czwartek, 19 sierpnia 2010

Dominatorium hogwarckie II - syczące samowary atakują!

-->
Witajcie!
W tym tygodniu czeka Was dalszy ciąg przygód panny Lestrange. Mrok staje się coraz mroczniejszy, cięte riposty głównej bohaterki (która nie może pozbyć się nawyków z rodzinnej stodoły) są PRAWIE tak cięte, że można nimi kosić trawnik, na muchach przeprowadzane są okrutne eksperymenty, a bohaterowie to samowary bez przednich zębów, rozmawiające z miotłami. Poza tym odbędzie też bal (jakżeby inaczej!), który będzie okazją do poznania nowych trendów w modzie, obejmujących zastosowanie w krawiectwie... gleby; spotkamy Lucjusza Ferdynanda Malfoya Kiepskiego oraz dowiemy się, co Edward Cullen ma wspólnego z motylem.
PS. Co prawda z opóźnieniem (analizatorki miały nagły atak sklerozy, za jaki przepraszają), ale za to równie gorąco dziękujemy neszeni za podsunięcie nam tego blogaska!

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka.

W zamku było cicho. Dzięki Merlinowi nikt nas nie przyłapał.
Czcigodny praczarodziej wybornie sprawdzał się w roli czujki.

Gdy znalazłyśmy się w Pokoju Wspólnym ktoś na nas czekał. Był to Dracon stał tyłem do mnie, ale poznałam go po platynowych włosach.
Nikt inny nie zginał się tak charakterystycznie pod ciężarem własnej fryzury.

- Malfoy?
- Gdzie byłaś? – Zapytał.
- Nie powinno cię to obchodzić – syknęłam. – Idę spać dobranoc.
Stanęłam przed drzwiami gabinetu profesor Dolores Jane Umbridge.
Przeżegnałam się i zapukałam do drzwi.Bohaterka jest dzielna i mhhrochna, ale jak trwoga, to i ona do Boga? ^^

Usłyszałam piskliwe '' proszę '', więc wparowałam do środka trzaskając drzwiami.
Przeżegnanie się dało jej +10 do Siły i -5 do Zręczności.

Zamawiam terapię! Mam uraz do końca życia. Wiedziałam można lubić róż, ale bez przesady.
Wszystko w tym gabinecie było R Ó Ż O W E.
Jednym słowem
okropność przez duże " O "
Na dodatek O generujące tak silną (różową) aurę, że aż wybiło sobie dodatkowe spacje po obu stronach.
"Okropność przez duże O" to cztery słowa, pragnę zauważyć.

A wśród sterty różowych książek i pergaminów leżących na biurku siedziała Umbridge.
- Dzień dobry - powiedziałam z chytrym uśmieszkiem.
- 2 minuty spóźnienia - oznajmiła patrząc na o zgrozo różowy zegarek.
- Przepraszam, tak mi przykro- zaszlochałam. - Wybaczy mi pani?
- Zaraz ci nie będzie do śmiechu Lestrange.
- Mi już nie jest do śmiechu, jak widzę ten gabinet. Normalnie bezguście!
Za to TWOJE zachowanie świadczy o elegancji i dobrym wychowaniu...

- Koniec tego dobrego. Siadaj pergamin jest przed tobą i pisz słowa: Nie będę złośliwa dla nauczycieli
- Ile razy?- Zapytałam.
- Aż dobrze wsiąknie – widząc, że wyciągam swoje pióro uśmiechnęła się mówiąc. – a Ale nie swoim piórem ja mam specjalne.
I podała mi różowe pióro!
- A musze różowym?
Co ona chce robić musze tym piórem? O.o
Słyszałam, że trzmielom wtykano kiedyś dla zabawy słomki w odwłok i one wtedy tak śmiesznie z tymi słomkami latały. Może ta chce zrobić to samo, tylko że muszce i piórem?

Jeszcze zarażę jakaś chorobą wściekłych żab i będzie - posłałam Umbridge szydercze spojrzenieJa zaś od tych porażających ripost zaraz dostanę groźnej choroby: kurwicy.
Ciekawe, jak długo boCHaterka rozmyśla nad tymi nad wyraz zjadliwymi docinkami. Obstawiam, że cale noce.

- Musisz i zabierz się za pisanie, bo do jutra nie skończysz
- Będę Litościwa i zacznę pisać - było to chyba moje ostatnie dzisiejsze szydercze spojrzenie.
Wyrobiła limit – jeszcze chwila, a będzie musiała skorzystać ze spojrzeń przygotowanych na jutro.

Gdyż jak napisałam słowa:
Nie będę złośliwa dla nauczycieli .
Gdzie tę spację przed kropką sadzisz, niemoto?! :/

Gdy napisałam tym piórem okropnie zaczęła mnie piec ręka. Popatrzyłam na dłoń. Było na niej napisane krwią:
Nie będę złośliwa dla nauczycieli.
Więc o to tej idiotce chodziło. Muszę przyznać cholernie bolało.
Około godziny pierwszej odezwała się Umbridge.
- Możesz już iść. Chyba taka nauczka ci wystarczy.
- Jasne – rzuciłam piórem. Wychodząc nie omieszkałam trzasnąć drzwiami.
Przyzwyczajeń z rodzinnej stodoły niełatwo się pozbyć.

Zła na cały świat zmierzałam w kierunku Pokoju Wspólnego. Nagle wpadłam na coś lub na kogoś.
Odróżnienie człowieka od np. posągu przerasta jej zdolności poznawcze?

Gdy podniosłam lazurowe tęczówki
Źrenice niestety pozostały w dole, w związku z czym jej gałki oczne pękły i rozlały się po policzkach. ;>

Gdy podniosłam lazurowe tęczówki na postać okazało się, że to mój kuzyn.
- Co ty wyrabiasz? Mało, co nie umarłem ze strachu - powiedział speszony Dracon- Aż mi się jaja, których i tak nie mam, skurczyły z przerażenia!

- Mogę zadać ci to samo pytanie. Lecz będę dobra i odpowiem na twoje.
Znaj pańską łaskę, kmiocie.

Otóż wracam ze szlabanu u Landrynki.
Azaliż gdyż albowiemż, zapomniałaś dodać – bez odpowiednio wyszukanych słów nie zrobisz wrażenia urażonej posępności!

Teraz stanę się dociekliwa. Co ty wyrabiasz o tak późnej porze na korytarzu? Nie próbuj kłamać- zakończyłam monolog syknięciem.
Czemu bohaterowie tego opka ciągle syczą? To chodzące samowary, czy co?
Może jakaś epidemia wypadających przednich zębów, dlatego ciągle seplenią i syczą?

- Ja no.. Mam zadanie od Czarnego Pana - powiedział jąkając się.
- A jakie? - Jak zwykle dociekliwie zapytałam.
- Nie mogę ci powiedzieć.
- Okej to ja spadam. Nie chcę zarobić kolejnego szlabanu, ale pamiętaj kuzynie i tak się dowiem. – Zaśmiałam się cicho kierując się do dominatorium.
Ale najpierw przebrałam się w czerwony lateksowy kostium i zabrałam mój pejczyk.

***
Następnego ranka obudził mnie krzyk Cami.
- Wstawaj Diana dziś jest wypad do Hogsmeade musimy kupić sobie sukienki na bal - powiedziała Camille.
- Eee.. Co jaki bal ? – Zapytałam zaspana.
- Przecież pojutrze ma się odbyć Bal Halloweenowy - powiedziała lekko zirytowana Cami.
Bo czymże byłoby potterowe opko bez balu, ach, czymże?

- Okej już wstaję.
Po zjedzeniu śniadanie wyszłyśmy z Seleną i Cami na błonia. Flich (Czy po „dominatorium” jest jeszcze sens zwracać uwagę, że ałtorka przekręca nazwy własne?) sprawdzał każdego po kolei po około pięć razy czy jest na liście.
W zasadzie wszystko mi wolno – pomyślałam
Śmiały pomysł – zważywszy, że oparty na absolutnie niczym.
Ja nie nazwałabym tego myśleniem, ale to tylko ja...

i gdy nadeszła moja kolej rozpętało się mini piekło.
- Flich jestem na liście. Widzisz!? - Krzyknęłam do niego.
- Musze sprawdzić - powiedział zaczytany w listę.
- Nie dość, że ma słaby wzrok to jeszcze i słuch – syknęłam mierząc go morderczym spojrzeniem.
Hm... jak tak jej słucham, to tak sobie myślę... może ten syk to dźwięk gotujących się resztek mózgu?
Albo ostatni dech konającego mózgojada.

- Idź, że już ty. Taka jak matka nie wytrzymam następnych. Lestrang'ów i Black’ów w tej szkole - powiedział bardziej do siebie niżeli zgromadzonych.
Drodzy Czytelnicy, obserwujemy w tym zdaniu ciekawe zjawisko: przecinki pouciekały ze swych miejsc i przekwalifikowały się na Apostrofy z Dupy Wzięte.

Na mojej twarzy ukazał się wyraz triumfu.
W myślach złościłam się na siebie. Cholera, po co się zgodziłam iść z Zabini’m na ten cholerny bal.
Gdyż jakbym nie miała pary to mogłabym zostać w dominatorium.
Zaiste.
Przez głupi bal zarobek z całego dnia jej przepadnie!

Najpierw poszłyśmy do małego eleganckiego sklepu. Było tam
Wiele ślicznych sukienek, lecz żadna z nas nie znalazła odpowiedniej.
Było tam również cymbalistów wielu,
Ale żaden z nich nie śmiał zagrać przy Jankielu.

Więc poszłyśmy do następnych.
W piątym sklepie znalazłyśmy wreszcie sukienki dla siebie
W pozostałych sklepach zdążyłyśmy już nakupować ubrań dla połowy szkoły.

Cami wybrała brązową do kolan na ramiączkach,Kolana na ramiączkach wyglądały z pewnością gustownie.

, Selena czarną w ziemno zielone wzory
Sukienka zdobiona glebą – najnowszy trend w modzie!
Zielonkawa ziemia sugeruje domieszkę glinki, względnie obornik. Sam gust!

do kostek dekolt był w kształcie litery V. Ja po wielu poszukiwaniach czarną mini wiązaną na szyi.
Po kupieniu sukienek postanowiłyśmy odwiedzić Trzy Miotły.
- Z kim idziecie na bal? - Zapytałam.
A Trzy Miotły odpowiedziały?

- Ja z Draconem - Selena posłała mi spojrzenie typu: bez komentarza.
- Ja z Seamusem - oznjamiła Cami.
- A ty? - Zapytały chórem.
- Z Zabinim - powiedziałam krzywiąc się lekko.
- Tu już prawie 16 wracajmy – oznajmiła po chwili Camille.
No, to się zasiedziały w tej knajpce!

W Hogsmeade uczniowie mogli być do 16.00.
Potem spuszczano psy.

Biegłyśmy ile sił w nogach, gdy znalazłyśmy się w Zamku było już piętnaście po 16.
Już prawie udało nam się dojść do Wielkiej Sali, ale prawie robi wielką różnicę.
Lecz przed nami stanął niczym duch Snape.
Splunął ektoplazmą i zabrzęczał łańcuchami.

- Czy czas już was nie obowiązuje? - zapytał jadowicie.
- Hmm. Chyba nie... - Zaczęłam, ale przerwała mi Selena
- Proszę ostatni raz daruj nam szlaban - powiedziała stanowczo i zarazem błagalnie Selena
- Niech wam będzie – oznajmił.
Snape’a też wykastrowali... T.T
I odmóżdżyli.=.=

* * *
W dzień Balu wstałam o godzinie 9.00.
Ubrałam się w czarne rurki i jakąś przydużą białą bluzkę.(...)
Zima się zbliżała. Smutna szara pora roku lubiłam ją, gdyż jak popatrzyłam w to smutne, płaczące niebo widziałam odzwierciedlenie swojego humoru. Ale jak mogłam mieć dobry humor pomyślcie
sami. Moje życie jest bezsensu.
Jest kwintesencją bezsensu, w rzeczy samej. I bezguścia, skoro już przy tym jesteśmy.
Tak, jesteś biedna, uciśniona, życie jest wiecznym cierpieniem i nawet czarny eyeliner nie jest taki czarny jak kiedyś.

Ale nie bójcie się nie popełnię samobójstwa.
Tego się właśnie obawiamy.
Jakaś Ty dzielna...

Po pierwsze jestem córką śmierciożerców.
To nie jest wystarczający obciach?

Po drugie mam powalonego kuzyna!
Zaprawdę doskonały powód, by żyć.

Po trzecie nie wierzę w miłość. Jest tylko władza i potega (i skórzane pejczyki) - tak zostałam wychowana.
Po czwarte niedługo zostanę śmierciożercą.
Po piąte hmm... Nie ma piątego. Nawet nie jest tak źle. Mój humor znacznie się poprawił po tym wyliczaniu.
Nagle do pokoju wbiegła Selena:
- Diana chodź na śniadanie! - krzyknęła ni z gruchy ni z pietruchy.
To może z selera?Sądząc po kulturze dziewczątek, raczej z buraka.

- Co? Jak? Gdzie?- zaczęłam plątać słowa, gdyż Selena wyrwała mnie z zamyśleń.
-Co? Nic. Jak? Normalnie. Gdzie? Na śniadanie - powiedziała lekko zirytowana panna Snape.
- Jeny zamyślałam się. Dobra już idę.
Już mi przeszło.

Oczywiście na śniadaniu nie odbyło się bez sceny.
Albus nie daje uczniom jeść dopóki nie urządzą występów artystycznych?

Draco podszedł do Seleny i chciał ją pocałować na przywitanie. Ta jak zwykle swoje, dostał z liścia. Myślał sobie, że jak pójdzie z nią na bal to ona będzie za nim latać.
Jak on śmiał, bezczelny! Te świętokradcze usta powinny mu uschnąć za próbę dokonania tak haniebnego czynu, jak dotknięcie Mary Sue!
(To, że ON JĄ pocałuje ma być dowodem na to, że ONA za NIM lata? Hmm... O.o)
I Draco pozwolił tak przy całej szkole bezkarnie bić się po twarzy? :/ Ech... W sumie sama się sobie dziwię, że się dziwię.

Niedoczekanie.
Po śniadaniu postanowiłyśmy z Seleną i Cami wyjść na Blonia.
Bloń był z tego powodu bardzo zadowolony, bo nie miał innego wyjścia.

Gdy tak siedziałyśmy przy jeziorze podszedł do nas Draco.
Otworzył usta w celu powiedzenia czegoś, ale mu przerwałam.
- Diana zabiję cię już wiem o tym - powiedziałam ironicznie.
Ale że co?

- Skąd wiedziałaś? - Zapytał zdziwiony.
- Bo ty to zawsze mówisz już jestem do tego przyzwyczajona - oznajmiłam znudzonym głosem. -
- Ale jakoś nigdy mnie nie zabijasz - dodałam ironicznie lustrując jakby od niecchenia swoje paznokcie.
- A ty tego żałujesz? - Draco zdobył się na jedyną w życiu ripostę.

- Tak, więc Dracusiu, o czym to ty mówiłeś? A o tym, że mnie zabijesz - powaga.
- Diana.. - Nie dokończył, gdyż mu przerwałam.
- Zabiję cię. Już to wiem - odparłam znudzona.
Dobrze, możecie przejść wreszcie do punktu numer dwa?

Po chwili odezwała się Camille:
- Diano do balu zostało dwie godziny.
- Dwie godziny! Tylko dwie godziny o Merlinie zabiję się tylko dwie godziny! - Zaczęłam udawać jedną z tych głupich, plastikowych lal.
Obróciłam głowę o 180 stopni i wyjęłam ramię ze stawu.

- Teraz 1.50 - Zaśmiała się Selena.
Ehe, a czas poszedł się chędożyć. Z logiką. Będą potem z tego takie małe zegareczki. ;>

Jednak zdążyłyśmy się przygotować do balu. Ubrałam czarną sukienkę kupioną w Hogsmeade.
Oczy pomalowałam szarym cieniem do powiek. Rzęsy podkręciłam i pogrubiłam tuszem. Do ust użyłam waniliowego błyszczyka, Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
Ou je, opis stroju i makijażu. :D Czuję się spełniona.

- Czego? - Warknęłam.
- Mogę wejść?- Był to głos Dracona.
- A po jakiego grzyba ciebie w dominatorium płci przeciwnej? A zapomniałam ty przecież JESTEŚ dziewczynką - zaśmiałam się drwiąco.
Też zaczynam w to wierzyć...
Ja też. A przynajmniej eunuchem.

- Teraz do Seleny mówię, więc się zamknij Diana - powiedział wyniośle Dracon.
- Jak będziesz mnie tak obrażał to źle skończysz. Powie ci to nawet nasza wróżka – Camille.
One mają zbiorową świadomość tak ubogą, że nie rozpoznają nawet, do której z nich się akurat mówi?

- Boję się ciebie - powiedział przez drzwi ironicznie Draco.
- I dobrze, bo zaraz twój uśmieszek zniknie z twojej na razie ładnej buźki, jak się tobą zajmę - nie dokończyłam,
Powiało grozą. Zatęchłą, zjełczałą i najwyraźniej marnej próby, ale grozą. Rozumiem, że Draco się przestraszył groźby naruszenia jego mordki?

- Diano dziś Halloween chodź raz mu odpuść - przerwała mi Selena.(...)
- Nie ma czasu musimy iść - wiedziałam, że za drzwiami stoi Draco.
No shit, Sherlock.

Dlatego z całej siły pchnęłam drzwi - Co się stało Dracusiu? - Zapytałam z miną niewiniątka.
- Diana .. - Nie dokończył.
- Zabiję cię już to wiem - powiedziałam ironicznie.
*zieeew*

- Chodźmy już na bal. Ty Selena idź do pani Pomfey z Malfoy'em by mu coś z tym nosem zrobiła - zarządziła Cami.(...)
Nagle w oddali ukazała się postać Zabini'ego.
To brzmi prawie tak, jakby jego postać ukazała się jako duch, pośrodku mokradeł, we mgle, dosiadając jednorożca.

- O tu jesteś Diana szukałem cię - Blaise popatrzył zdziwiony na Draco. - A temu, co? - Zapytał zdziwiony.
- Eee.. jak wychodziłam z pokoju nie zauważyłam go - zaczęłam się usprawiedliwiać. - (...) Chodźmy wreszcie na ten bal, bo, po co kupowałam tą sukienkę?
TĘ, do wulwy nędzy, TĘ sukienkę!
Właśnie, bo!
(Czym jest to „bo”? Może to jakiś wulgaryzm z języka mlasków?)

- A więc ominęliśmy przemowę Dumbledora - odetchnęłam z ulgą.
- Tak - powiedział Zabini z ulgą na twarzy. - Zatańczymy? - Uśmiechnął się szelmowsko.
- Jasne - uśmiechnęłam się.
Ach, wy figlarze... =.=’

Po kilku piosenkach podszedł do nas Draco - już z naprawionym nosem.
- Diano musimy pogadać - oznajmił.
- Po, co mam z tobą rozmawiać? - Zapytałam opryskliwie.
„Po” to pewnie ostrzejsza wersja „bo”. Nie ma to jak dobrze zamaskowane wszetecznice!

- Ważne - oznajmił krótko.
- Ale jak nie będzie ważne to obiecuję,, Draco zabiję cię " - syknęłam.
- Dobra. Jak chcesz – przytaknął.
W sumie jakoś trzeba skończyć tak żałosne życie, prawda?

- Przepraszam, Zabini ale muszę iść - powiedziałam do ciemnowłosego i ruszyłam za kuzynem.
Wyszliśmy z Zamku na skraj Zakazanego Lasu. Była piękna, bezchmurna noc. Blask księżyca odbijał się od jeziora. Było słychać huczenie sów i wycie wilkołaków.
Niezłe te sowy musiały być, skoro huczały, zamiast zwyczajnie pohukiwać. ;)

Zimny jesienny wiatr owiał sylwetkę dziewczyny,
Starannie obrysowując wszystkie krągłości, które pojawiły się po wakacjach.

która mimowolnie zadrżała.
Poczuła, że tuż za nią pojawił się Narrator Trzecioosobowy, pragnący wygryźć ją z posady.

- Więc - zaczął Dracon.
- Nie zaczyna się zdania, od więc – syknęłam.
- Nie stawia się przecinka przed „od” - odparowała Kalevatar.

- Za dwa tygodnie będzie wypalanie mrocznych znaków - oznajmił z śmiertelnie poważną miną.
Voldemort dał radę pożyczyć żelazne piętno od znajomego hodowcy bydła.

- Nie. Powiedz, że po prostu żartujesz! - Krzyknęłam.
Eee a nie mógł jej tego powiedzieć w zamku, tyle że na osobności? Do rozmów na mhhrochny temat koniecznie potrzebna jest mhhrochna atmosfera?

Draco bez słowa odwrócił się i kierował kroki w stronę Zakazanego Lasu.
Musiał mieć się na baczności, bo kroki co i rusz skręcały w stronę najbliższej toalety.

Gdy dogoniłam go zobaczyłam, że po jego policzkach spływają łzy.
Przypomniało mi się wspomnienie z dzieciństwa
- Mamusiu a ja muszę w przyszłości mieć tak jak tatuś taki ciemny tatuaż? - Zapytał sześcioletni wtedy Draco.
- Tak kochanie - powiedziała spokojnie Narcyza.
- A ja? – Zapytałam blondynki.
- Tak ty też Diano - powiedziała również spokojne, co poprzednie zdanie.
- Ale ja nie chce! - powiedział lekko oburzony Malfoy.
- Draco jeszcze wiele czasu zostało, więc nie denerwuj się - uspokoiła syna, Narcyza. ''
Mhm. Trauma.

- Draco nie rycz - przytuliłam się do kuzyna.
- Diano, ale ja nie chce być śmierciożercą - oznajmił cicho.
Zawsze marzyłem, by być obwoźnym sprzedawcą gumek do majtek....

Bał się.
Było to widać.
Ja też czułam strach.
- Ja też nie chcę - po moich bladych policzkach spłynęły kryształowe krople.
Drapiąc ją boleśnie, jak na cięty kryształ przystało.

Łzy znaczyły drogę na moim ciele od bladych policzków do dekoltu sukienki
Już myślałam, że napisze, że łzy znaczyły drogę, którą szli. :D To by było coś!

za którym znikały.
10. ''Czuła się okropnie. Była śmierciożercą.''
Dni mijały zaskakująco szybko.
Zbliżał się nieuchronnie czas wypalania Mrocznych Znaków.
Śmierciożercy porykiwali żałośnie na zimowych pastwiskach.

Bałam się.
Perspektywa służby u Voldemort'a (GDZIE TEN APOSTROF SADZISZ, VULVA MAĆ!!!) przerażała mnie.
Napisz jeszcze, że wywoływała w tobie lęk.
A jeszcze niedawno ta perspektywa sprawiała, że boCHaterka miała po co żyć. O, niestałości dziewczęca...

Pewnego poranka, gdy kierowałam swoje kroki do Wielkiej Sali usłyszałam czyś głos wołający moją osobę.
Zwrot „wołający mnie” nie jest taki TRU. Rozumiemy.
Wiesz, to mógł być też głos wołającego na puszczy. Różnie bywa.

- Diana, Diana! Czekaj!
Zatrzymałam się i powoli odwróciłam w stronę, z której dochodził głos.
Biegli za mną Draco i Zabini
- Czego chcecie? - Zapytałam.
- Jutro jest wypalanie Mrocznych Znaków - powiedział bez cienia uśmiechu Zabini.
W ofercie specjalnej Czarny Pan przygotował też takie ładne, żółte kolczyki. Nowe, unijne!

~~*~~
Zabini podszedł do dziewczyny i objął ją w talii. Ta położyła głowę na jego torsie.
Trochę poniżej mostka, ale jakby tak bliżej pępka.

- Damy radę - szepnął jej na ucho.
- Diana, Blaise nie ma czasu na sentymenty. Mamy iść przecież do Dumbledora. Żeby nas puścił ze szkoły pod pretekstem choroby mojej matki, a Zabini ty musisz odegrać perfekcyjnie rolę chłopaka Diany - zarządził Draco.
Przyszli groźni Śmierciożercy potrzebują zwolnienia od starego Dumbla? Czy na akcje z Voldemortem też będą się tak „urywać” między zielarstwem a eliksirami? ;D
Czarny Pan osobiście napisze im usprawiedliwienia. Ewentualnie, jako pełnoprawni pracownicy, wezmą lewe L4.

Nagle do Dracona podbiegła jakaś laska i zaczęła go całować
Ale jak, tak ni z gruchy ni z pietruchy zaczęła go molestować? Normalnie nagły atak spawacza. ^^

- Pośpiesz się Malfoy nie mamy czasu - ponaglił go Zabini
- No właśnie - syknęła Lestrange.
Chłopak odepchnął ciemnowłosą dziewczynę od siebie.
Gdy trójka nastolatków stanęła pod chimerą doszli do wniosku, że nie znają hasła.
Szybcy są. :>

- Zawsze trafią się takie matoły - warknęła Diana.
Dziewczyna usiadła pod ścianą. Zamyśliła się.
Po chwili uznała, że spodobało jej się to, więc zamyśliła się jeszcze raz.

Niedługo jej ramię miało być skalane Mrocznym Znakiem. Tatuaż miał szpecić jej jasną skórę.
A tak miała nadzieję wytatuować sobie w tym miejscu Hello Kity. :(
Ekhem, to ona nie martwi się tym, że prawdopodobnie będzie musiała zabijać, tylko efektem estetycznym?!
No co Ty, to są poważne rzeczy! Jak tu z taką wielgaśną dziarą założyć bluzkę na naramkach? :D

Miał powiązać ją na służbę u Czarnego Pana, aż do jej ostatnich dni życia.
No, albo do ostatnich dni jego życia.

- No i co tak stoicie? Wymyślajcie jakieś hasło. Znając tego starego durnia jest to nazwa jakichś słodyczy - syknęła.
Dracon i Blaise na zmianę wymyślali przeróżne nazwy łakoci.
Po chwili zirytowana Diana warknęła:
- Mellon!
... chimera odsunęła się. Niestety – przez wejście wybiegły na nich gobliny. Jestem przekonana, że gdyby Dumbledore miał polskie korzenie, hasło brzmiałoby „kurwa mać”.

- Taa... Może jeszcze krwotocznki truskawkowe! - Chimera odskoczyła ukazując kręte schody prowadzące do gabinetu Albusa Dumbledora. - Czyli to był hasło - dodała.
No shit, Sherlock.

Ślizgoni zapukali do gabinetu. Słysząc ciepłe '' proszę '' skrzywili się mimowolnie.
A co miał im powiedzieć? „Włazić, wy wulwy niedogolone”?!
W domu nauczono ich, że pukają tylko mięczaki – prawdziwi twardziele wszędzie włażą jak do rodzinnej stodoły.

po chwili przekroczyli próg gabinetu.
Opowiedzieli profesorowi barwną historyjkę o ' niby ' chorobie Narcyzy. Biedak prawie się wzruszył. Puścił ich do domu na tydzień, każąc pozdrowić panią Malfoy.
Która była jego serdeczną przyjaciółką, nieprawdaż.

- Diano pomóc ci znieść kufer? - Zapytał Blaise wchodząc do dominatorium.
- Przydałoby się. Uwaga zaraz wejdzie tu Draco.
I trzeba znów rozbić mu nos! Pełna mobilizacja!

- Co ty Diana przewidujesz przyszłość? - Zapytał z ironią Malfoy.
- Tak... Twoja przyszłość nie zapowiada się wesoło, widzę za tobą Pansy!(...)
- Chodźmy ojciec już czeka na nas - oznajmił Draco chcąc się uwolnić od Parkinson, która już się na nim wieszała.
Kazawszy mu trzymać rękę wysoko w górze, mocowała na jego nadgarstku zgrabny sznur z pętlą.

- Ale Dracusiu poczekaj! - Krzyknął Mops.
- No do cholery ty mój kochany kuzynie poczekaj dziewczyna za tobą rozpacza. Jak możesz jej tak łamać serce! - Zalamentowała panna Lestrange.
Można zakwilić, zaszlochać, ale zalamentować – nie.
Ewentualnie ja mogę zaraz kogoś zaszlachtować.

Gdy tak biegli każdy za każdym
Co się głupio patrzycie? „Jedno za drugim” już jest passé.

w oddali zauważyli mężczyznę o długich tlenionych włosach.
Dalibóg, Legolas?! o.O
Geralt?!

- Kurwa mieliście nie wzbudzać podejrzeń - jego wzrok zatrzymał się na Pansy. - Zmywaj się stąd szmato – warknął w jej stronę.
No tak, Lucjusz wyszedł z więźnia. Od razu przypomina się dowcip o tym, jak to Prosiaczek wrócił z wojska. ^^

- Jak tak można!? Może to będzie twoja synowa! - Krzyknęła oburzona Diana. Po chwili złapała się za usta wiedziała, że z Malfoy'em seniorem nie ma żartów.
- Zamknij się mała suko - syknął.
No wreszcie jakiś, który jeszcze ma jaja...
No co, biedak odreagowuje. Wiesz, jaki to koszmar dla faceta jego urody, siedzieć w pace? ;)

~~*~~
Po chwili aportowaliśmy się przed Dworem Malfoy'ów. (...)
Powracały wspomnienia. Gdy byliśmy z Draconem małymi dziećmi wujostwo nie troszczyło się o mnie tak, jak o niego. On zawsze był ich jedynym kochanym synkiem Cyźki.
Ich kochany synek Narcyzy? To znaczy, że w 60 % był synem swojej matki, a tylko w 40 % ojca?

Jedynie Lucjusz traktował nas tak samo - obojętnie. Jego nie obchodził dom, rodzina. Pracował całymi dniami, gdy wracał wieczorem każdy wiedział, że lepiej z nim nie zadzierać. Często bił Narcyzę nawet czasami gwałcił, a my z Draco musieliśmy się temu przyglądać.
Taaaa, a poza tym pił, zmuszał ich do pracy w kopalni i zabierał całą ich wypłatę na wódkę.
I nigdy nie kupił im szczeniaczka.
Większość czasu spędzał siedząc przed telewizorem w kapciach i przepoconym podkoszulku, rechocząc tępo i żłopiąc Mocnego Fulla.

Kiedy mu się postawiłam poczułam po raz pierwszy ból zaklęcia - Crucio. Miałam zaledwie sześć lat. Małe, nierozumne dziecko, a już musiałam doświadczyć tego bólu.
I mieszkając z Bellatrix pewnie byłoby ci lepiej, nie?

Otworzyłam drzwi do swojego pokoju. Mojego azylu. Tutaj mogłam odpocząć od codzienności. Było to jedyne miejsce w dworze, które kochałam.
Po chwili usłyszałam ciche pukanie do drzwi.
- Czego? - Warknęła.
Drzwi otworzyły się. Na progu stał Blaise i uśmiechał się łobuzersko.
- Cześć.
- Czego chcesz? - Zapytałam niezbyt miło.
Chłopak podszedł do mnie. Usiadł obok mnie na satynowej pościeli.
Zawsze ta satyna. Kto zgłasza się na ochotnika by wytłumaczyć ałtorkom, że to nie synonim jedwabiu?

- Tego - powiedział z łobuzerskim błyskiem w oku.
Po chwili wpił się swoimi ustami w moje wargi.
Po chwili? Musiał najpierw obliczyć trajektorię lotu?
O, mamy nawet seksik! Doprawdy, czego chcieć więcej?
Sensu. =.=

Początkowo całował mnie nieśmiało, delikatnie. Jego pocałunki były niczym muśnięcie motyla.
To znaczy, łaskotały nieprzyjemnie i były lekko włochate?
Zostawał po nich na skórze taki brokatowy ślad?Brokatowy ślad to zostaje po Edwardzie. W sumie... I jedno, i drugie ssie, lata i sypie naokoło brokatem. Może Edzio jest motylem? :D

Gdy oddałam zachłannie pocałunek zaczął całować mnie namiętnie z pasją. Jego język rozwarł delikatnie moje wargi.
Rozwarł delikatnie, taa. A potem przytłoczył ją subtelnie - swoim ciałem.

Zaczął badać wnętrze moich ust.
Spenetrować jamę ustną, chciałaś powiedzieć. No dalej, Ałtorko, nie oszczędzaj nas.

Jęknęłam głucho w usta chłopaka.
A echo się gardłem poniosło...

Po chwili Zabini oderwał się od moich wargi, które były już nabrzmiałe po pocałunku.
Litości! Dobrze, że jej nie popękały...
Może to były te drugie wargi? ^^

Popatrzyłam na niego lekko zamglonym wzrokiem. Blaise zaśmiał się cicho i nachylił w moją stronę.
- Świetnie całujesz - szepnął przygryzając lekko płatek mojego ucha.
Po chwili usłyszałam głuchy trzask zamykanych drzwi.
To był, Moi Mili, seks w pozycji „na partyzanta, czyli Hit&Run”.

Opuszkami palców dotknęłam lekko nabrzmiałych warg, a na moje twarzy pojawił się lekki uśmiech.
I wszystko było takie lekkie. A wszystko to dzięki pieczywu Lekkie – 7 ziaren firmy Sonko!

* * *
Następnego dnia obudziłam się wcześnie. Wieczorem nie mogłam zasnąć. Wspominałam pocałunek Zabini'ego. Czułam coś do niego.
Od jednego pocałunku? To cię wulwa mogła swędzieć co najwyżej. Chyba, że ci się opryszczka wykluwa.

Leżałam tak kilka godzin rozmyślając o przeróżnych rzeczach. Bałam się, lecz było to nieuniknione musiałam zostać Jego sługą. Takie było moje przeznaczenie. Cholera chciałabym być kimś innym.
Malarzem pokojowym, na ten przykład. Albo szczypiornistką – badmintonistką.

Jestem cholerną arystokratką, która musi słuchać, co jest dla niej dobre. W przyszłości zapewne starzy wybiorą jej męża i będę musiała się zgodzić na ślub. Nawet, jeśli wybranek ma być jakimś staruchem, lub debilem. Muszę zrobić to dla ' dobra ' rodu. Muszę dać potomka, który nie jest skalany mugolską krwią. Jebać to!
Potomka? Na miły bór, nie! To nie jest dobrze widziane w towarzystwie.

Ubrałam jakąś czarną sukienkę. Była do kolan, dekolt miała w łódkę. W pasie miała czarną kokardę, była na grubych, czarnych ramiączkach.
KWIK. Rozpacz rozpaczą, ale opis kreacji musi być. :D

- Hej Draco. Przeznaczenie wzywa? - Wkroczyłam do pokoju kuzyna.
- Niestety. Ładna sukienka.
- Dzięki. Idziemy do Blai... Zabini'ego?
Dlaczego ona wciąż mówi do niego po nazwisku?

- Jasne.
Malfoy wparował do pokoju Diabła bez pukania.
- Siemasz Zabini.
Bardzo ładne imię! O niebo lepsze niż Blaise, moim skromnym zdaniem.

- Cześć Smoku. O Diana - uśmiechnął się na widok dziewczyny, po chwili zlustrował ją wzrokiem. W jego oczach można było dostrzec pożądanie.
To ta sukienka. Chłopak ma fetysz kokardek i grubych ramiączek.

- Idziemy? - Zapytała Lestrange lekko speszona przenikliwym wzrokiem Blais'a.
W jadalni wiele krzeseł było już zajętych.
W JADALNI? Oni mają zamiar dokonywać tego zabiegu pomiędzy wazami z zupą i półmiskami z sosem?
Nie no, to taka metafora tylko. W rzeczywistości są na pastwisku.

Zauważyłam Bellatrix, Lucjusza i Cyźkę.
Na twarzy pierwszej dwójki widać było dumę. Narcyza była smutna nie chciała, aby jej syn stał się śmierciożercą.
Podzielała marzenie syna o obwoźnym kramie z gumkami do gaci. To takie smutne...

Lecz słowo jednej słabej kobiety nic nie da.
Po chwili w sali pojawił się Czarny Pan. Miał czarną, długą szatę. Jego oczy były czerwone. Twarz była biała, niczym kreda. Na twarzy błąkał się drwiący uśmiech.
Wzdrygnęłam się mimowolnie.
- Panna Lestrange, pan Zabini i Malfoy (nie pan, a zwykły cham) dzisiaj dołączą do naszego grona - syknął Czarny Pan. Nagini - wielki wąż wił się na ramionach Tom'a Riddl'a.(...)
Dziewczyna na drżących nogach podeszła do Riddle'a.
Złapał on brutalnie dłoń dziewczyny. Przyłożył różdżkę do skóry Diany szepcząc formułki zaklęcia.
Lestrange syknęła cicho. Bolało. W lazurowych oczach dziewczyny pojawił się łzy. Jednak ona nie pozwoliła im wypłynąć. Nie mogła płakać. Diana przygryzła wargę. Nie złagodziło to bólu. Po chwili z wargi zaczęła płynąć krew. Nie zwróciła na to uwagi.
Kilka sekund później Tom puścił rękę dziewczyny.
Na bladej skórze widniał Mroczny Znak.
Czuła się okropnie. Była śmierciożercą.
Po niej przyszła kolej na Zabini'ego, a później był Malfoy.
To sthhhaszne.

86 komentarzy:

JvZ pisze...

Buahahahahaha! PIĘKNE! :D Te piękne cięte riposty, ten mhrock! Normalnie aż mi coś w nodze zaczęło się robić od śmiechu xDD
Dzięki wielkie. Szkoda że znowu tydzień czekania...
Będzie część trzecia?

SStefania pisze...

Wyjątkowo cudnej urody opko Wam się trafiło, no i też stanęłyście na wysokości zadania, ubawiłam się, dziękuję, czekam na za tydzień!

Anonimowy pisze...

A ja nie znam dowcipu o Prosiaczku wracającym z wojska. Opowiecie?

Wonsz pisze...

Wpisz sobie w Google: "Prosiaczek wraca z wojska"
Przez Stumilowy Las idzie wielki owłosiony dzik i pali papierosa. Podchodzi do Chatki Puchatka i puka. Otwiera mu Krzyś. -Jest Puchatek?- Pyta dzik wypluwając peta. -Nie ma.- Odpowiada przestraszony Krzyś. -To jak wróci, to powiedz mu, że Prosiaczek wrócił z wojska.

Zaiste, chędogo, analiza zacna!

Rzepicha von Mjensen pisze...

Wiecie, czego mi brakowało w cytatach zebranych z Diany Sue?
"Chyba ty!" ;D

Analiza przewyborna, Ferdynand Malfoy mnie urzekł, aż się zamyśliłam i spodobało mi się to ;)

Anonimowy pisze...

> do kostek dekolt był w kształcie litery V
Dekolt do kostek? To gdzieś jeszcze była sukienka?
* A potem Diana zaczyna płakać kryształami i...

> Łzy znaczyły drogę na moim ciele od bladych policzków do dekoltu sukienki
* żłobiąc tym samym rany na nogach.

Przerażające.

Analiza genialna!

jasza

Anonimowy pisze...

Mam pytanie czy ktoś pozwolił wam analizować mojego bloga? Uważam, że na to trzeba zgody autorki, a nie wyśmiewanie bez jej wiedzy! . Zachwujecie się po prostu chamsko. Może same piszcie o HP i na pewno bd to ekstra opowiadanie . Jeśli wam się mój blog nie podoba wystarczy porzycisnąć czerwony krzyżyk, a nie wyśmiewać . To pokazuje jakie jesteście miłe . Kurwa piszcie same blogi a później je wyśmiewajcie . !

Anonimowy pisze...

głupie dziw** z was

Anonimowy pisze...

No właśnie. Kto do cholery kazał wam analizować jej blog. Ona? Nie! To dlaczego do kurwy nędzy analizowaliście jej blog?! Żeby się wyśmiać ? Nie ma z czego! Ona ładnie pisze! Jeśli chcecie się tak na prawdę wyśmiać to napiszcie swoje blogi i potem je wyśmiewajcie do cholery !

Anonimowy pisze...

Jak możecie? Ktoś się napracował a wy oczywiście musicie to zepsuć? Żal mi was dzieci

Anonimowy pisze...

zaraz zbiorę grupę ludzi żeby założyli bloga o ty jak beznadziejny jest wasz blog

Anonimowy pisze...

Pfahahaha *tarza się po ziemi*
Żałosne -.-".
Dobra,ku*rwa,mam małe pytanko :
po co analizujecie bloga skoro nie dostałyście zgody?
Same zacznijcie pisać opowiadania.
To wcale nie jest łatwe,wiem coś o tym,bo sama piszę...
ale rozumiem najłatwiej się wyśmiewać z kogoś nie pokazując swojej inwencji twórczej.?

Ps. Nie,nikt mnie nie nasłał.Czytam komentarze,to wystarcza.

Kalevatar pisze...

Jeżu drogi, dziecko, wstrzymaj tę słowną obstrukcję. Nie zauważyłaś, że w każdym komentarzu piszesz to samo? Twoje "żale" dotarły do nas już za pierwszym razem, serio.

A teraz skup się:
Tym się analizatornia różni od ocenialni, że nie wymaga Twej łaskawej ałtoreczkowej zgody na zajęcie się tekstem. Mówiąc prościej: nikt nam zgody dawać nie musi. Zamieszczając swoje opko w necie automatycznie wyrażasz zgodę na to, by ktokolwiek, kto je przeczyta, mógł się wypowiedzieć na jego temat. Nie pasuje Ci to? Usuń bloga.

"Jeśli wam się mój blog nie podoba wystarczy porzycisnąć czerwony krzyżyk, a nie wyśmiewać ."
Nawet w komentarzu musisz sadzić takie byki, jak w opku? Czytanie własnego tekstu nie boli.
Co do meritum - jeśli kiedyś będę chciała spytać Cię o to, co mi wolno a co nie, zrobię to. Póki co Twoje "dzieło" okazało się tak denne, że trudno było przejść nad tym do porządku dziennego - co zaowocowało analizą.

"To pokazuje jakie jesteście miłe ."
Na szczęście nie ma przymusu bycia miłą. To wygodne, nieprawdaż?

"Kurwa piszcie same blogi a później je wyśmiewajcie . !"
To z kolei pokazuje, jak Ty świecisz erudycją i dobrymi manierami. No i logiką rozumowania - po co miałybyśmy pisać coś po to, by to wyśmiewać? To byłoby bez sensu, nie uważasz?

"Żeby się wyśmiać ? Nie ma z czego! Ona ładnie pisze!"
Hmm... Ałtoreczko (bo to wciąż Ty, prawda?), zauważyłaś te kolorowe dopiski do tekstu? To błędy, które znalazłyśmy w Twoim opowiadaniu. Sporo ich, prawda? Wierz mi, nie wszystkie byki, które wypasałaś w tym opku, chciało nam się komentować. Nie, nie piszesz ładnie ani nawet poprawnie.

"Jak możecie? Ktoś się napracował a wy oczywiście musicie to zepsuć?"
Strasznie mi przykro. Można by pomyśleć, że co najmniej włamałyśmy się na Twego bloga i wywaliłyśmy opko, wstawiając na to miejsce linki do gejowskiego porno. ^^ A czy my kogoś zmuszamy do czytania analizy...?

"zaraz zbiorę grupę ludzi żeby założyli bloga o ty jak beznadziejny jest wasz blog"
Nie zapomnij wideł. I słownika ortograficznego.

"Same zacznijcie pisać opowiadania.
To wcale nie jest łatwe,wiem coś o tym,bo sama piszę..."
Serio? Podrzuć linki. ^^

Anonimowy pisze...

Powiem jedno: Ja napisałam tylko JEDEN komentarz reszta to czytelnicy mojego bloga, którym może te moje ' głupie teksty ' pasują. Wiesz może nerwowo zaragowałam. Ale znazłam już betę i poprawie opowiadanie. Ale nie chce abyście dalej ciągneli tą ' analizę. ' Wiem, że nie piszę najlepiej, ale każdy może spróbować swoich sił w pisaniu bloga, więc po prostu chcę abyście mi i mojemu blogowi dali spokój. Jest wieele gorszych od mojego i nie zauważacie ich. ;/

Anonimowy pisze...

Ahaha. Wiesz,nie będę Ci podrzucała linka,bo to żałosne i denne. Mało tego : nie musisz konwersować takim wyszukanym słownikiem,bo to wcale nie oznacza,że jesteś inteligentną osobą.

Leleth pisze...

O konwersacji słownikiem jeszcze nie słyszałam :) Trudnych słów też trzeba umieć używać.
Analiza świetna, jak zawsze. :)

Anonimowy pisze...

No to proszę,usłyszałaś. cieszysz się ? -.-"

Kalevatar pisze...

"Powiem jedno: Ja napisałam tylko JEDEN komentarz reszta to czytelnicy mojego bloga, którym może te moje ' głupie teksty ' pasują."
Następnym razem poproś ich, by podpisywali się pod swoimi postami. Nietrudno wziąć za jedną osobę nadawców kilku postów zawierających identyczną treść ujętą w podobnie niegramatyczny sposób. Oczywiście zakładając, że to rzeczywiście nie była jedna osoba.

"Wiesz może nerwowo zaragowałam. Ale znazłam już betę i poprawie opowiadanie."
Cieszy mnie to. Serio. Tylko czemu nie zaczęłaś od razu mówić do nas jak do ludzi zamiast wyskakiwać z żalem i kurwami? No i czemu miałybyśmy być dla Ciebie miłe, gdy Ty zaprezentowałaś tu prawdziwe Wejście Ćwoka?

"Jest wieele gorszych od mojego i nie zauważacie ich. ;/"
Oj, zauważamy, wierz mi. Poprzednie analizy dowodem.
Co do następnej analizy - właściwie planowałam dać sobie spokój po dwóch notkach - ten blogasek jest naprawdę denerwujący - ale w tych okolicznościach wraz z Pigmejką przemyślimy to jeszcze.


"Wiesz,nie będę Ci podrzucała linka,bo to żałosne i denne."
Cieszę się, że jesteś tak krytyczna w stosunku do własnych "dzieł"; wierzę na słowo, że reprezentują niski poziom. Gdybyś jednak chciała kiedyś spotkać się z naszą miłującą szczerością, wiesz, gdzie nas szukać.

"Mało tego : nie musisz konwersować takim wyszukanym słownikiem,bo to wcale nie oznacza,że jesteś inteligentną osobą."
Wiesz, ja konwersuję ustami, względnie pisemnie - rozmawiać słownikiem jeszcze mi się nie udało, ale domyślam się, że to fascynujące przeżycie. Istotnie, wyszukane słownictwo nie świadczy o inteligencji - w przeciwieństwie do precyzyjnego ubierania swych myśli w słowa. A to, która z nas opanowała tę sztukę lepiej, pozostawię już pod ocenę Czytelników.

Anonimowy pisze...

Po prostu wyjechałam z przekleństem, gdyż trochę mnie wkurzyło, że dowiedziałam się o analizie znajdując są w internecie i nie wiedząc o niej wcześniej.Wiesz teraz, gdy to przemyślałam uważam, że analiza pomogła mi troche. Beta zgodziła się poprawić mi rozdziały i mam nadzieję, że z czasem poprawi mi się styl pisania. Zresztą nie jestem jeszcze jedną z starszych blogowiczek, więc z czasem zapewne bd pisać chociaz odrobinę lepiej.

Diana Lestrange .

Anonimowy pisze...

Sorr, za błędy w komentarzu pisałam na szybko ;d

Wiktoria pisze...

Vicki z tej strony.
Rozumiem, nudzi Wam się i nie mogłyście znaleźć sobie zajęcia.
Wasz blog nie podchodzi pod jakąkolwiek ocenialnie. Tę stronę można podszyć pod dział "pośmiewisko innych blogów".
Nie dajecie wskazówek, tylko wyśmiewacie- to po pierwsze.
Po drugie: NIE INFORMUJECIE autorów o "analizie". A to podchodzi pod łamanie regulaminu.
Diana jest moją przyjaciółką i(na razie ładnie poproszę) przestańcie krytykować kogokolwiek BEZ ZGODY. Rozumiemy się?

Anonimowy pisze...

Przeczytałam część postów i powiem szczerze,że ten blog jest po prostu nudny.Nie zawiera nic specjalnie śmiesznego.Same obrazy,docinki i riposty,rodem z tych durnych,animowanych bajek lecących na MTV.
Nie dziwię się autorce (chyba Dianie,tak?),która padła fatalnemu ocenieniu jej ciężkiej pracy.
Ludzie,którzy temu przyklaskują (zapewne same "swetquuu" nastolatki),zapewne sami nie mają własnych blogów i nigdy nie spotkali się z krytyką (u autorek również to podejrzewam).
Zupełnie nie rozumiem jak takie wytykanie błędów i obrażanie, może sprawiać jakąkolwiek przyjemność.
Drogie autorki (zdegenerowane emocjonalnie osobniki,wyszczekane i "inteligentne" analizatorki,czy jak kto woli): czyżbyście miały kompleksy i leczyły je w taki,a nie inny sposób?
Skoro jesteście na tyle mądre,żeby wyśmiewać się z niewinnych nastolatek,które popełniają błędy ortograficzne jak i interpunkcyjne(teraz powtórzę tekst z innych komentarzy),może same z łaski swojej spróbujecie napisać jakiś "fanfik" i pokażecie światu na co was drogie dziewczęta stać?

Sierżant pisze...

>i(na razie ładnie poproszę) przestańcie krytykować kogokolwiek BEZ ZGODY. Rozumiemy się?
A jak nie, to co?


Wybaczcie, Kalevatar i Pigmeju, nie mogłam się powstrzymać.

... pisze...

Sierżant... nie domyślasz się? Umm.. Jaka szkoda. Jest.. koło dwudziestu osób, które są gotowe natychmiast zgłosić bloga do USUNIĘCIA. Pasuje? Ja chętnie to zrobię.
A jak nie: sąd zawita.

Sierżant pisze...

Dobrze, a na jakiej podstawie chcecie zgłosić bloga do usunięcia? Nie łamie ani regulaminu serwisu Blogger.com, ani polskiego prawa. Więc?

... pisze...

Zacytuję "Prawa autorskie: zawsze reagujemy na zawiadomienia o przypuszczalnym naruszeniu praw autorskich." W regulaminie.
Dziewczyny, które prowadzą bloga, KOPIUJĄ sobie zawartość opowiadań INNYCH AUTORÓW, wklejają to do siebie, ponadto wyśmiewają.
Mocne, nie sądzisz?
Tym bardziej, jak ma się dobrego adwokata.

Sierżant pisze...

Kochanie, wpisz w Gogle "prawa autorskie" i "prawo cytatu". Jak już się dowiesz, co to jest, będziemy mogły dalej rozmawiać.

Anonimowy pisze...

Prawa autorskie: między innymi przepisy upoważniające autora do decydowania o użytkowaniu dzieła i czerpaniu z niego korzyści.
Zaś prawa cytatu to bez zgody autora, wiem o tym.
Ale na tym blogu nie widzę cytatów tylko żywcem spisane. Um...

Kalevatar pisze...

"Vicki z tej strony.
Rozumiem, nudzi Wam się i nie mogłyście znaleźć sobie zajęcia."

"Wasz blog nie podchodzi pod jakąkolwiek ocenialnie."
Celna uwaga, bowiem - tadam! - to nie jest ocenalnia. Czym jest analizatornia, masz wyłożone w osobnym artykule. Jakiś problem?

"Nie dajecie wskazówek, tylko wyśmiewacie- to po pierwsze."
Kolejna celna uwaga - nigdzie nie deklarowałyśmy, że prowadzimy warsztaty poprawnego pisania. Poza tym ludowa mądrość mówi, że mądrej głowie dość po słowie, a ałtoreczce i elaboratu nie starczy. Jeśli ktoś rzeczywiście chce się poprawić, zrobi to.

"Po drugie: NIE INFORMUJECIE autorów o "analizie". A to podchodzi pod łamanie regulaminu."
Jakżeż to? Jakiego regulaminu? Dowody proszę.

"Diana jest moją przyjaciółką i(na razie ładnie poproszę) przestańcie krytykować kogokolwiek BEZ ZGODY. Rozumiemy się?"
Słonko, powstrzymaj dresiarskie zapędy, nie jesteśmy na Twojej dzielni. Co nam zrobisz? Naskarżysz do admina, że ktoś pokazał dianie, że pisze z błędami?

"Przeczytałam część postów i powiem szczerze,że ten blog jest po prostu nudny.Nie zawiera nic specjalnie śmiesznego.Same obrazy,docinki i riposty,rodem z tych durnych,animowanych bajek lecących na MTV."
Cóż, rozumiem, że w kwestii ramówki MTV i tamtejszych żartów jesteś ekspertem. Pozwolę sobie tylko spytać - czego oczekiwałaś po tym blogu? Przepisu na jabłecznik? Typologii ceramiki neolitycznej? Napisałyśmy przecież jasno, czym i w jaki sposób się zajmujemy.

"Nie dziwię się autorce (chyba Dianie,tak?),która padła fatalnemu ocenieniu jej ciężkiej pracy."
Nie wiem, czy Diana gdzieś padała - jeśli tak, jej oddana przyjaciółka Vicki z pewnością pomoże jej wstać. I znowu - nie jesteśmy ocenialnią. Tak trudno to pojąć?

"Ludzie,którzy temu przyklaskują (zapewne same "swetquuu" nastolatki),zapewne sami nie mają własnych blogów i nigdy nie spotkali się z krytyką (u autorek również to podejrzewam)."
Zdziwiłabyś się. No, ale czego spodziewać się po zwolenniczce konstruktywnej krytyki jak nie prostackiego ad presonam w stylu "jesteście głupi".

"Skoro jesteście na tyle mądre,żeby wyśmiewać się z niewinnych nastolatek,które popełniają błędy ortograficzne jak i interpunkcyjne"
...jaki i składniowe, logiczne i merytoryczne; mówiąc krócej - wypisują bzdury, przynosząc wstyd fandomowi i literaturze jako takiej. No rzeczywiście, niewinne jako te lilije.

"może same z łaski swojej spróbujecie napisać jakiś "fanfik" i pokażecie światu na co was drogie dziewczęta stać?"
Wybacz, Anonimie, ale zniszczę Cię śmiechem. Nawet nie za to, że obsługa Googla najwyraźniej Cię przerasta, ale za próbę tak nieudolnego wzięcia mnie pod włos. Niby czemu miałoby nam zależeć na tym, byś Ty i inne ałtoreczki poczuły się spełnione mogąc porównać własną twórczość do naszej? Czemu ma nas obchodzić, czy uważacie nasze analizy za sprawiedliwe i uprawnione?

Sierżant pisze...

Prawo cytatu – prawem dopuszczalna możliwość przytoczenia w tworzonym przez siebie dziele urywków rozpowszechnionych utworów lub drobnych utworów w całości bez zgody ich twórcy i bez uiszczania na jego rzecz wynagrodzenia. (...) Z utworów nie objętych prawami majątkowymi można bowiem korzystać swobodnie, pod warunkiem oznaczenia autora.
[Wikipedia]
Kochanie, znajdź mi proszę cytat z całego bloga, na którym właśnie jesteśmy, w którym autorki analiz podają się za autorki cytowanych fragmentów.
Cytat (łac. citatio, niem. Zitat) – dosłowne przytoczenie czyichś słów. (...) Może mieć charakter jawny, w postaci wyraźnie wyróżnionego tekstu, lub niejawny, stanowiąc rodzaj aluzji.
[Wikipedia]
Każdy cytat na tym blogu jest wyraźnie wyróżniony, nie uważasz?

... pisze...

Ja nie mam zachowania dresiarzy. Ja znam swoje prawa i mam swoją godność. A jeżeli ktoś nie życzy sobie, by oceniać, analizować czy co tam jeszcze macie, jego bloga, jego opowiadania- nie powinnyście tego robić.
Mało tego: podałam już punkt regulaminu.
Dodam jeszcze, że nie chce mi się z Wami kłócić. Nienawidzę robić sobie wrogów w świecie realnym jak i wirtualnym.
Na koniec dodam, że blog może i byłby fajny, gdyby były zgody na analizy.
Każdy ma swoje źródła poprawnego pisania, co?
Pozdrawiam i proszę o koniec dyskusji.

Kalevatar pisze...

"Dziewczyny, które prowadzą bloga, KOPIUJĄ sobie zawartość opowiadań INNYCH AUTORÓW, wklejają to do siebie, ponadto wyśmiewają.
Mocne, nie sądzisz?
Tym bardziej, jak ma się dobrego adwokata."
Mhm, i jeszcze wskazują link do oryginalnego tekstu, a w dodatku mają czelność nigdy i nigdzie nie podszywać się pod autorów analizowanych blogów. Potworna zbrodnia, wiem.
Dobrego adwokata? Słonko, może od razu do Anny Marii Wesołowskiej z tym idź? Albo lepiej do Rozmów w Toku.

"Ale na tym blogu nie widzę cytatów tylko żywcem spisane. Um..."
Zabawne - ja na tym blogu widzę, że tekst oryginalny wyraźnie różni się od tekstów analizatorek. Myślę, że średnio inteligentny szympans załapałby, co jest cytatem, a co nie. Cóż, gdy i ty do tego dotrzesz, będziemy mogły rozmawiać dalej.

Sierżant, może jako analizatorki powinnyśmy peryfrazować te blogaski, by ałtoreczki nie czuły się ograbione? Choć nie wydaje mi się, byśmy mogły wykrzesać z siebie coś tak bzdurnego, nawet mając blogaski za wzór.

Sierżant pisze...

>Ja znam swoje prawa i mam swoją godność(...) Mało tego: podałam już punkt regulaminu.
Który nijak ma się do rzeczywistości i Twoich zarzutów. A podobno znasz swoje prawa...

... pisze...

Ach.. dodam jeszcze, że jesteście mądre na tyle, by nie kłócić się z byle powodów. Ale cóż, mogę Was prosić o to, byście chociaż informowały autorów o Waszym zapisie?
Tak na marginesie: ciętą ripostą nic nie zdziałacie. No, może tylko wybijecie parę osób, które nie są gotowe na "krytykę".

Kalevatar pisze...

"Każdy ma swoje źródła poprawnego pisania, co?"
Zmartwię Cię, ale nie - źródła poprawnego pisania są jedne, dostępne tu:
http://so.pwn.pl/zasady.php
Miłej lektury.

"Ale cóż, mogę Was prosić o to, byście chociaż informowały autorów o Waszym zapisie?"
No proszę, a jednak da się pisać uprzejmie. Szkoda, że dopiero wtedy, gdy groźba pozwu sądowego okazała się niewypałem.

Anonimowy pisze...

Och,"anonimie",bo nie chce mi się zakładać tutaj konta.
Poza tym starałam się uchodzić za miłą osobę,ale słowo "miłą" może być różnie interpretowane,prawda?
W każdym razie Twoja wypowiedź nie zrobiła na mnie wrażenia,wręcz przeciwnie,uśmiałam się.
Skąd możesz wiedzieć,że oceniłabym Twojego (waszego) bloga tak samo jak Ty (wy) je poddajesz (poddajecie) swojej ocenie?
Nie chciałam wziąć Cię pod włos.Nie taki był mój cel wypowiedzi ;]
Wybacz,po prostu napisałam swoją opinię,mam nadzieję,że to uszanujesz.

... pisze...

Och, nie. Na samym początku przecież prosiłam. Tzn napisałam. Za sąd, sorry, kumpela mi dyktowała(nie Diana ani nikt z jej obrońców tylko kumpela, która nie jest w to zamieszana) :D Głupie, no ale cóż- szczere.

Kalevatar pisze...

"Och,"anonimie",bo nie chce mi się zakładać tutaj konta."
Napisanie ksywki pod postem nie boli, serio.

"W każdym razie Twoja wypowiedź nie zrobiła na mnie wrażenia,wręcz przeciwnie,uśmiałam się."
A sądziłaś, że pisałam to po to, by wywrzeć wrażenie na kimś, komu nie chce się nawet podpisać? Cóż, przeceniasz swe znaczenie. Nie muszę starać się Cię olśnić, by ustosunkować się do Twych niezwykle merytorycznych zarzutów.

"Skąd możesz wiedzieć,że oceniłabym Twojego (waszego) bloga tak samo jak Ty (wy) je poddajesz (poddajecie) swojej ocenie?"
A co mnie interesuje, co Ty zrobiłabyś na moim miejscu? Rozbawiła mnie uwaga, jakobym jako analizatorka była zobowiązana do wynagrodzenia ałtoreczkom strat moralnych poprzez udostępnienie im do analizy swoich opowiadań. Z jakiej racji?

"Wybacz,po prostu napisałam swoją opinię,mam nadzieję,że to uszanujesz."
A co innego mam z nią zrobić? Wydrukować w pięciuset egzemplarzach i porozwieszać na Monciaku? I z jakiej racji przepraszasz mnie za to, że wyrażasz swoje zdanie?


"Za sąd, sorry, kumpela mi dyktowała"
Proszę, nie pogrążaj się i nie zrzucaj odpowiedzialności na innych. Miej trochę godności.

Anonimowy pisze...

Ach, jak ja kocham pełne oburzenia komentarze ałtorek i koleżanek ałtorek pod analizami ;D

Szprota pisze...

Ojaaa, PLUS ma oburzone ałtoreczki! Przyczajone pieniactwo sądowe, ukryty foch! Zazdroszcze!
Szpro z drugiej strony SuStra

Ana pisze...

Kalevatar, od dzisiaj jesteś moim bogiem...

"Mało tego : nie musisz konwersować takim wyszukanym słownikiem,bo to wcale nie oznacza,że jesteś inteligentną osobą."
Wiesz, ja konwersuję ustami, względnie pisemnie - rozmawiać słownikiem jeszcze mi się nie udało, ale domyślam się, że to fascynujące przeżycie. Istotnie, wyszukane słownictwo nie świadczy o inteligencji - w przeciwieństwie do precyzyjnego ubierania swych myśli w słowa. A to, która z nas opanowała tę sztukę lepiej, pozostawię już pod ocenę Czytelników.


Po prostu pewne rzeczy nie wymagają dodatkowej obrony, bądź komentarza. W tej dyskusji wszystko jest jasne, bo słowa ałtorki, jej istniejących bądź nie znajomych i analizatorów po prostu tak bardzo mówią same za siebie. Odbiera mi mowę fakt, że wy jeszcze do tej dziewczyny mówicie z powagą - próbując jej wytłumaczyć, dlaczego może się wściekać i nic poza tym. Obawiam się, że idea prawa cytatu może pozostawać poza jej zasięgiem, moi państwo.

Bardzo się cieszę, że zjawiła się tu ałtoreczka i wypowiedziała. A każde jej słowo niczym Rafaello było.

Anonimowy pisze...

Istniejących znajomych. Jeszcze wmów, że ja podszywam się pod tyle osób ech... A wściekać się mogę, bo ktoś tekst, który staram się napisać jak najlepiej po prostu wyśmiewa. To nie jest miłe wierz mi Ana.

Diana.

Pigmejka pisze...

Wygląda na to, że informację o prawie cytatu trzeba będzie gdzieś zamieścić na blogu... Bo powtarzanie wciąż i wciąż od nowa, że cytowanie to NIE jest łamanie praw autorskich robi się nudne.

Na wszelki wypadek podam jeszcze raz pełną treść wspomnianego prawa:

"Można bez zgody autora przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, lecz trzeba podać autora i dzieło. Jest to tzw. prawo cytatu. Prawo bezpłatnego przytaczania urywków rozpowszechnionych utworów lub drobnych utworów w całości, przysługuje w zakresie uzasadnionym:wyjaśnieniem lub analizą krytyczną (jeśli na przykładzie fragmentu jakiegoś utworu wyrażamy własną opinię), prawami gatunku (np.: tworząc karykaturę cudzego utworu wykorzystujemy jej elementy, jednak uzasadnione jest specyficzną formą karykatury), nauczaniem (np.: fragmenty występujące w podręcznikach albo czasopismach popularnonaukowych). (art. 29. ust.1. ustawy)

Zatem wszystko, co robimy, jest zgodne z prawem autorskim.

PS. Diano - niestety, należy pogodzić się z tym, że jeśli coś publikujesz, to może to zebrać zarówno pozytywne, jak i negatywne komentarze. Ty wściekasz się, kiedy ktoś wskazuje Ci błędy w Twoim opowiadaniu - cóż, ja wściekam się, kiedy ktoś profanuje zasady języka polskiego, nawet nie starając się ich przestrzegać (korzystanie ze słowników i autokorekty w Wordzie naprawdę nie boli).
Pragnę też zwrócić uwagę, że Twój tekst nie został "po prostu wyśmiany" - analiza jest formą ironicznego komentarza, mającego uwidocznić błędy i absurdy tkwiące w tekście. I ten, kto czyta uważnie, powinien umieć wyciągnąć z niej wnioski.

Szprota pisze...

Na tym, miedzy innymi, polega publikacja w internecie, ze kazdy moze przyjsc, skomentowac i nawet, o zgrozo, poddac krytyce. Ba. Ma tez pelne prawo wykpic, jesli pisanina jest nieudolna.

Jak sie publicznie pokazuje tylek, glupio miec pretensje do publiki, ze liczy na nim pryszcze.

Anonimowy pisze...

Ja tam nie mam nic do tego pogodziłam się z tym kilkanaście minut po napisaniu komentarza tego pierwszego, beta poprawi mi rozdziały i mam nadzieję, że będą lepsze. Zmienię trochę charaktery głównych postaci. Rok temu zaczęłam pisać i uważam, że za szybko. Jednak teraz spróbuję poprawić styl pisania. Bo 14 to w końcu nie 13 lat xd.
Mam nadzieję, że nie będziecie już ' znęcać się nad moim opowiadanie xd ' bo jest wiele o dużo gorszych w necie. Pozdrawiam.

Diana.

Nemui pisze...

I wszystko w tym temacie, zaś ałtoreczce i jej paczce serdecznie dziękujemy i współczujemy.

Bardzo ładnie, zgrabnie. Szkoda że na świecie jest tylu.. ludzi. TAKICH ludzi :D

Na przyszłość - po znakach interpunkcyjnych stawiamy spację.

Anonimowy pisze...

Niby czego współczujecie? I jakich ludzi?

Kalevatar pisze...

Starczy już, moi mili. Ałtoreczka zamilkła, Wielokropki i Anonimy też zwinęły manatki, a bezcelowego flejmu nam tutaj nie trzeba.

Pigmejka pisze...

@Diana: Cieszę się, że postanowiłaś poprawić styl pisania i popracować nad swoim tekstem. Naprawdę.
Analizator bowiem ironicznie komentuje obecne w opowiadaniu błędy nie dlatego, że jest wredny i mu się nudzi. Czyni to po to, by dosadniej zwrócić na wspomniane wyżej błędy uwagę - ponieważ ma nadzieję, że dzięki temu zarówno autor tekstu, jak i inni czytelnicy wezmą sobie zasady poprawnej pisowni do serca. A że wybiera do tego taką, a nie inną formę krytyki - cóż, jego prawo. Przy tym szanujący się analizator szanuje również autorkę - i, zwróć uwagę - nigdy jej nie obraża. My skrytykowałyśmy tekst, nie Ciebie - w zamian zaś dostałyśmy bluzgi i groźby. Tak jak napisała wyżej Kalevatar - flejmu tu nie pochwalamy i nie praktykujemy. Więc, tak na przyszłość - dyskutować też można kulturalnie, naprawdę.
Mam nadzieję, że doszłyśmy do porozumienia i tym samym mogę uważać tę dyskusję za zakończoną.
Pozdrawiam.

Chłopak z Pomorza pisze...

Badziewny pomysł, badziewnych dziewczyn. Uśmiać się można nad waszą głupotą. Po żeście założyły ten blog? Ohahohahoha, chyba z własnej głupoty. Niepotrzebnie robicie z siebie głupie i "mające racje"(bo macie w wiekszości) dziewuchy. I po co, u licha, wyłapujecie takie blogi? Każdy ma swój styl. Najpierw spójrzcie na siebie, a potem oceniajcie(za zgodą, jak ktoś tu już pisał) innych.

Kalevatar pisze...

*wzdycha ciężko*
Chłopcze z Pomorza, przeczytaj czterdzieści dziewięć poprzednich postów - naprawdę nie mam ochoty tłumaczyć tego wszystkiego jeszcze raz. Choć muszę przyznać, że doceniam awangardową próbę, by w jednym komentarzu tyle razy zawrzeć słowo "głupota" - bo to przecież nie był wyłącznie skutek tego, że masz ubogie słownictwo, prawda?

June pisze...

Dziewczyny, nie palcie mar...
Znaczy, ten. Nie karmcie trolli ;-) Na tym się nigdy dobrze nie wychodzi i Wy też, obawiam się, nie wyszłyście.
Ale analiza dobra ;] Poprzedni odcinek był lepszy, tam prawie płakałam, a tu tylko kilka razy buchnęłam śmiechem (lalka! xD), ale nadal dobra ;]

Anonimowy pisze...

Te pieprzone dziwki nie mają co robić. Nie umieją pisać same więc tylko czekają aż ktoś zrobi jakiś błąd. Wydaje im się że są świetne, a pełno ludzi uważa tak jak ja. Teraz do autorek bloga:myślicie że jesteście/jesteś królową ciętej riposty? Sory ale to robisz beznadziejnie. Pewnie zaraz napiszesz coś o moim komentarzu. I mnie to gówno obchodzi. Nie umiesz pisać to nie pisz. Proste i logiczne, nie? No więc może się do tego zastosuj. Wydaje ci się że blogerka podająca się za Dianę odpowiedziała na to śmiechem?A co jeśli płakała? Nie to was i tak nie obchodzi bo jesteście puste i nic nie warte.
Julia

Sierżant pisze...

Droga Julio, sugerujesz, że jeśli ktoś nie umie pisać, to ma tego nie robić, tak? Takoż więc sugeruję Tobie - jeśli nie potrafisz w towarzystwie zachowywać się jak człowiek, to wróć w spokoju do swojego chlewika i taplaj się tam ze swoimi koleżankami-świnkami, które używają równie wysublimowanego słownictwa jak Ty. Używanie zwrotów powszechnie uznawanych za wulgarne nie przystoi w tym miejscu. Jest wręcz prymitywne. Jeśli tylko na to Cię stać, to pozwól, że pochylę się nad Twą marnością ze współczuciem, ale niestety bez zrozumienia. Uważasz również, że autorki bloga są puste i nic niewarte? Ty natomiast jesteś, jak mniemam, przepełniona myślą głęboką i filozoficzną, a wyraz tego dajesz wysoką kulturą, którą właśnie nam zaprezentowałaś. Gratuluję dobrego samopoczucia, naprawdę.

Szprota pisze...

Julio.
Pisząc w ten sposób wyświadczasz Dianie niedźwiedzią przysługę. Myślę, że jest jej wstyd, że jej czytelniczka przychodzi nawrzucać analizatorkom jak najgorszy troll.
Rozumiem, że masz dobre chęci, lubisz ją czytać i jej bronisz, ale popracuj trochę nad werbalizacją tego, co nam chcesz przekazać, bo wypowiedzi w tak rynsztokowej formie nie można traktować poważnie.

Tinwerina.Miriel pisze...

"Nie to was i tak nie obchodzi bo jesteście puste i nic nie warte."
Za to Ty, Julio, rzucająca na prawo i lewo wyrazami uznanymi powszechnie za obraźliwe, uważasz się za osobę wartościową i mądrą? Twoja wypowiedź, będąca przejawem zwykłego chamstwa i pospolitego buractwa, ewidentnie temu przeczy. Człowiek kulturalny tak się nie zachowuje. Skoro oceniasz to, czy ktoś umie pisać, czy nie, bądź łaskawa sama nie popełniać błędów, bo się, słoneczko kompromitujesz jeszcze bardziej (o ile to w ogóle możliwe).

Wiktoria pisze...

Ej, no! Myślałam, że temat zamknięty! Ugh... Dianie już jest lepiej, będzie pisać poprawniej. Ugh... Temat już dawno zamknięty.
A piszcie dalej, róbcie(prawie) co chcecie, tylko pytajcie autorów o zgodę, co?
Sama bym się zgłosiła, ale jak na razie... Nie.

Pigmejka pisze...

Wiktorio, my też myślałyśmy, że temat jest już zamknięty. Nie my go odgrzewamy wciąż od nowa. Nie zrobiłyśmy nic, co mogłoby być powodem kolejnych ataków.
A osobom pokroju Julii i Chłopaka z Pomorza mam jedno do powiedzenia - jeśli chcecie się spierać, używajcie racjonalnych i rzeczowych argumentów. Stosując zwroty typu "Jesteście głupimi dziwkami, pojebało was hahaha..." wystawiacie opinię SOBIE, a nie nam. Nie muszę dodawać, że jest to opinia negatywna. Póki nie nauczycie się dyskutować na poziomie, nie oczekujcie, że ktokolwiek potraktuje Was poważnie czy z szacunkiem.

Wiktoria pisze...

Pigmejko, mam pytanie. Mogłybyście Diane dać już spokój? Dziewczyna po części załamała się...

Szprota pisze...

A czy ktoś jej się czepia w tej chwili...? Dyskusję podkręcają raczej jej wątpliwi obrońcy.

Tinwerina.Miriel pisze...

Ależ nikt tu się Diany nie czepia, tylko towarzystwa, które wszetecznicami na wszystkie strony ciepie i obraża. Trolle, nie trolle, trudno takie zachowanie akceptować.

Wiktoria pisze...

Wybaczcie, źle to ujęłam. Tzn już nie będziecie pisać o jej blogu? Umm... Już wie, że ma poprawniej pisać.Oo

Anonimowy pisze...

Ale jazda! Weszłam sobie, żeby przeczytać nową analizę a tu krwawa jatka z ałtoreczką i... ałtoreczką xD (bo naprawdę wątpię, żeby to jej koleżanki tak stawały w jej obronie. HeHe... Serio, ubawiłam się czytając to. Analiza była świetna (pod znakiem słowa "wulwa") ale komentarze pod nią- popłakałam się. Przykro mi,dziewczyny, ale ten jeden raz ałtoreczka was przyćmiła swoją TFUrczoscią- i nawet jest ona zamieszczona na blogu! (Co prawda nie na JEJ blogu, ale nie czepiajmy się szczegółów). A mój ulubiony kawałek to te groźby o skasowaniu bloga i sprawie sądowej- czytając to przeżyłam prawdziwy zawód, że po słowach "Jest.. koło dwudziestu osób, które są gotowe natychmiast" nie padło "przyjechać do waszej dzielni i wywalić wam z bańki za obrażanie ich dziouchy"- styl i poziom wypowiedzi nawet by się zgadzał xD xD xD
A wracając do analizy- chyba najbardziej mi się podobał Lucjusz i jego bardzo eleganckie, szlacheckie zachowanie. Mój mózg posiada funkcję "yaoistka", więc mocno mi podziałałyście na wyobraźnie *u*
(I jeszcze takie małe słówko odnośnie tej całej kłótni: czy tylko ja mam natrętne skojarzenia z pewnym krzyżem? Tylko patrzeć, aż ktoś przyniesie słoik z fekaliami! )

Z ukłonami i uszanowaniem w stronę moich ulubionych analizatorek (liczę, że mnie nie wywalą za komentarz po zamknięciu dyskusji na ten temat- no i za porównanie z sami-wiecie-czym)
Ithil

Pigmejka pisze...

Wiktorio, a czy my mówimy o Dianie? Z nią już (mam nadzieję) wszystko sobie wyjaśniłyśmy kilka godzin temu.
Nie nasza wina, że uczepiły się nas trolle, które kontynuują temat, tyle że zamiast kulturalnej dyskusji wolą prymitywne przekleństwa i wyzwiska na miarę pijanych żuli. Najchętniej zakończyłabym ten dialog już dawno, bo spór prowadzony na tak niskim poziomie mnie nudzi... ale cóż, wciąż nie jest mi to dane.

@Ithil - no widzisz, jaką masz dodatkową (darmową!) rozrywkę dzięki nam... ;)

Anonimowy pisze...

@Pigmejka- no widzisz, jaką masz dodatkową (darmową!) rozrywkę dzięki nam... ;)
Totalnie! ^^
Przepraszam, że w komentarzu pod analizą są tylko trzy linijki o samej analizie, ale jakoś tak wyszło...

Ithil
PS. Co prawda nie mam bloga (no dobra, mam, ale nie pisałam na nim już ze dwa lata...), ale też piszę i publikuję się na DeviantArcie. Czy mogłybyście zanalizować moją TFUrczosć? *ładnie prosi* Bo jestem okropnie ciekawa własnych błędów, a nikt ich tak nie wyłapie i wytknie jak wy...

Ithil

Ana pisze...

Chryste panie. To co się tu pojawiło kiedy wyszłam to jest jakiś obłęd, aż mi szczęka opadła.
Sierżant, ty masz serio jaja, że umiałeś odpowiedzieć na to, na co odpowiedziałeś powyżej.
Kalevatar, Pigmejko, mam nadzieję, że w żaden sposób nie rani was zachowanie ałtoreczki - to byłoby ubrudzenie was.

Pigmejka pisze...

Ana - dzięki za troskę. ;* Ale nie, nie musisz się martwić - te żałosne wrzaski trolli tyle nas ruszają, co skrzeczące za oknem mewy. ;) Mogłabym się przejąć rzeczową krytyką kogoś, kogo uważam za autorytet, albo po prostu kogoś na poziomie - ale szczeniackie pyskówki mogą mnie co najwyżej bawić albo zniesmaczyć, nic więcej.

Anonimowy pisze...

Powiedziałam-gówno mnie obchodzi co napiszecie o moim komentarzu. Uśmiałam się tylko patrząc jak usilnie próbujecie mi dopiec. Darujcie sobie.
Julka

Anonimowy pisze...

Ithil - wmawiaj dalej, że podszywam się pod tyle osób. Jaki małoby sens zakończenie dyskusji, a później podszywanie się pod kogoś innego i wyzywanie? Zastanów się.

Diana.

Anonimowy pisze...

No właśnie? Diana to po prostu moja.. Mogę nawet powiedzieć że przyjaciółka.
Julka

Sierżant pisze...

>Powiedziałam-gówno mnie obchodzi co napiszecie o moim komentarzu.
To po Schwanz wchodzisz na bloga i czytasz nasze odpowiedzi?

>Uśmiałam się tylko patrząc jak usilnie próbujecie mi dopiec.
Nie wiem, jak innym, ale mnie przyszło to dość łatwo i lekko.

>Diana to po prostu moja.. Mogę nawet powiedzieć że przyjaciółka.
To lepiej tego nie mów, bo to bardzo źle świadczy o Dianie, że zadaje się z kimś, kto ma tak wysoko rozwiniętą kulturę osobistą. Poza tym, tak na marginesie, w języku polskim stosuje się albo jedną kropkę, albo trzy. Nigdy dwie. A i przecinki nie gryzą.
Tak BTW, jak tam Julciu twój bardzo dobry adwokat?

Szprota pisze...

Tak, tak, ja też potrzebowałam ludzi, by im pokazać, jak bardzo nimi pogardzam.
Pocieszę Cię, Julio - wyrośniesz :)

tyrald pisze...

Po raz pierwszy widzę taki flame war w komentarzach. Czytając wpis trochę się śmiałem z paru celnych żartów.
Za to po paru pierwszych komentarzach wziąłem popcorn. Przednia rozrywka :).

Anonimowy pisze...

Popieram tyralda, również wybrałam się - ino nie po popcorn, a po banana ^.^

Dianie życzę powodzenia w kształtowaniu warsztatu pisarskiego, bo po przeczytaniu całości komentarzy muszę jej oddać, że po początkowym ataku na analizatornię (zrozumiałym), zachowała się bardzo w porządku i na poziomie :)

Trollom zaś życzę znalezienia sobie bardziej twórczego zajęcia, niż trollowanie...

I usilnie wypatruję analizy w najbliższy czwartek! Pozdrawiam!

Nadira

Anonimowy pisze...

'W zasadzie wszystko mi wolno – pomyślałam'

W zasadzie tak, ale jak pisal sw. Pawel w liscie do Koryntian: 'wszystko mi wolno, lecz nie wszystko buduje/wszystko mi wolno, lecz nie wszystko przynosi korzysci'. Ot, ponadczasowa madrosc, z ktora warto wziasc sobie czasem do serca.

Anonymous pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonymous pisze...

Lulz.

Czytając komentarze do tej genialnej analizy, poczułem się jak na ustawce pod blokiem. Dziewczyny, nieźle zapinacie aŁtoreczki. Tak trzymać. Pamiętajcie: "Keep going i do przodu!" :D

Issay pisze...

Jestem przekonana, że wszystkie negatywne komentarze zostały spłodzone przez autoreczkę. Starczy sobie spojrzeć na czasy wysłania pierwszych takich komentarzy.

Nie martw się, autoreczko! Też zrobię sobie z Ciebie rabatkę ;) co się mają takie kfffiatuszki marnować...

Deszczowyjka pisze...

Dyskusja bardzo zajmująca, nie da się ukryć.

Lubię takie chwile, w których aŁtorki wyrażają chęć poprawy i wchodzą na dobrą drogę prowadzącą do lepszego pisania. Diana, mamy nadzieję, że za kilka lat będziesz pisać takie opowiadania, których żaden analizator nie weźmie na warsztat.

Co do wymyślnych bluzgów, które tutaj padały... mam cichą nadzieję, że z tego wyrośniecie.

A analiza świetna :) Jesteście bez wątpienia moją ulubioną działającą analizatornią :)

Rita S. pisze...

skeeterzin.mylog.pl dziękuje za inspirację do numeru 2.

kura z biura pisze...

No to się dziewczę doczekało. Gdyby nie ta awantura, zmęczone Kalevatar i Pigmejka zostawiłyby ją w spokoju - a tak, znalazły się zastępy chętnych do kontynuacji. Warto było?

Anonimowy pisze...

Wiesz ja jednak mam nadzieję, że mój blog nie będzie już analizowany, gdyż beta nie zdąży poprawić całości szybko. Wystarczy dobrze poszukać w internecie a jest wiele innych dużo gorszych blogów. Niestety nerwy robią swoje. Napisałam tylko jeden negatywny komentarz. Reszta to czytelnicy mojego ' blogaska ', a za nich i za ich zachowanie nie odpowiadam.

Diana.

Anonimowy pisze...

Analiza, jak zawsze, bezbłędna. Wraz z komentarzami doprowadziła mnie niemal do konwulsji,a w pewnym momencie zsunęłam się z krzesła i rycząc na cały dom, budziłam sąsiadów waląc dłonią w podłogę. Nic nie jest w stanie pobić opisów balów aŁtoreczek, a także tych 'namiętnych' pocałunków. Dziewczyny - jesteście moimi idolkami.
Przesyłam ciepłe myśli.
Elodie

Anonimowy pisze...

Trafiłam tu z dużym opóźnieniem, niestety...
Abstrahując od wojny w komentarzach, czy wiedzieliście, że Bellatriks i Lucjusz mają wspólną twarz? "Zauważyłam Bellatrix, Lucjusza i Cyźkę.
Na twarzy pierwszej dwójki widać było dumę."
A analiza zacna, jak zwykle.
Pozdrawiam
Siostra Heremeneutyka

Kwas.† pisze...

Komentarzy i tak nic nie pobije :D
Analiza jak zawsze genialna!

Alice Murphy pisze...

"(...)biegli każdy za każdym"
Oj, no! Ich po prostu było dwoje (dwóch?) i truchtali sobie w kółeczku. Wiecie, akurat zaczęli rozgrzewkę, to dopiero począteczek lekcji, reszta klasy się jeszcze nie zdążyła przebrać do końca, "bo psze pana, przerwa była tylko pięciominutowa, od rana lekcje mieliśmy na drugim końcu szkoły, a na poprzedniej lekcji był sprawdzian i wogle... a jeszcze trzeba do sklepiku po wodę, żeby się nie odwodnić po intensywnych ćwiczeniach na pana lekcji..." :D :D








Wtf??? Co ten mój mózg produkuje o tej dziwnej porze???