środa, 10 marca 2010

A mogli się zabezpieczyć... czyli Dodatek Specjalny V

Witajcie, Drodzy Czytelnicy!
Dzisiejsza analiza będzie dość specyficzna. Po pierwsze, będzie to piąte, a jednocześnie przedostatnie spotkanie z sagą
Zmierzchu. Po drugie - jako, że to JUŻ piąte spotkanie, analizatorkom puszczają w niej momentami nerwy. I nawet najsilniejsza herbatka z melisą nic nie pomaga. :> Po trzecie - pani Meyer prawa fizyki się nie imają - ta kobieta potrafi osiągnąć niemożliwe! Za każdym razem, kiedy wydaje nam się, że większych bzdur nie da się wymyślić, że Edward nie może być bardziej wkurzający - okazuje się, że, o zgrozo, jednak może!
Tym razem czeka was lekcja przygotowania do życia w rodzinie. Dowiecie się między innymi, jaka jest i czego potrafi dokonać Najstraszniejsza Bielizna Świata, a także, że jeśli wampir spłodzi dziecko, błony płodowe są twarde jak kamień i dźwiękoszczelne. Zresztą, przekonajcie się sami. ;)
Zapraszamy do lektury!

Zanalizowały:
Pigmejka i Kalevatar.S. Meyer, Przed świtem, tłum. J. Urban, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2009.


[Edward wciąż użala się nad sobą za te parę siniaków - patrz: poprzedni Dodatek]
-->
– Spytałem go także, czego ja sam mam oczekiwać. Nie wiedziałem, jak to będzie... jak to wygląda u wampirów.
Wygląda to tak, że nie macie krążenia, bo, ekhem, jesteście trupami. Więc powinniście być impotentami. To znaczy, o ile cokolwiek w tej książce trzymałoby się zasad logiki.

– Uśmiechnął się, ale bez przekonania. – Carlisle wyjaśnił mi, że to bardzo silne doznanie, nieporównywalne z niczym innym. Powiedział, że nie powinienem lekceważyć tej siły.

Siły hiper-marchewki chyba.

Ponieważ zwykle jesteśmy nad wyraz opanowani, silne emocje mogą nas zmieniać, pozostawić w naszej psychice trwały ślad.
Zły seks boli przez całe życie.

Rozmawiałem też z moimi braćmi. Powiedzieli mi, że to wielka przyjemność.
Bo przez 107 lat „życia” się nie domyślił. W czasie filmów, kiedy były „momenty” zasłaniał oczy i zatykał uszy, i nigdy nie słuchał tych brzydkich rzeczy, o których opowiadali koledzy w szkole.

Ustępuje jedynie piciu ludzkiej krwi.
Ekhem. Tiiaa. Ja też się jaram na widok budyniu. Bo bardzo lubię budyń, rozumiecie.
Mhm, Anne Rice wymyśliła to już lata temu. Z tym, że jej wampiry nie uprawiały seksu, więc picie krwi jako największa przyjemność jakoś się broniło.

Ale próbowałem nawet twojej krwi i nie wierzę, żeby jakakolwiek mogła pociągać bardziej niż to... Nie uważam, że moi bracia są w błędzie, nie. Sądzę tylko, że z nami jest inaczej. Dla nas to po prostu coś więcej.
Tak, bo Jasper i Alice oraz Rosalie i Emmett to tak naprawdę ze sobą tylko dla seksu są. A jak wiadomo, seks bez miłości takiej jak Edwarda i Belli to nie to samo.
– O wiele więcej. Dla nas to wszystko.
Aaa, czyli oni też są ze sobą tylko ze względu na seks. Dobrze nazywać rzeczy po imieniu.

– Nie zmienia to jednak faktu, że nie powinniśmy byli się tak daleko zapędzać. Nie
powinniśmy, nawet jeśli naprawdę mogłabyś czerpać z tego tak wielką radość, jak twierdzisz.
– A to co ma znaczyć? Myślisz, że wszystko sobie zmyśliłam? Po co?
– Żeby zmniejszyć moje wyrzuty sumienia, rzecz jasna. Ale nie mogę ignorować dowodów, Bello. Ani zapomnieć, że już nieraz próbowałaś wcześniej podobnych sztuczek, kiedy popełniałem jakiś błąd.
Nie masz prawa być szczęśliwa! Masz cierpieć! I nazywaj mnie Niedobrym Chłopcem!
Poza tym jedna jest tylko racja i to moja racja – moja, najmojsza!
Edward zaraz postawi jej zarzuty składania fałszywych zeznań i wprowadzenia w błąd organów ścigania w sprawie odrażającej zbrodni: kto jest winny doprowadzenia Isabelli Cullen do orgazmu.

– Słuchaj, Edwardzie. Niczego nie udaję i to już na pewno nie ze względu na ciebie, jasne? (...) Jeszcze nigdy w życiu nie byłam w takiej euforii – nie byłam tak szczęśliwa ani wtedy, kiedy doszedłeś do wniosku, że twoja miłość do mnie jest silniejsza niż chęć, by mnie zabić,
No, też bym się chyba w takiej sytuacji cieszyła.
– Unieszczęśliwiam cię teraz. Nie chcę, żeby tak było.
Nie chcę cię unieszczęśliwiać, ale jeszcze ci ponarzekam, jaki jestem zły. A potem ponarzekam, że cię unieszczęśliwiam narzekaniem. A potem...
– Skąd właściwie przyszedł ci do głowy pomysł, żeby zniszczyć poduszki Esme?(...)
– Nie powiem, żeby to była świadoma decyzja – powiedział, mierzwiąc sobie włosy. Z nich
także wypadło kilka piórek. – Dziś w nocy raczej nie kierowałem się rozumem.
Bo ja rzadko kiedy myślę, alem za to chyży w dziele.

Zaraz potem uśmiechnął się szeroko, ale domyśliłam się, że włożył w ten uśmiech wiele pracy.
Wykuł go w kamieniu.

[Bella próbuje wytrzepać z włosów pierze]
– Nie pomaga – zauważyłam. – Wszystko już zaschło. Będę musiała spróbować wypłukać je pod prysznicem.
Ekhm. Przepraszam bardzo, ale co to były za pióra, które jej ZASCHŁY na włosach?!
No no no, Edwardzie... noc poślubna, a ty już bukakke uskuteczniasz... Skąd ty w ogóle wiesz o takich brzydkich rzeczach? ^^

Odwróciłam się na pięcie i objęłam Edwarda w pasie. – Może miałbyś ochotę się do mnie przyłączyć?
– Lepiej pójdę przygotować dla ciebie coś do jedzenia – stwierdził, wyswobadzając się pospiesznie z mojego uścisku. Wręcz wybiegł z łazienki.
I słusznie – nadmierny popęd seksualny, zwłaszcza tuż po ślubie, ciężkim grzechem jest.
(E tam, po prostu mu się marchewki skończyły...;))

Pewnie poszedł się biczować.

– Aż do twojej przemiany nie mam zamiaru ponownie się z tobą kochać. Już nigdy, przenigdy nie zrobię ci krzywdy.
Tak, bo kilka siniaków to najgorsze zło na świecie.
...Ciekawe, co zwolennicy sado-maso mają powiedzieć. XD
Ej no, skoro on najwyraźniej marzy o białym małżeństwie, mógł ją o tym łaskawie poinformować przed ślubem. :/

Doskonale wiedziałam, co jest grane. Nowe zajęcia i atrakcje miały na celu odwrócenie mojej uwagi od seksu. Edward przechodził samego siebie.
Dziewica Orleańska się znalazła. Zupełnie jak pies ogrodnika – skoro on sam nie może ogarnąć swoich popędów, ona też nie będzie miała z tego przyjemności.

Gdy mówiłam, dajmy na to, że nie mam ochoty na oglądanie kolejnego filmu na DVD (...), natychmiast wywabiał mnie z domu takimi magicznymi hasłami jak „rafa koralowa”, „żółwie morskie” albo „podwodne jaskinie”. A potem już cały dzień spędzaliśmy w ciągłym ruchu, tak że kiedy wracaliśmy wieczorem do domu, myślałam tylko o tym, żeby coś zjeść i pójść spać.
Mam trzy hipotezy.
1. Na wyspie ani w okolicy nie ma marchewek ani ogórków, a ImpotEdzio nie chce, żeby jego tajemnica się wydała.
2. Edzio naprawdę woli partnerki nieruchome i całkowicie bierne (a najlepiej nieoddychające) a śpiąca Bella daje mu tego namiastkę.
3. Edward przyprawia jej rogi z żółwicami i delfinami, kiedy ta śpi. :(

Wybieram bramkę numer 2.

Pochłaniałam ogromne ilości jedzenia. Z jednej strony byłam po prostu głodna – po tylu godzinach pływania i wspinania się musiałam uzupełnić zapasy energii – z drugiej strony był to chyba jednak podstęp gotującego dla mnie Edwarda, bo od pełnego żołądka oczy same mi się zamykały. (...) I tak, codziennie wcielał w życie swój niecny plan.
Czyli jednak wariant trzeci – na dodatek skubaniec dosypuje jej coś nasennego do jedzenia.
Czego to człowiek, tfu!, wampir nie robi, by uniknąć pokus tego grzesznego świata...

Niebieska sypialnia była mniejsza, a stojące w niej łóżko miało rozsądniejsze wymiary. Ściany pokrywała tu boazeria z ciemnego drewna tekowego, a wszystkie obicia i pościel uszyte były z drogiego błękitnego jedwabiu.
Bo tani jedwab nie byłby taki zajebisty.
Poumieszczane w strategicznych punktach metki i paragony tylko dodawały wystrojowi szyku.

Od paru dni sypiałam w bieliźnie z kolekcji skompletowanej przez Alice (...). Zastanawiałam się raz, czy moja przyjaciółka spakowała mi tyle fikuśnych fatałaszków, bo widziała w wizji, do czego mogłabym ich potrzebować, i zarumieniłam się na samą myśl o tym, że to nią właśnie mogło kierować.
A Edzio ma przepraszam fetysz bieliźniany, czy kręcą go konkretne tkaniny?
A czy ktokolwiek w ogóle potrzebuje proroczych wizji by wiedzieć, że na miesiąc miodowy potrzeba małej odmiany od barchanów i innych majtochów z golfem?

Zaczęłam od niewinnego zestawu z kremowej satyny, gotowa spróbować wszystkiego, ale też świadoma faktu, że jeśli już na sam początek odsłonię zbyt wiele, efekt może być odwrotny od zamierzonego.
Edward spłoszy się od nadmiaru grzesznej nagości i ucieknie?
Kurde, co najmniej jakby Edzio był gejem na terapii behawioralnej i musiał się oswajać z widokiem nagiej kobiety.

Moje siniaki prezentowały się teraz znacznie lepiej – w pewnych miejscach Zżółkły, a w innych całkiem zniknęły – więc przebierając się wieczorem w łazience, zdecydowałam się na jeden z bardziej odważnych kompletów, czarny i koronkowy, na który wstydziłam się spojrzeć nawet wtedy, gdy miałam go w rękach.
Tak, bo sam widok skąpej bielizny władny jest z cnotliwego dziewczęcia uczynić wyuzdane kurwiszcze.

Wróciłam do sypialni, ani razu nie zerknąwszy w lustro – bałam się, że jeśli się zobaczę, to spanikuję.
*przypomina sobie zawartość swojej szuflady*
Kurczę, to ja odważna muszę być. Bo mnie tam taka bielizna jakoś nie przeraża...
No coś ty, z mojej szuflady to czysta groza bije, groza i jęki potępionych dusz. ^^

Zamiast tego, znów przyciągnęłam go do siebie i wpiłam się ustami w jego wargi. Nie kierowało mną pożądanie. To była potrzeba – tak silna, że odczuwanie jej sprawiało mi ból.
To nie było pożądanie, a silna potrzeba.
Za potrzebą, to ja chodzę do łazienki...

Acha, czyli pożądanie również jest be i nie przystoi małżonkom. Ja rozumiem, chrześcijańska nauka o seksualności i w ogóle, ale bez przesady...

– Nie, Bello, nie!
Był w szoku. Spoglądał na mnie z taką miną, jak gdyby bał się, że postradałam zmysły. Pokonana, opuściłam ręce i znów wybuchłam spazmatycznym płaczem. Nie mogłam się powstrzymać.
To nie miało sensu. Miał rację – widać zwariowałam.
Mieć ochotę na seks podczas miesiąca miodowego – zaiste, czyste szaleństwo.
-This is blasphemy! This is madness!!!
- Madness?! THIS IS TWILIGHT!!!

Obserwował mnie zagubiony, z twarzą wykrzywioną bólem.
– Prze... prze... przepraszam – wyjąkałam. Porwał mnie w objęcia i przycisnął sobie do piersi.
– Nie mogę, Bello! – zawołał udręczonym głosem. – Przecież wiesz, że nie mogę!
Albowiem ślubowałem Najświętszej Panience, że dopóki trzech głów tatarskich jednym cięciem nie zetnę...

– Ale ja tak proszę... – Ledwie mnie było słychać. – Proszę, Edwardzie...
Borze, to żałosne. Dziewczyno, nie poniżaj się tak... :/

Nie wiedziałam, co na niego podziałało. Może moje łzy.
No proszę, dowód na psychopatię Edwarda – leci na płaczące kobiety.
Po prostu ma patologiczną potrzebę wzbudzania w partnerce poczucia winy. Jeżu, przy tych wszystkich jego odchyłach wampiryzm to mały pikuś.

Może nie spodziewał się, że zareaguję tak gwałtownie. A może po prostu jego własne potrzeby domagały się zaspokojenia równie nieznośnie, jak moje. Niezależnie od przyczyny, poddał mi się z jękiem, namiętnie mnie całując.
Jak myślicie, czy powyższy opis podchodzi pod gwałt na mężczyźnie?
Jako żywo. Może jak go ktoś w końcu solidnie wychędoży, to mu wścieklizna minie. =.=
[Nazajutrz]
Wskazał podbródkiem ku nogom łóżka, gdzie na jedwabnym prześcieradle poniewierały się
skrawki czarnej koronki.
– Jaka szkoda – stwierdziłam. – Podobała mi się.
A jeszcze wczoraj na jej widok panikowała. Kobieta zmienną jest. ;>
– Będę musiał kupić Esme nową ramę do łóżka – wyznał(...). Byłam wstrząśnięta, kiedy zobaczyłam, że od deski u wezgłowia, niczym od tabliczki czekolady, oderwano spore, nieforemne kawałki.
– Czy nie powinnam była usłyszeć, jak to robisz?
– Kiedy twoja uwaga skupiona jest na czym innym, stajesz się wyjątkowo mało spostrzegawcza.
– No tak – przyznałam, pąsowiejąc. – Byłam trochę zajęta.
Czyżby Bella darła się w takich chwilach jak moja sąsiadka z góry, że nie słyszała dźwięku drewna pękającego tuż nad jej głową?
Może oni powinni seks w stodole uprawiać, skoro nie mogą opanować potrzeby niszczenia mebli?

– Patrzysz na mnie, jak ktoś, kto popełnił jakąś zbrodnię.
– To prawda – mruknęłam. – Czuję się winna.
– Winna uwiedzenia własnego roznamiętnionego męża? Za to nie grozi kara śmierci.
Najwyraźniej się ze mnie nabijał. Zarumieniłam się jeszcze bardziej.
– „Uwiedzenie” sugeruje premedytację.
A ja dałam ci się przelecieć tak... przypadkiem!

– Może źle dobrałem słowa – zgodził się.
– Nie jesteś na mnie zły?
Ja chromolę, niech go jeszcze przeprosi, że go do czynów lubieżnych namawiała.
Z tym gwałtem to ja żartowałam...

[Bella zaczyna mieć poranne mdłości]
Z ręką na ustach pobiegłam do łazienki. Czułam się tak fatalnie, że nawet nie przeszkadzało mi – z początku – to, że Edward przygląda mi się, jak klęcząc na podłodze, wymiotuję do sedesu.
– Bello, co ci?
Na razie nie mogłam mu odpowiedzieć. Żeby się na coś przydać, odgarnął mi włosy do tyłu i czekał, aż dojdę do siebie.
W roli obserwatora był przydatny jak diabli.
Bo podać chusteczkę do otarcia ust czy szklanki wody to już nie łaska.
– Przeklęty kurczak! – jęknęłam.
– Wszystko w porządku? – spytał mocno zaniepokojony.
Jasne, każdy przecież wymiotuje sobie od czasu do czasu.
– Tak – wydyszałam. – To tylko zatrucie pokarmowe. Nie musisz tego oglądać. Idź już sobie.
– Zostanę.
Tak cię kocham, że uwielbiam patrzeć nawet na to, co zwrócisz.
Och, jakiś ty dzielny... a delikatnością dorównujesz buldożerowi. Nie wpadł waćpan, że nie każda młoda kobieta chciałaby, by jej cud-miód wybranek przyglądał się jej, gdy wymiotuje?

Tym razem nie miałam szans zdążyć do łazienki – musiał wystarczyć kuchenny zlew. Edward znowu podtrzymywał mi włosy.
– Może powinniśmy popłynąć do Rio i iść do lekarza? – zaproponował z troską w głosie, kiedy płukałam usta.
Zważywszy, że udali się bez wcześniejszych szczepionek na tropikalną wyspę, gdzie roi się od robactwa przenoszącego choroby, a bakterie mogą być w wodzie i jedzeniu – wizyta u lekarza to nawet dobry pomysł.
Pokręciłam przecząco głową i podreptałam w kierunku korytarza. U lekarza na pewno nie ominąłby mnie jakiś zastrzyk.
No, taki na przykład przeciwko malarii. Ale pewnie, tobie to niepotrzebne. Zresztą, tobie pewnie komar malaryczny nie straszny, jak masz w łóżku innego, większego. :D
Wiedziałam, że Alice spakowała mi niewielką apteczkę – bandaże, środki przeciwbólowe i inne rzeczy niezbędne śmiertelnikom – a także to, czego mi było teraz trzeba: coś na niestrawność. Może gdybym uspokoiła swój żołądek, uspokoiłabym i Edwarda? Miałam taką nadzieję.
Cholera z tym, że pewnie masz jakieś ostre zatrucie pokarmowe albo zaraziłaś się jakąś chorobą – ważne, żeby Edward się nie martwił!
– Wszystko w porządku? – zawołał Edward. – Znowu wymiotowałaś?
– Tak i nie – odpowiedziałam zmienionym głosem.
Wymioty o nieokreślonym statusie ontologicznym. Tego jeszcze nie było.
Stanąwszy na progu, jednym spojrzeniem ocenił sytuację. Siedziałam po turecku przed walizką. Wzrok musiałam mieć ędny. Usiadł koło mnie i znowu przyłożył mi dłoń do czoła.
Edward Ręce Które Leczą Cullen.
Ciekawe, czy wodę potrafi naenergetyzować.

– Ile dni minęło od naszego ślubu? – wyszeptałam.
– Siedemnaście – odpowiedział machinalnie. – Bello, o co chodzi?
Podniosłam palec do ust, żeby go uciszyć. Znowu podliczałam, wypowiadając bezgłośnie kolejne liczby.(...)Machnęłam ręką i zaczęłam wszystko od początku.
- Bello! – Zaczynał tracić cierpliwość. – Zaraz oszaleję z niepokoju!
Halo, Bello! Tu jestem! Chrzanić twoje problemy, zajmij się mną wreszcie!

– Te sny – zaczęłam wyliczać w zamyśleniu. – I to spanie do późna. I te łzy, wtedy w nocy. I tyle teraz jem. Och. O mój Boże...
Spojrzenie Edwarda stało się szkliste, jak gdyby nic już nie widział. Odruchowo położyłam sobie rękę na brzuchu.
– Ojej! – jęknęłam.(...)– To niemożliwe.
No właśnie. Edward nie dość, że nie powinien mieć wzwodu, to już o ejakulacji nie ma co marzyć. To znaczy, gdyby cokolwiek w tej powieści było konsekwentne...

Widziałam w życiu dość filmów i programów telewizyjnych, żeby wiedzieć, że nie tak to wyglądało. Okres spóźniał mi się przecież tylko o pięć dni. Jeśli naprawdę byłam w ciąży, nie powinnam była jeszcze mieć żadnych jej objawów: ani porannych mdłości, ani wzmożonego apetytu, ani zmienionych upodobań, co do długości snu.
No, przynajmniej z tego zdaje sobie sprawę. To już coś.
(Bello, nie jesteś w ciąży. Edward wszczepił ci aliena, mwahahahha!)
A przede wszystkim, z całą pewnością, nie byłoby po mnie owej ciąży widać. Wciągnęłam brzuch, ale nadal sterczał.
- Ej, ale bez jaj, no! - w dobiegającym z brzucha głosiku brzmiał wyrzut.

Pomacałam go ostrożnie. Pod skórą zdawało się kryć coś zadziwiająco twardego.
Może błony płodowe są z granitu, skoro z tatusia taki twardy,
-->posągowy" gość?

Mógł mi rosnąć brzuch, mógł mi spóźniać się okres (a spóźniał się bez wątpienia, chociaż mój cykl zawsze był nadzwyczaj regularny), ale przecież nigdy w życiu nie znalazłam się w sytuacji, w której mogłabym zajść w ciążę. Na miłość boską, jedyną osobą, z którą kiedykolwiek uprawiałam seks, był wampir!
Nie uważacie, że umieszczenie w jednym zdaniu Boga, seksu i wampira, to jednak przesada?
Nie bardzo, skoro ten wampir jest zapewne również bogiem seksu.:P

Wampir, który nadal siedział znieruchomiały na podłodze, nie dając mi nadziei na to, by miał się jeszcze kiedyś poruszyć.
Skamieniał do końca.
Jasne, nie ma to jak kochający facet – na pierwszą wieść o brzuchu pełnym konsekwencji udaje, że go nie ma.

Musiało istnieć jakieś inne wyjaśnienie. Może zapadłam na jakąś rzadką południowoamerykańską chorobę przypominającą przebiegiem ciążę, tylko w przyspieszonym tempie?
Tak. Urodzisz małe malaryjki.

Wampiry nie mogły mieć dzieci. Gdyby było to możliwe, moja szwagierka z pewnością by już o tym wiedziała. Podania o inkubach można było włożyć między bajki.
A od kiedy to inkuby mają cokolwiek wspólnego z wampirami? O.o No i jakie kwalifikacje ma Bella do tak kategorycznych wypowiedzi? W czym jest inkub gorszy od wampira czy wilkołaka? Ot, przyleci czasem, podręczy... ale tylko pełnoletnie.^^

Rosalie nie mogła zajść w ciążę, ponieważ pozostała na wieki taką, jaką była w dniu przemiany. Z tą chwilą przestała się zmieniać. A ciała zwykłych kobiet zmieniały się bezustannie. Po pierwsze, zachodziły w nich zmiany wynikające z cyklu menstruacyjnego. A po drugie, już po zapłodnieniu, przeobrażały się, by móc pomieścić w sobie rosnący płód. Ani jedno, ani drugie, nie było Rosalie dane. Ale mi owszem.
Za to, proszę ja was, wampirze plemniki są najwyraźniej nieśmiertelne.
No i skoro ciała wampirów też się nie zmieniają, te mocno już podeszłe plemniki kiszące się w gonadach Edwarda od dziewięćdziesięciu lat są jedynymi jakie miał do dyspozycji – i już totalnie się z nich wyprztykał. Chwała boru choć za to.

Edward wisiał na telefonie ponad godzinę.
Próbował z rozpaczy powiesić się na kablu?

Domy
śliłam się, że organizuje naszą podróż powrotną, ale nie mogłam mieć pewności, bo nie używał angielskiego.
Widzicie, Drodzy Czytelnicy. Według pani Meyer nie mówi się w jakimś języku – języka się używa.

Musiał si
ę z kimś wykłócać, bo dużo mówił przez zaciśnięte zęby. (...)W pewnym momencie rzucił na łóżko zestaw ubrań dla mnie, nawet nie spoglądając w ich stronę, z czego wywnioskowałam, że pora już, żebym i ja zaczęła się szykować. (...) Nie mogłam dłużej znosić bijącej od niego negatywnej energii, więc wymknęłam się po cichu z pokoju. (...)Chciałam gdzieś zaczekać, aż będzie w lepszym humorze. Szczerze mówiąc, kiedy był taki oschły i skupiony, odrobinę się go bałam.
Ha, trochę spóźniona reakcja.
Mhm, nie ma to jak troska o małżonkę będącą przy nadziei. Edward jako mąż wypada coraz lepiej, nie uważacie?

– O nic się nie bój. Wyjmiemy z ciebie to coś, zanim zdąży ci w jakikolwiek sposób zaszkodzić.
– To coś?! – wykrztusiłam.(...)
Nogi ugięły mi się w kolanach. Musiałam podeprzeć się o komodę, żeby się nie przewrócić. Edward określił właśnie moje maleństwo słowami „to coś”! Powiedział, że Carlisle je ze mnie wyjmie!
A co z ochroną życia poczętego, ja się pytam? :P
Życie poczęte przez Edwarda nie podlega ochronie. :D
Carlisle to chirurg czy ginekolog położnik?

Wcale nie zależało mu na dziecku. Chciał je skrzywdzić. Idylliczny obrazek w mojej głowie zastąpił z miejsca inny, straszny i mroczny: moje śliczne zielonookie dzieciątko zapłakane, moje słabe ręce nie dość silne, by je obronić...
Wiesz, może za dużo naoglądałaś się „Niemego krzyku”, ale abortowane płody nie bywają ani zielonookie, ani zapłakane. Serio.

8 - Kurcze kiedy wreszcie wybuchnie ta wojna z wampirami?
A tak, Moi Państwo, tytułujemy rozdziały w powieści.
[Od teraz narratorem zostaje Jacob]
Siedział rozwalony na mojej kanapie, oglądając jakiś kretyński mecz baseballu w moim telewizorze. Powoli – naprawdę powoli – z torebki na kolanach, wyjął dorodnego chipsa i wsadził go sobie w całości do ust.
Ktoś siedział na moim krzesełku! I jadł z mojej miseczki! I śpi na moim łóżeczku!
...I zjadł DORODNEGO chipsa! Aaaaa!!!
[Jacob odwiedza Bellę u Cullenów]
Jej tułów był straszliwie zdeformowany, spuchnięty niczym balon. (...) Reszta jej ciała zdawała się być wychudzona, a przez to nieproporcjonalnie drobna, jak gdyby na bebech składało się to, co zostało wyssane z innych miejsc.
Bebech – czujecie tę subtelność?
Straszliwie zdeformowany, no nieźle. A tyle się mówi, że ciąża to nie choroba...

Rozmawiałem z Bella zaledwie miesi
ąc wcześniej. Nie mogła być już w ciąży. A zwłaszcza w tak zaawansowanej ciąży.
Edward jest tak zajebisty, że nawet plemniki ma ekspresowe.
Nie chciałem na to patrzeć, nie chciałem o tym myśleć. Wyobrażać sobie jego w niej...
Uhu, Jacobie, ładnie to tak fantazjować o takich ginekologicznych szczegółach?

Trudno byłoby mi wymyślić potworniejszy scenariusz. Żołądek podszedł mi do gardła.
Przełknąłem wymiociny.
Mniam.
Mogłem się tylko domyślać, dlaczego była taka chora, dlaczego jej brzuch był tak wielki. Powód tego był taki, że owo coś, co kryło się tam w środku, odbierało jej powoli życie, by samemu się nasycić...
*Mlask, mlask* Dobla mamusia! Jesce kcem!

[Edward i Jacob chcą usunąć ciążę, która zagraża życiu Belli; ta jednak się nie zgadza. Popiera ją Rosalie, która najwyraźniej chce przywłaszczyć sobie dzieciaka po nieuchronnym zejściu mamusi.]
– Tak dobrze ją znasz – powiedział Edward. – Tak szybko ją przejrzałeś. Ja nie. Nie zorientowałem się w porę. W drodze powrotnej zupełnie nie chciała ze mną rozmawiać, może tylko coś tam lakonicznie odpowiadała. Sądziłem, że się boi – w jej sytuacji byłoby to zrozumiałe. Myślałem, że jest zła na mnie za to, że naraziłem jej życie na niebezpieczeństwo. Już kolejny raz.
Taak, Edwardzie, wszak inni w twojej obecności muszą myśleć tylko i wyłącznie o tobie, prawda? Ego boleśnie zniosłoby inny stan rzeczy, czyż nie?

-->
– Jedną chwileczkę. Mówisz, że Bella wam nie pozwala – zaszydziłem. – Czy nie
zauważyliście, że ma tyle samo siły, co każda inna normalna dziewczyna, która waży te
pięćdziesiąt parę kilo? Naprawdę jesteście tacy ciemni? Niech jedno z was ją przytrzyma i
wstrzyknijcie jej coś, czym się usypia ludzi do operacji.
– Chciałem tak zrobić – wyszeptał. – I Carlisle się zgodził...
- Ale co? Byli za bardzo honorowi?
– Nie, nie o honor tu poszło. Widzisz, Jacob, wszystko komplikuje to, że Bella ma
ochroniarza.
Och. Ich postępowanie wydawało mi się pozbawione sensu, ale teraz wszystko stało się
jasne. To taką rolę odgrywała blondyna. Tylko co z tego niby miała mieć? Czy Miss World aż tak
bardzo życzyła Belli śmierci?
– Może – stwierdził Edward. – Choć z jej punktu widzenia nie tak to wygląda.
– W czym problem? Unieszkodliwcie laskę i tyle. Można was poskładać z powrotem do
kupy, prawda? To zróbcie z niej tymczasowo puzzle i zajmijcie się Bella.
Niech zrobią puzzle z siebie nawzajem, prooooszęęęę.... *.*
Ktoś w tej powiastce gada z sensem. Jestem w szoku. O.O

– Rosalie poparli Emmett i Esme. Emmett nigdy by nam nie pozwolił... – urwał w połowie
zdania. – A Carlisle nie pomoże mi tak długo, jak długo będzie to równoznaczne ze zwróceniem
się przeciwko Esme...
No jasne, nagle taka z nich banda świątobliwych cieląt – a skazać dziewczynę przy okazji na śmierć, tuż po ślubie w dodatku – żaden problem, dopuszczalne straty. Jezu, aż mnie mdli na tę ich hipokryzję.

– Nie dbam już o nic prócz tego, by wyszła z tego żywa – oznajmił z niespodziewaną
stanowczością. – A później nie będę jej stawał na drodze do spełnienia marzeń. Jeśli pragnie
zostać matką, niech nią zostanie. Niech ma pół tuzina dzieci. – Zamilkł na moment. – Niech rodzi
choćby i szczenięta, jeśli to właśnie ma ją uszczęśliwić.
... LOL.
Lol? Dla mnie to obrzydliwe. Tak się mówi o własnej żonie...? To jest ten cudowny och-mój-borze-jaki-to-ja jestem-dobrze-wychowany Edward? O_O

Co on wygadywał? że Bella powinna, co? Mieć dziecko? Ze mną?! Co takiego? Niby jak?
Czyżby zamierzał ją zostawić? A może sądził, że nie miałaby nic przeciwko, żebyśmy się nią
dzielili?
Ty miej ją w dni parzyste, a ja zaklepuję nieparzyste z dodatkiem do weekendu!
Jeden bierze od pasa w górę, drugi w dół. Jakoś dadzą radę, póki nie zrobi się nieświeża.

Jak mogłem brać coś takiego pod uwagę? Za dużo tego było. Wydawało mi się to
niemożliwe do zrealizowania. Niemoralne. Chore. Pożyczać Bellę na weekendy i odwozić ją w
poniedziałek jak film do wypożyczalni? Co to za zboczona propozycja?
Ale jaka kusząca...
Jake, you naughty boy!
... *ściana*
Mhm, skoro już zgodnie uznali Bellę za dziwkę, to może teraz porozmawiają o stawce za noc? Ile za fellatio z połykiem, a ile bez połyku?
Jeżu... ta książka jest ohydna.

Czułem się, jakbym... Sam nie wiem. Jakby to nie działo się naprawdę. Jakbym występował w gotyckiej wersji jakiejś durnego młodzieżowego serialu komediowego. Tyle że zamiast grać naiwnego kujona, który zamierza zaprosić najładniejszą laskę w szkole na bal absolwentów, byłem wilkołakiem idącym spytać żony wampira, która już dawno dała mi do zrozumienia, że nie mam u niej szans, czy nie miałaby ochoty zamieszkać ze mną na kocią łapę i zrobić sobie ze mną dziecka.
Super.
*patrzy tępo*
Ten fragment w sumie nie potrzebuje mojego komentarza. Broni się sam. ;>
– Pozwolimy teraz porozmawiać Jacobowi z Bella w cztery oczy – oznajmił.
Intonację miał jak robot. Jego głos nie zdradzał żadnych emocji.
– Po stosie moich popiołów – syknęła Rosalie.
Żaden problem, złotko. Mówiłam już, że kocham zapach napalmu o poranku?

Nadal pochylała się nad Bella, gładząc ją zaborczo po bladym policzku.
Ee... jak można gładzić zaborczo po policzku?
Kurczę, czuję się taka niedoświadczona...
– Ale Jake, zwróć uwagę, że nie mówię, że to pójdzie jak z
płatka. Zresztą, jak mogłabym przetrwać to wszystko, co do tej pory mi się przytrafiło, nie
uwierzywszy, że czasem zdarzają się rzeczy niemożliwe? Że istnieje coś takiego jak magia?
– Magia?!
– Ty też powinieneś w nią wierzyć. Zwłaszcza ty. – Uśmiechała się, jakby była nawiedzona.
(...)– Inni nie mogą mieć tej pewności, ale w twoim życiu ma się przecież wydarzyć coś magicznego.
(...) Edward opowiedział mi kiedyś, jak to u was jest z tym wpojeniem. Powiedział mi, że to
czysta magia, jak coś wzięte prosto ze Snu nocy letniej. Pewnego dnia, Jacob, znajdziesz tę,
której tak naprawdę szukasz, a wtedy może zrozumiesz czemu postępuję teraz tak, a nie inaczej.
Wpojenie to coś w rodzaju miłości od pierwszego wejrzenia, tylko w wersji hiper. Coś jak wieczysta hipnoza wywołująca uzależnienie od jakiejś osoby. Straaaasznie rhhomantyczne.I jak zwykle jakaś chora, pseudo-romantyczna wizja myląca miłość z magicznym fiku-miku albo z obsesją na czyimś punkcie. =.=”


– No, nie wiem, czy to chłopiec – przyznała nieśmiało. – Na ultrasonografie nic nie widać, bo błona otaczająca dziecko jest zbyt gruba – jak ich skóra.
Skóra wampirów jest dźwiękoszczelna? Cóż to za nowy nonsens...?

Jego płeć to nadal tajemnica. Ale zawsze wyobrażam je sobie jako chłopca.
– Bella, to coś w środku to nie jest jakiś słodziak z reklamy pieluch.
– Pożyjemy, zobaczymy.
No tak, bo przecież jak na razie słodkie maleństwo tylko wysysa ją od środka.

– Pod tym kątem jeszcze na to nie patrzyliśmy – ciągnął. – To potrzeby Belli staraliśmy się
zaspokoić. Ale jej ciało reaguje teraz na zwykłe ludzkie pożywienie tak, jakby była już jedną z
nas. W takim razie, być może powinniśmy przede wszystkim skupić się na tym, czego
potrzebuje... płód. Może jeśli to on najpierw dostanie to, czego chce, będziemy mogli później
skuteczniej pomóc Belli.
Więc teraz zamierzają ją zagłodzić, żeby tylko nakarmić tego pasożyta, którego i tak planują się pozbyć? Baaardzo sensowne i humanitarne.

28 komentarzy:

Anonimowy pisze...

o dżizas co tu się wogle dzieje:D nie ogarniam tej kuwety;] już za "dorodnego chipsa" powinni meyerowej uciąć rękę

Anonimowy pisze...

dobraa, ja odpadłam. nie wyrabiam, po prostu. stężenie debilizmu mnie przeraaastaaa *płacze*

brawa za analizę.
dodatkowe brawa za chęć przedzierania się przez to... to coś.

p,
violett

Sigell pisze...

"Acha, czyli pożądanie również jest be i nie przystoi małżonkom. Ja rozumiem, chrześcijańska nauka o seksualności i w ogóle, ale bez przesady."

Ej, ja przepraszam, ale to nie jest chrześcijańska nauka. Chrześcijańska zakłada po prostu, że radosny seks i wszystkie związane z nim przyjemności są zarezerwowane dla ludzi, których związek został niejako pobłogosławiony w sakramencie małżeństwa. I seks wcale nie jest brzydki i w ogóle fe, i nieczysty - wręcz przeciwnie. A jaką naukę pani Meyer głosi to ja nie wiem.


Grunt, że ulałam się przy tej analizie jak głupia za co serdecznie dziękuję. Jednak mogłybyście zanalizować dalszą część tego gieniealnego tomu, bo Jacob-pedofil i zwampirzona super hiper Bellissima to naprawdę bzdura absolutna.

"No i skoro ciała wampirów też się nie zmieniają, te mocno już podeszłe plemniki kiszące się w gonadach Edwarda od dziewięćdziesięciu lat są jedynymi jakie miał do dyspozycji – i już totalnie się z nich wyprztykał. Chwała boru choć za to."

Popłakałam się przez to ze śmiechu. Naprawdę.

Stara Kociara pisze...

Nie chce wprowadzać niezdrowej rywalizacji,ale jesteście po prostu NAJLEPSIEJSZE!(w tym analizatorskim intersie).Możliwe,ze wyniak to po częsci z walorów samego dzieła,które analizujecie.Które mnie tez powala na łopatki:-)Dzięki Wam,o Wielkie Analizatorki,ze czytacie to i dzieki waszemu poświęceniu ja juz nie muszę(będąc zarazem troszkę bardziej na bieżąco :-).Chciałam jeszcze wprowadzić lekki ferment- otóz pani Meyer jest mormonką.Dla niej (i jej sąsiadek albo i męża) ta fikusna bielizna(która moze raz w zyciu widziała i nadal się wstydzi:-) może BYC narzedziem szatana-oni tam mają zakaz pornografii.A co sie tyczyopisów seksu...(nieistniejących, w tej jakże nasyconej "erotyką",obarczoną gigantycznym ładunkiem poczucia winy) Pani Meyer ma 3 dzieci-więc narząd męski kopulacyjny pewnie najmarniej 3 razy w zyciu widziała...ale do poczecia potomstwa nei jest potrzebna wiedza o przyjemności czerpanej z seksu,więc...jakby to powiedziec- I Salomon z próznego nei naleje...żeby pisac o czymś,czego sie w zyciu nei przezyło i nie widziało(nawet na filmie-zakaz pornogfrafii:-)trzeba mieć wielki talent... Dlatego-nie smiejmy się z biedaczki,ze nie umie pisac o seksie,pochylmy sie nad jej cierpieniem- bo o poczuciu winy kobiecina wie więcej niż wszyscy razem wzięci.A-i jeszcze do chrzescijanskiej nauki:mormoni nie sa uznawani za chrześcijan np. przez kościół katolicki. To chyba wiele tłumaczy... JEJ nauka widac radosnego po-slubowego seksu nie obejmuje.

Pigmejka pisze...

@Stara Kociara: Dziękujemy za takie miłe słowa! :)
Hm... mormonka, powiadasz... No tak, to by bardzo wiele tłumaczyło! :D ;))
Niestety (dla pani Meyer^^') przynależność do Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich nie usprawiedliwia jej ogólnej grafomanii... ;)

Anonimowy pisze...

Boże... Ta książka jest po prostu żenująca. Naprawdę nie mam pojęcia, czemu toto odniosło jakiś sukces i jakim prawem coś tak blogaskowopodobnego w ogóle zostało wydane. Każdy z najmarniejszych harlequinów, które przewinęły mi się kiedyś przez ręce jest przy Zmierzchu arcydziełem. Świat zwariował. Pora umierać.

Anonimowy pisze...

Przymykałam wcześniej na to oko, ale miarka się przebrała. Ałtorka ma pełne prawo do nadawania magicznym istota dowolnych atrybutów, oraz nazywać je według swojego widzi-misie. Oczywistym jest, ze prawa logiki takich stworzeń się nie imają. Nie mówiąc, że w folklorze wampirom daleko do bycia impotentami. Dlatego pierwszy komentarz jest nie na miejscu.

Reszta borska! \@_@/

Kwik

Anonimowy pisze...

"Oczywistym jest, ze prawa logiki takich stworzeń się nie imają"
mówisz? a prawa fizyki? ewolucji? biologii? też nie? Prawa logiki imają się wszystkiego i jak ktoś chce odejść od kanonu to TYM BARDZIEJ powinien podeprzeć się logicznie, żeby wizja miała ręce i nogi.
A analiza świetna, chociaż trochę mniej śmieszna niż poprzednie
Pozdrawiam, XXX

hevs pisze...

Wcześniej było śmiesznie. Żałośnie, ale śmiesznie. Obecnie pozostała już tylko żenada. Rzecz jasna mam na myśli Meyerową a nie Was ;) Was podziwiam szczerze - owszem, może przez jeden tom bym przebrnęła czerpiąc perwersyjną przyjemność z odczuwania wyższości moralnej i intelektualnej nad autorką oraz fan(k)ami tego gniota... - ale CAŁOŚĆ?! WOW, wpicko i w ogóle... ale to jest koszmarne niczym Nowa Heloiza X< Nie katujcie się więcej O.o"

Aquilla pisze...

"Acha, czyli pożądanie również jest be i nie przystoi małżonkom. Ja rozumiem, chrześcijańska nauka o seksualności i w ogóle, ale bez przesady."

"Ej, ja przepraszam, ale to nie jest chrześcijańska nauka. Chrześcijańska zakłada po prostu, że radosny seks i wszystkie związane z nim przyjemności są zarezerwowane dla ludzi, których związek został niejako pobłogosławiony w sakramencie małżeństwa. I seks wcale nie jest brzydki i w ogóle fe, i nieczysty - wręcz przeciwnie."

Może i nie jest to chrześcijańska nauka, ale takie jest oficjalne stanowisko Kościoła (chociaż w Starym Testamencie Bóg karał za marnowanie plemników i może tym się podpierają). Dużo jest rzeczy których nie ma w Piśmie, a Kościół sobie wymyśla. Co do seksu małżeńskiego to wg Kościoła ma służyć tylko do płodzenia dzieci. Dlatego Kościół nie uznaje antykoncepcji. Człowiek przystępuje do małżeństwa, żeby mieć dzieci, jak któryś z małżonków jest bezpłodny to ten drugi ma prawo go zostawić. Patronami małżeństwa jest para, która kiedy uznała, że tyle dzieci ile ma im wystarczy przestała współżyć.

Anonimowy pisze...

mówisz? a prawa fizyki? ewolucji? biologii? też nie?

Panie Sherlock w rzeczy samej. Podług tych wymienionych praw wampir nie ma prawa bytu (tak, przepadnij Edwardzie!). Zagadnienie wampiryzmu jest nad wyraz pojemne i nie ogranicza się do twórczości ostatnich 50 lat. Wampirem nie musi być po prostu trupek wysysający krew. Głębsze tłumaczenie paranormalnych zjawisko związanych z tymi stworzeniami większego sensu nie ma, bo później wychodzą głupotki. Oczywiście niektórzy muszą być do usrania racjonalni.

Pytanie do osób, które przeczytały Tłajlajta: czy pada w Zmierzchu zdanie, że wampiry są trupami?

Kwik

Sineira pisze...

Gwoli ścisłości, wampir nie jest trupem, tylko nieumarłym, a to jednakowoż zasadnicza różnica. Co do wampirzej erekcji, w źródłach bywało różnie, ale tak czy siak jedno jest pewne i logiczne - wampiry są sterylne. Po co istota nieśmiertelna miałaby się rozmnażać, i to w dodatku drogą płciową? A o konieczności poszanowania logiki oraz o kwestii zawieszania niewiary odnośnie utworów fantastycznych napisano już niejedno - polecam choćby felietony niejakiego Kresa.
Mnie, prócz kretyńskiego zachowania bohaterów (jakby mnie facet tak traktował, to posłałabym go glanostopem przez galaktykę) rozwaliło podawanie Belli krwi do picia w ramach karmienia płodu. Kto jak kto, ale Carlisle (lekarz!) powinien mieć jakieś pojęcie o tym, jaką drogą przenika "pokarm" do dziecka w łonie matki. Że już nie wspomnę o drobnym fakcie, że człowiek nie trawi surowej krwi i rzyga po niej dalej niż widzi.

Wonsz pisze...

Edward wisiał na telefonie ponad godzinę.
Próbował z rozpaczy powiesić się na kablu?
Myślałem, że to najzabawniejsze. Jakże się myliłem! Dorodny chips, łykanie wymiocin i cała narracja Jacoba bije wszystko na głowę xD

Aquilla pisze...

Kwik pisze, że autorka może robić z wampirami co chce. No nie wiem… myślę, że nawet fikcyjny świat powinien mieć swoją wewnętrzną logikę. I teraz tak… Było powiedziane, że Edward nie ma krążenia krwi, sam mówił, że w jego żyłach nie płynie krew, a nie zostało wyjaśnione dlaczego nagle okazuje się akurat w penisie owe krążenie ma. A jak nie ma to w jak odbywał się ten stosunek? Czy Bella nie powinna mieć odmrożonych jajników? Autorka powinna to wyjaśnić. Jak dla mnie to jest ewidentny błąd i nie ma co bronić, że gdzieś tam u innego autora wampiry też seks uprawiają. Nie tędy droga.

„Przed świtem” przeraża. Domyślałam się po komentarzach Analizatorek, że może być jakiś numer z dzieckiem wampira… ale i tak szOk. Jakim cudem?! Rozumiem jeszcze ten seks, bo niby można założyć, że skoro piją krew, to w jakiś cudowny sposób mogą mieć erekcję. Ale spermy wampiry nie produkują, mogą dochodzić co najwyżej krwią, jeżeli w ogóle zakładać coś takiego.

„Rozmawiałem z Bella zaledwie miesiąc wcześniej. Nie mogła być już w ciąży. A zwłaszcza w tak zaawansowanej ciąży.
Edward jest tak zajebisty, że nawet plemniki ma ekspresowe.”
Jaka z Belli męczennica… Skoro jest już w zaawansowanej ciąży, to płód ma już te 7 miesięcy lub więcej, skoro tak szybko rośnie, takie dziecko jest nawet w stanie przeżyć, można wywołać wcześniejszy poród, zrobić cesarkę, ale nie, bo ona musi umrzeć. I tak pewnie przeżyje…

„– Nie dbam już o nic prócz tego, by wyszła z tego żywa – oznajmił z niespodziewaną
stanowczością. – A później nie będę jej stawał na drodze do spełnienia marzeń. Jeśli pragnie
zostać matką, niech nią zostanie. Niech ma pół tuzina dzieci. – Zamilkł na moment. – Niech rodzi
choćby i szczenięta, jeśli to właśnie ma ją uszczęśliwić.
... LOL.
Lol? Dla mnie to obrzydliwe. Tak się mówi o własnej żonie...? To jest ten cudowny och-mój-borze-jaki-to-ja jestem-dobrze-wychowany Edward? O_O”
„Co on wygadywał? że Bella powinna, co? Mieć dziecko? Ze mną?! Co takiego? Niby jak?
Czyżby zamierzał ją zostawić? A może sądził, że nie miałaby nic przeciwko, żebyśmy się nią
dzielili?
Ty miej ją w dni parzyste, a ja zaklepuję nieparzyste z dodatkiem do weekendu!
Jeden bierze od pasa w górę, drugi w dół. Jakoś dadzą radę, póki nie zrobi się nieświeża.”
„Jak mogłem brać coś takiego pod uwagę? Za dużo tego było. Wydawało mi się to
niemożliwe do zrealizowania. Niemoralne. Chore. Pożyczać Bellę na weekendy i odwozić ją w
poniedziałek jak film do wypożyczalni? Co to za zboczona propozycja?
Ale jaka kusząca...
Jake, you naughty boy!
... *ściana*
Mhm, skoro już zgodnie uznali Bellę za dziwkę, to może teraz porozmawiają o stawce za noc? Ile za fellatio z połykiem, a ile bez połyku?
Jeżu... ta książka jest ohydna.”
Jakob i jego przemyślenia XD

Rzeczywiście ta część sagi jest jeszcze bardziej okropna. XD I to mają czytać nastolatki...

Mirveka pisze...

O rany boskie.
Edward to nie wampir, to Kosmita. Przybył z planety, gdzie obwiązują zupełnie inne normy obyczajowe i nigdy nie słyszeli o telewizji.

Nerve Engine pisze...

Mamusiu. Własnie czytam Przed Świtem. Dawno nie widziałam takiego potworka literackiego...
Przeżyłam jakoś scenę "porodu" tej małej pijawki.


Eugh. Dziękuję wam drogie Analizatorki. Dzięki wam to... czytadło... stało się jakoś strawniejsze.

Anonimowy pisze...

Jesteście niesamowite. przeczytałyście to. przeczytałyście całą "Sagę".

Potworek. Prawdziwy potworek...

NUKA

Nata Łubińska pisze...

Łomatko. Tak mniej więcej w połowie zaczęłam mieć nadzieję, że na końcu będzie: " Akuku! To my napisałyśmy :D". Nie do wiary, że jakakolwiek książka może być AŻ TAK głupia. Powiedzcie, że to żart...
Analiza jak zawsze wspaniała i setnie kwikaśna :D Oby tak dalej, koHamy was!!!

kura z biura pisze...

Ach, wykład z biologii wampira, tego mi było trzeba! Ukwikałam się nieprzytomnie i utwierdziłam tylko w postanowieniu, że nie tknę tego dzieUa nawet kijem od szczotki!
Dzięki, dzięki!

Anonimowy pisze...

Aquilla, napisales/as:

'Co do seksu małżeńskiego to wg Kościoła ma służyć tylko do płodzenia dzieci. Dlatego Kościół nie uznaje antykoncepcji.'

Co do tego mylisz sie, nie jest to wcale stanowisko KK. Poczytaj Katechizm Kosciola Katolickiego, seks (oczywiscie miedzy malzonkami) ma sluzyc nie tylko prokreacji, ale wyrazaniu milosci.

Goma pisze...

Mówcie co chcecie, ale mnie coraz częściej ogarnia perwersyjna chęć sięgnięcia po ten twór, bo autentycznie nie wierzę.
A nie chcę, nie chcę być pozbawiona złudzeń, że to może kiepski żart!

Swoją drogą - obrzydlistwo. Ale Wy jak zwykle genialne ^^

Anonimowy pisze...

Szczerze? Boję się o Was.
Bo taka lektura musi ryć mózgi w poprzek.

z wyrazami troski - jasza

Kalevatar pisze...

Sigell pisze "Ej, ja przepraszam, ale to nie jest chrześcijańska nauka. Chrześcijańska zakłada po prostu, że radosny seks i wszystkie związane z nim przyjemności są zarezerwowane dla ludzi, których związek został niejako pobłogosławiony w sakramencie małżeństwa. I seks wcale nie jest brzydki i w ogóle fe, i nieczysty - wręcz przeciwnie."
Wiem, że ostatnimi czasy Chrześcijaństwo zaczęło mądrzej podchodzić do tych spraw. Jednak czytając wiele dyskusji o (nie)dopuszczalności stosowania antykoncepcji często natrafiałam na argument, że partnerzy "nieakceptujący naturalnych funkcji organizmu kobiety", czyt. chcący kochać się w dni płodne i stosujący środki "anty", traktują kobietę instrumentalnie by zaspokoić swoje pożądanie, które z miłością nie ma nic wspólnego.

@ Kwik - Nie chodzi o to, że wszelkie baśniowe stwory muszą funkcjonować zgodnie z zasadami logiki - problem w tym, że stworzone przez Meyer wampiry przeczą faktom, które ona sama podaje. Wampiryzm Meyer polega na posiadaniu dodatkowych chromosomów, zatem podlega prawom ewolucji (i nauki w ogólności) i jak najbardziej można, a nawet trzeba, by historia trzymała się kupy, uzasadniać go racjonalnie. Jednak racjonalnej analizy meyerowski wampiryzm nie wytrzymuje. Gdyby Ałtorka nie wpadła na pomysł, by uzasadniać naukowo coś, co powinno pozostać niewyjaśnione, naprawdę nie miałybyśmy się czego uczepić.

@jasza - Masz zupełną rację. A jak wkurza na dodatek!

Aquilla pisze...

"Jednak czytając wiele dyskusji o (nie)dopuszczalności stosowania antykoncepcji często natrafiałam na argument, że partnerzy "nieakceptujący naturalnych funkcji organizmu kobiety", czyt. chcący kochać się w dni płodne i stosujący środki "anty", traktują kobietę instrumentalnie by zaspokoić swoje pożądanie, które z miłością nie ma nic wspólnego."
Właśnie tak. Jeżeli chodzi o antykoncepcje to właściwie nic się nie zmieniło. Zmiana nie jest nawet brana pod uwagę. Niektórzy księża potrafią przedstawić całą masę zalet takiego "kalendarzyka".

"Co do tego mylisz sie, nie jest to wcale stanowisko KK. Poczytaj Katechizm Kosciola Katolickiego, seks (oczywiscie miedzy malzonkami) ma sluzyc nie tylko prokreacji, ale wyrazaniu milosci."

Nie jedynym celem oczywiście, tu muszę przyznać Ci rację, że z tym "tylko" trochę przesadziłam, bo Kościół jedność małżonków stawia teraz na równi z prokreacją. Prokreacja w każdym razie jest głównym celem małżeństwa wg Kościoła Katolickiego "każdy akt małżeński powinien pozostać sam przez się otwarty na przekazywanie życia ludzkiego", jak to często się słyszy z ust księży.

Sprawdziłam oczywiście co tam w Katechizmie. Akurat staram się śledzić na bieżąco co tam władze Kościoła wymyślają, co papież napisze itd., więc zaskoczenia żadnego nie było:

"2363 Przez zjednoczenie małżonków urzeczywistnia się podwójny cel małżeństwa: dobro samych małżonków i przekazywanie życia. Nie można rozdzielać tych dwóch znaczeń, czyli wartości małżeństwa, bez naruszenia życia duchowego małżonków i narażenia dobra małżeństwa oraz przyszłości rodziny.
Miłość małżeńska mężczyzny i kobiety powinna więc spełniać podwójne wymaganie: wierności i płodności.

2366 Płodność jest darem, celem małżeństwa, ponieważ miłość małżeńska ze swojej natury zmierza do tego, by być płodną. Dziecko nie przychodzi z zewnątrz jako dodane do wzajemnej miłości małżonków; wyłania się w samym centrum tego wzajemnego daru, którego jest owocem i wypełnieniem. Dlatego Kościół, który "opowiada się za życiem” , naucza, że "każdy akt małżeński powinien pozostać sam przez się otwarty na przekazywanie życia ludzkiego" . "Nauka ta, wielokrotnie podawana przez Urząd Nauczycielski Kościoła, ma swoją podstawę w ustanowionym przez Boga nierozerwalnym związku, którego człowiekowi nie wolno samowolnie zrywać, między podwójnym znaczeniem aktu małżeńskiego: znaczeniem jednoczącym i prokreacyjnym".

2369 "Jeżeli zatem zostaną zachowane te dwa istotne aspekty stosunku małżeńskiego, jednoczący i prokreacyjny, to wtedy zachowuje on w pełni swoje znaczenie wzajemnej i prawdziwej miłości oraz swoje odniesienie do bardzo wzniosłego powołania do rodzicielstwa"

A tu już nie katechizm:
„Etyka katolicka naucza, że osąd sumienia co do czystości aktów seksualnych powinien być wyrobiony poprzez poznanie stanowiska Kościoła o naturze i celach pożycia małżeńskiego. Magisterium Kościoła formułuje to stanowisko w swych oficjalnych wypowiedziach, prostując także różne błędne - w jego mniemaniu - opinie, które również mają wpływ na sumienia małżonków.
„Tajemnica miłości erotycznej urzeczywistnia się przez dopełnianie się płci, oddziaływanie obu płci na siebie. Seksualność przeżywa się albo w małżeństwie, albo w celibacie, zawsze jednak ukierunkowuje ona ku drugiej osobie. Jest zewnętrznym, psycho-fizycznym wyrazem wewnętrznej wspólnoty dwojga małżonków, komunii osób - pełnym, szczerym i wiernym przez całe życie darem osób, który jest z natury swej płodny, ponieważ miłość jest płodna. Dlatego takie zachowania jak masturbacja, petting, stosunek przerywany czy stosunek obezpłodniony przy użyciu środków antykoncepcyjnych i wczesnoporonnych, jako postawy ego-centryczne, niechętne dzieciom i przeciwne życiu, etyka katolicka uznaje za niezgodne z naturą miłości seksualnej człowieka”

thingrodiel pisze...

Boże, znalazłam w końcu. Wiedziałam, że nie zostawicie reszty bez komentarzy!
I znowu leżę. Podziwiam wytrwałość i wysokiej klasy CIS. Nieczęste zjawisko. XDDD

Anonimowy pisze...

Nie wiem czy przeczytacie to po takim czasie, ale Ędzio nie ma plemników. :3 Ałtorka tej niezwykłej powieści zdradziła, iż Renesmee została poczęta z jadu. :P Tak, też uważam, że to głupie.

PS Uważam, że część książki pisana z perspektywy Jacoba jest najbardziej znośna ze wszystkich czterech tomów.

p pisze...

- Znowu wymiotowałaś?

– Tak i nie – odpowiedziałam zmienionym głosem.

Rany boskie, wymioty Schroedingera!

Tuśka pisze...

"Pomacałam go ostrożnie. Pod skórą zdawało się kryć coś zadziwiająco twardego." - to nie ciąża, to Aerobiczna Szóstka Weidera :D!