czwartek, 27 maja 2010

Posępna Alicja, czyli analiza 2 w 1

Witajcie!
Dziękujemy za tak żywy odzew w komentarzach pod poprzednią analizą. :) Szczerze mówiąc, wyniki głosowania sprawiły nam niezły dylemat - w końcu postanowiłyśmy spróbować... zadowolić wszystkich! ^^ W tym tygodniu analiza jest więc bardzo długa - ponieważ, gwoli ścisłości, są to dwie analizy. Pierwsza dla tych, którzy pragnęli dalszego kontaktu z Alicją i Deppelusznikiem, druga zaś dla tych, co mieli jej dość. I tą drugą jest... analiza dalszych losów Wielkiego Rahla Posępnego! :D Pamiętacie go jeszcze? Mamy nadzieję, że tak - jeśli nie, linki do wcześniejszych części znajdziecie w archiwum po prawej stronie. :)
Miłego czytania!

Analiza nr 1 - Uwolnić Alicję!

-->
HATTER :
- Alicjo, pomóż mi, jestem na górze, w Londynie, muszę kupić strzelbę, mam pieniądze ale sprzedawcy są nieprzychylni bo według nich wyglądam dziwnie
ALICJA :
- znajdź sklep na Flower Street, tam sprzedaje mój znajomy, powiedz że przysyła Cię Alicja
Oż kurde, Alicja szefową gangu handlującego bronią palną? No ładnie...
A myślisz, że co ona tam w Chinach sprzedawała? :)
[Kapelusznik za sprawą nagłej pomroczności jasnej u sprzedawcy kupuje broń i wraca do swojego świata]
HATTER :
- jestem, mam to po co poszedłem
BIAŁA KRÓLOWA, KOT, MNIAMAŁYGA, KRÓLIK :
- opowiadaj jak było na górze !
Kapelusznik zarumienił się lekko i mruknął:
- Całkiem nieźle, ale wolę „na dole”...
Kapelusznik opowiedział im wszystko, (...)
HATTER :
a teraz muszę natychmiast wyruszać
BIAŁA KRÓLOWA :
- dokąd chcesz iść skoro nie znasz drogi
HATTER :
- to prawda, nie mam pojęcia gdzie w grzybowym lesie może znajdować się ten domek
Idź na wschód, tam musi być jakaś cywilizacja!
BIAŁA KRÓLOWA :
- nie martw się mój drogi, zwołałam najlepszych mapowników z Antydii by odnaleźli drogę, trochę to potrwa, ale do rana powinni już wiedzieć. Myślę że powinieneś położyć się spać, odpocząć, jest juz bardzo późno. Kapelusznik udał się do komnaty, położył się na łóżku i próbuje zasnąć, wierci się z boku na bok, myśli nie dają mu spokoju. Do komnaty wchodzi Biała Królowa
BIAŁA KRÓLOWA :
- Mniamałyga mówiła że nie możesz zasnąć
Królowa, widzę, wielofunkcyjna. Nawet o sen poddanych się martwi.
Cóż z tego, skoro poza tym jest całkowicie bezużyteczna.
HATTER :
- wciąż myśle o Alicji, boję się o nią, noc taka długa, ja do rana zwiariuję niewiedząc jak ona się czuje, (...) gdybym choć przez chwilę mógł się z nią zobaczyć, dotknąć jej ręke, byłbym spokojniejszy
BIAŁA KRÓLOWA :
- może da się zrobić, chodź
Królowa wzięła Kapelusznika za ręke, wyszli na zewnątrz zamku, idą przez piękne ogrody pałacowe które oświetla blask księżyca, dochodzą do kamiennej groty którą osłania mały wodospad
BIAŁA KRÓLOWA :
- tutaj mieszka stara wiedźma, jej zaklęcie może sprawić że znajdziesz się na chwilę przy Alicji
Za to absolutnie nie może sprawić, byś przez tę chwilę zabrał ją ze sobą.Bo to wiedźma w wersji demo.
Królowa i Kapelusznik wchodzą do groty, w środku jest ciemno, nagle widzą przed sobą wiedźmę, ubrana jest w podarte czarne szaty, ma długie siwe włosy i tylko jedno oko na środku czoła
WIEDŹMA :
- czego tu szukacie?
HATTER :
- chciałbym na chwilę znaleść się w innym miejscu
WIEDŹMA :
- to kosztuje złociutki
BIAŁA KRÓLOWA :
- zapłacę Ci, dostaniesz kilka sztuk złota
WIEDŹMA :
- płaci ten kto czegoś chce
Wiedźma w mistrza Yodę zamieniła się?
[Kapelusznik w zamian za usługę oddaje swój kapelusz. So sad...]
Wiedźma wzięła butelkę z jakimś czerwonym eliksirem i podała Kapelusznikowi mówiąc
- wypij to i pomyśl o miejscu w którym chcesz się znaleść, potem zamknij oczy i powiedz " w przestworzach, obok słońca,dotykając chmur, jestem gdzie chcę być "
Niestety, wiedźma przechytrzyła Kapelusznika, który, przeniesiony w okolice słońca, usmażył się natychmiast na skwarkę.

masz trzy minuty złociutki
Kapelusznik wypił eliksir, pomyślał o domku bez okien, zamknął oczy i powtórzył zaklęcie. Otwiera oczy, jest (w moskiewskim schronie przeciwlotniczym) w środku tego domku, widzi przed sobą Alicje siedzącą na krześle
HATTER :
- witaj najdroższa
Alicja odwraca się i wstaje z krzesła, jest wielce zaskoczona(...)
ALICJA :
- tak się cieszę że Cię widzę
HATTER :
- jak się czujesz? bardzo się o Ciebie martwię
ALICJA :
- przeziębienie to nic, przejdzie, ale czuję się źle bo nie mogę być z Tobą
HATTER :
- jutro rano przyjdę tu i zrobię wszystko by Cię uwolnić
ALICJA :
- to zbyt niebezpieczne, tak się o Ciebie boję, widziałeś jakie ten wilk ma potężne ostre kły? Cały czas jakieś przeszkody stają między nami, może nie dane nam jest być ze sobą
Niee, to tylko ałtorka chce namnożyć notek, nim w końcu wylądujecie w łóżku.
HATTER :
- nie mów tak! jutro będziemy znów razem, tylko musisz w to wierzyć, zapomniałaś już że trzeba wierzyć w sześć niemożliwych rzeczy jeszcze przed śniadaniem
ALICJA :
- jesteś cudowny
Alicja i Kapelusznik objęci całują się
HATTER :
- zaklęcie zaraz przestanie działać, czekaj na mnie jutro moja słodka Alicjo
Kapelusznik zamknął oczy, gdy je otworzył spostrzegł że jest zpowrotem w grocie wiedźmy(...)
BIAŁA KRÓLOWA :
- mam nadzieję że teraz będzie Ci się lepiej spało
Kapelusznik nic nie mówi tylko cały czas dotyka reką swoje usta, Królowa uśmiechnęła się i złapała go za ramię mówiąc
- z pewnością będzie się lepiej spało
O RLY? Nie jestem pewna, czy zwykłe buzi buzi ma działanie usypiające... Chyba, że Kapelusznik ma „kondycję” anemicznego trzynastoletniego prawiczka.
Kapelusznik udał się do komnaty, położył się do łóżka i odrazu zasnął, ręką cały czas gładził swoje usta
Posępny miał tak samo. Myślicie, że to się jakoś rozprzestrzenia przez blogaski?Nie. To tylko Mary Sue, obcałowana przez tysiące Tró Lowerów, zaraża bohaterów opryszczką.
Następnego dnia rano Biała Królowa wbiega do komnaty Kapelusznika, budzi go
BIAŁA KRÓLOWA z uśmiechem
- widzę że wczorajsze spotkanie z Alicją sprawiło że zapomniałeś o całym Bożym świecie
HATTER :
- o tak, było cudownie
Czyżby przez te niecałe trzy minuty zdążyli zaszaleć, tylko aŁtorka tego nie opisała?
BIAŁA KRÓLOWA :
- mapownicy znaleźli drogę, wstawaj
Kapelusznik jak oparzony wyskoczył z łóżka, udał się z Królową do sali tronowej, na stole leży mapa z zaznaczoną trasą wiodącą do domku bez okien
*Kalevatar podstępnie i cichaczem zmienia trasę na wiodącą do pokoju bez klamek*
BIAŁA KRÓLOWA :
- już wiemy gdzie to jest, ale nie pozwolę Ci iść samemu, wyruszam z Tobą
KOT :
- my też idziemy prawda ?
MNIAMAŁYGA, BIAŁY KRÓLIK :
- tak!
Biała Królowa na swoim koniu, Kapelusznik na bandzierchlaście oraz reszta wyruszają spod Marmorial, jadą przez grzybowy las, docierają do polany na której stoi mały domek bez okien, wokół jest pusto
HATTER :
- zaczekajcie tutaj, sam podejdę bliżej
Kapelusznik idzie powoli trzymając strzelbę w rękach, rozgląda się dookoła, podchodzi do drzwi domku i gdy już chce złapać za klamkę pojawia się czarny wilk. Jego oczy święcą na żółto i szczerzy kły, Kapelusznik strzela do niego ale nie trafia, wilk skacząc przewraca go.
Kapelusznik szybko się podnosi, trzyma broń wycelowaną w wilka który warcząc krąży wokół niego. Gdy wilk chce rzucić się na Kapelusznika ten strzela i trafia, kula zabija wilka.
Boru... To chyba najbardziej drętwy opis walki, jaki czytałam. Jestem pod wrażeniem.A epitet popatrzył smętnie i powlókł się w stronę zachodzącego słońca, szukając innych blogasków, które by go przygarnęły.

Zza domku wybiega Czerwona Królowa, z przerażeniem patrzy na zabitego wilka, zaczyna uciekać przez las, Kapelusznik biegnie za nią. Czerwona Królowa nie zauważa małej rzeczki, wpada do niej i topi się.
Sama siebie topi? Niechybnie z rozpaczy, że ałtorka przeznaczyła jej tak lamerską śmierć.
Kapelusznik nie próbuje jej ratować, wraca pod domek, drzwi są zamknięte, strzela w zamek i wchodzi do środka, jest tam Alicja
Pal sześć, że oto zginął główny czarny charakter i warto by to jakoś zaakcentować. The show must go on!
ALICJA :
- Kapeluszniku!
Alicja przytula się do niego, wychodzą z domku, Biała Królowa uśmiecha się, reszta klaszcze w ręce bijąc brawo
A oto przed Państwem... ZWROT AKCJI. Brawa!
Kapelusznik chciał pocałować Alicję, jednak zanim zdążył to zrobić z wnętrza zabitego wilka wypełzł czarny wąż i ukąsił go w ręke. Kapelusznik upadł na ziemie i stracił przytomność. Alicja klęka przy nim przerażona
ALICJA :
- co ci jest?! ocknij się proszę ! słyszysz mnie?! Wasza Wysokość zrób coś błagam
BIAŁA KRÓLOWA ze smutkiem w oczach
- moja moc jest zbyt mała by pokonać jad czarnego węża
Czy jej moc wystarcza w ogóle na cokolwiek? =.=
ALICJA :
- Kapeluszniku, zostań ze mną! nie opuszczaj mnie teraz!
Alicja płacze, nagle pojawia się Czarnoksiężnik Melhior
Prosto z dup... eee, znienacka, chciałam powiedzieć.
MELHIOR :
- chyba mogę Wam pomóc
Wyciąga z kieszeni jakąś małą buteleczkę
MELHIOR :
- to jest nektar śpiewających kwiatów, działa uleczająco, spróbujmy,Alicjo odsuń się
Alicja odchodzi kawałek dalej.Czarnoksiężnik podchodzi do Kapelusznika i obsypuje jego ręke nektarem (O.o) w miejscu w którym ukąsił go wąż
Co się dziwisz? Nektar instant. Nawet czarodzieje muszą iść z duchem czasu.
MELHIOR :
- Mirano, wypowiedz zaklęcie
Biała Królowa pochyla się nad Kapelusznikiem, szepcze
- niech ten nektar pokona szatańskie zło
i ukaże tej wojny miłosne tło
Królowa odsuwa się, Kapelusznik ani drgnie, nadal nie odzyskuje przytomności. Alicja klęka przy nim i kładzie jego głowę na swoich kolanach
ALICJA :
- dlaczego to nie działa ?!
BIAŁA KRÓLOWA :
- może zaklęcie było za słabe
Albo pyłek przeterminowany. A może to skrypt blokujący rymy częstochowskie, kto wie...Albo czarodziej pomylił proszki i zamiast nektaru użył Gorącego Kubka – zupy serowo-grzybowej. Z makaronem.
I się dobra zupa zmarnowała. ;(
Alicja głaszcze policzek Kapelusznika trzymając jego głowę na swoich kolanach
ALICJA :
- obudź się proszę, jeśli się obudzisz już zawsze będę z Tobą.... kocham Cię
Kapelusznik otwiera oczy i patrzy na Alicję
HATTER :
- co powiedziałaś?
No tak, to była tylko podpucha. Czego to faceci nie zrobią, by zdobyć dowód miłości...
ALICJA z uśmiechem na twarzy i łzami w oczach
- kocham Cię mój dzielny, odważny wariacie
HATTER :
- ja Ciebie też
Koniec zwrotu akcji. Było ostro, nie?
Kilka dni później w Marmorial Biała Królowa urządza bal na cześć Alicji i Kapelusznika.
Gra muzyka, goście ubrani są elegancko i wytwornie Kapelusznik ma na sobie błękitny garnitur i biały kapelusz, Alicja ubrana jest w przepiękną jasnoróżową suknie.
Przez co wyglądają jak polani lukrem uczestnicy Love Parade.

HATTER :
- szczęśliwa ?
ALICJA :
- najszczęśliwsza na świecie, bo jesteś przy mnie
HATTER :
- mam nadzieję że drugi raz mnie nie zostawisz?
ALICJA :
- bądź spokojny, już zawsze będziemy razem
Kapelusznik uśmiecha się i przytula Alicję
HATTER :
- czy wiesz już w końcu co łączy kruka i sekretarzyk?
ALICJA :
- nie mam pojęcia, ale mamy całe życie na to by razem znaleść odpowiedź
HATTER :
- kocham Cię moja najdroższa złotowłosa dziewczynko
ALICJA :
- ja Ciebie też, jesteś najcudowniej szalony na świecie
Ojapierdzielę, oni tak będą już do końca...? Jak mawiał świeżo upieczony (hehe) Vader: NUUUUU!!!
Kapelusznik i Alicja czule objęci całują się namiętnie. Gdy skończyli Kapelusznik zauważa że ma plamę na marynarce
HATTER :
- o rety, pobrudziłem się tortem, muszę się przebrać
Alicja obejmuje go i mówi z uśmiechem
- wiesz co, chodźmy na piętro zamku, mam ochotę na pewną czynność przy której ubrania nie są wymagane
To nic, że wymykanie się z balu wydanego na ich cześć jest ciut niegrzeczne. Rozbuchane libido Alicji domaga się swoich praw TERAZ, JUŻ, NATYCHMIAST.
Oj tam, zaraz „rozbuchane”. Tu się rozpusta szerzy! Seks przed ślubem! Bezeceństwo!


Minął tydzień od czasu poprzednich wydarzeń. W Antydi jest poranek, Alicja i Kapelusznik siedzą objęci na łące porośniętej kolorowymi kwiatami, wokół słychać szum strumyka, śpiew ptaków, latają motyle
I tylko w dali cichną ostatnie echa rozpaczliwego „mać... mać... mać...” To odchodzące Wyczucie Obciachu, które zrezygnowało z posady w blogasku i postanowiło spróbować sił w kampanii wyborczej Leppera.
HATTER :
- tutaj jest cudownie, cieszę się każdą chwilą spędzoną razem z Tobą
ALICJA :
- ja też, ale pewna rzecz mnie smuci
HATTER :
- co takiego Cię smuci najdroższa?
ALICJA :
- na górze nikt niewie co się ze mną dzieje, moja mama napewno martwi się o mnie, powinnam ją odwiedzić
Oo, przypomniała sobie o rodzinie. Jaka miła odmiana po tych wszystkich Bellach.
Kapelusznik posmutniał i rzekł
- chcesz mnie znów zostawić tak?
ALICJA :
- ależ skąd kochany, skąd Ci to przyszło do głowy, chciałabym żebyś wybrał się na górę razem ze mną, musisz poznać moją mamę, siostrę i szwagra
Zwłaszcza szwagier z pewnością będzie zachwycony mogąc poznać tak malowniczego dziwoląga...
HATTER :
- niewiem czy to dobry pomysł, a jeśli mnie nie polubią?
ALICJA :
- napewno Cię polubią, moja rodzinka jest bardzo sympatyczna, będą Tobą zachwyceni zobaczysz
Cześć mamo, to mój mąż. Wcale nie jest transwestytą! Jest Kapelusznikiem Białej Królowej, a jego najlepszymi przyjaciółmi są gadający kot, królik i mysz. Cieszysz się?
Oboje wrócili do Marmorial. W zamku rozmawiają z Białą Królową
ALICJA :
- Wasza Wysokośc, chcielibyśmy dostać się na górę, chcemy odwiedzić moją rodzinę
BIAŁA KRÓLOWA :
- widzicie, jest mały problem, bo skończył mi się różany pyłek , ale... kupiłam od starej wiedźmy ten czerwony eliksir więc problem załatwiony
Alicja i Kapelusznik (...) docierają do domu Alicji.
Kapelusznik czeka na zewnątrz, Alicja wchodzi do domu, jej mama gdy ją zauważa przytula ją mocno mówiąc - córeczko! tak się martwiłam, gdzieś Ty była tyle czasu
Z pokoju wychodzi siostra Alicji Małgorzata i jej mąż Lowel. Małgorzata również uściskuję Alicję mówiąc
- tak się cieszę siostrzyczko że wróciłaś, martwiliśmy się
ALICJA :
- pamiętacie może mój sen który śnił mi się co noc już od dzieciństwa?
Alicja opowiada mamie, siostrze i szwagrowi o jej przygodach w Antydi. Są wielce zaskoczeni
MAMA ALICJI :
- aż nie chcę mi się w to wszystko wierzyć, to takie nierealne, córeczko, czy Ty przypadkiem nie masz zbyt bujnej wyobraźni? może Ty chora jesteś? może masz urojenia?
W tamtych czasach, jak sądzę, bezzwłocznie i chyłkiem zamknięto by ją w zakładzie dla obłąkanych...
ALICJA ze złością :
- dlaczego mi nie wierzycie? zaufałam Wam opowiadając o tym a Wy myślicie że mam coś z głową?!!!
Nie no, spoko, dla mnie to brzmi całkowicie wiarygodnie. Serio-serio.
MAMA ALICJI :
- poprostu to się wydaje zbyt bajkowe, a ten Twój niby ukochany który Cię uratował to co z nim? Zakochaliście się i zostawiłaś go tam w tej, jak to było, Atlantydzie?
ALICJA :
- nie Atlantyda, tylko Antydia, a Kapelusznik jest tutaj ze mną, chciałabym abyście go poznali
Alicja otwiera drzwi i woła Kapelusznika który wchodzi do środka. Małgorzata ma zaskoczoną minę, Lowel się śmieje pod nosem a na twarzy mamy Alicji widać zgorszenie
ALICJA :
- poznajcie się, to jest mój ukochany, ma na imię Tarrant
Mama Alicji podaje mu rękę, Kapelusznik pocałował ją w rękę wedle dobrych manier
„Wedle” może oznaczać albo „w sprawie”, albo „według”. Nie wiem, jaką sprawę miały dobre maniery do matki Alicji, ale poudawać gentlemana nigdy nie zaszkodzi. :P
Małgorzata i Lowel także witają się z Kapelusznikiem, Lowel jednak wciąż śmieje się pod nosem
ALICJA ze złością :
- nierozumiem co Cię tak bawi
LOWEL śmiejąc się nadal :
- w życiu takiego dziwnego faceta nie widziałem, owszem Hamish nie był zbyt atrakcyjny, no dobra w ogóle nie był atrakcyjny, ale ten.... ja stąd idę, muszę się napić, za dużo wrażeń
Lowel wychodzi z pokoju cały czas się śmiejąc
Mam wrażenie, że nie tylko Kapelusznikowi i Alicji przydałby się pobyt w szpitalu z pokojami bez klamek...
MAŁGORZATA :
- palant, nie przejmujcie się , Chodź Tarrant, oprowadzę Cię po naszym domu, pokaże Ci jaki mamy piękny ogród
I jakich pięknych pielęgniarzy z kaftanem, tuż za bramą.
Małgorzata i Kapelusznik wychodzą, spacerując po ogrodzie rozmawiają
MAŁGORZATA :
- czym się zajmujesz? ja pracuję w firmie kosmetycznej
Eee... że co? Firma kosmetyczna w czasach królowej Wiktorii? O.o
HATTER :
- jestem kapelusznikiem, szyję kapelusze dla naszej Królowej
Małgorzata przygląda się jego dłoniom i włosom i mówi - dlaczego masz lekko pomarańczowe palce i rude włosy?
Tak, bo rude włosy to rzeczywiście straszna anomalia biologiczna. Witamy w średniowieczu.
No, zwłaszcza na Wyspach. Tam, jak wiadomo, żyją sami smagli bruneci w typie latynoskim.
HATTER :
- wiesz, przy wyrobie filcu z którego są robione kapelusze używa się rtęci, jej opary zatruwają organizm, dlatego mam rude włosy, kiedyś miałem czarne, poza tym opary rtęci działają na psychikę, czasem gdy za dużo się tego nawdycham zupełnie mi odbija
To mało powiedziane. Skutkiem zatrucia oparami rtęci są: krwotoczne zapalenie jelit, niewydolność krążenia, zapalenie błony śluzowej jamy ustnej, zapalenie płuc i oskrzeli prowadzące niekiedy do śmiertelnej niewydolności oddechowej, zapalenie błon śluzowych przewodu pokarmowego, wypadanie zębów i wystąpienie charakterystycznego niebiesko-fioletowego rąbka na dziąsłach. Obserwuje się też zaburzenia snu, upośledzenie koncentracji, zaburzenia pamięci, zmiany w osobowości. Później pojawiają się drżenia rąk i nóg oraz niezborność chodu.
Sam romantyzm, prawda?
MAŁGORZATA :
- rozumiem, wybacz że zadam osobiste pytanie, ale czy Alicji to nie przeszkadza?
HATTER :
- nie pytałem jej nigdy o to, ale chyba nie, Alicja kocha mnie takiego jakim jestem
Wszyscy uwielbiamy przecież maniaków z zestawem nożyc krawieckich, czyż nie?No przecież! Maniaków to ja podrywam pasjami! =.=’
[Matka Alicji i Lowel knują podły spisek, by wybić bohaterce z głowy ten mezalians]
Popołudniu mama Alicji przygotowała obiad, podchodzi do niej Lowel i mówi
- mamy gdzieś jakiś stary termometr?
MAMA ALICJI :
- poszukaj w szafkach a czemu pytasz?
LOWEL :
- Małgorzata wspomniała że kapelusznicy miewają stany psychotyczne od oparów rtęci
Eee... tak. To znaczy – stale. Nie tylko w chwilach, gdy rtęć znajduje się w pobliżu.
Mama Alicji uśmiechnęła się ironicznie. Pare minut później wszyscy zasiadają do stołu
HATTER :
- co to za dziwny zapach
MAMA ALICJI :
- kadzidełko się pali
HATTER :
- hmm, zupełnie jakbym czuł rtęć, chyba mnie ten zapach już prześladuje,
Tak, to najpewniej paranoja, bo rtęć niestety nie ma zapachu.
ale obiad jest pyszny, bardzo dobry, smakowity, wspaniały, wytworny, pachnący, delikatny, soczysty....
ALICJA :
- przestań !
HATTER potrząsnął głową
- już mi przeszło
Zapach kadzidełka do którego Lowel dołożył rtęć ze starego termometra roznosi się coraz mocniej po jadalni.
Kurde, gratuluję próby wytrucia całej rodziny. Naprawdę wyborny pomysł. :/Tak, i zdecydowany dowód na to, że rodzina Alicji, w przeciwieństwie do Kapelusznika, umie zachować się przy stole.
Kapelusznik nagle wstaje i zaczyna biegać dookoła stołu i wydawać z siebie dziwne dźwięki. Alicja podbiega do niego i szarpie go za rękę
ALICJA :
- co Ty robisz, uspokój się
Alicja i Małgorzata zaprowadziły go do pokoju i położyły do łóżka, Małgorzata przyniosła worek z lodem na głowę poczym zostawiła ich samych
ALICJA zdenerwowana z pretensjami w głosie
- co ci strzeliło do głowy? jak mogłeś się tak zachować? co moja rodzina sobie teraz pomyśli? czy to takie trudne powstrzymać się od wygłupów?
HATTER :
- ja tego nie zrobiłem specjalnie, ktoś musiał do tego kadzidełka rtęć dodać,czułem ją wyraźnie
Co za brawurowa intryga...
ALICJA :
- bzdury, nie dość że coś ci odbiło to jeszcze oskarżasz bezpodstawnie moją rodzine, powinieneś ich przeprosić(...)
Następnego dnia rano Alicja i Kapelusznik budzą się dość późno, wszyscy już zdążyli wstać wcześniej
ALICJA :
- wiesz co kochany, nie wstawaj jeszcze, zrobię Ci śniadanie i przyniosę do łóżka
Oo, jakie to miłe! Wyzwolona Alicja ochoczo bierze się za usługiwanie swojemu mężczyźnie. Ciekawe, kiedy zacznie zbierać porozrzucane po całym domu skarpety.Cóż robić, jeśli służba też najwyraźniej jest wyzwolona, skoro odmówiła przyrządzania posiłków.
Alicja pocałowała go i pobiegła do kuchni.
W tym czasie Lowel przyszedł do domu z jedną z bliźniaczek które były obecne kiedyś na przyjeciu zaręczynowym Alicji i Hamisha
LOWEL :
- no to tak jak się umawialiśmy, tylko tak żeby Alicja to zobaczyła
Dziewczyna weszła do pokoju w którym jest Kapelusznik, usiadła na łóżku obok niego i mówi
- cześć, jestem koleżanką Alicji a Ty jesteś jej facetem tak?
Jak prawdziwa dama – znać tu surowe wiktoriańskie wychowanie.

HATTER :
- tak, miło mi Ciebie poznać
To nic, że leżę w łóżku, zapewne jeszcze w bieliźnie, a wszelkie normy obowiązujące w tej epoce nie pozwalają nam być sam na sam. Jest mi bardzo miło, usiądź bliżej...
BLIŹNIACZKA :
- a gdzie Alicja?
HATTER :
-w kuchni, zaraz przyjdzie, szykuje dla mnie śniadanie
BLIŹNIACZKA :
- hmmm, też bym dla Ciebie zrobiła śniadanie, i nie tylko, jesteś bardzo seksowny
Po tak oszałamiającej próbie flirtu panna powinna na resztę życia zamknąć się w klasztorze. Dla własnego dobra.
Dziewczyna spostrzegła że Alicja wchodzi do pokoju i szybko i niespodziewanie pocałowała Kapelusznika w usta. Talerz który trzymała Alicja wypadł jej z ręki na podłogę
TAK! Bo przecież bez tego do bólu filmowego szczegółu się nie obejdzie – fick mógłby przypadkiem przestać być kiczowaty i co wtedy?
Dziewczyna wyszła, Alicja jest wściekła, jednocześnie cisną jej się łzy do oczu, zaczyna płakać i krzyczeć
ALICJA :
- jak mogłeś mi to zrobić, co to miało być wogóle, Boże !!!
Nie ciebie pierwszą to spotyka. Mojżesz i Chrystus też zadawali podobne pytania...

HATTER :
- kochanie to nie tak, to ona sama zaczęła mnie całować
ALICJA :
- nie wierzę Ci, widziałam jak to było, zostawiam Cię na chwilę a Ty już się obściskujesz z pierwszą lepszą babą? Boże ! nie mogę w to uwierzyć, jak mogłeś mnie tak zranić?
HATTER :
- powtarzam że to nie tak, ta dziewczyna poprostu nagle mnie pocałowała, sam byłem zaskoczony, wogóle to wydaję mi się że ktoś tu od początku chce mi zaszkodzić
Ja tylko pozwoliłem jej wejść do pokoju i nie miałem nic przeciwko temu, że podrywała mnie, siedząc tuż obok na łóżku.
ALICJA :
- jasne, zwal całą swoją winę na moją rodzinę, tym razem już przegiąłeś, najpierw dostajesz bzika przy obiedzie, teraz całujesz moją znajomą a na koniec oskarżasz moją rodzinę która tak miło Cię ugościła o jakieś spiski.
Alicja wychodzi z pokoju
HATTER :
- dokąd idziesz?
ALICJA :
- do ogrodu, i nie idź za mną, chcę być sama
Alicja idzie do ogrodu, siada na ławkę i płacze, przychodzi Małgorzata i siada obok niej, przytula ją
ALICJA :
- jak on mógł mi to zrobić
MAŁGORZATA :
- siostrzyczko, ja muszę Ci coś powiedzieć, to wszystko sprawka Lowela i mamy, oni nie polubili Tarranta, uznali że jest dla Ciebie nieodpowiedni i chcieli żebyś się z nim rozstała
No tak; wszelkie trudności spotykające bohaterów mijają najdalej po pięciu kolejnych kwestiach dialogowych. Czy to opko pisał ktoś odpowiedzialny za scenariusz polskich telenowel?


-->

Analiza nr 2 - Posępny (zwany też Sinobrodym) kontratakuje!
Kobieta nie odezwała się słowem, spoglądała na Rahla ogromnie zdumiona, nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na słowa, które przed chwilą padły z Jego ust.
- Nie wiem co powiedzieć… - odezwała się cichym głosem.
Proponuję tradycyjne: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według Twego słowa!”

- Nic nie mów – rzekł łagodnie wciąż trzymając Jej dłoń.
Po chwili na dziedzińcu zjawił się jeden z żołnierzy stając na baczność.
- Mistrzu Rahlu… - dał o sobie znać bardzo niezdecydowanie.
Może powiedział, może nie... Przywitanie à la Schrödinger.

Rahl odwrócił się w stronę żołnierza badając go przenikliwym wzrokiem.
- Co tutaj robisz? Nakazałem, abyście wszyscy opuścili plac.– nie dało się ukryć, że nie spodobała mu się obecność żołnierza.
- Wykonałem rozkaz Panie, lecz przysłał mnie Demmin Nass i musiałem…
- Do rzeczy. – ponaglił go Rahl. Żołnierz poczuł na sobie niebezpieczne spojrzenie władcy, (Posępny dyskretnie zmienił soczewki z Przenikliwych na Niebezpieczne) więc czym prędzej przeszedł do sedna.
- Starzec jest umierający, mamy pozwolić mu umrzeć? – spytał na co Rahl zaśmiał się pod nosem po czym skierował się do kobiety.
- Wybacz mi na chwilę. – puścił Jej dłoń i podszedł do żołnierza, który na specyficzne spojrzenie władcy zatrząsł się mimowolnie.
Soczewki Specyficzne nadawały tęczówce wzorek różowego łebka Hello Kitty. Posępny wiąż poszukiwał nowych dróg ekspresji...
- Zdejmij hełm. – rozkazał mu z uśmiechem Rahl. Żołnierz natychmiast to uczynił wkładając hełm pod prawą pachę.
Jak on ściągnął ten hełm za pomocą pachy? Jak kapsel z piwa?

Władca spojrzał żołnierzowi w oczy, czując jak rośnie w nim strach (Czego boi się Rahl? Czyżby żołnierz miał jeszcze bardziej upiorne soczewki niż Posępny?), po czym uderzył żołnierza w twarz. Kobieta widząc jak Rahl uderza swojego żołnierza przestraszyła się. Mężczyzna pod wpływem ciosu Rahla upadł mocno na ziemię, lecz wstał szybko na baczność, aby nie rozzłościć Rahla jeszcze bardziej. Nawet nie śmiał przetrzeć zakrwawionych ust i brudnej od ziemi twarzy.
- Jeden z moich najbystrzejszych żołnierzy. – zironizował Rahl – Oczywiście, że macie przytrzymać go przy życiu, gdybym go nie potrzebował od razu pozbawił bym go życia. – twarz władcy spoważniała.
Do umierania to wszyscy chętni, a robić nie ma komu! Darmozjady.
Mogę się mylić, ale poderżnięcie gardła powoduje dość szybką śmierć... Gdyby Rahl chciał zostawić go przy życiu, wystarczyło kopnąć w kostkę albo co. =_=

- Zrozumiałem. – odpowiedział żołnierz.
- Mam nadzieję. A teraz odejdź. – rozkazał oschle. Żołnierz natychmiast pobiegł z powrotem do lochów. Rahl wrócił do stojącej na dziedzińcu kobiety.
- Niektórzy z moich żołnierzy muszą się jeszcze wiele nauczyć. – oznajmił. Katherine kiwnęła głową wymuszając lekki uśmiech.
Szantażem zmusiła kąciki ust do uniesienia się. Co za niehumanitarny stosunek do własnej twarzy... Zgroza.


[Tymczasem w Lochach]

- Mistrz rozkazał, aby przytrzymać go przy życiu. – odpowiedział żołnierz, który uprzednio dostał pięścią. Inni żołnierze jak i sam Demmin dostrzegli Jego zakrwawioną twarz, wiedzieli już, że Rahl się zdenerwował.
- Słyszałaś co masz zrobić, on ma przeżyć. – Demmin zwrócił się do jednej z kobiet, które zajmowały się w pałacu sprzątaniem a także leczeniem.
Sprzątaczki-uzdrowicielki. Pewnie leczyły chorych naparem z wody wyciśniętej z mopa i okładami z prasowanego kurzu.
Zagniatały chleb z pajęczyną. ^^

Kobieta natychmiast rozdarła koszulę starca przechodząc do oczyszczenia rany. Wtem w tym jakże zimnym i przesiąkniętym wilgocią miejscu pojawił się Rahl, wszyscy ukłonili się w Jego kierunku, oczywiście prócz rodziny, której ręce zostały przykute grubymi kajdanami. Władca wszedł głębiej rozglądając się, Jego uwagę przykuła była siostra Katherine, a właściwie Jej biust, który ukazał nieco więcej niż powinien.
Jej biust dawał mu jakieś tajne sygnały? O.oMoże miała na cyckach wytatuowaną zaszyfrowaną wiadomość, coś jak ten tatuaż gościa z Prison Break?
Panie, jeśli mogę…- odezwał się Demmin, władca spojrzał na niego, czekając na to co ma do powiedzenia.
- Starzec uderzył Katherine, a ten głupiec ją trzymał – wskazał palcem na młodego mężczyznę.
- Ja, ja, nie chciałem!… to ten stary mnie zmusił! –odezwał się mężczyzna.
- Milczeć! – zakazał mu Demmin.
Czyli zakazał mu milczeć, tak? A może to jakiś rebus? Mieszkańcy tego zamku najwyraźniej lubują się w intelektualnych gierkach...
- Demminie, ostatnimi czasy jesteś bardzo pobudzony – odparł z uśmieszkiem Rahl.
Przewlekłe niedorżnięcie, jak nic.
- Mistrzu Rahlu, ten dureń miał zamiar zgwałcić Katherine, słyszałem to na własne uszy.
- To prawda? – władca spytał młodego mężczyznę – chciałeś to zrobić?
- To wszystko przez tego starego! Sam bym tego nie zrobił! – wypierał się mężczyzna.
Bo potrzebujesz wsparcia? Inaczej niż w trójkąciku ci nie staje?

Demmin był bardzo zdenerwowany, lecz powstrzymywał się od zrobienia czegoś głupiego, natomiast Rahl stał obok niego rozluźniony a wręcz rozbawiony.
Bo nic nie jest tak zabawne jak dowiedzenie się, że ktoś planował zgwałcić twoją kobietę.
- Powiedz mi Demminie, kiedy ostatnio zaspokoiłeś swoje potrzeby seksualne? – spytał Rahl
A on co, sprawdza mu kalendarzyk? o.O

- Ależ Panie… - zawstydził się nieco dowódca rozglądając się czy, aby nikt tego nie usłyszał.
- Odpowiedz. – przynaglił go.
- Trzy tygodnie temu – dowódca odpowiedział ciszej.
„- Już nie pamiętasz, panie, kiedy my... - urwał z miną skrzywdzonego dziecka. - A mówiłeś, że mnie kochasz...
- Kłamałem. – Posępny z lekceważeniem machnął dłonią. - Ale trzy tygodnie... Tak, drogi Demminie, obawiam się, że to jedyne wytłumaczenie twego stanu. Jesteś w ciąży.”

- To dosyć dawno. Przed Twoim odejściem obiecałem Ci nagrodę, więc oto i ona. – Rahl zmierzył zawieszonego na ścianie mężczyznę. – Czy nie jest, aby za stary? – spytał z uśmieszkiem władca.
I nie za niski? Całe 1,78 m młodego mężczyzny, co do centymetra. Do twojej dyspozycji, mój miły.
Wiem, że gustujesz w młodszych.
- Jest… idealny. – odparł niezręcznym głosem dowódca.
Jego głos co i rusz potykał się własne akcenty, czasem nawet gubił nosowość w „ą”. Skaranie boskie.Towar może nie pierwszej świeżości i nieco śmierdzi stodołą, ale darowanemu, ekhu, ekhu... koniowi, ekhu ekhu, się w zęby nie zagląda...

- Doskonale, więc jest Twój, lecz kiedy już się z nim zabawisz oddaj go w ręce innych żołnierzy, też należy im się trochę rozrywki. – kontynuował.
Ja wiedziałam, że te zbroje w kształcie biedronek są podejrzane! Gejowskie wojsko! Postrach każdego ultramęskiego wojownika. XDTaaa. Nie ma to jak wojskowe rżnięcie „na biedroneczkę”.

- Oczywiście. – skinął Demmin po czym szybko odpiął kajdany z rąk mężczyzny.
- Błagam! Zostawcie mnie!! – wyrywał się.
- Zachowaj siły na później młodzieńcze, gdyż bardzo Ci się przydadzą.– zaśmiał się Rahl.
Nie wiem, na co mu się mają przydać te siły. Przecież po „spotkaniu” z całą armią jego tyłek będzie w takim stanie, że nada się już tylko jako hangar do serwisowania concordów...Przydadzą mu się, oj, przydadzą. Pamiętaj, że według blogaskowego kanonu standardowe rżnięcie jest poprzedzone „lodzikiem”.
Ale to się kwalifikuje jako gwałt, więc oral nie jest obowiązkowy.^^

- Nie!! – po chwili Demmin i żołnierze wynieśli mężczyznę udając się w ustronne miejsce.
No tak, w końcu każdy gwałt – zwłaszcza homoseksualny – musi dziać się w toalecie. Kanon, moi mili, kanon!
Rahl skierował się teraz w stronę dwóch kobiet, siostry i matki, które podszywały się pod prawdziwą rodzinę Katherine.
Patrzcie Państwo, co za perfidia – podstępnie udawać chłopską rodzinę! Czego to ludzie nie zrobią, by zbliżyć się do Marysi.
Zmierzył je dokładnie uśmiechając się przy tym namiętnie.
Po co on tam biega z tą miarą,wyjaśni mi ktoś? Będzie im suknie szył czy trumny zbijał?Sprawdzał im pewnie rozmiar miseczek w stanikach. :>

- Opowiedzcie mi jak żyła Katherine. – rzekł nagle. (...)- Dlaczego ją oszukiwałyście tyle lat? – spytał.
- Ponieważ obiecaliśmy to Jej prawdziwej rodzinie… kiedy trwała wojna pomiędzy Midlandami a D’Harą do naszego domu zapukała pewna rodzina z niemowlakiem, niemal nakazali abyśmy się zajęli tym dzieckiem, po czym uciekli… lecz chwilę potem zginęli na naszych oczach…(...)
- A dlaczego chcieliście zrobić Jej krzywdę? –spytał odwracając się.
- Bo mnie obraziła… a to nie spodobało się mojemu ojcu… - odezwała się młodsza.
- A w jaki sposób Cię obraziła? – jedna z brew Rahla uniosła się.
- Powiedziała „niech Cię szlag” i zamknęła mi drzwi przed nosem…
- A dlaczego to zrobiła?
Kobieta westchnęła spoglądając na matkę.
- Bo zobaczyłam bojówkę w mieście i powiedziałam Jej, że… - zawahała się.
- Co jej powiedziałaś? Mów dalej. – nakłonił ją władca.
- Powiedziałam, że bojówka jest w mieście i że pewnie… Jej królewicz… po nią przyszedł – jąkała się.
- Jej Królewicz? – zaśmiał się cicho Rahl.
- Wybacz mi Panie…
- Nic nie szkodzi, nie mam się do czego przyczepić, gdyż to prawdziwe słowa, niebawem Katherine zostanie moją królową. – rzekł pewnym głosem. – Lecz dziwi mnie jedna rzecz, kiedy przybywałem do Tamarang po jedną z kobiet to nigdy Jej nie widziałem, dlaczego? –spytał.
- Kazałyśmy Jej się chować w piwnicy…
- W piwnicy? – zdziwił się Rahl.
Nawet nie zauważył, gdy Ałtorka podstępnie zmieniła fandom z „Miecz prawdy” na „Kopciuszek”.Z lekką nutką „Harry’ego Pottera”.

- Ona darzy Cię uczuciem Panie… i dlatego Ją zamykałyśmy, bo gdybyś to Ją wybrał to by się wydało o jej uczuciu i prawdopodobnie nigdy by do Nas nie wróciła,
Słusznie. Każdy szanujący się Zły Władca zakochaną w nim małolatę kazałby zamknąć i obwozić po jarmarkach w charakterze dziwoląga.

Rahl mimowolnie zacisnął prawą dłoń w pięść po czym roztworzył ją prostując palce.
ROZPUŚCIŁ sobie dłoń?!
Vide Wikipedia: Roztwarzanie – zjawisko chemiczne polegające na przechodzeniu substancji stałej do roztworu, połączone z reakcją tej substancji z rozpuszczalnikiem lub innym składnikiem roztworu.
...Auć. Po kiego grzyba to zrobił?!

Żeby zadać szyku. :) No wiesz, że umie i w ogóle.



Jego dłoń się trzęsła. Opuścił wzrok spojrzawszy na nią ze zdziwieniem.
Czym tu się dziwić? Pewnie rozpuściła się do tego stopnia, że została z niej tylko galaretowata masa – to i nic dziwnego, że nią trzęsło.
A może jego ręka właśnie stała się zła? ^^

Od środka rozpierała go złość. Czuł jak wypełnia go całego, jak dociera do jego trzewi. Nabrał głębszy wdech i podnosząc wzrok, pogładził dłoń drugą ręką. Charakterystyczny uśmiech władcy ulotnił się. ... w momencie, kiedy na palcach drugiej ręki zostały mu tylko strzępki nierozpuszczonej skóry i krwista papka.

Rahl (...) odwrócił się i bez słowa wyszedł pośpiesznym krokiem. Doskonale panował nad złością, gdyby tego nie robił zapewne te dwie kobiety by już nie żyły. Po drodze stojący na dziedzińcu żołnierze kłaniali mu się nisko, Rahl nawet na nich nie spojrzał. Wzrok miał skierowany przed siebie i wyraźnie dokądś się śpieszył. Zadziwiło to Demmina, który dawno nie widział swojego Pana a zarazem przyjaciela w takim stanie. Miał świadomość, że coś się stało. Postanowił dogonić Rahla.
Potruchtał za nim, w biegu wciągając portki na tyłek. ^^

- Mistrzu… co się stało? – zapytał idąc tuż za nim. Rahl szedł dalej, uniósł jedynie prawą dłoń, dając Demminowi do zrozumienia, aby za nim nie szedł. Nass zatrzymał się i przełknął mocniej ślinę, szykowało się coś niedobrego. Kiedy Rahl jest kierowany złością, każdy musi się mieć na baczności, gdyż może stracić życie.
A jeszcze akapit temu była mowa, że Posępny „doskonale panował nad złością”.


Darken wszedł do pałacu, grymas na jego twarzy stawał się coraz bardziej wyraźny. Wszedł po schodach i kiedy znalazł się na piętrze, spojrzał w oddalone na końcu korytarza drzwi.
Kto odrzucił te biedne drzwi i za co?

Ruszył pośpiesznie w ich kierunku. Kiedy zatrzymał się przed drzwiami, nie wahał się, aby je otworzyć. Otwarte drzwi ukazały Katherine siedzącą na łóżku.
Drzwi pokazywały palcem to ją, to łóżko, mrugając znacząco futryną.

Rahl postąpił kilka kroków w przód. Nie odzywał się. W komnacie paliły się tylko dwie świece. Twarz Rahla nie była doskonale widoczna, lecz jego oczy tak.
Zmienił soczewki kolejny raz, w tym przypadku na fosforyzujące?

Było w nich coś niepokojącego, coś co zwiastowało nieszczęście.
Soczewki mało, że fosforyzowały, to sprawiały, że na tęczówce widać było drobniutkie literki, układające się w mroczny napis: „Zginiesz marnie”!

Milczenie władcy wywołało w kobiecie niepokój.
- Przerażasz mnie… - oznajmiła cicho kobieta, lecz nie uzyskała odpowiedzi. Rahl wciąż ją obserwował, jego oczy nawet nie drgały.
- Proszę, powiedz coś… - strach kobiety rósł z każdą sekundą. Odruchowo odsunęła się w głąb łóżka.
- Uklęknij przede mną, Katherine. – rzucił nagle.
Ale jak to, on tak od razu do intymnego pożycia? Oburzające.
Kobieta nie zastanawiając się ani przez chwilę uczyniła co jej nakazał.(...)
- Zadam Ci tylko jedno pytanie. – odezwał się chłodnym tonem, Rahl. – I oczekuję na nie prawdziwej odpowiedzi. – dodał wyraźnie akcentując słowo ”prawdziwej”.
Kobieta zdała sobie sprawę, że Rahl musiał się czegoś dowiedzieć. Czegoś co zupełnie mu się nie spodobało. Nagle poczuła jak młot uderza w jej serce.
Ja tam się nie znam, ale to może być zawał. Radzę, by Posępny nieco bardziej dbał o spokój swej wybranki – chyba że w pozycji „na Królewnę Śnieżkę” też mu się podoba. :/A mnie zastanawia, co za magia sprawia, że po tym pokoju latają niewidzialne narzędzia budowlane, do tego agresywne.

- Czy Ty mnie kochasz, Katherine? – spytał patrząc na nią z góry. Jedna ze świec zgasła, przez co komnatę wypełnił większy mrok. Światła dostarczała teraz tylko jedna świeca, która rzucała na ścianie cienie Rahla i klęczącej u jego stóp kobiety.
Drugiej świecy brak wyczucia dramatyzmu – zamiast efekciarsko zgasnąć, w najlepsze rzuca cieniami po ścianach. Co za niesubordynacja!
Mrok. Cisza. Strach. Oczy kobiety wypełniły się łzami. Jej lęk był ogromny. Rahl stał niewzruszony, jedyne czego teraz oczekiwał to odpowiedzi. Kobieta uniosła wzrok i powiedziała przez łzy.
- Tak…
- Gratulacje – Posępny rozchmurzył się nieco – prawidłowa odpowiedź. Wygrałaś talon na serdelki i uścisk ręki proboszcza.
Oczy jego niewzruszone, ręce oddalone,
Serce chłodem oplecione, moje rozpalone,
Klęczę u stóp Twych,
Choć wolałabym tulić Cię w ramionach mych,
Mój Panie, nie broń mi miłości,
I choć złość w Twych trzewiach gości,
Na to pomaga espumisan. Albo laremid, zależnie od rodzaju „złości”. ^^

Nie dawaj mi żadnych wątpliwości,
Zabij mnie, gdyż wolę od razu skonać,
Niż Cię Mój Panie nie kochać.
******

Nie dostrzegł kłamstwa w jej zapłakanych oczach. Za to doskonale słyszał jej łkanie. Klęczała przed nim na zimnej, twardej posadzce. Twarz miała przesłonioną włosami.
Z włosów zwisały jej płaty słoniny?
Nie no, jest wyraźnie napisane, że jej słonie twarz zakrywały.

Stał nad nią, górował niczym fatum.
Wyniosły. Męski. Sterczący. Falliczny.
Ktoś tu chyba naprawdę ma jakiś kompleks.
Oddech miał równomierny, opanowany. Ręce swobodnie opuszczone wzdłuż ciała.
Skóra blada, sucha. Temperatura i mocz w normie.

Nic nie wskazywało na ogromną złość, która kryła się w jego wnętrzu. Złość, która domagała się natychmiastowego uwolnienia, lecz jego oczy… oczy, które wypełnił mrok, niemal krzyczały, domagały się krwi.
Złość domagała się uwolnienia, lecz oczy dla odmiany domagały się krwi. Jak w takim razie objawia się złość? Posępny kompulsywnie sadzi kwiatki i pieli rzeżuchę?Nie, to tylko nagły rozdwojenia jaźni narządów wewnętrznych.
Niebieskie tęczówki Rahla były ani krzty dostrzegalne, spowiła je mgła przesłaniając źródło jego duszy całkowicie.
Po chwili mgły w komnacie było już tyle, że Posępny z ciężkim sercem kazał powyrzucać strategicznie rozmieszczone granaty dymne przez okno.Przez chwilę miałam wizję dwóch chmurek gęstej mgły, unoszących się vis a vis twarzy bohatera... ;)
A tak w ogóle: mało, że jego dusza ma źródło (ciekawe czy wypływa ona z niego w formie strumyczka?) to jeszcze znajduje się ono w oczach?!
Dobrze, że nie w nerkach na żydowską modłę. Strach pomyśleć, którędy by z niego ta dusza wypływała. :)
Były to teraz dwa czarne punkty, które skierowane były w dół, na drżącą ze strachu kobietę. Punkty, które przeszywały każdy cal jej spoconego ciała.
Wtem jego prawa dłoń uniosła się, zmierzając po ukryte przy brązowym pasie, narzędzie zbrodni.
Po „felicjana”?! :D
Zerwał się wiatr. Niedomknięte okno zaczęło uderzać o framugę, przez co do komnaty wleciał chłód. Pod jego wpływem ostatnia ze świeć zamigotała. Jej mały płomień nachylił się w przód, to w tył, sprawiając iż cienie władcy i kobiety odprawiły rytualny taniec na marmurowej ścianie.
Jeżeli rytualny taniec polega tylko na kiwaniu się do przodu i do tyłu, to byle pan Miecio spod budki z piwem może być szamanem.

Przez niedomknięte okno wdzierało się do komnaty jeszcze więcej mroku i śniegu, który zaczął sypać z nieba.
Kurde. Ludki moje, pamiętajcie – gdy na dworze zacznie robić się ciemno, po prostu zamknijcie okno. Mrok nie wedrze się przez szyby.
Chłód wdarł się, nieproszony. Wiatr szeptał czule, unosząc się nad ich głowami.
Co za niewychowany chłód. Każdy dobrze ułożony chłodek najpierw puka grzecznie i pyta o pozwolenie. Dobrze, że wiatr wynagrodził to karygodne zachowanie aury pogodowej.

Nagle… cisza. Wszystko ucichło. Wiatr rozpłynął się w mroku. Okno przestało hałasować, a płomień świecy wyciągał się ku górze.
Przyczajeni za meblami spece od efektów specjalnych uznali, że dość już podkręcania klimatu. I słusznie.
Skierowana po sztylet, ręka Rahla, cofnęła się. I swobodnie opadła wzdłuż ciała.
Jego usta rozchyliły się w wielkim niezrozumieniu, natomiast oczy stawały się na powrót ludzkie. Czarna mgła powolnie odpływała z jego oczu. Zamknął swe powieki i po chwili otworzył je. Były teraz błękitne, piękne.
Oż w sznycel, jeszcze walnął sobie na powiekach „lazurowe jeziora”? No, teraz już z pewnością będzie wzbudzał szacunek w swej gejowskiej armii...
- Kocham Cię… - wypowiedziała cicho mając nadzieję, że ociepli jego skute lodem serce.
- Dla mnie nie ma czegoś takiego, jak… miłość. – wycedził gniewnie przez zęby. Odwrócił się powolnym krokiem i skierował ku wyjściu. Purpurowa szata ciągnęła się po jasnej posadzce. Otworzywszy drzwi, wyszedł pozostawiając Katherine w ogromnej rozpaczy.

***

- Jak śmiałaś…
Szepnął zbliżywszy się do niej. Jasnowłosa kobieta cofnęła się o tyle na ile pozwoliły jej miękkie niczym z waty nogi. Czuła ciepło bijące z jego ciała. Był rozwścieczony. Jego usta były mocno zaciśnięte. Kobieta padła do jego stóp, próbując wzbudzić w nim chociaż trochę litości.
- Wstań. – rozkazał chłodno, patrząc na nią mrożącym krew w żyłach spojrzeniem.
Kobieta nie posłuchała, mocniej wtuliła się w jego stopy, ukryte w czarnym obuwiu.
Czerń obuwia jest kluczowa w tej scenie, jak rozumiem? Posępny katuje swoje ofiary tylko w prawdziwe mhhroocznych butach?
Li i jedynie w swych mhrocznych, czarnych tramposzkach.

- Proszę, nie bij mnie… - jęknęła nie podnosząc głowy.
- Powiedziałem wstań! – krzyknął wyprowadzony z równowagi. Chwycił ją za włosy i popchnął na łóżko. Kobieta niczym lalka opadła na aksamitny materac.
E-ee. Chwila. Materac z aksamitu? Mhm. A obicie pewnie z gąbki? :>

- Jak śmiałaś mnie zdradzić! Mnie! –wrzeszczał, jego oczy płonęły od gniewu.
- Wybacz mi, błagam! – odwróciła się twarzą do niego.
- Zapewniłem Ci wszystko czego potrzebowałaś! Byłem Ci wierny! Wyzbyłem się wszystkiego o co mnie prosiłaś!
Nie rozrzucałem skarpetek! Wynosiłem do zlewu kubki po kawie! Nawet opuszczałem deskę klozetową – wszystko dla ciebie!

- Błagam… - kobieta szlochała głośno.
- Stałem się łaskawy dla wielu, zabijałem mniej. A Ty? A TY? Co zrobiłaś! – uniósł obie ręce, gestykulując nimi nerwowo. – Zhańbiłaś się! Wedle czego, pytam??
Wedle tych trzech buczków. I podle latarni.

- To był największy błąd w moim życiu, żałuje tego, nigdy już tego nie zrobię, daj mi jeszcze jedną szansę…. – usiadła ostrożnie na łóżku próbując go uspokoić.
- Szansę? Szansę?! – podszedł do niej szybkim krokiem.
Stał przy niej, ale jeszcze podszedł. Jakie to typowe.
- Jak mogłaś oddać się temu nędznikowi! Ty ladacznico! – złapał ją za ręce i popchnął na poduszkę. Zaczęli się szarpać.
Eee, pewnie to i tak tylko taka gra wstępna. ^^

- A... mh… on mnie do tego zmusił… - wymamrotała próbując wstać. Darken nerwowo chodził po komnacie. Przysłonił twarz dłońmi. Na jego policzkach odznaczało się jak bardzo zaciska zęby ze złości.
Miał takie wielkie trzonowce, że odznaczały mu się na policzku? O.O

- Zmusił mnie…. – powtórzyła wodząc wzrokiem za władcą. A ten nagle się zatrzymał i ponownie podszedł do łóżka. – Wierzysz mi, prawda? – zapytała z nutą nadziei w głosie. Darken uspokoił się.
- Oczywiście, że Ci wierzę moja najdroższa. – udał uśmiech i położył dłonie na jej głowie przysuwając do swego torsu.
– Dziękuję, za wszystkie razem spędzone chwile. – dodał patrząc przed siebie. Kobieta uniosła wzrok uśmiechając się do niego radośnie, a ten zacisnął rękę na jej włosach i ujmując sztylet ukryty pod szatą, poderżnął jej gardło. Ani na moment na nią nie spojrzał. Puścił jej włosy, kiedy ciało pozbawione życia, opadło na podłogę.
Wtedy władca odwrócił się a jego usta wyszeptały:
- Ty będziesz następna, Katherine…
Kolejna Nieoczekiwana Zmiana Fandomów – tym razem „Sinobrody”. Strach pomyśleć, kiedy dojdą do „Alvin i wiewiórki”.
******


- AAAAAA!! – Katherine krzyknęła przerażająco. Raptownie usiadła oddychając szybko. Przełknęła mocno ślinę.
Liczne epitety mnożyły się dziko niczym napalone króliki.
Jesteśmy właśnie w schronisku dla epitetów – uchodźców z blogaska o Alicji. :)

Krople potu niemal spłynęły po jej czole.
W połowie drogi zatrzymały się i zawróciły w stronę włosów nad czołem.

To był sen, tylko sen, powtarzała sobie w głębi.
Głębi czego? Trzewi? Pustki wewnatrzczaszkowej?

Nagle podskoczyła, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Wystraszona spojrzała na drzwi.
Nie, serio? Ja, jak słyszę pukanie, zawsze patrzę w okno. No ewentualnie na krzesło.

Chwilę później w progu stanęła jedna ze służących. Trzymała w dłoniach złotą tacę na której znajdowało się świeże pieczywo, pęczek winogron i sok w równie złotym naczyniu.
Równie złotym co pęczek winogron, jak rozumiem?
Katherine odetchnęła z ulgą, wytarła o pościel mokre ręce. (...) Służąca weszła w głąb komnaty z łagodnym uśmiechem. Odstawiła tacę na jedną z komód. Złote naczynie specyficznie brzdękało.
Cymbał brzmiący to, czy też pucharek z dzwoneczkami?

- Przyniosłam panience śniadanie, cały wczorajszy dzień nic panienka nie zjadła. – Ręce służki splecione były koło podbrzusza, czekała na rozkazy. Na tym etapie życia, potrafiła już tylko słuchać rozkazów i je wykonywać.
Ekhem, no tak, bo każda młoda średniowieczna służąca przechodzi przecież fazę buntu. Nosi wtedy mmhrooczne fartuszki i czarne czepki, nasunięte buntowniczo na pół twarzy.
*wyobraża sobie scenę łamania oporu pokojówki godną pamiętnego momentu z „V jak vendetta”*
Katherine zeszła z łóżka poprawiając białą szatę, która ukazała część jej dekoltu.
Katherine, przyszła królowa, próbuje uwieść służącą? Cóż, nie takie rzeczy się na dworach działy...

- Proszę poczekać, chciałabym o coś zapytać.
- Słucham cię panienko. – służka wyprostowała się, opuszczając ręce.
- Czy Lord Rahl… był wcześniej z jakąś kobietą?
A skąd. Wszystkie potrzeby załatwia ze swym drogim przyjacielem.

- Mistrz Rahl miał wiele kobiet, lecz tylko dwie z nich zamieszkały w pałacu.(...) Pierwsza z nich dwa tygodnie, zaś druga… trzy dni.
- Trzy dni?? A co później stało się z tymi kobietami? – na jej twarzy malowała się ogromna ciekawość. Służąca zamilkła spuszczając wzrok.
- Proszę powiedzieć mi o wszystkim. – ponagliła ją Katherine.
- Zostały stracone. – odpowiedziała niemal szeptem.
- Jak to stracone?! – Katherine wybuchła głośno, puszczając ręce służącej.
Kawałki dziewczyny rozbryznęły się na ścianach. „I kto to wszystko posprząta”, westchnęła służka w duchu.

- Posłuchaj mnie panienko, Lord Rahl to bardzo niebezpieczny człowiek. Nie obawia się nikogo ani niczego, jest tak potężny, że nikt nie jest w stanie stanąć na jego drodze. Nie zna litości, nawet wobec kobiet…
Katherine wyraźnie się zmartwiła, wiedziała że Rahl to zły człowiek, lecz jakoś nie potrafiła w to uwierzyć.
Zachowanie ludzi w jego otoczeniu nie było wystarczającą wskazówką, nie?To, że terroryzował całą krainę i narzucił tyrańskie, okrutne prawa, oraz że zabijał na prawo i lewo, także nie. Bo miłość ślepa jest... =.=’
- Pierwsza kobieta nazywała się Julien. Została przyłapana z innym mężczyzną, przez jego żołnierzy. Kila dni później skazano ją jak i jej kochanka na straszliwe tortury, panienko nie każ mi mówić dalej… - ręce służącej zaczęły się trząść.
- A co stało się z drugą? – zapytała, choć wiedziała, że usłyszy podobną odpowiedź. – Także go zdradziła?
- Nie, panienko. Ona była mu niezwykle wierna.
- Więc dlaczego…
- Dlatego, że wyznała mu miłość.
No tak, jak nie sraczka, to padaczka albo przemarsz wojsk. Posępnemu, jak widać, nie dogodzisz.

(...) Od razu po tym jak służąca zamknęła za sobą drzwi Katherine wybuchła głośnym płaczem. Nie mogła się uspokoić. Czuła ogromny strach, lęk. Cała się trzęsła. Lecz miała jeszcze nadzieję, tłumaczyła sobie, że historia nie koniecznie musi się powtórzyć. Przetarła twarz rękawem i odetchnęła głębiej. Bała się cokolwiek zrobić, lecz coś jej nakazało, aby zamknęła drzwi na klucz.
Oczywiście. To najzupełniej logiczne, że najbardziej zajebistego czarnoksiężnika w tamtych rejonach, który podróżuje sobie do piekła i z powrotem, da się powstrzymać, zamykając drzwi na klucz.
Przeraźliwie się bała. Nie była w stanie tego pojąć, jak można zginąć, tylko dlatego, że się kogoś kocha.
No, jeśli koniecznie uparło się, żeby kochać psychopatę i mordercę, to czemu nie...?

Podeszła do jednej z wąskich okiennic i otworzyła je. Nagły napływ świeżego powietrza nieco ją uspokoił. Wychyliła się i spojrzała w dół. Było naprawdę wysoko. Przepiękne krajobrazy D’Hary były stąd dostrzegalne, rzeki, jeziora, lasy. Raptownie przez myśl przeszło jej coś mrocznego.
Po mózgu dreptała jej mroczna Pchła Szachrajka.

Pomyślała, że skoczy i będzie po wszystkim, tak po prostu. Zginąć w tak haniebny sposób?
Lecz nie miała już wyboru. Albo zrobi to ona, albo kat, który zetnie jej głowę.
To kat też ma tam zwyczaj rzucać się z okna?

Trzęsącymi się rękoma podsunęła drewniany stołek tuż pod okno. Jej szata była zbyt długa, więc podwinęła ją, przytrzymując rękoma. Po chwili stanęła ostrożnie jedną nogą na stołku, który zachciał się pod jej ciężarem.
Uuu, nawet stołek ma tu zachcianki... Ostro. ;>

Zamknęła oczy, była już gotowa. Szepnęła, aby Bóg jej wybaczył. Nagłe usłyszała walenie, otworzyła oczy i spojrzała w stronę drzwi, klamka się poruszyła.
Zaraz, a skąd nagle walenie w zamku?! I czym one tak hałasują, płetwami? I w ogóle jaki konkretnie gatunek waleni? Delfiny chyba, bo orki ani płetwala błękitnego nawet Rahl by w zamkowych korytarzach nie upchnął.
Choć w sumie... jakbym była taką orką, która nagle znalazła się w wąskim, zimnym, kamiennym pomieszczeniu, też bym pewnie nieźle hałasowała.


- Z rozkazu Jego ekscelencji, Lorda Rahl’a otwórz drzwi i wyjdź!
No pięknie, kiedy Posępny zdążył mianować się biskupem? Albo ministrem?
Nagle drzwi z impetem się otworzyły, uderzając klamką o ścianę. Kobieta zamarła. Żołnierze ruszyli w jej kierunku.(...) Złapali ją bez wysiłku. Zdjęli z parapetu popychając przed siebie. Złapali mocno jej ramiona i wyprowadzili z komnaty. Ruszyli korytarzem, służba była świadkiem całego przedstawienia. Przeraźliwy krzyk kobiety niósł się po całym pałacu. Szarpała się póki starczyło jej sił. Usłyszała brzdęk miecza, wyjmowanego z pochwy. Chwilę później poczuła zimny metal na swej szyi. Poddała się i posłusznie wyszła na dziedziniec. Promienie zachodzącego już słońca, oślepiły ją.
Chcecie mi powiedzieć, że ta cała szopka z histerią po rozmowie ze służącą, szukaniem kluczy i próbą samobójczą zajęła jej cały dzień?

Po jej obu stronach znajdowali się ludzie z uniesionymi rękoma. Domagali się jej śmierci. Katherine niczym zerwany kwiat podążała przed siebie, co chwila popychana przez żołnierzy. Bosa, zbyt niewinna na to wszystko.
Mhm, zwłaszcza to wskoczenie Posępnemu do łóżka w pierwszej części analizy było absolutnie niewinne.
Weszła na drewnianą platformę i wtedy go ujrzała. W oddali, siedzącego na swym tronie. Czas stanął w miejscu. Serce zakuło ją mocno.
W co ją zakuło? W kajdany miłości zapewne...?

Poczuła mocne szarpnięcie, zaraz potem jej nadgarstki zostały obwiązane sznurem tuż za plecami.
Dziwnie musi być zbudowana ta dziewczyna, skoro jej nadgarstki mają plecy...

Kat wszedł na platformę. Lud zamilkł. Tuż przed kobietą znajdował się drewniany podest, na którym to ofiary kładą swe głowy.
Czy tylko mnie podest kojarzy się z tą poziomą częścią schodów albo z rodzajem podwyższenia o dość dużej (no, co najmniej kilku metrów kwadratowych) powierzchni? Hmm... widać tam maja oryginalne sposoby ucinania głów.

******

Przy boku Rahla stał Demmin, jego prawa ręka. Kątem oka przyglądał się swemu dumnemu władcy.
- Nie patrz tak na mnie, Demminie. – odezwał się Rahl.
- Wybacz, Panie. – Dowódca opuścił głowę, lecz zaraz potem dostrzegł rękę Darkena, która była mocno zaciśnięta na oparciu.
Zgubiłam się. Demmin, jego prawa ręka, ujrzał samego siebie zaciskającego się na oparciu fotela władcy?!

- Masz Panie wątpliwości? –spytał ostrożnie.
- Codziennie je miewam.
Dowódca obdarzony chłodnym spojrzeniem władcy, postanowił milczeć.
Cichaczem włożył spojrzenie do kieszeni, z nadzieją zyskownego opylenia go na targu.
******

Kat zajął swe miejsce. Na dziedzińcu zapanowała grobowa cisza. Delikatny wiatr muskał odkrytą skórę kobiety.
- „ Ojcze Nasz, któryś jest w Niebie…” – Katherine szeptała zapłakanym głosem.
Kolejna odsłona akcji „chrześcijaństwo w każdym universum”, jak widzę. Urocze – ale tam ludzie chyba modlili się do Posępnego, czyż nie?
Rahl zszedł nagle z tronu, jego oddech był przyśpieszony.
- Panie? - zdziwił się Nass.

Błysk ostrza mignął w powietrzu...
Tłum zamarł...
Silny powiew wiatru zstąpił z nieba niczym zjawa, zrzucając ludziom ich głów nakrycia, które poturlały się po placu. Zamęt. Mieszczanie się rozbiegli w poszukiwaniu swych czapek,
Ekstra. „Chrzanić egzekucję, gdzie moja czapka?!”Huh, powiew wiatru miał konsystencję ektoplazmy, dobrze rozumiem?
Coś się zbliżało, coś wkroczyło między mury pałacu. To już czas, ona rzuciła swój czarny cień. Szepty ludzkie zmieszały się z wiatrem, który dudnił o ciemne mury.
Dudniący wiatr. Panie Posępny, przesadzasz pan z tymi efektami specjalnymi...Tak, to ona... Ta, która niesie ze sobą ciemność i ciemnotę...
Między mury zamku wkroczyła Ałtoreczka.
Żołnierze mocniej zacisnęli palce na swych broniach.
Mogli to robić odkąd bronie ukończyły piętnasty rok życia.
Ich czarne peleryny zafalowały szybko.
Peleryny miały wmontowany czujnik grozy, wywołujący autofalowanie, czy jak?!

Strażnik uderzył w dzwon po raz szósty i schował się głęboko w mroku.
To znaczy, w jeszcze większym mroku, niż ten, który ogarnął resztę zamku, tak?

Katherine umarła duchem, który został z niej wyrwany przez szpony drapieżnej śmierci. A jej puste ciało drgało niczym pozytywka, która przestawała grać swą melodię.
Uu, coś jej ta chrześcijańska modlitwa nie pomogła, skoro umarła w niej dusza, a zostało ciało. Albo może święty Piotr coś pomieszał.

„Gdzieś pośród tłumu stał on, z wyciągniętą ku przedzie ręką. Czy to on krzyczał? Czy to on wstał od swego tronu i podążył w moją stronę? To już nie ma żadnego znaczenia. Nić mego życia dłużej mnie nie utrzyma. Spadnę, spadnę w przepaść głęboką a me ciało rozszarpie mrok. Któż stoi przed Tobą? Zrób bliżej jeden krok. Ona chce zapłaty, czy moja dusza jej nie wystarcza, czy ciało także me zabierze? O nie, słońce zaszło… nic już nie widzę, jesteś tam? Jesteś? Rahl…. Rahl! Słyszę, słyszę Twe kroki tuż za mną. Nie, są przede mną. Nie, one są wszędzie! O Boże… one są we mnie.
No i masz, wlazł do niej cały. Ja rozumiem, perwersje i tak dalej – ale żeby w takiej chwili...?

Krzyczę, a nic nie słyszę. Widzę, a przecież powieki me zamknięte są. Patrzę na swe dłonie i dostrzegam w nich Twe pulsujące skronie. Krzyczałam ciszą, biegłam nie ruszając się z miejsca. Twe oczy zagradzają mi drogę… ja… ja wyjść stąd nie mogę!
I nie czuję, jak rymuję!*zamyka oczy, by nie patrzeć na ten bełkot wariata na ciężkich prochach, i w ramach terapii powtarza słowa Poety:*
Tyś na twarz suknem żałobnym nakryty,
Jam zawarł zmysły w okropnej ciemności,
Ty masz związane ręce. ja wolności
Zbywszy mam rozum łańcuchem powity...”
Zaraz… coś widzę, to… Twój szept. Słyszę go coraz bardziej, kiedy w głęboką czerń upadam. Nie ma ścian a się ich podpieram. Szept Twój rzekł abym imię Twe wypowiedziała. Biegłam szybciej a przecież ponownie Cię usłyszałam, tym razem byłeś stanowczy. Nie mogę zaznać spokoju!
*dla pewności zatyka też uszy i krzyczy w desperacji*
„Ty się rozsypiesz prochem w małej chwili,
Ja się nie mogę, stawszy się żywiołem
Wiecznym mych ogniów, rozsypać popiołem...!!!”

to nigdy nie minie ….zaraz…. Darken, tak brzmi przecież Twe imię.
Imię „Posępny” lekiem na całe zło, pardon, na postnarkotyczne wizje? Nieźle...


Uniosła powoli powieki, pierwsze co do niej dotarło to, to, że nie jest już na dziedzińcu a w ciepłym łóżku. Nerwowo się poruszyła. „ Czy ja umarłam?” zapytała „Ładnie tu, ale wątpię, aby tak wyglądał raj” Momentalnie ścisnęło ją w gardle, kiedy ujrzała wiszące na ścianie godło rodziny Rahl. „A jednak wciąż żyję…” opuściła głowę i zakryła dłońmi twarz. Przewijały się jej wszystkie obrazy, kat, dziedziniec, Darken… „To jakiś koszmar” szepnęła pod nosem.
Chcieli zabić – źle. Ocalili – też niedobrze. I jak tu babie dogodzić? :P

Ze strachem odwróciła głowę w bok i zobaczyła go, Rahla Posępnego siedzącego dumnie w czerwonym fotelu. Miał nogę założoną na nogę, a jego władcze dłonie spoczywały splecione na kolanie.
Władcze dłonie narzuciły kolanu tyranię i opodatkowały łydki.

Katherine przełknęła mocniej ślinę.
- Byłaś nieprzytomna kilka dni. – oznajmił bez wyrazu.
Wbrew pozorom, „bez wyrazu” nie znaczy to samo, co „obojętnie”. Serio.

- Heh… – zaśmiała się udawanie – A dziwi Cię to?
- Heh. Mnie już niewiele rzecz dziwi – zaśmiała się Pigmejka histerycznie. I nieudawanie.

- Słyszałam... co to było za miejsce, ja.. ja... myślałam, że umarłam, że... to Ty kazałeś powstrzymać kata? - zapytała niepewnie.
- Zaszła pomyłka. - odpowiedział obojętnym tonem.(...)
Darken momentalnie ścisnął jej podbródek i pocałował, mocno przylegając do kobiety swym całym ciałem.
- Jak już powiedziałem… - odessał się od niej łapiąc oddech i zmierzył od góry do dołu głodnym spojrzeniem
...i odklejając kolejne macki. Cthulhu zbereźny się znalazł.

– Zostaniesz moją żoną.

18 komentarzy:

Goma pisze...

Zanim przeczytam analizę (bo chcę sobie przypomnieć archiwum) chciałam podziękować za dwie analizy - dziękuję! Jak przeczytam to wrócę Was wielbić w następnym komentarzu ^^

Anonimowy pisze...

Nie dość, że dwie świetne analizy w jednym odcinku, to w dodatku analizy najbardziej odjechanych tekstów.

Obawiam się, że w głowie poprzewraca mi się ze szczęścia.

Scena trucia oparami rtęci (z jednego termometru!) przeszła wszystko, co podsuwa najbardziej zdegenerowana wyobraźnia.


jasza

Anonimowy pisze...

Analiza na dobry początek dnia :) Musiałabym zacytować połowę, żeby wymienić fragmenty, które mnie rozbawiły do łez. Sama nie wiem, co lepsze - rtęciowy Kapelusznik czy Posępny Rahl...

(Tak sie przy okazji zastanawiam: najszłyście gdzieś w sieci blogaski o 'Avatarze' Camerona? To by mogło być ciekawe... *wyrusza na poszukiwania*)

Nadira

kura z biura pisze...

O Boru zielony, umarłam. O ile opko o Alicji ssie straszliwie, o tyle przy Rahlu wyłam ze śmiechu na cały głos. Rahl pytający tego, jak mu tam, kiedy ostatnio dupcył... i dający mu więźnia w prezencie.. łoboru!

Gryfin pisze...

Nie wyprodukuję od siebie zbyt wiele, bo oczy bolą (przybrały pochmurny wyraz i ciskają piorunami), coś ostatnio dzieje się z moimi nerwami (to przez autoreczki pewnie). Pomysł świetny, a wykonanie... c'est au poil.
Dzisiejszy true win:
"Tak, to ona... Ta, która niesie ze sobą ciemność i ciemnotę...
Między mury zamku wkroczyła Ałtoreczka."

Kłaniam się w pas, mocium Pani Pigmejko i Kalevatar(ko; nie jestem pewien, czy nick się odmienia).

Gryfin pisze...

C'est au poil w znaczeniu "idealne", bo ktoś jeszcze pomyśli, że "do włosów" *kwiiiik*
xD

Psyche pisze...

Wy potraficie dogodzić wszystkim czytelnikom. xD
Och, jak ja się tej analizy doczekać nie mogłam. Wasze komentarze do rtęciowego kapelusznika pozwoliły mi spojrzeć na cały ten tffór z zupełnie innej perspektywy. Te intrygi, spiski, knowania, prowokacje… och. Cudne po prostu!
Ogólnie rzecz ujmując dziś mieliśmy okazję zapoznać się z dwiema odmianami kiczu- kiczu lukrowo-patetycznym, drugi zaś w nieco ciemniejszym tonie- kicz mhrroczno- groźny, wywołujący uśmiech politowania. To było bardzo pouczające oświadczenie.
Dziękuję Wam

Anonimowy pisze...

Jestem Waszą wielką fanką. Buhaha jak zwykle padłam ze śmiechu czytając to. Jesteście niesamowite! Wysłałam kiedyś na e-mail bloga propozycje do analizy pewnego strasznie dennego bloga. Więc jeżeli historia o Alicji jest strasznie lukrowanym kicze to co powiecie na ten? www.sasoridei-yaoi.blog.onet.pl Hah to jest dopiero beznadziejne i autorka strasznie dziwna.
Pozdrawiam Zuza

Anonimowy pisze...

o Bożeno, o Maciusiu... to przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Rahl - klasyka, wiadomo, że miazga, ale Alicja... mamusiu, przytul, ona [ałtoreczka] skrzywdziła jedną z moich ulubionych książek... scena trucia oparami z termometu rulez :D
jesteście genialne. nie wiem, skąd bierze się wam wena na TAKIE analizy, ale oby było jej jak najwięcej.

p,
violett

Wujek pisze...

Nadira, droga moja pierwsza mamo patologiczna, jak już wspominałem niegdyś wolałbym ujrzeć jakiś wiedźmiński blogasek, a wiem, że takie istnieją i (niestety) mają się całkiem dobrze :P

Co do analizy - nie ma co wiele mówić. Świetna jak zwykle, powrót do Rahla bardzo udany, były takie momenty, że siostra siedząca nieopodal (:D) zadawała oburzone pytanie "CO?" jako reakcja na mój śmiech.

Wujek Bolo.

psyence pisze...

ja ...ja..... ja już nie wiem gdzie jestem @.@

Sharik pisze...

"Chyba, że Kapelusznik ma „kondycję” anemicznego trzynastoletniego prawiczka."
Zastanawiam się skąd ta wiedza u Pigmejki. XD

Anonimowy pisze...

Nie wiem, co było gorsze - gwałt na Lewisowskiej Alicji czy ten bełkot o Ponurym, który niezaspokojonym podwładnym rozdaje dupy do wyżycia się. Naprawdę nie wiem.
Wiem za to, że w połączeniu ta analiza była wspaniała i bolesna. Te aŁtoreczki naprawdę istnieją czy to jakaś zmowa analizatorów, by przerazić czytelników?
(No wiem, wiem, te aŁtoreczki naprawdę istnieją, moje pytanie to mechanizm obronny.)
Analiza/analizy - cudne :)

Ome

Anonimowy pisze...

Tfu, z wrażenia chwyciłam się imienia zamiast nazwiska. Gwałt na Carrollowskiej Alicji, rzecz jasna.
Tak czy inaczej - gwałt na literaturze za pomocą fiku do filmu. Ależ awangarda, niech się aŁtoreczce za karę Rahl zanalizowanej koleżanki po grafomaństwie przyśni.

Ome

Anonimowy pisze...

Czytając analizę o Alicji doszłam do wniosku że mniej więcej w taki sposób rodzice opowiadają swoim kilkuletnim dzieciom bajki przed snem. Po prostu masakra i karambol^^

Chika

Anonimowy pisze...

Uwielbiam Wasze wszystkie analizy, ale te z Miecza Prawdy mnie rozwalają. Zauważyłam też, że ałtoreczki nie są zgodne jeśli chodzi o kolor oczu Rahla... Raz ma zielone, raz czarne, a tu niebieskie... Eh...

Feanoriel pisze...

Odświeżam, ale nie mogę się powstrzymać...

"BIAŁA KRÓLOWA :
- dokąd chcesz iść skoro nie znasz drogi"

No jak to gdzie? Do Mordoru oczywiście! :D

Kuba Grom pisze...

Ej, ale rtęć ma zapach.