czwartek, 3 czerwca 2010

Mordercze trampoliny, czyli magiczne moce z dupy wzięte

-->
Witajcie!
Nie będziemy dłużej katować Was porywającymi przygodami pseudo Kapelusznika. Tym razem, tak dla odprężenia, przedstawiamy Wam uroczo naiwną opowiastkę o nastoletnich przyjaciółeczkach – czarodziejkach. Dziewczęta wstrzymują czas i logikę, materializują znikąd trampoliny i przeżywają głębokie miłosne rozterki. Niestety, im dalej w las, tym mniej było magii, a więcej sercowych zawirowań, więc dałyśmy sobie spokój.
Miłej zabawy!
Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.




Caroline Silvan:
Włosy; ciemny blond, falowane.
kolor oczu; zielone
charakter;z reguły miła osoba.Zwariowana też. Ma swoje zdanie i zawsze próbuje postawić na swoim.
Innymi słowy: postrzelony, uparty jak osioł bachor.

Posiadany dar; orbitacja,
Jak to działa? Bohaterka posiada dar orbitowania wokół dowolnie wybranego Tru Loffa? A może jest tak gruba, że wytworzyła własne pole grawitacyjne i teraz orbitują wokół niej resztki dawnych przekąsek?

Aga Stewart:
Włosy; ciemny blond,lekko falowane.
kolor oczu; zielone
charakter;pomocna i zwariowana. Czasem wręcz roztrzepana.Potrafi się spóźnić,
A do tego trzeba jakichś magicznych umiejętności?

Jest w konflikcie z Nataly,ponieważ Nataly zakochała się w jej chłopaku Bartku i stara się jej go odebrać.
Posiadany dar; lewitacja...wkrótce jeszcze inny xd
To tajemnicza moc Iks De! Uciekajmy!!!

Sabina Streetet;
włosy; brązowe,proste.
kolor oczu; brązowe.
charakter; Kieruje się instynktem,a czasem głosem serca.
Ryczy i wystawia pazury na widok wroga oraz ślini się obficie na widok obiadu, a czasem słyszy głosy z lewej komory.

Troszkę roztrzepana i spóźnialska. Pati stała się jej wrogiem,ponieważ uznaje,że Sabina ukradła jej chłopaka – Kubę.
Biedni ci chłopcy – takie bezwolne kukiełki. To przecież nigdy nie może być tak, by chłopiec z własnej woli odszedł do innej, prawda?

Posiadany dar; telekineza...

Mimi Swan;
włosy; ciemny blond,proste.
kolor oczu; brązowe.
charakter;Wybuchowa. Najpierw działa potem myśli.
Najpierw wybucha, a dopiero potem jej mózg, ześlizgujący się po ścianie, uświadamia sobie, że samozapłon w pomieszczeniu zamkniętym to nie jest najlepszy pomysł.

Pełna energii. Otaczana przez koleżanki,ale również kolegów.
Chodzą za nią, otaczając ją jak grupa ochroniarzy.

Nie może nikogo porównywać do swoich trzech najlepszych przyjaciółek.
Przyjaciółki umieściły jej w mózgu chip, który w chwili porównania ich do kogokolwiek niechybnie eksploduje.

Zaraża każdego swoim pozytywnym nastawieniem, jednak gdy sytuacja tego wymaga,to potrafi być rozważna i się zastanowić.W chwilach kryzysu włącza się jej myślenie! Wow!

Jej wrogiem jest Kristen,ponieważ ona od dawna podkochiwała się w Piotrku -chłopaku Mimi.
Tradycyjnie. Ech, nie ma to jak nieprzewidywalne intrygi dotyczące spraw zasadniczych...

Posiadany dar; zatrzymywanie czasu i...

............................................
I kropki? Mimi posiada Tajemną Moc Wielokropka?

Łukasz.
Chłopak Caroline.

Bartek.
Chłopak Agi.

Kuba.
Chłopak Sabiny.

Piotrek.
Chłopak Mimi.
No bo na co komu opis charakteru czy choćby wyglądu. Ważne, że są, aby bohaterki były wystarczająco wypaśne.Bo w szanującej się historyjce o paczce krejzi nastolatek chłopcy to jedynie z lekka upersonifikowane wibratory z funkcją „Daj się uwieść najgorszemu wrogowi bohaterki, by zwiększyć dramatyzm fabuły”.


Jestem Caroline.Caroline Silwan i mam 14 lat. Mieszkam w bardzo ładnej okolicy,gdzie mam trójkę przyjaciół: Agę Stewart i Mimi Swam, które mają po 13 lat oraz Sabinę Streetet, która ma 14 lat. Moje życie zmieniło się dzięki jednej niewinnej przygodzie. Pewnego dnia Sabina przyszła do mnie:(...)
-Jedziesz z nami na obóz?-zapytała
-Byłoby super,tylko nie wiem czy będę mogła.-zmartwiłam się
-Musisz jechać. Będzie super. Ja muszę lecieć się pakować, bo za dwa dni wyjazd. - powiedziała
-to wcześnie mnie powiadomiłaś.-powiedziałam z sarkazmem
-ja też niedawno się dowiedziałam, bo mama zaproponowała mi ten obóz.-usprawiedliwiła się Sabina i wyszła.
Nigdy nie byłam na obozie, ale nie jestem pewna, czy można się na niego wbić tak z marszu, bez wcześniejszej rezerwacji... Ale, właściwie, co to dla Mary Sue. :>
No, co to jest przy perspektywie dwudniowego pakowania dżinsowych rurek i bluzek na ramiączkach.:)

-Jadę z wami!-krzyknęłam następnego dnia do dziewczyn
-To super.-ucieszyły się
-Mam nadzieję,że już się spakowałaś, bo wyjazd został przełożony na dzisiaj.-poinformowała mnie Aga
-Jasne, że się spakowałam,ale dlaczego zmienili datę wyjazdu?-zapytałam
-nie wiem-odpowiedziała mi Mimi
Może to nie obóz, tylko przykrywka dla handlu ludźmi? A dzień wyjazdu zmienili, bo policja zaczęła deptać im po piętach?
A może poszli na rękę Ałtorce, która nie wiedziała, jakim mięsem fabularnym nafaszerować ten jeden dzień.

Poszłyśmy po bagaże i pożegnałyśmy się ze swoimi rodzicami,a potem ruszyłyśmy do autokaru.Droga była strasznie długa,ale nam się nie nudziło.
To gdzie oni podstawili ten autokar? o.O

Za nami siedziało dwóch chłopaków, od jednego z nich Aga nie mogła oderwać wzroku.Miała oczy z tyłu głowy, że ich widziała?! To obóz dla UFO?!

-porozmawiaj z nim.-poleciłam jej
-zwariowałaś?Wyjdę na idiotkę-odpowiedziała
Wzięłysmy,więc sprawy w swoje ręce.
Hoho, czternaście lat i już biorą. Oj, nieładnie... Ale w sumie czego się spodziewać po tych szemranych obozach.

Powiedziałyśmy Adze żeby poszła do kierowcy i zapytała się czy jeszcze daleko. Kiedy ona poszła, poprosiłyśmy tego chłopaka,który siedział obok ideału Agi,żeby usiadł na jej miejscu, czyli koło mnie.
-Hej! Ja tu siedzę.-Krzyknęła Aga gdy tylko podeszła
Puściłam jej oczko,że niby ja z nim flirtuję i pokazałam wolne miejsce.
-Cześć. M-mogę tu usiąść?-zająknęła się
-Pewnie.Siadaj-uśmiechnął się chłopak
-Jestem Bartek-dodał
-A ja Aga
Rozmowa ciągnęła się dalej. Ja też poznałam chłopaka. Ma na imię Łukasz. Musiał już do końca drogi siedzieć ze mną. Na początku nie przejmowałam się nim za bardzo. Po prostu traktowałam to jako przysługę dla Agi,
Tak, po co się przejmować jakimś mało zajebistym facetem, który pewnie nawet się nie błyszczy w słońcu.

ale bardzo fajnie mi się z nim rozmawiało. Przegadałyśmy i prześmiałyśmy całą drogę.
PrzegadaŁYŚMY? Eh, też bym się chyba nie zainteresowała gościem, którego status ontologiczny płci jest niepewny...

-Tu jest świetnie.-powiedziałam,gdy tylko zobaczyłam miejsce obozu.Pokój miałyśmy razem we czwórkę,a Bartek i Łukasz mieli pokój koło nas. Weszliśmy do domków,
To domki, czy sąsiednie pokoje? Chyba, że to takie „domki wielorodzinne”, coś jak falowiec na Przymorzu. :>
Rozdział II
-Dziewczyny wstawajcie już,zaraz wyjeżdżamy-obudziły nas głosy Bartka i Łukasza
-Jeszcze chwilkę-marudziłam
-nie ma mowy-powiedzieli i weszli do naszego pokoju.
-hej! Najpierw się puka-zerwałam sięWidać chłopcy nie mają ochoty na pukanie z naszymi bohaterkami. :>
-nie daliście nam wyboru-powiedział Bartek
-Przynajmniej wstaliście-dodał ŁukaszEee... „wstaLIŚCIE”?! Dla kogo w końcu jest ten obóz, dla transwestytów?!
Transseksualistów, jeśli już. Tak czy siak, będzie wesoło.

-Gdzie wyjeżdżamy?-zapytałam jakby dopiero teraz dotarło do mnie co wcześniej mówili
-Będziemy coś zwiedzać-wytłumaczył BartekGdzieś jedziemy, coś tam zwiedzać. Nieważne co.
*szeptem* A by was wszystkich do Gułagu wywieźli...

Przebrałyśmy się i ruszyliśmy na wycieczkę. Przewodniczka wymyśliła,żebyśmy poszukali jakichś przedmiotów,które mogłyby mieć znaczenie.
Po prawej stroni widzimy nóż do chleba; ma on znaczenie przy robieniu śniadania. Po lewej stronie widzimy pilot do telewizora; ma on znaczenie jako atrybut władzy. Tam dalej z kolei widzimy Słownik Poprawnej Polszczyzny; pomińmy go milczeniem, albowiem nie ma on żadnego znaczenia.”
To znaczy, podczas zwiedzania? Może jeszcze w muzeum?
„Prooooszęęę Paaaniiii, aaa tuu wisiii taaaki obraaaz z uśmiechniętąąą paaanią, czyyy on jest cennyyy?”

Rozeszłyśmy się i nagle zobaczyłam coś co leżało koło moich stóp.Schyliłam się i to odkopałam.
Był to fragment poniemieckiej miny przeciwpiechotnej.
Bo nie ma to jak podczas zwiedzania wygrzebywać z ziemi jakieś śmieci.
Cóż, może wychowała się na wysypisku i ma syndrom „cennej opony, której można użyć do wykonania 1001 sprzętów domowych”?

-Dziewczyny chodźcie,chyba coś znalazłam-krzyknęłam
-Co to?-zapytała Mimi
-Nie widzisz? kartka-zaśmiała się Sabina
-Bardzo stara kartka.-poprawiła ją AgaSuper, znalazłyście stary papier, zagrzebany w ziemi. Zapewne jest to hiper-cenna stara lista zakupów pani Joli. Gratuluję.
Pigmejko, Ty się studentką nazywasz?! *toczy dookoła dzikim spojrzeniem* KSERUJEMY!!!

-Co tam jest napisane?-zapytała po chwili
-Nie wiem,nie mogę rozczytać.-powiedziałam
-Pokaż.-Mimi wyrwała mi kartkę
-Daj...nam...siłę...daj...nam...moc.
-Teraz ja.-Sabina wyrwała kartkę
-Byśmy...miały...wielką...moc.-przeczytała z trudem
-Daj nam siłę,
Daj nam moc.
Byśmy miały wielką moc.Daj nam moc, byśmy miały moc. Już nawet w treść starych zaklęć wkradła się ałtoreczkowatość. Ech...
No, gdzie te zaklęcia brzmiące jak „Tere fere kuku, strzela babcia z łuku, Fireball raz, proszę”...

-powiedziałyśmy razem jak byśmy się umawiały.
Nagle usłyszałyśmy krzyk,więc szybko za nim pobiegłyśmy.
Krzyk wiał przed nami aż się kurzyło.

Okazało się,że chłopak który był z nami na wycieczce, przechodził koło kanionuKanionu?! One są w Kolorado?!
*wyobraża sobie przewodniczkę, która puściła bachory samopas w okolicach Wielkiego Kanionu* Zaczynam podejrzewać, że celem tego obozu NAPRAWDĘ jest eksterminacja.

i się poślizgnął. Teraz wisi prawie 500 metrów nad ziemią i nie dziwię mu się,że krzyczy.
No, fakt.
*spada z rechotem z łóżka*

W pewnym momencie już nie wytrzymał i się puścił. Wszyscy zaczęli piszczeć.
Mimi odruchowo machnęła rękami i...zatrzymała czas.
Jeżu... Różne widziałam sposoby, by uzyskać supermoce prosto z dupy, ale przeczytanie jakiegoś zapyziałego, obszmelcowanego świstka znalezionego na wycieczce zmiata je wszystkie pod dywan. =.=
Wszystko było nieruchome tylko nasza czwórka była normalna.
Dostrzegam tu wielkie, semantyczne nadużycie.

-Co się dzieje?!-Krzyknęła
-Nie wiem,ale temu chłopakowi przydałaby się jakaś trampolina-powiedziałam i nagle...
-Jak to się mogło stać?!-Pytałam sama siebie.Trampolina pojawiła się dokładnie tam gdzie chciałam.
Eej no, tak cudacznie przepakowanych skillów nie ma nawet w Dragon Ball... =.=

Wszystko z powrotem wróciło do normy i chłopak nadal spadał,ale trampolina zamortyzowała jego upadek i nic mu się nie stało.Jestem ciekawa, co się stanie, gdy nadużywająca performatywnej funkcji języka bohaterka powie, że „prędzej jej kaktus na czole wyrośnie”.:>
Trampolina, która amortyzuje upadek z 500 metrów i która sprawiła, że chłopaka nie wyrzuciło z powrotem w górę, zapewne również cholernie wysoko? Zaiste, magia...
Racja, dzieciak powinien polecieć prosto na księżyc. :/ Czekaj... a może to jest ta tajemnicza moc „orbitowania”?
Wszyscy byli zszokowani tym,że na dnie kanionu była trampolina,E tam. Cyrk przejeżdżał i zostawił.
Rozdział III

Byłyśmy w szoku. Nie mogłyśmy uwierzyć w to co się stało. Sabina i Aga jednak były trochę zawiedzione,bo one nie dostały daru.Mimo wszystko pomagały mi i Mimi oswoić się z myślą,że już nie będziemy zwykłymi dziewczynami.
No, teraz będziecie chodzić po świecie i rozsiewać trampoliny. Ciąży na was wielkie brzemię, moje drogie.
Marysie Sue potrzebujące wsparcia, by udźwignąć ciężar zajebistości. Urocze.
-Uważaj!-Mimi krzyknęła do Sabiny,bo przewróciła radio ze stołu. Mimi znowu odruchowo machnęła rękami i zatrzymała radio w powietrzu,a Sabina je odłożyła i skomentowała to jednym słowem:
-Super!
Mimi jednak nie była tym taka zachwycona.
-Nie panujemy nad swoimi mocami!
-Musimy wrócić do domu,bo tu możemy przypadkowo użyć mocy.-wyjaśniłamBo jak niechcący zniszczycie dom albo zabijecie swoje rodziny, to właściwie nic się nie stanie.
A jak pamiętamy z jednej z poprzednich analiz, Grupa Allianz przewiduje dla takich jak one specjalne gratisy. ^^

-Tak!Tylko jak?
-Wiem! Będziemy udawały,że jesteśmy chore.-zaproponowałam
-Super.
Gdy nasza opiekunka weszła do pokoju udawałyśmy.
-Proszę pani,strasznie źle się czuję.
-My też.-dodały dziewczyny
-Hmm...Może zabiorę was do lekarza?
-Nie!-krzyknęłyśmy raptownie
W takim razie niezbędna będzie potrójna lewatywa i płukanie żołądka.

-Caroline chodź!-przyszła moja mama,wzięła nas za ręce i zaczęła prowadzić do samochodu.Siłą. Ciągnęła ją na smyczy.
A w ogóle to mamusia chyba ma moc teleportacji, skoro udało się jej przybyć w takim tempie.
Bo w telewizji właśnie zaczęli mówić o nowej aferze na obozie wypoczynkowym – opiekunowie pozwalali dzieciom zbliżać się do krawędzi Kanionu bez zabezpieczenia. Fakt wspominał też coś o morderczych trampolinach z kosmosu, które opanowały sąsiednią wioskę.
-Co wam się stało?-zapytała moja mama
-źle się czułyśmy i wolałyśmy wrócić do domu.
Po strasznie długiej drodze,wreszcie znalazłyśmy się w moim domu.Matce jakoś udało się przybyć natychmiast. Czyżby teraz wiozła je tak wolno jak Ruscy Jarosława Kaczyńskiego do Smoleńska, zapewne w równie mhhrooocznym i tajemniczym celu?
Ta, a w samochodowym radiu z niewiadomych przyczyn co chwilę rozlegał się niewyraźny głos „ubijaj, ubijaj!”
[Na strychu domu jednej z przyjaciółek znajdują „tajemniczy” zeszyt i zdjęcie przedstawiające ich babcie]
Dziewczyny rozeszły się do domów, a Mimi poszła do swojej babci. Rozmawiały jakiś czas.Mimi poszła na chwilę do kuchni,a jej babcia zobaczyła wystające z jej kurtki zdjęcie i wyjęła je z ciekawości.
-Co się stało?-zapytała Mimi,gdy zastała babcię wpatrującą się w zdjęcie.
-skąd je masz?-zapytała
-Babcia Caroline zostawiła kiedyś u niej skrzynię,a my znalazłyśmy kluczyki i....-babcia jej przerwała
-Widziałyście coś jeszcze?!
Aa, to tam były też inne zdjęcia, tak? Takie bardziej... wiedźmie, z tańczenia nago przy ognisku i w ogóle? :D

-Zeszyt z dziwnymi wierszami-powiedziała Mimi(...)
A więc teraz to was spotkało.-powiedziała poważnie
-Ale co?-Mimi dopytywała się babci,ale bez skutku, bo ta bardzo intensywnie o czymś myślała...
Zostałyście zarażone Różową Mocą Tęczowego Kucyponka i zostałyście Mary Sue!!! MWAHAHAHA!!!
Rozdział IV

-Jesteśmy czarodziejkami?! Jak to?!-Mimi nie dowierzała w słowa babci
-To co przeczytałyście,to kartka z księgi zaklęć.My napisałyśmy całą księgę,kiedy byłyśmy w waszym wieku.
Czternastolatki tworzące grimoire'y? A ja się dziwiłam, czemu te zaklęcia tak partacko brzmią...

-Jak to wy?
-Ja,babcia Caroline,Sabiny i Agi.-wytłumaczyła
-To chyba fajnie.-uśmiechnęła się Mimi
-Pamiętaj, nie używaj zaklęć na korzyść własną. Taki błąd popełniłyśmy my,wam go odradzam.
Od egoistycznego czarowania opadają cycki i robią się kurze łapki. Mężczyźni mają trochę lepiej, oni tylko zaczynają zerkać spode łba i wymyślają sobie śmieszne imiona brzmiące jak „ojciec” po holendersku.

Powiedz przyjaciółką,żeby przyszły do nas ze swoimi babciami.Musimy porozmawiać.
-Dobrze.
Następnego dnia wszyscy spotkaliśmy się u mnie,Po drodze zaplątało się kilku zagubionych transwestytów.

bo tam była księga i skrzynia.
-Więc wszystkie przeczytałyście zaklęcie i macie moce?-zapytała moja babcia,gdy się wszystkiego dowiedziała.
-Nie. Ja i Mimi mamy moce,ale nie wiemy dlaczego Aga i Sabina ich nie mają.-odpowiedziałam
-Teraz bardzo uważajcie,bo nie wiecie jaki dostaniecie dar i kiedy,a nikt nie może się o nim dowiedzieć.-powiedziała do Agi i Sabiny
-A może my go wogóle nie dostaniemy?
-Nawet tak nie mówcie, muszą być cztery czarodziejki.
No, bo bez czwórki straszliwe wiedźmy nie miałyby jak grać w brydża.
Juuupiiii, i teraz wszystkie będą zajebiste!!!
-Zobaczmy co mamy jeszcze w tej skrzyni-powiedziała moja babcia i wyjęła ze skrzyni cztery amulety w kształcie ważek.
-Te wisiorki otrzymuje każde nowe pokolenie czarodziejek.
-Teraz wasza kolej-babcie dały nam wisiorki(...)
Dziewczyny rozeszły się do domów i rozmyślały o tym co się ostatnio wydarzyło. Sabina leżała na łóżku i zadawała sobie jedno pytanie-"Czy sobie poradzimy?" W końcu usnęła.Myślenie męczy, wiem.

Jej sen był taki dziwny i... prawdziwy. Była w całkiem innej postaci. Coś ją goniło, ale niebyła pewna kto, a raczej co ją goniło. Uciekała w głąb lasu, ale przez chwilę nieuwagi potknęła się. Ze strachu nie mogła się ruszyć. Zaczęła wymachiwać rękami. Nagle potwora odepchnęła jakaś niewidzialna siła.
-Czy to ja?-rozmyślała
Gdy potwór wstał Sabina spróbowała jeszcze raz go odepchnąć i udało się.
-Ja też mam moc!-ucieszyła się.
Ta. Jupi.

Podniosła się i już miała iść do przyjaciółek,lecz w tym momencie się obudziła.
-A więc to jednak sen...-posmutniała
Z ciszy wyłoniło się dzwonienie budzika.
-Niech ktoś go wyłączy!-krzyknęła i machnęła ręką. Nie spodziewała się takiej reakcji,bo gdy machnęła ręką zegarek przesunął się i spadł.
-Niemożliwe! To ja jednak mam moc!Uau! Umiesz ręką zrzucić budzik z półki! Suuupeeer! =.=’
*zrzuca myszkę z biurka* Ja też mam! Hurra! I wcale nie pomagałam sobie dłonią!
No dobra, tylko troszkę...

-Muszę powiedzieć dziewczynom.-wyskoczyła z łóżka,przebrała się i wybiegła z domu.
Po drodze spostrzegła mężczyznę,który wyglądał identycznie jak ten z jej snu.
Jak potwór? o.0 Kurde, to się nazywa mieszkanie w niebezpiecznej dzielnicy.

Przyspieszyła kroku i pobiegła do Mimi.Po przebyciu paru metrów spotkała mnie i opowiedziała mi o tym zdarzeniu,które przed chwilą czytaliście.
-Myślisz,że to coś poważnego?-zapytałam ją gdy byliśmy już u Mimi. Aga też przyszła.
Ktoś zapukał do drzwi.(...)
W drzwiach stanął pewien mężczyzna
-Dzień dobry-powiedział-czy mogę wejść?
-Ale w jakiej sprawie?
-Twoja przyjaciółka zgubiła naszyjnik.Próbowałem ją dogonić i doprowadziła mnie tutaj.
-A skąd pan wie,że to moja przyjaciółka?
-Domyśliłem się.-wydawał mi się jakiś podejrzany.
-Dziewczyny chodźcie! Któraś z was zgubiła ważkę?
Sabina podeszła bliżej. Zobaczyłam jej przestraszony wzrok.
-To ten facet z mojego snu-szepnęła do Mimi
-D-Dziękuję.Jest dla mnie bardzo ważny.-Powiedziała do mężczyzny,bo oddał jej amulet.
Sabina założyła wisiorek na szyję,a w tym momencie mężczyzna wszedł do mieszkania.
-Co pan wyprawia!?-krzyknęłyśmy
-Teraz ja was pokonam-odrzekł z uśmiechemSame się o to proszą, wpuszczając obcego, podejrzanego gościa do mieszkania.
Demon,którym okazał się mężczyzna rzucił w naszym kierunku kulę ognia,a my szybko runęłyśmy na ziemię.
Po czym bezzwłocznie zajęłyśmy się ogniem, starannie skwiercząc i pieczołowicie posyłając w niebo kłęby czarnego dymu.

Mimi zatrzymała czas i objaśniłyśmy plan. Ja swoją mocą odebrałam mu kulę i ją w niego rzuciłam, a Sabina swoją telekinezą wyrzuciła popiół,który został po napastniku przez otwarte okno.
-Co tu się dzieje?!
Nikt nas nie poinformował,że będziemy musiały walczyć z demonami,które chcą nas zabić...W każdej umowie jest taki krótki tekst napisany drobnym druczkiem... ;)

Rozdział V

-Jak to się stało?!-krzyczała Sabi
-Nie wiem.A może to sen...uszczypnij mnie.-powiedziałam
-Auć.
-Sama tego chciałaś.-powiedziała Sabina
-Może zapytajmy się mojej babci o co chodzi z tymi demonami.-zaproponowałamMam wrażenie, że te babcie spiskują przeciwko nim, skoro nie ostrzegły ich od razu.
-Wy idźcie. Ja nie mam po co.-Aga wyszła z domu.
Nie wiedziałyśmy co zrobić. Nie myślałyśmy, że Aga tak się tym przejmuje.
Gdy wracała do domu rozmyślała, dlaczego zawsze ona musi być tą najgorszą. Zauważyła,że ktoś ją śledzi. Weszła,więc do bloku,lecz mężczyzna dalej za nią szedł. Zaczęła wbiegać na samą górę i dobijać się do swojej siostry,ale najwyraźniej nikogo nie było.Bo nie można było biec w stronę jakiegoś miejsca, gdzie będą ludzie. Nie, lepiej biec do pustego mieszkania, do którego nie ma się kluczy.

Ten ktoś też wchodził coraz wyżej,a Aga nie wiedziała co zrobić.
Ha HA! Ja ci powiem, kochana, co robić:
Ale na coś takiego to trzeba mieć łeb z zawartością, a nie tylko blond włosami... :P

Zobaczyła wejście na dach i od razu się na nie rzuciła. Przez ułamek sekundy miała nadzieję, że nieznajomy sobie odpuścił,ale zobaczyła go jak wchodzi na dach.
-Czego chcesz?-spytała drżącym głosem.
-Oddaj mi medalion!
-Po co?! A kim pan wogóle jest?!
-Jakbyś nie wiedziała z kim możesz mieć do czynienia.-zaśmiał się
-Czyli kim?
-Jestem Demikus.
To fantastycznie, ale co to wnosi do fabuły? =.=

-A ja nadal nie wiem po co ci mój medalion.- Bo zbieram starocie! Jestem nasłynniejszym handlarzem starego, bezwartościowego badziewia w tym regionie i MUSZĘ mieć twój stary medalik!
[Dziewczyna odkrywa w sobie dar lewitacji i pokonuje nachalnego typa]
Pobiegła do przyjaciółek powiedzieć o tym co się stało. Nie patrzyła na nic i gdy tylko wbiegła w zakręt zderzyła się z chłopakiem.
-Przepraszam-zrobiło jej się głupio
-Nic się nie stało.-powiedział chłopak i pomógł Adze wstać.
-Jestem Marcin. Może w zamian rewanżu pójdziesz ze mną do cukierni na ciastko?-zaproponowałW zamian rewanżu, to ja ci mogę tak słownikiem związków frazeologicznych przyłożyć, że ci składnia nosem wyjdzie!
-Skoro nalegasz-Aga się uśmiechnęła
-A jak masz na imię?-zapytał
-Oj,sorry nie przedstawiłam się. Jestem Aga.
-To jak? Idziemy?-zapytał
-Ok.
Marcin i Aga nadawali na tych samych falach.Po chwili ulegli interferencji.
Aga przez całą drogę rozmawiała z Marcinem. Rozmawiali o drobnostkach, gdy w końcu doszli do domu Agi.
-Spotkamy się jutro?-zapytał
-Może.-Aga dała mu numer telefonu i się uśmiechnęła.
Chłopak się przybliżył, czekając na coś więcej. Aga zakłopotana pocałowała go w policzek.Kup mi ciastko, dam ci buzi. Kup mi rower, dam ci...
Ekhm, tego. No właśnie.

-Cześć.-rzuciła i znikła za drzwiami.
Aga zadzwoniła do Mnie,Sabiny i Mimi i powiedziała nam,że dostała moc,ale o Marcinie nic nie wspomniała.
Bo Marcina jeszcze nie dostała – to był tylko całus. ^^ Ale co się odwlecze...

-Idziesz jutro z nami do kina?-zapytała Mimi
-Jutro nie mogę.-odpowiedziała Aga
-Dlaczego?
-Bo idę na basen.
-To może pójdziemy razem?
-No,nie za bardzo,bo obiecałam cioci,że tylko z nią pójdę.-Skłamała
-To szkoda.
Adze zrobiło się głupio,że oszukała przyjaciółki, sama nie wiedziała dlaczego nie chciała powiedzieć,że na basen idzie z Marcinem.
My jednak nie dałyśmy się nabrać. Za dobrze ją znałyśmy. Postanowiłyśmy iść na basen. Zobaczyłyśmy Agę-przyszła sama- a zaraz dołączył do niej chłopak. Wygłupiali się razem i zachowywali jak para zakochanych w sobie nastolatków.Mimo, że ledwo się poznali. Eh, ta młodość durna...
No, kto widział, by w wieku trzynastu lat zachowywać się jak nastolatka. Toż to nie przystoi.

Gdy próbowałam do nich podpłynąć,omsknęła mi się noga i wpadłam pod wodę.
W wodzie jej się noga omsknęła? To chyba jakiś wyższy poziom niezdarności.

Nie mogłam się wydostać,myślałam że się utopię.Waliłam w taflę wody od spodu, ale się zacięła i nie przepuszczała niczego.

Poczułam jak coś mnie wyciąga z wody. To była Aga.
[Pozwoliłam sobie wyciąć wstrząsającą kłótnię dotyczącą tego, że Aga nie zameldowała koleżankom o pójściu na basen z kolegą]
Następnego dnia Aga też umówiła się z Marcinem.
-Pogodziłaś się z przyjaciółkami?-zapytał
-Tak.-odpowiedziała aga
-Dlaczego nie powiedziałaś im,że spotykasz się ze mną na basenie?
-Nie wiem. Chyba bałam się,że powiedzą coś w stylu "A co z Bartkiem?"
-A ty coś do niego czujesz?
-Chyba tak...zgraliśmy się ze sobą na obozie.-Aga spuściła wzrok.Na którym były raptem jeden dzień, przypominam.
Ach, cóż znacy jeden dzień, gdy w grę wchodzi miłość od pierwszego siedzenia razem w autokarze!

-Mówił ci ktoś kiedyś,że masz piękne oczy?
-Nie...A co to za pytanie?
Marcin nie odpowiedział. Jeszcze raz spróbował szczęścia i chciał pocałować Agę. Tylko tym razem nie czekał. Aga nie wiedziała co myśleć. Z jednej strony czuła coś do Bartka, a z drugiej nie miała z nim kontaktu i usprawiedliwiała się,że nie robi nic złego.Bo bycie niewierną wobec chłopaka, z którym miała kontakt przez raptem jeden dzień, i o którym tak naprawdę nic nie wiedziała, to straszna zbrodnia.

W pewnym momencie uslyszała znajomy głos i od razu odskoczyła od Marcina.
-Aga?-zapytał
-Bartek? Ale...Co ty tu robisz?-zapytała zaskoczona
-Mieszkam tu. Właśnie skończył się obóz. A ty co tu robisz?
-Też tu mieszkam. (...)
-Chcesz iść jutro ze mną po prezent dla siostry? Przy okazji Łukasz spotka się z Caroline.
-To Łukasz też tu mieszka?
-Pewnie. Przecież jest moim sąsiadem.How sweet...
Bartek szepnął Adze na ucho,żeby spotkali się w tym samym miejscu o piętnastej i poszedł.
Dziewczyna nie wiedziała co zrobić. Stała w osłupieniu. Tak po prostu po pocałunku z Marcinem być z Bartkiem, czy po tym wszytkim zostać z Marcinem,a Bartka zostawić. Jednak doskonale o tym wiedziała,że zakochana jest tylko w tym,który jej jeszcze nie pocałował.Mimo, że tego jednego znała jeden dzień, a drugiego dwa dni! Aarghh...
Bo chłopiec pocałowany liczy się jako zaliczony, ergo – nieciekawy. Ech, płochości dziewczęca...

15 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Wasze komentarze bardzo celne i zabawne, ale ten potworek o magicznych psiapsiółkach jest koszmarnie nudny. Ach, jakże porywające historie miłosne trzynasto-czternastolatek, które kochają się w chłopakach, którym nadepnęły na stopę czy napluły do herbaty...
Tak swoją drogą, dobijała mnie jeszcze narracja, co to ma być, "narrator wspólnoświadomościowy"?

Ome

Anonimowy pisze...

tak się własnie zastanawiałam, czy "Charmed" doczekają się swojego fan-fika. i proszę, jest.
(i to tłumaczy niezrozumiałe "orbitowanie" - tam jest moc, hm, translokacji, nazywa się chyba właśnie orbiting)

Anonimowy pisze...

"Niestety, im dalej w las, tym mniej było magii, a więcej sercowych zawirować, więc nie dałyśmy sobie spokój"...?

Ej, ej, ej, bo ałtoreczki przyjdą z rewanżem ;)

Kalevatar pisze...

Przepraszam. Już poprawione. :)

psyence pisze...

'ojciec po holendersku' ...muahahahahahahah ~~

Anonimowy pisze...

LOL

Ten komiks ( http://img210.imageshack.us/img210/3128/200n.png ) po prostu wymiata :D

Znudzona Pszczoła pisze...

Ten blogasek jest straaaasznie nudny... I ta fabuła... Tak jakoś zaleciało mi kilkoma odmóżdżającymi bajkami z kanału dla dzieci... Wasze komentarze i ten obrazek ze schodami były świetne, ale blogasek...
Pozdrawiam

Goma pisze...

Świetne, świetne jak zwykle. Szczególnie Wasze komentarze na początku mi się bardzo podobały - potem rzeczywiście porobiło się za dużo zawiłości sercowych, więc dobrze, że dałyście dobie spokój.

Poprzednia analiza - nie miałam kiedy wspomnieć - też świetna, i nawet przeczytałam z przyjemnością obie części ^^
Pozdrawiam.

kura z biura pisze...

Widzę tu miks seriali WITCH i Czarodziejki, doprawiony marzeniami własnymi ałtoreczek. Szkoda, że jeszcze żadnej nie wyrastał syreni ogon...
Co do pominiętej przez Was straszliwej kłótni - hehe, to bardzo przypomina nasze opko o siatkarzach, gdzie też połowa fabuły to były fochy z powodu tego, że ktoś nie chce czegoś robić wraz z grupą.
Jak widać, nawet ze śmiertelnie nudnego opka można zrobić perełkę :)

Stefan Batory pisze...

To domki, czy sąsiednie pokoje? Chyba, że to takie „domki wielorodzinne”, coś jak falowiec na Przymorzu. :>

*Słyszy przez ścianę ryk w sąsiednim pokoju* ....
...?!
*Puka w supergrube ściany falowców* Pigmejka?! Pigmejka, jakie marysie tam znowu czytasz?!

Pigmejka pisze...

@Stefan Batory: No proszę, kolejna czytelniczka z Trójmiasta. :)
A co do ryków, to na pewno nie ja: moją specjalnością jest okrutny, dziki chichot wściekłej hieny. ]:->

Poza tym, mam szczęście mieszkać w kamienicy, ale "uroki" naszych kochanych falowców poznałam. :D

pomorzanka pisze...

Trójmiastowi górą! :D Matulu, w połowie tych wypocin musiałam sobie zrobić kawy. Drugiej. A to nawet nie południe -_- Ałtoreczka mogłaby spokojnie opatentować swoje tfurczości jako innowacyjny lek na bezsenność...
A komentarze jak zwykle przeboskie! :D

Anonimowy pisze...

Czy tylko mnie nieziemsko bawi zestawienie imion w stylu Caroline i Mimi z Bartkiem i Marcinem?

Ayanene pisze...

omg omg xD
Falowce na Przymorzu?
A MOŻE ONE TAM POJECHAŁY?
XDDDD

Paula WinchesterBear pisze...

Ten tfffur przypomina mi jakieś skrzyżowanie "W.I.T.C.H." i "H2O wystarczy kropla"... God. Please, no!!!!!!11!oneonejedenone!!1!!!!
Analiza przecudna xd