środa, 29 września 2010

O Lilith i mistrzu Yodzie, czyli szyk przestawny złą rzeczą jest


Witajcie!
Do zagłębienia się w tajemniczą i podniosłą historię Lilith Was zapraszamy. Szyk przestawny wrażenie archaiczności Wam zapewni, a rzewna opowieść o śmiertelnej, która próbowała zwymyślać Boga, łzy z ócz Waszych wyciśnie i przeponę Waszą, od śmiechu obolałą, zamorduje i pogrzebie. Zygmunt Chajzer Wam przewodnikiem będzie w owej krainie, gdzie zryta pobliża się mieści, aniołowie związki zawodowe zakładają, a bycie rudym rzeczą ze wszech miar podejrzaną jest.
W imię borze – poczynajcie!
Zanalizowały były: Kalevatar i Pigmejka.
Opko tu umieszczone jest: http://www.digart.pl/praca/4077333/Lilith_Poczatek.html

Lilith. Początek
Batman. Forever

-Noc...czymże jest noc?-zastanawiała się kobieta siedząca na jednym z dachów.
- Częścią doby, kiedy Słońce znajduje się poniżej linii horyzontu – odpowiedziała mimochodem Kalevatar, siedząca w szlafroczku przed komputerem. - Ach, to miało być takie liryczne pytanie retoryczne, tak? - dodała, widząc urażone spojrzenie boCHaterki. - Nie przeszkadzaj sobie.
Biała skóra, białe odzienie odcinało się od mroku nocy,Zimy wiatr targał jej suknią i włosami.
Zima, wiatr, a ona na dachu siedzi? Kochana, prosisz się o zapalenie pęcherza.

Suknia, dość nietypowa jak na dzisiejsza czasy.
AŁtorko, sugerujesz, że jesteś w stanie pobić „nietypowością” mięsną kieckę Lady Gagi?*przypomina sobie kreacje z pokazów haute couture i kapelusze pań noszone podczas wyścigów w Ascot* Czy w ogóle cokolwiek może być dość nietypowe jak na dzisiejsze czasy?

W ogóle kto dziś chodził w długich zwiewnych sukniach?
Cóż... Na przykład ona, ona, ona... I parę milionów innych kobiet. Choć masz trochę racji – nikt normalny nie chodzi w nich po dachach.Ja też lubię długie zwiewne suknie. I wprawdzie nie chodzę w nich po dachach, ale zdarzyło mi się raz być w takiej na wieży. To się liczy?
No właśnie...
Ajuści.

Mimo mrozu na nagie blade ramiona nie miała niczego narzuconego. Mimo mrozu nie wzdrygała się gdy wiatr niemiłosiernie owiewał jej skórę.
Mimo mrozu...a może ona go nie czuła?
A może gęsia skórka i dygotanie jak ktoś, komu w tyłku utkwił paralizator, niszczyły by jej starannie wypracowany wizerunek eterycznej piękności?Bo to po prostu była zimna suka.

Siedziała na jednym z wyższych dachów w mieście smętne czarne oczy spoglądały w dół na zatłoczone ulice, wiecznie spieszących się przechodniów, samochody.
-Kiedyś tak nie było...-pomyślała smętnie głową kręcąc.
Taaak. A za moich czasów...Ulice nie były zatłoczone, bo motłoch, panie tego, siedział w fabrykach i kopalniach, gdzie jego miejsce, i nie miał czasu się motłoszyć. Panie tego.
Mimowolnie myśli jej znów zaczęły się snuć wśród wspomnień...tego do czego od dawna powracała, do początków po raz setny analizować zaczęła co minione...
I wciąż nie mogła rozkminić, co było pierwsze: jajko czy kura?

***

Raj, ogród zwany edenem. Setki tysiące lat temu...
Według kreacjonistycznych ortodoksów: jakieś sześć tysięcy, ściśle rzecz ujmując.

Kobieta leniwie podniosła jedną powiekę zaraz potem drugą.
Z ziemi je podniosła?
To w ramach porannej gimnastyki, rozumiesz.

Spojrzała w bok na mężczyznę tuż obok weń wtulonego z mieszanką obrzydzenia i zazdrości.
„Weń”? To w raju był jeszcze jakiś jeden facet, do którego Adam się tulił? O.o Cóż... takiego yaojca jeszcze nie czytałam. ^^Ja też nie. To tłumaczy jej obrzydzenie i zazdrość...
Oj tam, zaraz obrzydzenie. ;)
Czemu to on miał być tu panem? Podniosła się, skrzywiła gdy naga stopa dotknęła trawy zroszonej chłodną rosą. Spojrzala na Adama, potem w niebo.
-Czemu boże to ja kobieta, mam być mu służącą?
Dobre pytanie. Myślę, że Jahwe może mieć ci za złe, że zwracasz się do niego małą literą.Na dodatek nie umiesz poprawnie używać darów bożych: składni i interpunkcji.

Odezwała się, wciąż patrząc na błękitne obłoki widoczne zza drzew leniwie płynące po niebie...
Jeszcze mi powiedzcie, że niebo w raju było białe, skoro chmurki Stwórca pomalował na niebiesko.

W oddali gdzieś słychać było trele ptactwa, pod nogami przebiegła sarenka, gdzieś w pobliży słychać było ryjące dziki...
Miniaturowa sarenka!A mnie żal tej zrytej pobliży, czymkolwiek jest.
A w ogóle to te dziki niezwykle wprost pasują do opisywanej sielanki, prawda?

-Jesteś kobietą, masz być opoką Adamowi!
Ej, to Piotr miał być opoką! Ktoś tu się plącze w zeznaniach. ;P
Może ona miała być taką wersją beta?


Rozległ się głos w jej głowie. Głos z nikąd, głos boga.
Że niby Bóg był niczym? :>

-Nie chcę być mu służącą! Niechaj on mi służy, będzie mi podporą!
A nie sensowniej byłoby postulować, by nikt nie musiał być niczyim służącym? Skoro ona sama tego nie chciała, czemu Adam miałby chcieć?Bo ona jest... tego, no... cycki ma, o!
Ta, i nie ma penisa, który – jak wiadomo – służy do nawiązywania kontaktu z bogiem. Jak taka antena, rozumiecie.

Podirytowana podniosła głos, pobliskie ptaki spłoszone odleciały...
Adam spał jak zabity...

-Zamilcz niewiasto! Nie dyskutuj z tym który cię stworzył! Nie dane ci! W boskim planie tak zapisane, niechaj tak wieki będzie! Do sądu ostatecznego to mężczyzna ciężko pracować będzie by w ramionach kobiety odpoczywać!
- Eee... - kobieta zamilkła na moment, zakłopotana. - Mistrz Yoda? Co mistrz tu robi?
(Swoją drogą... bardzo boski argument, prawda? Tak będzie, bo tak.)

Ej, ja tam nie mam nic przeciwko temu, żeby to facet harował. Nie wiem, czego ona się czepia.

Wiesz, w końcu Stwórca przeznaczył jej rolę ozdobnika nakanapowego. Nie zawiera to wielkich możliwości samorozwoju i w ogóle. Nie, żeby spędzenie życia leżąc i pachnąc było czymś złym... *marzy*
W sumie masz rację: też nie wiem, w czym problem. ;)

Niepocieszona Lilith uniosła zacisniętą pięść ku niebu...
-Zaklinam cię! Nigdy Adamowi pociechą nie będę! Chociażbym go zabić miała! nigdy!
Ja tam nie wiem, ale zaklinanie zazwyczaj ma na celu wywarcie wpływu na kogoś, a nie zaakcentowanie, że „akurat teraz mówię poważnie”. :/- Kobieto, ale kto Ci każe go pocieszać? Co on, emo jakieś? – zdębiał Bóg.

Już bluźnić zacząć miała
Pierwsza, soczysta wszetecznica już spływała jej z języka, gdy uświadomiła sobie, że lżenie matki Tego, który sam jest swoim początkiem, nieco mija się z celem.
gdy coś...ktoś ją powstrzymał. Niebo spochmurniało, w oddali dało się słyszeć grzmoty, błyski. Spłoszone zwierzęta zaczęły uciekać, Adam przebudzony z twardego snu przybył zobaczyć co się stało...
W porę. :P Rzeczywiście, jakiś on średnio rozgarnięty. Teraz trochę lepiej rozumiem Lilith.

Ujrzał swą pierwszą małżonkę, czarnowłosą Lilith przez jaśniejącego anioła w górę porwaną...
To był pracownik serwisowy. Przyszedł wymienić wadliwy egzemplarz żony na lepszy model.
usłyszał umiłowany głos boży
-oto ta niewierna która zbluźniła!
„Zbluźniła”? *kręci głową z powątpiewaniem* Święty Izraela jest pewien, że istnieje taka forma gramatyczna?
Wieczną cenę za swą butność płacić będzie. Zapamiętaj, jam jest twój bóg... Zapomnij o niej dana ci będzie prawdziwa niewiasta..."
Cóż, jestem wszechwiedzący i wszechmocny, wiesz... ale zdarzają mi się czasem takie falstarty jak ten z Lilith czy z Lucyferem. Nikt nie jest doskonały... to znaczy, Ja jestem, ale... To skomplikowane.
No cóż, dał wolną wolę, to teraz ma. :P

I tutaj nasze zainteresowanie Adamem się kończy,
Ee... wspomnienia boCHaterki zawierają taką frazę? O.OWczuły się, no co.
wszak każdy wie co dalej się w edenie działo...
Taa. Drugi egzemplarz żony w miejsce jednej usterki otrzymał inną. Ktoś tu się uczy na błędach...?
***
Biel...jednakże prawdziwa biel. Wszechobecna...
Jakby cały wszechświat wyprano w Vizirze Absolute...Ej, kiedy na początku narrator powiedział, że panował mrok. To jak w końcu?

Kobieta potarła szczypiące oczy i raz jeszcze się obejrzała. Znów ta biel...I nic więcej.
Zygmunt Chajzer, czający się za rogiem z opakowaniem proszku, był z siebie naprawdę dumny.

Podniosła się i niepewnie postawiła jeden krok, zaraz drugi. Stąpała po...bieli!
Jest zima, a więc to musi być... śnieg! Niebywałe. *kręci głową, zszokowana*
Jak widać, zima zaskakuje nie tylko drogowców.

Szła tak i szła choć zdawało by się że w miejscu się porusza. Jak we mgle z różnicą ze nawet podłoża nie widziała. Nagle z owej bieli wyłoniło się coś...ktoś.
Sądząc po szyku zdania – mistrz Yoda.
Czarne włosy odcinały się kontrastem od bieli, długa szata właściwie się z ową bielą stapiała. Śniada cera, duże brązowe oczy. Dłonie splecione na piersi i świdrujący wzrok wbity w kobietę.
No dobra, nie mistrz Yoda. Ale jego duch wciąż jest z nami.
Lilith odwzajemniła spojrzenie. Zdawało by się że zwykłe spojrzenie, acz warte więcej niż tysiące słów.
Jej oczy były jako te kuleczki Rafaello.I też białe. ^^
Gdy wąskie blade usta mężczyzny wygięły się w uśmiechu i kobieta niemal odruchowo uczyniła to samo.
No i gdy to się stało, to CO?Gdy to się stało, to się stało, i stało się to, co się stało. To taka stylizacja na początek księgi Genezis, czaisz?
-A więc Ty jesteś tą śmiertelną o której całe niebiosa huczą?
Aa... czyli nie wróciliśmy do wątku, kiedy to liryczna dziewoja odmrażała jajniki na jakimś ośnieżonym dachu, tylko wciąż przedzieramy się przez retrosy? Ech... gubię się.
Rzec trzeba, żeś ładniejsza od swej poprzedniczki.
Poprzedniczki? To przed Lilith była tam jeszcze jedna kobieta? O.O Cóż... Stwórca naprawdę miał problem z tą Pierwszą, nie?
Acz, widać żeś Panu podpadła...-tutaj mężczyzna chwilę przerwy zrobił, aby odpowiednie wrażenie na kobiecie wywrzeć
Bo jak Jahwe kogoś wciągnie na swoją Czarną Listę, to już nie ma zmiłuj - nawiedza nieprawość ojców nad syny do trzeciego i do czwartego pokolenia. Deszcz siarki, plaga szarańczy, wymordowanie pierworodnych – wszystko to dostajesz w pakiecie.A po czym widać, że mu podpadła? Znakiem tego ma być biała suknia, niewrażliwość na zimno, nieśmiertelność, czy jeszcze inne „straszne przypadłości”? :P
Cóż... występuje w blogasku. To musi być za karę. ;)
- Jam jest Samael, anioł u boku Pana. Wiedz że Twój los nie jest przesądzony, nadal trwają sądy nad Twym uczynkiem.
Geez, oni tam w niebie mają wolniejsze tempo obrad niż enty Tolkiena. A niby tacy mądrzy...

Kobieta głową potrząsnęła co sprawiło iż czarne włosy na ramionach jej się swobodnie rozsypały
Narrator to Mistrz Yoda! O.O
Narrator i Bóg w dodatku! Zawsze wiedziałam, że Mistrz Yoda nie odkrył przed Skywalkerem wszystkich swoich sekretów. :)

-Czymże jesteście aby mnie oceniać?
No wiesz... Bogiem i tak dalej. Ciekawa jestem, jak masz zamiar podważyć takie kompetencje.
Sługą nigdy nie będę! -Rzekła kobieta brwi unosząc nieznacznie. Anioł odpowiedział spokojnym tonem, jakby doskonale się do tej rozmowy przygotował...
W rękawie szaty miał tajną ściągawkę.
-Ależ kobieto śmiertelna! Czy ja Cię potępiam? Wręcz przeciwnie, wszak ktoś się przeciwstawić w końcu musiał.
Taa. Załóżcie w niebie związki zawodowe.- Tak naprawdę wszyscy mieliśmy dość tego nadętego despoty!
Ah teraz jakże słusznie do służenia ludziom nas, Anioły, istoty wyższe wysłać chce...cóż za głupota!-rzekł anioł nieco głos podnosząc. Brązowe oczy miast w kobietę teraz w bezgraniczną biel się wpatrywały. Nic nie mówił, zaś zapadła cisza
Azali waćpan narrator badurzyć nie przestanie i języka ojczystego kazić? Toć ja za czas pewien blwać pocznę!

Nic nie mówił, zaś zapadła cisza rzec można że absolutna.
Czyżby taka cisza, jaką wybijał dzwon Niewidocznego Uniwersytetu? „Nie były to takie zwykłe chwile ciszy, ale okresy chłonącego głosy nie-dźwięku wypełniającego świat donośną bezdźwięcznością” że zacytuję Mistrza.
Ale skąd tam nagle Niewidoczny Uniwersytet?


Po kilku minutach Samael się niespokojnie poruszył Głową komuś skinął.
Niespokojna kobieta odwróciła się,
Zwróćcie uwagę: on patrzy – ona też. On się uśmiecha – ona też. On milczy – i ona milczy. On jest niespokojny – ona również. Syndrom papugi jej się włączył, czy co?
To dla zaakcentowania tego, jak bardzo boCHaterka jest samodzielna i niezależna.
kolejnego młodziana dostrzegła. Tym razem błękitnooki o długich brązowych włosach opadających łagodnymi falami na ramiona.
-Witaj Samaelu, witaj śmiertelna. Cóż za miłe spotkanie!-rzekł. Głos może nieco ostrzejszy od poprzedniego anioła, ale również przyjemny dla ucha miał.
A co, sługa Pana Najwyższego ma niby skrzeczeć?

-Rzec można, środek buntu przeciwko niebieskiemu w jednym miejscu. Któż by pomyślał...-urwał, widać tutaj w zwyczaju było, aby krótkie przerwy między wypowiedziami robić-
A może szlachetni aniołowie mieli po prostu zadyszkę?
... Albo tak wolno myślą, że muszą dać sobie czas, zanim synapsy przeniosą impuls we właściwe miejsce w mózgu.^^

Wieszają się jak Demotywatory.pl w godzinach powrotu dzieci neo ze szkoły.
-Rzec można, środek buntu przeciwko niebieskiemu w jednym miejscu. Któż by pomyślał...(...)- a wiec Ty jesteś tą sławną śmiertelną które bluźnić się odważyła. Ah wiesz co Cię czeka? Wieczne potępienie. Tak samo jak Nas, którzy służyć ludziom będziemy musieli.
Moment, bo nie ogarniam kuwety: czemu Lucyfer (bo to on, prawda?) nie siedzi grzecznie w piekle i nie wymachuje chwostem? Przecież zbuntował się jeszcze przed całą tą akcją z kuszeniem Ewy. :/

Cóż za drętwa nazwa "anioł stróż" dla istot tak idealnych jak my!
Taa, Jahwe za grosz nie ma wyczucia stajlu. Powinno być „bodyguard angel manager” czy jakoś tak.
Dobrze mój drogi Samaelu, powiedz śmiertelnej jakie zadanie dla niej przygotowałeś. Zdradź jej szczegóły tego planu knutego na długi czas przed pojawieniem się śmiertelnych na tej Waszej ziemi.
Ej, moment: po kiego grzyba knuć antyludzki spisek jeszcze przed pojawieniem się ludzi? TACY są zapobiegliwi?
Bo oni są zwolennikami profilaktyki... antropogenicznej.
-wypowiedziawszy te słowa anioł (...)
-O co do wszystkich..eh o co wam chodzi? Ja nie mam zamiaru brać udziału w żadnych planach! Jakiekolwiek by one nie były!-wyrwała się Lilith, nie podobało jej się to co właśnie usłyszała. Mimo buntu gdzieś w sercu tliła się iskierka strachu przed bogiem.
-Słuchaj kobieto!
Do garów!Znów jej rozkazują, jak nie jedni, to drudzy... Kurczę, mnie by chyba cholera wzięła!
My, Aniołowie nie mamy zamiaru służyć wam, słabym ludziom. Jest nas wielu, którzy tak uważają. jednakże Michał...przeklęty Michał nad wszystkim czuwa. Toteż nie możemy przyznać się otwarcie.
Możemy tylko pluć jadem i sarkać po kątach, jak uczniaki bojące się, że je dyżurny wyśle do dyrektora.
I dostaną minusa do dziennika, buuhuuu!


Jeżeli nie chcesz zginąć, przyłącz się. Zabijemy Adama i tę słabą Ewę! Sprawimy iż Bóg straci do nich zaufanie.
Co prawda jest wszechwiedzący i wszechmocny, a jego umysł przekracza wszystko, co jesteśmy w stanie pojąć, ale z pewnością da się wciągnąć w tak przebiegłą intrygę, nieprawdaż.Genialny plan! Przecież jak zginą, to ciężko im będzie ufać. Trudno temu zaprzeczyć.
Jeżeli nam nie pomożesz, i Ty zginąć będziesz musiała.A szkoda, jako ze cząstki naszej anielskiej mocy możemy Ci udzielić...możesz być nieśmiertelna i poza bogiem. jak my gdy już zemsty na ludziach dokonamy..przemyśl to śmiertelna...
Czy tylko mnie się to zdaje tak grubą nicią szyte, że nawet szympans uznałby cały ten spisek za grę niewartą banana?A co to znaczy być poza bogiem? W sensie, że wystrzelą ją gdzieś w czarną dziurę i wyślą do innego wymiaru? Średnia ta nagroda...
Tyle że w tym innym wymiarze też będzie bóg... W końcu jest wszechobecny i tak dalej. No ale kto by tam brał to pod uwagę...

Nim Lilith cokolwiek powiedzieć zdążyła na miejscu pięknego anioła pozostała znów tylko biel...
Zygmunt Chajzer chichotał opętańczo.
- Koniec z praniem skarpetek! Wreszcie udało mi się za pomocą Vizira opanować świat!!! MWAHAHAHAHA!!!


***
Płomień tańczył na wietrze. Cienie szalały na ścianach, firany to się wzdymały to opadały szarpane podmuchami. Za oknem zmrok, srebrny sierp wychylał się zza chmur. Przez otwarte okno do komnaty wpadł liść. Zwykły jesienny, niegdyś zapewne zielony, teraz nieco zbrązowiały.
To fascynujące. Akcja tak pędzi, że zaraz gacie zgubi.
Siwawy mężczyzna dotychczas nisko pochylony nad księgami uniósł głowę. Zaczerwienionymi oczyma spojrzał na listek.
A czym miał spojrzeć, zaczerwienionym nosem?
Jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę, że okno jest otwarte podniósł się z zydelka i zatrzasnął ciężkie okiennice, poprawił firany.
Zydelka? Kwik, jakie to słodkie. :D Szkoda, że w języku polskim nie ma takiego słowa, jak „firana”.

Zanurzył pióro w atramencie i wrócił do pisania. Po chwili znów skrobanie rozniosło się po całej komnacie. Wszak w każdej chwili mogła wpaść ona...
Pielęgniarka z pigułkami?
Krystyna z gazowni?

***
Długi czas spędzony w białej otchłani. Kobieta nie wiedziała czy mijały dni czy godziny. (…) Nie jadła, nie spała, egzystowała. Poza Lucyferem i Samaelem nie poznała nikogo więcej.
Sam bóg zdawało by się, że o niej zapomniał. A i ona się nie spieszyła aby o sobie przypominać.
Od dłuższego czasu Samael wcielał ją w życie niebiańskie.
Ke? A co ona nagle robi w niebie i to za zgodą Boga? O.o Eeej nooo, ja nie wiem, co tu się dzieje, niech mi ktoś wytłumaczy!!! :(
Lucyfer pojawił się znikąd, na ustach uśmieszek nic dobrego nie zapowiadający się błąkał.
-Zabijesz Adama i Ewę Lilith.
Ciekawe, jak... Snajperką, z Drzewa Poznania Dobra i Zła? A może pałką przez łeb? Cóż... miałabym nielichą zagwozdkę usiłując wykombinować, jak zdjąć pacjenta tak, by bóg nie zauważył.

-Ja? Jak to, toć uwięziona tu jestem...
Zapomniałaś użyć jeszcze „dyć”, „wej” i „ino”.I „azali wżdy”.

-Nie szkodzi, my już o wszystko zadbamy. Z Tobą pójdzie Mastema.
Ee? Przecież to tylko inne określenie Szatana, czyli Lucyfera. Facet ma rozdwojenie jaźni, czy wymyśla sobie pseudonim operacyjny?
(Dalej nie wiem, co zbuntowany anioł robi w niebie, tuż pod boskim nosem.)
Skoro jest tam Lilith, to czemu nie on?
Może są na przepustce...
Przyjdzie po Ciebie i...i cóż. Mam nadzieje, że się spiszesz. Pamiętaj cena jest wysoka...Bóg kazał nam oddać im pokłon! Tym marnym...jak on mógł! Niechaj teraz płaci za to!
Popsujemy mu zabawki! I odmrozimy sobie uszy, a co!A Ty będziesz naszym murzynem, sasasasa!

Zatopił się w bieli a kobieta znów została sama.
Ledwo przemyśleć zdążyła, czego od niej wymagali, a pojawił się kolejny.
Ten był dziwny. Ni to wysoki, ni niski. O ryżych, wręcz czerwonych włosach. Brązowe oczy spoglądały ze spokojem, twarz wyrażała tylko znudzenie.
Brązowooki zblazowany rudzielec średniego wzrostu. Rzeczywiście, kuriozum nadzwyczajne.
Lucyfer potrzebował tylko chwili na odpowiednie ucharakteryzowanie się. Tuż za rogiem miał specjalnie w tym celu przygotowaną budkę telefoniczną.

-A więc śmiertelna, nadszedł czas na Ciebie...


[Lilith i Mastema wracają do raju, gdzie znajdują Adama i Ewę]
-Wykorzystajmy ją. Niechaj przeklęta będzie za to co zrobi...Schowaj się...i resztę pozostaw mi. Jakby coś poszło nie tak...-tutaj wręczył jej coś, co dziś zapewne nozem byśmy nazwali...-wiesz co robić.
Ej, to kto w końcu ma zabić tę parkę, ona czy on? Czy tam w ogóle ktokolwiek wie, co robić?Zaprawdę, powiadam Ci, wiedzą oni, co czynić mają: nawet coś, co nożem byś teraz nazwała, ze sobą wzięli.
Kurwa, udzieliło mi się! :/
***

Gałąź niespodziewanie trzasnęła w okno.
Batem. Bo to nie gałąź, tylko ożywiony prototyp człowieka – mandragora - się po świecie błąkał. A że nerwowe toto było, to tu sobie trzasnęło, tu kogoś kopnęło, a tam znów na Tron Pana naszczało.

Starzec podniósł głowę, rozejrzał się. Przeciągnął i spojrzał na drzwi.
Stukanie obcasów odbijało się na drewnianych schodach, po chwili do niewielkiego pomieszczenia wkroczyła kobieta (...) Skinieniem głowy go powitała, co sprawiło iż czarne włosy przysłoniły błękitne oczy.
Czyżby miała emo-grzywkę?

Bez słowa wyciągnęła doń rękę...
Wyraźnie przestraszony mężczyzna podał jej kilka zwojów...
Niedbale przebiegła wzrokiem po literach aby zacząć czytać od wybranego momentu...
Masz tu jeszcze kilka wielokropków, Ałtorko. Częstuj się: ...............................................................................................................................................................................................................................
I co, zwiększył się mistycyzm?Wciąż nie wiem, kto tu kim jest, co się tu dzieje, kiedy i po co, ale już mi to wisi. Tralala! *cichaczem wypija piąty kieliszek mocnej nalewki*

***

Lilith patrzyła na nóż. Widać anioł milczenie za akceptację uznał. Nim kobieta wzrok podnieść zdążyła mężczyzna zniknął. Zaś w wysokiej trawie wił się wąż. Zaskoczona kobieta patrzyła jak ten się wije w stronę pary.
W międzyczasie, Adam gdzieś odszedł, gdy Lilith zaczęła się zastanawiać, gdzie to pognał, za nią rozległ się donośny, gniewny głos:
-Gdzie się podział Mastema?
Ledwo co śmiertelna odwrócić się zdołała a dłoń dzierżącą nóż przed siebie wyciągnęła. Poczuła lekki opór gdy niemal do rękojeści ostrze w ciele się zatopiło. Cichy jęk i przed nią leżał blond włosy cherubin.
Nie no, gratulujemy opanowania, zimnej krwi i w ogóle... Teraz to już na pewno Jahwe nic nie zauważy.Może upozorują to na samobójstwo? :>

Gdy czyjaś dloń jej ramienia dotknęła mało co i Mestemy na zaatakowała. Ten zaś zaskoczony patrzył na ciało u jej nóg...
-Metatron?
Metatron był serafinem, nie cherubem. Wierz mi, Ałtorko: to da się poznać. :/
Cholera jasna, widziałem że coś jest nie tak! Nie zabiłem ich! Wiesz coś Ty zrobiła głupia kobieto?! - Ryknął rozwścieczony anioł na kobietą spoglądając
A po co angażowaliście w to jakieś postrzelone pannice z przerostem ego? Kazał wam ktoś, hę? Chcieliście, to macie.

-Wiesz coś Ty zrobiła?! Mieliśmy śmiertelnych zabić! A nie zranić jego! Toż bóg nas wygna, przeklnie...
Jo... A juści, słusznie prawisz, kumie. Wygna was, jako żywo!

Zaskoczona kobieta patrzyła na czerwoną plamę na ubraniu aniola...czy anioły mają krew?
Nie, keczup mu się rozlał.

Nie słuchała wściekłego Mastemy...
Tez z kolei wyszarpnął nóż z ciała i wziąl anioła na ramiona...nóż wcisnął w dłonie kobiety.
-Miałaś mi pomóc, a żeś narobiła!
Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj. Bo, zaprawdę powiadam Ci, za co się weźmiesz, to spierdolisz, niewiasto.

Radź sobie sama, zabij ich, zró cokolwiek aby bóg się od nich odwrócił, cokolwiek! Ja niewiele zdziałałem! Pieprzone drzewo...ciekawe czy w ogóle dobre...
Kurczę, coś mi mówiło, że to nie miał być dąb! Przecież ludzie nie jedzą żołędzi!

Zrób coś aby odwrócić jego uwagę od nas...
Striptiz zrób!
chciał abyśmy ludziom służyli, jeżeli dowie się co żeśmy planowali zostaniemy wysłaniu, tutaj na ziemię!
Taa. Bo radośnie ignorujecie fakt, że Jahwe jest wszechwiedzący i się nie dowiaduje – on wie. W świetle tej prawdy jest całkowicie jasne, że macie przesrane, mili państwo, jak w przysłowiowym ruskim czołgu.

I zapewniam cię życie z taką ilością wściekłych ludzi, niegdyś aniołów nie będzie dla ciebie sielanką!
Mamrotał wściekły anioł..po chwili po obu cherubinach pozostała delikatna mgła.
No tak, on zawiódł, a wyżywa się na kobiecie. Ach, to wrażliwe męskie ego...

Niezdecydowana kobieta przysiadła na trawie. Jej spojrzenie na zakrwawionym ostrzu padło, kierowana zwykłą ciekawością palcem po nim przejechała a owy krwią umazany do ust wsadziła. Coś jakby uczucie niepokoju poczuła gdy stalowy posmak pozostał po owym zdarzeniu.
Azaliż, powiadam wam, zaraz mnie szlag jasny prosto z nieba trafi! I to dopiero będzie zdarzenie!
Uch... No i gdzie z tym paluchem do gęby? Mama nie uczyła, że palcami się nie je?!
Ups, przecież faktycznie nie uczyła. ^^’

Ledwo co oparła się pokusie, aby nie oblizać noża. Smak cóż, rzec można że jak zwykła krew acz coś w tym było...obiecującego?
Miał w sobie lekką nutkę mięty. =.=’

Dodać można też że potem owy smak za nią cały czas chodził...
Cóż, Lilith... jedzenie nie chce się od ciebie odczepić? Żuj gumy Orbit!

Zrezygnowana kobieta podniosła sie, pierwszy lepszy owoc zerwała i samotnie po ogrodzie sie przechadzała rozmyślajac co jej zrobić teraz przyjdzie...
Gdy sprawa cała się wyda - w podskokach spierdzielać.
***
Mężczyzna po napisaniu ostatniego zdania, postawieniu ostatniej kropki odchylił się na krześle i spojrzał na kartki. Marnych kilka arkuszy, nic specjalnego...westchnął ciężko czekając na Nią. Podświadomie oczekiwał stukotu obcasów na drewnianych schodach, znanych dreszczy strachu i ekscytacji. Czekał na spojrzenie tych niebieskich, wręcz stalowych oczu...na uśmiech na wąskich twarzy.
Ona miała kilka twarzy? *myśli* Hydra, czy ki diabeł?

Nawet na swoisty blask jakim emanowała blada skóra kobiety, blada, acz bez przesady, choć w księżycowe noce zdawała się być bielsza od tego papieru co na nim pisał.
Acz, powtarzam, bez przesady. Wciąż nie jest to poziom sparklącego Edzia.
zasiadł przy oknie zastanawiając się kiedy to on ostatnio w nocy spał? Sam się stał jak te nocne istoty co w ciemności spać nie mogą, a oczy im się mrużą gdy słońce wschodzi...
Mrużące się oczy... Czy tylko według mnie brzmi to lekko obscenicznie?

Widać przysnął bo gdy oczy otworzył ona już obok niego było. Z brodą wspartą na dłoni spoglądała na niego, na ustach pojawił się wręcz przyjacielski uśmiech-rzecz niesłychana...
Bez słowa wziął w dłoń pióro, w atramencie ja zanurzył ...
Ją zanurzył? Miał tam z nim wannę, czy jak?

A kobieta opowiadać zaczęła...
***

-Pamiętam to, ehh to były niespokojne czasy. Nie wiedziałam co się stało z tym aniołem, ani Lucyfer ani Samael na ziemi się nie pojawiali. Z braku lepszego zajęcia włóczyłam się wiecznie to za tą dupą, Ewą to za Adamem.
Ciekawe, od kogo nauczyła się takiego słownictwa. ;)
Za tamtych dni byłam jak umarła...
Za dnia trawiła mnie gorączka...tak myślę że to było coś na wzór dzisiejszej gorączki.
Bo drzewiej, panie, to nawet gorączki były inne...

W nocy zaś odżywałam, ale co mogłam robić gdy zwykli śmiertelnicy spali?
Nawiedzać ich jako sukub, na przykład? Ostatecznie kraść, mordować... Dużo jest możliwości.
Nie rozumiem również tego że wszelaki głód i łaknienie w tamtych dniach zanikło...(...) Gdy coś jadłam, robiłam to na siłę, cokolwiek piłam, smaku to nie miało. Dlaczego zapytasz? Ano wciąż za mną smak jeden podążał...anielskiej krwi. (...) Cóż, zapewne wiesz co się potem działo, Mastema zrobił swoje, Adama i Ewę z raju wygnano. (...) a więc i ja za nimi ruszyłam. Na wszystkich bogów,
A to jest ich według Ciebie więcej niż jeden? :D

dlaczego ja w tym cholernym ogrodzie nie zostałam. (...) Nie wiem, ile zajęło czasu ludziom dorobienie się potomków...Kain i Abel. (…) nie powiem, urodziwi z nich mężczyźni wyrośli. Adam i Ewa starzeli się, cóż włosy ich białe się robiły, jakby ich dzieci z nich siły wysysały...wiele nocy zajęło mi zrozumienie fenomenu dojrzewania.
Z pewnością było to bardzo wiele nocy, bo biblijny Adam miał żyć 930 lat.
Tym cięższe to dla mnie było, im bardziej oni byli starsi a ja wciąż ta sama. Proste wytłumaczenie znalazłam- w niebie przebywałam, kwestią tego być to musiało..
Ale czemu wciąż jak potłuczona mówisz, to chyba i sam Stwórca nie wie...
Cóż, niektórym się zdaje, że jak walną orzeczenie na koniec zdania, to już będzie picuś-glancuś stylizacja na język biblijny i w ogóle taka podniosłość, że nie ma zmiłuj. To przykre.

Abel był kopią Adama za młodu. Młodszy od Kaina, choć nieco bardziej od niego zaradny, Kain zaś...on był na swój sposób piękny. Czarne włosy, czarne oczy...cóż Ewa gdy sądziła że jej nikt nie słyszy szeptała że do samego Boga podobny być musi...
Bóg jest Latynosem? No nie, tego jeszcze nie było. ;)

czwartek, 23 września 2010

Fumiko w Akatsuki, czyli wyszkolmy sobie nastolatkę

Witajcie!

Postanowiłyśmy odpocząć od elfiej tematyki i wróciłyśmy w tym tygodniu do starego dobrego fandomu Naruto. Co czeka nas tym razem? Kanon do bólu, czyli wyszczekana nastolatka, którą odwiedza jej idol, by poinformować ją o supermocach, jakie w niej drzemią. Nie ma letkiego makijażu, ale są poranne czynności, jest bluzka na pół brzucha i trulawer z ptaszkiem na plecach.
Indżoj!

Adres blogaska: http://fumiko-akatsuki.blog.onet.pl/


-Fumiko! Wstawaj!
Krzyknął mój mistrz, otwierając na oścież drzwi mojego pokoju. Nie miałam najmniejszego zamiaru wstawać, ale w jego głosie wyczułam nutkę zdenerwowania, co oznaczało coś poważnego. Zastanawiałam się co to mogło być, gdy, uświadomiłam sobie, że jestem w piżamie. Nikt, absolutnie nikt, nie ma prawa robić mi wjazdu do pokoju bez zezwolenia oraz oglądać mnie w piżamie!
Cóż, zawsze możesz ją zdjąć, prawda?Albo, w wersji dla bardziej pruderyjnych: możesz się zakryć kołdrą. Ale to chyba tak zawsze jest, że panna, zamiast się w takiej sytuacji zwyczajnie osłonić, woli rozpaczać: „O ja biedna, jak możesz oglądać mnie w tej kusej, prześwitującej piżamce, której wcale nie założyłam z premedytacją...”
Postanowiłam delikatnie zwrócić mu uwagę, normalnie bym wywrzeszczała mu to w twarz, ale w tej sytuacji lepiej nie przeginać.
-Mistrzu Satoru, następnym razem zapukaj, bo to nie ładnie tak wchodzić do pokoju młodej dziewczyny bez pukania, wiesz co by ludzie mogli sobie wyobrażać- powiedziałam z wyrzutem.
W kwestii „wchodzenia” i „pukania”? Wiele, oj wiele... ^^
(...) nie ładnie tak wchodzić do pokoju młodej dziewczyny bez pukania”... Jakkolwiek by tego stwierdzenia nie zrozumieć, to jest ono słuszne. ]:->

-Nawet mnie nie denerwuj- burknął- Będziemy mieć dzisiaj wieczorem ważnego gościa.
-Kogo?- zapytałam z entuzjazmem,(...)
-Kogoś na tyle ważnego, że będziesz musiała przestrzegać kilku zasad.
-Że co ?!- no nie, jakiś obcy kolo ma przyjść do nas a ja muszę przestrzegać jakiś głupich zasad.
Niewybaczalne, w rzeczy samej. Żeby ją, Główną Bohaterkę, cokolwiek zobowiązywało do czegokolwiek... Doprawdy, świat na psy schodzi.O matko! I może jeszcze będzie musiała być grzeczna i nie będzie jej wolno bekać i mlaskać? No nie, ten jej mistrz wstydu nie ma, naprawdę.

Owszem mam niewyparzoną gębę, problemy z panowaniem nad sobą i walę prawdę prosto w oczy, ale nie ma tak łatwo, jestem u siebie i będę robić co zechcę!
Bo NIC nie jest tak ważne jak twoja złota wolność do samoekspresji. W „nic” wliczone są cele i marzenia całej reszty świata.Nie jesteś u SIEBIE, tylko u swojego mistrza, jak już. A poza tym, nawet bycie u siebie nie usprawiedliwia chamstwa i arogancji... ale jako taka wszechwiedząca pannica oczywiście zdajesz sobie z tego sprawę?

-Między innymi- ciągnął niewzruszony mistrz- Będziesz odpowiadała na wszystkie pytania tego człowieka.
A nawet, imaginuj sobie, nie będziesz z miejsca mówiła mu na „ty”. I nie będziesz się wydzierać jak wieśniaczka na zagonie kapusty.

-Wszystkie?!- krzyknęłam oburzona- Może lepiej zrobić tak, jak zawsze, że będę sobie cicho siedzieć sama w pokoju?
-Nie- odpowiedział stanowczo.
-Nie no, ubaw po pachy normalnie- mruknęłam sarkastycznie.
O co ona właściwie się tak wścieka? Przecież ten gość raczej nie będzie ją pytać o... stan jej narządów rozrodczych, ani nic z tych rzeczy.

O ho, nie dobrze, ta pulsująca żyłka na czole nie wróży nic dobrego. Zaraz pewnie zacznie drzeć mordę.
Zupełnie nie to, co ty, prawda? Ty tylko... dobitnie wyrażasz swe zdanie.Ona jest w bliskim kontakcie ze swoimi emocjami. :>

-Masz odpowiadać na wszystkie pytania- a nie mówiłam, on jest taki przewidywalny- a ponad to, Twoje odpowiedzi mają być normalne, czyli beż pyskówek, docinek, sarkazmów i wulgarnego języka!!! Jasne?!
-Tak jest- zasalutowałam. (...)
-Mam parę spraw do załatwienia. Wrócę o 18. razem z naszym gościem. Aha, zrób coś dobrego na kolację.
-Dobra- mruknęłam zrezygnowana. Tę bitwę przegrałam- Ok, wdech i wydech, wdech i wydech- mamrotałam- Że też akurat dzisiaj. A miało być tak pięknie- ironizowałam.
A duch kamiennojedwabnego Snape'a unosił się nad wodami...

Chętnie bym wam powiedziała, czemu dzisiaj nie bardzo chcę przyjmować gości, ale w myśl słów: ''Jeśli chce się być szczęśliwym, nie wolno gmerać w pamięci''.
Ee... co? Nie chce przyjmować gości (choć w pierwszej chwili się ucieszyła) bo ma jakąś sthrrraszną traumę na koncie?
I mówi nam, że nam o niej nie powie. Jakież to... marysiowe.

Poszłam do łazienki i wykonałam poranne czynności, (/^ o^)/ kończąc je stanęłam przed lustrem. W odbiciu zobaczyłam młodą 16-letnią dziewczynę o ciemno fioletowych, gęstych, delikatnie falowanych, długich do połowy pleców włosach, dużych czarnych oczach i małych, czerwonych ustach.
Pomachałam jej radośnie i zdziwiłam się, gdy odmachała. Daleko, daleko stąd prof. Lacan zapłakał gorzko, kryjąc twarz w dłoniach.

Przyznam szczerze, że jestem dumna z mojego zewnętrznego wyglądu,
A moje bebechy na USG też wyglądały niczego sobie, dodam nieskromnie.

no bo jak by nie było, nie jestem brzydka, mam smukłą figurę, jestem dość wysoka i mam dość duże jak na swój wiek piersi.
Tak tak, zaokrągliłaś się podczas pewnych wakacji. WIEMY.

Gdy skończyłam się zachwycać sobą zaglądnęłam do szafy. Na dzisiejszy dzień, 25 czerwca, miałam już gotowe ciuchy. Co roku, odkąd skończyłam 5 lat, tak robię.
Przygotowujesz sobie ubrania na 25 czerwca? O.O Oż fuck... jakie ja mam ubogie życie wewnętrzne... *idzie płakać w emo kąciku*

Ubrałam się cała na czarno, trampki, spodnie rybaczki, rękawiczki bez palców sięgające łokci i bluzka, odsłaniająca pół brzucha, na grubych ramiączkach.
Bardzo... wizytowe, w samej rzeczy. Zwłaszcza to pół brzucha z pewnością znajdzie uznanie w oczach tego ważnego gościa.

Włosy zostawiłam rozpuszczone. Dobrze, że mistrz przyjdzie razem z gościem, to nie będę musiała słuchać jego kazania ani się przebierać. Na co dzień tak się nie ubieram.
Skoro to ma być jej strój odświętny, to jak ubiera się na co dzień? Zakłada białe kozaczki i czarną mini do pępka?
*17.45*
Szybko uwijałam się z przygotowaniami do kolacji. Nakrywałam właśnie do stołu, gdy usłyszałam otwierające się drzwi do domu. *Już są* myślałam
*Już jesteśmy* pomyśleli goście.
*ale mnie nie widzicie* pomyślał Stirlitz.

*Punktualnie* .
*Gwiezdne myśli* pomyślała Pigmejka *Co za szpan...*

Nie mogłam się doczekać wejścia nieznajomego do kuchni, więc pobiegłam prosto do holu i wtedy stanęłam jak wryta...Tam stał...On...To niemożliwe, żeby to był...Mój ideał shinobi...
-Eee...- tylko na tyle było mnie stać po zobaczeniu naszego ''gościa''w progu. (...) Jeszcze nigdy nie zdarzyło się tak, aby zabrakło mi słów. Po prostu mnie zatkało. W głowie mi się nie mieści, że On tu przyszedł. Łiiii, ale mnie zaszczyt kopnął.
*splata ręce na piersi* No dobra – kto tam jest? Jezus?
Moje rozmyślania przerwał głos mistrza Satoru:
-Coś ty ze sobą zrobiła?! Wyglądasz na osobę z poważnie chorą psychiką!
No bez przesad, to tylko pół brzucha. Co innego, gdyby wyglądała tak.

Po tych słowach coś we mnie pękło, można powiedzieć, że się ''odblokowałam''.
-Dzięki mistrzu- mruknęłam- Z twoją pomocą zrobiłam na prawdę dobre pierwsze wrażenie. Nie ma co- dodałam z sarkazmem.
A to on Ci się może kazał tak ubierać?

-Nie ważne. Przecież to nie moja wina, że wyglądasz jak wyglądasz.
-Oczywiście, że nie, bo wszystko co złe i źle zrobione, to zawsze moja wina-
A kto wybrał takie ciuchy...?

mówiłam podchodząc w stronę gościa, który nie wiadomo czemu się uśmiechał .
To z politowania.Uznał, że jedyne, co mu zostało, to uśmiechać się grzecznie i czekać, aż skończysz się rzucać.

Wiem, że kultura wymaga by osoba, odwiedzająca czyjś dom pierwszy raz, sama się przedstawiła, bądź ktoś inny ją przedstawił. Jak na osobę kulturalną przystało, powinnam zaczekać, aż mój nauczyciel mnie przedstawi. Tylko, że ja nie jestem kulturalna.
Jesteś tak zajebista, że kultura i dobre wychowanie już Cię nie dotyczą. Tak, to też wiemy.
-Witam! Jestem Fumiko Kitsuki, uczennica mistrza Satoru- powiedziałam wyciągając rękę w stronę mężczyzny.
-Madara Uchiha- odpowiedział.
O lol. No, Madary nawiedzającego nieletnie niewiasty jeszcze w blogaskach nie było...

Możecie nie wierzyć, wziąść mnie za pomyloną, ale ten koleś, naprawdę jest moim ideałem shinobi.
Nie no, spoko, też uważam, że jest seksowny. *u* To znaczy, o ile wykorzystujący go właśnie autor zostawi mu jakąś godność.

No bo niby czemu nie, jest nieśmiertelny, mądry, silny i jest Liderem Akatsuki.
Jest mitomanem, paskudnym kłamcą i traci ręce równie łatwo, co blogaskowy Deidara cnotę... Cóż, nikt nie jest doskonały. ^^”

W zawodzie, który wykonuję lepszej osoby za wzór nie mogłam sobie znaleźć.
Akatsuki - najniebezpieczniejsza organizacja na świecie. Należą do niej najlepsi shinobi.(...)Są bezwzględni, brutalni. Są jak żywe maszyny do zabijania i nie cofną się przed niczym. Ich celem jest władza nad światem.
*przypomina sobie ostatni blogasek o Deidarze*
He. Hehe. Buahahaha!!! *smark, smark*
Tia. Nawet ich czerwone chmurki na szatach są tró mroczne.

-Proszę, może pójdziemy do kuchni, zjemy kolację i wtedy porozmawiamy-zaproponował Satoru.
Zasiadając do stołu zastanawiałam się czego ten mężczyzna od nas chce. Nie chce mi się wierzyć, że zleci nam jakąś ważniejszą ''robotę'', skoro jego ludzie mogą ją spokojnie sami załatwić. Ja i mój mistrz wykonujemy te mniejsze zlecenia od Lidera(jak zwykliśmy go nazywać) i od zwykłych ludzi. Jesteśmy płatnymi mordercami, co nie znaczy, że tylko mordujemy.
A co jeszcze robi płatny morderca? Pierze, robi zakupy i wynosi śmieci swojemu pracodawcy?
Pije mleko, uprawia rośliny doniczkowe i ratuje osierocone dziewczynki przed Garym Oldmanem?

Po skończonym posiłku myślałam, że przejdziemy do salonu i czegoś się w końcu dowiem.
-Fumiko posprzątaj- rzucił mistrz.
No i dupa, ale jak mus to mus.
Filozoficznie powiem, że nie pierwszy raz w blogasku rzecz się sprowadza do dupy...

Pozbierałam talerze i wzięłam się za zmywanie i oczywiście mogłam podsłuchiwać mężczyzn, gdyż wciąż siedzieli w kuchni. Chociaż tyle dobrego.
Rozczarowali mnie swoją rozmową. Co mnie obchodzą wykonane misje! Ja chcę wiedzieć co to za sprawa, do cholery!
I mają już, teraz, NATYCHMIAST zacząć o tym rozmawiać, bo ona CHCE!
-Z ostatnim zleceniem nie było problemów, przeciwnik nie był wymagający.
-Aha, rozumiem.
*A ja do cholery nie!* myślałam
-A wcześniejsze zadania?- pytał dalej Lider.
Zaraz mnie szlak jasny trafi
Droga na Brześć... sześćset sześćdziesiąt sześć... *nuci*Dobrze, że jasny. Z czarnym szlakiem nie byłoby tak łatwo.

i krew nagła zaleje! Co za nudy. Uff, nareszcie skończyłam. A oni dalej o tych misjach. Zaraz zwariuję jak się nie dowiem o co chodzi.
Czy ona ma jakieś ADHD? Nerwicę? Ruję? Cokolwiek, co by wyjaśniało to zachowanie?

Raz kozie śmierć, czy jak to tam się mówi. Zaryzykuję i zapytam się wprost. Najwyżej mistrz mnie potem zabije.
-Czemu Lider nas osobiście odwiedził?- trochę ich ta moja bezpośredniość zdziwiła.
-Co ja Ci mówiłem?!- warknął mistrz.
-Dziś rano?- zapytałam.
-Tak rano.
-Było coś moich odpowiedziach i sposobie wypowiadaniu myśli, ale o wcinaniu się do rozmów innych ludzi nic sobie nie przypominam- walnęłam prawdę prosto między oczy.
Taa. Nie ma to jak szczeniacka arogancja by zwrócić na siebie uwagę otoczenia. Twój ponadstuletni „idol” z pewnością jest pod wrażeniem, słonko.Szkoda, że nie wyciągnęłaś żadnych wniosków z tych porannych rad, mądra dziewczynko.

-A czemu pytasz?- zapytał Madara.
-Z ciekawości- szczerość to podstawa, no nie?
W pracy ninja-renegata i kryminalisty? Absolutnie.

-Skoro pytasz to przyszedłem po Ciebie.
-Po mnie?- on chyba żarty sobie stroi.
Ja? Taka zwykła dziewczyna? No może nie taka zwykła, ale na pewno przeciętna kunoichi. Wyróżniam się tylko tym, że jestem dobrym medykiem. Może właśnie im go potrzeba?
-Tak. Masz wyjątkowe zdolności- powiedział pewnym swoich słów głosem Madara.
-Wiem, medyczne.
-Owszem te zdolności też masz nieprzeciętne. Chodzi mi raczej o Twój ogromny, niewykorzystany potencjał i umiejętności, których jeszcze nie odkryłaś- powiedział tajemniczo.
Oraz o to, że moje łóżko jest zimne i boleśnie puste, a mnie się zdarza marznąć w nocy.Moich podwładnych też ostatnio coś za często nadmiar energii rozsadza... Sama rozumiesz, musieliśmy znaleźć na to jakąś radę.

-Mam jakieś tajemne moce? Ta jasne- mruknęłam sarkastycznie- Chyba tylko do grania na ludzkich nerwach mam talent i to wybitny. Pewnie mój sensei opowiedział Ci niestworzone historie na mój temat. Co nie, mistrzu?
Może Madara potrzebuje kogoś do odganiania akwizytorów i świadków Jehowy? Bo ja nie widzę innego zastosowania dla wyszczekanej nastolatki z przerostem poczucia własnej śmieszności.

-Posiadasz niezwykłe umiejętności, które zaczęły się pojawiać gdy miałaś trzy latka.(...) - odpowiedział mój nauczyciel.
Latka”, ojoj, jakie to słodkie.Tiu tiu tiu, tsyletni, małutki moldelcio!
Coś jak Reborn, tylko bez całej tej zajebistości? Łee... nędzna podróba.

-A ja jestem tu po to, aby zaproponować ci dołączenie do mojej organizacji, gdzie będziesz mogła odkryć i opanować swoje umiejętności- wtrącił Madara- Oczywiście na razie będziesz niepełnoprawnym (czemu przeczytałam „niepełnosprawnym”?^^) członkiem do czasu aż ''obudzisz'' swoje moce. Jeśli tego dokonasz staniesz się silna i godna bycia pełnoprawnym członkiem Akatsuki- dokończył.
Sprytnie przemilczał kwestię rytuału przejścia obejmującego tortury, zamykanie w wodnej bańce i gwałt zadany niewzwiedzionym członkiem. ;)

No nie bardzo mnie tym przekonał.
Zaproponował ci dołączenie do najbardziej elitarnej organizacji przestępczej i w ogóle spełnienie marzeń? Nic to. Wybrzydzaj dalej, może dorzuci ekstra służbową komórkę.I roożoffego laptopa.
I zagwarantuje zatrudnienie po powrocie z macierzyńskiego.

Przypuśćmy, że dołączę do nich. No i co wtedy? Jestem za słaba psychicznie a oni to na pewno wyczują i mnie będą gnębić, zrobią ze mnie popychadło.
Widzę tu przebłysk rozsądku – tak trzymaj!
Tak by było niestety w prawdziwym życiu – w blogasku mogą co najwyżej się w niej wszyscy zakochać.
Siła fizyczna? Niby coś tam na walce się znam, ale podczas walki z pełnoprawnym członkiem nie miałabym żadnych szans. Chyba nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że ja się wiecznie boję tego co się może stać. Jestem wulgarna, pyskata tylko dlatego, że się boję.
Kolejny przebłysk! Dobrze, coraz lepiej! *kibicuje*
*nie wierzy* Takiej samokrytyki u boCHaterki dawno nie widziałam...
Z drugiej jednak strony mogę wiele zyskać. To jest bardzo kusząca propozycja. Już wiem co zrobię. Dołączę do nich. Chcę aby rodzice byli za mnie dumni. Chcę być silna.
Nie bez znaczenia jest możliwość bliskiego obcowania z Liderem, jak sądzę... ^^

Zrobię to.
-Powiedzmy, że dołączę do Twojej organizacji. Z jakimi zasadami i obowiązkami będzie się to wiązało?- zapytałam po chwili namysłu.
Lepiej wiedzieć więcej i znać swoje miejsce w szeregu.
-Wyjaśnię Ci to wszystko w Twoim pokoju.
Uhu! Dziadek Madara od razu przechodzi do rzeczy. Stary człowiek i może, jak to mówią. ;)Ale żeby tak przy jej opiekunie...? Chyba, że tamten jest tak naprawdę handlarzem młodymi cichodajkami. :|

Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 19.30 i ruszyłam w stronę swojego pokoju. Za mną jak cień podążał Uchiha.
Znacząco pobrzękując kajdankami i stukając pejczykiem w cholewę.Wizualizując sobie wizję czarnego, czarnego pokoju... :>

Gestem ręki zaprosiłam go do pokoju, co też uczynił i usiadł w fotelu.
-Teraz powiem ci to co najważniejsze, a reszty dowiesz się później- zaczął.
Wykonał kilka dziwnych znaków, których nigdy nie widziałam. Nic się nie stało. Już miałam go o to zapytać, gdy się odezwał:
-Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzał. Masz się do mnie zwracać ''Liderze'', nie przerywać mi gdy mówię. Nie pyskować, ani podważać mojego autorytetu, ani moich słów. Jasne?
Pokiwałam głową na znak, że rozumiem.
-Robisz zawsze to co ci karze.
Hm, mnie to na jakąś hipnozę wygląda.
Roman P. po upgrejdzie?

Ee, dla Romana ona już jest zbyt nieświeża. Przeterminowana, znaczy się.

Reszty dowiesz się na spotkaniu. Idziemy.
To jej dużo powiedział, nie ma co... Rygor niczym w domu fundamentalistycznego islamisty
.
Ciekawe, czemu nie mógł tych paru zdań powiedzieć przy nauczycielu. Wstydził się, że musi tak zabiegać o swój autorytet?

Otworzył drzwi a za nimi był zupełnie inny korytarz! Na przeciwko mojego pokoju były jakieś inne drzwi! To po to były te pieczęcie. Przeniósł nas razem z pokojem do organizacji.
Sprytne. I jaka oszczędność na czynszu – w razie eksmisji po prostu zabierasz całą chałupę jak wóz Drzymały i teleportujesz gdzie indziej.

Ok. Wdech wydech. Tylko spokojnie. Stoję na środku salonu, gdzie znajdują się prawdopodobnie wszyscy członkowie oraz 3 wielkie kanapy, 2 fotele, stolik i wielki telewizor plazmowy.
Na stoliku stały wielkie misy pełne chipsów i szklanki z paluszkami. Źli terroryści cenili sobie tradycyjne sposoby spędzania wolnego czasu.A na stoliku rosła sobie paprotka. :3

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to to, że była tam tylko jedna dziewczyna, ale o takim wyrazie twarzy, że od razu zauważyłam, że nie będziemy kumpelami.
Czyżby zUa blondyna? :D
No nie, niespecjalnie. Po prostu nie szczerzyła się na powitanie... ani w ogóle nigdy. ^^”

-To jest Fumiko- zaczął Lider- Jest ona medykiem, więc jak wrócicie z misji w nieciekawym stanie macie się do niej zgłosić.
Będzie wam wydzielać Rutinoscorbin.

Jasne?
Kakuzu przebiegły przed oczami wspomnienia z długich lat, gdy w pocie czoła wkuwał tajniki medycznego jutsu, ale tylko westchnął ciężko – przywykł już do tego, że aŁtorki zapominają o jego kwalifikacjach.

Milczenie chyba wyraża u nich zgodę, bo po chwili Lider zaczął znowu mówić:
-Na razie nie jest ona pełnoprawną członkinią, co nie daje wam prawa do znęcania się nad nią.
- Wcale. Ani trochę – zgodzili się podwładni, wlepiając w niego niewinne spojrzenia.
I krzyżując palce za plecami.

-Po co ona tutaj? To tylko kolejny niepotrzebny kłopot i wydatek- stwierdził uszczypliwie zamaskowany koleś.
- I wygryza mnie z etatu, mała sucz – dodał cicho.

-Jest tutaj na tak zwanym okresie próbnym i tylko ode mnie zależy jej pobyt tutaj- odrzekł Lider- Jako, że nie ma pełnych praw członka tej organizacji nie będzie chodzić na misje oraz przydzielę jej opiekuna i trenera.
Bo ostatnio mamy tak mało pracy, że stać nas na poświęcanie naszego cennego czasu i umiejętności na trenowanie dzieci – ciągnął. Zamyślił się na moment, po czum dodał jakby do siebie – A ona jest młoda i chętna.
Dostanie także dietetyka i ginekologa... No co? Przecież trzeba dbać o... jakość i higienę młodych członkiń, nawet jeśli są na okresie próbnym.

-Współczuję biedakowi który będzie musiał ją niańczyć- rzucił blond włosy chłopak.
No nie to mnie zabolało. Koleś mnie nie zna, a chce oceniać.
Daj mu żyć, co? Koleś ma gadające włosy – wyobrażasz sobie, jak mu z tym ciężko?

-Jeszcze jakieś komentarze?- spytał spokojnie Madara- Nie? To w takim razie tymczasowym nauczycielem i opiekunem Fumiko będzie Itachi.
Taka mała, rodzinna uszczypliwość, co, Madara?

-Koniec zebrania- powiedział Lider i zniknął.
Do mnie podszedł Itachi i powiedział zimnym i obojętnym tonem, żebym szła za nim. No więc poszłam. Odprowadził mnie pod mój pokój i sobie poszedł. Ja rzuciłam zaciekawione spojrzenie w stronę tajemniczych drzwi na przeciwko mojego pokoju. Co tam jest? Z tymi myślami położyłam się na łóżku i nawet się nie przebierając zasnęłam.
Ej, jej by się naprawdę przydał ktoś od higieny. :/
*szeptem* Przebierz się, bo te pół brzucha ci zmarznie i nerki sobie przeziębisz...
********************

Obudziłam się około 8 rano. Od razu poszłam do łazienki. Lider przeniósł ją razem z pokojem.
Jednak jego jutsu nie obejmowało całej kanalizacji, w związku z czym w kranie nie było wody, zaś rura od ustępu wystawała gdzieś za okno, generując w mijających ją przechodniach gigantyczne pokłady wkurzenia.

Po szybkim prysznicu i porannej toalecie usiadłam na łóżku. Ubrałam się w zwykłe ciemne spodnie, czarną bluzkę na grubych ramiączkach i fioletową bluzę.
*znudzonym tonem* Opis stroju: zaliczony.Przynajmniej zakryła brzuch. Ten jej świecący na wszystkich pępek zaczynał mnie denerwować.

Powoli zaczynałam się robić głodna. Nie wiedziałam co mam robić. Jaśnie wielmożny pan Uchiha mnie nie raczył oświecić. Wyjść i szukać kuchni na własną rękę? Czy może jednak poczekać, aż ktoś się mną zainteresuje?
Tak, czekaj, może przyniosą Ci śniadanie do łóżka.
Albo weź sprawy w swoje ręce: powołaj do życia Drużynę Kanapek z Dżemem i rozpocznij epickiego questa..

Wybrałam to drugie, nie jestem pewna co mogłabym zobaczyć, i kogo spotkać, na korytarzu.
Pielgrzymka pokutna do Medjugorie... Drużyna kenijskich szczypiornistek-badmintonistek... Pani z dziekanatu... Masz rację, możliwości są niemal nieograniczone.Albo kogoś, kto wskaże jej drogę do kuchni. Ale kto by się tym przejmował.

10.00. No w mordkę jeża! Co to ma być! Nikt się nie pofatygował, aby do mnie zajrzeć!
Czego ona się spodziewała? Porannego "rytuału wstawania", jak w Wersalu za panowania Ludwika XIV?

Kij z tym, sama sobie dam radę. Wychodzę i niech się dzieje co chce! Oszczędzę wam opisywania jak to sobie chodzę w lewo, prawo, w górę i w dół.
Tak trzymaj, bohaterko – dbaj o Czytelników. Możesz mi jeszcze herbatę zrobić.

Po kilkunastu minutach dostawałam już lekkiego szału.
Nagle zauważyłam jakąś postać znikającą za rogiem.
Ani chybi, był to żubr – tuż za rogiem.

-Przepraszam!- krzyknęłam, żeby zwrócić na siebie uwagę nieznajomego.(...)
Chyba mnie nie usłyszał. Pobiegłam za nim i już wchodziłam w zakręt (z piskiem opon), gdy nagle ŁUP! I siedzę na tyłku na zimnej podłodze. Widocznie mężczyzna musiał mnie usłyszeć i zawrócił, a ja się od niego boleśnie odbiłam.
Jak ninja, prawda, jak ninja...Rozumiem, że to był Imperatyw Elementu Komicznego, ale ona musiała naprawdę wejść w ten zakręt z piskiem opon, żeby aż odbić się od niego i upaść na tyłek.

-Przepraszam, nie chciałam- mówiłam wstając.
-Dokąd ci tak spieszno Kocie?- zapytał przystojny osobnik płci przeciwnej (czyt. brzydkiej- dop.aut.) (orly? – dop. Kale.)
Na oko jest o kilka lat starszy ode mnie. Białe włosy zaczesane do tyłu. Koszula rozpięta do połowy ukazująca bosko wyrzeźbiony tors oraz kosa na plecach.
Gdyby nie to, że wiem, że chodzi o kosę – narzędzie, byłabym przekonana, że rozpięta koszula ukazała wytatuowanego na jego plecach ptaszka...

-Eee...do kuchni- mruknęłam cicho- Tylko nie wiem gdzie ona jest.
Gapi się na mnie! Wdech, wydech. Byle tylko buraka nie spalić! Bo to by była porażka.
Gapi się! To straszne. A na co ma patrzeć, na ścianę?

-Akurat tam idę. Chodź ze mną, zaprowadzę cię- powiedział.
-Dzięki.(...)
-Posiłki są tutaj o ustalonej porze dnia?- spytałam.
-Heh. Nie. Tutaj panuje metoda ''zrób to sam''. Każdy sam sobie robi posiłki i je kiedy chce- odpowiedział [Hidan].
- Tylko fartuszek mamy jeden, więc wiesz... komitet kolejkowy działa. - dodał przepraszająco.Straszny zUy terrorysta i morderca mówiący „heh”... Na co teraz przyjdzie kolej? Na „ojejciu” i „ale urwał”?

Metoda ''zrób to sam''? Przestępcy klasy S sami sobie robią posiłki? Myślałam, że może mają gosposie, czy coś. Pewnie chodzą niedożywieni,
*wyobraża sobie kampanię reklamową: W tle pobrzmiewa rzewna melodia skrzypiec. Wielkie oczy Itachiego zerkają błagalnie znad talerza pomidorowej; poważny głos z offu mówi: „Co trzeci terrorysta jest niedożywiony. Kupując produkty oznaczone czerwoną chmurką wspierasz program dożywiania kryminalistów”. Itachi uśmiecha się słabo i mówi: „Prosimy, podziel się posiłkiem!”*

bo raczej gotować to oni nie potrafią, a jak już to na pewno się nie do tego nie przyznają.
Nie no, spoko – to przecież oczywista oczywistość, że dorośli ludzie, którzy sporo czasu spędzają w terenie, nie potrafią przygotować sobie nic do jedzenia.Oczywiście, że tak. Ewentualnie terroryzują zupkę chińską tak, że ta aż ze strachu się sama zaleje wodą.

W kuchni nie było nikogo, ale była ona za to ogromnych rozmiarów. Długi stół z krzesłami stał pośrodku pomieszczenia. A reszta to już standard: szafki, blaty, ekspresy do kawy, mikrofalówka i inne urządzenia. Wszystko byłoby narmalne gdyby nie 3 big rozmiarowe lodówy!
Oj tam, to też jest całkowicie normalne. Jam myślisz, gdzie Kakuzu trzyma przeznaczone na sprzedaż trupy?Big rozmiarowe lodówy by zaspokoić Big Głoda członków organizacji – wielkiego, obleśnego typa w zielonym sweterku, który czasem straszył na korytarzach.

Hmm... Zrobić to czy nie? Opłaca mi się? No niby mi pomógł. A co mi tam, poświęcę się. Korona mi z głowy nie spadnie.
Oo, no proszę. Wystarczył jeden dzień z dala od dobrotliwego mistrza, a pannie natychmiast wyłączył się tryb „jestem arogancka i dobrze mi z tym”.

-Masz ochotę na naleśniki?- spytałam.(...)
-Naleśniki?- powtórzył.
-Tak. Naleśniki.
-Jashin-sama na reszcie mnie wysłuchał- powiedział łapiąc mnie za ramiona-Zesłał prawdziwą dziewczynę, która na dodatek umie gotować!
I cycki ma! Nawet fajne!A dotychczasowe kobiety w organizacji były sztuczne?
Chyba, że dla szanownego Hidana prawdziwa kobieta to taka, która umie gotować. ;>


-Oczywiście, że umiem gotować Hidan-sama. (To już jest podlizywanie się. -.-) Z czym chcesz te naleśniki?
-Z czymkolwiek- odpowiedział ucieszony- I mów mi po prostu Hidan.
Po 20 minutach siedzieliśmy na przeciwko siebie zajadając naleśniki i pijąc herbatę.
Ej no... Ja przez 20 min za diabła nie dałabym rady zrobić naleśników dla dwóch osób. Jednak co ninja, to ninja...

Hidan ma chyba dwa żołądki, bo pochłaniał olbrzymie ilości jedzenia w bardzo krótkim czasie. Gadaliśmy i jedliśmy, i znów gadali. (...) Zapach, który się unosił w kuchni musiał zwabić resztę członków organizacji, bo stali w wejściu do kuchni i s bezczelnie się gapili. Zgadnijcie na kogo, oczywiście na mnie! Co ja jestem okaz w zoo, czy co?
Ano. Konkretnie wielbłąd. Inaczej mówiąc – osoba, która nierozważnie obnosi się ze zdolnościami kulinarnymi w grupie starszych od niej ludzi, którzy mogą jej wydawać polecenia.

-Ale się najadłem- powiedział białowłosy i nonszalancko oparł się o oparcie krzesła. Posłał mi przy tym tak zniewalający uśmiech, że aż mi zmiękły kolana. Dobrze, że siedziałam. Teraz nowość, luk na Hidana i znowu na mnie.
Luk... bagażowy? A co on tam robi?

-Chodźmy, zrobił się tu mały tłok, a chcę ci coś pokazać- powiedział wstając od stołu- Idziesz?
-Tak, tak, oczywiście- odpowiedziałam również wstając.
-Gdzie masz ją zamiar zabrać?- oschły i ostry ton mojego opiekuna dał o sobie znać.(...) -Jestem jej opiekunem. Wszelkie próby zabrania jej gdziekolwiek najpierw trzeba ustalić ze mną.
-Tak? Tylko coś mi się wydaje, że Fumi nie jest niczyją własnością, a tym bardziej twoją prywatną zabawką.
Oh my. Panowie nie przepuszczą żadnej okazji by ustalić, kto tu jest samcem alfa...

-Nie ma sprawy- powiedziałam- Innym razem...
-W dalekiej przyszłości- wpadł mi w słowo Itachi- Za mną- rozkazał.
Chcąc nie chcąc ruszyłam za nim. Widziałam tylko wściekły wzrok Hidana i rozbawionego Deidarę, reszta to widowisko olała.
Reszta nie była tak wypaśna, by ją uwzględnić w blogasku.

-Gdzie mnie prowadzisz?- spytałam.
-Do Sasoriego. On sprawdzi Twoją wiedzę i umiejętności z zakresu trucizn i antidotów.
No to pięknie. Wczoraj mi tego powiedzieć nie mógł?! Chociażbym sobie coś powtórzyła, a tak?!
A tak, to się przekonają, co umiesz NAPRAWDĘ.
To już tu. Strach zmiękczył mi kolana. Dam radę, na pewno.
Po 3 godzinach byłam już po ''teście''. Ja bym tego testem nie nazwała, to była walka ze strachem i stresem. (...) Mój test składał się z odpowiedzi ustnej i praktycznej oraz pisemnej i teoretycznej.
Połączenie „pisemna” i „teoretyczna” jest zupełnie zrozumiałe, ale... ustna praktyka? Co ona tam zaliczała? Czy może raczej kogo?

-Teraz do Zetsu. On sprawdzi twoją wiedzę na temat roślin i ich zastosowań.
Zobaczy, czy masz wystarczające kompetencje by odrabiać pańszczyznę w Madarowym ryżu i podlewać kwiatki na parapecie.

Pięknie. Chociaż moja kochana ''super niania dla młodzieży'' na mnie czekała pod drzwiami tego lalkarza. Ciekawe czy był tam całe 3 godziny. Raczej nie. Ale o to jaki mi poszło mógłby z łaski swojej zapytać. Dupek.
A czemu założyłaś, że go to obchodzi?
I czemu uważasz, że powinno go to obchodzić?

Po tym, jak dokładnie oglądnęłam Zetsu i poznałam jego sposób odżywiania miałam ochotę zwiać z tego egzaminu. Nie dość, że pytania z pisemnej zdawki były bardzo trudne i podchwytliwe,
Trudne pytania mające sprawdzić, czy nadaje się do elitarnej organizacji? Rzeczywiście, kto by się tego spodziewał.

to on jeszcze się sam ze sobą kłócił czy smakuję dobrze, czy źle i czy warto mnie jeść. Po skończonym odpytywaniu opuściłam jego szklarnię, (...)
-Teraz do Lidera- mówiąc to zmierzył mnie wzrokiem. (...) No to teraz do Pana i Władcy.
Puk puk.
Hłe hłe.

[rozmowa u Madary]
-Opowiedz mi coś o sobie. Ile masz lat i takie tam. Oczywiście mam informacje na twój temat, ale oczekuję potwierdzenia.
Przejrzałem twoje konto na Facebooku. Ach, tak na marginesie: rybki ci wyzdychały.

-Dokładnie wczoraj, 25 czerwca, skończyłam 16 lat. Pochodzę z Yugakure tak jak i moi rodzice, Norkiko i Schun Kitsuki. (...) Rodzice zginęli na misji jak miałam 6 lat. Po ich śmierci zaopiekował się mną mistrz Satoru. (...) Gdy skończyłam 14 lat miałam ''miłe spotkanie'' z Orochimaru i dostałam prezent od niego w postaci Przeklętej Pieczęci.
-Mówisz o spotkaniu z wężowatym, mówił ci coś konkretnego?- zapytał poruszając się niespokojnie.
-Hmm...Nie...- zamyśliłam się- Zaraz, coś mi mówił, jak to szło, aha już wiem: ''Jesteś jedyną dziedziczką wspaniałej mocy, a ponad to, masz własne unikalne zdolności nie związane z twoim limitem krwi.
No, co ja tam będę dużo mówił... Marysią jesteś, dzieweczko.Taka trochę zbyt dosłowna ta przepowiednia. Nie powinna czasem brzmieć: „Kiedy księżyc szesnaście razy obiegnie niebo, wytryśnie z ciebie wielka moc trzeciego smoka”, czy coś w tym stylu?

Teraz nie masz o niczym pojęcia, ale kiedy twoja przeszłość i przyszłość okaże się zasnuta mgłą niepewności przyjdziesz do mnie po wiedzę.''
Taa. A ona o tym radośnie zapomniała i słowa Madary o jej supermocach niepomiernie ją zdziwiły.
Oj tam. Codziennie przecież się słyszy takie rzeczy na swój temat. Ja na przykład kilka dni temu dowiedziałam się, że będę matką potwora z bagien. Mogła dziewczyna zapomnieć.

Lider pokiwał głową i gestem ręki kazał mi już iść. Pożegnałam się i wyszłam.
*Madara**Shun co ty w sobie takiego miałeś, co?*
Co to było? Jakaś nowatorska próba zapisu myśli bohatera – czy to Madara wcina się w kompetencje narratora?

A niech to, błąkam się tymi głupimi korytarzami z 15 minut. Te korytarze są pewnie po to by 1. zgubić i zdezorientować nieproszonych gości, 2. doprowadzić do załamania nerwowego nowe osoby.
Specjalnie się tak wiją, żeby Ciebie wkurzyć.

środa, 15 września 2010

Angelina Jolie w konspiracji, czyli o skutecznym sposobie zerwania konkordatu


Witajcie!
Oto trzecia i ostatnia część losów elfiej Angeliny, jej podrzutka i smoczęcia o pretensjonalnym imieniu. Tym razem zagłębimy się w meandry wielkiej polityki, poznamy zwyczaje żywieniowe bojowników o pokój, dowiemy się, dlaczego syn władcy Veanderu robi za portiera i zastanowimy się, dlaczego oczy Tych Złych zawsze błyskają w ciemności; dowiemy się też, że smoki rosną bardzo efektywnie, ale giną powoli i dobicie ich może wymagać zastosowania siekiery. A wszystko to w tradycyjnej oprawie bardzo złej deklinacji.
Miłej lektury!
III-Smoczątko.
Dzień ten był jeden z najgorętszych tym roku. Słońce piekło niemiłosiernie, a na niebie nie było ani jednej chmurki. Żar palił niemiłosiernie. Wszelkie istoty żyjące pochowały się w cieni.
Niemiłosiernie, zapomniałaś dodać.
Puste były lasy, drogi a nawet miasta.
A gdzie to wszyscy wybyli?
...Pod krzyż?
Jednak dwóch jeźdźców zmierzało w kierunku Veanderu- miasta elfów.
Co wcale nie stoi w sprzeczności z poprzednim zdaniem.
Maisha miała serdecznie dość. Chętnie wróciłaby do domu gdyby nie widoczne szczytu Zamku.
„Szczytu Zamku” jest niezwykle rzadką formą fatamorgany, powstającą na skutek udaru słonecznego połączonego z żenującymi brakami w deklinacji. Dotknięte tą halucynacją osoby twierdzą, że wygląda zupełnie jak bździągwa zasięrzutna.Szczytującego zamku jeszcze nie widziałam. Ciekawe, czym szczytował... pewnie wieżyczką.
Podróż nie była taka zła- wręcz przyjemna, gdy jechały przez las. Jednak zejście na pustą ścieżkę nie było zbyt dobrym wyborem…
Paradoksalnie, poruszanie się zatłoczonymi ścieżkami było bardziej komfortowe.A może jej chodzi o to, że na ścieżce nie rosły drzewa, krzewy ani inne takie? Hm, myślałam, że to jest cecha konstytutywna ścieżki, ale widać się myliłam.

Dziewczyna była zmęczona i rozdrażniona. Elfka wyglądała niemal tak samo jak przy początku podróży- ona sama przeżyła gorsze rzeczy by się przejmować upałem.
Upał, powódź, gradobicie, kwiczące warchlaki lecące z nieba? Nic to.
TAKA BYŁA TWARDA.
Pojedyncza kropla potu spróbowała spłynąć jej po skórze, ale elfka zgromiła ją tylko wzrokiem – kropla posłusznie wycofała się więc do Podskórnej Krainy Płynów Ustrojowych.

Obawiała się tylko jednego- skoro ludzie nie przyjęli jej przyjaźnie i w powietrzu czuć było wojnę- jak dumne elfy przyjmą Maishe? Może jeszcze niewiedzą?
Zaserwują jej niewiedzę na srebrnym półmisku, obok chleba i soli? Zaiste, miażdżące.A tam. Po prostu pokażą jej blogaska. :>

Wjechały do Veanderu. Nie spotkała jeszcze żadnego elfa, by się martwić. Ale co powie Fathir?
Na samą wspomnienie przebiegł ją dreszcz. Nienawidziła go. Za to… Za to, co zrobił.
Eee... Za to, że przenocował ją i podarował ciuszek? Może po elfiemu to była jakaś wyjątkowo wymyślna zniewaga?Ona nie znienawidziła Fathira, tylko DRESZCZ. Za to, że ją przebiegł.
Słusznie. Mógł ją przelecieć. *pełna powaga*
A nienawidziła z wzajemnością. Bała się, że wyrzuci je obie z miasta. A to by była wielka kompromitacja dla elfki z tak szlachetnego rodu. On o tym wiedział.
To po cholerę daje mu do tego okazję? Jeśli wie, że to, co robi, może go zdenerwować?

Wjechały do miasta. Maisha rozglądała się chłonąc wszystko.
Jak samica matronicy.
W końcu zatrzymały się przy Zamku.
Elfka spojrzała na dziewczynę. Była zaskoczona pięknem zamku.
To brzmi trochę tak, jakby dziewczyna była tym zamkiem...
Patrzyła w górę- na szybujące smoki. Wyglądały jakby łagodnie pływały po boskim błękicie.
Zeszły z koni i ruszyły ku bramom zamku.
Te smoki, ma się rozumieć.
Elya uśmiechnęła się na myśl jak zareaguje Maisha na urządzenie budynku.
Okna z widokiem na sufit zrobiłyby wrażenie na każdym.
Faktycznie miała racje. Dziewczyna była jeszcze pod wrażeniem zewnętrznego piękne zamku, ale wewnątrz było zdecydowanie piękniej. Oczy po prostu jej się świeciły- widać było w nich zachwyt. Z zamyślenia wyrwał ją ostry głos.
-Dlaczego ją tu przyprowadziłaś?!- Powiedział, Fathir.
A on, przepraszam, robi tam za portiera czy jak? Przez te piętnaście lat sterczy przy bramie i łypie, czy aby BoCHaterka nie wraca i nie zwozi mu jakichś nowych sierotek?Skąd wiesz, może tej elfiej Andżelinie zdarzało się to częściej, a my czytamy tylko o tym jednym przypadku?
Albo miał taką traumę po tamtym.

No, jak mogłam się łudzić, że nie będą wiedzieli… -A, dlaczego miałabym jej nie przyprowadzać?- Elfka postanowiła grać.
Na ukulele. Co też uczyniła.
Potem przerzuciła się na granie na nerwach.

-Dobrze wiesz, co się szykuje.
-Nie wiem
-Nie udawaj głupiej!
- Nie udaję! Już tak mam! - odparła, zawzięcie szarpiąc struny.
*nuci na melodię piosenki Czerwonych Gitar*
Kilka sierot mam
Komu je dam?
Rozdaję sieroty,
Rozdaję sieroty!
Wśród wysokich traw
Głęboki staw
Jak ich nie zabierzesz
I tak Ci je oddam!

Ona najwyraźniej jest przeciwieństwem zbieracza trupów z „Monty Python i Święty Graal” - podróżuje od wioski do wioski, ciągnąć za sobą rozklekotany wózek, i monotonnym głosem zawodzi „Dzieci rozdaję!... Sieroty... Dzieci rozdaję!”

-Wojna między nami a ludźmi. O to ci chodziło?
Elf milczał. Spojrzała w jego zielone oczy. Chciała zapomnieć o wszystkim.
-Po, której stronie staną smoki…?-Spytała
-Jak wiesz smoki powoli giną.
Nawet siekierą skubańca nie dobijesz – westchnął.
Zostały nieliczne osobniki, niewiele nam służy. Za to większość z nich kryje się w puszczach lub górach pragnąc uniknąć wojny. Tchórze!
Rzeczywiście karygodne. Ich jedynym obowiązkiem jest służenie w wojnie, która ich zupełnie nie dotyczy. A nie spokojne odnawianie swojego ginącego gatunku, na przykład.

Ryk białego Szponobójcy, Kredena- Białego Wiatru,
... a czasem, kiedy byli sami: Bieluszka i Śnieżynki. Oraz, w naprawdę bardzo wyjątkowych sytuacjach – Tej Bielonej Starym Wapnem Cholery...

rozległ się echem po pałacu. Szponobójca był towarzyszem Fathira i nie wyobrażał sobie nie stanąć do walki- tak jak jego pan.
-Wezmę stąd smoczątko. To miejsce nie jest już bezpieczne.
-Zważ, że żadne nie będzie, gdy rozpocznie się Wojna. A Biały Pałac chroni magia i szacunek.
-Chroni Pałac, nie smoczątko.
- A smoczątko jest w...?
- Pałacu? - spróbowała niepewnie.
- Brawo! A zatem magia chroni też...?
Elfka patrzyła na niego wielkimi oczami. Fathir westchnął ciężko.
Już wiedział, że to będzie bardzo długi dzień.
Czarnowłosa ruszyła ku wielkim drzwiom. Złapała dziewczynę za rękę by się nie ociągała.
I pociągnęła ją za sobą po posadzce.

Ogromna przestrzeń przeznaczona dla smoków mieniła się w kolorach tęczy.
Wysoko na niebie pomykały defekujące kucyponki.
Łuski tych wspaniałych istot odbijały światło niczym lustra.
W związku z tym nikt nie mógł na nie patrzeć w słoneczny dzień bez groźby oślepnięcia.
Co znacząco zwiększało ich wartość bojową.

Smoki dorastały bardzo powoli. Dorosłymi smokami można było nazwać tylko te, co skończyły trzydzieści lat. Były nieśmiertelne niczym elfy.
Elya popatrzyła z podziwem na czarnego smoka. Był on potężny, jak na swój wiek, smukły i szybki. Nie znała jego płci, a imię swe smok ujawniał tylko, gdy znajdował swego ludzkiego lub elfiego towarzysza. Smoki posiadały oprócz ogromnego ciała, potężny umysł.
Zawołała go myślą.
Dziecię Vinorly przybądź!
Czarnołuski smok spojrzał na nie i skierował się ku nim. Leciał wolno i dostojnie.
Przy takiej masie – z pewnością. Dostojnie niczym cwałujący hipopotam.
Nagle Maisha krzyknęła.
-On do mnie mówi!
-Mówi... Do ciebie?!- Elfka była wstrząśnięta. Smoki rzadko odpowiadały, a nie pytanie w ogóle się nie odzywały.
„Nie pytanie” byli starożytną rasą eunuchów o bardzo wybiórczym podejściu do ortografii.
Zaś w ich języku nie istnieją zdania pytające.

Witaj Maisha, córo ludzi.
-On… mnie wita.
Witaj… Smoku.
-Co mówi? Nie… nie mów. On mówi do ciebie.
Możesz nazywać mnie Raestem. W smoczym języku nazywam się Czarny Płomień.
No nie... W poprzednim blogasku była „ognista czerń”, tu znowu „czarny płomień”... Te smoki są równie monotematyczne, co pretensjonalne.

-Raestemie… Czego chcesz?
Nie bój się. Nie zrobię Ci nic złego. Twoja towarzyszka mnie wzywała. Czego chce?
-Elyo.. On pyta, dlaczego go wezwałyśmy.
-Pozwól, że powiem sama.
-Szukuje się wojna smoku. Zabieram Cie stąd, ponieważ tutaj nie jest już bezpiecznie.
Za to na wojnie... ha!, tam to jest bezpiecznie jak w zakładzie fryzjerskim Freddy'ego Kruegera.

A gdzie będzie, gdy wojna się rozpocznie?- Smok łypnął na nią swym czarnym okiem
Elfke zaskoczyła przenikliwość umysłu smoka. -Inteligentny jak na swój wiek.
A co, mózgi też im się wykształcają dopiero po trzydziestu latach?

-Zobaczymy.- Powiedziała trochę zbita z tropu.
Such a great plan.
Mhm. No tak, w obliczu tak „tęgiego” umysłu ten smok musi rzeczywiście wydawać się inteligentny.


Odwróciła się i ruszyła w stronie koni. Maisha i Raestem poszli za nią.
Gniady koń dziewczyny widząc smoka próbował uciec; był jednak zbyt mocna przywiązany,
Do czego? O.O
za to karosz Elyi zachowywał się spokojnie. Nie raz widział smoki, a czarny był dla niego zbyt pospolitą rzeczą by uciekać.
Zaraz, przecież ten rzekomo miał być ostatnim ze swego gatunku, to jak może być pospolity?
Ech, i po co ja wciąż doszukuję się logiki w opkach...

Nie no, może pamiętał tamtą zdechłą smoczycę... po piętnastu latach.

-Elyo…- Maisha złapała elfke za rękę.- On powiedział, że nazywa się Raestem.
-Czarny Płomień!- Elfka cicho krzyknęła. – Znam Smoczą Mowę- dodała
-Przedstawił ci się… Wiesz, co to może znaczyć?
Że odebrał podstawy dobrego wychowania?

-Nie?
-On cię wybrał na swojego towarzysza… Tak jak mnie wybrała Vinorla.
Dziewczyna zamarła. Ledwo opuściła swe „rodzinne” strony, a już przeżywa przygodę swego życia! Smok, który ją wybrał…
Tak tak, i stała się oto Mary Sue. I zeszła na śniadanie.
I widziała Ałtorka, że to był dobre.

-Ale, dlaczego? Dlaczego ja?
-Może zrozumiał, że jesteś tą mała dziewczynką, z którą przybyłam by go tu zostawić pod opieką innych smoków… Może zrozumiał, że łączy was pewna więź- oboje straciliście matki w tym samym, przeklętym dniu… Nie wiem. Ale cieszę się, że syn mojej smoczycy wybrał właśnie Ciebie.
Podeszła do niej i pocałowała ją w czoła.
W oba...? Ciekawe, gdzie było to drugie.
Ja chyba nie chcę wiedzieć.
Ruszyły galopem. Po głowie dziewczyny kłębiły się różne myśli. On mnie wybrał! Ale dlaczego?! Zostałam jego towarzyszką… na śmierć i życie. Spojrzała czule na Raestema. On zmieni całe moje życie.-Gdzie jedziemy?- Krzyknęła do elfki.
-Nie wiem… Nie do Nathien… Szykuje się wojna miedzy ludźmi a elfami… Nie przyjmą cie przyjaźnie. A teraz nie będą was rozdzielała- Elya spojrzała na smoka
-Wojna? Dlaczego?
-Nie wiem…
Dlaczego teraz?! Teraz, kiedy moje życie zaczęło mieć sens?
-Więc gdzie jedziemy?
-Do Oldentum, twojego rodzinnego miasta. Może uda nam się zamaskować to, że jestem elfką.
Spróbujcie też zamaskować smoka, że w rzeczywistości jest tylko wyjątkowo spasionym nietoperzem.
- Oldentum… Oldentum, został nie tak dawno odbudowany. Moje miasto… Rodzinne miasto.- Szeptała.
Mhm, pewnie jeszcze specjalnie na Twój przyjazd je odbudowali.

***
Prawdę mówiąc ta notka mi się nie podoba- za dużo dialogów. Nie lubię dodawać takich notek i chętnie bym ją trochę zmieniła.
A co stało na przeszkodzie, byś jej nie dodała? Głosy Ci kazały?Bo te dialogi tak na nią patrzyły swoimi wielkimi, błyszczącymi oczami...
Ale notki nie dodawałam dość długo, więc będzie ta.
Jak to mówią: „na bezvulviu i honor vulva”.
Przepraszam za to wszystko, ale miałam problemy z łączami, a potem doszły moje tzw. Sercowe problemy, które przeżyłam bardzo mocno. I prawdę mówiąc dalej przeżywam.
Tak. Bardzo mnie one interesują. Czuj się całkowicie usprawiedliwiona.*wyobraża sobie siebie, tłumaczącą się na egzaminie*
- Panie Profesorze, przepraszam, że się nie przygotowałam, ale miałam problemy sercowe...
KWIK. Na problemy sercowe polecam Acard – a na to opko polecam słownik i kilka sesji z podręcznikiem do gramatyki.

IV- Dawne urazy, teraźniejsze problemy
Kochani Ojcze i Matko!
Po roku ciszy, myślę, że powinnam się odezwać.
- Dziękujemy, córciu, za łaskawą pamięć – odparli rodzice przez zaciśnięte zęby.
No, też myślę, że najwyższa na to pora. Rodzice akurat zdążyli przejść wszystkie fazy od niepokoju, poprzez strach o to, czy nie stała ci się jakaś krzywda oraz rozpacz powodu z twojego zniknięcia, aż do rezygnacji i akceptacji faktu, że pewnie zjadły cię wilki.


Jako, że ja zawiniłam- powinnam pierwsza wyciągnąć rękę.
Tamtego dnia, gdy zabroniłyście mi widywać się z Elyą… Tamtego dnia, gdy uciekłam…
Zdarzyło się wiele rzeczy. Młody smok, syn smoczycy Elyi, wybrał mnie na swoją towarzyszkę. Jesteśmy teraz złączeni na zawsze. Nawet gdybym, wróciła do Was, nie czułabym się szczęśliwa.
Nasz dom jest za mały – mój jaszczurek nie mógłby spać ze mną na jednym łóżku.

Przeznaczeniem naszym jest zapobiec wojnie, pomiędzy ludźmi i elfami, której groźba wisi nad nami od roku.
Nikt z Czytelników nie śmiał w to wątpić, droga panno. Jesteś wszak Mary Sue. Ratowanie świata należy ci się jak psu zupa.

Ach! To już rok minął, kiedy się widzieliśmy!
- Oż kruwa! - unieśli się entuzjastycznie rodzice.

Żyję mi się dobrze. Po wielu podróżach, z Elyą i naszych bezskutecznych starań o schronienie, zamieszkałyśmy w głębi lasu w pewnym starym klasztorze…
Zaiste, wiedzie im się dużo lepiej niż gdyby miały zamieszkać w zamku.

Chyba, już wiecie, do czego zmierzam.
Niech zgadnę... „Czy moglibyście wysłać nam trochę pieniędzy?”

Założyłyśmy bractwo- Elya założyła, bractwo, znane pod nazwą Zakonem Czarnej Róży,
Przykro mi, ale za taką nazwą może kryć się jedynie konwent gimnazjalnych gothów. Albo utrzymane w mrocznym klimacie „dominatorium”. :)
nazwanym na cześć jej zmarłej smoczycy.
Co robimy? Staramy się nie dopuścić do wojny.
Przykuwamy się do drzew, spychamy wieloryby do morza, spamujemy łańcuszkami na gg...
Coś ty. Piszą
blogaska.
A my go zaraz zanalizujemy. Sasasasa....
Więcej informacji, nie mogę Wam udzielić…
Podała im nazwę organizacji, jej główny cel oraz miejsce, gdzie ta organizacja się znajduje. Co JESZCZE mogłaby im zdradzić?
Listę kontaktów i sympatyków. Na pewno zamieści ją w postscriptum.Ani chybi, sztuki konspiracji uczyła się u Strilitza.

Jeśli chcecie się odezwać- zróbcie to natychmiast, dając list zaufanemu posłańcowi, którego prześle ten list.
Posłańca najlepiej będzie obwiązać szczelnie szeroką taśmą, owinąć folią i starannie zakleić kopertę. Nie zapomnijcie o znaczkach! Bez nich list papierowego tyłka z miejsca nie ruszy, leniwy drań.*Wyobraża sobie gigantyczną, samobieżną kopertę, wypluwającą w odpowiednim momencie listonosza*
Nie, to za wiele na moją biedną głowę.

Jak wiece mamy wielu wrogów, więc, nie możemy sobie pozwolić, na przechwycenie, przez nich naszych listów.
Każdy chciałby przechwycić choć jeden list, a jako że nie prowadzimy rozległej korespondencji, konflikt zbrojny może wybuchnąć lada chwila.Nie wiedziałam, że wiece mają wrogów.

Życzę Wam zdrowia i szczęścia, którego w dzisiejszych czasach, bardzo nam potrzeba.
Maisha
P.S. Kochane pieniążki przyślijcie rodzice.

Młoda dziewczyna odłożyła pióro i odsunęła się od ławy, przy której właśnie pisała. Znajdowała się w niewielkim pokoju, z dwoma małymi okienkami.
Okienka siedziały pod ławą i łasiły się jej do nóg.
Pisała przy nikłym blasku kaganka, bo okna dawały niewiele światła.
Kto znał tę dziewczynę, zauważyłby, że zaszła w niej wielka zmiana. Była niemal biała,
No tak, wcześniej była „brązowowłosa i brązowooka z ciemną opalenizną”. Cóż, bielactwo jest przykrym schorzeniem – współczujemy.
włosy kiedyś, niemal zawsze zawiązane w warkocze, teraz, spadały kaskadą na ramiona.
Mhm, rozpuściła włosy. Rzeczywiście, strasznie się zmieniła.
Wstała i ruszyła ku drzwiom.
Ruszyła dumnie i werwą, niczym Jan III Sobieski na Turka.
A potem niczym Czarniecki „rzuciła” się przez morze.
Chód również jej się zmienił. Poruszała się ostrożnie, cicho niemal jak elf i z gracją.
Bo wcześniej tupała głośno, stawiając kroki jak dres z przerostem prostaty.

Twarz nabrała ostrzejszych rysów, zniknęła dziecięca pulchność.
Maisha pociągnęła nosem, wzdrygając się. Woni rozkładu i pleśni, której nie dało się wywietrzyć, drażniła tych, którzy mieli wrażliwsze zmysły powonienia.
Och jej. Wrażliwa księżniczka się znalazła. Prosto z chłopskiej chaty, podrzucona obcym ludziom przez niewydarzoną elfkę. Pewnie jeszcze na ziarnku grochu każą jej spać, biedaczce.

Trzymając w rękach list wyszła z sali. Szła ciemnymi korytarzami, mijając się z nielicznymi ludźmi. Byli to najczęściej modlący się mnisi, który klasztoru nie opuścili, mimo licznych napadów włóczęgów, rozbójników, lub zagniewanych poganinów.
Poganini mieli okrutny żal do świata jako takiego. Zła deklinacja boli przez całe życie.

Dziewczyna gestem ręki przywołała młodego chłopaka. Dala mu list bez słowa, on cicho odszedł wraz z nim.
O, następna naznaczona palcem Bożym, że nawet nie musi nic mówić, a ludzie i tak wiedzą, co mają zrobić? Mam nadzieję, że napisała chociaż adres na kopercie, bo inaczej ten biedny posłaniec będzie mieć niezłą zagwozdkę.

Maisha podeszła do okna. Wiedziała, że pisanie do swoich przybranych rodziców, nie jest bezpiecznie, gdyż nie wiedziała, po której są stronie, jednak sentyment zwyciężył.
To, że mieszkali w warowni, a jej ojciec był wojskowym, nie było żadną wskazówką co do tego, po której mogą stać stronie.

Wiedziała też, że określanie swojego położenia jest zabronione, jednak w Caridianie jest wiele opuszczonych klasztorów, więc jeśli ją wydadzą- Maisha na samą myśl, że rodzina mogłaby ją wydać, wzdrygnęła się się- będą szukać dość długo.
Yeah. Nie no, pocieszająca perspektywa – znajdą ich nieco później...
A poza tym, chyba nie po to zostawała Mary Sue, żeby się przejmować jakimiś tam zakazami.

Najtrudniej było ukryć smoki. Gady te rosną bardzo wolno, lecz efektywnie.
Lol. Coś jak mój kot – jeśli zapewni mu się stały dostęp do michy, zacznie rosnąć baaardzo efektywnie. Wszerz.^^

Po wielu sporach smoki ukryto w górach. Siedem dorosłych, dwoje „młodzieniaszków” i trzy młodziutkie smoki, pod osłoną nocy, przemknęły się do bezpiecznych gór.
Do Zakonu, dołączyło dość wielu smoczo-ludzkich par,
Tolerancja tolerancją, ale to mi śmierdzi zoofilią. :>
lecz zbyt mało by wygrać wojnę.
-Dość wielu? Spytała po raz kolejny siebie. Biorąc pod uwagę, że smoki coraz rzadziej wybierają sobie ludzi, przez co najczęściej giną z rąk nas samych. Zostało nas niewielu a walczymy między sobą.
Eee... co? Kogo zostało coraz mniej? Ludzi? To chyba nie problem, co?

Maisha potrząsnęła głowa. Długie przebywanie w klasztorze, w towarzystwie wiecznie modlących się braci, nie wpłynęło na dobrze.
Dobrze wciąż miało się dobrze, chwalić bora.
Mnisi cały czas pościli, a do tego nie odżywiali się mięsem. Od czasu, do czasu, jakiś smok przyniósł martwą zwierzynę, jednak i to nieczęsto się zdarzało.
Czyli cały ten zakon żywił się padliną. Yeah. To zakrawa na jakiś autosabotaż.
Nie pozostaje więc nic innego, tylko zacząć pożywiać się mnichami.

Dziewczyna patrzyła za oddalającym się koniem. Czy otrzyma odpowiedź? I jaka ona będzie?
Odpowiedzą jej, a jakże. Ogniem i mieczem. I głową posłańca nadzianą na pal.

***
- Każ przeszukać wszystkie klasztory w kraju. Wszystkie!
- Panie…
- Tak?!
- Przyrzekliśmy mnichom, nietykalność. Nie możemy wchodzić do świętych dla nich budynków. – Żołnierz z wysoką rangą, po raz pierwszy podważał rozkaz swojego chlebodawcy.
Ale szło mu całkiem nieźle – wysoka ranga wybornie sprawdzała się w roli dźwigni, zaś niekompetentny narrator robił za nieruchomy punkt podparcia.

W ciemności błysnęły zimne, szare oczy.
Czemu czarne charaktery zawsze mają lasery w oczach?
Oczy błyskające w ciemności kojarzą mi się tylko z murzynem przewracającym oczami tak, że widać białka... ale nie, w opkach standardem jest to, że w ciemnym pokoju jedyną rzeczą odbijającą światło są ślepia Tego Złego.
– Dzisiaj łamiemy przysięgi. Wszystkie klasztory i wszystkie przysięgi!
- „Łamiemy klasztory”...? - Żołnierz był wyraźnie skonfundowany. - Jesteś pewien, panie, że tak to miało być?

W pogrążonej ciemnością komnacie, rozległ się szaleńczy śmiech.
Przerywany z rzadka demonicznym pochrząkiwaniem.„MWAHAHAHAHAHA! Um... or something.”*
*Szprota to rzekła. ;)
Oczy jednak pozostały nieruchome, niczym dwa sople lodu.
A co, miały zacząć miotać się po pokoju jak świetliki koksem pasione?Były podłużne, spiczaste i czasem kapała z nich woda?

- A posłaniec, Panie?
- Zabić.
Patrzcie, sejmy, patrzcie, rządy – TAK SIĘ ZRYWA KONKORDAT!!!

***


Chciałbym Was przeprosić za kosmicznie długą przerwę. Chciałam uciec od przeszłości, i jakoś uwzięłam się na tego bloga.
Dlatego zmieniłam płeć.
Raz chciałam go skasować, raz napisać nową notkę, porzuciłam, zapomniałam o nim… Jednak nie tak ucieka się od przeszłości.
Nie sądzicie, że jeśli ktoś utożsamia całą swoją przeszłość z blogaskiem, to jest to strasznie smutne?

V- Skryty w ciemności
Chłodny wieczór późnego lata, jakich wiele. Ciemny las skrywający wielką tajemnice. I jeździec zmierzający w głąb ponurej gęstwiny. Czy ma pokojowe zamiary? Czy też chce nas zgubić?
Jeśli siedzicie mu na ogonie - pewnie to drugie.„Nas”? A cóż mu biedny narrator zrobił?

Maisha również zauważyła jeźdźca. Z tej odległości nie mogła zbyt wiele wywnioskować, ale mogła stwierdzić, iż koń jest raczej marny, wątłej budowy i zniszczony podróżą.
Ktoś Was śledzi? Pierwsze, co zróbcie, to przeanalizujcie stan zdrowotny jego konia. =.=’
Boki miał tu i ówdzie powgniatane, sierść mu się łuszczyła; od czasu do czasu gubił śrubki i trybiki.A spod ogona wyciekała mu benzyna.
Jeździec natomiast był ubrany w czarny płaszcz podróżny- zużyty, lecz dobrej roboty.
Mnie się zawsze wydawało, że by ocenić jakość ubrania, trzeba je przynajmniej obejrzeć z bliska... Ale pewnie jeździec miał na plecach wielkie logo Dolce & Gabbana, a pęki metek powiewały za nim jak husarskie skrzydła.
U jego boku zwisał potężny miecz.
He. He. Hehehe...
Ciekawe, czy to reprezentacja czy... rekompensata. ^^
Miecz potężny w zwisie? Murzyn, czy jak?
Im bliżej był klasztoru tym bardziej hamował konia,
W rezultacie w odległości stu metrów od celu podróży koń zaczął się cofać.
który czując zapach stajni, przyśpieszał.
Taa. Ta „zniszczona podróżą” chabeta.Ja też czasem przyśpieszam mimo zmęczenia, jak czuję zbliżające się barłóg i koryto. To znaczy, jak już jestem blisko domu i wiem, że czeka na mnie obiad. ^^
Jeździec podniósł głowę, by się rozglądnąć i Maisha mogła przypatrzeć się jego twarzy.
Miał smagła cerę i raczej wąską twarz z ostro zarysowanymi kośćmi policzkowymi. Długi nos i ciemnoniebieskie oczy nadawały mu srogi wygląd. Dziewczyna zmarszczyła brwi. Nie znała go. Nauczyła się nie ufać ludziom, choć ich potrzebowała.
Innymi słowy, zwracała na nich uwagę, póki byli jej potrzebni, a potem mogli spadać na bambus. Jakie to... szlachetne.

Mężczyzna zatrzymał się a parobek natychmiast do niego podbiegł by przytrzymać i zabrać konia. Gdy zszedł, rozglądnął się trochę niepewnie, lecz szedł dalej.
Dość żwawy jak na trupa.
Swoją drogą, pierwszy raz widzę tak szybką przemianę w zombie.


Maisha zauważyła, ze Elya otworzyła mu bramę. Albo go znała i mu ufała, albo był to czysty przypadek.
Elfka znana była z tego, że co jakiś czas lubiła sobie otworzyć bramę. Taki miała tik nerwowy.Zważywszy, że zabrała swojego smoka z chronionego magią zamku, nie mając absolutnie żadnego dalszego planu – obstawiam to drugie.
Wszedł do środka i nic nie pozostało po przybyciu nowego gościa. Tak jej się przynajmniej wydawało.
No nie, koń przecież został, prawda? Chyba że już go zeżarli.Ale on sam sobie tak wszedł i też zniknął? Mało, że zombie, to jeszcze duch?

Przez następne szare dni, nic się nie działo. O tajemniczym gościu nic nie wiedziała, a elfki o nic nie pytała gdyż wiedziała, że gdy ona nie chce powiedzieć i tak nie powie. Najwyraźniej uznała, że to nie dotyczy Maishy… Albo, że informacje te są jej zbędne.
Yeah. Świetną mają organizację pracy w tym Zakonie... Takie zaufanie do siebie nawzajem...
Może elfka zataja przed nią pewne informacje, bo boi się o swoje przywództwo w organizacji oraz pozycję Pierwszej Mary Sójki w blogasku.


Maisha wciągnęła powietrze, przesiąknięte zapachem stęchlizny. Miała dość tego zapachu. Miała dość wszystkiego. Siedzenia tutaj i nic nie robienia, niemal głodowania.
Niemal – bo co jakiś czas dostawała swoją porcję padliny. Trudno powiedzieć, czy powinno jej to poprawić humor.
Żadnego Tru Lovera, żadnej szansy na nową bluzkę na naramkach... a mnisi na letki makijaż nie zezwalają. I nawet na śniadanie nie da się schodzić, bo nie ma śniadań. Wiecie, jaka to tragedia?
Spodziewała się, że będzie przeżywać jakieś przygody, lecz okazało się, że nikim niezwykłym nie jest- ku jej wielkiemu rozczarowaniu.
No cóż, skoro była tylko połówką duetu człowiek-smok, w dodatku tą mniej ważną połówką...
Turum tuum-tuum! Ludzie, patrzajta – okazja jedyna w swoim rodzaju – Mary Sue z zajebistości obnażona!
Nadchodziła wojna, a oni kryli się po klasztorach. Była coraz bliżej, nieustannie przypominając o sobie, zagrożonym. Starcie dwóch potęg było nieuniknione. A ona siedziała tutaj i nic nie robiła!
A powinni przecież, w swej oszałamiającej ilości kilkudziesięciu chłopa, stanąć w otwartym polu i wyzwać obie zwaśnione strony na śmiertelny bój w kisielu.
Aż wzdrygnęła się ze złości.
Wyciągnęła miecz i machnęła. Świst przeszył powietrze.
Za to klinga nie – miecz ten bowiem raził li i jedynie świstem. W zasadzie był tylko bardzo płaską fujarką.
Żeby tam fujarką. To wuwuzela była. Tylko powiedzieli jej, że to miecz.
Spojrzała na połyskującą klingę i zaczęła wypróbowywać wszystkie pchnięcia, triki i inne rzeczy, które znała.
Inne rzeczy? A co jeszcze można robić z mieczem? Próbowała go sobie wepchnąć tu i ówdzie, czy co?
Swoją drogą... triki? Usiłowała zniknąć go w cylindrze magika?

Nie zauważyła, że ktoś jej się przygląda. Dopiero po jakimś czasie kontem oka,
Nowa akcja Banku PKO – każdy Twój narząd może mieć konto, jeśli za niego poświadczysz! Pańskie oko konto tuczy – załóż mu konto oszczędnościowe i zarabiaj pieniądze!
spostrzegła stojącego w korytarzu mężczyznę, leniwie opierającego się o ścianę. Ze złością włożyła miecz do pochwy. Pamiętała, że powinna zachowywać się odpowiednio, ale… Była zła.
- Jestem Maisha.- Powiedziała nie ukrywając poirytowanego tonu
-Wiem.- Odpowiedział mężczyzna.
Ale mógłbyś się przedstawić przemknęło przez myśl dziewczyny. Uśmiechnęła się nieznacznie. Mężczyzna jakby to zauważając i jakby wiedząc, o co jej chodzi, warknął-
-Tiernan.
Taa. I morale, jak widzę, również jest oszałamiające, skoro spiskowcy tylko warczą na siebie. Zdaje się, że cały ten Zakon jest wręcz skazany na sukces.

-Nie wiedziałam- Nie mogła się powstrzymać. Złość wyparowała z niej, jak kałuża w słoneczny dzień.
Ciąg myślowy złości i kałuży sugeruje jedynie, że dziewczyna posikała się ze zdenerwowania... >.>Nie wiedziała? Wstyd. Ja zawsze wiem, jak się nazywają ludzie, których spotykam pierwszy raz w życiu.
Przez twarz Tiernana przemknął grymas wściekłości, ale nie dał się sprowokować.
Jeżu. Wściekłości czym spowodowanej? Tym, że sam się nie przedstawił jak człowiek cywilizowany?
Niniejszym diagnozuję u obojga ostre niedopchnięcie.
Zaraz ją pewnie spyta, czy ma jakiś problem.
- Dobrze walczysz.
Taa. Jeśli kiedykolwiek zaatakuje ją powietrze, będzie przygotowana.Mnie raz zaatakowało powietrze! Serio! Jak się ziewnięciem zakrztusiłam.

Tego Maisha się nie spodziewała. Czekała raczej na atak i ostrą wymianę zdań, a tu proszę.
Ekhem, oni tam zatem non stop się ze sobą żrą? Bardzo... pobożny musi być ten zakon. I pokojowy, nieprawdaż.

Przybysz zmienił temat i w dodatku jej pochlebia. Dziewczynie zrobiło się głupio, ale nie zamierzała przyznać się do winy.
Jeżu borski, jakiej winy?! Ja wiem, że codzienne towarzystwo mnichów może zryć psychikę, ale żeby miała każdemu nowemu spowiadać się, że zgrzeszyła w myśli? O.O

- Dziękuje. Ale znam ludzi, którzy umieją lepiej.- Powiedziała nadal zmieszana.
- O tak, nikt nie jest idealny- Dziewczyna odczuła to jako mała aluzje,.
Tak, to straszne, że nie jesteś idealna. Ubolewam nad tym wraz z Tobą.
- Ale wszystkiego można się nauczyć, prawda?
Maisha przytaknęła. Poczuła, że lubi tego mężczyzne.
No nie... Kilka miłych słów i już ją kupił? Chociaż... Gdybym ja żyła pośród rozmodlonych, poszczących braciszków, to kto wie, czy nie reagowałabym podobnie. :P

Tiernan natomiast wiedział, że ona zaczęła mu ufać.
Po jednym, dość marnym komplemencie? Mówiłam – niedopchnięcie.
I był z siebie bardzo zadowolony.
- Mogę cię poduczyć.
- Najpierw mnie pokonaj- Dziewczyna roześmiała się i wyciągnęła miecz w jego stronę.
-Jak w sobie życzysz- I on się roześmiał – Tylko na dworze, bo…
-To idziemy!
Jakie to słita$ne... Nieważne, że wciąż nie wie, kim właściwie jest nieznajomy i co tu robi.
A, pies ich trącał, kończymy z tym szaleństwem!