środa, 25 sierpnia 2010

Bajka o księżniczce brzęczącej na sianie i pewnym jeżu - cz. I

Witajcie!
Na początek ogłoszenie duszpasterskie:
Jak zapowiadałyśmy, powodowane troską o swe skołatane nerwy rezygnujemy z kontynuowania analizy o hogwarckich dominatoriach; jednocześnie z niekłamaną przyjemnością informujemy, że pozostała część blogaska zostanie rozdarta na strzępy przez sprzymierzonych Analizatorów z załogi Sierżant und Saper. Wszystkich Czytelników spragnionych nowej porcji niezwykle ciętych ripost panny Lestrange zapraszamy na adres http://www.sierzant-und-saper.blog.pl/ .
Wracając do spraw bieżących – w tym tygodniu wzięłyśmy na warsztat opko tak absurdalne, że przy czytaniu go mózg staje, a cycki opadają. Mamy tu królestwo elfów – komunistów, których podstawową formą aktywności jest rozrzucanie nawozu na polach oraz ujeżdżanie lwów i koni o jednej nóżce bardziej. Mamy księżniczkę, która ratuje cierpienie i jest jako ten cymbał (brzmiący), mamy dwór królewski, który zależnie od potrzeb staje się stajnią, drzewem bądź sercem lasu (z korytarzami)... Mamy też na końcu pewnego jeża. ;)
Dobrej zabawy!
Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka.
Blogasek dostępny tu: http://zycie-smoka.blog4u.pl/

Aleneya, to czarnowłosa, młoda elfka. Ma zielone, pełne wdzięku oczy.
Oczy wyjątkowo wdzięcznie pląsają po jej twarzy.
I kręcą piruety rzęsami.
Piękny głos i zgrabne ciało, tworzą z niej prawdziwą, rodowitą księżniczkę.
Rodowite księżniczki wszak jedna w drugą błyszczały urodą i olśniewały wdziękiem - wszystko dzięki wielu pokoleniom chowu wsobnego.
Ekhem, ja rozumiem, że pewne określone cechy służą przypisaniu np. psa do danej rasy, ale żeby jakość wydawanych dźwięków i ładna dupa robiły z kogoś RODOWITĄ księżniczkę? To byle piosenkareczka mogłaby nią być. A jakby się uprzeć, to nawet taki słowik też. Może nie ma ładnej dupy, ale jest cały ładny i fajnie śpiewa.
Jest bardzo delikatna, zawsze szczera i nigdy nie zdradza tajemnic jej powierzonej. Nie znosi cierpienia innych osób i stara je się w pewien sposób ratować,
„W pewien sposób”? Czyli jak, dobija je, by się nie męczyły?
E, ja to zrozumiałam tak, że ona ratuje cierpienie. Ale po co, to nie wiem.
czy dodać im wiary w siebie i chęć do życia.
Po spotkaniu z nią wszyscy cierpiący zaczynają śpiewać „Always look on the bright side of life” i pogwizdują.
Jest córką królowej, która rządzi w krainie błękitnej puszczy.
Skoro tak, dlaczego nie nosi tytułu królewny? Czyżby była owocem chwili zapomnienia królowej z jakimś przystojnym i chętnym księciem? ;)
Królowa, co się puszcza... Eee, mieszka w puszczy. ^^
Dzięki cudownemu głosowi, śpiewa tak, jak sama syrena.
Czyli ludzie zalepiają sobie uszy woskiem, byleby jej nie słyszeć?
Chyba że chodzi o syrenę alarmową.
Wszyscy z miłą chęcią słuchają jej śpiewy, nawet przy drzwiach do jej pokoju.
Dziewczyna ma więc bandę stalkerów pod drzwiami. Yeah.
„Śpiewa” to jakiś rodzaj służącej?
Zna prawie wszystkie języki, licząc te, którymi posługują się ludzie. Bardzo płynnie posługuję się elfickim,
Czyli językiem swojej rasy – zaiste, godne podziwu.
językiem krasnoludów, angielskim, polskim i włoskim.
Jako żywo, prawie wszystkie.
W innych się trochę zacina i jąka, ale inne elfy i tak jej zazdroszczą, że posiada tak wielką wiedzę.
Bowiem inne elfy nijakiego talentu do nauki nie mają i tylko słuchają ją z nabożnym podziwem, leniwie drapiąc się po zadkach.
Znajomość trzech języków (jej ojczystego nie liczę) pretenduje ją do miana elfiej intelektualistki?
To chyba nie elfy, to gobliny...
Poza tym pierwsze słyszę, by niedostateczna znajomość języka powodowała wadę wymowy.
Z wielką zręcznościa włada mieczem,
Tak, nie śmiem wątpić w to, że bohaterka wykazuje się wielkim talentem w każdej dostępnej dziedzinie. Inaczej musiałaby przecież posiadać jakieś wady, a to z miejsca skreślałoby ją jako lepsze alter ego Ałtorki.
który dostała jak była jeszcze dzieckiem.
Matka miała nadzieję, że bękarciątko pochlasta się w kołysce i problem rozwiąże się sam.
Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze...
Potrafi także używać magii.
A oprócz tego wybornie laskę robi, krawat wiąże i usuwa ciążę, stanowiąc idealny przykład Bohaterki z Wodotryskiem, znanej też jako Mary Sue.

Prolog

Błękitną puszczę spowijał jeszcze mrok. Elfy, jak zawszę, już wstały i poszły pielęgnować swoje rośliny, lub karmić swoje wierzchowce.
Całe dnie upływały im na pieleniu grządek, zdejmowaniu stonki z ziemniaków i rozsypywaniu na polach gnoju uprzednio wyniesionego ze stajni. Po całym dniu harówki, upaprane nawozem aż po spiczaste uszy elfy zgodnie uznawały, że w tym blogasku dopiero mają przesrane.
Cóż, według Ałtorki pielęgnacja roślin polega pewnie na nabożnym pochylaniu się nad nimi ze srebrną konewką, z której tryskają strumienie krystalicznej wody, migocząc perliście kropelkami na tle wschodzącego słońca.
Khem. A konie elfów przecież kup nie sadzą, no co Ty.
Jeździły na szlachetnych i pięknych koniach.
Rumaki miały rodowody i imiona dłuższe, niż oni sami.
Nazywały je Shafer.
A czemu nie po prostu „koń”? Po grzyba wymyślać cudaczną, niewymawialną i nic nie znaczącą nazwę?Bo „koń” jaki jest, każdy widzi. A tamte ich były iiiiiinneee...
Lepsiejsze.
Były najczęściej białe lub czarne, lecz na pewno bardzo wysokie (dosiadało się je z drabiny) i szybkie.
A zazwyczaj miały też po jednej nóżce bardziej – a już najbardziej na brzuchu.
A konie tych koni też były „bardziej”?
Cóż, domyślam się, że tego akurat żaden elf na sobie nie sprawdzał... ;)
Chyba że baardzo dyskretnie.
Jeździły też wielkich i białych lwach, o nazwie Etraeg.
Słowo „lew” najwyraźniej było nie dość zajebiste.
Elf na lwie (który zazwyczaj porusza się dość ospale) wygląda dość kuriozalnie, jednakowoż.
Były one szybkie, zwinne i bardzo ciche. Ciężko go było oswoić (Serio? No popatrz, a ja myślałam, że lew to tylko taki bardziej włochaty Mruczek!), lecz gdy to się udało, były wymarzonymi wierzchowcami.
Jeśli jeźdźcowi odpowiada to, że w biegu ciągnie nogami po ziemi, a jego wierzchowiec od czasu do czasu zatrzymuje się, by powąchać jakąś fajną trawkę albo zaznaczyć najbliższe drzewo, to czemu nie...
Lwy NIE są zwinne i szybkie. Nawet lwice potrafią rozwinąć dużą prędkość tylko na bardzo krótkim odcinku. Jeśli te takie są – pardon, nie są lwami.
No bo właśnie nie są lwami, tylko „Etraeg”. Absurdalnie proste. ^^
Był to wymierający gatunek, więc elfy chroniły je przed ludźmi czy krasnoludami. Bardzo je ceniły. Były łagodne, godne zaufania i zabawne.
No, jak to koty mają w zwyczaju. A jak komuś w zabawie urwały rączkę czy nóżkę, to już był ubaw po pachy.
Może TE elfy są jakoś spokrewnione z elfami Pratchetta? Tamtym by odpowiadały takie rozrywki.
Jeszcze nie znalazł się ktoś, kto by nie miał do nich zaufania.
Wieki spędzone na przerzucaniu nawozu ze stajni na pola ze szczętem wypleniły w elfach instynkt samozachowawczy.
Starożytni chrześcijanie właśnie mruknęli zza grobu zbiorowo: „Are you fucking kidding me?”
Były cenniejsze od koni.
Bo konia nie można po śmierci przerobić na futrzaka przedkominkowego...
Przy królewskim drzewie, dało się słyszeć szepty elfów. Ciężko było je dosłyszeć, lecz brzmiały one „Już niedługo czeka nas zagłada, jak się jej nie pozbędziemy”.
I wszystkie elfy powtarzały to jedno zdanie? Może to jakaś mantra?
Rzeczywiście, baaardzo ciężko było je dosłyszeć...
Czyż by te szepty były na temat Aleneyi?
Ty mnie się pytasz? O.O Aha, rozumiem. Pytanie retoryczne. „Czyżby” piszemy łącznie.Nie, szepty dotyczyły czyżyka.
Jeżeli tak, to królowa nie będzie zadowolona. Elfice siedziały w domach.
Pozawijane w dziesięć burek, tak na wszelki wypadek. Powszechnie uważano, że widok niewiasty rozbudza w elfie występne żądze i odwodzi od miłej bogom pracy przy nawozie.
Ich dzieci, choć bardzo małe, pomagały im w gotowaniu i sprzątaniu.
Czasem tylko zdarzał się przykry wypadek, gdy któreś wpadło do kadzi z wrzątkiem czy miażdżyło sobie palce w żarnach, ale były to dopuszczalne straty.
*Wyobraża sobie małe elfiątko niosące w wielkich, ciężkich wiadrach wodę ze studni, podczas gdy mama elfica usiłuje upiec chleb, nie usyfiając sobie burki mąką*
Były bardzo uczynne. Nie chodziły do szkoły, bo jej nie znały.
Nie no, racja, do przewalania gnoju nie trzeba mieć magistra! :>
Szkoła? A kto by krowy pasał, ja się pytam?!
Uczyły się same w domu, a czasem nawet po 10 godzin.
Tak same z siebie się uczyły? Miały grubaśne książki o takich tytułach jak „1001 technik płodozmianu” czy „Kompendium gnojowicy” i wkuwały?
To było ich ulubionym zajęciem. Prawię nie miały czasu na zabawę, ale i tak nie była im potrzebna.
W sumie... niektóre japońskie dzieci też tak podobno mają. :P
Nie chciały się bawić. Wolały poczytać książkę, nauczyć się czegoś nowego, albo pojeździć na Shaferach lub Etraegach.
A gdy przy okazji jakiś etraeg czy inna swołocz zeżarła nieostrożnego dzieciaka, to nawet można było zaoszczędzić na karmie - i dla swołoczy, i dla dzieciaka (już na stałe). Same plusy.
Khem, jakbym miała całymi dniami uprawiać ogródek i czyścić stajnie, a potem jeszcze przez 10 godzin wkuwać bógwico, to chyba też bym potem nie miała ochoty na zabawę...
Były bardzo szczęśliwe swoim życiem i nie narzekały na nie.
Nie zapomnij wspomnieć, Ałtorko, że podówczas nastoletnie elfice nie sprzedawały wdzięków za parę nogawic, a słodycze nie powodowały tycia. Chyba jeszcze nie do końca łapię, jak cudowny jest ten Twój wymyślony świat.
W wolnym czasie, uczyły się opiekować roślinami, posługiwać mieczem, strzelać z łuku albo nauczyć się jakiś ważnych rzeczy, np. szycie ubrań.
Aha – skoro w wolnym czasie uczyły się zawodu i innych niezbędnych umiejętności, czego w takim razie uczyły się przez te dziesięć godzin nauki? O.O
Może „Jakich odżywek używać i jak czesać włosy, by powiewały malowniczo na wietrze” albo „1001 porad: Jak być elfem i nie wyglądać jak ciota?”
Dzieci elfów było mało, bo związki były bardzo nietrwałe. Taki związek rozpadał się najczęściej po kilku dniach, a jak trwał dłużej, to oznacza wielką miłość.
A co, z przygodnego seksu – bo po to przecież związywali się na kilka dni - dzieci nigdy nie było? Ok, teraz łapię – to rzeczywiście jest cudowny świat.
Może aŁtorka wierzy w mit, że „przez pierwszych dziesięć razy (z tą samą osobą, hehe) w ciążę się nie zachodzi”? No, że niby plemniki samca muszą najpierw przywyknąć do środowiska w nowej samicy? Bo nieśmiałe są, czy coś...
Dorosłe elfy, przychodziły często w serce miast, by oglądać pojedynki na miecze, lub zajmowali sobie czas treningami strzelania z łuku na placu.
Ci, dla których na jedynym w mieście placu zabrakło miejsca, umilali sobie czas wciskając przecinki w przypadkowe miejsca w zdaniach.Pozostałe elfy zadowalały się jelitem miasta lub nerką pobliskiej wioski.
Wspomnę jeszcze, że kobiety elfów, były tak samo zręczne, jak i sami mężczyźni.
Fantastycznie, że o tym mówisz – normą jest przecież to, że kobiety mają dwie lewe ręce i nawet do przyszycia guzika potrzebują męskiej pomocy.I nawet jeździły równie sprawnie co mężczyźni? Niezwykłe, niezwykłe...
Przewyższali ich swą urodą i uczynnością.
Mężczyźni piękniejsi od kobiet? To musi być jakiś Yaoiland. ^^
...albo Niemcy.
Wszyscy byli świetnymi pisarzami lub poetami.
Układali sążniste eposy o pracy na roli, wielotomowe traktaty filozoficzne na temat tego, czy gnojowica jest źródłem czy formą istnienia, a w wolnych chwilach tworzyli frywolne fraszki o koniach.Wszyscy bez wyjątku? A malarstwo, rzeźbiarstwo, taniec, śpiew... to co? Już nie są takie TRU? :(
Swoją drogą, ciekawe, co robili, jak im się taki bojler popsuł. Bo nie wierzę, że hydraulikę też mieli obcykaną.
Wtedy układali treny na cześć gorących kąpieli i pisali horrory o moczeniu dupy w zimnej wodzie.
To pisma pochodzące z rodu elfów, znają wszyscy.
To elfy rodziły te pisma? Cóż... „poronione dzieło” nabiera w tym kontekście zupełnie nowego znaczenia.:D
Niekiedy odbywały się pojedynki magów, które elfy z wielką chęcią oglądały. I tak toczyły się dnie za dniem, aż kiedyś...
-Królowo! Królowo, gdzie jesteś!- Krzyczał zdyszany doradca królowej.
Z przyzwyczajenia drąc się na królewskim dworze tak samo, jak na zagonie kapusty.Skąd wiesz, może u nich to na jedno wychodzi.

-Ciszej Ewarnie. Znowu obudzisz mi córkę.- Upomniała go królowa.
-Przepraszam, najjaśniejsza pani, ale odkryłem straszną prawdę.- Zaczął niepewnie.
-Jaką?- Spytała królowa z zaniepokojeniem.
- Ta stonka... - Ewarnowi trudno było ubrać w słowa ogrom zdrady, jaka ich spotkała. - Tę stonkę zrzucili na nas krasnoludzcy imperialiści, wasza wysokość.

-Trzeba wygnać pańską córkę...-Przerwał, bo królowa przeszyła go lodowatym spojrzeniem
Też bym przeszyła lodowatym spojrzeniem, gdyby mi ktoś próbował imputować penisa.Królowa jest androgyniczna? :D
I może puszczać się na obie strony z równym powodzeniem.
-Chodzi o to, że księżniczka zrobiła coś, co może nas wszystkich zabić...
Wyszła z domu bez nikabu?

-Jak to...-Powiedziała z niedowierzaniem pani.
-Podobno, ona trzyma piekielne stworzenie, które może zniszczyć rasę elfów, a inni też słyszeli jej rozmowę z krasnoludem, a przypominać nie muszę, że za rozmowę z krasnoludami czy ludźmi, jesteśmy zgubieni?
Bo to kapitaliści, wasza wysokość, i zaplute karły reakcji.Khem, ale że tak zwyczajnie elf utnie sobie pogawędkę z jakimś krasnoludem i... PUFF!?
No – i jest zgubiony. To znaczy, że ktoś go tam zostawił i teraz nie wie, jak go znaleźć. Straszna klątwa...
To stworzenie, podobno dostarczyli jej ludzie, poprzez krasnoludów, a to znaczy, że weszła z nimi w jakiś układ.
Ha! Układy interesów, koalicje wiadomych sił... Znamy to, znamy.I trzyma to śmiercionośne zwierzątko... pod łóżkiem, jak mniemam, skoro mamcia się nie zorientowała?

-To nie może być prawda...- Królowej nogi odmówiły władzy, więc opadła na tron.
Nogi ściągnęły jej z głowy koronę i zabrały berło. Kronikarze zgodnie orzekli, że był to najdziwniejszy zamach stanu w długiej elfiej historii.Zapomniałaś wspomnieć o brutalnym zajęciu tronu przez królewską Dupę.

-Niestety, to jest cała prawda.-Zapewniał doradca, który wiedział, że jak wygna księżniczkę, królowa będzie łatwym celem do zabicia, a gdy ona polegnie, on obejmie władzę w królestwie.
Nie ma to jak wyjawienie szczwanej intrygi Tego Złego w jednym zdaniu. Znacznie zwiększa to dramatyzm akcji i w ogóle.A ta księżniczka to, khem, jakimś ochroniarzem mamusi jednocześnie była, czy jak?

-To co ja mogę zrobić?- Królowa nadal była w szoku.
Iście królewskie zachowanie, pragnę zauważyć.Cóż, uprawa kapusty nie nastręcza zazwyczaj zbytnich problemów egzystencjalnych, co się dziwisz.

-Proponuję tylko wygnanie i to wieczne...- Powiedział z szyderczym uśmiechem Ewarn, lecz królowa tego nie mogła zobaczyć, gdyż nadal była „nieprzytomna”.
Jak można być „nieprzytomnym”? Może po prostu była martwa?Albo MARTFA, jak Esme Weatherwax.

-Ech...Więc wygnać moją córkę i pożegnać ją ode mnie. Przekazać jej też ten list.- Powiedziała do straży królowa.
Aaale... jak to? To ona nawet nie upewniła się, że to prawda? Nie porozmawiała z córką? Nie zarządziła procesu? A list miała już zawczasu przygotowany, na wszelki wypadek, gdyby trzeba ją było wygnać?
Chyba miałam nosa z tym bękartem.
Kalevatar, ale PO CO? Przecież to by było LOGICZNE! A Ty czytasz OPKO! Mówi Ci to coś? ;>

Doradca, widząc zamykane drzwi, podszedł do królowej. Poczekał kilkanaście minut z tyłu tronu, (po co?) po czym wyciągnął miecz. Królowa wydała przerażający pisk (on ją dźgnął, czy nadepnął? o.O), który ucichł po chwili (i którego wszyscy bardzo starannie nie usłyszeli). A doradca powiedział:
-Krew została przelana, a nowe czasy nastaną!
Układał sobie to zdanie przez wiele bezsennych nocy; wciąż jednak nie słyszał w nim dostatecznego dramatyzmu, więc dla dopełnienia efektu...Po czym zaśmiał się, tak straszliwie, że nawet gołębie uciekły....
I dorzucił jeszcze gratisową kropkę do wielokropka, by spotęgować nastrój. Dopiero wtedy poczuł się spełniony.Ahem, ja tu widzę dwie możliwości: albo on ma tak donośny rechot, że się kilometrami niesie, albo królowa ma (iście królewskie) gołębie w Sali tronowej, które jej (iście po królewsku) obsrywały tron i posadzkę.
Sądząc po agrarnym charakterze tej cywilizacji, obstawiam tę drugą wersję.
Aleneya, tym razem dała się nabrać, lecz wy, nie popełnijcie już tego błędu...
Koparka, nabrawszy Aleneyę, terkocząc wesoło pojechała w dal. Uważajcie na koparki, Drodzy Czytelnicy.

1 rozdział

Aleneya siedziała w pokoju. Czytała księgę mitów o smokach.
Ale mitów w sensie „legend”, czy mitów w sensie „co tam ostatnio w Fakcie napisali”?

Bardzo lubiła tę lekturę. Czytała ją kilkanaście razy, lecz nigdy jej się nie znudziła. Miała właśnie kończyć, gdyż została jej ostatnia strona, lecz przeszkodziło jej pukanie do drzwi. Elfka się zdziwiła, bo matka nigdy zwykłym elfom nie pozwala się spotykać z księżniczką.
Zatem dedukcja prowadzi nas do wniosku, że u drzwi stoi elf ekstraordynaryjny.
Eee... to elfy wysokiego rodu wchodziły do jej pokoju bez pukania?
Swoją drogą, „wchodzenie bez pukania" to oksymoron, co nie? ^^
Pigmejko, zaaplikuj swoim skojarzeniom kubeł zimnej wody, dobrze? ^^”
Odłożyła więc książkę i z pełną gracją podeszła do drzwi.
Zadbała zwłaszcza o wdzięcznie pląsające oczy.
Pamiętała też o piruetach i dygnięciach. Inaczej rytuał otwarcia drzwi nie byłby się dopełnił.
Gdy je otworzyła, żołnierze wbiegli do pokoju, przewracając delikatną elfkę na ziemię.
Była tak drobna, że nie zauważyli jej i stratowali?Na scenę gwałtu na dziewicy przez żołdaków nie mam co liczyć, prawda? :(
Ona zaś jęknęła z bólu i podniosła się dysząc ciężko.
- Co was tu sprowadza, i dlaczego niszczycie mój pokój. Wiecie, że królowa nie będzie z tego zadowolona.- Powiedziała oszołomionym głosem, gdy zobaczyła jak para elfów demoluje jej pokój.
Co za swołocz oni tam wpuścili? Choć chyba i tak starali się zrobić dobre wrażenie – w końcu zapukali. ^^
Odnoszę wrażenie, że Ałtorka naoglądała się za dużo amerykańskich filmów i jest przekonana, że każde aresztowanie musi przebiegać maksymalnie gwałtownie i przy akompaniamencie wrzasków „Gleba, kurrrwa!!!”.

Strażnicy spojrzeli po sobie, poczym chwycili elfkę za ręce, popychając ją. Nie wyjaśniając o co chodzi, wyszli po za siedzibę królewską i tam wypchali na ziemię.
Czyli... przewrócili, tak?Ja bym jednak prosiła, by mi ktoś wyjaśnił, o co chodzi.
Aleneya spadła z głuchym odgłosem.
Była wszak jako ten cymbał... brzmiący.
Co ona, jakieś skarby po drodze do kieszeni zajumała, że aż głuche odgłosy wydaje przy upadku?
Wszyscy mieszczanie zaczęli coś do siebie mówić,
Jak na komendę. Zbiorowa świadomość zobowiązuje.Za to wieśniacy i szlachta milczeli jak zaklęci.
poczym podeszli do klęczącej już elfki. Małe dzieci, zaczęły ją sypać piaskiem a starsi bić, kopać lub wyzywać.
Taa. I tyle na temat społeczeństwa pięknych, światłych, dobrych i uczynnych elfów, gdzie nawet dzieci są tak zajebiście idealne, że wolą uczyć się niż bawić.
Jednak większość i tak się śmiała. Trwało to dobre pięć minut, a trwało by dłużej, gdyby ktoś nie podbiegł do tłumu i nie po odganiał mieszkańców miasta.
A wściekły motłoch grzecznie posłuchał i odmotłoszył się, tak?
Jeśli odganiał za pomocą TEGO, to czemu nie?
Aleneya leżała już na ziemi i ciężko oddychała. Owy (ów!!!) elf klęk (a potem stęk! I pęk!) przy niej, po czym począł wymawiać niezrozumiałe słowa.
Instrukcję obsługi cepa po rumuńsku?
Dziewczyna, po chwili otworzyła oczy i spytała:
- Czemu...czemu... Co się stało...- Spytała.
- Księżniczko, musisz uciekać. Doradca królowej szykuje coś strasznego. Namówił twą matkę, by cię wygnała.- Odpowiedział jej smutnym głosem.
Skoro dziewczę zostało wygnane, to chyba nie ma przed czym uciekać, prawda? W końcu nie wyjęli jej spod prawa i nie nałożyli nagrody na jej głowę czy coś.
Zawsze może być to wygnanie z późniejszym dobiciem. Tak dla pewności.

Elfka złapała się ręką za czoło, po czym poczęła się rozglądać na wszystkie strony. Znalazła list. Powoli go podniosła i otworzyła. Jego treść była nastepująca:
Aleneyo, kocham cię, jak nikogo dotąd.
Musisz jednak sama zadbać teraz o siebię.
Wiedz, że tego nie chcę, ale muszę się z tobą pożegnać.
Te wszystkie nauki, powinny ci się przydać.
Kochająca matka

Doskonale pozbawione konkretów. Mówiłam, że miała to zawczasu przygotowane i tylko czekała na okazję. ^^

-Aleneyo, nie ma czasu, wstawaj!- Podniósł ją i pobiegł do swojej stajni- To mój najwierniejszy koń. Nazywa się Srebrna Gwiazda i jest szybki jak błyskawica. Wsiadaj na niego i uciekaj!
-Dziękuje bardzo... Tylko nie mogę teraz uciec. Muszę znaleźć swój miecz. Został w moim pokoju.
Tia, i co jeszcze? Może pamiętniczek i waniliowy błyszczyk? Oni Cię WYRZUCILI, jakbyś nie zauważyła. Ta sytuacja zazwyczaj nie zawiera opcji „mogę wrócić i uciec im, kiedy zechcę”.
W opkach zawiera, niestety.

- Nie ma czasu! Dam ci swój!- Niecierpliwił się coraz bardziej tajemniczy elf.
-Nie czyń tego. Mógłbyś mi dać wszystkie miecze które istnieją, lecz ja i tak muszę mieć swój. On jest wyjątkowy...
Ma głowicę z kości słoniowej na kształt Helo Kitty rzezaną.
- Już chciała popędzić konia.
- Poczekaj!- Przeszkodził jej elf- Niech chociaż zapadnie noc.
A może byś się tak, chłopie, zdecydował?

Elfka spojrzała na niego ze zdziwieniem, lecz go posłuchała. Zsiadła z konia i usiadła na stogu siana.
Przypominam, że znajdują się przed „siedzibą królewską”. Mam z tego wnioskować, że siedziba była stodołą?Na dodatek jakiś czas temu otaczali ich mieszczanie. Khem, a może siedziba królewska jest jakoś połączona ze stajniami? W razie jakby królowa zatęskniła za koniem... To znaczy, za jazdą konną.
Co ja mówiłam o skojarzeniach?Oj tam oj tam... ^^

-Może panienka wejdzie do mnie?- Spytał z troskliwością elf.
-Nie trzeba... Poczekam tu.- Odpowiedziała ze smutkiem elfka.
Wyraźnie czuła się tu jak w domu.
Ten swojski aromat łajna i światło słońca odbijające się w skrzydełkach much końskich...

Położyła się na sianie i zaczęła rozmyślać. Rozmyślała bardzo długo, do czasu, gdy zerknęła w okno.
Okno. W stogu siana.
*ultimate facepalm of doom*
Okno, które na dodatek automatycznie hamuje procesy myślowe.
Zapadał zmrok. Wstała więc. Odwiązała konia, osiodłała go i poczęła wyjeżdżać ze stajni.
Trzy dni później...Poczęła?! Ale że tak... z tym koniem?!
Niespokojna obserwowała czujnie okolice. Na szczęście nikogo nie było, kto by mógł jej zagrozić.
To normalne, że po zmierzchu ulice stolicy wyludniają (wyelfiają?) się zupełnie.
Przemknęła się więc po cichu na tyły miasta, tam, gdzie stał jej były dom.
Pałac królewski dla niepoznaki upchnięto w ciasnym zaułku pomiędzy garbarnią a farbiarnią.Przemknęła po cichu. Jadąc konno. Rozumiem zatem, że ulice stolicy bruku nie zaznały, a li i tylko błotem były pokryte? Hehe, jakie to... bliskie natury. :D
Konia pozostawiła przy oknie na korytarzu, blisko serca lasu.
Ona z tym koniem do środka wlazła? No i skąd tam nagle serce lasu?*miota się przez chwilę zagubiona pomiędzy pałacem, miastem z mieszczanami, sianem a lasem, po czym zrezygnowana staje gdzieś pośrodku i czeka, aż to nabierze sensu*
Wspięła się na drzewo.
Chyba bonsai.
Czemu nie ogarniam, co się tu, u licha, dzieje? T.T
Dobrze rozumiem? Bohaterka jest na drzewie, które jest blisko serca lasu, który ma korytarze i który z kolei znajduje się na tyłach jakiegoś miasta, w którym wszędzie leży siano, tak? Pominęłam coś?
Gdy księżyc się pokazał, wskoczyła przez otwarte okno do pomieszczenia.
Aaa... To ona się włamuje do tego domu, tak?Okno w drzewie? To się dziupla nazywa. Może ona jest dzięciołem?
Podniosła się z kucek, i szła skradając się. Doszła do swojego pokoju. Z kieszeni wyciągnęła igłę, i zaczęła szperać w zamku. Kluczy nie miała, bo straże jej zabrały. „Szczęk!” odezwał się zamek.
„Trollface”, odezwał się przyczajony w mroku strażnik.
„Dżisaskurwajapierdolę, gadające zamki!”, odezwała się kulturalnie Pigmejka.
Poszerzyła wejście do pokoju.
Ej, ona musi akurat w tej chwili urządzać sobie remont pokoju? No, ninja to ona nie będzie...
Oj tam, dla dzięcioła wykucie większej dziupli to kwestia chwili przecież.
Lecz drzwi, w tej nieodpowiedniej chwili, musiały się wytrzeszczyć.
Wizjerem się wytrzeszczyły. Ze zgrozy.
„Akurat nie miały innego momentu...” Pomyślała elfka. Miała już wchodzić do pokoju... „Brzdęk...Brzdęk” Odezwała się podłoga.
A klamka wyglądała zupełnie jak łuk tryumfalny, dlatego bohaterka spędziła dobrą chwilę uśmiechając się do niej.
Zawsze uważała, że matka stanowczo przesadza zabraniając jej wciągać stuff nieznanego pochodzenia.
„Skrzypu skrzyp”, zawtórowały jej poszczególne klepki. „Kłap kłap” – szuflady nie chciały być gorsze.
Tak to pokój witał dawno nie widzianą panią.
Aleneya zamarła w bezruchu. Po chwili ujrzała ciemną postać. Zlękła się, bo widać było połyskiwanie zbroi w świetle księżyca.
„Błysk, błysk”, odezwała się zbroja.

-Oby mnie nie zauważył... Proszę...- Wyszeptała elfka.
Racja, lepiej, żeby usłyszał. =.=

Tajemnicza postać, poczęła podchodzić coraz bliżej.
Zawsze, gdy ałtoreczki piszą o kimś, kto „zaczyna podchodzić”, staje mi przed oczami postać Lancelota szturmującego Zamek na bagnach.Zaczęła podchodzić, ale nie podeszła, bo drogę zastąpiła jej szafa, robiąca „łup łup” drzwiczkami.
Dziewczynie coraz szybciej biło serce. To było z lęku.
Raczej z przedawkowania.
Nagle, jakaś sowa na parapecie źle postawiła nogę, a ten wydawał odgłos szczękania.
Szczękający parapet... BoCHaterko, na odwyk biegiem marsz!Przepraszam, jest tam coś, co nie SZCZĘKA? A może to po prostu zagubiona sztuczna szczęka dziadka taki hałas robiła?
Strażnik począł się cofać na schody. Elfka odetchnęła z ulgą. Weszła do pokoju i... Nie mogła własnym oczom uwierzyć. Jej pokuj stał się jakimś śmietnikiem!
No, i nawet miał w nazwie żenujący błąd ortograficzny!
Był kompletnie zdemolowany. Przerażona podeszła do łóżka i klęknęła. Sięgnęła po coś pod mebel. Wyciągał miecz i coś jeszcze.
Pewnie bałagan.
Kto wyciągał ten miecz? Mebel? O.o
Było owinięte kawałkiem materiału. Wzięła te rzeczy w ręce i miała już wychodzić, gdy ujrzała przy drzwiach czterech żołnierzy. Bez chwili wahania straże rzucili się na nią. Ona z zadziwiającą szybkością i zręcznością, wyciągnęła miecz i przeszyła swą pierwszą ofiarę. Reszta przerażonym wzrokiem spoglądała to na twarz elfki a to na swego martwego towarzysza.
Taa. Zawodowcy, bez dwóch zdań.
Zaraz jednak z wielką furią zaatakowali wszyscy naraz. Aleneya, jakoś uskakiwała przed śmiercionośnymi cięciami. Broniła się dzielnie. Ledwo dotarła do okna, to już przybiegł nowy król
To i koronację zdążyli prze te kilka godzin odfajkować? Zaiste, nie próżnują te elfy.
i więcej straży. Elfka widząc to, zamachnęła się mieczem jak najmocniej i najdalej.
I co zamierzała w ten sposób osiągnąć poza możliwością nadwyrężenia sobie ręki?
Może miała nadzieję uciąć nim za jednym razem trzy łby tatarskie?
Po tym wyskoczyła jak najszybciej przez okno, na drzewo, a z drzewa na Srebrną Gwiazdę. Koń, przerażony tym zdarzeniem, stanął na tylnych nogach, poczym popędził w głąb Błękitnej puszczy. Straże nie kontynuowały pościgu, gdyż wiedziały, że puszcza to niebezpieczne miejsce.
Nie to, żeby ta puszcza była ich terytorium, zatem powinna być im dość dobrze znana – a oni byli wyszkolonymi wojownikami z bronią. Niiiiieeee...
Aleneya, zdyszana, wyciągneła tajemniczy przedmiot przed siebie i odwinęła go. Wyglądał jak gładki kamień. Lecz sądząc, jak elfka chciała go mieć z powrotem, to nie mógł być zwykły kamień...
Ale czemu chciała go mieć z powrotem, skoro już go ma?
I dlatego ten kamień miałby cokolwiek sądzić?

2 rozdział

Aleneya pędziła między drzewami do serca puszczy.
Co sto metrów mijała schludną tabliczkę z napisem „Serce puszczy – 1500 m”.Po drodze mijając przełyk i płuca puszczy.
Obserwowała czujnie kamień, jakby miał zamienić się w wielkiego potwora.
Sądząc po tym, co zażyła, jest to całkiem prawdopodobne.
Wpatrywała się w niego uważnie, jakby cały świat przestał istnieć, tylko nie ten kamień.
Pierwsza zwieszająca się niżej nad drogą gałąź sprowadziła ją znów na ziemię. Dosłownie.
Nagle coś zaszeleściło w krzaku.
Ani chybi jeż.A potem krzak oznajmił dla niepoznaki: „Szelestu, szelestu”.
Elfka słysząc to, kamień schowała do torby i ponagliła konia. Rozglądała się na wszystkie strony. W jej oczach widać było strach i zaniepokojenie.
Taki jeż to nie przelewki. Zwinie się w kulkę i co wtedy? Po brzuszku nie poczochrasz.
Przepraszam, chyba udzieliła mi się faza boCHaterki.
Tak, bo szeleszczące krzaki W LESIE to coś zaiste niespotykanego. Na pewno pod każdym z nich czai się smok.
Już miała się powoli uspokajać, lecz w krzakach ponownie zaszeleściło.
Jeż!Bambi?
Elfka niemal że natychmiast odwróciła głowę w stronę dźwięku. Coś, co w nich było, wpatrywało się w Aleneye swymi czerwonymi, złowrogimi oczami.
No jeż jak byk, mówiłam!
Taki?

Łiiiii!!! Zrobiłaś mi jeża jak byka!!! *loffcia Pigmejkę bardzo*
Owy stwór szukał wyraźnie czegoś. Jego wzrok padł na torbę, z której wystawał czarny kamień. Elfka od razu zrozumiała o co mu chodzi.
O jabłuszko.
Smagnęła konia batem i popędziła w gęste zarośla. Stwór z czerwonymi oczami wylazł ze swej kryjówki.

... Na tym dziś kończymy - zaś co za stwór zaczaił się na bohaterkę pod krzaczkiem, dowiecie się za tydzień, Drodzy Czytelnicy!

29 komentarzy:

Szprota pisze...

‎"Nogi ściągnęły jej z głowy koronę i zabrały berło. Kronikarze zgodnie orzekli, że był to najdziwniejszy zamach stanu w długiej elfiej historii."

I jeszcze helołkicia rzezana i :
„Szczęk!” odezwał się zamek.
„Trollface”, odezwał się przyczajony w mroku strażnik.

„Dżisaskurwajapierdolę, gadające zamki!”, odezwała się kulturalnie Pigmejka.


Nagle coś zaszeleściło w krzaku.
Ani chybi jeż.
A potem krzak oznajmił dla niepoznaki: „Szelestu, szelestu”

Kwiiik i Lofloflof! ♥

Anonimowy pisze...

Opko straszne, ale analiza jak zwykle na poziomie :) Gratulacje, drogie panie!

Niosący się kilometrami rechot wywołał u mnie łzy radości i… ten… niosący się, może nie kilometrami, ale jednak niosący się rechot.

Głowica z kości słoniowej rzezana na kształt Hello Kitty XD Przepraszam, nie stać mnie na bardziej rozbudowany komentarz, ponieważ leżę twarzą na klawiaturze i kficzę radośnie.

Ultimate Facepalm of Doom to musi być jakaś tajemnicza wysokopoziomowa zdolność specjalna dostępna jedynie analizatorom, w każdym razie brzmi naprawdę groźnie^^

Przełyk i płuca puszczy – kolejne perełki, podobnie dokonany przez kończyny dolne zamach stanu.

Jeż jak byk dobił mnie ostatecznie XD *ómiera*
Cóż, biorąc pod uwagę, że to Mary Sue, spotkanie z jeżem musiałoby być straszną traumą, bo jeża, jak głosi Niania Ogg, się, khem kehm, nie da…

Pozdrawiam i życzę weny do drugiej części analizy.

Countess Dooku

Tinwerina.Miriel pisze...

Piękna analiza!
Okna w stogu siana mnie ómarły. I Hello Kitty, i gadające zamki. Ale najbeściejszy i tak jest byko-jeż. Pigmejko, zachwycam się jeżem. Tego na pewno przelecieć się nie da :D

JvZ o3O pisze...

Nosz, kórwasz! Zabiłyście mnie XDD
Piękny jeż, Pigmejko. Oczywiście komentarze jak zwykle trafne i bezbłędne. Jak patrzę na takie wyjekurwabiste boCHaterki to mi się cieplutko na serduszku robi, że nie jestem jedynym schizofrenikiem na tym ziemskim padole.
A, skoro już o tym mowa - boCHaterka żyje w jakiejś-nie-wiadomo-jakiej Błękitnej Puszczy, ale zna angielski, polski i włoski? To w jakim świecie to się właściwie dzieje?

Pozdro i z niecierpliwością czekam na tamtego jeża(Śliczny, serio) (;

SStefania pisze...

Świetna analiza, chyba spodobała mi się na razie najbardziej z Waszego dorobku. Choć nie znam jeszcze wszystkiego ;)
Pigmejce gratuluję prześlicznego jeża, Kalevatar dziękuję zwłaszcza za "Wtedy układali treny na cześć gorących kąpieli i pisali horrory o moczeniu dupy w zimnej wodzie."

Jeśli o orientację w tym terenie chodzi, to gdyby nie to 'serce puszczy' (a jej brzeg czy skraj), mogłabym spokojnie opisać miejsca akcji, z którymi Wy macie problemy. Nie, że się Was czepiam, po prostu jedna moja Mary Sue żyje w podobnym terenie (ale nie jest elfem), który mi się kiedyś przyśnił, tylko ci mieszczanie byliby trochę dalej, a nie pod samym pałacem, jak zresztą i las.

Naprawdę ostro czekam na przyszły tydzień, na więcej, bo to teraz bosko Wam wyszło.

Insomnia pisze...

"- Nie ma czasu! Dam ci swój!- Niecierpliwił się coraz bardziej tajemniczy elf."
W kontekście poprzedzającej to zdanie uwagi, byłam pewna, że chodzi o błyszczyk. Cóż za radosny kwik wydobył się w tym momencie z mojego gardła. No ale cóż... późno już, pomyłki się zdarzają ^_^

Analiza jest fenomenalna! Okna w stogu siana, czerwonooki jeż jak byk w sercu puszczy. Ciekawa jestem, co będzie mi się dzisiaj śniło.

Pozdrawiam

Sineira pisze...

"Tę stonkę zrzucili na nas krasnoludzcy imperialiści, wasza wysokość." - w tym momencie ryknęłam takim śmiechem, że koledzy poczuli się mocno zaniepokojeni. Chyba zaraz po mnie przyjadą pielęgniarze z miękkim wdziankiem;)
Borska analiza!

kura z biura pisze...

Jeż jak byk mnie dobił i dodeptał!

>Aleneya pędziła między drzewami do serca puszczy.
Co sto metrów mijała schludną tabliczkę z napisem „Serce puszczy – 1500 m”.
Po drodze mijając przełyk i płuca puszczy.

A może ona nie od tej strony pędziła, khę?

Gadające sprzęty i w ogóle... Ech, ukwikałam się jak rzadko. Opko zaiste przednie, a komentarze wymiatają.

Pigmejko, kubeł wody, pamiętaj!
(to wszystko nasza wina...)

Pigmejka pisze...

Cieszę się, że analiza i mój jeż jak byk przypadły Wam do gustu. Potwierdzam, jeż jest mądry i byle Marysi przelecieć się nie da. :D

@Kura - hiehie, chciałam już w analizie zauważyć, że drogi do serca mogą być różne, ale uznałam, że dość już tam było moich ohydnych skojarzeń. XD
No i widzisz, co mi zrobiłyście? Teraz muszę ciągle trzymać głowę w wiaderku z lodem.
I żeby tylko głowę... ^^'

Mroczna pisze...

Konia pozostawiła przy oknie na korytarzu, blisko serca lasu.
Ona z tym koniem do środka wlazła? No i skąd tam nagle serce lasu?
*miota się przez chwilę zagubiona pomiędzy pałacem, miastem z mieszczanami, sianem a lasem, po czym zrezygnowana staje gdzieś pośrodku i czeka, aż to nabierze sensu*


Boskie, ale zapomniałaś dodać, że zostawiła konia przy sercu lasu a potem do tego serca jechała. Wtf?

Kocham was obie,piękny jeż Pigmejko i kosiam twoje skojarzenia;]

Goma pisze...

Przy sercach lasu, korytarzach, drzewie i oknie poczułam się lekko zagubiona. Gadające zamki wywołały uśmiech, "błysk, błysk" szalony chichot, ale to "szelestu, szelestu" tak zupełnie znienacka... xD
Z jeża jak byka trzeba koniecznie zrobić tapetę na pulpit!
Pozdrawiam, wielbię - Goma.

Rzepicha von Mjensen pisze...

Kwiiiik! Umarła mnie ta historia ;D

A KOMENTARZEM ANALIZY zostaje zdecydowanie:

Starożytni chrześcijanie właśnie mruknęli zza grobu zbiorowo: „Are you fucking kidding me?”

Boskie! BOSKIE! Uwielbiam was i dobra robota :)

Anonimowy pisze...

Nie mogę *ociera łzy* Dawno się tak nie uśmiałam. Nie będę wymieniać poszczególnych fragmentów. Szczerze, to CAŁA analiza doprowadziła mnie niemal do smierci ze śmiechu. Jesteście wspaniałe!! Nie mogę się już doczekać kontynuacji!!
Pozdrawiam,

Chika

Psychobela pisze...

Udzieliła mi się faza boChaterki, to też nie skomentuję analizy należycie.

Jeż był epicki.

Anonimowy pisze...

Dziewczyny, proszę ja Was bardzo, zaktualizujcie archiwum, bo mi parę ostatnich analiz przepadło.*.*

Z góry dziękuję.

Kalevatar pisze...

Archiwum poprawione, powinno już być w porządku. Dzięki za zwrócenie uwagi.

Anonimowy pisze...

Dziękuję bardzo. Dziękuję i przepraszam, bo kto to widział, by upominać się o archiwum uprzednio nie pochwaliwszy swojego ulubionego duetu analizatorkiego. Dziewiczy, ta analiza była po prostu epicka. Onomatopeja mnie zabiła, a „łup łup” szafki przypomniało tańczącą zastawę i fokle przedmioty, wydawałoby się, nieożywione, z Pięknej i Bestii.
Dziękuję raz jeszcze i doczekać się już nie mogę drugiej części.

/Harlock

Anonimowy pisze...

Dziękuję bardzo. Dziękuję i przepraszam, bo kto to widział, by upominać się o archiwum uprzednio nie pochwaliwszy swojego ulubionego duetu analizatorkiego. Dziewiczy, ta analiza była po prostu epicka. Onomatopeja mnie zabiła, a „łup łup” szafki przypomniało tańczącą zastawę i fokle przedmioty, wydawałoby się, nieożywione, z Pięknej i Bestii.
Dziękuję raz jeszcze i doczekać się już nie mogę drugiej części.

/Harlock

Anonimowy pisze...

Witam! Jestem siostrą autorki bloga o Alicji i Kapeluszniku, który tak
niemiłosiernie "zanalizowałyście". Przyznaję, że opowiadanie
mojej siostry do bestsellerów zdecydowanie nie należy, jednak widzę,
że ogromną radość sprawiło Wam wyśmianie, poniżenie i obraza czyichś
wyobrażen i fantazji. Nie wzięłyście jednak pod uwagę, że opowiadanie
to pisała nastolatka. Rzadko kto w tym wieku potrafi pisać na
poziomie i z sensem. Podejrzewam, że nawet Sienkiewicz w wieku
kilkunastu lat, nie napisałby nic dobrego. Opowiadanie siostry było
przeznaczone dla innych nastolatek, które również fascynowały się
wątkiem miłosnym między Alicją a Kapelusznikiem, a nie dla czytelników
z wyższej półki. Zastanawiam się, czy autorki tych "wiekopomnych" i
jakby nie było, momentami również kiczowatych analiz, potrafiłyby
napisać coś lepszego. To nie jest sztuka dosrać (za przeproszeniem) komuś
i wyśmiać. Mam nadzieję, że sposób w jaki obraziłyście moją siostrę,
zadowolił Wasz niskopoziomowy intelekt. Pozdrawiam.

Tander~! pisze...

Ech, czy Ci ludzie nigdy się niczego nie nauczą?
Po pierwsze - pozdrów swoją siostrę.
Po drugie - to jest analizatornia. Jak już pewnie swoim wysokopoziomowym intelektem zauważyłaś, chodzi tu o analizowanie treści niektórych blogów(tudzież blogasków), wzbudzając śmiech i zachęcając do poprawnego pisania. Nikt nie miał na celu obrażenia Twojej rzeczonej siostry. Dodajmy do tego jeszcze, że nikt nie byłby w stanie jej obrazić - Ty i Twój wysokopoziomowy intelekt możecie być więcej spokojni. Szybko to przekalkuluj. Jeśli nazwę kogoś, kto w rzeczywistości tylko mi się naprzykrzył albo udowodnił że jest mądrzejszy, idiotą, to czy automatycznie się nim stanie? Czy będę wówczas mówił tylko o sobie, o swoich dziwnych fantazjach?
W związku z tym sztuka obrażenia tutaj kogoś(Dwa - że nie mamy wpływu na uczucia innych, wiesz?) jest właściwie mocą boską a więc niewykonalną.
Nikogo nie obchodzi, jak pisał nastoletni Sienkiewicz.
A im na pewno nie sprawiło to radości - cieszyłabyś się widząc iż Twój ukochany język jest bezczelnie poniżany?
Niestety, tak to w życiu bywa.

Kalevatar, Pigmejko sorki za ten komentarz. Wiem że nie chcecie flejmłoru >>'

Anonimowy pisze...

Analizatornia ?? Te niby-śmieszne komentarze na poziomie ucha od nocnika to ma być analiza? Albo jeszcze lepiej, krytyka? To Ty chyba nigdy nie czytałeś prawdziwej analizy. To są zwykłe obraźliwe teksty, które mają na celu wyśmianie czyjegoś opowiadania i poniżenie. Poza tym "komentarze" tego typu, to dziecko z podstawówki potrafi napisać. No, ale skoro wszystkich tutaj takie coś bawi, to współczuję.

kura z biura pisze...

Drogi anonimie (swoją drogą, dlaczego takie komentarze ZAWSZE są anonimowe?) poprosimy zatem link do prawdziwej analizy, względnie krytyki.

Szprota pisze...

Cześć Anonimie, jestem Szpro i też mam 13 lat ;)

psyence pisze...

*ultimate facepalm of doom*
to wg mnie jest wystarczająco podsumowujące XD

Anonimowy pisze...

"Starożytni chrześcijanie właśnie mruknęli zza grobu zbiorowo: „Are you fucking kidding me?”

"Mężczyźni piękniejsi od kobiet? To musi być jakiś Yaoiland. ^^
...albo Niemcy".

Te dwa teksty spowodowały, że aż popłakałam się ze śmiechu xD. Piękne. Idę czytać dalej.

Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Nie będę tu wymieniać wszystkich tekstów, które mnie ómarły, bo nie ma sensu kopiować całej analizy ;) A myślałam, że nic nie jest w stanie rozwalić mnie bardziej od pięknego czerwonego konia Legolasa, tytoniowych krzaczków i Posępnego xD

PS. Anonimowy, przyjmij do wiadomości, że większość czytelników zarówno PLUS-a, jak i innych analizatorni ma w głebokim poważaniu Twoje przemądrzałe uwagi godne pozbawionego poczucia humoru dziesięciolatka.

Pozdrawiam,
Miv

Arald Nobreza pisze...

A ja siem zapytam... Czemu was jeszcze nie znałem? Żałuję, że dopiero teraz.

Anonimowy pisze...

Przy królewskim drzewie, dało się słyszeć szepty elfów. Ciężko było je dosłyszeć, lecz brzmiały one „Już niedługo czeka nas zagłada, jak się jej nie pozbędziemy”.

Nie mogę pozbyć się wrażenia,że chodzi tu od aŁtorkę ( elfy nie takie głupie, wiedzą kto prawdziwym niebezpieczeństwem jest).

Darth Virax pisze...

Jeż Jak Byk!