czwartek, 24 czerwca 2010

Komuna hippisowska w niebie, czyli kurs anielskiego podrywu

-->
Witajcie!

Dzisiaj czeka Was kolejne spotkanie z anielicą Ardeą i jej trzema psiapsiółkami, które w tym odcinku otrzymają nowego skilla zajebistości - zostaną bowiem przemienione w anioły! Co prawda ceną tego będzie śmierć trzech innych anielic oraz kilku żab oraz jeży, ale kto by się tym przejmował. A potem będzie tylko weselej - i nie ma co się dziwić, skoro w niebie wszyscy handlują żywym towarem, marihuaną oraz żyją ze sobą na kocią łapę; a domy urządzają im projektanci Nowych Ruskich. Gdyby Kossakowska widziała, co wyczynia tu z jej bohaterami Ałtoreczka, zjadłaby własny długopis. Czy też raczej klawiaturę komputera.
Aby już nie przedłużać - miłej lektury!

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar


Rany były poszarpane, jakby zadane stępionym mieczem.
To chyba był jakiś miecz z ząbkami, skoro rany były szarpane. :>
I cóż, nawet Zło przeżywa kryzys, skoro nie stać ich na naostrzone miecze...


Posoka tworzyła ciemnoczerwone kałuże w zagłębieniach ulicy. Chciałam się podeprzeć na ręce, ale ta nie wytrzymała. Położyłam się na plecach oddychając ciężko. Mój organizm dawno nie miał takiego wysiłku. Poczułam, że moje włosy stawały się lepkie i śmierdzące od krwi na bruku. Przed utratą przytomności zdołałam jedynie wyszeptać jedno:
-Bóg... Uzdrawia... Rafaelu, przybądź...
I zapadła ciemność.
***
Otworzyłam oczy. Byłam w jakiejś przestronnej komnacie. Wszystko mnie bolało. Leżałam więc na plecach i wpatrywałam się w sufit. Widniały na nim piękne freski przedstawiające głównie anioły, konie i inne istoty. W sumie i tak nie miałam nic do roboty, postanowiłam więc przyjrzeć się uważniej malowidłom.
Pal sześć walkę, jaką niedawno stoczyła z siłami Zła i to, że jeszcze nie wie, gdzie się znajduje. Kontemplacja sztuki jest najważniejsza!
Hmm... a może w wyniku tego zaklęcia, jakie wypowiedziała przed utratą świadomości, przeniosło ją do pracowni malarza Rafaela Santi? O.O

Anioły na nich trzymały w rękach miecze i ubrane były w antyczne zbroje lub pancerze.
No niesłychane! Zbroje lub pancerze! *zżyma się*

Bukraniony rumaków wykute były na kształt lwich głów. Fresk wyraźnie przedstawiał jakąś bitwę, bo zbroje skrzydlatych były ujednolicone, w kolorach czerwieni, granatu i żółci.
A w nieprzepisowych zbrojach na bitwę nie wpuszczano, jak rozumiem?Inne kolory wyszły z mody. Chyba nie chciałabyś pokazać się na bitwie w niemodnej zbroi?
Nie chciałabym pokazać się w bitwie w żółtym czymkolwiek. ^^

Miały one symbolizować, kolejno, ogień, dym i siarkę. Powoli odzyskiwałam zdolność myślenia. Te trzy kolory z czymś mi się kojarzyły...
Z flagą Wenezueli?Albo Rumunii.

Obróciłam nieco głowę, by przypatrzeć się reszcie sufitu. Prawie dokładnie nade mną był jakby zawieszony olbrzymi cień albo... Nawet nie wiedziałam, jak to nazwać... Było bezkształtne, ale bardzo mroczne i niemal czuło się złą energię bijąca od tego potwora.
W jednej z sal Akademii Czarnych Charakterów siedzieli uczniowie: panicz Sauron (jak zwykle lekko nieobecny, bawiący się szklanym okiem dziadka), wiecznie strojący żarty Joker i ambitny, ale chory na astmę Darth Vader. Profesor Moriarty przechadzał się między ławkami i powtarzał zgromadzonym:
- Pamiętajcie! Każdy szanujący się czarny charakter musi być mroczny! Inaczej wszelkie wasze zło zwyczajnie nie będzie się liczyć!


Z jego wnętrza wypływało wojsko nicości, pozostawiając za sobą zgliszcza i trupy wojowników Królestwa. Wśród zabitych był jednak jeden żywy, na potężnym, czarnym koniu.
Wśród zabitych był żywy – czyli zombie?
Bo zabili go i uciekł.

Dzierżył magiczny Miecz Aniołów, zupełnie taki sam jaki miał niegdyś Burzyciel Światów.
Zmarszczyłam brwi. Skąd tu się znalazł miecz Abaddona?
No, namalował go ktoś. W czym problem?

Chyba że... Otworzyłam szeroko oczy dalej wpatrując się w górę. Nade mną- wielki mrok, pośrodku sufitu kłębiące się w zażartej walce ciała tysięcy niebiańskich żołnierzy, wśród nich, jak mała czarna mrówka, czarnopióry skrzydlaty na swoim koniu... Daimon... Zerwałam się gwałtownie z łóżka na którym leżałam. Skoro był tu Tańczący na Zgliszczach, więc walczący aniołowie to była...
-Szarańcza...- wyszeptałam z niedowierzaniem. Ogień, dym i siarka. Aniołowie Miecza. Należałam przecież do nich. Musiałam naprawdę mocno oberwać w pojedynku z wampirami, skoro zapomniałam o tak ważnej rzeczy. A ten cienisty twór, to zapewne Siewca Wiatru... Zamknęłam oczy, bo nagle zakręciło mi się w głowie. Przysiadłam na skraju łóżka. Oddychałam spazmatycznie.
Ja rozumiem, że sztuka może być bardzo sugestywna i robić wstrząsające wrażenie, ale żeby aż tak? Ona się zachowuje, jakby oglądała ten obraz w co najmniej 3D, przy ogromnym zbliżeniu.
To był atak retrospekcji. Zgodnie z prawidłami mangi powinna teraz dostać nowe moce... cieszmy się więc, że to nie manga.

Za zamkniętymi powiekami przewijały mi się obrazy z legendarnej pierwszej wojny z Siewcą,
Gabinet ruchomych obrazów we własnych oczodołach, nieźle.

Z tego zamyślenia wyrwał mnie cichy zgrzyt otwieranych drzwi pomieszczenia. Weszła przez nie piękna anielica z kobaltowymi, sięgającymi pasa włosami. Oczy miała jak płynne złoto.
Włosy z metalu, oczy też – ani chybi, cyborg. ;)

Niosła tacę z jedzeniem, najwyraźniej przeznaczonym dla mnie. Stawiała lekkie, ale pewne kroki, ubrana w długą, szafirową suknię ze zwiewnego materiału.
Niech się jeszcze odezwie śpiewnym głosem... Aż się o to prosi, co nie?

Hija zniknęła w sąsiednim pokoju. Postanowiłam obejrzeć komnatę, w której byłam. Urządzona prosto, ale przytulnie, z postawionymi gdzieniegdzie marmurowymi rzeźbami. Ściany pokrywała bladoniebieska tapeta.
Freski na suficie i tapeta. Gratulujemy gustu. =.=No i te „ustawione gdzieniegdzie” marmurowe rzeźby. Idę o zakład, że nowi Ruscy to wnętrze urządzali.

Zasłony w kolorze wiosennego nieba spływały łagodnymi falami ku ziemi. Meble były wykonane z drewna bukowego. Wielka, przytulna prostota.
Z naciskiem na prostotę.
„Prawie połowę pozyskiwanego drewna bukowego stanowi surowiec łuszczarski przeznaczony do produkcji sklejki i oklei. Sklejka bukowa znajduje zastosowanie przede wszystkim w przemyśle meblarskim. W przypadku przemysłu meblarskiego stosowane jest zwłaszcza tam, gdzie wymagane są znaczne ilości drewna litego, jak np. do wyrobu ciężkich stołów, krzeseł, foteli i tradycyjnych zestawów meblowych.” Poza tym, drewno bukowe wykorzystuje się do wyrobu klepki parkietowej, sprzętów domowych czy uchwytów narzędzi. Sam styl i smak, zwłaszcza jak na anioła.

No, prostota miała być, czyż nie? Pierwotny projekt zakładał pewnie meblościankę „na wysoki połysk” i taborety z ceratowym obiciem.

To była cecha charakteryzująca rezydencję Razjela.
Ucieszyłam się. Nie wiem kto mnie tu przeniósł, ale wiedziałam, że bardzo chcę zobaczyć się z Razjelem. Miałam tyle pytań... Komu je zadać? Czy ktoś tu wreszcie przyjdzie?
Spytała nadąsana dzieweczka, tupiąc z niezadowolenia nóżką. Jak to, ona tu jest, a jeszcze nie zjawił się żaden Tró Lów, by ją wielbić. Ba, nie zjawił się ktokolwiek, kto by mógł ją zabawiać i podziwiać! I jak ona ma pełnić rolę Mary Sue? W takich warunkach się nie da pracować!

Najwyraźniej Jasność wysłuchała moją prośbę, bo oto otworzyły się drzwi.
„Niech się stanie według słowa Twego”... mruknął posłusznie Pan Bóg – po czym dodał jeszcze ciszej: „...Bylebyś stąd poszła w cholerę...”

I stanął w nich nie kto inny, tylko sam Pan Tajemnic we własnej osobie. Razjel był chudy i dość wysoki. Miał na sobie swoje ulubione jeansy i jasnobłękitną koszulkę. Uwielbiałam jego długie, czarne włosy, które zazwyczaj zaplatał w warkocz sięgający końca pleców. Był taki, jakim go zapamiętałam. Oczy barwy akwamaryny spoglądały na mnie zza szkieł złotych okularów. Uśmiechały się. Dawno nikt tak na mnie nie patrzył...
Bo rodzice tylko wrzeszczeli i okładali ją pejczem.Jakby do mnie zaczęły się uśmiechać oczy, do tego patrzące zza szkieł, chyba bym się trochę wystraszyła...

-Razjelu...- zdążyłam tylko tyle wyszeptać zanim archanioł podszedł do mnie i mocno do siebie przytulił. Tak wspaniale było znów poczuć jego zapach...
-Martwiłem się o ciebie, Ardeo- powiedział i pocałował mnie w czoło.- mało nie oszalałem, kiedy dostałem wiadomość od Gabriela, co się stało. Nieźle cię załatwili.
Szkoda, że nie załatwili jej do końca...
Bo nie ma to jak przyjaciel, który potrafi zapewnić bezpieczeństwo twojej dziewczynie, nie?

Odgarnął moje włosy i założył za uszy.
-No ale sobie poradziłam, prawda? Nawet nie wiedziałam, że mam w sobie jeszcze jakąś magię. Hm, mam pytanie...
-Chyba masz ich więcej, niż tylko jedno- zaśmiał się Książę Magów.
-Masz rację... Ale takie najważniejsze... Co się działo potem, jak straciłam przytomność?
-Gabriel mnie zawiadomił, że mocno cie poturbowali. Pożyczył od Asmodeusza latający dywan i voilá.
Anioł widzę kosmopolita turecko-francuski. Ale jeśli mówienie językami aniołów mu wychodzi, to językami ludzi na pewno nie. W języku francuskim słowa voilá nie ma, za to voilà owszem.

Jesteś tutaj. Musiałem cię doprowadzić do stanu używalności, a wczoraj Rafał mamrotał nad tobą jakieś zaklęcia uzdrawiające...
W sumie nie wiem, jakie to były zaklęcia, ani nawet czy to były zaklęcia, bo tego mamrotania nijak się nie dało zrozumieć. Ale brzmiało mądrze i uzdrawiająco. Zwłaszcza, jak wziął tę laleczkę z puklem twoich włosów i przebił ją długą, ostrą igłą.

-Czekaj, czekaj- przerwałam mu.- Jak to wczoraj? To jak długo ja byłam nieprzytomna?
-Od wczorajszego popołudnia... Dziś nad ranem nareszcie zaczęłaś oddychać normalnie.
-Zwariowałeś?!- zerwałam się z miejsca.- Muszę wracać! Mama pewnie strasznie się martwi!
-Uspokój się... Już jej powiedziałem. Nie była szczególnie zaskoczona, kiedy mnie zobaczyła, bo już kiedyś z nią rozmawiałem. Po twoich ziemskich narodzinach- dodał anioł, widząc moją zdumioną minę.
O rety, bohaterka miała nawet własne „zwiastowanie”! No, Marysie Zuzanny, kto da więcej?Taa, a pierwsza Mary Sue stworzyła świat z własnej zajebistości.
Dlatego to wszystko teraz wygląda jak wygląda, czaicie.

-A... Co z Gosią, Basią i Moniką? Są bezpieczne?
-Nic im nie grozi, zajęliśmy się nimi. Po wyleczeniu odesłaliśmy do domów.
-To dobrze... A wiesz co? Bo mam taki pomysł, żeby...
-... zabrać je do Królestwa? Świetnie. Tylko trzeba by przekonać ich rodziny- Razjel puścił do mnie oko.
-Skąd wiedziałeś, że to właśnie...
-Kochanie, czyżbyś już zapomniała, kim jestem?- skrzydlaty najwyraźniej był rozbawiony.
-Największy Mag w Królestwie, no tak...- zarumieniłam się.- Ale w końcu dalej się uczę, nie? Mam prawo coś zapomnieć...
-Tak, zwłaszcza to, kto cię uczył magii przez ostatnie kilka tysięcy lat...
-Czepiasz się...
Racja, kto by tam pamiętał takie szczegóły jak znajomość trwającą kilka tysiącleci.
Grrr, a nas się wykładowcy czepiają, jak jakiegoś jednego pojęcia z materiału sprzed dwóch lat nie pamiętamy. :/


OK., wracając do pomysłu. Byłoby to możliwe? To znaczy, bez odebrania życia?
Ale że wniebowzięcie za życia? Hmm... W zasadzie, skoro z Henochem i Eliaszem się udało...
Przyjaciółeczki boCHaterki to wszak persony co najmniej równie godne tego zaszczytu.

Razjel założył ręce na piersi i podszedł do wielkiego okna. Pewnie myślał, co mi odpowiedzieć. Nie miałam mu tego za złe. Sama bym się zastanawiała nad tak ważną rozmową. W końcu tu chodziło o życie trzech dziewczyn... Pan Tajemnic obrócił się do mnie i powiedział powoli.
-Zamiana osoby żywej w anioła jest bardzo bolesna...
Lol, że co? A ja, głupia, myślałam, że jedynie Metatron miał moc stwarzania nowych aniołów.Dla mojej Marysi Zuzi najlepszy zestaw nowych aniołków poproszę.

Nie wytrzymają jej, nie w ludzkim ciele... Tu chodzi o oderwanie duszy. A to jest cholernie trudne. Zakrawa na czarną magię... Ty przy tym nie byłaś, ale...- tu zapatrzył się w jakiś punkt na ścianie. Było dobrze widać jak ciężko jest mu o czymś powiedzieć. Wyczuwałam, jaki był spięty. Wziął głęboki oddech.- Hija chciała pomóc raz Daimonowi i użyła czarnej magii... To wysłało ją i jej wyspę gdzieś w niebyt. Żeby ściągnąć ją z powrotem, musiałem odebrać życie innej anielicy, która dobrowolnie się na to zgodziła. No wiesz, dusza za duszę. Nie wspominając o tym, że wyniszczyłem połowę Ogrodu Pańskiego... Wcale nie jestem dumny z tego co wtedy zrobiłem. Ale innego wyjścia nie było. W przypadku twoich przyjaciółek trzeba by zrobić to samo.
Mam przecież cholernie doniosłe powody, by brać się za to wariactwo dla trzech ludzkich smarkul.

Znaleźć trzy osoby, które zamienią się z nimi miejscami. Mogę też upodobnić je do Gosi i reszty tak, że ich rodziny się nie połapią. Ale jest jedno, ważne pytanie. Czy jesteś gotowa na to, żeby złożyć dla nich taką ofiarę?
Ach, śmierć trzech randomów i okłamanie ich rodzin w zamian za to, by mieć najlepsze przyjaciółeczki zawsze przy sobie? Co to za dylemat!

Przy tym potrzebujemy jeszcze więcej energii, niż w przypadku Hiji. I miejsce. To wszystko jest bardzo ważne, żeby niepotrzebnie nie pozbawić życia innych osób. Więc pytam cię jeszcze raz, Ardeo- czy jesteś na to gotowa?
Nie odpowiedziałam. Nie tak od razu. Słuchając mojego ukochanego miałam wzrok wbity w ziemię pod stopami, ale teraz podniosłam głowę. W przyciemnionym pomieszczeniu tęczówki archanioła płonęły lodowym blaskiem. Nie mogąc tak dłużej wpatrywać się w niego podeszłam do drzwi balkonowych i otworzyłam je. Chłodny wiatr otrzeźwił mnie trochę i byłam w stanie myśleć intensywniej. Czyli jest szansa... Muszę tylko znaleźć te trzy ochotniczki do zamiany i miejsce.
Hmm... A czy same zainteresowane ktoś w ogóle spytał o zdanie?Muszę tylko znaleźć trzy osoby, które pozwolą się zabić tylko po to, by jakieś smarkule mogły sobie skakać po chmurkach! Przecież to drobiazg!
Z miejscem nie będzie problemu, można wybrać jakiś teren w Sferach poza Czasem. Ale osoby...
-Razjel?
-Hm?
Pan Tajemnic wyszedł na balkon i stanął obok mnie. Ja podparłam się na balustradzie, zapatrzona w dach domów na Hajot Hakados.
-Nie ma znaczenia, z jakiej hierarchii wywodzą się te osoby zamienne?
-No nie ma... A czemu pytasz?
- Bo można wziąć kogoś z plebsu, jakiegoś zapomnianego anielskiego żula, za którym nikt nie będzie tęsknić. Tak trudno się domyśleć?

-Bo znam... Poznałam kiedyś takie trzy chore siostry... One mieszkały w Limbo, ale służyły jakiemuś urzędnikowi. O ile jeszcze nie umarły... Nie zrozum mnie źle, ale może lepiej by dla nich było...
To się nazywa nakłanianie do samobójstwa i jest średnio zgodne z naukami Kościoła.
Czy tylko mnie robi się niedobrze, jak to czytam...?

Nie.

-Jeśli się zgodzą, to tak. A miejsce?
-Bagna w Sferach Poza Czasem- odpowiedziałam bez zastanowienia.
-Czyli zdecydowałaś? I wiesz co nas czeka?
Przytaknęłam. Najczarniejsza magia...
Czarrrna jak dupa Murzyna po czarnych jagodach.

-Skoro tak... to czekam na ciebie na placu. Przyprowadź te służące. Porozmawiaj z Basią, Gosią i Moniką. Wróć do domu i przygotuj rzeczy do zabrania. Rytuał zaczniemy o świcie, przyjdę po ciebie.
Chcąc nie chcąc musiałam wracać... Razjel znów pocałował mnie w czoło, na pożegnanie, i włożył do reki miękki materiał. Mruknęłam zaklęcie i poczułam, jak ziemia ustępuje pod moimi nogami. Zanim zniknęłam zdążyłam wyłowić spojrzenie archanioła, pełne smutku i litości. Nie chciałam, żeby ktoś się nade mną litował...
Oj ty bidulko ty. Jaka Ty jesteś pokrzywdzona. A przecież los, jaki chcesz zgotować tym trzem chorym siostrom, to nic strasznego. Taka tam, śmierć tylko jakaś, bo Ty masz takie fanaberie.

Wybrałam, to co według mnie było słuszne. Moje życie.
Taa. Twoje.
BTW, jeżeli dobrze pamiętam BoCHaterka chce zanielić te dziewczyny dlatego, że w Królestwie po wojnie mają braki w kadrach i każda para rąk się przyda. Tylko jaki sens to ma, jeżeli trzeba w tym celu zabić trzy inne anioły? Jakoś umknęło to głębi poznania szanownego pana archanioła?

A jutro czekało mnie mnóstwo pracy. Jeżeli tylko wszystko się powiedzie, dokonam największej rzeczy w moim życiu, jeśli chodzi o magię. Ale... Kto nie spróbuje, ten się nie dowie... O Jasności, pomóż nam i miej nas w opiece...

***
Czarne pochodnie płonęły upiornym blaskiem.
Blask pewnie też był czarny...?
A jaki może być upiorny blask? Róssshoffy? :D

Strzepałam długi rękaw ceremonialnej szaty maga. Moje przyjaciółki ze szkoły stały przy mnie. Były wyprostowane i patrzyły twardo przed siebie, ale wiedziałam, że się boją. Uświadomiłam je co się z nimi będzie działo. Dałam im trochę czasu na pożegnanie się ze znajomymi i załatwienie najważniejszych spraw.
Pozwoliłaś im pożegnać się ze znajomymi? Och, łaskawco... =.=
Hm, to pewnie po to, by cała akcja była jeszcze dyskretniejsza.

Potem ich miejsca zajmą doskonałe kopie stworzone przez Razjela. Też się bałam. Zaklęcia, które miałam wymówić nie są zapisane w żadnej znanej mi księdze. Książę Magów sam je układał. I miałam nadzieję, że nie zawiodą.
...I że się nie przejęzyczę w trzeciej sylabie. ;)

Zgromadziliśmy się na małej polanie leśnej niedaleko mojego domu. Przed sobą postawiłam duże zwierciadło do komunikacji oraz szklaną kulę skupiającą magię.
Koło moich nóg kręcił się też czarny kot – gratis do zestawu Mała Czarownica, jaki nabyłam rok temu na bazarze.
Magiczne lusterka, szklane kule... nie dziwię się, że ona boi się porażki.


Ujęłam obiema rekami ramę lustra i wpatrzyłam się w nie. Po tamtej stronie archanioł był już gotów. Grozę budziły zabite zwierzęta... Ich krew zdążyła już wsiąknąć w ziemię, tworząc wielkie rdzawe plamy na podmokłym terenie.
Ej, mało im ofiary z trzech osób, muszą jeszcze zabijać jakieś zwierzęta? ;/ Co to jest, anielski rytuał czy czarna msza w piwnicy wujka Zdzisia?!
A będzie orgia wszystkich ze wszystkimi? Jak ma być pradawna magia, to już całą gębą!

Ciała istot zaczęły się już rozkładać, jakby leżała dość długo na palącym słońcu. Prawie czułam ten ohydny zapach padliny. Ptaki leżały wśród wypalonych traw niby miniatury aniołów. Cały krajobraz wyglądał jak po szalejącym pożarze. Pośrodku tego nieziemskiego niby teatru stał Pan Tajemnic.
Niby stał, zapomniałaś dodać.
Niby anioły, niby teatr... niby opowiadanie.

Jego ciemnoniebieska szata zlewała się z ponurym widokiem w oddali.
Szata sięgająca za horyzont – i tren księżnej Diany może się schować.

Tylko jego niesamowicie błękitne oczy migotały w świetle pochodni. Wyglądały jak dwa lodowe sztylety wśród głębin mrocznego oceanu.
To znaczy, ni cholery nie było ich widać, bo były małe i się szybko rozpuściły?
To znaczy że były baardzo małe i baardzo wyłupiaste. Z profilu wyglądały bardzo śmiesznie, a dobranie do nich jakichkolwiek okularów graniczyło z cudem.

Razjel podwinął rękawy do łokcia. Gdzieś za nim dostrzegłam owe służące, już w zmienionych postaciach. Można było pomyśleć, że miały takie same miny jak moje przyjaciółki. Tak jakby były tylko ich odbiciem w lustrze...
Katem oka wyłapałam nieznaczny ruch ręki Księcia Magów. Uznałam to za znak do rozpoczęcia rytuału.
A jako że Razjel chciał się tylko po tyłku podrapać, całą ceremonię trafił szlag.

Przełknęłam z trudem ślinę w zaschniętym gardle. Położyłam sztywne ręce na magicznej kuli, czułam jej lekkie wibrowanie. Czas zaczynać...
-Podejdźcie tu...-zwróciłam się do Moniki, Gosi i Basi.- i połóżcie ręce na kuli...
Ich dłonie trzęsły się lekko. Spełniły moją prośbę. Zerknęłam na Razjela. Kiwnął głową.
-Może będzie lepiej, jak zamkniecie oczy... Po prostu... No, tak będzie bezpieczniej... Mniejsze nerwy, rozumiecie?...
Nie odpowiedziały, ale chyba rozumiały, o co mi chodziło. Podniosłam ręce. Nad naszymi głowami uderzył piorun w jakieś drzewo. Zaczął padać silny deszcz.
Pogoda ma wyczucie chwili. :>

Wiedziałam, że już nie ma odwrotu, więc zaczęłam wymawiać śpiewną inwokację.
To zdecyduj się, wymawiałaś jej treść, czy śpiewałaś? I przede wszystkim: inwokację do kogo? Bo że nagle poczułaś potrzebę napisania eposu nie uwierzę.

Ziemia pod naszymi stopami, rozjarzyła się błyskami magicznych wyładować.
Szczęki Pigmejki rozjarzyły się od błyskami od wnerwienia iskrzyć.

Czułam silną energię przepływającą przez moje ciało. Rozchodziła się ona falami po polanie, niszcząc całe życie w promieniu kilkunastu metrów.
Następnego dnia musiało tam nieźle cuchnąć od padłych ryjówek, żab i innych takich...
...jeży.

Oprócz nas.
Jaka szkoda.

Monika zaczęła krzyczeć. Chwilami i ja miałam na to ochotę, bo ból w głowie i klatce piersiowej był nie do wytrzymania. Nikt nie mógł słyszeć naszych krzyków, bo byliśmy poza rzeczywistością... Duszami już w Zaświatach.
Czyli gdzie? Bo z tego, co namodziła Kossakowska wynikało, że Zaświaty są regularną częścią Królestwa i z rzeczywistości występować nie zamierzają.

Pod Basią ugięły się kolana, a Gosia zacisnęła mocno zęby. Ale żadna nie przerwała połączenia. Nie wiem co działo się po stronie Razjela, bo byłam odwrócona tyłem do zwierciadła, domyślałam się jednak, że było podobnie jak tu, na Ziemi.
Na Ziemi? Gdzie oni w końcu są, do diaska?

Przed moimi oczami zaczęły fruwać czarne plamy. Nie poddam się teraz. Ostatnie zaklęcia rytualne zamiany dusz... Dziewczyny spowiła różnobarwna iskrząca się mgła, znak, że się przenoszą.
-Jako aniołowie musicie posiąść nowe imiona. Małgorzato Nowosielska, od dziś będziesz nazwana Onuris, na cześć bóstwa wojowniczego. Barbaro Maared, tobie przypada imię Deris, byś swoją odwagą i mądrością prowadziła Zastępy przez Mrok. Moniko Rewengo, twoje nowe imię brzmi Meridian, na pamiątkę legendarnego miasta prawych i uczciwych. Zostałyście przyłączone do Zastępów Niebieskich za wolą Pana.
Czy raczej za wolą waszej uroczej przyjaciółeczki. Bo śmiem wątpić, czy Bóg pozwoliłby na taką głupotę.

Jako nieliczne zostałyście naznaczone. Korzystajcie mądrze ze swych nowych umiejętności, jak na aniołów przystało. Niech nastąpi zamiana!
Wyrzuciłam rozłożone ręce w górę, tym samym unosząc ich dusze wzwyż. Jednocześnie zauważyłam, że dusze chorych anielic wstępują w ciała moich przyjaciółek. Ostatnie pchniecie mocą... Odrzuciło nas do tyłu od kuli. Ja walnęłam plecami w lustro, rozbijając je. Szkło posypało się na mnie, raniąc moją skórę. Nie mając siły, żeby się podnieść, zostałam w takiej pozycji jak leżałam. Oddychałam z trudem, byłam prawie pewna, że siła, która nas odepchnęła, pogruchotała mi kilka żeber. Ale to się da wyleczyć. Niechętnie podniosłam głowę. Zamienniczki stały już na nogach o własnych siłach. Wyglądały dokładnie jak Basia, Monika i Gosia...
-Zostaw nas już, wracaj do Razjela- powiedziała do mnie jedna z nich.- On cię tam bardziej potrzebuje. No idź!
Ostatkiem sił wyciągnęłam latający dywan i szepnęłam: Moc!
Alladyn przewraca się w grobie...

Zamknęłam oczy, żeby nie musieć patrzeć na przesuwające się dookoła mnie światła. Ledwie wylądowałam na wypalonej ziemi w Sferach, przyskoczył do mnie archanioł i zaczął wypowiadać nade mną zaklęcia uzdrawiające. Czułam się o wiele bezpieczniejsza w jego ramionach niż w tamtym lesie.
To w lesie, czy koło domu? Eh... zresztą, to, co się tu dzieje, to jedno wielkie Święto Lasu, więc...

-Już wszystko dobrze...- mruczał mi do ucha.- Udało nam się...
-Myślałam, że tam zginę...- po moich policzkach pociekły niechciane łzy.
-Tak, wiem. Nie jesteś jeszcze dostatecznie silna, ale twoja pomoc bardzo mi się przydała.
Odwróciłam głowę do moich przyjaciółek. Stały dość niepewnie na nogach, ale się do mnie uśmiechały. To nie były już Basia, Gosia i Monika. Od teraz miałam przed sobą Deris, Onuris i Meridian. Nie miały skrzydeł tak jak ja, ale to normalne... Całkowita przemiana w anioły nie była możliwa.
Eej, co to za fuszerka? Nie dość, że pretensjonalne i dziwaczne imiona, to jeszcze brak skrzydeł? Na miejscu tych dziewczyn złożyłabym reklamację.

Deris podała mi dłoń. Podniosłam się i zajrzałam każdej z nich głęboko w oczy. Zamieszkała tam pewna anielskość, to, co właśnie chciałam osiągnąć.
To nie prościej było im tam włożyć odpowiednie soczewki kontaktowe? T.T

Rozprostowałam swoje srebrzyście białe skrzydła. Zatańczyły w nich promienie zachodzącego słońca Sfer Poza Czasem. Razjel podszedł i stanął obok mnie. Uśmiechnęłam się.
-A więc... Witam was w naszych skromnych progach.
Przytuliłyśmy się serdecznie. Teraz ich życie całkowicie się odmieni. I moje. Zaczynamy nowy etap.
A ja zaczynam się bać.

***
-Dobra. Teraz połóż ingrediencje na stole, weź księgę i przeczytaj ponownie instrukcję- Razjel nie podnosząc na mnie wzroku, kierował moimi czynami.
To brzmi jakby ją zahipnotyzował, tyle że głosem.

-Okej, już się robi.
Odeszłam od blatu alchemicznego i podeszłam do regału z literaturą. Wyciągnęłam przed siebie rękę i palcem zaczęłam kolejno przeszukiwać stare tomy.
Ja z reguły do szukania potrzebnej mi książki używam wzroku, ale co kto lubi...

Od pamiętnych wydarzeń minęły jakieś dwa miesiące. W sumie nie jestem nawet do końca pewna, bo tu, gdzie jesteśmy, czas płynie inaczej. Niebo... Dodatkowo najpiękniejsza dzielnica Szóstego Nieba- Hajot Hakados. Mieszkają tu najważniejsze osobistości Królestwa, jak na przykład Archaniołowie Tronu Pańskiego, Daimon Frey i inni, których stać na życie w takim luksusie.
I ja. Ale tylko chwilowo, na czas niezbędnego remontu w pałacu Tronu Pańskiego.

Razjel połączył siły z Rafałem i zdołali całkowicie przywrócić mi pamięć. Teraz już pamiętałam wszystko. Szybko przyzwyczaiłam się do nieznanych mi widoków. Uwielbiałam patrzeć na skrzydlatych przechadzających się Placem Błękitnym, jak światło odbijało się od co bardziej wyszukanych szat urzędników i igrało we włosach.
Skrzydlaci przechadzający się Placem Czerwonym dysponowali tylko grubymi kożuchami i walonkami.Urzędnicy mieli włosy wysmarowane brylantyną i sparklili jako ten Edward albo Pani Przydrożna?
Musiałam jednak poodwiedzać kilka budynków publicznych, żeby przyswoić sobie pewne nowe rzeczy. Dość dużo zmieniło się w Królestwie podczas mojej nieobecności. Między innymi to, że Pan odszedł. Po prostu go nie ma. Kiedy Gabriel zabrał mnie do Sali Tronu, musiałam podeprzeć się na jego ramieniu, by nie upaść z wrażenia. Tron był pusty.
Też zdziwiona. Nietzsche to już dawno zauważył. :P

-Ardea?- odwróciłam się na dźwięk głosu Pana Tajemnic.
-Przepraszam, zamyśliłam się... To się już nie powtórzy...
Razjel zapatrzył się na mnie z troską w oczach. Otoczył mnie ramieniem.
-Wiem o czym myślisz. Nie powinienem czytać w twoich myślach, ale czasami... No to są tak silne fale myślowe, jakbyś krzyczała mi prosto do ucha. Będzie dobrze. Właśnie po to szkolimy nowych magów Królestwa, żeby wzmocnić siły. A teraz- skup się na eliksirze.
Pogłaskał mnie delikatnie po ręce i wrócił do swojej pracy. Skoncentrowałam się na czytaniu instrukcji.
...wywar winien przybrać barwę błękitną. Po dodaniu pyłu gwiazd, roziskrzona jego powierzchnia...
*wyobraża sobie próbę pobrania materii z obłoku molekularnego – o czynnej gwieździe nie wspominając*
Chociaż w sumie... może ona po prostu słodziła ten eliksir? :D



Deris, Meridian i Onuris zamieszkały w willach niedaleko mnie. Szybko przyzwyczaiły się do swojego nowego życia i nie pamiętam, by chociaż raz wspomniały o tym ziemskim.
Kto by tam pamiętał o rodzinie, mieszkając w willach i posiadając supermoce...

Spodobało im się w Szóstym Niebie. Znalazłam każdej z nich dobrą pracę, żeby się zbytnio nie nudziły. Chodziłyśmy często po wspaniałych ogrodach, spotykałyśmy znane osoby. Słowem, niebiańskie życie. Jednak nie zawsze było tak miło...
A co, którejś się złamał niebiański paznokieć?

Michał, przy pomocy najlepszego szpiega Królestwa, Zofiela,
Czy tylko ja przeczytałam: Zoofila?

odkrył rozwijający się handel żywym towarem i różnego rodzaju prochami.
W niebie. Aha.
(Pewnie ten pył gwiezdny szmuglowali i handlowali Marsjankami.)


Zagrażało to bardzo władzy regenta, dlatego trzeba było coś z tym zrobić i to szybko. Najlepiej by było, gdyby Michał dostał pozwolenie na odtworzenie Komanda Szeolu. To najlepsza jednostka specjalna wśród zastępów niebieskich. Podczas ostatniej misji wrogowie użyli podstępu, co przyczyniło się do wybicia w pień prawie wszystkich żołnierzy. Przeżył tylko Drago. Pomyślałam, żeby zrobić z niego dowódcę Szeolitów. Mimo, że miał tylko jedno skrzydło, to jednak dobrze radził sobie w różnych akcjach. Już nieraz uratował tyłki swoich przyjaciół...
Taaa, przed penetracją chyba.
No co? Sądząc po tym, co się tu wyrabia...

A właśnie, dawno nie odwiedzałam nikogo z moich dawnych znajomych z Aniołów Miecza... Jakoś nie było okazji... A jakby tak zorganizować jakąś wycieczkę do Kamaela...
-Eee... Ardea, co ty robisz, jeśli mogę zapytać?...- Razjel patrzył zdziwiony na moje ręce. Okazało się, że podczas rozmyślań zaczęłam bezwiednie kreślić po księdze z instrukcjami do wykonania eliksirów. Ku mojemu zażenowaniu był to znów koń.
Profesor Freud mówi: fantazje o koniach w rzeczywistości są fantazjami o seksie.Że tak spytam prymitywnie: jaki KOŃ? :>
-Dobrze, to na dziś koniec- Razjel potarł kąciki oczu.-Ja w sumie też jestem już trochę zmęczony. Pracujemy już trzy godziny bez przerwy. Chcesz coś do picia?
Przytaknęłam. Anioł otworzył drzwiczki oszklonego barku i wyjął podłużne kryształowe szklanki. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz je zobaczyłam, nie mogłam się nadziwić, skąd Księcia Tajemnic stać na tak drogocenne szkło. Później dopiero się dowiedziałam na jak wysokiej pozycji w Królestwie on stoi.
No tak, bo szkło jest tak drogocenne, że stać na nie tylko nielicznych...

Razjel nalał sobie wina, a mi soku grapefruitowego. Pamiętał, że ja nie lubię pić alkoholu...
A ja wręcz przeciwnie. Zwłaszcza, że wielu blogasków nie da się czytać na trzeźwo...

-Przypominasz sobie, jak się poznaliśmy?
-Pewnie- uśmiechnęłam się promiennie do niego.- Tego się nie da zapomnieć.

***

Była jak zwykle piękna pogoda. To jest jeden z mnóstwa plusów mieszkania w Królestwie- tu nigdy nie pada deszcz. Poznałam go dopiero kiedy byłam na Ziemi.
Wracałam właśnie traktem do Piątego Nieba z Lasu Nimf. Byłam zatrudniona u znajomego mego ojca, Mituriela. Był to skrzydlaty w podeszłym już wieku, więc nie wszystkie prace mógł sam wykonywać. Musiałam na przykład chodzić po lesie w poszukiwaniu rzadkich gatunków ziół leczniczych. Mituriel pracował niegdyś jako uzdrowiciel Aniołów Stróżów i był uważany za najwybitniejszego znawcę różnego rodzaju zielska. Dlatego też dużo osób go odwiedzało, prosząc o rady w tej dziedzinie.
Uuu... to widzę, że ostro wszyscy święci balują w niebie... :D
Poza tym był cieszącym się dobrą sławą byłym wojownikiem. Mieszkałam u niego odkąd pamiętałam. Ananiel, który był moim ojcem, zostawił mnie u niego, zanim Pan zesłał go na Ziemię. Dostał taką karę za związanie się z ziemską kobietą i spłodzenie potomstwa. Ja byłam jedną z jego córek, owocem grzechu, dlatego automatycznie zostałam wyklęta przez społeczeństwo Królestwa, pomimo, iż byłam dobrze urodzona.
No niestety, ale efekty krzyżówek międzygatunkowych zazwyczaj tak mają. Herosi też rzadko kiedy lądowali na Olimpie. Kundel ani dachowiec też wystawy raczej nie wygra.
Traktowano mnie jak trędowatą albo i gorzej... Nie miałam żadnej nadziei na poznanie kogoś.
Brak Tru Lowera: oto największa tragedia, jaka może dotknąć Mary Sue!

Niosłam dwa kosze pełne wonnych roślin. Były trochę ciężkie, ale nie miał mi kto pomóc w niesieniu ich. Stawiałam ostrożnie stopy na nierównym podłożu ścieżki. Przez drogę przebiegł młody smok z obrożą myśliwską. Tuż za nim truchtem podążał duży anioł, ubrany w wojskowy strój. Miał krótko ścięte brązowe włosy i karabin przewieszony przez ramię. Wytrzeszczyłam na niego oczy, bo naprawdę rzadko widywałam żołnierzy. Byłam wychowywana raczej na życie towarzyskie i artystyczne.
Wychowali ją na geishę? O.o

Skrzydlaci podziwiali moje obrazy. Kilka udało mi się nawet sprzedać, przez co zyskałam nieco większy szacunek.
O LOL, to w takim razie malarze handlujący na ulicy kiczowatymi akwarelowymi kamieniczkami też są godni ogromnego podziwu, a nawet czci.

Nieznajomy zauważył mnie i popatrzył na mnie władczym wzrokiem. Miał rudozłote tęczówki, w których można było dostrzec wielkie doświadczenie i wiele przebytych lat. Nie uśmiechnął się ani nie zrobił żadnego przyjacielskiego gestu, tylko poszedł dalej, znikając w gęstwinie lasu za swoim smokiem. Otrząsnęłam się z osłupienia i ruszyłam dalej.
Szok, spowodowany tym, że jakiś męski osobnik nie padł z zaślinienia na jej widok, powoli opadał.

Przeszłam przez Bramę Światła i zrównałam się z kupcami idącymi do swoich domów. Swoje kroki skierowałam na wykładaną zielonkawą kostką brukową uliczkę. (...) Patrzyłam właśnie na prawo, bo zobaczyłam nowe kwiaty na balkonie jednego z mieszkańców kamienicy, gdy z przeciwnej strony wpadł na mnie archanioł. Pierwsze na co zwróciłam uwagę było to, że musiałam szybko zebrać zioła z ziemi, by się nie zniszczyły.
Noł, rili? Spostrzegawcza jesteś...

-Tak mi przykro, pani... Spieszyłem się, nie patrzyłem przed siebie, przepraszam...
Wydawał się być naprawdę przejęty tą sytuacją, więc zrozumiałam, że muszę go uspokoić.
Inaczej by się popłakał i już nigdy nie mógł zasnąć, bo twoje rozsypane zielsko straszyłoby go w koszmarach sennych.

[Uwaga, proszę nic nie pić i nie jeść, czytając poniższy fragment. Osobom z co wrażliwszymi żołądkami zaleca się profilaktyczne wypicie szklanki mięty.]
Zebrałam już wszystkie rośliny leżące na bruku, wstałam i podniosłam wzrok na nieszczęśliwca. I w tym momencie jakby rozstąpiło się niebo... Moje intensywnie niebieskie oczy spotkały się z zimnym błękitem jego tęczówek.
Oczy i tęczówki patrzyły przez chwilę na siebie niepewnie, zastanawiając się, czy nie są czasem jakoś spokrewnione, bo kolor miały ten sam. Zimny błękit z wrażenia aż zrobił się ciepły.

Serce zaczęło mi szybciej bić. Chłonęłam wzrokiem całą jego sylwetkę, miękkość czarnego warkocza, odbijające się światło w oprawkach złotych okularów.
Aż go wchłonęła całego. Jak samica matronicy.

Nie wiem czemu, ale miałam wrażenie, że archanioł równie silnie przeżywa to spotkanie. Zauważyłam jak spinają mu się lekko mięśnie i przełyka ciężko ślinę.
Ja tam znam inne sposoby na to, by poznać, czy mężczyzna cieszy się na mój widok... ^^’

Muszę mu coś powiedzieć... przypomniałam sobie. Wzięłam głębszy oddech.
-Nic się nie stało, panie. Rośliny nie są zniszczone, a moje obrażenia są nieważne.
Dopiero teraz zauważyłam, że mam rozcięte kolano.
On na nią wpadł, czy po niej przebiegł?!

Skrzydlaty też patrzył w to miejsce. Schylił się.
-Pozwól mi opatrzyć tę ranę. Nie będzie bolało obiecuję.
-Jak chcesz to zrobić, panie? Magowie z tej ulicy również to potrafią, ale...
-... czary działają za wolno? Skąd ja to znam... Dlatego mam taką a nie inną robotę. Jestem głównym Magiem Królestwa- odpowiedział na moje nieme pytanie.- Nazywam się Razjel.
-Jesteś jednym z Archaniołów Tronu?- wypaliłam szybko, przez co później zarumieniłam się, uznając, że zachowałam się trochę niegrzecznie. Spuściłam wzrok i odwróciłam się tyłem do anioła z zamiarem jak najszybszego odejścia.
Niezawodny sposób, by przykryć złe pierwsze wrażenie? Zrobić jeszcze gorsze drugie wrażenie!
Nagle poczułam jego dłoń na moim ramieniu.
-Poczekaj jeszcze chwilę. Mam dwa proste pytania. Jak masz na imię?
Masz trzy szanse i cztery koła ratunkowe. Na pewno sobie poradzisz.
-Ardea- odpowiedziałam roztrzęsionym głosem. Trochę się go bałam. W końcu był jednym z najważniejszych dostojników Królestwa, a oni maja wielką moc i władzę. Nie chciałam powiedzieć czegoś, co by go rozwścieczyło i zesłało na mnie kłopoty.
-Ładnie. Pytanie numer dwa: pozwolisz mi wyleczyć ranę?- popatrzył na mnie niemal błagalnie.
Zrobił minkę skopanego spaniela. Czego anioł nie zrobi, by poobcować z Doskonałością!
Nie sądziłam, że najwyżsi archaniołowie mają litość nad niższymi rangą od siebie.
Była pewna, że są okrutni i bezlitośni. Jak na anioły przystało.

Może dlatego, że nigdy wcześniej żadnego nie znałam...
-No... dobrze... ale i tak sądzę, że to niepotrzebny trud... Rana nie jest wielka.
-Ale szpeci twoją piękną osobę, Ardeo- Razjel uśmiechnął się przyjaźnie.
Taa. Zaraz zaprosi ją na kolację ze śniadaniem.

[Razjel, jak na prawdziwego dżentelmena przystało, ratuje Dziewicę w opałach, lecząc jej przecięte kolano.]
-Dziękuję, panie...- nie byłam w stanie zdobyć się na inne podziękowanie.
-Razjel.
-Słucham?
-Na imię mi Razjel- anioł był szczerze rozbawiony.- Pozostawmy te ceremonialnie �anie�i �ani� Możesz zwracać się do mnie po imieniu.
-Dobrze, pa... Razjelu
-Widzisz? Teraz jest przyjemniej. A teraz wybacz, ale mam dużo pracy i trochę się spieszę.
Cały legion staruszek czeka, aż przeprowadzę je przez jezdnię.
Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Do zobaczenia.
-Pa...-szepnęłam cicho. Odprowadzałam wzrokiem archanioła. Słyszałam ciche szmery piór w jego srebrzystych skrzydłach kiedy szedł.
On miał w tych skrzydłach gniazdo myszy, że mu tam coś szemrało?

Sięgający końca pleców warkocz. Nienaganny ubiór. Sylwetka. Błękitne jak akwamaryn oczy... Już do nich tęskniłam. Ale wiedziałam, że znów go spotkam...
Jak się potem okazało, miałam rację. Zobaczyłam go w któryś dzień w bibliotece publicznej w Czwartym Niebie. Poznałam go od razu. Zamieniliśmy kilka słów, a wtedy on zaprosił mnie na wspólny obiad w swoim pałacu. Dziwiło mnie tam wszystko- wymyślne potrawy, wnętrze urządzone prosto, ale przytulnie, piękne rzeźby... I wszędzie pełno błękitu i innych jego odcieni. Widać było, że to ulubiony kolor anioła, a tak na marginesie mój także. Zaprzyjaźniłam się z przyjaciółmi Razjela- Michałem, Gabrielem i Rafałem. Traktowali mnie jak równą sobie, dlatego też od razu im zaufałam. Dzięki nim poznałam, co to znaczy żyć w luksusie. Dostałam nawet konia i nazwałam go Kobalt. W końcu doszło do tego, że regent poprosił Mituriela, by pozwolił mi zamieszkać blisko Archaniołów Tronu, na Hajot Hakados. Z tego co Michał mi potem opowiadał, dowiedziałam się, iż Gabryś użył swojej siły perswazji do przekonania mojego opiekuna. Nie chciałam nawet wiedzieć o jaką perswazję chodzi,
A na jakie wyżyny erystyki musi wspinać się regent Królestwa, by przekonać do czegoś jakiegoś pośledniego anioła stróża? o_O
ale widziałam, że chłopaki z trudem powstrzymywali się od śmiechu.
To co, laskę mu zrobił czy jak?
Włożyli mu głowę do kibla czy co?...
Fajne ma zdanie o swoich przyjaciołach i poziomie, jaki reprezentują, nie ma co...To już chyba wersja z laską była lepsza... T.T
W każdym bądź razie dostałam na własność swoją własną willę z ogródkiem. Cieszyłam się jak głupia, ale nie zapomniałam o odpowiedniej pokorze. Kolejna niespodzianka spotkała mnie w tym samym dniu: Razjel poprosił mnie bym była jego towarzyszką życiową. Ponieważ anioły nie mogą brać ślubów, zostaje tylko wspólne życie.
Hehe, pozbawieni płci słudzy boży żyjący na kocią łapę... :D

Tym razem zapomniałam o jakiejkolwiek etykiecie i rzuciłam się na szyję Pana Tajemnic. Bo w końcu znalazłam miłość swojego życia, a aniołowie są wierni, do końca, jeśli tylko prawdziwie pokochają.
Taaa, jak wilki albo bociany.

48 komentarzy:

'N. pisze...

Im dalej w las, tym więcej drzew... Głupsze to niż sam 'Siewca'.
Zakładając, że janiołki robią za administrację - to jakby wygladało to wszystko tam i tu, gdyby nic nie robili, tylko latali w tę i wewtę, sprowadzali nieślubne bachory [ inna kwestia, że Hija to Marychna Zuzia pierwszej wody ], największymi problemami byłyby miłosne i jeszcze umierali [ bo janiołki, in general, to chyba nieśmiertelne są ]. A te zamiany dusz - śmiechu warte! Toż chyba jakby zamienić się na dusze to i od razu osoba inna. albo ja idealistyczne nastawienie mam i zakładam, że wszystko ma jakiś sens.
Popełniwszy opko w pracy, po przeczytaniu tegoż. I wen bawi się mną dalej...

ent pisze...

"Rany były poszarpane, jakby zadane stępionym mieczem."

Cięte, dęte, poszarpane,
tępym mieczem zadawane.
Kto to zrobił? Matkoboska!
Pewnie sama Kossakowska!

Przez to opko przeczytałam w końcu 'Siewcę...', bo zatrzymałam się na 'Obrońcach Królestwa' i wiecie, któryś z tych tam wyższych rangą faktycznie paradował w długim czarnym płaszczu i czerwonawych spodniach. Tylko u M.L.K. one były w kolorze skrzepłej krwi, nie czerwonego wina (jeden uj, i te i te musiały być obrzydliwe).

'N, u Kossakowskiej też nic ino się zakochują i umierają. I umierają. I jeszcze się zakochują. I są nieszczęśliwi, bo się zakochali i im umarło. Albo odwrotnie. Błe.

'N. pisze...

'Spodnie w kolorze skrzepłej krwi' - to malowniczy opis. Znaczy, że ja mam na sobie 'portki o intensywnie weglowej barwie i bluzę w kolorze popiołu z tegoż wegla'. I głupawkę do tego, zupełnie gratis :]

'Siewca' jest, moim skromnym zdaniem, marny, ale dobry do czytywania w pociągu. Ciekawe, jakie cuda w 'Zbieraczu' będą.

ent, Romantyczne wątki w książkach czy filmach to w ogóle są błe. A już janiołowie rozamorowani to cud nad cudy i telenowela nieziemska [ i to mówi ktoś, komu dali na imię 'Bóg jest miłością' ] Ja nie wiem, jak jest jakiś bohater budzący sympatię - bo Daimon jest ucieszny wręcz - to mu autor wrypuje wątek miłosno-smarkający w chusteczkę i nieszczęącia i o i Marychnę Zuzię do zakochania. Co za polityka autorska.

ent pisze...

Ta. A ja mam włosy koloru srebrzyście szklanych płatków magnolii w świetle kwietniowego księżyca. I atak śmiechu, "przypominającego atak kaszlu u zagrypiałej i zdyszanej z pośpiechu kukułki" [Broszkiewicz Jerzy].
I mam ponoć na imię Łaska. Łaska Boska to jest zaiste, że po przeczytaniu tylu opek nie zeszłam jeszcze ze śmiechu. Ja lubiłam Zgniłego Chłopca, ale niestety nie ominęła go plaga Miłości Nieszczęśliwej Achmójboże Pozagróbnawet.

Fragment o modzie janielskiej i krrrrrrrrwi: "Gabriel ubrał się całkowicie po ziemsku, w czarny płaszcz z miękkiej skóry, rozcięty z tyłu, żeby nie utrudniał konnej jazdy, wąskie spodnie o barwie skrzepłej krwi i buty na grubej podeszwie." :)))))

Będąc na miejscu przyjaciółeczek wcale bym nie chciała zostać janielicą i po wieczność pracować w jakimś cholernym niebiańskim biurze. Zwłaszcza, że w 'Siewcy' biurwy były mięsem armatnim...

'N. pisze...

Jesteś zUa - ja, z moją 16-to kolorową paletą nie mam szans przebić opisu Twoich włosów! Ale co tam, ruszę kreatywność - mam oczy barwy ciemnego nefrytu obwiedzionego srebrzystą plamą wiosennego dymu skrzącego się złotwaymi plamkami. Napisanie tego BOLAŁO :]

O, masz na imnię jak moja Mama ^^
Taaak, Asmodeusz i jego 'wielka miłość nagiego w pokrzywach' do... eee... Jasmin? Tak jej było? I potem całe to jego podejście - niemalże 'ah, ja już nigdy nie będę kochał!' I w sumie racja, bo cała reszta janiołków to pies i miłości dla nich szanowna pani K. nie przewidziała. Swoją drogą - moja Mama twierdzi, że wszystkie janiolki to najpewniej geje...
A ja twierdzę, że jakby się tam mieli ślubować i płodzić anielątka to byłby to interes na kółkach podległy Asmodeuszowi!

Jakby się ubrać jak Gabrych z ksiązki, to wyglądałoby się cośkolwiek zabawnie. Zwłaszcza buty na koturnie dla postawnego faceta!

No, wiesz, niebiańskie biuro nie jest złe - tyle, że normalnie niebo to chyba nie mangowa instytucja [ swoja drogą - Enma D. i jego biuro z 'Yami no Matsuei' - tak wyobrażam sobie niebo ] i wiecznie ktoś ich nie najeżdża. Zresztą, do diabła, kto chciałby najeżdżać i PO CO bandę zapłakanych z mniłości delikacików? ^^'

ent pisze...

Ałć. Rzucasz mi wyzwanie? :))) W takim razie moja cera przypomina krew jednorożca zmieszaną z mlekiem na śniegu owianych migotliwą tajemnicą różowiejących o poranku górskich szczytów, ha!

'N. pisze...

Wyzwanie? Ja?! Toć tylko znacząco zarzucam grzywą bujnych włosów w kolorze ciemnej czekolady, przetykanych pasmami o barwie ciepłego karmelu wytopionego z cukru trzcinowego ręcznie zebranego w dalekich krajach - zapewne dlatego włosy me wyglądają jak ozłocone tropikalnym słońcem!

ent pisze...

No, no! Mrugam do Cię znacząco nakrywając głęboką, przejrzyście zieloną tęczówkę o barwie agrestu i niektórych prześwietlonych południowym słońcem mazurskich jezior w czas kwitnienia wodorostów jedwabistą powieką zwieńczoną wachlarzem długich, miękkich, puszystych rzęs przypominających swym aksamitem pawie ogony!

:D

Issay pisze...

Mam straszliwą głupawkę po przeczytaniu tej analizy - toż to arcydzieło! Kossakowska rzeczywiście powinna to przeczytać i przemyśleć, czy na pewno chce karmić fandom drugim tomem "Zbieracza burz"!

Ałtorka tego dzieua dość aktywnie kłó...wymienia z nami opinie na fandomowym forum Sator.

A teraz wybaczcie, muszę znaleźć mój mózg. Gdzieś mi się podział podczas czytania tej analizy ^^

'N. pisze...

Uśmiech wpełza leniwie na me pełne, przypominające nieco płatki dojrzałej róży damasceńskiej o poranku, lecz o barwie subtelniejszej, jakby przytłumionej wewnętrznym cierpieniem, jednakoż dzięki temu zaakcentowanej mocniejszą nutą różu rozbielonego delikatnym światłem księżyców Jowisza! Gdzieżby taki ktoś, jak ja, ledwo od ziemni odrosły, skrzydeł pozbawiony Serafek mógł rzucać wyzwanie?!

'N. pisze...

Issay, mam prośbę - podrzuć linka do wymiany opinii z aŁtoreczką dzieua.

I pierwszy tom 'ZB' jest aż tak koszmarny? Bo mam, ale zebrać się do przeczytania nie mogę zupełnie.

ent pisze...

'N - Czuję, jak spokój niczym zniezmącone wody tysiąca niebiańskich oceanów wlewa się w udręczoną mą duszę, kładąc kres wszelakim niegodnym podejrzeniom i przepełniając serce me nieziemską harmonią podniebnych chórów, głoszących odwieczne przesłanie dobra i miłości, a wyraz czystego szczęścia rozbłyska w mych źrenicach, rozświetlając me (jakże często tchnące niespotykanym smutkiem) mroczne oblicze. O, duszo bratnia, na cóż Ci skrzydła aniołów? Śpiewajmy i módlmy się do Pana, by głupota umiała fruwać, a wolne i dzikie niczym lśniące łabędzice szybować będziemy na opkach!

Issay pisze...

Ałtorka ukrywa się pod nickiem Archangel:

http://www.sator.fora.pl/hyde-park,13/zlowieszczy-duet-lux-i-iss-przedstawia,554.html

i

http://www.sator.fora.pl/fan-fiction,32/piora-w-szkarlacie,523.html

A "Zbieracz" to po prostu kiepskie fanfiction do "Siewcy". I tym się pocieszam...

'N. pisze...

Issay - dziękuję za linki, dozgonniem wdzięcznym :)
A-ha, czyli moje obawy są uzasadnione - jak to przeczytam to mnie szlag jasny trafi i ciężka zaraza. Czemu te i tamte ludzie tak bezczeszczą janiołki...

ent - ah, wzniosły Twój nastrój rozprasza wszelkie ciemne chmury, które cień rzucały na me oblicze oraz humor! Jednakoż lśniące w Twych słowach przesłania miłości romantycznej, a także dobra - napawają mnie grozą, albowiem w cudnej twórczości wielce utalentowanych aŁtorek oznacza to, iż niebawem zakocham się wybitnie tragicznie i tru law mój niejedną przeszkodą i ocucenie z omdlenia przejść będzie musiał. Takoż jednak doceniam szczytne Twe intencje i znak Ci daję okiem mym, okolonym wianuszkiem nadzwyczaj wywiniętych, jak główki kwiatów ku slońcu, rzęs, cobyś wiedzieć mogła, iż... właśnie zgubiło mi się to, co miało zostać napisane! Ah, o ja nieszczęśliwa istota, skrzydeł a sensu pozbawnion!

ent pisze...

nie wiem czemu, ale co i rusz czytam "Zwieracz"

'N. pisze...

O czym Ty, zbereźnico jedna, myślisz! Toż nie przystoi tak delikatnej a uroczej panience jak Ty ;)

miya-chan pisze...

Bry ^.^ Analiza jak zwykle na poziomie (tak, już jakiś czas czytam xD), chociaż wydaje mi się, że nic nie przebije Sakury w Akatsuki. Ryczałam ze śmiechu skręcając się na podłodze.
No i mam takie pytanie - bo zauważyłam, że często wyłapujecie to jako "błąd". A mianowicie "tą" i "tę". Jaka jest różnica pomiędzy "weź tę książkę" a "weź tą książkę" ? Przekaz jest taki sam. Chodzi o lepsze brzmienie, czy o coś więcej?

kura z biura pisze...

Analiza niezła, ale ukwikałam się do nieprzytomności nad tą autorstwa Lux i Issay :D Dobra robota, dziewczyny!

Hasło: borejud. Znudzony Żyd?

'N. pisze...

Miya-chan - idzie o zasadę. I zależne jest to od końcówków - czyli 'tę książkę' i 'tą panią' :)

Mrohny pisze...

Może to dlatego, że zasłuchałem się w płytę Slasha, a może dlatego, że to opko jest tak głupie, ale... cholera, o co tutaj się rozchodzi?!
Zabijające anioły, seks i narkotyki w niebie. A gdzie r'n'r, się pytam?!
No i matko, latający dywan FTW! :D

Anonimowy pisze...

Analiza jest boska (anielska?), druga część tych wypocin okazała się jeszcze głupsza niż pierwsza. Swoją drogą, chyba trzeba się nieźle naharować, by takie bzdury wypisywać...

Przy okazji, gwoli sprostowania - "tę" i "tą nie zależą od końcówki danego słowa. "Tę" jest wzorcową formą zaimka w bierniku rodzaju żeńskiego, a "tą" - w narzędniku. Wobec tego: biorę (kogo, co?) tę książkę/tę panią, ale usiadłam z (kim, czym?) tą książką w ręku/z tą panią przy stole.

Ome

'N. pisze...

O i widzisz, całe życie się zwierz uczy. Ciekawe, ile jeszcze takich 'buraków' sprzedała mi polonistka :]

A co do pisania bzdur - niedużo się trzeba namęczyć, swego czasu zdarzyło mi się popełnić TRZY tomy takiego bełkotu.

Anonimowy pisze...

Jako polonistce wstyd mi za Twoją polonistkę...

Możliwe, że masz rację, te bzdury mogą wychodzić spod pióra/klawiatury dość sprawnie - ale wobec tego ile się trzeba namęczyć, by to interesująco zanalizować! Tu znów ukłon ku Analizatorkom i przy okazji pytanie, czy to był ostatni cios w twarz anielskimi, krwisto-akwamarynowo-turkusowo-bladozłotojasnokremowo skrzydłami w cekiny? Bo choć jest zabawnie, to chwilami mam ochotę wsadzić ręce w ekran i przerobić bohaterkę na mielonkę.
(Ale trzy tomy... nieźle ;])

Ome

Anonimowy pisze...

*-kremowymi skrzydłami. Zabrakło mi jednak pomysłu na dalsze rozwijanie kolorystyki, tylko o tym zapomniałam. Nie dorównam wcześniejszemu pojedynkowi, niestety, ale podejrzewam, że aŁtorka chętnie by się z Wami starła.

Ome

'N. pisze...

A mnie to wstyd za przeklepanie takiej bzdury :/

Nie, nie, nie można tak - że turkusowe czy kremowe *poucza mentorskim tonem aŁtorskim* w kolorze świeżo przygotowanego creme brulee, o piórach obwiedzionych delikatnym szkarłatem, jakby skropionych świeżo wyciśniętą krwią! ;)

Trzy tomy i to w mniej niż trzy miesiące - jak zaczynasz to 'jakoś leci' i się samo nakręca. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że to było wiele lat temu, jak dziecię mocno nastoletnie ze mnie było. Myślę, że gdyby ktoś chciał to zanalizować to by umarł ze śmiechu, z natłoku kiczu, wzniosłych porównań i dziwnych zawirowań akcji. Moda na Sukces to pikuś przy opkach!

P.s: A aŁtorkę byśmy zmietli :D

Anonimowy pisze...

> Tylko jego niesamowicie błękitne oczy migotały w świetle pochodni. Wyglądały jak dwa lodowe sztylety wśród głębin mrocznego oceanu.

*To znaczy, ni cholery nie było ich widać, bo były małe i się szybko rozpuściły?
**To znaczy że były baardzo małe i baardzo wyłupiaste. Z profilu wyglądały bardzo śmiesznie, a dobranie do nich jakichkolwiek okularów graniczyło z cudem.


Cała analiza wspaniała, ale te komentarze biją wszystko!
Jak bardzo trzeba mieć pobabrane w głowie, aby stworzyć równie upiorne opko...

jasza

Anonimowy pisze...

*czuje się pouczona* Dziękuję, 'N. Chyba nie dorastam aŁtorce do pięt.
Chwała wam za to, bogowie!
(Ta świeżo wyciśnięta krew skojarzyła mi się z wyciśniętą cytryną... biedna cytryna.)

Naprawdę jestem ciekawa, czy za tydzień ciąg dalszy anielskiej kolorystyki. Swoją drogą, jeśli tym aniołom brakuje rąk do pomocy, ale za każdą parę rąk muszą wybić jedną własną parę, to nie lepiej, żeby się zaczęli klonować, zamiast wykopywać na zbity pysk swoich? I co to za anioły, które są śmiertelnie chore?...
Ale i tak najbardziej śmieszyły mnie te biurokratyczne i burdelowe motywy. Mam straszną wizję stada archaniołów, którzy w skórach i z fryzurami postawionymi na cukier stoją przed szkołą i zaczepiają uczniów podstawówki...

Ome

Azur pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
'N. pisze...

*przyznaje sobie order z kartofla za jakże użyteczne pouczenia*
A może taka cytryna lubi, jak ją wyciskać? Gdzieś, kiedyś udało mi się wyczytać, że naukowcy zrobili badania i im wyszło, że trawa 'lubi' jak się po niej łazi. To może i cytryna podobnie ma?
Chyba już więcej nie będzie, to krótkie było - ale jakby chcieć każdy kwiczaśny fragment zanalizować to by trzeba zdanie po zdaniu.

Chore janioły, zakochane janioły, umierające janioły - może zwyczajnie nie były te janielice tak ultrawypaśne jak kumpele MZ? Inna kwestia - a janioły to nie są bezpłciowe?

I sprzedają cukierki z hodowanym hydroponicznie prawoślazem, pieczołowicie wykreślonym z księgi roślin leczniczych przez skorumpowanego janioła-biurokratę, który wziął łapówkę w postaci uścisku dłoni MZ.

Anonimowy pisze...

'N, zaczynam się Ciebie bać...

A może anioły "dostają płci", napromieniowane wspaniałością Mary Sue? Zależnie od stopnia napromieniowania stają się kobietami (słabe promieniowanie, można tylko być psiapsiółką i podziwiać) lub mężczyznami (mocne promieniowanie, można pożądać i podziwiać) - lub trulowerami (maksymalne promieniowanie, można podmacywać Tę Wspaniałą, pożądać, podziwiać, ratować, w razie potrzeby dać się za nią posiekać).
Nic dziwnego, że tak urządzone niebo diabli biorą ;)

Ome

ent pisze...

'N - ojejku ojejku, trzy tomy? ja popełnilam kilkanaście stron dwunastozgłoskowcem będąc młodą nastolatką (jeszcze bez prawa do wykonywania porannych czynności!), o dziewicy w łachmanie na leśnej polanie.
I jedną powieść sajnsfikszyn, uparcie myląc cybernetyków z cyborgami.
A moje koleżanki z ławki obok pisały romantyczną historyję o pegazorożcach, ozdabiając wykwintnymi rysunkami.

A tu specjalnie dla aŁtorki cytat z Wergiliusza, bo patrzę, że ona lubi takie cytaty: "Non omnes possumus omnia".

I kod: iratie. Coś musi być na rzeczy.

'N. pisze...

Ome - mnie bać, mnie?! a dlaczego? * chce sobie dopisać do "listy powodów dla których rożni tacy się mnie boją" *
Teoria anielskiej płciowości dobra, ale trochę się wykłada przy okazji złych i niedobrych - to musi być przepromieniowanie - i wtedy miast podziwiać to zaczynają tacy zazdrościć i są albo jak złe barbie albo źli i mroczni wrogowie. Albo co.

Ent - trzy tomy. I zaczęty czwarty. I janiołki też tam były. I ja też, do kompletu. I jakaś poezja chyba też, za to bez rysunków.
A teraz dalej popełniam ff do 'Siewcy', wszystko przez to opko zanalizowane. Tak, nudzi mi się :]

kod - carmilin - brzmi jak dobre imię dla MZ.

Pigmejka pisze...

Witam :)
Ome - została nam jeszcze druga część tego rozdziału do analizy, więc w przyszłym tygodniu także czeka Was tematyka anielska. Niestety. XD
Ent, 'N. - podczas gdy moje tęczówki o barwie miąszu dojrzałej śliwki węgierki wędrowały po jakże zacnych owocach pracy Waszych umysłów, przelanych na zimny ekran elektronicznej maszyny, serce me radowało się wielce. Mówiąc krótko: słusznie prawicie. :D
Issay - ja również pięknie dziękuję za linki! Ach, jak ja "lubię" takie aŁtoreczki, które są całkowicie przekonane o swojej wielkości.
I jak tu takich nie analizować. :>

PS. Kod - inedne - "i na dno"? Też jakby w kontekście... ;)

kura z biura pisze...

Pigmejko, Kalevatar, przypominam tylko, że w naszej najnowszej analizie jest dla Was mały prezencik :)

kod: rivereh. Rzeka Eh. Ładnie :)

Anonimowy pisze...

Pigmejko, dzięki :) W takim razie do przyszłej analizy muszę się podciągnąć z kiczowatych i pretensjonalnych porównań kolorystycznych.

'N, przeraziła mnie Twoja wizja janiołów i reszty tałatajstwa. Przeraziła, bo ją napisałaś, a jak to przeczyta jakaś aŁtoreczka bez pomysłu na tekst, to poczuje się "natchnięta" i zafunduje Internetowi kolejny follenendżelowskomerysuistycznokiczowaty blogasek. Mój komputer już się boi.
Poza tym przeraża mnie Twój wysoki poziom w walce na kolorystyczno-inne porównania ;)

Chciałabym, żeby aŁtoreczka też się przeraziła - swojego tekstu. Może być za jakiś czas, ale niech się go przerazi, niech zapozna się ze słowami "dystans do siebie" i "samokrytyka", to by jej tylko na dobre wyszło.
Ech, marzenia...

A tak na marginesie, znów do analizatorek - wraz z SUS-em stanowicie obecnie moje ulubione miejsce analizatorskie. Wysoki poziom, brak prostackich, głupawych czy nieśmiesznych komentarzy, pazur do analiz - gratuluję.

Ome

'N. pisze...

Ogólnie co do kolorystycznego poetyzmu - jako były [ bądź obecny ] aŁtorek z dużym stażem - to ja mogę seminaria z tego prowadzić. I w ogóle - "przygłupie porównania a zamierzona wzniosłość opka - wykład plus ćwiczenia".

Ome - ale jakby nagle aŁtorki przestały pisać follenendżelowomaryśkowe opka, to z czego by my się śmiali i co by do analizowania zostało? Trzeba dbać o fandom janielski, a nie tylko wąpirze i wąpirze w sosie własnym oraz z przyprawami i w kombinacjach różnych.
I uważaj, bo ja w komenty rezultat tego opka w kleję i Twój komputer ucieknie z krzykiem, wlokąc za sobą szurające mistycznie kabelki ;)

Anonimowy pisze...

'N, sadystko urodzona... moje IP zapowiedziało, że jeśli Twoja groźba zostanie zrealizowana, to ono strzeli focha i wtedy mogę sobie włączać strony do woli, i tak co najwyżej... janioła zobaczę.

Ale co do karmy dla analiz - masz rację, więc niech janioły łopiekuńcze zwisają swoimi krwistymi spodniami, złotymi glanami i stringami w cekiny nad głowami aŁtoreczek, coby im opka w paszczę analiz szły. Nawet w tej intencji mogę dać na janielskie wypasione stroje.

Ome

'N. pisze...

Ome - ale przecież taki janioł, jak wynika z opek a twórczości pani K., to stworzenie wielkiej urody, czaru niezmiernego, wspaniałości dużego kalibru i w ogóle, no tyle tylko, że z urzędu nie sparkli jak Edzio, ale co to znaczy przy posiadaniu przezeń jakże ważnych cudności innych! Na przykład - taki janioł ma skrzydła, w ilości dużo czasem, dodatkowo miewają oczy fiołkowe niczym poranne niebo w lecie przy dużej gęstości popiołów wulkanicznych. Toż nie chcesz widywać janiołków? Nie chcesz?! ;)

Znaczy - może od razu złapmy paru skrzydklatych, ubierzmy na Patricka Swyaze ze 'Ślicznotek' i urządźmy obwoźny cyrk dla aLtoreczek? Wstęp - dwie duże 'sweet nocie', a atrakcji i natchnienia moc!

psyence pisze...

Akademia Czarnych Charakterów - moje ulubione w tej analizie XD

dobrze, ze mam kaca i polowa tego tekstu nie zahaczyła o moją korę mózgową XD masakra i nudności, dobrze, że wy jesteście XD

Anonimowy pisze...

'N, zbijesz interes na aŁtoreczkach. Pisz projekt do UE, niech dają fundusze i patent! xD
I nie, nie chcę oglądać janiołków. Tę przyjemność aŁtorkeczkom pozostawiam. Chcę oglądać tylko analizy :)

Ome

ent pisze...

Dziewczęta drogie, nie wiem jak Wam, ale mi jedna pani K. dostatecznie obrzydziła janioły, na cóż Wam jeszcze nędznawe opka?
Otóż te janioły wszystkie piełkne wraz z aŁtoreczkami należałoby zamknąć w rezerwacie i niech tam żyją wszyscy wraz bez ślubu i klepią słodką biedę. Razem z okrwawionymi ochłapami spodni, tępymi ostrzami, psiapsiółeczkami, srzebrzystymi skrzydłami, plecami sięgającymi warkoczy i warkoczami
sięgającymi kolan.
Na Antarktydzie gdzieś, proponuję.

'N. pisze...

Całą serię bzdurnych gadżetów dla aŁtoreczek wykoncypuję! Sieć sklepów! Zostanę multimiliarderem, muahahahahahaha! XD
Procentu od analiz dzieł, stworzonych pod wpływem wena przybiegającego po oglądnięciu janiołków/czego tam,pobierać nie będę, znajdzie moją wspaniałomyślność! :D

Jako, że jesssem janioł to się nie dam zamknąć w rezerwacie. Ale panią K. można by tam zamknąć i zabrać jej wszystko czym mogłaby pisać - to może nie stworzy kolejnych dzieu.

Znacie w ogóle jakieś dobre knigi o janiołach?

hasło: tenchi - wszechświat/natura. Cudo :]

Pigmejka pisze...

'N. - dobre knigi o aniołach? Hmm... może to nieodpowiednie, zestawiać Kossakowską z tym pisarzem, ale... "Bunt aniołów" A. France'a. :) Pani Kossakowska może iść do kątka i tam rzewnie płakać. ;)

ent pisze...

No przecież 'Dobry Omen' Pratchetta i Gaimana, toż to też o janiołach, jakby nie patrzeć ;)
O, mam jeszcze coś takiego - 'Najgłupszy Anioł" Moore'a. Czytał ktoś? Bo się waham, przeczytałam 'Krwiopijców' tego pana, bo miało być przezabawne, ale... takie to sobie, mówiąc szczerze.

Ktosza pisze...

Z Moore'a niezły jest "Baranek", ale reszta podobno słabsza.
Analiza przeboska! Egoizm bohaterki/aŁtorki powala.
Btw, za mną od jakiegoś czasu chodzi opko...khm, chciałam powiedzieć opowiadanie o aniołach. Muszę usiąść i napisać, ale trochę się boję, co z tego wyjdzie. Zwłaszcza, że jedna z kilku scen, jakie mam już w głowie to scena pościgu w retro samochodach, połączonego ze strzelaniną na tommyguny ;>

'N. pisze...

'Dobry omen' znam - toż 'jesssem janioł' to cytat z tegoż dzieła :]
A resztę sprawdzę - oby nie było tam wnerwiających wątków miłosnych i jakichś durnych bab - bo nie strzymie tak, jak nie strzymuję przy Hiji i innych Marysiach :D
Pani K. zdarzyło się popełnić coś dobrego, ale nie zawierało to janiołów. Swoją drogą i tak ogólnie - to już lepiej pisarstwo niech zostawi mężowi, a sama wróci do obierania ziemiaków.

Hasło: Horicath - no, to moja nowa postać do RPG ma już imię :D

sztefa001 pisze...

Gdyby nie wasza analiza, to bym się chyba obraziła za to, że ałtoreczka pisze o aniołach w taki sposób. Ale jakby stanąć na prawej nodze z lewą ręką do góry, prawym okiem zamkniętym, dodać analizę i wmawiać sobie, że to tylko nieudane soul society, to nie jest tak źle. Analiza naprawdę dużo daje, ale bez niej to "no ja pierdylę, po prostu rynki opadowywują" (~moja polonistka o stanie inteligencji mojej klasy).

Anonimowy pisze...

eee... no część tego opka faktycznie nie była za mądra, ale tak serio: nie czepiacie się trochę za bardzo? i czytałyście wgl tą książkę?
ale dzięki za tą analizę, bo dzięki niej przeczytałam "Siewcę" :)