czwartek, 15 lipca 2010

Poszukiwacz Logiki 2, czyli Intymne Spojrzenia pod Wielkim Wozem

Witajcie!
Dziś dalszy ciąg analizy blogaska z fandomu „Miecz Prawdy”. Tym razem poznacie bliżej bohaterów, których w poprzednim rozdziale tak barwnie i poetycko opisała Ałtoreczka.


Zaznajomicie się z tajnikami wróżenia z gwiazd oraz wieczornego wietrzyku. Dowiecie się, jak sprawić, by tajna i ważna misja była jak najmniej tajna i trwała jak najdłużej. Wspólnie pochylimy się nad tragicznym losem wieśniaków, którzy mają wszędzie daleko... I żeby tylko to! W tym odcinku groby mówią, główna bohaterka posługuje się językiem C++ a bohaterowie rzucają sobie intymne spojrzenia.

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar

|ROZDZIAŁ I – TAJEMNICA|
Sol wyszła z domu, zamknęła dokładnie drzwi i ruszyła. Mijała domy dawnych przyjaciół matki. Mijała sklepy, do których nie śmiała wejść.Taa, jasssne. W średniowiecznych wioskach były wszak całe galerie handlowe. =.=

Wychodząc z wioski, przeszła obok trojga przybyszów, jakby ich nie zauważając. Myślami była daleko stąd. Rozważała różne plany dokonania zemsty. Morderstwo? Nie, to nie był dobry pomysł. Uważała, że po śmierci osób, które tak bardzo kochała, nie jest w stanie otoczyć takimi uczuciami, kogoś innego. Czuła, że żyje tylko po to, aby dokonać zemsty.Eee? Nie może nikogo zabić, bo nie potrafi kochać?
*Kładzie wieniec na grobie tragicznie zmarłych kochanków: Sensu i Logiki*

Może ona działa jak modliszka – najpierw miłość, potem zżeranie, począwszy od głowy.

- Przepraszam. – Odezwała się kobieta w białej sukni.Sol oderwała się od własnego świata i (skoczyła w nadprzestrzeń) spojrzała na przybyszów z nieopisaną ciekawością. Zmierzyła ich wzrokiem, od góry do dołu i zatrzymała się na dziewczynie. Miała może dwadzieścia kilka lat.Trafna uwaga. Mierzenie wzrokiem obcych jest bardzo brzydkim zwyczajem i uchodzi jedynie małolatom.- Słucham. – Odpowiedziała z ostrożnością.
- Szukamy kobiety imieniem Bridget. – Powiedziała.
Sol bez słowa odeszła. Czemu oni szukają mamy? Zacisnęła dłonie w pięści, a na jej twarzy pojawił się grymas bólu.
Wżynające się we wnętrze dłoni trzycentymetrowe tipsy zdecydowanie nie ułatwiały wykonywania dramatycznych gestów.
Przybysze spojrzeli po sobie zdziwieni, jeden z nich podszedł do dziewczyny i ją zatrzymał.
- Coś nie tak? – Spytał z delikatnością.
- Nie, nic, to atak kamicy nerkowej, nie zwracajcie uwagi.

- Czego od niej chcecie? – Warknęła. Nie mogła się opanować. Wspomnienia o matce są bolesne, niezależnie w jakiej sytuacji. W jej oczach mężczyzna dostrzegł gniew.
- Porozmawiać – odparł młodszy z mężczyzn.
Właściwie, to NKWD zazwyczaj mówiło to samo. :>

Sol zastanowiła się nad odpowiedzią. Spojrzała na niebo, na którym malowało się tysiące jasnych gwiazd. Tworzyły one różne konstelacje.Aj waj, no way.

Przeszukała wzrokiem za Wielkim Wozem, lecz dzisiejszej nocy go nie ujrzała.Odjechał, skubany.
Gdzie się to w ogóle dzieje? Czemu w jakichś „Midlandach” na niebie wiszą Ziemskie gwiazdozbiory?

Wierzyła, że jest to konstelacja, która się nią opiekuje, bo zawsze, gdy działo się coś złego, Sol patrzyła w niebo i znajdowała to czego szukała i była bezpieczna.Ale że jak? Nie mogła znaleźć chochli, to patrzyła w niebo i ta chochla spadała jej pod nogi?
(A w ogóle to ciekawe, co robiła, kiedy ten asteryzm akurat był niewidoczny na szerokości geograficznej, na jakiej mieszkała.)

Teraz jednak nie było przekonana, nie ufała tym ludziom. Automatycznie chwyciła za rękojeść miecza.
- Nie wiem czego od niej chcecie, ale i tak jej nie znajdziecie – odparła.
- Czemu nie chcesz nam powiedzieć? – Spytała dziewczyna. Jej czarne, kręcone włosy, podnosiły się i opadały wraz z podmuchami wiatru. Było ciepło, lecz ten chłodny wietrzyk dawał znać, że być może niebawem pogoda się pogorszy.
Bo prognozy dotyczące aury pogodowej są absolutnie kluczową sprawą w tym momencie.No, wieczorne chłodne wietrzyki są anomalią większą niż zaćmienie Słońca.

- Jeśli chcecie z nią porozmawiać, to idźcie na cmentarz, bo tam spoczywa od sześciu lat. – Powiedziała powstrzymując się od płaczu. Pamiętała matkę jako radosną, pełną życia kobietę, którą spotkało wiele przykrości i cierpienia. Szczególnie ze strony mężczyzn.Co ona ma z tymi mężczyznami? Jej matkę zgwałcił pułk wojska, czy też może zwyczajnie miała pecha do nieszczęśliwych miłości? I jakie ma to znaczenie w tym momencie? Znaczy, mamy jej współczuć czy jak? O.o

A potem ta zdrada. Tuż po śmierci, wszyscy spiskowcy wyrzekli się tego, co łączyło ich z Bridget. Być może obawiali się o własne życie, a tracąc przywódcę, stracili też cząstkę siebie – odwagę.
- Nie żyje? – Spytał starszy mężczyzna. Widać było, że był niemniej zaskoczony niż jego towarzysze. A może nawet bardziej. Sol była ciekawa, czemu jej wyśnienie wprawiło mężczyznę w zadumę i czemu na jego twarzy pojawił się smutek.
Rzeczywiście: smucić się z powodu snów? To naprawdę trzeba nie mieć innych problemów...Nie no, bo to przecież normalne, że na wieść o czyjejś śmierci ludzie obsmarkują się z radości.

- Powiedziałam przed chwilą. Mogę chociaż wiedzieć, kto o nią pyta?
Sol puściła już miecz, ale gotowa była do obrony.Jako czternastolatka miała z pewnością duże szanse w walce z trójką dorosłych.

Nie tak wyobrażała sobie pierwsze piętnaście minut nowego życia.Ke? Fakt, zazwyczaj pierwsze piętnaście minut składa się z przejmującego zimna, natłoku kolorów i dźwięków oraz naszego własnego ryku, ale co to ma teraz do rzeczy?

- Jestem Poszukiwaczem, a to Kahlen i Zedd – powiedział z dumą.
- Nasza misja jest ściśle tajna – dodał. - Bądź tak miła i rozpowiedz o naszej obecności wszystkim w okolicy, dobrze?

Dziewczyna automatycznie się odsunęła. Czyli Poszukiwacz żyje i jak widać ma się wyśmienicie – pomyślała ze złośliwością.
Być może wymyśliła teraz świetny plan. To nie ona zabije Darkena Rahla.W przepowiedni napisane jest, że to właśnie Poszukiwacz zada decydujący cios. Czy to nie lepiej? I tak będzie mieć tą świadomość, że on poległ, a ona nie zabrudzi się krwią wroga.

Umywanie rączek i posługiwanie się innymi przy wykonywaniu czarnej roboty jest bardzo honorowe.

- A Ty kim jesteś? – Spytała Kahlen.
- Jestem… - zastanowiła się chwilę. – Jestem Sol Angelica. – Dodała po dłuższej chwili.
- Gdzie się wybierasz tak późną porą? – Spytał z zainteresowaniem Poszukiwacz.
- Krowy doić – odparla skromnie.
Sol znów automatycznie spojrzała w niebo, lecz nadal nic nie ujrzała.
A czego się spodziewała? Tego?
Po głowie krążyło jej wiele odpowiedzi. Wiedziała jednak, że skoro ma przed sobą tak silnych przeciwników, nie ma sensu ich okłamywać.
Księżyc był w pełni. W oddali słychać było wycie wilków.
Wiecie co? Powyższa narracja ma tyle samo sensu, co ta scena: http://www.youtube.com/watch?v=XBqUi8KxM7w

- Odchodzę stąd. – Odparła pośpiesznie i ruszyła zostawiając gości samych.
Teraz wiedziała, że wszystko się zmieni, że nie może opuścić brata, ale też nie może powiedzieć mu kim jest. On nie może wiedzieć, że ma młodszą siostrę.
...bo?
- Poczekaj na nas – krzyknął. – Chcielibyśmy, żebyś nas tam zaprowadziła i powiedziała coś o Bridget. Była moją matka – wyznał.
Sol pragnęła, żeby Poszukiwacz nie zadał tego pytania.
- Dobrze.
Szła na przedzie. Przez całą drogę nie odezwała się ani słowem, ani nawet nie obejrzała się za siebie, żeby sprawdzić czy idą za nią. Im bliżej była miejsca spoczynku mieszkańców wioski, tym większą miała ochotę się rozpłakać. Nie tylko tamtego dnia umarła jej matka.
Umierała kilka razy, aż wreszcie ktoś przytomny załatwił sprawę osikowym kołkiem i odcięciem głowy.

Zginęło wiele kobiet i mężczyzn, aby ratować swoich bliskich i honor.Po yaoistycznej analizie SuSa, honor w tym kontekście brzmi mi zdecydowanie podejrzanie. ^^”

Carvahall było małą wioską, mieszczącą około trzystu ludzi.Choć przy pomocy zawodowych upychaczy z tokijskiego metra zmieściłoby się w niej jeszcze z 3-4 wieśniaków.

Do najbliższej miejscowości było kilka mil, ale ludzie wcale nie narzekali. Żyli własnym życiem i było im z tym dobrze, do czasu…...gdy trzeba było zabrać świnioki na targ – wtedy klęli w żywy kamień, jak to oni mają wszędzie daleko.

Pewnego dnia wioskę odwiedzili Daharańscy żołnierze i wtedy zaczął się cotygodniowy koszmar.Wprowadzono ustawowy nakaz oglądania Tańca z gwiazdami.

Kobiety ukrywały własne dzieci przez złymi ludźmi. Same były poniżane i bite.Bo absolutnie nie mogły uciec razem z dziećmi.Albo generalnie zwinąć dobytek i wynieść się w jakieś przyjemniejsze miejsce. Ale najwyraźniej dla tych wieśniaczek spanking z rana jak śmietana.

Mężczyźni musieli na to patrzeć.I absolutnie nie mogli się zbuntować i chwycić za widły.A gdzie tam.

- To tu. – Powiedziała po dłuższej chwili. Czuła, że głos jej drży, nie mogła tego powstrzymać. Nie raz zastanawiała się nad tym, czy jej życie ma sens.Fakt, drżący głos bezpośrednio przekłada się na bezsens istnienia. Michał Bajor musi mieć naprawdę ciężkie życie.

Jedyne, co pozwalało jej nie myśleć o śmierci, była chęć zemsty.Czyli myśl o śmierci, która spotyka innych. Bardzo słusznie. ^^
Zaczęła ją planować, rozumiem, tuż po śmierci matki? Ambitne plany jak na małe dziecko.

Wtedy mogło dziać się, co chce. Nie ważne ilu ludzi miało polec, ale liczyło się jedno. Śmierć Darkena Rahla.
Mhm, a to, że przy okazji mogą zginąć np. inne kobiety, które osierocą swoje dzieci, jest nieistotne?

– Bridget była silną kobietą, przewodniczącą rady ruchu oporu.
- Udało jej się czegoś dokonać? – Spytał Poszukiwacz.
- Nie odpowiem na to pytanie, bo nie znam odpowiedzi. Zginęła jak miałam osiem lat, ale o tej kobiecie będę zawsze pamiętać. Jest moim idolem(...) – Podeszła do grobu i przetarła ręką znak krzyża.
Znowu akcja „Chrześcijaństwo w każdym uniwersum”, jak widzę? To zaczyna robić się nudne.

– Zawsze kiedy tu bywam, czuję się lepiej. To miejsce pozwala mi zapomnieć o tym złu, które nas spotkało i pamiętać tylko te dobre chwile, zanim w miasteczku pojawili się żołnierze.Cmentarz – idealne miejsce na zapomnienie o śmierci.

- Żołnierze nie wtargnęli tu bez powodu – powiedział na głos Zedd.Fakt, żołnieże zazwyczaj działają na tzw. „rozkaz”. Podejrzewam jednak, że idea podporządkowania się czyimś poleceniom jest dla Mary Sue niepojmowalna.

- Niemożliwe, że dowiedzieli się o zgromadzeniu – zaprzeczyła. – Wydaje mi się, że będąc pod panowaniem Rahla, nie mogli przebywać z rodzinami, ani czerpać żadnych przyjemności, o ile wiecie, co mam na myśliBo Posępny wszystkie swoje Mroczne Biedroneczki trzyma w celibacie. Żeby ich... energia życiowa nie została roztrwoniona na cielesne uciechy. Więc korzystają sobie, kiedy mogą. XDPosępny najwyraźniej utrzymuje wojsko w modelu spartańskim, czyli opierającym się na, ekhm, głębokiej przyjaźni żołnierzy.

- Dużo wiesz, jak na tak młodą osobę – stwierdziła Kahlen. – Powiesz nam, czemu opuszczasz dom? – Podeszła do dziewczyny, ale ta momentalnie się cofnęła.
- Nie mam tu po co zostać. Ludzie mnie nie zauważają, a ja mam pewną sprawę do załatwienia. Jestem wystarczająco duża i umiem sobie poradzić, wszak radziłam sobie sama, przez pół życia.
Tak, była samodzielna już jako ośmiolatka. Sama szyła sobie ubrania, doiła krowy i pewnie jeszcze pracowała w polu. Własnymi zębami ziemię orała. :> Jako żywo – potrzebowała tylko kogoś, kto ją za nogi chwyci i pociągnie. Szczerby pomiędzy siekaczami załatwiały resztę. :D

- Wiesz, gdzie jest siedziba Rahla? – spytała. – Pewnie znasz przepowiednię o Poszukiwaczu?
- Przez tysiąc lat nie narodził się, żaden taki jak Ty – i spojrzała na mężczyznę. – Teraz, mając przy boku Spowiedniczkę i Czarodzieja Pierwszego Stopnia, masz o wiele większe szanse, niżeli miałbyś je kilkaset lat temu – powiedziała poważnie. – Wiem też, że to Ty masz zadać decydujący cios, ale wiedz, że zanim tego dokonasz, przejdziesz wiele prób. Nie wiem czy uda Ci się je przejść, ale… - Przerwała na chwilę – wierzę w Ciebie.
Cieszymy się.Niezmiernie.

Uznała, że to nieodpowiednia pora na wyznanie, że jest jego siostrą.Nie no, skoro już zapanowała taka podniosła atmosfera...

Sol uklękła przed grobem. Nie wiedziała czy potrafi nie wyznać im, że jej matką była ta odważna, silna i niezależna kobieta.
- Czy Bridget miała dzieci? – Spytał.
Kto, na bora? Grób?
- Miała – Mówiła zaciskając zęby.
Poczuła, że robi się jej zimno. Pora była już późna, więc robiło się chłodniej. Założyła bawełniany sweter na plecy
Bawełniany sweter? W jakiej epoce się to właściwie dzieje?
i chicho wymówiła zaklęcie w języku, którego nie znają zwyczajni ludzie.W C++? Jeżu malusieńki... chyba nie w Visual Basic?!
Hę? A może po prostu bełkotała po przedawkowaniu chichy?
- Co powiedziałaś? – spytał Poszukiwacz.
- To modlitwa – odparła sucho.
- Skąd znasz ten język? – Dopytywał się.
Była to pradawna mowa, którą używali tylko czarodzieje i czarownice. W chwili, gdy dowiedziała się, że w jej żyłach płynie magiczna krew, zdecydowała się poszerzać swoją wiedzę. Nauczyła się zaklęcia ochronnych, wspomagających i leczniczych. A skoro umiała zaklęcia, nauczyła się też mówić w tym języku.
Jak na młodą wieśniaczkę przystało. Dzięki temu jej krowy dawały więcej mleka, a żyto bujniej rosło.A mężom sąsiadek, które krzywo na nią spojrzały, kuśki zwisały miękko i smętnie.
- Nie jesteś Poszukiwaczu jedyną osobą, która zna ten język. Pewnie powiesz mi, że tylko Wy, w których płynie magiczna krew, możecie rozumieć tę mowę. Jest to stary, potężny język, którym władają Ci, którzy chcą czegoś dokonać. To magiczny język, pełen zagadek. – Mówiła z nutką tajemniczości.- To język Kodeksu Karnego! Język ustaw sejmowych! Język umów kredytowych - zapalała się coraz bardziej.
Jak ona zaraz nie przestanie z tymi tajemnicami, to udam się do Komnaty Tajemnic w Hogwarcie, wywołam bazyliszka i osobiście zadbam, by ją zeżarł.
- Jesteś dla nas wielką zagadką, Sol Angelico…Zaiste. Zagadką na poziomie „połącz kropki” spod etykiety Kubusia.

|ROZDZIAŁ II – SŁUCHAJĄCY|
„Dobro i zło muszą istnieć obok siebie, a człowiek musi dokonywać wyboru”
Mahatma Gandhi (1869-1948)
Czy ałtorce naprawdę nie jest wstyd cytować takie osoby pod tak marnym ff? :/

Nie mylił się. Sol mówiła ogólnie, nie zdradzając się.I używała skrótów myślowych. Prawie jak nasi politycy. :>

Wstała i zwinnie ich omijając, zmierzała w kierunku wyjścia.Zrobiła pomiędzy nimi slalom godny Stephana Eberhartera.

- Zmierzamy chyba, w tę samą stronę – powiedział Poszukiwacz. – Czy chciałabyś nam towarzyszyć?
Jesteśmy trójką dobrotliwych misiów pysiów i mamy wakat na stanowisku „mrocznej i marudnej Marysi”.

Dziewczyna zastanawiała się nad odpowiedzią. Chciała i to bardzo, tylko czy to byłby jednak dobry wybór?Czy są dość zajebiści, by dostąpić zaszczytu towarzyszenia jej?Czy będą usługiwać jej i znosić jej fochy w zdrowiu i chorobie, w smutku i radości, dopóki śmierć ich nie rozłączy albo Marysia nie zdecyduje inaczej?

- Dobrze, nie mam nic do stracenia. – Odpowiedziała, ale wiedziała, że prawda jest inna.Jak mi ktoś wyjaśni, o co właściwie chodzi tej smarkuli, to kupię mu lizaka. Serio.

Gdy wyszli z wioski, skręcili w stronę Ciemnych Lasów. (...)
- Powinniśmy się chyba zatrzymać – oznajmiła Kahlen. – Nocą i tak nic nie zdziałamy.
Wolałabym się najpierw dowiedzieć, co konkretnie zamierzają zdziałać.

Sol bez protestów zatrzymała się, rozłożyła koc i zrobiła sobie miejsce przy drzewie.Uwiła sobie gniazdko czy wydrążyła norkę?

Nie była zmęczona. Natomiast jej towarzysze usiedli przy ognisku.
Które magicznym sposobem znienacka pojawiło się tuż przed nimi.

- Nie wydaje się Wam, że ona coś ukrywa? – spytał Poszukiwacz. (...) Spojrzał na Kahlen, a ta jakby zastanawiała się nad sensowną odpowiedzią.
- Może nie jest gotowa opowiedzieć nam o sobie. Jeśli rzeczywiście przez tyle lat, zdana była tylko na siebie, mogła stracić zaufanie do ludzi .– Powiedziała poważnie, wierząc we własne słowa.
To ewenement. Ja nie wierzę w żadne słowo, jakie mówię.

Richard spojrzał na nią w sposób bardzo intymny.
Czyli że gapił się w jej cycki?
Uśmiechnął się lekko, po czym spuścił głowę.Przez jedną straszną chwilę myślałam, że nie chodzi o głowę, a o coś innego...
PS. Ktoś mi wyjaśni, jak wygląda Spojrzenie Bardzo Intymne?

Angelica słyszała dokładnie, o czym rozmawiają. Richard miał całkowitą rację. Tylko, że nic nie wiedział o przeszłości swojej siostry.Nie żeby sam do niedawna nie był wieśniakiem...

Z samego rana zebrali się i ruszyli w dalszą drogę.
Gdy znaleźli się na jednym z urwisk, ich uwagę przykuły głosy. Zbliżyli się do miejsca owych głosów
Głosy tymczasem przechadzały się spokojnie po zboczu, skubiąc trawę.

i ujrzeli Daharańskich żołnierzy. Było ich dziesięciu i jeden mężczyzna.
To znaczy, że reszta żołnierzy to kobiety? Ale czemu w takim razie w zdaniu jest użyta męska forma liczebnika? :>
Chyba że ałtorka ma problemy z liczebnikami powyżej dziecięciu, a chciała wyrazić, że było tam jedenastu chłopa. Ale w sumie... tak też jest niegramatycznie. :/

Prawdopodobnie wieśniak, bo ubrany był w łachmany.Dedukcja godna Sherlocka Holmesa. A jak założę sari, to znaczy, że będę Hinduską?No właśnie funta kłaków niewarta ta dedukcja – skoro był w łachmanach, to raczej żebrak. Skąd się bierze ten kuriozalny pogląd, że chłopi nie mieli się w co ubrać?
Trochę dalej, po jego prawej stał wóz, z którego po chwili, wyszedł mały chłopiec, miał może dziewięć lat. Miał na sobie kajdany.
Które szczelnie okrywały całe ciało.

- Ruszaj się – krzyknął mężczyzna i popchał go w stronę żołnierzy.Ale go nie dopchnął, bo przez wszystkie te kajdany chłopiec osiągnął wagę małego słonia.

Sol przyglądała się z obrzydzeniem. Przypomniały jej się pierwsze złe dni.
Czemu powyższe zdanie skojarzyło mi się z okresem? :P

Tego dnia najechali na nich żołnierze, na których twarzach, widniały pełne rządzy, spojrzenia.
Spojrzenia, te były przyklejone do twarzy żołnierzy.
Spojrzenia, symbolizowały władzę.
I były tak zajebiste, że zawsze były oddzielane przecinkami od reszty zdania.


Łapali wszystkie kobiety, które im się nawinęły i zabierali je. Zazwyczaj już nie wracały, albo były ledwo przytomne.
To był specjalny program Posępnego, mający na celu ograniczenie przyrostu naturalnego. Bo innych celów takiego działania jakoś nie widzę.
- Co się dzieje? – Kahlen spojrzała na dziewczynę. Ona jednak nie zamierzała odpowiedzieć. Wiedziała, że wspomnienia będą się za nią ciągnęły przez całe życie.Jak krówki ciągutki.Jak smród za pospolitym ruszeniem.

- Pokaż nam, co umiesz. – Rzekł przywódca wojaków. Był wysoki i umięśniony. Musiał wzbudzać strach wśród kompanów.
A co, pozostali żołnierze byli niscy i chuderlawi?
Też mi przerażający oddział...
Nie no, był samcem alfa, super-seme i w ogóle.

Chłopiec o blond włosach, patrzył na każdego z zebranych. Jednym przyglądał się krócej, innym dłużej, lecz jego wzrok zatrzymał się na jednym z żołnierzy, stojących tuż przy kapralu.Od kaprala oddzielał ich tylko przecinek.

- On myśli o Poszukiwaczu. – I wskazał na mężczyznę palcem.
- Wszyscy o nim myślimy. – Powiedział przywódca Smoczego Korpusu.- Wiem – odparł chłopiec. - Cóż, długie samotne wieczory mijają wam błyskawicznie, prawda? Tylko Poszukiwacz, wy i wasze... konie.

- On ma nadzieję, że Poszukiwacz zabije Darkena Rahla. – Chłopiec spojrzał na żołnierza. – Sam planuje go zabić, jeśli nadarzy się okazja.
Żołnierze natychmiast chwycili za miecze i po chwili na rozkaz przełożonego, związali zdrajcę.Mieczami.
- To Słuchający – powiedziała po chwili Kahlen. – Rzadko się ich już spotyka. Potrafią wyczytać każdą naszą myśl, niezależnie jak bardzo chcemy, żeby została tylko dla nas.To członek elitarnej i prastarej Drużyny Imiesłowów. W jej skład wchodzą także Nie chcący, ale Muszący, Dłubiący w Nosie oraz Rozdający Kretyńskie Przydomki.

- Musimy mu pomóc. – Nakazał Poszukiwacz, tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- A pomyślałeś o tym, że może nie chcieć tej pomocy? –Spytała czarnowłosa. Nie chciała, żeby wśród nich był ktoś, kto odczyta jej myśli.
Nie chciała, by zorientował się, że nie ma tam nic do czytania.
Richard przedstawił im plan działania. Chłopca postanowili odbić, gdy żołnierze zrobią postój.
Ruszyli za nimi, utrzymując bezpieczną odległość. Gdy zaczęło się ściemniać, usłyszeli, że tamci szukają dobrego miejsca na rozbicie obozu.
- Darken Rahl’owi przyda się taki nabytek. – Stwierdziła Angelica.
Raczej Darkenowi Rahl. =.=
- Będzie miał przewagę nad nami i to sporą. – Richard krążył wokół towarzyszy, myśląc nad czymś intensywnie. – A jeśli jest ich więcej? – Spytał po chwili.
Kahlen zainteresowało to pytanie. Wstała i patrząc na Richarda, odpowiedziała.
- Istnieje pewne miejsce, gdzie uczy się takich jak ten chłopiec. Jest to stara, ukryta w skałach szkoła. Gdyby się nam udało… moglibyśmy zaprowadzić tam małego.
- Daleko do niej? – Spytał Poszukiwacz.
- Jakieś trzysta mil, ale nasze zadanie polegające na obaleniu Rahla może przecież poczekać, czyż nie?

Żołnierze w tym czasie rozpalili ognisko. Za chwilę miał do nich dołączyć pewien mężczyzna.
Sol podeszła do urwiska i z góry patrzyła na bieg wydarzeń, a Spowiedniczka i Poszukiwacz, pobiegli w stronę obozu wrogów.
Zedd w tym czasie wypowiadał dobrze znane Sol zaklęcie zmiany wyglądu.
- I jak? – Spytał dziewczyny.
Uśmiechnęła się.
- Wyglądasz młodziej w tych kruczoczarnych włosach. – Stwierdziła i odwróciła się w drugą stronę.
Na niebie dzisiejszej nocy, nie było widać ani księżyca ani żadnych gwiazd.
To znaczy, chmury były, tak? Czy też może niebo zgasło?

Sol miała mieszane uczucia. Lecz uświadomiła sobie, że ta trójka rzeczywiście jest niesamowita.
Jasssne – a z nią do kompletu tworzyli prawdziwą Fantastyczną Czwórkę.

Po chwili na dole ujrzała zmierzającego w stronę obozu, mężczyznę.
Jest – pomyślała.
Z góry nie było dobrze słychać, tego co się działo niżej, ale znała zaklęcie. Wymówiła je i jej słuch się polepszył. Zabrało jej to sporo sił, ale nie poddała się. Magia bywała wyczerpująca dla zwykłych ludzi. Tylko czarodzieje pierwszego stopnia, mieli dość sił, żeby nie tracić niepotrzebnie energii.
Tak tak, jest zajebista, rozumiemy.
Mieli jej dość dużo, by jej nie tracić? o_O Czy tylko ja widzę tu mała logiczną sprzeczność?
Rzucił ponownie zaklęcie, które wysłało do obozu złe duchy. Po chwili unieszkodliwił je.
Eee... co?

Zedd przedstawił się, ale mimo tego, że powiedział kim jest i że chce pomóc Rahlowi Posępnemu, żołnierze trzymali w gotowości miecze.
- Czy to zdrajca, panie? – Spytał i wskazał na przywiązanego do kół powozu mężczyznę.
- Jego myśli skierowane były przeciwko naszemu Panu – oznajmił ze złością. – Mieliśmy szpiega i nie wiadomo, ile zdołał przekazać innym.
Zedd spojrzał na mężczyznę i lekko się uśmiechnął. Mógł im pomóc.
W tym samym czasie Richard i Kahlen, podeszli do postawionej na końcu obozowiska karety. Otworzyli ją, wyciągnęli chłopca i uciekli.
XD Dzieciak oczywiście bez słowa pozwolił się uprowadzić obcym ludziom, a strażnik, który go pilnował, bardzo starannie udał, że nic nie widzi i nie słyszy.

Jeden z żołnierzy Rahla Posępnego, za rozkazem swojego pana, poszedł do karety, lecz chłopca w niej nie było.
- Zniknął – powiedział i nerwowo rozejrzał się po okolicy. Wziął do ręki kajdany i pokazał je swojemu panu.
- Znajdźcie go.– Rozkazał.
Jego pan posłusznie zabrał się za wykonanie rozkazu.
Richard biegł, trzymając chłopca na rękach. Gdy byli już dostatecznie daleko puścił go, ale chłopiec ze strachem w oczach, odszedł kilka metrów dalej.
- Spokojnie – powiedział Poszukiwacz i wystawił ręce na znak, że nic chłopcu nie grozi. – Jesteśmy przyjaciółmi, zabierzemy Cię do domu. – Podszedł bliżej chłopca, ale to również nic nie dało. Chłopiec kopnął go i uciekł.
To było do przewidzenia. Tak to jest, jak się kogoś uszczęśliwia na siłę, hehe.

Sol w tym czasie z ciekawością obserwowała żołnierzy. Wiedziała, że będzie musiała dogonić tamtych, bo żołnierze prędzej czy później dotrą tu. Zebrała wszystkie rzeczy i uciekła w stronę lasu...

22 komentarze:

Anonimowy pisze...

Czarne na czarnym jest czarne. Gdzie analiza?

'N. pisze...

"Rządza na twarzy" rządzi :D
Swoją drogą, posłuszne te kmioty - Nie wiecie, gdzie takich sprzedają? to też sobie pozłolorduję!

A intymne spojrzenie... Oglądał ktoś "Ai no Kusabi"? Bo tam jest taka scenka... Znajdę to zalinkuję :]

Pigmejka pisze...

To były drobne zawirowania w edycji. ;) Już wszystko poprawione.

mech pisze...

Na początku muszę zaznaczyć, że wszystkich Waszych analiz jeszcze nie przeczytałam - jestem gdzieś na połowie, ale...

Znalazłam na necie COŚ. I to COŚ tak strasznego i okropnie głupiego, że pomyślałam nawet, że to jest po prostu parodia. AŁtorka jednak w pierwszej notce zaznacza, że jej Narutowe ficzki parodią nie są.

http://konoha-yaoi.bloog.pl/
Przejrzałam kilka z nich i nawet nie wiem, czy to jeszcze kwalifikuje się do zanalizowania, czy osiągnęło już krytyczny poziom głupoty. Chyba jednak lepiej przemówi za mnie cytat:
[rzecz dzieje się po bardzo głupiej scence sado-maso - tytuł ficzka "Hazard cz.1"]

"Obrucił Itachieo znowu.Itachi miał tępy wzrok.Wszystko go bolało,a jego plecy i szyja krwawiły.Starszy Uchiha usiadł na penisie Itachiego i zaczął się poruszać.Itachiemu takia pozycja odpowiadała najbardziej.Zaczął cicho pojękiwać.Jednak jęki Itachiego zostały zagłuszone przez Madare.Itachi doszedł spuszczając się w Madare.Patrzył jak biała ciecz spływa po udach Madary i słuchał jak dochodzi madara.W końcu poczuł na sobie białą ciecz i .......umarł uśmiechając sie... "

Na serio nie mam pojęcia, czy z tym CZYMŚ da radę coś zrobić, bo obawiam się, że to nowoczesne podejście aŁtorki do erotyki i ortografii będzie mnie prześladować w najgorszych koszmarach.

Pozdrawiam,
mech

Ana pisze...

Ja bym prosiła większą czcionkę a poza tym... monotonnie dziewczyna pisze strasznie, analiza, świetna, ale na tym cierpi.

kura z biura pisze...

Muhihihihihi, Posępny rządzi!
Swoją drogą, ten tekścik przypomniał mi moje własne dzieuo, pisane w wieku jakichś 12 lat, o bardzo podobnej tematyce (walka ze strasznym i mrocznym Złym Władcą) i zawierające podobnie naiwne wizje życia średniowiecznych wieśniaków. A przy okazji: myślę, że ośmiolatka w dawnych czasach mogła być całkiem samodzielna. Może nie na tyle, by prowadzić własne gospodarstwo, lecz nająć się na służbę i zarabiać na życie - czemu nie? Wiejskie dzieci były gonione do roboty odkąd od ziemi odrosły, nauczyły się chodzić i mogły już pasać gęsi.

'N. pisze...

W dodatku aŁtorka ma niewielki zasób słów - ciągłe powtórzenia działają usypiająco. Mam wrażenie, że czytam trzy razy to samo zdanie.
No i te "porywające" dialogi.

Hasło: fables :D

aki pisze...

a ja jako astronom amator pragnę zamordować aŁtorkę oraz skarcić Analizatorki za nazywanie Wielkiego Wozu gwiazdozbiorem. to jest asteryzm!!! *płacze*

Pigmejka pisze...

@Kura - tak, dzieci na wsi były gonione do pracy już jako kilkulatki, ale trzeba pamiętać o tym, że one jedynie pomagały przy gospodarstwie. A w blogasku wyraźnie było napisane, że bohaterka żyła całkiem sama, bez pomocy kogokolwiek. ;) I w tym momencie mamy do czynienia z lekkim nadużyciem. ;P
@aki - przepraszamy, zaraz poprawię. ;)
Poza tym - dzięki za komentarze! :)

Ana pisze...

Pigmejko, jakie tam dzięki za komentarze! Bogom i wam niech będą dzięki za analizy! Genialne są!:D

Goma pisze...

Nie wiem czy to przez te upały, ale poprzednia część bardziej mi się podobała. Jednak zawirowania narracyjne (mówiący grób i pan wypełniający rozkazy) były świetne ^^
Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

> Założyła bawełniany sweter na plecy
* Bawełniany sweter? W jakiej epoce się to właściwie dzieje?
___
Bo z baranów mamy wełnę, a z bawołów bawełnę.

To opko jest bardziej pokręcone niż łańcuch DNA.
Na szczęście są Wasze komentarze. Na szczęście...

jasza.

atha pisze...

Łihihi, alem się ukwikała!

"- Odchodzę stąd. – Odparła pośpiesznie i ruszyła zostawiając gości samych.
Teraz wiedziała, że wszystko się zmieni, że nie może opuścić brata, ale też nie może powiedzieć mu kim jest. On nie może wiedzieć, że ma młodszą siostrę.
...bo?"
Bo gdyby dowiedział się, że to to jest z nim spokrewnione, niezawodnie padłby trupem.

"– Bridget była silną kobietą, przewodniczącą rady ruchu oporu.
- Udało jej się czegoś dokonać? – Spytał Poszukiwacz.
- Nie odpowiem na to pytanie, bo nie znam odpowiedzi. Zginęła jak miałam osiem lat, ale o tej kobiecie będę zawsze pamiętać. Jest moim idolem, choć mieszkańcy wioski tego nie dostrzegają. Odwrócili się od niej, zapomnieli ile dla nich robiła. – Podeszła do grobu i przetarła ręką znak krzyża.
Znowu akcja „Chrześcijaństwo w każdym uniwersum”, jak widzę? To zaczyna robić się nudne."
Może to jak zaznaczanie miejsca spoczynku, jak skarbu na mapie- iksem?

"- Nie jesteś Poszukiwaczu jedyną osobą, która zna ten język. Pewnie powiesz mi, że tylko Wy, w których płynie magiczna krew, możecie rozumieć tę mowę. Jest to stary, potężny język, którym władają Ci, którzy chcą czegoś dokonać. To magiczny język, pełen zagadek. – Mówiła z nutką tajemniczości.
- To język Kodeksu Karnego! Język ustaw sejmowych! Język umów kredytowych - zapalała się coraz bardziej."
To mi sie przypomniało, jak przed egzaminem z prawa rzymskiego stałam na przystanku i powtarzałam te epmptie venditie i damnum iniurie, z miną wściekłego buldoga a obok stały działy i starały się nie rzucać w oczy... xD

"- Dobrze, nie mam nic do stracenia. – Odpowiedziała, ale wiedziała, że prawda jest inna.
Jak mi ktoś wyjaśni, o co właściwie chodzi tej smarkuli, to kupię mu lizaka. Serio."
No jak to? Straciłaby renomę jako ta samotna wilczyca, od żłobka zdana tylko na siebie.

"- On ma nadzieję, że Poszukiwacz zabije Darkena Rahla. – Chłopiec spojrzał na żołnierza. – Sam planuje go zabić, jeśli nadarzy się okazja.

Żołnierze natychmiast chwycili za miecze i po chwili na rozkaz przełożonego, związali zdrajcę.
Mieczami."
Dobre! Dzieciak sie jeszcze troche naprodukuje, to w ten sposób wykończy sam pół wojska!

"- Będzie miał przewagę nad nami i to sporą. – Richard krążył wokół towarzyszy, myśląc nad czymś intensywnie. – A jeśli jest ich więcej? – Spytał po chwili.
Kahlen zainteresowało to pytanie. Wstała i patrząc na Richarda, odpowiedziała.
- Istnieje pewne miejsce, gdzie uczy się takich jak ten chłopiec. Jest to stara, ukryta w skałach szkoła. Gdyby się nam udało… moglibyśmy zaprowadzić tam małego.
- Daleko do niej? – Spytał Poszukiwacz.
- Jakieś trzysta mil, ale nasze zadanie polegające na obaleniu Rahla może przecież poczekać, czyż nie?" Fundacja "Dzieci niczyje" im się robi.

"Rzucił ponownie zaklęcie, które wysłało do obozu złe duchy. Po chwili unieszkodliwił je.
Eee... co?"
*bardzo tępa mina*

"Richard biegł, trzymając chłopca na rękach. Gdy byli już dostatecznie daleko puścił go, ale chłopiec ze strachem w oczach, odszedł kilka metrów dalej.
- Spokojnie – powiedział Poszukiwacz i wystawił ręce na znak, że nic chłopcu nie grozi. – Jesteśmy przyjaciółmi, zabierzemy Cię do domu. – Podszedł bliżej chłopca, ale to również nic nie dało. Chłopiec kopnął go i uciekł.
To było do przewidzenia. Tak to jest, jak się kogoś uszczęśliwia na siłę, hehe."
Skoro dzieciak czyta w myślach to albo nie powinien uciekać, albo mam podejrzenia co do zamiaru Fantastycznej Czwórcy.

atha pisze...

Łihihi, alem się ukwikała!

"- Odchodzę stąd. – Odparła pośpiesznie i ruszyła zostawiając gości samych.
Teraz wiedziała, że wszystko się zmieni, że nie może opuścić brata, ale też nie może powiedzieć mu kim jest. On nie może wiedzieć, że ma młodszą siostrę.
...bo?"
Bo gdyby dowiedział się, że to to jest z nim spokrewnione, niezawodnie padłby trupem.

"– Bridget była silną kobietą, przewodniczącą rady ruchu oporu.
- Udało jej się czegoś dokonać? – Spytał Poszukiwacz.
- Nie odpowiem na to pytanie, bo nie znam odpowiedzi. Zginęła jak miałam osiem lat, ale o tej kobiecie będę zawsze pamiętać. Jest moim idolem, choć mieszkańcy wioski tego nie dostrzegają. Odwrócili się od niej, zapomnieli ile dla nich robiła. – Podeszła do grobu i przetarła ręką znak krzyża.
Znowu akcja „Chrześcijaństwo w każdym uniwersum”, jak widzę? To zaczyna robić się nudne."
Może to jak zaznaczanie miejsca spoczynku, jak skarbu na mapie- iksem?

"- Nie jesteś Poszukiwaczu jedyną osobą, która zna ten język. Pewnie powiesz mi, że tylko Wy, w których płynie magiczna krew, możecie rozumieć tę mowę. Jest to stary, potężny język, którym władają Ci, którzy chcą czegoś dokonać. To magiczny język, pełen zagadek. – Mówiła z nutką tajemniczości.
- To język Kodeksu Karnego! Język ustaw sejmowych! Język umów kredytowych - zapalała się coraz bardziej."
To mi sie przypomniało, jak przed egzaminem z prawa rzymskiego stałam na przystanku i powtarzałam te epmptie venditie i damnum iniurie, z miną wściekłego buldoga a obok stały działy i starały się nie rzucać w oczy... xD

"- Dobrze, nie mam nic do stracenia. – Odpowiedziała, ale wiedziała, że prawda jest inna.
Jak mi ktoś wyjaśni, o co właściwie chodzi tej smarkuli, to kupię mu lizaka. Serio."
No jak to? Straciłaby renomę jako ta samotna wilczyca, od żłobka zdana tylko na siebie.

"- On ma nadzieję, że Poszukiwacz zabije Darkena Rahla. – Chłopiec spojrzał na żołnierza. – Sam planuje go zabić, jeśli nadarzy się okazja.

Żołnierze natychmiast chwycili za miecze i po chwili na rozkaz przełożonego, związali zdrajcę.
Mieczami."
Dobre! Dzieciak sie jeszcze troche naprodukuje, to w ten sposób wykończy sam pół wojska!

"- Będzie miał przewagę nad nami i to sporą. – Richard krążył wokół towarzyszy, myśląc nad czymś intensywnie. – A jeśli jest ich więcej? – Spytał po chwili.
Kahlen zainteresowało to pytanie. Wstała i patrząc na Richarda, odpowiedziała.
- Istnieje pewne miejsce, gdzie uczy się takich jak ten chłopiec. Jest to stara, ukryta w skałach szkoła. Gdyby się nam udało… moglibyśmy zaprowadzić tam małego.
- Daleko do niej? – Spytał Poszukiwacz.
- Jakieś trzysta mil, ale nasze zadanie polegające na obaleniu Rahla może przecież poczekać, czyż nie?" Fundacja "Dzieci niczyje" im się robi.

"Rzucił ponownie zaklęcie, które wysłało do obozu złe duchy. Po chwili unieszkodliwił je.
Eee... co?"
*bardzo tępa mina*

"Richard biegł, trzymając chłopca na rękach. Gdy byli już dostatecznie daleko puścił go, ale chłopiec ze strachem w oczach, odszedł kilka metrów dalej.
- Spokojnie – powiedział Poszukiwacz i wystawił ręce na znak, że nic chłopcu nie grozi. – Jesteśmy przyjaciółmi, zabierzemy Cię do domu. – Podszedł bliżej chłopca, ale to również nic nie dało. Chłopiec kopnął go i uciekł.
To było do przewidzenia. Tak to jest, jak się kogoś uszczęśliwia na siłę, hehe."
Skoro dzieciak czyta w myślach to albo nie powinien uciekać, albo mam podejrzenia co do zamiaru Fantastycznej Czwórcy.

Kalevatar pisze...

Aki napisała: "a ja jako astronom amator pragnę zamordować aŁtorkę oraz skarcić Analizatorki za nazywanie Wielkiego Wozu gwiazdozbiorem. to jest asteryzm!!! *płacze*"

Droga aki, tu akurat, choć z bólem serca, muszę stanąć po stronie Ałtorki. Język opowiadania (nawet tak źle napisanego) jest językiem literackim i nie ma w nim obowiązku ścisłego trzymania się nomenklatury naukowej. Wielki Wóz potocznie nazywa się gwiazdozbiorem i użycie tego określenia w ficku nie jest błędem - podobnie nie będzie błędem napisanie, że "rycerz uderzył z wielką siłą" lub "z wielką mocą", mimo iż w fizyce siła i moc to dwie zupełnie różne sprawy.

Mika-el pisze...

gdyby nie Wasze komentarze, to to "dzieuo" byłoby nie do wytrzymania xD

"Carvahall było małą wioską, mieszczącą około trzystu ludzi.
Choć przy pomocy zawodowych upychaczy z tokijskiego metra zmieściłoby się w niej jeszcze z 3-4 wieśniaków."
obśmiałam się jak norka, po czym stwierdziłam, że właściwie nie dane mi było spotkać upychacza... to ci pech...

Ana pisze...

A tak w ogóle, to panna nie ściągnęła tej nazwy wioski Carvahall z Paoliniego?

Ktosza pisze...

Powiem szczerze, że rzadko mi się zdarza kwiczeć z analizy opka z zupełnie nieznanego mi fandomu, ale Posępny zawsze jest zabawny :)
Z tym, że gdzieś wam się w analizie pojawiło "naprawdę" osobno.

Straszna pisze...

Hihihi, jesteście boskie!

Kalevatar pisze...

Ana - prawdopodobnie tak właśnie było. Skoro imię boCHaterki Ałtorka bezczelnie zerżnęła z Sagi o Ludziach Lodu...

Ktosza - dzięki, poprawiłam. Przy okazji nieco ogarnęłam szalejące formatowanie; mam nadzieję, że tekst jest teraz bardziej czytelny.

Anonimowy pisze...

Pragnę zauważyć, że w ogóle cała ta scenka ze "Słuchającym" to też nie jest pomysł aŁtorki, tylko dość nieudolny opis jednej ze scen z serialu. Zgadzają się nawet niektóre dialogi. Wystarczy zajrzeć tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=ecE9A9IkJsU i obejrzeć fragment od 1:17 do 6:40. AŁtorka wstawiła tu tylko swoją BZB (Bardzo Zajebistą Bohaterkę) i przy znikomym nakładzie pracy uzyskała kolejną scenę swojego "tforu". Czy ona naprawdę sądziła, że nikt nie zauważy, skąd ściągnęła?

Anonimowy pisze...

Gdzie się to w ogóle dzieje? Czemu w jakichś „Midlandach” na niebie wiszą Ziemskie gwiazdozbiory?

No ale przeciez Midlandy sa jak najbardziej na Ziemi, chociaz prawda jest, ze jak dotad slawil je jedynie 'poeta Midlandow' Adrian Mole :-)

Croyance