czwartek, 4 marca 2010

Jestem potworem!!!111oneone!!!, czyli Dodatek Specjalny IV

-->
Witajcie!
Kontynuujemy przedzieranie się przez wypociny pani Meyer. Tym razem na tapecie "Przed świtem" - a konkretniej obiecane wcześniej perypetie związane ze ślubem (!) oraz nocą poślubną (!!!) Edzia i Belli. Będzie się działo.
Miłej lektury!


S. Meyer, Przed świtem, tłum. J. Urban, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2009.

Zmierzałam do pobliskiej stacji benzynowej. Gdyby nie to, że jeździłam już na oparach, nigdy nie pokazałabym się w centrum. Odmawiałam sobie ostatnio bardzo wielu rzeczy, żyjąc bez ulubionych słodyczy i nowej pary sznurowadeł – byle tylko unikać ludzi.
Co zrobiła bohaterka, że skazała się na taką banicję? Zabiła połowę uczniów ze szkoły, jak Carrie Kinga? Zamieniła się w krwiożercze zombie pod wpływem nadmiaru lektury XIX-wiecznych romansów?
Nie nakładała makijażu?

Spiesząc się szaleńczo, jakbym brała udział w jakimś wyścigu, w kilka sekund otworzyłam klapkę wlewu paliwa, odkręciłam korek, wsunęłam kartę do czytnika i wetknęłam dyszę w otwór. Tylko na tempo tankowania nie miałam wpływu. Cyferki na dystrybutorze zmieniały się tak powoli, jakby chciały mnie rozdrażnić.
Zue, niedobre cyferki. Dzielnikiem je po tych numerycznych mordach!
Słońce zniknęło za chmurami – mżyło, jak zwykle – ale i tak miałam wrażenie, że spada na mnie snop światła,
Za chwilę objawi jej się Bóg i każe wyruszyć na poszukiwanie Świętego Graala.
Mary Sue – jak zawsze w świetle reflektorów. Ależ czemuż, ach czemuż tym razem? Cóż uczyniła nasza niezwykła Bella, że wszyscy mieliby zwracać na nią uwagę...?
*werble*

a owo światło skupia uwagę wszystkich wokół na pierścionku na mojej lewej dłoni.
Tak moi Państwo. Ona się zaręczyła.
Borze, oni się będą rozmnażać... A przecież mówiłam, że nie powinni. T.T

W takich chwilach, kiedy czułam na plecach zaciekawione spojrzenia, wydawało mi się, że mój pierścionek pulsuje niczym neon: „Hej, hej! Tu jestem! Popatrzcie na mnie!”
Tiaaa. Pewnie jeszcze pojawia się na nim mmhhroooczny napis w języku elfów, a przez Forks galopują na koniach Czarni Jeźdźcy i zaczepiają przechodniów, wypytując o jakiegoś Bagginsa.
Bella zachowuje się co najmniej jakby ukradła ten pierścionek...

Czy naprawdę było to takie ważne, co kto myślał o moich zaręczynach? O moim nowym samochodzie? O lśniącej czarnej karcie kredytowej w tylnej kieszeni spodni, która paliła niczym rozgrzane do białości żelazo?
Albo o apartamencie wyposażonym w nierzucające się w oczy akwarium, w którym pływa hipopotam?
Ja tam nie wiem, ale mi to nieco zalatuje Nowym Ruskim...

Albo o tym, że w tajemniczy sposób dostałam się na jedną z najlepszych uczelni w kraju?
Kochanie, jedyne, co można o tym pomyśleć, to że jesteś bardzo drogą galerianką.
Złotko, w puszczaniu się nie ma nic tajemniczego. Ciekawi mnie tylko, kto wskoczył do łóżka rektorowi – ty czy Edward.

Wychowano mnie tak, że krzywiłam się na samą myśl o bukietach i białych sukniach z bufami, ale nie to było najgorsze.
Wychowano ją tak, żeby śliniła się na widok gadających, rozegzaltowanych, błyszczących emo-trupów, i TO było najgorsze! Najgorsze dopiero się zacznie. Uwaga, pani Meyer przełącza się na tryb „Egzaltowana Fanka Edwarda”:
Dużo bardziej męczyłam się, próbując połączyć swoją koncepcję „męża” – osoby, w moim przekonaniu, statecznej, szanowanej i nudnej – ze swoją koncepcją „Edwarda”. Równie dobrze mogłabym usiłować wyobrazić sobie archanioła jako księgowego!
Zauważam poważne braki w wyobraźni – i w wykształceniu. Według Pseudo-Dionizego Areopagity archaniołowie pełnią dość podrzędną rolę posłańców, a stąd do księgowości niedaleka droga.

Edward według mnie za nic nie pasował do tak przyziemnej roli.
No tak, bo po ślubie każdy zajebisty narzeczony zamienia się od razu za pomocą starożytnej klątwy w stetryczałego pryka, który potrafi tylko czytać gazetę, oglądać mecze i zostawiać wszędzie brudne skarpetki. Wersja rozszerzona obejmuje jeszcze wygniatanie kanapy.
Nieznajomy od terenówki (...) oczekiwał ode mnie jakichś dodatkowych informacji na temat samochodu.
– Widziałem w necie filmik, na którym potraktowali go miotaczem ognia, i nawet lakier mu się nie zaczął łuszczyć.
– Jasne, że nie. Po tym cudeńku to czołg można by przetoczyć i nic.
Bella jeździ samobieżnym schronem przeciwatomowym?
Albo Papamobile.

To jest auto dla bliskowschodnich dyplomatów, handlarzy bronią i baronów narkotykowych. To dla nich projektuje się takie fortece.
Samobieżna fortece, jeszcze lepiej. Ciekawe, czy ma wieżyczki i lochy.
Aż dziw, że Bella nie lata po bułki i podpaski w Gwieździe Śmierci.

– Nie mam pojęcia, na co tu komu szyby odporne na pociski i dwie tony żelastwa na sam pancerz. Może wybiera się nim w jakieś bardziej niebezpieczne rejony świata?
Pancerz? Świetnie. W dodatku dwutonowy.
No, i to z żelastwa.
Poczekaj, złotko, aż ci się to dwutonowe cudo zagrzebie w błocie i będzie je trzeba PCHAĆ.

I te szyby! Odporne na co? Na pociski? To już „zwykłe” kuloodporne nie wystarczały?
No nie, teraz muszą być wampiroodporne. Poleci taki Lestat albo inny Otto von Babie Doły nocą na polowanie pod postacią netoperka, będzie przelatywał koło jakiejś drogi i JEBS! Prosto w szybę rozpędzonego samochodu Belli. A Bella go wycieraczką „wziium” - i śladu nie ma. :D

Cóż, wszystko to składało się w logiczną całość – dla kogoś obdarzonego, nazwijmy to, „specyficznym” poczuciem humoru.
I „specyficznym” rozmiarem portfela.
I „specyficznym” rozmiarem czegoś innego, co musi być rekompensowane przez duuuże zabawki.

[Bella i Edward odwiedzają Charliego]
Kiedy dźwięki wydawane przez parkujący radiowóz zaanonsowały przybycie Charliego, pierścionek zaczął mi nieznośnie ciążyć, jakby ważył pół tony.
Idź do Mordoru i wrzuć go w czeluście Góry Przeznaczenia!
*dyskretnie dzwoni po szefa Nazgûli*

Miałam ochotę schować lewą dłoń do kieszeni albo na niej usiąść, ale Edward powstrzymał mnie, gdy tylko drgnęłam.
– Przestań się wiercić, Bello. Pamiętaj, że nie masz się przyznać przed Charliem do popełnienia morderstwa.
Eee... ona ma się nie przyznawać do popełnienia morderstwa? To znaczy, że kogoś zabiła?! A Edward musi jej o tym przypominać, bo sama by nie wpadła, tak? Czyli to on posiada tego dnia ich wspólną szarą komórkę?

Chwilę później zadzwoniły wkładane w zamek klucze. Przypomniały mi się te sceny z horrorów, w których ofiara uświadamia sobie, że zapomniała zamknąć drzwi wejściowe na zasuwkę.
Mhhrrooczny zUy Charlie nadchodzi, OMWAHAHAHAHA!
Ech...

Nie, to tak jak w tej reklamie: „To tatuś!!!” :D

Otworzone energicznie drzwi uderzyły o ścianę.
A co on, w stodole mieszka że tak brutalnie się z drzwiami obchodzi?

– Witaj, Charlie! – zawołał Edward. Nie był ani trochę spięty.
– Jeszcze nie! – syknęłam.
Tego wołania Charlie nie usłyszał? O.o

– Czemu?
– Poczekaj, aż odwiesi kaburę!
A co, Charlie ma taki odruch bezwarunkowy, że strzela na widok każdego faceta kręcącego się przy jego córce? Cóż... jakoś się nie dziwię.

– Cześć, dzieci. Co słychać?
– Chcielibyśmy z tobą porozmawiać – oznajmił Edward pogodnie. – Mamy dobre nowiny.
W ułamku sekundy wysiloną uprzejmość na twarzy Charliego zastąpiła podejrzliwość.
– Dobre nowiny? – warknął, patrząc prosto na mnie.
– Usiądź sobie.
Po czym Edward, który wczuł się w rolę boga, zaintonował:
„Oto Bella pocznie i porodzi syna...”

No w sumie... osły są już na miejscu, stajnia najwyraźniej też... Można od razu machnąć boże narodzenie.

Uniósłszy jedną brew, wpatrywał się we mnie kilka sekund, po czym podszedł do fotela i przysiadł na samym jego brzegu, wyprostowany jak struna.
Struna może być napięta. Ale nie wiem, co trzeba by z nią robić, aby była wyprostowana. Cóż, nie pierwszy raz zadziwiają mnie te niestandardowe metafory.
– Nie denerwuj się, tato – powiedziałam, przerywając pełną napięcia ciszę. – Nie ma czym.
Edward się skrzywił. Domyśliłam się, że wolałby usłyszeć coś w rodzaju: „Och, tato, taka jestem szczęśliwa!”.
Brzydka Bella, fe! Nie merda ogonkiem!
– Jasne, Bella, już ci wierzę. Jeśli nie ma czym, to czemu tak się tu przede mną pocisz?
– Wcale się nie pocę – skłamałam.
Spuściłam wzrok i trwożnie wtuliłam się w Edwarda, przecierając jednocześnie odruchowo prawą dłonią czoło, żeby usunąć z niego „dowody rzeczowe”.
Żeby tak bać się własnego ojca... Ta dziewczyna zachowuje się, jakby się ktoś nad nią znęcał przez długie lata: zaniżone poczucie własnej wartości, bezgraniczne uwielbienie dla osoby, która okazała jej sympatię, histeryczna reakcja na odtrącenie, syndrom dziecka maltretowanego... Ludzie, to było celowe, czy pani Meyer tak wyobraża sobie typową dorastającą dziewczynę? O.o

– Jesteś w ciąży! – wybuchnął Charlie. – Przyznaj się, jesteś w ciąży!
- Ja na żadną ciążę nie wyrażam zgody!!!

Chociaż pytanie to było raczej skierowane do mnie, wpatrywał się teraz gniewnie w Edwarda. Byłam gotowa przysiąc, że przesunął rękę w stronę kabury.
Taak, zaraz postawi go pod ścianą, rozstrzela, a szczątki zakopie w ogródku, obok innych zalotników Belli. *kibicuje*

Miałam ochotę dać Edwardowi sójkę w bok, ale wiedziałam, że tylko dostanę od tego siniaka.
Nie, za to świętokradztwo ręka jej uschnie i odpadnie.

Z jakiego innego powodu ktoś zdrowy na umyśle miałby brać ślub w wieku osiemnastu lat? (Usłyszawszy jego odpowiedź, wywróciłam oczami. Z miłości. Tak, jasne).
Albo żeby dostać kartę stałego pobytu. Edzio nie jest przypadkiem nielegalnym imigrantem? ^^

W końcu dotarło do mnie, że obaj spodziewają się, że to ja pierwsza się odezwę. Spanikowana, zerknęłam na Edwarda.(...) Odpowiedział mi uśmiechem i przeniósł wzrok na ojca.
– Charlie, jestem świadomy, że zabrałem się do tego w złej kolejności. Zgodnie z tradycją, powinienem był najpierw zwrócić się do ciebie.
No tak, bo po co najpierw pytać samą zainteresowaną. W końcu mamy dopiero XXI wiek, czyż nie?
Zgodnie z tradycją? Chłopcze, a gdzie twoi swaci, gdzie muzykanci, gdzie prezenty dla rodziny wybranki? W ogóle to od kiedy masz prawo samemu cokolwiek robić w kwestii twojego małżeństwa? Do ojca biegnij, to są sprawy dorosłych!

Ale skoro Bella i tak już się zgodziła, a jej opinia jest tu przecież najważniejsza, pozwalam sobie, zamiast o jej rękę, prosić cię o błogosławieństwo.
Co za chłystek wyszczekany! Charlie, szykuj czarną polewkę. Ech, za moich czasów młodzi wiedzieli, gdzie ich miejsce...

Zamierzamy się pobrać, Charlie. Kocham ją bardziej niż cokolwiek innego na świecie, kocham ją nad życie,
Uparcie i skrycie...
Nietrudno kochać ponad coś, czego się już nie ma, mwehehe.

Nagle, wsłuchując się w ton jego głosu, doświadczyłam rzadkiego uczucia – na moment spojrzałam na świat jego oczami i przez ułamek sekundy wszystko to, o czym mówił, wydało mi się najzupełniej logiczne.
To się nazywa hipnoza, jak sądzę.
Ale zazwyczaj uważałam każde jego zdanie za piramidalną bzdurę.

A potem zauważyłam, co się dzieje z Charliem, który właśnie dostrzegł mój pierścionek. Z zapartym tchem śledziłam, jak jego skóra zmienia kolor – z różowego na czerwony, z czerwonego na fioletowy, z fioletowego na granatowy.
Granatowy? Jeżu, jakiś przyspieszony proces gnilny? O.o

Zaczęłam podnosić się z miejsca. Nie jestem pewna, po co – może, żeby zastosować rękoczyn Heimlicha, w razie gdyby jednak się krztusił? Ale Edward złapał mnie za rękę i tak cicho, że tylko ja usłyszałam, szepnął:
– Daj mu minutkę.
A nuż stary wykituje...
– Jesteś pewna, że to dobry pomysł? – spytał, posyłając mi groźne spojrzenie.
– Jestem pewna na sto procent, że Edward to „ten jedyny” – odpowiedziałam bez zająknięcia.
Tyyyaaaa. Która z nas tego już nie mówiła... ;P
Pośpiech brał się stąd, że z każdym przeklętym dniem zbliżały się moje dziewiętnaste urodziny, a Edward miał już po wieczność mieć lat siedemnaście.
Tak, Edward już do końca świata pozostanie niedojrzałym chłopaczkiem, a ona musi się dostosować, by się biedak nie poczuł zagrożony tym, że jako dorosła kobieta straci zainteresowanie takim wymoczkiem.

Musiałam jak najszybciej stać się nieśmiertelna. Co to miało wspólnego z braniem ślubu? Otóż mój ukochany, w ramach skomplikowanej umowy, którą zawarliśmy, zgodził się na przeprowadzenie całej operacji pod warunkiem, że wcześniej zostanę jego żoną. Jeśli o mnie chodziło, zawarcie małżeństwa nie było mi do niczego potrzebne.
Może bał się, że jak już staniesz się wampirzycą, polecisz na jakiegoś PRAWDZIWEGO wampira, a nie na takiego załzawionego wymoczka.
Ja bym tak zrobiła.

Ano właśnie. A poza tym można uznać, że przysięga małżeńska była wymuszona szantażem emocjonalnym i z tego tytułu nieważna – więc tak czy tak Bella ma drogę wolną. :)
Tak w ogóle to kto udzieli martwemu ślubu?

Rzecz jasna, nie były to szczegóły, którymi mogłabym się podzielić z Charliem.
No jasne, co go to obchodzi. Jest tylko jej ojcem.

– Jesienią zaczynamy studia w innym mieście – przypomniał mu Edward. – Chciałbym, żeby wszystko odbyło się... tak, jak należy. Tak mnie wychowano.
Taak... przypomnieć kawalerowi włamywanie się do cudzego domu i grzebanie w bieliźniarce?

Nie przesadzał – w czasie pierwszej wojny światowej, kiedy sam był nastolatkiem, obowiązywały jeszcze bardzo surowe normy obyczajowe.
A łyżka na to: „Niieemożliiiwee...”
Mhm, wojny są znane z tego, że wprowadzają surowe normy obyczajowe. No i lekko wybiórcze to jego poszanowanie tradycji... żeby tak spędzać czas z nawet-nie-narzeczoną bez przyzwoitki? Zupełny brak szacunku do dziewczyny i jej rodziców, pfi!

Charlie wykrzywił usta. Zastanawiał się, do czego by się tu przyczepić. Ale co miał powiedzieć? „Wolałbym, żebyście żyli w grzechu?”
W jakim znowu grzechu?! O_O
Czyżby to była zawoalowana sugestia, że prawdziwym powodem pośpiechu jest to, że im obojgu strasznie spieszy się do rozpoczęcia pożycia – ale Edward jest takim ultrakonserwatystą, że bez ślubu mu nie stanie?

– A bierzcie sobie ten ślub – wykrztusił Charlie. – (...)Tylko...
– Tylko co? – spytałam.
Tylko zabezpieczajcie się, na miłość borską!

Czy mogło być coś gorszego od obowiązku przekazania wieści Renee? Ślub zaraz po szkole średniej znajdował się na wyższym miejscu jej czarnej listy niż wrzucanie żywych szczeniaków do wrzątku.
Przepraszam, czy to miał być cholerny żart?!
[Bella rozmawia z matką]
- Jesteś szczęśliwa?
– Czy ja wiem? Czuję się, jakbym dostała właśnie młotkiem po głowie.
Bo może dostałaś. W innych kręgach zwie się to: „pranie mózgu”.
A może już ćwiczy tryb „Kochanie, nie dziś, głowa mnie boli”?

– Czy czujesz się szczęśliwa przy Edwardzie?
– Tak (...)Nie masz zamiaru mi powiedzieć, że tak samo odpowiedziałaby każda inna zakochana po uszy nastolatka?
– Ty nigdy nie byłaś nastolatką, kochanie.
Nie, Bella była niczym Benjamin Button po prostu.Nie, Bella po prostu nie osiągnęła jeszcze tego poziomu.

zobaczyłam, że z oparcia kanapy zwisa starannie odłożony pokrowiec z niepokojąco białą zawartością. O, nie!
Edward upolował Yeti i przyniósł się pochwalić, jakie z niego dzielny kote... wampir? :P
Edward był obsesyjnie zatroskany tym, z iluż to ludzkich doświadczeń będę musiała zrezygnować, jednak jeśli o mnie chodziło, zależało mi tylko na jednym z nich.
Fakt, mało która kobieta by tęskniła za okresem czy bólem głowy.

Oczywiście na tym, o którym, z jego punktu widzenia, dla własnego dobra powinnam była zapomnieć. Problem polegał na tym, że po naszym miesiącu miodowym miałam stać się kimś zupełnie innym. Widziałam nowo narodzone wampiry na własne oczy, słyszałam relacje członków rodziny Edwarda i wiedziałam, że przez kilka najbliższych lat opis mojej osoby będzie można zamknąć w dwóch słowach: „spragniona krwi”. Miało minąć trochę czasu, zanim na powrót miałam odzyskać nad sobą kontrolę.
I przez ten czas Cullenowie będą trzymać ją w kojcu i wypuszczać nocą, żeby sobie pobiegała?

Już nigdy nie miałam czuć się tak, jak teraz. Jak śmiertelniczka... która jest zakochana do szaleństwa.
No cóż, będzie się czuć jak trup owładnięty pragnieniem krwi. Ale za to będzie błyszczeć się niczym brokat!!!
Chciałam doświadczyć wszystkiego z interesującej mnie materii, zanim miałam zamienić swoje ciepłe, kruche, targane hormonami ciało
Ciepłe, kruche... czyżby Bella była ciasteczkiem maślanym? Nasączonym hormonami?
Dlaczego przeczytałam „ciepłe kluchy”? Jakiś przekaz podprogowy? ^^

na coś o wiele piękniejszego i silniejszego... ale i zupełnie dla mnie niewyobrażalnego. Chciałam, żeby nasz miesiąc miodowy był prawdziwy. I pomimo niebezpieczeństwa, na jakie, według Edwarda, się narażałam, zgodził się to moje marzenie spróbować spełnić.
Do jasnej Anielki i ciemnej Arielki, nie prościej powiedzieć, że ma ochotę uprawiać seks, zanim zamieni się w bezkrwiste zwłoki?! Trzeba toto rozpisywać na pół rozdziału?!
Pigmejko! Napisałaś słowo na „s”!!! Wymaż je w tej chwili!

Słychać było tylko przyspieszone bicie mojego serca, urywany rytm naszych oddechów i szept naszych poruszających się synchronicznie warg.
Wargi ćwiczyły do występu w duecie w You Can Dance.
Czasami było mi tak łatwo zapomnieć, że całowałam wampira.
Lodowato zimna skóra to w sumie taki detal.

Nie dlatego, że wydawał się być kimś zwyczajnym, zwyczajnym człowiekiem – ani na moment nie zapominałam, że trzymam w ramionach raczej anioła niż mężczyznę
">Tak, wiemy, my też nie zapominamy o tym ani na moment, pani Meyer. Dba pani o to z uporem maniaka. =_=”">
Anioła? Czyżby Edward miał skrzydła i pewne braki w... jakby to ująć... narządach płciowych? :P ">
">No ja o tym trąbię od samego początku...

– ale dlatego, że zupełnie nie musiałam się przy nim przejmować, że to wampir przyciska swoje usta do moich ust, do moich policzków czy nawet do mojej szyi.
Nawet do szyi! A to zbereźnik jeden.

Edward twierdził, że już dawno przeszła mu chęć na to, żeby mnie ukąsić – że z podobnych pragnień wyleczyła go całkowicie świadomość, że wówczas by mnie stracił.
To się nazywa warunkowanie. W podobny sposób tresuje się psy. Romantyczne, prawda?

Przyglądał mi się. To, że patrzył na mnie w ten sposób, nie miało dla mnie najmniejszego sensu. Jak mógł mieć mnie za nagrodę? To on był nagrodą. A ja zwycięzcą, któremu nieprzyzwoicie się poszczęściło.
*wyobraża sobie Edwarda – nagrodę na loterii, z różową kokardką na łbie*
Aaargh! Moje oczy!

Jego spojrzenie było tak głębokie, że wyobrażałam sobie, iż jestem w stanie zajrzeć aż na samo dno jego duszy.
Duszy jak duszy, ale na dno pustej czaszki to na pewno.

Wydawało się teraz skończoną głupotą to, że jeszcze nie tak dawno spieraliśmy się, czy Edward w ogóle ją posiada, skoro jest wampirem.
Bo generalnie to istnienie duszy zostało już udowodnione, tak?

Miał najpiękniejszą duszę pod słońcem, piękniejszą od swojego błyskotliwego umysłu, idealnej twarzy czy zachwycającego ciała.
Bella trzymała duszę Edwarda w słoiku, że jest tego tak pewna? Wiesz, mnie te porównania optymistycznie nie nastrajają. Zwłaszcza „błyskotliwość” budzi pewne wątpliwości. No bo skoro coś jest piękniejsze ledwie od czegoś, co w zasadzie jest nikłe lub szpetne...

– Nie, nie. To twój wieczór kawalerski. Musisz iść. (...)
– Wieczory kawalerskie są dla tych, dla których małżeństwo wiąże się z utratą wolności. A ja nie mogę się już doczekać, żeby wreszcie mieć te kawalerskie lata za sobą. Po co ktoś taki, jak ja, miałbym iść na taką imprezę?
Zawsze myślałam, że wieczory panieńskie i kawalerskie wiążą się po prostu z fajną zabawą, ale to tylko widać ja...
Bo ty jesteś przesiąknięta zgniłym zachodnim hedonizmem. Edward zaś jest tak romantyczny i uduchowiony, na samą myśl o Belli przeżywa sto orgazmów na minutę.

Niczego nieświadomy Charlie spał smacznie w swoim pokoju, można było więc sobie wyobrażać, że jesteśmy zupełnie sami. Tuliliśmy się do siebie na moim wąskim łóżku, na ile tylko pozwalał na to gruby koc, którym byłam otoczona ściśle niczym kokonem. Nie cierpiałam tego, że nie dawało się inaczej, ale cóż, trudno było o zachowanie romantycznej atmosfery, kiedy zaczynałam szczękać zębami.
Reinterpretacja tradycji średniowiecznych, jako żywo. Onegdaj kładziono pomiędzy dwojgiem ludzi deskę, coby ich od pokus chroniła, tu zaś jedno z nich w koc jest zawijane.
A może Edward ma jakiś fetysz zrazów albo rolmopsów?

Ostrożnie pozwoliłam sobie na to, aby koniuszkiem języka przesunąć po jego chłodnych wargach.
Oż ty, zbereźnico ty!
*panicznie szuka czerwonego kwadracika*

Ludzie, uciekajta, one się tu będą zara seksować! I TO PRZEZ KOC!!!

Westchnął i owionęła mnie słodka woń jego oddechu.
Nie wiem, co za słodycz może wonieć z pyska istoty, która:
a) nie żyje
b) pożywia się krwią
...ale cóż: o gustach się nie dyskutuje.

Zaczął odsuwać się ode mnie. Była to z jego strony odruchowa reakcja, gdy tylko dochodził do wniosku, że pozwoliliśmy sobie na zbyt wiele
No tak, dotknięcie językiem ust drugiej osoby to niemal hard porno.
*Widzi oczami wyobraźni listy nastoletnich czytelniczek
Zmierzchu do Bravo: „Droga Redakcjo, kolega polizał mnie po twarzy, czy mogę zajść od tego w ciążę?!” i Odpowiedź: „Tak, droga czytelniczko, spodziewaj się niewielkiej swędzącej grudki w okolicach ust – nie będzie to kurzajka, lecz ciąża pozamaciczna. Urodzisz małe jęzorki.”*

– gdy czuł wyjątkowo silnie, że bardzo chciałby kontynuować to, co zaczął. Przez całe życie odmawiał sobie fizycznego spełnienia.
Taak, bo te szybkie numerki z własną prawicą gdzieś pod kocykiem się nie liczą, nie? ^^

Starał się to dla mnie zmienić, ale wiedziałam, że go to przeraża.
Edward żelazna Dziewica Cullen. O zimnych rybach słyszałam, ale żeby zimne nietoperze...?
- Boże jedyny, co mi jest?! - W oczach Edwarda obrzydzenie mieszało się z paniką. - Coś mi tu odstaje i mrowi tak jakoś dziwnie... Bello, najdroższa, odsuń się ode mnie! Jestem chory! Rozpadam się! Umieram!
- To jest wzwód, kretynie.

Wydało mi się, że płynne złoto w jego oczach zmieniło się w ciało stałe.
Innymi słowy, białko w jego oczach ścięło się niczym jajko – na twardo.
*szykuje majonez, nóż i widelczyk*

– Tak trudno mi się skoncentrować, kiedy robisz się roznamiętniona. Nie potrafię... nie jestem wtedy w stanie jasno myśleć.
Ekhm... nie wydaje mi się, aby myślenie było prymarną czynnością, na jakiej należy się skupić, kiedy partnerka jest „roznamiętniona”...
Wiesz, podobno Lewis Carroll zwalczał nocne ataki nieczystych myśli rozwiązując skomplikowane zadania matematyczne... No, ale on myślał o małych dziewczynkach, więc był usprawiedliwiony – nie to co ta ciamajda.

Stracę nad sobą panowanie. Zrobię ci krzywdę.
Edward podejrzewa, że niczym modliszka urwie Belli głowę?
– Nic mi nie będzie.
– Bello...
– Cii! – Zatkałam mu usta pocałunkiem, żeby przerwać jego atak paniki.
Jeżu, ten facet tak histeryzuje, jakby to jego miał ktoś przelecieć... =.=”

Całowaliśmy się trochę, ale wyczuwałam, że nie jest już w to tak zaangażowany, jak wcześniej.
Po prostu Edward woli takie bardziej sztywne panny. I mniej oddychające. ;]

Znowu się martwił – ciągle się martwił. Jakaż to miała być odmiana, kiedy miał już stracić powód, dla którego się tak zadręczał! Ciekawa byłam, co pocznie z takimi ilościami wolnego czasu.
A oto kolejna jednostka chorobowa, czyli prawdopodobnie zastępczy zespół Münchhausena albo jakieś zaburzenia lękowe o charakterze obsesji. Czy pani Meyer w ogóle potrafi tworzyć bohaterów zdrowych psychicznie?

– Jasper, jak tak właściwie wyglądają wieczory kawalerskie wampirów? Nie zabieracie go przecież do klubu ze striptizem, prawda?
- Aaaależ skąd – stęknął Jasper, gorączkowo starając się upchnąć w przygotowanym do pieczenia torcie trzy tancerki go-go.

– My, Cullenowie, mamy swoje własne tradycje. Starczy nam kilka pum, może parę niedźwiedzi grizzly.
Ekhm... no ja nie wiem, ale ja bym chyba się bała wychodzić za faceta, który od gołej panienki woli pumy i niedźwiedzie. A jak mi kiedyś powie, że mnie rzuca, bo jestem dla niego za mało owłosiona?
Albo że lubi, gdy jego partnerce jedzie z pyska gnijącym mięsem.
Ale CO oni tak właściwie mają zamiar robić z tymi zwierzakami?

Czasem trzeba było znaleźć się pod ostrzałem spojrzeń. Nie sposób bezustannie wtapiać się w tło.
Tak jakbyś kiedykolwiek to robiła, o boska Bello.
Po pierwsze, tren sukni ślubnej. (...) Nie wierzyłam, że uda mi się zejść w wysokich obcasach po schodach w domu Cullenów, nie potykając się o to cudo, ani o nic nim nie zahaczając.
Pocieszę Cię: potknąć ci się będzie trudno o coś, co, przynajmniej w założeniu, ma znajdować się ZA Tobą.
Może Alice przy projektowaniu sukni pomyliła „tren” z „taranem”? ^^

– Już cię spakowałam – oznajmiła mi, żeby odwrócić moją uwagę.
Podziałało.
– Alice! Dlaczego nie mogłam sama się spakować?!
Bo Ci nie wolno, skarbie. Jak wielu rzeczy, z samodzielnym myśleniem włącznie.
– Najwyższy czas, żebyś zwalczyła w sobie tę awersję do nowych ubrań.
Bella preferuje tylko co bardziej wyświechtane szmaty z lumpeksów i włosiennice.

Z tego co zauważyłam, [Renee] bawiła się przy tym [dekorowaniu domu] lepiej niż dziecko zamknięte przez przypadek na jedną noc w Disneylandzie.
W sensie, że krzyczała i płakała w ciemnościach oraz przenikliwie wzywała mamę?

– To Alice nie pozwoliła nam na nic skromniejszego – wyjaśniła Renee. – Zwracaliśmy się do niej z różnymi sugestiami, ale za każdym razem skakała nam do gardeł.
ROTFL.

Tak naprawdę nie widziałam nic poza jego twarzą. Przesłaniała wszystko
O raju, to on taką wielką mordę ma?
„O Edward, O Edward,
Twoje ciało mnie onieśmiela,
Twoja morda przesłania mi cały świat
od morza aż do Tatr!”

– nawet myśleć nie byłam w stanie o niczym innym.. Jego oczy płonęły płynnym, miodowym złotem.
Aż doszło do samozapłonu i głowa Edwarda wybuchła, ochlapując wszystkich miodem.
[Bella i Edward odbierają gratulacje]
Przechodziłam potem z rąk do rąk, niezupełnie świadoma tego, z kim akurat mam do czynienia.
Najpierw zrobili jej pranie mózgu, potem zabronili podejmować samodzielnych decyzji nawet w kwestii doboru garderoby, a na koniec naćpali ją czymś, żeby jej zdolność myślenia spadła do zera. Zaraz zaczną jej opowiadać o zbawieniu przez UFO i Claude’a Vorilhona. To brzmi trochę jak opis zbiorowego gwałtu... :C
Przed zdejmowaniem podwiązki, zsunęłam ją dyskretnie niemal do łydki, ale kiedy Edward usuwał ją, jak należało, zębami, i tak spłonęłam rumieńcem, a Emmett i Jasper mieli ubaw po pachy.
*patrzy z niedowierzaniem* Gdyby takie rzeczy pisała nastolatka, byłoby to śmieszne. Kiedy pisze to dorosła kobieta, robi się tragiczne. A co ich tak niesłychanie bawi? Halo, oni mają od 80 do 160 lat, byli wychowani w czasach, gdy na takie zabawy nie godziły się nawet co bardziej szanowane prostytutki...
Nie wystarczy napisać, że bohaterowie są starzy – trzeba jeszcze zrozumieć, jak zachowywaliby się ludzie w takim wieku – jak na razie bardziej przypominają gimnazjalistów na biwaku.

Wynurzywszy się spod mojej spódnicy, Edward mrugnął do mnie porozumiewawczo, po czym wycelował swoją zdobyczą w środek twarzy Mike’a Newtona.
Jasne, rzucaj podwiązką w twarz faceta, który się w tej dziewczynie tyle czasu kochał, ale nie był tak zajebisty jak ty, więc został odrzucony. Czemu nie.
Jak widać, nie wystarczy urodzić się przed stu laty, by mieć klasę.

– Czy w ostatnich kilku godzinach widziałaś swoje odbicie?(...)
U boku jego sobowtóra stała ciemnowłosa piękność. Miała mlecznobiałą cerę bez jednej skazy i błyszczące z podekscytowania oczy obramowane gęstymi rzęsami. (...) Dzięki doskonale dopasowanemu krojowi sukni nieznajoma wyglądała w niej elegancko i wdzięcznie – przynajmniej dopóki stała nieruchomo.
Oho, następna, co to ma 18 lat i problem z rozpoznaniem siebie w odbiciu. Jacques Lacan byłby załamany.
W moim sercu panowała żałoba, a w głowie zamęt, ale wszystko to nie miało teraz znaczenia – liczył się mój wygląd. Wiedziałam, że sztukę kamuflażu muszę doprowadzić do perfekcji.
Zraniłaś właśnie najlepszego przyjaciela? Chrzanić to, liczy się nienaganny makijaż.

[Przygotowania do nocy poślubnej]
Nie usłyszałam, kiedy wrócił. Jego chłodne pałce pojawiły się znikąd i starły mi wilgoć z szyi.
Odwiedził ją Inspektor Gadżet, czy też może Rączka z Rodziny Addamsów?

– Gorąco tutaj – powiedział przepraszającym tonem. – Pomyślałem... Że tak będzie najlepiej.
– Jak zwykle skrupulatny – mruknęłam pod nosem.
Zachichotał nerwowo. Rzadko bywał do tego stopnia zestresowany.
– Starałem się zorganizować wszystko tak, żeby... żeby było to dla ciebie jak najprostsze.
Do jasnej cholery, on ma zamiar zrobić jej operację na otwartym sercu, czy ją przelecieć?!
Gdyby jeszcze zaczął pałać rumieńcem i zbliżać do siebie opuszki palców wskazujących, byłabym stuprocentowo pewna, że podszywa się pod niego Hinata.

Nie spoglądając w jego kierunku, przełknęłam głośno ślinę. Czy ktoś kiedykolwiek słyszał o takim miesiącu miodowym, co nasz?
Połączonym z rozprawiczaniem ponadstuletniego faceta? Nie.

Czy moje ciało zapłonęło żywym ogniem? Musiałam spojrzeć w dół, żeby upewnić się, że nie – a przynajmniej, że nie dosłownie.
I co, nie zapaliłaś się? Bez sensu... każda panna owładnięta pożądaniem ulega samozapłonowi. Dlatego w każdej sypialni nowożeńców powinna być gaśnica.
To zupełnie jak u Królewny Pizdolony chędożonej za pomocą kondoma – samojeba.

Przerzucając starannie złożone stosiki w poszukiwaniu czegoś wygodnego i zwyczajnego – na przykład znoszonego dresu
Który, jak wiemy, jest idealnym strojem na noc poślubną.
Taak, niech jeszcze wzuje gumofilce i owinie łeb chustą, a poczuje się zupełnie jak w domu.

– zorientowałam się w pewnym momencie, że ręce mam pełne koronek i niewielkich skrawków satyny. Bielizna. Bardzo kobieca bielizna. Z francuskimi metkami.
Bielizna szczerzyła zęby w jej kierunku, śliniąc się krwiożerczo.
-Qingdao Yameizi – Bella z mozołem odcyfrowała stylizowane pismo na metkach. - To brzmi jak francuski, nie?

Nie wiedziałam jak, ale kiedyś Alice mi za to zapłaci.
Cóż, dobre wychowanie – rzecz najwyraźniej całkowicie Belli obca – nakazywałoby, by to raczej ona odwzajemniła się szwagierce za upominek. =.=

Edwarda nie było (...)– zapewne nurkował, korzystając w pełni z tego, że nie musiał się wynurzać, by nabierać powietrza.
A co, skrzela mu wyrosły? Dlaczego, skoro Edzio nie potrzebuje tlenu, co i rusz czytamy, że szybko oddycha ze zdenerwowania?

Znalazłam swoją szczotkę i zaczęłam nią energicznie rozplątywać kołtuny z tyłu głowy,
Hmm... Wikipedia głosi: „Kołtun (łac. Plica polonica – kołtun polski, Plica neuropathica, ang. Polish plait), zwany także gwoźdźcem, goźdźcem lub pliką – sklejony łojem i wydzieliną wysiękową (np. z powodu wszawicy) pęk włosów na głowie, powstały na skutek braku higieny lub nie korzystania ze szczotki bądź grzebienia.”
To rzeczywiście musiała „pięknie” wyglądać podczas tego wesela.

Na szczotce zostało pełno włosów. Starannie wyszorowałam zęby – i to dwukrotnie. Potem obmyłam twarz i spryskałam sobie kark zimną wodą, bo parzył, jakbym miała gorączkę. Sprawiło mi to taką ulgę, że obmyłam też przedramiona. Wreszcie poddałam się i postanowiłam po prostu wziąć prysznic. Wiedziałam, że to idiotyczne brać prysznic przed kąpielą, ale musiałam się uspokoić, a gorąca woda zawsze działała na mnie jak balsam. Uznałam także, że wypadałoby znowu ogolić sobie nogi.
*W tym momencie zaczęłam się bać, jakie jeszcze zabiegi higieniczne ma zamiar opisać Ałtorka*
Potem z rozpędu ogoliłam też wzgórek łonowy, okolice warg sromowych i odbytu. Następnie za pomocą patyczka usunęłam woskowinę z uszu, przystrzygłam włoski w nosie i starannie powyciskałam szpecące dekolt pryszcze... W końcu nie ma to jak objawić się małżonkowi z czerwoną, obrzękniętą wskutek zabiegów kosmetycznych skórą.

co na siebie włożyć? Przecież nie kostium kąpielowy. (...) Co do ubrań przyszykowanych dla mnie przez Alice, wolałam o nich nawet nie myśleć.
Sukienki, bielizna i kostium wciąż kłapały na nią zębiskami z walizki.
Atak paniki był tuż za rogiem. Nadal owinięta ręcznikiem, usiadłam na chłodnych kafelkach posadzki i wsadziłam sobie głowę pomiędzy kolana, modląc się, żeby Edward nie zastał mnie czasem w tej pozycji. Już ja dobrze wiedziałam, co by sobie pomyślał na mój widok.
Na przykład, że wykonuje auto-cunnilingus. I że jest wstrętną egoistką.

Szybko wyciągnąłby pochopne wnioski i stwierdził, że powinniśmy się wycofać, zanim stanie się coś strasznego.
A co takiego strasznego ma stawać... A... wybacz, już wiem. ^^

Bałam się wyjść z łazienki i zmierzyć z nieznanym. Zwłaszcza w francuskiej bieliźnie. Co jak co, ale na nią nie byłam jeszcze gotowa.
Bo francuska bielizna jest gorsza niż horda goniących cię krwiożerczych bestii, powiadam wam. Wystarczy na moment stracić czujność, i... #@!!&%#@!
Jak ludzie to robili? Jak udawało im się zapomnieć o swoich lękach – a raczej obnażyć przed kimś innym wszystkie swoje lęki i niedoskonałości
Wiesz, to tak jak z paliwem: jak będziesz nad nim deliberować, daleko nie zajedziesz. ;)

– skoro żadne z nich nie miało za partnera kogoś tak absolutnie im oddanego jak Edward?
Ależ oczywiście, wszystkie te historie o ludziach poświęcających życie dla ukochanych osób to bezczelne łgarstwa – ty jedna masz monopol na prawdziwą miłość, Bello.

Gdyby to nie Edward czekał tam na mnie na plaży, gdybym każdą komórką swojego ciała nie czuła, że kocha mnie równie mocno, jak ja jego – bezwarunkowo, nieodwołalnie i (co tu kryć) irracjonalnie – nie byłabym w stanie podnieść się z podłogi.
Szlag mnie trafia jak coś takiego widzę: „Ach, jestem taka brzydka i głupia, nie zasługuję na niego!” A potem się jedna z drugą dziwi, że facet nią pomiata. Też bym chyba pomiatała...
W bladym świetle skóra Edwarda była idealnie biała – jak piasek, jak sam księżyc
Jak księżyc? Tzn. blada z ciemnoszarymi plamami? Blee...
Nie poruszał się, a dłonie opierał o lustro wody – niskie fale rozbijały się o niego, jak gdyby był głazem.
O mnie też fale się rozbijają, tj. jakoś nie zauważyłam przenikania wody morskiej przez moje ciało. Jestem wampirem? O.o

Napawałam się zgrabnym kształtem jego pleców, jego ramion, jego szyi – jego nieskazitelną urodą...
Yes, Edward is very hot, wiemy. Możemy przejść dalej?
Zaklęty w moim ciele ogień nie parzył mi już skóry – skrył się głębiej, gdzieś gdzie obracał właśnie w popiół całą moją niezgrabność i zakłopotanie.
To znaczy, świąd skóry wywołany alergią minął, ale zaczęła się zgaga? :>
A może to samozapłon?

[Ha ha, przyznajcie się, liczyliście na seks, nie? Cóż... my też. ^^ Ale pani Meyer przecież nie będzie siać zamętu w młodych umysłach opisami tych gorszących i z gruntu nieczystych czynności...]

Nazajutrz obudziły mnie promienie słońca parzące w plecy.
Na egzotycznych wyspach nawet promienie słoneczne mają parzydełka na końcach, jak meduzy.

Chłodna skóra Edwarda stanowiła wspaniałe antidotum na upał. Leżałam w jego ramionach z głową na jego piersi, ale nie byłam z tego powodu nic a nic skrępowana.
Serio? Nie krępowałaś się leżeć w ramionach męża? Kurczę, a mnie by było chyba głupio...
Noo... tak bez koca...

Ta chwila mogłaby trwać dla mnie wiecznie, ale moje ciało miało inne pomysły. Zaśmiałam
się. Ach, ten niecierpliwy żołądek!
*Oddycha z ulgą, na wieść o tym, że chodziło o jedzenie...*

Jak mogłam być głodna po tym wszystkim, co stało się zeszłej nocy?
Cóż, jeżeli rzeczywiście doszło do czegoś więcej niż pokątnego miziania się pod kołderką, to nawet powinna być głodna.

Było to takie prozaiczne. Ściągnięto mnie siłą na ziemię z niebiańskich wyżyn.
Hmm, uprawiali seks tantryczny? W końcu „stosunek seksualny jest dla tantryków kosmicznym rytuałem. Pozwala on odkryć duchową stronę zbliżenia, poprzez porzucenie skupiania się wyłącznie na zaspokojeniu swoich żądz seksualnych. Jest aktem duchowego i cielesnego zespolenia, seksualną esencją miłości.”
– Co cię tak rozbawiło? – zamruczał Edward, nie przestając głaskać moich pleców. Jego głos, poważny i zachrypnięty, przywołał falę świeżych wspomnień.
Świeżych, prosto z... dobra, nieważne. ^^’

Twarz i szyję zalał mi głęboki rumieniec.
*facepalm* Przez 3 tomy próbowała mu się dobrać do rozporka, a teraz udaje świętą dziewicę. Trzymajcie mnie, bo zaraz mnie szlag trafi.
Potrzebowałam kilku sekund, żeby poprzez wiele spowijających mnie warstw radości przebiła się do mojego umysłu informacja, że poza kokonem szczęścia, w którym się znajdowałam, wokół panuje zupełnie inna atmosfera.
Wokół panuje zapewne mhrock i trucie dupy, bo jest tam Edward ze swoim samoudręczaniem się.

Wpatrywał się w zwiewny baldachim nad naszymi głowami i gdy studiowałam jego rysy,
nawet na mnie spojrzał. Byłam w szoku. Przeszedł mnie dreszcz.
– Czy coś się stało? – spytałam, czując, że głos płata mi figle. – Czy stało się coś złego?
– Jeszcze pytasz? – zadrwił.
No, a co się mogło stać? Zaliczył – zelżało mu ciśnienie. Jak to mówił Ludwik XIV? „Tak przy okazji... jutro wyjeżdżasz.”

Wszystko okazało się o wiele prostsze, niż się tego spodziewałam – pasowaliśmy do siebie niczym dwa sąsiadujące z sobą kawałki układanki. (...) Ogień i lód potrafiły w jakiś niewyjaśniony sposób ze sobą współistnieć. Traktowałam to jako kolejny dowód na to, że byliśmy z Edwardem dla siebie stworzeni.
Ekhmm... tak zazwyczaj bywa, wiesz. Kobieta i mężczyzna są tak skonstruowani, żeby pewne elementy do siebie pasowały. Przykro mi.
– Bardzo cię boli, Bello? Nie oszczędzaj mnie, powiedz mi całą prawdę.
(...)Nie powiem, do pewnego stopnia byłam nawet obolała, ale przede wszystkim odnosiłam dziwne wrażenie, że byłam na dobrej drodze do zmienienia się w meduzę czy galaretę, bo wszystkie moje kości zdawały się być poluzowane w stawach.
Jeżu, to czym on ją chędożył, że aż jej powybijał kości ze stawów? Taranem? A może zaprosili do zabawy autobus Arabów?

Zirytowałam się odrobinę. Był to najpiękniejszy poranek w moim życiu, a Edward próbował go zepsuć swoim głupim przewrażliwieniem.
Przyzwyczajaj się, złotko, bo tak będzie aż do końca świata. Widziały gały, co brały.

– Czemu myślisz, Że coś mnie boli? Nigdy nie czułam się lepiej.
Mhm. Kolejna rzecz, która jest zadziwiająca gdy wychodzi „spod pióra” dorosłej, zamężnej kobiety – absolutny brak wspomnienia, że rozdziewiczanie jednak trochę boli. :/

– Przestań się tak zachowywać! Jak mogłem się na to zgodzić?! Jestem potworem!
– Co ty wygadujesz?! (...)
– Spójrz tylko na siebie, Bello. A potem powiedz mi, że nie jestem potworem.
Tak, kurwa, jesteś potworem, niech ci będzie. Zamkniesz się w końcu?

– Dlaczego jestem cała w pierzu? – spytałam zdezorientowana. Edward prychnął niecierpliwie.
– Rozgryzłem poduszkę. Może dwie. Mniejsza o to, nie o to mi chodzi.
– Rozgryzłeś poduszkę? Dlaczego?
Bo oprócz pum i misiów Edwarda kręcą kury. A dzięki pierzu z poduszki miał namiastkę kurzego towarzystwa. T.T
Pod cienką warstewką pierza kryły się podłużne fioletowe siniaki, kontrastujące makabrycznie z jasnym odcieniem mojej skóry. Ciągnęły się aż po ramię, a potem schodziły w dół, na żebra. (...)
– Och – wyrwało mi się.
Ee... no i? o.O Ja nie chcę nic mówić, ale siniaki w takich okolicznościach to NAPRAWDĘ nie jest nic niezwykłego... No chyba, że ma się w łóżku śledzia, a nie faceta. Pani Meyer, pani ma podobno synów? Jak oni byli robieni, pipetką? Przez ścianę, najwyraźniej.

Nie pamiętałam, żeby aż tak na mnie napierał, żeby choć raz przesadził. Jeśli już, to raczej to, że pragnęłam, żeby trzymał mnie jeszcze mocniej – tak bardzo mi się to podobało.
Widać lubi sado-maso. ;>
– Tak bardzo mi przykro, Bello – szepnął, kiedy badałam swoje obrażenia. – Wiedziałem, że tak to się skończy. Nie powinienem był... – Jęknął cicho, zdjęty obrzydzeniem. – Nie ma słów, którymi mógłbym cię przeprosić.
*załamuje się*
Jeżu... ja wiedziałam, że Edzio to jest cipa, a nie facet, ale że AŻ TAKA?

No tak, ale jeśli dla kogoś szczytem perwersji jest mocniejszy uścisk... Taak, jestem złym, niegrzecznym chłopcem. Bij mnie, krzywdź mnie, mów do mnie po niemiecku.

– Nic sobie nie wypominaj. Naprawdę, nic mi...
– Tylko nie mów, że nic ci nie jest – przerwał mi lodowatym tonem. – Nie powtarzaj tego uparcie, bo zaraz oszaleję.
Masz cierpieć, suko!
– Oboje nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać. I miało być ciężko, prawda? Tak zakładałam. A tymczasem... okazało się to o wiele prostsze, niż myślałam.(...)
– Tak zakładałaś? Spodziewałaś się tego, Bello? Oczekiwałaś, że zrobię ci krzywdę? Myślałaś, że będzie jeszcze gorzej? Uważasz ten eksperyment za udany, bo jesteś w stanie wstać z łóżka? Nic ci nie złamałem, więc odnieśliśmy sukces?
Jeżu, niechże go ktoś w końcu pierdolnie, albo wyciągnie mu jęzor przez ucho żeby sam posłuchał, jak pieprzy bez sensu.

– Nieprzypuszczałem, że jedynym wnioskiem, jaki wyciągniesz z mojego lamentu, będzie to, że ostatnia noc nie była dla mnie... cóż, że nie była najlepszą nocą mojego istnienia. Ale nie chcę o niej myśleć w ten sposób – nie, kiedy ty musiałaś tyle wycierpieć...
Taak, normalnie u wezgłowia mógłby stać Mel Gibson i kręcić sequel „Pasji” - taka była impreza.

– Po tym, jak dobiliśmy targu, poszedłem do Carlisle’a, mając nadzieję, że udzieli mi jakichś wskazówek.
Pamiętaj, synu – mówił Charlie – najważniejsze jest, żeby ci stanął. Jeżeli po tylu latach abstynencji nic z tego nie będzie, trudno – narządy nieużywane ulegają atrofii, nic nie poradzimy... Wtedy ratują nas warzywa. Przygotowujesz je zawczasu i w kluczowym momencie dyskretnie podmieniasz ziemniaka, który nosisz w majtkach, na marchewkę – tylko pamiętaj, żeby oberwać natkę...”



Teraz już widzę, Drodzy Czytelnicy, że rację mają twórcy reklamy mówiącej o przydatności matematyki w życiu – staram się bowiem oszacować, na ile kilometrów jest niedorżnięty Edward Cullen. Może któryś z Was się podejmie? Przyjmując, że jego członek ma standardową długość i biorąc statystyczną ilość stosunków przypadających rocznie na jednego Amerykanina oraz wiek Edwarda... Cóż, przypuszczam, że nadrobienie tego przekracza ludzkie możliwości. ^^'

23 komentarze:

Anonimowy pisze...

O Edward.. o Edward...

*ekhm*

Cuuudowna analiza, moje Panie^^ Chylę przed Wami czoła i jestem waszym fanem po grób!
:D

Loco pozdrawia!

Elficka I. pisze...

Przepiękne, przecódne, uśmiałam się do łez :D

Deszcza pisze...

Mój absolutny faworyt! Ja myślałam, że już pierwsza część jest szczytem debilizmu, ale widzę, że ałtorka w pełni wykorzystała swoje możliwości dopiero w części czwartej XD Kłaniam się Wam i składam dzięki za poświęcenie i błyskotliwe jak pępek Edwarda komentarze!

hevs pisze...

Poprzednia część dodatku była lepsza (ach, ilustracje ^^ ), ale może to wrażenie spowodowane tym, ze po prostu była dłuższa ;)

Brak seksu mnie zniechęcił (przeglądałam ebooka w poszukiwaniu tego opisu... i dupa ==' )

ALE! Nie zauważyłyście jednego! Pani Meyer odkryła skąd w tych wszystkich animcach bierze się spadające nie wiadomo skąd pierze...! A to bohaterowie w chwili... uniesienia rozgryzają poduszki :D

Anonimowy pisze...

o, ja pierniczę.
nie mam słów. pierwsza część była durna, druga okropnie durna, trzecia masakrycznie, masakrycznie durna, ale TO... :OO

"oł Bello jestem potforem! łaa! to co, idziemy na piknik, żebym potem znowu mógł się nad sobą poużalać, że cię skrzywdziłem?"
geez...

kocham wasze poczucie humoru.
skrzyżowane z debilizmem tłajlajta daje niesamowite efekty ;d

p, violett

Anonimowy pisze...

jakie strrraszne!
Oj, jakie strraszne niespodzianki ma dla nas pani Meyerowa!

z przerażeniem - jasza

Mrohny pisze...

>>Taak, normalnie u wezgłowia mógłby stać Mel Gibson i kręcić sequel „Pasji” - taka była impreza.<< - najlepsze :D

No i te sto orgazmów na minutę. To musi być strasznie niezdrowe (;
Tomu ostatniego nie czytałem, jak widać, niestety. Ale chyba nie mam zamiaru nadrabiać...

Anonimowy pisze...

Dziewczyny, jesteście WIELKIE :D Miodna analiza, zaiste i zaprawdę.

"Na szczotce zostało pełno włosów. Starannie wyszorowałam zęby – i to dwukrotnie."
Jasno wynika, że Bella umyła zęby tą szczotką pełną włosów XD

Sądziłam, że pierwsza część zmierzchowej sagi była idiotyczna. Widzę, że się myliłam...

Pozdrawiam i życzę weny, choć tej jaki widać Wam nie brakuje.

Bazylia

Anonimowy pisze...

A Bella to na pewno się ze wstydu po tej nocy czerwieniła. W końcu, Edzio ma wacka małego jak posąg, nie?
Ja też byłabym zawstydzona, gdyby mój mąż takiego miał. XD

Aquilla pisze...

Uwielbiam Wasze analizy. Ta była jeszcze bardziej boska niż poprzednie części dodatku specjalnego.

"Borze, oni się będą rozmnażać... A przecież mówiłam, że nie powinni. T.T"
Przecież wampir jest martwy i nie może mieć potomstwa. Edward nie wytwarza plemników, więc jakim cudem ma zapłodnić Bellę? Ech... już wiem co się szykuje...

W takich chwilach, kiedy czułam na plecach zaciekawione spojrzenia, wydawało mi się, że mój pierścionek pulsuje niczym neon: „Hej, hej! Tu jestem! Popatrzcie na mnie!”
Nie wiem dlaczego noszenie pierścionka musi oznaczać, to, że wszyscy od razu się domyślą, że Bella się zaręczyła. Ale nie znam się na tym.

"– Nie mam pojęcia, na co tu komu szyby odporne na pociski i dwie tony żelastwa na sam pancerz. Może wybiera się nim w jakieś bardziej niebezpieczne rejony świata?
Pancerz? Świetnie. W dodatku dwutonowy.
No, i to z żelastwa.
Poczekaj, złotko, aż ci się to dwutonowe cudo zagrzebie w błocie i będzie je trzeba PCHAĆ."
Chciałabym to zobaczyć. Najlepiej niech Bella wjedzie na bagna tym swoim cudem.

"Musiałam jak najszybciej stać się nieśmiertelna."
Że co? Jak to? Przecież Edward kocha ją głównie za zapach. A jak stanie się wampirzycą to nie będzie już pachnieć jak pokarm.

"Tak w ogóle to kto udzieli martwemu ślubu?"
Dobre pytanie...

"Czy mogło być coś gorszego od obowiązku przekazania wieści Renee? Ślub zaraz po szkole średniej znajdował się na wyższym miejscu jej czarnej listy niż wrzucanie żywych szczeniaków do wrzątku.
Przepraszam, czy to miał być cholerny żart?!"
Aż nieprzyjemnie się zrobiło... Autorka nie ma dla zwierząt litości...

Bałam się wyjść z łazienki i zmierzyć z nieznanym. Zwłaszcza w francuskiej bieliźnie. Co jak co, ale na nią nie byłam jeszcze gotowa.
Bo francuska bielizna jest gorsza niż horda goniących cię krwiożerczych bestii, powiadam wam. Wystarczy na moment stracić czujność, i... #@!!&%#@!
XD

"Ha ha, przyznajcie się, liczyliście na seks, nie? Cóż... my też. ^^ Ale pani Meyer przecież nie będzie siać zamętu w młodych umysłach opisami tych gorszących i z gruntu nieczystych czynności..."
Jak Mayer mogła nam to zrobić... Ale pomyślałam, że nic straconego i z ciekawości jak to opisze nawet przekartkowałam jej książkę dla starszych czytelników (przynajmniej tak pisało) i... straciłam czas, bo jest tam to samo co w "Przed świtem", czyli "ogień" itp. Może coś przegapiłam, ale czytać dokładnie mi się nie chciało. Przynajmniej natrafiłam na wzruszający dialog. Mniej więcej taki miał sens: Bohaterka: "Jakbyś zobaczył, że jestem glizdą nie kochałbyś mnie! Kochasz tylko jej ciało. Mnie rzuciłbyś na ziemię i rozdeptał" Facet: "Nie, gdybym wiedział, że to ty". Bohaterka: "A gdybym przybyła tu w ciele mężczyzny?"
Facet: "Ale nie masz ciała mężczyzny."
Im więcej Meyer pisze, tym większe wymyśla głupoty. Za tego całego "Intruza" też się pewnie weźmiecie.

"– Czemu myślisz, Że coś mnie boli? Nigdy nie czułam się lepiej.
Mhm. Kolejna rzecz, która jest zadziwiająca gdy wychodzi „spod pióra” dorosłej, zamężnej kobiety – absolutny brak wspomnienia, że rozdziewiczanie jednak trochę boli. :/"
Może Mayer bawiła się wcześniej jakimś zbyt dużym warzywem. :P

"staram się bowiem oszacować, na ile kilometrów jest niedorżnięty Edward Cullen."
Coś mi się wydaje, że ta sprawa z zamiłowaniem do pum jest jednak zbyt podejrzana. Może nie jest niedorżnięty, tylko zbyt długo obcował ze zwierzętami. Tak było mu podejrzanie wesoło, kiedy myślał kiedyś o niedźwiedziu, że nie można być niczego pewnym. Takiego niedźwiedzia musiał mocno złapać, stąd też przy Belli nie miał potem wyczucia. :P

Goma pisze...

Tak...
Trochę mnie zatkało (chociaż analiza genialna!) więc postanowiłam zastąpić komentarz obrazkiem:
http://l16.deviantart.com/art/Shrimp-and-Champagne-118499458
Pozdrawiam, niech wena nie ustaje i czekam na więcej ^^

atha pisze...

Autentycznie połakałam sie ze śmiechu. Zaczęłam spisywać najlepsze fragmenty, ale gdy któryś z kolei raz zacytowałam po prostu kolejny pod spodem, zrezygnowałam. Kocham analizy Edkowe! Kolargol wśród wampirów xD

Anonimowy pisze...

Boskie :) Muszę znaleźć trochę czasu i przeczytać jeszcze poprzednie analizy tłajlajtowe...
Głupota tego dzieUa mnie przeraża. Od dzisiaj wyrażenie "literatura współczesna" zasługuje tylko i wyłącznie na cudzysłów, podkreślający jej stoczenie się :P
Pogratulować humoru, dziewczyny.
Pozdrawiam!
Nadira

Anonimowy pisze...

Taak, normalnie u wezgłowia mógłby stać Mel Gibson i kręcić sequel „Pasji” - taka była impreza.<

To była przesada...

Ithildin pisze...

Po prostu... ach i och, cudnie! Tłajlajt jest piękny, aż mam ochotę przeczytać go po raz drugi, szczególnie, że czwartej części już nie wytrzymałam i przerwałam zaraz po nocy poślubnej.
Pozdrawiam ekipę PLUSa:)

Anonimowy pisze...

A mnie najbardziej ómarło to zajmujące poł książki przygotowywanie się do sceny erotycznej (i Edward-żelazna dziewica. Boru)
A w kwestii niedorżnięcia: obstawiam długość równika.

Anonimowy pisze...

kffik xD

thingrodiel pisze...

Szanowne panie!
Coś podobnego zrobiłam ze "Zmierzchem", ale za czwarty tom już nie miałam siły się wziąć. Dlatego niniejszym dziękuję za ubaw pierwszej klasy. Prawie skonałam ze śmiechu. Boże! "Przed świtem" powinno się czytać WYŁĄCZNIE z tymi komentarzami, inaczej grozi człowiekowi utrata zdrowego rozsądku. Tyko pytanie moje brzmi... będzie tego więcej?

ene pisze...

o boże, jak ja sie poryczalam.
ze smiechu :P

chyba boje sie czytac inne analizy - jeszcze zawalu dostane z prześmiania ;)

Y-oda pisze...

Geeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeenialne!

Tak, drogie analizatorki jesteście zUe, będziemy bić was, krzywdzić was i mówić po niemiecku. xD Oczywiście w podzięce ^^

Mateusz pisze...

Wedle danych z "Sexual behavior in the human male" (1948, autorzy Alfred Charles Kinsey, Wardell Baxter Pomeroy, Clyde Eugene Martin), średnia ilość przedmałżeńskich stosunków seksualnych dla grupy wiekowej 16-20 zamieszkałej w USA to 1.32 na tydzień.

Z The Kinsey Data: Marginal Tabulations of 1938-1963 Interviews Conducted by the Institute for Sex Research, wynika, że długość przeciętnego stosunku w tamtym okresie wynosiła 4.5 minuty.

Niestety, nie znalazłem danych mówiących, ile statystycznie 'pchnięć na sekundę' wykonuje samiec. Jako, że zwykle częstotliwość ulega zwiększeniu w miarę czasu, ciężko jest policzyć dokładną średnią - dla uproszczenia, załóżmy, że 1 (dociekliwy czytelnik jest zachęcany do weryfikacji tych danych - uwaga, próby liczenia podczas coitus mogą spotkać się z agresją ze strony partnera).

Daje nam to łącznie 270 penetracji w ciągu stosunku.

Dane o średniej długości penisa nie są konkluzywne - w obliczeniach zakładam 14 cm, jako uśredniony wynik kilku badań.

Wiek Edwarda Cullena - 110 lat. Zakładając, że przeżyłby inicjację seksualną w wieku lat 17, i przez 93 lat zachowałby ten wiek biologiczny, cały czas mając liczbę stosunków zbliżoną do średniej, dochodzimy do następujących wniosków:

Edward Cullen statystycznie powinien mieć 4480 stosunków, w trakcie których dochodziło by do 1209600 penetracji, na łączną sumę 16934400 cm, czyli 170 km penisa znikającego w pochwie.

Podsumowując - statystycznie, Edwar Cullen jest niedorżnięty na 170 kilometrów.

Babatunde Wolaka pisze...

"– Dlaczego jestem cała w pierzu? – spytałam zdezorientowana."

Opis Baby Jagi w baśniach rosyjskich: "Cała w pierzu, siedzi w moździerzu, język w norze, nosem orze".

Anonimowy pisze...

[url=http://www.cheapcanadagooseparkas.ca]kensington canada goose parka[/url] For higher end stuff, J. [url=http://www.busesbitermi.com]beats by dre[/url] Bdkeul
http://www.christianlouboutindiscountsale.co.uk [url=http://www.ogrelarp.com]Canada Goose[/url] Lzmstp [url=http://www.pandorajewelryukonsale.co.uk]pandora charm[/url]