piątek, 12 lutego 2010

O Pół-myszy, co szczurołapem była

Witajcie. Z lekkim opóźnieniem (przepraszamy, przepraszamy!) Ale jest. Kolejna analiza. Tym razem poznamy losy nieustraszonej nastoletniej pogromczyni wampirów. Albo szczurów. Bo właściwie nie jesteśmy do końca pewne. Zresztą, nic dziwnego, bo, jak napisała sama Stephenie Meyer:
Czyżby Cullenowie naprawdę byli wampirami?
Cóż, czymś z pewnością byli.
Poza tym czeka Was dziś, drodzy Czytelnicy, niespodzianka. Zapraszamy do lektury Dodatku Specjalnego, jaki znajdziecie tuż pod główną analizą. Mamy nadzieję, że się Wam spodoba!


Blogasek: http://city-of-fear.blog.onet.pl
Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.
Akcja powieści (Powieści?! Wolne żarty!) rozgrywa się w czasach nam współczesnych (rok 2009/2010). Głowną bohaterką jest siedemnastoletnia Katherine Evans. Ma dość nietypowe zajęcie - likwidację pewnych stworzeń, które mogą zagrażać ludziom.
Pewnie jest deratyzatorką. Ale co w tym niezwykłego?

Zajmuje się tym przez parę lat i nie przynosi jej to żadnych problemów.
To wspaniale, ale po co trzymać tę jej profesję w tajemnicy? Przecież zaskakujące byłoby, gdyby ona nie okazała się Pogromczynią Wampirów...

Pewnego dnia do jej szkoły przyjeżdża kilku nowych uczniów. Jej uwagę przykuwa pewien chłopak - Robert Cartner. Mijają tygodnie dziewczyna jest nim bardzo zaintrygowana. W pewnym momencie przez tak naprawdę błahe zdarzenie, dowiaduje sie kim jest...
Morderczą Ryjówką?
Półszczupakiem?
001. Kim jestem?
Kolejny dzień. Dla zwykłej nastolatki powinien zaczynać się od zrobienia porządnego makijażu i pójścia do szkoły, przynajmniej tak myślę.
Mylisz się. Pomiędzy jednym a drugim MUSI być jeszcze zejście na śniadanie.
Naiwność każe mi podpowiedzieć, że dzień powinien zacząć się od umycia zębów i przyległości, pociągnięcie ryja gładzią szpachlową następuje nieco później.
U mnie przebiega to zupełnie inaczej...
Najpierw, lunatykując, idzie do szkoły w piżamie, potem w łazience szkolnej przebiera się i robi makijaż, a na koniec się budzi?

Kim jestem? Czym się zajmuję?
Uwierz mi, słonko – to jest aż zbyt oczywiste.
Nazywam się Katherine Evans, moi biologiczni rodzice zginęli w wypadku kiedy miałam 4 lata, zaadoptował mnie Patrick Brown.
Ciekawe, czy w jej książeczce zdrowia figurują Prawdziwi Rodzice opatrzeni enigmatycznym statusem „Martwi”. ^^”
Tylko tyle powinniście wiedzieć, bo według mnie przeszłość i przyszłość się nie liczy, ważne jest to co dzieje się teraz.
Powiedział do swojej nowej dziewczyny seryjny morderca, który właśnie wyszedł z więzienia.
Ha, polityka Grubej Kreski, jak widzę. Tylko czekać, aż ją zlustrują.

Szkoła w Arvadzie, do niej chodzę.
Dobrze, że nie w „Avadzie”. Albo w „Arwenie”...
Uu, czyli akcja dzieje się w Syrii, tak? Bo Arvad to takie rybackie miasteczko nad Morzem Śródziemnym. Zawsze to miła odmiana po tych wszystkich Bostonach i Głuchołazach.

Nie wyróżnia się niczym uczęszczają do niej zwykli uczniowie(oprócz mnie), którzy nie mają zbyt poważnych problemów.
No tak. Problemy Bohaterki są wszak przygniatające niczym brzemię Atlasa i palące jak poniedziałkowa zgaga. To ratowanie świata, rozkochiwanie i porzucanie kolejnych Tró Loffów...
By nie wzbudzać podejrzeń muszę wtapiać się w otoczenie, mam dwie przyjaciółki Emily i Nicole, które bez przerwy zawracają mi głowę swoimi problemami, którymi są nauka i chłopaki.
Przygłupie koleżanki, nie rozumiejące głównej bohaterki – są!
A swoją drogą, nie znoszę ludzi, którzy tak krytykują swoich bliskich znajomych za ich plecami. Ałtorko, niniejszym dostałam + 10 do zjadliwości, strzeż się.
Z nauka nie mam problemów, o to drugie nie dbam. Nie odpowiedziałam jeszcze na pytanie: Czym się zajmuję?
Aż mnie nosi z ciekawości i skręca ze zniecierpliwienia, wierz mi.
Dopiero się uczę, ale potrafię już zabić lub obezwładnić jedną z tych bestii. I znów kolejna zagadka: Jakie bestie? O tym dowiecie się później.
PAPKIN:Gdzie, do kogo - milczeć muszę;
Lecz nie karty są przyczyną,
Żem się w drodze spóźnił nieco.
Ani ziewnął! na mą duszę!
Tak z mej ręki wszyscy giną!
CZEŚNIK:
Wszystkie.
PAPKIN:
Wszystkie?
CZEŚNIK:
Ćmy, komary.
***
I znów początek tygodnia.
Ach, ta cykliczność dni tygodnia... Napada człowieka nie wiadomo skąd.

Spojrzałam w lustro i znów zobaczyłam w miarę wysoką i rozczochraną siedemnastolatkę, która chyba jeszcze się nie obudziła, bo jej piwne oczy co chwila się zamykają.
Jacques Lacan w jednej ze swoich prac poświęconych psychoanalizie dowodził, że niemowlę po raz pierwszy odczuwa tożsamość z samym sobą (wykształca funkcję ja [ego]) gdy spogląda w lustro i wiąże to, co widzi, z własnym ciałem. Jak widać, bohaterce się to jeszcze nie udało.

Ubrałam się w pierwsze lepsze ubranie – padło na seledynową bluzkę i wyblakłe dżinsy. Co zrobić taki już mój los.
Dobrze, że nie założyła zimowego kożucha i rybaczek. A w ogóle, to co złego jest w seledynowych bluzkach? O.o
Cały Patrick, zawsze ten sam tekst „Tylko weź coś do jedzenia”. Chyba nie potrafi pogodzić się z tym, że muszę żywić się tym co „oni”, choć nimi nie jestem.
Innymi słowy: bohaterka-deratyzatorka musi jeść ser prosto z pułapek na myszy, mimo że gryzoniem nie jest.
Ale w budowaniu samoświadomości bohaterka poczyniła już pierwsze postępy – zauważyła, że nie jest „nimi”, czyli zdała sobie sprawę ze swej odrębności od otoczenia. Innymi słowy, osiągnęła właśnie poziom umysłowy niemowlęcia.
Nie odpowiedziałam, udałam do garażu, gdzie stał mój urodzinowy prezent : Jeep, nie znam się na markach samochodów, ale jest to podobno najnowszy model.
A na obsłudze samochodu się chociaż znasz?
17 lat i już prowadzi samochód? To ciut niezgodne z prawem, wiesz?

Ledwo co wysiadłam z samochodu doskoczyły do mnie Emily i Nicole – pewnie znów miały mi do przekazania jakąś „super nowinę”, która i tak nie przykułaby mojej uwagi.
Jej zajebistość działa jak antymateria – odbija wszystko, co próbuje się przedostać.
- To jeszcze nie wszystko, doszły dwie osoby i to akurat do naszej klasy! - dodała Nicole – Jakaś dziewczyna i chłopak. Jak oni się nazywają...
- Dziewczyna to Rose Taylor, a chłopakto Robert Cartner. - powiedziała Emily.
- Dziewczyny jeszcze nie widziałyśmy,ale chłopaka tak! - powiedziały jednocześnie. Czasami zastanawiam się jak one to robią, ale mniejsza z tym.
Mają wspólną świadomość. Jak wiele blogaskowych postaci, nie będących Mary Sue.
W ten sposób Autorki oszczędzają zasoby energetyczne, które wykorzystują późnej do wymyślania kolejnych przykładów zajebistości swoich Marysiek.
- On jest boski! Prawda Emily –powiedziała podekscytowana Nicole – Tylko jest trochę małomówny,ale to nadaje mu uroku!
Taaaak, jest milczącym, mrocznym, seksownym debilem, który nie ma nic do powiedzenia.
Pamiętacie jeszcze niewyraźnego niemego aryjczyka ze szklanym okiem z pierwszej analizy? Mam wrażenie, że to jego inkarnacja. :P
Pigmejko, trzeba sięgnąć do źródeł – on jest inkarnacją samego Edzia-Pedzia. ^^
- Najlepiej jak sama go zobaczysz! Warto! – powiedziały
Drodzy Państwo, po lewej widzimy ciekawy przykład homo blogaskusa, który charakteryzuje się uwiądem intelektualnym i zanikiem strun głosowych, ale za to jest mhhrooczny i podobny do Roberta Pattinsona.
Nie drażnić, nie karmić, nie głaskać. Zabić.
Nie rozumiem jak można tak mocno przeżywać przybycie nowych ucznów. Przecież to zwykli ludzie. Mam nadzieję...
A, no tak, bo przecież ludzi niezwykli, czyt. zajebiści, mają swoje areały, których zażarcie bronią przed innymi zajebistymi jednostkami. Gdyby nowi uczniowie okazali się zajebiści, bohaterka musiałaby ich zabić.
Po paru minutach do klasy weszli Rose i Robert. Po dziewczynie było widać, że lubi styl gotycki.
Miała ostre łuki i pinakle ozdobione czołganką?
Chłopak właśnie przechodził obok mojej ławki i wtedy nasze spojrzenia się spotkały.
Źrenicowo-tęczówkowe spotkanie na szczycie – jest!

Nagle on zmienił wyraz twarzy z obojętnego w zdezorientowany, a ja dostrzegłam coś co upodobniało go do moich wrogów: oczy w odcieniu czarnym, przypominały morze, które nie ma dna.
Bohaterka oczywiście nieraz widywała takie morza. Taaa, pewnie nawet sadzawka w jej przydomowym ogródku jest mhhrooczna i zamieszkana przez Żaby Chaosu.
Przepraszam bardzo – szkoła w Syrii, a ona się dziwi na widok czarnookich ludzi? O.o

To nie jest znak, że jest jednym z nich przecież niektórzy ludzie maja taki odcień oczu i nie powinnam osądzać go po ich kolorze.
No shit, Sherlock.
Dlaczego się mnie „wystraszył”, chyba nie wyglądam aż tak źle, nikt się mnie nie boi tylko te potwory, ale je bym od razu wyczuła, przecież w połowie jetem jedną z nich.
Jest pół-szczurem?! Najpierw pół-szczupako-nizołek, a teraz TO?! Na bogów, ile jeszcze krzyżówek genetycznych Przyczajona Logika będzie musiała znieść?!

Nim się obejrzałam, a dzień w szkole dobiegł końca i nadszedł czas by wracać do domu. W chwile potem byłam już na podwórku.
Co ona, przez jakieś portale czasoprzestrzenne popyla?

Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Patricka leżącego w kałuży ciemnej posoki nad nim stał potwór.
Posoka to zwyczajowa nazwa krwi zwierzęcia. Czyżby Patrick też był szczurem?
Napastnik spojrzał na mnie i uśmiechnął się szyderczo. Zobaczyłam rząd równych i białych zębów wśród,których bardzo odznaczały się zakrwawione kły.
No Mordercza Ryjówka, jako żywo!
To jest zawsze zdumiewające – jak oni się wgryzają, że tylko kły sobie ubrudzą krwią?

Nie zawahałam się, szybo dobiegłam do szuflady z której wyjęłam broń i strzeliłam do wampira. Wiedziałam, że to nic nie da. Oni są nieśmiertelni.(...)
Właśnie tym się zajmuję, zabijam moich pół pobratymców.
Ho ho, a to ci dopiero niespodzianka! No, tego bym się w życiu nie spodziewała...
Bo i we mnie płynie ichkrew...
Tak tak, baaaardzo mhhrooczne i tró. Ale powiedzże mi, waćpanno, czemu wykwalifikowana podobno zabójczyni wampirów strzela do jednego z nich, mimo że wie, że to nic nie da?
[Od Ałtorki]
Przez to całe świąteczne zamieszanie zapomniałam dodać coś od siebie. (...)
Mam nadzieję, że onet nie posklejał wyrazów.
*Wyobraża sobie antropomorficzną personifikację onetu, z tubką kleju w ręce, pilnie sklejającą słowa*
002. Las
Czy wszystkie wampiry są złe? Raczej tak, bo w moim życiu odgrywają role czarnych charakterów.
„Według mnie są złe, a więc są złe.” Typowy gatunkizm! *prychnięcie*
Nie, no teraz już nie są. Teraz to jak jeden mąż trusie-milusie o iskrzących obliczach.

Teraz on mój jedyny przyjaciel został napadnięty przez wampira dobrze, że go nie zabił.
To znaczy, bohaterka cieszy się, że jej przyjaciel został napadnięty i nie zabił wampira? o.O
No, bo wtedy mniej by dla niej zostało do zabijania. To znaczy, gdyby rzeczywiście potrafiła je zabijać. Chyba że przyjmiemy, że bohaterka ciesząc się z napadnięcia przyjaciela uzewnętrzniła swoją zazdrość o penisa czy co tam jeszcze.
Nie wiem jak poradziłabym sobie na tym świecie, ja nawet do końca nie wiem kim jestem!
Podobno w lesie pod Los Angeles są głosy, które wiedzą takie rzeczy...
Dowiedziałam sie tylko niektórych rzeczy od Patricka, miałam wtedy 13 lat.(...)
- Otóż nasz świat nie jest do końca taki jaki jest postrzegany przez ludzi.
To wszystko Matrix, mwahahaha!!!111oneoneoe!!!
Mówi się, że wilkołaki, wampiry czy inne stwory rodem z legend nie istnieją. I tu ludzie się mylą. Na każdym kroku możemy ich spotkać. Jedne z nich są rządne krwi, inne zaś całkiem cywilizowane.
I nawet potrafią poprawnie napisać „żądne”.
Ci pierwsi starają się nie wchodzić ludziom w drogę, ale coraz częściej im się to nie udaje.
Taak, ludzie ograniczają ich środowisko naturalne. Trzeba to zgłosić ekologom. ^^
– Więc chcesz mi powiedzieć, że moich rodziców zabił wampir?
- Tak, to smutne, ale prawdziwe.
XD

Dziewięć lat temu na terenach naszego stanu grasowały liczne grupy wampirów. Jeden z nich na swoje ofiary upatrzył sobie twoją rodzinę, śledziłem go już od dłuższego czasu, ale i tak nie zdążyłem w porę go zlikwidować. W tak okrutny sposób zostałaś osierocona i zostałaś skazana na bycie hybrydą.
To ów wampir najpierw przeleciał tę kobietę, a potem wysysał ją przez 9 miesięcy, aż do rozwiązania? Dość okrutne, przyznaję.
Jestem prawie wampirem co sprawia, że w każdej chwili mogę zabić jaką osobę
Wampiryzm jako licencja na zabijanie. Fajnie.
– wystarczy tylko, że się mocno skaleczy i może się juz pożegnać ze swoim życiem.
Ciekawe, co robi gdy jej koleżanki mają okres. -.-”
Jestem mordercą takim samym jak ten wampir, który zabił moją rodzinę. Nienawidzę siebie i mojego życia.
Potnij się osikową żyletką.
W drodze do szkoły dużo rozmyślałam między innymi o Robercie Cartnerze, (...) Biegłam w kierunku drzwi nie patrząc przed siebie tylko w chodnik (zawsze tak miałam), aż tu nagle chyba wpadłam na jakąś ścianę. Podniosłam głowę i ku mojemu zdziwieniu przede mną stał Robert.
Reakcja Pigmejki na powyższy fragment to również: *ściana*
Ej, a on naprawdę nie jest zbyt inteligentny, skoro stoi jak ta sierota, mimo, że ktoś prosto na niego biegnie.
.- Ty chyba nazywasz się Katherine Evans?
- Tak. - odpowiedziałam trochę speszona. Zawsze gdy spotykała kogoś ciekawego tak się czułam i zapewne wyglądałam jakbym połknęła kij od szczotki.
Frędzle mopa wystawały jej uszami?
- Jestem Robert Cartner - powiedział podając mi rękę.
Uścisnęłam ją. Była lodowata i dodałam:
Dodała ją do czego? Do zupy? Jest półszczurzym kanibalem?!
Udałam się na angielski, na którym siedziałam razem z Nicole.
- O boże Kath! Rozmawiałam z Lawrencem! - powiedziała podekscytowana.
- Tak, i co z tego? - zapytałam.(...)
- Wiesz Robert od swojego przyjazdu nie zamienił z nikim słowa. Dopiero dziś zagadał do ciebie. Ty dziewczyno to masz szczęście!

[Tu konieczne wyjaśnienie: Lawrence i Robert to ta sama osoba, tyle że pierwsze imię występuje w pierwowzorze bloga, drugie zaś w jego następnej wersji. Jednakże czemu Nicole ekscytuje się, że z nim rozmawiała, mimo że rzekomo z nikim oprócz Katherin nie zamienił słowa, tego już nawet ja nie wiem.]
Biedna Nicole zawsze jest pytana. Czasami zastanawiam się dlaczego nie może się raz porządnie czegoś nauczyć, a nie robić ściągi, które zawsze są wykrywane. Ach, te ludzkie problemy.
Ach, ta zajebista ja.
Minęło parę lekcji i nadeszła pora na wychowanie fizyczne. Nienawidzę tego przedmiotu wszystko dzieje się tak wolno i jeszcze muszę się kontrolować, by nagle nie pobiegnąć tak szybko, że mogłabym ścigać się z ferrari.
Ałtorka najwyraźniej wychodzi z założenia, że epatowanie zajebistością bohaterki wywoła u czytelnika nabożny podziw. Jest w błędzie. Wywołuje jedynie irytację.
Dla mojego bezpieczeństwa wolę udawać niezdarę. Zawsze uderzę kogoś piłką w głowę, albo wpadnę na kogoś podczas gry.
Według mnie ona robi to nie tyle dla swojego bezpieczeństwa, co dla czyjegoś NIEbezpieczeństwa.

Na tej lekcji było tak samo, ale ofiarą mojej niezdarności był Max. Chłopak dostał w głowę tak mocno, że aż upadł na ziemię, ale na szczęście po chwili wstał.
- Max ja naprawdę nie chciałam! Nic ci nie jest?
- Nie, ale dzięki tobie będę zwolniony z biologii. - powiedział uradowany Max
Jupiii, mam wstrząs mózgu! Mam wstrząs mózgu!!! :D :D :D
***
- Idę na spacer! Nie wiem kiedy wrócę! - krzyknęłam do Patricka.
- Dobrze! – odpowiedziałam
Bohaterka rozmawia już sama z sobą i na dodatek ma wyimaginowanych przyjaciół.
*dyskretnie szuka numeru telefonu do Buffy albo do van Helsinga*
Spacerowałam długimi ulicami naszego osiedla. W swojej wędrówce nie miałam celu.
A droga długa jeeeeeest
Nie wiadomo czy ma kreeeeeees....
Dlaczego Lawrence zagadał do mnie, a może raczej ja to zrobiłam.
Bo nie ma to jak konsekwencja.

Wpadłam na niego i zaczęłam przepraszać, on powiedział, że nic nie szkodzi i na tym mogłaby zakończyć się nasza rozmowa. Wydaje mi się, że on coś ukrywa. Jest taki przejęty.
Ukrywa coś, bo się przedstawił? Jak na mój gust, takie zachowanie świadczy o znajomości elementarnych zasad dobrego wychowania, ale widać to również jest bohaterce obce.
[No chyba, że ukrywał „powstanie swego felicjana” i dlatego był taki przejęty...]
Skręciłam w leśną ścieżkę...
----
Jak widać zrobiłam odnośnik z napisam "Czytaj dalej..." Jeśli chcecie przeczytać dalszą część rozdziału 2 trzeba go kilknąć.
A jak się kilka? Bo ja nie umiem :( Buuu, i nie dowiem się, co jest dalej!!!
Zostaniecie przekierowani na inny blog, na którym jest to samo opowiadanie.
Super. Będę czytała w kółko to samo. Normalnie zabawa na długie, zimowe wieczory.
Po „kilknięciu” przeniosło mnie na http://volturis.blog.onet.pl/ gdzie widnieje odnośnik do http://damned-souls.blog.onet.pl/ który z kolei kieruje na http://falseness.blog.onet.pl/
Gdzie jest Nemo, wie tylko sama Ałtorka.
Ciąg dalszy:
Wciągnęłam nosem powietrze. Poczułam miły zapach drzew, lasu wszystkiego co się w nim znajdowało.
Zdechłych zwierząt, zgniłych liści, śmieci pozostawionych przez turystów...

Było tu tak cicho. Tylko ja i moje myśli.
No, to nic dziwnego, że było tak cicho.
Nagle poczułam jakiś szelest.
Bohaterka czuje dźwięki. I pewnie słyszy kolory.
Kurczę, prawie jak artyści awangardowi.

Są dwa wytłumaczenia: albo to niegroźna synestezja, albo wielce prawdopodobna schizofrenia.

Coś czarnego przemknęło pomiędzy drzewami. Powiał lekki wietrzyk i poczułam znów ich zapach. Zaczęłam uciekać, wybiegłam na polanę.
Zabójczyni wampirów jak się patrzy. One też chyba muszą umierać ze śmiechu.

Ale on już tam był, uśmiechał się złowrogo i szedł do mnie. Zaczęłam powoli się oddalać. Wiedziałam, że gdy zacznę biec on mnie dogoni i zapewne zabije.
A gdzie się podziała zajebista zdolność biegania z prędkością Ferrari?
- Dziewięć lat temu spotkaliśmy się w bardzo niemiłych okolicznościach. - po słowie dziewięć lat temu zorientowałam się kim jest.
Poznała go po umiejętności zmiany trzech słów w jedno?
- Miałem do załatwienie pewną sprawę i jeszcze jej nie dokończyłem. - powiedział przesuwając sie o krok do przodu.
Ten wampir brał chyba kursy korespondencyjne u Voldemorta: „Jak prześladować nastolatka – dla zaawansowanych”.
Hmm... Ją też będzie gwałcił? Fajnie. :D
- Nikt ci nie pomoże. Jesteś sama. Nie bój się zginiesz lekką śmiercią, chrup i po sprawie. - powiedział zadowolony.
Schrupczę Cię niczym muesli z orzechami. Mwahahahhahah!!!
- Nie... - wyszeptałam. Nie chciałam z umierać. Za wcześnie.
Na umieranie mam czas dopiero po godz. 19:30.
Kolejny szmer. Prawie nie dosłyszalny.
Ale pewnie silnie wyczuwalny.

Nic nie widziałam, bo podczas naszej rozmowy zapadł już zmierzch.
Zamienili zaledwie kilka zdań. Więc albo mówili w języku entów, albo słońce tam ma cholernie silne przyśpieszenie.
Bycie półwampirem łączy się z kurzą ślepotą? Kiepsko...
Napastnik wbił kły w moją szyję, usłyszałam jak pije moja krew.
Czuje dźwięki, ale słyszy bodźce dotykowe. Nie no, nawet zmutowane ryjówki nie są AŻ TAK dziwne!
Nie, bo takiego dystyngowanego „ŚŚSsssluurp! Mlask, mlask, ciamk!” ciężko nie usłyszeć. ^^
- Zostaw ją! - usłyszałam.
Otworzyłam powoli oczy. Zabójca stał na polanie na przeciwko niego stał jakiś chłopak. Z jego ust wydobył się złowrogi charkot.
Z przebitego płuca wystawał równie złowrogi nóż, a na wargach pękały złowrogie krwawe bąble.
Dwie sylwetki rzucił się na siebie, a ja akurat w tym czasie musiałam stracić przytomność.
Tró Loof ratuje bohaterkę – jest!
Ehh... a Avatara się czepiają, że fabuła zerżnięta z Pocahontas...

Oto przed Wami... analiza „Zmierzchu”, autorstwa Stephenie Meyer!!!
A raczej jej część pierwsza. Przewiduje się następne.:)
S. Meyer, Zmierzch, tłum. Joanna Urban, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2007.
Indżoj!;)

Nie pamiętałam, jak ma na imię, uśmiechałam się, więc tylko i kiwałam głową, przysłuchując się opisom lekcji i nauczycieli. Nie starałam się za tym wszystkim nadążać.
Oczywiście. To rzeczywistość nadąża za Mary Sue, nigdy na odwrót.To trochę jak Babcia Weatherwax, która „nie należała do osób, które się kiedykolwiek gubią. Po prostu w tej chwili wiedziała co prawda dokładnie, gdzie się znajduje, ale nie była pewna lokalizacji wszystkich innych miejsc.” ... No tak, tylko że ona RZECZYWIŚCIE miała powód, że tak powiem.
Usiadłyśmy na końcu stołu pełnego jej znajomych,
Znajomi zostali podani w śmietanie, czy w galarecie? Rozumiem, że konsumowanie kolegów to takie tradycyjne przywitanie w Forks?
Nie, znajomi zostali wmontowani w deski stołu. Służą jako blat.
których rzecz jasna mi przedstawiła, ale imiona wlatywały mi jednym uchem, a wylatywały drugim.
Imiona po drodze przez czaszkę Belli najwyraźniej nie napotkały mózgu.
Wszyscy zdawali się być pod wrażeniem tego, że moja towarzyszka miała odwagę mnie zagadnąć.
O ile Bella nie przypomina Obcego – a nie sądzę, by tak było – nie mam pojęcia, dlaczego zagadnięcie jej miałoby być aktem odwagi. O.oPamiętaj, że Bella była mhhroczną i niedostępną „Mary-Nikt-Mnie-Nie-Rozumie-Sue” i wszystkich kosiła morderczym spojrzeniem. Też bym się takiej osoby bała.
Siedzieli w kącie na przeciwległym krańcu stołówki.
Na karnych jeżykach.
Było ich pięcioro. Nic rozmawiali i nie jedli, choć przed każdym stała taca nietkniętego posiłku.
Trochę przywodzi na myśl dzieci autystyczne...
Swoją drogą, prawdziwi z tych wampirów mistrzowie kamuflażu, prawda? Afiszują się z tym, że nigdy nic nie jedzą (i nie pijają... wina ^^), jakby nie było prościej nie chodzić na stołówkę.
Wiesz, zawsze mogli zgrywać członków jakiegoś fundamentalistycznego ugrupowania religijnego, które umartwia się, poszcząc, mając przed sobą smaczny posiłek.
Na pierwszy rzut oka nie byli do siebie ani trochę podobni. Z trzech chłopców jeden,
brunet z loczkami, był naprawdę wielki - umięśniony jak zawodowy ciężarowiec. Drugi,
wyższy i szczuplejszy, ale też dość napakowany, miał włosy koloru złocistego miodu.

Napakowany pakułami był, jak rozumiem? Cóż, bycie kukłą wyjaśnia jadłowstręt.Bo to manekiny były. „Dom woskowych ciał - reaktywacja”.
Trzeci, z rozczochraną, kasztanową czupryną, nie imponował budową ciała i wyglądał na
najmłodszego z trójki.

Jak to jest, że w dowolnej grupce postaci zawsze jest tylko po jednym brunecie, blondynie i szatynie? Ach, już wiem – inaczej Ałtorki nie mogłyby używać swoich ukochanych określeń typu „czarnowłosy zwrócił się do platynowłosego”.
Dziewczyny były swoimi przeciwieństwami. Ta wyższa miała posągową figurę modelki i długie do polowy pleców, delikatnie falujące blond włosy.
Rozumiem, że reszta uczniów i stoły byli przezroczyści, skoro Bella dała radę z drugiego końca sali oszacować wzrost i figurę siedzącej dziewczyny?
Wystarczyło przebywać z nią w jednym pomieszczeniu, żeby stracić wiarę we własne wdzięki. Ta niższa, chudziutka i słodka,
„Słodka”? Belli udzielil się kanibalizm mieszkańców Forks?Z jakim przestajesz, takim się stajesz.
urodą przypominała chochlika.
Miała 30 cm wzrostu, brązowy, pomarszczony ryjek, nietoperze uszy i motyle skrzydełka?No przecież nie od dzisiaj wiemy, że sam Edward-Jestem-Boski-Bo-Mienię-Się-W-Słońcu-Cullen jest Wróżką Zębuszką.
Miała krótką, kruczoczarną, nastroszoną fryzurkę.
Mimo to cała piątka wyróżniała się w podobny sposób. Wszyscy byli chorobliwie bladzi, bledsi niż jakikolwiek inny uczeń z tego nieznającego słońca miasteczka. Bledsi niż ja, potomek albinosa.

Ciekawe, czy Ałtorka wie, że albinizm często niesie ze sobą zaburzenia psychiczne. Choć to, czy Bella odziedziczyła je wraz z cerą, jest aż zbyt oczywiste... :)
Wszyscy, niezależnie od odmiennego koloru włosów, mieli także bardzo ciemne oczy, a pod oczami głębokie cienie - sine, niemal fioletowe. Jakby zarwali noc albo dochodzili do siebie po złamaniu nosa.
I te zaskakujące symptomy absolutnie nikomu nie rzuciły się w oczy. Ależ oczywiście.Ojejajeja. Mieli anemię po prostu. Rzeczywiście, strasznie mroczne.
Tyle, że ich nosy i w ogóle rysy twarzy były idealne, bez jednej skazy.
Ale to jeszcze nic wszystko.

To jeszcze nie dość zajebistości, moi mili.
Nie mogłam oderwać wzroku od tej dziwnej grupy, ponieważ ich twarze, tak odmienne, a tak do siebie podobne, były porażająco, nieludzko wręcz piękne.
Mhm, zwłaszcza te wory pod oczami musiałby być sexy.
Takich twarzy nie spotyka się w rzeczywistym świecie, co najwyżej na wygładzanych komputerowo fotografiach w czasopismach o modzie lub na obrazach starych mistrzów, gdzie należą do aniołów.
Na przykład takich?

Cóż, nie dziwię się więc, że Bella nie mogła oderwać wzroku. X3
Trudno było zdecydować, które z piątki jest najpiękniejsze - może jasnowłosa piękność albo chłopak o kasztanowych włosach?
Chłopak, bez wątpienia. Wszak pisane mu jest zostać Tró Loffem!!!
Unikali wzroku innych uczniów, a i wzroku swoich kompanów, ich spojrzenia zdawały się prześlizgiwać po otoczeniu bez cienia zainteresowania.
Czyli siedzieli przy stole bez słowa i miotali wzrokiem po otoczeniu jak szpiedzy z krainy Deszczowców? Baaardzo dyskretne. >.>Dzieci Stirlitza.
Kurczę. On ma ich już prawie tyle samo, co Voldemort córek. ;P
Niższa z dziewczyn wstała właśnie i podniosła ze stołu tacę - nawet nie otworzyła butelki z napojem ani nie nadgryzła jabłka - i odeszła z gracją spacerującej po wybiegu modelki. Przypatrywałam się oczarowana jej krokom godnym baletnicy, póki nie odstawiła tacy, by zniknąć za tylnymi drzwiami, co uczyniła szybciej, niż to się wydawało możliwe.
Taaaa. Siedzą, milczą cały czas, a na koniec odstawiają „Jezioro łabędzie” z tacą z jedzeniem. No przecież to takie normalne...

Odwrócił się w okamgnieniu, szybciej niż ja sama, choć zawstydzona natychmiast spuściłam oczy. Jego twarz, widoczna przez chwilę w pełnej krasie, nie zdradzała żadnych emocji - jakby zareagował odruchowo, bo ktoś wymienił głośno jego imię, i zorientował się w porę, że nie musi odpowiadać.
O, zupełnie jak standardowy kot.
Moja sąsiadka przy stoliku zachichotała zażenowana, rzucając w stronę grupki ukradkowe spojrzenie.
- To Edward i Emmett Cullenowie - wyszeptała - z Rosalie Hale i Jasperem Hale. Ta, która wyszła, to Alice Cullen. Wszyscy mieszkają u doktora Cullena i jego żony.
Zerknęłam w stronę niesamowitej czwórki.

Wydało się! Tak naprawdę to nie wampiry, a Fantastyczna Czwórka!
Chłopak z kasztanową czupryną wpatrywał się teraz w swoją tacę, rozrywając na drobne kawałki obwarzanek. Miał bardzo długie i blade palce.
Blada twarz, fioletowe sińce pod oczami, długie, blade palce... Czyżby więc był to...

...ON???
Poruszał przy tym niezwykle szybko ustami, choć jego idealne wargi były ledwie rozchylone. Pozostała trójka nadal nic patrzyła w jego kierunku, ale, nie wiedzieć, czemu, byłam przekonana, że chłopak coś do nich mówi.
Poruszanie ustami mogło być pewną wskazówką, jak sądzę.Następczyni panny Marple, normalnie. ;/
- Wydają się mili. Po prostu zauważyłam, że trzymają się razem. I bombowo wyglądają - dodałam, żeby udobruchać tatę.
- Żałuj, że nie widziałaś samego doktora - roześmiał się Charlie. - Dzięki Bogu, że jego małżeństwo jest udane. Wiele pielęgniarek ze szpitala ma trudności z koncentracją, kiedy Cullen kręci się w pobliżu.
Sądząc po poruszeniu i entuzjazmie Charliego, dr Cullen łamie nie tylko kobiece serca. ^^
- Hej - powiedział cichym, melodyjnym głosem.
Podniosłam głowę, porażona tym, że do mnie mówi.
Rzeczywiście, niemal jak Miriam przy Zwiastowaniu.
Znów siedział na przeciwległym krańcu ławki, ale odwrócony w moją stronę. Włosy miał potargane i mokre, ale i tak wyglądał, jakby dopiero, co skończył kręcić reklamówkę żelu do włosów.
Reklamówka z uszkiem, skręcona w ciasny rulonik, zdradziecko wystawała z kieszeni spodni.Taaa. Żelu do włosów o nazwie „Gdziedocholeryjestmójgrzebień” chyba.
Spoglądał na mnie przyjaźnie, z delikatnym uśmiechem na boskich wargach, widać było jednak, że ma się na baczności.
„Boskie Wargi” – to brzmi jak tytuł podrzędnego filmu porno, nie uważacie?

32 komentarze:

kura z biura pisze...

Łiiii! Opko borskie, ale Smieszch!
Czekam z niecierpliwością na kolejne części!

Avenitr pisze...

Przegięłyście z analizą 'Zmierzchu' oryginalnego.
Nie wolno zamieszczać fragmentów ani całości utworów; prawo cytatu którym posługują się analizatorzy w tym miejscu wymięka.

My wpadliśmy na ten pomysł już dawno, dawno temu, jak tylko Zmierzch zaczął być popularny, ale ponieważ to nielegalne, powstrzymaliśmy się.

t4ll pisze...

Gratuluję wam, Analizatorki, zdolności do generowania takich życiowych tekstów, jak ten o cykliczności dni tygodnia :P.

Mrohny pisze...

Ja chcę dalszych losów panny półwampir! :D

Anonimowy pisze...

"Zmierzch" jest gorszy, głupszy i bardziej tandetny niż same opka blogaskowe! Analiza świetna :)

Aventir, o co Ci chodzi z tą nielegalnością zamieszczania cytatów z tekstów drukowanych? Drukowany czy publikowany w necie, prawo do cytowania jest takie samo. Utwór to utwór, nieważne, gdzie się go zamieszcza. Dziewczyny nie rozpowszechniają tego dla korzyści finansowych etc., tylko cytują - prawo do cytowania istniało dłuuugo przed powstaniem Internetu. Na takiej zasadzie "nielegalności" każda grafomanka rodem z ogródka Meyer mogłaby zakazać cytowania swoich wypocin, żeby krytyk nie mógł ich krytykować.
Ja na swoim poletku internetowym cytuję często partie książek przy opisywaniu wrażeń podczas czytania; tak samo podczas pisania artykułów w życiu by mi (ani nikomu innemu) nie przyszło do głowy, że nie wolno cytować.

Pozdrawiam

Ome

Anonimowy pisze...

Nie sądziłam, że kiedykolwiek zanalizujecie Zmierzch! Ta... powieść (?) bije wszystkie opka na głowę, nawet te pisane przez szczególnie utalentowane ałtorki.

Zmierzch czytałam, Księżyc w Nowiu również, ostatnio niemal przekonałam siebie, że nie było tak źle i że powinnam przeczytać Zaćmienie. Niestety - Wasza analiza pozbawiła mnie złudzeń i starannie budowane przez prawie pół roku przekonanie runęło w gruzach.

Przy Zmierzchu cały czas dręczy mnie jedna kwestia. Bo Mary Sue może być tylko jedna w jednym opku, ńje? Chociaż może to dotyczy tylko opek, a nie dłuższych form literackich... Ja nie wiem, czy Mary Sue jest Bella, czy też może przeboski Edzio C. Zazwyczaj jeśli jedno jest Mary Sue, to drugie Tró Loff. Ale tutaj oboje są tak zajebiści, że jednakowo nadają się na Maryśkę. Czy ktoś może mi pomóc rozwiązać mój problem?

Anonimowy pisze...

"Siedzieli w kącie na przeciwległym krańcu stołówki.
Na karnych jeżykach."

Tutaj mnie zbiło z fotela.

Anonimowy pisze...

Ostre łuki i pinakle ozdobione czołganką, to zabrzmiało uroczo :} Tak jak kurs Voldemorta.

Ale przy Zmierchu zwątpiłam, randomowe yaoice z fanfiction.net są lepsze, poważnie...

Cukierkowy Pirat Harlock pisze...

Moi droczy, czyż analiza oryginalnego Zmierzchu nie zasługuje na owacje na stojąco? Pigmejko, Kalevatar, nigdy nie przestaniecie mnie zadziwiać.
Zniecierpliwiona czekam na analizę nocy poślubnej naszej trÓistycznej parki. xD

psyence pisze...

i'm pwnd.

Jestem załamana i dobita tfórczością Meyer. Szekspir wymiękłby i palnął sobie w łeb.

wolałabym przeczytać stos blogasków niż "zmierzchy"...

nie dajcie się ocenzurować ;3

kura z biura pisze...

Aventir, wybacz, ale głupoty piszesz. Gdyby faktycznie tak było, nielegalne byłyby wszelkie szkolne podręczniki, w których zamieszczane są wiersze i fragmenty prozy. A to tylko pierwszy z brzegu przykład.
Ba! Właśnie mam przed sobą "Książki najgorsze" Barańczaka, zbiór recenzji , w których obficie posługuje się on cytatami z omawianych utworów. Nielegalne? To dlaczego ma już trzecie wydanie?

Anonimowy pisze...

Dla mnie bomba!

Czy tylko mnie sie wydaje, ze K&P potraktowaly "Zmierzchu" ulgowo?

Shiro Okami pisze...

Aj waj, analiza "Zmierzchu"! Cholercia, a miałam to w planach w naszej analizatorni, miałam... A jeśli teraz to zrobię, po was, to znowu przybłąka się taki i zacznie mi wciskać, że od was ściągam... -.-'
A ja przecież nie ściągam, ino się inspiruję! Bo wasze analizy są, po prostu... niesamowite, aż brak słów.

Cytat z "Zemsty" był genialny, a "Nie drażnić, nie karmić, nie głaskać. Zabić." zwaliło mnie z krzesła i sprawiło, że jeszcze przez długi czas wiłam się na podłodze, kwicząc wniebogłosy ^^

Goma pisze...

Założę jakiś fanklub czy co... Jesteście genialne! xD Analiza opka była świetna, ale "Zmierzch" mnie przeraził - wcześniej nie uświadamiałam sobie skali zagrożenia, bo dobrnęłam tylko do połowy pierwszej strony ^^
Kolega wyliczył, że przeboska cecha Edzia pojawia się średnio raz na trzy strony, a podobno przez pierwsze 50 stron go nie ma. Taka ciekawostka :P
Boskie wargi mnie powaliły. Pozdrawiam i wytrwałości życzę.

Nata Łubińska pisze...

O mejn got!!! Jesteście wspaniałe XD Każda analiza mnie rozwala, ale "Zmierzch" wstrząsnął mną i zamieszał. KoHam was, wyjdźcie za mnie!!!
BTW, czy tylko ja mając przed sobą "ZM" i blogasek, nie odróżniam jednego od drugiego?!

Anonimowy pisze...

Nata, Meyer to po prostu blogasek wydrukowany przez jakieś wydawnictwo xD Nie pierwsza grafomania w druku, nie ostatnia. Niestety.
Swoją drogą, pornol z "boskimi wargami" wampira w roli głównej... brrr.

Ome

Anonimowy pisze...

Ha!
Już wiem kogo przypominają mi te postaci wyniośle milczące, piękne, blade i nie tykające jedzenia. Kilka dni mnie mordowało, skąd znam takich niedorżniętych arystokratów. A to przecież są rasowe smoki!
***


Stały tam zupełnie nowe, świeżo upieczone smoki. Jeden był bardzo duży, a drugi był średni. Włosy miały ostrzyżone na jeża, były bardzo szczupłe i poważne. Stały nieruchomo, patrząc przed siebie dużymi, czerwonymi oczami.
- Zaraz, zaraz! - krzyknął Wincenty. - Po pierwsze, spokój ma być! A po drugie, dlaczego wy jesteście takie inne? nie wstyd wam?
- Zupełnie nam nie wstyd - odrzekł spokojnie średni smok.
- My jesteśmy rasowe smoki i mamy prawo wyglądać tak, jak nam się podoba. Rasa upoważnia do wielu rzeczy.
- Poza tym rasowe smoki są przeważnie szczupłe, poważne i bardzo muzykalne.

Beata Krupska: Sceny z życia smoków.

z poważaniem, jasza

hevs pisze...

Nie byłam świadoma jak zły jest Zmierzch. Dzięki za oświecenie. O.o" Pani Mayer może nie jest zażenowana ale ja jak to czytam, nawet w tak miniaturowych dawkach, to owszem...

Mam tylko jedna uwagę... chodzi o antymaterię. Ona niczego nie odbija ;) W kontakcie z materią anihiluje wydzielając ogromną ilość energii (czyt. następuje wielkie JEEEEB!).

Czekam na większą ilość analiz Zmierzchu. Perwersyjna rozrywka, oto czego mi potrzeba do szczęścia :D

Tak a propos wąpierzy http://www.youtube.com/watch?v=cDfmWUMAlYA&feature=player_embedded

pzdr.,
hevs

Anonimowy pisze...

Analiza Zmierzchu - cudna.
Link do Waszego bloga analizatorskiego zamieściła na forum Erka z ambulans.blog.pl. Erka z ekipą również analizuje 'opka', więc nie powaliły mnie niektóre fragmenty Waszej analizy, jednak podziwiam analizowanie Zmierzchu - ciężka praca, ale jednak udana. Nie zawiodłam się na tej analizie.
Mam nadzieję, że nie braknie Wam 'opek' do analizowania i naśmiewania się.
Dosyć dużo już zanalizowałyście i mam nadzieję, że będziecie miały czas żeby to kontynuować.
Pozdrawiam,
Eva&Eqe

Anonimowy pisze...

Wiecie co? Myślałam, że trafię na jakąś inteligentną analizę Zmierzchu. I o tyle o ile przez pierwszą połowę ryczałam ze śmiechu bez względu na poziom waszych komentarzy, o tyle druga połowa mnie zniesmaczyła. To były zwyczajne ciosy poniżej pasa i czepianie się dupereli. Z każdą książką można coś takiego zrobić. Ja rozumiem (albo staram się), że to tylko zabawa, aczkolwiek wiedzcie, że dla fanów Zmierzchu czytanie czegoś takiego nie jest przyjemne. Chociaż i tak wam to pewnie wisi. Ale musiałam tu napisać chociaż trzy zdania. A i tak zrobiłam to łagodnie.
Pozdrawiam i życzę sensowniejszych analiz. Niestety, przy innych blogach analizatorskich póki co wypadacie cienko. I nie mówię tu tylko o analizie Zmierzchu.

Anonimowy pisze...

Natknęłam się na tego bloga przypadkiem i już od kilku dni pluję sobie na monitor różnymi napojami, zwijając się ze śmiechu przy Waszych komantarzach.
Mam tylko jedną uwagę, odnośnie analizy Zmierzchu - trzy czwarte Waszych komentarzy odnosi się do nieudolnego tłumaczenia przez panią Urban a nie do oryginału powieściowego. To właściwie pierwsze fragmenty sagi, które czytam w tłumaczeniu, słyszałam, że jest ono złe, ale teraz widzę, że ono jest wręcz ZUE. Zapewniam, że w angielskim oryginale nie ma tak rażąych idiotyzmów językowych i ta "boskośc" też tak często nie występuje. "Zmierzch", mimo braku wyszukania, jest niewygodny do tłumaczenia, sama bym go kijem nie tknęła, szkoda jednak, że dopuszczono do druku tłumaczenie na poziomie blogasków właśnie. Naprawdę, nie taki "Zmierzch" straszny jak go tłumaczą :)

AkFa pisze...

"Czuje dźwięki, ale słyszy bodźce dotykowe. Nie no, nawet zmutowane ryjówki nie są AŻ TAK dziwne!"

To było po prostu piękne ;)
Śmiałam się tak długo i głośno, że moje dzieci przybiegły sprawdzić co się stało!

Lękiem pędzę przeczytać cokolwiek - kiedykolwiek napisałam. Gdyby to się dostało w Wasze ręce....brrr..

p pisze...

Chylę przed wami czoła - zasługujecie na medal benedyktyńskiej cierpliwości za analizowanie nie tylko internetowego badziewia, ale i oryginału, które spowodował wysyp "prawdziwych miłośniczek" wampirów.
Wasz humor jest wspaniały i elokwentny - zawsze powtarzałem, że z głupotą najlepiej walczyć ironią.

Anonimowy pisze...

Kompletnie nie rozumiem, co w tym jest śmiesznego. Tandetne komentarze do normalnych zdań. Napiszcie sami książkę, która uczyni was sławnymi.

Anonimowy pisze...

Katherine Evans... Katherine Evans... Czy tylko mi kojarzy się z Jedwabiokamiennym Snape'em?

Anonimowy pisze...

I have been exploring for a bit for any high quality articles or blog posts in this sort of area .
Exploring in Yahoo I at last stumbled upon this website.
Reading this information So i am glad to express that I have an
incredibly good uncanny feeling I came upon exactly what I
needed. I most unquestionably will make sure to don?
t disregard this web site and provides it a look regularly.
zobacz to,
http://cell.fixstars.com/ctk/index.php?title=%E5%88%A9%E7%94%A8%E8%80%85:Harley33H

Amy Gryffin pisze...

Im dalej czytam, tym jest "coraz zdumiewajęcej", że pozwolę sobie zacytować Alicję...
Wracam do dalszego czytania, analiza borska!

Monika Gała pisze...

Jak to zwykle, w bajkach bywa - leżę i kwiczę :D

Anonimowy pisze...

Tak jak powyżej. Antymateria eksploduje (ulega anihilacji) po zetknięciem się z materią. Jednakże przypuszczalnie istnieje materia o ujemnej (przeciwnej do naszej) grawitacji. Oznacza to, że zamiast zbliżać się do materii oddala się od niej.

Anonimowy pisze...

po zetknięciu*
Wybaczcie mi tą herezję.

Anonimowy pisze...

tę herezję
Obiecuję nie pisać więcej komentarzy, bo mi zwyczajnie nie wychodzi.

Niktoś pisze...

Po prostu wymiękam. Analiza Zmierzchu - beznadziejna. Poziom waszych komentarzy - równie beznadziejny. Po prostu totalny no comments. Chciaż przy analizie blogaska się uśmiałam, to wam muszę przyznać.