czwartek, 23 września 2010

Fumiko w Akatsuki, czyli wyszkolmy sobie nastolatkę

Witajcie!

Postanowiłyśmy odpocząć od elfiej tematyki i wróciłyśmy w tym tygodniu do starego dobrego fandomu Naruto. Co czeka nas tym razem? Kanon do bólu, czyli wyszczekana nastolatka, którą odwiedza jej idol, by poinformować ją o supermocach, jakie w niej drzemią. Nie ma letkiego makijażu, ale są poranne czynności, jest bluzka na pół brzucha i trulawer z ptaszkiem na plecach.
Indżoj!

Adres blogaska: http://fumiko-akatsuki.blog.onet.pl/


-Fumiko! Wstawaj!
Krzyknął mój mistrz, otwierając na oścież drzwi mojego pokoju. Nie miałam najmniejszego zamiaru wstawać, ale w jego głosie wyczułam nutkę zdenerwowania, co oznaczało coś poważnego. Zastanawiałam się co to mogło być, gdy, uświadomiłam sobie, że jestem w piżamie. Nikt, absolutnie nikt, nie ma prawa robić mi wjazdu do pokoju bez zezwolenia oraz oglądać mnie w piżamie!
Cóż, zawsze możesz ją zdjąć, prawda?Albo, w wersji dla bardziej pruderyjnych: możesz się zakryć kołdrą. Ale to chyba tak zawsze jest, że panna, zamiast się w takiej sytuacji zwyczajnie osłonić, woli rozpaczać: „O ja biedna, jak możesz oglądać mnie w tej kusej, prześwitującej piżamce, której wcale nie założyłam z premedytacją...”
Postanowiłam delikatnie zwrócić mu uwagę, normalnie bym wywrzeszczała mu to w twarz, ale w tej sytuacji lepiej nie przeginać.
-Mistrzu Satoru, następnym razem zapukaj, bo to nie ładnie tak wchodzić do pokoju młodej dziewczyny bez pukania, wiesz co by ludzie mogli sobie wyobrażać- powiedziałam z wyrzutem.
W kwestii „wchodzenia” i „pukania”? Wiele, oj wiele... ^^
(...) nie ładnie tak wchodzić do pokoju młodej dziewczyny bez pukania”... Jakkolwiek by tego stwierdzenia nie zrozumieć, to jest ono słuszne. ]:->

-Nawet mnie nie denerwuj- burknął- Będziemy mieć dzisiaj wieczorem ważnego gościa.
-Kogo?- zapytałam z entuzjazmem,(...)
-Kogoś na tyle ważnego, że będziesz musiała przestrzegać kilku zasad.
-Że co ?!- no nie, jakiś obcy kolo ma przyjść do nas a ja muszę przestrzegać jakiś głupich zasad.
Niewybaczalne, w rzeczy samej. Żeby ją, Główną Bohaterkę, cokolwiek zobowiązywało do czegokolwiek... Doprawdy, świat na psy schodzi.O matko! I może jeszcze będzie musiała być grzeczna i nie będzie jej wolno bekać i mlaskać? No nie, ten jej mistrz wstydu nie ma, naprawdę.

Owszem mam niewyparzoną gębę, problemy z panowaniem nad sobą i walę prawdę prosto w oczy, ale nie ma tak łatwo, jestem u siebie i będę robić co zechcę!
Bo NIC nie jest tak ważne jak twoja złota wolność do samoekspresji. W „nic” wliczone są cele i marzenia całej reszty świata.Nie jesteś u SIEBIE, tylko u swojego mistrza, jak już. A poza tym, nawet bycie u siebie nie usprawiedliwia chamstwa i arogancji... ale jako taka wszechwiedząca pannica oczywiście zdajesz sobie z tego sprawę?

-Między innymi- ciągnął niewzruszony mistrz- Będziesz odpowiadała na wszystkie pytania tego człowieka.
A nawet, imaginuj sobie, nie będziesz z miejsca mówiła mu na „ty”. I nie będziesz się wydzierać jak wieśniaczka na zagonie kapusty.

-Wszystkie?!- krzyknęłam oburzona- Może lepiej zrobić tak, jak zawsze, że będę sobie cicho siedzieć sama w pokoju?
-Nie- odpowiedział stanowczo.
-Nie no, ubaw po pachy normalnie- mruknęłam sarkastycznie.
O co ona właściwie się tak wścieka? Przecież ten gość raczej nie będzie ją pytać o... stan jej narządów rozrodczych, ani nic z tych rzeczy.

O ho, nie dobrze, ta pulsująca żyłka na czole nie wróży nic dobrego. Zaraz pewnie zacznie drzeć mordę.
Zupełnie nie to, co ty, prawda? Ty tylko... dobitnie wyrażasz swe zdanie.Ona jest w bliskim kontakcie ze swoimi emocjami. :>

-Masz odpowiadać na wszystkie pytania- a nie mówiłam, on jest taki przewidywalny- a ponad to, Twoje odpowiedzi mają być normalne, czyli beż pyskówek, docinek, sarkazmów i wulgarnego języka!!! Jasne?!
-Tak jest- zasalutowałam. (...)
-Mam parę spraw do załatwienia. Wrócę o 18. razem z naszym gościem. Aha, zrób coś dobrego na kolację.
-Dobra- mruknęłam zrezygnowana. Tę bitwę przegrałam- Ok, wdech i wydech, wdech i wydech- mamrotałam- Że też akurat dzisiaj. A miało być tak pięknie- ironizowałam.
A duch kamiennojedwabnego Snape'a unosił się nad wodami...

Chętnie bym wam powiedziała, czemu dzisiaj nie bardzo chcę przyjmować gości, ale w myśl słów: ''Jeśli chce się być szczęśliwym, nie wolno gmerać w pamięci''.
Ee... co? Nie chce przyjmować gości (choć w pierwszej chwili się ucieszyła) bo ma jakąś sthrrraszną traumę na koncie?
I mówi nam, że nam o niej nie powie. Jakież to... marysiowe.

Poszłam do łazienki i wykonałam poranne czynności, (/^ o^)/ kończąc je stanęłam przed lustrem. W odbiciu zobaczyłam młodą 16-letnią dziewczynę o ciemno fioletowych, gęstych, delikatnie falowanych, długich do połowy pleców włosach, dużych czarnych oczach i małych, czerwonych ustach.
Pomachałam jej radośnie i zdziwiłam się, gdy odmachała. Daleko, daleko stąd prof. Lacan zapłakał gorzko, kryjąc twarz w dłoniach.

Przyznam szczerze, że jestem dumna z mojego zewnętrznego wyglądu,
A moje bebechy na USG też wyglądały niczego sobie, dodam nieskromnie.

no bo jak by nie było, nie jestem brzydka, mam smukłą figurę, jestem dość wysoka i mam dość duże jak na swój wiek piersi.
Tak tak, zaokrągliłaś się podczas pewnych wakacji. WIEMY.

Gdy skończyłam się zachwycać sobą zaglądnęłam do szafy. Na dzisiejszy dzień, 25 czerwca, miałam już gotowe ciuchy. Co roku, odkąd skończyłam 5 lat, tak robię.
Przygotowujesz sobie ubrania na 25 czerwca? O.O Oż fuck... jakie ja mam ubogie życie wewnętrzne... *idzie płakać w emo kąciku*

Ubrałam się cała na czarno, trampki, spodnie rybaczki, rękawiczki bez palców sięgające łokci i bluzka, odsłaniająca pół brzucha, na grubych ramiączkach.
Bardzo... wizytowe, w samej rzeczy. Zwłaszcza to pół brzucha z pewnością znajdzie uznanie w oczach tego ważnego gościa.

Włosy zostawiłam rozpuszczone. Dobrze, że mistrz przyjdzie razem z gościem, to nie będę musiała słuchać jego kazania ani się przebierać. Na co dzień tak się nie ubieram.
Skoro to ma być jej strój odświętny, to jak ubiera się na co dzień? Zakłada białe kozaczki i czarną mini do pępka?
*17.45*
Szybko uwijałam się z przygotowaniami do kolacji. Nakrywałam właśnie do stołu, gdy usłyszałam otwierające się drzwi do domu. *Już są* myślałam
*Już jesteśmy* pomyśleli goście.
*ale mnie nie widzicie* pomyślał Stirlitz.

*Punktualnie* .
*Gwiezdne myśli* pomyślała Pigmejka *Co za szpan...*

Nie mogłam się doczekać wejścia nieznajomego do kuchni, więc pobiegłam prosto do holu i wtedy stanęłam jak wryta...Tam stał...On...To niemożliwe, żeby to był...Mój ideał shinobi...
-Eee...- tylko na tyle było mnie stać po zobaczeniu naszego ''gościa''w progu. (...) Jeszcze nigdy nie zdarzyło się tak, aby zabrakło mi słów. Po prostu mnie zatkało. W głowie mi się nie mieści, że On tu przyszedł. Łiiii, ale mnie zaszczyt kopnął.
*splata ręce na piersi* No dobra – kto tam jest? Jezus?
Moje rozmyślania przerwał głos mistrza Satoru:
-Coś ty ze sobą zrobiła?! Wyglądasz na osobę z poważnie chorą psychiką!
No bez przesad, to tylko pół brzucha. Co innego, gdyby wyglądała tak.

Po tych słowach coś we mnie pękło, można powiedzieć, że się ''odblokowałam''.
-Dzięki mistrzu- mruknęłam- Z twoją pomocą zrobiłam na prawdę dobre pierwsze wrażenie. Nie ma co- dodałam z sarkazmem.
A to on Ci się może kazał tak ubierać?

-Nie ważne. Przecież to nie moja wina, że wyglądasz jak wyglądasz.
-Oczywiście, że nie, bo wszystko co złe i źle zrobione, to zawsze moja wina-
A kto wybrał takie ciuchy...?

mówiłam podchodząc w stronę gościa, który nie wiadomo czemu się uśmiechał .
To z politowania.Uznał, że jedyne, co mu zostało, to uśmiechać się grzecznie i czekać, aż skończysz się rzucać.

Wiem, że kultura wymaga by osoba, odwiedzająca czyjś dom pierwszy raz, sama się przedstawiła, bądź ktoś inny ją przedstawił. Jak na osobę kulturalną przystało, powinnam zaczekać, aż mój nauczyciel mnie przedstawi. Tylko, że ja nie jestem kulturalna.
Jesteś tak zajebista, że kultura i dobre wychowanie już Cię nie dotyczą. Tak, to też wiemy.
-Witam! Jestem Fumiko Kitsuki, uczennica mistrza Satoru- powiedziałam wyciągając rękę w stronę mężczyzny.
-Madara Uchiha- odpowiedział.
O lol. No, Madary nawiedzającego nieletnie niewiasty jeszcze w blogaskach nie było...

Możecie nie wierzyć, wziąść mnie za pomyloną, ale ten koleś, naprawdę jest moim ideałem shinobi.
Nie no, spoko, też uważam, że jest seksowny. *u* To znaczy, o ile wykorzystujący go właśnie autor zostawi mu jakąś godność.

No bo niby czemu nie, jest nieśmiertelny, mądry, silny i jest Liderem Akatsuki.
Jest mitomanem, paskudnym kłamcą i traci ręce równie łatwo, co blogaskowy Deidara cnotę... Cóż, nikt nie jest doskonały. ^^”

W zawodzie, który wykonuję lepszej osoby za wzór nie mogłam sobie znaleźć.
Akatsuki - najniebezpieczniejsza organizacja na świecie. Należą do niej najlepsi shinobi.(...)Są bezwzględni, brutalni. Są jak żywe maszyny do zabijania i nie cofną się przed niczym. Ich celem jest władza nad światem.
*przypomina sobie ostatni blogasek o Deidarze*
He. Hehe. Buahahaha!!! *smark, smark*
Tia. Nawet ich czerwone chmurki na szatach są tró mroczne.

-Proszę, może pójdziemy do kuchni, zjemy kolację i wtedy porozmawiamy-zaproponował Satoru.
Zasiadając do stołu zastanawiałam się czego ten mężczyzna od nas chce. Nie chce mi się wierzyć, że zleci nam jakąś ważniejszą ''robotę'', skoro jego ludzie mogą ją spokojnie sami załatwić. Ja i mój mistrz wykonujemy te mniejsze zlecenia od Lidera(jak zwykliśmy go nazywać) i od zwykłych ludzi. Jesteśmy płatnymi mordercami, co nie znaczy, że tylko mordujemy.
A co jeszcze robi płatny morderca? Pierze, robi zakupy i wynosi śmieci swojemu pracodawcy?
Pije mleko, uprawia rośliny doniczkowe i ratuje osierocone dziewczynki przed Garym Oldmanem?

Po skończonym posiłku myślałam, że przejdziemy do salonu i czegoś się w końcu dowiem.
-Fumiko posprzątaj- rzucił mistrz.
No i dupa, ale jak mus to mus.
Filozoficznie powiem, że nie pierwszy raz w blogasku rzecz się sprowadza do dupy...

Pozbierałam talerze i wzięłam się za zmywanie i oczywiście mogłam podsłuchiwać mężczyzn, gdyż wciąż siedzieli w kuchni. Chociaż tyle dobrego.
Rozczarowali mnie swoją rozmową. Co mnie obchodzą wykonane misje! Ja chcę wiedzieć co to za sprawa, do cholery!
I mają już, teraz, NATYCHMIAST zacząć o tym rozmawiać, bo ona CHCE!
-Z ostatnim zleceniem nie było problemów, przeciwnik nie był wymagający.
-Aha, rozumiem.
*A ja do cholery nie!* myślałam
-A wcześniejsze zadania?- pytał dalej Lider.
Zaraz mnie szlak jasny trafi
Droga na Brześć... sześćset sześćdziesiąt sześć... *nuci*Dobrze, że jasny. Z czarnym szlakiem nie byłoby tak łatwo.

i krew nagła zaleje! Co za nudy. Uff, nareszcie skończyłam. A oni dalej o tych misjach. Zaraz zwariuję jak się nie dowiem o co chodzi.
Czy ona ma jakieś ADHD? Nerwicę? Ruję? Cokolwiek, co by wyjaśniało to zachowanie?

Raz kozie śmierć, czy jak to tam się mówi. Zaryzykuję i zapytam się wprost. Najwyżej mistrz mnie potem zabije.
-Czemu Lider nas osobiście odwiedził?- trochę ich ta moja bezpośredniość zdziwiła.
-Co ja Ci mówiłem?!- warknął mistrz.
-Dziś rano?- zapytałam.
-Tak rano.
-Było coś moich odpowiedziach i sposobie wypowiadaniu myśli, ale o wcinaniu się do rozmów innych ludzi nic sobie nie przypominam- walnęłam prawdę prosto między oczy.
Taa. Nie ma to jak szczeniacka arogancja by zwrócić na siebie uwagę otoczenia. Twój ponadstuletni „idol” z pewnością jest pod wrażeniem, słonko.Szkoda, że nie wyciągnęłaś żadnych wniosków z tych porannych rad, mądra dziewczynko.

-A czemu pytasz?- zapytał Madara.
-Z ciekawości- szczerość to podstawa, no nie?
W pracy ninja-renegata i kryminalisty? Absolutnie.

-Skoro pytasz to przyszedłem po Ciebie.
-Po mnie?- on chyba żarty sobie stroi.
Ja? Taka zwykła dziewczyna? No może nie taka zwykła, ale na pewno przeciętna kunoichi. Wyróżniam się tylko tym, że jestem dobrym medykiem. Może właśnie im go potrzeba?
-Tak. Masz wyjątkowe zdolności- powiedział pewnym swoich słów głosem Madara.
-Wiem, medyczne.
-Owszem te zdolności też masz nieprzeciętne. Chodzi mi raczej o Twój ogromny, niewykorzystany potencjał i umiejętności, których jeszcze nie odkryłaś- powiedział tajemniczo.
Oraz o to, że moje łóżko jest zimne i boleśnie puste, a mnie się zdarza marznąć w nocy.Moich podwładnych też ostatnio coś za często nadmiar energii rozsadza... Sama rozumiesz, musieliśmy znaleźć na to jakąś radę.

-Mam jakieś tajemne moce? Ta jasne- mruknęłam sarkastycznie- Chyba tylko do grania na ludzkich nerwach mam talent i to wybitny. Pewnie mój sensei opowiedział Ci niestworzone historie na mój temat. Co nie, mistrzu?
Może Madara potrzebuje kogoś do odganiania akwizytorów i świadków Jehowy? Bo ja nie widzę innego zastosowania dla wyszczekanej nastolatki z przerostem poczucia własnej śmieszności.

-Posiadasz niezwykłe umiejętności, które zaczęły się pojawiać gdy miałaś trzy latka.(...) - odpowiedział mój nauczyciel.
Latka”, ojoj, jakie to słodkie.Tiu tiu tiu, tsyletni, małutki moldelcio!
Coś jak Reborn, tylko bez całej tej zajebistości? Łee... nędzna podróba.

-A ja jestem tu po to, aby zaproponować ci dołączenie do mojej organizacji, gdzie będziesz mogła odkryć i opanować swoje umiejętności- wtrącił Madara- Oczywiście na razie będziesz niepełnoprawnym (czemu przeczytałam „niepełnosprawnym”?^^) członkiem do czasu aż ''obudzisz'' swoje moce. Jeśli tego dokonasz staniesz się silna i godna bycia pełnoprawnym członkiem Akatsuki- dokończył.
Sprytnie przemilczał kwestię rytuału przejścia obejmującego tortury, zamykanie w wodnej bańce i gwałt zadany niewzwiedzionym członkiem. ;)

No nie bardzo mnie tym przekonał.
Zaproponował ci dołączenie do najbardziej elitarnej organizacji przestępczej i w ogóle spełnienie marzeń? Nic to. Wybrzydzaj dalej, może dorzuci ekstra służbową komórkę.I roożoffego laptopa.
I zagwarantuje zatrudnienie po powrocie z macierzyńskiego.

Przypuśćmy, że dołączę do nich. No i co wtedy? Jestem za słaba psychicznie a oni to na pewno wyczują i mnie będą gnębić, zrobią ze mnie popychadło.
Widzę tu przebłysk rozsądku – tak trzymaj!
Tak by było niestety w prawdziwym życiu – w blogasku mogą co najwyżej się w niej wszyscy zakochać.
Siła fizyczna? Niby coś tam na walce się znam, ale podczas walki z pełnoprawnym członkiem nie miałabym żadnych szans. Chyba nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że ja się wiecznie boję tego co się może stać. Jestem wulgarna, pyskata tylko dlatego, że się boję.
Kolejny przebłysk! Dobrze, coraz lepiej! *kibicuje*
*nie wierzy* Takiej samokrytyki u boCHaterki dawno nie widziałam...
Z drugiej jednak strony mogę wiele zyskać. To jest bardzo kusząca propozycja. Już wiem co zrobię. Dołączę do nich. Chcę aby rodzice byli za mnie dumni. Chcę być silna.
Nie bez znaczenia jest możliwość bliskiego obcowania z Liderem, jak sądzę... ^^

Zrobię to.
-Powiedzmy, że dołączę do Twojej organizacji. Z jakimi zasadami i obowiązkami będzie się to wiązało?- zapytałam po chwili namysłu.
Lepiej wiedzieć więcej i znać swoje miejsce w szeregu.
-Wyjaśnię Ci to wszystko w Twoim pokoju.
Uhu! Dziadek Madara od razu przechodzi do rzeczy. Stary człowiek i może, jak to mówią. ;)Ale żeby tak przy jej opiekunie...? Chyba, że tamten jest tak naprawdę handlarzem młodymi cichodajkami. :|

Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 19.30 i ruszyłam w stronę swojego pokoju. Za mną jak cień podążał Uchiha.
Znacząco pobrzękując kajdankami i stukając pejczykiem w cholewę.Wizualizując sobie wizję czarnego, czarnego pokoju... :>

Gestem ręki zaprosiłam go do pokoju, co też uczynił i usiadł w fotelu.
-Teraz powiem ci to co najważniejsze, a reszty dowiesz się później- zaczął.
Wykonał kilka dziwnych znaków, których nigdy nie widziałam. Nic się nie stało. Już miałam go o to zapytać, gdy się odezwał:
-Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzał. Masz się do mnie zwracać ''Liderze'', nie przerywać mi gdy mówię. Nie pyskować, ani podważać mojego autorytetu, ani moich słów. Jasne?
Pokiwałam głową na znak, że rozumiem.
-Robisz zawsze to co ci karze.
Hm, mnie to na jakąś hipnozę wygląda.
Roman P. po upgrejdzie?

Ee, dla Romana ona już jest zbyt nieświeża. Przeterminowana, znaczy się.

Reszty dowiesz się na spotkaniu. Idziemy.
To jej dużo powiedział, nie ma co... Rygor niczym w domu fundamentalistycznego islamisty
.
Ciekawe, czemu nie mógł tych paru zdań powiedzieć przy nauczycielu. Wstydził się, że musi tak zabiegać o swój autorytet?

Otworzył drzwi a za nimi był zupełnie inny korytarz! Na przeciwko mojego pokoju były jakieś inne drzwi! To po to były te pieczęcie. Przeniósł nas razem z pokojem do organizacji.
Sprytne. I jaka oszczędność na czynszu – w razie eksmisji po prostu zabierasz całą chałupę jak wóz Drzymały i teleportujesz gdzie indziej.

Ok. Wdech wydech. Tylko spokojnie. Stoję na środku salonu, gdzie znajdują się prawdopodobnie wszyscy członkowie oraz 3 wielkie kanapy, 2 fotele, stolik i wielki telewizor plazmowy.
Na stoliku stały wielkie misy pełne chipsów i szklanki z paluszkami. Źli terroryści cenili sobie tradycyjne sposoby spędzania wolnego czasu.A na stoliku rosła sobie paprotka. :3

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to to, że była tam tylko jedna dziewczyna, ale o takim wyrazie twarzy, że od razu zauważyłam, że nie będziemy kumpelami.
Czyżby zUa blondyna? :D
No nie, niespecjalnie. Po prostu nie szczerzyła się na powitanie... ani w ogóle nigdy. ^^”

-To jest Fumiko- zaczął Lider- Jest ona medykiem, więc jak wrócicie z misji w nieciekawym stanie macie się do niej zgłosić.
Będzie wam wydzielać Rutinoscorbin.

Jasne?
Kakuzu przebiegły przed oczami wspomnienia z długich lat, gdy w pocie czoła wkuwał tajniki medycznego jutsu, ale tylko westchnął ciężko – przywykł już do tego, że aŁtorki zapominają o jego kwalifikacjach.

Milczenie chyba wyraża u nich zgodę, bo po chwili Lider zaczął znowu mówić:
-Na razie nie jest ona pełnoprawną członkinią, co nie daje wam prawa do znęcania się nad nią.
- Wcale. Ani trochę – zgodzili się podwładni, wlepiając w niego niewinne spojrzenia.
I krzyżując palce za plecami.

-Po co ona tutaj? To tylko kolejny niepotrzebny kłopot i wydatek- stwierdził uszczypliwie zamaskowany koleś.
- I wygryza mnie z etatu, mała sucz – dodał cicho.

-Jest tutaj na tak zwanym okresie próbnym i tylko ode mnie zależy jej pobyt tutaj- odrzekł Lider- Jako, że nie ma pełnych praw członka tej organizacji nie będzie chodzić na misje oraz przydzielę jej opiekuna i trenera.
Bo ostatnio mamy tak mało pracy, że stać nas na poświęcanie naszego cennego czasu i umiejętności na trenowanie dzieci – ciągnął. Zamyślił się na moment, po czum dodał jakby do siebie – A ona jest młoda i chętna.
Dostanie także dietetyka i ginekologa... No co? Przecież trzeba dbać o... jakość i higienę młodych członkiń, nawet jeśli są na okresie próbnym.

-Współczuję biedakowi który będzie musiał ją niańczyć- rzucił blond włosy chłopak.
No nie to mnie zabolało. Koleś mnie nie zna, a chce oceniać.
Daj mu żyć, co? Koleś ma gadające włosy – wyobrażasz sobie, jak mu z tym ciężko?

-Jeszcze jakieś komentarze?- spytał spokojnie Madara- Nie? To w takim razie tymczasowym nauczycielem i opiekunem Fumiko będzie Itachi.
Taka mała, rodzinna uszczypliwość, co, Madara?

-Koniec zebrania- powiedział Lider i zniknął.
Do mnie podszedł Itachi i powiedział zimnym i obojętnym tonem, żebym szła za nim. No więc poszłam. Odprowadził mnie pod mój pokój i sobie poszedł. Ja rzuciłam zaciekawione spojrzenie w stronę tajemniczych drzwi na przeciwko mojego pokoju. Co tam jest? Z tymi myślami położyłam się na łóżku i nawet się nie przebierając zasnęłam.
Ej, jej by się naprawdę przydał ktoś od higieny. :/
*szeptem* Przebierz się, bo te pół brzucha ci zmarznie i nerki sobie przeziębisz...
********************

Obudziłam się około 8 rano. Od razu poszłam do łazienki. Lider przeniósł ją razem z pokojem.
Jednak jego jutsu nie obejmowało całej kanalizacji, w związku z czym w kranie nie było wody, zaś rura od ustępu wystawała gdzieś za okno, generując w mijających ją przechodniach gigantyczne pokłady wkurzenia.

Po szybkim prysznicu i porannej toalecie usiadłam na łóżku. Ubrałam się w zwykłe ciemne spodnie, czarną bluzkę na grubych ramiączkach i fioletową bluzę.
*znudzonym tonem* Opis stroju: zaliczony.Przynajmniej zakryła brzuch. Ten jej świecący na wszystkich pępek zaczynał mnie denerwować.

Powoli zaczynałam się robić głodna. Nie wiedziałam co mam robić. Jaśnie wielmożny pan Uchiha mnie nie raczył oświecić. Wyjść i szukać kuchni na własną rękę? Czy może jednak poczekać, aż ktoś się mną zainteresuje?
Tak, czekaj, może przyniosą Ci śniadanie do łóżka.
Albo weź sprawy w swoje ręce: powołaj do życia Drużynę Kanapek z Dżemem i rozpocznij epickiego questa..

Wybrałam to drugie, nie jestem pewna co mogłabym zobaczyć, i kogo spotkać, na korytarzu.
Pielgrzymka pokutna do Medjugorie... Drużyna kenijskich szczypiornistek-badmintonistek... Pani z dziekanatu... Masz rację, możliwości są niemal nieograniczone.Albo kogoś, kto wskaże jej drogę do kuchni. Ale kto by się tym przejmował.

10.00. No w mordkę jeża! Co to ma być! Nikt się nie pofatygował, aby do mnie zajrzeć!
Czego ona się spodziewała? Porannego "rytuału wstawania", jak w Wersalu za panowania Ludwika XIV?

Kij z tym, sama sobie dam radę. Wychodzę i niech się dzieje co chce! Oszczędzę wam opisywania jak to sobie chodzę w lewo, prawo, w górę i w dół.
Tak trzymaj, bohaterko – dbaj o Czytelników. Możesz mi jeszcze herbatę zrobić.

Po kilkunastu minutach dostawałam już lekkiego szału.
Nagle zauważyłam jakąś postać znikającą za rogiem.
Ani chybi, był to żubr – tuż za rogiem.

-Przepraszam!- krzyknęłam, żeby zwrócić na siebie uwagę nieznajomego.(...)
Chyba mnie nie usłyszał. Pobiegłam za nim i już wchodziłam w zakręt (z piskiem opon), gdy nagle ŁUP! I siedzę na tyłku na zimnej podłodze. Widocznie mężczyzna musiał mnie usłyszeć i zawrócił, a ja się od niego boleśnie odbiłam.
Jak ninja, prawda, jak ninja...Rozumiem, że to był Imperatyw Elementu Komicznego, ale ona musiała naprawdę wejść w ten zakręt z piskiem opon, żeby aż odbić się od niego i upaść na tyłek.

-Przepraszam, nie chciałam- mówiłam wstając.
-Dokąd ci tak spieszno Kocie?- zapytał przystojny osobnik płci przeciwnej (czyt. brzydkiej- dop.aut.) (orly? – dop. Kale.)
Na oko jest o kilka lat starszy ode mnie. Białe włosy zaczesane do tyłu. Koszula rozpięta do połowy ukazująca bosko wyrzeźbiony tors oraz kosa na plecach.
Gdyby nie to, że wiem, że chodzi o kosę – narzędzie, byłabym przekonana, że rozpięta koszula ukazała wytatuowanego na jego plecach ptaszka...

-Eee...do kuchni- mruknęłam cicho- Tylko nie wiem gdzie ona jest.
Gapi się na mnie! Wdech, wydech. Byle tylko buraka nie spalić! Bo to by była porażka.
Gapi się! To straszne. A na co ma patrzeć, na ścianę?

-Akurat tam idę. Chodź ze mną, zaprowadzę cię- powiedział.
-Dzięki.(...)
-Posiłki są tutaj o ustalonej porze dnia?- spytałam.
-Heh. Nie. Tutaj panuje metoda ''zrób to sam''. Każdy sam sobie robi posiłki i je kiedy chce- odpowiedział [Hidan].
- Tylko fartuszek mamy jeden, więc wiesz... komitet kolejkowy działa. - dodał przepraszająco.Straszny zUy terrorysta i morderca mówiący „heh”... Na co teraz przyjdzie kolej? Na „ojejciu” i „ale urwał”?

Metoda ''zrób to sam''? Przestępcy klasy S sami sobie robią posiłki? Myślałam, że może mają gosposie, czy coś. Pewnie chodzą niedożywieni,
*wyobraża sobie kampanię reklamową: W tle pobrzmiewa rzewna melodia skrzypiec. Wielkie oczy Itachiego zerkają błagalnie znad talerza pomidorowej; poważny głos z offu mówi: „Co trzeci terrorysta jest niedożywiony. Kupując produkty oznaczone czerwoną chmurką wspierasz program dożywiania kryminalistów”. Itachi uśmiecha się słabo i mówi: „Prosimy, podziel się posiłkiem!”*

bo raczej gotować to oni nie potrafią, a jak już to na pewno się nie do tego nie przyznają.
Nie no, spoko – to przecież oczywista oczywistość, że dorośli ludzie, którzy sporo czasu spędzają w terenie, nie potrafią przygotować sobie nic do jedzenia.Oczywiście, że tak. Ewentualnie terroryzują zupkę chińską tak, że ta aż ze strachu się sama zaleje wodą.

W kuchni nie było nikogo, ale była ona za to ogromnych rozmiarów. Długi stół z krzesłami stał pośrodku pomieszczenia. A reszta to już standard: szafki, blaty, ekspresy do kawy, mikrofalówka i inne urządzenia. Wszystko byłoby narmalne gdyby nie 3 big rozmiarowe lodówy!
Oj tam, to też jest całkowicie normalne. Jam myślisz, gdzie Kakuzu trzyma przeznaczone na sprzedaż trupy?Big rozmiarowe lodówy by zaspokoić Big Głoda członków organizacji – wielkiego, obleśnego typa w zielonym sweterku, który czasem straszył na korytarzach.

Hmm... Zrobić to czy nie? Opłaca mi się? No niby mi pomógł. A co mi tam, poświęcę się. Korona mi z głowy nie spadnie.
Oo, no proszę. Wystarczył jeden dzień z dala od dobrotliwego mistrza, a pannie natychmiast wyłączył się tryb „jestem arogancka i dobrze mi z tym”.

-Masz ochotę na naleśniki?- spytałam.(...)
-Naleśniki?- powtórzył.
-Tak. Naleśniki.
-Jashin-sama na reszcie mnie wysłuchał- powiedział łapiąc mnie za ramiona-Zesłał prawdziwą dziewczynę, która na dodatek umie gotować!
I cycki ma! Nawet fajne!A dotychczasowe kobiety w organizacji były sztuczne?
Chyba, że dla szanownego Hidana prawdziwa kobieta to taka, która umie gotować. ;>


-Oczywiście, że umiem gotować Hidan-sama. (To już jest podlizywanie się. -.-) Z czym chcesz te naleśniki?
-Z czymkolwiek- odpowiedział ucieszony- I mów mi po prostu Hidan.
Po 20 minutach siedzieliśmy na przeciwko siebie zajadając naleśniki i pijąc herbatę.
Ej no... Ja przez 20 min za diabła nie dałabym rady zrobić naleśników dla dwóch osób. Jednak co ninja, to ninja...

Hidan ma chyba dwa żołądki, bo pochłaniał olbrzymie ilości jedzenia w bardzo krótkim czasie. Gadaliśmy i jedliśmy, i znów gadali. (...) Zapach, który się unosił w kuchni musiał zwabić resztę członków organizacji, bo stali w wejściu do kuchni i s bezczelnie się gapili. Zgadnijcie na kogo, oczywiście na mnie! Co ja jestem okaz w zoo, czy co?
Ano. Konkretnie wielbłąd. Inaczej mówiąc – osoba, która nierozważnie obnosi się ze zdolnościami kulinarnymi w grupie starszych od niej ludzi, którzy mogą jej wydawać polecenia.

-Ale się najadłem- powiedział białowłosy i nonszalancko oparł się o oparcie krzesła. Posłał mi przy tym tak zniewalający uśmiech, że aż mi zmiękły kolana. Dobrze, że siedziałam. Teraz nowość, luk na Hidana i znowu na mnie.
Luk... bagażowy? A co on tam robi?

-Chodźmy, zrobił się tu mały tłok, a chcę ci coś pokazać- powiedział wstając od stołu- Idziesz?
-Tak, tak, oczywiście- odpowiedziałam również wstając.
-Gdzie masz ją zamiar zabrać?- oschły i ostry ton mojego opiekuna dał o sobie znać.(...) -Jestem jej opiekunem. Wszelkie próby zabrania jej gdziekolwiek najpierw trzeba ustalić ze mną.
-Tak? Tylko coś mi się wydaje, że Fumi nie jest niczyją własnością, a tym bardziej twoją prywatną zabawką.
Oh my. Panowie nie przepuszczą żadnej okazji by ustalić, kto tu jest samcem alfa...

-Nie ma sprawy- powiedziałam- Innym razem...
-W dalekiej przyszłości- wpadł mi w słowo Itachi- Za mną- rozkazał.
Chcąc nie chcąc ruszyłam za nim. Widziałam tylko wściekły wzrok Hidana i rozbawionego Deidarę, reszta to widowisko olała.
Reszta nie była tak wypaśna, by ją uwzględnić w blogasku.

-Gdzie mnie prowadzisz?- spytałam.
-Do Sasoriego. On sprawdzi Twoją wiedzę i umiejętności z zakresu trucizn i antidotów.
No to pięknie. Wczoraj mi tego powiedzieć nie mógł?! Chociażbym sobie coś powtórzyła, a tak?!
A tak, to się przekonają, co umiesz NAPRAWDĘ.
To już tu. Strach zmiękczył mi kolana. Dam radę, na pewno.
Po 3 godzinach byłam już po ''teście''. Ja bym tego testem nie nazwała, to była walka ze strachem i stresem. (...) Mój test składał się z odpowiedzi ustnej i praktycznej oraz pisemnej i teoretycznej.
Połączenie „pisemna” i „teoretyczna” jest zupełnie zrozumiałe, ale... ustna praktyka? Co ona tam zaliczała? Czy może raczej kogo?

-Teraz do Zetsu. On sprawdzi twoją wiedzę na temat roślin i ich zastosowań.
Zobaczy, czy masz wystarczające kompetencje by odrabiać pańszczyznę w Madarowym ryżu i podlewać kwiatki na parapecie.

Pięknie. Chociaż moja kochana ''super niania dla młodzieży'' na mnie czekała pod drzwiami tego lalkarza. Ciekawe czy był tam całe 3 godziny. Raczej nie. Ale o to jaki mi poszło mógłby z łaski swojej zapytać. Dupek.
A czemu założyłaś, że go to obchodzi?
I czemu uważasz, że powinno go to obchodzić?

Po tym, jak dokładnie oglądnęłam Zetsu i poznałam jego sposób odżywiania miałam ochotę zwiać z tego egzaminu. Nie dość, że pytania z pisemnej zdawki były bardzo trudne i podchwytliwe,
Trudne pytania mające sprawdzić, czy nadaje się do elitarnej organizacji? Rzeczywiście, kto by się tego spodziewał.

to on jeszcze się sam ze sobą kłócił czy smakuję dobrze, czy źle i czy warto mnie jeść. Po skończonym odpytywaniu opuściłam jego szklarnię, (...)
-Teraz do Lidera- mówiąc to zmierzył mnie wzrokiem. (...) No to teraz do Pana i Władcy.
Puk puk.
Hłe hłe.

[rozmowa u Madary]
-Opowiedz mi coś o sobie. Ile masz lat i takie tam. Oczywiście mam informacje na twój temat, ale oczekuję potwierdzenia.
Przejrzałem twoje konto na Facebooku. Ach, tak na marginesie: rybki ci wyzdychały.

-Dokładnie wczoraj, 25 czerwca, skończyłam 16 lat. Pochodzę z Yugakure tak jak i moi rodzice, Norkiko i Schun Kitsuki. (...) Rodzice zginęli na misji jak miałam 6 lat. Po ich śmierci zaopiekował się mną mistrz Satoru. (...) Gdy skończyłam 14 lat miałam ''miłe spotkanie'' z Orochimaru i dostałam prezent od niego w postaci Przeklętej Pieczęci.
-Mówisz o spotkaniu z wężowatym, mówił ci coś konkretnego?- zapytał poruszając się niespokojnie.
-Hmm...Nie...- zamyśliłam się- Zaraz, coś mi mówił, jak to szło, aha już wiem: ''Jesteś jedyną dziedziczką wspaniałej mocy, a ponad to, masz własne unikalne zdolności nie związane z twoim limitem krwi.
No, co ja tam będę dużo mówił... Marysią jesteś, dzieweczko.Taka trochę zbyt dosłowna ta przepowiednia. Nie powinna czasem brzmieć: „Kiedy księżyc szesnaście razy obiegnie niebo, wytryśnie z ciebie wielka moc trzeciego smoka”, czy coś w tym stylu?

Teraz nie masz o niczym pojęcia, ale kiedy twoja przeszłość i przyszłość okaże się zasnuta mgłą niepewności przyjdziesz do mnie po wiedzę.''
Taa. A ona o tym radośnie zapomniała i słowa Madary o jej supermocach niepomiernie ją zdziwiły.
Oj tam. Codziennie przecież się słyszy takie rzeczy na swój temat. Ja na przykład kilka dni temu dowiedziałam się, że będę matką potwora z bagien. Mogła dziewczyna zapomnieć.

Lider pokiwał głową i gestem ręki kazał mi już iść. Pożegnałam się i wyszłam.
*Madara**Shun co ty w sobie takiego miałeś, co?*
Co to było? Jakaś nowatorska próba zapisu myśli bohatera – czy to Madara wcina się w kompetencje narratora?

A niech to, błąkam się tymi głupimi korytarzami z 15 minut. Te korytarze są pewnie po to by 1. zgubić i zdezorientować nieproszonych gości, 2. doprowadzić do załamania nerwowego nowe osoby.
Specjalnie się tak wiją, żeby Ciebie wkurzyć.

20 komentarzy:

SStefania pisze...

Link do Kospleju Wam nie działa, przekierowuje na główną tego serwisu.
Idę czytać dalej.

Kalevatar pisze...

Już poprawiłam. Dzięki!

Insomnia pisze...

>„(...) nie ładnie tak wchodzić do pokoju młodej dziewczyny bez pukania”
Za to do niemłodej już można ;)

>" Na dzisiejszy dzień, 25 czerwca, miałam już gotowe ciuchy. Co roku, odkąd skończyłam 5 lat, tak robię."
Przygotowujesz sobie ubrania na 25 czerwca? O.O Oż fuck... jakie ja mam ubogie życie wewnętrzne... *idzie płakać w emo kąciku*
A ja myślę, że ona od pięciu lat ma rozpisane w kalendarzu, co danego dnia na siebie włoży.

>"Oczywiście na razie będziesz niepełnoprawnym (czemu przeczytałam" „niepełnosprawnym”?^^)
Też przeczytałam "niepełnosprawnym", w dodatku dopowiedziało mi się od razu "umysłowo". Nie mam pojęcia dlaczego ^_^

>
"Ok. Wdech wydech. Tylko spokojnie. Stoję na środku salonu, gdzie znajdują się prawdopodobnie wszyscy członkowie oraz 3 wielkie kanapy, 2 fotele, stolik i wielki telewizor plazmowy."
I weź teraz zgadnij co zrobiło na niej wrażenie: członkowie czy może ta plazma? ^_^

Przeczytałam połowę, resztę zostawiam sobie na jutro.

Anonimowy pisze...

Omg... omg... Kampania reklamowa mnie zabiła. Normalnie idę zrobić dla nich obiad i zapasy na tydzień. Teraz, zaraz... A zaraz potem zamorduję ałtoreczkę...

Dawno się tak nie uśmiałam. Azaliza wspaniała i przeboska. Jesteście genialne i wgl sekaiichi ;3

Będzie ciąg dalszy? Będzie, prawda?

Chika

kura z biura pisze...

Uch, przeczytałam parę pierwszych zdań i już wiem, że to będzie analiza spod znaku duszącego wkurwu i głuchego warkotu z głębi gardła. Nienawidzę tych aroganckich marysujek, nienawidzę!

Wracam do czytania...

hasło: nolakier. Całkiem jak moje paznokcie ;)

kura z biura pisze...

Bieeedni, niedożywieni terroryści, biedny Itaś znad talerza pomidorowej!
a "kosa na plecach" mogła jeszcze oznaczać warkocz ;)

>Teraz nowość, luk na Hidana i znowu na mnie.
Luk... bagażowy? A co on tam robi?

Dobrze, że nie Luk Skajłoker. Z mieczem ;>

Dzięki za poranną porcję ubawu!

Fraa pisze...

Ej... Ja nie wiem czy ktoś zauważył, ale Lider zaczął rozmowę z boCHaterką słowami "Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać". Nie wiem jak Wy, ale ja od razu miałam w głowie ciąg dalszy: "Oooooh, Reneeee!" xD

kura z biura pisze...

Ach, dokładnie, to stały tekst Michelle!

małgorzata pisze...

Lubimy ciENte, nastoletnie ninja! :) Czy te aŁtorki naprawdę myślą, że dorośli tak reagowaliby na ich odzywki?
Ta. Już widzę, jak ta nadęta panna zapomniała, jak ktoś wspominał o jej zajebistości...

Pozdroofka,
Raven

Anonimowy pisze...

Czyż nie są rozkoszni japońscy wojownicy, zmiatający z talerzy naleśniki? Pewnie z dżemem lub serem na słodko.
O stosunku uczniów do mistrzów (powtarzam - w kulturze japońskiej!) zamilczę.

jasza

Rzepicha von Mjensen pisze...

Głodni terroryści mnie zabili, teraz leżę i się rozkładam - ze śmiechu! Analiza doskonała, uwielbiam Was, kochane! :D

SStefania pisze...

Uch, dopiero znalazłam czas, żeby doczytać. No nic. Trochę WTFów przeżyłam - jestem bardziej Blicztardem i z uniwersum Naróto lubię tylko Hinatę, ale dotychczas myślałam, że jednak troszkę wiem. Na przykład zawsze zdawało mi się, że w Akatsuki udaje że rządzi rządzi Pein, a Madara to tylko szeregowy członek. Ukrywający się pod maską i ksywką. No ale Nagato tutaj chyba gdzieś wywiało.
Przez tę małą znajomość i sympatię do uniwersum przeżywam pewną ulgę, że właśnie tam trafiła kolejna chamska i nieprzestrzegająca zasad higieny, kretynka z ADHD. W świecie czegoś, co lubię, trudniej byłoby taką znieść. I nie mam zwyczaju narzekać, że 'za moich czasów było lepiej', ale te wszystkie alternatywne dziewczyny bohaterów Dragon Balla, przynajmniej w fanfikach, na które trafiałam, miały więcej ogłady i stylu.

*wyobraża sobie kampanię reklamową: W tle pobrzmiewa rzewna melodia skrzypiec. Wielkie oczy Itachiego zerkają błagalnie znad talerza pomidorowej; poważny głos z offu mówi: „Co trzeci terrorysta jest niedożywiony. Kupując produkty oznaczone czerwoną chmurką wspierasz program dożywiania kryminalistów”. Itachi uśmiecha się słabo i mówi: „Prosimy, podziel się posiłkiem!”* To był megawybombany w kosmos i boski kawałek, dziękuję.

Coś mnie zastanawia, ta 'reszta' w kuchni - z imienia aŁtorka wymieniła trzy osoby (Hidana, Deidarę i Itacza), potem Marysia z tym ostatnim przeszła się do Sasoriego, Zetsu i Madary... 'Resztą' była więc jedna-dwie osoby? No faktycznie, anonimowy tłum.

Szprota pisze...

Terroryzowanie zupki chińskiej bardzo pochwalam. Do tego mam kod mersepar, co wzmaga mój stupor.

Anonimowy pisze...

Cudowny kąsek na późny wieczór przy herbacie. Każdy Wasz komentarz był boski, ale kampania "dożyw kryminalistę" wygrała.
Ech, te skryte marzenia nastoletnich gimnazjalistek/licealistek o swobodnym i wolnym od kar chamskim pyskowaniu nauczycielom... xD

Biję przed Wam czołem za tę analizę, wiecie? Więc nie zdziwicie się, gdy wstrząsy wywołane tym biciem sprawią, że pęknie Wasza zwykła cielesna powłoka i wytryśniecie marysuizmem.
(Oj nie, nie życzę Wam tego...)

Ome

Pigmejka pisze...

Cieszymy się, że się podobało. ^^ I owszem, rozważamy dalszy ciąg analizy, o ile nie znajdziemy niczego jeszcze ciekawszego. ;)
Ins, rzeczywiście, to zdanie "Stoję na środku salonu, gdzie znajdują się prawdopodobnie wszyscy członkowie oraz(...)" brzmi tak, jakby meble i telewizor robiły na niej równie wielkie wrażenie co słynni terroryści. :D
Kuro - mnie też zawsze włącza się wewnętrzny warkot, jak widzę takie Maryśki. Zresztą, chyba Ci już o tym mówiłam kiedyś. ;)
Raven, Jasza, Ome - ano właśnie: ja rozumiem, że uniwersum blogaskowe to taki świat marzeń aŁtoreczki, w którym jej alter ego może bezczelnie pyskować a i tak ją wszyscy kochają, bo przecież jest najcudowniejsza, ale... mimo wszystko mnie to trochę przeraża. Jeśli właśnie o takim świecie marzą te dzieci, to... brrr.
Ome - ale uważaj, nie uszkodź sobie czoła! ^^ W każdym razie, dziękujemy. :* Tymczasem tryskam radością, że się analiza podobała. :D
Szpro - mnie w stupor wprawiło moje hasło. Wierzcie lub nie, ale brzmi: belova. Taaak, lovam Was, zdecydowanie. :] Muihihih, i szkoda, że Sierżant tego nie widzi. A może właśnie lepiej, że nie...? :D

Anonimowy pisze...

O, Naruto! Miła odmiana, na elfie opowiastki jakoś nie miałam ochoty i sobie odpuściłam.
Analiza całkiem niezła, co prawda z krzesła mnie nie zrzuciła, ale i fanfick sam w sobie nie jest taki zły (zwłaszcza w porównaniu z tym, co można znaleźć w tym fandomie...). Może jak kiedyś autorka wpadnie na coś lepszego niż Marysia w Akatsuki i poprawi się w paru innych aspektach, to i analiza będzie niepotrzebna? Kimkolwiek jest, bez złośliwości życzę powodzenia ;)

Za to jako ogromny Rebofag kocham was za wzmiankę o Rebornie - jak kiedyś zabierzecie się jakiś twór z tego fandomu, walcie drzwiami i oknami (ciekawe tylko, czy potem nie będę żałować... xD)

Cristak

Anonimowy pisze...

zabawne:) ale różowej landrynki nic nie przebije !

Anonimowy pisze...

Tak kosa na plecach skojarzyła mi się z grubym, pszenicznej barwy warkoczem :)

Dzidka

Anonimowy pisze...

Przyznam się bez bicia, że macie rację co do mojego opowiadania. Początek skopać bardziej już nie mogłam, ale mam nadzieję, że będzie ciąg dalszy, gdyż sądzę że następne rozdziały są odrobinkę lepsze. Niedawno zdałam sobie sprawę, że zrobiłam z bohaterki mega boską girl, ale nie chciałam kasować tego co już napisałam i staram się to jakoś naprostować. Jeśli nastąpi ciąg dalszy analizy mojego opowiadania to chciałabym być o tym poinformowana. Mam pytanie, czy już wcześniej analizowaliście blogi w tym temacie? Czy mój był pierwszy? Zdaje mi się, że nie jestem pierwsza, ale pewności nie mam. Tak czy siak, muszę przyznać, że uśmiałam się czytając to. Pozdrawiam. Silje

Telewizjoner pisze...

Jak dotąd to z analizowanych tutaj opowiadań to jest najlepsze. I nawet Mary Sue arogancja powoli przechodziła, a to się rzadko zdarza. Co nie zmienia faktu, że analiza genialna ;)
Aha, a autorce (która pisała powyżej) gratuluję dystansu do siebie - może się wydawać, że to niewiele, ale zwykle blog(ask)opisarki na najmniejszy przejaw krytyki reagują histerią.