czwartek, 12 sierpnia 2010

Dominatorium hogwarckie, czyli Draco mentalną pizdą porosły

-->Witajcie!
Tym razem powracamy na stare śmieci - przed Wami blogasek potterowy zawierający Mary Sue w typie mhrocznym i "ironizującym". Znajdziemy w nim elementy znane i lubiane: spodnie typu "rurki", chamskie odzywki udające cięte riposty, boCHaterkę tryumfującą nad Snapem w potyczkach słownych i stado przyjaciółeczek ze zbiorową świadomością. Jednocześnie jednak dzieją się w nim rzeczy jak dotąd niespotkane: Malfoyowie starsi rzucają mięsem, boCHaterka je uszami, Hogwart posiada własne dominatorium, zaś Snape okazuje się mieć vulvę. Ogółem: mózg staje, reszta opada.
Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka


Rozdział 1 : Diana Lestrange.
Dziewczyna o czarnych lokach obudziła się cała zlana potem. Na jej bladych policzkach błyszczały łzy, które starła szybko rękawem. Znów śniły się jej koszmary.
'' Dziewczyna szła przez ciemny las.
Bała się.
W oddali słyszała pohukiwanie sów i wycie wilkołaków.
Wilkołacze wycie zasadniczo różni się od wycia wilczego. Brzmi trochę jak „AuuuuuuuuuuuuuuAAA!!! Szlag, czemu te gałęzie wiszą tak nisko?!”Nie, wilkołaki po prostu nocami ćwiczyły tę piosenkę: http://forum.mirriel.net/viewtopic.php?f=15&t=9787

Jej ciało przeszedł dreszcz.
Usłyszała czyjeś kroki.
Odwróciła się niepewnie w stronę napastnika.
A tam pusto, bo to tylko droga biegła do lasu.

W jej stronę zmierzała postać ubrana w czarne szaty, w ręce trzymała różdżkę skierowaną na dziewczynę.
- Avada Kedarva - szepnęła.
Po czym, zgodnie ze sformułowanym przez Rowling prawem przekręcania liter w zaklęciu, zniknęła przygnieciona hipopotamem.

Ciało dziewczyny, niczym szmaciana lalka porzucona przez dziecko upadło na ziemię. Tęczówki patrzyły martwo w stronę mordercy. ''
Za to źrenice śledziły go uważnie.
*wzdech* Ciekawam, kiedy w końcu AŁtorki zdobędą zakazaną wiedzę dotyczącą tego, że tęczówkami się nie patrzy.
Ciemnowłosa dziewczyna podeszła do lustra. Zobaczyła w nim chudą piętnastolatkę.
Panie Lacan, kolejna nastoletnia pacjentka która nie potrafi rozpoznać się w lustrze! To już chyba jakaś epidemia.

Jej lazurowe tęczówki błyszczały dziwnym blaskiem. Czarne, kręcone włosy okalały buzię i szyję. Dziewczyna nazywała się Diana. Diana Lestrange.
Uśmiechnęła się ironicznie do swojego odbicia w lustrze.
Ubrała czarne spodnie - rurki (TAK!!! :D) i granatową bluzkę na krótki rękaw
Na rękaw tę bluzkę ubrała? O.O

z dekoltem w kształcie łódki.
Naprawdę robił wrażenie – pod pachami sterczały jej wiosła, a strzelisty maszt sterczał zza pleców. Ale nic to!Taaaaa, a potem wykonała letki makijaż. WIEMY.

Na ramiona zarzuciła szatę Slytherin'u. Tak dziewczyna była Ślizgonką.
Z nazwiskiem Lestrange? No nieemoożliiwe. =.=.

W szkole miała opinię: niedostępnej i zimnej, a przy okazji pięknej Lestrange.
Nigdy nie można jej było złapać na GG, a chłopcy skarżyli się, że w łóżku nie przejawiała należytej inicjatywy.Za to poza szkołą była aż nadto dostępna jako Gorąca Kicia w jednym z lokali na Pokątnej.

Diana skierowała swoje kroki w stronę Wielkiej Sali.
Ale jak to? Tak bez letkiego makijażu?
Może miała permanentny?
Po śniadaniu opiekun domu węża - Severus Snape przyniósł plany swoim podopiecznym. Na twarzy panny Lestrange ukazał się drwiący uśmiech, który zapowiadał jedno - klopoty. Wielkie kłopoty…
Na planie stało jak byk, że Dumbledore wprowadził obowiązkowe zajęcia z wf-u, a jej zwolnienie lekarskie przedawniło się miesiąc temu.Ona się uśmiecha na myśl o kłopotach? Może jeszcze chciałaby... żyć w ciekawych czasach?
Rozdział 2: Umbridge
A były to kłopoty dla profesor Dolores Jane Umbridge.
Mhm, pani inkwizytor z pewnością już trzęsie portkami na myśl o boCHaterce i jej popisach arogancji, które będąc we władzy aŁtorki będzie musiała cierpliwie znosić.
Nie wiem jak Umbridge, ale ja już zjadłam poduszkę na samą myśl, co też szykuje panna Jestem-Tak-Mroczna-Że-Płaczę-Czarnym-Atramentem.
Diana usiadła w drugiej ławce. Profesorka zaczęła mówić coś tam o sumach.
Umbridge słynęła jak świat szeroki z pasji do wędkowania.

Lestrange ją ignorowała. Zaczęła lustrować wzrokiem swoje paznokcie, jakby było coś w nich ciekawego.
Szukała pod nimi czarnych teczek, o pardon – czarnego brudu.

Umbridge zaczęła gadać o wymogach i tutaj pojawiły się schodki.
Tak ot, przebiły się przez ścianę i pięły się aż na strych.
- A my nie będziemy stosować zaklęć na lekcji? – Zapytała Panna-Wiem-To-Wszystko.
- Po, co jak przyłożycie się do teorii to praktyką nie będziecie mieli problemów - oznajmiła pani profesor z uśmiechem.
- A jeśli ktoś nas zaatakuje? - Zapytał Harry Potter, Wybraniec, Chłopiec - który - przeżył. Ogólnie do wyboru do koloru.
To brzmi, jakby pytanie zadały trzy osoby: do tego Europejczyk, Afrykanin i Azjata.
- A kto niby miałby czyhać po za szkołą na takie słodziaczki jak wy? - Zapiszczała lustrując klasę wzrokiem.
Panna Lestrange prychnęła głośno słysząc ' słodziaczki '.
Ktoś tu ośmielił się negować jej truu mhrock! Krwi!!!
- Np. Lord Voldemort - powiedział Potter patrząc w oczy profesorki.
Umbridge aż zachłysnęła się powietrzem słysząc wypowiedź Harry'ego. Chciała coś powiedzieć, ale to rozmowy brutalnie wcięła się Diana Bellatrx Lestrange.
- Trudne, na prawdę trudne. Może taka mała, wredna ropucha. Ubierająca się na różowo - zadrwiła patrząc w oczy profesorki.
Och jej, ale jej pocisnęła! Wyczuwam tu rękę wujka Staszka, Mistrza Ciętej Riposty.
Klasa ryknęła śmiechem. Umbridge obdarowała Diana morderczym spojrzeniem.
Pod wpływem tego spojrzenia Dianie zniknęły piersi i wyrósł penis. Zemsta Dolores była straszna. ^^
- Panno Lestrange proszę się nie odzywać do póki nie podniesie pani ręki do góry - syknęła rozzłoszczona.
A po co w ogóle ktoś miałby się zwracać do „póki”? Co to w ogóle jest?Może Póka to młodsza siostra Buki? Albo Puka ze Snu Nocy Letniej?

- Ktoś wam próbuje wmówić, że pewny Czarnoksiężnik wrócił zza grobu...
Co jest wierutną bzdurą, bowiem zza grobu wrócił Czarnoksiężnik chwiejny i niezdecydowany, w poglądach niestały i homo-niepewny.

- On wcale nie umarł - syknął Potter.
- A różowe żaby też nie istnieją. Ach... Jest jeden wyjątek – [Diana] zaśmiała się wrednie.
Pocisku ciąg dalszy. Ech, już Kamiennojedwabny Snape ironizował z większą finezją.A Dolores tak to cierpliwie znosi? Ech, panno Umbridge, zwątpiłam w panią.

- Panno Lestrange Szlaban - powiedziała Landrynka
A Szlaban to nazwisko po ojcu, tak? ^^

- Szlaban - prychnęła. - Czego ja zawsze muszę szlaban dostać - jęknęła cicho.
Faktycznie, to absolutnie niezrozumiałe. Biedna pokrzywdzona ty. *głaszcze papierem ściernym*

Po lekcji profesorka kazała zostać Dianie, która obdarzyła ją za to morderczym spojrzeniem.
A profesorka przejęła się, tak?

- Szlaban jutro o 20.00 w moim gabinecie - powiedziała Umbridge z uśmiechem na swojej żabiej twarzy.
- Jasne - syknęła Lestrange i wyszła z klasy trzaskając drzwiami.
Oczywiście nasza główna bohaterka po drodze musiała spotkać swojego kuzyna - Dracona Malfoy'a.
Oczywiście.Inaczej pojawiłby się poważny błąd w matrixie opka.

- Hej kuzyneczko - powiedział z wrednym uśmiechem.
- Cześć Draconku - zaśmiała się Diana.
- Diano przestań - syknął udając oburzenie.
Och, jak rozkosznie się przekomarzają, słodziaki! :/
- Przecież wiem, że lubisz jak się tak do ciebie mówi - powiedziała z drwiącym uśmieszkiem.
- Pansy - zaczęła, Lestrange i uśmiechnęła się łobuzersko w stronę kuzyna, który powtarzał monotonnie ' Nie, nie...’ - TAK! Draco powiedział, że cię UWAGA! KOCHA! - Zaśmiałam się. Mops w ekspresowym tempie podbiegł do Malfoy'a i uwiesił się na jego ramieniu.
Draco obdarzył kuzynkę morderczym spojrzeniem i powiedział bezgłośnie ' zabiję cię Diano. '
Prawdziwy Draco miotnąłby w nią zaklęciem, ale ten tutaj, jak to ktoś mądrze nazwał: obrósł mentalną pizdą... To i stoi tylko jak ten kołek.

Rozdział 3: Rozmowa przy śniadaniu.
Następnego ranka obudziły mnie promienie jesiennego słońca. Zwlokłam się z łóżka i z miną męczennika poszłam do łazienki wykonać poranną toaletę.
Biedna, uciemiężona Ty. Pewnie nawet konieczność mycia zębów uważasz za formę represji?
Po kilkunastu minutach już ubrana, uczesana itd. szłam przez korytarze Hogwartu.
Dobrze, że nie spotkałam po drodze Dracona, gdyż nie miałam nawet ochoty go podenerwować.
Jakoś dotarłam do Wielkiej Sali nie wiem, jak ale się udało
Którędy ona szła do tej Wielkiej Sali, przez Helsinki?
Eureka !
Usiadłam na swoim miejscu i zaczęłam jeść tost.
To poruszające, istotnie. Jestem z ciebie dumna. Z takimi osiągami błyskawicznie wygryziesz z posady Beara Gryllsa.

Nagle koło mnie usiadły Selena, Gabriel i Camille - moje przyjaciółki.
- Diano - zaczęła spokojnie Gabriel, bo wiedziała, że po mnie można się wszystkiego spodziewać.
Czasem zdarzały się jej ataki szału, kiedy to gdakała jak kura, kicała jak zając i smarowała się po klacie masełkiem czosnkowym. Na ogół jednak panowała nad sobą.Przyjaciółki trzymały jednak na wszelki wypadek gaz łzawiący, tarcze policyjne i kaftan bezpieczeństwa.

- Jem - odpowiedziałam również spokojnie.
- Diano - teraz zaczęła Selena.
- Jem przecież - odpowiedziałam.
- Diano posł... - zaczęła Cami ale jej przerwałam.
- Jeem nie widać? - Odpowiedziałam.
- Diano! - Krzyknęły Gabriel Cami i Selena.
- JEM ! – Odkrzyknęłam.
[tu wstaw konstruktywny komentarz]Eee... ona ma jakoś usta z uszami sprzężone, że nie może jednocześnie jeść i słuchać? A może ona uszami pokarm zasysa?

Właśnie napełniłam buzie kawałkiem tostu a tu nagle:
- Diano w gazecie piszą o twojej mamie - zdążyła dokończyć Gabriel.
Przełknęłam szybko tost i krzyknęłam:
- Coo!? Czego wy mi to dopiero teraz mówicie!?
Ha. Ha. Ha.
Element komiczny, łapiecie?

- Diano próbujemy ci to powiedzieć od 30 minut - powiedziała lekko zirytowana Cami.
To ona jeden kawałek tosta żarła przez pół godziny? Może nie ma zębów i musi poczekać, aż rozmięknie od śliny?Albo naprawdę wchłaniała go przez uszy. ;>

- A o to wam chodziło mniejsza o to dawać mi gazetę.
Na pierwszej stronie rzucał się tłusty druk:
Wił się jak piskorz i ciskał niczym szczupak. A tłusty był, dorodny.
UCIECZKA ŚMIERCIOŻERCÓW Z AZKABANU
Wczoraj wieczorem około godziny 23.00 z Więzienia dla Czarodziejów uciekło 10 śmierciożerców, którzy odsiadywali kary za: zabójstwa, tortury itp.
Zbiorowe gwałty, pedofilię, ludobójstwa i inne podobne drobiazgi.
Pod spodem widniało 10 zdjęć sług Czarnego Pana z Bellą i Rudolphusem na czele.
„Zmierzch” to zło. Cały czas jak czytam „Bella”, widzę tę bladolicą wywłokę z wiecznie opadającą szczęką.
- Dziwne, dziwne - powiedziałam cicho.
Co prawda mamusia od dłuższego czasu prosiła ją o chowanie w paczkach dziesiątków młotków kamieniarskich i całych ryz plakatów Rity Hayworth, jednak była nieco szurnięta, więc Diana nie zastanawiała się nad tym za bardzo.

- Ciekawa jestem jak im się udało uciec – zaczęła jak zwykle ciekawska Gabriel.
Bo całej reszty magicznego świata nie obchodziło to za grosz.
- Ja też - dodała Selena.
- Może twoja mama będzie chciała się z tobą spotkać – zamyśliła się Cami.
- Nom i jestem ciekawa, kiedy – powiedziałam cicho, Moja twarz nie wyrażała nic. Od dziecka umiałam perfekcyjnie skrywać uczucia pod maską obojętności.
Dlatego wiecznie chodziłam z zasraną pieluchą, bo powiadomienie rodziców, że zrobiłam kupkę, było poniżej mojej godności.
- Pewnie jak najszybciej - odpowiedziały chórem.
Wspólny mózg przyjaciółek Maryśki: jest.
* * *

Po śniadaniu postanowiłam iść do Dracona i zapytać się, o co w tym chodzi. (...)
- Draco czytałeś dzisiejszą gazetę ?- Zapytałam kuzyna.
- Nie, a po co? – Popatrzył na mnie zdziwiony.
- Bo starzy uciekli z Azkabanu. - Popatrzyłam na niego zaniepokojona.
- Co? – Zdziwienie zagościło na jego twarzy.
- Przecież słyszałeś - powiedziałam uśmiechając się złośliwie. - A wiesz, kto mógł maczać w to palce? – Zapytałam.
- Tak. Czarny Pan na pewno, gdyż powrócił. Zaczął zbierać od nowa armię.
Po wioskach czarodziejów zaczęły już krążyć obwoźne punkty poboru rekruta.

- Nie wierze – patrzyłam na niego jak na idiotę.
- Tak tylko śmierciożercy o tym wiedzą no i ja.
Zaś córka jednej z najgroźniejszych śmierciożerczyń mieszka na pustyni i o niczym nie wie.
- Draco boję się ze matka będzie chciała się ze mną spotkać.
- Nie masz się czego bać przecież nic ci nie zrobi – zaczął mnie uspokajać.
- Wiem, wiem, ale jednak boję się – ostatnie słowo wypowiedziałam szeptem.
... Bo tak jakby wydałam wszystkie pieniądze, jakie miała odłożone na koncie oszczędnościowym u Gringotta. No co, trÓ mrock imidż kosztuje!
Rozdział 4: Dracusiu!

Doszłam do wniosku, że mój kochany kuzynek ma coś za dobrze w życiu trzeba mu je trochę uprzykrzyć, bo jeszcze zapomni o swojej ,,Kochanej " kuzynce. Więc poszłam do Pokoju Wspólnego z nadzieją znalezienia go. Po drodze układałam sobie plan wkurzenia Dracona.
Zabiorę mu wiaderko”, knułam wrednie, „i schowam wszystkie grabki. I jeszcze... tak! Zwiążę mu sznurówki w adidasach!”
Szłam korytarzem zanosząc się maniakalnym, diabolicznym śmiechem, a ludzie schodzili mi z drogi i dyskretnie posyłali po panią Pomfrey.

Po chwili na kogoś wpadłam.
- Uważaj jak leziesz - syknęłam.
Gdy podnisłam wzrok na osobę, z którą się zderzyłam zamarłam.
Potter.
Po prostu pięknie.
Ale o sooo chozi? Potter przy bezpośrednim kontakcie zaraża trądem?
Może osoba, jaka się z nim zderzy, zamienia się w kamień?

- Okej Przepraszam tylko nie wyładuj złości na mnie - powiedział z powagą jednak na jego twarzy można było zobaczyć rozbawienie.
- Bardzo śmieszne nie bój się właśnie idę do mojej dzisiejszej ofiary, którą nie jesteś ty tylko mój kuzyn.
Powiało truu mhrockiem.

Po przekroczeniu progu [pokoju wspólnego Ślizgonów] moim oczom ukazał się widok Dracona całującego się z jakąś brunetką. Zlustrowałam wzrokiem pokój i zobaczyłam Pansy w drugiej części pokoju. Stanęłam za Malfoy'em on pochłonięty pocałunkiem mnie nie zauważył.
- Dracusiu! - krzyknęłam udając pannę Parkinson.
Ona taka jak zwykle reakcja skoczył z kanapy a jego dziewczynka popatrzyła na niego ze zdziwieniem.
Zagadka dla Czytelników: jaką reakcją zwykle była Draco? Nagrodą jest, tradycyjnie, koń zrzęda.
Następnie odezwałam się do niej.
- Powinnaś lepiej dobierać chłopaków Draco jest jakiś trochę dziwny...
Widzisz jak ktoś wypowiada jego imię, co wyrabia - i zaczęłam się śmiać widząc minę Malfoy'a.
Dziewczyna powiedziała do niego :
- Ty jesteś naprawdę dziwny!
I Kalevatar mowę odjęło.Może panna była wyjątkowo podatna na sugestie? ;)
(Czyt.: miała tak pusty mózg, że chłonęła wszystko, co doń wpadło?)

- Dzięki za ostrzeżenie o tym, że on jest jak by to ująć - zaczęła
- Psychicznie chory - zaśmiała się.
- O właśnie Draco zrywam z tobą - poszła nie wiem gdzie, bo teraz dalszy plan.
Wraz z końcem udziału w przebiegłym planie boCHaterki racja bytu tego dziewczęcia przestała istnieć; gdy tylko brunetka zeszła Draconowi z oczu, zeżarł ją Wielki Pożeracz Wątków Pobocznych.Ukryty dyskretnie za kulisami pierwszego planu.

Draco zrobił się cały czerwony na twarzy chciał się na mnie rzucić.
Ale wolno się namyślał.

Więc krzyknęłam :
- Pansy, Dracuś właśnie mi powiedział, że cię ubóstwia i jak ostatnio po tym jak mówiłam
prawdę o tym że cię kocha przed całym Slytherinem. Jak wtedy cię opieprzył i powiedział, że jesteś Mopsem to wtedy ktoś rzucił na niego urok. Zapomniałabym Draco chce z tobą chodzić! - Zakończyłam monolog z uśmiechem.
I zdążyła wygłosić tę przemowę zanim impuls wydany przez mózg Dracona przebył drogę do jego układu motorycznego? Zaiste, magia.No co, każdemu mogą czasem synapsy szwankować. Zwłaszcza, jak się mu utnie jaja.

Pansy przybiegła z 2 końca pokoju i zaczęła przytulać Dracona niczym pluszowego misia.
- Mój ty kochany Dracusiu wiedziałam ze mnie kochasz! - Piszczała z uśmiechem na spłaszczonej twarzy.
On się jej wyrwał i zwiał czym prędzej do dominatorium.
Czekał tam nań cały zastęp domin w gestapowskich mundurach oraz piękna kolekcja pejczy, knebli i obroży.

Podbiegły do mnie Cami Selena i Gabriel.
Które zwyczajem wszystkich przyjaciółeczek boCHaterek nie posiadają własnego życia, rekompensując to zbiorową inteligencją i silnie rozwiniętym instynktem stadnym.

- To było super - krzyknęły chórem.
- Wiem - uśmiechnęłam się ironicznie.
- Tylko trochę mi szkoda Dracona - rzekła Gabriel.
- Co? Ty się w nim bujasz czy jak? – Zapytałam.
Gabriel zrobiła się czerwona na twarzy i powiedziała:
- Nie to znaczy nie wiem...
Nie, aŁtorko, „nie” to znaczy „nie”. Możesz mi wierzyć na słowo.
***
Następnego ranka wstałam wcześnie. Ubrałam się i zeszłam do Pokoju Wspólnego.
A to ci niespodzianka.

W pokoju spotkałam nie, kogo innego jak Dracona Zabini'ego Notta i goryli Malfoy'a nie wiem jak im tam było, ale czy to ważne?
Mniej więcej tak samo nieistotne, jak interpunkcja i składnia. Nie przejmuj się takimi szczegółami, nie warto.
- Co wy tak wcześnie? - Zapytałam zdziwiona.
- A nic nie możemy spać - odpowiedział Zabini. Uśmiechnął się do mnie szelmowsko.
Na co ja spłonęłam rumieńcem
Dziewiczym. Tudzież panieńskim, jako ta dzięcielina.

Blaise był brunetem o ciemnych oczach. Był przystojny i to nawet bardzo. Jeden z książąt Slytherin'u - tak go nazywały dziewczyny.
Analizatorki z kolei nazywały go tru loffem.
- Ale nie wierze, że wszyscy w pięciu nie możecie spać - powiedziałam doprowadzając się do porzątku.
To jakaś odmiana wrzątku?

- Diana, jaka ty dociekliwa niech ci będzie. Rozmawiamy o byciu śmierciożercą – Powiedział mój kuzyn.
[Z reszty rozmowy nic konstruktywnego nie wynika, więc ją pominiemy.]

5...Wyjec, Spacer i Szlaban ...
Niby normalny nie różniący się od wszystkich dzień. Jednak był bardzo istotny, gdyż dostałam wyjca.
Zgadnijcie od kogo? Jasne, że od Cyźki i Lucjusza! Jak tak można mnie terroryzować? Muszę to zgłosić do jakiegoś mugolskiego rzecznika praw dzieci czy jakoś tak.
A czarodzieje nie mają własnego?
*wyobraża sobie Rzecznika Praw Dziecka czytającego list:
Szanowny Rzeczniku, rodzice mojego kuzyna wysłali mi wrzeszczący list, bo mówiłam mu brzydkie rzeczy. Możesz coś z tym zrobić?*

To było przegięcie! Nawet Gryfiaczki beształy ze mnie!
Besztanie nową formą kpin? Czyli że jak walnę kolegę, to znaczy, że sobie tylko żartuję? ^^

A ta bardzo, bardzo miła wiadomość brzmiała:
DIANO LESTRANGE JAK JESZCZE RAZ USŁYSZE, ŻE WKURWIASZ SWOJEGO KUZYNA
TO POŻAŁUJESZ. PRZYJEDZIEMY Z WUJKIEM I ZABIERZEMY CIĘ DO DOMU!
I zajebiemy jak burą sukę, ty dupodajko na obie dziury wydymana!!! [tu wstaw jeszcze parę bluzgów godnych dorosłych ludzi aspirujących do miana arystokratów]
Następnie ten PRZEPIĘKNY list spalił się!
- Draco, czego poskarżyłeś się starym? - Krzyknęłam zła. Normalnie moja reputacja ucierpiała!
Normalnie jaki obciach! *gorszy się*
- Miałem cię cholernie dość!
- Moje życie straciło sens! - Zaszlochałam.- Jak mogłeś mi to zrobić? - Moim ciałem wstrząsnął kolejny napad udawanego szlochu.
- Merlinie tylko nie skacz z wieży astronomicznej - powiedział z uśmiechem.
Merlin od wieków słynął ze skłonności samobójczych.

* * *

Wieczorem nieźle mi się nudziło, więc moja skromna, kochana, najmądrzejsza... Kurwa Diano uspokój się! Zachowujesz się niczym Dracon. Na czym to ja skończyłam hmmm...
Na poniżaniu się przez szerokimi rzeszami Czytelników. Nie krępuj się.*Siada w pozycji „Na troskliwego psychoterapeutę” i zamienia się w słuch*

A już wiem. Więc wymyśliłam sobie, że razem z przyjaciółkami o północy zwiedzimy Hogwart.
''Błąkałyśmy się’’ po zamku w pewnym momencie ktoś złapał mnie za rękaw szaty.
- O koga ja tu widzę - a był to Naczelny Nietoperz Hogwartu we własnej osobie Severus Snape.
Snape widzi grasujące po korytarzach mikrofalówki Daewoo KOG? Kiepsko z nim.No cóż, skoro ona widzi chodzące nietoperze...

- Nas? - Zapytałam bezczelnie.
- Następna pyskata - i tu spojrzał na Selene. - Za mną - syknął.
Wszystkie tzn. Ja, Selena, Camille i Gabriel poszłyśmy za Nietoperzem do jego gabinetu.
Ze szczególnym wskazaniem na Mnie, ma się rozumieć.

- No więc co robiłyście nocą na korytarzu? - syknął, gdy znalazłyśmy się w jego jaskini.
Udomowiony tygrys szablastozębny miłośnie ocierał się o jego chude nogi.Hm, Kamiennojedwabny Snape głównie burczał, a ten syczy. Opiekowanie się Slytherinem rzuciło mu się na mózg, czy co?

- Hmmm... Trudne pytanie chyba mam zaniki pamięci OMG! - zaśmiałam się. Przedstawienie czas zacząć.
A będzie ono okrutnie żenujące, jak widzę.

- Noom bardzo.. - Dodała Selena.
- Ach... Bardzo trudne - Snape popatrzył na mnie spojrzeniem zarezerwowanym dla Potter'a, gdy wybuchnie mu kociołek.
Aa. Snape dający się wciągnąć w szczeniacką pyskówkę na poziomie „twoja stara”. To sprawia ból moim oczom. T.T

- Tak bardzo, bardzo - uśmiechnęłam się
Snape wyraźnie się zdenerwował. Zdenerwował? Mało powiedziane on się wkurzył na maksa.
Jak to Snape ma w zwyczaju, nieprawdaż.

- No to wreszcie mówić, po co byłyście na korytarzu? - Syknął przeszywając nas spojrzeniem.
- Nie Pana interes! - Krzyknęłam uśmiechając się złośliwie.
Touche! Po tak wyrafinowanej ripoście Severus niechybnie zaleje się łzami niemocy.
- Chyba Ty! – syknął w odwecie.

- Ciszej Lestrange, bo obudzisz całą szkołę - syknął jadowicie.
Uuu, zęby jadowe mu się już nawet uaktywniły? :D

- A ja myślała, że już obudziłam - udałam smutek.
- Ale jeśli nie obudziła to jej możemy pomóc - oznajmiła niepewnie.
- Ja bardzo chętnie pomogę - powiedziała Cami.
- 2 tygodniowy szlaban dla wszystkich - warknął wyprowadzony z równowagi.
Znowu...? =.=

- Boję się trzymajcie mnie - zaśmiałam się drwiąco.
- Przestań Leatrange czasem przypominasz mi Bellę!
Ona też jest upośledzona umysłowo? Byłam pewna, że tylko szalona.Może obie mają tak samo denne riposty?

- Jeśli by pan nie zauważył to moja matka - uśmiechnęłam się złośliwie.
- Zauważyłem a teraz wracać do pokoju Wspólnego Ślizgonów - zarządził wkurzony.
- Okej i tak nie mam ochoty siedzieć dłużej w tym okropnym gabinecie Nietoperza - powiedziałam na do widzenia.
Dotknięty do żywego tą kąśliwą uwagą Snape zaszył się w kąciku i zakwilił żałośnie.Posykując co chwilę dla rozładowania emocji.

Gdy tylko wróciłam do dominatorium padłam na łóżko i zasnęłam.
Nie przeszkodziły jej wrzaski ni jęki mężczyzn chłostanych i wbijanych obcasami w podłogę; nawet wykrzykiwane po niemiecku komendy nie mogły odwieść jej od snu.

Rozdział 6. Że, co?
Pewnego jesiennego ranka wstałam stosunkowo wcześnie. Wykonałam poranną toaletę. Następnie skierowałam swoje kroki w stronę Wielkiej Sali.
Jak widzicie, dzień ten diametralnie różnił się od wszystkich pozostałych dni w Hogwarcie.

gdy stanęłam w drzwiach Camille krzyknęła do mojej skromnej osoby:
- Diana będzie bal!
Taa. Jakbyśmy mogli tego uniknąć...

- Co? Kogo powaliło aż tak by organizować bal?! - Wymawiajac słowo bal skrzywiłam się mimowolnie.
I czego się czepiasz? Opko musi być opkiem, a becikowe samo nie przyjdzie – trzeba jakoś stworzyć uczniom warunki do parzenia się.
- Dumbledor dzis przy śniadaniu oznajmił nam tą jakże radosną nowinę - oznajmiła Selena, która również nie za bardzo byla ucieszona perspektywą '' balu ''.
Różowe balony i sypiące się spod sklepienia konfetti źle oddziaływały na z takim trudem wypracowane wizerunku mhhrocznych buntowniczek.Niedostępnych i zimnych, pamiętaj.

- A tak przy okazji to gdzie się podziała Gabriel? - zapytałam bo nigdzie jej nie widziałam.
- Ona ona... - zaczęła Cami lecz nie skończyła. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Zaniepokoiłam się
- Bo wiesz ona nie żyje - powiedziała Selena.
Ale w sumie ta wiadomość jest mniej ważna od tego, że w Hogwarcie będzie bal. Nie ma się czym przejmować...

Nie, nie i jeszcze raz nie! Tylko nie Gabriel. W oczach zebrały mi się łzy. Nie nie moję ryczeć! Cholera jasna!
Kij z tym, że zmarła ci przyjaciółka! Masz trzymać fason, słyszysz? Mhrroczne dziewczęta nie płaczą, jeno spozierają z pogardą.Nie mogła ryczeć! Musiała czekać na nadejście JEJ, tej jedynej... Samotnej Łzy.

- Co się jej stało? – Zapytałam próbując opanować drżenie głosu.
- Bo wiesz ona wczoraj postanowiła grać taką mądrą jak ty. Poszła sobie do... - Zaczęła znów Camille, ale nie dokończyła.
- Do Zakazanego Lasu - dodała Selena. (...)
- Bo ona się założyła z Draco że będzie odważniejsza od ciebie i pójdzie do Zakazanego Lasu Sama w nocy - powiedziała cicho Cami.
- Jej rodzice są w Zakonie Feniksa.
O. A to wszystkie trzy przyjaciółeczki nie są ze Slytherinu? Co w takim razie robiły w ślizgońskim pokoju wspólnym?Hm... szukały mrocznego Tró Lawera?

Wiemy tylko tyle, że Draco miał ją tam sprowadzić - szepnęła Selena.
Postanowiłyśmy po kilku minutach usiąść przy stole, bo wszyscy się na nas gapili, niczym na jakąś atrakcje w zoo. Nagle podszedł do mnie Zabini.
- Hej Diana pójdziesz ze mną na bal? - Zapytał. Ten to ma wyczucie.
- A kiedy on jest?
Oburzenie oburzeniem, ale tru loffa nie godzi się wypuszczać z rąk, prawda?Bohaterka wyznaje zasadę, że lepszy wacek w garści, niż sucha wulwa na rozgrzanym dachu.

- Za tydzień to pójdziesz? - Zapytał po raz drugi.
- Mogę iść - szepnęłam.
Blaise usiadł koło mnie przy stole i objął mnie ramieniem
Nie sprzeciwiałam się potrzebowałam pocieszenia. Kogoś, kto mnie wysłucha, przytuli. Tęskniłam za Gabriel. Była ona moją przyjaciółką znałam ją od 5 lat.
Tak mi źle, tak mi smutno, ach przytul mnie, jestem taka nieszczęśliwa, taka... Tak... TAK, OCH, TAAAAK, mocniej, nie przestawaj...
]:->

- Nie smuć Diano to nic nie da naprawdę - powiedział i przytulił mnie mocniej.
Wtuliłam się w jego tors. Matko ten jego zapach zaraz zemdleję.
No tak, chłopcy pozostawieni bez dozoru matek często mają problemy z higieną.

Zaraz, zaraz! Malfoy to przez niego ona nie żyje!
Nagle wstałam i podeszłam do Draco. Przywaliłam mu w twarz.
- Pojebało cię!?
- Przez ciebie umarła Gabriel ty nędzna szumowino! - Powiedziałam obojętnym tonem.
Wykrzyknik dobitnie potwierdza, że ton był bardzo obojętny.
Bo w gruncie rzeczy śmierć przyjaciółki była jej obojętna, chodziło jej tylko o utrzymanie tru mrocznego imidżu.

Chciałam wyciągnąć różdżkę z kieszeni, Draco musiał dostać za swoje. Lecz ktoś złapał mnie za ręce od tyłu. Gdy się odwróciłam zobaczyłam Blaise.
O zgrozo! O hańbo! Tru loff zmienił płeć!

- Jak byś mu coś zrobiła to byś miała kłopoty - usprawiedliwił się.
- Mam wszystko gdzieś chce go zabić1? Kurwa puść mnie!
Usłyszawszy, że jego mordercze plany względem Malfoya zostały ujawnione, 1? wycofał się chyłkiem.
JedenZnakZapytania? ...Hm, ciekawy pseudonim.

- Jesteś po prostu w szoku. Później będziesz żałować, że zrobiłaś coś kuzynowi.
- On już nie jest moim kuzynem - syknęła.
Po chwili stała już przy nas profesor McGonagall z surowym wyrazem twarzy.
- Panno Snape proszę zaprowadzić Malfoya do Skrzydła Szpitalnego.

PANNO SNAPE?!?!?!?! Severusowi wyrosła vulva? Litości...
Pod czarną, luźną szatą ukrywał CYCKI? No proszę...

Panna Lestrange niech idzie do swojego dominatorium.
Klienci czekają - kurier doniósł nową kolekcję lateksowych kostiumów Kobiety-Kota.
No i nikt tam ich za nią nie ubiczuje.

Nagle przez okno wleciała czarna sowa z listem. Odwiązałam kopertę od nóżki ptaka.
Diano!
Witaj chciałabym się z tobą
spotkać dziś o godzinie 0.00
na skraju Zakazanego Lasu.
B. Lestrange.
Co robi szalona śmierciożerczyni, poszukiwana przez Zakon i aurorów uciekinierka z Azkabanu, chcąc jak najlepiej przysłużyć się swemu panu?
Ładuje się do Hogwartu, pod sam nos Dumbledore'a, rzecz jasna!
Ale za to sowę ma czarną. Tru Mrock musi być!

* * *
Czas szybko leciał była już 23.30. Wszystkie dziewczyny już spały oprócz Seleny.
Postanowiłam wymknąć się po cichu, ale panna Snape mnie usłyszała.
A panna nie w swej jaskini...?

- Gdzie się wybierasz Diano? - Zapytała.
- Mam spotkać się z matką - powiedziałam. I tak by ze mnie wyciągnęła prawdę, gdybym skłamała.
- Mogę iść z tobą? Nie chce mi się spać a nie mam, co robić.
- Jak chcesz - odpowiedziałam obojętnie.
Udało nam się wymknąć z Zamku bez problemu. Znalazłyśmy się w ciszy nocy...
...a że wśród nocnej ciszy, jak wiadomo, dzieją się czasem rzeczy dziwne, przed oczami przedefilował im peleton pastuszków poprzedzany ucieczką trzech mędrców.

7. Spotkanie na skraju Zakazanego Lasu

Nasze kroki dudniły w ciszy nocy.
Dumbledore nakazał szkolne błonia wybetonować, zaś dziewczęta nosiły podkute tramposzki.

W oddali było słychać pohukiwania sów i wycie wilkołaków.
Taaa, a w dzień pewnie między krzakami sparkliły tam netoperki.

Zadrżałam mimowolnie.
- Diano wiesz, co? Postanowiłam uprosić ojca, aby odpuścił nam ten szlaban. Mam lepsze rzeczy do roboty niż siedzenie i odrabianie jakiegoś powalonego szlabanu - oznajmiła z uśmiechem Selena.
- I co? Udało się? - Zapytałam.
- Oczywiście - zaśmiała się.
Severus zawsze miał miękkie i puchate serduszko.

- A niech to wielmożny Severus Snape cofnął szlaban! - Zaśmiała się Lestrange.(...)
Tak nie mogłam się łamać z powodu śmierci przyjaciółki. Diana Lestrange nie może pozwolić sobie na chwile słabości.
A juści!Twarda musisz być, nie miętka. A przywiązanie do przyjaciółki to tylko oznaka słabości!

- A pamiętasz tydzień temu w dzień szlabanu u Umbridge. Rozchorowała się i wraca dopiero jutro.
-No właśnie jutro, a szlaban i tak będzie, ale spóźniony. A ja czekam tak na chwile zobaczenia jej gabinetu - wybuchłam śmiechem. Gdyż było oczywiste, że jej gabinet jeden wielki r ó ż.
- Pewnie wszystko tak jest na różowo
- Nom a oto moja nowa hipoteza na temat Nowego Gatunku. Odkrytego na jej lekcji: ,,Różowe żaby uwielbiają róż"
Ahaha. Buahahaha!!! BUAHAHAHAHAHA!!!!!!11!!oneone! *ociera łzy* chrząk, chrząk.
Uch! Ale się ubawiłam...

- Niezłe – zaśmiała się Selena.
Na skraju lasu znalazłyśmy się pięć minut przed czasem moja matka już stała oparta o jedno z drzew.
- Witaj Diano - powiedziała lekko mnie przytulając. Przecież to była wielka Bellatrix Lestrange, więc to i tak czuły gest z jej strony.
No, a mogła na przykład potraktować ją cruciatusem w ramach zacieśniania więzi rodzinnych. To znaczy, nie żebym chciała, by gówniarę szlag trafił...Powiem więcej: a mogła zabić...

- Witaj matko - odpowiedziałam.
Postanowiłam teraz przedstawić Selene
- To jest moja przyjaciółka Selena Snape.
- Córka Severusa? - Zapytała moja matka ze zdziwieniem.
- Niestety aż tak to widać? - Zapytała retorycznie czarnowłosa.
Aaa... To ona jest „panną Snape”? Uff, kamień spadł mi z serca.Też miała tłuste włosy i ziemistą cerę? A fuj.
- Po, co chciałaś się ze mną spotkać? - Postanowiłam postawić sprawę jasno.
- Diano myślałaś o byciu śmierciożercą?
- Nie - skłamałam. Gdyż wiele o tym myślałam.
- Mam nadzieję, że zostaniesz sługą Czarnego Pana. Jesteś moją jedyną córką. Jakby to wyglądało, że twój kuzyn jest śmierciożerca a ty nie?
Hańba, sromota i upadek obyczajów, ot co!

- A jak bym nie została jego sługą to, co by się stało? - Postanowiłam zapytać, na czym stoję.
Na gruncie rzeczy, moja droga.

- Dzieci śmierciożerców nie mają wyboru służbę u Pana lub śmierć - oznajmiła spokojnie Bella.
Kurwa - zaklęłam w myślach.
- Mam nadzieję, że będziesz godnie reprezentować nasz ród - powiedziała.
- A kiedy to ma się stać - chodziło mi o wypalanie mrocznego znaku.
- za około miesiąc - oznajmiła bezuczuciowo.
Voldi musi być naprawdę zdesperowany, skoro do swojej armii werbuje już nawet smarkate małolaty. Ja rozumiem, że ma mało chwytliwy program wyborczy i w związku z tym pewnie mało chętnych, no ale bez przesady... Co taka szczeniara może? Rzuci we wrogów eyelinerem?
- Strasznie szybko. Która jest godzina Selena?
- 3.00. A co ?
Eee? Wymiana tych paru zdań zajęła im trzy godziny? One tam rozmawiają w języku entów, czy jak?

- Pstro.
Cięta riposta jest cięta.

Chodźmy już, bo mamy na 8.00 lekcje. (...)
- Jasne do zobaczenia za miesiąc.

27 komentarzy:

Psychobela pisze...

Czytając takie piśmiennictwo zastanawiam się, czy ktoś to naprawdę mógł napisać w poważnym tonie tzn. że to nie jest jakaś prowokacja. I świadomość, że jednak nie jest jak przysłowiowy „kubeł zimnej wody”.
Te riposty, to "ironizowanie". Nawet wujek Staszek czuje się zawstydzony. Zwykłe, zdawałoby się, „s*******aj” to przy tym riposta cięta jak tasak pruski.
Ale nie bądźmy takimi sceptykami; przynajmniej „opko” stara się udawać elementy komiczne. Abstrahując od braku jakiegokolwiek klimatu przynajmniej nie panuje w nim mhhroczna, „ciężka” i „dramatyczna” atmosfera jak w blogasku o półtrupim Niziołku- szczupaku.
Standardowo dziękuję za "standardową" analizę.
W pas się kłaniam i zadaję standardowe pytanie- będzie część druga analizy?

Nemui pisze...

Wspaniałe :3
Zaśmiałem się parę razy. Jak to się dzieje że ludzie tworzą takie idiotyzmy? Naprawdę tak ciężko jest im przeczytać coś przed wysłaniem? chociaż jak się jest idiotą to pewnie i to nie pomaga.
dzięki za analizę :3

Insomnia pisze...

"Przełknęłam szybko tost i krzyknęłam:

- Coo!? Czego wy mi to dopiero teraz mówicie!?

Ha. Ha. Ha.

Element komiczny, łapiecie?"

Naprawdę, gdyby nie analizatorski komentarz, przeoczyłabym.

Opko! Gdzie znalazłyście tak cudowne opko?! Jest cudne! Ta boCHaterka ze swoimi ripostami. Tyle już było tych wszystkich zimnych bezczelnych Ślizgonek, ale tak pociesznej jeszcze nie widziałam :D Analiza świetna (czy mogłoby być inaczej, mając taki materiał?), uśmiałam się i również pytam. Czy będzie część druga?

Pigmejka pisze...

Będzie druga część, będzie. ;D
Cieszymy się, że się Wam podoba. :>

Ana pisze...

Chryste...
Nie. No po prostu... nieeeee!

Insomnia pisze...

@Pigmejka
Łiiiii! :D Bosko! Przeczytałam właśnie po raz drugi wnioskuję, że aŁtorka naprawdę jest pozbawiona poczucia humoru. Ona naprawdę wierzy, że uwagi tej ślizgońskiej pannicy są śmieszne, a riposty cięte i ironiczne. Normalny zdrowy człowiek potrafi się chociaż zorientować, gdzie należy się śmiać.

Insomnia pisze...

[Urwało mi komentarz, grrrrwhh] Ciąg dalszy:
Potrafi jakoś wyczuć. A tu nic. Tylko pseudohumor w postaci "Różowe żaby uwielbiają róż". Przecieram oczy i nie wierzę.

Pozdrawiam analizatorki! :)

Anonimowy pisze...

Och, tak, brakowało mi potterowych analiz :) Oby tak dalej, moje panie!

Goma pisze...

Straszne, straszne xD
I do tego zaraźliwe, bo na sus widzę "i co? nico" a tu "i co? pstro"... Nie ma co, opka trzymają mnie przy życiu.

SStefania pisze...

Seriously, myślałam, że to normalka u aŁtoreczek, przekręcanie trudnych nazw własnych, jak Dumbledore, Hogwart czy Fleur Delacour - ale dominatorium? Naprawdę? Ał!
I te cięte riposty. Oglądałam przed napisaniem tego komentarza parę pierwszych odcinków Avatara i przekręcenie 'let us leave!' na 'lettuce leaf' wydało mi się nagle szalenie zabawne i odkrywcze.
Dziękuję za umilenie mi czasu, zdążyłam już zapomnieć, jak morderczo facepalmiczna potrafi być kolejna mhoczna Mary Sue z Hogwartu.

Fuutro pisze...

Fragment z ciekawymi czasami mnie ómarł, wskrzesił i dednął jeszcze raz XD
Uaawwwhhh Mentalna Pizda atakuje XDDD oj Drakuś, co one z ciebie robią XDD
Kwikaśna analiza jest kwikaśna

Anonimowy pisze...

Och, weźcie się dzieci ogarnijcie,na prawdę nie wiem co w tym jest śmiesznego. -.-
Mam dośc takich bogów.
Zgłaszam do admina.

Kalevatar pisze...

"Mam dośc takich bogów."
Przeżywasz kryzys wiary? To przykre - proponuję porozmawiać o tym z księdzem. Rzeczywiście, traktowanie nas jak bogów (a nawet bogiń) to nie najlepszy pomysł.

"Och, weźcie się dzieci ogarnijcie,na prawdę nie wiem co w tym jest śmiesznego. -.-"
No zobacz, a wszyscy ci, którzy wypowiedzieli się przed Tobą, jednak coś śmiesznego zauważyli. Hmm... może to z Tobą jest coś nie tak?

"Zgłaszam do admina."
Boję się. Nie zapomnij mu wspomnieć, że zamieściłyśmy link do oryginalnego tekstu i nigdy w życiu nie przypisywałyśmy sobie autorstwa tego ficzka. Na pewno zrozumie, że nasz blog nie przypadł Ci do gustu, dlatego należy go zamknąć.

Anonimowy pisze...

"- Szlaban jutro o 20.00 w moim gabinecie - powiedziała Umbridge z uśmiechem na swojej żabiej twarzy".

A ja się tak zastanawiam, skąd Dajana miała ten szlaban wziąć? Gwizdnąć z jakiegoś przejazdu kolejowego, czy jak?

Anonimowy pisze...

Ta ałtoreczka jest nienormalna. Zauważyłyście,że w dwóch pierwszych rozdziałach jest narrator trzecioosobowy,a potem już pierwszoosobowy? Bajer,nie? I te "cięte riposty" oraz niekumaty Draco. Aż strach,że takie ałtorki łażą po świecie.

Adawinry

Anonimowy pisze...

Po pierwsze i najważniejsze - Ómarłam. I to kilka razy. A także udało mi się zapowietrzyć, co w sumie wcale przyjemne nie jest - na szczęście Wasz analizatorki kunszt kompensuje to z nadwyżką.

Po drugie, ja i przyjaciółka (zza której ramienia czytałam większą część tej przeboskiej analizy) doszłyśmy do wniosku jedynie prawdziwego i ostatecznego, że to, co przedstawiają aŁtorki, nie ma nic wspólnego z kanonem. Tu następuje po prostu zupełnie przypadkowa zbieżność miejsc i nazwisk. Naprawdę, ja nie widzę innego wyjaśnienia.

A co do całości analizatorni - wspaniała! Oby tak dalej, dziewczyny!

Kot (i poprawiająca ją co jakiś czas K.) ;]

Anonimowy pisze...

-Dlaczego was przenieśli?-zapytała jak zwykle ciekawa Hermiona.(...)

-Nie mogli sobie z nami poradzić-zaśmiała się dziewczyna.
Obawiam, że jak nie poradzili sobie z nimi w Dumstrangu to nie poradzą sobie z nimi i w Hogwarcie. I czy oni zamiast przenosin nie powinni z tego instytutu zostać wyrzuceni bez możliwości przeniesienia do innej placówki magicznej, tak jak Grindelwald?

Anonimowy pisze...

Następnego dnia Harry obudził się bardzo wcześnie. Wyszedł z łóżka,ubrał się i umył.Gdy schodził po schodach (na śniadanie! :D) usłyszał krzyki dobiegające z pokoju Rona.Wbiegł tam jak najszybciej.Jego oczom ukazał się zabawny widok.Hermiona próbowała obudzić Rona, który zaczął krzyczeć,żeby dała mu spokój.
Mwahahaha! No boki zrywać normalnie.Przez moment łudziłam się, że to będzie inny „zabawny widok”. Moja psychika jest naprawdę zepsuta.



Gdy po pół godzinie zeszli do kuchni,byli już porządnie głodni.Zaraz po śniadaniu (...) wyszli z domu i podążyli ulicą w kierunku parku.Gdy doszli usiedli i zaczęli rozmawiać.
Schodzili do kuchni 30 min., że nie wspomnę już o tym, że z tekstu wynika, że wcześniej już jeden z nich zszedł po schodach. To gdzie ta kuchnia się znajduje? Głęboko w podziemiach? W jakichś katakumbach?

Anonimowy pisze...

- Witajcie w Kwaterze Głównej Kręgu Prawdy.
OJAPIERDZIU, MASONI.
Albo uczniowie Gimnazjum nr 1 w Strzegomiu.


-Czego?- Cała trójka zerwała się z miejsca.
-Kręgu Prawdy.-Powiedziała Alex-siadajcie.(...)
-Chce ktoś piwa kremowego.-Dav chciał rozładować atmosferę.
-Przestań-Alex powstrzymała kolegę -oni muszą mieć jasny umysł żeby to zrozumieć.
-Na trzeźwo nie wytrzymają.
Taa... Też zaczynam się martwić, że tak przebieglej intrygi rozum ludzki nie jest w stanie ogarnąć.Ja się właśnie zaczęłam zastanawiać, czy wytrzymam na trzeźwo tego blogaska.


-Gdzie jesteśmy?- Zapytał Ron
-W Kwaterze Głównej Kręgu Prawdy.
Co im wiele wyjaśnia, oczywiście.
-Kim jesteście?
-Nazywają lub raczej nazywali nas Aniołami Zagłady (ROTFL), ale to tylko szkolny pseudonim. Wiecie jak się nazywamy te nazwiska są znane w całym czarodziejskim świecie, jako...
...te irytujące nastolatki, którym wydaje się, że są takie fajne?Ich nazwiska są znane na całym świecie, ale nie przeszkadza im to być Tajną Sektą. Fajnie tak: zjeść ciastko i mieć ciastko.


Hermiona zbladła i zerwała się z miejsca.
-Oni nie są ludźmi-powiedziała cicho brązowo włosa.
Oczywiście, że nie – są tworami wysnutymi z kompleksów i złej literatury. Nazywają ich Mary Sue.


-W roli wyjaśnienia wy też nie jesteście 100% ludźmi skoro tu weszliście.
Nie mówi się ,,w roli wyjaśnienia'', tylko ,,gwoli wyjaśnienia'' i to chyba nie jest Kwatera Główna Kręgu Prawdy tylko Kwatera Główna Kręgu Mieszańców Międzygatunkowych skoro żeby do niej wejść nie można być 100% człowiekiem.

Anonimowy pisze...

Mam dla was wiadomość dotyczącą tego arystokraty za trzy grosze spotkanego wczoraj. Nie jest on człowiekiem jest 100% elfem.
Nie no, szał dupy po prostu. Są tam jacyś ludzie w ogóle?Kurde, jak w True Blood. Tam też się zaraz wśród bohaterów ludzie skończą. :P


Nie wiem, w jaki sposób, ale po jego zachowaniu zauwarzyłam, że nie ma o tym pojęcia, bo bardziej zachowuje się jak wampir niż elf. Może być niebezpieczny po przemianie gdyż jest dziedzicem władcy elfów.
Fakt, ten Lucjusz za wysoko się nosił jak na zwykłego potomka starej rodziny. Skubany był elfem!W sumie… Jak tak na nich teraz patrzę…
Skoro Lucjusz jest elfem i to nie byle jakim, bo władcą elfów to czemu wygląda jak zwykły człowiek? Gdzie słynne szpiczaste uszy? I czy autoreczka tego blogaska wie czym są elfy z uniwersum HP? Nie mają one nic wspólnego z elfami Tolkiena i w ogóle nie przypominają ludzi, to takie małe, próżne i niezbyt inteligentne stworki ze skrzydełkami. Tak, czy siak, ani jedno, ani drugie uniwersum się nam tu nie zgadza. Czyżby autoreczka tworzyła własny kanon? A może rodzice Draco nie są jego prawdziwymi rodzicami, a co za tym idzie to nie Lucjusz jest tym władcą elfów? A wampiry w uniwersum HP też są trochę inne.

Anonimowy pisze...

Namówił on jednorożca (!) i to nie byle, jakiego lecz samego Pana Lasu Asmadeusza
Asmodeusz – jednorożec – pan lasu!!! Kwiik! Kwiiiik!!!Zaraz, czy Asmodeusz to czasem nie był ten perski demo… a, zresztą – mniejsza z tym…


by ten dał mu kilka kropel esencji życia. James, który nigdy nie znał się na eliksirach nie wiedział jak wielką moc ma krew jednorożca. Dał ją twojej matce a gdy ta wypiła od razu wyzdrowiała. (...) W twoich żyłach płynie 80% krwi jednorożca i 20% ludzkiej.
Nie no, Asmodeusz polał po całości! :D Aż dziw, że Harry’emu nie wyrósł jeszcze ogon.
Super, to ja po zjedzeniu kiszki powinnam mieć w sobie krew świni!

Anonimowy pisze...

Co do mnie, również jestem ciekawym połączeniem. Moja matka była harpią a ojciec człowiekiem, (...) moja krew układa się w stosunku 50/50.Jestem Magiem Ognia i Lodu, i ostatnim żyjącym dziedzicem Gryffindora. Zapomniałam dodać, że David jest dziedzicem Hufferpuff. Macie jakieś pytania?
- Ja mam – powiedziała Kalevatar. - Na wuj to wszystko? Przecież i tak nic z tego nie zostanie wykorzystane w fabule. I które z was jest półszczupakiem?
- Ja też mam. Czemu nie uczyłaś się w Hogwarcie od początku, skoro jesteś dziedzicem Gryffindoru? I kim jest Hufferpuff?

Anonimowy pisze...

Pomyliłam opka, tamte komentarze miały być do innego opka.

A teraz właściwe komentarze do tego opka.

- Ach... Bardzo trudne - Snape popatrzył na mnie spojrzeniem zarezerwowanym dla Potter'a, gdy wybuchnie mu kociołek.
To Neville zazwyczaj powodował wybuchnięcie swojego kociołka, a nie Harry.

- Co się jej stało? – Zapytałam próbując opanować drżenie głosu.

- Bo wiesz ona wczoraj postanowiła grać taką mądrą jak ty. Poszła sobie do... - Zaczęła znów Camille, ale nie dokończyła.

- Do Zakazanego Lasu - dodała Selena. (...)

- Bo ona się założyła z Draco że będzie odważniejsza od ciebie i pójdzie do Zakazanego Lasu Sama w nocy - powiedziała cicho Cami.

- Jej rodzice są w Zakonie Feniksa.

O. A to wszystkie trzy przyjaciółeczki nie są ze Slytherinu? Co w takim razie robiły w ślizgońskim pokoju wspólnym?Hm... szukały mrocznego Tró Lawera?
A kto powiedział, że osoby ze Slytherinu nie mogą być w Zakonie, Feniksa, wszak nie wszyscy z tego domu byli złymi czarodziejami, a taka np. Andromeda Black, była ze Slytherinu, a sprzeciwiła się rodzinie i poślubiła magihopka Teda Tonksa, a poza tym mowa jest o rodzicach przyjaciółeczki, a ci nie musieli być z tego samego domu, co ich córka. Wyśmiewacie się z innych, a same momentami się ośmieszacie.

Anonimowy pisze...

- Witaj matko - odpowiedziałam.
Ach, ta czułość!
Postanowiłam teraz przedstawić Selene
- To jest moja przyjaciółka Selena Snape.
- Córka Severusa? - Zapytała moja matka ze zdziwieniem.
- Niestety aż tak to widać? - Zapytała retorycznie czarnowłosa.
Gdyby było to tak widać twoja matka nie byłaby tak zdziwiona, idiotko, po prostu domyśliła się po nazwisku.
Aaa... To ona jest „panną Snape”? Uff, kamień spadł mi z serca.Też miała tłuste włosy i ziemistą cerę? A fuj.
Niekoniecznie, bo geny mogła odziedziczyć w głównej mierze po matce.
- Po, co chciałaś się ze mną spotkać? - Postanowiłam postawić sprawę jasno.
- Diano myślałaś o byciu śmierciożercą?
- Nie - skłamałam. Gdyż wiele o tym myślałam.
- Mam nadzieję, że zostaniesz sługą Czarnego Pana. Jesteś moją jedyną córką. Jakby to wyglądało, że twój kuzyn jest śmierciożerca a ty nie?
Hańba, sromota i upadek obyczajów, ot co!
A jak to wygląda, że jej kuzynka Nimfadora Tonks nie jest Śmierciożercą, a kuzyn Nimfy jest, a kuzynka musi być, czy jej się to podoba, czy nie i na dodatek ta cała Nimfadora jest w Zakonie Feniksa?
To dopiero hańba, sromota i upadek obyczajów, ot co! Nimfadoro jesteś przeklęta na wieki!


- A jak bym nie została jego sługą to, co by się stało? - Postanowiłam zapytać, na czym stoję.
Na gruncie rzeczy, moja droga.


- Dzieci śmierciożerców nie mają wyboru służbę u Pana lub śmierć - oznajmiła spokojnie Bella.
Ale nieczuła ta Bellatrix, tak spokojnie mówi o ewentualnej śmierci swojej córki, widać że psychopatka. I chyba chciała raczej powiedzieć, że dzieci Śmierciożerców mają wybór: służba u Pana lub śmierć. Skromny wybór ale zawsze.

Anonimowy pisze...

Mała poprawka fragmentu jednego z moich komentarzy.

- Co się jej stało? – Zapytałam próbując opanować drżenie głosu.
- Bo wiesz ona wczoraj postanowiła grać taką mądrą jak ty. Poszła sobie do... - Zaczęła znów Camille, ale nie dokończyła.
- Do Zakazanego Lasu - dodała Selena. (...)
- Bo ona się założyła z Draco że będzie odważniejsza od ciebie i pójdzie do Zakazanego Lasu Sama w nocy - powiedziała cicho Cami.
- Jej rodzice są w Zakonie Feniksa.
O. A to wszystkie trzy przyjaciółeczki nie są ze Slytherinu? Co w takim razie robiły w ślizgońskim pokoju wspólnym?Hm... szukały mrocznego Tró Lawera?
A kto powiedział, że osoby ze Slytherinu nie mogą być w Zakonie, Feniksa, wszak nie wszyscy z tego domu byli złymi czarodziejami, a taka np. Andromeda Black, była ze Slytherinu, a sprzeciwiła się rodzinie i poślubiła magihopka Teda Tonksa, a poza tym mowa jest o rodzicach przyjaciółeczki, a ci nie musieli być z tego samego domu, co ich córka. Wyśmiewacie się z innych, a same momentami się ośmieszacie.

Anonimowy pisze...

Przepraszam, to z jakiego domu była Andromeda Black nie jest jednak do końca pewne. Ale, tak czy siak, z książki Rowling nie wynika wcale, że w Slytherinie byli sami źli.

Alice Murphy pisze...

"- Pansy, Dracuś właśnie mi powiedział, że cię ubóstwia i jak ostatnio po tym jak mówiłam
prawdę o tym że cię kocha przed całym Slytherinem. Jak wtedy cię opieprzył i powiedział, że jesteś Mopsem to wtedy ktoś rzucił na niego urok. Zapomniałabym Draco chce z tobą chodzić! - Zakończyłam monolog z uśmiechem."I zdążyła wygłosić tę przemowę zanim impuls wydany przez mózg Dracona przebył drogę do jego układu motorycznego? Zaiste, magia.
Bo to tak naprawdę nie był Draco Malfoy. To był Draaakaaa Maaambaaa
https://horyportier.wordpress.com/2011/02/22/odcinek-6-blondyn-zakupowa-pora/ (ten komiks wygrywa internety :D )