będziesz miał – Sebastian zaniemówił i zbladł. Romek wyglądał, jakby czytał w jego myślach i znał jego tajemnice. Nie! To nie możliwe! Nikt nie widział rano w pokoju Basi, więc jest czysty. Zapomniał jednak, że odchodząc trzasnął drzwiami, a więc mógł go ktoś zobaczyć.
Zaprawdę powiadam Wam: po trzaskających drzwiach ich poznacie.

- Czy chociaż teraz możecie się nie kłócić? – wtrąciła się Anita, która już nie mogła dłużej tego słuchać.
- A czym my się kłócimy? – spytał z niewinną miną Romek.
Talerzami, patelnią. Wałkiem do ciasta.. co w ręce wpadnie.
Natalia siedziała w kącie i wyglądała jakby była zahipnotyzowana. Nie płakała, ale minę miała poważna. Po powrocie do domu wzięła szybki prysznic, przebrała się i leżąc na łóżku płakała na bólu.
Ból też płakał, bo Natalia była diablo ciężka.

Nie chciała z nikim rozmawiać, chociaż przyjaciele próbowali. Zamknęła się w sobie i była sama ze swoim bólem, nie chciała niczyjej pomocy.
Wiem, do czego zmierzasz, aŁtorko – do tego, byśmy wraz z tobą westchnęli „ach, jakież to romantyczne, być samemu ze swoim BULEM!!!111oneone!”. Przykro mi – nie jest to romantyczne, tylko gówniarskie. Do ponownego rozważenia problemu zapraszamy za dziesięć lat.

Czekając na Zenka, uświadomiła sobie, że nie może powiedzieć policji prawdy, gdyż oni wzięliby ją za wariatkę i niewiadomo jakby cała ta sprawa mogłaby się potoczyć. Doszła do wniosku, że musi zachować zimną krew, aby nie stoczyć się na same dno, tak jak jej matka po śmierci ojca.
A cóż się z nią stało? Zamieszkała pod mostem w kartonie po murzynkach i narkotyzowała się butaprenem?Została szwaczką i pomagała samotnym mężczyznom, którzy po śmierci żony od dawna sami nie... nie mogli sobie przyszyć guzika?

Ona nie miała czasu na łzy. Musiała pomóc Alicji wstać na nogi
Dobrze, że nie chciała jej pomóc w wyciągnięciu nóg. :>
Może jakoś ze śmiercią Basi by się uporała, ale do jej smutku dochodził Mikołaj. Dzisiaj potraktował ją jak jakoś intrygantkę bez żadnych skrupułów, a sam zachowywał się tak, jakby nic nie miał sobie do zarzucenia.
Bo ona w żadnym wypadku intrygantką nie była. A on jej zrobił sthhraszną krzywdę. Co prawda nie mam pojęcia jaką, ale skoro ona tak mówi, to tak musi być.

Miała ochotę zemścić się na nim i oczywiście na Sebastianie. Gdyby nie on, to ona nie rozpoczęłaby tej beznadziejnej gry.
A kazał jej ktoś? Nie trzeba było rozpoczynać gry, w której jest się tak nieudolnym.

- Mogę wiedzieć, co podarowałeś wczoraj Basi? – spytała, chcąc ośmieszyć i skompromitować go w oczach przyjaciół, tak jak on to zrobił z nią.
- Ja? – spytał zaskoczony i nagle oczy wszystkich zwróciły się na Natalię.
- Tak ty. Mówiłeś, że dałeś jej coś wyjątkowego. Czyżbyś nagle o tym zapomniał? (...) - To, co to było? Chyba mamy prawo wiedzieć – drążyła uparcie temat Natalia. Nie dała po sobie poznać żadnych emocji. Trudno było ją rozgryźć.
A kogo miał niby dotyczyć ten komentarz? Czytelników? Narratora? Bo ja akurat nie mam problemów z „rozgryzieniem” gówniary, więc pewnie analizatorzy mają jakiś immunitet.

- A więc… A więc to jest coś wyjątkowego, nawet nie domyślacie się, co…
- Możesz przestać w końcu gadać te bzdury i powiedzieć nam prosto w oczy, w co ty grasz? – przerwała mu stanowczym głosem.
Jasna rzecz, gra jest o skórę,
nie o strój.
No, jak tak to tak.
Jest pergamin, sznur i hak,
popatrz, diable prosto w twarz,
graj va banque!”


- W nic. Dobrze o tym wiesz.
- Natalia, co się dzieje? – spytała zaniepokojona Anita. Podeszła do przyjaciółki i usiadła obok niej.
- Spytaj jego – rzuciła w jego kierunku wymowne spojrzenie, a gdy ten milczał, odpowiedziała za niego – Cały czas bawił się uczuciami Basi i za jej plecami próbował podstępem zdobyć moją miłość, ale nie udało mu się to, co teraz widać.
- To prawda?
- Ja… No bo…
- Prawda, prawda. Pożałujesz tego, co zrobiłeś i tym razem nie chodzi tu o Basię – chodziło jej o Mikołaja.
Jasne! Jebał pies Basię! Kogo obchodzi, że została zabita przez miłosne intrygi, w których boCHaterka grała główną rolę! Zniewaga Tru Loffa – oto, co krwi wymaga.

[przesłuchanie Anity]
- Jestem przekonany, a wręcz w 100% pewny, że jako dobrzy tak myślę przyjaciele mówicie sobie wszystko. W takim razie słucham.
- W tej kwestii się pan myli
Głównie, to się okłamujemy i kopiemy pod sobą dołki. No, czasem jeszcze na siebie nawrzeszczymy. Ale tak ogólnie, to się lubimy, tak.

– wiedziała, ale bała się o tym mówić. Nie chciała wplątywać się w zabójstwo Basi. Znając policję jeszcze i jej udowodniliby jakoś tam winę i wsadziliby ją do aresztu. Dziewczyna wiele o takich sprawach się nasłyszała, (...) i nie miała zaufania do dzisiejszego wymiaru sprawiedliwości. Nie mogła uwierzyć, że Romek i Zenek zachowali się jak ostatni idioci i powiedzieli Rafałowi wszystko, co wiedzą.
Ach tak, teraz jesteśmy zbuntowanymi anarchistami, kontestatorami porządku społecznego? A o tym, że za składanie fałszywych zeznań i wprowadzanie w błąd organów ścigania idzie się siedzieć, panienka wie?

[przesłuchanie Sebastiana]
Sebastian powinien się bać, a tymczasem zachowywał się normalnie. Chłopak wiedział, że jeżeli powie o perłach, to może zostać aresztowany.
Taak. Policja bez sprzeciwów uwierzy w to, że mordercą był perłowy naszyjnik. Oł je.Jeśli śledczy jest maniakalnym fanem baśni braci Grimm – ewentualnie Harry’ego Pottera, to jest na to niewielka szansa. ;)

Cały czas się zastanawiał, co jego poprzednicy mogli powiedzieć Rafałowi. On nie zamierzał jednak mówić całej prawdy. Niby po co? Żeby doprowadzić do własnego końca?
No jasne, po co odpowiadać za to, że się przyczyniło do czyjejś śmierci? To dla lamerów.


czwartek, 21 października 2010

Jeże wołające na puszczy, czyli Mary Sue wśród dzikich plemion - część II

Witajcie!

W tym tygodniu poznacie dalsze losy Natalki, która wraz z przyjaciółmi wyjechała na brudną, straszną wieś, by dewastować nocami pobliskie zamki, okłamywać kogo się tylko da, rozkochiwać w sobie miejscowych Adonisów oraz zbawiać świat swoją cudownością. Bohaterowie jeszcze dobitniej udowadniają swym zachowaniem swoją dorosłość, w wolnych chwilach zaś są podtapiani przez utopca/Stracha/cholerawieco, słyszą głosy i znajdują skarby ukryte w pudłach - a dookoła tego wszystkiego biega krzyczenie, hucząc przeraźliwie.

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka


- Jak chcesz to możesz wziąć wolne – zaproponowała mu Lucyna.
- Mówi pani poważnie?
- Przecież słyszałeś – Amelia nie pozwoliła nawet starszej pani się odezwać. Nie mogła pozwolić na to, aby ona w ostatniej chwili się rozmyśliła.(...)
– To do widzenia.
- Cześć i bawcie się dobrze – Natalia nie mogła uwierzyć w to, co się dzieje. Nie dość, że on należał do innej, to jeszcze nawet się z nią nie pożegnał. Jak on mógł?
Jak on mógł? Jak mógł nie paść przed nią na kolana i, całując skraj jej szaty, nie szeptać „żegnaj” do białego rana?! Jak mógł łez przy tym nie ronić rzęsistych i róż nie rozsypać przed nią o płatkach ciemnokrwistych...?

Ekhm. Coś mi tak ten, no... wczułam się.
Jeszcze cię trzyma po Lilith? Biedactwo. *głaszcze*

Chciało jej się płakać, ale nie mogła tego zrobić przy Lucynie. Wzięła się w garść i razem z babcią spędziła miłe południe.
Dzielna dziewczyna. Gdybym ja dowiedziała się, że facet, którego w ogóle nie znam i z którym tylko raz gadałam przez pół godziny o niczym, by zabić czas, ma dziewczynę – to bym skończyła w strumieniu, pośród zimnych wodorostów, jako ta Ofelia. Serio. ;>
- Kochasz ją? – spytała bez ogródek Amelia, gdy już opuścili dom.
- Że co?
- Widziałam, jak na nią patrzysz. Chyba nie zaprzeczysz?
- Odbiło ci? Przecież dopiero, co ją poznałem.
- Czemu miałabym ci wierzyć?
Właśnie, czemu? W końcu to nie rzeczywistość, tylko blogasek. Tu działają imperatywy kategoryczne przeczące logice, za to oparte na narracji disnejowskiej, w której bohaterowie nienawidzący się w pierwszej zwrotce piosenki, pod koniec trzeciej już są zakochani. Tró Loff + Mary Sue = WNM.
- Sto razy cię mówię
Proszę Państwa, oto mamy typowy przykład zdania ze składnią charakterystyczną dla coraz liczniejszego plemienia Marysuków z krainy Analfabetynia. Plemię to słynie z bardzo niskiego poziomu kultury, który to fakt nie przeszkadza niestety jego członkom generować coraz większej ilości tekstów i rozpowszechniać ich na drodze wymiany towarowej (za walutę służy im pożywienie zwane komciu-komciu).

- Sto razy cię mówię że cię kocham i nigdy bym cię nie zdradził. Co mam jeszcze zrobić, abyś przestała mi w końcu urządzać te głupie sceny zazdrości?
Utnij sobie strategiczną część ciała i podaruj jej na urodziny, zatopioną w formalinie.Z umieszczonym strategicznie zbrojeniem z długopisu czy innego nadającego się na twardy rdzeń przedmiotu, coby ów podarek miał również zastosowanie praktyczne. ^^
- Myślałam, że…
- Czasami mam już dosyć tego twojego powolnego myślenia – nie czekając na jej reakcje ruszył wprost przed siebie. W ręku miał brudną koszule, którą zdjął podczas rąbania drzewa.
Skoro ją zdjął, to od czego była brudna? Chyba, że usyfił ją już wcześniej. O.o
...Bruudaaas.
No wiesz, toż to wieś Ciemnogród Zapyziały, kod pocztowy NieMaTakiegoNumeru. Tu ciuchy występują tylko w stanie usyfionym.

Już wolał pracować niż się teraz z nią kłócić. Amelia natychmiast go dogoniła. Nie mogła go przecież stracić.
Bo przecież gdy tylko straci go z oczu, ukochany niechybnie puści się z pierwszą napotkaną dziewoją (a z braku owej, nawet z dziurą po sęku). To elementarne, drogi Watsonie.
- Przepraszam kochanie. Wybacz mi – gdy on w dalszym ciągu milczał, ona kontynuowała – Obiecuję, że to już więcej się nie powtórzy.(...). Ja po prostu boję się, że cię stracę – ustał i spojrzał na nią. Naprawdę żałowała i jej skrucha był szczera, a nie udawana.
- Nie stracisz.
Ehe, ehe.
- To dobrze. Tak bardzo cię kocham.
- Wiem o tym – ale czasami tego nie czuł. Miał wrażenie, że ona jest z nim dla wygody. W miłości potrzebne jest zaufanie, a Amelia prawie na każdym korku go kontrolowała.
Dorabiała sobie w drogówce?
To robiło się już męczące. Nie myślał jednak o rozstaniu. Kochał ją, ale czegoś mu brakowało…
Brakowało jej porażającej aury zajebistości Mary Sue. Tego się nie da niczym zastąpić.

Rozdział 4: Niebezpieczna zabawa
Obiecujący tytuł. Przekonamy się, ile ma on wspólnego z łańcuchami w piwnicach i skórzanymi pejczykami, a ile z... czymś innym.
Z chałupniczym nitrowaniem gliceryny potrzebnej do zabawy w Al-Kaidę?
Natalia tak się zagadała z babcią, że do domu wróciła około godziny 16.00. (...) W drzwiach powitał ją Romek.
- Gdzie to się chodziło?
- A dla kogo ten wywiad?
- Dla radia.
- To powiedz słuchaczom, że miałam randkę z oszałamiająco przystojnym mężczyzną.
- Naprawdę? – w jednej chwili dołączył do nich Sebastian. Nie mógł uwierzyć w to, co słyszy.
- A jak myślisz? – uśmiechnęła się, a następnie weszła do środka.
- Słyszałeś? Ona kogoś ma.
- Było się lepiej starać stary – Romek udał się do sadu, zostawiając przyjaciela samego. Sebastian nie mógł się powstrzymać i podzielił się to straszną dla niego nowiną z innymi. Basia szalała ze szczęścia. Może w końcu chłopak zwróci na nią uwagę.
*patrzy na powyższy dialog i zachowania bohaterów*
Że ile oni mają, przepraszam, lat? Około 20, tak?
Państwo pozwolą, że sobie ryknę.


Wykorzystując nadażająco się okazję postanowiła porozmawiać z Natalią, aby upewnić się, że to prawda.
Świnto to prowdo, kumo!
- To prawda, co się o tobie mówi?
- A co się takiego mówi?
- Że masz kogoś.
Łoho, jeden kolega zarzucił żartem, i już „się mówi”? Tylko czekać, aż w „Życiu na gorąco” o niej napiszą.Taa, agencja Reutersa zabuliła już okrągłą sumkę za wyłączność na newsa takiej wagi.
- A kto ci to powiedział?
- Sebastian. Podomież dzisiaj miałaś randkę
Absztyfikanta przyjęła odziana li i tylko w podomkę.
- Powiedziałam tak, aby on w końcu się ode mnie odczepił.(...) On chciałby czegoś więcej, czego nie mogłabym mu dać. Zasługuje na szczęście, ale u boku kogoś innego.(...) Czemu o niego nie walczysz?
- Jak mam o niego walczyć, skoro on zapatrzony jest w ciebie. Czemu robisz mu nadzieje?
- Odkąd się znamy, on doskonale wie, że nic do niego nie czuje, ale nie potrafi się z tym pogodzić. On potrzebuje nowej miłości, aby móc o mnie zapomnieć. Ty doskonale się do tego nadajesz.
- Czemu dopiero mi to mówisz?
Ekhm... a to nie wynikało w sposób oczywisty z samego faktu ciągłego odtrącania przez nią chłopaka i pomiatania nim?
- Bo nigdy nie pozwoliłaś mi na to – Basia nie wiedziała, co odpowiedzieć. Rzeczywiście odkąd pamięta, tak właśnie było. Nie miała pojęcia, że Natalia nie kocha Sebastiana.
Widzę, że wszyscy tu błyszczą inteligencją i domyślnością.

[dziewczęta zostają BFF]
- Co zamierzasz zrobić?
- Z kim?
- Z tym domniemanym ukochanym.
- Będę kłamać, dopóki będzie to możliwe.
- Wiesz, ze fajna jest z ciebie dziewczyna?
*przygląda się dwóm ostatnim zdaniom*
*wzdycha ciężko*
- Wiem – Natalia cieszyła się, że zażegnała konflikt pomiędzy nimi. Nareszcie, bo trwało to już wystarczająco długo. Basia ruszyła do drzwi. Chciała wyjść, gdy nagle coś jej się przypomniało.
- Bym zapomniała. Jutro wybieramy się nad jezioro. Trzeba korzystać z życia.
A co im przeszkadza iść dziś? Przecież jezioro było widać z okien domu, więc nie może być zbyt daleko, zatem nie muszą się na tę wyprawę przygotować psychicznie i zbierać prowiant na trzy dni. Po co oni na tę wieś pojechali, promienieć zajebistością na ciemne warstwy chłopskie?
Wyrywać chłopów od pługa oderwanych, silnych, gibkich, ogorzałych od słońca... Nie to co te miejskie chłystki. ;D
Natalia położyła się na łóżku i uśmiechnęła się do siebie. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Czemu Mikołaj musiał być związany z kimś takim jak Amelia? Na pierwszy rzut oka widać, że to dziewczyna nie dla niego.
Ponieważ? Poproszę inną odpowiedź niż „Bo nie jest mną”.

Sposób w jaki zachowywała się przy Lucynie był karygodny. Nawet się nie pożegnała ze starszą kobietą, tylko dumna jak paw z ukochanym pod rękę wyszła.
Za to Ty jesteś samą grzecznością chodzącą na dwóch nogach, prawda?Na dwóch? Pigmejko, toż ona się unosi kilkanaście centymetrów ponad ziemskim padołem, coby się nie zbrukać i nie powalać szlamem.

On był trochę zamieszany, ale mimo to nic nie usprawiedliwia jego zachowania. Dlaczego musiała go spotkać u babci? Dlaczego musiała się w nim bez wzajemności zakochać? Zakochać? Ciężko było go nie kochać.
Dziecko, miłość to coś więcej niż zachwyt nad seksowną klatą. Wiem, to dziwne i wapniackie, ale tak niestety jest.Ale ona CHCE go kochać, teraz, zaraz! Najlepiej od razu na tym pieńku do rąbania drewna!

On zaliczał się do tych silnych, twardych, nie okazujących słabości mężczyzn, gotowych zrobić dla ukochanej kobiety wszystko.
Ciekawe, na jakiej podstawie (podczas czterdziestominutowej rozmowy!) wyciągnęła takie wnioski? Poznała to po jego dykcji, albo może po sposobie wysuwania szczęki i prężeniu muskułów?
Mikołaj nosił objawy Szczękościskus Stalloneum.

Zaczęła marzyć o nich razem, a z wrażenia w końcu usnęła.
KWIK. Porażające musiało być to wrażenie, zaiste.
Marzyła o tym, jak to on kładzie się na niej, a potem czekają na trzęsienie ziemi.

Rano obudziła się rześka i pełna życia. Już nie mogła się doczekać dzisiejszego wypadu nad jezioro. Czym prędzej się przebrała i zeszła na dół zjeść śniadanie.
Ha – miasto, wieś, dom, blok, wiejska chata - prawdziwa Mary Sue ZAWSZE „zejdzie na śniadanie”!
Albowiem schodząc na śniadanie, każda boCHaterka reaktualizuje pierwotne Zejście dokonane przez Pramarysię in illo tempore, konstytuując swoje opko w sferze blogaskum. *dziko wymachuje Traktatem o historii religii M. Eliadego*

Potem poszła pomóc Krystynie w ogrodzie, chcąc zabić jakoś czas. Nim się obejrzała cała paczka szła już nad jezioro.
Ona niestety po pracy w ogródku była spocona i utyłana ziemią oraz śmierdziała nawozem, więc nad jezioro pójść nie mogła.
...Wiem, żyję złudzeniami. Mary Sue się przecież nie poci, brud do niej nie przywiera i sama z siebie automatycznie generuje zapach fiołków. Ale pomarzyć można...


Po dotarciu na miejsce Romek. Sebastian, Zenek, Basia i Anita poszli się kąpać. Natalia postanowiła jednak się poopalać, gdyż dla niej woda była za zimna do kąpieli.
I za mokra pewnie też.
Położyła się na ręczniku i obserwowała krajobraz.
Ruszy się ten pagórek, nie ruszy się...?

Zamek znajdował się 1,5 km dalej.
Fundator zamku był człowiekiem niezwykle pedantycznym i dbał o to, by w jego otoczeniu nie było jakichś zupełnie nieelegenckich odległości w stylu 2, 46 km.
Zdawało jej się, że słyszy jakiś głos, który wołał ją po imieniu. Spojrzała w kierunku jeziora i zobaczyła rozbawionych przyjaciół.
- Wołaliście mnie?
- Oczywiście, że tak. Jeżeli się z nami nie wykąpiesz, to czeka cię kara.
[Natalia nie chciała się kąpać, więc koledzy wrzucili ją do wody. Hahaha, że tak powiem.]
Po chwili była już cała mokra. Powinna być wściekła, ale tym razem zaczęła śmiać się z całej sytuacji.
Ale im się upiekło!
Po wspólnej kąpieli nadszedł czas na piknik.
A nie na konkurs na Miss Mokrego Podkoszulka?
Basia wykorzystała nadażająco się okazję i zaczęła flirtować z Sebastianem.
„Mosz tu ten łoto łoscypek, mój ostomiły! Z własnego mleka z mej piersi łabędziej ci go naryktowałam!”
Wiedziała bowiem młoda góralka, że droga do serca mężczyzny wiedzie przez żołądek.
- Wspaniale jest tak spędzać czas z najbliższymi ludźmi.
- Masz rację. Powinniśmy częściej robić sobie takie wypady – nie domyślił się, o co jej tak naprawdę chodziło. Mimo to dziewczyna nie poddawała się.
- Jesteś wspaniały. Dziwne, że jeszcze nie masz kogoś.
- Szkoda, że tylko ty tak o mnie myślisz.
- Świat nie kończy się tylko na Natalii. Rozejrzyj się dookoła. Może jest ktoś, kto cię kocha –
Subtelny ten podryw, nie ma co. Hipopotamica by była pewnie o ton delikatniejsza.

spojrzał przed siebie i zobaczył Natalie rozmawiającą z Zenkiem. Może rzeczywiście nadszedł czas, aby o niej zapomnieć, albo…
- Ja o tym wiem. Powiem ci w sekrecie, że ona od samego początku była tylko narzędziem.
- Jakim narzędziem?
- Musiałem przecież wzbudzić jakoś zazdrość w pewnej ślicznotce.
- A kim ona jest? – spytała zawiedziona. On kogoś kochał i tym kimś nie była ona. Dlaczego była aż tak głupia, robiąc sobie nadzieje od samego początku?
- Właśnie z nią rozmawiam – dziewczyna spontanicznie pocałowała go i nawet nie zdawała sobie sprawy, że za jej pomocą chłopak chcę wzbudzić w Natalii zazdrość.
Nie zdziwiło jej nagłe zainteresowanie kolesia, który od cholery czasu robi maślane oczy do innej? Cóż – albo ego rozmiarów średniej galaktyki, albo TBM – totalny brak mózgu.Albo jedno i drugie.

Zobaczywszy ich razem Romek i Zenek zaczęli pogwizdywać. Speszona Basia odsunęła się od Sebastiana.
- No, no, no. Co ja widzę? – zaczął żartować Zenek, a zaraz potem dodał: - Panie i panowie! Przedstawiam wam najgorętszą parę sezonu.
- Mógłbyś się w końcu zamknąć? – Sebastian nie spodziewał się takiej reakcji ze strony Basi. Teraz czuł się jak kompletny idiota, który ośmieszył się przed znajomymi.
Matko Borska, a co szokującego czy godnego takiego przedstawienia jest w zwykłym buziaku?!
No, chyba, że osoby te mają po 12 lat...
*czeka, aż koledzy zaczną skandować „Zakochana para, Jacek i Barbara!”*


Spojrzał na Natalię, która śmiała się z przedstawienia robionego przez Zenka. A więc ona wogule nie przejęła się tym pocałunkiem. Poczuł niewyobrażalna złość, ale mimo to postanowił kontynuować grę. Może z czasem zbierze owoce swej pracy.(...)
- Musimy to jakoś uczcić. Proponuje wznieść toast – zaproponował Romek.
- A masz coś w zanadrzu? – spytał Zenek, mając na myśli jakiś alkohol.
- Oczywiście: sok – odpowiedział
...prawdopodobieństwo „wzrasta” w tym blogasku z każdą chwilą...
i nalał do kubków po trochu napoju, a następnie rozdał je przyjaciołom – A więc: Niech żyje młoda para.
Ej no, proszę mi tak brutalnie nie urzeczywistniać moich zgryźliwych komentarzy, tak? :/
Natalia usłyszała ponownie, jak ktoś ją woła.
- Mówiliście coś?
- Niby co?
- Nie wiem, ale wydawało mi się, że ktoś mnie woła.
- Masz zwidy moja droga, ale cóż starość nie radość – zażartował Zenek.
- Powinieneś się leczyć.
Chyba nie tylko on...
- Możemy porozmawiać? – spytała Anita.
- Oczywiście, że tak – Natalia i Anita odeszły na bok, chcąc mieć chwilę spokoju.
- Mogę wiedzieć, co ty takiego zrobiłaś?(...) On nigdy nie zwracał na Baśkę uwagi, a tu nagle całują się. Nie sądzę, że wzmianka o twoim domniemanym ukochanym jest tego przyczyną.
- Wyjaśniłam sobie z Basią wszystko i kazałam jej o niego walczyć. Nie spodziewałam się, że ona zacznie tak szybko działać.(...)
- Ja jednak myślę, że coś się za tą ich domniemaną miłością kryje.
- Oj Anita. Czy ty zawsze musisz szukać dziury w całym?
Nie. Ona jest po prostu inteligentna z natury.
- Wszystko się okaże w swoim czasie – dziewczyna zamyśliła się, a po chwili dodała – Nie wiem, jak ty, ale ja idę się kapać.
- To życzę miłej kąpieli – Natalia ponownie usłyszała, jak ktoś ją woła – Chciałaś jeszcze coś?
- Niby co miałabym chcieć?
- Nie wiem. Pytam, bo słyszałam, jak mnie wołasz.
- Zenek ma rację. Tobie całkowicie poprzewracało się w głowie.
Skoro nie potrafi ocenić, z której strony dochodziło to wołanie, rzeczywiście musi być z nią źle.
- Ale ja naprawdę coś słyszałam i to nie pierwszy raz.
- Oczywiście – odpowiedziała ironicznie i weszła do wody. Natalia spojrzała na rozbawionych przyjaciół, znajdujących się kilka kroków dalej. Może rzeczywiście ma przewidzenia. Ruszyła w ich kierunku, ale i tym razem usłyszała jak ktoś ją woła. Głos był wyraźny i dochodził z pobliskiego lasu.
To głos wołający na puszczy był.Ewentualnie jakieś jeże.

To były jeże wołające na puszczy. A wyglądało to tak:

Dziewczyna postanowiła to sprawdzić.
Czy będzie zamachem na zajebistość Marysi sugestia, że jednak nie powinna sprawdzać tego sama? Duchy jak duchy, nic strasznego nie zrobią, ale jakiś zboczeniec już owszem.
(Za pierwszym razem wystukało mi się „zbiczeniec”. To jakiś wykolejony miłośnik sado-maso? O.O)
Spojrzała w bok, chcąc się upewnić, czy nikt nie zauważy jej zniknięcia i udała się za tajemniczym głosem.
Rozumiem, że to taka strategia rodem ze slasherów, pt. „Słyszę jakieś dziwne dźwięki, lepiej pójdę to sprawdzić nie mówiąc o tym nikomu i nie zapalając światła w pokoju, do którego wchodzę”, tak?
Szła powoli i gdy przekroczyła granice lasu, ogarnął ją dziwny strach.
Zdała sobie sprawę, że nie będzie mogła wrócić przez las – zapomniała klucza.
Im szła dalej, tym głos stawał się coraz bardziej głośniejszy.
A Pigmejka stawała się coraz bardziej załamańsza.

W pewnej chwili wydało się jej, że parę metrów dalej za drzewem stoi jakaś kobieta. Chciała do niej podejść i dowiedzieć się, kim ona jest.
Bo człowiek w lesie to rzeczywiście ewenement. Przecież nikt tam latem nie zbiera ziół ani jagód...

Gdy się do niej zbliżała, usłyszała huczenie sowy
„Huczenie”? Ta sowa to chyba na dopalaczach była.
Skoro odzywała się za dnia, pewnie tak... Sowa na speedzie, hehe.

i się zlękła, ale mimo to się nie zawróciła. Gdy już była blisko (Szła i szła, a te „parę metrów” uporczywie się rozciągało i rozciągało...) dotarło do niej czyjeś krzyczenie i jakieś inne zbiorowe krzyki…
To ja się tak darłam. A później dołączyła do mnie Kalevatar – i zaczęłyśmy drzeć... sobie włosy z głów.A krzyczenie przebiegło tuż obok nas z pianą na pysku.
***
Anita weszła do wody, ale nie zdawała sobie sprawy, że ktoś ją obserwuje. Zanurzyła się i nagle poczuła, jak ktoś łapię ją za nogi. Przerażona natychmiast się wynurzyła i zobaczyła Romka.
- Oszalałeś!? Chciałeś przyprawić mnie o zawał!? – krzyczała, ale go to nie wzruszyło, ale go to nie wzruszyło, tylko się śmiał.
Bo go to nie wzruszyło, siabadabada. *nuci*Czek it ałt, czek it ałt, joł.
- No co ty. To tylko żart. Było widzieć swoją minę. Szkoda, że nie wzięliśmy ze sobą aparatu lub kamery.
- Masz rację stary. Nakręciłoby się niezły film – dodał Zenek.
Ehe. „Świtezianka 2 – czemu topielica nie wstaje”Albo „Człowiek, który gapił się na buraki”.
- Leczcie się na nogi, bo na głowę za późno –
Oh my... Moja droga, tego tekstu to już faraon Ramzes używał. :/
chciała już wychodzić z wody, gdy coś ją złapało za nogę – Możecie mnie do cholery puścić? – spojrzała na przyjaciół, gdyż to właśnie ich oto podejrzewała. Okazało się jednak, że oni poszli po Sebastiana i Basię, aby zaprosić ich do wspólnej zabawy. Anita poczuła jak strach ogarnia jej całe ciało.
To strach ją trzymał? Kocykiem w niego!

Z wrażenia bała się nawet krzyczeć. Po chwili coś wciągnęło ją pod wodę.
[niestety, dziewczę zostaje uratowane przez dzielnego Sebastiana]
- Ale napędziłaś nam stracha dziewczyno – powiedział Romek, zadowolony, że jej nic nie jest.
- Kochana. Tak się cieszę, że tobie nic nie jest – Natalia wprost rzuciła się na nią. Czuła się winna. Była przekonana, że gdyby nie poszła za tajemniczą kobietą, to nic by się jej nie stało. Zaczęła się też zastanawiać, czy to przypadkiem nie ona chciała zabić Anitę.
WTF? A skąd tam nagle Natalka? I jak „tajemnicza kobieta” mogła próbować zabić Anitę, skoro w tym czasie była w lesie, śledzona przez Natalię? To chyba rzeczywiście jakaś magia.
Oj tam, zaraz „tajemnicza kobieta” - zwyczajny utopiec i tyle. Podobno sporo ich na Mazurach.
- Powinniśmy wezwać karetkę – zaproponował zziajany Sebastian. To właśnie on uratował dziewczynę. Romek i Zenek stali jak zahipnotyzowani i nie miał co on liczyć, że oni mu pomogą.- (...) Wracamy do domu.
- Ale ja naprawdę dobrze się czuje.
- Wracamy i koniec!
*jebs głową o biurko* Jeszcze do szpitala ją wyślijcie. Co najmniej na tydzień.
I zróbcie jej biopsję! Co prawda nie wiem, co to jest, ale dr House zaleca to niemal za każdym razem.

Cała szóstka ruszyła w stronę domu. Wszyscy nie spuszczali z niej oczu, jakby bali się, że ona za chwilę zemdleje, czy coś w tym stylu. Jakby tego było mało na swej drodze spotkali oni Mikołaja. Natalii serce zaczęło bić jak oszalałe.(...) Gdy byli już blisko ich spojrzenia spotkały się.
Najpierw spotkali się oni, a potem ich spojrzenia. Teraz czekam na spotkanie ciał i zwyczajową w tej sytuacji wymianę płynów ustrojowych.
- Cześć – powiedział pierwszy. Nie mógł oderwać od niej wzroku. W krótkich dżinsowych spodenkach i w różowym w białe kwiaty staniku, wiązanym na szyi wyglądała bardzo
...tandetnie?

wyglądała bardzo ponętnie.
Wiem, znów się łudziłam.

Uśmiechnął się, a ona odwzajemniła uśmiech.(...)
- A więc to, to jest ten twój facet – powiedział ironicznie Sebastian. Nawet nie podejrzewał, że jego rywal może być, aż tak przystojny.
Taa, sam chętnie wskoczyłby mu do łóżka. ^^
- Jeśli nawet, to już nie twoja sprawa – Anita i Basia spojrzały na nią wymownie. Czyżby ona wcale nie wymyśliła sobie ukochanego, tylko naprawdę była zakochana? Na samą myśl o tym Anita gotowała się ze złości. Zawsze były z Natalia blisko i nie mogła zrozumieć, że przynajmniej jej, ona nie powiedziała prawdy…
A to wszyscy znajomi nie zrozumieli jeszcze, że dziewczyna łże jak najęta, gdy tylko jest jej to na rękę?
Rozdział 5: Zakład cz.1
Krystyna przejęła się tym, co się stało nad jeziorem i bez wahania zadzwoniła po pogotowie. Karetka przyjechała dość szybko, jak na dalekie położenie od miasta.
Teraz wiemy, czemu są takie problemy z wezwaniem karetki – wszystkie jeżdżą za miasto do Marysójek, które zasłabły.
Może przynajmniej skasują ją za nieuzasadnione wzywanie pogotowia.

Ratownik medyczny pochwalił Sebastiana, a Anicie kazał trzymać się z dala od wody.
Dziewczyna ma dyspensę na niemycie się do końca życia.Bo jeszcze ta zła woda ją zaatakuje znienacka i co wtedy?

Dziewczynie udało się ubłagać ciotkę, aby nie informowała o całym zajściu rodziców. Nie chciała ich martwić, a przede wszystkim bała się, że oni każą wracać jej do domu i nigdy w życiu nie zgodzą się na taki wypad.
Matko Borska, Jeżu Leśny i Borze Wszechlistny!!! Ciekawe, co by się stało, gdyby przy śniadaniu zacięła się nożem? Nigdy w życiu nie pozwoliliby jej samodzielnie zrobić sobie kanapki?!

[dziewczyny biorą Natalię na spytki w sprawie tajemniczego Tru Loffa; ta oczywiście kłamie, że to tylko jej kuzyn]
-Jak myślisz: mam u niego szansę? [spytała Anita]
- Wątpię.
- Nati ma rację. Szkoda go dla ciebie – zażartowała Basia.
- A co? Nie wierzycie, że mogę się mu podobać?
- Jesteś ładna, tyle że on ma już kogoś – Natalia stłumiła zapał przyjaciółki. Nie mogła znieść myśli, że ona chciałaby go poderwać. Najwyraźniej na świecie była zazdrosna.
Suka ogrodnika... Oj, znam takie. :>
***
Sebastian, Romek i Zenek oglądali horror u pierwszego z nich w pokoju. Film opowiadał o zjawach, którę „zamieszkały” w pewnym hotelu i po kolei zaczęły zabijać wszystkich.
Jak to wyglądało w praktyce? Najpierw jedna zjawa zaczęła zabijać wszystkich, potem druga, trzecia itd.?
Zdaniem Sebastiana to nie był prawdziwy dreszczowiec, tylko jakaś tam podróbka.
Film identyczny z naturalnym, zawierający śladowe ilości orzechów arachidowych.
- I teraz ona go zabije. Łatwo się domyślić.
- Może tobie. Normalnie nigdy w życiu nie widziałem czegoś takiego – oznajmił podekscytowany Romek.
To mówi nastolatek? Matko Borska, rodzice go chyba od dzieciństwa do telewizora nie dopuszczali, a do kina mógł chodzić tylko na filmy familijne.
Wiesz, są ludzie, którzy emocjonują się nawet przy Tańcu z Gwiazdami. :/
[chłopcy kłócą się o to, czy Sebastian ma jaja; ten postanawia im to udowodnić, idąc samemu nocą do nawiedzonego zamku]
- Oszalałeś!? – niemalże krzyknął Zenek, a Sebastian stał jak zahipnotyzowany. To rzeczywiście było szaleństwo, na które on nigdy w życiu by się nie odważył.
- Mówisz poważnie? – spytał ledwo słyszalnym głosem. Ogarnął go paniczny strach na samą myśl, że miałby sam tam się udać.
Dwudziestojednoletni facet boi się iść nocą do zamku. Aha.Gdzie ci mężczyźniii... prawdziwi tacy:


- Daję 500 zł, że wcale tam nie dotrzesz.
- Ok. Radzę ci już szykować pieniądze.
- Zakład?
- Zakład – podali sobie ręce, (...) i stało się. Zenka bawiła cała ta sytuacja i nawet nie przypuszczał, jak od tej pory bardzo zmieni się ich życie. Sebastian nie mógł wytrzymać i nazajutrz z samego rana opowiedział o wszystkim Basi. Dziewczyna próbowała go za wszelką cenę odwieść od tego pomysłu, ale on był uparty. Musiał pokazać Romkowi, że nie jest tchórzem, chociaż wiele go to kosztowało. W tajemnicy przed nimi Basia zwołała tajne zebranie w sadzie.(...)
- Jeśli coś z tym nie zrobimy, to może dojść do tragedii.
Bo co? Nietoperze go zjedzą żywcem? Czy może stuletni kurz się na niego rzuci?
Ktoś go zgwałci? *wewnętrzna yaoistka Kalevatar węszy w poszukiwaniu zdobyczy*
- Niby, co takiego złego może się stać? – spytał spokojnym głosem Zenek.
- Nie wiem, ale po wczorajszych wydarzeniach z Anitą wszystką jest możliwe.
Średniowieczna zbroja spróbuje go wciągnąć do piwnicy na małą sesyjkę BDSM.
*przybija stempelek „Kalevatar approved”*
- Ona ma rację – odezwała się w końcu Natalia – Ta okolica jest podejrzana.(...) wczoraj wcale mi się nie wydawało i naprawdę widziałam w lesie jakoś kobietę. Myślę, że ona może mieć coś wspólnego z tym, co się stało.
No. W bardzo podejrzany sposób zbierała jagody. CZARNE jagody na dodatek! To musiała być czarownica.I pewnie jeszcze pompowała rower dla Szatana.
- Mówisz, że ona chciała utopić Anitę? Przecież to bzdury – zaśmiał się Zenek – Nikt oprócz ciebie jej nie widział.
- A jak wytłumaczysz to, że coś ciągnęło mnie na samo dno i za wszelką cenę chciało mnie zabić? –
A jak wytłumaczysz to, że skoro coś było w lesie, to nie mogło w tym samym czasie być w jeziorze? Czarownica wskoczyła do kreciej nory i podziemnym tunelem przedostała się do wody?Może posiadała zdolność bilokacji? Może potworem z jeziora był ojciec Pio? ^^
- Nie wiesz, co to było? – spylała Natalia, która już wiedziała, że jej przeczucie się nie myliło.
- Nie, ale było bardzo silne – nastała krótka cisza, która przerwała Basia.
Przerwany Baś zajęczał cicho.
- W takim razie nie możemy pozwolić, aby Sebastian udał się do tego zamku.(...)
- A gdyby tak cała nasza czwórka poszła razem z nim w tajemnicy przed Romkiem? Wtedy byłoby bezpieczniej – zaproponowała śmiało Anita.
- Wątpię, żeby on się na to zgodził – Basia była przekonana, że taki wariant w żadnym wypadku nie spodoba się jej ukochanemu. Ku jej zdziwieniu Zenek miał inne zdanie na ten temat.
- Myślę, że to świetny pomysł. (...) Uwierz mi – zgodzi się.
No, zyska +10 do odwagi, jeśli pójdzie do nawiedzonego zamku razem z obstawą kolegów.
[nocą cała ekspedycja rusza do zamku]
- Coś czuje, że zaczyna boli mnie brzuch. Może jednak zostanę – zaproponowała nieśmiało Natalia, chociaż doskonale wiedziała, jaka będzie odpowiedź przyjaciół.
Coraz bardziej lubię tę dziewczynę. Jest taka prawdomówna, odważna i lojalna wobec przyjaciół.
- Nie ma mowy. Idziesz z nami. Jak razem, to razem – oznajmiła Anita i rzuciła w jej kierunku wymowne spojrzenie.(...) i ruszyli. Z przodu szedł Sebastian w towarzystwie Basi. Dumnie objął ją w pasie, chcąc ponownie wzbudzić zazdrość w Natalii. Ona jednak z każdą chwilą bała się coraz bardziej. Już wolała iść ulicą, gdyż tam są przynajmniej lampy, a tu całkowita ciemność.
Co za nietakt – nie poprowadzić wygodnej, asfaltowej dwupasmówki do nawiedzonego zamku!
Szli polną drogą, a dookoła panowała pustka.
Pustka zmyślnie obaliła demokrację i powołała rządy absolutne, ustanawiając Kononowicza swoim głównym doradcą. Tak to na wsi od tej pory nie było już łąk, pól, zagród, zagajników ani krzewów – nie było niczego!

W oddali można było dostrzec las i usłyszeć pohukiwanie sowy.
Otóż to, POHUKIWANIE sowy! Czyli jednak MOŻNA użyć prawidłowej formy, jak się chce!
I można zapamiętać, że sowy odzywają się nocą! Co za miła niespodzianka.

W pewnej chwili Natalii zaczęło się wydawać, że ktoś za nimi idzie, ale gdy się oglądała, to nikogo nie widziała.
Bo zanim się obejrzała, to skończyło się wydawać, ot co.
- Coś się stało? – spytała zaniepokojona Anita.
- Mam złe przeczucia.
- Jak zawsze – odpowiedziała ironicznie, po czym dodała – Z tego, co widzę, to jesteś prawdziwym tchórzem.
- Wcale nie, tylko…
- Tylko, co?
- Tylko ostatnie wydarzenia dały mi do myślenia. Ta cała okolica jest jakaś podejrzana.
- Nic dziwnego. Pochodzisz z miasta i ciężko jest ci się odnaleźć w nowym środowisku.
- To nic nie ma do rzeczy. Wiem swoje i swego zdania nie zmienię.
Ehe, jasne. W książce Lato Leśnych Ludzi też był taki jeden miastowy smarkacz, którego pierwsza bytność nocą w lesie zaczęła się tak:
„Chłopak po chwili spotniał, zadyszał się, serce mu biło, ogarnął go lęk i wstyd.
- A czy my nie zbłądzimy tak bez drogi? – rzekł po chwili chłopak.
- Jak to, bez drogi? Toć szlak, jak pocztowy, drzewami sadzony.
- A co to błyszczy przy ziemi? To pewnie wilcze oczy się świecą.
- Gdzie? Ach, to? Świetliki latarki zapaliły. (...) No, czemu skaczesz?
- Bo coś szeleści pod nogami. Pewnie żmija.
- Żmije śpią w nocy. Żaba ci spod nóg skoczyła!
Chwila milczenia. Nagle chłopak się wzdrygnął, wpół kroku stanął; kuferek spadł z drążka na ziemię.
- Co to? - szepnął.” ;)
- Oj Natalia – Anita westchnęła. Po długiej podróży wszyscy dochodzili już na miejsce.
Aczkolwiek każdy z osobna.

Noc była ciemna, ale przy zamku wydawało się, że jest jakby jaśniej. Dziedziniec wyglądał na uporządkowany, jakby ktoś cały czas o niego dbał. Na środku znajdowała się średniej wielkości fontanna w kształcie lwa. Starość odznaczyła na niej już swoje piętno.
Lew miał zmarszczki.

Po obu stronach drogi stały ławki, a za nimi w równej odległości rosły drzewa owocowe.
Ławki? Śliwy i jabłonki? NA ZAMKOWYM DZIEDZIŃCU?


Zamek był jeszcze większy niż się zdawało. W blasku księżyca można powiedzieć, że lśnił.
Sparklił się, bo zrobiony był z marmuru edwardziego.
Fakt, wszyscy Cullenowie nadają się tylko do tego, by ich porąbać na kawałki i wykorzystać jako licowanie.
- Proszę za mną – zażartował Sebastian, podchodząc do drzwi, które były już zardzewiałe. Chłopak nacisnął na klamkę. (...) Dało się słyszeć przeraźliwe skrzypienie(...), po czym on Zenek, Basia, Anita i Natalia, weszli do środka.
Ej, ale skoro oglądali dziedziniec, musieli już być w środku! Chyba że się tam cudownie teleportowali albo co.
Gdy ostatnia osoba przekroczyła próg, drzwi automatycznie się zamknęły...
Były na fotokomórkę, a co.
Rozdział 5: Zakład cz.2
Cała piątka dokładnie rozejrzała się po pomieszczeniu.
To był zamek jednopokojowy?!
Jedna izba ze słomą na polepie, ławy pod ścianami, palenisko pośrodku, w oknach rybie błony... zamek jak nic! Pełen luksus.

Wszędzie widoczna była pajęczyna.
Jedna. Bo tam samotny, ale wytrwały pajączek mieszkał.Szeloba miał na imię.

Na poszarzałych ścianach wisiały portrety młodych kobiet. Natalia dokładnie się im przyjrzała i zdziwiło ją, że nigdzie nie było portretu mężczyzny.
Wychodzi na to, że to nie zamek, a jakiś feministyczny squat. ;P
W tle dało się dostrzec jakoś zjawę, która jakby w pewnym momencie się poruszyła. Chciała jej dotknąć, ale w tym samym momencie podeszła do niej Anita.
- Chodź zobaczyć, co takiego Zenek znalazł – obie udały się do jadalni,
Oczywiście jadalnie w nawiedzonym zamku są tak ot sobie zaraz przy wejściu, dla wygody zwiedzających specjalnie oznakowane.

gdzie na stole leżał męski zegarek elektroniczny.
- Czy to nie dziwne?
Bardzo. Widać ktoś tu był przed wami i go zgubił. Zaiste, niezwykle tajemnicza sprawa.

Chodźmy poszukać czegoś innego – Sebastian wyszedł z jadalni i podszedł do drewnianych schodów, które znajdowały się obok wejścia. (...) - Chodźmy na górę – chłopak ruszył pierwszy, a pod nim schody zaczęły skrzypieć.
W zamku drewniane schody? A może to kamienie skrzypią? :>
- Nie wiem, czy to dobry pomysł, aby tam iść.
- A co boisz się, że schody się pod tobą załamią? –odkąd byli w zamku Sebastian traktował Basię z dystansem i w tej chwili nie przypominali oni zakochanej pary.
Zważywszy na to, że schody mogą mieć już swoje lata, powinien naprawdę wziąć pod uwagę taką możliwość. Oczywiście o ile jego ulubioną rozrywką nie jest zakleszczanie się po pas w spróchniałych deskach.
Natalia czuła się jakby we śnie. Miała wrażenie, że znajduje się w tym samym zamku, o którym dwa razy już śniła. W jej koszmarach czekała ją śmierć i czyżby wszystko stawało się jawo?
No rychtyk, że jo, kumo.
Gdy jej przyjaciele poszli naprzód, ona stała na górze i obserwowała dół. W pewnym momencie wydało się jej, że jakaś postać przeszła przez ścianę. Wystraszyła się i postanowiła czym prędzej dołączyć do innych. Obejrzała się, ale nikogo nie dostrzegła. Nie wiedziała, którym z dwóch korytarzy udali się jej znajomi. Dlaczego musiała zrobić sobie małą przerwę?
Bo jest durną gapą?

Bała się zejść na dół, a tym bardziej bała się iść i szukać przyjaciół.
A to nie wystarczy ich zawołać?
[dziewczyna podąża za wołającym ją głosem i trafia do jednego z pokoi]
Przy ścianie stało stare łoże, a obok niego znajdował się kufer, zapewne z ubraniami i jakimiś drobiazgami. Oprócz tego i małego stolika nikogo tu nie było.
Meble to się chyba z zamku Bestii urwały, skoro przysługuje im nazywanie ich „kimś”.
Wyjrzała odruchowo na zewnątrz i zobaczyła kobietę. Bez jakiegokolwiek wahania wybiegła z pokoju. Na samym dole ktoś złapał ją za rękę. Z wrażenie zaczęła krzyczeć.
***
Sebastian coraz bardziej czuł się pewnie i żałował trochę, że zabrał ze sobą przyjaciół, gdyż oni mu tylko przeszkadzali. Wykorzystując chwilę ich nieuwagi odłączył się od nich.
Co ja mówiłam o slasherowej strategii? *wzdycha* A może i lepiej, niech ich wszystkich powyrzynają i będzie spokój.
Dotarł do końca drugiego korytarza, na którym były kolejne schody. (...) Nie zdawał sobie jednak sprawy z tego, że ktoś go obserwował i szedł za nim. Duch?
A to ja mam wiedzieć?

Gdy dotarł na miejsce okazało się, że oprócz jednego pokoju nic tutaj nie było.(...) Pomieszczenie było małe i przypominało celę. Ktoś kogoś tu więził. Pytanie tylko: kto kogo i dlaczego?
Ja, aŁtoreczkę, za popełnienie tego opka.
Ewentualnie rodzice, Śpiącą Królewnę, tak na zaś.

Chłopak nie zawracał sobie jednak tym głowy i podszedł do średniej wielkości pudła stojącego przy oknie.
Zaraz, chłopak znajduje w pomieszczeniu kogoś uwięzionego i olewa go na rzecz jakiegoś pudła?!
Bo on tu przyszedł szabrować, a nie księżniczki uwalniać!

Nie miał żadnego problemu z jego otworzeniem.
Bo miał zamiast palców scyzoryki i wytrychy – taka bardziej szemrana wersja Edwarda Nożycorękiego.

To, co w nim zobaczył zaprało mu dech w piersiach.
Potrójny cykl w stu stopniach, z wyżymaniem.
Klejnoty, perły, czy też złote pierścionki – to tylko część tego, co tutaj się znajdowało.
W PUDLE. Aha.

Sebastian zaczął się śmiać. Miał niezwykłe szczęście tu trafiając. Na pewno nie może pokazać swego znaleziska nikomu. Odruchowo wziął do ręki naszyjnik z pereł. Był bardzo piękny i z całą pewnością dużo pieniędzy otrzymałby za niego., albo… albo wręczy go Natalii i poprzez te kosztowności zdobędzie jej miłość. Żadna kobieta nie oprze się takiej zjawiskowej biżuterii.
Oh my, jak mi przykro, że figę z tego dostaniesz, kolego. Zgodnie z polskim prawem W przypadku znalezienia pieniędzy, papierów wartościowych, kosztowności oraz rzeczy mających wartość historyczną, naukową lub artystyczną z uwagi na szczególny charakter tych przedmiotów, przede wszystkim wobec ich istotnej wartości rynkowej i z tym związanego potencjalnego zwiększonego ryzyka utraty (np. wskutek kradzieży), projekt [ustawy] nakłada na znalazcę takich rzeczy bezwzględny obowiązek oddania ich na przechowanie właściwemu staroście, jeżeli ich wartość przekracza 50 złotych.”
Schował perły do kieszeni, ale nie wiedział, że ktoś powoli się do niego zbliżał z zamiarem zabicia go.
Warkot piły łańcuchowej był bardzo wymowny.
Nagle usłyszał czyjś krzyk i zostawiając klejnoty wybiegł z pokoju. W korytarzu omal nie zderzył się z Basią, Zenkiem i Anitą.
[krzyczała, oczywiście, napastowana przez ducha Natalia; koledzy napotykają też na Romka, który anuluje zakład z Sebastianem]
Anita podeszła do przyjaciółki, która napędziła jej dużego stracha – Powiedz nam, co się stało?
- Usłyszałam jak ktoś mnie woła i udałam się do jednego z pokoi, ale nikogo nie zastałam tam. Odruchowo wyjrzałam przez okno i zobaczyłam pewną kobietę…
- To znaczy, że ktoś tu jest.
Imponująca dedukcja.
- Tego nie wiem, ale wiem, że musimy jak najszybciej opuścić to miejsce (...)
Zenek, Romek, Anita i Natalia wracali do domu w milczeniu. Po zamknięciu drzwi Natalia usłyszała czyjś śmiech i domyślała się, do kogo on należał. Była przekonana, że mieszka tutaj jakaś obłąkana kobieta i specjalnie straszy ludzi, aby nikt tu nie przychodził. To, co widziała, to musiała być jakaś tam sztuczka, mająca na celu wystraszenie jej. W pewnym sensie udało się jej ją nastraszyć, tak że omal nie dostała zawału serca.
Kocham takie orgie zaimków, no kocham.

Będąc już we własnym pokoju wyjrzała przez okno. O tym, co się tutaj dzieje można by było nakręcić film. Nie zdawała sobie jednak sprawy z tego, że to co wydawało się fikcją był prawdziwe. To w co ona nie chciała uwierzyć, istniało…
Dzięki, narratorze, za zdradzenie puenty – to już nie muszę czytać dalej? :D