środa, 17 marca 2010

Duch minionej składni

Witajcie!
Pomału wdrażamy się w pozmierzchową kurację odwykową - dziś oprócz kolejnej dawki meyerowskich idiotyzmów na analizatorski warsztat bierzemy króciutkiego, całkowicie pozbawionego wampirów blogaska. Poznajcie zatem burzliwe i pasjonujące dzieje panien Claudie i Caroline. Historia rozpoczyna się od zagadkowego oskalpowania, zaś potem napięcie już tylko rośnie. ;P
No i tradycyjnie czeka na Was Dodatek specjalny - w tym tygodniu sponsorowany przez akcję "Rodzić po (nie)ludzku".
Miłego czytania!
Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka.
Blogasek znajduje się tu: http://missingshadows.blog.onet.pl/

Duch minionej składni
Claudie obudziła się samego rana. Rozejrzała się po beżowym pokoju. Obrazki z jej i siostry zdjęciami wisiały na ścianach. Szafa z ciemnego drewna stała otwarta. Blond włosy Caroline leżały na poduszce.
Matko borska, wyłysiała przez noc czy może ktoś ją oskalpował?!Sądząc po wcześniejszych zdaniach, oskalpował ją Potwór z Szafy – który na dodatek nie zamknął za sobą drzwi.

Jeszcze nie wstała.
To nic, czekamy z niecierpliwością.

Pierwszy dzień wakacji. Zaczęła skakać po łóżku.
- Caroline ! Są już wakacje.(...)
Caroline się uśmiechnęła, wstała i podeszła do lustra. Wzięła z półki szczotkę i zaczęła szczotkować długie do bioder, proste blond włosy.
Aa, czyli jednak skalp. Albo peruka.

Claudie spojrzała z zazdrością. Zawsze chciała mieć takie włosy jak siostra, ale jej kasztanowe włosy za nic nie chciały być proste. Tworzyły loki okalające jej twarz. Podbiegła do lustra, popchnęła Caroline i się przyjrzała sobie wielkimi niebieskimi oczyma.
Eee... co się dzieje się?To brzmi tak, jakby patrzyła na siebie przez jakieś obce oczy nie należące do jej ciała. Rozdwojenie jaźni?

Kilka piegów na nosie, mały nos.
Interesujące – najpierw zauważyła piegi na nosie, a potem sam nos?Może to nie były piegi, a gigantyczne pryszcze, pod którymi ów – mały! – nos był ledwo widoczny?

Nic nadzwyczajnego w niej nie było.
Akurat, bo ci uwierzę. ^^ Jesteś blogaskową heroiną, musisz trzymać fason!

Była jeszcze w piżamie – za dużym podkoszulku jej ojca. Sięgał jej do kolan,
Ojciec? Jej ojciec był Pigmejem? :P
Ej, Kalevatar! Nie pozwalaj sobie! :P
Uwielbiała w nim spać, był wygodny. I przyjrzała się swojej siostrze.
I widziała, że siostra jej jest ładna. I rzekła Claudie do siostry: „Zaprawdę powiadam ci, zejdźmy na śniadanie”. I widziała Claudie, że to było dobre.

Długie blond włosy, sięgające bioder.
Wiemy, wspominałaś. Pół akapitu wcześniej. Poza tym to i tak atrapa. :P

Cela idealnie biała.
To bardzo ładnie, że dziewczęta mają świeżo pobieloną celę – ale co to ma w tej chwili do rzeczy?

Na sobie miała granatowe luźne spodnie zwisające z bioder a u góry koszulkę na cieniutkich ramiączkach.
Gustownie ubrana ta cela. Wyżywał się tam jakiś awangardowy dekorator wnętrz?Tak. Dekorator ten miał brata – architekta, który zaprojektował celę mającą BIODRA.
Zawsze marzyła żeby być jak siostra.
Ta też? Ech, niektórym nigdy nie dogodzisz.

Westchnęła i rzuciła w siostrę poduszką. (...) Tarzały się po podłodze, okładały poduszkami i śmiały. Po 10 minutach wstały z ziemi i powędrowały na śniadanie.
Równiutko od zegarka, jak nakręcane żołnierzyki. Pewnie akurat dzwonili na obchód celi.Nie. To były córki ze Stepford po prostu.

Caroline zrobiła sobie kanapki z twarogiem, a Claudie złapała płatki i mleko. Wsypała do miski, i szybko zjadła.
To w istocie fascynujące. Oczekuję jeszcze na fachową typologię twarożków i przegląd technik smarowania chleba.

Nigdy nie lubiła jeść. U niej w domu zazwyczaj było wtedy cicho, a i tak nie lubiła uczucia najedzenia.
*próbuje odkryć związek jednego z drugim*Anorektyczka?

Kiedy zjadła pobiegła na górę do pokoju i włączyła Nirvanę. Przynajmniej jej siostra też ją lubiła, bo by umarła z nudów.
...uznaję moją siostrę za winną nielubienia Nirwany i wymierzam jej karę śmierci z nudów...”

Po jakimś czasie zaczęło jej się nudzić więc się ubrała i wyszła na dwór. Poszła do parku. Miała tam swoją „ tajną „ skrytkę. Lubiła tam przebywać bo nie było tam hałasu ani niczego niechcianego.
Ciąż niechcianych, na ten przykład. Albo cellulitu.
Wszystko, co chciało przeniknąć do tajnej skrytki potrzebowało wizy, więc bohaterka z łatwością tamowała napływ wszelkich negatywności.
Rozłożyła się na trawie i zamknęła oczy skierowane wprost na słońce.
Resztę oczu pozostawiła otwartą, na wypadek gdyby chciała na nią napaść jakaś negatywność.
Kiedy je otworzyła słońce schowało się za drzewami a nad nią stał uroczy chłopak.
Kurcze, tez chcę mieć oczy do chowania słońca i materializowania bishów! *dzika zazdrość*To ja poproszę oczy do chowania zajęć na 8 rano i do materializowania czekolady! ^^

Wyprostowała się i spojrzała na niego. Gęste rzęsy otaczały niesamowite niebieskie oczy, które mądrze patrzyły na świat.
...
Nie lubię tego skrótu, ale w sumie... LOL.Hmm... na przykład TAK?

Włosy opadały mu na czoło, czyli były trochę dłuższe.
A nie różnił się przypadkiem od żaby tym, że był najbardziej na brzuchu?Emo o mądrych oczach. Jakie to słodkie.

Głębokie spojrzenie przeszywało ją na wylot.
I grzęzło w głębokich warstwach litosfery.

Blada cera była nieskazitelna.
Przepraszam bardzo, czy ten blogasek to jakaś kryptoreklama produktów z serii Garnier Czysta Skóra A?!
- Cześć, jestem Ash, a Ty ?
- Claudie.
- Usnęłaś w parku, powinnaś się już zbierać, robi się ciemno.
Ojej. Jaki troskliwy.
No, słodziak. ^.^

Ruszyłam dzielnym krokiem w stronę domu. Nie mogłam zapomnieć jego oczu. Wróciłam i wbiegłam do pokoju.
...i z rozpędu przywłaszczyłam sobie posadę narratora.

Padłam na łóżko i uśmiechnęłam się do sufitu. Ash. Poczułam motyle w brzuchu.
A nie mówiła ci matka, że gąsienic się nie zjada? No to teraz masz. ;D
Przecież go nawet nie znałam. Postanowiłam powiedzieć o nim Caroline. Poszłam na dół – nigdzie nie widać siostry. Zrezygnowana położyłam się na łóżku i zaczęłam czytać.
To poruszające, co piszesz. Naprawdę.
*
Kiedy Claudie wyszła z domu też poszłam w swoją stronę. W stronę kina. Na nowy film, żeby nie czuć nudy.
Kurcze, pierwszy dzień wakacji a te snują się po mieście jak smród za pospolitym ruszeniem. Co to jest, jakiś Wakacje Geriatryczek?Bohaterki się nudzą, ja się nudzę, chyba też pójdę... w stronę słońca... W stronę słońca, aż po horyzontu kres...

Zauważyła że akurat leciało „Śniadanie u Tiffany’ego” – jej ulubiony film to postanowiła obejrzeć.
O, Trzecioosobowy Narrator Kontratakuje. Witamy!

Siadła z tyłu, żeby lepiej widzieć, ale od razu jej uwagę zwrócił jeden chłopak.
Taa, następny Tru Loff ex Machina. Intryga się zagęszcza.
Brązowe włosy w artystycznym nieładzie. Niesamowicie czekoladowe oczy. Odwrócił się i podchwycił jej spojrzenie.
Ej, to ona widziała jego oczy patrząc mu w tył głowy?! Kolejna bochaterka żerująca na oku Moody'ego?Na dodatek oni rzucają w siebie nawzajem spojrzeniami! Wyrażenie „siatkówka oka” nabiera więc całkiem nowego sensu...

Wstała i siadła koło niego.
- Cześć jestem Caroline. A Ty?
- Nathan.
Uśmiechnął się ślicznie. Nagle światła zgasły i zaczął lecieć film.
A to ci niefart.

Po filmie wyszli z kina i siedli na ławce przez kinem.
- Lubisz Audrey Hepburn ?
- Jasne, moja ulubiona aktorka. – odpowiedział.
Zdziwiła się że ktoś jeszcze lubi stare filmy.
No, zazwyczaj ludzie chodzą na nie do kina, by się samoudręczać...

Siedzieli i gadali o sobie i swoich zainteresowaniach. Złapała go za rękę. Spojrzała na niego i zobaczyła to, czego nie chciała. Ten błysk w oku.
Kurwiki? ^^ To jeszcze nic groźnego – leczy się je seksem. Albo owsem.W filmie Sex Maniac (1943) był szalony naukowiec, który też widział błyski w oczach. U kotów. I to był według niego znak szatana. ^^

Krzyknęła i pobiegła do domu. Zastała w nim siostrę.
- Nie uwierzysz co się stało ! – krzyknęły jednocześnie.
- Mów.
- Więc tak, - zaczęła Caroline – byłam w kinie i spotkałam ślicznego i bystrego chłopaka, naprawdę cudnego ! Ale jest … zmiennokształtnym! – załkała siostra.
Cooo...? Ech... I w co się będzie zmieniał? W niedźwiedzia? W banana? W zszywacz biurowy? I tak konkretnie to w czym problem?

Claudie spojrzała na nią ze smutkiem. Przytuliła się i pocieszała.
Oj ja biedna, nieszczęśliwa, Tru Loff mojej siostry jest zmiennokształtnym...! Ale na pewno mu przejdzie.”

- Przecież dopiero się poznaliście, nie masz pewności. Nie płacz.
- Nie. – wychrypiała dziarsko Caroline – ale muszę poczekać aż powie. Kiedy będę pewna, muszę go omijać.
No, przecież niegodziwiec gotów jest ni z tego ni z owego przemienić się w zszywacz albo, co gorsza, w Pattinsona – taki wstyd przed ludźmi...*próbuje dziarsko zachrypieć*
Niiieee, kurczę, do tego supermoce Mary Sue są potrzebne. ;/

- Dobry pomysł.
Spojrzały po sobie i się uśmiechnęły.
Aha, czyli już po problemie. Supcio. Ale tak w zasadzie to zmierzamy do czegoś?

Pogadały jeszcze trochę. Czytały księgę czarownic – podwędziły babci, i czytały o miłości między ludźmi cieni.
Czyli co, jakaś Kamasutra dla ninja? „Uprawiaj seks szybko, bezszelestnie i ze skutkiem śmiertelnym”?
Pigmejka wyguglała „ludzi cieni” i znalazła coś takiego: Cieniści ludzie są opisywani jako niewyraźni, podobni do cieni, a ich pojawieniu się towarzyszy dziwne uczucie. (...) nie emitują negatywnych uczuć, wydaje się jednak, iż są oni na swój sposób nieżyczliwi. (...) wydaje się, że chcą, abyśmy czuli do nich niechęć lub strach.” Nie widzę tu specjalnych możliwości na miłość, niestety.
Ale niczego nie było.
Czytały coś, czego de facto nie było. Ninja strzegą swoich tajemnic. ^^Księgę Czarownic napisał Kononowicz?

Nagle zgasło światło, chociaż widziały jak wcześniej Claudie postanowiła sprawdzić bezpieczniki.
Bezpieczniki pewnie wysadziła ta zarżnięta gramatyka – bo ze zdania wynika, że Claudie sama sobie przyglądała się podczas tego sprawdzania.
Swoją drogą jaki sens ma sprawdzanie korków przed awarią? O.o

Kiedy zapaliła światło, od razu poszła zrobić gorącej czekolady.
Odruch bezwarunkowy, jak mniemam.

Wróciła z 2 parującymi kubkami, a Caroline nie było. Okno było otwarte a na sofie leżał jakiś liścik.
Jam jest duch minionej składni”, napisane było w liście. „A idźcie wy wszyscy w ch**.”A kubki wyparowały ostatecznie.

S. Meyer, Przed świtem, tłum. J. Urban, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2009.

Zamierzacie zmusić Bellę do picia krwi?(...)
Ale co, jeśli to jej pomoże? – szepnął [Edward].
Potrząsnąłem gniewnie głową.
Jak tego dokonasz, wetkniesz jej rurkę do gardła?
Na początek spytam ją, co ona na to. Chciałem tylko najpierw skonsultować się z Carlislem.
Rosalie mu przytaknęła.
Jeśli powiesz, że to dla dobra maleństwa, nie trzeba jej będzie do niczego zmuszać. Nawet jeśli nie obędzie się bez rurki w gardle.
Z rurką w gardle, czy bez, nie wydaje mi się, aby krew, kiedy już Bellą ją wypije, przedostała się jako pokarm dla dziecka w stanie niezmienionym... Ale cóż, jestem humanistką, a nie biologiem ani lekarzem, więc mogę się mylić. ;]
Właśnie. Poza tym, o czym już w komentarzach wspomniała Sineira, ludzie nie trawią surowej krwi – jedyne więc, co mogą panowie wampiry osiągnąć, to wyjątkowo malownicze wymioty.

Kiedy wymawiała słowo „maleństwo”, miejsce szorstkości zajęło w jej głosie rozczulenie, które wywołało u mnie mdłości. (...)Czy to z tego powodu obdarzyła nagłe Bellę względami? Czy Rosalie najzwyczajniej w świecie chciała mieć dziecko?
A nie łatwiej było jakieś adoptować? Trzeba przy okazji zabijać bratową?

Odpowiedział jej [Belli] Carlisle.
Uważamy, że płód może mieć upodobania bardziej zbliżone do naszych niż do twoich. Sądzimy, że łaknie krwi.(...) Twój stan – stan was obojga – gwałtownie się pogarsza. Nie mamy czasu na obmyślenie jakiejś bardziej wyrafinowanej metody żywienia was. Najszybciej będzie, jeśli wypróbujemy naszą teorię...
Jak to mówił pan Zagłoba: „Nie pomoże to wiele temu nieborakowi, ale (....) lżej mu będzie umierać”.

Mam pić krew – wyszeptała. Skinęła delikatnie głową, ledwie znajdując w sobie na to dość siły. – Da się zrobić.
– Jeśli płód łaknie krwi – wyjaśnił Edward – to nie krwi zwierzęcej.
Nie zauważysz żadnej różnicy – obiecała jej Rosalie. – Nie myśl o tym i tyle.
Wyobraź sobie, że pijesz czerninę. :>

Mamy cały zapas krwi – poinformowała ją Rosalie, odzywając się równocześnie ze mną, jakby wcale mnie tam nie było. – Sprowadziliśmy ją dla ciebie – tak na wszelki wypadek.
Oo, ciekawe skąd. Przecież nawet lekarze nie mogą sobie ot tak, zamawiać dowolnej ilości medykamentów – zwłaszcza takich jak krew czy morfina. Zatem albo Carlisie okrada szpital, w którym pracuje, albo kupuje krew na czarnym rynku, zapewne spuszczaną z „elementów reakcyjnych” zaludniających chińskie więzienia. Łubi dubu, łubu dubu, niech żyją nam bohaterowie pozytywni.

O nic się nic martw. Wszystko będzie dobrze.
Zawsze ktoś to musi powiedzieć w amerykańskim filmie, czy też książce. Zawsze, ale to zawsze – najczęściej w momencie, kiedy na bohaterów leci jakaś olbrzymia wściekła bestia albo kiedy bohater leży w kałuży krwi, podziurawiony kulami wroga.

Cóż, jestem głodna jak wilk, więc on pewnie też. No to do dzieła – zażartowała. – Moje pierwsze wampirze śniadanko.
Swoją drogą, to jest dobry patent na akcję reklamową krwiodawstwa – „Oddaj krew, nakarm głodne wampirze dzieci!”
Gdyby moja krew mogła uratować życie dziecku Edwarda, pewnie samą siłą woli zdołałabym powstrzymać u siebie każde krwawienie – nawet okres. :P

Carlisle i Rosalie pobiegli pędem na górę. Usłyszałem, jak debatują, czy powinni tę krew podgrzać, czy raczej zaserwować ją zimną.
Kisiel z niej zróbcie, albo budyń.
Albo poczekajcie, aż skrzepnie i zróbcie chipsy. Dorodne, rzecz jasna.

Fuj. Ciekawe jakie jeszcze okropieństwa prócz lodówki z krwią skrywało to domostwo z horrorów? Izbę tortur? Trumny w lochach?
Jak dla mnie, to jego mieszkańcy są największym okropieństwem.
Racja – na specjalne wyróżnienie zasługuje traktowanie przez nich Belli.

Edward został przy Belli. Wciąż trzymał ją za rękę. Znów przybrał wyraz twarzy chodzącego trupa.
Oczy mu zaszły mgłą, zaczął się ślinić i z wyrazem ciężkiej katatonii na pysku zajęczał: „móóóóózzzzzg”?
Zombie i wampir w jednym, hoho... :P

Bella podstawiła sobie kubek pod nos, żeby powąchać wylot słomki. Drgnęła i skrzywiła się.
Bo, jak wiemy, zapach napoju znajdującego się w kubku wydobywa się tylko i wyłącznie przez słomkę.

– Bello, skarbie, możemy wymyślić coś innego – odezwał się z troską Edward, sięgając po kubek.
Ależ kochanie, możemy jeszcze wepchnąć ci do przełyku gumową rurę i tuczyć jak gęś na foie gras! Pamiętaj, chcemy tylko twojego dobra!

Nie, nie o to mi chodzi – powiedziała Bella. – Po prostu jestem zaskoczona. – Znowu powąchała słomkę. – Pachnie całkiem apetycznie – przyznała.
Słomka może i tak, ale co do napoju, jaki tam masz, to polemizowałabym.

[Bella]Też się uśmiechnęła, ale bynajmniej nie tak zdawkowo jak on. Oczy jej rozbłysły. Po prostu
promieniała radością. Nie pamiętałem, kiedy ostatni raz witała mnie z taką energią i entuzjazmem. Na litość boską, przecież była mężatką! (...)W dodatku była w mocno zaawansowanej ciąży. Więc dlaczego, do cholery, musiała się tak ekscytować moją wizytą? Jak gdybym samym swoim pojawieniem się sprawiał jej jakąś dziką przyjemność.
Może Bella marzy o trójkąciku. A ciąża nie ma w tym momencie nic do rzeczy. :>
No tak, bo przecież małżeństwo + ciąża = natychmiastowe klapki na oczy zasłaniające wszelkich atrakcyjnych i lubianych niegdyś facetów.

Przestań, Jake. Daj jej s... – Bella przerwała w połowie zdania, ale zamiast jęknąć z bólu, zassała tylko głośno powietrze. (...)Wygięła się w łuk, tak że plecami nie dotykała już kanapy.
Mały – wysapała – tylko się przeciąga.
*czeka, aż wampirzy płód zacznie trenować fitness*

Okej – stwierdziła Bella, choć nadal oddychała płytko i szybko. – Chyba już przeszło. Biedactwo, nie ma wystarczająco dużo miejsca, to wszystko. Robi się taki duży.
To dlaczego, do jasnej i poprzecznie prążkowanej cholery nie zrobią jej cesarki? Edwarda tak strasznie kręci widok cierpiącej żony?

[Carlisie błyszczy znajomością genetyki]
Mówiłem ci już, że intryguje mnie budowa genetyczna tego płodu. Że zastanawiam się, ile ma chromosomów.(...)
Nie dość, że rośnie szybko jak wilkołak, to jeszcze Alice obu was [czyli Jacoba i Edzia] nie widzi.
Jeśli te cechy regulują geny, być może znamy już odpowiedź na moje pytanie.
Dwadzieścia cztery pary... – szepnął do siebie Edward.
Zatem z genetycznego punktu widzenia dziecko odziedziczy jakieś niezbadane, mam nadzieję, że wyjątkowo makabryczne upośledzenie. Ewentualnie będzie gorylem.

Miałem co innego na głowie – musiałem pogodzić ze sobą kilka faktów.
Po pierwsze, Bella powiedziała, że to coś w jej brzuchu chroniła błona równie twarda jak wampirza skóra – błona, przez którą nie przechodziły ultradźwięki i której nie dawało się przebić żadną igłą.
A próbowaliście tytanowe wiertła, względnie młot pneumatyczny? Skoro i tak spisaliście dziewczynę na straty...Skoro błona była taka twarda, to jakim cudem dzieciak w niej mógł tak swobodnie gruchotać matce kolejne kości – które były na zewnątrz owej błony?
Może była mocna i elastyczna zarazem – coś jak worki na śmieci Jan Niezbędny. ^^

Po trzecie, jak przyznał Edward, według indiańskich legend istoty spłodzone przez wampiry opuszczały swoje matki, wygryzając się na zewnątrz.
Aha. Czyli ten zakłamany buc WIEDZIAŁ, że wampiry są płodne, tak? I nie raczył założyć gumy, bo – niech zgadnę – jest otwarty na dar życia ukryty w akcie małżeńskim. Albo myślał wackiem. Szkoda tylko, że ta biedna idiotka o niczym nie wiedziała. :/

Wszystko to w obrzydliwy sposób trzymało się kupy, ponieważ po czwarte, mało co było w stanie przebić coś dorównującego wytrzymałością wampirzej skórze. Jeśli wierzyć podaniom, wystarczająco silne były jednak zęby tego potwornego mieszańca.
I moje własne zęby były wystarczająco silne.
I wampirze zęby także.(...)
Chyba już się domyślałem, jak Rosalie zamierzała temu czemuś pomóc „bezpiecznie” przyjść na świat.
Czy tylko mnie się robi niedobrze, jak to wszystko czytam?Nie.

[Płód rozrasta się tak bardzo, że zaczyna łamać kości Belli]
Podejrzewają nowe złamanie.
Starała się powiedzieć to z jak największą swobodą, ale w głębi jej oczu zauważyłem płomienie. Edward i ja nie byliśmy tu jedynymi, którzy czuli się jak na stosie.
Gdyby czuli się jak ktoś, kto się topi, mieliby tam malownicze jeziorka albo morskie zatoczki?

Kolejne żebro? – spytałem ochryple.
Nie. Teraz miednica
Nie, żeby bachor nie ingerował we własne środowisko naturalne.

[Edward nawiązuje telepatyczną więź z płodem =.=”]
Widziałem go w różnych momentach, ale takiego jeszcze nigdy. Na chwilę razem z Bella popadł w bezgraniczny zachwyt.
Oczywiście, że jesteś szczęśliwy, mój maleńki – zagruchała, głaskając się po brzuchu i płacząc z radości. – Jakże mogłoby być inaczej? Przecież wiesz, że jesteś kochany, a w brzuszku u mamusi jest ci tak cieplutko i bezpiecznie.
No pewnie, przecież walają się tam odłamki kości i cała masa krwawego bigosu. Sweet.
Ja może nie jestem zbyt kompetentna w tym temacie, ale czy instynkt macierzyński może być wynaturzony aż do tego stopnia? Czemu Meyer robi z tej dziewczyny taką cholerną męczennicę?

Edward dalej nasłuchiwał, zapatrzony w dał niewidzącymi oczami.
I co? I co? – zawołała Bella podekscytowana. – O czym teraz myśli?
Zamiast jej odpowiedzieć, zrobił coś, czym tak zaskoczył całą naszą trójkę, że każde z nas aż jęknęło – ostrożnie przyłożył ucho do jej brzucha.
Kocha cię – wyszeptał, całkowicie oszołomiony. – Po prostu cię ubóstwia.
Też bym ubóstwiała osobę, która tak bezkarnie pozwala mi łamać sobie kości i wyżerać się od środka. To znaczy, gdybym była jakimś psychopatą. Fajny dzieciak im rośnie..

Kubek, który zostawiła na kanapie, przewrócił się na bok i na jasne obicie wylewała się krew. Chociaż wyprzedziły ją trzy pary rąk, Bella pochyliła się odruchowo, żeby naprawić szkodę. Z głębi jej ciała wydobył się przedziwny, stłumiony dźwięk – jakby coś się rwało.
Tym razem jelita czy woreczek żółciowy, jak myślicie?
Cóż,jeśli to jelita, poród z pewnością będzie bardzo... aromatyczny. To znaczy jeszcze bardziej niż zwykle.

Bella! – zawołał Edward. Panika wykrzywiła mu twarz. Chwilę później powietrze rozdarł jej krzyk.
Nie był to zwykły krzyk bólu, ale raczej mrożące krew w żyłach agonalne wycie. Ustało raptownie, gdy w gardle Belli coś zabulgotało. Jej oczy błysnęły białkami, drgnęła w ramionach Rosalie i z jej ust trysnęła na wszystkie strony fontanna wymiotowanej krwi.
*Czeka, aż Bella zamieni się w dziewczynkę z The Ring*
Eee tam, po prostu dzieciątku nieco się ulało.

Zakrwawione ciało Belli zaczęły przechodzić rytmiczne dreszcze, jakby poddawano ją elektrowstrząsom. Mogło się zdawać, że próbuje się wyrwać z objęć Rosalie, ale twarz miała pustą, nieprzytomną – poruszała się tylko dlatego, że miotało się to coś kryjące się w brzuchu. Każdemu drgnięciu towarzyszyły chrupnięcia i trzaski.
Miotający się płód? Aha, czyli jednak zaczął trenować fitness. ^^
Szkoda tylko, że robi z wnętrzności mamusi dżem...

Morfina! – zakomenderował Edward.
Alice, dzwoń do Carlisle’a! – wrzasnęła Rosalie.
TERAZ?! Dziewczyna ma połamane żebra i miednicę, coś rozrywa jej flaki, a oni dopiero teraz dają jej środki przeciwbólowe i wzywają lekarza? Mein goth, ile oni mają lat? Trzy?

Pokój, do którego za nimi trafiłem, przypominał oddział urazowy założony w bibliotece.
Taak, niech nam żyją profesjonalizm i sterylne warunki.

[Bella] Leżała tam, gdzie wszystkie lampy były wycelowane – na samym środku, na stole operacyjnym – i rzucała się niczym ryba na piasku. Rosalie przytrzymywała ją w miejscu, zrywając z niej ubranie, a Edward wkłuwał się strzykawką w jej rękę.
Ile razy wyobrażałem ją sobie nago? Teraz nie mogłem na nią patrzeć. Nie chciałem, żeby te obrazy krążyły później po mojej głowie.
Fakt, trochę niewłaściwy moment na fantazje erotyczne. Ale tylko ciut.

Edward, co się dzieje?
Dziecko ma kłopoty z oddychaniem!
Musiało się odkleić łożysko!
W którymś momencie Bella odzyskała przytomność. Usłyszawszy tę wymianę zdań, krzyknęła z taką siłą, że o mało co nie pękły mi bębenki:
Wyciągnijcie go stamtąd! SZYBKO! On się DUSI! - Obserwowałem z przerażeniem, jak od wysiłku pękają jej żyłki w gałkach ocznych.
Fajnie, teraz dżem nie tylko wewnątrz, ale i na zewnątrz. Łowicz już może podpisywać z nimi kontrakt.

– Morfina... – zaczął gniewnie Edward.
NIE! TERAZ!... – nie skończyła, bo zakrztusiła się kolejną fontanną krwi.
Nie zapominaj, że muszę cierpieć tak bardzo, jak to tylko możliwe!

W jaskrawym świetle skóra Belli wydawała się być bardziej fioletowa i czarna niż biała. Tuż pod naskórkiem olbrzymiego rozedrganego brzucha rozszerzała się szkarłatna plama.
Przepraszam, czy pani Meyer wyobraża sobie skórę jako cienki obrus zakrywający wnętrzności? Jako, że między flaczkami a skórą są jeszcze mięśnie (nie licząc otrzewnej) raczej nie widzę TAK objawiającego się krwotoku.

Rosalie podniosła w górę skalpel.
W górę? Czyli że gdzie będzie robić to nacięcie? Chce ją rżnąć przez cały tułów jak przy sekcji zwłok?

Zaczekaj, aż dotrze tam morfina! – upomniał ją Edward.
Nie mamy czasu! – warknęła. – On umiera!
Pieprzyć Bellę!

Zbliżyła ostrze do brzucha Belli i z miejsca, w którym go nacięła, wypłynęła obficie czerwień.
Według Wikipedii „Czerwień” to płaskowyż w Górach Bystrzyckich, szczyt w Karkonoszach, legendarna stolica Grodów Czerwieńskich i Rusi Czerwonej oraz jedno z miast na Białorusi. Nie dziwię się, że płód tak się rozpychał i sprawiał tyle problemów, skoro okazał się miastem albo górą!. o.O

Wyglądało to tak, jakby ktoś wywrócił wiadro albo odkręcił do końca kran.
Aha, czyli scena rodem z Kill Billa, a dokładniej ze masakry w Domu Błękitnych Liści? Faaajnie...
Ja już od dawna mam wrażenie, że oni wszyscy cierpią na Martwicę mózgu. :/

I wtedy Rosalie straciła nad sobą kontrolę. Zobaczyłem, jak rysy jej twarzy tężeją, jak odsłania zęby, jak w jej czarnych oczach pojawia się głód.
Ano właśnie, tak już chciałam spytać, co na to wszystko WAMPIRY.
A ja jeszcze chciałabym wiedzieć, które z nich ma dyplom z położnictwa. Zwykły poród to jeszcze można odebrać własnymi siłami, ale zrobić cesarkę...

[Jacob i Alice obezwładniają Rosalie, Jake dalej pomaga przy porodzie]
Bella robiła się coraz bardziej sina. Miała szeroko otwarte oczy.
Umiesz robić sztuczne oddychanie? – upewnił się Edward.
Aaa, to oni na tej, pożal się borze, sali operacyjnej nie mają nawet respiratora? Nie wspominając już o tym, że Bella krztusi się krwią, więc przydałaby się intubacja albo coś w tym stylu?

Mówił ostrym tonem, jak żołnierz. Przyjrzałem mu się, ale nic nie wskazywało na to, żeby miał zareagować tak, jak Rosalie. Był maksymalnie skupiony na swoim zadaniu.
Tak, jasne, pogapcie się jeszcze trochę na siebie nawzajem, może do tego czasu wampirzątko się udusi, a Bella wykrwawi.

Przerwał mu straszliwy trzask dobywający się z wnętrza ciała Belli, głośniejszy niż wszystkie poprzednie i tak potworny, że zamarliśmy, czekając, aż Bella znowu zawyje z bólu. Ale nic takiego się nie stało. Co gorsza, obie jej nogi, do tej pory zgięte w kolanach, rozjechały się na boki jak u porzuconej marionetki.
To kręgosłup – wymamrotał Edward.
Wyjmuj go, wyjmuj! – popędziłem go wściekły, rzucając mu skalpel. – Ona teraz nic już nie poczuje!
Kręgosłup chcą jej wyjąć? O.o
...nie, wybaczcie, ja idę po coś na uspokojenie... *rozgląda się za wódką*
...ech... daj mi trochę...

Następny odgłos zupełnie mnie zaskoczył. Aż przeszły mnie ciarki. Brzmiało to tak, jakby ktoś darł arkusze blachy. (...)
Zerknąłem na Edwarda. Twarz miał przyciśniętą do brzucha Belli. Jak miał przeciąć wampirzą skórę jeśli nie wampirzymi zębami?
Nożycami do betonu? Piłą mechaniczną?
*nuci „Bo fantazja, fantazja, bo fantazja jest od tego,
aby bawić się, aby bawić się, aby bawić się na całego...”*

[Bella] Rozglądała się za kimś, może za mną, może za Edwardem, ale wzrok miała błędny i niczego nie widziała. Patrzyłem na nią i tak. Nie mogłem oderwać od niej oczu.
A tej morfiny chyba jej wstrzyknęli tyle co przy operacji słonia, skoro ona jeszcze nie wyje z bólu.
Wiesz, po złamaniu kręgosłupa ona pewnie już nic nie czuje, choćby i z szoku.

Ustały targające nią dreszcze. Pewnie już to wyjął, pomyślałem.
I rzeczywiście tak było.
Renesmee – szepnął Edward.
Czyli Bella się myliła. Jednak nie nosiła w sobie chłopca, tak jak to sobie wyobrażała. Cóż, nie była to właściwie dla mnie jakaś wielka niespodzianka. Chyba nigdy w życiu nie udało jej się niczego przewidzieć.
Tak, zmieszaj ją z błotem na koniec, czemu nie. W końcu jest już tylko krwawym ochłapem. T.T

Uparcie patrzyłem w jej nakrapiane czerwono oczy, ale poczułem, że z wysiłkiem wyciągnęła ku Edwardowi ręce.
Zaraz, podobno poszedł jej kręgosłup. Jej marysiowa zajebistość dokonała cudownego wyleczenia?
No, i w dodatku wznowiła oddech i akcję serca.

Pozwól mi... – wycharczała. – Daj mi ją, proszę.(...)
Przeniosłem wzrok niżej, ale było już za późno – Edward zdążył już odebrać jej to ciepłe stworzenie. Skórę miała całą w krwi – w krwi, która trysnęła jej z ust, w krwi, którą umazane było to coś, co przed chwilą tuliła do siebie, i wreszcie w krwi sączącej się ze świeżej ranki w kształcie półksiężyca tuż nad jej lewą piersią.
Renesmee, nie wolno! – powiedział Edward stanowczym tonem, jak gdyby chciał nauczyć potwora dobrych manier.
Chyba raczej wytresować jak psa.
A mamusię ktoś w końcu raczy zacząć ratować? Jakaś transfuzja by się przydała, bo Bella właściwie powinna wykrwawić się już ze trzy razy.

Nie spojrzałem ani na niego, ani na to coś. I dzięki temu zauważyłem, że Bella znowu błysnęła białkami. Jej serce wydało z siebie ostatnie „ta-dam”, jakby się zacięło i wreszcie, ucichło na dobre.
Tak, WRESZCIE wam wyzionęła ducha. Co za ulga, czyż nie?

Nie minęło pół sekundy, a moje dłonie znalazły się na jej mostku. Wyliczałem w głowie kolejne pchnięcia, usiłując zachować równy rytm. (...) Znowu wpiąłem się w blade usta Belli.Czym się wpiął? Agrafką? Haczykami?
Może ma przy aparacie gębowym taką ssawkę jak minóg?

Na co czekasz? – wychrypiałem do Edwarda, ciężko dysząc. I znowu na mostek. Raz. Dwa. Trzy. Cztery.
Weź ode mnie dziecko – zażądał.
Ach, wyrzuć je przez okno.
Jassne, w końcu Bella tylko oddała za nie życie...

Odsunął mnie brutalnie jednym szybkim ruchem. Swoim ciosem złamał mi mały palec. Chrupnęła kostka. W tej samej sekundzie, wbił Belli igłę prosto w serce.
Mój jad – odpowiedział, dociskając tłok.
Jej serce przeszedł gwałtowny wstrząs, jak gdyby reanimowano je prądem.
Pompuj dalej – rozkazał.(...)
Serce Belli wydało mi się teraz twardsze, jak gdyby przepływająca przez nie krew zwalniała w nim i
gęstniała.
Tak, bo serce da się wyczuć pod mostkiem i piersiami.
... chyba, że mostek też jej bachor pogruchotał i serce wypłynęło sobie gdzieś na wierzch. T.T

Można było pomyśleć, że [Edward] obsypuje ją pocałunkami – musnął wargami jej szyję, nadgarstki, zgięcie łokci... Ale słyszałem, jak jego zęby raz za razem przecinają jej skórę, wstrzykując wampirzy jad w tylu miejscach, w ilu tylko się dało. Zauważyłem, jak po każdym ugryzieniu jego blady język przesuwa się wzdłuż krwawiącej ranki(...). Tam, gdzie rozprowadzał jad językiem po skórze, ta błyskawicznie się zasklepiała. Ani krew, ani trucizna nie mogły już wydostać się na zewnątrz.
Czyli ten jad działa jak ślina psa, tylko dużo szybciej? Trucizna i lekarstwo w jednym?
Niech zatem lepiej wampiraski się modlą, żeby o właściwościach tego jadu nie dowiedzieli się homeopaci, hehe.

Przeniosłem się na mostek i po raz kolejny zacząłem odliczanie, podczas gdy krążący wokół mnie Edward nadal z uporem maniaka starał się dokonać cudu – złożyć Bellę z powrotem w jedną całość.
Mam rozumieć, że ten cały jad jest w stanie usunąć krew i porwane flaki z jamy brzusznej, pozszywać żyły i narządy, poskładać połamane z przemieszczeniem kości i przerwany rdzeń kręgowy, no i jeszcze uzupełnić brakującą krew? O.o

Wiedziałem, że już za późno. Wiedziałem, że Bella nie żyje. Wiedziałem to na pewno, bo nie czułem, żeby cokolwiek mnie przy niej jeszcze trzymało. Nie widziałem żadnego powodu, dla którego miałbym przy niej jeszcze być. Zresztą, jakiej „niej”, skoro Belli już nie było? Do jej pustego ciała nic mnie nie ciągnęło. Bezsensowna potrzeba przebywania jak najbliżej niej – znikła.
„Ups, nie żyje... Już się nie da nią podzielić z Edziem i dupczyć na zmianę, bu. To ja sobie pójdę”.
... Brawo, Jacob. :/

Z ust mi to wyjęłaś. =_=”

Bella żyje – wycedził [Edward]. – Zobaczysz, dojdzie do siebie.
Taa, jest martwa, ale zaraz jej przejdzie.

Czyli stało się. To już było to. Wypłynąłem na ocean bólu. Woda w nim wrzała, a drugi brzeg znajdował się tak daleko, że nie mogłem uwierzyć w to, że istnieje, a co dopiero go dojrzeć.
Te, uważaj, żeby Ci się czajnik nie spalił, jak ta woda tak wrze.Mhm, najpierw jedna ma ranę w piersi, potem ten znowu żegluje po oceanie bólu... A Edzio pewnie będzie się zaraz owijał Kamiennym Jedwabiem®.

[Rosalie karmi dzieciaka krwią z butelki.]
Wydawane przez to coś odgłosy niespodziewanie postawiły mnie z powrotem na nogi. Wróciły siły, ale wraz z nimi także nienawiść i gorączka – ukrop, który obmywał mi mózg, ale niczego w nim nie wymazywał. Przeciwnie, zgromadzone w mojej głowie obrazy były dla niego paliwem i to paliwem, którego zapasy, choć podsycały ogień, bynajmniej się nie wyczerpywały.
Ogień? Paliwo? Uważaj, może to zapalenie opon... mózgowych.

Doszedłem do wniosku, że nie ciągnie mnie jednak wcale w stronę wyjścia, tylko właśnie do małego krwiopijcy. (...) Takie było moje przeznaczenie. To ja miałem z nim skończyć – spełnić swój obowiązek i wyplenić zło.
Egzorcysta się znalazł... Ciekawe, po czym poznał, że to takie zUo. Po sposobie, w jaki mlaskało?Słusznie, zabij gnoja póki mały. A potem weź się za tatusia.

Ponad ramieniem Rosalie ukazała się twarzyczka małego mordercy. Wzrok miał o wiele bardziej przytomny, niż zwykle u noworodka.
No tak, sądząc po całej tej akcji z rozrywaniem brzucha Belli, dziecko powinno urodzić się jako co najmniej dwulatek.

Spojrzał na mnie oczami koloru mlecznej czekolady – w takim samym odcieniu brązu, co zgasłe oczy Belli.
Zamarłem. Dygotanie ustało jak ręką odjął. Zalała mnie fala ciepła, gorętsza niż wcześniej, ale teraz było to ciepło innego rodzaju. Nie paliło mnie żądzą mordu.
Zsyłało olśnienie.
Iluminacja pod wpływem czekoladowych oczu? Hmm, ciekawe, po ilu kostkach Jacob się uśmiechnie.

Kiedy zapatrzyłem się w porcelanową buźkę maleństwa, które w połowie było wampirem, a w połowie człowiekiem,
Przynajmniej wiemy, co powstanie, gdy skrzyżujemy człowieka z marmurowym posągiem: porcelana.
Laleczka Chucky.

wszystko, co miało dla mnie dotąd jakiekolwiek znaczenie, uleciało ze mnie – niczym pęk balonów uwolnionych serią cięć.
Espumisan – na wzdęcia.

W miejscu trzymała mnie nowa więź – o stokroć silniejsza niż tamte
razem wzięte. Jedna więź, ale jakby ich milion. I nie sznurków od balonów, ale stalowych kabli. Milion stalowych kabli łączących mnie z jedną rzeczą – z centrum wszechświata.
Teraz duszą jam w moję ojczyznę wcielony?
I kable to stalowe, nie płoche balony –
Ja i ojczyzna to jedno.
Nazywam się Milijon - bo za milijony
Kocham i cierpię katusze.... Eh, nie, zaczynam już bredzić. Zła literatura boli przez całe życie. ;/
Rozumiałem to już – rozumiałem, gdzie ono leży. Nigdy wcześniej nie dostrzegałem tej symetrii w budowie kosmosu, ale nagle uznałem ją za oczywistość.
To nie ziemska grawitacja sprawiała teraz, że stałem tam, gdzie stałem.
Tylko nowo narodzona dziewczynka w ramionach blond wampirzycy.
Renesmee.
*jebs*
Ale skoro morda Edwarda odpowiada za blask księżyca, jego córcia może odpowiadać za grawitację, nie...?

[Bella oczywiście przeżywa, gdyż – niespodzianka!!! - zmienia się w wampira.]
Moje serce postanowiło dać już z siebie wszystko. Hałasując niczym wirniki startującego helikoptera, jego uderzenia zlały się niemal w jeden donośny dźwięk. Zdawać by się mogło, że niestrudzony mięsień lada chwila zmiele mi żebra.
Bella ma w klatce piersiowej mikser?

Ogień w jego wnętrzu wysysał z moich członków resztki płomieni, żywiąc się nimi, tak że palił mnie mocniej niż kiedykolwiek. Ból był tak potworny, że w każdej sekundzie mógł wziąć nade mną górę i rozluźnić uścisk, którym czepiałam się stosu. Wygięłam się w łuk, jakby pożar uniósł moje serce w powietrze. Osunęłam się z powrotem na stół. Żadnej innej części mojego ciała nie pozwoliłam przy tym na podobną niesubordynację.
Chętnie skomentuję powyższy fragment, ale dopiero wtedy, kiedy mi go ktoś przetłumaczy na polski.

Wrzała we mnie walka – moje rozpędzone serce ścigało się z atakującym je ogniem. Oboje przegrywali. Ogień był skazany na niepowodzenie, bo skończyło już mu się paliwo. A moje serce
galopowało na ostatnich nogach.
To znaczy, serce wysysało ogień z reszty ciała, ale tak naprawdę się z nim ścigało?
Przetłumaczcie... :(
*wyobraża sobie serce-stonogę, które pędzi tak szybko, że co i rusz odpadają mu kolejne nóżki*
Twilight daje lepsze jazdy niż grzybki-halucynki...
Mów co chcesz, poetyckie metafory są poetyckie.

[Bella poznaje świat jako wampirzyca]
Kurz był tak piękny, że zszokowana wciągnęłam głośno powietrze przez usta. Ze świstem przemknęło przez moje gardło, a drobinki w pobliżu moich ust przyspieszyły. (...) Nie musiałam już oddychać, ale sprawiało mi to przyjemność. Mogłam tak posmakować wszystkiego, co znajdowało się w pokoju. Posmakować tych przeuroczych drobinek kurzu.
Kurz domowy składa się najczęściej z komórek bakterii, zarodników i strzępków grzybów, cząstek ciała i wydalin owadów, roztoczy, kawałków naskórka, włosów, sierści, wszelkich wydalin, pyłków itp. Smacznego, Bello.

Wykwintnego bukietu jedwabiu. Mieszanki powietrza zastałego i chłodniejszego wpadającego przez otwarte drzwi.
Ja rozumiem, że przemiana w wampira może trochę namieszać w umyśle, ale żeby pomylić jedwab z kwiatami? A wciąganie stęchłego smrodku z mieszkania też jest jakieś nie teges...

Wspomnienia czegoś ciepłego i kuszącego, co powinno było być wilgotne, ale nie było...
Sądząc po ostatnich fetyszach Belli, chodzi pewnie o wyplutą ślinę albo zasikaną pieluchę.

Powietrze wydostało się zza moich zaciśniętych zębów z złowrogim sykiem godnym roju pszczół.
Pierwsze słyszę, żeby pszczoły syczały.
... taa, a węże pewnie bzyczą.

A gdzieś w oddali piejo kury, piejo, bo nie majo koguta.

Zerwałam się ze stołu tak raptownie, że wszystko powinno było zawirować mi
przed oczami – ale nic takiego się nie stało. Chociaż w jedną szesnastą sekundy znalazłam się
pod przeciwległą ścianą, po drodze zarejestrowałam każdą drobinę kurzu i każdy słój w deskach
boazerii, na których spoczął mój wzrok.
Trzeba było jeszcze policzyć roztocza w tym kurzu.
Wampiry mają wbudowany czasomierz? Po kiego grzyba? Żeby móc się napawać swoją zajebistą prędkością?

Nie zmieniłam pozycji jeszcze przez jedną ósmą sekundy, żeby mieć czas rozejrzeć się po pokoju.
Taak, wiemy, jesteś teraz zajebista. Możemy ruszać dalej z „fabułą”?

Alice wyglądała Jasperowi zza łokcia, uśmiechając się szeroko. Ostre szpitalne światło odbiło się od jej białych zębów, tworząc kolejną ośmiokolorową tęczę.Ośmiokolorową? To jakie jeszcze barwy szanowny wampir widzi oprócz normalnych siedmiu?Może oktarynę?

W przeważającej części moje zmysły i umysł skupiły się na twarzy Edwarda. Do tej pory jeszcze nigdy tak naprawdę jej nie widziałam.
Ileż to razy już mu się przyglądałam, zachwycając się jego urodą?
Taa, a my wraz z tobą... niestety. Setki, najlżej licząc.

Ileż to godzin – a gdyby je podliczyć, ileż dni, ileż tygodni – spędziłam, marząc na jawie o tym, którego miałam za ideał?
Zdecydowanie za dużo.

Sądziłam, że znam jego twarz lepiej niż swoją własną. Sądziłam, że ze wszystkich rzeczy na świecie, tylko tego jednego w stu procentach mogę być pewna – nieskazitelności jego boskiej twarzy.
No proszę. Kartezjusz w swych rozważaniach doszedł, że może być pewien jedynie istnienia Boga i siebie samego, ale widać żadna z tych rzeczy nie jest tak niepodważalnie prawdziwa, jak boskość ryja Edwarda. >.<

Okazało się, że równie dobrze mogłabym być ślepa. Oto po raz pierwszy spojrzałam na Edwarda oczami, którym obca była słabość ludzkiego wzroku. Jęknęłam z wrażenia.
Dobrze, rozumiem, że ludzkie oczy nie dostrzegą tak fascynujących spraw jak syfy krążące w powietrzu, ale co tak diametralnie może się zmienić w widoku czyjejś twarzy? Taką różnicę robił dokładny ogląd włosów w nosie i porów skóry czy jak? O.o

Z wysiłkiem dobierałam w myślach słowa, którymi mogłabym go opisać, ale te, które przychodziły mi do głowy nie były odpowiednie. Potrzebowałam jakiegoś ulepszonego języka.
Proponuję LTI, nowomowę Trzeciej Rzeszy.
A może C++ albo Java?

Byłam nowo narodzonym wampirem. Paląca suchość w gardle stanowiła najlepszy tego dowód.
Jeżu malusieńki, czyli po każdej zakrapianej imprezie rankiem zmieniam się w wampira? W sumie... te cienie pod oczami...

I wiedziałam, co taki stan za sobą pociąga.
Konieczność jak najszybszego pójścia do toalety.

Ale kiedy Edward przytulił mi dłoń do twarzy, swoją stalową dłoń obitą satyną skóry, w
moich wyschniętych żyłach wystrzeliło pożądanie, ogarniając mnie od stóp do głów.
W żyłach jej pożądanie wystrzeliło? Ale to ostrożnie, bo stal się jeszcze od tych strzałów porysuje i co wtedy?
Czyżby to znowu była eksplodująca sperma z analizy o Sakurze w Akatsuki? ^^

Był ciepły – a przynajmniej taki mi się wydał. Jego słodki, kuszący zapach rozpoznałabym wszędzie, chociaż do tej pory, z pomocą marnego ludzkiego węchu, rejestrowałam jedynie jego znacznie uboższą wersję.
Ehe, bo chodzące zwłoki pachną tak ślicznie. Ta subtelna nutka rozkładu...
Eej no, skoro ta cała wampirza atrakcyjność jest czymś w rodzaju wabika na ludzkie ofiary, dlaczego działa silniej na inne wampiry niż na ludzi?

Przycisnęłam Edwardowi policzek do umięśnionej piersi. Nagle drgnął i przeniósłszy ciężar ciała na drugą nogę, wyplątał się delikatnie, acz stanowczo z moich objęć. (...)
Auć. Ehm, Bello... Uważaj, to boli. (...)
Byłam za silna!
Cóż to znowu – supertwarda wampirza skóra i ogólnie och-ach wytrzymałość, a tego tu boli zwykłe przytulenie?

Spojrzałam mu prosto w oczy i po raz pierwszy po przemianie usłyszałam własny głos.
Kocham cię – wyszeptałam, ale zabrzmiało to tak, jakbym to wyśpiewała. Mój głos rozdzwonił się niczym pęk złotych dzwonków.
To znaczy zagrzechotała jak kupa żelastwa?
Może ona naprawdę zmieniła się w jakąś disneyowską księżniczkę?
Edward odpowiedział mi uśmiechem, który poraził mnie o wiele większą siłą niż kiedykolwiek, kiedy byłam jeszcze człowiekiem. Dopiero teraz widziałam ten uśmiech tak naprawdę.
Taaaak, był niemal tak piękny jak te zajebiste kłęby kurzu unoszące się dookoła.
Bo wcześniej widziała go na niby.

Pocałował mnie(...). Najchętniej zatraciłabym się w powodzi bodźców, ale chociaż niezwykle trudno było mi w niej zebrać myśli, starałam się za wszelką cenę nie zapomnieć, że niechcący mogę zrobić mu krzywdę.
Odgryzie mu głowę, jak modliszka.
I będzie spokój. ^^

Chociaż nie potrzebowałam tlenu, zaczęłam oddychać coraz szybciej – tak szybko, jak
wtedy, gdy płonęłam. Teraz szalał we mnie pożar innego rodzaju.*zastanawia się, jak można jednocześnie całować i się hiperwentylować*

20 komentarzy:

Goma pisze...

I widziała, że siostra jej jest ładna. I rzekła Claudie do siostry: „Zaprawdę powiadam ci, zejdźmy na śniadanie”. I widziała Claudie, że to było dobre.

xD

Czy mam rozumieć, że skoro analizy zwykle były we czwartki, a dziś jest jeszcze środa, to ta była bonusowa, a jutro będzie więcej? ^^
*patrzy z nadzieją*

Pozdrawiam i wielbię wciąż.

Aquilla pisze...

Padłam na łóżko i uśmiechnęłam się do sufitu. Ash. Poczułam motyle w brzuchu.
A nie mówiła ci matka, że gąsienic się nie zjada? No to teraz masz. ;D

Niezły tekst.

Brązowe włosy w artystycznym nieładzie. Niesamowicie czekoladowe oczy. Odwrócił się i podchwycił jej spojrzenie.
Ej, to ona widziała jego oczy patrząc mu w tył głowy?! Kolejna bochaterka żerująca na oku Moody'ego?
Na dodatek oni rzucają w siebie nawzajem spojrzeniami! Wyrażenie „siatkówka oka” nabiera więc całkiem nowego sensu...

XD


Po trzecie, jak przyznał Edward, według indiańskich legend istoty spłodzone przez wampiry opuszczały swoje matki, wygryzając się na zewnątrz.
Aha. Czyli ten zakłamany buc WIEDZIAŁ, że wampiry są płodne, tak? I nie raczył założyć gumy, bo – niech zgadnę – jest otwarty na dar życia ukryty w akcie małżeńskim. Albo myślał wackiem. Szkoda tylko, że ta biedna idiotka o niczym nie wiedziała. :/


Może nie wiedział, że seks i zapłodnienie mają ze sobą jakiś związek. Nieraz tak jest, że dzieci wiedzą, że mamusia ma w brzuchu braciszka, ale nie wiedzą dokładnie skąd on się tam wziął. Z Edwardem mogło być tak samo.

Ustały targające nią dreszcze. Pewnie już to wyjął, pomyślałem.
I rzeczywiście tak było.
– Renesmee – szepnął Edward.
Czyli Bella się myliła. Jednak nie nosiła w sobie chłopca, tak jak to sobie wyobrażała. Cóż, nie była to właściwie dla mnie jakaś wielka niespodzianka. Chyba nigdy w życiu nie udało jej się niczego przewidzieć.
Tak, zmieszaj ją z błotem na koniec, czemu nie. W końcu jest już tylko krwawym ochłapem. T.T


Jak ja lubię przemyślenia bohaterów "Zmierzchu".

– Na co czekasz? – wychrypiałem do Edwarda, ciężko dysząc. I znowu na mostek. Raz. Dwa. Trzy. Cztery.
– Weź ode mnie dziecko – zażądał.
– Ach, wyrzuć je przez okno.
Jassne, w końcu Bella tylko oddała za nie życie...


XD


Wiedziałem, że już za późno. Wiedziałem, że Bella nie żyje. Wiedziałem to na pewno, bo nie czułem, żeby cokolwiek mnie przy niej jeszcze trzymało. Nie widziałem żadnego powodu, dla którego miałbym przy niej jeszcze być. Zresztą, jakiej „niej”, skoro Belli już nie było? Do jej pustego ciała nic mnie nie ciągnęło. Bezsensowna potrzeba przebywania jak najbliżej niej – znikła.
„Ups, nie żyje... Już się nie da nią podzielić z Edziem i dupczyć na zmianę, bu. To ja sobie pójdę”.
... Brawo, Jacob. :/
Z ust mi to wyjęłaś. =_=”


Jacob jest jedyny w swoim rodzaju. XD Coś mi się wydaje, że tak autorka wyobraża sobie prawdziwego chłopaka.


Przycisnęłam Edwardowi policzek do umięśnionej piersi. Nagle drgnął i przeniósłszy ciężar ciała na drugą nogę, wyplątał się delikatnie, acz stanowczo z moich objęć. (...)
– Auć. Ehm, Bello... Uważaj, to boli. (...)
Byłam za silna!
Cóż to znowu – supertwarda wampirza skóra i ogólnie och-ach wytrzymałość, a tego tu boli zwykłe przytulenie?


Pewnie się boi, że Bella znowu będzie chciała go zmusić do seksu, a ten ból to tylko taka wymówka. Cały czas robił podobne uniki.


Chociaż nie potrzebowałam tlenu, zaczęłam oddychać coraz szybciej – tak szybko, jak
wtedy, gdy płonęłam. Teraz szalał we mnie pożar innego rodzaju.
*zastanawia się, jak można jednocześnie całować i się hiperwentylować*


Ciekawe czy już wie, że teraz bez żelu się nie obędzie. Chociaż skoro Edward ma erekcję…


Czy mam rozumieć, że skoro analizy zwykle były we czwartki, a dziś jest jeszcze środa, to ta była bonusowa, a jutro będzie więcej? ^^
*patrzy z nadzieją*


Analizatorki by się chyba wykończyły. A tego nie chcemy. Za duża dawka bezsensu jest szkodliwa.;P Też bym chciała dodatkową analizę, ale myślę, że lepiej nie przesadzać. Nie mogę już i tak wyjść z podziwu dla Analizatorek. Tak często pojawiają się analizy, nie są takie krótkie, można dowiedzieć się czegoś ciekawego i są po prostu genialne.

Rzepicha pisze...

Dziękuję. Rozświetliłyście życie jednej maturzystki i jej kota! I uratowałyście je przed czytaniem "Zmierzchu" i robieniem sobie obciachu w bibliotece :D

Ithildin pisze...

Bella życie oddaje za dzieciaka, zachowuje się jak totalna kretynka, oszalała na jego punkcie, a gdy zostaje "ożywiona" zamiast się nim zainteresować to podziwia drobinki kurzu i obściskuje się z Edwardem-jeszcze-bardziej-zajebistym. Matko;D

Anonimowy pisze...

dammit, ja poległam.
Zmieżh. Jest. Zuy. tyle w temacie >.<
pomijam już treść. pomijam poetycko-poetyckie matafory. pomijam nawet Zajebiście Zajebistego Bo Jest Zajebisty (i Świeci się w Słońcu) Edzia.
bo jakakolwiek fabuła i tak dalej tej ksionżki umarły w bólach i nawet nie chce mi się tego komentować.
ale na litość. czy to coś w ogóle miało korektę?!?

Rosalie podniosła w górę skalpel.

W górę? Czyli że gdzie będzie robić to nacięcie? Chce ją rżnąć przez cały tułów jak przy sekcji zwłok?

I tak dobrze, że nie podniosła go w dół =.="


ja odpadłam, dziękujębardzozatroskę.
i za waszą analizę też dziękuję.
bo to było COŚ.

p, violett.

Anonimowy pisze...

hasło [emodub] jest całkiem niczego sobie i w wielkim stopniu podsumowuje opracowany tekst.

Błagam, odłóżcie Mejerową na bok, dla własnego zdrowia to zróbcie!

z wyrazami obawy, jasza

Mirveka pisze...

To było cudne.
Oba opka i Mayer. Uśmiałam się jak norka!

Banan pisze...

18 III
Imieniny obchodzą Cyryl i Edward. Wszystkiego najlepszego, Edwardzie! Zgiń, przepadnij =='

Analiza jak zwykle przegenialna, tak "Zmierzchu" (powinien być jakiś znaczek, który miast tm wstawia ), jak i sióstr TseTse.

"Padłam na łóżko i uśmiechnęłam się do sufitu. Ash. Poczułam motyle w brzuchu."

A nie mówiła ci matka, że gąsienic się nie zjada? No to teraz masz. ;D


Gratuluję i dzięki za kolejne chwile nieskrępowanej radości :D

Zielona Żaba pisze...

Ejże, ejże. Momentami miałam wrażenie, że Analizatorki nie przeczytały całości tekstu, tylko komentują wyrwane z fabuły fragmenty.
Pierwsze: Edward w noc poślubną i tę kolejną "aktywną" nie wiedział, że może zapłodnić Bellę. O legendach dowiedział się dopiero od posługaczki, która z przerażeniem zauważyła powiększony brzuch Belli. A i to nie całkiem, potem się jeszcze dużo naszukali.
Drugie: Po złamaniach żeber Bellę opatrywał Carlisle. To wszystko nie działo się tuż przed porodem, było rozłożone na kilka dni. Inna rzecz, że lekarz, który opuścił swoją pacjentkę tuż przed tak nietypowym porodem, to głupi pomysł. Przecież oni nie mogli poumierać z głodu, najwyżej by sobie troszkę poczekał na jedzonko. A niby tak się o Bellę troszczył.
Natomiast jeśli chodzi o nie odczuwanie bólu po złamaniu kręgosłupa, to wydaje mi się, że to bzdura. Zakładając, że dzieciak uszkodził go na odcinku lędźwiowym, a nie szyjnym, to Bella jak najbardziej mogła (i powinna, szok to inna sprawa) czuć ból w pogruchotanym korpusie. Straciła tylko władzę i czucie w dolnych partiach ciała, bo przerwane zostały właściwe nerwy. Reszta spokojnie dostarczała impulsy do mózgu.

Ogólnie jednak analiza fajna, przyznam, że się uśmiałam :)

atha pisze...

Fragment z wyjmowaniem kręgosłupa przesłałam nieszczęśliwie zakochanemu koledze. Tak nim wstrząsnęło, że zapomniał o tym, że jest zrozpaczony. Uratowałyście chłopaka xD

Pigmejka pisze...

@Zielona Żaba: oj, rzeczywiście, podczas przygotowywania analizy przeoczyłam ten fragment z portugalską służącą. Moja wina;).
Ale co do Carlisle'a... No i?;) Wiadomo, że opatrywał ją po tych różnych złamaniach i że to wszystko rozłożone było na kilka dni. Ale przecież złamane żebra pozostaną złamanymi żebrami, a zbliżający się koszmarny poród zbliżającym się porodem - więc, tak jak sama zauważyłaś, lekarz opuszczający w takiej chwili podopieczną to kiepski lekarz - i do tego właśnie odnosił się komentarz;). Więc chyba wszystko jest ok. ;P

kura z biura pisze...

Nooo, borskie to było, jak zwykle zresztą :D
Czytając te analizy, odnosiłam wrażenie, ze pani Meyer z książki na książkę coraz bardziej odwala. Biedna Bella. Decydują o niej jak o jakiejś rzeczy, a wszystko pod hasłem "to dla twojego dobra".
Zastanawiam się, jak to właściwie jest z tym trawieniem surowej krwi. Z tego co czytałam, krew bydlęca jest zwyczajowym napojem Masajów - piją ją świeżo utoczoną lub zmieszaną z mlekiem. Czytałam też kiedyś dawno wspomnienia jakiegoś XIX-wiecznego podróżnika, który, gdy zabrakło mu zapasów, jakiś czas żywił się krwią swego konia. Nic nie wspominał o skutkach ubocznych.

A. pisze...

To (Meyer) zaczęło już być obrzydliwe.

Kalevatar pisze...

@ Goma: Przykro mi, ale nie przewidujemy zwiększania tygodniowej normy analiz - ta pojawiła się ciut wcześniej, bo akurat nie miałam co robić. ^^

@ Kura z biura: Jeśli chodzi o picie krwi, rzeczywiście Masajowie i inne ludy pasterskie robią to od wieków (Widzieliście kiedyś w necie ten masajski przysmak - na wpół zakrzepłą, zmieszaną z mlekiem krew tworzącą takiego malowniczego gluta? Łojezu... trzeba być odważnym, by się na to skusić). Problem w tym, że szkodliwe jest spożywanie w dużych ilościach krwi ludzkiej. Na poparcie mały cytacik: "Potwierdza to profesor Romuald Zabielski, fizjolog ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. - Krew jest uznawana za jeden z lepszych pokarmów. Jest bogata w białko i niezbędne aminokwasy. Ale trawienie krwi własnego gatunku może prowadzić do zaburzeń w układzie immunologicznym. Pojawiają się objawy wstrząsu - biegunka, zaburzenia świadomości, zasłabnięcia - podkreśla. Faktem jest też, że spożywając większe ilości tego ciepłego, lepkiego napoju, łatwo można zwrócić obiad."

Insomnia pisze...

Łojeżu! Nie wiem, która część jest bardziej obrzydliwa. Ale o ile pierwsze były pełne paskudnego lukru i może faktycznie mogły podobać się komuś mało wymagającemu, tak nie mam pojęcia, co mogło skłonić ludzi do czytania tego dzieUa. Przecież to jest durniejsze od amerykańskich filmów sensacyjnych!
I jeszcze jedno! Niech mnie ktoś uświadomi, co jest takie SUPER NADZWYCZAJNEGO w obserwowaniu unoszących się drobinek kurzu?! Widuję je prawie codziennie i nie wiedziałam, że to oznaka zajebistości. O.o

Nata Łubińska pisze...

"Łubu dubu" mnie rozwaliło, rozsmarowało na posadzce i wychichotało ze mnie życie :D Jesteście wspaniałe!!! I ja też dziękuję, bo powstrzymałyście mnie przed czytaniem tego Wontpliwego Códu Literatóry :)

Goma pisze...

Domyśliłam się. Pytanie wynikło stąd, że trafiłam na bloga w momencie, kiedy notka nie zawierała dodatku specjalnego - dlatego liczyłam na coś więcej.
Doczekałam się i bardzo Wam współczuję przebijania się przez coś takiego. A że poczucia humoru przy tym nie straciłyście - podziwiam.

Anonimowy pisze...

Borze liściasty, komentowanie tego nie obejdzie się bez wulgaryzmów. Jestem zdruzgotany. Tyle celulozy zmarnowano na taką kaszanę. o_O\

Wyjaśnicie mi dlaczego Bellka nie jest ochłapem miecha? Do takiego stanu doprowadził ją ten cud narodzin, a przecież po przemianie ciało zostaje w taki samym stanie jak za "życia".

Anonimowy pisze...

A feee! Nie miałam pojęcia, że ten cały "Zmierzch" jest tak obrzydliwy... D: To ja już wolę horrory Mastertona...
I cały czas mi się nasuwało "Płody, płody, płody" Arki Satana. Ogólnie: podziwiam cierpliwość i mocne żołądki.
Ale i tak najlepszy komentarz to ten o kamasutrze ninja xD

The_Who pisze...

"Zła literatura boli przez całe życie. ;/"

"Nie czyta się bzdur bezkarnie"
- Victor Hugo wiedział co mówi :D