czwartek, 8 lipca 2010

Poszukiwacz Logiki, czyli Posępny innym piórem opisany

-->
Witajcie!
Radosny dzień nam oto nastał, albowiem dziś znów mamy przyjemność przedstawić analizę blogaska z fandomu... „Miecza prawdy”! Co prawda zmieniła się Ałtoreczka, ale Posępny i absurd został ten sam. Widać ta tematyka tak ma. ;)
Czegóż możecie się zatem spodziewać, szlachetni czytelnicy? Czeka na was Miecz-pacyfista, Wybraniec w fazie prenatalnej, Czarodziejka – kowal i ekolog w jednym oraz... Alien. Albo Freddie Krueger. Albo Jabba. Nie jesteśmy pewne.
Ponadto dowiecie się, czym grozi chwytanie przedmiotów dwoma palcami, nauczycie się jak zniewolić zemsty – oraz zostaniecie zmieceni zaiste niezwykłymi elementami komicznymi. I żeby tylko to...
Indżoj!

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka

Blogasek: http://jedyny-miecz-prawdy.blog.onet.pl/

|HISTORIA MIECZA PRAWDY|
Cała historia zaczęła się około tysięcznego roku przed naszą erą.
W tym momencie całe rzesze historyków, geologów, astronomów, archeologów itp. popełniły zbiorowe samobójstwo.
Wtedy też, pewien mężczyzna, wykazał się zdolnością lewitacji i telekinezy. Za pomocą dwóch palców, unosił przedmioty i przemieszczał je w różne miejsca.
Właśnie chwyciłam w dwa palce – kciuk i wskazujący – szklankę i przeniosłam ją z kuchni do pokoju. Posiadam zdolność telekinezy? :D

Używał do tego kilku słów, w nieznanym mu języku.
*Próbuje wypowiedzieć zaklęcie, bełkocząc coś, co przypomina japoński*
Bu... nic się nie stało. :(
Moc tę ukrywał przez wiele lat, do czasu, gdy ona sama nie stała się dlań niebezpieczna. Wykorzystywał ją dla własnych celów. Ludzie zaczęli się go obawiać. Mężczyzna stawał się potworem w ludzkiej skórze.
*zgroza* Już nigdy nie będę przenosić niczego używając tylko dwóch palców! Nie wiedziałam, że to takie niebezpieczne!
Spłodził kilkoro dzieci, którym w genach przekazał zdolności magiczne. Najmłodsza z nich Laurel, sprzeciwiła się domniemanej woli ojca i wykorzystywała magię dla dobra ludzi.
Hę? Ojciec tylko przypuszczał, że chce być zły, ale nie był tego pewny?
Domniemywano, że zapisał jej w testamencie posadę Zuego Władcy Ciemności.

Ponieważ odziedziczyła po ojcu również zdolności zręczne,
Takie jak Wykorzystanie Przeciwstawnego Kciuka i jej pochodne – Zawiązywanie Sznurówek Na Kokardkę oraz Obieranie Kartofli.
Zdolności były antropomorficznymi personifikacjami zręczności i nazywały się Spryt, Zwinność i Przebiegłość. Były one przez złego czarownika zniewolone – inaczej córcia nie mogłaby ich odziedziczyć.

potrafiła sama wytworzyć broń, którą skupowało od niej wielu kupców, a także prywatnych handlarzy.
Którzy później sprzedawali ją za potrójną stawkę, hehe.
Prywatnych handlarzy? Czyli że cała reszta była państwowa? Zaiste, komunizm ma długą tradycję...
*Wyobraża sobie KOBIETĘ, próbującą się w tamtej epoce zająć się wytworzeniem broni*
Powtórzę: HEHE.
Ale jaką broń? Bo procę to zrobi każde dziecko... Chyba że parała się kowalstwem i miała bary jak szafa gdańska. No, zawsze pozostaje też zabójcze Pieczywo Balistyczne.
Ponieważ świat opanowała magia,
Jakim sposobem? Przecież posługiwały się nią tylko dzieci Tego Zuego... moment, ile on napłodził tych dzieciaków? Kolejny Baal Dzieciorób? O.oMoże to był właśnie Voldemort i rzesze jego córek?
wokół widać było tylko cierpienie ludzkie, Laurel zdecydowała się wykuć Miecz, który miał służyć dobru.
Służył wyłącznie pokojowym czynom – prał, gotował, sprzątał... Taki miecz, co to laskę robi, krawat wiąże i usuwa ciążę.
Pracowała nad nim kilka lat,
Co ona z nim robiła przez tyle czasu? Kuła go na zimno? Walcowała własną dupą? O.O
aż wszystko dopracowane było do ostatniej nitki.
Ten hiper-miecz był zrobiony z... włóczki?! O.o
No a co Ty byś chciała? Przecież stalowym mieczem można kogoś skaleczyć!!!

Nie mogło być żadnych błędów. Miecz musiał znieść wszelkie opory ze strony przeciwnika, a w szczególności siłę magii.
W jego obecności wrodzy wojacy wyzbywali się wszelkich oporów, przez co Miecz swym działaniem do złudzenia przypominał gejowską bombę.
To nie prościej było zrobić jakiś magiczny miotacz ognia? Bo na kulę ognistą miecz nie pomoże za bardzo. Chyba. A tak w ogóle, to jej szczęście, że w X wieku p. n. e. ludzie potrafili już wyrabiać broń z żelaza – inaczej byłoby jej trochę ciężko.
Hetyci zawstydzili Pigmejkę – znali obróbkę żelaza już w XV w. p. n. e.!No przecież mówię, że w X wieku już nie mieli z tym problemów...
*patrzy podejrzliwie na Kalevatar*
A ja, co by edukacyjnej misji analizatorskiej stało się zadość, wzbogacam analizę o Rys Historyczny. *dumnie wypina pierś*
Dziewczyna wypowiedziała zaklęcie, dające mieczowi niewyobrażalną moc, nie fizyczną, ale pozwalającą określić, dla kogo będzie się nadawał.
Niewyobrażalna moc objawiała się tym, że miecz w pewnych chwilach świecił na niebiesko i zaczynał drzeć się: „TATA!!!”.
Tymczasem jej starsi bracia i siostra, zniewolili już większą część krainy. I również spłodzili dzieci.
I to jest w tym wszystkim najstraszniejsze!
W jednym z nich, Laurel dostrzegła potencjalną osobę, która przywróci porządek w Krainie.
Potencjalna osoba? Wybraniec w fazie prenatalnej?
Hum, to w końcu magia opanowała świat, czy jakąś tam krainę? Bo to różnica.
No i jakiej Krainie? Śródziemiu? Narni? Podmokłej Łączce?
Pewnego dnia, gdy rodzice małego Nataniela zajęci byli opanowywaniem świata i szerzeniem zła wśród tutejszej ludności,
Opanowywali świat gospodarstwo po gospodarstwie. Chodzili po wsiach i zabierali krowom mleko, albo sprawiali, że zboże schło... Małymi kroczkami do celu.
Gdzie tylko nie zaszli, tam mężczyźni stawali się impotentami, a kobiety oziębłymi.
Laurel zakradła się i porwała małego. Ukryła się w miejscu, które potem nazwano Tandorem. Tam wychowała małego, wpajała mu zasady zgodnego życia z naturą, ludźmi i samym sobą.
W następstwie tych nauk Wybraniec w wieku siedmiu lat osiągnął nirwanę i rozpłynął się w niebycie. Laurel zaklęła szpetnie i postanowiła następnego „zbawiciela” uczyć rzeczy bardziej praktycznych.
Uczyła jak dbać o zwierzęta, rośliny, człowieka.
Edukacja obejmowała hodowlę kóz, uprawę trzciny cukrowej i chwalebną sztukę warzenia piwa.
A ta cała piękna filozofia u zarania I tysiąclecia przed naszą erą. Laurel była bowiem pra-ekologiem i pierwszą członkinią starożytnej Sekty Zielonych.
Nie no, wiadomo przecież, że wszyscy „starożytni” byli jak jeden mąż zajebiście zjednoczeni z naturą, całymi dniami śpiewali wraz z ptakami i obmacywali drzewa.
Mały Nataniel nie znał swojej przeszłości. Laurel traktował jak matkę. Kobieta cieszyła się z tego, była dumna z chłopca, który okazywał inicjatywę, której na początku się nie spodziewała.
Posunął się do tego, by twierdzić, że pracownicy powinni mieć udział w środkach produkcji i że należy znieść własność prywatną.
Gdy Nataniel ukończył wiek dwudziestu jeden lat, Laurel jako kobieta w średnim wieku, podarowała mu miecz, który nazwała "Mieczem Prawdy".
Wiek średni osiągnięty przez Laurel jest tu kluczowy, jak rozumiem? Hm, a może chodzi o to, że miała średniowieczne poglądy...?

"- (Cudzysłów i myślnik! Podwójna Moc Dialogu!!!) Niech ci służy mój kochany. Niech służy dobru. Gdy Twój czas się skończy dopilnuj, żeby trafił w ręce Twojego następcy. Pamiętaj, że wybierając go powinieneś kierować się instynktem i sercem.
To w końcu następcę wybiera Miecz, czy jego posiadacz? Też mi wielka moc w takim razie...
A w ogóle to w tak odpowiedzialnych sprawach ja wolałabym się kierować raczej rozsądkiem, no ale ja jestem dziwna...
Aa, czyli skrypt „niewyobrażalnej mocy określającej, kto się dla miecza nadawał” jak zwykle nie działał? Typowe... To nad czym ona pracowała tyle lat?
Naucz go, że Miecz służy tylko dobru, jeśli ktoś stanie po złej stronie, Miecz go zdradzi.
Oo. Więc jakiś kawał niedorobionego żelastwa będzie teraz decydował, co jest dobre, a co złe? I jeśli przypadkiem będę mieć ochotę zarąbać nim sarenkę czy taką małą kaczuszkę, wbije mi się w pachwinę? A idź mi z tym dziadostwem w cholerę!I będzie miał rację, że się wbije. Nawet od niedawna miłościwie nam panujący prezydent elekt zrezygnował z tak nieludzkiego hobby, jakim jest polowanie!
Pigmejko, w tym momencie wydajesz wyrok na całe rzesze Twoich pigmejskich krewnych. :P
I nie pozwól, żeby trafił w niepowołane ręce i broń Boże został zniszczony"
Wkrótce potem Laurel pożegnała się z tym światem, a dorosły już Nataniel wyruszył w świat. Ostatnie słowa, które wypowiedziała jego opiekunka, brzmiały:
"- Zrób co należy, Poszukiwaczu"
Ciszej dodała tylko „Wynieś śmieci i odrób lekcje”. Nawet na łożu śmierci nie mogła powstrzymać się przed wydawaniem mu poleceń. :/
Tak też, każdy następca Pierwszego Poszukiwacza nosił jego miano i pilnował, żeby światem nie zapanowała czarna magia.
Aa, więc ten Poszukiwacz to taki jednoosobowy ONZ, tak? Pewnie też równie skuteczny...
Do czasu, gdy w tysięcznym roku naszej ery, nie narodził się czarnowłosy chłopiec imieniem Sebastian.
Tia. W pojedynkę chodził po świecie i wyrzynał wszystkich niedobrych chłopców.
Nie no, skoro się „nie narodził”, to chyba nie ma sprawy, co? Zawsze powtarzam: najlepiej zdusić problem w zarodku. ^^
W jego oczach było widać niezwykłą moc.
Raz Rinnegan, raz Sharingan, raz znowu kurwiki.
Gdy dotychczasowy Poszukiwacz był w sile wieku, potrzebował następcy, który dokończył by jego dzieło i przejął "Księgę Objawienia". Była to dla Poszukiwacza rzecz święta, którą każdy przysięgał strzec, nawet za cenę śmierci.
To już nie tylko miecz mieli? Z pokolenia na pokolenie przybywa im magicznych itemów?
Wiesz, zgodnie z żelaznym prawem RPGów każdy znaczniejszy przeciwnik po tragicznym zejściu dropi jakiś item. Przez ten czas Poszukiwacze dorobili się już pewnie całej Graciarni Przeznaczenia.

Podróż Serafina, czterdziestego ósmego Poszukiwacza trwała niemal pięć lat
zanim dotarł do wioski zwanej Skarvag. Tam ujrzał małego chłopca, siedzącego samotnie pod topolą. Sebastian za pomocą siły woli bawił się dużym kamieniem, podnosząc go na wysokość oczu.
W krzakach już czaił się lud z widłami i pochodniami, pod wodzą proboszcza.

Serafin uznał, że jest to jego potencjalny uczeń. I rzeczywiście się nim stał. Mały potajemnie chodził na nauki, a gdy umiał już potężne zaklęcia, stary Poszukiwacz przekazał mu Miecz Prawdy, Księgę oraz ważne informacje przekazywane każdemu Poszukiwaczowi.
Strategiczne dla wszystkich podróżników informacje o tym, które gospody są najmniej zapluskwione i które dziwki nie roznoszą syfa.
Sebastian przysiągł w pradawnej mowie, że będzie strzegł tajemnicy Poszukiwaczy,
Przez całe życie będzie bardzo starannie pilnował, by żadne Zło nie dowiedziało się, że powinien je zwalczać. ^^
aż do czasu, gdy nie przekaże jej swojemu następcy. Tylko, że moc jaką posiadał przerosła go i przez własną nieuwagę doprowadził do zniszczenia Świętej Księgi.
A mówili – nie zasypiaj z książką, gdy palisz fajkę!
Sam również stracił życie, gdy wrogowie złączyli własne siły przeciwko niemu...
Czemu mnie to nie dziwi... Jak się oddaje taką moc i wiedzę w ręce smarkacza podrzucającego kamyki, to się zazwyczaj tak kończy.
Miecz Prawdy przepadł i nikt do lat dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku nie słyszał ani o Poszukiwaczu, ani o tym, że istniał jakiś Miecz Prawdy. Zakazano o tym mówić. Do czasu, gdy miecz odnalazł pewien czarodziej imieniem Zeddiculus.
Co prawda na chrzcie dali mu Riddiculus (podobno matka rodziła go przez cały tydzień), ale zawód maga ma swoje przywileje.
Wtedy przekonał się, że skoro odnalazł owy Miecz, to i odnajdzie tego, który się nim posłuży w walce ze złem, w krainie zwanej Midlandy...
Aaa... Więc to się nie dzieje na Ziemi, tak? No to trzeba było tak od razu...
Midlandy i do tego zagubiony magiczny gadżet? Hmm...
*czeka na Czarnych Jeźdźców przemierzających krainę w poszukiwaniu Bagginsa*


|BOHATEROWIE|

||Richard Cypher||* - Facet ma dwadzieścia bodajże trzy lata i jest Szukającym.
Tia, w drużynie quididtcha.
Bodajże dwadzieścia czy bodajże trzy? To subtelna równica. :)

O! Nie, poprawka - Poszukiwaczem Prawdy.
Oh my... Ale się uśmiałam... =.=”
Urodził się w Westlandzie,
Midland, Westland... a stolica pewnie nazywa się Midpoint.
gdzie wychował go George o tym samym nazwisku.
Wołali go George Noszący To Samo Nazwisko Co Richard?
Nie. Wołali go George George. Śmieszna sprawa.

Ma ciemne, nastroszone włosy (nawiasem mówiąc, ładnie to wygląda) i piwne oczęta.
Oczęta. I zapewne różane usteczka i delikatne stópki. I w ogóle jest jako ta różyczka wśród chwastów.
I jako ta klacz w zaprzęgu faraona.
Jego ciało składa się głównie z mięśni i odrobiny skóry, pokrywającej jego wnętrzności.
Brak mózgu sprawiał, że dorównywał samoświadomością dżdżownicy, brak kości – że nie mógł się poruszać, a odrobina skóry nie zakrywała wszystkich organów, więc czasem wypadała mu wątroba lub wlekły się za nim jelita, ale on był ponad takie utrudnienia.
...Nie wiem jak Wam, ale według mnie to brzmi jak opis bardzo brzydkiego Obcego. Hm, a może to... http://www.abc.net.au/reslib/200801/r220223_865025.jpg
A dla mnie to wypisz – wymaluj ten gentleman. Nawet piwne oczęta się zgadzają.
Ma młodszą siostrę Sol Angelicę.
Zrzynajmy imiona bohaterów z innych fandomów – na pewno sprawi to, że będziemy oryginalni i kreatywni!
A dodamy sobie + 10 do zajebistości i + 100 do marysueizmu, jeżeli użyjemy własnego nicka jako imienia dla głównej bohaterki.
Podkochuje się w Kahlen Amnell, która ma takie samo prawo jak Księża, no tylko z większą siłą...
Eee... nosi dłuższą sutannę i może chrzcić, prawie topiąc dziecko w wodzie?
Ma prawo pierwszej nocy do wszystkich ministrantów i może bezkarnie wybijać zęby udzielając Komunii.
Bez żartów - Spowiedniczką, z którą podróżuje. Według przepowiedni to on zabije pewnego czarownika, imieniem Darken Rahl.
Zabije go imieniem? Nowatorskie...
Cicho. To jest Posępny. To imię może zabić.
Uczynić miał to za pomocą jednej z Pięciu Ksiąg Magii.
A przepowiednia wspominała, jak długo trzeba tłuc faceta książką po głowie, by go zabić? Bo to może być problematyczne.
Cóż, przepadło... Ojoj, stało się coś złego... nasz Szukający właśnie
Zgubił znicz?
Przypalił kartofle?
dowiedział się, że ma zabić tego, który śmie się zwać jego ojcem.
Ha, Luke jakoś podołał. No, prawie. W końcu Vader właściwie zabił się sam.
O, a słynny czarodziej... pogromca kur...
...ew z portowych burdeli? Alias „Chujogrom”?
jest jego dzidziusiem... cóż za niespodzianka.
*bezsilnie próbuje odnaleźć sens, miotając wzrokiem po tekście*

||Sol Angelica||* - Zagubiło się jej nazwisko. Rzec można, że ma je po bracie, lecz nie jej o tym decydować.
No tak, równie dobrze mogłaby je mieć po sąsiedzie albo po listonoszu. Posiadanie nazwiska po rodzicach jest za mało tró.
Brat nazwisko wcisnął jej siłą do dowodu.
Ma czternaście latek, czarne włosy (proste jak drut) i zielone oczy. Jest nad wiek wyrośnięta.
I zaokrąglona tu i ówdzie. Znamy, znamy...
(Choć w sumie oryginalna Sol jako czternastolatka pierwszy raz uwiodła mężczyznę, więc...)
Ale ona ma czternaście „latek”, więc zainteresować może jedynie Romana P. (który, jak znam życie, wespół z pewnym misiem kręci się gdzieś w pobliżu).

Posługuje się mieczem, zwanym "Mieczem Zwycięstwa" - Sword Of Victory - taki dokładnie napis widnieje na głowni miecza.
Tak, bardzo magiczny, tajemniczy napis. Starożytne runy mogą się schować.
Na odwrocie widnieją też cholernie magiczne runy „made in Taiwan” oraz pradawny i potężny glif „protect from children”.
Jej matką była przywódczyni oportunistów, przepraszam, ruchu oporu.
Mała prośba do Ałtorki: zaznaczaj Elementy Komiczne jakimś kolorem, dobrze? Będę przygotowana i czegoś się przytrzymam.
Miała na imię Bridget. Zdaje się nie zauważać (celowo) podchodów Colina.
Milczy jak grób, gdy chłopak upaćkany błotem i okręcony siatką maskującą skrada się ku niej z krzakiem w dupie. A trudno jest, oj, trudno...
Traktuje go z rezerwą, choć nie raz ma ochotę mu przywalić. Czemu się jednak wzbrania?
Bo liczy na to, że jest to jednak materiał na Tró Loffa?
A i tajemnica wyszła na jaw, to dlatego ma taką moc i zwie się małą czarownicą... Cóż, dwóch członków jej rodziny umie zrobić małe, a może duże? Czary – mary – hokus – pokus - abrakadabra.
Aaaeee....? Nie, ja się poddaję.
Ja wyczytałam z tego, że dwóch jej krewnych umie doprowadzić do erekcji. Gratuluję.

||Kahlen Amnell||* - Ma prawdopodobnie dwadzieścia lat i młodszą siostrę Denee.
Choć równie dobrze może mieć dwadzieścia sióstr, kto ją tam wie...
Czuje miętę do Poszukiwacza, lecz jej moc zniewala i musi trzymać się od niego z daleka.
Bo inaczej by go... zniewoliła. Co, w kontekście czucia do niego mięty, jest absolutnie niewskazane.
Wtedy mogłaby zacząć czuć do niego, na przykład... pomidor. Wyobrażacie sobie?
Również ma czarne włosy, ale tak pokręcone, że pomyśleć można o użyciu wałków.
Które, oczywiście, istniały już w tamtych czasach.
Nie sądzę, by wałkiem dało się rozczesać splątane włosy, ale skoro tak twierdzisz...
Oczy zielone, lecz o ciemniejszej barwie niż panienka powyżej. Aż, ta zakłamana dziewczynka.
Czytając takie rzeczy mam wrażenie, że druga, zła osobowość Ałtorki chwilami włącza się do pisania. A może to tylko gdzieś niedaleko trwa sesja sado-maso?
Ma brata, Colina - jedynego żyjącego i poprawnego Spowiednika.
Wiecie co? Opowiadanie się jeszcze nie zaczęło, a ja już nie nadążam.
Cała reszta Spowiedników była wybitnie niepoprawna i zawsze dawała za pokutę przynajmniej pięćdziesiąt różańców.

||Zeddicus Z'ul Zorander||* - Zwany Czarodziejem Pierwszego Stopnia lub Kręgu.
Dla przyjaciół: Pierwszy Schodek, dla wrogów: Pierwsza Kurza Grzęda.
Dla wszystkich innych: Skrzywdzony przez rodziców frajer o kretyńskim imieniu.
Starszy koleś o siwych włosach (które mógłby czasem spiąć, bo wygląda jak bałwan).
Marchewkowy nos i oczy z guzików też nie pomagają.
Bohater, który uratował małego Richarda przed rzezią. Jako jedyny stoi po stronie dobra.
Cała reszta stoi tam, gdzie stało ZOMO.
(A czym ono jest? Hę?)
Słuszne pytanie. Widzisz, na przykład Sokrates utożsamiał je z Cnotą... a dalej jest jeszcze ciekawiej.
Córeczka jego pokochała tego tyrana i spłodziła dwoje dzieciaczków.
Mam wrażonko, że ktosik tu jest leciutko infantylny.
Zedd może czuć się głową rodziny, po raz pierwszy od wielu lat... cieszy się staruszek, zapewne.

||Darken Rahl - (Rahl Posępny)||** - Straszny koleś, aż strach się go bać. Pragnie pokonać powyższą czwórkę, lecz jest mało inteligentny i ciągle przegrywa.
Standardowa taktyka Zuego Władcy Ciemności. Jego idolem jest pewnie książę Iktorn.
Pragnie zdobyć Szkatuły Ordena, które podobno dadzą mu nieograniczoną władzę. (Jakby już jej nie miał).
Ma nieograniczoną władzę, ale przegrywa z czwórką dzieciaków. Acha.
Szkatuły mogą dać mu też, na ten przykład, kurzajki. Zawsze jest ten dreszczyk emocji!
Ma może z czterdzieści lat, czarne włosy (które szczerze mówiąc są dominującym kolorem wśród bohaterów).
Bo na planie mają tylko kilka peruk, które wszyscy muszą sobie pożyczać. Dla uproszczenia są to peruki damskie – bo skoro to świat fantasy, facetom wolno nosić romantyczne loczki i fale.

Ma dwoje cudownyyyych dzieci. Jedno go pokona, a drugie... cóż gardzi nim... a czego mógł sie spodziewać po spędzeniu dwóch nocy z kobietą?
Nie no, skoro podczas obu nocy się nie sprawdził – zakrzywiony sztylecik jakoś nie chciał stanąć^^ - to nic dziwnego, że ona nie ma o nim zbyt wielkiego mniemania.
Biedaczek, dzieci przeciwko ojcu... to musi być wstrząs, lecz czy on wie o tym?
No tak, powinien spędzić z nią przynajmniej trzy noce. Niech się wstydzi.

||Colin (bez nazwiska)||* - Chłopak pojawia się przez przypadek. Jest Spowiednikiem (który jeśli nie wiecie, ma większą moc niż panie Spowiedniczki),
Programowy seksizm świata fantasy stworzonego przez faceta – zaliczony!
Swoją drogą, jak to działa? Gość lepiej spowiada, bo ma penisa? Grozi penitentom, że ich wychędoży, czy jak? O.o
powinien być utopiony, lecz przeżył. Przypadek?
Ee tam, po prostu potrafił pływać.
Wątpię. Ma te swoje osiemnaście latek, twarz gładką jak pupa dziecka,
Z odparzeniami od zbyt długo noszonej pieluchy...
*na wspomnienie dziecięcej pupy na horyzoncie pojawił się Roman P., ale został spacyfikowany przez Analizatorki*
co za zrządzenie losu - czarne, krótkie włosy, sterczące w każdą stronę. Posługuje się mieczem, gdyż jego ojciec był kowalem. Co ma wspólnego jedno z drugim?
Dobre pytanie. Jego matka zapewne miała wiatrak, więc chłopak jest piernikiem, dobrze rozumuję?
W rozdziale X okazuje się bratem Spowiedniczki, zaskoczenie? Wątpliwe, nie? Ależ to przewidywalne. Ale on chyba takim samotnikiem nie zostanie, co sądzicie? Stara się o względy u naszej małej buntowniczki.
No nie mogę...

||Eric||*** - Chłopak w wieku osiemnastu lat, przywódca gotów (jak nazwała ich Sol).
O matko, ale TYCH gotów, czy TYCH?
Ale Ostrogotów czy Wizygotów? Bo to KLUCZOWE!
Ma córkę, która jest zdeformowana i umierająca.
No, to się facetowi w życiu poszczęściło, nie? :D
||Dan||*** - Strażnik z królestwie Erica. Szesnastolatek o blond włosach. Ma uśmiech, który powala wszystkie kobitki, nie ma w nim za grosz złości i nienawiści.
Królestwo, to rozumiem jakiś domek na drzewie w ogródku za domem, skoro pilnują go takie dzieciaki? I rozumiem, że jego głównym zadaniem jako strażnika jest powalanie kobitek, a nie np. uciekających przestępców?
Powalanie – i „ignorowanie”, zapomniałaś wspomnieć. A królestwo to pewnie Zamek Wąglik.
||Baltazar||*** - Elf. Smoczy jeźdźca, przywódca klanu smoków. Posługuje się magią
Ale z poprawną odmianą swego tytułu przez przypadki już ma problem.
Swoją drogą, elf o imieniu Baltazar to jakiś autofail, nie sądzicie?
(jak większość żyjących w tym świecie istot).
Większość żywych istot – gady, płazy i inne takie – jest potomstwem Tego Zuego? Borze mój Lesisty, z kim on się nie pieprzył?
Podziwia Sol za jej oddanie w walce z Rahlem.
||Alexander||*** - Chłopak w wieku dziewiętnastu lat. Razem z Sol mieszkał w ich rodzinnej wiosce. Jej przyjaciel, ale także brat, gdyż zawsze go za niego uważała. Zwerbowany siłą do wojsk Rahla Posępnego.

||Opiekun Zaświatów||*** - Jak na razie nic o nim nie wiadomo. Pojawi się w Księdze II. Żyje we własnym podziemnym królestwie sądząc dusze i werbując je do walki przeciwko wrogom. Moc jego potężna jest, lecz w walce z dobrem... kto wie? Przegrać może.
Że to Yoda Mistrz jest, podejrzenie mam.
Lecz w starciu z potęgą Szyku przestawnego nie może być zwycięzców. Są tylko pokonani.
Ma niematerialną powłokę, aczkolwiek nadal żyje. Jak to możliwe? [Status jego zmieni się, gdy rozpocznę Księgę II]
Wtedy jego status ustawi się na „zaraz wracam”.

||Thaddicus||*** - Braciszek naszego wspaniałego czarodzieja. Jest od niego młodszy o bodajże dwa latka, choć obaj wyglądają niemal identycznie.
Czytając to, ma się wrażenie, że opis dotyczy przedszkolaka, prawda? A tymczasem...
W chwili, gdy go poznajemy, to miły staruszek, który nie żywi urazy do starszego brata.
... no właśnie.
Cóż, być może wszystko się zmieni, gdy nastanie nowy dzień... któż to wie?
Cóż... Ty, Ałtorko. Przynajmniej mam nadzieję.
||Berg||*** - Mężczyzna będący "na służbie" u mamy Sol i Richarda.
Czemu „na służbie” jest w cudzysłowie? Czyżby usługi, jakie pełnił, były aż tak... specyficzne? :>
Poznajemy go jako zmizerniałego, apatycznego, dorosłego chłopa, który we wspomnieniach Sol był jego przeciwieństwem.
We wspomnieniach jawił się jako potężny, energiczny, małoletni arystokrata. Pamięć płata nam figle, nie ma co...
Wiecznie aktywny, uśmiechnięty i gotowy pomóc. Prawa ręka Bridget i pośrednik między Rahlem a wioską. Prawdopodobnie spalił się żywcem, gdy jego dom został podpalony przez żołnierzy.


LEGENDA:
* - Bohaterowie pierwszoplanowi
** - Bohaterowie drugoplanowi
*** - Bohaterowie epizodyczni

|PROLOG|
Była piękna pogoda. Słońce świeciło tak, że nawet drzewa nie dawały mieszkańcom wioski cienia i odrobiny chłodu.
Promienie przenicowały listowie niczym grad kul z CKMu, pozostawiając po sobie ogołocone gałęzie.
Ludzie krzątali się między domostwami, załatwiając swoje codzienne obowiązki. Młoda dziewczyna o czarnych, prostych włosach, również znajdowała się wśród wieśniaków. Ubrana w zwiewną, zieloną tunikę, szła w stronę lasu, gdzie znajdowało się jej "miejsce rozmyśleń".
Typowy strój i sposób spędzania czasu młodej wieśniaczki.
Cii, to nie wieśniaczka – to Telimena!
Drogę zapamiętała już jako kilkulatka, gdyż często chowała się tam przed złymi ludźmi. Od zawsze żyła w świadomości, że nie jest bezpiecznie w czasach, w których się urodziła. Nienawiść, żądza krwi i władzy.
Z wszystkich tych problemów społecznych zdawała już sobie sprawę jako kilkulatka. A jako dziewczyna pisała już pewnie o nich rozprawy filozoficzne.
Gdy żyła jeszcze jej matka, uczyła ją niezależności, tego, że nikomu nie powinna ufać. Dziewczyna nauczyła się tego, żyła samotnie, z dala od ludzi, bojąc się zdrady z ich strony.
Matka wpędziła dziecko w stany lękowe, a nie nauczyła niezależności.
A pozostali mieszkańcy wioski wcaaale nie uznali kobiety prowadzącej taki tryb życia za wiedźmę.
Bo tak naprawdę był to Don Pedro z Krainy Deszczowców, którego za galopującą paranoję odesłano na urlop zdrowotny.
Bo czego nie robi się dla pieniędzy, żeby godnie żyć?
Jeżu... to brzmi jak wstęp do jakichś „Pamiętników wioskowej dupodajki”. =.=
Człowiek jest w stanie zdradzić własnego ojca, matkę i dziecko, byle tylko być wyżej w hierarchii.
Hm, rzeczywistości średniowiecznej (bo chyba w takiej dzieje się ta historia?) chłopi niespecjalnie mieli okazję, by się jakkolwiek wybić...
Sol Angelika, bo tak się nazywała, dobrze o tym wiedziała. Świętej Pamięci matka, zmarła przed sześciu laty, nie była jedyną osobą uczącą dziewczynkę jak żyć. Sol miała również prywatnego nauczyciela.
Jak również ogrodnika, szofera i lokaja.
Czarodzieja drugiego stopnia, Amadeusa. Uczył on ją posługiwać się magią i mieczem. Był dumny z uczennicy, z jej chęci i postępów. Angelica wiedziała, że ma do tego potencjał. Zanim jeszcze się urodziła, jej matka oddała małego chłopca. On jedyny przeżył w rzezi, którą Darken Rahl obarczył wioskę,
CO zrobił Posępny? Obwinił wieśniaków za rzeź, której sam dokonał?
w której wtedy mieszkała. Kazał wymordować wszystkie pierworodne dzieci, tylko po to, żeby nie spełniła się przepowiednia o Poszukiwaczu. Dziewczyna nie wiedziała czy jej brat żyje, ale jeśli rzeczywiście był Poszukiwaczem, to i ona musiała mieć w sobie czarodziejską krew. I rzeczywiście ją miała.
Zaskakujące, prawda?
Siła jaką dysponowała, budziła głęboki szacunek u czarodzieja i rodzicielki. Sol zaprzysięgła zemsty.
Związane przysięgą zemsty łaziły za nią krok w krok, ale w sumie nie miały nic konkretnego do roboty.
Wszystko czego nauczyła się przez te wszystkie lata, mogło jej pomóc w dotrzymaniu danego na grobie matki, słowa. Traktowała to jako priorytet... Czekała aż nadarzy się odpowiednia okazja.
Ludzie przez wiele lat traktowali ją obojętnie. Gdy jeszcze żyła matka, dziewczynka miała samych sojuszników wśród tutejszej ludności, lecz gdy kobieta odeszła, wszyscy zwrócili się przeciwko osobie, która wspierała ruch oporu. Mimo, że minęło aż sześć lat, Sol nie zapomniała o matce, o tym jak wyglądała, pachniała, zachowywała się i szczególnie jak wiele zrobiła, żeby ją chronić i nie stracić drugiego dziecka. Obie były związane ze sobą nie tylko więzami krwi, ale też jakąś silną mocą, która sprawiała, że miłość, którą się darzyły, była nieziemska.
Czyli była to normalna miłość między matką a córką, tylko taka... bardziej?
Sol czuła też potrzebę znalezienia brata. Bała się jednak jednego. Że nie zdoła mu zaufać. Mężczyźni byli dla niej potencjalnymi wrogami. Nienawidziła ich i wszystkiego, co miało z nimi jakikolwiek związek. Nie raz była świadkiem do czego są zdolni, aby zaspokoić swoje pragnienia. Gdy tylko o tym myślała, zbierało się jej na wymioty.
Mamusia nauczyła ją, że wszystko, co mężczyzny dotyczy, jest nieczyste, a to, co nosi w spodniach, to Wielka Obrzydliwość. I grzeczne dziewczynki o takich rzeczach nie myślą.

Tego dnia miała już swoje plany. Musiała odejść. Gdy nadszedł zmierzch, Sol po długiej wędrówce po wsi, zdołała wrócić do domu.
Ktoś uparcie kręcił drogą, ale dziewczyna trzymała się dzielnie.
Spakowała rzeczy, gotowa wyruszyć, spragniona przygód. Wymówiła krótkie zaklęcie i wszystko w domu zostało dokładnie wysprzątane. Wśród rzeczy poszukała własnego miecza, który nazwała "Mieczem Zwycięstwa". Schowała go do pochwy, plecak zarzuciła na plecy i wyszła. Nie spodziewała się jednak, że wyruszy wraz z innymi...




15 komentarzy:

kura z biura pisze...

Pierwsza, Pierwsza! Łiii!

Dziewczyny, muszę przyznać, ze w towarzystwie Posępnego wzbijacie się na absolutne szczyty. To telekineza jakaś, czy cuś?
Walcowanie dupą, Graciarnia Przeznaczenia, bomba gejowska, ZOMO... że ja jeszcze żyję, a nie udusiłam się ze śmiechu, to cud.
Rozwalają mnie zawsze dogłębnie wyobrażenia ałtoreczek na temat życia chłopskich córek w średniowiecznych wioskach. Zwiewne tuniki, rozmyślania po lasach, prywatny nauczyciel magii, tjaaaa... Opis świata i postaci też godny Pulitzera.
Będą części dalsze, jak mniemam?

Kod: ingsharr. Ani chybi jakieś mroczne, gockie zaklęcie.

'N. pisze...

Ej, Kura mnie ubiegła, a buu! ;)

"Pewnego dnia, gdy rodzice małego Nataniela zajęci byli opanowywaniem świata i szerzeniem zła wśród tutejszej ludności," - a mię się zdawało, że to ja mam niezbyt normalnych rodziców :]

"Milczy jak grób, gdy chłopak upaćkany błotem i okręcony siatką maskującą skrada się ku niej z krzakiem w dupie. A trudno jest, oj, trudno..." - a przez ten kawałek to pół okolicy raczyło się słuchaniem mego rechotu. Heh, za moich czasów to jak wazonu na kwiaty brakło to takie rzeczy, a teraz widać, że i ziemni na krzaki...

P.s: A ja mam Graciarnię Przeznaczenia :D

Hasło: chtelant - uuu, jak wymówię z fhancuska to brzmi jak śpiewne zaklęcie. Eh, jak u tych dendrofili, jasnych elfów...

Ana pisze...

Dżizej krajst, Borze Szumiący...
Posępny wygrywa, tak jak wasze analizy XD

Kod: isold.
Hmm. Czy to jakaś aluzja?

Goma pisze...

Będzie jeszcze, będzie jeszcze? Uwielbiam analizy wstępów w Waszym wykonaniu (nawet jeśli po wstępach nie następuje ciąg dalszy). Ten twór był genialny po prostu xD I przez Wasze komentarze nic, tylko krztusiłam się ze śmiechu - trzymacie poziom!

Moich ulubionych fragmentów jest zdecydowanie za dużo, żeby je wypisywać, ale odrobina skóry z ciągnącymi się jelitami, większa siła praw księży, to co właśnie zrobił szukający i starszy koleś, co wyglądał jak bałwan, byli genialni.
A zresztą co mi tam, sypnę jeszcze paroma cytatami:

*Jest nad wiek wyrośnięta.
I zaokrąglona tu i ówdzie. Znamy, znamy...
*Na odwrocie widnieją też cholernie magiczne runy „made in Taiwan” oraz pradawny i potężny glif „protect from children”.
*Mała prośba do Ałtorki: zaznaczaj Elementy Komiczne jakimś kolorem, dobrze? Będę przygotowana i czegoś się przytrzymam.
*Milczy jak grób, gdy chłopak upaćkany błotem i okręcony siatką maskującą skrada się ku niej z krzakiem w dupie. A trudno jest, oj, trudno...
*Szkatuły mogą dać mu też, na ten przykład, kurzajki. Zawsze jest ten dreszczyk emocji!
*na wspomnienie dziecięcej pupy na horyzoncie pojawił się Roman P., ale został spacyfikowany przez Analizatorki*
*Ale Ostrogotów czy Wizygotów? Bo to KLUCZOWE!
*Związane przysięgą zemsty łaziły za nią krok w krok, ale w sumie nie miały nic konkretnego do roboty.

Pozdrawiam serdecznie!

Pigmejka pisze...

Cieszymy się, że się podoba! :D
I jak najbardziej - będzie ciąg dalszy. Blogasek jest dość miodny i mamy zamiar nieco tego miodu z niego wyssać. ^^

PS. Hasło: troboot. Też ciekawie. :D

kodama pisze...

Dziewczyny, jak zwykle wymiatacie ;D
Wyłam, że w całym domy było słychać!
Rahl Posępny to mój idol ;3

'N. pisze...

Znaczy, że blogasek grywalny? ;)

A tak w ogóle - mógłby mi ktoś wyjaśnić - czemu ten Rahl jest Posępny, bo ja nie w fandomie? ^^

Hasło: codehop - Mhok i groza.

kura z biura pisze...

'N: bo tak ktoś przetłumaczył jego oryginalne imię Darken Rahl. Znaczy, "Posępny" jest jak najbardziej kanoniczne.

kod; mycytiza. Jakaś choroba zakaźna?

'N. pisze...

Czyli kolejny odcinek cyklu 'tłumaczone na polski'. Ja głosuję za zmianę na "Ciemniak Rahl" !

Kod: backb - jak backstab? Chyba podpadł żem :D

Anonimowy pisze...

Jajuż na początku analizy nie mogłam się połapać, a im dalej w las tym więcej drzew. Analiza świetna, a ałtoreczki pobijają rekordy głupoty.

psyence pisze...

po dramatis personae nie wiedziałam już gdzie jestem :| .... omg ~.~ O Głupoto, cóż żeśmy ci uczynili...

Anonimowy pisze...

Wiem, wiem, jestem mniej-więcej o rok za późno, ale raz - analiza kwikaśna, dwa - jeśli kogoś intryguje fragment o kurczaku, to piekielne kurowate, potomkowie Asmodeusza są najwyraźniej jak najbardziej kanoniczne. To wszystko, co wiem o tym fandomie i wszystko, co chcę o nim wiedzieć.

Anonimowy pisze...

Witam! Jestem, kim jestem (=_=) i kocham wasze analizy. Co prawda, wątpię, żebyście prędko przeczytały ten komentarz, ale chciałam pokazać Wam te fragmenty analizy, które rozwaliły - delikatnie mówiąc.

"co za zrządzenie losu - czarne, krótkie włosy, sterczące w każdą stronę. Posługuje się mieczem, gdyż jego ojciec był kowalem. Co ma wspólnego jedno z drugim? Dobre pytanie.

Jego matka zapewne miała wiatrak, więc chłopak jest piernikiem, dobrze rozumuję?" - Czcigodna Pigmejko, czy ty masz na celu zamordowanie mnie? Prawie się bowiem zakrztusiłam, czytając powyższe zdanie. Szacuneczek.

"W rozdziale X okazuje się bratem Spowiedniczki, zaskoczenie? Wątpliwe, nie? Ależ to przewidywalne. Ale on chyba takim samotnikiem nie zostanie, co sądzicie? Stara się o względy u naszej małej buntowniczki.

No nie mogę..." - no, ja też. Łączę się z Wami w bólu, drogie Analizatorki...

"Ma niematerialną powłokę, aczkolwiek nadal żyje. Jak to możliwe? [Status jego zmieni się, gdy rozpocznę Księgę II]

Wtedy jego status ustawi się na „zaraz wracam”. - z tego uśmiałam się najbardziej!

Anonimowy pisze...

"Swoją drogą, elf o imieniu Baltazar to jakiś autofail, nie sądzicie?

(jak większość żyjących w tym świecie istot)." przeczytanioe tego w ten sposób mnie powaliło. xD
Dziękuje za świetną analizę:)
Róża

Sławomira pisze...

Po co ja się zabierałam za analizę czegoś z fandomu mojego ulubionego fantasy ;_; Smoczy jeździec, elf, facet-Spowiednik, Kahlan która ,,czuje miętę" do Richarda... Nasza era w świecie Miecza Prawdy też warta uwagi.