piątek, 2 lipca 2010

Anielski pośredniak, czyli ostatnie pchnięcie magią na Litwie

-->

Witajcie!
Przepraszamy za opóźnienie (wynikłe z nagłych i tragicznych problemów z netem). W tym tygodniu po raz ostatni (chwalmy Paina!) spotykamy się z przygodami nieodrodnej córy Stirlitza, anielicy Ardei. Będziemy mieli okazję dowiedzieć się, jak powstają dowcipy o blondynkach, oraz jak rozpuścić kamień w klozecie. Nauczymy się, że tyłek Gabriela jest sprawą wagi państwowej, komandosi najbardziej na świecie boją się liceum, a we krwi aniołów płyną trzy cnoty teologalne. Dodatkowo spotkamy w niebie kogoś, kogo nikt by się tam nie spodziewał... ^^
Opko dostępne jest tu: http://www.digart.pl/praca/5234415/Piora_w_szkarlacie.html
Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka.

Razjel odstawił z głuchym stuknięciem szklankę na stół. Między jego brwiami pojawiła się malutka zmarszczka. Musiał nad czymś intensywnie myśleć.
Hm, muszę wyrobić w sobie odruch marszczenia się na egzaminach, będę wyglądała na inteligentniejszą.

-Powiedz mi jedno... dlaczego ty?- spojrzał na mnie.
-Nie mam pojęcia- odpowiedziałam.- Ale wiem, że spotkało mnie największe w życiu szczęście. Nie myślałam, że wybiję się tak wysoko i będę tak dobrze traktowana...
To znaczy, że dla niej „szczęście” = awans społeczny, a nie spotkanie ukochanego?
Ale „wybicie się” sugeruje, że ona swą pozycję zawdzięcza ciężkiej pracy – a to po prostu Razjel się w niej z miejsca zakochał. Mamy tu więc do czynienia z klasycznym przykładem „awansu przez trulawera”.

-Niewielu jest już skrzydlatych, którzy chowają wciąż do ciebie urazę- Książę Magów wstał i podszedł do wielkiego okna.- A przecież nic nie zrobiłaś...
Jak to, nic nie zrobiła, żeby nie chowali do niej urazy?! A bycie Mary Sue to pryszcz?!
Myślę, że jemu chodziło o to, że właśnie nie robiła nic, a mimo to anieli przestali się na nią boczyć. Co daje się łatwo wyjaśnić faktem, że teraz dziewczyna ma gigantyczne „plecy”.

-Oprócz tego, że się narodziłam- parsknęłam sarkastycznie.- Kiedyś znajomy Mituriela chciał mnie egzorcyzmować...
Archanioł dopijał ostatni łyk wina i się zakrztusił. Dobrze wyszło mu ukrycie śmiechu. Wzniosłam oczy do sufitu. Czasami Razjel zachowywał się nieco dziecinnie, ale nie miałam mu tego za złe.
Razjel codziennie pokornie dziękował jej za okazywane mu łaski.No bo przecież docenienie kiepskawego żartu przyjaciółki to galopująca dziecinada, nie?

Poza rzadkimi napadami wesołości, był niezwykle opanowany i poważny. Te cechy czyniły z niego naprawdę dobrego maga.
Bo poczucie humoru całkowicie wyklucza umiejętność czarowania. Chociaż... hmm, w sumie coś w tym jest: taki mag sobie czaruje, aż tu nagle JAK GO NIE NAJDZIE GŁUPAWKA! I już do świtu zamiast nowe zaklęcia, będzie wymyślać dowcipy o blondynkach...

-Proponuję, żebyśmy pojechali w teren- powiedziałam, uderzając anioła w plecy.- Kobalt dawno nie miał okazji żeby się wyszaleć, a i Lapis też chyba będzie zadowolony.
-Zgoda.
Pan Tajemnic wyrzucił ręce przed siebie i zaczął śpiewne zaklęcie. Przed nami zmaterializowały się
Chór Aleksandrowa i Zespół Pieśni i Tańca Mazowsze.
W tle, przywołany fałszywą nutą, czaił się podstępnie Justin Bieber.

Przed nami zmaterializowały się energetyczne drzwi.
... Jeszcze lepiej. T.T
Taa, a w powietrzu zaczęły unosić się czakramy.

Przeszliśmy przez nie, wychodząc z tajnej pracowni Razjela i (...) poszliśmy do stajni.
Rumaki parasim były wyraźnie pogrążone w rozmowie, ale gdy tylko nas zobaczyły, skłoniły głowy na znak powitania. Lapis, koń Księcia Alchemików, był smukły, z wyglądu przypominał konie czystej krwi arabskiej. Miał srebrno błękitną sierść. Podeszłam do Kobalta. Stał w dumnej pozie, równie piękny jak jego przyjaciel z boksu obok.
Po czym, unosząc nonszalancko ogon, urozmaicił boks o kilka dostojnych, końskich jabłek.

Rozproszone światło padające przez słomiany dach stajni odbijało się od jego ciała.
Rykoszetując, niszczyło ściany stajni.
To żadna nowość, światło generalnie odbija się od wszystkiego – dzięki temu widzimy. Ale tak, rozumiem, że od tego konia światło odbijało się bardziej.

Oczy zdawały się uśmiechać. Wiedziałam, że się cieszy. Potrząsnął błękitnym łbem, a grzywa zawirowała wokoło jego szyi.
*wyobraża sobie wirującą grzywę*
Taaa, to chyba jakaś samobieżna była.

To był koń–transformer z funkcją zmiany w helikopter.

Usłyszałam głos w swojej głowie.
Rozważnie byłoby udać się na leczenie.

-Moja pani i przyjaciółka raczyła mnie odwiedzić- zaśmiał się wierzchowiec.-Czy piesze wędrówki już ci się sprzykrzyły, o pani?
-Nie wymądrzaj się, Kobalt- burknęłam, zakładając na jego grzbiet siodło. Zobaczyłam, że kąciki ust Razjela lekko drgnęły. Rozumiałam o co mu chodzi. Parasim były z natury stworzeniami, których trzymało się dość dziwne poczucie humoru. Na ogół nie mówiły dużo, ale jeśli już się odezwały, to płynęły od nich albo wieszczenia lub bezsensowne rady, albo cięte dowcipy. Nie można było przewidzieć co zrobią, a to trochę wkurzało.
Mówisz takiemu „Idziesz albo nie?!”, a on idzie albo nie idzie. Istotnie, wkurzające.

Osiodłaliśmy konie i wyruszyliśmy tą samą ścieżką, którą szłam tego dnia, gdy poznałam Razjela. Bestie stąpały z gracją. Jadąc na nich niemal nie czuliśmy wybojów drogi.
Ani chybi, miały solidne zawieszenia, resory i inne takie.Koń – zaiste, prawdziwa bestia. Wędzidło dlatego bywa metalowe, bo niektóre skubane taki silny jad mają, że wszystko inne przeżera.
Swoją drogą, Ałtoreczka chyba nigdy nie jechała konno...


-Wyczuwam krwawe chmury zbierające się nad Strefami i Królestwem- Kobalt ponownie odezwał się do mnie.-Dymiące zgliszcza i zwłoki wkrótce zaścielą bagienne krainy...
-Nie musisz mi tego mówić- westchnęłam. �o by było zbyt piękne, żeby tu był ciągle spokój.
Zgliszcza tu, zwłoki tam... codzienna rzecz.

-Możliwe- wtrącił Pan Tajemnic.- Ale nie ignoruj jego słów. Parasim, poza tym, że mają czarny humor, to mają świetny instynkt.
-Wiem- przewróciłam oczami.- Kto jak kto, ale ja akurat wiem dużo o tych Bestiach. W końcu byłam w kawalerii Niebiańskiej.
A gdzie Ciebie nie było...
BoCHaterka jest prawdziwą kobietą pracującą, żadnej pracy się nie boi. ^^

Wbiłam wzrok w jakiś punkt nad wierzchołkami drzew lasu. W powietrze wzbiło się kilka czerwono-zielonych ptaków. Coś mi nie dawało spokoju, chociaż nie wiedziałam o co chodzi. A także jakaś tęsknota, za czymś...
Drgnęłam, bo usłyszałam cichą melodyjkę wydobywającą się z kieszeni spodni Razjela.
Aniołowie używają komórek?!Nie, to ukryty tam ptaszek zaczął śpiewać. :>

[Przez anielskiego skype'a Gabriel poinformował boCHaterkę, że jest szansa, by wróciła do służby w Aniołach Miecza]
***

Słońce powoli chowało się za wzgórzami, wpadając przez okna i tańcząc na mahoniowych meblach w salonie gabinetu Gabriela.
Bezładnie obijało się o kałamarze, strącało z blatu pióra i kartki papieru.

Dookoła owalnego stołu siedzieli ważni w pozycjach skrzydlaci.
Ważni w pozycjach – to znaczy że w pozycjach „od tyłu” zawsze byli tymi z tyłu? ^^Nie, to znaczy, że byli ważni tylko wtedy, gdy przybierali jakąś pozycję. Np. „Na dyrektora i sekretarkę”.

Byli tam między innymi Rafał, Michał, Daimon, a nawet Drago i Hazar.
Dwaj ostatni jako zdemobilizowani komandosi byli, rzez jasna, „w pozycjach najważniejsi”. A może to po prostu kółko przyjaciół boCHaterki?

Razjel siedział koło mnie i przeglądał jakieś urzędowe pismo. Regent z kolei chodził tam i z powrotem po obszernym pomieszczeniu i obracał w palcach swój pierścień władzy, jak to miał w zwyczaju.
Gdy nikt go nie widział, przykucał w kątku i głaszcząc czule pierścień syczał „My precioussss...”.

Jego skórzany czarny płaszcz powiewał za nim z każdym niespokojnym krokiem.
Ja tam nie wiem, ale skórzane ciuchy są raczej ciężkie i mają małą tendencję do powiewania. Ale może technologia samofalujących szat by Posępny trafiła już do Królestwa?Mnie bardziej niepokoi to, że ten płaszcz nie tylko powiewa jakoby jedwabna chustka, ale i najwyraźniej sam kroczy.

-Dżibril- powiedział do niego używając zdrobnienia Michael.- Masz hemoroidy?
Rozumiem, że zebrani starają się właśnie to ustalić, tak? Komisyjnie?
Yaoi orgia!!! Yay!
Bo nie ma to jak rozmowy na tematy intymne na ważnym, oficjalnym zebraniu. Niech go jeszcze o obecność owsików w kale zapyta.
Siądź wreszcie na tyłku i posłuchaj Drago. A nie przewiduj kolejnej Apokalipsy.
Zebrani parsknęli śmiechem.
Wystawiając tym samym świadectwo swej żenującej kulturze osobistej.

Gabriel zmierzył wzrokiem przyjaciela. Jemu nie było do śmiechu.
Nie dziwię się. Wstydzi się, biedaczek. Ale cóż poradzić – tyłek regenta jest sprawą wagi państwowej.

-Mówiłem, że to zły pomysł- sarknął. A jak Ardei cos się stanie? Nie możemy ryzykować utratą tak znakomitego maga, bo trudno o dobrze wykwalifikowanych...
Bo bez Ardei całe niebo runie. :>
Tak, ale wysyłanie jej na Ziemię żeby sobie pochodziła do liceum było absolutnie i niezbędnie potrzebne?

-Uspokój się!- oburzył się Drago.- Myślisz, że oni tam nie mają dobrej opieki? A zresztą Ardea zna zasady. Nie pchać się w największe gówno. Poza tym magowie mają lepszą ochronę, czyż nie?
-Yhm...
Jakoś nie miałam ochoty wtrącać się w ich rozmowę. Owszem, cieszyłam się, że wracam do Szarańczy, ale na Jasność! Jeżeli przez to ma wybuchnąć jakiś konflikt polityczny, to wolałam nie przyjmować tej propozycji. Razjel zerkał tylko na mnie co chwilę znad papierów niespokojnym wzrokiem. Chyba czekał, aż stracę nad sobą panowanie.
Miał nadzieję, że się wkurzy i zamieni w berserka, po czym wybije jego przeciwników politycznych? Hmm... sprytne!

Przyznam, często mi się to zdarza, kiedy w grę wchodzi polityka, ale teraz musiałam zachować trzeźwość umysłu. Wracałam, naprawdę wracałam...
-Uważam, że powinniśmy jeszcze trochę zaczekać- powiedział Gabriel.- Ardea i jej przyjaciółki są tu od niedawna i...
-Na co mamy czekać?- Michał uderzył pięścią w stół.- Aż jakieś popaprane wampiry czy cholera wie co jeszcze wyssą z nas ostatnią kroplę nadziei we krwi?
Widać w krwi śmiertelników są erytrocyty, trombocyty i leukocyty, zaś w Aniołków – wiara, nadzieja i miłość.
Choć tak naprawdę obstawiałabym nie nadzieję, a LSD albo ecstasy.

A od kiedy to wampiry stanowią takie och-ach zagrożenie dla archaniołów, co?

-One muszą być dobrze zorientowane w sytuacji politycznej, Misiu- Pan Objawień przejechał dłonią po zmęczonej twarzy.- Werbować je teraz do jakiejkolwiek jednostki równałoby się z naszą klęską.
Biorąc pod uwagę ich zatrważającą zdolność zachowania tajemnicy, jest to niebezpieczeństwo bardzo realne.

-Przepraszam, że się wtrącę...- zaczęłam zimnym głosem.
-Oho, zaczyna się- mruknął Daimon i sięgnął po kielich z winem. Rzuciłam mu mordercze spojrzenie i ciągnęłam dalej.
-Czy mi się wydaje, czy ja już byłam w Szarańczy? I gwoli ścisłości miałam wtedy mniej doświadczenia niż teraz. Ledwo znałam kilka magicznych sztuczek, nie mówiąc o jakichś większych akcjach. Ale przeżyłam pierwszą bitwę z Cieniem.
Czy mi się wydaje, złotko, czy sama wspominałaś, że w tej bitwie brałaś udział jako sanitariuszka?
Rozwinęłam swoje zdolności. A czemu mnie wycofali? Bo raz mocno oberwałam w brzuch i nogę.
Jelita miałam na wierzchu i prawie amputowali mi stopę, ale to były tylko powierzchowne rany!

Nie przyjęli mnie tylko dlatego, że byłam anielicą.
Spal stanik, ogól łeb na jeża i zmień imię na G.I. Ardea, powinno pomóc.

A czy to ma jakieś większe znaczenie? KAŻDY skrzydlaty ma prawo służyć Jasności, a już szczególnie ci, którzy dostąpili zaszczytu noszenia Miecza. Co się z wami dzieje? Jeszcze niedawno sami chcieliście jak najszybciej werbować kogo się da do walki, a teraz się znajdujecie najżałośniejsze powody, żeby tego zabronić! Co z was za Aniołowie Pana!
Ogarnijcie się, bo za chwilę powysyłam was wszystkich na karne jeżyki!

Po moich słowach zabrzmiała cisza, która wibrowała dookoła z siłą rozszalałego tornada.
Tia, to chyba atomy powietrza tak tam popierdalały... T.T

Możliwe, że moje słowa uraziły niejednego skrzydlatego w tej Sali, ale teraz nie dbałam o to. Mój instynkt kazał mi postawić na swoim, bez względu na to co uważają inni.
Zwłaszcza ci starsi, mądrzejsi i przełożeni.

Wiedziałam co dla mnie jest najlepsze. Byłam stworzona do funkcji Anioła Miecza. A i Deris i reszta dowiodły, że dużo już umieją. Każdą z nich Razjel uczył podstawowych najpotrzebniejszych zaklęć .
Idąc tym tokiem rozumowania, dzieci po pierwszych trzech latach podstawówki są już w pełni wykwalifikowane do pełnienia służb wszelakich, zwłaszcza w wojsku. Cóż, skoro w Somalii to się sprawdza...Tia, a przeciętny uczeń gimnazjum mógłby pracować jako wybitny finansista albo wykwalifikowany biochemik, o byciu znakomitym pisarzem nie wspomnę.

Odkryłam też ich osobowości, które pozwalały na przydzielenie im różnych zadań. Onuris na przykład bardzo interesowała się pracą Zofiela, dlatego pomyślałam, że można by dać ją do niego na staż.
Interesować się = mieć odpowiednie predyspozycje, tak? Super! Jak tylko skończę analizę, poszukam opery, która przyjmie mnie na staż jako primabalerinę! :D
Jeden szpieg więcej dużo znaczy.
Zwłaszcza zielony jak szczypior szpieg o mentalności licealistki. Zaiste, znaczy on wiele. O wiele za mało, gwoli ścisłości.

Do środka weszły Meridian, Onuris i Deris. Za nimi szedł Lucyfer, nazywany przez niektórych Lampką. Dziewczyny miały trochę wystraszone miny, ale nie dziwiłam im się. Chyba pierwszy raz były w domu Gabrysia.
W domu, gdzie na ścianach wiszą ponabijane na haki zwłoki, z sufitów zwieszają się girlandy flaków, a z głębokich kazamatów dzień i noc dochodziły krzyki i szlochy uwięzionych...

-Co jest? Ktoś nam umarł czy coś?- zapytał ironicznie Niosący Światło.
-Daruj sobie- mruknęłam.
-No, widzę, że sprawa jest poważna, skoro udało wam się wyprowadzić Ardeę z równowagi...
-Jakbym sama nie wiedziała. Siadajcie gdzie chcecie- zwróciłam się do przyjaciółek.
Zupełnie jakbym była we własnym domu. =.=

Posłusznie zajęły miejsca obok pozostałych. Dziwiło mnie trochę to ich posłuszeństwo wobec mnie. Nie byłam przecież nikim ważnym.
Ale to, że Twoi przełożeni muszą być ci posłuszni, uważasz jakoś za oczywistość. Bo grunt to konsekwencja.
-Dobrze, że tu jesteście- Gabriel próbował się uśmiechnąć, jednak nie bardzo mu to wyszło.- Omawiamy sprawę ponownego przyjęcia Ardei do Aniołów Miecza. Chcemy też znaleźć dla was jakieś funkcje, dlatego po was posłałem.
A nie mają tam jakiegoś pośredniaka czy czegoś w tym guście?
-Wracasz do wojska?- ucieszyła się Onuris.- To super! Pokażesz mi kilka rzeczy...
-To nie takie proste, złociutka- westchnął Lampka.- Zapewne są jakieś sprzeciwy.
Tu Pan Głębi popatrzył znacząco na Gabriela. Gdybym była na jego miejscu chciałabym zapaść się pod ziemię...
-Nie powiedziałem, że w ogóle się nie zgadzam- starał się wybrnąć z tego zarzutu mój przyjaciel.- Po prostu się o nią martwię...
No bo to straszne, że jej przełożony na coś jej nie pozwala! Oburzające. Jak on w ogóle śmie!

-A ile razy Ardea dowiodła, że sobie dobrze radzi?- zapytał milczący dotąd Rafael.- Więcej wiary w swoich poddanych, przyjacielu...
Pan domu zamknął oczy i włożył pierścień na palec. Przysiadł na oparciu fotela. Zauważyłam, że ręce mu nieco drżały.
Czy ten facet ma jakieś stany lękowe? O.oDziwisz mu się? Jakby mnie otaczały takie osoby, jak Ardea, to też bym miała.

Razjel otulił mnie swoim ramieniem dla otuchy.
A ramię miał miękkie i puchate, w sam raz, by się nim otulić.

Nie wiem czemu, ale czułam się tak, jakbym oczekiwała przed sądem na wyrok za jakąś zbrodnię, której nie popełniłam. Minuty mijały, a Gabriel myślał dalej, intensywnie, o czym świadczyła pulsująca szybko żyła na jego skroni.
Ja bym prędzej podejrzewała jakąś chorobę układu krążenia.
To nie żyła, to mózgojad próbował się wydostać.

Po kilku niesłychanie ciągnących się minutach Pan Objawień w końcu przemówił.
-Lampka, przejdź przez pentagram na Ziemię i zawiadom Kamaela.
A Lucyfer, pan Głębi, potulnie posłucha rozkazu swego niegdysiejszego kumpla i grzecznie wcieli się w rolę chłopca na posyłki. :/

Powiedz mu, żeby zebrał wszystkich potrzebnych do ceremonii pasowania. I każ mu załatwić wszystko co tam będzie potrzebne- ton jego głosu wyrażał zrezygnowanie. A jednak postawiłam na swoim!- W co ja się pakuję...
-Nie przejmuj się tak- posłałam mu uśmiech pełen otuchy.- Poradzę sobie. Do Szarańczy nie przyjmują przecież byle kogo.
Taa, ale ostatnio chyba jakoś obniżyli wymagania...

-Dobra, ale już koniec tematu... Bo zaraz wyjdę z siebie.
-Nikt nie mówił, że praca regenta Królestwa to łatwa rzecz- Michał puścił oko do archanioła.- A teraz zajmijmy się przyjaciółkami Ardei.
-Zajmijmy? Co przez to rozumiesz?- odparła rozbawiona Deris.
Wyrafinowany dowcip jest wyrafinowany...

Widać było, że atmosfera nieco się rozluźniła. Drago podał każdemu kielich z winem. Rozsiedliśmy się wygodniej.
-No to teraz pozostaje sprawa, jakie zajęcia przydzielić naszej Trójcy Świętej- zażartował Hazar.
Nie wiem czemu mam wrażenie, że w Niebie żarty z Trójcy mogłyby być źle zrozumiane. Jako bluźnierstwo, na ten przykład.

- Ja już mam pomysł, co zrobić z Onuris, ale co z resztą?
-Ooo, a kim bym mogła być?- moja przyjaciółka szybko odwróciła się w jego stronę.
-Szpiegiem- powiedział Daimon z krzywym uśmiechem, nie patrząc na nią.
Taa. Chyba takim z Krainy Deszczowców.
-Wojsko? Serio?- zdziwiła się Onuris.- Ale czemu? Nie wiem czy się nadaję...
-Ty byś się nie nadawała?- zaśmiałam się.
-To proszę, wymień moje cechy, które dowodzą, że jestem odpowiednia na to stanowisko.
-Jesteś odważna, wytrwała w dążeniu do celu, uparta- zaczęłam wyliczać na palcach.- lubisz żartować, a to się niekiedy bardzo przydaje, kiedy sytuacja jest do kitu. Wierna. Zawsze gotowa na wyzwanie. Rzadko narzekasz. Mam mówić dalej?
Zabawne. Nie ma ani słowa o odpowiedzialności, posłuszeństwie wobec przełożonych, doskonałej pamięci, łatwości w nawiązywaniu kontaktów... i, do cholery ciężkiej, o DYSKRECJI.Wiesz, może chodzi o to, że kiedy dyskrecja zawodzi, zawsze można spróbować uśpić czujność wroga celnym dowcipem.

-Nie, dzięki...
-No to jeden łepek z głowy- Gabriel dopił wino jednym haustem.- Meridian?
-Tak?- odezwała się zapytana.
-Lubisz książki i tym podobne stare rupiecie?
T.T
...bo nie wiem, jak inaczej to skomentować.


-No lubię, a co?
-Chyba sobie kpisz, Dżibril!- oburzył się Razjel.- Chcesz jej marnować życie anielskie, którego jeszcze dobrze nie poznała? To, że ty nie lubisz ślęczeć nad papierami, nie znaczy, że masz kogoś w tym pogrążać.
No tak, bo nie ma nic gorszego, niż konieczność czytania! Toż to niemal jak kara!
*warczy i fuka*


-Nie pogrążam jej, tylko proponuję opłacalną pracę- odciął się regent.- I ODPOWIEDZIALNĄ. Mało jest w Królestwie osób, którym bym powierzył tak trudną pracę.
-Trudną? Masz na myśli przepisywanie po nocach rozlatujących się pergaminów?
Kto by się tam przejmował starymi rupieciami, w których zapisana jest historia, zaklęcia magiczne oraz cała anielska wiedza.

Ja stałam z dziewczynami z boku i tylko słuchałam kłótni dwóch archaniołów. Ostatnio coraz częściej Razjelowi puszczały nerwy przy Gabrysiu. Nie bardzo wiedziałam, o co chodzi i czułam też, że zatajają przede mną pewne informacje. Możliwe, że była to jedna z jakichś ściśle strzeżonych tajemnic Królestwa, których nawet Książę Magów mi nie wyjawiał.
Aj tam, zwyczajnie, samce rywalizują między sobą na oczach samicy. Wielka mi tajemnica.

-Ee, Deris? Meridian? Onuris? Chodźmy gdzieś indziej... A oni niech się uspokoją...
Kiwnęły głowami na zgodę. Wyszłyśmy niepostrzeżenie z pokoju i skierowałyśmy się do holu prowadzącego na zewnątrz. Stanęłyśmy na placu przed willą Gabriela. Usiadłam na szerokich schodach i spuściłam głowę. (...) Miałam straszną ochotę polatać, ale w Królestwie był na to zakaz. I po co aniołom te skrzydła... (...)
-Ardea...-zaczęła Onuris.
-Hm?
-Już dawno miałam o to zapytać... To znaczy, o kilka rzeczy. Mogę?
-Dajesz.
-Masz skrzydła... Czemu jeszcze nie widziałyśmy, jak latasz?
Uśmiechnęłam się lekko. Przypomniałam sobie, jak kiedyś pewien urzędnik chciał zdążyć na jakąś konferencje i żeby było szybciej, to wzbił się w powietrze na trakcie handlowym z Królestwa. Powstało niezłe zamieszanie, ale na szczęście nasz wspaniały Gabryś był wtedy z Michaelem w pobliżu.
A skąd tam taki karambol? Wiaterek zawiał i wszyscy przechodnie dowiedzieli się, że facet nie założył gaci?

-To taki bądź co bądź bardzo mądry zakaz. Wcześniej było inaczej. Ale wyobraźcie sobie jak to musiało wyglądać: każdy na kogoś wpadał, wszczynano częste bójki, wszędzie pełno piór, kłębowiska ciał...
W tym niebie chyba jakaś dzicz mieszka. Poważnie, ludzie jakoś nie zaczynają prać się po mordach dlatego, że ktoś kogoś szturchnął na ulicy.Mało, że dzicz, to jeszcze chyba ślepa. Ptaki jakoś potrafią latać stadami i na siebie nie wpadają, mimo że mają teoretycznie mniejsze mózgi.

Masakra jednym słowem. Bo może tego tak nie widać, ale tu jest naprawdę dużo mieszkańców. I jakby wszyscy naraz zaczęli latać... To chyba masz pojęcie.
Mam pomysł: zabrońmy ludziom chodzić, to nie będzie tłoku na chodnikach! Czy to nie genialne w swej prostocie? O ile łatwiejsze niż ustalenie sensownych reguł ruchu ulicznego...

- Jak jest u ciebie z magią? Skąd czerpiesz energię na zaklęcia?
To było trochę trudniejsze pytanie. Razjel nigdy nie opowiadał mi tego skąd się bierze magia aniołów. To znaczy nie szczegółowo.
To co oni robili przez te tysiące lat nauki? Grali w bierki?Ale zaraz, czy ona jako anioł nie powinna w sposób poniekąd naturalny wiedzieć, skąd ma anielskie zdolności? Czy też może ona jakoś nieuświadomiona gatunkowo?

-Moja magia bierze się z energii witalnej natury. Działa to na zasadzie takiej wymiany- ona daje mi swoje życie, a ja z tego korzystam przy zaklęciach.
A co ma z tego energia natury? Bo na razie wygląda mi to bardziej na pasożytnictwo.Może odpadki od zaklęć używane są jako nawóz?
A może to niebiańska magia wzmacnia fermentację? To by wyjaśniało cud w Kanie Galilejskiej. ^^

Chcecie zobaczyć prawdziwy pokaz magii? Chodźcie za mną.
Wróciłyśmy do budynku. Znalazłyśmy jakieś nieużywane pomieszczenie, wyglądające na składzik.
To oczywiste, że w pałacu Archanioła Objawień goście co i ruch będą natykać się na komórki, składziki i inne takie, nie?Nie wspominając o tym, że mogą też łazić po tym pałacu bez pozwolenia i węszyć po pokojach.

Zamknęłam dokładnie drzwi. Krótkim ruchem dłoni zasunęłam zasłony w oknach. Z kieszeni spodni wyjęłam magiczną kredę w trzech kolorach i narysowałam na środku podłogi okrąg, dodając gdzieniegdzie potrzebne znaki.
-Stańcie proszę jak najdalej mnie- poprosiłam.- Nie chcę ryzykować...
Posłusznie stanęły przy drzwiach. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Splotłam dłonie jak do modlitwy i rozłożyłam skrzydła na całą ich szerokość. Zaśpiewałam inwokację na wezwanie burzy, której kiedyś nauczył mnie Pan Tajemnic.
Niech zgadnę, brzmiała ona tak: „Oj dana, oj dana, jaka ładna pogoda, przydałoby się zrobić pranie, hej!”.

Nie było to zaklęcie używane w pokazach, ale chciałam, by moje przyjaciółki poznały, jak potężny może być nawet nie najlepszy mag. Machnięcie skrzydłami. Otoczył mnie wir drgającego światła, które unosiło się powoli nade mnie, tworząc świetlistą mgłę. Wyładowania elektryczne strzelały na wszystkie strony, możliwe, że dochodziły nawet do miejsca, gdzie stała Meridian i reszta. Ale nie zwracałam na nie uwagi.
Co tam, że piorun mógłby zabić, albo przynajmniej uszkodzić jej szanowne przyjaciółeczki. Najważniejszy jest magiczny lans!

Poddawałam się cudownej euforii, że mogłam dać upust nagromadzonej energii. Kolejny ruch skrzydeł. Chmura otulała mnie szczelnie ze wszystkich stron, spowijając jak półprzeźroczysty kokon. Znaki w magicznym kręgu błyszczały złotem i srebrem. Uniosłam powoli ręce ku górze i rozległ się przytłumiony grzmot. Obserwatorki przytuliły się do siebie. Czarne, błyszczące fioletem włosy Deris wiatr targał na wszystkie strony. Przytuliła się do Meridian, która stała z szeroko otwartymi oczami i patrzyła wprost na mnie. Również Onuris nie wyglądała na przestraszoną. W jej oczach dostrzegałam raczej zaciekawienie. Za chwilę miało nastąpić ostateczne pchnięcie magią...
... na Litwie.
„Pchnięcie magią”, urocze. A czarodzieje to tak naprawdę, magiomioty, co?Dobrze, że magią, a nie czym innym...

Opuściłam ręce sztywno wzdłuż tułowia i złożyłam skrzydła. Wbiłam wzrok w ziemię. Pomieszczenie zaczęło się dziwnie trząść pod naszymi stopami. Bo w sumie jak już ma być burza, to czemu nie dodać też dla zabawy jakiejś szczeliny do piekieł...
A może by tak demolować własny dom, co słonko? =_=A może by tak malutki armageddonik od razu, co się będziesz ograniczać.

-Dość!
Potężna dawka energii pchnęła mnie na ścianę tak mocno, że zaparło mi dech w piersiach. Jęknęłam cicho i osunęłam się na posadzkę. Podparłam się na rękach, ale patrzyłam w dół. Dopiero teraz czułam, jaka jestem zmęczona. (...) Przede mną stał Razjel. W tej chwili miałam ochotę uciekać jak najdalej się dało od tych zimnych oczu, które patrzyły na mnie ze złością. Zawiodłam go... Przecież na początku nauki przysięgałam, że będę rozsądnie używała magii... Oto pokazałam mój wielki rozsądek.
Nie pierwszy raz, niestety...

Niechętnie pozwoliłam Razjelowi podnieść się z podłogi
To on stał nad nią, a potem też walnął się na podłogę? Po kiego diabła, dla towarzystwa?
Chyba chodzi o to, że wspaniałomyślnie pozwoliła mu dźwignąć jej zwłoki z posadzki, a nie zaczęła kopać go, gryźć, drapać i co tam jeszcze anioły mają w zwyczaju.

i stanęłam skruszona koło niego. Cała euforia w jednej chwili uleciała ze mnie, jakbym była jakimś balonem, z którego ktoś spuścił powietrze.
-Dlaczego to zrobiłaś?- zapytał twardo Pan Tajemnic.
-Chciałam im pokazać...-wyszeptałam.
-Co? Nierozwagę? To, co dzieje się z magiem, jeśli zbytnio da się ponieść radości z uwalnianej energii? Ardeo! Mogłaś zrobić krzywdę nie tylko sobie ale też im!- gestem wskazał na moje przyjaciółki, które wyglądały, jakby chciały stać się częścią ściany. Meridian była bardzo blada. Źrenice miała zwężone, a jej blond włosy były rozczochrane.
Powoli też stapiała się z tapetą.

To przez ten wiatr...- To było nieodpowiedzialne, nie tak zachowuje się mag Królestwa. A już z na pewno nie powracający do służby Anioł Miecza, na Czeluść! Tak właśnie Hija przyczyniła się do swojej klęski...
-Nie porównuj mnie do Hiji!- krzyknęłam ze łzami w oczach.- Ona nie jest mną, nie była nigdy na Ziemi, nie zaznała człowieczeństwa i nie wie, jak stres na tej planecie wpływa potem na psychikę!
Tak, kurwa, jesteś teraz biednym, poszkodowanym dzieciakiem specjalnej troski i wszyscy będą chodzić dookoła ciebie na paluszkach żeby przypadkiem nie urazić twojej wrażliwej psychiki. Ale do elitarnej formacji wojskowej to się chce wstępować, nie?Ehe, bo nauka w liceum jest tak stresująca, że nawet najbardziej ryzykowne misje wojskowe przy niej wysiadają. Każdy komandos drży na samą myśl o sprawdzianie z matematyki.

Nie mam nic do ludzi. Chodzi mi jedynie o to, że niektóre rzeczy Pan mógł stworzyć inaczej.
-Posłuchaj...- Razjel chciał mnie objąć, ale się uwolniłam spod jego ramienia.
-Nie chcę żadnej litości- mruknęłam.- Nie tego mnie uczono.
A uczono cię, jak być nieodpowiedzialną, arogancką smarkulą?

Kiedy mijałam dziewczyny nie popatrzyłam nawet w ich stronę. Musiałam jak najszybciej znaleźć się na świeżym powietrzu, bo zakręciło mi się w głowie od nadmiaru wrażeń.
Raczej od tego, że pokaz tego, jaka to jesteś cool ci nie wyszedł. Zaiste, potworność.

Puściłam się biegiem w stronę bramy prowadzącej do Piątego Nieba. Nie zauważyłam kamienia na drodze i potknęłam się. Upadłam na bruk kalecząc kolano, to samo, co kiedyś.
A tyle ich przecież miałam do wyboru!

Nie miałam sił na podniesienie się- po prostu usiadłam na uboczu, nie zwracając uwagi na nasiąkające krwią jeansy. W oddali zobaczyłam zbliżającego się Księcia Eliksirów.
Tam jest... *przeciera oczy ze zdumienia* SNAPE?! To Rowling zdołała go zrehabilitować aż to tego stopnia, że go do nieba wzięli?

To było do przewidzenia, że będzie mnie śledził. Poszedłby za mną wszędzie. Kiedy w końcu doszedł do miejsca gdzie siedziałam, jego twarz przybrała wyraz zatroskania. Przykucnął koło mnie i wymówił formułę zaklęcia uzdrawiającego. Piekący ból ustał, ale spodnie pozostały brudne...
- Chłoszczyść! – mruknął, wskazując różdżką na spodnie.

-Wiesz dobrze, że nie miałem nic złego na myśli- powiedział do mnie spokojnym głosem Razjel.- I wybacz, jeśli opatrznie zrozumiałaś moje słowa.
Tak, przepraszaj ją za to, że to ONA nie rozumie, co się do niej mówi. A godność sprzedaj na ruskim rynku, nie będzie ci już potrzebna.

[Tu następuje – jakżeby inaczej! - powszechna zgoda i mizianie.]
-Zgoda- Razjel uśmiechnął się do mnie słodko i podał ponownie rękę. Wstałam i otrzepałam się z kurzu.- A teraz radzę ci iść się doprowadzić do porządku, bo za jakieś dwie godziny czeka cię wspaniałe wydarzenie.
-Pasowanie na Rycerza Pana- puściłam do niego oko.- Te tłumy... Co ja na siebie włożę?!
-Właśnie o tym mówię. Bo znając ciebie, to...
-Nie kończ. Wiem, co chcesz powiedzieć.
Hmm... Bluzkę na ramiączkach i dżinsy – rurki? Chyba, że to typ „czarna mini i szpilki”.

Obłoki nad nami przepływały obojętne, nieświadome toczących się pod nimi dramatów i porozumień.
No jak to. Przecież deszcz z nimbostratusa to łzy chmury płaczącej nad niedolą Marysiek.
Nie, to takie „zakończenie epizodu w stylu Kossakowskiej”, czyli „wtrąć jakąś bzdurną, poetycką uwagę o zantropomorfizowanej przyrodzie”. Nie do pomylenia. ^^

***

Południowe słońce prażyło w głowy ubranych w pancerze aniołów. Wiatr szarpał proporcami w kolorze czerwieni, żółci i granatu. Ogień, siarka i dym. Legendy zapisane w kolorach, ruchach, zapachu... Pozłacane klingi Mieczy lśniły czysto, a plami światła odbijały się od wszystkich powierzchni.
Co to za światło, które plami...? O.o
Co to za ruski bazar, na którym oni zaopatrują się w pozłacane miecze? Ciekawe, czy tarcze mają „na wysoki połysk”.

Ziemia. Planeta ludzi. Stworzona głównie dla nich, ale to my, aniołowie, mamy za zadanie ją chronić. I po to istnieją Aniołowie Miecza. Elitarna jednostka Królestwa. My.
Czy tylko ja widzę wszystko w kolorach tęczy, czy naprawdę to najpiękniejszy dzień na Ziemi?
Nie, po prostu pomyliłaś planety. Nie jesteś na Ziemi, tylko w Krainie Kucyponków.

Zebraliśmy się na rozległej równinie w pobliżu pięknego jeziora. Tafla wody iskrzyła się przy każdym ruchu. Wzbijające się z jej powierzchni ptaki wywoływały eksplozję barw, kiedy kropelki wody opadały z ich piór. Stałam na podwyższeniu, wyprostowana i patrzyłam przed siebie. Przy pomocy Hiji dobrałam materiał na ceremonialną szatę w kolorze morskiego błękitu. Ogniścierude włosy
Aha, stylizacja na syrenkę Arielkę, widzę.

upięłam w kunsztowny kok, pozostawiając kilka wolno opadających pasm włosów. Moje tęczówki płonęły zimnym turkusowym odcieniem. Byłam podekscytowana. Z niecierpliwością wyczekiwałam gestów, które miał wykonać Kamael, bym stała się na powrót żołnierzem jednostki.
Tata mi opowiadał, że pełnoprawnym członkiem załogi czołgu stawało się dopiero po tym, jak dostało się porządne lanie wyciorem od czołgowej lufy. Ciekawe, jakie ceremonie mają tutaj. ^^Mówisz...?
*Też czeka z niecierpliwością na gesty Kamaela*

Cała ceremonia miała odbyć się w prawie całkowitej ciszy. Jedynie pod koniec należało wypowiedzieć jedno zdanie.
Spojrzałam na lewo. Stały tam trzy moje przyjaciółki, dawniej ziemianki,
Teraz stały się porządnymi, drewnianymi chatkami.

zwykłe dziewczyny takie jak ja, zanim poznałam prawdę.
Monika, Gosia, Basia.
Meridian, Onuris, Deris.
Nie, serio? Naprawdę? Dobrze, że przypominasz, bo mam sklerozę i już zapomniałam. Olaboga, gdzie moje pastylki z miłorzębu...
*wzdycha i podaje Pigmejce jej pastylki z suszonej żaby*

Wyglądały teraz tak, jakby od zawsze mieszkały w niebiosach. Ich postawa, pełne napięcia spokojne spojrzenie, sposób przezywania uroczystości- to wszystko było odzwierciedleniem ich dojrzałości.
Bo normalnie, to biegałyby jak oszalałe i darły się w niebogłosy, na wzór wychowywanych bezstresowo trzylatków?

Meridian. Uosobienie rozwagi i idealizmu. Twardo stąpała po ziemi, chociaż czasami pozwalała sobie na chwile szaleństwa.
W najmniej stosownych momentach, zapewne.
Taa. Hannibal Lecter też czasem lubił puszczać wodze fantazji.

Jej ciemnozielona suknia uszyta była wedle najnowszej mody w Królestwie. Jasne włosy miała zarzucone na plecy.
Onuris. Uśmiech, którym obdarzała każdego, był zdolny roztopić każde kamienne nawet serce.
Kamienne nawet serce? Czyli inne kamienne rzeczy też? Uch, a mogłaby pouśmiechać się do mojego klozetu? Ostatnio tam jakby kamień się tworzy...
Może lepiej byłoby więc zaczepić ją w branży stomatologicznej?

Brązowe włosy zaplotła w kilkadziesiąt cieniutkich warkoczyków związanych na końcach złotymi wstążeczkami. Sukienka o barwie kwiatów barwinka poruszała się lekko przy podmuchach wiatru.
Deris. Czasem niezdarna, ale i tak wszyscy ją kochali. I to poczucie humoru.
I też oczywiście nadaje się do walki z wrogiem. Jest co prawda tak niezdarna, że prędzej odetnie sobie głowę, niż wbije miecz w przeciwnika. Ale co tam, przynajmniej będzie wesoło!

Jej �alo�mogło powalić ze śmiechu, nawet w najmniej odpowiedniej chwili. Karmazynowy ubiór idealnie współgrał z jej fioletowo- czarnymi włosami. Zdecydowała się skrócić jej nieco, bo mówiła, że przeszkadzają jej przy jeździe konnej.
Plątały się w końskie szprychy.Ostatnie zdanie zaiste świadczy o jej anielskości, dojrzałości i mądrości.

Popatrzyłam na moją prawą stronę. Stał tam. Ze spokojnym uśmiechem na twarzy. Włosy zaplecione w warkocz sięgający końca pleców. Okulary ze złotymi oprawkami. Błękitny strój i specjalne buty wiązane wysoko nad kostkę- dostępne tylko dla najwyższych magów.
Ci niżsi mogli nosić tylko trampeczki.

Mój kochany Razjel, Pan Tajemnic, Książę Alchemików.
Na wprost mnie dwunastu najbardziej zasłużonych Aniołów Miecza utworzyło ścieżkę, którą miał przejść Kamael niosąc mój miecz.
Położyli się na ziemi, tworząc „żywy dywan”?! O.o
Kiedy byłam jeszcze w jednostce, nazwałam go Gromem. Oprócz tradycyjnej mocy Miecza, dostałam też władzę nad burzami i wiatrem, dlatego głównie tą dziedzinę magii rozwijam.
Coś jednak się zmieniło. Dalej stałam w tej samej pozie na tym samym miejscu. Wokół panowała idealna cisza. Nawet ptaki umilkły.
Na czas uroczystości pozaklejano im dzioby.
*zastanawia się, jak uciszyli żaby i świerszcze*


Ale wiedziałam, że jest inaczej... Daleko za plecami Kamaela zamajaczyła samotna postać ubrana w czerń. Miała skrzydła, ale wyglądała... obco... Choć wyczuwałam z nią pewne powiązanie. Nikt jej nie zauważył, wszyscy byli skupieni na mnie. Tylko mój wyostrzony wzrok dostrzegał niedostrzegalne. Lata nauki. Intensywniej odbierane bodźce. Powiew wiatru. Niesiony słodki zapach. Drgnięcie skrzydeł. Uśmiech i błysk ostrego zęba.
Eee... co?

Wampir.
Zrozumiałam. Jakże znajomy, a tak odległy. Odseparowany od anielskiego społeczeństwa z własnego wyboru. Miliony myśli przepływających przez moją głowę, wysyłanych przez wampira. Między nami utworzył się pomost myślowy. Za pomocą obrazów, przewijanych jak rolka filmu, opowiedziała mi swoje życie.
I moje.
Nasze.
Moja zaginiona siostra. Riannon.
Połączenie zostało gwałtownie urwane, kiedy pół-wampir, pół-anioł zniknął w pobliskim lesie,
By spółkować z pół-jednorożcem, pół-krasnoludkiem i tym samym spłodzić żywe rekordy mutacji genetycznej.
Półtrupiego, półszczupaczego półniziołka? :)

Kamael ruszył z miejsca, niosąc Grom w inkrustowanej drobnymi kryształkami pochwie. Szedł wolnym krokiem, patrząc prosto na mnie. Nie uśmiechał się. To była pełna powaga.
Bo najlżejszy uśmiech unieważniłby całą ceremonię. A nastrój już na pewno poszedłby się... chędożyć.

Pozostali zgromadzeni złożyli ręce jak do modlitwy i stali ze spuszczonymi głowami. Osobiście uważałam, że takie uroczystości powinny być weselsze, bo wszyscy mieli miny, jakby ktoś umarł. Ale takie niestety były zasady.
Serpentynki, baloniki i kolorowe kapelusiki nie wchodziły w grę? :(
To może chippendalesi chociaż? *u*

Zeszłam z podwyższenia i stanęłam naprzeciw wodza jednostki. Przyklęknęłam na jedno kolano. Zupełnie jak przy pasowaniu na rycerza w średniowieczu.
-Ardeo...- Kamael wyciągnął do mnie miecz, bym go wzięła. Chwyciłam oburącz rękojeść i wyciągnęłam powoli broń. Zaczarowana stal zaświeciła błękitnym światłem- widać niedawno była odnawiana czarami.
„Ktoś się nie bał i zajebał”, westchnął egzystencjalne Frodo stwierdziwszy niewytłumaczalny brak Żądła w bagażach.
Jednak swoich właściwości na pewno nie straciła. Na powierzchni wyryte były błogosławieństwa ochronne i dodające siły trafieniom.
Taa, nie ma to jak magiczny miecz + 5.

Uwielbiałam Groma. Zawsze mi towarzyszył, do czasu, aż na skutek ran odwołano mnie z wojska. Ale wierzyłam, że jeszcze wrócę. Jak Drago... A teraz nadszedł czas by wymówić to jedno ważne zdanie:
-In nomie magnae veritas- wymówiłam czysto.
Absolutnie nie zawracając sobie głowy łacińską gramatyką, składnią i tym, że „w imię” to raczej „in nomine”, a „magnae” jest źle odmienione. I rozważnie nie dociekając, czym zajmuje się jednostka wojskowa przysięgająca walczyć „w imię wyższej prawdy”. Miałam tylko nadzieję, że drobnym druczkiem nie wymieniono konieczności krzewienia wiecznie żywych idei towarzysza Lenina.
Będą grać w tę grę PRG? Fajnie! :D

Oparłam ostrze Miecza Aniołów o ziemię. Spłynęło z niego niebieskie światło i wniknęło w trawę. Wywołało to wiatr, który pobudził sztandary do gwałtowniejszego tańcu, a włosy rozwiewając na wszystkie strony. Nagle poczułam palący ból na wewnętrznej stronie przedramienia. Miałam krótki rękaw szaty, więc dokładnie widziałam, jak na mojej skórze samoistnie wypala się czarny tatuaż.
Na Merlina, najpierw Snape, a teraz Mroczny Znak?! Jaki to w końcu fandom?!
Uskrzydlony miecz skrzyżowany z anielskim piórem. Pod spodem widniały owe słowa, które wymówiłam. Symbol oddania Jasności.
�ędę walczyła dla ciebie, Panie, i dla moich przyjaciół. Będę chroniła innych mieszkańców Królestwa, do ostatniego tchu.
Bo mieszkańcy Królestwa są moją jedną wielką rodziną! To jest moja droga ninja, dattebayo!!!
No właśnie, co to za fandom...?

W tym momencie aniołowie i moje przyjaciółki zaczęli bić brawo. (...) Wszystkie trzy rozstąpiły się, widząc, że zbliża się do mnie Razjel. Nie czekając aż odezwie się pierwszy, przytuliłam go mocno, a potem pocałowałam w usta. Archanioł położył swoją dłoń na mojej szyi przysuwając się jeszcze bliżej. Ciekawe, że w innej sytuacji nigdy nie zrobiłabym tego przy wszystkich... Ale teraz czułam się inaczej. Coś dodawało mi odwagi.
Zajebistość dodała jej, nomen omen, skrzydeł.

-Jestem z ciebie cholernie dumny- szepnął mi do ucha Pan Tajemnic.
Uśmiechnęłam się szeroko, a inni widząc moją minę, roześmiali się serdecznie. Michael podszedł do mnie i bez ostrzeżenia podniósł do góry. Razem z kilkoma Aniołami Miecza zaczęli podrzucać mnie do góry, aż przez przypadek wbiłam obcas buta w głowę Michała.
Słyszałam, że Vlad Palownik tym, którzy nie zdjęli przed nim turbanów, kazał przybić je gwoździami do głów, ale żeby cały obcas?!
*zgroza*

Wtedy dali sobie z tym spokój. Ale najważniejsze było to, że stałam się z powrotem zasłużonym aniołem Pana.
Tia. Nieustraszona Marysia Morderczy Obcas Sue.

14 komentarzy:

'N. pisze...

Ja to ujmę tak - na co oni tam mają skomleć za jakimś Bogiem, Metatronem, Serafami? Mają Ardeę - wokół której kręci się absolutnie WSZYSTKO. Coraz bardziej wnerwiające to opko :/
Ale przy popierdalających cząsteczkach [ powietrze nie ma atomów, ino cząsteczki *się mądrzy* ] powietrza żem ómarł.

hasło: myoncoto. Tak, ja się zastanawiam co to :D

Anonimowy pisze...

Ojojoj, warto było poczekać do północka na tę analizę XD
Zanim ją dorwałam, zajrzałam na forum fandomu Kossakowskiej, zadziwić się pychą i ignorancją aŁtoreczki tegoż dzieUa. Na Jasność (Ardei), też swego czasu tforzyłam różności, też je od czasu do czasu tforzę, ale... jakoś się tak poczułam ciutkę dojrzalsza. Dobrze wiedzieć, że świat jest pełen głupców większych od nas, mimo iż jest to wiedza dość przerażająca...
Brr.

PS. Ana... Win?

Nadira

ciasteczkowy pisze...

Ujawnijmy się. Kwikanie anonimowe to grzech na dłuższą metę!
Kossakowską kiedyś czytać próbowaliśmy i po prostu nie szło. Tego to na trzeźwo się nie da przyswoić, chyba jestem człowiekiem z innych czasów.
A to opko... Ałtoreczka jedzie na zajebistości swojej Marychny i myśli chyba, że nic więcej nie potrzeba,by dzieUo było przyswajalne. Półwampiry, Snape, Gollum i te nieświadome rozgrywających się nieszczęść obłoki! I wycior do lufy czołgu! *Kwika radośnie wyobrażając sobie Marychnę potraktowaną rzeczonym wyciorem.*
Niech Bór wam to w opkach wynagrodzi!
Kod: squeser. Jak imię jakiegoś mhrocznego władcy z opka ;>

Kaleid pisze...

O. Trzecia odsłona analizy. Słodko, bo można się pośmiać. Ale nie przesadzacie z tą krytyką w komentarzach? Ona nic złego Wam nie zrobiła, a Wy traktujecie Ją jak niedorozwinięte dziecko, jakim w rzeczywistości nie jest. To inteligentna kobieta o dużej wrażliwości i talencie. Zobaczcie sobie Jej rysunki. Wątpię że którakolwiek z Was tak potrafi. Jej wiersze też są niczego sobie. Żeby krytykować, trzeba umieć patrzeć obiektywnie i widzieć też dobre strony.
Pozdrawiam - Kal

p. pisze...

Droga Kaleid, co na Bora mają wspólnego rysunki z talentem pisarskim? Nie mam ochoty 'oglądać sobie' niczyich rysunków, ale nawet jeśli autorka opka, byłaby drugim Raffaelem czy innym Matejką, nie zmienia to smutnej prawdy, że opko jest żenujące.
Tym bardziej żenujące, że napisane z jako-taką znajomością gramatyki i ortografii, co pozwala przypuszczać, że autorka nie ma już 8 lat i nie można jej usprawiedliwiać wiekiem.

A analiza jak zwykle super. Może byście na stałe przeniosły termin na piątek? W czwartkowe wieczory jest też analiza na SuS i nigdy nie wiem, od której zacząć:)

Goma pisze...

We czwartki chyba wszędzie są analizy, nie? Zdawało mi się, że to taka tradycja.

Analiza świetna, ale dobrze, że to ostatnia część, bo to już zaczynała być przesada. I nuda. Chociaż czytane od końca zaczęło być całkiem zabawne :P

'N. pisze...

Drogi łobrońco aLtorki - a w którym miejscu traktujemy ją jak niedorozwinięte dziecko? Komentujemy jej 'twórczość'. A co do rysunków - nie widać, że pisać a rysować to dwie różne rzeczy? Zresztą, z całym szacunkiem, rysuje to ona nieco poniżej przeciętnej.

Anonimowy pisze...

A mi się i tak najbardziej podobała "gra PGR" xP
Opko trochę też. Bardzo mnie dowartościowuje xD

Ithil

Anonimowy pisze...

chcę zgłosić blogaska:
http://justinbieber-bieberjustin.blog.onet.pl/

Ktosza pisze...

Taak, wybitnie widoczna jest ta wrażliwość i inteligencja aŁtorki na podstawie tego opka i jej fochów na forum. A także upartych prób wydania fanfiction jako książki. Krynica mądrości i dojrzałości normalnie. A kiedy próbowałam obejrzeć jej rysunki na digarcie, wyskoczyła mi wielka morda Edwarda Cullena, średniej zresztą urody. Ja podziękuję.
A już wierszy aŁtorki litościwie komentować nie będę.

Anonimowy pisze...

Zajefajna analiza!
@Kaleid
Jak Ci już zwrócono uwagę, talenty poetyckie i malarskie nie muszą występować razem z pisarskim. To nie sprzedaż wiązana.
A Ałtorka dostała co jej się należało. Może następnym razem napisze lepiej...? :D

Anonimowy pisze...

Może niech już lepiej wcale nie pisze. Tak jak jest jest jak najbardziej okej.
Hm, tak sobie myślę, że z dnia na dzień łapiecie się moje Małe Gwiazdeczki, za coraz to bardziej poprawne gramatycznie i skomplikowane fabularnie opka. A mnie tak strasznie brakuje czegoś na poziomie Kamiennego Jedwabiu, czy innego kretyństwa Ałtoreczkowego świata.
Wiem, to mnie dokształca i tak dalej, i tak dalej, ale odrobina głupoty też czasem nie zaszkodzi. :D
Analiza wybitna, a najbardziej to mnie chyba rozłożył Snape, którego Rowling zrehabilitowała. I ta... hm, energia natury.

Ahoj.

Tiganza pisze...

psiokrew... Musza zapamiętać, coby nie trzymać żadnego pokarmu w paszczy podczas lektury Waszych anal-izacji. Właśnie o mały włos byłabym opluła laptoka kisielem....
ave miecz, na Svantevita!....

Anonimowy pisze...

Tragiczne opko potrafie zrozumiec i wybaczyc, ale zachowanie altoreczki to szczyt bucery. Poziom calego rozdzialu jest rowny dnu, ale najbardziej mnie boli akcja z burza. Szpan i lans magia mogl sie odbyc na mniejsza skale, np. Poprzez zrobienie tornada ktore mozna zmiescic w dloni lub mini-pioruna po ktorym najwyzej co moga stanac wlosy.