środa, 16 czerwca 2010

Antracytowe anioły kontra dyskretna Mary Sue, czyli one kozie death

Witajcie!
Ałtoreczki nie znają litości; nie uchowa się przed nimi absolutnie żaden tekst kultury, w którym da się osadzić Mary Sue i fabułę z tyłka wziętą. Tym razem ten tragiczny los spotkał „Siewcę wiatru”. Przedstawiamy wam opko, w którym archanioł Gabriel ma barwę antracytu, magia pozwala na wyczarowanie Krwawych Kwiatków z Długopisu albo werbalnego kołka osikowego, a podstępna Narracja atakuje znienacka i zdradza najskrytsze sekrety Autorki. W dodatku jakieś „one” robią złe rzeczy bezbronnej kozie.
Opko podrzuciła nam Issay. Dziękujemy! :*
http://www.digart.pl/praca/5234415/Piora_w_szkarlacie.html

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.

Prolog

Hm...Ile książek napisanych przez nastolatki czytaliście w swoim życiu? Może pozostawmy to pytanie bez odpowiedzi. Bo historia, którą wam opowiem, jest jedyna w swoim rodzaju. Bo opowiedziana przez anioła.
Anioła – nastolatkę, tak? Racja, to ewenement. Sądzę, że Gabriel w czasie dyktowania Mahometowi „Koranu” był już aniołem całkowicie pełnoletnim.
Chyba, że chodzi o zdziecinnienie intelektualne, a nie „fizyczne”. Tego nie jesteśmy w stanie stwierdzić.
I co tak patrzycie? Tak, jestem aniołem. Co prawda upadłym, ale zawsze...
Pewnie, lepszy rydz niż nic.
Lepszy blogasek w garści, niż Ałtoreczka na dachu.
dobra, zaczęło się lirycznie, a teraz już będzie na luzie.
*szuka w powyższym tekście liryczności*
ERROR 404, ERROR 404...
No i macie, system mi się sypnął już na początku analizy. ;/


Pytacie, czemu jestem upadła?
Bo schody były za strome? Bo drogi w niebie, to teraz prawie jak w Polsce – dziura na dziurze! Wszystko na psy schodzi! Idzie sobie taki Anioł, idzie, w chmury się patrzy, na lirze gra – i tu nagle JEB! – potknął się na dziurze i leży jak długi.
Potem się dowiecie, nie spieszy mi się nigdzie. A tak w ogóle- nazywam się Ardea. Nie jest to moje Ziemskie imię.
No, anielskie chyba też nie – słownik aniołów w każdym razie takiego nie zawiera. Opiekun Wszechwiedzy, archanioł Gugiel, podpowiada, że może chodzić o producenta płytek ceramicznych albo o klub sportowy, ale to chyba nie to. ^^ A skąd wiesz? Może ona jest maskotką tego klubu?
I nie zamierzam go tu zdradzać. Jak mnie osobiście kiedyś poznacie, to się dowiecie.
To znaczy, nazywa się Ardea, ale nie jest to jej ziemskie imię, to znaczy, że na Ziemi używa innego, ale go teraz nie zdradzi, bo tej informacji udziela tylko stojąc z kimś twarzą w twarz? Ale o so choziii?
W sumie przed nikim się nie ukrywam, ale też zbytnio się tym nie afiszuję. A zresztą -kto by mi uwierzył?
W to, że się nie afiszujesz z tym, że się nie ukrywasz? Zaiste, zbyt niezwykłe to, by uwierzyć...

Okej. Chcecie żebym męczyła was dalej informacjami na mój temat?
To dość samobójcze pytanie jak na początek opowiadania... Ależ męcz mnie, dręcz mnie. Bo inaczej po nocach spać nie będę z tej niepewności i niewiedzy.
Może już dość, co? To ma być ciekawa opowieść�Dobrze, dodam jeszcze, że ziemskich lat mam 18, a astralnych, jako anioł, no cóż�dokładnie nie wiem, kiedy się narodziłam. Ale na pewno nie istnieję od Początku (mam nadzieję, że wiecie o jaki Początek mi chodzi).
Chcecie mi powiedzieć, że setki tysięcy lat kosmicznych przekłada się na zaledwie 18 ziemskich?
To znaczy, że Ziemia istniała na długo przed (jakimkolwiek!) Bogiem.
***
Historia, którą wam opowiem, przydarzyła mi się jakieś pół roku temu. A czemu dopiero teraz o tym piszę?
Właśnie – przecież istnieje prawny obowiązek, by wszelkie historie spisywać tuż po fakcie! A najlepiej jeszcze przed. Albo zamiast faktów. Te się najlepiej sprzedają.
Szczerze? Nie było czasu - bo wiadomo, LO...
...L? Tak. A poza tym jeszcze XYZ, IPN i LPR.
I AIDS.
Dobrze, kontynuujmy. Wtorek. Poranek nawet ładny, ale na horyzoncie widać zbierające się ciemne chmury... Super, znowu będzie lało... - myślę z goryczą. Jeszcze dobrze nie wyschnęłam po sobotnim deszczu...
Kim jest bohaterka, żeby schnąć przez cztery dni? Samobieżnym stogiem siana? Drzewem? Latarnią? Eee... Pogodynką sprawdzającą empirycznie trafność prognoz?
Trudno. Żyje się dalej. Wlekę się na przystanek, by jak zwykle wsiąść do przepełnionego autobusu. Masakra, po co ja piszę takie szczegóły? Kogo to obchodzi?
Nie, no lepiej jest przecież spisać akcję w punktach, najlepiej równoważnikami zdań! Co zrobimy, gdy w opowieść niecnie i podstępnie wedrze nam się narracja?! Na samą myśl z przerażenia tak drżę... że aż się trzęsę. ;)
Ale jednak...
Dziś w autobusie nie było tak samo jak zawsze...
Krzesełka stały do góry nogami, a kasowniki krążyły pomiędzy ludźmi, zawodząc potępieńczo. A staruszki usłużnie ustępowały miejsca młodym ludziom.
Usiadłam na moim ulubionym miejscu i już mechanicznie zaczęłam się przyglądać osobom, które stały najbliżej mnie. Już miałam zając się pisaniem na gg na komórce,
Jak aniołowi przystało.

kiedy w oczy rzuciły mi się czyjeś ogniście rude włosy. Normalnie nie zainteresowałabym się tym tak bardzo, ale te włosy... Po pierwsze, tylko ja jedna we wsi miałam taki odcień, a po drugie... Ta czupryna wydała mi się skądś znajoma... Kto to był?
Twój zUy brat bliźniak.
Albo ktoś, kto *werble* użył farby do włosów!!!


- Przez resztę podróży do miasta dręczyła mnie ta myśl. (...) Doszłyśmy do szkoły, weszłyśmy do szatni, przebrałyśmy się. Normalne, codzienne czynności. Ale dla mnie ten dzień już nie był normalny... Przez tego dziwnego rudzielca. On był kimś niezwykłym...
Jakie to romantyczne. Po latach będziecie mogli mówić, że połączyła Was farba do włosów „Rubinowa czerwień”.

Pierwsza lekcja- francuski.(...)
-Siadajcie... Dziś zajmiemy się przypomnieniem czasu Passe Compose. Otwórzcie podręczniki na stronie 69 i popatrzcie na ten tekst u góry...
W tej chwili rozległo się pukanie do drzwi. Pani profesor poprosiła o wejście i... aż się zachłysnęłam powietrzem... To był owy (ów!) rudy mężczyzna, którego widziałam w autobusie i na rynku...
- Dzień dobry... Czy mógłbym na chwilę prosić Monikę Falangę? (zawołanie rodowe „This is SPARTAAA!!!)(no i już wiecie jak się nazywam... eh...)- zapytał Rudy.
Widzicie, a nie mówiłam? Podstępna narracja podstępnie wyjawiła sekret autorki! Strzeżcie się narracji, drodzy czytelnicy... Bo to była Ninja Narracja! Nigdy nie wiesz, kiedy Cię czymś zaskoczy!
- Tak, proszę bardzo.
Przybysz popatrzył na mnie znacząco, jednak ja siedziałam na swoim miejscu jak sparaliżowana. Wpatrywałam się tylko w te niesamowicie zielone oczy... Znajome, tak jak kolor włosów... Ale zanim zdążyłam sobie przypomnieć, Basia szturchnęła mnie lekko, dając mi do zrozumienia, żebym wreszcie się ruszyła. Kiedy w końcu zdałam sobie sprawę, jak dziwnie muszę wyglądać, wstałam i wyszłam z klasy za Rudym. Drzwi zamknęły się za nami i stanęliśmy naprzeciw siebie, zapadła niezręczna cisza. I to on ją przerwał:
-Witaj, Ardeo.
-Jak mnie pan nazwał?...- Zapomniałam, że miałam udawać niemowę.
Aa, to taki twój przebiegły plan, tak?

-Ardea. To twoje prawdziwe imię. To anielskie...
-JAKIE, przepraszam bardzo? Czemu pan ze mnie żartuje?...
-Problem w tym, że nie żartuję... Moniko- tu zajrzał mi głęboko w oczy- jesteś aniołem. Czy ci się to podoba czy nie. Dostałaś misję służenia na Ziemi, więc narodziłaś się ponownie jako człowiek.
Czy tylko mnie wydaje się to nieco bez sensu? Aniołowie stróże mają chyba pomagać ludziom, a nie się pod nich podszywać, nie? W sumie jakieś dwa tysiące lat temu podobne zjawisko miało sens, o ile dobrze pamiętam Nowy Testament. :P
Sugerujesz, że... eeee... Jezus przed Wcieleniem był aniołem? Masz szczęście, że za herezje już nie palą na stosach. :)
Sugeruję, że narodził się jako człowiek, mimo że status ontologiczny miał nie do końca ludzki. :P Nie wkładaj mi w ust treści, jakich nie mówię – nigdy nie wiadomo, gdzie Młodzież Wszechpolska ma swoje wtyki, a oni są gorsi od Inkwizycji.
Ha HA! A zatem kwestionujesz, że Jezus w doskonały sposób łączył w sobie pełnię zarówno boskiej, jak i ludzkiej natury?! Herezja! Na stos!!!
...
Nie pamiętasz swojej przeszłości... ale to nie ja będę ci o niej opowiadał. Razjel jest w tym lepszy. Albo Gabryś.- tu puścił do mnie oko.
Regenci Królestwa to moi funfle, więc mogę zdrabniać ich imiona.

-Ale jak to... anioł... czekaj... Powiedziałeś Razjel?
Skinął głową.
- Stanowczo zbyt dużo grałeś w LoKa, miły panie. Żegnam ozięble.

-Ja...- I nie dokończyłam, bo nagle poczułam się, jakby wszystkie nieba spadły mi na głowę... Obrazy bogatych dzielnic, aniołowie służebni, salamandry, piękne mury pałacu Tronu Bożego... No po prostu wszystko w tym momencie przeleciało mi przed oczami...
No po prostu, że tak powiem, bosko.

Całe dotychczasowe życie anielskie... I Razjel...
-Hm... Wszystko w porządku?- Mężczyzna patrzył na mnie z niepokojem w oczach.- Zrobiłaś się taka blada...
Podniosłam głowę i spotkałam się z jego spojrzeniem. Już wiedziałam kim jest. Na Jasność, jak ja mogłam zapomnieć...
-Samael...- Wyszeptałam, wciąż patrząc na niego.
- Tak.- Sam uśmiechnął się lekko.- Pamiętasz?...
-Pamiętam... wszystko...(...)Lubisz utrzymywać kontakt wzrokowy z rozmówcą. A wiesz, że mnie wkurza to twoje świdrujące spojrzenie.
Upadły anioł podrapał się po policzku.
-Szczerze? Zapomniałem...- powiedział i zarumienił się lekko.
Jak pensjonarka.

-Od kiedy ty się rumienisz, kiedy na mnie patrzysz?- zapytałam i roześmiałam się.
Bo smarkate ziemskie nastolatki są takie hot.

-A tak jakoś... Słuchaj, bardzo chętnie pogadałbym sobie jeszcze z tobą, ale muszę ci przypomnieć, że masz lekcję... I lepiej, żebyś na nią wróciła, bo nie wiem jaka jest ta twoja nauczycielka...
No tak, wszystkie hordy Chaosu to pryszcz w porównaniu z gniewem nauczycielki francuskiego. Wiesz, zawsze może się okazać, że nauczycielka to tak naprawdę... Lilith na przykład, a ona miała niezły charakterek!
Wiesz, że Lilith jako nauczycielka, ekhm, „francuskiego” to przepis na bestsellerowego pornola? ;D
W każdym blogasku jest ukryty pierwiastek pornograficzny, zawsze to wiedziałam.


-Wyluzuj, Sam- uspokoiłam go.- Ona jest fajna. Poza tym minęło dopiero dziesięć minut.
Demon zamyślił się.
-Dobra, jak chcesz- powiedział. Nagle jakby sobie coś przypomniał i zaczął grzebać w kieszeniach spodni.- Poczekaj jeszcze chwilę, mam cos dla ciebie. Musiałem to dobrze schować.
Podszedł do parapetu na korytarzu i wyciągał po kolei połowę swojego dobytku, jaki nosił zawsze przy sobie. Moją uwagę zwrócił szybkostrzelny karabinek Kadawer typu Apocalypsys Mortus. Nieczęsto widuję czarnomagiczną broń, a już na pewno nie odkąd jestem człowiekiem (hm... w sumie nawet nie wiem jak się nazwać... Bo przecież nie jestem teraz ani człowiekiem, ani aniołem... No to pół-aniołem i super). Ja specjalizuję się raczej w mieczach. No i magii.
Bo specjalizacja z lochów i smoków nie dawała tak szerokich perspektyw.
Ale jedno z drugim jest powiązane. Na przykład mój Miecz Aniołów...
W komplecie z Młotem na czarownice tworzą niepokonane combo – ale tylko wtedy, gdy dzierży je Sługa Boży.
-Proszę- podał mi jakiś zapieczętowany pergamin.- nie zgub tego i raczej nikomu nie pokazuj. Jedynie najbardziej zaufanym osobom. A teraz już idź na lekcję, bo mi się oberwie w łeb, za to, ze ściągam na ciebie jakieś kłopoty.
Straszliwą, morderczą wręcz tzw. uwagę, na ten przykład... Brr.
„Nikomu tego nie pokazuj” – a niby jak ma teraz dyskretnie wnieść to na salę? W majtki sobie włoży?


Trochę zrezygnowana wróciłam do klasy. (...) Aż mnie korciło, żeby teraz przeczytać wiadomość, którą dostałam, ale wiedziałam, że nauczycielka patrzy krzywo na czytanie czegoś pod ławką. Jednak że mam słabą siłę woli, to postanowiłam obejrzeć dyskretnie pergamin.
Pod równie dyskretnym ostrzałem spojrzeń reszty uczniów.

Popatrzyłam na herb- był na nim symbol Trójcy Świętej ze skrzyżowanym na niej piórem i anielskim mieczem. Poznałam ten układ. To była pieczęć samego regenta Królestwa, Gabriela.(...)
Po długich 35 minutach czekania, wreszcie usłyszałam upragniony dzwonek. Sięgnęłam po wiadomość i jeszcze raz popatrzyłam na pieczęć. Basia, Monika i Gosia patrzyły z kolei na mnie.
Aha. Czyli otwarcie supertajnej wiadomości od archanioła Gabriela w jakimś ustronnym miejscu, choćby i w kiblu, przekracza jej możliwości? Kolejna nieodrodna córa Stirlitza?

-Magiczna- szepnęłam do siebie.- Niedobrze...
Basia spojrzała pytająco. Zastanawiałam się ile mogę im powiedzieć.
Jeszcze się pytasz? Wszystko!
Potrzebne by im były dowody, których nie mogę im raczej dać... Istnieje zasada, żeby aniołowie nie ujawniali swojej tożsamości będąc na Ziemi jako ludzie. Względy bezpieczeństwa czy coś... A bez dowodów mi nie uwierzą. Chociaż, jakby powiedzieć Basi...
Ja się dziwię, że to niebo w ogóle jeszcze jakkolwiek działa i że się nie zapadło w czeluści piekielne, jeśli wszyscy jego emisariusze są tak dyskretni, karni i rozgarnięci jak nasza bohaterka...

W końcu ona miała już styczność z jednym z wampirów... To czemu miałaby nie uwierzyć w anioły, troszkę inne niż podaje Pismo?
Oj tam, raz jej krew pobrali na pogotowiu i od razu „kontakt z wampirami”. Phi!
Myśl, Monika, myśl! rozkazałam sobie. Trudno, one kozie death...
Co one robią biednej kozie?! ;( „Bo ja rzadko kiedy myślę, alem za to chyża w dziele...”

-Aperi- powiedziałam cicho, błagając, żeby to było odpowiednie zaklęcie.
Zdumiewają mnie te motywy rzucania zaklęć na ślepo. Ciekawe, czy bohaterka (i autorka) z równą pewnością połknęłaby garść przypadkowych tabletek licząc na to, że któraś z nich będzie przeciwbólowa.
Ku mojej uldze pieczęć przełamała się, a pergamin rozwinął na ławce. Kątem oka zauważyłam, że Gosia z Moniką minimalnie się ode mnie odsunęły. Tylko Basia patrzyła z zaciekawieniem. Mogłam się tego domyślić...
-Uwaga, uwaga- mówię do nich z ironią.- Kto nie ma na tyle silnych nerwów, żeby słuchać o aniołach, niech wyjdzie z tej sali.
W pergamin była wbudowana pozytywka odtwarzająca „Jak anioła głos”. Wszyscy ateiści uciekli, gdzie pieprz rośnie.

-O co ci chodzi?- pyta Gosia.
-O ten list- wskazuję na pergamin.- Od regenta Królestwa. No wiecie- Królestwa Niebieskiego. Tam gdzie są dusze, anioły itd.
I tak dalej. Tak, ten wstęp na pewno sprawi, że będzie bardzo wiarygodna.

-Ale poczekaj, moment. Jakie anioły?- Monika zamachała rękami.
-Dobra, nieważne. Baś, tylko ty mnie zrozumiesz... Chodź przed klasę, pokażę ci coś.
A Monika i Gosia grzecznie zapomną o wszystkim. Prawda? Inaczej pan Miecz Aniołów przeprowadzi z wami niezbyt przyjemną rozmowę...

Zanim rozpoczęłam czytanie, wpatrywałam się chwilę w tekst napisany ładnym pismem z ozdobnymi zawijasami. No i jeszcze ten jadowiciezielony kolor atramentu. Znak rozpoznawczy Dżibrila. Przełykam ślinę.
-Chcesz, żebym czytała na głos czy wolisz po cichu?- pytam wreszcie.
Tak, czytaj to na głos, na PRZERWIE, w razie, jakby za mało osób jeszcze wiedziało, że NASZA MARY SUE JEST ANIOŁEM!!!

-Po cichu- zdecydowała Basia.
Wygładziłam papier i zaczęłam czytać:

Droga Ardeo
Mam nadzieję, że Samael wywiązał się ze swojego zadania i przekazał ci nowinę... Cóż za ironia, prawda? Niby jestem aniołem zwiastującym Dobrą Nowinę, a ta raczej nie jest dla ciebie korzystna.
Myślę, że mieszkańcy Sodomy i Gomory też nie byli uradowani twą wizytą, Gabrielu.
Jesteś nam bardzo potrzebna... Znów przeczuwamy wielkie niebezpieczeństwo. Razjel odwiedza teraz codziennie Sfery Poza Czasem, szuka śladów, bo tam jest największe skupienie mocy, tak jak było w przypadku Siewcy. Na szczęście to nie z nim będziemy znów walczyć.
Na zagrożenie pokroju Antykreatora nie ośmielilibyśmy się nawet zawracać Ci głowy.

Myślimy, że to przez jakieś pradawne bestie równowaga świata została ponownie zachwiana. Wytłumaczymy ci wszystko na ogólnym zebraniu lub osobiście (najlepiej w moim pałacu), jak wolisz. Nie mogę ci teraz więcej wyjaśnić, na wypadek, gdyby wiadomość dostała się w niepowołane ręce.
Tu Gabriel, pokonując przestrzeń i czas, znacząco spojrzał na przyjaciółeczkę bohaterki.
Spotkajmy się proszę dziś po twoich lekcjach przy wejściu do szkoły. Raczej mnie rozpoznasz, jak zawsze...
Wielkie śnieżnobiałe skrzydła powinny być dla Ciebie niejaką wskazówką, jak sądzę.
No wiesz, taki świr w długim czarnym płaszczu z ciężkimi wysokimi butami...
Przed moim liceum były takich całe stada. Może archanioł chce wtopić się w tłum? :) Wiesz, może przynajmniej on, w przeciwieństwie do bohaterki, chce być dyskretny.
Ale teraz już tak na serio: postaraj się dziś nie wychylać i za bardzo nie zwracać na siebie uwagi.
Jeśli dostaniesz szlaban i będziesz musiała zostać po lekcjach, cały nasz przebiegły plan diabli wezmą. Dosłownie.
Nie mamy pewności, czy ktoś cię tam nie śledzi.
Na przykład podszywając się pod Twoje przyjaciółki, ha ha...

W razie czego niedaleko będzie Michał. To chyba tyle... Nie poddawaj się, bądź silna. Bo cokolwiek by się nie działo, zawsze masz Zastępy, no i nas, Archaniołów Obecności Bożej.
Oczywiście że ma. Bóg jest tylko podwykonawcą.
Łączę wyrazy szacunku
Gabriel
PS Przepraszam za ten urzędowy styl, ale wiesz jak jest...
...to silniejsze ode mnie. Zawsze, gdy chcę napisać coś na luzie... aaaAAAAA!!!
Petenta prosi się o stawianie się pod wejściem do budynku Liceum dnia takiego a takiego, o godzinie 16:30. Petent powinien posiadać:
- dwa dokumenty poświadczające tożsamość ze zdjęciem
- książeczkę Rejestru Usług Medycznych
- dowód wniesienia opłaty skarbowej.
Urzędoza – ciężka choroba, objawia się nagłymi atakami przymusu używania stylu urzędowego, niestety nieuleczalna.
Chłopaki nie mogą się już ciebie doczekać. Michał zaproponował nawet wypad do któregoś z burdeli Asmodeusza, ale mu to wyperswadowałem. No chyba, że chcesz, a to co innego... Wiem jak dawno nie piłaś dobrego, anielskiego wina.
Bo nie ma to jak pite w burdelu anielskie wino marki Kana Galilejska.
Albo diabelski mózgotrzep marki Rzeź Niewiniątek.
Tylko nie pomyśl, że chcę cię upić! Jedynie symboliczny kielich... Dobra, koniec już, bo się rozpisałem. Do zobaczenia później.
Całuski, Twój Pieszczoszek :*

Skończyłam czytać i wyprostowałam się. Basia musiała już skończyć wcześniej, bo teraz stała z szeroko otwartymi oczami i patrzyła na mnie. Nie bardzo wiedziałam co odpowiedzieć. Odchrząknęłam.
-Więc... ee... co ci wyjaśnić?- powiedziałam, siląc się na swobodny ton.
Ee, co tu dużo wyjaśniać. LARP się przeciągnął i tyle.

-Nie teraz- odrzekła Baś.- Bo Farandowa zaraz nas zabije za to, że nie jesteśmy na lekcji...
-Hm... Masz rację. Potem to omówimy.
Basia widzę mądrzejsza od samej anielicy. No cóż.

[na przerwie]
-I mówisz, że to wszystko prawda?- powiedziała Baś. Bawiła się długopisem trzymanym w ręce.
-Niestety. Jestem-
Niestety. Tak mi przykro, że jestem zajebista i mam supermoce. Przepraszam.

rozglądnęłam się, czy nikt nie podsłuch*je (O mein Goth! Uwielbiam automatyczną cenzurę. :D) i dokończyłam.- jestem aniołem. Mnie tylko zastanawia parę rzeczy. A najważniejsza, to jakim cudem przypomniałam sobie nagle to wszystko? Całe moje poprzednie życie...
-No tak, ale skoro jesteś aniołem... to gdzie twoje skrzydła? I biała szata i w ogóle?...
I nie powinnaś przypadkiem być bezpłciowa? I tak jakby... nie do końca materialna?

-Tak, pięknie bym wyglądała, paradując po mieście w śnieżnobiałej szatce i dużych skrzydłach... Halo, patrzcie, jestem aniołem! chociaż była to poważna rozmowa, pozwoliłam sobie na odrobinę żartów.- Wiem, że miałaś do czynienia z takimi sprawami... mam na myśli Jacoba...
Pierwsza myśl – „Ale zaraz, Jacob był wilkołakiem...”
Ech, Zmierzch się rzuca na mózg. :/


dlatego ci o tym powiedziałam... uważałam, że ty szybko się w tym połapiesz.
-Zaczynam chyba powoli rozumieć... Ale i tak musimy powiedzieć o tym Gosi i Monice.
-Oszalałaś? Żeby nas wyśmiały? I powiedziały, że...
-Co byśmy powiedziały?- nie zauważyłam, kiedy nasze dziewczynki wróciły ze sklepiku. Gosia stanęła za mną.- Oo, cio to masz?...
A tio cioś śpeciajnego, słitaśny messidż od qumpla, Gabryśka, wieś?

Zanim się odwróciłam w jej stronę, zauważyłam, że sięgnęła po pergamin.
Może opublikuj ten list na Naszej Klasie? Wiesz, może być tak, że ktoś go nie przeczyta – i co wtedy?
Piękną miała Gosia minę po tej niecodziennej lekturze. Monika wyglądała, jakby się nad czymś usilnie zastanawiała. Dostrzegłam w jej oczach cos jakby iskierki złości... Trochę byłam zaskoczona, bo nie wiedziałam z jakiego powodu ma być zła, no ale dobra...
Może jest zazdrosna, że taka fajna sesja RPG ją ominęła?

-To czyli tego nam nie chciałaś pokazać?
„To czyli tego”. Brzmi jak nazwa jakiegoś meksykańskiego żarełka. ^^

Kiwnęłam głową.
-Ale kim jest ten Gabriel?- zapytała z kolei Monika.- Bo fajny dowcip, serio.
Och, autorko, dajżesz spokój. W Polsce KAŻDE dziecko wie, kim jest archanioł Gabriel. Serio, wszyscy chodziliśmy na nauki do Pierwszej Komunii. A jak ktoś był takim hardkorem piekieł w wieku ośmiu lat, że nie chodził, to z kina i literatury popularnej też raczej tę postać kojarzy. Naprawdę.

-Rzecz w tym, że to nie dowcip...- mruknęłam.
-To jak jesteś tym aniołem, to zaczaruj coś. Albo pokaż skrzydła.
Albo spuść na coś deszcz siarki i otwórz siódmą pieczęć. Ostatecznie możesz którejś z dziewczyn zwiastować niepokalane poczęcie. :>

- Dobra. Ale to pierwszy i ostatni raz tu, na Ziemi. Nie chcę, żeby mnie zdegradowali za to, że rozpowiadam na lewo i prawo tajemnice aniołów. Ciekawe, czy pamiętam jeszcze jakieś zaklęcia...
Skupiłam swoją uwagę na długopisie Basi. To tylko jedno małe zaklęcie... Przecież mnie za to nie wywalą z Nieba, na Otchłań...
Nie, nie z Nieba na Otchłań – z Nieba na zbity pysk.

-Florim- powiedziałam cicho.
No ja nie mogę, archanioł Gugiel znowu wskazał na producenta płytek ceramicznych. Może to jakieś treści podprogowe? Może całe to opko to jedna wielka kryptoreklama? *paranoja*
Może ojciec Ałtoreczki jest ich dystrybutorem?
Z końca długopisu zaczęły powoli wypełzać drobne łodyżki rośliny z pączkami na końcach. Wykonałam dość skomplikowany ruch trzęsącymi się ze zdenerwowania dłońmi. I oto na naszych oczach i wszystkich zgromadzonych w klasie (po co oni się tak tym zainteresowali...)
To ona to robi w obecności JESZCZE INNYCH OSÓB, nie tylko trzech koleżanek?!
... *facepalm*
Nie, ona nie zasługuje na zdegradowanie. Ona zasługuje na tysiąc lat ciężkich robót przy czyszczeniu piekielnych czeluści z sadzy za pomocą chustki do nosa, z cholernym anielskim mieczem wetkniętym w zad!!!


pączki rozchyliły się, ukazując miniaturowe róże. Odetchnęłam z ulgą, że nie wysadziłam niczego w powietrze. Najpierw wytłumaczyłam zdumionej klasie, że to tylko taki specjalny długopis i zwykła sztuczka.
Klasa zaś ma razem inteligencję średnio rozgarniętego zombie o maksymalnym czasie skupienia uwagi równym dziesięć sekund, więc potulnie zareagowała całkowitym, pełnym otępienia brakiem zainteresowania.

-O... okej, rozumiem...- wyjąkała Gosia.- Ale taka, hm... sztuczka... To znaczy, niekoniecznie musi udowadniać, że jesteś aniołem... Prawda?
Prawda – dziewczę może być też zaginioną córką Stirlitza i Davida Copperfielda.

-Naprawdę chcesz prawdziwych dowodów? To okej. Kończymy dziś godzinę wcześniej, tak? Więc pójdziesz ze mną na spotkanie z Gabrielem. Wy- tu zwróciłam się do Basi i Moniki- też możecie iść. (...) Chcecie dowodów? Dostaniecie dowody. Od samego regenta Królestwa.
Z pewnością będzie wręcz zachwycony, gdy sprowadzi się go roli jarmarcznej atrakcji dla ubogiej dziatwy.

Co ja zrobiłam? Co mi na mózg padło, żeby im coś takiego zaproponować... Widać, że ta długa przerwa w obcowaniu ze Światłem wyniszczyła mój instynkt samozachowawczy.
Myślę, że nie tylko instynkt Ci wyniszczyło, Skarbie.

Nagle w głowie zaświtała mi świetna myśl. Aż wyprostowałam się na krześle. Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałam? zamyśliłam się. Czemu by ich nie przeciągnąć na naszą stronę? Nie będą ani umarłe ani żywe... Materialne na Ziemi i w Zaświatach... Bajer...
Drużyna nieumarłych licealistek. Painie, zmiłuj się nad nami. Nastoletnie zombie-pseudo-anioły? Rzeczywiście, bajer...
Postanowiłam wspomnieć o moim pomyśle Gabrysiowi. Nie zaprzeczy, że są mu potrzebne nowe jednostki do opieki nad światem. Nauczymy ich po prostu tego i owego i wszyscy będą zadowoleni.
Zwłaszcza rodzina i bliscy tych dziewcząt. Ale kto by ich tam pytał o zdanie... Nauczymy ich tego i owego, na przykład władzy nad tajemnymi, boskimi mocami, magii, zdolności potrzebnych do walki ze Złem... Takie tam, drobne sprawy.
Zeszłam z dziewczynami do szatni po zakończonych zajęciach. Przebrałyśmy się i przepakowałyśmy. Kiedy zamykałam szafkę, moje serce powoli zmieniało rytm na szybsze uderzenia.
W końcu przyspieszyło tak bardzo, że stanęło.
. Z szatni wyszłam już machinalnie, nawet nie patrząc, gdzie idę. Gosia otworzyła przede mną drzwi wejściowe, a ja przeszłam przez nie z miną skazańca.
I stał tam, tak jak obiecał. Jeden z moich przyjaciół, Gabriel, pieszczotliwie nazywany Dżibrilem, biologicznie dwudziestopięcioletni. Był nieco wyższy ode mnie, z włosami ściętymi równo na wysokości szczęki, o barwie antracytu.
Cały Gabriel miał barwę antracytu?! Mój borze, a on się martwił, czy dziewczyna pozna go po długim czarnym płaszczu...
Wiesz, nie mogła przecież napisać, że był czarny. To by było rasistowskie i, co gorsza, niezbyt cool.
Miał na sobie swój ulubiony skórzany czarny płaszcz (który mi się zawsze strasznie podobał), ciemnozielony T-shirt, wąskie spodnie barwy wina (takie lekko żółtawe?) i wysokie buty na grubej podeszwie z duża ilością sprzączek.
Wszystko to wskazywało, że ubierał się w wielkim pośpiechu, w całkowitej ciemności, a także najwyraźniej w cudzej garderobie. Facet w „spodniach koloru wina”? 0_0
Stał swobodnie, opierając się o metalowy słupek, jeden z wielu stojących przed szkołą. Zawsze podziwiałam Dżibrila za to, jakim jest otwartym człowiekiem.
Eee... to znaczy wcale? Bo on nie jest człowiekiem? Otwartym? Miał wątrobę i jelita na wierzchu, czy jak?!
Otwarty=opierający się o słupek, jeden z wielu. Nie pytaj – tak po prostu jest.
Gabriel zrobił kilka kroków w moim kierunku. Zawahałam się na chwilę, a potem serdecznie go uściskałam. No dobra, inaczej to ujmę: rzuciłam mu się dosłownie na szyję, prawie że płacząc ze szczęścia. (...) Ja się nawet nie przejmowałam tym, że połowa ludzi wychodzących ze szkoły dziwnie na mnie patrzy. Bo w sumie od kiedy to osiemnastolatka rzuca się na starszego faceta...
Oj, od dawna, słonko... A siedem lat to jeszcze niewielka różnica.

-Tęskniłam...- wychrypiałam przez zaciśnięte gardło.
-Zastanawiam się, jak mogłaś tak bardzo tęsknić, skoro mnie nie pamiętałaś, ale nieważne. Chciałbym widzieć, jak sponiewierasz Razjela, kiedy się z nim spotkasz.
Przyłożyłam mu z glana w nogę. Całe napięcie jakby nagle ze mnie uleciało. Bo spotkałam dawnego przyjaciela...
Dlatego muszę mu przyłożyć. Co nie podlega dyskusji. I jest takie anielskie.

-Nie sponiewieram go- odparłam, ale jednocześnie poczułam, że palą mnie policzki ze wstydu.- A tak w ogóle, to są moje koleżanki: Gosia, Ba...
-Basia i Monika- dokończył Gabryś.- Tak, wiem.
-Ale skąd ty...- chciała wtrącić Monika.
-Skarbie, jesteśmy aniołami- powiedział Dżibril przyciszonym głosem tak, jakby tłumaczył coś małemu dziecku. (...) - My wiemy dużo o was, ludziach.
„Was, ludziach”. To jaki jest w końcu status ontologiczny głównej bohaterki?!

Poczułam, jak kamień spada mi z serca. Najgorsze już chyba za mną...
-Nie bądź tego taka pewna- anioł puścił do mnie oko.- Bo znalazłem świetne miejsce na nasze spotkanie. Koleżanki tez możesz ze sobą zabrać. (...) Słuchaj, wiesz, gdzie jest Bounce Club?
-No wiem. Niedaleko naszej szkoły. Ale to jest taki...- urwałam, kiedy wyłapałam ten zabójczy uśmiech. Mój mózg zaczął pracować na najwyższych obrotach.
-Burdel, zgadza się.
Nastoletnie koleżanki bohaterki na pewno będą się tam czuły dobrze i swobodnie.

-Nie!
-Tak- Gabriel zrobił minę słodkiego szczeniaczka, co mnie podwójnie dobiło, bo wiedziałam, że na pewno postawi na swoim.- Uznałem, że to odpowiednie miejsce. Nikt nas tam nie podsłucha, a dookoła pełno chłopaków Asmodeusza.
Zgniły Chłopiec inwestuje w jakieś podrzędne burdele? Mały kryzys w interesie?
On sam też tam chyba dzisiaj jest... Możemy sprawdzić. A wy kicie co tak cicho stoicie?
Domyśliłam się, że zwraca się teraz do moich koleżanek, które wyglądały, jakby zobaczyły na ulicy kolesia ubranego w sukienkę, z różowym moherowym beretem na głowie.
Antracytowy koleś w skórzanym płaszczu też nie jest czymś, co zdarza się każdego dnia.
-Gabryś- roześmiałam się, patrząc na miny Goś, Baś i Moni.- Mówisz niezrozumiałym dla nich językiem.
Musisz mówić P0I<3m0nami>
A poza tym, one raczej nigdy nie były w żadnym burdelu...
Nie to co ja... Ja bywam tam co wieczór.
-Hm, no racja...- Gabriel podrapał się po brodzie.- Okej, no to Modo będzie miał zajęcie. Wyjaśni im co i jak.
Taaak, nauczy je nowych sztuczek, pokaże im swojego... królika z kapelusza.

-Przepraszam, że wam przerywam- wtrąciła się Basia.- ale... może chodźmy, co? Bo braknie nam czasu...
A one tak palą się, by iść z nieznajomym facetem do burdelu? 0.o
Zmobilizowaliśmy się szybko i poszliśmy. Ja szłam z tyłu. Bardzo dobrze czułam anielską siłę bijącą od anioła.
To, ani chybi, przepotężna moc Tautologii. Za jej sprawą każde masełko, jak bardzo byś się nie starał, zawsze wychodzi maślane. Sądząc po treści wcześniejszej rozmowy, to nie była anielska siła, tylko chuć. :P
Ciekawe jaką ja mam aurę... Na pewno jest słabsza niż normalnie, bo dawno nie miałam styczności z Jasnością. Stałam wysoko w hierarchii, byłam cherubinem.
Aha, czyli bohaterka sauté ma ludzką twarz, tułów wołu, siłę i posturę lwa, trzy pary orlich skrzydeł, a dokoła i wewnątrz jest pełna oczu, jak powiada Pismo? Miło.
Światło Boże, którym przepełniało się Królestwo, było mi i innym aniołom z wyższych sfer niezwykle potrzebne do prawidłowego funkcjonowania. Tak jak roślina potrzebuje słońca, by żyć.
-O k***a...- Gabriel gwałtownie się zatrzymał. Wpadłam na dziewczyny.
-Co jest?- Zapytałam, kiedy stanęliśmy w ciasnym kole.
Może ma lagi na łączu ze Światłem Bożym?
Wow, to rzeczywiście anioł. Człowiek nie potrafi mówić gwiazdkami...


-Potem wam powiem. A teraz idźcie możliwie najciszej za mną i Ardeą. Nie rozglądajcie się na boki. Zróbcie to dla swojego dobra.
Żadna z nas nawet nie pomyślała, żeby go nie posłuchać. Szłam obok przyjaciela, powstrzymując się z całej siły, żeby mu nie wykrzyczeć w twarz, że się boję.
Nie bój żaby. Przecież masz moc anielskiej magii. Wyczarujesz dla wroga Krwawe... Kwiatki z długopisu.

Kiedy regent Królestwa nakazuje, aby być cicho, to znaczy, że sytuacja jest poważna. Gabriel wyciągnął pistolet typu Babilon, z pociskami �omsta 0,5. Tak, sytuacja jest cholernie poważna. Zrobił niezauważalny ruch ręką
Ruch był tak niezauważalny, że zauważyłam go tylko dzięki mikroskopom elektronowym wszczepionym w tęczówki.

i wsunął mi taką samą broń do torebki. (...)
Jakieś pięćdziesiąt metrów od Bounce Club nie wytrzymałam i odezwałam się do regenta.
-Posłuchaj. Rozumiem, że sytuacja jest teraz napięta, a nie chcę, żeby dziewczynom coś się stało.
Trzeba było o tym myśleć, zanim żeś im o swej anielskości powiedziała.
Acha... no tak: „Trzeba było myśleć”. To wiele wyjaśnia.


-Pod tą ścianę, szybko!- krzyknął anioł w chwili, gdy usłyszałam jakiś przytłumiony dźwięk wystrzału. Monika z piskiem przytuliła się do budynku, przy którym staliśmy. Innych ludzi tu nie było. Burdel mieścił się w starej kamieniczce, do której mało kto przychodził.
Nawet mieszkańcy zaglądali tam tylko w razie najwyższej konieczności.
Przeciwnicy ponownie otworzyli ogień. Było ich co najmniej trzech. (...) Domyśliłam się, że mają oni karabiny NEX AP 666 magnum. Ta zakazana czarnomagiczna broń używana była zwykle przez najemników i płatnych morderców z Głębi. A teraz zamieniała domy wokół w poszarpane ruiny.
To były karabiny czy granatniki? O.O Sierżant, przyznaj się, to Ty strzelasz do bohaterów!* :D *Komentarz dedykowany Pannie Sierżant z SuS.
Co zauważyłam, Bounce Club stał nietknięty. Czyżby Asmodeusz zastosował czary, żeby go ochronić? Czy to TYLKO burdel?...
Ależ nie. Bounce Club tak naprawdę jest także mieszkaniem samego Najwyższego. A okazjonalnie także siedzibą Zakonu Feniksa i Jaskinią Skarbów. Hmm... Jeśli Asmodeusz czuwa nad wszystkimi, nawet najbardziej zapyziałymi burdelami, to ciekawe, jak potężne czary rozsnuł wokół siedziby Sejmu RP...

-Ardea, musisz zabrać dziewczyny do klubu! Zaraz powiadomię Asmodeusza, zaraz powinien przysłać nam kogoś do pomocy! (...)
Drzwi burdelu otworzyły się z trzaskiem i nasi sojusznicy zaczęli prowadzić ogień w kierunku najemników.
Ogień wyprowadzany na smyczy boczył się trochę i ciągnął w przeciwną stronę, ale jakoś to szło. Po drodze zatrzymał się na chwilę, by oznaczyć pobliski krzaczek, a w pewnym momencie zaczął gonić przebiegającego nieopodal kota, ale powoli zbliżał się do celu.
Pierwszy oberwał w głowę. Odrzuciło go na parę metrów do tyłu. Padł na ziemię, a krew tryskała z jego ciała na bruk uliczki. (...) Pociski z broni ludzi Asmodeusza w kilka chwil zamieniły ciała wrogów w ochlapane posoką sita. Żywe sita... Bo mimo, że kule rozszarpywały po kolei każdy kawałek ich ciała, to oni dalej żyli. Co jest grane... Pomyślałam, że broń palna nie jest w stanie ich zabić.
Brawo, Sherlocku.

Dostrzegłam, że moje koleżanki zniknęły już w środku Bounce Club. Zdecydowałam się na zastosowanie ostrzejszych metod. (...)
-Gabriel, zabieraj się stąd! Pociski ich nie zabiją! Muszę użyć magii!
Anioł nic nie odpowiedział, bo wiedział, że nie żartuję. Posłusznie wbiegł do budynku i zatrzasnął za sobą drzwi.
-To teraz się zabawimy...- mruknęłam do siebie, unikając jednocześnie śmiercionośnej amunicji karabinów.
Jak Neo?
Jeden z nich stanął w lekkim rozkroku, spuszczając broń w dół. Powiedział coś do swoich towarzyszy w niezrozumiałym dla mnie języku. Chodziło pewnie o zaprzestanie ognia, bo wreszcie mogłam złapać głębszy oddech, stojąc spokojnie w miejscu. Dopiero teraz miałam możliwość bliższego przyjrzenia się postaciom. Byli mniej więcej mojego wzrostu i, co mnie uderzyło, zabójczo przystojni.
Ich uroda najpierw uderzała, a potem mordowała? To lepiej niż u Meduzy. ;)
A tak w ogóle to kim oni w końcu byli, doborowym oddziałem nieumarłych męskich dziwek?


Dwa jego górne zęby były wydłużone i zaostrzone, zupełnie jak u...
To są wampiry...Wytrzeszczyłam ze zdumienia oczy. Skąd tu się wzięły wampiry? Przecież żyjemy z nimi w raczej dobrych stosunkach... (...) Czarnowłose wampiry upuściły NEX i również pokazały kły.
No jeszcze tego brakuje, żeby chciały wypić moją krew
No rzeczywiście – „oj biada, biada, klapa opada”, jako stoi w „Balladzie o szczaniu w pociągu”. Możecie zacząć coś robić? No jeszcze tego brakuje, żeby wampiry chciały wypić krew! Jak im nie wstyd, doprawdy!
Muszę uważać na to, co myślę, bo rzeczywiście mordercy skoczyli w moją stronę. Poruszali się nienaturalnie szybko. Zaczęła się walka wręcz.
Z facetami „zmienionymi w pochlapane posoką sita”? Jakim cudem oni w ogóle trzymają się w pionie, hę? Może te mundury są tak naprawdę pancerne i samobieżne, i utrzymują ten krwawy kisiel w środku.
Moje glany na niewiele się zdały, bo istoty i tak nie czuły moich kopniaków. Kiedy jeden był już bardzo blisko mnie,
Bo do tej pory kopałam ich z nakazanego protokołem dystansu pięciu metrów. Dalej, dalej, noga Gadżeta!!!
dostrzegłam że mają czerwone źrenice. Nie znałam dotąd takiej rasy wampirów. Ale pamiętam opowieści o bezwzględnych zabójcach z bagien w Sferach Poza Czasem. To pewnie byli ci sami... Szkoda tylko, że musiałam się z nimi zmierzyć.
Znów mój błąd. Dekoncentracja. Oberwałam w brzuch i upadłam na ziemię. Brakło mi tchu. Miliony myśli na nanosekundę. Nie zdążę się już podnieść. Zostało tylko jedno.
-Caeder!- wykrzyczałam ostatkiem sił. Zanim straciłam ostrość widzenia zdążyłam zauważyć, że z klatek piersiowych wampirów wytryska krew, jak gdyby ktoś ciął ich na odlew.
Werbalny kołek osikowy?


cdn... ;)

34 komentarze:

Insomnia pisze...

Jeszcze przy żadnej Waszej analizie nie zdarzyło mi się śmiać bez przerwy, a przecież każda trzymała poziom. Ahahahahahaha! :D Cudo! Nigdy nie zrozumiem, po kiego kija mieszać anioły z jakimiś aŁtorskimi wyobrażeniami. Nigdy.


Kod: telog - w pierwszej chwili przeczytałam teolog, to przez tematykę opka.

Sierżant pisze...

Jasne, że ja strzelałam. Jak mi ktoś bezcześci Gabriela, o rumieniącym się Samaelu nie wspomnę, a o Razjelu w roli potencjalnego tru low nawet nie chcę myśleć, to aż trudno się powstrzymać. Niestety nie opanowałam drżenia rąk ze wściekłości i dlatego nie trafiłam. Wybaczcie.

Chwalmy Jasność, że Lucyfera i Asmodeusza na razie zostawiła we względnym spokoju, bo bym ją chyba gołymi łapami na kawałki porwała.

Ogólnie rzecz ujmując, nie pamiętam, żebym kiedykolwiek czytała o aż tak głupiej bohaterce. W głowie mi się nie mieści. Całe założenie opka jest tak bezsensowne, że aż chce się rwać włosy z głowy, ale to, co wyczyniała bohaterka pobiło wszystkie możliwe rekordy. Dlaczego ja wcześniej na to opko nie trafiłam?!

Analiza pierwsza klasa. Nie jestem pewna, muszę sobie przypomnieć Posępnego, ale mam wrażenie, że najlepsza, jaką kiedykolwiek czytałam :)

daszkass pisze...

Popieram Sierżant w całej rozciągłości. Rumieniący się Samael? Gabryś w takim stroju? I aniołowie mający w swych szeregach tak głupią pseudo anielicę? To aż boli...
... Mam ochotę dokonać mordu na aŁtorce za bezczeszczenie jednych z moich ulubionych postaci. Długiego, okrutnego i niezwykle bolesnego mordu.

A jednocześnie przyznaję, że analiza faktycznie jedna z lepszych. Tylko dzięki Wam zamiast walić głową w biurko siedziałam i chichotałam (walić głową w biurko zacznę dopiero za chwilę). Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy ^^

Ana pisze...

Chryste Chryste Chryste, Panie, Asmodeuszu, na gacie Lucyfera!
Znałyśmy na Satorze tę laskę, bolała nas, była hańbą na honorze wielbicieli serii anielskiej i zwyciężczynią w konkursie na najdurniejszego fanfika ever...
... ale coście tu zrobiły, to po prostu masakra.
Problem chyba jeszcze większy w tym, że huczecie z antracytu i spodenek barwy wina, a to nie Ałtoreczka! To skopiowany opis Gabriela samej Kossakowskiej...
Wydało się. Jedna z najważniejszych pisarek Fabryki jest grafomanką. Ale Iss, czyż nie wiedziałyśmy tego...?

Rzepicha pisze...

Archanioł Gabriel, który chodzi po burdelach z Bogu ducha winnymi nastolatkami, wykrzykuje wszetecznice, jest Murzynem opierającym się o słupek? Przechodzę właśnie kryzys wiary.

kura z biura pisze...

Co mnie zawsze zastanawia przy takich okazjach, to jakiś taki brak poczucia proporcji u ałtoreczek. Dziewczę dowiaduje się, że jest anielicą o potężnych mocach, wzywają ją do pomocy w kosmicznej walce - a jednocześnie o wiele ważniejszy okazuje się szybki powrót na lekcję, bo nauczycielka się wścieknie. Podobnie fakt, że Mary Sue nie potrafi funkcjonować bez przyjaciółek, więc oczywiście musi zdradzić im największe tajemnice Nieba, teraz zaraz już. Za chwilę pewnie stworzą drużynę na kształt WITCH.
Generalnie, aż ciekawie popatrzeć, jakie kiksy wychodzą przy nieudolnych próbach zrobienia z aniołów wyluzowanych kolesi...
Nogi Gadżeta mnie rozwaliły, jak również wizja tego, co powinno stać się z ałtoreczką za pisanie takich bzdur.
A co do spodni w kolorze wina... przypuszczam, że to mógł być burgund albo bordo ;)
Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy!


kod: rogutbul. Kurde, podobają mi się te słowa generowane przez bloggera. Może wykorzystam je w tworzeniu imion bohaterów jakiejś anielsko-piekielnej historii...

Ylvan pisze...

No dobra, ale ja nie widzę różnicy między cytowanym tekstem, a oryginałem Kossakowskiej.

Issay pisze...

O Chryste... skończyłam czytać tę analizę na podłodze, upłakana i uchichotana. Dziewczyny, zrobiłyście z tej grafomanii dzieło sztuki.

Aha. To był dopiero prolog, jeśli mnie pamięć nie myli (a nie myli, bo to coś ciężko zapomnieć!) - jest jeszcze jakiś rozdział.

Ana, wiedziałyśmy. Ale że aż tak?!

Ana pisze...

I co tak patrzycie? Tak, jestem aniołem. Co prawda upadłym, ale zawsze...
Pewnie, lepszy rydz niż nic.
Lepszy blogasek w garści, niż Ałtoreczka na dachu.

A może litościwie by tak: Lepszy blogasek w garści niż Ałtoreczka na szafocie?

A nie, jednak nie.

Iss - no właśnie że aż tak nie wiedziałyśmy. Za głupotę się płaci.
To co, analizujemy samą Kossakowską?:D

Anonimowy pisze...

Po czymś takim mam tylko wątłą nadzieję, że skończy się kiedyś z religią w szkole, bo traktują ją równie nonszalancko jak wuef czy inne robótki.
Upadłe Anioły wylądowały w piekle, a nie w połowie drogi, na ziemi jako anioły-strusie.
I nie upadł Gabriel, który ma pełne ręce roboty u Tronu Pańskiego.

Kopanie Archanioła glanami po piszczelach to niezłe kuriozum...

A co do werbalnych kołków... Tak drewnianymi dialogami można zabić.

udręczony jasza

hasło: kosehol
strącona w Otchłań koza?

Efcia pisze...

Mimo linku na Satorze nie zdecydowałam się tego "opka" przeczytać. Całe szczęście, tym bardziej analiza okazała się kwikaśna.
Popłakałam się ze śmiechu, a na podłogę nie opadłam tylko dlatego, że siedzę na dworze i miałam do wyboru co najwyżej trawę.
Liczę na kolejne analizy, bo to dzieło ma w sobie duży potencjał.

'N. pisze...

'Siewca' sam w sobie to opko [ a Hija to typowa Marychna ], ale TO COŚ, co zostało poddane analizie to przechodzi wszelkie pojęcie. Znaczy, ja wiem, że z Gabrycha to taki mag jak ze mnie baletnica, ale żeby jedna smarkula ratowała REGENTA?

Trudno, wstawaj Jibrill Iziemy mordować atorkie!

Fraa pisze...

Jakkolwiek widać, że panienka przeczytała Siewcę i się podnieca teraz mhrocznymi aniołkami jako ta mhroczna nastolatka, która będzie ramię w ramię z tru anielskim lofem ratować świat, to jednak muszę powiedzieć, że ten tekst - na tle innych, które bywały tu analizowane - wypada całkiem nieźle.
Po pierwsze: nie jest to Chory Portier, Naruto ani Zmierzch.
Po drugie: gramatycznie/ortograficznie przecież stoi znacznie wyżej od mnogości blogaskowych opek.

Oczywiście nadal jest to blogaskowe opko, ale jednak twierdzę, że oczko wyżej, niż te inne. ;]

A już zupełnie poboczną sprawą jest, że szczerze powiedziawszy mam bardzo złe zdanie o pisaniu pani Kossakowskiej, więc jest mi wsio ryba, czy aniołek się zarumieni czy nie, bo oryginał też wyglądał, jakby był pisany przez nastolatkę podjaraną mhrocznymi aniołkami, nawet jeśli w rzeczywistości ta "nastolatka" miała ponad trzydziechę na karku. :P

Fraa pisze...

Odpluło mi komentarz. :( No dobrze - jeszcze raz:

Myślę, że na tle blogaskowych opek ten tekst i tak naprawdę nieźle wypada. Ma dwie zasadnicze zalety:
1. Nie jest fanfikiem do Chorego Portiera, Naruto czy Tłajlajtu;
2. Pod względem gramatycznym/ortograficznym stoi przecież dużo wyżej niż mnogość tekstów, które tutaj analizowałyście. ;)

Nadal jest to durne, blogaskowe opowiadanko, ale z wyższej półki, jeśli to nie jest oksymoron. ;)

A taka rzecz zupełnie na boku:
Prawdę mówiąc, mam bardzo złe zdanie o pisaniu pani Kossakowskiej. I jakkolwiek tutaj wyraźnie widać, że jakaś dziewuszka przeczytała Siewcę i podjarała się mhrocznymi aniołkami, więc teraz pisze nie tyle coś co pretenduje do miana literatury, co raczej swoje fantazje jak to by ona chciała ramię w ramię z tymiż mhrocznymi tru lof-aniołkami ratować świat, to jednak tutaj to jest uzasadnione, podczas gdy czytając oryginał Kossakowskiej również miałam wrażenie, jakby nastolatka się podjarała mhrocznymi aniołkami... tyle tylko, że ta "nastolatka" miała ponad trzydziestkę na karku. :P

Mrohny pisze...

Jak to dobrze, że będzie dalszy ciąg. To jest bardziej wciągające i niesamowite niż pierwszy sezon LOST! :D

Goma pisze...

Od początku do końca nie mogłam przestać się śmiać. Szczególnie zwalających z krzesła wybuchów nie było, ale analiza pierwsza klasa i cieszę się, że trzymacie poziom. Kłopoty z przebrnięciem przez kilka ostatnich to zdecydowanie wina opek, a nie Wasza.
Już się cieszę na cdn xD

Pigmejka pisze...

Cieszę się, że tak się wszystkim analiza podoba! :D Ślicznie dziękujemy za te miłe słowa! :) A analiza ciągu dalszego pisze się bardzo intensywnie. ^^

Anonimowy pisze...

Analiza boska, uśmiałam się jak szalona. Zaniepokoił mnie tylko sygnał, że mamy w Polsce coś w stylu drugiej Meyerowej: ałtoreczkę z czwartym krzyżykiem na karku. Co by dowodziło, że nie ma co nadmiernie psioczyć na Internet, bo druk również nie hamuje grafomanii.

Komentarze to tego upadłego potworka są świetne, szczególnie mnie ujęła uwaga o czarach wokół Sejmu (obyście nie wykrakały przed wyborami) oraz te wyprowadzane strzały, które zaliczyły krzaczek i pogoniły kota. A kumpelskie anioły, co do burdelu chadzają i zaciągają tam niewinne dzieci, to porażka. Jak rozumiem, Dzielnica Czerwonych Latarni w Amsterdamie to miejsce najostrzejszych upadłoanielskich imprez?

Cieszę się, że za tydzień znów będziecie analizować Anielicę, Co Języka Za Zębami Utrzymać Nie Potrafi :)

Ome

Anonimowy pisze...

Piękne, po prostu piękne!
Beznadziejność Marysi doprowadzała nas miejscami do płaczu, a miejscami do zgrozy.
Niecierpliwie czekamy na ciąg dalszy w przyszł czwartek i serdecznie pozdrawiamy.

Nadira i Jej Mężczyzna

psyence pisze...

Ah, nie ma to jak zatopić kły w świeżynce XD kurczę, zły dobór słów bo wyjdzie na to, że się zasugerowałam tymi wampiroczymsiami z końca XD
anyway, tekst : Może ma lagi na łączu ze Światłem Bożym? - był dla mnie zgonem dla świata na jakieś 10 minut XD coraz gorzej ze mną jak święte lagi mnie śmieszą XD
a to Caeder jest bardzo zagadkowe i mimo przepuszczenia przez translatora Google to nawet walijski i holenderski mnie zawiodły, ale Gugiel mówi, że istnieje holenderski zespół metalowy o takiej nazwie XD Coincidence? XD

Anonimowy pisze...

AAAHAHAHA!!! xDDD wiecie co, jak czytam tą analizę mojego tekstu, to aż mi napady nerwicowe przechodzą :D pięknie się to czyta:D dziękuję za wszystkie pozytywne komentarze, a negatywne i tak mnie nie powstrzymają od dalszego pisania, bo znam swoją wartość:)
do Issay i reszty "tych takich": kończę piąty rozdział, ale nie dam go na forum, po co macie sobie psuć oczy na szarej czcionce ;> a jak na razie na przerwach w mojej klasie odbywa się zbiorowe czytanie "Piór w szkarłacie" ^^
pozdrawiam fanów Kossakowskiej;*

Issay pisze...

Mrrau, nie ma to jak ałtoreczka z klasą.
Pozwolę sobie zapytać - a co Cię, kochana moja, powstrzyma od dalszego pisania? Bo wiesz, fandom robi się zdesperowany...

Chociaż - pisz, pisz, czytelnicy tych analiz się ucieszą.

Ana pisze...

"dziękuję za wszystkie pozytywne komentarze, a negatywne i tak mnie nie powstrzymają od dalszego pisania, bo znam swoją wartość:)"

Dziecko kochane (w moim wieku, ale jednak dziecko) o jakich pozytywnych komentarzach ty mówisz? To analiza dostała pozytywne, nie ty.

Anonimowy pisze...

http://pl.wikipedia.org/wiki/Samael

khe o.o khe...
przy zdrabnianiu na ,,Sam" poległam.
chociaż nie XD
To farba do włosów rubinowa czerwień mnie powaliła, przygniotła w dywan i zdywersowała resztki rozumu...
O_O

Anonimowy pisze...

Oj tam, a ja pozdrawiam serdecznie autorke opowiadania, jak i analizatorow. Usmialam sie niesamowicie, a dziewczyna napisala tu komentarz sympatyczny w sumie - niech pisze, skoro sprawia jej to przyjemnosc :-) Jej przyjemnie, nam przyjemnie, pelna symbioza :-D

(kod: Carders)

Croyance

kura z biura pisze...

Kurde, muszę si wziąć za Kossakowską, bo mi połowa smaczków zapewne umyka.


Kod: dessi. No i czy to nie jest imię dla bohaterki opka?

fruktoza pisze...

borze szyszkowy, już się bałam że mi zrobi tró lovera z Gabrysia, ale Razjel to też jak cios w splot słoneczny.
Zaczynam się bać o bezpieczeństwo Kronik i Dysku, skoro już takie świętości mi bezczeszczą.
w księgarniach powinni wprowadzić taki merysujkowy test, coby ograniczyć dopuszczanie ich do wartościowej fantastyki, pfi!
Analiza boska, a ałtorkę to niech Lilith popieści, jak jej tak tęskno do niebiańsko-piekielnych przygód xP

ent pisze...

"-Caeder!- wykrzyczałam ostatkiem sił."

- Chowder?! - Odkrzyknęły z przerażeniem wampiry. Nie wiedziały bowiem, że z samego Marcepanowa, usytuowanego niedaleko Hajot Hakados, nadciąga sam wielki archanioł Chowder i jego straszliwa żabozgryzarka...

przepraszam, to było silniejsze ode mnie :D

Anonimowy pisze...

Won od Asmodeusza i Sammaela! Zresztą, od wszystkich -_-" ( bronię Michaela o.O) Dobra robota! Kto idzie ze mną do Komorowskiego/Kaczyńskiego w sprawie ałtoreczek? Trzeba coś z tym zrobić :D

Anonimowy pisze...

Dawno się tak nie uśmiałam, aż się mama zapytała dlaczego płaczę, wytłumaczyłam, że to ze śmiechu. Dziękuje Wam za poprawienie mi humoru xD.

Telewizjoner pisze...

Wszystko fajnie, ale wyrażenie "Niepokalane poczęcie" zostało użyte nieprawidłowo. Ono nie oznacza "poczęcia bez seksu", jak go najwyraźniej rozumie analizatorka, tylko "poczęcie bez grzechu pierworodnego" i jest używane odnośnie Maryi - a jej narodzin nikt nikomu nie zwiastował (chyba że wiemy jeszcze mniej o św. Annie niż nam się wydaje).

Pinkwinder pisze...

Poza nieprawidłowym użyciem wyrażenia "niepokalane poczęcie" odcinek trzyma poziom.
Kod: Plater. Takie kody trzeba pisać z dużej litery. To ich pułkownik umiera.

Anonimowy pisze...

O niech to szlag, dwa ostatnie komentarze są mojego autorstwa, ale wydawało mi się, że ten jako Telewizjoner się nie wysłał, a pisząc drugi raz mi się nie chciało pisać tak długo, a do tego wpisał mi się inny nick.
Ajjajaj, chyba skisiło mi mózg ;)
A nowy kod: enesi.

Anonimowy pisze...

Do tego opka bardziej pasowalyby mroczne klimaty i Mary Sue bez przyjaciolek... ale w sumie takim wypocinom to juz nic nie pomoze.