czwartek, 22 lipca 2010

Poszukiwacz Logiki 3, czyli lajf is brutal

-->

Witajcie!
Przed Wami trzecia i – jak na tę chwilę – ostatnia część analizy blogaska o Poszukiwaczu. Opko z rozdziału na rozdział robi się coraz głupsze i bardziej niezrozumiałe, a i upierdliwość boCHaterki rośnie w postępie geometrycznym, uznałyśmy więc, że szkoda Waszych i naszych nerwów. ^^
W tym tygodniu boCHaterowie urządzają sobie spotkanie Anonimowych Alkoholików, piernik po raz kolejny okazuje się być wiatrakiem, Poszukiwacz cierpi na lęk przed mpregiem, zaś Słuchający okazuje się mieć usta z dupą sprzężone. Wyjawiony zostaje też mroczny, straszliwy i drastyczny sekret boCHaterki, po którym z pewnością nie otrząśniecie się przez wiele dni.
Miłej lektury!
Adres blogaska: http://jedyny-miecz-prawdy.blog.onet.pl/

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka.


ROZDZIAŁ III – WYZNANIA CZ.1
Chłopiec schował się w krzakach. Na jego twarzy gościło przerażenie. Mimo, że był osobą, która jest w stanie wyczytać zamiary drugiej osoby, nie mógł przestać odczuwać tak nagle strachu.
- Jeśli nam uciekniesz, złapią cię – powiedział Richard.
- Ale ja tego chcę! Mam wszystko, czego może chcieć chłopiec w moim wieku – powiedział ze stanowczością.

Taa, biją cię, zakuwają w kajdany, sprzedają... żyć nie umierać. Może rzeczywiście tamtejsi chłopi to genetyczni masochiści?

Kahlen spojrzała na Richarda i lekko się uśmiechnęła.
- Lepiej uważaj, żeby to ciebie nie złapali. Nie wiem, po co ci jestem potrzebny, ale nic nie ma na tym świecie za darmo – stwierdził.
Richard musiał westchnąć.
Taki miał tik nerwowy.Nie, to był odruch bezwarunkowy, uaktywniający się zawsze, kiedy Richard wypowiadał truizmy.
O ile rzeczywiście była to kwestia Richarda. W tym ficku nigdy nic nie wiadomo.

Odwrócił się, a Kahlen w tym czasie podeszła do chłopca i kucnęła przy nim.
- Gdzie mieszkają Twoi rodzice?
- Rodzicie, powiadasz? – spytał retorycznie. – Mam tylko ojca.
Poszukiwacz spojrzał na chłopca z ciekawością, ale w jego oczach dało się wyczuć pewnego rodzaju strach.
Poszukiwacz cierpiał na lęk przed sierotami?Albo przed mpregami. :P

- Kto cię porwał?
- Ludzie, którzy zajmują się grą w karty.
Fanatyczni Pokerzyści... a może Brygady Męczenników Makao... kto ich tam wie.Zaraz zaraz, ja myślałam, że to właśnie ONI go właśnie porwali...

- Nie mamy czasu, Ren. Jeśli Rahl cię złapie, nie będzie już zapewne tak przyjemnie, jak było – powiedziała.
Zakładając, że kajdany itd. zaliczymy do zbioru „przyjemne”.Skończy się oglądanie Teletubisiów przed snem i kaszki Bebiko z malinami.

– Gdzie mieszkasz?
- W Obregonie.
A może w Oregonie? W stanie Ohio.
###
Sol przedzierała się przez las, nie wiedząc dokąd ma się udać. Spróbowała się skupić i usłyszeć głosy towarzyszy. Lecz zamiast tego, usłyszała zbliżające się głosy Żołnierzy Smoczego Korpusu.
Żołnierze Smoczej Tylnej Lewej Łapy marudzili nieco w tyle, za to Żołnierze Smoczego Podogonia przepadli na dobre w malinowym chruśniaku.Wszechobecne wiewiórki, słynące z gadulstwa, też nie ułatwiały sprawy.
###

- To za Szarymi Wzgórzami, dotrzemy tam o świcie, ale musimy znaleźć Sol Angelicę, nie możemy zostawić jej samej – powiedziała i spojrzała na Poszukiwacza.

Ale ktooo? O.oNarracja. Narracja powiedziała. *stara się być silna*

- Potem podążymy śladem Zedda.
Jassne, nie ma lepszej zabawy niż bieganie po lasach i szukanie się nawzajem. Sekretna misja najwyższej wagi może sobie poczekać.Ale... ale przecież wszyscy wiedzą, że „Zed is dead”!
http://www.youtube.com/watch?v=y7Yp2L6c2KM

Tymczasem w obozie zjawili się żołnierze. Wszyscy, którzy wrócili byli zmęczeni bezsensowną pogonią za dzieciakiem.
- Porywacz zamaskował swoje ślady – zdał relację przełożonemu.
Niby jak? Ciągnął za sobą ściętą choinkę?Kto zdał relację? Duch Nieznanego Żołnierza?

Zedd odetchnął z ulgą, aczkolwiek wiedział, że trudno będzie mu uwolnić się od Korpusu.
Szyja i Podroby również były dość upierdliwe.

Kahlen, Richard i Słuchający poszli szukać Sol. Dziewczyna przesiedziała w krzakach dobrych kilka godzin. Otrzepała się z wszelkich paprochów
Bo, jak wszyscy wiemy, na krzakach rosną nie liście, a paprochy.
i wyszła z kryjówki w chwili, gdy usłyszała towarzyszy.
Gdy chłopiec na nią spojrzał, momentalnie się wycofał. Sol spojrzała na niego z przekąsem, lecz nic nie powiedziała.
- Co się stało? – Spytała Kahlen.
Ani Sol ani chłopiec, nie wiedzieli do kogo ono było skierowane.
Super. W tym rzadkim momencie, gdy czytelnik akurat wie, kto wypowiedział daną kwestię, bohaterowie nie wiedzą, do kogo ona była skierowana. *wzdycha ciężko* Proszę wyprowadzić narratora za róg i rozstrzelać.

- Czemu do nas nie dołączyłaś?
- Żołnierze tu byli, musiałam się schować, bo by mnie znaleźli.
Spowiedniczka spojrzała potem na chłopca, ale w jego oczach krył się tylko strach.
- O co chodzi? – Spytał niecierpliwy Poszukiwacz.
- Ona ukrywa przed Wami wiele spraw – powiedział w końcu.
Sol spuściła głowę. Wiedziała, że wreszcie nadeszła pora, powiedzenia kim tak naprawdę jest. W prawdzie minęła dopiero niecała doba, odkąd się poznali. Nikt jednak nie przypuszczał, że spotkają dziecko, które wie wszystko, co w sobie skrywasz.
- Sol – nalegał Richard. – Chciałabyś nam coś powiedzieć?
- Mam na imię Sol Angelica i jestem alkoholiczką.

Zaczynało się przejaśniać. Słońce przebijało się przez chmury. Ptaki zaczęły już swoje poranne śpiewy, przyroda budziła się po nocy do życia.
W Midlandach co noc przyroda zasypia, tak? Trawy schną, liście spadają z drzew, niedźwiedzie zapadają w sen... Kurde, tam dopiero chłopi muszą mieć zapieprz, żeby się wyrobić z pracami polowymi!Że tak polecę Koterskim: w rzeczy samej wegetacja roślinna w tym roku wybuchła nad wyraz bujnie... ale co to ma, kurwa, do rzeczy?

- Kim ty jesteś, Sol Angelico? – Spytał wreszcie.
Kim ja jestem? – pomyślała. – Jestem (córką Baala i Voldemorta, cudownym dzieckiem dwóch pedałów) córką Bridget, Twoją siostrą i zwykłą dziewczyną z małej wioski.
- Skąd tyle wiesz? – Dodał po chwili.
- Wujek Google udzielał mi nauk.

- Źle zadałeś pytanie Poszukiwaczu – odparła. – Wiem tyle, bo żyła w wiosce kobieta, która odznaczała się wielką odwagą i gotowa była poświęcić własne życie, aby przywrócić pokój w Midlandach. Umarła, broniąc wszystkich, których kochała.
No i? Umarła pisząc zajebistą, czterdziestotomową Encyklopedię Przeciwpiechotną? Co mają walki narodowowyzwoleńcze do zdobywania wiedzy?A co ma opko do logiki? Żądasz niemożliwego...

- Powiedz im – chłopiec podszedł do Sol i dotknął jej ramienia.
Sol zastanowiła się. Chciała jak najdłużej utrzymać to w tajemnicy, ale jak widać nie było jej to pisane.
- Bridget nie była tylko moim idolem – powiedziała. – Była moją matką, Richardzie.
Richard zaniemówił.(...) Sol jednak nie chciała widzieć miny brata. Ona żyła ze świadomością, że ma starsze rodzeństwo, a on… z przeświadczeniem, że jego jedyną rodziną jest rolnik Georg i brat Michael.
Czyli... co, tak właściwie? Bo chyba jakoś nie załapałam ogromu dramatyzmu. :/Może on cierpi na ciężką chorobę, która polega na tym, że na samą myśl o posiadaniu siostry chce skakać z mostu?

- Jesteś moją siostrą – zdołał tylko tyle powiedzieć.
Spowiedniczka się uśmiechnęła i wstała.
- Musimy iść – rozkazała.
Jasne, po co się certolić. Przecież nie stało się nic ważnego.

Szli w zupełnej ciszy. Zmierzali w kierunku wioski, w której mieszkał Słuchający. Gdy do niej dotarli, jedyne co ich czekało, to zawód.
Jaki? Ślusarza? Kowala? Pszczelarza może?
Chłopiec z uśmiechem na twarzy pobiegł w stronę domu. Zawołał tatę, ale mężczyzna okazał się zupełnie obcym człowiekiem.
Potem zawołał mamę, ale tylko piernik okazał się wiatrakiem.

- Przepraszam, kiedyś mieszkał tu mężczyzna, któremu porwano syna. Gdzie go znajdziemy?
Mężczyzna patrzył dziwnie na kobietę. Kahlen przeczuła, że ma coś do powiedzenia na ten temat.
Głębia rozumowania boCHaterów przytłacza mnie i zawstydza.Zaiste, dedukcja godna podziwu.

- Nie wiem, wprowadziłem się niedawno. Ale słyszałem – przerwał na chwilę, chcąc dobrze obrać to w słowa.
I poszatkować w gramatykę, po czym polać odrobiną składni.

Ren jednak odczytał myśli mężczyzny. Zacisnął dłonie w pięści i po chwili podniósł z dumą głowę.
- Słyszał, że nie zostałem porwany – oznajmił smutno. – Ojciec sprzedał mnie za tysiąc sztuk złota
Mają tam z pewnością najbardziej jebutną inflację w historii ludzkości. Tyle kasy za jednego dzieciaka?! O.O

Sol odeszła po chwili. Matka dobrze ją uczyła, że w tym świecie każdy dla pieniędzy jest w stanie zrobić wszystko. Sprzedać własnego syna, bo umie więcej niż inni? To nieludzkie.
Taa, no i sprzeczne z Prawami Dziecka. Co z tego, że w średniowieczu rodzice mieli święte prawo zrobić ze swymi dziećmi cokolwiek, nawet okaleczyć czy zabić? =.=

- Sol! – krzyknął Richard. – Zaczekaj!
- Jeszcze Ci mało? – spytała.
- Nie rozumiem. Skoro jesteśmy rodziną, to czemu nie chcesz nam nic powiedzieć? Boisz się? Nie ufasz nam?
- Jesteś inteligentnym mężczyzną. Domyśl się. Wiesz czego nie rozumiem? Jak można własne dziecko oddać za pieniądze?! – Podniosła głos.
Jeżu, to on sprzedał tego dzieciaka czy co? O co chodzi tej wściekłej dziewusze?Hmm... Powiedziałabym, że to syndrom niedopchnięcia, ale na to przecież za wcześnie. Może jakaś wczesna wścieklizna macicy?

- Rozumiem Cię. Jednak chciałbym wiedzieć, co zdarzyło się w wiosce, dlaczego tak nieufnie odnosisz się do ludzi? – spytał.
- A jak mam im ufać!? Co? Jak można polegać na innych, gdy Ci traktują swoich jak nic niewartą kupę gówna!! – Sol bliska była płaczu. – Tyle zła jest na tym świecie i nikomu to nie przeszkadza!Ludzie się boją, brakuje im odwagi, która byłaby decydującą bronią.
O żeż ją w sznycel... Ona musi te swoje wątpliwej jakości teodycee uskuteczniać przynajmniej raz na rozdział? *wywraca oczami*Tak, życie jest okrutne. Na przykład moje ulubione lody są strasznie drogie. :(
Wolą być posłuszni i patrzeć na cierpienia innych niż zaradzić temu. Jest nas więcej niż ludzi Rahla. Jesteś Ty, Zedd, Ren! Czy to mało?
No wiesz... To pięcioro, doliczając jeszcze Kahlen, podczas gdy Posępny ma, załóżmy wersję minimum, kilka tysięcy żołnierzy. Cóż... Przykro mi, ale to jednak trochę mało. Lajf is brutal.
- To nie jest takie proste, Sol – złapał ją za ramiona, ale ona natychmiast się odsunęła.
- Nie rób tak więcej – ostrzegła.
- Co oni ci zrobili? - jęknął.
Kahlen i Ren przyglądali się rodzeństwu.
- Ren, Ty wiesz, co jej się stało? Prawda? – spytała cicho.
- Wiem, ale ona musi sama dojrzeć, żeby Wam powiedzieć. Nie jest to przyjemne.
No dobra, obstawiamy – zgwałcili ją, czy zwyczajnie nie docenili jej zajebistości?
Po długiej konfrontacji, ruszyli na poszukiwanie Zedda. Idąc polną ścieżką w lesie,
Kwik. A potem szli górskim szlakiem po równinie.
natrafili na dwóch ludzi.
- Tata? – krzyknął mały.
- Nie ruszaj go – nakazał Richard.
Pierwsze, co Sol miała ochotę zrobić, to chwycić za miecz i przebić nim tego człowieka. Już nawet była gotowa to zrobić, ale mały krzyknął.
- Nie!
Richard automatycznie złapał siostrę za rękę.
- Pozwolisz mu odjeść? Człowiekowi, który sprzedał własnego syna? I może zrobić to ponownie? Wybaczcie, ale ja Ci nie wierzę – zwróciła się do starszego mężczyzny. Ten wsiadł wraz z synem na konia i odjechał.
*rozpaczliwie próbuje ogarnąć szalejącą narrację*
- Oszaleliście? – wrzasnęła Sol.
Co mieliśmy zrobić? Ren powiedział, że ojciec mówi prawdę.
A to on w ogóle coś powiedział? O.o Może jest gdzieś, nie wiem, wersja rozszerzona tego opowiadania, co?Może czytamy wersję beta? XD

- A jeśli on kłamał? Nie pomyśleliście o tym?
A pomyślałaś może, złotko, że to nie ich problem i interes?

Zastanowili się chwilę i zawrócili… lecz nigdzie ich nie znaleźli. Mieli już pewność, że mężczyzna okłamał ich,
No bo przecież gdyby ich nie okłamał, to tkwiłby w miejscu jak kołek, prawda?
- A co z Zeddem? Myślę, że powinniśmy jego odnaleźć – odezwała się Sol.
A po kiego grzyba? Pieprzyć ważną misję, najważniejsze jest uganianie się za jakimiś dzieciakami po drogach.

Wrócili do obozowiska i kierując się śladami ruszyli, aby ocalić przyjaciela. Sol niezmiernie się ociągała. Towarzysze, co chwilę ją poganiali.
Batami, z przecinkami, na, końcach.
Swoją drogą, to Pannie Ach Jestem Taka Dramatyczna przydałoby się porządne lanie za te ciągłe fochy i histerie.

Tymczasem mały Ren wraz z żołnierzami dołączyli do pozostałych ze Smoczego Korpusu. Niebawem miała odbyć się egzekucja zdrajcy. Jeden z nich zaznaczył już na szyi mężczyzny miejsce, w którym odetną mu głowę.
Namazał mu markerem czerwoną przerywaną linię i małe nożyczki.Jeden z jakich „nich”? Zdrajców?
Zedd myślał jakby go uwolnić.
- Rzucono na niego potężne zaklęcie. Ktokolwiek spróbuje go zabić, może zginąć.
- Argot gotów jest zaryzykować.
Topór zbliżał się już do szyi mężczyzny, lecz gdy miał jej już dotknąć, domniemały zdrajca zamienił się w ptaka.
W efekcie wprawiony już w ruch topór po prostu rozrąbał ptaka, ale Zedd nie mógł sobie zarzucić, że nie próbował.

- Zastrzelić go – nakazał (Kto, do jasnej ciężkiej? Zdrajca?!) i w stronę nieba poleciało wiele strzał, tylko czy zdołały dosięgnąć tego, co stoi po stronie dobra?
Aaależ skąd. Strzały były +2k6 obrażeń przeciwko złym, a zdrajca był Praworządny Dobry.
– To Twoja sprawa?
- Ostrzegałem, że rzucono na niego zaklęcie – bronił się.
- Potężna magia i wielki czarodziej, to nie jest zbieg okoliczności. Kimże jednak jestem, żeby to oceniać? Uczyni to Darken Rahl. Związać mu ręce – nakazał. – Spętany nie rzuci zaklęcia.
*podpowiada szeptem* Pamiętaj o magii bezkijowej!
- Cóż mam uczynić? – Spytał Słuchający.
- Powiedz mi, kim jest ten czarodziej – i wskazał na skrępowanego Zedda. – I komu służy.
Chłopiec podszedł do mężczyzny.
- Tak, to szpieg. (...) Chce zabić Darkena Rahla. (...) Ale nigdy byś nie zgadł komu służy.
- Z kim współpracuje?
- Z nim – i wskazał palcem na jednego z żołnierzy.
- To kłamstwo, przysięgam, że nie znam tego czarodzieja – bronił się.
- Nigdy też nie utrzymywałem kontaktów seksualnych z tą kobietą – dodał na wszelki wypadek.
Zedd patrzył na to, co się dzieje. Mimo, że chłopiec powiedział czego on chce, coś było nie tak. Zedd nie współpracował z żadnym z żołnierzy. Czyżby mały chciał mu pomóc?
Z tego co widać, to raczej chce jeszcze wkopać jakiegoś boru ducha winnego żołnierza.

Gdy Ren oskarżył jeszcze kilku z żołnierzy, wywiązała się między nimi bójka, każdy walczył przeciwko kompanowi.
Wkrótce jednak kompan uznał, że to nie fair, pieprzy taką robotę i wraca do domu.

Zedd poprosił chłopca, żeby odwiązał mu palce. Mały uczynił to.
- Pośpiesz się. – Wydukał. Tylko, że było już za późno. Przywódca dostrzegł, że Słuchający go zdradził. Podszedł do niego z mieczem, całym we krwi…
Hehe... Bo niezakrwawiony miecz nie byłby taki dramatyczny.

Miecz zbliżał się z niebezpieczną szybkością w stronę chłopca.
Samobieżny?
Ten, z oczami pełnymi strachu, skulił się. Po chwili usłyszał krzyk Richarda i to podniosło go na duchu.
Słowem, lżej mu było umierać, bo krzyk ciosu jednak nie powstrzymał.

Kahlen wykorzystała okazję i zabiła jednego z żołnierzy. To samo uczyniła Sol. Podczas, gdy one walczyły z żołnierzami, Richard zajął się tym najgroźniejszym. Ren uwolnił czarodzieja i obaj odeszli na bezpieczną odległość. Gdy nie groziło im już żadne niebezpieczeństwo, postanowili odejść.
Reasumując: dwie babki wyrżnęły cały oddział wojska, tak? Kurde, skoro ta armia to takie niedojdy, tamtejsi chłopi rzeczywiście muszą być masochistami, pozwalając na to wszystko.:/

- Myślałem… - zaczął Richard. – Czemu nam pomogłeś?
Zdecydowali się na postój.
Chłopiec najwyraźniej nie potrafił mówić i iść jednocześnie. A tak w ogóle to kiedy wyruszyli, bo chyba coś pominęłam.Dzieciak miał usta z dupą sprzężone, jak widać.
Richard spojrzał na chłopca z zaskoczeniem.
- Bo wyczytałem w jego myślach, że jest waszym przyjacielem.
Ale ktooo?!?!?!?! *wyje do księżyca*No właśnie, kto? Lisek Chytrusek, Kubuś Puchatek, czy może Władimirek Putinek, kurweczka maciczka?!
Richard wziął Zedda na bok. Tymczasem dziewczyny i chłopiec odeszły, kierując się w stronę szkoły dla utalentowanych.
Chłopiec był bowiem tak utalentowany, że potrafił zmieniać płeć.

Tylko Kahlen znała miejsce, w którym się znajdowała.
- Sol jest Twoją siostrą? – spytał dziwnym tonem.
Jeżu, ktooo? Mamy się, rokokowa kokota, domyślać?!Może to opko to jeden wielki kalambur?
- Jej matką była moja matka. Dlatego mówiła o niej z takim szacunkiem i podziwem.
- Zamierzasz coś z tym zrobić? – spytał czarodziej.
Faktu bycia rodzeństwem raczej nie da się odkręcić...

- Nie wiem. Nie chcę jej narażać. Myślę…
Czarodziej wszedł mu w słowo.
- Nie rób tego. Nie zostawiaj jej samej.
Richard odszedł bez słowa. Dogonił pozostałą trójkę i dotrzymując im kroku, szedł dalej. Jego głowę zajęły myśli dotyczące, nie sposobu zabicia Rahla, ale tego, co pocznie z Sol Angelicą.
Mam nadzieję, że nie będą nic poczynać. Incestom mówimy stanowcze „nie”.Ja bym ją zostawiła w tej szkole dla utalentowanych. Przynajmniej by się pozbyli gówniary. :>
Nie mógł pozwolić jej na podróż z nimi, bo wszystko się mogło zdarzyć. Widzieć miecz w ręce dziewczynki w tym wieku, było niemniej dziwne i nietaktowne.
Takoż niedyskretne i niegustowne.Zawsze można zamknąć oczy, skoro WIDZENIE takich rzeczy jest nietaktowne. W wersji hard pozostaje ich wyłupienie. ;>
Po ciężkiej wędrówce zatrzymali się, żeby odpocząć. (...)
- Czemu boli Cię ręka? – spytał nagle chłopiec.
Ej, z takimi tekstami to ostrożnie. Takie pytanie może okazać się nietaktowne, młody człowieku. ;)

Richard nie odpowiedział, ale rzeczywiście czuł pulsujący ból w prawej ręce, tuż pod ramieniem.
- Jesteś ranny? – spytała Sol.
- Czemu nic nie powiedziałeś? – spytała karcąco Spowiedniczka i popatrzyła nań z żalem.
- Nie chciałem zawracać wam głowy – oznajmił i zaczął bawić się patykiem.
Sol parsknęła, a Kahlen wzięła się za obmywanie jego rany.
Bo młodzieniec rączek nie ma i sam siebie umyć nie może.

Angelica nie wiedziała czy należy mu pomóc. Przecież znała zaklęcie lecznicze, które by w stu procentach wystarczyło.
Nowy produkt Firmy: HP na 100%.No jasne, po co ma marnować swoją zajebistość na pomoc byle bratu.

- Kahlen, ja się tym zajmę – powiedziała, po czym dotknęła ręki brata i po cichu wypowiedziała jakieś słowa, których żadne z nich nie zrozumiało.
Dopiero po chwili zorientowała się, że klepie Pater Noster wspak po rumuńsku.Szkoda, że nie chlapnęła niechcący jakąś „avadą kedavrą”.
Rana momentalnie się zrosła i nie został po niej żaden ślad.
- Jak Ty… - Richard nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa. – Jak Ty to zrobiłaś? – spytał wstrząśnięty.
- Mało o mnie wiecie, (obywatelu) Poszukiwaczu. Tak mało, że prawie nic. – Stwierdziła, nie odpowiadając na pytanie brata.
- Powiedz im, – nalegał Ren. – Bo ja to zrobię.
Dzisiejsza noc była piękna.
Ożeżjapierdolę, jaki to ma związek z akcją?!

Gwiazdy wraz z księżycem, przyglądały się im z góry i ta cisza, niekiedy Sol przechodziły dreszcze na samą myśl, że jest w wielkim, ciemnym i starym lesie, gdzie drzewa żyją własnym życiem. Rozmawiają, oddychają, poruszają się…
Proszę, niech las Birnam wystąpi przeciwko nim... Albo chociaż jakiś ent...

- Myślę, że cała wasza trójka, powinna sobie wyjaśnić pewne sprawy, bo nie widzę sensu, żeby je ukrywać, skoro tworzycie drużynę.
Ren spojrzał na każde po kolei i z premedytacją odczytał ich myśli.
[wyznania Kahlen, słowo w słowo zerżnięte z filmu, pomińmy milczeniem]
- Myślę, że Kahlen dużo powiedziała, a teraz nadeszła Twoja kolej, Sol. – Powiedział chłopiec.
Kurczę, naprawdę jak na zebraniu AA.
- W moje czwarte urodziny, mama wyprowadziła mnie pierwszy raz po za teren wioski. (...) Mieszkał tam pewien mężczyzna. Cały jego mały domek, zajmowały różnego rodzaju Księgi i flakoniki z dziwnymi substancjami. Od tego dnia przychodziłam do niego regularnie, co dwa dni, aż do ukończenia lat dwunastu. Wtedy go zabili. Mama wiedziała, że mam możliwości, więc zachęciła starca do tego, żeby mnie uczył i był moim mentorem.
Ale tak... pośmiertnie?
Zaczęliśmy od nauki zielarstwa, a skończyliśmy na potężnych czarach. (...) Ludzie nie zwracali uwagi, gdzie matka mnie wyprowadza, do chwili gdy zmarła. Przez trzy lata pilnowali każdego mojego wyjścia, lecz udawali, że się mną nie przejmują.
*wyobraża sobie wieśniaków zostawiających prace w polu i na gospodarstwie tylko po to, by śledzić jakiegoś bachora po lasach*
MUAHAHAHA!

-To był czarodziej? – spytał Richard.
- Tak, ale nie tak potężny jak Zedd. Miał drugi stopień czarodzieja, ale sama tego dowiedziałam się w chwili jego śmierci. Byłam jej świadkiem. Najpierw straciłam matkę, potem człowieka, któremu tyle zawdzięczam. Nie mogłam się z tym pogodzić i właśnie wtedy, tego samego dnia zaprzysięgłam zemstę, na winnych śmierci dwóch ludzi, którym najbardziej ufałam. Oboje zginęli za mnie, żeby mnie chronić.
I to było to zajebiście mhhroczne i ryjące beret wspomnienie, którego nie mogła z siebie wydusić? Może ja jestem jakaś nieczuła, ale po wszystkich tych antymęskich wynurzeniach myślałam, że ją wydymał przynajmniej cały pułk piechoty...

Robiło się coraz później. Wszyscy poczuli ogarniające ich zmęczenie. Rozłożyli swoje posłania i ułożyli się do snu.
Noc minęło dość szybko, ale chyba dlatego, że wstali o świcie i spali bardzo krótko.
Mam rozumieć, że spali dopiero po przebudzeniu, tak?
Osiodłali konie i ruszyli.
A oto i tajemnicze konie ex machina.

[W końcu trafiają do szkoły dla nadzdolnych dzieci, gdzie zostawiają Rena]
Kahlen podeszła do chłopca.
- Musimy się pożegnać.
- Nie chcę – powiedział smutny. – Wolę zostać z Wami.
- Wrócimy, gdy wyzwolimy Midlandy.
W piecu napalimy i nakarmimy psa.

13 komentarzy:

Ana pisze...

UWAGA, BĘDĄ PRZEKLEŃSTWA.

no ja cię kurwa pierdolę co to do chuja pana zielonego jest normalnie nic tylko zaprzypłotnicować się na śmierć, coby uniknąć kontaktu z tym wyjebanym utforem.

*odchrząka i uspokaja się*

A analiza niezła XD

Kaleid pisze...

Witamy koleżanki po fachu :)

Niedalej jak wczoraj założylyśmy własną analizatornię i pragniemy wymienić się z Paniami linkiem. :)

Przyczajona Logika została dodana do listy polecanych. Pozdrawiamy

Pucek & Kaleid

http://analizujemy.blogspot.com/

kura z biura pisze...

Kod: hurash. Ja się zgadzam, nad taką analizą można wykrzyknąć "hip hip hura!".
Tak prawdę mówiąc, to z akcji samego utworu zrozumiałam niewiele. Bardzo niewiele. Nie mam pojęcia, kto z kim, przeciw komu, kto kogo porwał i kto komu czytał w myślach. Serio serio. I tylko komentarze jak zwykle ratowały sytuację!

Mrohny pisze...

Pigmejko, jakież Twe ulubione lody są drogie?
(Magnum! <3)

'N. pisze...

"Nikt jednak nie przypuszczał, że spotkają dziecko, które wie wszystko, co w sobie skrywasz."
Ej, a czy jak ja wiem, co kto ma w środku i prawie zawsze mam rację [ no, bo każdy ma serce, płuca i takie tam ] to też jestem takim cudownym dzieckiem? :D

Nie rozumiem tego opka, nie wiem o co w nim biega, nie wiem, czemu Marychna jest ultrazajebista i w ogóle nie wiem nic. Oprócz tego, co macie w środku.

Kod: sphexot. Śliczny!

Anonimowy pisze...

Nie no. Proste.
Słyszący słyszy, Mówiący mówi, Spowiadająca spowiada, Rozciągający rozciąga, Dotykający dotyczy...

Brak mi tu Skupiającego, który to wszystko wziąłby do kupy, bez robienia obstrukcji. I bez luźnych kup czających się za krzakami.

jasza w zachwycie.

Kaleid pisze...

Kalevatar - napisalaś, że czekasz na pierwszą analizę. Więc się doczekałaś. :)

pozDrawiaMy - Siostry "Bez Endu"

Pigmejka pisze...

Cieszymy się, że podobały się Wam nasze komentarze. :]
Mrohny, chodziło mi lody z cudownego miejsca o nazwie Gelato Magia. :> Gdybym miała jeść je tak często, jak bym chciała, niechybnie bym zbankrutowała. XD

Analizatornia Chaosu pisze...

padłam... i wiecie to, jakoś tak mnie naszło, żeby wyszukać oryginalną rzecz, której te opka dotyczą... dostanę namiary? *^^*
Mika-el

'N. pisze...

http://mieczprawdy.com.pl/
http://pl.wikipedia.org/wiki/Miecz_Prawdy

Proszsz uprzejmościowo :)

Pigmejko - przez Ciebie mam niemożebną chcicę na lody z toną dodatków!

atha pisze...

Buahaha *tarza się i kwiczy*
*odchrząkuje z zażenowaniem*
To było genialne. Analiza oczywiście, bo opowiadanie to wyższy stopień abstrakcji.

"- Powiedz im, – nalegał Ren. – Bo ja to zrobię.
Dzisiejsza noc była piękna.

Ożeżjapierdolę, jaki to ma związek z akcją?!"

Gdyby przyjąć, że to powiedział ten mały, to powiedziałabym, że baaardzo duży xD

Insomnia pisze...

To ja z góry przepraszam za to, co napiszę i mam nadzieję, że nikt się na mnie nie obrazi.
Jak dla mnie analiza taka sobie. Cienka dość.
Może to wina zmęczenia materiału, bo poprzednie części były jak trzeba.
Tako rzekłam.
Pozdrawiam i wypatruję nowości :)

Anonimowy pisze...

przez was moja mama myśli ,że coś biorę, bo się śmieje do komputera xDD



http://www.digart.pl/zoom/5448962/Piora_w_szkarlacie-_2.html
marysue kontratakuje^^