środa, 1 września 2010

Dwie bajki w cenie jednej, czyli Angelina Jolie tańcząca z jeżami

-->
Witajcie!

Oj, będzie się dzisiaj działo, będzie. Przede wszystkim – w tym tygodniu prezentujemy Wam dwie analizy – pierwsza z nich to kolejna część przygód elfiej księżniczki, druga zaś to opowieść o... innej elfce, która nie wiedzieć czemu robi za mobilny dom dziecka dla smoków. Czekają zatem na Was różne dziwy: wielofunkcyjny sukkub pokryty skorupą łusek (sic!), narrator z ambicjami detektywistycznymi i zadyszką oraz samobieżny ogon. Akcja drugiego opka dzieje się w Krainie Galopujących Ludzi, którą przemierza Angelina Jolie i w której smoki naśladują samoloty prezydenckie. Na tym nie koniec: występuje tu nowy rodzaj narratora – narrator niekompetentny, a wiatr jest tajnym agentem. Będziecie także świadkami magicznego momentu – narodzin marysuizmu.
Blogaski zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar

Bajka o księżniczce brzęczącej na sianie i pewnym jeżu - cz. 2

-->
Blogasek dostępny tu: http://zycie-smoka.blog4u.pl/

Smagnęła konia batem i popędziła w gęste zarośla. Stwór z czerwonymi oczami (przypominam: jeż jak byk ^^) wylazł ze swej kryjówki. Był wzrostu kobiety ludzkiej.
Hehe, bo kobiety ludzkie mają wszystkie taki sam wzrost. Ja jestem tego najlepszym przykładem, nieprawdaż.Nie zapominaj o magicznej barierze oddzielającej kobiecy wzrost od wzrostu męskiego.
Miał kopyta zamiast stóp i ogon jak u lwa. Rogi wystające z jego głowy były jak u barana, tyle że czarne jak smoła. Z tyłu, widać było małą część skrzydeł. Nietoperz ma nieco ładniejsze. Na rękach wyraźnie rysowała się twarda skorupa.
Dobra, niech ci będzie, że to nie jeż, tylko jakieś kujwieco. Ech...

Wyglądało to, jak łuski smoka.
Skorupa czy łuski? Decyduj się, waćpanno.

Nogi też tym były pokryte. Elfka wiedziała, że z tym stworem nie ma żartów. Potrafił on szybko biegać, latać i wystrzelać ogniste kule na przeciwnika.
A jak zdybał głęboko w lesie jakiegoś gładkiego elfika, to zachodził od tylca i...Wielofunkcyjne bydlę.
Biega, skacze, ogniem pluje
Śpiewa, tańczy, recytuje!


To był demon, z piekieł otaczany wielką czcią.
Aaa... Czyli mamy tu opko o elfach satanistach. No szał.Cóż... Elfy Sapkowskiego też miały swojego diablika... Tyle że tamten był jednak bardziej pocieszny.

Nadano mu nazwę sukkubus.
No mówiłam, że był na mężczyzn zawzięty. Przychodził nocami i dręczył... a bywało, że i nieletnich.Ej, ale ja myślałam, że sukkuby są płci żeńskiej i mają być dość ponętne. A nie wiem, jakim dewiantem trzeba być, by na TO COŚ polecieć...Wyposzczonym.

Syknął coś ze złości i biegiem ruszył za oddalającą się postacią elfa. W galopie, Aleneya zbliżała się do serca puszczy.
Konia pozostawiła daleko w tyle.Jednakże wciąż został jej do przebycia spory kawałek żyły płucnej.

Jednak gdy tam dotarła... myślała że zobaczy coś innego. Myślała że ujrzy wielkie i zielone drzewo. Tak wyróżniające się, że niekiedy elfom zdawało się, iż to drzewo do nich coś szepce.
Zwłaszcza, gdy zażyli towar nieznanego pochodzenia.

Teraz, była tam jedynie wielka przepaść. „Tam jeszcze, była druga połowa puszczy...” myślała.
Najwyraźniej las nawiedziła plaga wyjątkowo wielkich i zawziętych korników.

Musiała przystanąć i zmienić kierunek, bo dalej jechać już w tą stronę nie mogła.
Nie, serio?

Wyrabiała ostry zakręt, lecz drogę musiał zagrodzić jej ten demon.
W związku z tym elfka zaprezentowała mu piękny i autorski pokaz końskiego driftu.

Zasyczał coś i szykował się do ataku magią. Elfka posuwała się jak najdalej do tyłu, do momentu, gdy z pod kopyta konia nie spadł odłamek ziemi. W tym momencie, żarty się skończyły.
Rozumiem, że gdyby spadł kamyczek albo liść, zaczęliby się obrzucać tortami?
Kula ognia, została wystrzelona. Aleneya miała już uciekać w bok, lecz sukkubus zdążył wezwać cerbergi. Trójgłowe psy na samym początku, gdy tylko zobaczyły elfa, rzuciły się na niego.
Ale pod koniec straciły zainteresowanie i pobiegły za kotem, który akurat przechodził nieopodal.Tym elfem był jakiś zabłąkany grzybiarz, jak rozumiem?

Nie widząc innej drogi ucieczki, elfka musiała skoczyć w przepaść. Cerbergi zrezygnowały z tej opcji, gdyż wszystkie mogły się pozabijać.
Ja pierdolę, zmyślne były!

Sukkubus miał skrzydła, a po za tym zależało mu na kamieniu, który ma elf. Zleciał w dół. Nawet gdyby elf był martwy, on musiał zdobyć kamień. Sukkubus na dole zobaczył martwego konia. To była Srebrna gwiazda. Przeszukał ciało.
Cóż... końskie truchło z pewnością ma wiele zakamarków, ale nie jestem pewna, czy chciałabym włożyć dłoń do któregokolwiek z nich.

Myślał że znajdzie to czego szuka. Niestety nie znalazł. Elfka, ciężko stąpając po ziemi, szła z koniem na uwięzi. Tamten koń, nie mógł być Srebrną gwiazdą, skoro elfka go ma.
Widzę, że występują w tym blogasku prawdziwi tytani dedukcji. Z narratorem na czele.
A dowiemy się kiedyś, jakimże to cudem dziewczyna i koń przeżyły upadek? I dlaczego sukkubus, nie znalazłszy ciała elfki, zaprzestał pościgu?

Może uratowała ich trampolina wyczarowana w TYM blogasku?
Mnie interesuje, co złego zrobił ten koń, że trzeba go prowadzić na uwięzi...


Po kilku metrach upadła. Wypuściła z rąk wodze konia i kamień...Koń, położył się przy niej i czekał.
Na co?
Na zmiłowanie.

Wczesnym rankiem, Aleneya otworzyła oczy. Starała się ręką dosięgnąć kamienia. Gdy go złapała, jak najprędzej przyciągnęła go do swojej twarzy. Oglądała go tak dokładnie, jakby chciała sprawdzić czy czasem nikt go nie podmienił. Gdy już się uspokoiła, spróbowała wstać na nogi. To nie było takie łatwe jak się wydawało. Poprzedniego dnia najprawdopodobniej straciła przytomność.
Nie była tego jednak pewna - równie dobrze mogły to być białe plamy po byciu pod wpływem tych śmiesznych tabletek, jakie łyknęła wczoraj...

Kręciło jej się w głowie. Nie mogła ustać na nogach. Gdy już to jej się udało. Wsiadła na konia, dalej trzymając kamień. Nie przyszło je to łatwo.
Wyrywał się, skubany.
Kręciło jej się w głowie. Nie mogła ustać na nogach. Gdy już to jej się udało. Wsiadła na konia, dalej trzymając kamień. Nie przyszło je to łatwo. Dopiero teraz mogła ruszyć. Jechała powoli.
Bo jeszcze. By koń. Dostał. Zadyszki.

Nie chciała spaść z konia. Po długiej podróży, poczuła się lepiej i przyspieszyła tępo.
Obawiam się, że nie tylko to zrobiła „tępo”...Nic tak dobrze nie robi na skutki wyczerpania, upadku i być może wstrząśnienia mózgu, jak porządne wytelepanie się na końskim grzbiecie.

Dotarła gdzieś około południa do wioski. Widać było, że znała ten teren.
Po czym? Wszyscy mieszkańcy witali ją histerycznym „bonjour”?

Weszła do osady. Nie zwracała żadnej uwagi na zdziwionych ludzi. Kroczyła pewnie przed siebie. Gdy doszła do domku, oddalonego od wsi, zapukała. Otworzył jej stary człowiek. Udał, że poprawił sobie okulary by lepiej zobaczyć gościa.
Tak naprawdę ustawiał ostrość w kamerze tęczówkowej.

-Aleneya... Czy to ty?- Pytał z niedowierzaniem.
-Tak mędrcze. Musisz mi pomóc.- Odpowiedział elf.
Ten grzybiarz? O.O

-Moja droga. W czym mam ci pomóc.. No powiedz, przecież ty wszystko wiesz i umiesz.-
KWIIIK! Idealne podsumowanie Mary Sue. :D

Uśmiech zagościł na twarzy starego człowieka.
Sam przed laty wydał jej zaświadczenie typu All in One, znane też jako „Licencja na Marysuizm”.

Elfka zaczęła się rozglądać, po czym zaciągnęła staruszka do jego chaty.
Jasne, rozgość się, nie krępuj się...
Ech, wszystko jak wszystko, zasad dobrego wychowania jednak nie opanowała.


-Słuchaj. Masz nikomu tego nie mówić, dobrze?- Spytała go.
-Dobrze. Nie będę nikomu mówić, przysięgam w elfickiej mowie.- Powiedział zniecierpliwiony człowiek.
-Ech...Skoro w elfickiej mowie...Jeżeli komuś to powiesz, do końca życia będziesz przeklęty.
Twoje krowy już nigdy nie dadzą mleka, kury znosić będą kwadratowe jaja, a cała twa gnojowica w żużel się przemieni.

Dobrze więc. Wszystko zaczęło się pewnego dnia. Jechałam sobie w tym czasie nad staw. Jechałam na moim koniu, Szlachetnym kopycie.
Szlachetne Kopyto... Boru, to najbardziej kretyńskie imię, jakie kiedykolwiek słyszałam. Poważnie.Imię konia jest kluczowe w tej opowieści, jak rozumiem?

Przy końcu mej podróży, czułam, że ktoś mnie śledzi. To nie była jedna osoba. To była cała armia ludzi i krasnoludów.
Przemykała się chyłkiem od krzaczka do krzaczka wraz z konnicą, taborami i barwną a hałaśliwą brygadą markietanek.I byli przebrani za jeże. ;>Coby ich nikt nie próbował przelecieć.

Część z nich wyskoczyła przed moim koniem. Otoczyli mnie. Przywódca oddziału podszedł do mnie i groził mi swoim mieczem, że jeśli nie pojadę z nimi, to mnie zabiję. Nie miałam wyboru. Musiałam objąć tron po mojej matce.
Głęboko w lesie wzięła cię do niewoli armia nieprzyjaciela? Dokonaj przyspieszonej intronizacji, to jedyne wyjście!

Ruszyłam z nimi. Usłyszałam coś za sobą, gwałtownie odwróciłam się, ale krzaki tylko się ruszały.
Kotłowały się w nich jeże, nic innego.*chichocze histerycznie*Ja nie wiem, co ona ma z tymi krzakami. Jest Rycerzem Mówiącym „Ni”, czy co?

Zatrzymałam się na chwilę i wpatrywałam się w nie dokładnie. Ujrzałam błysk w czyimś oku i już miałam tam podejść, lecz ktoś smagnął batem mojego konia, a on ruszył wolnym galopem.
A potem zaczął wlec się cwałem.

Dojechałam do siedziby króla ludzi. Kazali mi zejść z konia. Gdy weszłam do sali tronowej, jeden ze straży popchnął mnie, a ja upadłam na kolana. Z nienawiścią spojrzałam w twarz straży.
Taa, to z pewnością jest kluczowe dla opowieści...A ta „straż” to jakaś upersonifikowana bogini strażników jest, czy też chodzi o Stracha (na wróble), tylko że aŁtoreczka źle zapisała?

Do sali wszedł król, więc odwróciłam głowę. Przywołał mnie gestem. Straciłam orientację.
Przez chwilę, byłam homo, potem bi... Teraz już sama nie wiem.Potem zamieniła się w Natalię Julię Nowak.

Speszona poszłam do niego. Uklękłam na jedno kolano i wypowiedziałam słowa po elficku, które znaczą tyle samo, co ukłon.
Czyli wykonała ukłon do kwadratu. Wspaniale.

Znałam go, tylko nie mogłam sobie przypomnieć skąd.
Gdzieś mi ta twarz mignęła na Facebooku... Czy on czasem nie komciał zdjęć Zośce?

On nie miał ochoty do rozmów, tylko wyjął mi czarny przedmiot.
Jeżu... skąd jej go wyjął? Nie mówicie... że to było... dildo...

Gładki i lśniący.
To było sparklące dildo... Edward instant.
mnie słabo... ja ginę...

Powiedział że to...- Przerwała i spojrzała na owy przedmiot, o którym właśnie mówiła. Pękał.- Zaczyna się...
Z kamienia wyszło coś, co wyglądało jak ogon dinozaura.
Wyszło i poszło sobie, tak?*wyobraża sobie popierdzielający sobie swobodnie ogon* A fuj...

Ogon szamotał się w tę i z powrotem, jakby chciał by twarda skorupa kamienia go puściła.
Niestety, skorupa zaparła się rękami i nogami i trzymała mocno.

Kamień, po chwili rozpadł się cały, a z niego wychyliło się małe, czarne stworzonko. Aleneya wzięła je na ręce i wytarła. Było pokryte łuską. Czarną jak smoła łuską. Niebieskie oczy świeciły niezapomnianym blaskiem, a coś, co wyglądało jak nietoperze skrzydła były rozłożone. Istota kichnęła dwa razy i zaczęła się rozglądać. Węszyła.
-To...to nie możliwe!- Krzyknął starzec.- To jest... Czarny smok ziemi! Myślałem, że już wybyli wszystkie.
Na Księżyc wybyli. Razem z Ruskimi, co to w kosmos lecieli.I Łajką.

Wszystko na to wskazuje...Umięśniona sylwetka,
U nowonarodzonego smoczątka mieszczącego się w dłoni. Oł je.
Już pomijam fakt, że albo umięśniony, albo latający. Napakowane bydlę za daleko nie poleci.

Bo to taki łuskowaty kurczak był. Bardzo ekonomiczny – elfice wielce sobie chwaliły, że miast żmudnego darcia pierza, wystarczy go nożem oskrobać.

niebieskie oczy, ten kolor... głęboka czerń. Tak! To musi być on!
Elfka spojrzała na niego z pogardą
Która świadczy o nienagannych manierach i jest zawsze na miejscu, zwłaszcza w stosunku do przyjaciela i mentora, gdy jest się gościem w jego domu.

-Może dasz mu coś jeść, zanim zdechnie z głodu?- Spytała z kpiną w głosie.
Taa, a czyj to smok?

Jednak starzec po chwili, miał w ręce kurczaka. Młody smok rzucił się na niego i pożarł, jakby nie jadł od roku.
Po czym z cichym trzaskiem pękł z przeżarcia, bo kurczak był duży, a on malutki.
Przez jedną straszną chwilę byłam przekonana, że ten smok pożarł staruszka...

Człowiek zaczął oglądać stworzenie.
-To zdrowy samiec.- Powiedział z uśmieszkiem.
Elfka westchnęła i usiadła na krzesło. „Tyvir... To dobrę imię dla niego. W elfickim języku oznacza ognistą czerń.
A to z kolei według logiki oznacza oksymoron, innymi słowy – bzdurę.

Stary człowiek znikł na chwilę w kuchni i pojawił się później z jedzeniem.
Kuchnia z funkcją czarnej dziury. Czad.

-Proszę Aleneyo, poczęstuj się i dokończ mi tą historię.- Powiedział podając elfiej damie talerz.
Nigdy w życiu! Co najwyżej TĘ historię mogę.

Aleneya opowiedziała mu wszystko, o tym jak została wygnana i o demonach piekieł.
O, już „demonach” – a przecież był jeden. Tak to właśnie ewoluują opowieści. :D

Gdy skończyła opowiadać, pożegnała się ze starcem i wsiadła na konia. Galopem ruszyła w dalszą podróż, lecz już nie przez puszczę, tylko przez pola i łąki.
Hę? A ona do niego nie przyjechała po jakąś radę, czy wsparcie? Po co mu w ogóle głowę zawracała? >.< Chciała smoka nakarmić, no. Innymi słowy – przyszła, lodówkę ogołociła i poszła.


Angelina Jolie w Kraju Galopujących Ludzi – cz. I

Adres blogaska: http://legend-of-dragon.blog4u.pl/komentarze-152704-prolog.html

Prolog

Wschodni Caridian. Jeden z wielu bujnych lasów tego bogatego kraju, przez który galopowało czworo jeźdzców.
T
ak galopowali ciągle i wciąż, aż stali się wizytówką i atrakcją turystyczną, a Caridian przechrzczono na Kraj Galopujących Ludzi.

-->
Jeden z nich trzymał coś czarnego i błyszczącego wielkości dużego kota.
To była czarna, wodoodporna, sparkląca kura burzowa!!!**Komentarz dedykowany Szprocie. Musiałam. :D
A może to był po prostu duży czarny kot o lśniącym futerku? Ale to pewnie byłoby zbyt proste...


Reszta rozglądała się na boki, wyraźnie chroniąc tamtego.Za nimi leciał ogromny czarny smok, który miał w swych czarnych skrzydłach wiele strzał, z których ściekała krew.
Czarny smok niczym Czarny Rycerz z Monty Pythona – krwawi, skąd się da, a leci dalej. :D
Widać było, że daleko nie doleci, a utrudniało mu to gęsto zarośnięty las i ciemność nocy.
To nie mógł lecieć nad lasem? Musiał koniecznie między drzewami, jak Tu-154?Generalnie latanie przez las na niskiej wysokości nie jest najlepszym pomysłem – można nadziać się na jakąś brzozę i stracić skrzydło... ^^
Za nimi galopowała około dwudziestoosobowa pogoń, nieustannie strzelali z łuku w stronę smoka, który mimo wszystko leciał dalej. Uciekający mimo zmęczenia jednak nie zatrzymywali się. To, co wieźli musiało być bardzo cenne. Nagle księżyc wyjrzał zza chmur oświetlając czarnego smoka. W blasku nocy można było go rozpoznać- był to jeden z ginącego gatunku Smoków Królewskich- zawsze czarnych,
Bo inne smoki zmieniają przecież kolor co chwilę. Tak naprawdę to tylko duże kameleony.

tak czarnych, że zdawały się pochłaniać światło. Była to smoczyca zwana Ciemnoskrzydłą, jedna z ostatnich smoczyc jej szlachetnego gatunku.
W blasku księżyca jej imię stało się doskonale widoczne, jak rozumiem? Może miała je wypisane na tułowiu jak samolot?

Blask księżyca padł również na uciekających jeźdźców.
Łaskawy ten blask. Blaski innych księżyców padają tylko na niektóre obiekty...
Było to trzech mężczyzn i jedna kobieta, która trzymała ową zagadkową rzecz. Kobieta miała gęste czarne loki i zielone oczy.
Doskonale podkreślone przez blask księżyca.

Zwała się Elya. Wszyscy oni byli elfami.
A to ci niespodzianka. =.=

Nagle Ciemnoskrzydła ryknęła z bólu i koń elfki odpowiedział jej piskiem. Koń? Nie, to było młode, niedawno wyklute smoczątko.
Kobieta jechała na ledwo wyklutym smoczątku? O.O Wyrodna...

Całe czarne jak matka, tylko granatowe oczy zdawały się wyróżniać z czerni nocy.
Tak, bo granat jest taki jasny i błyszczący... Gdy się wyciągnie zawleczkę i odczeka momencik, to owszem, jest. ^^
Więc ścigający owe elfy chcieli im zabrać młode smocze pisklę.
Uwielbiam te momenty, gdy narrator z niejakim zdziwieniem odkrywa, o czym opowiada.
W pełnym galopie wbiegli na oświetloną polanę. Pogoń trwała nieustannie, i widać było, że nie ustanie dopóki któraś ze stron się nie podda.
Khę, zazwyczaj tak jest z pogonią. Dla wygody postąpimy jak początkujący fizycy i pominiemy w równaniu czynnik zmęczenia koni.

Teraz można było obserwować pościg widząc wszystko.
Bohaterowie poszli na rękę najwyraźniej początkującemu narratorowi i wybrali miejsce o dobrej ekspozycji.To była polana, czy pole? Wbrew pozorom to różnica.
Dystans między ścigającymi a uciekającymi zmniejszał się ciągle, zdawało się, że wystarczy kwestia czasu by ścigający dogonili elfy. Nagły podmuch wiatru ściągnął ścigającym kaptury.
Starannie ominął kaptury elfów – był bowiem zakonspirowanym agentem Tych Dobrych, a elfy miały genetyczną skłonność do łapania przewlekłego zapalenia ucha.

Pięciu z nich było uzbrojonymi ludźmi- reszta zaś potwornymi Kazundami, skrzyżowaniem najmarniejszej i bezwzględnej rasy Garpzów z ludźmi.
Wiele mi to mówi, naprawdę. No i pokażcie mi kogoś, kto chciałby na co dzień używać nazwy równie niewymawialnej jak „Garpz”.

Były to potworne z pozoru ludzie,
Potworne ludzie. No szał na sali, naprawdę.Złe ludzie, niedobre ludzie.

jednak niższe, mające dłuższe ramiona istoty.
Czyli... coś jak niewysocy ludzie z długimi rękami? Rzeczywiście, marność nad marnościami i wszystko potworność.

Ciała jednak nie miały na tyle szpetnego, co ducha, w którym czaiła się tylko nienawiść i zdrada.
Przez wrodzoną zdradzieckość byli wymarzonymi sługami i niewolnikami, zawsze gotowymi, by swemu władcy wsadzić nóż w du... w plecy.


Nocą zmysły im się wyostrzały, dniem zaś widziały i słyszały jak zwyczajni ludzie. Byli groźnymi przeciwnikami dla tylko pięciu elfów, tej walecznej i powoli zapominanej rasy.
Rasa liczyła tylko pięć osobników? To nie dziwię się, że o niej zapominano...Jeszcze przed chwilą było ich czworo. Ha, elfy widać na poważnie wzięły niebezpieczeństwo wymarcia, skoro przez tę parę minut zdążyły się rozmnożyć. ;)
Elfy poganiały konie jednak ich sytuacja stawała się coraz bardziej beznadziejna. Na ten widok
Jaki widok? Nad elfami rozjarzył się jaskrawy neon, układający się w migoczący napis „Jesteśmy w ciemnej dupie”?

jeden z Kazundów zaśmiał się głośno i pogardliwie. Elfka słysząc to krzyknęła coś do konia, który wysunął się naprzód. Smoczątko pisnęło czując pęd. Być może niedługo wyrośnie z niego chwała swej rasy, na razie jednak smoczątko nie wyglądało na dumnego przedstawiciela swego królewskiego gatunku.
Hehe – na razie, to nie wiadomo, czy smoczątko przeżyje pościg – no chyba, że Ałtorka uraczyła nas w tym miejscu narratorem wszechwiedzącym i całe napięcie poszło się chędożyć.
Jak na razie to aŁtorka na każdym kroku raczy nas nowym podgatunkiem narratora – narratorem niekompetentnym.

Ciemnoskrzydła spojrzała ostatni raz- czule mruknęła coś do niego przekazując mu potem wiadomości,
Jeżu, POTEM mu wiadomości przekazywała? Dobrze, że nie... innymi płynami ustrojowymi.

o których nikt inny miał się nie dowiedzieć, po czym ryknęła ogłuszająco i padła na ziemię, zagradzając kazundom i ludziom dostęp do swego dziecka. Na odgłos padającej smoczycy elfy odwróciły się niemal równocześnie, chcąc ratować Ciemnoskrzydłą.
I zniweczyć jej poświęcenie – a co sobie będą żałować.

Ta jednak popatrzyła na nich smutno i przekazała im ostatnią wiadomość
-Ratujcie me dziecko, ostatniego z rasy Królewskich Czarnych Smoków.- Po czym odwróciła się zionęła ogniem zabijając większość Kazundów i ludzi. Umarła.
KWIK. To nie mogła ich zwyczajnie spopielić wcześniej?*brak sensownego komentarza*

Elyi na ten widok łzy w oczach stanęły- Ciemnoskrzydła była jej podopieczną i opiekunką zarazem. To ona znalazła ją; porzuconą lub zgubioną jeszcze jako smocze pisklę, po czym karmiła i wychowała. Później role się odwróciły- to Ciemnoskrzydła ją chroniła i karmiła.
Nawet piersią.

A teraz leżała-nieżywą, jej lśniące łuski lśniły w blasku księżyca, który pierwszy ją widział narodzoną i umarłą.
Taaaa, bardzo głębokie. A mogę poprosić ten fragment jeszcze raz, tylko bez kiczowatego patosu i naparzających się zaimków, za to z sensem?


W dodatku smoczyca powiedziała wyraźnie ostatniego z rasy Królewskich Czarnych Smoków. Ostatniego… Musiała, zatem ratować jej dziecię.
Oj tam, skoro ten jest ostatni, to i tak wymrą.
Nagle zobaczyła, że reszta Kazundów i ludzi- tych, co przeżyła wspięła się na ciało Ciemnoskrzydłej. Byli już na górze śmiejąc się szyderczo. Jeden z elfów szepnął-
-Uciekaj Pani ze smoczym pisklem, powstrzymamy ich.
Pisklem. Nie, to z całą pewnością nie był Elf Wysokiego Rodu.
*zastanawia się, czym jest smoczy piskl*
Może to pisklę przerobione na pikle?

Elfka spojrzała na niego. Był blady, jak reszta. Wiedzieli, że nie mają szans, że nie przeżyją i ona również o tym wiedziała.
Dlatego zamiast wiać, kiedy smoczyca padła, i tym samym zyskać przewagę stali i gapili się na truchło. Bardzo rozsądne.
Pocałowała dowódcę w czoło i powiedziała
-Oddaje Wam część mej mocy, by Was chroniła, by Wam się powiodło.
Taa, bo ja mam tej mocy tyle, że aż mi się przelewa.

Elfy skinęły głowami, i ustawili się w bojowym szyku, zasłaniając swą panią. Elya popatrzyła na nich bojąc się, że widzi ich po raz ostatni. Poczuła, że coś się wierci w siodle i przypomniała sobie o smoczątku.
No, taki jakby drobny szczegół.

Spojrzała po raz ostatni i zawróciła konia w stronie lasu. Kazundy ryknęły z wściekłości, gdy zobaczyły, że elfka znika w lesie. Ona jednak tego nie słyszała, galopowała leśnymi ścieżkami, oświetlonymi tylko przez blask księżyca. Nagle usłyszała krzyki i odgłosy padającego domu strawionego przez ogień. Las się skończył, wjechała prosto w napadniętą przez Kazundy wioskę.
-Straciłam siebie i smocze dziecię…- szepnęła
To musiała być naprawdę bystra, skoro nieunikniony w takiej sytuacji ogień, dym i hałas nie były dostateczną wskazówką, co się dzieje za lasem.

Zobaczyła biegnącą ku niej kobietę. Już miała zawrócić, gdy zobaczyła, że niosła ona małe zawiniątko. Wiedziała, co tam jest.
-Pani… Pani… ocal me dziecko… ocal moją córkę.- Mówiła ze łzami wyciągając ręce z zawiniątkiem. Elya poczuła dziwną więź między smoczątkiem a dzieckiem.
Ani chybi, był to rodzący się marysuizm.

Łączyła je niemal ta sama historia… i to od niej zależało czy przeżyją.
-Wezmę Twe dziecię na śmierć czy ocalenie.- Odpowiedziała spokojnym głosem i wyciągnęła ręce po dziecko.
-Dziękuje…
Tak, ponachrzaniajcie jeszcze trochę w podobnie patetyczno-idiotycznym tonie, wróg cierpliwie poczeka... =.=’

Wszystko odbywało się w nocy, w nikłym świetle księżyca.
Płonąca chałupa dawała tyle światła, co nic.

Nagle wyjrzał on zza chmur oświetlając Elye. Kobieta, która myślała, że jest ona jakąś wysoko urodzoną kobietą, zdumiała się.
Pigmejka, czytając to, zdumiała się także.Kalevatar z kolei nie zdumiała się wcale - bo przecież logicznym byłoby oczekiwać, że ciemną nocą w zapadłej, atakowanej przez jakieś paskudztwa wiosce napotka się na arystokratkę.

Oddała dziecko elfce. Uspokojona dodała
- Ma na imię Maisha, Pani.
- Zapamiętam.
Jakiś, kazund skoczył ku kobiecie i nim elfka zdążyła zareagować, przeszył kobietę mieczem. Elya natychmiast go zabiła. Spojrzała z żalem na kobietę
-Nawet nie wiem, kim była.- Pomyślała
Zobaczyła biegnących do niej ludzi i Kazundów, więc pogalopowała w dal z dzieckiem i smokiem. Już nikt nie przeszkodził jej w drodze ratowanie dzieci,
A prawdziwym jej mianem było: Angelina Jolie.
których matki poległy by je chronić.
Nie no, gdyby się postarała, mogłaby te sierotki zbierać jak grzyby.
Swoją drogą, to naprawdę niewybaczalny nietakt – jedzie sobie taka Główna BoCHaterka z misją tajną i wielkiej wagi, a tu obskakują ją jakieś wieśniaczki i chcą, by zaczęła niańczyć ich bachory. Upadek obyczajów, powiadam Wam.


***

Przede wszystkim proszę o nie odstraszanie się długością notki- ma prawie dwie strony.
W sensie, że to dużo, czy że mało?

Chciałabym również podziękować wszystkim tym, co dodali mnie do ulubionych „na czuja”- a więc, nie znając mnie, nie wiedząc czy kiedykolwiek napisze i co napisze.
Liczyli po prostu na Twoje komcie, o naiwna.

Mam nadzieje, że się podoba. Jeśli ktoś widzi błędy, prosze mi wytknąć-
He. Hehe. Hehehehehehehehehe...

przeczytałam ten rozdział juz tyle razy, że nie moge znieść jego widoku;)
Ciekawe. Ja przeczytałam go raz, a mam to samo...


Oby ogień waszych smoków nigdy nie wygasł!
A pieców też się to tyczy? Bo w sumie fajnie by było, gdyby nie trzeba w nim było codziennie rozpalać na nowo. ^^
Może w tej krainie smok służy jako podpałka do pieca?

13 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Ha. Haha. Hahahahahaahaha...

Pożałowałam, że czytałam analizę do śniadania, bo ze dwa czy trzy razy mało się nie zadławiłam bułeczkami.

Genialne! Boskie! Ukwiczne!

Są tylko trzy rzeczy pewne na tym świecie: śmierć, podatki i to, że Marysie Zuzanny po kres czasów będą porażająco nielogiczne... XD

Nadira

Dzidka pisze...

Łzy sie leją strumieniami z ócz moich... Niedobre! ZUEEE! :D

Nemui pisze...

"He. Hehe. Hehehehehehehehehe..."

Mówiłem Wam już że Was kocham? XD

Jak zwykle pięknie. Dzięki wielkie osłodziłyście mi pierwszy dzień szkoły ^^ Co zamierzacie analizować za tydzień?:D

kura z biura pisze...

Muhahahahaha. Opka o elfach wymiatają! Uchichrałam się po uszy. Dzięki!

Szprota pisze...

Bardzo pięknie. Kładę tu wyrazy za kujwico i za za-za-za-za(klik!)zadedykowanie mi komciuszka.
A, i za to:
"Całe czarne jak matka, tylko granatowe oczy zdawały się wyróżniać z czerni nocy.
>Tak, bo granat jest taki jasny i błyszczący...
@Gdy się wyciągnie zawleczkę i odczeka momencik, to owszem, jest. ^^"

Loflof!

PS kodem było słowo "impat", gdyż wprowadziłyście Ałtoreczki w impas analizując z impetem.

Anonimowy pisze...

Ómarł mnie sukkub dokonujący penetracji końskiego ścierwa.
Reszta też mnie ómierała, zwłszcza... no nie wiem, co "zwłaszcza".
Tematyka elficka, jak widać, to klasa sama dla siebie.

A hasło brzmi subsej. Sukkuba se oswój.

jasza

Anonimowy pisze...

Wojsko przebrane za jeże, smoczycę prezydencką i rogatego sukkuba zniosłam mężnie.
Ale końskie kopyta po pediciurze (szlachetne, no) to już za dużo na jedną Hasz. Szczęka mi opadła, inne części nadające się do opadnięcia takoż.


Hasz

Anonimowy pisze...

:) podoba mi się imię elfki: ALE NIE JA xD

Anonimowy pisze...

heh, opis Sukkuba jak z Waligórskiego ( http://www.waligorski.art.pl/liryka.php?litera=u&nazwa=267 ) tylko pointa nie ta :) a szkoda.

Fraa pisze...

"Wezmę Twe dziecię na śmierć czy ocalenie.- Odpowiedziała spokojnym głosem i wyciągnęła ręce po dziecko." - a mi się to skojarzyło z Robin Hoodem w rajtuzach i z Plugawym Lucą^^ "Wezmę te waciki z dłoni twojej i włożę je sobie do kieszeni" XD

psyence pisze...

chaos, chaos, chaos. Moja bogini jednak się tego wypiera. Jak przeczytałam, że jej lśniące łuski lśnią to był limit głupoty wyczerpany na kolejny tydzień XD

Anonimowy pisze...

Cerbergi? Nie żeby coś, ale co to są cerbergi? ;D Ja znam tylko cerbery jak już ;).

A poza tym ten fragment:
"On nie miał ochoty do rozmów, tylko wyjął mi czarny przedmiot.
Jeżu... skąd jej go wyjął? Nie mówicie... że to było... dildo...

Gładki i lśniący.
To było sparklące dildo... Edward instant.

mnie słabo... ja ginę..."

Kwik xD

Karolina pisze...

Czy tylko mi się wydaje, że ktoś obejrzał Władcę Pierścieni i Eragorna i uznał, że elfy to jednak zaje-jedwabiste są? Bo ja nie pojmuję, jak inaczej człowiek mógłby zebrać kilka naprawdę popularnych wątków i je zeszmacić (w przypadku WP) lub zeszmacić już do reszty (w przypadku Eragorna, gdzie miałam dylemat, czy Mary Sue to główny bohater, cy też jego smoczyca. Hmm..)