czwartek, 5 sierpnia 2010

Marlenka w stylu kowbojskim, czyli Marysia na Pandorę wysłana - cz. 2

-->
Witajcie!
Dziś dalszy ciąg przygód naszych dwóch uroczych gimnazjalistek, które Rząd, z sobie tylko wiadomych powodów, postanowił wysłać na Pandorę. Zanim jednak tam one wyruszą, limuzyna agenta Tomka wywiezie je do Narnii, by w końcu dotrzeć na targ połączony z Centrum Gier i Zabaw. Nasze bohaterki zwiedzą też piwnicę, gdzie przetrzymywana jest Marlenka, oraz przeznaczony do rozbiórki wieżowiec, nie służący tylko biurom (cokolwiek to znaczy). Poza tym ZPZ ujawnia swoja prawdziwe oblicze, meble żyją tu własnym życiem, a na ścianach wiszą fragmenty bydła hodowlanego oraz głowa Johna Wayne'a.
Aha - nigdy, przenigdy nie ufajcie oparciom swoich foteli.

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar


- Ale... dlaczego właśnie my? - zapytała zszokowana Natalia.
- Zostałyście wybrane przez zarząd, jego się pytajcie - odpowiedział lekcewarząco i wrócił do lektury gazety.
„Lekcewarząco” od czasownika „lekcewaRZYĆ”? Czyli moja teoria z dupami lekkich obyczajów to jednak prawda? :D
A może koleś akurat coś gotował, ale tak mimochodem? Zagwozdka.

Monika, wystraszona rozmiarem wyzwania, spojrzała się za okno. Słońce wychodziło zza chmur, jechali autostradą przez hektary jeszcze zaśnieżonych, mimo 20 stopni ciepła i kwietnia za pasem, pól i lasów rosnących tu i ówdzie.
KWIIK! Może one trafiły do Narnii za czasów panowania Białej Czarownicy, skoro nawet przy dwudziestu stopniach śnieg nie topnieje?
Albo z fandomu „Avatara” zboczyli przypadkiem na „Pojutrze”.

- Chwila, czegoś tu nie rozumiem. - odparła odważnie Natka. Tomek podniósł głowę i popatrzył na nią ze zniecierpliwieniem - W 2104 roku? Przecież mamy dopiero rok 2007. Jak niby ma pan wiedzieć, że coś się wydarzyło w przyszłości?
- Poprzez podróże w czasie.
A to nie mogli po prostu wysłać Terminatora, by pozbył się matki Jake'a Sully'ego, a nie teraz dupę ludziom zawracać?
BTW, wszystkie te hece przyszłości są opisane na aktualnej Wikipedii? O.o

Od odjazdu spod szkoły minęło zaledwie 20 minut, a dziewczyny już czuły się zmęczone.
Przypominam: podczas ostatniej lekcji na dworze szalała burza z piorunami, a przez 20 minut dziewczyny przemieściły się na obszary, gdzie jeszcze leży śnieg? Z jaką prędkością jechała ta limuzyna, że zdążyła już przekroczyć granicę stref klimatycznych?

- Kolejna nowinka techniczna... - jęknęła Natka.
- Wehikuł czasu został wynaleziony...
I co jeszcze? Skarpetki w sprayu i perpetuum mobile też?

- Nie, nie musi pan nam opowiadać wszystkich szczegółów naszego zadania. Od tych wszystkich informacji mnie glowa boli. - pysknęła Monika, odwracając na chwilę twarz do ich nowego ochroniarza. - Same się dowiemy, kiedy co zostało wynalezione, i do czego służy.
Jasne. Wkradną się do tajnych archiwów, złamią kody dostępu do sekretnych pomieszczeń i jeszcze na koniec wcisną czerwony przycisk z napisem NIE NACISKAĆ, NIEBEZPIECZEŃSTWO.
Bo słuchanie doradcy i ochroniarza jest za mało trÓ.

Na chwilę w limuzynie zapanowała cisza. Tomasz, na powrót zajęty czytaniem gazety, zdawał się być obojętny na ich bezpieczeństwo, pomimo swojego zadania powierzonego mu przez Związek.
A co, powinien się ciągle miotać wokoło nich z obłędem w oczach i wymachiwać spluwą?

"Pewnie dali nam go żeby pilnował nas i nie dał nam zwiać przed tym całym czymś..." pomyślała Monika.
Przez 2 godziny nikt się nie odzywał.
Ha, przez ten czas ultraszybka limuzyna zawiezie je pewnie prosto na biegun.

Natalia oparła się o Monikę, słuchając muzyki z mp3 rysowała pożyczonym od Tomka ołówkiem na pożyczonej kartce. Monika rozłozyła się,
Wkrótce w samochodzie zaczął panować zaduch, a przez okna zaczęły wlatywać muchy, zwabione smrodem zwłok.

kładąc ręce na krawędzi okna i obserwując obrośnięte krzewami i dzikimi trawami otoczenie autostrady.
Gdzieniegdzie pasły się też stada wołów piżmowych.

Kierowca skręcił w wąską uliczkę, widok przysłoniły jej drzewa.
No, autostrady mają co i rusz zjazdy w boczne uliczki.

Pewna myśl przez dłuższy czas nie dawała jej spokoju.
- Panie Tomku...? - zapytała, przełamując ciszę. Natalia wyjęła sluchawki z uszu i słuchała z zaciekawieniem.
- Mówiłem, mówcie mi po imieniu. No, co chciałaś?
- Jak wyglądają te... jak one... awatary?
- Zazwyczaj mają wymiary 150 na 150 pikseli i objętość do 50 kB. Chyba że chodzi ci o te inne... te mają niebieską skórę i stanowczo za dużo oczu i kończyn.

[Tu następuje opis Na'vi, który w większej części pomijamy]
- Na'vi mają około 3 metry wzrostu. To z tyłu, ten długi warkocz, to jest łącze nerwowe, które jest używane przez nich do nawiązania połączenia neuralnego ze zwierzętami, które chcą ujeżdżać. Nazywają je tsahaylu. Pomaga im to w porozumieniu się z nimi. Są szybcy i zwinni. Jak już mówiłem, awatary od Na'vi można rozróżnić mniejszymi, chociaż niezauważalnie, (Skoro niezauważalnie mniejsze, to jak można zobaczyć tę różnicę? Oczami duszy?) oczyma, mają brwi i pięć palców u rąk i nóg.
[Tomek pokazuje dziewczynom przykład avatara]
- Ten awatar był żołnierzem SecOps, wydziału militarnego ZPZ. Ten awatar to... - przerwał na chwilę, zastanawiając się, czy im to powiedzieć - to Jake Sully, ten, o którym wam opowiadałem. To on zdradził naszą rasę. Teraz jest jednym z nich. - przeniósł wzrok z monitora na nie - Musicie na niego uważać. I w ogóle się z nim nie zadawać, jeszcze poprzekręca coś w tych waszych młodocianych móżczkach
A nawet w muszczkah.
Nie bierzcie od niego cukierków. I jak tylko Was zaczepi, krzyczcie głośno o pomoc.
Na cholerę brali jakieś niedoświadczone gówniary, skoro się boją o jakość ich móżdżków? Dowiem się wreszcie?
Nie. To tajemnica wojskowa.

- zaśmiał się, po czym dodał - Jest niebezpieczny. Zagroził nam, że jeśli powrócimy na Pandorę, pożałujemy tego.
Dlatego, oczywiście, istnieje możliwość, że spotka was z jego rąk długa i okrutna śmierć, ale jest to poświęcenie, na które jesteśmy gotowi.

- I wy się go boicie? - uśmiechnęła się niedowierzajaco Natalia. - Wy pewnie macie tony uzbrojenia i Bóg wie co jeszcze, a oni mają prymitywne strzały...
- To bardzo niebezpieczny i nieprzewidywalny zawodnik. Przekonaliśmy się o tym na wojnie. Jest uparty, sprytny i nie spocznie w miejscu, kiedy coś się stanie jego bliskim lub coś im zagrozi. Myśli taktycznie. Czyli najlepiej się do jego plemienia nie zbliżać.
Bo... co Wam zrobi? Spojrzy groźnie i tupnie nogą? Czy powali wasze zastępy swoją zajebistą charyzmą?

- Kiedy dojedziemy? - niespodziewanie przerwała Monika, zerkając na zegarek w laptopie.
- Za jakieś półtorej godziny. Pan kierowca jest obeznany w tych terenach. Prawda, panie Edziu?
XD No nie mogę... „Panie Edziu”?! Czy tylko ja mam wizualizację ciecia z czasów PRLu, z miotłą i pękiem kluczy?
I z nieodłącznym wymemłanym petem przyklejonym do kącika ust. Nie, nie tylko Ty.

- No - usłyszały donośny głos dochodzący z kabiny kierowcy.
To w limuzynach kierowcy mają swoje kabiny? A może oni jadą TIRem?

Podróż do placówki minęła szybko, po jakimś czasie pojazd zaczął się trząść.
- Panie Edziu, już jesteśmy, czy to tylko kolejna leśna dróżka? - zapytał się Tomek.
- Tak, już jesteśmy.
- Okej... Panienki, ogarniajcie się. Niedługo wysiadamy!
Kierowca zaparkował na szerokim podjeździe, dając znak żołnierzom stojącym przy żelaznej bramie, by ją otworzyli. Ci zrobili to, wpuszczając pojazd do środka, na teren placówki.
Czyli pojazd najpierw zaparkował, a potem wjechał, tak? Ot, technologia przyszłości.

Ogrodzone odrutowanym, betonowym płotem podwórze było wypełnione krzątającymi się ludżmi. Podbiegali do siebie, krzycząc coś i zaczepiając znajomych. Inni szli w nieznanych kierunkach, lub po prostu stali w małych okienkach w murze na podwyższeniu. Wszyscy ci ludzie, a było ich około siemdziesięciu na całym placu o powierzchni 120 m. kw., byli ubrani jak żołnierze i tak samo się zachowywali.
A jak się zachowuje żołnierz? Bo ci tutaj snują się tylko jak smród po gaciach, zamiast np. ćwiczyć albo być na musztrze.
Według Ałtorki żołnierze we dnie i w nocy radują się cierpieniem zadawanym wszelkim czującym istotom, więc i ci zapewne mieli trochę kaczuszek i jeży na podorędziu.

Powoli ustępowali miejsca wjeżdzającej limuzynie. W końcu auto zatrzymało się pod dużym, szarym, prostokątnym budynkiem o płaskim dachu, kierowca pozwolił im wysiąść. Wokół nich zebrała się mała grupka gapiów.
To się dzieje w jednostce wojskowej, czy na targu pomiędzy kumoszkami spragnionymi plotek? Bo mam wątpliwości.
*wyobraża sobie wyszkolonego marines skamlącego: Łolaboga, pani kochana, jak mnie w krzyżu łupie! I jajka znów podrożały... A propos, wie pani, że najmłodsza Stefanowiczów, to się puszcza?!*


Limuzyna odjechała, wznosząc tumany kurzu nad żwirowym podłożem. Wzrok wojskowych śledził ich aż do momentu, gdy weszli do siedziby.
Wewnątrz nie było żywego ducha, więc nikt na nich nie patrzył.

Masywne drewniane drzwi otworzyły sie z jękiem.
Na widok naszych bohaterek tak zajęczały. A potem krzyknęły ze strachu, wyrwały się z zawiasów i uciekły w krzaki.
Bo to drzwi z myślącej gruszy były. Tylko nie tak agresywne jak Bagaż.

Wewnątrz budynek przypominał nic innego jak stary biurowiec przygotowany po części do rozbiórki, z tą róznicą, że nie służył tylko biurom.
Khem? Był wysokim wieżowcem, z powybijanymi szybami, zniszczonymi ścianami i zapadającym się stropem – i służył myszom i szczurom jako schronienie?
Nie, służył też, jak wspomniano, rozbiorom. Niegdyś produkowano w nim rozbiory, jak sądzę.

Po żołnierzach wchodzących na górę i zapachach stamtąd dochodzących można było poznać, że piętra służyły im jako część jadalna i sypialna.
Z jednych dochodził zapach bliżej nieokreślonej substancji, którą środowisko żołnierskie określa jako „jedzenie”, a z innych odgłos chrapania.
Jakie odgłosy dochodziły (nomen omen) z toalety, pominiemy wstydliwym milczeniem.

Na dole znajdowały się kasyno, sala gier i automatów, minibar, kafejka internetowa oraz biuro.
Oraz mini-burdel.
A biuro to chyba tylko przypadkiem, bo im jeden pokój do zagospodarowania został, co?
Bo nikt mi nie wmówi, że w tej jednostce się pracuje. To byłoby zbyt lamerskie.
A to w biurach się pracuje? o.O Ciekawe, czy pośród wszystkich tych czasoumilaczy znalazło się miejsce na przynajmniej jedną salę treningową czy skład broni.

Trójka przybyszy skierowała się do biura, nie zwracając uwagi na szepczących wojskowych, którzy wyszli z sali gier. Jeden z nich rzucił:
- Macie przewalone!
Tak wita gimnazjalistki dojrzały mężczyzna, wyszkolony wojskowy. Mhm.

- Nie zwracajcie na to uwagi - odparł Tomek, idąc pewnie przez korytarz. - To jest normalne zachowanie, też byście tak reagowały, gdybyście przez pół roku nie widzieli nikogo oprócz kolegów i szefa.
Eee, normalne? Przecież to jeszcze dziewczynki!
Czy to ZPZ to... Związek Pedofilski „Zaruchałbym”?!

Eej... gromada dorosłych facetów, kiszących się przez pół roku we własnym towarzystwie na jakimś odludziu... to może oznaczać tylko jedno.
Niekończącą się yaoi orgię! Yay!!! \(^o^ \)

Jednak one wzięły to sobie do serca. Przecież one same o tym wiedziały.
Tomasz doszedł do drzwi pierwszy i otworzył je, wpuszczając dziewczyny pierwsze.
Biuro było obskurne, urządzone na styl kowbojski.
Czyli że co? Wszędzie walały się kapelusze z szerokim rondem, na ścianach wisiały skalpy Indian, a przez okno zaglądał do środka Wierny Mustang?
W dodatku cuchnęło w nim krowami i męskim potem z pach niemytych przez pół roku.

Wielki łeb krowy i jelenia spoglądały ze ścian na gości.
Taaa, i głowa Johna Wayne’a. W końcu to styl kowbojski.Ktoś krowi łeb trzyma jako trofeum? Może jeszcze łebki kurczaków dla dopełnienia wizerunku wyjątkowo zdesperowanego myśliwego?

Ciemne szafki, które pamiętały czasy drugiej wojny światowej, gryzły się ze ścianami
Też były z myślącej gruszy?! Cholera, co te meble takie niewychowane?!

pomalowanymi na jaskrawozielony kolor. Czarny zegar naścienny dawno już nie działał. Drewniana podłoga nosiła już ślady długoletniego zużycia, żyrandol obrośnięty pajęczynami w swym gotyckim wyglądzie
KWIIIIIK! Nie wiedziałam, że nawet stary, zakurzony rupieć, jeśli jest „obrośnięty” pajęczynami, może być gotycki!
Swoją drogą, skoro tam pajęczyny same rosną, to jakie tam mają same pająki?! O.O

nie pasował do niczego będącego w tym pokoju. Biurko, starannie uporządkowane, było stosunkowo nowe.
Biurko było uporządkowane – szuflady na miejscu i blat też bardziej w poziomie niż w pionie. Niestety, zawartość tychże szuflad rozwinęła własną osobowość, a to, co leżało na blacie, właśnie zakładało związki zawodowe.

Stał za nim fotel, ktory po paru chwilach po wejściu przybyszów do pomieszczenia odwrócił się,
I też uciekł.
Ech, czy tam w ogóle jest jakiś NIEożywiony mebel?

a w oparciu ukazal się młody człowiek, brunet o brązowych oczach.
Ale że tak... wtopiony był w to oparcie? Ludzie, ratujta się, póki możecie! Ludziożerne fotele atakują! Nie siadajcie na niczym – usiądziecie, a wasze krzesło wessie was przez oparcie!

Miał ostre, wyraziste rysy twarzy. Ów prezes, którego nazwisko widniało na drzwiach biura i na wizytówce stojącej na biurku. O którym opowiadał Tomek.
- Witam nasze perełki... - mężczyzna obdażył trójkę bananowym uśmiechem.
Pigmejka, czytając to, obdarzyła tekst cytrynowym grymasem. Z domieszką cyjanku potasu.

- Nazywam się Marek Skłuszewski, i od dziś jestem waszym szefem. Opowiadałeś im o misji? - zwrócił się do swojego sekretarza, ten skinął głową. - Dobra. Co takie jesteście markotne? Będziecie bogate, poza tym jest taki piękny dzień...
- Jak to? My będziemy bogate? - zapytała Monika.
- Tak... Tomaszu, nie powiedziałeś im?
- Się zapomniało, panie prezesie.
- To na następny raz się nie zapomina! - wziął do ręki kubek z herbatą i wziął łyka.
Łyka wziął do drugiej ręki, tak?

- O czym im jeszcze nie powiedziałeś?
- O wszystkim najważniejszym im powiedziałem, prezesie.
No jak to? Przecież mu nie pozwoliły. T.T

- No niech ci będzie... Okarze się.
To pewnie taki skrót myślowy, prawda? Chodziło mu o: „Jak się okaże, że nie powiedziałeś, to cię ukarzę.”

A co do was, ślicznotki - zwrócił się do dziewczyn - za tą misję dostaniecie sporo kasy, suma zależy od zaangażowania i wykonanej pracy dla ZPZ. Potraktujcie to jako zachętę.
Dla mnie małą zachętą byłoby wyjawienie, dlaczego do tej misji wyznaczono akurat te dwie panny.

A, jeszcze jedno. Wiecie o tym, że nie będziecie sami?
- Bosko. - mruknęła Monika. - To kogo jeszcze tu przywiało?
- Waszych przyjaciół.
Monika spojrzała się na niego spode łba.
- A skąd pan wie, że to naszych przyjaciół zwerbowaliście?
- Mam swoje źródła.- uśmiechnął się na moment.- Chodźcie, zejdziemy do piwnicy. Pokażemy wam naszą Marlenkę
NIIIEEE!!! Tylko nie Milenka Marlenka!!!
*ucieka z krzykiem i pianą na ustach*
Może to taki podstęp? Milenka z pewnością bezzwłocznie wychędoży wszystkich Na'vi, tym samym zarażając ich całą gamą chorób wenerycznych. Przerośnięte smerfy padną od tego jak muchy i ludzie znów zatryumfują... Ha, sprytne!

- pierwszy wehikuł czasu, jaki został wynaleziony przez człowieka. - wygramolił się zza biurka i wyszedł z biura, reszta zrobiła to samo.
Meble pobiegły za nim złowróżbnie klekocząc drzwiczkami i rozsnuwając wszędzie gotyckie pajęczyny.

- Jest wielką tajemnicą całego Związku i Rządu. - ciągnął dalej, idąc korytarzem do drzwi głównych. - Dlatego ta misja jest tajna, i tylko odpowiednie osoby o niej wiedzą.
- A nasze rodziny? - zapytała Natalia.
- Dostaną ochronę i monitoring w domach.
- Jezu...
Wyszli na zewnątrz i udali się do otwartych już drzwi po lewej stronie budynku. Przypominały właz od sejfu.
WŁAZ od SEJFU? Chyba do skarbca, jak już. :P

Obok nich stał strażnik. Przeszli przez właz i zeszli schodami do pomieszczenia wyglądającego na piwnicę.
Poznały to po stojących tam workach z kartoflami i przetworami w słoikach.
No i generalnie po tym, że było pod ziemią.

- Witajcie w miejscu, w którym chciałby każdy się znaleźć. - powiedział dumnie, ogarniając ręką całą piwnicę.
Długą miał tę rękę.
Inspektor Gadżet znów w natarciu.

- Tu stoi Marlenka - nasze super tajne maleństwo, które pomoże wam przedostać się do 2017 roku, a później do 2161...
- A nie lepiej od razu do 2161? - zdziwiła się Monika, rozglądając się po piwnicy. Naukowcy w białych kitlach krzątali się wokół wielkiej maszyny przypominającej wielkością mały samochód transportowy
To są samochody nietransportowe? O.O
Wielka maszyna przypominająca wielkością mały samochód?
To brzmi prawie jak tekst mojej koleżanki: „Za trzy minuty będzie za piętnaście trzecia”.

a wyglądem bardzo rozszerzoną kabinę prysznicową z metalu i pleksji (ze zdobieniami z apopleksji, warto dodać) i z siedzeniami w środku. Inni byli zajęci przy stołach, pochyleni nad próbkami jakiejś substancji. W kącie nieoświetlonym przez świetlówki, stała grupka ludzi zupełnie nieprzypominająca wyglądem naukowców.
Czyli co? Wyglądali jak piraci albo kosmici, czy po prostu nie mieli na sobie kitlów?
*zapisuje w notesiku – kupić kitel, będę mogła robić za naukowca*

- Bo na razie korzystamy z nierozwiniętej techniki wysyłania ludzi w przyszłość, co powoduje pewne skutki uboczne, w tym silne mdłości, utratę przytomności, oraz postarzenie lub odmłodzenie o tyle lat, ile chcemy się przesunąć w czasie.
Przenieście te panny od razu o dwieście lat od przodu, błagam! :D
Hmm, swoją drogą to stowarzyszenie jest naprawdę lipne, skoro stosuje nierozwnięte techniki.

- Kto tam stoi? - Natalia też zauważyła skupioną w rogu grupkę.
- Wasi przyjaciele oraz jeszcze jedna osoba, ktora z wami poleci. Nazywa się Aleks. Od wczesnego dzieciństwa uczono go angielskiego, teraz zna też biegle język Na'vi. Podszkoli trochę was.
Monika podeszła do grupki. Marcin, wysoki blondyn o przystrzyżonych na jeżyka włosach, szarych, przeszywajacych na wskroś oczach wzbudzajacych w niej dreszcze;
Oczy z kolcami wywołujące objawy przedgrypowe? Cool... :D

obok stał Rafał, nieco niższy od Marcina, szatyn z czarnymi, błyszczącymi oczami. I Aleks, chłopak z długimi ciemnoblond włosami na których siedziały pewnie założone okulary
Okulary rozsiadły mu się na nosie okrakiem i wchrzaniały popcorn.
Podsumowując: grupa uderzeniowa składa się z samych nastolatków płci mieszanej. I całe to ZPZ ma choćby cień nadziei, że oni będą się tam zajmować czymś poza kojarzeniem się w pary i uprawianiem radosnego seksu w pięknych okolicznościach przyrody? =.=

- Hej. - Uśmiechnął się do dziewczyn, po czym zapytał - Widziałyście juz Marlenkę?
Pokręciły przecząco głowami.
- No to na co czekacie? Chodźmy! - wskazał zachęcająco głową na maszynę. Szybko pokonując 20 metrów dzielących ich od wehikułu, Aleks znalazł się obok Marlenki, oglądając ją z zaciekawieniem. Tomasz wraz z szefem zostawili ich na chwilę samych; ci podeszli powoli do wehikułu.
- Niesamowite, że dzięki niej będziemy mogli znaleźć się w tak pięknym i niebezpiecznym świecie jakim jest Pandora - Aleks mówił powoli, w zamyśleniu pogładził Marlenkę po powłoce z pleksji. –
Złe opko boli przez całe życie. Przez tamte wspomniane analizy na SuSie mam SKOJARZENIA!!!
*wyje przeciągle*

Chociaż raz wynalazek ludzi przyda się do czegoś...
Ekhm... tak. Radośnie zapomnijmy o rozniecaniu ognia, penicylinie, Prawach Człowieka i internecie. Ludzkość to zUo, postęp to zUo, quod erat demonstrandum.

- spojrzał się na grupkę przyglądającą mu się i słuchającą go w milczeniu. Speszony pochylił głowę, lekko poczerwieniał. - Przepraszam, trochę się zamyśliłem. Wiecie o tym, że postarzemy się o 10 lat? Wy wszyscy będziecie mieli po 26 lat, ja 28.
Pełnoletni?
*przeczuwa nadchodzący seks*
I bez pełnoletniości by był, nie oszukujmy się... A przecież wraz z gwałtownym postarzeniem o 10 lat te małolaty nie staną się mądrzejsze.

Na Pandorze będziemy sami z jednym naukowcem, więc musimy wybrać lidera naszej grupy. Ktoś jest chętny?
- Może ja? - zgłosił się Marcin. Wszyscy pokiwali głową, zadowoleni, że to on będzie sprawował władzę. Fakt, miał zdolności przywódcze i zawsze organizował swoje grupy najlepiej z całej swojej klasy.
- Dobrze. Ja jestem waszym nauczycielem, jest nim również pani doktor Joanna Stefańska, naukowiec, który sporo wie o środowisku, w którym żyją pandorańskie zwierzęta. Nauczymy was, jak poruszać się po dżungli, i na wszelki wypadek poprawimy znajomość angielskiego.
A znajdziecie też czas by im powiedzieć, co właściwie mają na Pandorze zrobić i jakimi sztuczkami erystycznymi mają przekonać Sully'ego, by nie zrobił im z kuprów wielkiej Schizmy za złamanie umowy?

Przyda się wam też znajomość języka Na'vi - nigdy nic nie wiadomo, mogą was o coś się pytać kiedy was znajdą, a wy nie będziecie wiedzieli, co odpowiedzieć.
- Język Na'vi jest trudny? - zapytał Rafał.
- Zależy dla kogo. Ja pochłonąłem go w niecałe cztery miesiące, wy możecie mieć problem, jesli jesteście leniwi.
- A dowiedziałeś się, kiedy mamy wyruszyć? - odezwał się Rafał.
- Jutro - niespodziewanie pojawił się podskoczyli równocześnie.
„Podskoczyli równocześnie”? Śmieszne imię.

- Przenocujecie wszyscy tutaj, żeby nie było żadnych historyjek z uciekaniem. Lepiej uczyć się na błędach... - spoważniał na chwilę, zmarszczył czoło. - Zdaje się, że są jeszcze jakieś pokoje na trzecim piętrze...
A jeśli nie, położymy Was razem, koedukacyjnie, na jednej wersalce. Hehehehe...
Albo razem z wyposzczonymi żołnierzami – to w wypadku, gdyby ktoś jednak spróbował uciec.

Ula! - zawołał, po chwili pojawiła się kobieta w białym kitlu.
- Tak?
- Zapytaj się szefa, czy są jeszcze jakieś wolne pokoje w części mieszkalnej.
To jak oni planują całe to przedsięwzięcie, że nie wiedzą nawet, czy mają swoich „komandosów” gdzie zakwaterować?

Jest u siebie w biurze.
Ula pognała w stronę schodów, znikajac na ich szczycie.
- Już jutro? Nie jesteśmy na to gotowi... - zaczęła Monika.
- Im szybciej, tym lepiej. - przerwał jej, wyciągając jakiś zwitek papieru z kieszeni spodni. Ula znowu podleciała do Tomka.
Jakaś pieprzona wróżka ze skrzydłami, czy co, że nic, ino lata?

- Są 2 wolne pokoje dwuosobowe. - Tomasz pokiwał głową, pogładził się po brodzie, myśląc intensywnie. - Coś jeszcze?
- Tak. Tu masz telefony do rodzin naszej młodocianej ferajny. - wskazał kciukiem na Monikę i resztę - Poinformuj ich o misji, i zastrasz, że jeśli pisną chć jedno słówko komukolwiek, wszyscy z grupy zginą.
Monice zakręciło się w głowie.
„Uhu. Powiało grozą”, jak powiedział turysta stojąc przed toi-toiem nieczyszczonym od początku wakacji.

13 komentarzy:

Jiyuu pisze...

Genialne. Słów brak, ale genialne. Jestem czytelniczką Waszego Bloga od początku, a teraz, tak dla odmiany skomentuję.
Uwielbiam Wasze analizy, są błyskotliwe i przede wszystkim zabójczo śmieszne. To chyba wszystko, za wszelki błędy przepraszam, mózg wyłącza mi się o drugiej (Ha!Jestem czterokrotnie zajebistsza od Marysiek)
Pozdrawiam Was serdecznie, i weny życzę,
Jiyuu

Psychobela pisze...

Jeżu jakie cuda i dziwy się odprawiają w tym blogasku. Tylko czekać aż ich na Pandorę wyślą. Apokalipsa...
Koniec końców warto było obejrzeć Avatar, choćby ze względu na analizę.
„- Tak... Tomaszu, nie powiedziałeś im?
- Się zapomniało, panie prezesie.
- To na następny raz się nie zapomina!”
TO właśnie jest dialog roku. Kwikogenne. >.<

Gratuluję jubileuszu, egzystujcie póki Wam Internet się nie skończy.

'N. pisze...

Pan Edzio! Oni mają Pana Edzia!*z nabożnym szacunkiem* Pan Edzio obroni nas przed Milenko-Marlenkami! Ej, zaraz, a nie lepiej Pana Edzia wysłać, coby zrobił porządek z całą tą szczenięcą bandą jakichś niewychowanych Na'vi? Znacie kogoś, kto nie czułby respekty przed Panem Edziem? :D

Małe wyjaśnienie co do pajeczyn i gotyckości - pajęczyny są nieodłącznym elementem i one czynią klimat! Dlatemu zwane są, lokalnie, "klimatami". I dlatego zawsze mam kilka w pokoju.

P.s: Meble atakują - zestaw komentów mnię rozbroił i mój kwik słychać było na pół ulicy :D

Hasło: hampsy - szynka i psy XD

kura z biura pisze...

Postanowiłam podczas czytania robić notatki na bieżąco, żeby nic nie umknęło ;)

>Słońce wychodziło zza chmur, jechali autostradą przez hektary jeszcze zaśnieżonych, mimo 20 stopni ciepła i kwietnia za pasem, pól i lasów rosnących tu i ówdzie.
Powiedzmy, że dopuszczam możliwość pozostania resztek śniegu nawet późną wiosną - gdzieś w głębi boru, w gęstym cieniu, gdzie słońce ma mocno utrudniony dostęp. Ale na polach? W dodatku "rosnących tu i ówdzie" ;>

>Przez 2 godziny nikt się nie odzywał.
Klasik. Ałtoreczka nie ma pojęcia, o czym właściwie mogliby rozmawiać, więc pisze, że siedzieli w milczeniu, a nieraz jeszcze, że bez ruchu...

>Podbiegali do siebie, krzycząc coś i zaczepiając znajomych.
Bo to nie była baza, tylko bazar. Jedna litera robi różnicę.

>Inni szli w nieznanych kierunkach,
Znaczy, jakichś jeszcze poza pospolitymi "prawo-lewo-przód-tył"?

>Trójka przybyszy skierowała się do biura, nie zwracając uwagi na szepczących wojskowych, którzy wyszli z sali gier. Jeden z nich rzucił:
- Macie przewalone!
Tak wita gimnazjalistki dojrzały mężczyzna, wyszkolony wojskowy. Mhm.
Bo on wiedział, ze ta cała Pandora to ściema, a Marysie zostały tu sprowadzone do całkiem innych celów...

>Może jeszcze łebki kurczaków dla dopełnienia wizerunku wyjątkowo zdesperowanego myśliwego?
Jeży i kaczuszek...

>za tą misję dostaniecie sporo kasy, suma zależy od zaangażowania i wykonanej pracy dla ZPZ.
A skojarzenia mam jak stąd do Ameryki, muhihihiiiii.
Zresztą obecność Marlenki potwierdza moje podejrzenia: mają się od niej zapewne nauczyć tajników zawodu ;>

>Obok nich stał strażnik. Przeszli przez właz i zeszli schodami do pomieszczenia wyglądającego na piwnicę.
Poznały to po stojących tam workach z kartoflami i przetworami w słoikach.
A może po łańcuchach, kajdanach i biczach? (Opko o Rammstein ryje mózg!)

>jakimi sztuczkami erystycznymi mają przekonać Sully'ego, by nie zrobił im z kuprów wielkiej Schizmy za złamanie umowy?
Cóż, może zamianą "ys" na "o"?

Ogólnie: jesteście mi winne za straty moralne, prawie-uduszenie-się ze śmiechu oraz niezdrowe zainteresowanie Kolegi Zza Biurka Naprzeciwko "A z czego ty się tak śmiejesz?"
Będzie więcej, jak mniemam?

Mrohny pisze...

Przepłakałem noce po Milence... Co to był za ból.. Myślałem, że będzie jakiś crossover, ale się nie udało. Choć nigdy nie wiadomo kogo spotkają w przyszłości :D

scaza pisze...

Analizy nie skomentuję, nic w wielkim stopniu mnie nie rozbawiło. To chyba dlatego, że ten blog drażni mnie wyjątkowo i to na odległość. Czytając pierwszy fragment przypomniało mi się stare,niegdyś popularne opowiadanie, wyjątkowo idiotyczne i nieortograficzne. Najzabawniejszy jest fakt, że aŁtorka ma 20 lat. Byłoby miło je kiedyś tu zobaczyć,a żadna analiza go chyba nie dotknęła. darkroses-story.blog. onet.pl..

Anonimowy pisze...

>- No niech ci będzie... Okarze się.

To pewnie taki skrót myślowy, prawda? Chodziło mu o: „Jak się okaże, że nie powiedziałeś, to cię ukarzę.”

Nie nie, to nie tak. Okarze, obije, obatoży. Albo przynajmniej okrzyczy...

Podobało mi się słowo "pyskła", ale generalnie racja - wieje grozą.. Niniejszym wycofuję się z mojego poprzedniego nieuzasadnionego optymizmu ;)

ps. @scaza - a skąd wiadomo, że jakieś stare opowiadanie czytało tę analizę?

kusz.

Ana pisze...

Chryste.
Agent Tomek, Agent Marcin, samobieżne fotele i casus pascudeus Marysu.
Ekstra.

Goma pisze...

He he.
Wybaczcie, trochę mnie zatkało xD

Rzepicha von Mjensen pisze...

To opko jest chyba generalnie jednym z najbardziej rozłażących się pod względem JAKIEGOKOLWIEK prawdopodobieństwa i do tego wyjątkowo durnym :P

hasło: nerama - naramki? :D

EineHexe pisze...

Może oni tam mają konstruktora od generała Konkretnego, który wynalazł im działo napędzane nastolatkami? I dlatego są potrzebne na tej misji?

Anonimowy pisze...

he.he.oj żal mi was.

Minisirnis pisze...

He. He. Nam ciebie też.
I tak na przyszłość:
Po znakach interpunkcyjnych stawiamy SPACJĘ, a zdania zaczynamy wielką literą. Wiem, że dla ciebie trochę za dużo wiedzy jak na jeden raz, ale jakoś to wytrzymasz. Pozdrawiam.