środa, 15 września 2010

Angelina Jolie w konspiracji, czyli o skutecznym sposobie zerwania konkordatu


Witajcie!
Oto trzecia i ostatnia część losów elfiej Angeliny, jej podrzutka i smoczęcia o pretensjonalnym imieniu. Tym razem zagłębimy się w meandry wielkiej polityki, poznamy zwyczaje żywieniowe bojowników o pokój, dowiemy się, dlaczego syn władcy Veanderu robi za portiera i zastanowimy się, dlaczego oczy Tych Złych zawsze błyskają w ciemności; dowiemy się też, że smoki rosną bardzo efektywnie, ale giną powoli i dobicie ich może wymagać zastosowania siekiery. A wszystko to w tradycyjnej oprawie bardzo złej deklinacji.
Miłej lektury!
III-Smoczątko.
Dzień ten był jeden z najgorętszych tym roku. Słońce piekło niemiłosiernie, a na niebie nie było ani jednej chmurki. Żar palił niemiłosiernie. Wszelkie istoty żyjące pochowały się w cieni.
Niemiłosiernie, zapomniałaś dodać.
Puste były lasy, drogi a nawet miasta.
A gdzie to wszyscy wybyli?
...Pod krzyż?
Jednak dwóch jeźdźców zmierzało w kierunku Veanderu- miasta elfów.
Co wcale nie stoi w sprzeczności z poprzednim zdaniem.
Maisha miała serdecznie dość. Chętnie wróciłaby do domu gdyby nie widoczne szczytu Zamku.
„Szczytu Zamku” jest niezwykle rzadką formą fatamorgany, powstającą na skutek udaru słonecznego połączonego z żenującymi brakami w deklinacji. Dotknięte tą halucynacją osoby twierdzą, że wygląda zupełnie jak bździągwa zasięrzutna.Szczytującego zamku jeszcze nie widziałam. Ciekawe, czym szczytował... pewnie wieżyczką.
Podróż nie była taka zła- wręcz przyjemna, gdy jechały przez las. Jednak zejście na pustą ścieżkę nie było zbyt dobrym wyborem…
Paradoksalnie, poruszanie się zatłoczonymi ścieżkami było bardziej komfortowe.A może jej chodzi o to, że na ścieżce nie rosły drzewa, krzewy ani inne takie? Hm, myślałam, że to jest cecha konstytutywna ścieżki, ale widać się myliłam.

Dziewczyna była zmęczona i rozdrażniona. Elfka wyglądała niemal tak samo jak przy początku podróży- ona sama przeżyła gorsze rzeczy by się przejmować upałem.
Upał, powódź, gradobicie, kwiczące warchlaki lecące z nieba? Nic to.
TAKA BYŁA TWARDA.
Pojedyncza kropla potu spróbowała spłynąć jej po skórze, ale elfka zgromiła ją tylko wzrokiem – kropla posłusznie wycofała się więc do Podskórnej Krainy Płynów Ustrojowych.

Obawiała się tylko jednego- skoro ludzie nie przyjęli jej przyjaźnie i w powietrzu czuć było wojnę- jak dumne elfy przyjmą Maishe? Może jeszcze niewiedzą?
Zaserwują jej niewiedzę na srebrnym półmisku, obok chleba i soli? Zaiste, miażdżące.A tam. Po prostu pokażą jej blogaska. :>

Wjechały do Veanderu. Nie spotkała jeszcze żadnego elfa, by się martwić. Ale co powie Fathir?
Na samą wspomnienie przebiegł ją dreszcz. Nienawidziła go. Za to… Za to, co zrobił.
Eee... Za to, że przenocował ją i podarował ciuszek? Może po elfiemu to była jakaś wyjątkowo wymyślna zniewaga?Ona nie znienawidziła Fathira, tylko DRESZCZ. Za to, że ją przebiegł.
Słusznie. Mógł ją przelecieć. *pełna powaga*
A nienawidziła z wzajemnością. Bała się, że wyrzuci je obie z miasta. A to by była wielka kompromitacja dla elfki z tak szlachetnego rodu. On o tym wiedział.
To po cholerę daje mu do tego okazję? Jeśli wie, że to, co robi, może go zdenerwować?

Wjechały do miasta. Maisha rozglądała się chłonąc wszystko.
Jak samica matronicy.
W końcu zatrzymały się przy Zamku.
Elfka spojrzała na dziewczynę. Była zaskoczona pięknem zamku.
To brzmi trochę tak, jakby dziewczyna była tym zamkiem...
Patrzyła w górę- na szybujące smoki. Wyglądały jakby łagodnie pływały po boskim błękicie.
Zeszły z koni i ruszyły ku bramom zamku.
Te smoki, ma się rozumieć.
Elya uśmiechnęła się na myśl jak zareaguje Maisha na urządzenie budynku.
Okna z widokiem na sufit zrobiłyby wrażenie na każdym.
Faktycznie miała racje. Dziewczyna była jeszcze pod wrażeniem zewnętrznego piękne zamku, ale wewnątrz było zdecydowanie piękniej. Oczy po prostu jej się świeciły- widać było w nich zachwyt. Z zamyślenia wyrwał ją ostry głos.
-Dlaczego ją tu przyprowadziłaś?!- Powiedział, Fathir.
A on, przepraszam, robi tam za portiera czy jak? Przez te piętnaście lat sterczy przy bramie i łypie, czy aby BoCHaterka nie wraca i nie zwozi mu jakichś nowych sierotek?Skąd wiesz, może tej elfiej Andżelinie zdarzało się to częściej, a my czytamy tylko o tym jednym przypadku?
Albo miał taką traumę po tamtym.

No, jak mogłam się łudzić, że nie będą wiedzieli… -A, dlaczego miałabym jej nie przyprowadzać?- Elfka postanowiła grać.
Na ukulele. Co też uczyniła.
Potem przerzuciła się na granie na nerwach.

-Dobrze wiesz, co się szykuje.
-Nie wiem
-Nie udawaj głupiej!
- Nie udaję! Już tak mam! - odparła, zawzięcie szarpiąc struny.
*nuci na melodię piosenki Czerwonych Gitar*
Kilka sierot mam
Komu je dam?
Rozdaję sieroty,
Rozdaję sieroty!
Wśród wysokich traw
Głęboki staw
Jak ich nie zabierzesz
I tak Ci je oddam!

Ona najwyraźniej jest przeciwieństwem zbieracza trupów z „Monty Python i Święty Graal” - podróżuje od wioski do wioski, ciągnąć za sobą rozklekotany wózek, i monotonnym głosem zawodzi „Dzieci rozdaję!... Sieroty... Dzieci rozdaję!”

-Wojna między nami a ludźmi. O to ci chodziło?
Elf milczał. Spojrzała w jego zielone oczy. Chciała zapomnieć o wszystkim.
-Po, której stronie staną smoki…?-Spytała
-Jak wiesz smoki powoli giną.
Nawet siekierą skubańca nie dobijesz – westchnął.
Zostały nieliczne osobniki, niewiele nam służy. Za to większość z nich kryje się w puszczach lub górach pragnąc uniknąć wojny. Tchórze!
Rzeczywiście karygodne. Ich jedynym obowiązkiem jest służenie w wojnie, która ich zupełnie nie dotyczy. A nie spokojne odnawianie swojego ginącego gatunku, na przykład.

Ryk białego Szponobójcy, Kredena- Białego Wiatru,
... a czasem, kiedy byli sami: Bieluszka i Śnieżynki. Oraz, w naprawdę bardzo wyjątkowych sytuacjach – Tej Bielonej Starym Wapnem Cholery...

rozległ się echem po pałacu. Szponobójca był towarzyszem Fathira i nie wyobrażał sobie nie stanąć do walki- tak jak jego pan.
-Wezmę stąd smoczątko. To miejsce nie jest już bezpieczne.
-Zważ, że żadne nie będzie, gdy rozpocznie się Wojna. A Biały Pałac chroni magia i szacunek.
-Chroni Pałac, nie smoczątko.
- A smoczątko jest w...?
- Pałacu? - spróbowała niepewnie.
- Brawo! A zatem magia chroni też...?
Elfka patrzyła na niego wielkimi oczami. Fathir westchnął ciężko.
Już wiedział, że to będzie bardzo długi dzień.
Czarnowłosa ruszyła ku wielkim drzwiom. Złapała dziewczynę za rękę by się nie ociągała.
I pociągnęła ją za sobą po posadzce.

Ogromna przestrzeń przeznaczona dla smoków mieniła się w kolorach tęczy.
Wysoko na niebie pomykały defekujące kucyponki.
Łuski tych wspaniałych istot odbijały światło niczym lustra.
W związku z tym nikt nie mógł na nie patrzeć w słoneczny dzień bez groźby oślepnięcia.
Co znacząco zwiększało ich wartość bojową.

Smoki dorastały bardzo powoli. Dorosłymi smokami można było nazwać tylko te, co skończyły trzydzieści lat. Były nieśmiertelne niczym elfy.
Elya popatrzyła z podziwem na czarnego smoka. Był on potężny, jak na swój wiek, smukły i szybki. Nie znała jego płci, a imię swe smok ujawniał tylko, gdy znajdował swego ludzkiego lub elfiego towarzysza. Smoki posiadały oprócz ogromnego ciała, potężny umysł.
Zawołała go myślą.
Dziecię Vinorly przybądź!
Czarnołuski smok spojrzał na nie i skierował się ku nim. Leciał wolno i dostojnie.
Przy takiej masie – z pewnością. Dostojnie niczym cwałujący hipopotam.
Nagle Maisha krzyknęła.
-On do mnie mówi!
-Mówi... Do ciebie?!- Elfka była wstrząśnięta. Smoki rzadko odpowiadały, a nie pytanie w ogóle się nie odzywały.
„Nie pytanie” byli starożytną rasą eunuchów o bardzo wybiórczym podejściu do ortografii.
Zaś w ich języku nie istnieją zdania pytające.

Witaj Maisha, córo ludzi.
-On… mnie wita.
Witaj… Smoku.
-Co mówi? Nie… nie mów. On mówi do ciebie.
Możesz nazywać mnie Raestem. W smoczym języku nazywam się Czarny Płomień.
No nie... W poprzednim blogasku była „ognista czerń”, tu znowu „czarny płomień”... Te smoki są równie monotematyczne, co pretensjonalne.

-Raestemie… Czego chcesz?
Nie bój się. Nie zrobię Ci nic złego. Twoja towarzyszka mnie wzywała. Czego chce?
-Elyo.. On pyta, dlaczego go wezwałyśmy.
-Pozwól, że powiem sama.
-Szukuje się wojna smoku. Zabieram Cie stąd, ponieważ tutaj nie jest już bezpiecznie.
Za to na wojnie... ha!, tam to jest bezpiecznie jak w zakładzie fryzjerskim Freddy'ego Kruegera.

A gdzie będzie, gdy wojna się rozpocznie?- Smok łypnął na nią swym czarnym okiem
Elfke zaskoczyła przenikliwość umysłu smoka. -Inteligentny jak na swój wiek.
A co, mózgi też im się wykształcają dopiero po trzydziestu latach?

-Zobaczymy.- Powiedziała trochę zbita z tropu.
Such a great plan.
Mhm. No tak, w obliczu tak „tęgiego” umysłu ten smok musi rzeczywiście wydawać się inteligentny.


Odwróciła się i ruszyła w stronie koni. Maisha i Raestem poszli za nią.
Gniady koń dziewczyny widząc smoka próbował uciec; był jednak zbyt mocna przywiązany,
Do czego? O.O
za to karosz Elyi zachowywał się spokojnie. Nie raz widział smoki, a czarny był dla niego zbyt pospolitą rzeczą by uciekać.
Zaraz, przecież ten rzekomo miał być ostatnim ze swego gatunku, to jak może być pospolity?
Ech, i po co ja wciąż doszukuję się logiki w opkach...

Nie no, może pamiętał tamtą zdechłą smoczycę... po piętnastu latach.

-Elyo…- Maisha złapała elfke za rękę.- On powiedział, że nazywa się Raestem.
-Czarny Płomień!- Elfka cicho krzyknęła. – Znam Smoczą Mowę- dodała
-Przedstawił ci się… Wiesz, co to może znaczyć?
Że odebrał podstawy dobrego wychowania?

-Nie?
-On cię wybrał na swojego towarzysza… Tak jak mnie wybrała Vinorla.
Dziewczyna zamarła. Ledwo opuściła swe „rodzinne” strony, a już przeżywa przygodę swego życia! Smok, który ją wybrał…
Tak tak, i stała się oto Mary Sue. I zeszła na śniadanie.
I widziała Ałtorka, że to był dobre.

-Ale, dlaczego? Dlaczego ja?
-Może zrozumiał, że jesteś tą mała dziewczynką, z którą przybyłam by go tu zostawić pod opieką innych smoków… Może zrozumiał, że łączy was pewna więź- oboje straciliście matki w tym samym, przeklętym dniu… Nie wiem. Ale cieszę się, że syn mojej smoczycy wybrał właśnie Ciebie.
Podeszła do niej i pocałowała ją w czoła.
W oba...? Ciekawe, gdzie było to drugie.
Ja chyba nie chcę wiedzieć.
Ruszyły galopem. Po głowie dziewczyny kłębiły się różne myśli. On mnie wybrał! Ale dlaczego?! Zostałam jego towarzyszką… na śmierć i życie. Spojrzała czule na Raestema. On zmieni całe moje życie.-Gdzie jedziemy?- Krzyknęła do elfki.
-Nie wiem… Nie do Nathien… Szykuje się wojna miedzy ludźmi a elfami… Nie przyjmą cie przyjaźnie. A teraz nie będą was rozdzielała- Elya spojrzała na smoka
-Wojna? Dlaczego?
-Nie wiem…
Dlaczego teraz?! Teraz, kiedy moje życie zaczęło mieć sens?
-Więc gdzie jedziemy?
-Do Oldentum, twojego rodzinnego miasta. Może uda nam się zamaskować to, że jestem elfką.
Spróbujcie też zamaskować smoka, że w rzeczywistości jest tylko wyjątkowo spasionym nietoperzem.
- Oldentum… Oldentum, został nie tak dawno odbudowany. Moje miasto… Rodzinne miasto.- Szeptała.
Mhm, pewnie jeszcze specjalnie na Twój przyjazd je odbudowali.

***
Prawdę mówiąc ta notka mi się nie podoba- za dużo dialogów. Nie lubię dodawać takich notek i chętnie bym ją trochę zmieniła.
A co stało na przeszkodzie, byś jej nie dodała? Głosy Ci kazały?Bo te dialogi tak na nią patrzyły swoimi wielkimi, błyszczącymi oczami...
Ale notki nie dodawałam dość długo, więc będzie ta.
Jak to mówią: „na bezvulviu i honor vulva”.
Przepraszam za to wszystko, ale miałam problemy z łączami, a potem doszły moje tzw. Sercowe problemy, które przeżyłam bardzo mocno. I prawdę mówiąc dalej przeżywam.
Tak. Bardzo mnie one interesują. Czuj się całkowicie usprawiedliwiona.*wyobraża sobie siebie, tłumaczącą się na egzaminie*
- Panie Profesorze, przepraszam, że się nie przygotowałam, ale miałam problemy sercowe...
KWIK. Na problemy sercowe polecam Acard – a na to opko polecam słownik i kilka sesji z podręcznikiem do gramatyki.

IV- Dawne urazy, teraźniejsze problemy
Kochani Ojcze i Matko!
Po roku ciszy, myślę, że powinnam się odezwać.
- Dziękujemy, córciu, za łaskawą pamięć – odparli rodzice przez zaciśnięte zęby.
No, też myślę, że najwyższa na to pora. Rodzice akurat zdążyli przejść wszystkie fazy od niepokoju, poprzez strach o to, czy nie stała ci się jakaś krzywda oraz rozpacz powodu z twojego zniknięcia, aż do rezygnacji i akceptacji faktu, że pewnie zjadły cię wilki.


Jako, że ja zawiniłam- powinnam pierwsza wyciągnąć rękę.
Tamtego dnia, gdy zabroniłyście mi widywać się z Elyą… Tamtego dnia, gdy uciekłam…
Zdarzyło się wiele rzeczy. Młody smok, syn smoczycy Elyi, wybrał mnie na swoją towarzyszkę. Jesteśmy teraz złączeni na zawsze. Nawet gdybym, wróciła do Was, nie czułabym się szczęśliwa.
Nasz dom jest za mały – mój jaszczurek nie mógłby spać ze mną na jednym łóżku.

Przeznaczeniem naszym jest zapobiec wojnie, pomiędzy ludźmi i elfami, której groźba wisi nad nami od roku.
Nikt z Czytelników nie śmiał w to wątpić, droga panno. Jesteś wszak Mary Sue. Ratowanie świata należy ci się jak psu zupa.

Ach! To już rok minął, kiedy się widzieliśmy!
- Oż kruwa! - unieśli się entuzjastycznie rodzice.

Żyję mi się dobrze. Po wielu podróżach, z Elyą i naszych bezskutecznych starań o schronienie, zamieszkałyśmy w głębi lasu w pewnym starym klasztorze…
Zaiste, wiedzie im się dużo lepiej niż gdyby miały zamieszkać w zamku.

Chyba, już wiecie, do czego zmierzam.
Niech zgadnę... „Czy moglibyście wysłać nam trochę pieniędzy?”

Założyłyśmy bractwo- Elya założyła, bractwo, znane pod nazwą Zakonem Czarnej Róży,
Przykro mi, ale za taką nazwą może kryć się jedynie konwent gimnazjalnych gothów. Albo utrzymane w mrocznym klimacie „dominatorium”. :)
nazwanym na cześć jej zmarłej smoczycy.
Co robimy? Staramy się nie dopuścić do wojny.
Przykuwamy się do drzew, spychamy wieloryby do morza, spamujemy łańcuszkami na gg...
Coś ty. Piszą
blogaska.
A my go zaraz zanalizujemy. Sasasasa....
Więcej informacji, nie mogę Wam udzielić…
Podała im nazwę organizacji, jej główny cel oraz miejsce, gdzie ta organizacja się znajduje. Co JESZCZE mogłaby im zdradzić?
Listę kontaktów i sympatyków. Na pewno zamieści ją w postscriptum.Ani chybi, sztuki konspiracji uczyła się u Strilitza.

Jeśli chcecie się odezwać- zróbcie to natychmiast, dając list zaufanemu posłańcowi, którego prześle ten list.
Posłańca najlepiej będzie obwiązać szczelnie szeroką taśmą, owinąć folią i starannie zakleić kopertę. Nie zapomnijcie o znaczkach! Bez nich list papierowego tyłka z miejsca nie ruszy, leniwy drań.*Wyobraża sobie gigantyczną, samobieżną kopertę, wypluwającą w odpowiednim momencie listonosza*
Nie, to za wiele na moją biedną głowę.

Jak wiece mamy wielu wrogów, więc, nie możemy sobie pozwolić, na przechwycenie, przez nich naszych listów.
Każdy chciałby przechwycić choć jeden list, a jako że nie prowadzimy rozległej korespondencji, konflikt zbrojny może wybuchnąć lada chwila.Nie wiedziałam, że wiece mają wrogów.

Życzę Wam zdrowia i szczęścia, którego w dzisiejszych czasach, bardzo nam potrzeba.
Maisha
P.S. Kochane pieniążki przyślijcie rodzice.

Młoda dziewczyna odłożyła pióro i odsunęła się od ławy, przy której właśnie pisała. Znajdowała się w niewielkim pokoju, z dwoma małymi okienkami.
Okienka siedziały pod ławą i łasiły się jej do nóg.
Pisała przy nikłym blasku kaganka, bo okna dawały niewiele światła.
Kto znał tę dziewczynę, zauważyłby, że zaszła w niej wielka zmiana. Była niemal biała,
No tak, wcześniej była „brązowowłosa i brązowooka z ciemną opalenizną”. Cóż, bielactwo jest przykrym schorzeniem – współczujemy.
włosy kiedyś, niemal zawsze zawiązane w warkocze, teraz, spadały kaskadą na ramiona.
Mhm, rozpuściła włosy. Rzeczywiście, strasznie się zmieniła.
Wstała i ruszyła ku drzwiom.
Ruszyła dumnie i werwą, niczym Jan III Sobieski na Turka.
A potem niczym Czarniecki „rzuciła” się przez morze.
Chód również jej się zmienił. Poruszała się ostrożnie, cicho niemal jak elf i z gracją.
Bo wcześniej tupała głośno, stawiając kroki jak dres z przerostem prostaty.

Twarz nabrała ostrzejszych rysów, zniknęła dziecięca pulchność.
Maisha pociągnęła nosem, wzdrygając się. Woni rozkładu i pleśni, której nie dało się wywietrzyć, drażniła tych, którzy mieli wrażliwsze zmysły powonienia.
Och jej. Wrażliwa księżniczka się znalazła. Prosto z chłopskiej chaty, podrzucona obcym ludziom przez niewydarzoną elfkę. Pewnie jeszcze na ziarnku grochu każą jej spać, biedaczce.

Trzymając w rękach list wyszła z sali. Szła ciemnymi korytarzami, mijając się z nielicznymi ludźmi. Byli to najczęściej modlący się mnisi, który klasztoru nie opuścili, mimo licznych napadów włóczęgów, rozbójników, lub zagniewanych poganinów.
Poganini mieli okrutny żal do świata jako takiego. Zła deklinacja boli przez całe życie.

Dziewczyna gestem ręki przywołała młodego chłopaka. Dala mu list bez słowa, on cicho odszedł wraz z nim.
O, następna naznaczona palcem Bożym, że nawet nie musi nic mówić, a ludzie i tak wiedzą, co mają zrobić? Mam nadzieję, że napisała chociaż adres na kopercie, bo inaczej ten biedny posłaniec będzie mieć niezłą zagwozdkę.

Maisha podeszła do okna. Wiedziała, że pisanie do swoich przybranych rodziców, nie jest bezpiecznie, gdyż nie wiedziała, po której są stronie, jednak sentyment zwyciężył.
To, że mieszkali w warowni, a jej ojciec był wojskowym, nie było żadną wskazówką co do tego, po której mogą stać stronie.

Wiedziała też, że określanie swojego położenia jest zabronione, jednak w Caridianie jest wiele opuszczonych klasztorów, więc jeśli ją wydadzą- Maisha na samą myśl, że rodzina mogłaby ją wydać, wzdrygnęła się się- będą szukać dość długo.
Yeah. Nie no, pocieszająca perspektywa – znajdą ich nieco później...
A poza tym, chyba nie po to zostawała Mary Sue, żeby się przejmować jakimiś tam zakazami.

Najtrudniej było ukryć smoki. Gady te rosną bardzo wolno, lecz efektywnie.
Lol. Coś jak mój kot – jeśli zapewni mu się stały dostęp do michy, zacznie rosnąć baaardzo efektywnie. Wszerz.^^

Po wielu sporach smoki ukryto w górach. Siedem dorosłych, dwoje „młodzieniaszków” i trzy młodziutkie smoki, pod osłoną nocy, przemknęły się do bezpiecznych gór.
Do Zakonu, dołączyło dość wielu smoczo-ludzkich par,
Tolerancja tolerancją, ale to mi śmierdzi zoofilią. :>
lecz zbyt mało by wygrać wojnę.
-Dość wielu? Spytała po raz kolejny siebie. Biorąc pod uwagę, że smoki coraz rzadziej wybierają sobie ludzi, przez co najczęściej giną z rąk nas samych. Zostało nas niewielu a walczymy między sobą.
Eee... co? Kogo zostało coraz mniej? Ludzi? To chyba nie problem, co?

Maisha potrząsnęła głowa. Długie przebywanie w klasztorze, w towarzystwie wiecznie modlących się braci, nie wpłynęło na dobrze.
Dobrze wciąż miało się dobrze, chwalić bora.
Mnisi cały czas pościli, a do tego nie odżywiali się mięsem. Od czasu, do czasu, jakiś smok przyniósł martwą zwierzynę, jednak i to nieczęsto się zdarzało.
Czyli cały ten zakon żywił się padliną. Yeah. To zakrawa na jakiś autosabotaż.
Nie pozostaje więc nic innego, tylko zacząć pożywiać się mnichami.

Dziewczyna patrzyła za oddalającym się koniem. Czy otrzyma odpowiedź? I jaka ona będzie?
Odpowiedzą jej, a jakże. Ogniem i mieczem. I głową posłańca nadzianą na pal.

***
- Każ przeszukać wszystkie klasztory w kraju. Wszystkie!
- Panie…
- Tak?!
- Przyrzekliśmy mnichom, nietykalność. Nie możemy wchodzić do świętych dla nich budynków. – Żołnierz z wysoką rangą, po raz pierwszy podważał rozkaz swojego chlebodawcy.
Ale szło mu całkiem nieźle – wysoka ranga wybornie sprawdzała się w roli dźwigni, zaś niekompetentny narrator robił za nieruchomy punkt podparcia.

W ciemności błysnęły zimne, szare oczy.
Czemu czarne charaktery zawsze mają lasery w oczach?
Oczy błyskające w ciemności kojarzą mi się tylko z murzynem przewracającym oczami tak, że widać białka... ale nie, w opkach standardem jest to, że w ciemnym pokoju jedyną rzeczą odbijającą światło są ślepia Tego Złego.
– Dzisiaj łamiemy przysięgi. Wszystkie klasztory i wszystkie przysięgi!
- „Łamiemy klasztory”...? - Żołnierz był wyraźnie skonfundowany. - Jesteś pewien, panie, że tak to miało być?

W pogrążonej ciemnością komnacie, rozległ się szaleńczy śmiech.
Przerywany z rzadka demonicznym pochrząkiwaniem.„MWAHAHAHAHAHA! Um... or something.”*
*Szprota to rzekła. ;)
Oczy jednak pozostały nieruchome, niczym dwa sople lodu.
A co, miały zacząć miotać się po pokoju jak świetliki koksem pasione?Były podłużne, spiczaste i czasem kapała z nich woda?

- A posłaniec, Panie?
- Zabić.
Patrzcie, sejmy, patrzcie, rządy – TAK SIĘ ZRYWA KONKORDAT!!!

***


Chciałbym Was przeprosić za kosmicznie długą przerwę. Chciałam uciec od przeszłości, i jakoś uwzięłam się na tego bloga.
Dlatego zmieniłam płeć.
Raz chciałam go skasować, raz napisać nową notkę, porzuciłam, zapomniałam o nim… Jednak nie tak ucieka się od przeszłości.
Nie sądzicie, że jeśli ktoś utożsamia całą swoją przeszłość z blogaskiem, to jest to strasznie smutne?

V- Skryty w ciemności
Chłodny wieczór późnego lata, jakich wiele. Ciemny las skrywający wielką tajemnice. I jeździec zmierzający w głąb ponurej gęstwiny. Czy ma pokojowe zamiary? Czy też chce nas zgubić?
Jeśli siedzicie mu na ogonie - pewnie to drugie.„Nas”? A cóż mu biedny narrator zrobił?

Maisha również zauważyła jeźdźca. Z tej odległości nie mogła zbyt wiele wywnioskować, ale mogła stwierdzić, iż koń jest raczej marny, wątłej budowy i zniszczony podróżą.
Ktoś Was śledzi? Pierwsze, co zróbcie, to przeanalizujcie stan zdrowotny jego konia. =.=’
Boki miał tu i ówdzie powgniatane, sierść mu się łuszczyła; od czasu do czasu gubił śrubki i trybiki.A spod ogona wyciekała mu benzyna.
Jeździec natomiast był ubrany w czarny płaszcz podróżny- zużyty, lecz dobrej roboty.
Mnie się zawsze wydawało, że by ocenić jakość ubrania, trzeba je przynajmniej obejrzeć z bliska... Ale pewnie jeździec miał na plecach wielkie logo Dolce & Gabbana, a pęki metek powiewały za nim jak husarskie skrzydła.
U jego boku zwisał potężny miecz.
He. He. Hehehe...
Ciekawe, czy to reprezentacja czy... rekompensata. ^^
Miecz potężny w zwisie? Murzyn, czy jak?
Im bliżej był klasztoru tym bardziej hamował konia,
W rezultacie w odległości stu metrów od celu podróży koń zaczął się cofać.
który czując zapach stajni, przyśpieszał.
Taa. Ta „zniszczona podróżą” chabeta.Ja też czasem przyśpieszam mimo zmęczenia, jak czuję zbliżające się barłóg i koryto. To znaczy, jak już jestem blisko domu i wiem, że czeka na mnie obiad. ^^
Jeździec podniósł głowę, by się rozglądnąć i Maisha mogła przypatrzeć się jego twarzy.
Miał smagła cerę i raczej wąską twarz z ostro zarysowanymi kośćmi policzkowymi. Długi nos i ciemnoniebieskie oczy nadawały mu srogi wygląd. Dziewczyna zmarszczyła brwi. Nie znała go. Nauczyła się nie ufać ludziom, choć ich potrzebowała.
Innymi słowy, zwracała na nich uwagę, póki byli jej potrzebni, a potem mogli spadać na bambus. Jakie to... szlachetne.

Mężczyzna zatrzymał się a parobek natychmiast do niego podbiegł by przytrzymać i zabrać konia. Gdy zszedł, rozglądnął się trochę niepewnie, lecz szedł dalej.
Dość żwawy jak na trupa.
Swoją drogą, pierwszy raz widzę tak szybką przemianę w zombie.


Maisha zauważyła, ze Elya otworzyła mu bramę. Albo go znała i mu ufała, albo był to czysty przypadek.
Elfka znana była z tego, że co jakiś czas lubiła sobie otworzyć bramę. Taki miała tik nerwowy.Zważywszy, że zabrała swojego smoka z chronionego magią zamku, nie mając absolutnie żadnego dalszego planu – obstawiam to drugie.
Wszedł do środka i nic nie pozostało po przybyciu nowego gościa. Tak jej się przynajmniej wydawało.
No nie, koń przecież został, prawda? Chyba że już go zeżarli.Ale on sam sobie tak wszedł i też zniknął? Mało, że zombie, to jeszcze duch?

Przez następne szare dni, nic się nie działo. O tajemniczym gościu nic nie wiedziała, a elfki o nic nie pytała gdyż wiedziała, że gdy ona nie chce powiedzieć i tak nie powie. Najwyraźniej uznała, że to nie dotyczy Maishy… Albo, że informacje te są jej zbędne.
Yeah. Świetną mają organizację pracy w tym Zakonie... Takie zaufanie do siebie nawzajem...
Może elfka zataja przed nią pewne informacje, bo boi się o swoje przywództwo w organizacji oraz pozycję Pierwszej Mary Sójki w blogasku.


Maisha wciągnęła powietrze, przesiąknięte zapachem stęchlizny. Miała dość tego zapachu. Miała dość wszystkiego. Siedzenia tutaj i nic nie robienia, niemal głodowania.
Niemal – bo co jakiś czas dostawała swoją porcję padliny. Trudno powiedzieć, czy powinno jej to poprawić humor.
Żadnego Tru Lovera, żadnej szansy na nową bluzkę na naramkach... a mnisi na letki makijaż nie zezwalają. I nawet na śniadanie nie da się schodzić, bo nie ma śniadań. Wiecie, jaka to tragedia?
Spodziewała się, że będzie przeżywać jakieś przygody, lecz okazało się, że nikim niezwykłym nie jest- ku jej wielkiemu rozczarowaniu.
No cóż, skoro była tylko połówką duetu człowiek-smok, w dodatku tą mniej ważną połówką...
Turum tuum-tuum! Ludzie, patrzajta – okazja jedyna w swoim rodzaju – Mary Sue z zajebistości obnażona!
Nadchodziła wojna, a oni kryli się po klasztorach. Była coraz bliżej, nieustannie przypominając o sobie, zagrożonym. Starcie dwóch potęg było nieuniknione. A ona siedziała tutaj i nic nie robiła!
A powinni przecież, w swej oszałamiającej ilości kilkudziesięciu chłopa, stanąć w otwartym polu i wyzwać obie zwaśnione strony na śmiertelny bój w kisielu.
Aż wzdrygnęła się ze złości.
Wyciągnęła miecz i machnęła. Świst przeszył powietrze.
Za to klinga nie – miecz ten bowiem raził li i jedynie świstem. W zasadzie był tylko bardzo płaską fujarką.
Żeby tam fujarką. To wuwuzela była. Tylko powiedzieli jej, że to miecz.
Spojrzała na połyskującą klingę i zaczęła wypróbowywać wszystkie pchnięcia, triki i inne rzeczy, które znała.
Inne rzeczy? A co jeszcze można robić z mieczem? Próbowała go sobie wepchnąć tu i ówdzie, czy co?
Swoją drogą... triki? Usiłowała zniknąć go w cylindrze magika?

Nie zauważyła, że ktoś jej się przygląda. Dopiero po jakimś czasie kontem oka,
Nowa akcja Banku PKO – każdy Twój narząd może mieć konto, jeśli za niego poświadczysz! Pańskie oko konto tuczy – załóż mu konto oszczędnościowe i zarabiaj pieniądze!
spostrzegła stojącego w korytarzu mężczyznę, leniwie opierającego się o ścianę. Ze złością włożyła miecz do pochwy. Pamiętała, że powinna zachowywać się odpowiednio, ale… Była zła.
- Jestem Maisha.- Powiedziała nie ukrywając poirytowanego tonu
-Wiem.- Odpowiedział mężczyzna.
Ale mógłbyś się przedstawić przemknęło przez myśl dziewczyny. Uśmiechnęła się nieznacznie. Mężczyzna jakby to zauważając i jakby wiedząc, o co jej chodzi, warknął-
-Tiernan.
Taa. I morale, jak widzę, również jest oszałamiające, skoro spiskowcy tylko warczą na siebie. Zdaje się, że cały ten Zakon jest wręcz skazany na sukces.

-Nie wiedziałam- Nie mogła się powstrzymać. Złość wyparowała z niej, jak kałuża w słoneczny dzień.
Ciąg myślowy złości i kałuży sugeruje jedynie, że dziewczyna posikała się ze zdenerwowania... >.>Nie wiedziała? Wstyd. Ja zawsze wiem, jak się nazywają ludzie, których spotykam pierwszy raz w życiu.
Przez twarz Tiernana przemknął grymas wściekłości, ale nie dał się sprowokować.
Jeżu. Wściekłości czym spowodowanej? Tym, że sam się nie przedstawił jak człowiek cywilizowany?
Niniejszym diagnozuję u obojga ostre niedopchnięcie.
Zaraz ją pewnie spyta, czy ma jakiś problem.
- Dobrze walczysz.
Taa. Jeśli kiedykolwiek zaatakuje ją powietrze, będzie przygotowana.Mnie raz zaatakowało powietrze! Serio! Jak się ziewnięciem zakrztusiłam.

Tego Maisha się nie spodziewała. Czekała raczej na atak i ostrą wymianę zdań, a tu proszę.
Ekhem, oni tam zatem non stop się ze sobą żrą? Bardzo... pobożny musi być ten zakon. I pokojowy, nieprawdaż.

Przybysz zmienił temat i w dodatku jej pochlebia. Dziewczynie zrobiło się głupio, ale nie zamierzała przyznać się do winy.
Jeżu borski, jakiej winy?! Ja wiem, że codzienne towarzystwo mnichów może zryć psychikę, ale żeby miała każdemu nowemu spowiadać się, że zgrzeszyła w myśli? O.O

- Dziękuje. Ale znam ludzi, którzy umieją lepiej.- Powiedziała nadal zmieszana.
- O tak, nikt nie jest idealny- Dziewczyna odczuła to jako mała aluzje,.
Tak, to straszne, że nie jesteś idealna. Ubolewam nad tym wraz z Tobą.
- Ale wszystkiego można się nauczyć, prawda?
Maisha przytaknęła. Poczuła, że lubi tego mężczyzne.
No nie... Kilka miłych słów i już ją kupił? Chociaż... Gdybym ja żyła pośród rozmodlonych, poszczących braciszków, to kto wie, czy nie reagowałabym podobnie. :P

Tiernan natomiast wiedział, że ona zaczęła mu ufać.
Po jednym, dość marnym komplemencie? Mówiłam – niedopchnięcie.
I był z siebie bardzo zadowolony.
- Mogę cię poduczyć.
- Najpierw mnie pokonaj- Dziewczyna roześmiała się i wyciągnęła miecz w jego stronę.
-Jak w sobie życzysz- I on się roześmiał – Tylko na dworze, bo…
-To idziemy!
Jakie to słita$ne... Nieważne, że wciąż nie wie, kim właściwie jest nieznajomy i co tu robi.
A, pies ich trącał, kończymy z tym szaleństwem!

17 komentarzy:

kura z biura pisze...

Piosenka Czerwonych Gitar ómarła mnie i rozłożyła. Jesteście borskie!

hasło: pingeman. To taki, co ma pinga?

Sineira pisze...

„Na bezvulviu i honor vulva” - buchacha, loFFciam Was za to!

NeKOmanta pisze...

Szkoda tylko że przez całą analizę wkurzałem się i smutałem na przemian, miejsca na śmiech nie było. Toż to żenujący twór, ach, żenujący.

No nic, ślicznie dziękuję za analizę i ponawiam prośbę - zaglądajcie czasem na PLUSową skrzynkę!

Pozdro.

SStefania pisze...

To błyskanie oczu złego pana w ciemności to z chińskich bajek, mówię Wam. Do dziś w wielu anime umieszczają ten motyw, i wygląda to dobrze w kreskówce, ale opisywane, zwłaszcza, gdy myśli się o postaciach bardziej realistycznych niż te rysowane (tzn. ludziach, nie uproszczonych ludziach), jest tak głupie, jak to opisałyście. I ten śmiech - też jakby z kreskówek wyjęty.

pewnie jeździec miał na plecach wielkie logo Dolce & Gabbana, a pęki metek powiewały za nim jak husarskie skrzydła. Dziękuję, wyobraziłam to sobie.

Taa. Jeśli kiedykolwiek zaatakuje ją powietrze, będzie przygotowana.
Mnie raz zaatakowało powietrze! Serio! Jak się ziewnięciem zakrztusiłam.
Biedactwo :(

Dobry anal, nie jakiś superwybąbanywkosmos, ale solidny.

SStefania pisze...

O, znalazłam te świecące oczy na TVTropes, mówiłam: Glowing Eyes of Doom. I jeszcze ten śmiech.

Anonimowy pisze...

>Ogromna przestrzeń przeznaczona dla smoków mieniła się w kolorach tęczy.

*Wysoko na niebie pomykały defekujące kucyponki.

@@
nucę ja sobie:
"Oprócz zasranego nieba
nic mi dzisiaj nie potrzeba".

jasza

Anonimowy pisze...

Cała analiza była wspaniała i rozkładająca na obie łopatki - ale podbiłyście mnie i wygrałyście komentarzem na początku: "wszyscy wybyli pod krzyż". Zawyłam do ekranu radośnie i jeszcze teraz wyję na samo wspomnienie.

Dziękuję ogromnie za świetną zabawę, po męczącym dniu była balsamem dla duszy i stóp zmordowanych obcasami (chyba muszę sobie skombinować smoka do dłuższych wycieczek).

Ciekawa jestem, co nas czeka za tydzień. Pozdrawiam.
Ome

Ktosza pisze...

SStefanio! Wreszcie spotykam gdzieś w polskiej części internetu kogoś (ok, drugą osobę :P) czytającego TvTropes! Pójdź w me ramiona! :D

"Jak ich nie zabierzesz
I tak Ci je oddam!"
Boskie po prostu :)

Szprota pisze...

Komciuszki ukradli! Popeniłam ładnego i teraz nie wiem.
Aha: bardzo ślicznie! Gud, bez ochyby powiem, job.

Szprota pisze...

A! A! Już wiem, otóż w Łodziej było Bractwo Czarnej Róży, właśnie tacy gimnazjalni goci. Bardzo byli śmieszni i przez tró cnych rycerzy zwani byli Buractwem Czarnej Róży.

PS pancrali. Pancrali po polu i pili kakao.

kura z biura pisze...

A ja mam hasło: morillet.

Ekhm, to co by tu teraz konstruktywnego napisać... Cóż, szkoda, że nie obejrzymy rozwoju wielkie Tró Loff, ale doskonale rozumiem, że miałyście dosyć.

atha pisze...

Ja chce jeszczeeee! Dobre to jest :D Czwarta nad ranem a ja nie mogłem sie oderwać

Goma pisze...

Jeszcze nie doczytałam, ale wpadłam w wielki entuzjazm - koniecznie zanalizujcie "Zakon czarnej róży"!
"Opszyn nómer łan" mnie ómarł sam w sobie, a jak sobie to wyobrażam u Was...

*- A smoczątko jest w...?
- Pałacu? - spróbowała niepewnie.
- Brawo! A zatem magia chroni też...?
Elfka patrzyła na niego wielkimi oczami. Fathir westchnął ciężko.
Już wiedział, że to będzie bardzo długi dzień.

Powyższy fragment oraz piosenka o sierotach (i pewnie wiele innych, które mam jeszcze przed sobą) są genialne ^^

Wierna fanka,
Goma

Anonimowy pisze...

"Ryk białego Szponobójcy, Kredena- Białego Wiatru,
... a czasem, kiedy byli sami: Bieluszka i Śnieżynki. Oraz, w naprawdę bardzo wyjątkowych sytuacjach – Tej Bielonej Starym Wapnem Cholery..."

Hmm... a czy może być Różowy Wiatr? Albo Żółty, albo nie! Zielony, tak, Zielony Wiatr.

"A Biały Pałac chroni magia i szacunek".

Szacunek to na prawdę świetnie wyszkolona bestia, która z łatwością obroni zamek przed wrogiem ;P.

Dobre, dobre, idę czytać dalej ^^.

Anonimowy pisze...

wymiatacie, dziewczyny, nie ma co. dawno się tak nie uśmiałam i upłakałam zarazem. Już szczytu zamku mnie pobiło (choć mnie akurat z rosyjskimi odmianami się kojarzy), a dalej tylko lepiej. Szczególnie dokończenie inteligentnego dialogu o smoku i zamku. Chciałam tylko dodać, że faktycznie Bank Śląski oferuje 'konto oko', na czymkolwiek to cholerstwo polega, także być może ałtorce o to chodziło... jeśli o cokolwiek :D pozdrawiam i życzę dalszej weny
frrrra

Anonimowy pisze...

Ómarłyście mnie, jak zwykle zresztą. Opko tak żałosne, że się ryczeć chce, a z Waszymi komentarzami można co najwyżej ryczeć ze śmiechu. To dokończenie dialogu o smoku i zamku było świetne, tak jak gigantyczna, samobieżna koperta wypluwająca listonosza XD
Pozdrawiam,
Miv
PS. Hasło: ofiaryt - no, w sumie boCHaterki można nazwać ofiarami...

Martunia Tunia pisze...

hej, w ostatnim akapicie analka zamiast przeczytać "moge cię poduczyc" przeczytałam "mogę cię podupczyc"... nie no, altoreczkowe snucia rzucają mi się na mózg:-P