czwartek, 24 czerwca 2010

Komuna hippisowska w niebie, czyli kurs anielskiego podrywu

-->
Witajcie!

Dzisiaj czeka Was kolejne spotkanie z anielicą Ardeą i jej trzema psiapsiółkami, które w tym odcinku otrzymają nowego skilla zajebistości - zostaną bowiem przemienione w anioły! Co prawda ceną tego będzie śmierć trzech innych anielic oraz kilku żab oraz jeży, ale kto by się tym przejmował. A potem będzie tylko weselej - i nie ma co się dziwić, skoro w niebie wszyscy handlują żywym towarem, marihuaną oraz żyją ze sobą na kocią łapę; a domy urządzają im projektanci Nowych Ruskich. Gdyby Kossakowska widziała, co wyczynia tu z jej bohaterami Ałtoreczka, zjadłaby własny długopis. Czy też raczej klawiaturę komputera.
Aby już nie przedłużać - miłej lektury!

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar


Rany były poszarpane, jakby zadane stępionym mieczem.
To chyba był jakiś miecz z ząbkami, skoro rany były szarpane. :>
I cóż, nawet Zło przeżywa kryzys, skoro nie stać ich na naostrzone miecze...


Posoka tworzyła ciemnoczerwone kałuże w zagłębieniach ulicy. Chciałam się podeprzeć na ręce, ale ta nie wytrzymała. Położyłam się na plecach oddychając ciężko. Mój organizm dawno nie miał takiego wysiłku. Poczułam, że moje włosy stawały się lepkie i śmierdzące od krwi na bruku. Przed utratą przytomności zdołałam jedynie wyszeptać jedno:
-Bóg... Uzdrawia... Rafaelu, przybądź...
I zapadła ciemność.
***
Otworzyłam oczy. Byłam w jakiejś przestronnej komnacie. Wszystko mnie bolało. Leżałam więc na plecach i wpatrywałam się w sufit. Widniały na nim piękne freski przedstawiające głównie anioły, konie i inne istoty. W sumie i tak nie miałam nic do roboty, postanowiłam więc przyjrzeć się uważniej malowidłom.
Pal sześć walkę, jaką niedawno stoczyła z siłami Zła i to, że jeszcze nie wie, gdzie się znajduje. Kontemplacja sztuki jest najważniejsza!
Hmm... a może w wyniku tego zaklęcia, jakie wypowiedziała przed utratą świadomości, przeniosło ją do pracowni malarza Rafaela Santi? O.O

Anioły na nich trzymały w rękach miecze i ubrane były w antyczne zbroje lub pancerze.
No niesłychane! Zbroje lub pancerze! *zżyma się*

Bukraniony rumaków wykute były na kształt lwich głów. Fresk wyraźnie przedstawiał jakąś bitwę, bo zbroje skrzydlatych były ujednolicone, w kolorach czerwieni, granatu i żółci.
A w nieprzepisowych zbrojach na bitwę nie wpuszczano, jak rozumiem?Inne kolory wyszły z mody. Chyba nie chciałabyś pokazać się na bitwie w niemodnej zbroi?
Nie chciałabym pokazać się w bitwie w żółtym czymkolwiek. ^^

Miały one symbolizować, kolejno, ogień, dym i siarkę. Powoli odzyskiwałam zdolność myślenia. Te trzy kolory z czymś mi się kojarzyły...
Z flagą Wenezueli?Albo Rumunii.

Obróciłam nieco głowę, by przypatrzeć się reszcie sufitu. Prawie dokładnie nade mną był jakby zawieszony olbrzymi cień albo... Nawet nie wiedziałam, jak to nazwać... Było bezkształtne, ale bardzo mroczne i niemal czuło się złą energię bijąca od tego potwora.
W jednej z sal Akademii Czarnych Charakterów siedzieli uczniowie: panicz Sauron (jak zwykle lekko nieobecny, bawiący się szklanym okiem dziadka), wiecznie strojący żarty Joker i ambitny, ale chory na astmę Darth Vader. Profesor Moriarty przechadzał się między ławkami i powtarzał zgromadzonym:
- Pamiętajcie! Każdy szanujący się czarny charakter musi być mroczny! Inaczej wszelkie wasze zło zwyczajnie nie będzie się liczyć!


Z jego wnętrza wypływało wojsko nicości, pozostawiając za sobą zgliszcza i trupy wojowników Królestwa. Wśród zabitych był jednak jeden żywy, na potężnym, czarnym koniu.
Wśród zabitych był żywy – czyli zombie?
Bo zabili go i uciekł.

Dzierżył magiczny Miecz Aniołów, zupełnie taki sam jaki miał niegdyś Burzyciel Światów.
Zmarszczyłam brwi. Skąd tu się znalazł miecz Abaddona?
No, namalował go ktoś. W czym problem?

Chyba że... Otworzyłam szeroko oczy dalej wpatrując się w górę. Nade mną- wielki mrok, pośrodku sufitu kłębiące się w zażartej walce ciała tysięcy niebiańskich żołnierzy, wśród nich, jak mała czarna mrówka, czarnopióry skrzydlaty na swoim koniu... Daimon... Zerwałam się gwałtownie z łóżka na którym leżałam. Skoro był tu Tańczący na Zgliszczach, więc walczący aniołowie to była...
-Szarańcza...- wyszeptałam z niedowierzaniem. Ogień, dym i siarka. Aniołowie Miecza. Należałam przecież do nich. Musiałam naprawdę mocno oberwać w pojedynku z wampirami, skoro zapomniałam o tak ważnej rzeczy. A ten cienisty twór, to zapewne Siewca Wiatru... Zamknęłam oczy, bo nagle zakręciło mi się w głowie. Przysiadłam na skraju łóżka. Oddychałam spazmatycznie.
Ja rozumiem, że sztuka może być bardzo sugestywna i robić wstrząsające wrażenie, ale żeby aż tak? Ona się zachowuje, jakby oglądała ten obraz w co najmniej 3D, przy ogromnym zbliżeniu.
To był atak retrospekcji. Zgodnie z prawidłami mangi powinna teraz dostać nowe moce... cieszmy się więc, że to nie manga.

Za zamkniętymi powiekami przewijały mi się obrazy z legendarnej pierwszej wojny z Siewcą,
Gabinet ruchomych obrazów we własnych oczodołach, nieźle.

Z tego zamyślenia wyrwał mnie cichy zgrzyt otwieranych drzwi pomieszczenia. Weszła przez nie piękna anielica z kobaltowymi, sięgającymi pasa włosami. Oczy miała jak płynne złoto.
Włosy z metalu, oczy też – ani chybi, cyborg. ;)

Niosła tacę z jedzeniem, najwyraźniej przeznaczonym dla mnie. Stawiała lekkie, ale pewne kroki, ubrana w długą, szafirową suknię ze zwiewnego materiału.
Niech się jeszcze odezwie śpiewnym głosem... Aż się o to prosi, co nie?

Hija zniknęła w sąsiednim pokoju. Postanowiłam obejrzeć komnatę, w której byłam. Urządzona prosto, ale przytulnie, z postawionymi gdzieniegdzie marmurowymi rzeźbami. Ściany pokrywała bladoniebieska tapeta.
Freski na suficie i tapeta. Gratulujemy gustu. =.=No i te „ustawione gdzieniegdzie” marmurowe rzeźby. Idę o zakład, że nowi Ruscy to wnętrze urządzali.

Zasłony w kolorze wiosennego nieba spływały łagodnymi falami ku ziemi. Meble były wykonane z drewna bukowego. Wielka, przytulna prostota.
Z naciskiem na prostotę.
„Prawie połowę pozyskiwanego drewna bukowego stanowi surowiec łuszczarski przeznaczony do produkcji sklejki i oklei. Sklejka bukowa znajduje zastosowanie przede wszystkim w przemyśle meblarskim. W przypadku przemysłu meblarskiego stosowane jest zwłaszcza tam, gdzie wymagane są znaczne ilości drewna litego, jak np. do wyrobu ciężkich stołów, krzeseł, foteli i tradycyjnych zestawów meblowych.” Poza tym, drewno bukowe wykorzystuje się do wyrobu klepki parkietowej, sprzętów domowych czy uchwytów narzędzi. Sam styl i smak, zwłaszcza jak na anioła.

No, prostota miała być, czyż nie? Pierwotny projekt zakładał pewnie meblościankę „na wysoki połysk” i taborety z ceratowym obiciem.

To była cecha charakteryzująca rezydencję Razjela.
Ucieszyłam się. Nie wiem kto mnie tu przeniósł, ale wiedziałam, że bardzo chcę zobaczyć się z Razjelem. Miałam tyle pytań... Komu je zadać? Czy ktoś tu wreszcie przyjdzie?
Spytała nadąsana dzieweczka, tupiąc z niezadowolenia nóżką. Jak to, ona tu jest, a jeszcze nie zjawił się żaden Tró Lów, by ją wielbić. Ba, nie zjawił się ktokolwiek, kto by mógł ją zabawiać i podziwiać! I jak ona ma pełnić rolę Mary Sue? W takich warunkach się nie da pracować!

Najwyraźniej Jasność wysłuchała moją prośbę, bo oto otworzyły się drzwi.
„Niech się stanie według słowa Twego”... mruknął posłusznie Pan Bóg – po czym dodał jeszcze ciszej: „...Bylebyś stąd poszła w cholerę...”

I stanął w nich nie kto inny, tylko sam Pan Tajemnic we własnej osobie. Razjel był chudy i dość wysoki. Miał na sobie swoje ulubione jeansy i jasnobłękitną koszulkę. Uwielbiałam jego długie, czarne włosy, które zazwyczaj zaplatał w warkocz sięgający końca pleców. Był taki, jakim go zapamiętałam. Oczy barwy akwamaryny spoglądały na mnie zza szkieł złotych okularów. Uśmiechały się. Dawno nikt tak na mnie nie patrzył...
Bo rodzice tylko wrzeszczeli i okładali ją pejczem.Jakby do mnie zaczęły się uśmiechać oczy, do tego patrzące zza szkieł, chyba bym się trochę wystraszyła...

-Razjelu...- zdążyłam tylko tyle wyszeptać zanim archanioł podszedł do mnie i mocno do siebie przytulił. Tak wspaniale było znów poczuć jego zapach...
-Martwiłem się o ciebie, Ardeo- powiedział i pocałował mnie w czoło.- mało nie oszalałem, kiedy dostałem wiadomość od Gabriela, co się stało. Nieźle cię załatwili.
Szkoda, że nie załatwili jej do końca...
Bo nie ma to jak przyjaciel, który potrafi zapewnić bezpieczeństwo twojej dziewczynie, nie?

Odgarnął moje włosy i założył za uszy.
-No ale sobie poradziłam, prawda? Nawet nie wiedziałam, że mam w sobie jeszcze jakąś magię. Hm, mam pytanie...
-Chyba masz ich więcej, niż tylko jedno- zaśmiał się Książę Magów.
-Masz rację... Ale takie najważniejsze... Co się działo potem, jak straciłam przytomność?
-Gabriel mnie zawiadomił, że mocno cie poturbowali. Pożyczył od Asmodeusza latający dywan i voilá.
Anioł widzę kosmopolita turecko-francuski. Ale jeśli mówienie językami aniołów mu wychodzi, to językami ludzi na pewno nie. W języku francuskim słowa voilá nie ma, za to voilà owszem.

Jesteś tutaj. Musiałem cię doprowadzić do stanu używalności, a wczoraj Rafał mamrotał nad tobą jakieś zaklęcia uzdrawiające...
W sumie nie wiem, jakie to były zaklęcia, ani nawet czy to były zaklęcia, bo tego mamrotania nijak się nie dało zrozumieć. Ale brzmiało mądrze i uzdrawiająco. Zwłaszcza, jak wziął tę laleczkę z puklem twoich włosów i przebił ją długą, ostrą igłą.

-Czekaj, czekaj- przerwałam mu.- Jak to wczoraj? To jak długo ja byłam nieprzytomna?
-Od wczorajszego popołudnia... Dziś nad ranem nareszcie zaczęłaś oddychać normalnie.
-Zwariowałeś?!- zerwałam się z miejsca.- Muszę wracać! Mama pewnie strasznie się martwi!
-Uspokój się... Już jej powiedziałem. Nie była szczególnie zaskoczona, kiedy mnie zobaczyła, bo już kiedyś z nią rozmawiałem. Po twoich ziemskich narodzinach- dodał anioł, widząc moją zdumioną minę.
O rety, bohaterka miała nawet własne „zwiastowanie”! No, Marysie Zuzanny, kto da więcej?Taa, a pierwsza Mary Sue stworzyła świat z własnej zajebistości.
Dlatego to wszystko teraz wygląda jak wygląda, czaicie.

-A... Co z Gosią, Basią i Moniką? Są bezpieczne?
-Nic im nie grozi, zajęliśmy się nimi. Po wyleczeniu odesłaliśmy do domów.
-To dobrze... A wiesz co? Bo mam taki pomysł, żeby...
-... zabrać je do Królestwa? Świetnie. Tylko trzeba by przekonać ich rodziny- Razjel puścił do mnie oko.
-Skąd wiedziałeś, że to właśnie...
-Kochanie, czyżbyś już zapomniała, kim jestem?- skrzydlaty najwyraźniej był rozbawiony.
-Największy Mag w Królestwie, no tak...- zarumieniłam się.- Ale w końcu dalej się uczę, nie? Mam prawo coś zapomnieć...
-Tak, zwłaszcza to, kto cię uczył magii przez ostatnie kilka tysięcy lat...
-Czepiasz się...
Racja, kto by tam pamiętał takie szczegóły jak znajomość trwającą kilka tysiącleci.
Grrr, a nas się wykładowcy czepiają, jak jakiegoś jednego pojęcia z materiału sprzed dwóch lat nie pamiętamy. :/


OK., wracając do pomysłu. Byłoby to możliwe? To znaczy, bez odebrania życia?
Ale że wniebowzięcie za życia? Hmm... W zasadzie, skoro z Henochem i Eliaszem się udało...
Przyjaciółeczki boCHaterki to wszak persony co najmniej równie godne tego zaszczytu.

Razjel założył ręce na piersi i podszedł do wielkiego okna. Pewnie myślał, co mi odpowiedzieć. Nie miałam mu tego za złe. Sama bym się zastanawiała nad tak ważną rozmową. W końcu tu chodziło o życie trzech dziewczyn... Pan Tajemnic obrócił się do mnie i powiedział powoli.
-Zamiana osoby żywej w anioła jest bardzo bolesna...
Lol, że co? A ja, głupia, myślałam, że jedynie Metatron miał moc stwarzania nowych aniołów.Dla mojej Marysi Zuzi najlepszy zestaw nowych aniołków poproszę.

Nie wytrzymają jej, nie w ludzkim ciele... Tu chodzi o oderwanie duszy. A to jest cholernie trudne. Zakrawa na czarną magię... Ty przy tym nie byłaś, ale...- tu zapatrzył się w jakiś punkt na ścianie. Było dobrze widać jak ciężko jest mu o czymś powiedzieć. Wyczuwałam, jaki był spięty. Wziął głęboki oddech.- Hija chciała pomóc raz Daimonowi i użyła czarnej magii... To wysłało ją i jej wyspę gdzieś w niebyt. Żeby ściągnąć ją z powrotem, musiałem odebrać życie innej anielicy, która dobrowolnie się na to zgodziła. No wiesz, dusza za duszę. Nie wspominając o tym, że wyniszczyłem połowę Ogrodu Pańskiego... Wcale nie jestem dumny z tego co wtedy zrobiłem. Ale innego wyjścia nie było. W przypadku twoich przyjaciółek trzeba by zrobić to samo.
Mam przecież cholernie doniosłe powody, by brać się za to wariactwo dla trzech ludzkich smarkul.

Znaleźć trzy osoby, które zamienią się z nimi miejscami. Mogę też upodobnić je do Gosi i reszty tak, że ich rodziny się nie połapią. Ale jest jedno, ważne pytanie. Czy jesteś gotowa na to, żeby złożyć dla nich taką ofiarę?
Ach, śmierć trzech randomów i okłamanie ich rodzin w zamian za to, by mieć najlepsze przyjaciółeczki zawsze przy sobie? Co to za dylemat!

Przy tym potrzebujemy jeszcze więcej energii, niż w przypadku Hiji. I miejsce. To wszystko jest bardzo ważne, żeby niepotrzebnie nie pozbawić życia innych osób. Więc pytam cię jeszcze raz, Ardeo- czy jesteś na to gotowa?
Nie odpowiedziałam. Nie tak od razu. Słuchając mojego ukochanego miałam wzrok wbity w ziemię pod stopami, ale teraz podniosłam głowę. W przyciemnionym pomieszczeniu tęczówki archanioła płonęły lodowym blaskiem. Nie mogąc tak dłużej wpatrywać się w niego podeszłam do drzwi balkonowych i otworzyłam je. Chłodny wiatr otrzeźwił mnie trochę i byłam w stanie myśleć intensywniej. Czyli jest szansa... Muszę tylko znaleźć te trzy ochotniczki do zamiany i miejsce.
Hmm... A czy same zainteresowane ktoś w ogóle spytał o zdanie?Muszę tylko znaleźć trzy osoby, które pozwolą się zabić tylko po to, by jakieś smarkule mogły sobie skakać po chmurkach! Przecież to drobiazg!
Z miejscem nie będzie problemu, można wybrać jakiś teren w Sferach poza Czasem. Ale osoby...
-Razjel?
-Hm?
Pan Tajemnic wyszedł na balkon i stanął obok mnie. Ja podparłam się na balustradzie, zapatrzona w dach domów na Hajot Hakados.
-Nie ma znaczenia, z jakiej hierarchii wywodzą się te osoby zamienne?
-No nie ma... A czemu pytasz?
- Bo można wziąć kogoś z plebsu, jakiegoś zapomnianego anielskiego żula, za którym nikt nie będzie tęsknić. Tak trudno się domyśleć?

-Bo znam... Poznałam kiedyś takie trzy chore siostry... One mieszkały w Limbo, ale służyły jakiemuś urzędnikowi. O ile jeszcze nie umarły... Nie zrozum mnie źle, ale może lepiej by dla nich było...
To się nazywa nakłanianie do samobójstwa i jest średnio zgodne z naukami Kościoła.
Czy tylko mnie robi się niedobrze, jak to czytam...?

Nie.

-Jeśli się zgodzą, to tak. A miejsce?
-Bagna w Sferach Poza Czasem- odpowiedziałam bez zastanowienia.
-Czyli zdecydowałaś? I wiesz co nas czeka?
Przytaknęłam. Najczarniejsza magia...
Czarrrna jak dupa Murzyna po czarnych jagodach.

-Skoro tak... to czekam na ciebie na placu. Przyprowadź te służące. Porozmawiaj z Basią, Gosią i Moniką. Wróć do domu i przygotuj rzeczy do zabrania. Rytuał zaczniemy o świcie, przyjdę po ciebie.
Chcąc nie chcąc musiałam wracać... Razjel znów pocałował mnie w czoło, na pożegnanie, i włożył do reki miękki materiał. Mruknęłam zaklęcie i poczułam, jak ziemia ustępuje pod moimi nogami. Zanim zniknęłam zdążyłam wyłowić spojrzenie archanioła, pełne smutku i litości. Nie chciałam, żeby ktoś się nade mną litował...
Oj ty bidulko ty. Jaka Ty jesteś pokrzywdzona. A przecież los, jaki chcesz zgotować tym trzem chorym siostrom, to nic strasznego. Taka tam, śmierć tylko jakaś, bo Ty masz takie fanaberie.

Wybrałam, to co według mnie było słuszne. Moje życie.
Taa. Twoje.
BTW, jeżeli dobrze pamiętam BoCHaterka chce zanielić te dziewczyny dlatego, że w Królestwie po wojnie mają braki w kadrach i każda para rąk się przyda. Tylko jaki sens to ma, jeżeli trzeba w tym celu zabić trzy inne anioły? Jakoś umknęło to głębi poznania szanownego pana archanioła?

A jutro czekało mnie mnóstwo pracy. Jeżeli tylko wszystko się powiedzie, dokonam największej rzeczy w moim życiu, jeśli chodzi o magię. Ale... Kto nie spróbuje, ten się nie dowie... O Jasności, pomóż nam i miej nas w opiece...

***
Czarne pochodnie płonęły upiornym blaskiem.
Blask pewnie też był czarny...?
A jaki może być upiorny blask? Róssshoffy? :D

Strzepałam długi rękaw ceremonialnej szaty maga. Moje przyjaciółki ze szkoły stały przy mnie. Były wyprostowane i patrzyły twardo przed siebie, ale wiedziałam, że się boją. Uświadomiłam je co się z nimi będzie działo. Dałam im trochę czasu na pożegnanie się ze znajomymi i załatwienie najważniejszych spraw.
Pozwoliłaś im pożegnać się ze znajomymi? Och, łaskawco... =.=
Hm, to pewnie po to, by cała akcja była jeszcze dyskretniejsza.

Potem ich miejsca zajmą doskonałe kopie stworzone przez Razjela. Też się bałam. Zaklęcia, które miałam wymówić nie są zapisane w żadnej znanej mi księdze. Książę Magów sam je układał. I miałam nadzieję, że nie zawiodą.
...I że się nie przejęzyczę w trzeciej sylabie. ;)

Zgromadziliśmy się na małej polanie leśnej niedaleko mojego domu. Przed sobą postawiłam duże zwierciadło do komunikacji oraz szklaną kulę skupiającą magię.
Koło moich nóg kręcił się też czarny kot – gratis do zestawu Mała Czarownica, jaki nabyłam rok temu na bazarze.
Magiczne lusterka, szklane kule... nie dziwię się, że ona boi się porażki.


Ujęłam obiema rekami ramę lustra i wpatrzyłam się w nie. Po tamtej stronie archanioł był już gotów. Grozę budziły zabite zwierzęta... Ich krew zdążyła już wsiąknąć w ziemię, tworząc wielkie rdzawe plamy na podmokłym terenie.
Ej, mało im ofiary z trzech osób, muszą jeszcze zabijać jakieś zwierzęta? ;/ Co to jest, anielski rytuał czy czarna msza w piwnicy wujka Zdzisia?!
A będzie orgia wszystkich ze wszystkimi? Jak ma być pradawna magia, to już całą gębą!

Ciała istot zaczęły się już rozkładać, jakby leżała dość długo na palącym słońcu. Prawie czułam ten ohydny zapach padliny. Ptaki leżały wśród wypalonych traw niby miniatury aniołów. Cały krajobraz wyglądał jak po szalejącym pożarze. Pośrodku tego nieziemskiego niby teatru stał Pan Tajemnic.
Niby stał, zapomniałaś dodać.
Niby anioły, niby teatr... niby opowiadanie.

Jego ciemnoniebieska szata zlewała się z ponurym widokiem w oddali.
Szata sięgająca za horyzont – i tren księżnej Diany może się schować.

Tylko jego niesamowicie błękitne oczy migotały w świetle pochodni. Wyglądały jak dwa lodowe sztylety wśród głębin mrocznego oceanu.
To znaczy, ni cholery nie było ich widać, bo były małe i się szybko rozpuściły?
To znaczy że były baardzo małe i baardzo wyłupiaste. Z profilu wyglądały bardzo śmiesznie, a dobranie do nich jakichkolwiek okularów graniczyło z cudem.

Razjel podwinął rękawy do łokcia. Gdzieś za nim dostrzegłam owe służące, już w zmienionych postaciach. Można było pomyśleć, że miały takie same miny jak moje przyjaciółki. Tak jakby były tylko ich odbiciem w lustrze...
Katem oka wyłapałam nieznaczny ruch ręki Księcia Magów. Uznałam to za znak do rozpoczęcia rytuału.
A jako że Razjel chciał się tylko po tyłku podrapać, całą ceremonię trafił szlag.

Przełknęłam z trudem ślinę w zaschniętym gardle. Położyłam sztywne ręce na magicznej kuli, czułam jej lekkie wibrowanie. Czas zaczynać...
-Podejdźcie tu...-zwróciłam się do Moniki, Gosi i Basi.- i połóżcie ręce na kuli...
Ich dłonie trzęsły się lekko. Spełniły moją prośbę. Zerknęłam na Razjela. Kiwnął głową.
-Może będzie lepiej, jak zamkniecie oczy... Po prostu... No, tak będzie bezpieczniej... Mniejsze nerwy, rozumiecie?...
Nie odpowiedziały, ale chyba rozumiały, o co mi chodziło. Podniosłam ręce. Nad naszymi głowami uderzył piorun w jakieś drzewo. Zaczął padać silny deszcz.
Pogoda ma wyczucie chwili. :>

Wiedziałam, że już nie ma odwrotu, więc zaczęłam wymawiać śpiewną inwokację.
To zdecyduj się, wymawiałaś jej treść, czy śpiewałaś? I przede wszystkim: inwokację do kogo? Bo że nagle poczułaś potrzebę napisania eposu nie uwierzę.

Ziemia pod naszymi stopami, rozjarzyła się błyskami magicznych wyładować.
Szczęki Pigmejki rozjarzyły się od błyskami od wnerwienia iskrzyć.

Czułam silną energię przepływającą przez moje ciało. Rozchodziła się ona falami po polanie, niszcząc całe życie w promieniu kilkunastu metrów.
Następnego dnia musiało tam nieźle cuchnąć od padłych ryjówek, żab i innych takich...
...jeży.

Oprócz nas.
Jaka szkoda.

Monika zaczęła krzyczeć. Chwilami i ja miałam na to ochotę, bo ból w głowie i klatce piersiowej był nie do wytrzymania. Nikt nie mógł słyszeć naszych krzyków, bo byliśmy poza rzeczywistością... Duszami już w Zaświatach.
Czyli gdzie? Bo z tego, co namodziła Kossakowska wynikało, że Zaświaty są regularną częścią Królestwa i z rzeczywistości występować nie zamierzają.

Pod Basią ugięły się kolana, a Gosia zacisnęła mocno zęby. Ale żadna nie przerwała połączenia. Nie wiem co działo się po stronie Razjela, bo byłam odwrócona tyłem do zwierciadła, domyślałam się jednak, że było podobnie jak tu, na Ziemi.
Na Ziemi? Gdzie oni w końcu są, do diaska?

Przed moimi oczami zaczęły fruwać czarne plamy. Nie poddam się teraz. Ostatnie zaklęcia rytualne zamiany dusz... Dziewczyny spowiła różnobarwna iskrząca się mgła, znak, że się przenoszą.
-Jako aniołowie musicie posiąść nowe imiona. Małgorzato Nowosielska, od dziś będziesz nazwana Onuris, na cześć bóstwa wojowniczego. Barbaro Maared, tobie przypada imię Deris, byś swoją odwagą i mądrością prowadziła Zastępy przez Mrok. Moniko Rewengo, twoje nowe imię brzmi Meridian, na pamiątkę legendarnego miasta prawych i uczciwych. Zostałyście przyłączone do Zastępów Niebieskich za wolą Pana.
Czy raczej za wolą waszej uroczej przyjaciółeczki. Bo śmiem wątpić, czy Bóg pozwoliłby na taką głupotę.

Jako nieliczne zostałyście naznaczone. Korzystajcie mądrze ze swych nowych umiejętności, jak na aniołów przystało. Niech nastąpi zamiana!
Wyrzuciłam rozłożone ręce w górę, tym samym unosząc ich dusze wzwyż. Jednocześnie zauważyłam, że dusze chorych anielic wstępują w ciała moich przyjaciółek. Ostatnie pchniecie mocą... Odrzuciło nas do tyłu od kuli. Ja walnęłam plecami w lustro, rozbijając je. Szkło posypało się na mnie, raniąc moją skórę. Nie mając siły, żeby się podnieść, zostałam w takiej pozycji jak leżałam. Oddychałam z trudem, byłam prawie pewna, że siła, która nas odepchnęła, pogruchotała mi kilka żeber. Ale to się da wyleczyć. Niechętnie podniosłam głowę. Zamienniczki stały już na nogach o własnych siłach. Wyglądały dokładnie jak Basia, Monika i Gosia...
-Zostaw nas już, wracaj do Razjela- powiedziała do mnie jedna z nich.- On cię tam bardziej potrzebuje. No idź!
Ostatkiem sił wyciągnęłam latający dywan i szepnęłam: Moc!
Alladyn przewraca się w grobie...

Zamknęłam oczy, żeby nie musieć patrzeć na przesuwające się dookoła mnie światła. Ledwie wylądowałam na wypalonej ziemi w Sferach, przyskoczył do mnie archanioł i zaczął wypowiadać nade mną zaklęcia uzdrawiające. Czułam się o wiele bezpieczniejsza w jego ramionach niż w tamtym lesie.
To w lesie, czy koło domu? Eh... zresztą, to, co się tu dzieje, to jedno wielkie Święto Lasu, więc...

-Już wszystko dobrze...- mruczał mi do ucha.- Udało nam się...
-Myślałam, że tam zginę...- po moich policzkach pociekły niechciane łzy.
-Tak, wiem. Nie jesteś jeszcze dostatecznie silna, ale twoja pomoc bardzo mi się przydała.
Odwróciłam głowę do moich przyjaciółek. Stały dość niepewnie na nogach, ale się do mnie uśmiechały. To nie były już Basia, Gosia i Monika. Od teraz miałam przed sobą Deris, Onuris i Meridian. Nie miały skrzydeł tak jak ja, ale to normalne... Całkowita przemiana w anioły nie była możliwa.
Eej, co to za fuszerka? Nie dość, że pretensjonalne i dziwaczne imiona, to jeszcze brak skrzydeł? Na miejscu tych dziewczyn złożyłabym reklamację.

Deris podała mi dłoń. Podniosłam się i zajrzałam każdej z nich głęboko w oczy. Zamieszkała tam pewna anielskość, to, co właśnie chciałam osiągnąć.
To nie prościej było im tam włożyć odpowiednie soczewki kontaktowe? T.T

Rozprostowałam swoje srebrzyście białe skrzydła. Zatańczyły w nich promienie zachodzącego słońca Sfer Poza Czasem. Razjel podszedł i stanął obok mnie. Uśmiechnęłam się.
-A więc... Witam was w naszych skromnych progach.
Przytuliłyśmy się serdecznie. Teraz ich życie całkowicie się odmieni. I moje. Zaczynamy nowy etap.
A ja zaczynam się bać.

***
-Dobra. Teraz połóż ingrediencje na stole, weź księgę i przeczytaj ponownie instrukcję- Razjel nie podnosząc na mnie wzroku, kierował moimi czynami.
To brzmi jakby ją zahipnotyzował, tyle że głosem.

-Okej, już się robi.
Odeszłam od blatu alchemicznego i podeszłam do regału z literaturą. Wyciągnęłam przed siebie rękę i palcem zaczęłam kolejno przeszukiwać stare tomy.
Ja z reguły do szukania potrzebnej mi książki używam wzroku, ale co kto lubi...

Od pamiętnych wydarzeń minęły jakieś dwa miesiące. W sumie nie jestem nawet do końca pewna, bo tu, gdzie jesteśmy, czas płynie inaczej. Niebo... Dodatkowo najpiękniejsza dzielnica Szóstego Nieba- Hajot Hakados. Mieszkają tu najważniejsze osobistości Królestwa, jak na przykład Archaniołowie Tronu Pańskiego, Daimon Frey i inni, których stać na życie w takim luksusie.
I ja. Ale tylko chwilowo, na czas niezbędnego remontu w pałacu Tronu Pańskiego.

Razjel połączył siły z Rafałem i zdołali całkowicie przywrócić mi pamięć. Teraz już pamiętałam wszystko. Szybko przyzwyczaiłam się do nieznanych mi widoków. Uwielbiałam patrzeć na skrzydlatych przechadzających się Placem Błękitnym, jak światło odbijało się od co bardziej wyszukanych szat urzędników i igrało we włosach.
Skrzydlaci przechadzający się Placem Czerwonym dysponowali tylko grubymi kożuchami i walonkami.Urzędnicy mieli włosy wysmarowane brylantyną i sparklili jako ten Edward albo Pani Przydrożna?
Musiałam jednak poodwiedzać kilka budynków publicznych, żeby przyswoić sobie pewne nowe rzeczy. Dość dużo zmieniło się w Królestwie podczas mojej nieobecności. Między innymi to, że Pan odszedł. Po prostu go nie ma. Kiedy Gabriel zabrał mnie do Sali Tronu, musiałam podeprzeć się na jego ramieniu, by nie upaść z wrażenia. Tron był pusty.
Też zdziwiona. Nietzsche to już dawno zauważył. :P

-Ardea?- odwróciłam się na dźwięk głosu Pana Tajemnic.
-Przepraszam, zamyśliłam się... To się już nie powtórzy...
Razjel zapatrzył się na mnie z troską w oczach. Otoczył mnie ramieniem.
-Wiem o czym myślisz. Nie powinienem czytać w twoich myślach, ale czasami... No to są tak silne fale myślowe, jakbyś krzyczała mi prosto do ucha. Będzie dobrze. Właśnie po to szkolimy nowych magów Królestwa, żeby wzmocnić siły. A teraz- skup się na eliksirze.
Pogłaskał mnie delikatnie po ręce i wrócił do swojej pracy. Skoncentrowałam się na czytaniu instrukcji.
...wywar winien przybrać barwę błękitną. Po dodaniu pyłu gwiazd, roziskrzona jego powierzchnia...
*wyobraża sobie próbę pobrania materii z obłoku molekularnego – o czynnej gwieździe nie wspominając*
Chociaż w sumie... może ona po prostu słodziła ten eliksir? :D



Deris, Meridian i Onuris zamieszkały w willach niedaleko mnie. Szybko przyzwyczaiły się do swojego nowego życia i nie pamiętam, by chociaż raz wspomniały o tym ziemskim.
Kto by tam pamiętał o rodzinie, mieszkając w willach i posiadając supermoce...

Spodobało im się w Szóstym Niebie. Znalazłam każdej z nich dobrą pracę, żeby się zbytnio nie nudziły. Chodziłyśmy często po wspaniałych ogrodach, spotykałyśmy znane osoby. Słowem, niebiańskie życie. Jednak nie zawsze było tak miło...
A co, którejś się złamał niebiański paznokieć?

Michał, przy pomocy najlepszego szpiega Królestwa, Zofiela,
Czy tylko ja przeczytałam: Zoofila?

odkrył rozwijający się handel żywym towarem i różnego rodzaju prochami.
W niebie. Aha.
(Pewnie ten pył gwiezdny szmuglowali i handlowali Marsjankami.)


Zagrażało to bardzo władzy regenta, dlatego trzeba było coś z tym zrobić i to szybko. Najlepiej by było, gdyby Michał dostał pozwolenie na odtworzenie Komanda Szeolu. To najlepsza jednostka specjalna wśród zastępów niebieskich. Podczas ostatniej misji wrogowie użyli podstępu, co przyczyniło się do wybicia w pień prawie wszystkich żołnierzy. Przeżył tylko Drago. Pomyślałam, żeby zrobić z niego dowódcę Szeolitów. Mimo, że miał tylko jedno skrzydło, to jednak dobrze radził sobie w różnych akcjach. Już nieraz uratował tyłki swoich przyjaciół...
Taaa, przed penetracją chyba.
No co? Sądząc po tym, co się tu wyrabia...

A właśnie, dawno nie odwiedzałam nikogo z moich dawnych znajomych z Aniołów Miecza... Jakoś nie było okazji... A jakby tak zorganizować jakąś wycieczkę do Kamaela...
-Eee... Ardea, co ty robisz, jeśli mogę zapytać?...- Razjel patrzył zdziwiony na moje ręce. Okazało się, że podczas rozmyślań zaczęłam bezwiednie kreślić po księdze z instrukcjami do wykonania eliksirów. Ku mojemu zażenowaniu był to znów koń.
Profesor Freud mówi: fantazje o koniach w rzeczywistości są fantazjami o seksie.Że tak spytam prymitywnie: jaki KOŃ? :>
-Dobrze, to na dziś koniec- Razjel potarł kąciki oczu.-Ja w sumie też jestem już trochę zmęczony. Pracujemy już trzy godziny bez przerwy. Chcesz coś do picia?
Przytaknęłam. Anioł otworzył drzwiczki oszklonego barku i wyjął podłużne kryształowe szklanki. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz je zobaczyłam, nie mogłam się nadziwić, skąd Księcia Tajemnic stać na tak drogocenne szkło. Później dopiero się dowiedziałam na jak wysokiej pozycji w Królestwie on stoi.
No tak, bo szkło jest tak drogocenne, że stać na nie tylko nielicznych...

Razjel nalał sobie wina, a mi soku grapefruitowego. Pamiętał, że ja nie lubię pić alkoholu...
A ja wręcz przeciwnie. Zwłaszcza, że wielu blogasków nie da się czytać na trzeźwo...

-Przypominasz sobie, jak się poznaliśmy?
-Pewnie- uśmiechnęłam się promiennie do niego.- Tego się nie da zapomnieć.

***

Była jak zwykle piękna pogoda. To jest jeden z mnóstwa plusów mieszkania w Królestwie- tu nigdy nie pada deszcz. Poznałam go dopiero kiedy byłam na Ziemi.
Wracałam właśnie traktem do Piątego Nieba z Lasu Nimf. Byłam zatrudniona u znajomego mego ojca, Mituriela. Był to skrzydlaty w podeszłym już wieku, więc nie wszystkie prace mógł sam wykonywać. Musiałam na przykład chodzić po lesie w poszukiwaniu rzadkich gatunków ziół leczniczych. Mituriel pracował niegdyś jako uzdrowiciel Aniołów Stróżów i był uważany za najwybitniejszego znawcę różnego rodzaju zielska. Dlatego też dużo osób go odwiedzało, prosząc o rady w tej dziedzinie.
Uuu... to widzę, że ostro wszyscy święci balują w niebie... :D
Poza tym był cieszącym się dobrą sławą byłym wojownikiem. Mieszkałam u niego odkąd pamiętałam. Ananiel, który był moim ojcem, zostawił mnie u niego, zanim Pan zesłał go na Ziemię. Dostał taką karę za związanie się z ziemską kobietą i spłodzenie potomstwa. Ja byłam jedną z jego córek, owocem grzechu, dlatego automatycznie zostałam wyklęta przez społeczeństwo Królestwa, pomimo, iż byłam dobrze urodzona.
No niestety, ale efekty krzyżówek międzygatunkowych zazwyczaj tak mają. Herosi też rzadko kiedy lądowali na Olimpie. Kundel ani dachowiec też wystawy raczej nie wygra.
Traktowano mnie jak trędowatą albo i gorzej... Nie miałam żadnej nadziei na poznanie kogoś.
Brak Tru Lowera: oto największa tragedia, jaka może dotknąć Mary Sue!

Niosłam dwa kosze pełne wonnych roślin. Były trochę ciężkie, ale nie miał mi kto pomóc w niesieniu ich. Stawiałam ostrożnie stopy na nierównym podłożu ścieżki. Przez drogę przebiegł młody smok z obrożą myśliwską. Tuż za nim truchtem podążał duży anioł, ubrany w wojskowy strój. Miał krótko ścięte brązowe włosy i karabin przewieszony przez ramię. Wytrzeszczyłam na niego oczy, bo naprawdę rzadko widywałam żołnierzy. Byłam wychowywana raczej na życie towarzyskie i artystyczne.
Wychowali ją na geishę? O.o

Skrzydlaci podziwiali moje obrazy. Kilka udało mi się nawet sprzedać, przez co zyskałam nieco większy szacunek.
O LOL, to w takim razie malarze handlujący na ulicy kiczowatymi akwarelowymi kamieniczkami też są godni ogromnego podziwu, a nawet czci.

Nieznajomy zauważył mnie i popatrzył na mnie władczym wzrokiem. Miał rudozłote tęczówki, w których można było dostrzec wielkie doświadczenie i wiele przebytych lat. Nie uśmiechnął się ani nie zrobił żadnego przyjacielskiego gestu, tylko poszedł dalej, znikając w gęstwinie lasu za swoim smokiem. Otrząsnęłam się z osłupienia i ruszyłam dalej.
Szok, spowodowany tym, że jakiś męski osobnik nie padł z zaślinienia na jej widok, powoli opadał.

Przeszłam przez Bramę Światła i zrównałam się z kupcami idącymi do swoich domów. Swoje kroki skierowałam na wykładaną zielonkawą kostką brukową uliczkę. (...) Patrzyłam właśnie na prawo, bo zobaczyłam nowe kwiaty na balkonie jednego z mieszkańców kamienicy, gdy z przeciwnej strony wpadł na mnie archanioł. Pierwsze na co zwróciłam uwagę było to, że musiałam szybko zebrać zioła z ziemi, by się nie zniszczyły.
Noł, rili? Spostrzegawcza jesteś...

-Tak mi przykro, pani... Spieszyłem się, nie patrzyłem przed siebie, przepraszam...
Wydawał się być naprawdę przejęty tą sytuacją, więc zrozumiałam, że muszę go uspokoić.
Inaczej by się popłakał i już nigdy nie mógł zasnąć, bo twoje rozsypane zielsko straszyłoby go w koszmarach sennych.

[Uwaga, proszę nic nie pić i nie jeść, czytając poniższy fragment. Osobom z co wrażliwszymi żołądkami zaleca się profilaktyczne wypicie szklanki mięty.]
Zebrałam już wszystkie rośliny leżące na bruku, wstałam i podniosłam wzrok na nieszczęśliwca. I w tym momencie jakby rozstąpiło się niebo... Moje intensywnie niebieskie oczy spotkały się z zimnym błękitem jego tęczówek.
Oczy i tęczówki patrzyły przez chwilę na siebie niepewnie, zastanawiając się, czy nie są czasem jakoś spokrewnione, bo kolor miały ten sam. Zimny błękit z wrażenia aż zrobił się ciepły.

Serce zaczęło mi szybciej bić. Chłonęłam wzrokiem całą jego sylwetkę, miękkość czarnego warkocza, odbijające się światło w oprawkach złotych okularów.
Aż go wchłonęła całego. Jak samica matronicy.

Nie wiem czemu, ale miałam wrażenie, że archanioł równie silnie przeżywa to spotkanie. Zauważyłam jak spinają mu się lekko mięśnie i przełyka ciężko ślinę.
Ja tam znam inne sposoby na to, by poznać, czy mężczyzna cieszy się na mój widok... ^^’

Muszę mu coś powiedzieć... przypomniałam sobie. Wzięłam głębszy oddech.
-Nic się nie stało, panie. Rośliny nie są zniszczone, a moje obrażenia są nieważne.
Dopiero teraz zauważyłam, że mam rozcięte kolano.
On na nią wpadł, czy po niej przebiegł?!

Skrzydlaty też patrzył w to miejsce. Schylił się.
-Pozwól mi opatrzyć tę ranę. Nie będzie bolało obiecuję.
-Jak chcesz to zrobić, panie? Magowie z tej ulicy również to potrafią, ale...
-... czary działają za wolno? Skąd ja to znam... Dlatego mam taką a nie inną robotę. Jestem głównym Magiem Królestwa- odpowiedział na moje nieme pytanie.- Nazywam się Razjel.
-Jesteś jednym z Archaniołów Tronu?- wypaliłam szybko, przez co później zarumieniłam się, uznając, że zachowałam się trochę niegrzecznie. Spuściłam wzrok i odwróciłam się tyłem do anioła z zamiarem jak najszybszego odejścia.
Niezawodny sposób, by przykryć złe pierwsze wrażenie? Zrobić jeszcze gorsze drugie wrażenie!
Nagle poczułam jego dłoń na moim ramieniu.
-Poczekaj jeszcze chwilę. Mam dwa proste pytania. Jak masz na imię?
Masz trzy szanse i cztery koła ratunkowe. Na pewno sobie poradzisz.
-Ardea- odpowiedziałam roztrzęsionym głosem. Trochę się go bałam. W końcu był jednym z najważniejszych dostojników Królestwa, a oni maja wielką moc i władzę. Nie chciałam powiedzieć czegoś, co by go rozwścieczyło i zesłało na mnie kłopoty.
-Ładnie. Pytanie numer dwa: pozwolisz mi wyleczyć ranę?- popatrzył na mnie niemal błagalnie.
Zrobił minkę skopanego spaniela. Czego anioł nie zrobi, by poobcować z Doskonałością!
Nie sądziłam, że najwyżsi archaniołowie mają litość nad niższymi rangą od siebie.
Była pewna, że są okrutni i bezlitośni. Jak na anioły przystało.

Może dlatego, że nigdy wcześniej żadnego nie znałam...
-No... dobrze... ale i tak sądzę, że to niepotrzebny trud... Rana nie jest wielka.
-Ale szpeci twoją piękną osobę, Ardeo- Razjel uśmiechnął się przyjaźnie.
Taa. Zaraz zaprosi ją na kolację ze śniadaniem.

[Razjel, jak na prawdziwego dżentelmena przystało, ratuje Dziewicę w opałach, lecząc jej przecięte kolano.]
-Dziękuję, panie...- nie byłam w stanie zdobyć się na inne podziękowanie.
-Razjel.
-Słucham?
-Na imię mi Razjel- anioł był szczerze rozbawiony.- Pozostawmy te ceremonialnie �anie�i �ani� Możesz zwracać się do mnie po imieniu.
-Dobrze, pa... Razjelu
-Widzisz? Teraz jest przyjemniej. A teraz wybacz, ale mam dużo pracy i trochę się spieszę.
Cały legion staruszek czeka, aż przeprowadzę je przez jezdnię.
Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Do zobaczenia.
-Pa...-szepnęłam cicho. Odprowadzałam wzrokiem archanioła. Słyszałam ciche szmery piór w jego srebrzystych skrzydłach kiedy szedł.
On miał w tych skrzydłach gniazdo myszy, że mu tam coś szemrało?

Sięgający końca pleców warkocz. Nienaganny ubiór. Sylwetka. Błękitne jak akwamaryn oczy... Już do nich tęskniłam. Ale wiedziałam, że znów go spotkam...
Jak się potem okazało, miałam rację. Zobaczyłam go w któryś dzień w bibliotece publicznej w Czwartym Niebie. Poznałam go od razu. Zamieniliśmy kilka słów, a wtedy on zaprosił mnie na wspólny obiad w swoim pałacu. Dziwiło mnie tam wszystko- wymyślne potrawy, wnętrze urządzone prosto, ale przytulnie, piękne rzeźby... I wszędzie pełno błękitu i innych jego odcieni. Widać było, że to ulubiony kolor anioła, a tak na marginesie mój także. Zaprzyjaźniłam się z przyjaciółmi Razjela- Michałem, Gabrielem i Rafałem. Traktowali mnie jak równą sobie, dlatego też od razu im zaufałam. Dzięki nim poznałam, co to znaczy żyć w luksusie. Dostałam nawet konia i nazwałam go Kobalt. W końcu doszło do tego, że regent poprosił Mituriela, by pozwolił mi zamieszkać blisko Archaniołów Tronu, na Hajot Hakados. Z tego co Michał mi potem opowiadał, dowiedziałam się, iż Gabryś użył swojej siły perswazji do przekonania mojego opiekuna. Nie chciałam nawet wiedzieć o jaką perswazję chodzi,
A na jakie wyżyny erystyki musi wspinać się regent Królestwa, by przekonać do czegoś jakiegoś pośledniego anioła stróża? o_O
ale widziałam, że chłopaki z trudem powstrzymywali się od śmiechu.
To co, laskę mu zrobił czy jak?
Włożyli mu głowę do kibla czy co?...
Fajne ma zdanie o swoich przyjaciołach i poziomie, jaki reprezentują, nie ma co...To już chyba wersja z laską była lepsza... T.T
W każdym bądź razie dostałam na własność swoją własną willę z ogródkiem. Cieszyłam się jak głupia, ale nie zapomniałam o odpowiedniej pokorze. Kolejna niespodzianka spotkała mnie w tym samym dniu: Razjel poprosił mnie bym była jego towarzyszką życiową. Ponieważ anioły nie mogą brać ślubów, zostaje tylko wspólne życie.
Hehe, pozbawieni płci słudzy boży żyjący na kocią łapę... :D

Tym razem zapomniałam o jakiejkolwiek etykiecie i rzuciłam się na szyję Pana Tajemnic. Bo w końcu znalazłam miłość swojego życia, a aniołowie są wierni, do końca, jeśli tylko prawdziwie pokochają.
Taaa, jak wilki albo bociany.

środa, 16 czerwca 2010

Antracytowe anioły kontra dyskretna Mary Sue, czyli one kozie death

Witajcie!
Ałtoreczki nie znają litości; nie uchowa się przed nimi absolutnie żaden tekst kultury, w którym da się osadzić Mary Sue i fabułę z tyłka wziętą. Tym razem ten tragiczny los spotkał „Siewcę wiatru”. Przedstawiamy wam opko, w którym archanioł Gabriel ma barwę antracytu, magia pozwala na wyczarowanie Krwawych Kwiatków z Długopisu albo werbalnego kołka osikowego, a podstępna Narracja atakuje znienacka i zdradza najskrytsze sekrety Autorki. W dodatku jakieś „one” robią złe rzeczy bezbronnej kozie.
Opko podrzuciła nam Issay. Dziękujemy! :*
http://www.digart.pl/praca/5234415/Piora_w_szkarlacie.html

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.

Prolog

Hm...Ile książek napisanych przez nastolatki czytaliście w swoim życiu? Może pozostawmy to pytanie bez odpowiedzi. Bo historia, którą wam opowiem, jest jedyna w swoim rodzaju. Bo opowiedziana przez anioła.
Anioła – nastolatkę, tak? Racja, to ewenement. Sądzę, że Gabriel w czasie dyktowania Mahometowi „Koranu” był już aniołem całkowicie pełnoletnim.
Chyba, że chodzi o zdziecinnienie intelektualne, a nie „fizyczne”. Tego nie jesteśmy w stanie stwierdzić.
I co tak patrzycie? Tak, jestem aniołem. Co prawda upadłym, ale zawsze...
Pewnie, lepszy rydz niż nic.
Lepszy blogasek w garści, niż Ałtoreczka na dachu.
dobra, zaczęło się lirycznie, a teraz już będzie na luzie.
*szuka w powyższym tekście liryczności*
ERROR 404, ERROR 404...
No i macie, system mi się sypnął już na początku analizy. ;/


Pytacie, czemu jestem upadła?
Bo schody były za strome? Bo drogi w niebie, to teraz prawie jak w Polsce – dziura na dziurze! Wszystko na psy schodzi! Idzie sobie taki Anioł, idzie, w chmury się patrzy, na lirze gra – i tu nagle JEB! – potknął się na dziurze i leży jak długi.
Potem się dowiecie, nie spieszy mi się nigdzie. A tak w ogóle- nazywam się Ardea. Nie jest to moje Ziemskie imię.
No, anielskie chyba też nie – słownik aniołów w każdym razie takiego nie zawiera. Opiekun Wszechwiedzy, archanioł Gugiel, podpowiada, że może chodzić o producenta płytek ceramicznych albo o klub sportowy, ale to chyba nie to. ^^ A skąd wiesz? Może ona jest maskotką tego klubu?
I nie zamierzam go tu zdradzać. Jak mnie osobiście kiedyś poznacie, to się dowiecie.
To znaczy, nazywa się Ardea, ale nie jest to jej ziemskie imię, to znaczy, że na Ziemi używa innego, ale go teraz nie zdradzi, bo tej informacji udziela tylko stojąc z kimś twarzą w twarz? Ale o so choziii?
W sumie przed nikim się nie ukrywam, ale też zbytnio się tym nie afiszuję. A zresztą -kto by mi uwierzył?
W to, że się nie afiszujesz z tym, że się nie ukrywasz? Zaiste, zbyt niezwykłe to, by uwierzyć...

Okej. Chcecie żebym męczyła was dalej informacjami na mój temat?
To dość samobójcze pytanie jak na początek opowiadania... Ależ męcz mnie, dręcz mnie. Bo inaczej po nocach spać nie będę z tej niepewności i niewiedzy.
Może już dość, co? To ma być ciekawa opowieść�Dobrze, dodam jeszcze, że ziemskich lat mam 18, a astralnych, jako anioł, no cóż�dokładnie nie wiem, kiedy się narodziłam. Ale na pewno nie istnieję od Początku (mam nadzieję, że wiecie o jaki Początek mi chodzi).
Chcecie mi powiedzieć, że setki tysięcy lat kosmicznych przekłada się na zaledwie 18 ziemskich?
To znaczy, że Ziemia istniała na długo przed (jakimkolwiek!) Bogiem.
***
Historia, którą wam opowiem, przydarzyła mi się jakieś pół roku temu. A czemu dopiero teraz o tym piszę?
Właśnie – przecież istnieje prawny obowiązek, by wszelkie historie spisywać tuż po fakcie! A najlepiej jeszcze przed. Albo zamiast faktów. Te się najlepiej sprzedają.
Szczerze? Nie było czasu - bo wiadomo, LO...
...L? Tak. A poza tym jeszcze XYZ, IPN i LPR.
I AIDS.
Dobrze, kontynuujmy. Wtorek. Poranek nawet ładny, ale na horyzoncie widać zbierające się ciemne chmury... Super, znowu będzie lało... - myślę z goryczą. Jeszcze dobrze nie wyschnęłam po sobotnim deszczu...
Kim jest bohaterka, żeby schnąć przez cztery dni? Samobieżnym stogiem siana? Drzewem? Latarnią? Eee... Pogodynką sprawdzającą empirycznie trafność prognoz?
Trudno. Żyje się dalej. Wlekę się na przystanek, by jak zwykle wsiąść do przepełnionego autobusu. Masakra, po co ja piszę takie szczegóły? Kogo to obchodzi?
Nie, no lepiej jest przecież spisać akcję w punktach, najlepiej równoważnikami zdań! Co zrobimy, gdy w opowieść niecnie i podstępnie wedrze nam się narracja?! Na samą myśl z przerażenia tak drżę... że aż się trzęsę. ;)
Ale jednak...
Dziś w autobusie nie było tak samo jak zawsze...
Krzesełka stały do góry nogami, a kasowniki krążyły pomiędzy ludźmi, zawodząc potępieńczo. A staruszki usłużnie ustępowały miejsca młodym ludziom.
Usiadłam na moim ulubionym miejscu i już mechanicznie zaczęłam się przyglądać osobom, które stały najbliżej mnie. Już miałam zając się pisaniem na gg na komórce,
Jak aniołowi przystało.

kiedy w oczy rzuciły mi się czyjeś ogniście rude włosy. Normalnie nie zainteresowałabym się tym tak bardzo, ale te włosy... Po pierwsze, tylko ja jedna we wsi miałam taki odcień, a po drugie... Ta czupryna wydała mi się skądś znajoma... Kto to był?
Twój zUy brat bliźniak.
Albo ktoś, kto *werble* użył farby do włosów!!!


- Przez resztę podróży do miasta dręczyła mnie ta myśl. (...) Doszłyśmy do szkoły, weszłyśmy do szatni, przebrałyśmy się. Normalne, codzienne czynności. Ale dla mnie ten dzień już nie był normalny... Przez tego dziwnego rudzielca. On był kimś niezwykłym...
Jakie to romantyczne. Po latach będziecie mogli mówić, że połączyła Was farba do włosów „Rubinowa czerwień”.

Pierwsza lekcja- francuski.(...)
-Siadajcie... Dziś zajmiemy się przypomnieniem czasu Passe Compose. Otwórzcie podręczniki na stronie 69 i popatrzcie na ten tekst u góry...
W tej chwili rozległo się pukanie do drzwi. Pani profesor poprosiła o wejście i... aż się zachłysnęłam powietrzem... To był owy (ów!) rudy mężczyzna, którego widziałam w autobusie i na rynku...
- Dzień dobry... Czy mógłbym na chwilę prosić Monikę Falangę? (zawołanie rodowe „This is SPARTAAA!!!)(no i już wiecie jak się nazywam... eh...)- zapytał Rudy.
Widzicie, a nie mówiłam? Podstępna narracja podstępnie wyjawiła sekret autorki! Strzeżcie się narracji, drodzy czytelnicy... Bo to była Ninja Narracja! Nigdy nie wiesz, kiedy Cię czymś zaskoczy!
- Tak, proszę bardzo.
Przybysz popatrzył na mnie znacząco, jednak ja siedziałam na swoim miejscu jak sparaliżowana. Wpatrywałam się tylko w te niesamowicie zielone oczy... Znajome, tak jak kolor włosów... Ale zanim zdążyłam sobie przypomnieć, Basia szturchnęła mnie lekko, dając mi do zrozumienia, żebym wreszcie się ruszyła. Kiedy w końcu zdałam sobie sprawę, jak dziwnie muszę wyglądać, wstałam i wyszłam z klasy za Rudym. Drzwi zamknęły się za nami i stanęliśmy naprzeciw siebie, zapadła niezręczna cisza. I to on ją przerwał:
-Witaj, Ardeo.
-Jak mnie pan nazwał?...- Zapomniałam, że miałam udawać niemowę.
Aa, to taki twój przebiegły plan, tak?

-Ardea. To twoje prawdziwe imię. To anielskie...
-JAKIE, przepraszam bardzo? Czemu pan ze mnie żartuje?...
-Problem w tym, że nie żartuję... Moniko- tu zajrzał mi głęboko w oczy- jesteś aniołem. Czy ci się to podoba czy nie. Dostałaś misję służenia na Ziemi, więc narodziłaś się ponownie jako człowiek.
Czy tylko mnie wydaje się to nieco bez sensu? Aniołowie stróże mają chyba pomagać ludziom, a nie się pod nich podszywać, nie? W sumie jakieś dwa tysiące lat temu podobne zjawisko miało sens, o ile dobrze pamiętam Nowy Testament. :P
Sugerujesz, że... eeee... Jezus przed Wcieleniem był aniołem? Masz szczęście, że za herezje już nie palą na stosach. :)
Sugeruję, że narodził się jako człowiek, mimo że status ontologiczny miał nie do końca ludzki. :P Nie wkładaj mi w ust treści, jakich nie mówię – nigdy nie wiadomo, gdzie Młodzież Wszechpolska ma swoje wtyki, a oni są gorsi od Inkwizycji.
Ha HA! A zatem kwestionujesz, że Jezus w doskonały sposób łączył w sobie pełnię zarówno boskiej, jak i ludzkiej natury?! Herezja! Na stos!!!
...
Nie pamiętasz swojej przeszłości... ale to nie ja będę ci o niej opowiadał. Razjel jest w tym lepszy. Albo Gabryś.- tu puścił do mnie oko.
Regenci Królestwa to moi funfle, więc mogę zdrabniać ich imiona.

-Ale jak to... anioł... czekaj... Powiedziałeś Razjel?
Skinął głową.
- Stanowczo zbyt dużo grałeś w LoKa, miły panie. Żegnam ozięble.

-Ja...- I nie dokończyłam, bo nagle poczułam się, jakby wszystkie nieba spadły mi na głowę... Obrazy bogatych dzielnic, aniołowie służebni, salamandry, piękne mury pałacu Tronu Bożego... No po prostu wszystko w tym momencie przeleciało mi przed oczami...
No po prostu, że tak powiem, bosko.

Całe dotychczasowe życie anielskie... I Razjel...
-Hm... Wszystko w porządku?- Mężczyzna patrzył na mnie z niepokojem w oczach.- Zrobiłaś się taka blada...
Podniosłam głowę i spotkałam się z jego spojrzeniem. Już wiedziałam kim jest. Na Jasność, jak ja mogłam zapomnieć...
-Samael...- Wyszeptałam, wciąż patrząc na niego.
- Tak.- Sam uśmiechnął się lekko.- Pamiętasz?...
-Pamiętam... wszystko...(...)Lubisz utrzymywać kontakt wzrokowy z rozmówcą. A wiesz, że mnie wkurza to twoje świdrujące spojrzenie.
Upadły anioł podrapał się po policzku.
-Szczerze? Zapomniałem...- powiedział i zarumienił się lekko.
Jak pensjonarka.

-Od kiedy ty się rumienisz, kiedy na mnie patrzysz?- zapytałam i roześmiałam się.
Bo smarkate ziemskie nastolatki są takie hot.

-A tak jakoś... Słuchaj, bardzo chętnie pogadałbym sobie jeszcze z tobą, ale muszę ci przypomnieć, że masz lekcję... I lepiej, żebyś na nią wróciła, bo nie wiem jaka jest ta twoja nauczycielka...
No tak, wszystkie hordy Chaosu to pryszcz w porównaniu z gniewem nauczycielki francuskiego. Wiesz, zawsze może się okazać, że nauczycielka to tak naprawdę... Lilith na przykład, a ona miała niezły charakterek!
Wiesz, że Lilith jako nauczycielka, ekhm, „francuskiego” to przepis na bestsellerowego pornola? ;D
W każdym blogasku jest ukryty pierwiastek pornograficzny, zawsze to wiedziałam.


-Wyluzuj, Sam- uspokoiłam go.- Ona jest fajna. Poza tym minęło dopiero dziesięć minut.
Demon zamyślił się.
-Dobra, jak chcesz- powiedział. Nagle jakby sobie coś przypomniał i zaczął grzebać w kieszeniach spodni.- Poczekaj jeszcze chwilę, mam cos dla ciebie. Musiałem to dobrze schować.
Podszedł do parapetu na korytarzu i wyciągał po kolei połowę swojego dobytku, jaki nosił zawsze przy sobie. Moją uwagę zwrócił szybkostrzelny karabinek Kadawer typu Apocalypsys Mortus. Nieczęsto widuję czarnomagiczną broń, a już na pewno nie odkąd jestem człowiekiem (hm... w sumie nawet nie wiem jak się nazwać... Bo przecież nie jestem teraz ani człowiekiem, ani aniołem... No to pół-aniołem i super). Ja specjalizuję się raczej w mieczach. No i magii.
Bo specjalizacja z lochów i smoków nie dawała tak szerokich perspektyw.
Ale jedno z drugim jest powiązane. Na przykład mój Miecz Aniołów...
W komplecie z Młotem na czarownice tworzą niepokonane combo – ale tylko wtedy, gdy dzierży je Sługa Boży.
-Proszę- podał mi jakiś zapieczętowany pergamin.- nie zgub tego i raczej nikomu nie pokazuj. Jedynie najbardziej zaufanym osobom. A teraz już idź na lekcję, bo mi się oberwie w łeb, za to, ze ściągam na ciebie jakieś kłopoty.
Straszliwą, morderczą wręcz tzw. uwagę, na ten przykład... Brr.
„Nikomu tego nie pokazuj” – a niby jak ma teraz dyskretnie wnieść to na salę? W majtki sobie włoży?


Trochę zrezygnowana wróciłam do klasy. (...) Aż mnie korciło, żeby teraz przeczytać wiadomość, którą dostałam, ale wiedziałam, że nauczycielka patrzy krzywo na czytanie czegoś pod ławką. Jednak że mam słabą siłę woli, to postanowiłam obejrzeć dyskretnie pergamin.
Pod równie dyskretnym ostrzałem spojrzeń reszty uczniów.

Popatrzyłam na herb- był na nim symbol Trójcy Świętej ze skrzyżowanym na niej piórem i anielskim mieczem. Poznałam ten układ. To była pieczęć samego regenta Królestwa, Gabriela.(...)
Po długich 35 minutach czekania, wreszcie usłyszałam upragniony dzwonek. Sięgnęłam po wiadomość i jeszcze raz popatrzyłam na pieczęć. Basia, Monika i Gosia patrzyły z kolei na mnie.
Aha. Czyli otwarcie supertajnej wiadomości od archanioła Gabriela w jakimś ustronnym miejscu, choćby i w kiblu, przekracza jej możliwości? Kolejna nieodrodna córa Stirlitza?

-Magiczna- szepnęłam do siebie.- Niedobrze...
Basia spojrzała pytająco. Zastanawiałam się ile mogę im powiedzieć.
Jeszcze się pytasz? Wszystko!
Potrzebne by im były dowody, których nie mogę im raczej dać... Istnieje zasada, żeby aniołowie nie ujawniali swojej tożsamości będąc na Ziemi jako ludzie. Względy bezpieczeństwa czy coś... A bez dowodów mi nie uwierzą. Chociaż, jakby powiedzieć Basi...
Ja się dziwię, że to niebo w ogóle jeszcze jakkolwiek działa i że się nie zapadło w czeluści piekielne, jeśli wszyscy jego emisariusze są tak dyskretni, karni i rozgarnięci jak nasza bohaterka...

W końcu ona miała już styczność z jednym z wampirów... To czemu miałaby nie uwierzyć w anioły, troszkę inne niż podaje Pismo?
Oj tam, raz jej krew pobrali na pogotowiu i od razu „kontakt z wampirami”. Phi!
Myśl, Monika, myśl! rozkazałam sobie. Trudno, one kozie death...
Co one robią biednej kozie?! ;( „Bo ja rzadko kiedy myślę, alem za to chyża w dziele...”

-Aperi- powiedziałam cicho, błagając, żeby to było odpowiednie zaklęcie.
Zdumiewają mnie te motywy rzucania zaklęć na ślepo. Ciekawe, czy bohaterka (i autorka) z równą pewnością połknęłaby garść przypadkowych tabletek licząc na to, że któraś z nich będzie przeciwbólowa.
Ku mojej uldze pieczęć przełamała się, a pergamin rozwinął na ławce. Kątem oka zauważyłam, że Gosia z Moniką minimalnie się ode mnie odsunęły. Tylko Basia patrzyła z zaciekawieniem. Mogłam się tego domyślić...
-Uwaga, uwaga- mówię do nich z ironią.- Kto nie ma na tyle silnych nerwów, żeby słuchać o aniołach, niech wyjdzie z tej sali.
W pergamin była wbudowana pozytywka odtwarzająca „Jak anioła głos”. Wszyscy ateiści uciekli, gdzie pieprz rośnie.

-O co ci chodzi?- pyta Gosia.
-O ten list- wskazuję na pergamin.- Od regenta Królestwa. No wiecie- Królestwa Niebieskiego. Tam gdzie są dusze, anioły itd.
I tak dalej. Tak, ten wstęp na pewno sprawi, że będzie bardzo wiarygodna.

-Ale poczekaj, moment. Jakie anioły?- Monika zamachała rękami.
-Dobra, nieważne. Baś, tylko ty mnie zrozumiesz... Chodź przed klasę, pokażę ci coś.
A Monika i Gosia grzecznie zapomną o wszystkim. Prawda? Inaczej pan Miecz Aniołów przeprowadzi z wami niezbyt przyjemną rozmowę...

Zanim rozpoczęłam czytanie, wpatrywałam się chwilę w tekst napisany ładnym pismem z ozdobnymi zawijasami. No i jeszcze ten jadowiciezielony kolor atramentu. Znak rozpoznawczy Dżibrila. Przełykam ślinę.
-Chcesz, żebym czytała na głos czy wolisz po cichu?- pytam wreszcie.
Tak, czytaj to na głos, na PRZERWIE, w razie, jakby za mało osób jeszcze wiedziało, że NASZA MARY SUE JEST ANIOŁEM!!!

-Po cichu- zdecydowała Basia.
Wygładziłam papier i zaczęłam czytać:

Droga Ardeo
Mam nadzieję, że Samael wywiązał się ze swojego zadania i przekazał ci nowinę... Cóż za ironia, prawda? Niby jestem aniołem zwiastującym Dobrą Nowinę, a ta raczej nie jest dla ciebie korzystna.
Myślę, że mieszkańcy Sodomy i Gomory też nie byli uradowani twą wizytą, Gabrielu.
Jesteś nam bardzo potrzebna... Znów przeczuwamy wielkie niebezpieczeństwo. Razjel odwiedza teraz codziennie Sfery Poza Czasem, szuka śladów, bo tam jest największe skupienie mocy, tak jak było w przypadku Siewcy. Na szczęście to nie z nim będziemy znów walczyć.
Na zagrożenie pokroju Antykreatora nie ośmielilibyśmy się nawet zawracać Ci głowy.

Myślimy, że to przez jakieś pradawne bestie równowaga świata została ponownie zachwiana. Wytłumaczymy ci wszystko na ogólnym zebraniu lub osobiście (najlepiej w moim pałacu), jak wolisz. Nie mogę ci teraz więcej wyjaśnić, na wypadek, gdyby wiadomość dostała się w niepowołane ręce.
Tu Gabriel, pokonując przestrzeń i czas, znacząco spojrzał na przyjaciółeczkę bohaterki.
Spotkajmy się proszę dziś po twoich lekcjach przy wejściu do szkoły. Raczej mnie rozpoznasz, jak zawsze...
Wielkie śnieżnobiałe skrzydła powinny być dla Ciebie niejaką wskazówką, jak sądzę.
No wiesz, taki świr w długim czarnym płaszczu z ciężkimi wysokimi butami...
Przed moim liceum były takich całe stada. Może archanioł chce wtopić się w tłum? :) Wiesz, może przynajmniej on, w przeciwieństwie do bohaterki, chce być dyskretny.
Ale teraz już tak na serio: postaraj się dziś nie wychylać i za bardzo nie zwracać na siebie uwagi.
Jeśli dostaniesz szlaban i będziesz musiała zostać po lekcjach, cały nasz przebiegły plan diabli wezmą. Dosłownie.
Nie mamy pewności, czy ktoś cię tam nie śledzi.
Na przykład podszywając się pod Twoje przyjaciółki, ha ha...

W razie czego niedaleko będzie Michał. To chyba tyle... Nie poddawaj się, bądź silna. Bo cokolwiek by się nie działo, zawsze masz Zastępy, no i nas, Archaniołów Obecności Bożej.
Oczywiście że ma. Bóg jest tylko podwykonawcą.
Łączę wyrazy szacunku
Gabriel
PS Przepraszam za ten urzędowy styl, ale wiesz jak jest...
...to silniejsze ode mnie. Zawsze, gdy chcę napisać coś na luzie... aaaAAAAA!!!
Petenta prosi się o stawianie się pod wejściem do budynku Liceum dnia takiego a takiego, o godzinie 16:30. Petent powinien posiadać:
- dwa dokumenty poświadczające tożsamość ze zdjęciem
- książeczkę Rejestru Usług Medycznych
- dowód wniesienia opłaty skarbowej.
Urzędoza – ciężka choroba, objawia się nagłymi atakami przymusu używania stylu urzędowego, niestety nieuleczalna.
Chłopaki nie mogą się już ciebie doczekać. Michał zaproponował nawet wypad do któregoś z burdeli Asmodeusza, ale mu to wyperswadowałem. No chyba, że chcesz, a to co innego... Wiem jak dawno nie piłaś dobrego, anielskiego wina.
Bo nie ma to jak pite w burdelu anielskie wino marki Kana Galilejska.
Albo diabelski mózgotrzep marki Rzeź Niewiniątek.
Tylko nie pomyśl, że chcę cię upić! Jedynie symboliczny kielich... Dobra, koniec już, bo się rozpisałem. Do zobaczenia później.
Całuski, Twój Pieszczoszek :*

Skończyłam czytać i wyprostowałam się. Basia musiała już skończyć wcześniej, bo teraz stała z szeroko otwartymi oczami i patrzyła na mnie. Nie bardzo wiedziałam co odpowiedzieć. Odchrząknęłam.
-Więc... ee... co ci wyjaśnić?- powiedziałam, siląc się na swobodny ton.
Ee, co tu dużo wyjaśniać. LARP się przeciągnął i tyle.

-Nie teraz- odrzekła Baś.- Bo Farandowa zaraz nas zabije za to, że nie jesteśmy na lekcji...
-Hm... Masz rację. Potem to omówimy.
Basia widzę mądrzejsza od samej anielicy. No cóż.

[na przerwie]
-I mówisz, że to wszystko prawda?- powiedziała Baś. Bawiła się długopisem trzymanym w ręce.
-Niestety. Jestem-
Niestety. Tak mi przykro, że jestem zajebista i mam supermoce. Przepraszam.

rozglądnęłam się, czy nikt nie podsłuch*je (O mein Goth! Uwielbiam automatyczną cenzurę. :D) i dokończyłam.- jestem aniołem. Mnie tylko zastanawia parę rzeczy. A najważniejsza, to jakim cudem przypomniałam sobie nagle to wszystko? Całe moje poprzednie życie...
-No tak, ale skoro jesteś aniołem... to gdzie twoje skrzydła? I biała szata i w ogóle?...
I nie powinnaś przypadkiem być bezpłciowa? I tak jakby... nie do końca materialna?

-Tak, pięknie bym wyglądała, paradując po mieście w śnieżnobiałej szatce i dużych skrzydłach... Halo, patrzcie, jestem aniołem! chociaż była to poważna rozmowa, pozwoliłam sobie na odrobinę żartów.- Wiem, że miałaś do czynienia z takimi sprawami... mam na myśli Jacoba...
Pierwsza myśl – „Ale zaraz, Jacob był wilkołakiem...”
Ech, Zmierzch się rzuca na mózg. :/


dlatego ci o tym powiedziałam... uważałam, że ty szybko się w tym połapiesz.
-Zaczynam chyba powoli rozumieć... Ale i tak musimy powiedzieć o tym Gosi i Monice.
-Oszalałaś? Żeby nas wyśmiały? I powiedziały, że...
-Co byśmy powiedziały?- nie zauważyłam, kiedy nasze dziewczynki wróciły ze sklepiku. Gosia stanęła za mną.- Oo, cio to masz?...
A tio cioś śpeciajnego, słitaśny messidż od qumpla, Gabryśka, wieś?

Zanim się odwróciłam w jej stronę, zauważyłam, że sięgnęła po pergamin.
Może opublikuj ten list na Naszej Klasie? Wiesz, może być tak, że ktoś go nie przeczyta – i co wtedy?
Piękną miała Gosia minę po tej niecodziennej lekturze. Monika wyglądała, jakby się nad czymś usilnie zastanawiała. Dostrzegłam w jej oczach cos jakby iskierki złości... Trochę byłam zaskoczona, bo nie wiedziałam z jakiego powodu ma być zła, no ale dobra...
Może jest zazdrosna, że taka fajna sesja RPG ją ominęła?

-To czyli tego nam nie chciałaś pokazać?
„To czyli tego”. Brzmi jak nazwa jakiegoś meksykańskiego żarełka. ^^

Kiwnęłam głową.
-Ale kim jest ten Gabriel?- zapytała z kolei Monika.- Bo fajny dowcip, serio.
Och, autorko, dajżesz spokój. W Polsce KAŻDE dziecko wie, kim jest archanioł Gabriel. Serio, wszyscy chodziliśmy na nauki do Pierwszej Komunii. A jak ktoś był takim hardkorem piekieł w wieku ośmiu lat, że nie chodził, to z kina i literatury popularnej też raczej tę postać kojarzy. Naprawdę.

-Rzecz w tym, że to nie dowcip...- mruknęłam.
-To jak jesteś tym aniołem, to zaczaruj coś. Albo pokaż skrzydła.
Albo spuść na coś deszcz siarki i otwórz siódmą pieczęć. Ostatecznie możesz którejś z dziewczyn zwiastować niepokalane poczęcie. :>

- Dobra. Ale to pierwszy i ostatni raz tu, na Ziemi. Nie chcę, żeby mnie zdegradowali za to, że rozpowiadam na lewo i prawo tajemnice aniołów. Ciekawe, czy pamiętam jeszcze jakieś zaklęcia...
Skupiłam swoją uwagę na długopisie Basi. To tylko jedno małe zaklęcie... Przecież mnie za to nie wywalą z Nieba, na Otchłań...
Nie, nie z Nieba na Otchłań – z Nieba na zbity pysk.

-Florim- powiedziałam cicho.
No ja nie mogę, archanioł Gugiel znowu wskazał na producenta płytek ceramicznych. Może to jakieś treści podprogowe? Może całe to opko to jedna wielka kryptoreklama? *paranoja*
Może ojciec Ałtoreczki jest ich dystrybutorem?
Z końca długopisu zaczęły powoli wypełzać drobne łodyżki rośliny z pączkami na końcach. Wykonałam dość skomplikowany ruch trzęsącymi się ze zdenerwowania dłońmi. I oto na naszych oczach i wszystkich zgromadzonych w klasie (po co oni się tak tym zainteresowali...)
To ona to robi w obecności JESZCZE INNYCH OSÓB, nie tylko trzech koleżanek?!
... *facepalm*
Nie, ona nie zasługuje na zdegradowanie. Ona zasługuje na tysiąc lat ciężkich robót przy czyszczeniu piekielnych czeluści z sadzy za pomocą chustki do nosa, z cholernym anielskim mieczem wetkniętym w zad!!!


pączki rozchyliły się, ukazując miniaturowe róże. Odetchnęłam z ulgą, że nie wysadziłam niczego w powietrze. Najpierw wytłumaczyłam zdumionej klasie, że to tylko taki specjalny długopis i zwykła sztuczka.
Klasa zaś ma razem inteligencję średnio rozgarniętego zombie o maksymalnym czasie skupienia uwagi równym dziesięć sekund, więc potulnie zareagowała całkowitym, pełnym otępienia brakiem zainteresowania.

-O... okej, rozumiem...- wyjąkała Gosia.- Ale taka, hm... sztuczka... To znaczy, niekoniecznie musi udowadniać, że jesteś aniołem... Prawda?
Prawda – dziewczę może być też zaginioną córką Stirlitza i Davida Copperfielda.

-Naprawdę chcesz prawdziwych dowodów? To okej. Kończymy dziś godzinę wcześniej, tak? Więc pójdziesz ze mną na spotkanie z Gabrielem. Wy- tu zwróciłam się do Basi i Moniki- też możecie iść. (...) Chcecie dowodów? Dostaniecie dowody. Od samego regenta Królestwa.
Z pewnością będzie wręcz zachwycony, gdy sprowadzi się go roli jarmarcznej atrakcji dla ubogiej dziatwy.

Co ja zrobiłam? Co mi na mózg padło, żeby im coś takiego zaproponować... Widać, że ta długa przerwa w obcowaniu ze Światłem wyniszczyła mój instynkt samozachowawczy.
Myślę, że nie tylko instynkt Ci wyniszczyło, Skarbie.

Nagle w głowie zaświtała mi świetna myśl. Aż wyprostowałam się na krześle. Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałam? zamyśliłam się. Czemu by ich nie przeciągnąć na naszą stronę? Nie będą ani umarłe ani żywe... Materialne na Ziemi i w Zaświatach... Bajer...
Drużyna nieumarłych licealistek. Painie, zmiłuj się nad nami. Nastoletnie zombie-pseudo-anioły? Rzeczywiście, bajer...
Postanowiłam wspomnieć o moim pomyśle Gabrysiowi. Nie zaprzeczy, że są mu potrzebne nowe jednostki do opieki nad światem. Nauczymy ich po prostu tego i owego i wszyscy będą zadowoleni.
Zwłaszcza rodzina i bliscy tych dziewcząt. Ale kto by ich tam pytał o zdanie... Nauczymy ich tego i owego, na przykład władzy nad tajemnymi, boskimi mocami, magii, zdolności potrzebnych do walki ze Złem... Takie tam, drobne sprawy.
Zeszłam z dziewczynami do szatni po zakończonych zajęciach. Przebrałyśmy się i przepakowałyśmy. Kiedy zamykałam szafkę, moje serce powoli zmieniało rytm na szybsze uderzenia.
W końcu przyspieszyło tak bardzo, że stanęło.
. Z szatni wyszłam już machinalnie, nawet nie patrząc, gdzie idę. Gosia otworzyła przede mną drzwi wejściowe, a ja przeszłam przez nie z miną skazańca.
I stał tam, tak jak obiecał. Jeden z moich przyjaciół, Gabriel, pieszczotliwie nazywany Dżibrilem, biologicznie dwudziestopięcioletni. Był nieco wyższy ode mnie, z włosami ściętymi równo na wysokości szczęki, o barwie antracytu.
Cały Gabriel miał barwę antracytu?! Mój borze, a on się martwił, czy dziewczyna pozna go po długim czarnym płaszczu...
Wiesz, nie mogła przecież napisać, że był czarny. To by było rasistowskie i, co gorsza, niezbyt cool.
Miał na sobie swój ulubiony skórzany czarny płaszcz (który mi się zawsze strasznie podobał), ciemnozielony T-shirt, wąskie spodnie barwy wina (takie lekko żółtawe?) i wysokie buty na grubej podeszwie z duża ilością sprzączek.
Wszystko to wskazywało, że ubierał się w wielkim pośpiechu, w całkowitej ciemności, a także najwyraźniej w cudzej garderobie. Facet w „spodniach koloru wina”? 0_0
Stał swobodnie, opierając się o metalowy słupek, jeden z wielu stojących przed szkołą. Zawsze podziwiałam Dżibrila za to, jakim jest otwartym człowiekiem.
Eee... to znaczy wcale? Bo on nie jest człowiekiem? Otwartym? Miał wątrobę i jelita na wierzchu, czy jak?!
Otwarty=opierający się o słupek, jeden z wielu. Nie pytaj – tak po prostu jest.
Gabriel zrobił kilka kroków w moim kierunku. Zawahałam się na chwilę, a potem serdecznie go uściskałam. No dobra, inaczej to ujmę: rzuciłam mu się dosłownie na szyję, prawie że płacząc ze szczęścia. (...) Ja się nawet nie przejmowałam tym, że połowa ludzi wychodzących ze szkoły dziwnie na mnie patrzy. Bo w sumie od kiedy to osiemnastolatka rzuca się na starszego faceta...
Oj, od dawna, słonko... A siedem lat to jeszcze niewielka różnica.

-Tęskniłam...- wychrypiałam przez zaciśnięte gardło.
-Zastanawiam się, jak mogłaś tak bardzo tęsknić, skoro mnie nie pamiętałaś, ale nieważne. Chciałbym widzieć, jak sponiewierasz Razjela, kiedy się z nim spotkasz.
Przyłożyłam mu z glana w nogę. Całe napięcie jakby nagle ze mnie uleciało. Bo spotkałam dawnego przyjaciela...
Dlatego muszę mu przyłożyć. Co nie podlega dyskusji. I jest takie anielskie.

-Nie sponiewieram go- odparłam, ale jednocześnie poczułam, że palą mnie policzki ze wstydu.- A tak w ogóle, to są moje koleżanki: Gosia, Ba...
-Basia i Monika- dokończył Gabryś.- Tak, wiem.
-Ale skąd ty...- chciała wtrącić Monika.
-Skarbie, jesteśmy aniołami- powiedział Dżibril przyciszonym głosem tak, jakby tłumaczył coś małemu dziecku. (...) - My wiemy dużo o was, ludziach.
„Was, ludziach”. To jaki jest w końcu status ontologiczny głównej bohaterki?!

Poczułam, jak kamień spada mi z serca. Najgorsze już chyba za mną...
-Nie bądź tego taka pewna- anioł puścił do mnie oko.- Bo znalazłem świetne miejsce na nasze spotkanie. Koleżanki tez możesz ze sobą zabrać. (...) Słuchaj, wiesz, gdzie jest Bounce Club?
-No wiem. Niedaleko naszej szkoły. Ale to jest taki...- urwałam, kiedy wyłapałam ten zabójczy uśmiech. Mój mózg zaczął pracować na najwyższych obrotach.
-Burdel, zgadza się.
Nastoletnie koleżanki bohaterki na pewno będą się tam czuły dobrze i swobodnie.

-Nie!
-Tak- Gabriel zrobił minę słodkiego szczeniaczka, co mnie podwójnie dobiło, bo wiedziałam, że na pewno postawi na swoim.- Uznałem, że to odpowiednie miejsce. Nikt nas tam nie podsłucha, a dookoła pełno chłopaków Asmodeusza.
Zgniły Chłopiec inwestuje w jakieś podrzędne burdele? Mały kryzys w interesie?
On sam też tam chyba dzisiaj jest... Możemy sprawdzić. A wy kicie co tak cicho stoicie?
Domyśliłam się, że zwraca się teraz do moich koleżanek, które wyglądały, jakby zobaczyły na ulicy kolesia ubranego w sukienkę, z różowym moherowym beretem na głowie.
Antracytowy koleś w skórzanym płaszczu też nie jest czymś, co zdarza się każdego dnia.
-Gabryś- roześmiałam się, patrząc na miny Goś, Baś i Moni.- Mówisz niezrozumiałym dla nich językiem.
Musisz mówić P0I<3m0nami>
A poza tym, one raczej nigdy nie były w żadnym burdelu...
Nie to co ja... Ja bywam tam co wieczór.
-Hm, no racja...- Gabriel podrapał się po brodzie.- Okej, no to Modo będzie miał zajęcie. Wyjaśni im co i jak.
Taaak, nauczy je nowych sztuczek, pokaże im swojego... królika z kapelusza.

-Przepraszam, że wam przerywam- wtrąciła się Basia.- ale... może chodźmy, co? Bo braknie nam czasu...
A one tak palą się, by iść z nieznajomym facetem do burdelu? 0.o
Zmobilizowaliśmy się szybko i poszliśmy. Ja szłam z tyłu. Bardzo dobrze czułam anielską siłę bijącą od anioła.
To, ani chybi, przepotężna moc Tautologii. Za jej sprawą każde masełko, jak bardzo byś się nie starał, zawsze wychodzi maślane. Sądząc po treści wcześniejszej rozmowy, to nie była anielska siła, tylko chuć. :P
Ciekawe jaką ja mam aurę... Na pewno jest słabsza niż normalnie, bo dawno nie miałam styczności z Jasnością. Stałam wysoko w hierarchii, byłam cherubinem.
Aha, czyli bohaterka sauté ma ludzką twarz, tułów wołu, siłę i posturę lwa, trzy pary orlich skrzydeł, a dokoła i wewnątrz jest pełna oczu, jak powiada Pismo? Miło.
Światło Boże, którym przepełniało się Królestwo, było mi i innym aniołom z wyższych sfer niezwykle potrzebne do prawidłowego funkcjonowania. Tak jak roślina potrzebuje słońca, by żyć.
-O k***a...- Gabriel gwałtownie się zatrzymał. Wpadłam na dziewczyny.
-Co jest?- Zapytałam, kiedy stanęliśmy w ciasnym kole.
Może ma lagi na łączu ze Światłem Bożym?
Wow, to rzeczywiście anioł. Człowiek nie potrafi mówić gwiazdkami...


-Potem wam powiem. A teraz idźcie możliwie najciszej za mną i Ardeą. Nie rozglądajcie się na boki. Zróbcie to dla swojego dobra.
Żadna z nas nawet nie pomyślała, żeby go nie posłuchać. Szłam obok przyjaciela, powstrzymując się z całej siły, żeby mu nie wykrzyczeć w twarz, że się boję.
Nie bój żaby. Przecież masz moc anielskiej magii. Wyczarujesz dla wroga Krwawe... Kwiatki z długopisu.

Kiedy regent Królestwa nakazuje, aby być cicho, to znaczy, że sytuacja jest poważna. Gabriel wyciągnął pistolet typu Babilon, z pociskami �omsta 0,5. Tak, sytuacja jest cholernie poważna. Zrobił niezauważalny ruch ręką
Ruch był tak niezauważalny, że zauważyłam go tylko dzięki mikroskopom elektronowym wszczepionym w tęczówki.

i wsunął mi taką samą broń do torebki. (...)
Jakieś pięćdziesiąt metrów od Bounce Club nie wytrzymałam i odezwałam się do regenta.
-Posłuchaj. Rozumiem, że sytuacja jest teraz napięta, a nie chcę, żeby dziewczynom coś się stało.
Trzeba było o tym myśleć, zanim żeś im o swej anielskości powiedziała.
Acha... no tak: „Trzeba było myśleć”. To wiele wyjaśnia.


-Pod tą ścianę, szybko!- krzyknął anioł w chwili, gdy usłyszałam jakiś przytłumiony dźwięk wystrzału. Monika z piskiem przytuliła się do budynku, przy którym staliśmy. Innych ludzi tu nie było. Burdel mieścił się w starej kamieniczce, do której mało kto przychodził.
Nawet mieszkańcy zaglądali tam tylko w razie najwyższej konieczności.
Przeciwnicy ponownie otworzyli ogień. Było ich co najmniej trzech. (...) Domyśliłam się, że mają oni karabiny NEX AP 666 magnum. Ta zakazana czarnomagiczna broń używana była zwykle przez najemników i płatnych morderców z Głębi. A teraz zamieniała domy wokół w poszarpane ruiny.
To były karabiny czy granatniki? O.O Sierżant, przyznaj się, to Ty strzelasz do bohaterów!* :D *Komentarz dedykowany Pannie Sierżant z SuS.
Co zauważyłam, Bounce Club stał nietknięty. Czyżby Asmodeusz zastosował czary, żeby go ochronić? Czy to TYLKO burdel?...
Ależ nie. Bounce Club tak naprawdę jest także mieszkaniem samego Najwyższego. A okazjonalnie także siedzibą Zakonu Feniksa i Jaskinią Skarbów. Hmm... Jeśli Asmodeusz czuwa nad wszystkimi, nawet najbardziej zapyziałymi burdelami, to ciekawe, jak potężne czary rozsnuł wokół siedziby Sejmu RP...

-Ardea, musisz zabrać dziewczyny do klubu! Zaraz powiadomię Asmodeusza, zaraz powinien przysłać nam kogoś do pomocy! (...)
Drzwi burdelu otworzyły się z trzaskiem i nasi sojusznicy zaczęli prowadzić ogień w kierunku najemników.
Ogień wyprowadzany na smyczy boczył się trochę i ciągnął w przeciwną stronę, ale jakoś to szło. Po drodze zatrzymał się na chwilę, by oznaczyć pobliski krzaczek, a w pewnym momencie zaczął gonić przebiegającego nieopodal kota, ale powoli zbliżał się do celu.
Pierwszy oberwał w głowę. Odrzuciło go na parę metrów do tyłu. Padł na ziemię, a krew tryskała z jego ciała na bruk uliczki. (...) Pociski z broni ludzi Asmodeusza w kilka chwil zamieniły ciała wrogów w ochlapane posoką sita. Żywe sita... Bo mimo, że kule rozszarpywały po kolei każdy kawałek ich ciała, to oni dalej żyli. Co jest grane... Pomyślałam, że broń palna nie jest w stanie ich zabić.
Brawo, Sherlocku.

Dostrzegłam, że moje koleżanki zniknęły już w środku Bounce Club. Zdecydowałam się na zastosowanie ostrzejszych metod. (...)
-Gabriel, zabieraj się stąd! Pociski ich nie zabiją! Muszę użyć magii!
Anioł nic nie odpowiedział, bo wiedział, że nie żartuję. Posłusznie wbiegł do budynku i zatrzasnął za sobą drzwi.
-To teraz się zabawimy...- mruknęłam do siebie, unikając jednocześnie śmiercionośnej amunicji karabinów.
Jak Neo?
Jeden z nich stanął w lekkim rozkroku, spuszczając broń w dół. Powiedział coś do swoich towarzyszy w niezrozumiałym dla mnie języku. Chodziło pewnie o zaprzestanie ognia, bo wreszcie mogłam złapać głębszy oddech, stojąc spokojnie w miejscu. Dopiero teraz miałam możliwość bliższego przyjrzenia się postaciom. Byli mniej więcej mojego wzrostu i, co mnie uderzyło, zabójczo przystojni.
Ich uroda najpierw uderzała, a potem mordowała? To lepiej niż u Meduzy. ;)
A tak w ogóle to kim oni w końcu byli, doborowym oddziałem nieumarłych męskich dziwek?


Dwa jego górne zęby były wydłużone i zaostrzone, zupełnie jak u...
To są wampiry...Wytrzeszczyłam ze zdumienia oczy. Skąd tu się wzięły wampiry? Przecież żyjemy z nimi w raczej dobrych stosunkach... (...) Czarnowłose wampiry upuściły NEX i również pokazały kły.
No jeszcze tego brakuje, żeby chciały wypić moją krew
No rzeczywiście – „oj biada, biada, klapa opada”, jako stoi w „Balladzie o szczaniu w pociągu”. Możecie zacząć coś robić? No jeszcze tego brakuje, żeby wampiry chciały wypić krew! Jak im nie wstyd, doprawdy!
Muszę uważać na to, co myślę, bo rzeczywiście mordercy skoczyli w moją stronę. Poruszali się nienaturalnie szybko. Zaczęła się walka wręcz.
Z facetami „zmienionymi w pochlapane posoką sita”? Jakim cudem oni w ogóle trzymają się w pionie, hę? Może te mundury są tak naprawdę pancerne i samobieżne, i utrzymują ten krwawy kisiel w środku.
Moje glany na niewiele się zdały, bo istoty i tak nie czuły moich kopniaków. Kiedy jeden był już bardzo blisko mnie,
Bo do tej pory kopałam ich z nakazanego protokołem dystansu pięciu metrów. Dalej, dalej, noga Gadżeta!!!
dostrzegłam że mają czerwone źrenice. Nie znałam dotąd takiej rasy wampirów. Ale pamiętam opowieści o bezwzględnych zabójcach z bagien w Sferach Poza Czasem. To pewnie byli ci sami... Szkoda tylko, że musiałam się z nimi zmierzyć.
Znów mój błąd. Dekoncentracja. Oberwałam w brzuch i upadłam na ziemię. Brakło mi tchu. Miliony myśli na nanosekundę. Nie zdążę się już podnieść. Zostało tylko jedno.
-Caeder!- wykrzyczałam ostatkiem sił. Zanim straciłam ostrość widzenia zdążyłam zauważyć, że z klatek piersiowych wampirów wytryska krew, jak gdyby ktoś ciął ich na odlew.
Werbalny kołek osikowy?


cdn... ;)