czwartek, 1 kwietnia 2010

Tęczowy Miłosny Promień Zagłady, czyli ostatni Dodatek Specjalny

Witajcie!
Uff... to już ostatni raz. Ostatni raz przedstawiamy Wam, jak bardzo złym dzieUem jest „Saga Zmierzch” pani Meyer. W tej odsłonie Bella jako nowo narodzona wampirzyca zmienia kolor oczu z czerwonych na czerwone i ogląda samą siebie w slow motion, zaś Edward drży o swą zajebistość oraz ujawnia, że w rzeczywistości jest bogiem tentacli, czyli Latającym Potworem Spaghetti.
(Obiecujemy przez najbliższe dwa miesiące nawet kijem nie tknąć niczego, co choćby z daleka czuć wampirami. Trrrrauma...)
A teraz – czytać! :)
Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.


S. Meyer, Przed świtem, tłum. J. Urban, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2009.

Uzmysłowiłam sobie, że tulę się do swojego ukochanego w sposób, którego przy ludziach byłoby grzeczniej się wystrzegać Zrobiło mi się głupio. Czekałam, aż się zaczerwienię i wszystko się wyda. Ale potem uświadomiłam sobie, że już nigdy nie dostanę rumieńców. Co za ulga! Może to miało ochronić Edwarda przed poznaniem prawdy.Prawdy o czym? Że jego żona się czegoś wstydzi? To już nawet tego Belli nie wolno?

Alice zdążyła już wrócić, dźwigając olbrzymie lustro w złoconej ramie z pokoju Rosalie, niemal dwa razy od siebie wyższe i kilka razy szersze.
Bella po przemianie nabrała gabarytów słonicy afrykańskiej i w normalnej wielkości lustrze już się nie mieści? A tak w ogóle Alice to chyba Inspektor Gadżet, skoro dała radę chwycić jakoś tak wielką taflę szkła.

Wiedziałam, że [Jasper] bezustannie śledzi moje nastroje, musiał więc zarejestrować, że zobaczywszy go w pełnej krasie po raz pierwszy, przeżyłam szok. Dla niedoskonałego ludzkiego oka blizny, jakie mu pozostały po latach dowodzenia oddziałami nowo narodzonych w czasie wojen na południu kontynentu, były w większości niewidoczne.(...) Teraz, widząc o wiele lepiej niż człowiek, odkryłam, że składa się głównie z blizn.Bo może to był Potwór Frankensteina po zdjęciu szwów?
Albo Michael Jackson po tysiącu pięciuset swoich operacji plastycznych?

Od jego okaleczonej szyi i żuchwy nie mo
żna było oderwać wzroku – a chociaż był wampirem, trudno było uwierzyć, że przeżył tyle ataków na swoje gardło.(...) Ile wampirów próbowało go zabić? Setki? Tysiące? Tyle samo, co zginęło, próbując to zrobić.Tysiące blizn? Hmm, czy w takim razie pod nimi wszystkimi było jeszcze miejsce na twarz i w ogóle ciało? A w ogóle, fajnie, że wampiry mają niewidzialne blizny – skoro było ich tyle, a normalny człowiek ich nie widział.

Edward nieźle mnie ochrzanił za to, że nie dopilnowałam, żebyś zobaczyła swoje odbicie przed ślubem – odezwała się Alice,
Czyżby Edward sugerował,że aż do ślubu Bella w ogóle nie używała lustra? Cóż, sądząc po ubiorach, jakie preferowała – mógł mieć rację.

Ich przekomarzania ledwie do mnie docierały. Osoba, którą zobaczyłam w lustrze, była o stokroć ciekawsza od jakichkolwiek słownych potyczek.
Oczywiście, wszak byłaś nią najprzezajebistsza Ty, Bello.
(Ile jeszcze Marysiek Zuzanek nie potrafi rozpoznać swojego odbicia w lustrze? =.=)

Stała z gracją baletnicy.To znaczy, wygięta nienaturalnie i z jedną nogą zadartą wysoko do góry?

Czy to miałam by
ć ja? Nie potrafiłam w jej idealnych rysach doszukać się niczego znajomego.Może to lustro zostało opętane przez złego demona, który zaraz zrobi jej coś strasznego, jak ten z filmu „Lustra”?
Dałby Bór...


I te oczy! Niby wiedziałam, czego się spodziewać, ale i tak przeszły mnie ciarki.
No, co z nimi? Uaktywnił jej się Sharingan?

Pocieszył mnie Edward. – Zwierzęca krew zmienia ich barwę szybciej niż ludzka. Najpierw zrobią się bursztynowe, a później złote.Zaraz, przecież „złe” wampiry miały czerwone oczy. To znaczy, że krew ludzka zmienia barwę oczu z czerwonej na... czerwoną? :P
Czyli te wampirze oczy działają jak kontrolki poziomu paliwa w samochodzie? Pewnie nawet mrugają, gdy krwiopijca „jedzie na oparach”. ^^

Miałam paradować z takimi potwornymi tęczówkami przez kilku miesięcy?!
Och , straszne... Pojechałabyś może na jakiś zlot gotów żeby zobaczyć, jak wyglądają prawdziwie potworne tęczówki...

Jasper zastanawia się, jak ty to robisz.
Co takiego?
Jak udaje ci się tak świetnie kontrolować swoje emocje – wyjaśnił partner Alice. – Nigdy jeszcze nie wiedziałem, żeby nowo narodzony potrafił zatrzymać się w połowie drogi. Zdenerwowałaś się, ale kiedy zauważyłaś, że zaczęliśmy mieć się przed tobą na baczności, pohamowałaś się i uspokoiłaś. Byłem gotowy ci pomóc, ale wcale mnie nie potrzebowałaś.A w ogóle, to jesteś zajebista.
Jasne. Podpiszesz mi się na podkoszulku, o boska?

Czy to źle?
Zamarłam w oczekiwaniu na wyrok.
- Tak. Jesteś zbyt zajebista. Jesteś tak przezajebista, że Edward w całej swej wszechogarniającej zajebistości czuje się zagrożony. Musisz zginąć.

Powiedz nam lepiej, jak się sobie podobasz – zabrała głos Alice.
Czy ja wiem... – bąknęłam, nie chcąc się przyznać, jak bardzo mnie ten widok przerażał. Znowu spróbowałam doszukać się w tej obcej kobiecie o oczach monstrum czegoś ze starej siebie.Przy okazji zmiany w wampira zrobili jej operację plastyczną twarzy? o.O
- Widzisz, Alice? Zrobiła mi się taka dziwna narośl na środku twarzy.
Chwila pełnego zażenowania milczenia.
- Bello... to twój nos.
(Niech no tylko Bella wbije się w dres i obwiąże łeb chustką, zaraz jej się polepszy.)

Na razie nie padały żadne zło
śliwe komentarze, ale Emmett już raz zachichotał, gdybym popełniła jakiś ąd, pewnie zacząłby się tarzać ze śmiechu po podłodze. A potem zapoczątkowałby serię dowcipów o najbardziej fajtłapowatej wampirzycy na świecie...
Jak na ponadstuletniego starca przystało.

Bo kiedy leżałam półprzytomna, Alice ubrała mnie w sukienkę. I to jaką sukienkę! Obcisłą, z lśniącego bladobłękitnego jedwabiu, która nie pasowała ani do skoków przez okno, ani do krwawych polowań.
Pani Meyer najwyraźniej nie zna powiedzenia „znaj proporcjum, mocium panie”. Żarty o paniusiach chodzących po górach w szpilkach też, jak widać, do niej nie dotarły. :/

[Bella jest na swoim pierwszym polowaniu]
Tak na wszelki wypadek, postanowiłam wziąć rozbieg dwukrotnie od niego dłuższy. Ustawiwszy się w odpowiednim miejscu, wzięłam głęboki wdech. Znowu się stresowałam. Jednak już nie tym, że się przewrócę albo pokiereszuję. Teraz, dla odmiany, martwiłam się raczej, że niepotrzebnie złamię kilka drzew.Bella Wyrwidąb Cullen.

Trochę to trwało, ale w końcu ją poczułam – kryjącą się w moich kończynach ogromną, niepojętą siłę. Nagle zyskałam pewność, że gdybym tylko zapragnęła wykopać pod rzeką tunel – czy to przegryzając się przez skały, czy to miażdżąc je własnymi dłońmi nie zabrałoby mi to aż tak wiele czasu.I wszystko jasne. Bella nie zamieniła w wampira, a w krasnala jaskiniowego, Mierzwę Grzebaczka z powieści Eoina Colfera o Artemisie Fowlu. Krasnale jaskiniowe „wzorem niektórych przedstawicieli rodziny gadów potrafią rozewrzeć stawy szczękowe, co pozwala im pożerać kilka kilogramów gruntu na sekundę. Wchłonięty surowiec zostaje poddany nadzwyczaj sprawnej przemianie materii i... jakby to powiedzieć... wydalony z drugiego końca.”
Zwłaszcza to imię jak ulał pasuje do Belli – a najbardziej do mojego o niej mniemania.
Zastanawiam się na co, do jasnej i niepojętej, potrzebna jest wampirom aż taka siła. Dla szpanu?

Nieograniczana ju
ż przez ciasną spódnicę, jednym susem znalazłam się przy brzegu. Zajęło mi to zaledwie osiemdziesiątą czwartą część sekundy, ale i tak moje oczy zdążyły zarejestrować, gdzie znajdował się ów płaski, stabilny kamień, którego użył Edward. W tym samym czasie mój mózg wyliczył, jak odbić się od niego prawą stopą, aby moje ciało wystrzeliło w powietrze.
Ciekawe, czy potrafi też obejrzeć samą siebie na replayu – albo w slow motion.

(...) ten pięćdziesięciometrowy dystans tak właściwie to był dla mnie pikuś...Też mi wyczyn. Byle wiewiórka latająca potrafi skoczyć na odległość od 50 do 80 metrów. Może więc Bella nie jest ani Wyrwidębem, ani krasnalem, a wygląda mniej więcej tak?

Sekunda i już byłam po drugiej stronie. (...) Wystarczyło sięgnąć do najdogodniej położonej gałęzi i złapać ją pewnie jedną ręką – zawisłam na niej przez i chwilę, po czym puściłam ją bez lęku i wylądowałam na palcach na szerokim konarze świerku, gdzie od ziemi dzieliło mnie nadal dobre pięć metrów Po prostu rewelacja!FRUUU!!!

Właśnie tam – potwierdził z zadowoleniem. – A teraz... Poczekaj tylko, aż znowu powieje wiatr... Co rejestruje twój węch?
Głównie jego samego – ową dziwną mieszankę kojarzącą mi się z nagrzanymi słońcem kwiatami bzu. Ale również kryjącą się pod korą iglaków żywicę, orzeźwiające, wielopiętrowe wonie mchu i ściółki, czy wręcz orzechowy zapach kulących się w korzeniach drzew drobnych gryzoni...Orzechowy zapach gryzoni? To by potwierdzało tezę wegetarian, że jesteśmy tym, co jemy.
Nie chcecie być zaatakowani przez wampira? Jedzcie dużo marchewki!
(A w ogóle to co to za las, że mech ma tam kilka metrów? O.o)

A ten zapach obok? Musiał należeć do tamtych ciepłokrwistych, chłepczących stworzeń.(...)
I co teraz?
A na co masz ochotę?
Zastanowiłam się nad tym, nie przestając ani węszyć, ani nasłuchiwać. Mój umysł zalała kolejna fala nieugaszonego pragnieniu i nagle zwierzęcy odór znad strumienia wydał mi się całkiem znośny.
Ten zachwyt nad „odorem” nawet jakoś mnie nie dziwi. Skoro wcześniej jarała się kurzem...


[Bella powstrzymała się przed rzuceniem się na człowieka]
– Nie powinna
ś być w stanie zrobić żadnej z tych rzeczy [mówi Edward.] Nie powinnaś być taka... taka rozsądna. Nie powinnaś być w stanie stać tutaj ze mną i o tym wszystkim spokojnie rozmawiać. A przede wszystkim (...) nie powinnaś była być w stanie przerwać w połowie polowania, kiedy w powietrzu unosił się zapach ludzkiej krwi. Nawet dojrzałe wampiry mają z tym trudności – jesteśmy zawsze bardzo ostrożni, żeby nie wystawić się na pokuszenie. Bello, zachowujesz się tak, jakbyś była wampirem od dobrych kilku dziesięcioleci, a nie od kilku godzin.
Dla mnie to całkowicie jasne. To pierwsza, żelazna zasada tworzenia Mary Sue: coś, co dla wszystkich innych jest problemem nie do przejścia (i jedynym kosztem zdobycia niewyobrażalnych supermocy), nigdy i nigdzie nie dotyczy Mary Sue.

Ale ciągle cię pragnę.
Zamrugał zaskoczony.
Jak możesz się w ogóle na tyle skoncentrować, żeby myśleć o czymś takim? Czy nie jesteś niewyobrażalnie spragniona?Jak to kiedyś powiedział mój nauczyciel: „Ona jest na głodzie, ale... innym!”

[Bella poluje na pumy]
Jego pazury mogłyby być równie dobrze głaszczącymi mnie palcami, biorąc pod uwagę, jak moja skóra odbierała ich wysiłki. Jego kły nie były w stanie nawet jej zadrasnąć, choć próbowały i na moim barku, i na szyi. Jego ciężar w ogóle nie dawał się we znaki. Stawiał opór, ale w porównaniu z siłą moich mięśni jego starania wydały się wręcz żałosne.Skoro pazury i kły pumy nic nie zrobią twardemu jak skała wampirowi, to kołek też pewnie nie na wiele się zda?"
*ze smutkiem chowa zaostrzone drewienko do szuflady*

Hmm... ale taki stary, dobry pocisk z moździerza powinien już coś zdziałać.^^

W pobliżu nie ma już żadnej pumy, prawda?
Ale jeleniowatych mamy ci pod dostatkiem.
Skrzywiłam się.
Nie pachną tak fajnie, jak ten kot.
To dlatego, że są roślinożerne – wytłumaczył. – Mięsożercy bardziej przypominają zapachem ludzi.
Naprawdę nie wiem, jakich ludzi Edward wąchał do tej pory, ale gdy przypominam sobie zapach dochodzący z klatek drapieżników w zoo dochodzę do wniosku, że obracał się w bardzo ciekawym towarzystwie.

Czułam się taka pełna! Chyba coś nawet we mnie chlupotało. Nie byłam pewna, ile jeszcze płynu pomieściłoby moje ciało. Tymczasem ogień w gardle wciąż się tlił. Cóż, uprzedzano mnie, że pragnienie to stały element wampirze egzystencji. Było warto je znosić, by móc wieść takie życie.Jakie? Polegające na skakaniu między drzewami, zachwycaniu się kurzem i zabijaniu zwierząt ZAGROŻONYCH KURWA WYGINIĘCIEM?!
Nie zapominaj o chodzeniu przez sto lat do szkoły.

[Edward] Splótłszy mi ręce za plecami na wysokości mojej talii, przytulił mnie mocno do siebie i zaczął namiętnie całować. Kiedyś jego wargi zdawały się być z marmuru, a moje, wtulając się w ich twardość, zmieniały znacznie kształt – teraz jego usta w dotyku były miękkie, a moje nie musiały się im poddawać.To znaczy, że wcześniej po buzi-buzi miała wgniecenia w twarzy? O.o
To znaczy że teraz nie całują się, a stukają się wargami. To z pewnością bardzo podniecające.

Tak jak za pierwszym razem, zaraz po tym, jak się ocknęłam, odniosłam wrażenie, że skóra Edwarda, jego wargi, jego dłonie wnikają w głąb mnie aż po same kości. że dotykają samej mojej duszy.Bella ma duszę w kościach?
Tak. I szpik się nazywa.
A Edward pieścił ją czy dokonywał na niej wiwisekcji?

Nigdy nie podejrzewałam,
że to możliwe, bym mogła kochać go jeszcze bardziej. Mój stary umysł nie byłby zdolny poradzić sobie z taką ilością miłości.
Wiesz, słonko, umysły można aktualizować, tak jak windowsy. Nazywamy to „nauką”.

Może to właśnie tę część mnie moja przemiana miała uwydatnić. (...) Pewnie nigdy nie miałam rozwinąć w sobie tak wyjątkowych, fascynujących talentów, jak Edward, Alice czy Jasper. Pewnie miałam po prostu kochać Edwarda bardziej, niż ktokolwiek w historii kochał drugą osobę.
Mogłam z tym żyć.Tak, Bello – teraz jesteś jeszcze bardziej zniewolona (czyt. ubezwłasnowolniona) niż wcześniej.
Ale główna bohaterka musi przecież posiadać supermoce! Najwyraźniej Bella przemieniła się po prostu w Troskliwego Misia – teraz gdy jej Tru Loffowi grozić będzie niebezpieczeństwo, z jej piersi wystrzeli Tęczowy Miłosny Promień Zagłady©
Sam Edward był jak ktoś inny. Tamten, którego znałam, nie całował mnie z taką pasją, z takim zapamiętaniem. Spróbowałam mu dorównać i zanim się obejrzałam, leżeliśmy już na ziemi. Zaśmiał się pode mną.
Przepraszam – powiedziałam. – To nienaumyślnie. Nic ci nie jest?
Pogłaskał mnie po twarzy.
Jeśli o mnie chodzi, możesz tak częściej.
BIJ MNIE, KRZYWDŹ, MNIE, RZUCAJ MNĄ O PODŁOGĘ!!!

[Belli wreszcie przypomina się, że ma dziecko]
Ile jest w niej z ciebie? A ile ze mnie? To znaczy, za starej mnie.
Chyba wyszło tak pół na pół.
Prawa połowa jest żywą kobietą, lewa – iskrzącym wampirem? O.o

Jest ciepła i płynie w niej krew – zaczęłam wyliczać.
Tak. Bije jej serce, tyle że trochę szybciej niż u zwykłych ludzi. Ma też odrobinę wyższą
temperaturę, niż przewiduje norma. I sypia.Zważywszy na powyższy opis i na to, że Carlisle uznał, że dziecko ma 24 chromosomy, stwierdzam, że ten dzieciak rzeczywiście MUSI być szympansem.

Jej skóra wydaje się równie niezniszczalna, jak nasza.
Życzę powodzenia, gdy dzieciaka trzeba będzie zaszczepić albo pobrać mu krew do badań.

Jej dieta... cóż, preferuje krew. Carlisle próbuje ją w kółko przekonać do mleka modyfikowanego, ale mała wyraźnie za nim nie przepada. (...)
Próbuje ją przekonać? – powtórzyłam.
Zabrzmiało to tak, jakby Carlisle toczył z nią długie dysputy.Phi. Mnie też mama przekonywała. Np. tak: „Leeeeci samolocik, leeeeci...”

Jak na swój wiek już jest zaskakująco pojętna, a do tego rozwija się w oszałamiającym tempie. Nie potrafi jeszcze mówić – podkreślam tu to „jeszcze” – ale porozumiewa się z nami bez większych problemów.
Dwudniowe dziecko? Nie potrafi mówić? Jeszcze? Zwolnił trochę, żeby łatwiej było mi to wszystko ogarnąć.
Sądzę, że najprościej będzie, jeśli sama ci to zademonstruje. Nie za bardzo wiem, jak to
opisać.
Komunikuje się ze światem za pomocą fal zajebistości, jakie przesyła do otoczenia.Kolejne żelazne prawo tworzenia Mary Sue, właściwie pochodne pierwszego: jakiekolwiek przejawy prozy życia nigdy i nigdzie nie dotyczą Mary Sue.
Naprawdę łudziliście się, że tak zajebista Bella-Mierzwa-Wyrwidąb-Cullen zagrzebie się teraz w kupkach i zupkach?

W miejscu, w którym z trawnikiem Cullenów stykał się las, stał Jacob. (...)
Jacob, nie szarżuj – powiedział Edward z troską. (...) – To chyba nie jest najlepsza metoda...
A jaka jest niby lepsza? – przerwał mu Jacob. – Dopuścić ją od razu do małej? Bezpieczniej będzie najpierw przeprowadzić eksperyment z moim udziałem. Na mnie przynajmniej wszystko szybko się goi.
A więc to był test? Na sprawdzenie, czy uda mi się powstrzymać przed zabiciem Jacoba, zanim będę mogła spróbować nie zabić Renesmee? Zrobiło mi się niedobrze, ale w bardzo dziwny sposób – to nie w żądku zebrało mi się na wymioty, tylko w głowieRzygnie uszami?
(To pewnie głodujący mózgojad próbuje się ewakuować.)


Ale co ten Jacob wyprawiał? Dlaczego narażał życie, żeby zyskać pewność, że nic nie grozi Renesmee? To nie miało dla mnie sensu. I nie miałoby go, nawet gdyby nasza przyjaźń przetrwała przemianę...
A nie przetrwała, tak? Cóż, przypuszczam że jako wampirzyca nie może bratać się z plebsem. Choć wspominając te przejmujące przemyślenia Jacoba... jakoś się nie dziwię.

Zza pleców Jacoba wychyliła się istotka trzymana przez Rosalie na rękach.(...) Oczka koloru mlecznej czekolady patrzyły na mnie z zaintrygowaniem, w którym bynajmniej nie było nic dziecięcego – było to świadome, inteligentne spojrzenie dorosłej osoby.Tak, pomiędzy karmieniem a przewijaniem pisała już rozprawy naukowe.

[Edward opowiada o polowaniu Belli]
Czekaj – zdziwił się Jasper – to Bella nie zapolowała na tych ludzi?
Z początku miała taki zamiar – odpowiedział mu Edward, najwyraźniej świetnie się bawiąc. Zazgrzytałam zębami. – Kiedy złapała trop, pognała do nich, aż się kurzyło.
I co się źniej stało? – spytał Carlisle z rosnącym podekscytowaniem.(...)
Edward nachylił się ku niemu, ucieszony, że nareszcie będzie mógł się mną pochwalić.No, nareszcie! Bo do tej pory to aż wstyd się było do niej przyznać...
- To jeszcze nic, zaraz wam pokażę, jak Bella fajnie aportuje!

- A dołożyłaś mu [Edwardowi]przy okazji z kilka razy? – Ożywił się Emmett.
Skąd! Jasne, że nie.(...)
Ech! – jęknął. – Jaka szkoda. Jesteś chyba jedyną osobą na świecie, która mogłaby spuścić mu manto – tylko ty jesteś w stanie go zaskoczyć, bo nie może ci czytać w myślach
Skoro Edzio do tej pory miał do czynienia tylko z przeciwnikami starannie analizującymi w myślach każdy następny ruch...

[Renesmee prezentuje swoje „supermoce”]
Spojrzała na mnie i znowu się uśmiechnęła,(...)A potem, z pełną premedytacją, dotknęła mojej twarzy.
(...) w moim umyśle pojawiła się znienacka bardzo realistyczna i niepokojąca wizja.(...) coś z nią było nie tak – owszem, rozpoznawałam swoją twarz, swoją starą twarz, ale pamięć podpowiadała mi, że nie zgadza się w niej wiele drobnych szczegółów. Uzmysłowiłam sobie jednak szybko, że patrzyłam na siebie tak, jak postrzegali mnie inni – widziałam siebie, jaką byłam naprawdę, a nie swoje lustrzane odbicie.To znaczy, że lustra kłamią? O.O
I dlatego Bella z nich nie korzysta. :D

W owej wizji byłam wychudzona i umęczona, czoło lśniło mi z potu, a buzię miałam umazaną krwią, ale mimo tego uśmiechałam się błogo, a moje brązowe oczy, choć potwornie podkrążone, wpatrywały się w „obiektyw kamery” z uwielbieniem.(...) Renesmee odjęła rączkę od mojego policzka. (...)
Co... co to było? – udało mi się wykrztusić.
Co zobaczyłaś? – spytała mnie zaciekawiona Rosalie, (...)– Co ci pokazała?
To ona mi to pokazała?!
Mówiłem ci, że trudno to opisać – szepnął mi Edward do ucha. Ale najważniejsze, że to działa i Renesmee może się z nami porozumiewać.Że tak sparafrazuję prawo Murphy’ego: Jeśli działa, ale jest głupie, to mimo wszystko wciąż pozostaje głupie.
Podsumujmy: dzieciak ma moc, by za pomocą dotknięcia wywołać w kobiecie superrealistyczną wizję chwili, kiedy wyglądała jak coś, co kot przywlókł ze śmietnika. No zaaajebiste – ale ma jakieś praktyczne zastosowanie?

Widziała cię tylko ten jeden jedyny raz – wyjaśnił mi Edward (...) – Chciała dać ci znać, że wie, kim jesteś. Tak po swojemu się z tobą przywitała.
Och... Bello, pamiętaj – bez tapety i pełnego rynsztunku przy dzieciaku ani rusz, bo zapamięta i ci to wytknie w najmniej odpowiednim momencie. ;)

[Bella o Jacobie]
Co takiego wydarzyło się podczas mojej przemiany – przemiany w coś, czego nienawidził – że istotka, którą wcześniej miał za mordercze monstrum, stała się z dnia na dzień jego oczkiem w głowie? Zastanawiałam się nad tym, obserwując, jak patrzy na moją córkę i nagle zdałam sobie sprawę, w jaki sposób on na nią patrzył. Jak ktoś, kto poza nią nie widzi świata... (...)
Jak śmiałeś wpoić sobie moją córkę*?! Zupełnie ci odbiło?!I tak pojawia się nam, drodzy Państwo, uroczy motyw pedofilii.
*postać Jacoba jest sponsorowana przez tajemniczego donatora ze Szwajcarii, Romana P.

A potem rzuciłam mu się do gardła.
Kurde. Najpierw swój obłęd na punkcie pożerającego ją płodu tłumaczy chłopakowi, że jak przeżyje to swoje „wpojenie”, to zrozumie – a kiedy już je przeżył, próbuje go zamordować. :/

(...)
– Bella, nie przejmuj si
ę tym tyle – przerwał mi. – Naprawdę, nic takiego się nie stało.
A Edward oznajmił jednocześnie:
Bello, skarbie, nikt nie ma ci tego za złe. I tak bardzo dobrze sobie radzisz.Prawie rozerwałaś gardła dwóm swoim przyjaciołom, ale bez kitu, jest naprawdę spoko.

Dobrze, że Ness... Renesmee nie ma w ślinie żadnego trującego jadu, skoro w kółko Jake’a podgryza – zauważył Seth.
Opuściłam ręce.
Podgryza go?
Non stop. Jeśli tylko on albo Rose dostatecznie szybko nie podsuwają jej czegoś do jedzenia, a raczej do picia. Rose uważa, ze to strasznie zabawne.Heh... ząbkowanie jako coś niezwykłego? O tym jeszcze nie słyszałam...

[Alice pokazuje Belli „prezent”]
Przed nami, na niewielkiej polanie, stał kamienny domek, lawendowo-szary w słabym świetle gwiazd.(...) Pod ciemnymi, głęboko osadzonymi oknami, w ogródeczku wielkości chustki do nosa, kwitły późne róże.
To znaczy, jedna róża, tak? Bo wątpię, aby więcej się zmieściło na chustce.
Sądząc po rozmiarach, to raczej taki ogródek zen...

Esme pomyślała sobie, że pewnie ucieszylibyśmy się, mogąc mieszkać tylko we troje – wyjaśnił Edward – ale nie chciała też, żeby dzieliła nas od nich jakaś wielka odległość.Tak, członkowie sekty muszą się trzymać razem... Mwehehehe.

Poza tym, każda wymówka jest dla niej dobra, żeby móc odrestaurować kolejny budynek. Ten domek stał w ruinie przez co najmniej sto lat.
Gapiłam się na swój prezent z ustami rozdziawionymi jak ryba.
Nie podoba ci się? – Alice zrzedła mina. – Pamiętaj, że jeśli tylko chcesz, możemy go kompletnie przerobić. Emmett na przykład aż się rwał, żeby powiększyć go o kilkaset metrów, nadbudować piętro, wstawić kolumny przy ganku, a na rogu walnąć wieżę,Tak właśnie wygląda odrestaurowywanie zabytkowych budynków, proszę Państwa.
Znając gust i wyczucie Alice aż dziw bierze, że nie ulokowali ich w zamku Neuschwanstein. =.=”

Pokój wygl
ądał jak przeniesiony żywcem z ilustracji w książce dla dzieci.(...)W pękatym kominku przechodzącym płynnie w komin dogasał powoli ogień. Napalono w nim drewnem wyrzuconym przez morze – drobne płomienie mieniły się od soli odcieniami zieleni i błękitu.Równie dobrze mógł być to objaw ulatniającego się skądś gazu, ale kto by się tym przejmował.

Pomieszczenie umeblowano eklektycznie, ale ze smakiem, tak że wszystko tworzyło harmonijną całość,(...) Jedno z krzeseł, na przykład, wyglądało całkiem średniowiecznie [to znaczy wyglądało w ten sposób?] , niska otomana przy kominku była prawie że współczesna, a wypełniona książkami biblioteczka w tyle pod oknem kojarzyła mi się z filmami dziejącymi się we Włoszech.Zaiste, sam smak i styl. Może Bella po prostu trafiła do gustownie urządzonego antykwariatu?

W tym miejscu ka
żdy uwierzyłby w czary i nikt nie zdziwiłby się, gdyby do środka weszła Królewna Śnieżka z jabłkiem w dłoni albo gdyby jednorożec w ogródku obgryzał pączki róż. Edward upierał się zawsze, że jest postacią z horrorów, ale ja widziałam oczywiście, że to bzdura. To tutaj przynależał. Do mojego domku z bajki. A teraz i ja byłam w tej bajce razem z nim.Bzdura. NIE ma i nigdy nie było tak kiczowatej bajki.
To oczywiste, że Edward jest disneyowską królewną i jak ulał pasuje do różowych jednorożców i innych rzeczy, od których haft sam pcha się na usta. Trąbiłyśmy o tym już od pierwszego tomu, pani Meyer.

przeciwległa ściana składała się głównie z szerokich szklanych drzwi wychodzących na niewidoczny sprzed domu ogródeczek: okrągłe oczko wodne wśród pnących róż, gładkie jak lustro i okolone lśniącymi kamieniami – maleńki kawałek oceanu tylko dla nas.Pamiętajcie – w każdej kałuży kryje się odrobina oceanu.
W nagłym porywie namiętności [Edward] przyciągnął moją twarz do swojej, a z jego ust dobył się cichy jęk. Na ten dźwięk przeszywające mnie prądy rozpętały w moim wnętrzu prawdziwą burzę.Za dużo fasoli – takie są potem efekty... :P

Nasz drugi miesiąc miodowy nie przypominał pierwszego.(...)Tak się wtedy paliłam do pozostania człowiekiem! Tylko po to, by pobyć śmiertelną przy Edwardzie choć odrobinę dłużej, bo od strony fizycznej po mojej przemianie nasz związek już nigdy nie miał być taki sam.
Po dniu takim jak dzisiejszy powinnam się była domyślić, na czym miała polegać ta różnica. Powinnam się była domyślić, że będzie nam ze sobą jeszcze lepiej.Ależ, Wasza Zajebistość, nikt nie śmie w to wątpić.
Swoją drogą, ciekawe, na czym ma polegać ta „lepszość”, skoro wampirzyce podobno nie mają... „właściwości” typowych dla ziemskich kobiet?
Magia żeli Durex Play...

Albo to ten romantyczny łomot uderzających o siebie marmurowych ciał? Pewnie gdyby mieszkali w górach, od samych odgłosów ich seksu schodziłyby lawiny.

Na języku czułam jego czysty, wyrazisty zapach, a pod opuszkami palców niewiarygodną jedwabistość jego marmurowej skóry.„Jedwabistość marmurowej skóry” i oto mamy wyjaśnioną tajemnicę Kamiennego Jedwabiu®.
Aaa, to wtedy Snape owijał się skalpem zdartym z Edwarda? Choć trudno w to uwierzyć, Kamiennojedwabny Snape stał się z tą chwilą JESZCZE bardziej zajebisty.*u*

Gdy nasze spragnione ciała splątywały się w jedno na piaskowej podłodze, odkrywałam go na nowo. Edwarda, który nie uważał. Edwarda, którego nic już nie ograniczało.(...) Mogliśmy brać w tym teraz udział razem – oboje jako aktywni uczestnicy. Nareszcie sobie równi.
Bo wcześniej to tylko „misjonarska” albo „do buzi” - i tak w kółko. No ileż można!

Tak jak wcześniej już nasze pocałunki, tak teraz nasze pieszczoty stały się o wiele odważniejsze. Edward dotychczas tyle w sobie tłumił!
A teraz, gdy pokazał mi swoje wstydliwie skrywane kajdanki, knebel i ogromne, czarne dildo, nareszcie mogłam zaspokoić go należycie.

Starałam się nie zapominać, że jestem od niego silniejsza, ale trudno mi się było na czymkolwiek skupić, bo docierające do mnie zewsząd niezwykle intensywne bodźce odciągały moją uwagę ku milionom różnych miejsc w moim ciele na sekundę.Milionom miejsc na sekundę? Czyżby Edzio w łóżku zamieniał się w Latającego Potwora Spagetti?

(Achtung! Zupelnie nieprzyzwoity obrazek! Achtung!)

Je
śli sprawiałam mu ból, to się nie skarżył.
Nie wątpię, hłe, hłe, hłe...

Ani ja, ani Edward, nigdy nie mieliśmy się zmęczyć. Nie musieliśmy ani zaczerpywać tchu, ani odpoczywać, ani jeść, ani nawet korzystać z ubikacji – obce nam były jakiekolwiek przyziemne ludzkie potrzeby. Mój ukochany posiadał najpiękniejsze, najbardziej idealne ciało pod słońcem, w pobliżu nie było nikogo, kto mógłby nam przeszkodzić, i nic nie wskazywało na to, żebym w którymś momencie miała stwierdzić, że jak na jeden dzień to mi już wystarczy. Zawsze miałam chcieć czegoś jeszcze. A ten dzień nigdy nie miał dobiec końca. Zsumowując to wszystko, jakim cudem mieliśmy kiedykolwiek przestać?*facepalm*
Seksualne perpetuum mobile.
Plemniki też się panu Edwardowi nigdy nie skończą?

Będą się pieprzyć tak długo, aż się Edziowi zetrze jego kamienny wacek, to wszystko... ^^

Zerwawszy się na równe nogi, spojrzałam z powrotem na niego – jego diamentowe ciało połyskiwało delikatnie w rozproszonym świetleLudzie, łapcie kołki i pochodnie, toż Edzio to chodząca fortuna jest!!!
Za chwilę zaanektują go Anglicy i wprawią w brytyjskie klejnoty koronne. I królowa Elżbieta będzie brała udział w otwarciu Parlamentu nosząc na głowie nagiego Edwarda w całej iskrzącej okazałości.
...biedna kobieta...

– potem na zachód, gdzie czekała na mnie Renesmee, potem znowu na niego, znowu na zachód, i tak jeszcze kilka razy w ci
ągu sekundy.
Spokojnie, kochanie. To tylko kwestia zachowania w życiu równowagi. Jesteś w tym taka dobra. Już niedługo wszystko sobie poukładasz.
I będziemy mieć dla siebie całą następną noc, prawda?Daj spokój, nie przeszkadzaj sobie w dupczeniu. Dziecko nie zając, nie ucieknie.

Mnie także musiała ona [świadomość, że będą uprawiać seks jeszcze następnej nocy] wystarczyć, by przetrwać dzień. Musiała mi wystarczyć, bo tylko radząc sobie z poskramianiem swojego pożądania, mogłam być dobrą... hm. Trudno mi było użyć tego słowa. Chociaż Renesmee była dla mnie już jak najbardziej prawdziwa i rzecz jasna niezwykle ważna, nadal nie docierało do mnie, że jestem matką.Jakże nam przykro, że masz jeszcze jakieś inne obowiązki oprócz pie... uprawiania miłości fizycznej wraz z ukochanym...

[Edward „szuka” dla Belli w jej garderobie czegoś, co nie jest elegancką suknią]
W skupieniu kilkakrotnie pociągnął nosem, a wychwyciwszy jakąś woń, przeszedł na drugi koniec pokoju, gdzie w ścianę była wbudowana komoda. Znowu poniuchał, po czym otworzył jedną z szuflad i z triumfalnym uśmiechem wyciągnął z niej parę starannie postarzonych niebieskich Dżinsów.
Kurczę, Edzio jest lepszy niż pies gończy.
*zastanawia się nad praktycznym wykorzystaniem edziowego nosa do szukania trufli*


Emmett znowu się zaśmiał – i tym razem już nie bezgłośnie.
To on [dom Edzia i Belli] jeszcze stoi? – udało mu się wykrztusić w przerwie pomiędzy atakami wesołości. – Sądziłem, że we dwójkę zrównacie go z ziemią. Czym się zajmowaliście ubiegłej nocy? Dyskutowaliście o długu publicznym?Niedojrzały wampir jest niedojrzały.Oni tam uprawiali seks, czy może przetaczali się po podłodze jak buldożer, że tak ich było słychać? Chyba że rzeczywiście w stosunku do wampirów określenie „wyłomotać kogoś” nabiera nowego wymiaru...

Będę się upierał przy tym, żebyśmy pojechali do New Hampshire jak najszybciej i wszystko przyszykowali – powiedział Emmett. (...) – Bella jest już zapisana do Dartmouth i wszystko wskazuje na to, że już niedługo będzie mogła chodzić na zajęcia. - Posłał mi złośliwy uśmieszek. – Pewnie będziesz najlepsza na roku, nie mając nocami nic lepszego do roboty niż nauka.(...)
Byłam z siebie dumna, że nie daję mu się sprowokować. Więc zaskoczyło mnie to, że pozwolił sobie na to Edward. Warknął znienacka.... a nieprzyzwoite żarty są bardzo nieprzyzwoite. :>

[Jacob opowiedział ojcu Belli część prawdy o Cullenach i o sobie]
Jak mogłeś narazić go na takie ryzyko? Zdajesz sobie sprawę, że teraz albo będzie musiał umrzeć, albo sam też zmienić się w wampira?(...)
Spokojnie, Bella. Nie powiedziałem mu nic, czego sama nie planowałaś mu powiedzieć.
Ale on tu teraz jedzie!
No tak, na tym opiera się cały pomysł. Twój pomysł. Przecież sama mówiłaś, że ma cię zobaczyć i wysunąć ędne wnioski. Nic się nie bój, specjalnie go przygotowałem. Podsunąłem mu niezłą zmyłę.(...)
Zmienił się przy Charliem w wilka – wyjaśnił mi Edward.
- (...) Zmieniłem się z powrotem w człowieka, a potem, kiedy twój ojciec zaczął na nowo oddychać, powiedziałem mu coś w stylu: „Charlie, żyjesz w zupełnie innym świecie, niż ci się to zawsze wydawało.To wszystko to Matrix, a tak naprawdę cały świat służy jako pożywka dla gigantycznej Kosmicznej Galaretki Malinowej. Mwahahahahahah!

Zastrzegł sobie, że nie chce wiedzieć o tym wszystkim więcej, niż to absolutnie konieczne. Macie mu jak najmniej wyjaśniać, co właściwie jest grane. Tak więc, jeśli czegoś nie musi wiedzieć, to zachowajcie to dla siebie.Typowe myślenie średniowieczne, tudzież wiktoriańskie. Traktować wszelkie problemy jak wstydliwą chorobę, o której nie wolno mówić, bo to nieprzyzwoite. Godna szacunku troska rodzicielska.
To chyba raczej odbicie tego, jak mała dziewczynka wyobraża sobie idealne załatwienie sytuacji, kiedy trzeba rodzicom wyznać jakąś przykrą tajemnicę – i po raz kolejny zdumiewa mnie bardzo, że wyszło to spod ręki dorosłej kobiety.

A potem powiedziałem mu jeszcze, że jeśli będzie tolerował to, co niezrozumiałe, to zostaniecie tu na dłużej i będzie mógł małą [Renesmee] lepiej poznać. Ale jeśli okaże się, że to go przerasta, to wyjedziecie. Stwierdził, że tak długo, jak nie będziecie wmuszać w niego zbyt wielu informacji, tak długo jakoś da sobie radę.No jasne, bo po co ojcu wiedzieć, co właściwie stało się z jego córką, chędożył to pies.
Wygląda to zupełnie jakby mózg Charliego miał lada chwila eksplodować z nadmiaru informacji.

[Bella zakłada kolorowe soczewki]
I jak wyglądam?
Są lepsze niż czerwone, ale to największy komplement, jakimi można je obdarzyć. Mają teraz kolor
błota. Tamten stary czekoladowy brąz był o wiele ładniejszy. Aha, pamiętaj, że takie kontakty nie
są wieczne – jad w twoich oczach w kilka godzin je rozpuści.Jad w oczach? XD To znaczy, że ta trucizna jest jakby czymś przenikającym całe ciało wampira? Do tego żrącym?! Może te wampiraski mają w sobie „Kreta” po prostu?
W takim razie powinnam przepuścić Edzia przez umywalkę w mojej łazience, bo coś w niej ostatnio powoli woda spływa... *zaciera ręce*

Wargi Edwarda działały na mnie niczym dawka jakiejś uzależniającej substancji chemicznej wstrzyknięta mi prosto w układ nerwowy. Natychmiast zapragnęłam następnej. Musiałam skupiać się z całych sił, żeby nie zapomnieć, że na rękach mam niemowlę.Jak dla mnie, to nie są to „wampirze odruchy”, a jakaś ciężka i wyjątkowo patologiczna forma nimfomanii. :P
(Nie przepadam za dziećmi, ale tego jej dzieciaka mi serio żal...)

Odczytywałam po kolei emocje, które pojawiały się na jego twarzy. Szok. Niedowierzanie. Ból. Strata. Przerażenie. Gniew. Podejrzliwość. Jeszcze więcej bólu.
XD XD XD
Ojciec popatrzył z niedowierzaniem na mojego teścia, który nadal stał przy drzwiach – doktor przypominał przystojniejszego młodszego brata Zeusa.Nie wątpię. Zwłaszcza, że Zeus nie miał młodszych braci.

Charlie przełknął ślinę i skinął głową, ale potem w oczach zapłonął mu gniew. Zrobił krok w stronę Edwarda, zaciskając dłonie w pięści.
Nie chcę nic wiedzieć, ale mam dość kłamstw!
Nie chcę nic wiedzieć? I to jest szeryf policji? Fajne ma podejście do życia: „Zabiłeś kogoś? Stary, co mnie to, ja o niczym takim nie chcę nawet słyszeć. Cenię sobie spokój wewnętrzny, wiesz? Tak w ogóle to zasłaniasz mi telewizor.”

Przykro mi, Charlie – powiedział Edward spokojnie – ale o wiele ważniejsze jest to, żebyś znał oficjalną wersję, niż prawdę. Jeśli masz z nami odtąd konspirować, musisz pamiętać, że to wersja oficjalna najbardziej się liczy. Służy to temu, żeby chronić Bellę i Renesmee, a także wszystkich nas. Czy przez wzgląd na nie dwie nie mógłbyś tych kłamstw tolerować?Jakby DO MNIE tak ktoś powiedział, kiedy chodziłoby o kogoś mi bliskiego, to by dostał takiego kopa w twarz, że zęby wyleciałyby mu tyłkiem.
*podpisuje się obiema rękami*

Pokój pełen był kamiennych posągów. Skrzyżowałam nogi w łydkach.
No ładnie. Cullenowie zajumali rzeźby z Wyspy Wielkanocnej, a Bella zamieniła się w kobietę-gumę.To taka reakcja na zagrożenie, coś jak udawanie zwłok. Cullenowie byliby doskonale zamaskowani – gdyby ktoś ich przyłapał w Luwrze.

Kiedy [Charlie] rozglądał się po jasnym wnętrzu, w jego oczach na chwilę pojawiło się przerażenie. (...) Żaden z Cullenów nie zachowywał się tak, jakby dzień powoli dobiegał końca i wypadałoby przygotować kolację albo ruszyć się z miejsc i w jakiś sposób przyszykować się do zbliżającego się wieczoru. (...) Cullenowie nie przywiązywali już tak wielkiej wagi co zwykle do należytego udawania ludzi i chociaż żnica była w gruncie rzeczy nieznaczna, Charlie ją wychwycił.Ekhm. Wielu moich znajomych je kolację bardzo późno. Ba, ja sama potrafię zjeść ją dopiero o 23, bo wcześniej nie byłam głodna. Czy to znaczy, że jesteśmy wampirami?
Cóż... jeśli nie kładziesz się spać tuż po dobranocce – nie ma bata, musisz pić krew! Żelazna logika jest żelazna.

Tak łatwo cię załatwić, siostrzyczko? – zadrwił. – Niby powinnaś być dzika, ale jakoś wcale tego po tobie nie widać. Założę się, że w tym waszym gniazdku nie zarysowaliście jeszcze nawet podłogi. – Zaśmiał się głośno. – Edward ci mówił, ile z Rose rozwaliliśmy domów?Hmm, nie wydaje mi się, aby seks miał polegać na froterowaniu podłóg i waleniu... tzn. rozwalaniu^^ ścian, ale to może tylko moje wrażenie...
No bo skoro oni przez ten natłok wrażeń nie kochają się, jak Pan bóg przykazał, ale miotają się po domu jak Żydzi po pustym sklepie... tak to potem wygląda.

[Bella i Emmett siłują się na ręce]
Emmett odchrząknął. Na jego czole pojawiły się poziome zmarszczki. Zesztywniał cały, zamieniając się w jedną wielka dźwignię, której jedynym zadaniem było usunąć przeszkodę w postaci mojej znieruchomiałej ręki. Pozwoliłam, by się pocił w przenośni – podczas gdy sama napawałam się tym, co się działo w moim ramieniu.*Pigmejka poszła sobie strzelić w łeb. W przenośni.*

To, że coś przychodziło mi absolutnie bez trudu, to była dla umie prawdziwa nowość. (...) Jako człowiek, nigdy nie byłam w niczym najlepsza. Radziłam sobie nieźle z Renee, ale pewnie sporo ludzi lepiej sprawdziłoby się w roli jej poskramiacza – taki Phil też z nią wytrzymywał.Bella – poskramiaczka tygrysów... o pardon: rodziców.

I tak, po osiemnastu latach niewyróżniania si
ę niczym szczególnym, zdążyłam się przyzwyczaić do bycia przeciętną. (...) Teraz wszystko się zmieniło. Byłam niesamowita – i to nie tylko ja tak uważałam. Jakbym urodziła się właśnie po to, żeby zostać wampirem. Na tę myśl zachciało mi się śmiać – ale chętnie zaśpiewałabym też z radości. Odnalazłam swoje miejsce w świecie. Miejsce, do którego pasowałam. Miejsce, w którym nareszcie mogłam błyszczeć.*Taktownie milczy w nabożnym zachwycie*
Widzicie: teraz, żeby być fajnym, nie wystarczy być zwyczajnie sympatycznym, wesołym czy inteligentnym. Trzeba być zajebistym wampirem latającym po drzewach, rozwalającym skały i błyszczącym w słońcu jak po wysmarowaniu się klejem z brokatem.
No bo to jest ten stary dobry motyw „od zera do bohatera”. Tylko czemu w wydaniu pani Meyer to wygląda jak „od zera do niesamowicie wkurzającego zera”?



[Konieczne wytłumaczenie (na podstawie Wikipedii):
Bella odkrywa swoją nową moc - może wytwarzać tarczę, która chroni przed innymi nadprzyrodzonymi umiejętnościami. Dochodzi do spotkania z Volturi, którzy chcą wyeliminować Renesmee, bo nie mają pewności co z niej wyrośnie. Nagle pojawia się Alice z Jasperem oraz 150-letni półwampir-półczłowiek, Nahuel. Z jego pomocą Cullenowie przekonują ich, że Renesmee nie jest jedynym takim przypadkiem i nie stanowi niebezpieczeństwa dla reszty wampirów. Wszystko, rzecz jasna, dobrze się kończy.]


Muszę przyznać, że Jacob mi dzisiaj zaimponował – odezwał się[Edward].(...) - Ani razu nie pomyślał dzisiaj o tym, że według Nahuela, Nessie już za sześć i pół roku będzie młodą kobietą.
Zastanawiałam się nad tym przez moment.
Nie patrzy na nią w ten sposób. Wcale mu nie zależy, żeby szybko dojrzała. Chce tylko, żeby była szczęśliwa.Pedofilom też nie zależy, żeby małe dziewczynki dojrzewały...

[Happy End]
Jego wargi naparły znienacka na moje, gwałtownie mnie rozpraszając.
Dezintegrujące wargi Edwarda. Oł je!!!

Z cichym jękiem straciłam panowanie nad odpychanym poza siebie ciężarem. Wrócił błyskawicznie na swoje stare miejsce, na powrót przesłaniając moje myśli.
– Ech – westchn
ęłam. – A już mi się udawało!
Słyszałem cię – wykrztusił. – Ale jakim cudem? Jak to zrobiłaś?(...)
Teraz już wiesz – powiedziałam ze swobodą, wzruszając ramionami. – Nikt nigdy nie kochał nikogo tak bardzo, jak ja kocham ciebie.Tak, teraz Edzio może być szczęśliwy, bo jego żoneczka nauczyła się likwidować barierę nie pozwalającą mu czytać jej myśli i teraz on może wiedzieć o niej wszystko. Dobra, posłuszna żoneczka.

Udałoby ci się to zrobić jeszcze raz? – spytał zafascynowany.
Skrzywiłam się.
To bardzo trudne.
Nie odstąpił. Patrzył na mnie wyczekująco.Masz mi pokazać swoje myśli! Co to za niesubordynacja?! Żona nie może mieć przed mężem żadnych tajemnic, to niemoralne!

Kiedy moje wysiłki znowu przerwał jego namiętny pocałunek, parsknęłam śmiechem.
A niech cię – warknął, przesuwając łapczywie wargami wzdłuż krawędzi mojej żuchwy.Ach, jakiż erotyzm bije od tej żuchwy, nic, tylko się zatracić w poetyce opisu...

A potem zajęliśmy się już rozkosznym przeżywaniem tego drobnego, acz idealnego fragmentu naszej wspólnej wieczności.
Jako i ja teraz będę się zatracać w błogiej świadomości, że już nigdy nie dotknę tego wampirzego harlequina nawet kijem.

22 komentarze:

Anonimowy pisze...


O_o ta książka… boli.
Harlequiny mojej świętej pamięci babki nie trąciły takim lukrowanym kampem. Mówię serio; nawet bajki Disneya nie cisnęły tak na haft jak ta szmira.
Żeby tak zgwałcić wampiryczny kanon; wampiry pożal się borze, wegetarianie, wampiry abstynenci, wampiry chodzące za dnia, albo jeszcze lepiej- mieniące się w słońcu korony królowej Elżbiety (komentarz o brytyjskich klejnotach mnie umaru xD).
Strzeżcie się, bezbożnicy, Lestat czuwa!
*kuli się w emo- kąciku i struga osi… obmyśla formułę nowego, niezniszczalnego materiału, który przebije diament*

A tak w ogóle to wesołych świąt Wielkanocnych panią życzę.^^

/Harlock

kura z biura pisze...

Brawo! Za przebrnięcie tego dzieua należy się co najmniej Oskar!
Kto by pomyślał, że wąpierze są tak skoncentrowane na jednym... Normalnie jak wiedźmaki, chutliwe a sprośne!

Mrohny pisze...

Marmurowy jedwabny wacek, mhm... *ekhm* Znaczy ten, nic z tego nie rozumiem, ale może to i lepiej...

Brawa dla Was! :D

Anonimowy pisze...

Analiza super!
Ale zaraz... jak to jest, że Bella-ach-jaka-jestem-zajebista-Cullen jest odporna na moce wszystkich wampirów, ale nie Renesmee o_O. No i Jasper ciągle "czytał jej nastroje". Ja już nic nie rozumiem, ale to dlatego, że pani Meyer rasową aŁtoreczką jest...

Lathspell

Anonimowy pisze...

"Pokój wyglądał jak przeniesiony żywcem z ilustracji w książce dla dzieci.(...)W pękatym kominku przechodzącym płynnie w komin dogasał powoli ogień. Napalono w nim drewnem wyrzuconym przez morze – drobne płomienie mieniły się od soli odcieniami zieleni i błękitu."


Przepraszam... ale ja po prostu muszę. Jak widzę coś takiego to włosy wszędzie staja mi dęba i krzyk rodzi mi się w gardle, a sprzeciw wzbiera w środkowych palcach obu rąk.
-> Po pierwsze *primo* drewno wyrzucone przez morze pali się kiepsko jak cholera albo wcale.
-> Po drugie *primo* jeżeli jeszcze spalanie potasu (występuje w soli/wodzie morskiej) można od biedy podciągnąć pod "błękit" (palące się sole zawierające potas dają barwę fioletową), to już zupełnie nie rozumiem skąd w tej cholernej wodzie wziął się bor (barwa zielona)
-> po trzecie *primo* przy spalaniu w kominku [sic!] takowych bali wyrzuconych przez morze mieliby poważny problem bo rozkładające się sole zrobiłyby w pomieszczeniu wiosnę baroku... No ale w sumie tak ZAJEBISTE istoty jak Bella i Edi nic sobie nie będą robiły z chmur chloru i tlenków siarki, nie mówiąc już o zupełnie nieszkodliwych i lamerskich tlenkach węgla...

Przepraszam za przydługi wykład ale musiałam się wyżalić XD.

z pozdrowieniami dla analizatorek [świetna robota Dziewczyny!]

chemiczne uściski
Vanda

Goma pisze...

Przychodzę z samego rana kontynuować wczorajszą lekturę analizy, a tu nagle się orientuję, że już w nocy skończyłam czytać.
Część genialna (szczególnie te marmury!) ale dobrze, że to już koniec, bo jednak kto z kim przestaje... i nie ma na to rady.
A odnośnie zdumienia, że to coś napisała dorosła kobieta - jak myślicie, skąd brałyby się ałtoreczki, gdyby nie miał im kto przekazywać w genach głupoty i ogólnego niedoboru mózgu? Wiem, co mówię, obserwuję rodziców różnych takich osób i w 90% przypadków okazują się nawet dziwaczniejsi od dzieci (wziąwszy pod uwagę ich wiek).
Pozdrawiam i Wesołych Świąt!

Anonimowy pisze...

Ot, Meyerowa wie, o czym marzą małe dziewczynki na całym świecie i im to daje (to tłumaczy też praktycne posłanie Charliego na drzewo). Dobrze, że brak talentu nadrabia głową do interesów ><

A tak swoją drogą, czy tylko wedle mnie rodzinka Edwarda coś za bardzo interesuje się szczególami jego pożycia? xD
Ale w sumie trudno się dziwić, po kilku tomach wzdychań i abstynencji taki seks długodystansowy to pewnie miła odmiana.

Goma raz jeszcze pisze...

Hm. Czy ja dobrze zrozumiałam, że w tę osiemdziesiątą czwartą część sekundy Bella przeskoczyła odległość 50 metrów? To coś w stylu - w cztery sekundy dookoła Ziemi...
Chylę czoła i jednak postanawiam nie tykać tego czegoś, co ludzie dumnie nazywają powieścią.

Braindead pisze...

http://opekjb.blog.onet.pl/
Urocze, wyjątkowo opkowe opko!

Deszczowyjka pisze...

Jak ja czytam takie biologicznie niemożliwe dyrdymały, to aż mi się w żołądku przewraca. Gdyby Meyer napisała zwyczajnie, że wampiry muszą pić krew/nie mogą zostać zabite przez śmiertelnika/są wiecznie młode BO TAK I KONIEC, to jeszcze bym to przetrawiła. Ale jak aŁtorka na chama próbuje wytłumaczyć swoje farmazony naukowym podejściem samej się przy tym gubiąc, to komentarze same się cisną na usta

1) Wampiry nie mają krążenia=są trupami. Jak słusznie zauważyły Analizatorki, Edzio powiniem być jak rozgotowane spaghetti. Dodatkowo, całe picie krwi traci wtedy sens - no bo jak niby przetransportować składniki odżywcze ze "śniadanka" jak nie przez własny krwioobieg? Już nie wspomnę o tym, że wampiry nie chodzą za potrzebą, przez co, według praw fizyki, cała wypita przez nie krew musi gdzieś zostać upchana. Czyżby wampiry malowniczo puchły z wiekiem? :D

2) Krew drapieżników bardziej przypomina ludzką. Daruj, droga pani, ale człowiek jest WSZYSTKOŻERCĄ, a nie mięsożercą. Więc jeśli weźmiemy to pod uwagę, to Cullenom powinny najbardziej smakować szczurki i świnki. Ale to nie byłoby już takie mroczne :P

Btw wedle tej teorii wegetarianie powinni być edzioodporni ;)

3) A płód, przepraszam, to jak się odżywiał przez to wszystkoszczelne łożysko, hę?

4) Jad wyciekający z oczu... Nie mam słów...

Anonimowy pisze...

Dziki stek bzdur, w dodatku napisany przez pretensjonalną pensjonarkę, nawet jeśli w wieku balzakowskim, to zahamowaną w rozwoju na poziomie trzynastolatki.

Jak Wy przez to przebrnęłyście?

jasza
hasło: untra. Jak ultra mantra

Mruczmy razem OMMMM - dla wyciszenia.

Pigmejka pisze...

Dziękujemy za życzenia! I cieszymy się, że się podobało. :D
@Lathspell: cóż, wiele podobnych pytań się nasuwa, kiedy czyta się sagę pani Meyer. Niestety, chyba tylko sparklujący (niczym Edward) kryształek Svarowskiego zna na nie odpowiedzi;).
@jasza: Z perspektywy czasu... naprawdę nie wiem, jak udało mi się to przebrnąć! :D Chyba tylko dzięki wrodzonej ogromnej sile psychicznej... kurczę, nie wiedziałam, że jestem aż tak silna! :D
@Deszczowyjka: a propos logiki u Meyer... http://komixxy.pl/1708/Vampir ;)

*mantruje ku chwale Bora i Jeży Jego*

Anonimowy pisze...

Mnie naszło takie cuś. Z racji tego, że Renesmee jest mieszańcem, co więcej, Jacob ją sobie wpoił, to czy Szanownej Pani Meyer nie przyjdzie do głowy pomysł aby zrobić z niej jakiegoś super dzieciaka, który zaprowadzi pokój pomiędzy wampirami, wilkołakami i ludźmi? Coś takiego jak przepowiednie z Naruto czy HP??

Analiza świetna, wielkie dzięki^^

Chika

Anonimowy pisze...

"Alice zdążyła już wrócić, dźwigając olbrzymie lustro w złoconej ramie z pokoju Rosalie, niemal dwa razy od siebie wyższe i kilka razy szersze."

>Bella po przemianie nabrała gabarytów słonicy afrykańskiej i w normalnej wielkości lustrze już się nie mieści? A tak w ogóle Alice to chyba Inspektor Gadżet, skoro dała radę chwycić jakoś tak wielką taflę szkła.<

Mnie jeszcze jedno zastanawia - jakich rozmiarów musiała być Rosalie, ponoć wyjątkowa laska, że takie wielkie lustro jej było potrzebne.
Inna sprawa, że Cullenowie musieli mieć do tego biblioteko-szpitala bramę jak do Mordoru, by to lustro przez nie przeszło.

Dziewczyny, dziękuję za boskie chwile spędzone na lekturze waszych komentarzy. Przyprawiłyście mnie o ból przepony, ale, zaiste!, słodki był to ból!

Pozdrawiam,
thingrodiel

Anonimowy pisze...

Kocham was wiecie xD świetny blog i wogle będę często zaglądać :*

Pinkwinder pisze...

Ojejku, jejku. Ja rozumiem, że wampiry mogą być wegetarianami - Otto Chriek choćby. Mogą nawet chodzić w dzień - takiemu wrotowemu Phillipowi się udawało.
Ale żeby błyszczały?
Takie były moje odczucia po obejrzeniu "Zmierzchu" (książkę przerwałem po 13 stronach, gdy doszedłem do "kasztanowych oczu i miedzianych włosów" Edwarda).
Po tym, jak to przeczytałem, dotarło do mnie, że błyszczenie nie było w sumie aż takie najgorsze. Drakula przewraca się w krypcie. Podobnie jak Lestat. I Alucard. I Chriek. I Phillip. I ten stary wampir z "Miasteczka Salem", którego nazwiska nie pamiętam. I Regis. I w ogóle wszystkie szanujące się krwiopijce na tym Bożym świecie. Argh.

AkFa pisze...

To było bardzo nie fair!
czytając wasze analizy prawie zachłysnęłam się owsianką którą przygotowała moja córka!
Mówię - prawie - i chwała borzu bo to by nie był ładny widok.
Przy okazji dałam mojej córce szlaban na Meyer. Sobie też.
Phi...nawet wnuki i prawnuki uwzględniłam!
Pozdrawiam

Ariana pisze...

O ja, takiej szmiry dawno nie czytałam. To znaczy, jeśli chodzi o zmieSZH, bo analiza była borska. Chciałam się przyczepić, że Zeus przecież MIAŁ braci, ale potem przypomniało mi się, że samych starszych.
Hasło- emacie. E, macie jakieś psyhotropy?

Anonimowy pisze...

Wielkie gratulacje za wątek Mierzwy uwielbiam książki Eoina Colfere.

Ogólnie cała prawda zmierzchu (specjalnie z małej litery) już mam dość tego całego szału. Jak moja koleżanka zaczęła mówić jaki to Edzio jest wspaniały ( Edward Elric) wszyscy automatycznie zaczęli myśleć o Cullenie...

korano

Anonimowy pisze...

Hello There. I found your blog using msn.
This is a very well written article. I will be sure to bookmark it and return to read more of your useful info.
Thanks for the post. I'll certainly comeback.

Feel free to surf to my site - healthy eating plan

Anonimowy pisze...

My family members always say that I am killing my time here at web, except I know I am
getting familiarity all the time by reading such nice content.


Here is my page: how do you use wordpress
My website > wordpress page themes

Anonimowy pisze...

My god... Kto to wydał?
Już moje opowiadanie ( którego autorzy tego bloga na szczęście jeszcze nie znaleźli) ma więcej sensu niż to coś.