czwartek, 29 lipca 2010

Krzywdziciele kaczuszek, czyli Marysia na Pandorę wysłana

Witajcie!

To już rok, od kiedy ukazała się pierwsza PLUSowa analiza! Wybaczcie, że zarzucę banałem, ale żadna z nas nie spodziewała się, że nasze skromne analizatorskie przedsięwzięcie utrzyma się tak długo i zgromadzi grono stałych, wiernych Czytelników. Serdecznie dziękujemy Wam wszystkim za to, że odwiedzacie nas co tydzień i zostawiacie po sobie choć parę słów – każda Wasza uwaga jest dla nas cenna i pomaga doskonalić nasz warsztat. To dzięki Wam mamy motywację do nieustannej walki z ałtoreczkową głupotą i hordami Marysiek kolonizującymi coraz to nowe fandomy.
Z okazji tego małego jubileuszu postanowiłyśmy odmienić nieco szatę graficzną. Mamy nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.
Nie przedłużając: w tym tygodniu przedstawiamy Wam kolejne dzieło, które nie ustrzegło się przed inwazją Mary Sue - „Avatara” J. Camerona. Myślałyśmy, że historia smerfnej Pocahontas jest wystarczająco banalna i większej dawki blogaskowatości już nie pomieści – lecz, oczywiście, myliłyśmy się, bowiem ałtoreczkowa inwencja nie zna granic. Mamy tu zatem dwie gimnazjalistki, które z tajemniczych powodów zostają przez kosmiczną Żydomasonerię uznane za urodzone komandoski i wysłane z supertajną misją na Pandorę. Mamy zUych ludzi, którzy robią zUe rzeczy takim małym kaczuszkom, mamy smoka o silnej potrzebie dominacji, zlewozmywaki udające czołgi, mamy także szkolnego ochroniarza dorabiającego jako alfons i posiadającego boskie moce. I wiele, wiele innych kretynizmów.
Opko podrzuciła nam Wicked Wicca. Dziękujemy!
Adres dzieUa: http://www.fanfiction.net/s/6054164/1/Misja_Smok
Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka.


1. Sen
Z niepewnością pakowała się w duży plecak patrząc na śpiącą rodzinę.
A po cóż to dziewczę włazi do plecaka? Zamierza może zaoszczędzić na bilecie lotniczym podróżując w luku bagażowym?
Pakuje się z niepewnością, więc może nawet ona sama nie wie, po co.
Wiedziała, że już nigdy ich nie zobaczy. To uczucie nie dawało jej spokoju, jednak powtarzała sobie, że to dla dobra jej samej i jej rodziny. Odgarnęła ciemnoblond wlosy z czoła i podniosła ciężki plecak.
Ergo – podniosła samą siebie? Może to jednak joginka uprawiająca zaawansowaną lewitację?

Decyzja o ucieczce w świat, przed tym wszystkim, co się stało, przed tym, czego od niej wymagano, zajęła jej sporo czasu - teraz nie zwlekała.
Ech... więc to jednak tylko klasyczny przypadek wakacyjnego giganta, czyli egzystencjalny bunt przeciw wynoszeniu śmieci i zmywaniu garów. :/

Jak najszybciej przygotowywała się do wyjścia. Wzięła najważniejsze rzeczy - parę banknotów z portfela mamy,
Taa... Okradanie mamy z pewnością zawierało się w rzeczach, które boCHaterka robi „dla dobra jej rodziny”.
KWIK. Dobrze, że karty kredytowej nie wzięła.

coś do picia, mapę okolicy,
A – wybaczcie mój klatchaiński – na cholerę jej ta mapa? Dziewczę nie zna okolicy, w której mieszka? Pewnie nawet do wyjścia po bułki potrzebuje GPSa.A mnie bawi to, że panna najwyraźniej planuje wielką ucieczkę... za sąsiednią przecznicę.
telefonu nie wzięła - przecież mogliby ją w ten sposób zlokalizować...
A wzięła śpiworek? ^^
Samotna nastolatka bez telefonu? Hm... Na jej miejscu wzięłabym gaz pieprzowy.
Albo chociaż gumki...

Nagle, ni stąd ni zowąd pojawiła się Natalia.
Prosto znienacka.Zstąpiła z niebios w chmurze dymu.

Szczuplutka blondynka o morskich oczach
Wyobraziłam sobie dziewczynę z dwoma górskimi jeziorami na twarzy...
I z nosem jak Kasprowy Wierch.

podeszła do Moniki, przytuliła ją, nie wypuszczając ze swojego uścisku przez dłuższą chwilę. W końcu puściła, spojrzała się Monice głęboko w oczy i powiedziała:
- Nie ważne co się wydarzy, nie uciekaj. Nie ma ucieczki. I tak cię znajdą.
Taa, Mossad siedzi ci na ogonie, dwie ulice dalej widziano Świadków Jehowy, a Czarni Jeźdźcy przekroczyli już Brandywinę. Istotnie, ucieczka jest daremna.

Monika wykrztusiła z wysiłkiem:
- Nigdy nie będzie inaczej. Ja nie chcę tam lecieć... Oni...
...wciąż pytają mnie, czy wiem, że Bóg ma wobec mnie plan. I węszą.

Natalia podeszła do niej i powiedziała łagodnie:
- Oni nic nie znaczą. Są tylko formalnością, której trzeba się pilnować - do pewnego czasu. Wszystko zależy tylko od ciebie.
Wtedy sen się skończył.
Monika otworzyła oczy.
Zdążyła otrząsnąć się ze snu. Rozejrzała się po pokoju. Było ciemno i zimno, Amelia, jej siostra, smacznie spała chrapiąc donośnie. Fiona poruszyla niespokojnie łapą, strącając przy tym telefon Moniki leżący na pufie.
Co mógł oznaczać ten sen? Czy to była jakaś przepowiednia? Po głowie dziewczyny przemykało wiele myśli. A jeśli się sprawdzi? I dlaczego chciała uciec z domu, przecież nic jej się tu złego nie dzieje...
No nie, w blogasku taka deklaracja brzmi wręcz rewolucyjnie. ;) Moja droga, jesteś absolutnie pewna, że wszyscy cię rozumieją?

Położyła się spać, długo nie mogla zasnąć. Ale przecież praktycznie codziennie miewa osobliwe sny... Jednak ten bardzo odróżniał się od pozostałych. Dziwnie prejrzysty...
Pozostałe były niewyraźne, bo nie zażyły rutinoscorbinu.

Cały czas intensywnie myśląc o tym, co przed chwilą się działo w jej wyobraźni, w końcu zamknęła oczy.
Znów twarz jej najlepszej przyjaciółki.
Uśmiechnęła się i wskazała Monice jakieś miejsce.
Uśmiech był tak piorunujący, że aż wyrąbał sobie własny akapit, co? =_=”

Z jej twarzy bił anielski spokój. Monika spojrzała się we wskazanym kierunku. Była tam dziwnie gładka skała, nad nią strop z głazu i pnączy,
Mhm. Skała przykryta stropem z głazu? To się chyba nazywa jaskinia, ale może ja się nie znam...
A w ogóle, to nie wiedziałam, że „głaz” to substancja.

w oddali widoczne błękitne niebo pokryte strzępkami biało-pomarańczowych chmur. Szum wody i panująca wokół dziwna cisza powiększała ciekawość i irytację Moniki. Dlaczego Natka nic jej nie mówi?
Bo natka, jako fragment rośliny okopowej, rzadko jest rozmowna.

Spojrzała się na Natkę z niepewnością. Ta tylko zachęciła ją z zadziwiającym spokojem do podejścia bliżej.
Bo natki to zazwyczaj szaleją. Zwłaszcza te od pietruszki są bardzo nerwowe.

W miarę zbliżania się do skarpy coraz bardziej slychać było dziwne dźwięki, coś jakby strzały i donośne jęki zwierząt. Monika powoli weszła na skałę.
Widok, kóry ujrzała, zapierał dech w piersiach.
Promienie popołudniowego słońca padały łagodnie na porośnięte zieleniną równiny i lasy wielkich, masywnych drzew,
Las drzew... Bo zazwyczaj, to drzewa rosną sawannami, co nie?
Mógł to być na przykład las... krzyży. ^^

których dotąd nie miała okazji widzieć. Przez łąki przedzierały się stada stworzeń podobnych do koni, równie dobrze jak one się poruszając,
Mam rozumieć, że wszystkie stworzenia poza końmi poruszają się „nie tak dobrze”? Śmiała teza.Ekhm... Może takich zwierząt? To się nazywa gnu, dziecko.

w górze latały ptakopodobne różnokolorowe smoki; to one wydawały te dźwięki.
Strzelały i jęczały? O.oMoże to stawy im tak trzeszczały w locie?

Poruszały się z gracją godną motyli tańczących pośród kwiatów, wspomaganych letnim, delikatnym wiatrem.
Czytaj: rozpaczliwie trzepotały skrzydłami, a i tak wiatr miotał nimi, jak chciał.

Wokół UNOSIŁY SIĘ skały i głazy różnorakiej wielkości, tworząc osobliwą sieć gór; niektóre były wielkie jak 40-piętrowe budynki obrośnięte gęstym, ciemnym bluszczem i różnymi przepięknymi kwiatami i innymi roślinami, z części wypływała woda w postaci potężnych i niesamowicie zachwycających wodospadów.
Tak, tak, orgazm gałki ocznej i w ogóle. Wiemy, też oglądałyśmy „Avatara”... ale caps locka i „niesamowicie zachwycający” mogłaś sobie darować.Mogła jeszcze napisać, że patrząc na to, przeżyła impoderabilistyczny zachwyt frenetyczny.

Gdzieś na niebie przelatywał ogromny, czerwono-pomarańczowy smok, wydając z siebie przeraźliwy okrzyk dominacji;
Masz, kurwa, jakiś problem?!”, wrzeszczał; od czasu do czasu porykiwał też przeszywająco „Wyjebać ci?!”.

w dole zwierzęta rozpierzchły się w jednej chwili, ustępując na powrót ciszy wciskającej się bezczelnie w bębenki.
Bezczelna cisza... No tego jeszcze nie było.
Auć. Dostać taką ciszą, to nie przelewki.

Nie mogła nadziwić się całemu poczuciu tajemnicy, jakie emitowało z tego miejsca, jego niezwykłości i magiczności.
Jakie emitowało z tego miejsca CO?!No, tę magiczność emitowało. :> Z takim cichym „bzzzz, bzzzz”...

- Pięknie tu, co? - niespodziewanie Natalia podeszła do niej.
- Bardzo... - Monika, oniemiała i przytłoczona bajecznym widokiem otoczenia, jeszcze chwilę przyglądała się widokowi, po czym zaniepokojona spojrzała się na Natkę. Ta cały czas wpatrywała się w niebo i powoli zachodzące już słońce.
Całą chwilę wpatrywała się w słońce? Twarda jest. ;D

- Słyszę maszyny. Czy zdążyli tu dotrzeć ludzie?
- Tak...
- Bosko. Po prostu super - powiedziała z sarkazmem, wywracając oczami. - Czy oni muszą wszędzie się wciskać...
Taa, nie to co ty, nie? Ciebie tu zapraszali.Bo ona jest nadludziem, to Ty nie wiesz?

Ale... Co oni do...
Monika z przerażeniem zauważyła ogień wydobywający się zza lasu. Coraz głośniejsze strzały i warkot wielkich, masywnych pojazdów wzbudziły lęk nawet w wielkim smoku, który krzyknął i zawrócił na najbliższą skałę latającą, gdzie się ukrył. Wtem zauważyły wyłaniające się zza powalanych przez ogień i siłę (oraz zadeptywanych przez dumę i uprzedzenie), uzbrojone 4-metrowe roboty, w których siedzieli ludzie.
Taa, i ludzi tych widać było aż „zza lasu”. :/ Co było powalane przez ogień i siłę, pewnie nigdy się nie dowiemy...

Z pełną sadysfakcją (Czyli z sadystyczną satysfakcją, tak? Nawet ciekawie to wyszło w tym kontekście.) podpalali drzewa i skazywali na okrutną śmierć faunę, która jeszcze nie zdążyła uciec.
Za to flora wiała, aż się kurzyło.
No jasne, źli ludzie czynili nieprawość aż piszcząc z występnej uciechy. Deptali kwiatki, straszyli takie małe kaczuszki, a jak gdzieś zobaczyli żabę, to nie ma bata – musieli nadmuchać. I kopali jeże.
Dobrze, że tych ostatnich nie starali się przelecieć.
Obok nich kroczyli żołnierze, też uzbrojeni po zęby, wyposażeni w dziwne maski, którzy podobnie jak prowadzący roboty, zabijali wierzęta (to jakieś pieszczotliwe określenie ludzi religijnych?) i skutecznie pomagali niszczyć tutejszą roślinność. Widać było, że ból i cierpienie innych sprawiają im radosć.
Za każdym razem, gdy taka mała kaczuszka zaliczała headshota, podskakiwali z radości i składali dziękczynienie Szatanowi.
To pewnie byli sowieci. Bo nie ma to jak zimna kaczka po rosyjsku...
Zimny Lech, moja droga. ^^

Pojazdy, wyglądajace jak czołgi wielkości domów torowały drogę nieszczęsnym ludziom.
A czemu nieszczęsnym? Podobno wyglądali na zadowolonych.Pojazdy tylko wyglądały jak czołgi, jednak tak naprawdę były wielkimi zlewozmywakami.

Nagle wszyscy usłyszeli dzikie okrzyki z lasu. Około 30 niebieskoskórych, 3-metrowych postaci zaatakowało za pomocą łuków, strzał i własnych rąk z pełną nienawiścią pochód.
Dzikie leśne okrzyki, ręce pełne nienawiści... *wzdech* Ale co się dzieje się?A ja się zastanawiam, co to są te pochódy.

Ten natychmiast odpowiedział ogniem. Tubylcy od ostrzału wrogów padali jak muchy, aż w końcu wszyscy leżeli martwi w trawie lub sami odbierali sobie życie. Żołnierze widząc, że wygrali zabiawiali się ciałami martwych niebieskoskórych.
Uch... Nie, nekrofilii mówimy stanowcze „NIE”.

Kopali je, rzucali, a kiedy znudziło im się, zostawili je na pastwę losu.
Bo przecież powinni im wyprawić wystawny pogrzeb, prawda?

Odeszli daleko dokańczając strasznego czynu,
Czytaj: dorzynając okaleczoną okrutnie Gramatykę.
I kaczuszki.

Monika spojrzała się jeszcze raz na po cześci spalone już połacie lasów i łąk, po czym zapytała:
- Co to za miejsce? I dlaczego mnie tu przyprowadziłaś?
- Dowiesz się w swoim czasie. Na razie pamiętaj: kieruj się sercem. Czasem po prostu serce jest mądrzejsze od rozumu.
I odśwież sobie „Pocahontas”, może ci się przydać.No jasne, zostaw ją w obcym świecie, bez żadnych informacji, za to z prześlicznym banałem. Na pewno pomoże jej to w walce z dzikimi zwierzętami, które nie są tak uroczo milusińskie, jak jeże i kaczuszki.

Za Natką ukazało się oślepiające światło. Weszła do niego, obejrzała się, i zniknęła.
Pod nadjeżdżającym pociągiem.

Monika została sama ze swoimi myślami. Rozmyślała o tym, co miało to oznaczać, dlaczego Natka ją tu przyprowadziła... "Dowiesz się w swoim czasie". Czego ma się dowiedzieć? I kiedy? I co ma ona wspólnego z tymi lasami, jak może im pomóc? Tego wszystkiego było za dużo. Za dużo jak na nią. "Dlaczego akurat mnie musiało to spotkać..." pomyślała. Usiadła pod kamienną ścianą, podparła głowę na kolanach
Zdjęła ją z szyi i ułożyła sobie na podołku?

i zamknęła oczy.
Radosne ujadanie Fiony rozbrzmiewało w pustym mieszkaniu. Monika obudziła się na swoim łóżku, odkryta, z nogami na ścianie i głową na krawędzi łóżka.
Trafiła na psychopatę rozmiłowanego w tworzeniu alternatywnych aranżacji wnętrz, jak widać.

Szybko wstała, rozluźniła kark i palce u rąk, i ze zdziwieniem stwierdziła, że z policzków kapią jej łzy. Do pokoju wpadła Amelia.
To ile jeszcze osób było w tym „pustym mieszkaniu”, co? A może pełne jest dopiero wtedy, gdy wygląda jak targowisko w Kalkucie?


2. Niezwykłe zadanie

Monika siedziala w głośnej klasie na historii, opowiadając Natalii o niezwykłych snach.
Pomieszczenie buczało i pogwizdywało donośnie, w pełni dowodząc zasadności swej nazwy.Tablica gwizdała Marsyliankę, zaś krzesła wykłócały się o ocenę panowania Ludwika XIV.

Za oknem lało jak nigdy, burza rozszalała się na dobre, a atmosfera w klasie nie przypominała pod żadnym względem atmosfery na zewnątrz.
Jak to? Wewnątrz nie padało, nie grzmiało i nie trzaskały pioruny? Niebywałe.

Wszyscy znudzeni lekcją, słuchali muzyki, rysowali, inni po prostu spali.
Spał chyba także nauczyciel, bo nie wiem, jaka pipa pedagogiczna pozwoliłaby na coś takiego.

Monika ciągnęła swoją opowieść, Natalia słuchała, co jakiś czas pisząc smsy do koleżanki w ławce na końcu sali.(...)
Wróbelek utknął na czas ulewy pod daszkiem domku dla ptaków, teraz pukał w szybę, zapewne żeby ktos mu otworzył.
No, wróbelki są znane z tego, że pakują się ludziom do domów, a potem rozsiadają w ulubionym fotelu i kradną piwo z lodówki, małe paskudy. ^^

Powoli chmury ustępowały błękitnemu niebu.
- Wiesz co ci powiem? - Natalia wzięła kolejną gumę do żucia i włożyla ją sobie do buzi.
Kurde, niech jeszcze nogi na ławkę wywali i zacznie sobie robić pedicure. :/
Albo niech pizzę zamówi, co się będzie do gumy ograniczać.

- Masz dziwne sny. I co niby to miało oznaczać, co? - spojrzała się na nią niedowierzająco.
- Myslę, że to proroczy sen... wszystko było takie przejrzyste, jakbym tam była... Co, nie wierzysz mi?
- Nie no, wierzę ci, tylko wątpię, żeby to był sen proroczy, czy jak ty żeś to tam nazwała... - odparła, bawiąc się swoją bransoletką, na jej twarzy zagościł nagle szeroki uśmiech. - No bo wiesz, istnieje coś takiego jak kac, lub stan pod wpływem...
Uuu, ależ „stan pod wpływem” a „kac” to dwie zupełnie różne sprawy! Ałtorka widać nie wprawiona, to nie wie... ^^Technicznie rzecz ujmując, kac jest następstwem stanu pod wpływem.
I zazwyczaj nie towarzyszą mu halucynacje, zapomniałaś dodać. ^^
Ale nie zmienia to faktu, że takie sny można mieć i bez specjalnych dopalaczy. Więc nie wiem, o co chodzi tej dziewczynie.
To miał być taki przyjacielski żarcik, wiesz... Tzw. Element Komiczny.

- Ja myślę, że to, co pojawiło się w tym drugim, to jakieś miejsce, do którego polecimy w przyszłości.
Polecicie niechybnie – jeśli tylko zamienicie piwo na grzybki halucynki.

- Jak coś, to w dalekiej... - Natka pochyliła się w stronę Moniki, wyciągając ołówek i kartkę. - Mów, jak wyglądał ten duży, pomarańczowo-czerwony smok, ja spróbuję go narysować. (...)
Monika opisała jego wygląd bardzo dokładnie; w tym samym momencie Natka rysowała stwora. Masywne, pomarańczowe skrzydła o rozpiętości większej od 20 m
Duża chyba była ta kartka.

[tu następuje opis smoka z „Avatara”; jako że Czytelnicy prawdopodobnie film oglądali, przytaczać go nie trzeba]
- To coś nie wygląda mi na stworzenie z Ziemi, ani z żadnych mitów...
Ta, specjalistka się odezwała. Nie takie rzeczy twórcy fantasy wymyślali, złotko.Tak, bo zwierzęta mityczne przecież widywałaś na własne oczy.

- To co to w takim razie może być?
- Bo ja wiem? Nie powiem ci miśku, bo sama nie wiem. Coś nie z tej planety.
Gdybym miała wierzyć w realność moich snów, to musiałabym uwierzyć w istnienie tańczących żurawi i w piwnice w pociągach. Brawo dla tych pań.
A ja w to, że na Długiej w Gdańsku trwa obława na wampiry. =.=”

Wypluła gumę, przyklejając ja do ławki.
A potem bekła, rzygła i wyszła.
Ślad jej stóp znaczyła słoma, co jej się z butów sypała.

Znużona lekcją klasa powoli wstawała, powstał charmider i zamieszanie.
A także rozgardiarz i niepożondek.

[dziewczęta zrywają się z lekcji]
Monika i Natka pognały w stronę głównego wyjścia. Dzieciaki z pierwszych klas spoglądały na siebie, robiąc zdziwione miny.
Hę? Wszystkie tkwiły w tym niemym zadziwieniu nie wiadomo nad czym? To jakaś szkoła dla dzieci z autyzmem?

Tuż przy drzwiach zatrzymał je ochroniarz.
- A panienki to gdzie się wybierają? - zapytał rutynowym głosem.
Głos odświętny przeznaczony dla dyrektora, zaś głos najbardziej odświętny – dla rudej anglistki.

- Nasz wychowawca nas zwolnił, proszę pana, idziemy do domu... - mruknęła Monika, po czym usiłowała przecisnąć się do drzwi. Ochroniarz z łatwością odepchnął ją deikatnie.
Deikatnie? Boską mocą ją odepchnął?

- Dobra, idźcie. I tak wiem, że idziecie na wagary.
- Yyy... dziękujemy! - odpowiedziały zaskoczone. Jeszcze nie było w gimnazjum ochroniarzy, którzy wypuszczali uczniów ot tak sobie, do domu.
Moc Mary Sue jest zaiste niezmierzona... =.=’

- No już, lećcie, bo i ja będę miał kłopoty. - uśmiechnął sie porozumiewawczo i odsunał się od wejścia. Dziewczyny, rozpromienione wyskoczyły na zewnątrz.
- Tylko pamiętajcie, że biorę 20 procent od waszych zysków z galerii! – krzyknął za nimi.

Gdy Monika wyciągała klucze od roweru a Natalia kluczyki od skutera,
Ke? Gimnazjalistka jeżdżąca na skuterze?
*chowa się do schronu*


coś na podjeździe przykuło ich uwagę. Ochroniarz spoważniał, przyglądał się uważnie.
Czarna, elegancka limuzyna podjechała pod szkołę, mocno rzucając się w oczy.
Emanowała zajebistością na odległość i atakowała źrenice.

Zatrzymała się, wysiadł z niej tęgi mężczyzna w czarym garniturze, za pasem trzymał dobrze widoczną broń. Typowy paker, "piesek rządu", pomyślała Monika.
O LOL. A kim panienka jest, by obcych ludzi psami nazywać, hę?I skąd wie, że rządu, a nie jakiegoś wysoko postawionego biznesmena? Miał na garniturze naszywkę „JK jedynym słusznym prezydentem, PO śmierdzi”?

Chłopaki wracający z fajków za szkołą pochowali się szybko do szkoły, wystraszeni.
Te dzieci są chyba jakieś zastraszone. To się dzieje w Chinach, czy jak?

Mężczyzna podszedł do wejścia głównego, widząc Monikę i Natalię spojrzał się na jakieś papiery, które trzymał w dłoni i zapytał się:
- Monika Wasilewska i Natakia Zych?
- Taak... - odpowiedziały razem. Poczuły lekkie zdenerwowanie. Facet z giwerą za pasem przyjeżdża limuzyną specjalnie po nie...
- Idziecie za mną. - rozkazał i spowrotem szedł do limuzyny. Dziewczyny spojrzały się na siebie pytającym wzrokiem i wykonały polecenie.
Taa... Takie to niby życiowo uświadomione panny, a wlezą do samochodu z obcym, uzbrojonym facetem, który nawet nie raczył się wylegitymować. Cóż... dobór naturalny wciąż działa, jak widzę.Bo im zaimponował jego... rewolwer.
A poza tym liczyły na dobry zarobek. ;>

Mężczyzna schował się w aucie, usiadł na miejscu kierowcy. (...) Monika szła pierwsza, za nią Natka. Wsiadły do limuzyny, ta stała jeszcze chwilę. Przechodnie gapili się na nią jak na ósmy cud świata.
Gdzie się dzieje akcja, że tam ludzie eleganckich samochodów nie widzieli? W jakiejś zapadłej dziurze w Bieszczadach?Ta, i na początku XX wieku.

W środku siedział mężczyzna czytający gazetę, ubrany w taki sam czarny garnitur, co kierowca.
W Biedronce mieli akurat promocję na kostiumy Facetów w czerni.

Włosy, dosyć krótko przystrzyżone, były ładnie ułożone żelem do włosów. Obok niego leżała duża torba.
Leżały w niej przygotowane zawczasu dżinsy.
Przyjaciółki skuliły się w kącie, spoglądając podejrzliwie na siedzącego. W końcu ten podniósł wzrok, odłożył gazetę i grzecznie się przedstawił.
- O, tak szybko? Nazywam się Tomasz Pruski. Mówcie do mnie Tomek. Pracuję w ZPZ. Moim zadaniem jest ochraniać was...
- Gdzie nas wieziecie? - przerwała mu Monika. Limuzyna niespodziewanie ruszyła z miejsca.
- Opowiem wam i wyjaśnię wszystko później. Narazie prosiłbym was, żebyście wyłączyły telefony i oddały mi je.
- Dlaczego?
- W tajwańskim burdelu, dokąd zmierzacie, i tak nie będziecie miały z nich pożytku – a ja zawsze mogę je opylić na Allegro.

- To, gdzie was wieziemy, jest tajemnicą. W czasie tej podróży nikt nie może do was dzwonić. Nikt oprócz was i waszych rodzin nie może o tym się dowiedzieć. Zrozumiałyście? Nikt, naprawdę NIKT nie może o tym wiedzieć, chyba, że na to pozwolimy. A jedziemy na południe Polski, gdzie mamy swoją placówkę.
To nie prędzej byłoby śmigłowcem?- A tymczasem, dziewczynki, poczęstujcie się tymi cukierkami, są bardzo smaczne...

- A... jaką firmą jesteście, czy czymśtam? - zapytała Monika, w tym samym czasie Natalia próbowała ułożyć się wygodnie na kanapie.
- Jestem sekretarzem Marka Skłuszewskiego, prezesa polskiego wydziału Związku Pozyskiwania Zasobów. Ów Związek zajmuje się...
No nie mów. Pozyskiwaniem zasobów? Niemożliwe.Ta sytuacja staje się coraz bardziej jednoznaczna. Już nawet nie muszę mieć Skojarzeń.
A zresztą, przeczytajcie sobie w wikipedii. - wyciągnął z torby mały laptop, podał go Natalii. Ta uruchomiła przeglądarkę, wpisała w wyszukiwarkę wikipedii "ZPZ", i zaczęła czytać na głos definicję.
- "Zarząd Pozyskiwania Zasobów lub ZPZ,
To w końcu Związek czy Zarząd? Gość nie wie, gdzie pracuje?KWIK. Nie ma to jak Wikipedia jako wiarygodne źródło informacji. To całe boskie ZPZ nie ma nawet swojej strony internetowej?

jest największą organizacją pozarządową w ludzkiej przestrzeni.
Cooo? Co to za brednia? A tak w ogóle to gdzie jest nieludzka przestrzeń?Taka ten... ee... przestrzeń pozbawiona kultury osobistej chyba. Choć to wciąż nie ma sensu.

Jego moc jest taka, że większość rządów Ziemi ma mniejsze bogactwa, wpływy polityczne i zdolności wojskowych.
Kurwa... No nie zniesę. Jakieś kosmiczne masoństwo.
Takie zajebiste i nikt o nim nie słyszał – mimo że jest o nim artykuł na Wikipedii?
Ani chybi, jacyś Żydzi za tym stoją. Ewentualnie Gazeta Wyborcza.
Gazeta Koszerna, chciałaś powiedzieć. ;)

ZPZ ma prawa do monopolu na wszystkie produkty wysłane, otrzymane z Pandory i innych pozaziemskich planet.
Z ziemskimi planetami każdy może handlować do woli.

- Dobra, ale może coś konkretniej? - wtrąciła Monika.
No, dyć to Masoni, nie? I pewnie jeszcze Żydzi, co do jednego.I komuniści.

- A więc. Związek Pozyskiwania Zasobów zajmuje się - jak w nazwie - pozyskiwaniem zasobów naturalnych.
*przypina facetowi wielką odznakę Kapitana Oczywistość*

Jej początkiem jest Dolina Krzemowa, to od niej wszystko się zaczęło. Ludzie potrzebują coraz więcej energii elektrycznej, a co za tym idzie - przewodników, półprzewodników i nadprzewodników.
A także podprzewodników, międzyprzewodników i cholerawiejeszczejakichprzewodników.

ZPZ głównie z tego jest znana, z tego się utrzymuje. Z wydobywania i handlowania nimi...
Wydobywa z ziemi gotowe przewody elektryczne? Może jeszcze z izolacją?

- Ale po co my wam? Mamy po 16 lat, nie jesteśmy w pełni wykrztałcone,
Zaiste, widać.

nie umiemy tego, czego od nas wymagacie...
- Czy ja wam powiedziałem, co będziecie robić?
Dziewczyny zamilkły na chwilę, zbite z tropu.
- Myślałam, że... no wiesz... a potem dżinsy i po sprawie...

- Otóż naukowcy z NASA poinformowali nas w 2104 roku... - oczy Moniki rozszerzyły się w zdumienu, Tomek pomimo tego dalej nawijał.
Tak się wczuł, że nie zauważył, że przeistoczyła się w lemura?

- o istnieniu Pandory, księżyca Poliferma, planety krażącej wokół gwiazdy Alfa Centauri A. Ten księżyc jest bogaty w unobtanium - nadprzewodnik, który odkryli parę lat później chemicy, też z naukowcami,
Bo chemik absolutnie nie może być naukowcem. Nie, „naukowiec” to oddzielna grupa zawodowa przecież. :/
Z tekstu wynika, że NASA poinformowało świat o księżycu bogatym w pierwiastek, który zostanie odkryty dopiero parę lat później. To jest dopiero strategiczne myślenie!

studiujący próbki gleby przywiezione przez sondę wysłaną na misję na Pandorze. Jest stosowany w komputerach, transporcie i innych dziedzinach. Bardzo cenny, 20 000 000 dolców za kilo.
Ergo – bezwartościowy, bo nikt nie jest na tyle bogaty, by kupić jego większą ilość. Dla porównania : dzisiejsza cena platyny wynosiła 1,5 mln $ za uncję.
No, chyba że w przyszłości mają taką hiperinflację, że chleb stoi po sto dolców.

[Tu następuje streszczenie fabuły „Avatara”. Pomijamy.]
Teraz tam wróciliśmy i chcemy odzyskać części maszyn, które straciliśmy w bitwie. Wam Związek powierzył tę misję, by odnależć szczątki Smoka i przynieść jego najważniejsze ocalałe części. Przydadzą nam się. I macie ją wykonać, czy się to podoba, czy nie.
Bo przecież na całym świecie nie ma bardziej wykształconych, sprawnych i utalentowanych komandosów niż gimnazjalistki, prawda? =.=


CDN

czwartek, 22 lipca 2010

Poszukiwacz Logiki 3, czyli lajf is brutal

-->

Witajcie!
Przed Wami trzecia i – jak na tę chwilę – ostatnia część analizy blogaska o Poszukiwaczu. Opko z rozdziału na rozdział robi się coraz głupsze i bardziej niezrozumiałe, a i upierdliwość boCHaterki rośnie w postępie geometrycznym, uznałyśmy więc, że szkoda Waszych i naszych nerwów. ^^
W tym tygodniu boCHaterowie urządzają sobie spotkanie Anonimowych Alkoholików, piernik po raz kolejny okazuje się być wiatrakiem, Poszukiwacz cierpi na lęk przed mpregiem, zaś Słuchający okazuje się mieć usta z dupą sprzężone. Wyjawiony zostaje też mroczny, straszliwy i drastyczny sekret boCHaterki, po którym z pewnością nie otrząśniecie się przez wiele dni.
Miłej lektury!
Adres blogaska: http://jedyny-miecz-prawdy.blog.onet.pl/

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka.


ROZDZIAŁ III – WYZNANIA CZ.1
Chłopiec schował się w krzakach. Na jego twarzy gościło przerażenie. Mimo, że był osobą, która jest w stanie wyczytać zamiary drugiej osoby, nie mógł przestać odczuwać tak nagle strachu.
- Jeśli nam uciekniesz, złapią cię – powiedział Richard.
- Ale ja tego chcę! Mam wszystko, czego może chcieć chłopiec w moim wieku – powiedział ze stanowczością.

Taa, biją cię, zakuwają w kajdany, sprzedają... żyć nie umierać. Może rzeczywiście tamtejsi chłopi to genetyczni masochiści?

Kahlen spojrzała na Richarda i lekko się uśmiechnęła.
- Lepiej uważaj, żeby to ciebie nie złapali. Nie wiem, po co ci jestem potrzebny, ale nic nie ma na tym świecie za darmo – stwierdził.
Richard musiał westchnąć.
Taki miał tik nerwowy.Nie, to był odruch bezwarunkowy, uaktywniający się zawsze, kiedy Richard wypowiadał truizmy.
O ile rzeczywiście była to kwestia Richarda. W tym ficku nigdy nic nie wiadomo.

Odwrócił się, a Kahlen w tym czasie podeszła do chłopca i kucnęła przy nim.
- Gdzie mieszkają Twoi rodzice?
- Rodzicie, powiadasz? – spytał retorycznie. – Mam tylko ojca.
Poszukiwacz spojrzał na chłopca z ciekawością, ale w jego oczach dało się wyczuć pewnego rodzaju strach.
Poszukiwacz cierpiał na lęk przed sierotami?Albo przed mpregami. :P

- Kto cię porwał?
- Ludzie, którzy zajmują się grą w karty.
Fanatyczni Pokerzyści... a może Brygady Męczenników Makao... kto ich tam wie.Zaraz zaraz, ja myślałam, że to właśnie ONI go właśnie porwali...

- Nie mamy czasu, Ren. Jeśli Rahl cię złapie, nie będzie już zapewne tak przyjemnie, jak było – powiedziała.
Zakładając, że kajdany itd. zaliczymy do zbioru „przyjemne”.Skończy się oglądanie Teletubisiów przed snem i kaszki Bebiko z malinami.

– Gdzie mieszkasz?
- W Obregonie.
A może w Oregonie? W stanie Ohio.
###
Sol przedzierała się przez las, nie wiedząc dokąd ma się udać. Spróbowała się skupić i usłyszeć głosy towarzyszy. Lecz zamiast tego, usłyszała zbliżające się głosy Żołnierzy Smoczego Korpusu.
Żołnierze Smoczej Tylnej Lewej Łapy marudzili nieco w tyle, za to Żołnierze Smoczego Podogonia przepadli na dobre w malinowym chruśniaku.Wszechobecne wiewiórki, słynące z gadulstwa, też nie ułatwiały sprawy.
###

- To za Szarymi Wzgórzami, dotrzemy tam o świcie, ale musimy znaleźć Sol Angelicę, nie możemy zostawić jej samej – powiedziała i spojrzała na Poszukiwacza.

Ale ktooo? O.oNarracja. Narracja powiedziała. *stara się być silna*

- Potem podążymy śladem Zedda.
Jassne, nie ma lepszej zabawy niż bieganie po lasach i szukanie się nawzajem. Sekretna misja najwyższej wagi może sobie poczekać.Ale... ale przecież wszyscy wiedzą, że „Zed is dead”!
http://www.youtube.com/watch?v=y7Yp2L6c2KM

Tymczasem w obozie zjawili się żołnierze. Wszyscy, którzy wrócili byli zmęczeni bezsensowną pogonią za dzieciakiem.
- Porywacz zamaskował swoje ślady – zdał relację przełożonemu.
Niby jak? Ciągnął za sobą ściętą choinkę?Kto zdał relację? Duch Nieznanego Żołnierza?

Zedd odetchnął z ulgą, aczkolwiek wiedział, że trudno będzie mu uwolnić się od Korpusu.
Szyja i Podroby również były dość upierdliwe.

Kahlen, Richard i Słuchający poszli szukać Sol. Dziewczyna przesiedziała w krzakach dobrych kilka godzin. Otrzepała się z wszelkich paprochów
Bo, jak wszyscy wiemy, na krzakach rosną nie liście, a paprochy.
i wyszła z kryjówki w chwili, gdy usłyszała towarzyszy.
Gdy chłopiec na nią spojrzał, momentalnie się wycofał. Sol spojrzała na niego z przekąsem, lecz nic nie powiedziała.
- Co się stało? – Spytała Kahlen.
Ani Sol ani chłopiec, nie wiedzieli do kogo ono było skierowane.
Super. W tym rzadkim momencie, gdy czytelnik akurat wie, kto wypowiedział daną kwestię, bohaterowie nie wiedzą, do kogo ona była skierowana. *wzdycha ciężko* Proszę wyprowadzić narratora za róg i rozstrzelać.

- Czemu do nas nie dołączyłaś?
- Żołnierze tu byli, musiałam się schować, bo by mnie znaleźli.
Spowiedniczka spojrzała potem na chłopca, ale w jego oczach krył się tylko strach.
- O co chodzi? – Spytał niecierpliwy Poszukiwacz.
- Ona ukrywa przed Wami wiele spraw – powiedział w końcu.
Sol spuściła głowę. Wiedziała, że wreszcie nadeszła pora, powiedzenia kim tak naprawdę jest. W prawdzie minęła dopiero niecała doba, odkąd się poznali. Nikt jednak nie przypuszczał, że spotkają dziecko, które wie wszystko, co w sobie skrywasz.
- Sol – nalegał Richard. – Chciałabyś nam coś powiedzieć?
- Mam na imię Sol Angelica i jestem alkoholiczką.

Zaczynało się przejaśniać. Słońce przebijało się przez chmury. Ptaki zaczęły już swoje poranne śpiewy, przyroda budziła się po nocy do życia.
W Midlandach co noc przyroda zasypia, tak? Trawy schną, liście spadają z drzew, niedźwiedzie zapadają w sen... Kurde, tam dopiero chłopi muszą mieć zapieprz, żeby się wyrobić z pracami polowymi!Że tak polecę Koterskim: w rzeczy samej wegetacja roślinna w tym roku wybuchła nad wyraz bujnie... ale co to ma, kurwa, do rzeczy?

- Kim ty jesteś, Sol Angelico? – Spytał wreszcie.
Kim ja jestem? – pomyślała. – Jestem (córką Baala i Voldemorta, cudownym dzieckiem dwóch pedałów) córką Bridget, Twoją siostrą i zwykłą dziewczyną z małej wioski.
- Skąd tyle wiesz? – Dodał po chwili.
- Wujek Google udzielał mi nauk.

- Źle zadałeś pytanie Poszukiwaczu – odparła. – Wiem tyle, bo żyła w wiosce kobieta, która odznaczała się wielką odwagą i gotowa była poświęcić własne życie, aby przywrócić pokój w Midlandach. Umarła, broniąc wszystkich, których kochała.
No i? Umarła pisząc zajebistą, czterdziestotomową Encyklopedię Przeciwpiechotną? Co mają walki narodowowyzwoleńcze do zdobywania wiedzy?A co ma opko do logiki? Żądasz niemożliwego...

- Powiedz im – chłopiec podszedł do Sol i dotknął jej ramienia.
Sol zastanowiła się. Chciała jak najdłużej utrzymać to w tajemnicy, ale jak widać nie było jej to pisane.
- Bridget nie była tylko moim idolem – powiedziała. – Była moją matką, Richardzie.
Richard zaniemówił.(...) Sol jednak nie chciała widzieć miny brata. Ona żyła ze świadomością, że ma starsze rodzeństwo, a on… z przeświadczeniem, że jego jedyną rodziną jest rolnik Georg i brat Michael.
Czyli... co, tak właściwie? Bo chyba jakoś nie załapałam ogromu dramatyzmu. :/Może on cierpi na ciężką chorobę, która polega na tym, że na samą myśl o posiadaniu siostry chce skakać z mostu?

- Jesteś moją siostrą – zdołał tylko tyle powiedzieć.
Spowiedniczka się uśmiechnęła i wstała.
- Musimy iść – rozkazała.
Jasne, po co się certolić. Przecież nie stało się nic ważnego.

Szli w zupełnej ciszy. Zmierzali w kierunku wioski, w której mieszkał Słuchający. Gdy do niej dotarli, jedyne co ich czekało, to zawód.
Jaki? Ślusarza? Kowala? Pszczelarza może?
Chłopiec z uśmiechem na twarzy pobiegł w stronę domu. Zawołał tatę, ale mężczyzna okazał się zupełnie obcym człowiekiem.
Potem zawołał mamę, ale tylko piernik okazał się wiatrakiem.

- Przepraszam, kiedyś mieszkał tu mężczyzna, któremu porwano syna. Gdzie go znajdziemy?
Mężczyzna patrzył dziwnie na kobietę. Kahlen przeczuła, że ma coś do powiedzenia na ten temat.
Głębia rozumowania boCHaterów przytłacza mnie i zawstydza.Zaiste, dedukcja godna podziwu.

- Nie wiem, wprowadziłem się niedawno. Ale słyszałem – przerwał na chwilę, chcąc dobrze obrać to w słowa.
I poszatkować w gramatykę, po czym polać odrobiną składni.

Ren jednak odczytał myśli mężczyzny. Zacisnął dłonie w pięści i po chwili podniósł z dumą głowę.
- Słyszał, że nie zostałem porwany – oznajmił smutno. – Ojciec sprzedał mnie za tysiąc sztuk złota
Mają tam z pewnością najbardziej jebutną inflację w historii ludzkości. Tyle kasy za jednego dzieciaka?! O.O

Sol odeszła po chwili. Matka dobrze ją uczyła, że w tym świecie każdy dla pieniędzy jest w stanie zrobić wszystko. Sprzedać własnego syna, bo umie więcej niż inni? To nieludzkie.
Taa, no i sprzeczne z Prawami Dziecka. Co z tego, że w średniowieczu rodzice mieli święte prawo zrobić ze swymi dziećmi cokolwiek, nawet okaleczyć czy zabić? =.=

- Sol! – krzyknął Richard. – Zaczekaj!
- Jeszcze Ci mało? – spytała.
- Nie rozumiem. Skoro jesteśmy rodziną, to czemu nie chcesz nam nic powiedzieć? Boisz się? Nie ufasz nam?
- Jesteś inteligentnym mężczyzną. Domyśl się. Wiesz czego nie rozumiem? Jak można własne dziecko oddać za pieniądze?! – Podniosła głos.
Jeżu, to on sprzedał tego dzieciaka czy co? O co chodzi tej wściekłej dziewusze?Hmm... Powiedziałabym, że to syndrom niedopchnięcia, ale na to przecież za wcześnie. Może jakaś wczesna wścieklizna macicy?

- Rozumiem Cię. Jednak chciałbym wiedzieć, co zdarzyło się w wiosce, dlaczego tak nieufnie odnosisz się do ludzi? – spytał.
- A jak mam im ufać!? Co? Jak można polegać na innych, gdy Ci traktują swoich jak nic niewartą kupę gówna!! – Sol bliska była płaczu. – Tyle zła jest na tym świecie i nikomu to nie przeszkadza!Ludzie się boją, brakuje im odwagi, która byłaby decydującą bronią.
O żeż ją w sznycel... Ona musi te swoje wątpliwej jakości teodycee uskuteczniać przynajmniej raz na rozdział? *wywraca oczami*Tak, życie jest okrutne. Na przykład moje ulubione lody są strasznie drogie. :(
Wolą być posłuszni i patrzeć na cierpienia innych niż zaradzić temu. Jest nas więcej niż ludzi Rahla. Jesteś Ty, Zedd, Ren! Czy to mało?
No wiesz... To pięcioro, doliczając jeszcze Kahlen, podczas gdy Posępny ma, załóżmy wersję minimum, kilka tysięcy żołnierzy. Cóż... Przykro mi, ale to jednak trochę mało. Lajf is brutal.
- To nie jest takie proste, Sol – złapał ją za ramiona, ale ona natychmiast się odsunęła.
- Nie rób tak więcej – ostrzegła.
- Co oni ci zrobili? - jęknął.
Kahlen i Ren przyglądali się rodzeństwu.
- Ren, Ty wiesz, co jej się stało? Prawda? – spytała cicho.
- Wiem, ale ona musi sama dojrzeć, żeby Wam powiedzieć. Nie jest to przyjemne.
No dobra, obstawiamy – zgwałcili ją, czy zwyczajnie nie docenili jej zajebistości?
Po długiej konfrontacji, ruszyli na poszukiwanie Zedda. Idąc polną ścieżką w lesie,
Kwik. A potem szli górskim szlakiem po równinie.
natrafili na dwóch ludzi.
- Tata? – krzyknął mały.
- Nie ruszaj go – nakazał Richard.
Pierwsze, co Sol miała ochotę zrobić, to chwycić za miecz i przebić nim tego człowieka. Już nawet była gotowa to zrobić, ale mały krzyknął.
- Nie!
Richard automatycznie złapał siostrę za rękę.
- Pozwolisz mu odjeść? Człowiekowi, który sprzedał własnego syna? I może zrobić to ponownie? Wybaczcie, ale ja Ci nie wierzę – zwróciła się do starszego mężczyzny. Ten wsiadł wraz z synem na konia i odjechał.
*rozpaczliwie próbuje ogarnąć szalejącą narrację*
- Oszaleliście? – wrzasnęła Sol.
Co mieliśmy zrobić? Ren powiedział, że ojciec mówi prawdę.
A to on w ogóle coś powiedział? O.o Może jest gdzieś, nie wiem, wersja rozszerzona tego opowiadania, co?Może czytamy wersję beta? XD

- A jeśli on kłamał? Nie pomyśleliście o tym?
A pomyślałaś może, złotko, że to nie ich problem i interes?

Zastanowili się chwilę i zawrócili… lecz nigdzie ich nie znaleźli. Mieli już pewność, że mężczyzna okłamał ich,
No bo przecież gdyby ich nie okłamał, to tkwiłby w miejscu jak kołek, prawda?
- A co z Zeddem? Myślę, że powinniśmy jego odnaleźć – odezwała się Sol.
A po kiego grzyba? Pieprzyć ważną misję, najważniejsze jest uganianie się za jakimiś dzieciakami po drogach.

Wrócili do obozowiska i kierując się śladami ruszyli, aby ocalić przyjaciela. Sol niezmiernie się ociągała. Towarzysze, co chwilę ją poganiali.
Batami, z przecinkami, na, końcach.
Swoją drogą, to Pannie Ach Jestem Taka Dramatyczna przydałoby się porządne lanie za te ciągłe fochy i histerie.

Tymczasem mały Ren wraz z żołnierzami dołączyli do pozostałych ze Smoczego Korpusu. Niebawem miała odbyć się egzekucja zdrajcy. Jeden z nich zaznaczył już na szyi mężczyzny miejsce, w którym odetną mu głowę.
Namazał mu markerem czerwoną przerywaną linię i małe nożyczki.Jeden z jakich „nich”? Zdrajców?
Zedd myślał jakby go uwolnić.
- Rzucono na niego potężne zaklęcie. Ktokolwiek spróbuje go zabić, może zginąć.
- Argot gotów jest zaryzykować.
Topór zbliżał się już do szyi mężczyzny, lecz gdy miał jej już dotknąć, domniemały zdrajca zamienił się w ptaka.
W efekcie wprawiony już w ruch topór po prostu rozrąbał ptaka, ale Zedd nie mógł sobie zarzucić, że nie próbował.

- Zastrzelić go – nakazał (Kto, do jasnej ciężkiej? Zdrajca?!) i w stronę nieba poleciało wiele strzał, tylko czy zdołały dosięgnąć tego, co stoi po stronie dobra?
Aaależ skąd. Strzały były +2k6 obrażeń przeciwko złym, a zdrajca był Praworządny Dobry.
– To Twoja sprawa?
- Ostrzegałem, że rzucono na niego zaklęcie – bronił się.
- Potężna magia i wielki czarodziej, to nie jest zbieg okoliczności. Kimże jednak jestem, żeby to oceniać? Uczyni to Darken Rahl. Związać mu ręce – nakazał. – Spętany nie rzuci zaklęcia.
*podpowiada szeptem* Pamiętaj o magii bezkijowej!
- Cóż mam uczynić? – Spytał Słuchający.
- Powiedz mi, kim jest ten czarodziej – i wskazał na skrępowanego Zedda. – I komu służy.
Chłopiec podszedł do mężczyzny.
- Tak, to szpieg. (...) Chce zabić Darkena Rahla. (...) Ale nigdy byś nie zgadł komu służy.
- Z kim współpracuje?
- Z nim – i wskazał palcem na jednego z żołnierzy.
- To kłamstwo, przysięgam, że nie znam tego czarodzieja – bronił się.
- Nigdy też nie utrzymywałem kontaktów seksualnych z tą kobietą – dodał na wszelki wypadek.
Zedd patrzył na to, co się dzieje. Mimo, że chłopiec powiedział czego on chce, coś było nie tak. Zedd nie współpracował z żadnym z żołnierzy. Czyżby mały chciał mu pomóc?
Z tego co widać, to raczej chce jeszcze wkopać jakiegoś boru ducha winnego żołnierza.

Gdy Ren oskarżył jeszcze kilku z żołnierzy, wywiązała się między nimi bójka, każdy walczył przeciwko kompanowi.
Wkrótce jednak kompan uznał, że to nie fair, pieprzy taką robotę i wraca do domu.

Zedd poprosił chłopca, żeby odwiązał mu palce. Mały uczynił to.
- Pośpiesz się. – Wydukał. Tylko, że było już za późno. Przywódca dostrzegł, że Słuchający go zdradził. Podszedł do niego z mieczem, całym we krwi…
Hehe... Bo niezakrwawiony miecz nie byłby taki dramatyczny.

Miecz zbliżał się z niebezpieczną szybkością w stronę chłopca.
Samobieżny?
Ten, z oczami pełnymi strachu, skulił się. Po chwili usłyszał krzyk Richarda i to podniosło go na duchu.
Słowem, lżej mu było umierać, bo krzyk ciosu jednak nie powstrzymał.

Kahlen wykorzystała okazję i zabiła jednego z żołnierzy. To samo uczyniła Sol. Podczas, gdy one walczyły z żołnierzami, Richard zajął się tym najgroźniejszym. Ren uwolnił czarodzieja i obaj odeszli na bezpieczną odległość. Gdy nie groziło im już żadne niebezpieczeństwo, postanowili odejść.
Reasumując: dwie babki wyrżnęły cały oddział wojska, tak? Kurde, skoro ta armia to takie niedojdy, tamtejsi chłopi rzeczywiście muszą być masochistami, pozwalając na to wszystko.:/

- Myślałem… - zaczął Richard. – Czemu nam pomogłeś?
Zdecydowali się na postój.
Chłopiec najwyraźniej nie potrafił mówić i iść jednocześnie. A tak w ogóle to kiedy wyruszyli, bo chyba coś pominęłam.Dzieciak miał usta z dupą sprzężone, jak widać.
Richard spojrzał na chłopca z zaskoczeniem.
- Bo wyczytałem w jego myślach, że jest waszym przyjacielem.
Ale ktooo?!?!?!?! *wyje do księżyca*No właśnie, kto? Lisek Chytrusek, Kubuś Puchatek, czy może Władimirek Putinek, kurweczka maciczka?!
Richard wziął Zedda na bok. Tymczasem dziewczyny i chłopiec odeszły, kierując się w stronę szkoły dla utalentowanych.
Chłopiec był bowiem tak utalentowany, że potrafił zmieniać płeć.

Tylko Kahlen znała miejsce, w którym się znajdowała.
- Sol jest Twoją siostrą? – spytał dziwnym tonem.
Jeżu, ktooo? Mamy się, rokokowa kokota, domyślać?!Może to opko to jeden wielki kalambur?
- Jej matką była moja matka. Dlatego mówiła o niej z takim szacunkiem i podziwem.
- Zamierzasz coś z tym zrobić? – spytał czarodziej.
Faktu bycia rodzeństwem raczej nie da się odkręcić...

- Nie wiem. Nie chcę jej narażać. Myślę…
Czarodziej wszedł mu w słowo.
- Nie rób tego. Nie zostawiaj jej samej.
Richard odszedł bez słowa. Dogonił pozostałą trójkę i dotrzymując im kroku, szedł dalej. Jego głowę zajęły myśli dotyczące, nie sposobu zabicia Rahla, ale tego, co pocznie z Sol Angelicą.
Mam nadzieję, że nie będą nic poczynać. Incestom mówimy stanowcze „nie”.Ja bym ją zostawiła w tej szkole dla utalentowanych. Przynajmniej by się pozbyli gówniary. :>
Nie mógł pozwolić jej na podróż z nimi, bo wszystko się mogło zdarzyć. Widzieć miecz w ręce dziewczynki w tym wieku, było niemniej dziwne i nietaktowne.
Takoż niedyskretne i niegustowne.Zawsze można zamknąć oczy, skoro WIDZENIE takich rzeczy jest nietaktowne. W wersji hard pozostaje ich wyłupienie. ;>
Po ciężkiej wędrówce zatrzymali się, żeby odpocząć. (...)
- Czemu boli Cię ręka? – spytał nagle chłopiec.
Ej, z takimi tekstami to ostrożnie. Takie pytanie może okazać się nietaktowne, młody człowieku. ;)

Richard nie odpowiedział, ale rzeczywiście czuł pulsujący ból w prawej ręce, tuż pod ramieniem.
- Jesteś ranny? – spytała Sol.
- Czemu nic nie powiedziałeś? – spytała karcąco Spowiedniczka i popatrzyła nań z żalem.
- Nie chciałem zawracać wam głowy – oznajmił i zaczął bawić się patykiem.
Sol parsknęła, a Kahlen wzięła się za obmywanie jego rany.
Bo młodzieniec rączek nie ma i sam siebie umyć nie może.

Angelica nie wiedziała czy należy mu pomóc. Przecież znała zaklęcie lecznicze, które by w stu procentach wystarczyło.
Nowy produkt Firmy: HP na 100%.No jasne, po co ma marnować swoją zajebistość na pomoc byle bratu.

- Kahlen, ja się tym zajmę – powiedziała, po czym dotknęła ręki brata i po cichu wypowiedziała jakieś słowa, których żadne z nich nie zrozumiało.
Dopiero po chwili zorientowała się, że klepie Pater Noster wspak po rumuńsku.Szkoda, że nie chlapnęła niechcący jakąś „avadą kedavrą”.
Rana momentalnie się zrosła i nie został po niej żaden ślad.
- Jak Ty… - Richard nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa. – Jak Ty to zrobiłaś? – spytał wstrząśnięty.
- Mało o mnie wiecie, (obywatelu) Poszukiwaczu. Tak mało, że prawie nic. – Stwierdziła, nie odpowiadając na pytanie brata.
- Powiedz im, – nalegał Ren. – Bo ja to zrobię.
Dzisiejsza noc była piękna.
Ożeżjapierdolę, jaki to ma związek z akcją?!

Gwiazdy wraz z księżycem, przyglądały się im z góry i ta cisza, niekiedy Sol przechodziły dreszcze na samą myśl, że jest w wielkim, ciemnym i starym lesie, gdzie drzewa żyją własnym życiem. Rozmawiają, oddychają, poruszają się…
Proszę, niech las Birnam wystąpi przeciwko nim... Albo chociaż jakiś ent...

- Myślę, że cała wasza trójka, powinna sobie wyjaśnić pewne sprawy, bo nie widzę sensu, żeby je ukrywać, skoro tworzycie drużynę.
Ren spojrzał na każde po kolei i z premedytacją odczytał ich myśli.
[wyznania Kahlen, słowo w słowo zerżnięte z filmu, pomińmy milczeniem]
- Myślę, że Kahlen dużo powiedziała, a teraz nadeszła Twoja kolej, Sol. – Powiedział chłopiec.
Kurczę, naprawdę jak na zebraniu AA.
- W moje czwarte urodziny, mama wyprowadziła mnie pierwszy raz po za teren wioski. (...) Mieszkał tam pewien mężczyzna. Cały jego mały domek, zajmowały różnego rodzaju Księgi i flakoniki z dziwnymi substancjami. Od tego dnia przychodziłam do niego regularnie, co dwa dni, aż do ukończenia lat dwunastu. Wtedy go zabili. Mama wiedziała, że mam możliwości, więc zachęciła starca do tego, żeby mnie uczył i był moim mentorem.
Ale tak... pośmiertnie?
Zaczęliśmy od nauki zielarstwa, a skończyliśmy na potężnych czarach. (...) Ludzie nie zwracali uwagi, gdzie matka mnie wyprowadza, do chwili gdy zmarła. Przez trzy lata pilnowali każdego mojego wyjścia, lecz udawali, że się mną nie przejmują.
*wyobraża sobie wieśniaków zostawiających prace w polu i na gospodarstwie tylko po to, by śledzić jakiegoś bachora po lasach*
MUAHAHAHA!

-To był czarodziej? – spytał Richard.
- Tak, ale nie tak potężny jak Zedd. Miał drugi stopień czarodzieja, ale sama tego dowiedziałam się w chwili jego śmierci. Byłam jej świadkiem. Najpierw straciłam matkę, potem człowieka, któremu tyle zawdzięczam. Nie mogłam się z tym pogodzić i właśnie wtedy, tego samego dnia zaprzysięgłam zemstę, na winnych śmierci dwóch ludzi, którym najbardziej ufałam. Oboje zginęli za mnie, żeby mnie chronić.
I to było to zajebiście mhhroczne i ryjące beret wspomnienie, którego nie mogła z siebie wydusić? Może ja jestem jakaś nieczuła, ale po wszystkich tych antymęskich wynurzeniach myślałam, że ją wydymał przynajmniej cały pułk piechoty...

Robiło się coraz później. Wszyscy poczuli ogarniające ich zmęczenie. Rozłożyli swoje posłania i ułożyli się do snu.
Noc minęło dość szybko, ale chyba dlatego, że wstali o świcie i spali bardzo krótko.
Mam rozumieć, że spali dopiero po przebudzeniu, tak?
Osiodłali konie i ruszyli.
A oto i tajemnicze konie ex machina.

[W końcu trafiają do szkoły dla nadzdolnych dzieci, gdzie zostawiają Rena]
Kahlen podeszła do chłopca.
- Musimy się pożegnać.
- Nie chcę – powiedział smutny. – Wolę zostać z Wami.
- Wrócimy, gdy wyzwolimy Midlandy.
W piecu napalimy i nakarmimy psa.

czwartek, 15 lipca 2010

Poszukiwacz Logiki 2, czyli Intymne Spojrzenia pod Wielkim Wozem

Witajcie!
Dziś dalszy ciąg analizy blogaska z fandomu „Miecz Prawdy”. Tym razem poznacie bliżej bohaterów, których w poprzednim rozdziale tak barwnie i poetycko opisała Ałtoreczka.


Zaznajomicie się z tajnikami wróżenia z gwiazd oraz wieczornego wietrzyku. Dowiecie się, jak sprawić, by tajna i ważna misja była jak najmniej tajna i trwała jak najdłużej. Wspólnie pochylimy się nad tragicznym losem wieśniaków, którzy mają wszędzie daleko... I żeby tylko to! W tym odcinku groby mówią, główna bohaterka posługuje się językiem C++ a bohaterowie rzucają sobie intymne spojrzenia.

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar

|ROZDZIAŁ I – TAJEMNICA|
Sol wyszła z domu, zamknęła dokładnie drzwi i ruszyła. Mijała domy dawnych przyjaciół matki. Mijała sklepy, do których nie śmiała wejść.Taa, jasssne. W średniowiecznych wioskach były wszak całe galerie handlowe. =.=

Wychodząc z wioski, przeszła obok trojga przybyszów, jakby ich nie zauważając. Myślami była daleko stąd. Rozważała różne plany dokonania zemsty. Morderstwo? Nie, to nie był dobry pomysł. Uważała, że po śmierci osób, które tak bardzo kochała, nie jest w stanie otoczyć takimi uczuciami, kogoś innego. Czuła, że żyje tylko po to, aby dokonać zemsty.Eee? Nie może nikogo zabić, bo nie potrafi kochać?
*Kładzie wieniec na grobie tragicznie zmarłych kochanków: Sensu i Logiki*

Może ona działa jak modliszka – najpierw miłość, potem zżeranie, począwszy od głowy.

- Przepraszam. – Odezwała się kobieta w białej sukni.Sol oderwała się od własnego świata i (skoczyła w nadprzestrzeń) spojrzała na przybyszów z nieopisaną ciekawością. Zmierzyła ich wzrokiem, od góry do dołu i zatrzymała się na dziewczynie. Miała może dwadzieścia kilka lat.Trafna uwaga. Mierzenie wzrokiem obcych jest bardzo brzydkim zwyczajem i uchodzi jedynie małolatom.- Słucham. – Odpowiedziała z ostrożnością.
- Szukamy kobiety imieniem Bridget. – Powiedziała.
Sol bez słowa odeszła. Czemu oni szukają mamy? Zacisnęła dłonie w pięści, a na jej twarzy pojawił się grymas bólu.
Wżynające się we wnętrze dłoni trzycentymetrowe tipsy zdecydowanie nie ułatwiały wykonywania dramatycznych gestów.
Przybysze spojrzeli po sobie zdziwieni, jeden z nich podszedł do dziewczyny i ją zatrzymał.
- Coś nie tak? – Spytał z delikatnością.
- Nie, nic, to atak kamicy nerkowej, nie zwracajcie uwagi.

- Czego od niej chcecie? – Warknęła. Nie mogła się opanować. Wspomnienia o matce są bolesne, niezależnie w jakiej sytuacji. W jej oczach mężczyzna dostrzegł gniew.
- Porozmawiać – odparł młodszy z mężczyzn.
Właściwie, to NKWD zazwyczaj mówiło to samo. :>

Sol zastanowiła się nad odpowiedzią. Spojrzała na niebo, na którym malowało się tysiące jasnych gwiazd. Tworzyły one różne konstelacje.Aj waj, no way.

Przeszukała wzrokiem za Wielkim Wozem, lecz dzisiejszej nocy go nie ujrzała.Odjechał, skubany.
Gdzie się to w ogóle dzieje? Czemu w jakichś „Midlandach” na niebie wiszą Ziemskie gwiazdozbiory?

Wierzyła, że jest to konstelacja, która się nią opiekuje, bo zawsze, gdy działo się coś złego, Sol patrzyła w niebo i znajdowała to czego szukała i była bezpieczna.Ale że jak? Nie mogła znaleźć chochli, to patrzyła w niebo i ta chochla spadała jej pod nogi?
(A w ogóle to ciekawe, co robiła, kiedy ten asteryzm akurat był niewidoczny na szerokości geograficznej, na jakiej mieszkała.)

Teraz jednak nie było przekonana, nie ufała tym ludziom. Automatycznie chwyciła za rękojeść miecza.
- Nie wiem czego od niej chcecie, ale i tak jej nie znajdziecie – odparła.
- Czemu nie chcesz nam powiedzieć? – Spytała dziewczyna. Jej czarne, kręcone włosy, podnosiły się i opadały wraz z podmuchami wiatru. Było ciepło, lecz ten chłodny wietrzyk dawał znać, że być może niebawem pogoda się pogorszy.
Bo prognozy dotyczące aury pogodowej są absolutnie kluczową sprawą w tym momencie.No, wieczorne chłodne wietrzyki są anomalią większą niż zaćmienie Słońca.

- Jeśli chcecie z nią porozmawiać, to idźcie na cmentarz, bo tam spoczywa od sześciu lat. – Powiedziała powstrzymując się od płaczu. Pamiętała matkę jako radosną, pełną życia kobietę, którą spotkało wiele przykrości i cierpienia. Szczególnie ze strony mężczyzn.Co ona ma z tymi mężczyznami? Jej matkę zgwałcił pułk wojska, czy też może zwyczajnie miała pecha do nieszczęśliwych miłości? I jakie ma to znaczenie w tym momencie? Znaczy, mamy jej współczuć czy jak? O.o

A potem ta zdrada. Tuż po śmierci, wszyscy spiskowcy wyrzekli się tego, co łączyło ich z Bridget. Być może obawiali się o własne życie, a tracąc przywódcę, stracili też cząstkę siebie – odwagę.
- Nie żyje? – Spytał starszy mężczyzna. Widać było, że był niemniej zaskoczony niż jego towarzysze. A może nawet bardziej. Sol była ciekawa, czemu jej wyśnienie wprawiło mężczyznę w zadumę i czemu na jego twarzy pojawił się smutek.
Rzeczywiście: smucić się z powodu snów? To naprawdę trzeba nie mieć innych problemów...Nie no, bo to przecież normalne, że na wieść o czyjejś śmierci ludzie obsmarkują się z radości.

- Powiedziałam przed chwilą. Mogę chociaż wiedzieć, kto o nią pyta?
Sol puściła już miecz, ale gotowa była do obrony.Jako czternastolatka miała z pewnością duże szanse w walce z trójką dorosłych.

Nie tak wyobrażała sobie pierwsze piętnaście minut nowego życia.Ke? Fakt, zazwyczaj pierwsze piętnaście minut składa się z przejmującego zimna, natłoku kolorów i dźwięków oraz naszego własnego ryku, ale co to ma teraz do rzeczy?

- Jestem Poszukiwaczem, a to Kahlen i Zedd – powiedział z dumą.
- Nasza misja jest ściśle tajna – dodał. - Bądź tak miła i rozpowiedz o naszej obecności wszystkim w okolicy, dobrze?

Dziewczyna automatycznie się odsunęła. Czyli Poszukiwacz żyje i jak widać ma się wyśmienicie – pomyślała ze złośliwością.
Być może wymyśliła teraz świetny plan. To nie ona zabije Darkena Rahla.W przepowiedni napisane jest, że to właśnie Poszukiwacz zada decydujący cios. Czy to nie lepiej? I tak będzie mieć tą świadomość, że on poległ, a ona nie zabrudzi się krwią wroga.

Umywanie rączek i posługiwanie się innymi przy wykonywaniu czarnej roboty jest bardzo honorowe.

- A Ty kim jesteś? – Spytała Kahlen.
- Jestem… - zastanowiła się chwilę. – Jestem Sol Angelica. – Dodała po dłuższej chwili.
- Gdzie się wybierasz tak późną porą? – Spytał z zainteresowaniem Poszukiwacz.
- Krowy doić – odparla skromnie.
Sol znów automatycznie spojrzała w niebo, lecz nadal nic nie ujrzała.
A czego się spodziewała? Tego?
Po głowie krążyło jej wiele odpowiedzi. Wiedziała jednak, że skoro ma przed sobą tak silnych przeciwników, nie ma sensu ich okłamywać.
Księżyc był w pełni. W oddali słychać było wycie wilków.
Wiecie co? Powyższa narracja ma tyle samo sensu, co ta scena: http://www.youtube.com/watch?v=XBqUi8KxM7w

- Odchodzę stąd. – Odparła pośpiesznie i ruszyła zostawiając gości samych.
Teraz wiedziała, że wszystko się zmieni, że nie może opuścić brata, ale też nie może powiedzieć mu kim jest. On nie może wiedzieć, że ma młodszą siostrę.
...bo?
- Poczekaj na nas – krzyknął. – Chcielibyśmy, żebyś nas tam zaprowadziła i powiedziała coś o Bridget. Była moją matka – wyznał.
Sol pragnęła, żeby Poszukiwacz nie zadał tego pytania.
- Dobrze.
Szła na przedzie. Przez całą drogę nie odezwała się ani słowem, ani nawet nie obejrzała się za siebie, żeby sprawdzić czy idą za nią. Im bliżej była miejsca spoczynku mieszkańców wioski, tym większą miała ochotę się rozpłakać. Nie tylko tamtego dnia umarła jej matka.
Umierała kilka razy, aż wreszcie ktoś przytomny załatwił sprawę osikowym kołkiem i odcięciem głowy.

Zginęło wiele kobiet i mężczyzn, aby ratować swoich bliskich i honor.Po yaoistycznej analizie SuSa, honor w tym kontekście brzmi mi zdecydowanie podejrzanie. ^^”

Carvahall było małą wioską, mieszczącą około trzystu ludzi.Choć przy pomocy zawodowych upychaczy z tokijskiego metra zmieściłoby się w niej jeszcze z 3-4 wieśniaków.

Do najbliższej miejscowości było kilka mil, ale ludzie wcale nie narzekali. Żyli własnym życiem i było im z tym dobrze, do czasu…...gdy trzeba było zabrać świnioki na targ – wtedy klęli w żywy kamień, jak to oni mają wszędzie daleko.

Pewnego dnia wioskę odwiedzili Daharańscy żołnierze i wtedy zaczął się cotygodniowy koszmar.Wprowadzono ustawowy nakaz oglądania Tańca z gwiazdami.

Kobiety ukrywały własne dzieci przez złymi ludźmi. Same były poniżane i bite.Bo absolutnie nie mogły uciec razem z dziećmi.Albo generalnie zwinąć dobytek i wynieść się w jakieś przyjemniejsze miejsce. Ale najwyraźniej dla tych wieśniaczek spanking z rana jak śmietana.

Mężczyźni musieli na to patrzeć.I absolutnie nie mogli się zbuntować i chwycić za widły.A gdzie tam.

- To tu. – Powiedziała po dłuższej chwili. Czuła, że głos jej drży, nie mogła tego powstrzymać. Nie raz zastanawiała się nad tym, czy jej życie ma sens.Fakt, drżący głos bezpośrednio przekłada się na bezsens istnienia. Michał Bajor musi mieć naprawdę ciężkie życie.

Jedyne, co pozwalało jej nie myśleć o śmierci, była chęć zemsty.Czyli myśl o śmierci, która spotyka innych. Bardzo słusznie. ^^
Zaczęła ją planować, rozumiem, tuż po śmierci matki? Ambitne plany jak na małe dziecko.

Wtedy mogło dziać się, co chce. Nie ważne ilu ludzi miało polec, ale liczyło się jedno. Śmierć Darkena Rahla.
Mhm, a to, że przy okazji mogą zginąć np. inne kobiety, które osierocą swoje dzieci, jest nieistotne?

– Bridget była silną kobietą, przewodniczącą rady ruchu oporu.
- Udało jej się czegoś dokonać? – Spytał Poszukiwacz.
- Nie odpowiem na to pytanie, bo nie znam odpowiedzi. Zginęła jak miałam osiem lat, ale o tej kobiecie będę zawsze pamiętać. Jest moim idolem(...) – Podeszła do grobu i przetarła ręką znak krzyża.
Znowu akcja „Chrześcijaństwo w każdym uniwersum”, jak widzę? To zaczyna robić się nudne.

– Zawsze kiedy tu bywam, czuję się lepiej. To miejsce pozwala mi zapomnieć o tym złu, które nas spotkało i pamiętać tylko te dobre chwile, zanim w miasteczku pojawili się żołnierze.Cmentarz – idealne miejsce na zapomnienie o śmierci.

- Żołnierze nie wtargnęli tu bez powodu – powiedział na głos Zedd.Fakt, żołnieże zazwyczaj działają na tzw. „rozkaz”. Podejrzewam jednak, że idea podporządkowania się czyimś poleceniom jest dla Mary Sue niepojmowalna.

- Niemożliwe, że dowiedzieli się o zgromadzeniu – zaprzeczyła. – Wydaje mi się, że będąc pod panowaniem Rahla, nie mogli przebywać z rodzinami, ani czerpać żadnych przyjemności, o ile wiecie, co mam na myśliBo Posępny wszystkie swoje Mroczne Biedroneczki trzyma w celibacie. Żeby ich... energia życiowa nie została roztrwoniona na cielesne uciechy. Więc korzystają sobie, kiedy mogą. XDPosępny najwyraźniej utrzymuje wojsko w modelu spartańskim, czyli opierającym się na, ekhm, głębokiej przyjaźni żołnierzy.

- Dużo wiesz, jak na tak młodą osobę – stwierdziła Kahlen. – Powiesz nam, czemu opuszczasz dom? – Podeszła do dziewczyny, ale ta momentalnie się cofnęła.
- Nie mam tu po co zostać. Ludzie mnie nie zauważają, a ja mam pewną sprawę do załatwienia. Jestem wystarczająco duża i umiem sobie poradzić, wszak radziłam sobie sama, przez pół życia.
Tak, była samodzielna już jako ośmiolatka. Sama szyła sobie ubrania, doiła krowy i pewnie jeszcze pracowała w polu. Własnymi zębami ziemię orała. :> Jako żywo – potrzebowała tylko kogoś, kto ją za nogi chwyci i pociągnie. Szczerby pomiędzy siekaczami załatwiały resztę. :D

- Wiesz, gdzie jest siedziba Rahla? – spytała. – Pewnie znasz przepowiednię o Poszukiwaczu?
- Przez tysiąc lat nie narodził się, żaden taki jak Ty – i spojrzała na mężczyznę. – Teraz, mając przy boku Spowiedniczkę i Czarodzieja Pierwszego Stopnia, masz o wiele większe szanse, niżeli miałbyś je kilkaset lat temu – powiedziała poważnie. – Wiem też, że to Ty masz zadać decydujący cios, ale wiedz, że zanim tego dokonasz, przejdziesz wiele prób. Nie wiem czy uda Ci się je przejść, ale… - Przerwała na chwilę – wierzę w Ciebie.
Cieszymy się.Niezmiernie.

Uznała, że to nieodpowiednia pora na wyznanie, że jest jego siostrą.Nie no, skoro już zapanowała taka podniosła atmosfera...

Sol uklękła przed grobem. Nie wiedziała czy potrafi nie wyznać im, że jej matką była ta odważna, silna i niezależna kobieta.
- Czy Bridget miała dzieci? – Spytał.
Kto, na bora? Grób?
- Miała – Mówiła zaciskając zęby.
Poczuła, że robi się jej zimno. Pora była już późna, więc robiło się chłodniej. Założyła bawełniany sweter na plecy
Bawełniany sweter? W jakiej epoce się to właściwie dzieje?
i chicho wymówiła zaklęcie w języku, którego nie znają zwyczajni ludzie.W C++? Jeżu malusieńki... chyba nie w Visual Basic?!
Hę? A może po prostu bełkotała po przedawkowaniu chichy?
- Co powiedziałaś? – spytał Poszukiwacz.
- To modlitwa – odparła sucho.
- Skąd znasz ten język? – Dopytywał się.
Była to pradawna mowa, którą używali tylko czarodzieje i czarownice. W chwili, gdy dowiedziała się, że w jej żyłach płynie magiczna krew, zdecydowała się poszerzać swoją wiedzę. Nauczyła się zaklęcia ochronnych, wspomagających i leczniczych. A skoro umiała zaklęcia, nauczyła się też mówić w tym języku.
Jak na młodą wieśniaczkę przystało. Dzięki temu jej krowy dawały więcej mleka, a żyto bujniej rosło.A mężom sąsiadek, które krzywo na nią spojrzały, kuśki zwisały miękko i smętnie.
- Nie jesteś Poszukiwaczu jedyną osobą, która zna ten język. Pewnie powiesz mi, że tylko Wy, w których płynie magiczna krew, możecie rozumieć tę mowę. Jest to stary, potężny język, którym władają Ci, którzy chcą czegoś dokonać. To magiczny język, pełen zagadek. – Mówiła z nutką tajemniczości.- To język Kodeksu Karnego! Język ustaw sejmowych! Język umów kredytowych - zapalała się coraz bardziej.
Jak ona zaraz nie przestanie z tymi tajemnicami, to udam się do Komnaty Tajemnic w Hogwarcie, wywołam bazyliszka i osobiście zadbam, by ją zeżarł.
- Jesteś dla nas wielką zagadką, Sol Angelico…Zaiste. Zagadką na poziomie „połącz kropki” spod etykiety Kubusia.

|ROZDZIAŁ II – SŁUCHAJĄCY|
„Dobro i zło muszą istnieć obok siebie, a człowiek musi dokonywać wyboru”
Mahatma Gandhi (1869-1948)
Czy ałtorce naprawdę nie jest wstyd cytować takie osoby pod tak marnym ff? :/

Nie mylił się. Sol mówiła ogólnie, nie zdradzając się.I używała skrótów myślowych. Prawie jak nasi politycy. :>

Wstała i zwinnie ich omijając, zmierzała w kierunku wyjścia.Zrobiła pomiędzy nimi slalom godny Stephana Eberhartera.

- Zmierzamy chyba, w tę samą stronę – powiedział Poszukiwacz. – Czy chciałabyś nam towarzyszyć?
Jesteśmy trójką dobrotliwych misiów pysiów i mamy wakat na stanowisku „mrocznej i marudnej Marysi”.

Dziewczyna zastanawiała się nad odpowiedzią. Chciała i to bardzo, tylko czy to byłby jednak dobry wybór?Czy są dość zajebiści, by dostąpić zaszczytu towarzyszenia jej?Czy będą usługiwać jej i znosić jej fochy w zdrowiu i chorobie, w smutku i radości, dopóki śmierć ich nie rozłączy albo Marysia nie zdecyduje inaczej?

- Dobrze, nie mam nic do stracenia. – Odpowiedziała, ale wiedziała, że prawda jest inna.Jak mi ktoś wyjaśni, o co właściwie chodzi tej smarkuli, to kupię mu lizaka. Serio.

Gdy wyszli z wioski, skręcili w stronę Ciemnych Lasów. (...)
- Powinniśmy się chyba zatrzymać – oznajmiła Kahlen. – Nocą i tak nic nie zdziałamy.
Wolałabym się najpierw dowiedzieć, co konkretnie zamierzają zdziałać.

Sol bez protestów zatrzymała się, rozłożyła koc i zrobiła sobie miejsce przy drzewie.Uwiła sobie gniazdko czy wydrążyła norkę?

Nie była zmęczona. Natomiast jej towarzysze usiedli przy ognisku.
Które magicznym sposobem znienacka pojawiło się tuż przed nimi.

- Nie wydaje się Wam, że ona coś ukrywa? – spytał Poszukiwacz. (...) Spojrzał na Kahlen, a ta jakby zastanawiała się nad sensowną odpowiedzią.
- Może nie jest gotowa opowiedzieć nam o sobie. Jeśli rzeczywiście przez tyle lat, zdana była tylko na siebie, mogła stracić zaufanie do ludzi .– Powiedziała poważnie, wierząc we własne słowa.
To ewenement. Ja nie wierzę w żadne słowo, jakie mówię.

Richard spojrzał na nią w sposób bardzo intymny.
Czyli że gapił się w jej cycki?
Uśmiechnął się lekko, po czym spuścił głowę.Przez jedną straszną chwilę myślałam, że nie chodzi o głowę, a o coś innego...
PS. Ktoś mi wyjaśni, jak wygląda Spojrzenie Bardzo Intymne?

Angelica słyszała dokładnie, o czym rozmawiają. Richard miał całkowitą rację. Tylko, że nic nie wiedział o przeszłości swojej siostry.Nie żeby sam do niedawna nie był wieśniakiem...

Z samego rana zebrali się i ruszyli w dalszą drogę.
Gdy znaleźli się na jednym z urwisk, ich uwagę przykuły głosy. Zbliżyli się do miejsca owych głosów
Głosy tymczasem przechadzały się spokojnie po zboczu, skubiąc trawę.

i ujrzeli Daharańskich żołnierzy. Było ich dziesięciu i jeden mężczyzna.
To znaczy, że reszta żołnierzy to kobiety? Ale czemu w takim razie w zdaniu jest użyta męska forma liczebnika? :>
Chyba że ałtorka ma problemy z liczebnikami powyżej dziecięciu, a chciała wyrazić, że było tam jedenastu chłopa. Ale w sumie... tak też jest niegramatycznie. :/

Prawdopodobnie wieśniak, bo ubrany był w łachmany.Dedukcja godna Sherlocka Holmesa. A jak założę sari, to znaczy, że będę Hinduską?No właśnie funta kłaków niewarta ta dedukcja – skoro był w łachmanach, to raczej żebrak. Skąd się bierze ten kuriozalny pogląd, że chłopi nie mieli się w co ubrać?
Trochę dalej, po jego prawej stał wóz, z którego po chwili, wyszedł mały chłopiec, miał może dziewięć lat. Miał na sobie kajdany.
Które szczelnie okrywały całe ciało.

- Ruszaj się – krzyknął mężczyzna i popchał go w stronę żołnierzy.Ale go nie dopchnął, bo przez wszystkie te kajdany chłopiec osiągnął wagę małego słonia.

Sol przyglądała się z obrzydzeniem. Przypomniały jej się pierwsze złe dni.
Czemu powyższe zdanie skojarzyło mi się z okresem? :P

Tego dnia najechali na nich żołnierze, na których twarzach, widniały pełne rządzy, spojrzenia.
Spojrzenia, te były przyklejone do twarzy żołnierzy.
Spojrzenia, symbolizowały władzę.
I były tak zajebiste, że zawsze były oddzielane przecinkami od reszty zdania.


Łapali wszystkie kobiety, które im się nawinęły i zabierali je. Zazwyczaj już nie wracały, albo były ledwo przytomne.
To był specjalny program Posępnego, mający na celu ograniczenie przyrostu naturalnego. Bo innych celów takiego działania jakoś nie widzę.
- Co się dzieje? – Kahlen spojrzała na dziewczynę. Ona jednak nie zamierzała odpowiedzieć. Wiedziała, że wspomnienia będą się za nią ciągnęły przez całe życie.Jak krówki ciągutki.Jak smród za pospolitym ruszeniem.

- Pokaż nam, co umiesz. – Rzekł przywódca wojaków. Był wysoki i umięśniony. Musiał wzbudzać strach wśród kompanów.
A co, pozostali żołnierze byli niscy i chuderlawi?
Też mi przerażający oddział...
Nie no, był samcem alfa, super-seme i w ogóle.

Chłopiec o blond włosach, patrzył na każdego z zebranych. Jednym przyglądał się krócej, innym dłużej, lecz jego wzrok zatrzymał się na jednym z żołnierzy, stojących tuż przy kapralu.Od kaprala oddzielał ich tylko przecinek.

- On myśli o Poszukiwaczu. – I wskazał na mężczyznę palcem.
- Wszyscy o nim myślimy. – Powiedział przywódca Smoczego Korpusu.- Wiem – odparł chłopiec. - Cóż, długie samotne wieczory mijają wam błyskawicznie, prawda? Tylko Poszukiwacz, wy i wasze... konie.

- On ma nadzieję, że Poszukiwacz zabije Darkena Rahla. – Chłopiec spojrzał na żołnierza. – Sam planuje go zabić, jeśli nadarzy się okazja.
Żołnierze natychmiast chwycili za miecze i po chwili na rozkaz przełożonego, związali zdrajcę.Mieczami.
- To Słuchający – powiedziała po chwili Kahlen. – Rzadko się ich już spotyka. Potrafią wyczytać każdą naszą myśl, niezależnie jak bardzo chcemy, żeby została tylko dla nas.To członek elitarnej i prastarej Drużyny Imiesłowów. W jej skład wchodzą także Nie chcący, ale Muszący, Dłubiący w Nosie oraz Rozdający Kretyńskie Przydomki.

- Musimy mu pomóc. – Nakazał Poszukiwacz, tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- A pomyślałeś o tym, że może nie chcieć tej pomocy? –Spytała czarnowłosa. Nie chciała, żeby wśród nich był ktoś, kto odczyta jej myśli.
Nie chciała, by zorientował się, że nie ma tam nic do czytania.
Richard przedstawił im plan działania. Chłopca postanowili odbić, gdy żołnierze zrobią postój.
Ruszyli za nimi, utrzymując bezpieczną odległość. Gdy zaczęło się ściemniać, usłyszeli, że tamci szukają dobrego miejsca na rozbicie obozu.
- Darken Rahl’owi przyda się taki nabytek. – Stwierdziła Angelica.
Raczej Darkenowi Rahl. =.=
- Będzie miał przewagę nad nami i to sporą. – Richard krążył wokół towarzyszy, myśląc nad czymś intensywnie. – A jeśli jest ich więcej? – Spytał po chwili.
Kahlen zainteresowało to pytanie. Wstała i patrząc na Richarda, odpowiedziała.
- Istnieje pewne miejsce, gdzie uczy się takich jak ten chłopiec. Jest to stara, ukryta w skałach szkoła. Gdyby się nam udało… moglibyśmy zaprowadzić tam małego.
- Daleko do niej? – Spytał Poszukiwacz.
- Jakieś trzysta mil, ale nasze zadanie polegające na obaleniu Rahla może przecież poczekać, czyż nie?

Żołnierze w tym czasie rozpalili ognisko. Za chwilę miał do nich dołączyć pewien mężczyzna.
Sol podeszła do urwiska i z góry patrzyła na bieg wydarzeń, a Spowiedniczka i Poszukiwacz, pobiegli w stronę obozu wrogów.
Zedd w tym czasie wypowiadał dobrze znane Sol zaklęcie zmiany wyglądu.
- I jak? – Spytał dziewczyny.
Uśmiechnęła się.
- Wyglądasz młodziej w tych kruczoczarnych włosach. – Stwierdziła i odwróciła się w drugą stronę.
Na niebie dzisiejszej nocy, nie było widać ani księżyca ani żadnych gwiazd.
To znaczy, chmury były, tak? Czy też może niebo zgasło?

Sol miała mieszane uczucia. Lecz uświadomiła sobie, że ta trójka rzeczywiście jest niesamowita.
Jasssne – a z nią do kompletu tworzyli prawdziwą Fantastyczną Czwórkę.

Po chwili na dole ujrzała zmierzającego w stronę obozu, mężczyznę.
Jest – pomyślała.
Z góry nie było dobrze słychać, tego co się działo niżej, ale znała zaklęcie. Wymówiła je i jej słuch się polepszył. Zabrało jej to sporo sił, ale nie poddała się. Magia bywała wyczerpująca dla zwykłych ludzi. Tylko czarodzieje pierwszego stopnia, mieli dość sił, żeby nie tracić niepotrzebnie energii.
Tak tak, jest zajebista, rozumiemy.
Mieli jej dość dużo, by jej nie tracić? o_O Czy tylko ja widzę tu mała logiczną sprzeczność?
Rzucił ponownie zaklęcie, które wysłało do obozu złe duchy. Po chwili unieszkodliwił je.
Eee... co?

Zedd przedstawił się, ale mimo tego, że powiedział kim jest i że chce pomóc Rahlowi Posępnemu, żołnierze trzymali w gotowości miecze.
- Czy to zdrajca, panie? – Spytał i wskazał na przywiązanego do kół powozu mężczyznę.
- Jego myśli skierowane były przeciwko naszemu Panu – oznajmił ze złością. – Mieliśmy szpiega i nie wiadomo, ile zdołał przekazać innym.
Zedd spojrzał na mężczyznę i lekko się uśmiechnął. Mógł im pomóc.
W tym samym czasie Richard i Kahlen, podeszli do postawionej na końcu obozowiska karety. Otworzyli ją, wyciągnęli chłopca i uciekli.
XD Dzieciak oczywiście bez słowa pozwolił się uprowadzić obcym ludziom, a strażnik, który go pilnował, bardzo starannie udał, że nic nie widzi i nie słyszy.

Jeden z żołnierzy Rahla Posępnego, za rozkazem swojego pana, poszedł do karety, lecz chłopca w niej nie było.
- Zniknął – powiedział i nerwowo rozejrzał się po okolicy. Wziął do ręki kajdany i pokazał je swojemu panu.
- Znajdźcie go.– Rozkazał.
Jego pan posłusznie zabrał się za wykonanie rozkazu.
Richard biegł, trzymając chłopca na rękach. Gdy byli już dostatecznie daleko puścił go, ale chłopiec ze strachem w oczach, odszedł kilka metrów dalej.
- Spokojnie – powiedział Poszukiwacz i wystawił ręce na znak, że nic chłopcu nie grozi. – Jesteśmy przyjaciółmi, zabierzemy Cię do domu. – Podszedł bliżej chłopca, ale to również nic nie dało. Chłopiec kopnął go i uciekł.
To było do przewidzenia. Tak to jest, jak się kogoś uszczęśliwia na siłę, hehe.

Sol w tym czasie z ciekawością obserwowała żołnierzy. Wiedziała, że będzie musiała dogonić tamtych, bo żołnierze prędzej czy później dotrą tu. Zebrała wszystkie rzeczy i uciekła w stronę lasu...