środa, 24 lutego 2010

Niewolnica Bellaura, czyli Dodatek Specjalny III

Witajcie!
Dziś zamiast blogaska czeka Was podwójna dawka tFUrczości pani Meyer: pod nóż poszły bowiem dwie kolejne części sagi Zmierzchu, czyli "Księżyc w nowiu" i "Zaćmienie". Z tomu na tom opowieść staje się coraz głupsza (tak, to jest możliwe^^) więc mamy nadzieję, że nie będziecie narzekać na nudę. :)
Za tydzień dalszy ciąg znęcania się nad przeuroczymi wampiraskami, a tymczasem - zapraszamy do lektury!

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar


-->
S. Meyer, Księżyc w nowiu, przeł. J. Urban, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2007.

-->
Na dziewięćdziesiąt dziewięć i dziewięć dziesiątych procent byłam przekonana, że śnię, a powody po temu miałam dwa. Po pierwsze, stałam w snopie oślepiająco jaskrawego światła, a w Forks w stanie Waszyngton, gdzie od niedawna mieszkałam, słońce nigdy nie świeciło z taką intensywnością.
Ja jednak mocno wierzę, że nie śpisz – a to dlatego, że nawet w Forks jest jeszcze jedna rzecz świecąca tak jasno. Reflektory nadjeżdżającego pociągu. ^^No tak, bo Forks to niemal jak koło podbiegunowe z wieczną nocą polarną. Szkoda tylko, że marysiożernych niedźwiedzi tam nie ma.
Po drugie, przede mną stała moja babcia Marie, a pochowaliśmy biedaczkę sześć lat temu.
To również tłumaczy wersję z pociągiem. Pamiętaj, żeby iść w stronę światła!
Gdybym miała faceta – wampira i kumpla wilkołaka, to widok powstałej z grobu babci jakoś niespecjalnie by mnie chyba zdziwił.

Babcia nie zmieniła się zbytnio - wyglądała tak samo, jak w moich wspomnieniach. (...) Skóra przypominała swoją fakturą suszoną morelę.
Przez co wyglądała jak pokryty bujną, puszystą pleśnią rodzynek.

Poznałabym ten głos wszędzie, a słysząc go, obudziłabym się w środku nocy - ba, mogłabym się założyć, że obudziłabym się i w grobie. Za tym głosem poszłabym przez ogień, a już na pewno przez chłód i bezustanną mżawkę
Cóż za heroizm... a nie, czekajcie – to miał być taki lekki akcent humorystyczny, tak? Ha. Ha. Ha.

- to drugie robiłam akurat z oddaniem dzień w dzień.
Stalker? Groupie? Suka w rui? Bo normalna dziewczyna chodzi z chłopcem, a nie za nim... :/
Niewolnica Bellaura. ;)
A więc sen był jednak proroczy. Mogłam nie chcieć wierzyć w resztę przepowiedni, ale to jedno się zgadzało - urodziny. Kończyłam dziś osiemnaście lat.
Jej osiemnaste urodziny wymagały specjalnej przepowiedni? Choć faktycznie – Bella prawdopodobnie uzyskała właśnie prawa wyborcze, a takie kataklizmy zwykle są przepowiadane. :)

Kiedy wjechałam na parking, zauważyłam opartego o swoje srebrne volvo Edwarda. Nie idealizowałam go we śnie - wyglądał jak marmurowy posąg jakiegoś zapomnianego boga urody.
Zapomnianego – bo nie zdał egzaminu. Historia jego kultu ginie w pomroce dziejów, gdyż wyznawcy nie mogli znieść ciągłych docinków na temat tego, że ich bóg dziwnie przypomina samobieżny sedes. Ostatecznie wszyscy popełnili zbiorowe samobójstwo, podcinając sobie żyły śledziem.
Boga tego czciła w starożytności grupa tych greckich dziewczynek, które jako nadprogramowe lub niechciane zostały porzucone poza miastem, ale które przeżyły - jednakże w wyniku długiego leżenia na słońcu i głodu, a następnie wychowania przez wilki, postradały rozum. Trzeba im to wybaczyć.

I czekał tam na mnie, tylko na mnie, czekał tak codziennie.
Ciągnie stalker do stalkera. ^^

Brak wspólnych przodków nie przeszkadzał jednak Alice i Edwardowi być do siebie podobnymi. Skóra obojga zachwycała identycznym odcieniem bladości,
Mi się zawsze zdawało, że bladość sama w sobie nie posiada odcienia, ale jako cecha pozwala na rozróżnienie kilku odcieni – ale co ja tam wiem...Oj bo to nie była zwykła bladość. To była hiper-turbo-zajebista bloadość. ;)

Obserwatora mogły razić w tej boskiej parze tylko ciemne worki pod oczami.
A co, trzymali w nich kanapki? A może stroje do wuefu?Hm, zazwyczaj w ciemnych workach to się trzyma śmieci... albo zwłoki.
Ktoś wtajemniczony - ktoś taki jak ja
Masoni, tfu tfu!
- wiedział doskonale, że wszystkie te cechy świadczą o przynależności do nieludzkiej rasy.
Eej, worki też?
*spogląda z przerażeniem na własne*
- Wszystkiego najlepszego, Bello!
- Cii! - syknęłam, rozglądając się niespokojnie, żeby upewnić się, że nikt jej nie usłyszał. Jeszcze tego brakowało, by w świętowanie tego strasznego dnia włączyło się pól szkoły.
No tak, bo gdyby wieść o tym strasznym dniu rozeszła się po ludzie, jak nic masy ruszyłyby zbiorowo celebrować tę rocznicę. I pewnie nawet akademię w sali od w-fu by z tej okazji zorganizowano.

Edwarda nawet czasem niepokoiło to, z jaką beztroską podchodzę do tego, że nie jest człowiekiem. Upierał się, że jego towarzystwo stanowi dla mnie zagrożenie. Za każdym razem, gdy to powtarzał, wykłócałam się, że to bzdura.
„-Silence! I'll kill you!
- Oh no, you don't.”

Zakręciło mi się głowie, jeszcze zanim się nade mną pochylił, by przycisnąć swoje chłodne wargi do moich.
On chce ją pocałować, czy podstemplować? O.o
Zważywszy na patriarchalny sposób, w jaki ją traktuje, raczej to drugie.
Jeśli zrobił to po to, żebym zapomniała o troskach, dopiął swego. Całując go, skupiałam się tylko nad tym, żeby nie zapomnieć oddychać.
To, że Bella nie potrafi zrobić naraz więcej niż oddychanie plus inna dowolna czynność, jakoś nie jest zaskakujące.

W końcu nieco mnie poniosło: objąwszy Edwarda za szyję, przycisnęłam go mocniej do siebie.
Cóż za wyuzdanie! Obrzydliwość.*gorszy się*

Jego reakcja była natychmiastowa. Odsunął się delikatnie acz stanowczo i uwolnił z uścisku.
Grzeczny chłopiec. Tak. A teraz ładnie proszę iść spać. Z rączkami na kołdrze.

Zdawałam sobie sprawę, że zadaję się z istotą o silnym instynkcie drapieżnika,
A czymże się on przejawia? Edward znaczy teren moczem czy jak?

uzbrojoną na domiar złego w komplet ostrych jak brzytwa zębów,
Aa, czyli Edzio ma w paszczy same kły – zatem musi seplenić. To taakie mhroczne...To może on jednak jest kotem? Albo rekinem?

z których w razie potrzeby tryskał paraliżujący jad - tyle, że kiedy się całowaliśmy, takie trywialne szczegóły zawsze mi umykały.
- Kochanie, coś ci cieknie z ząbków.
- Nie przejmuj się, skarbie, to tylko śmiercionośna trucizna...

- No to fajnie. Ach, przy okazji, pozdrówcie ode mnie Alice. Dawno już d
o nas nie zaglądała - dodał Charlie z wyrzutem.
- Trzy dni, tato - przypomniałam mu.
Charlie miał hopla na punkcie Alice.
Nic dziwnego – dziewucha jak rzepa, a on taki samotny... Dr Cullen jak dotąd nie odwzajemnił zainteresowania. :(

[Cullenowie wyprawiają Belli urodziny]
Wszyscy członkowie jego rodziny już na nas czekali i gdy tylko znalazłam się w środku, powitali mnie gromkim: „Wszystkiego najlepszego, Bello!” (...) Koło fortepianu Edwarda stal stół nakryty pięknie udrapowanym białym obrusem, a na nim różowy tort, kolejny bukiet, szklane talerzyki i zapakowane w srebrny papier prezenty.
Bella będzie jeść tort, a oni będą się na nią gapić i dyskretnie przełykać ślinę. Zapowiada się szalony wieczór, nie ma co.
No co, chcą ją podtuczyć przed jedzeniem. Też bym tak zrobiła.

Było sto razy gorzej, niż to sobie wyobrażałam.
Boshe! Oni maja dla ciebie prezenty, a co gorsza – nawet tort! Jak oni mogli, szubrawcy!

Szok po upadku mijał i docierało do mnie powoli, że (...) zraniłam się w przedramię - linia bólu ciągnęła się od nadgarstka aż po zagięcie łokcia. Z obnażonej ręki, pulsując, wypływała krew. (...) nagle zdałam sobie sprawę, że mam przed sobą sześć niebezpiecznych potworów.
W gościnę przyszły prawdziwe wampiry? Bo ona chyba nie mówi o tych misiach-tulisiach herbu Zielona Pietruszka, prawda?

[Nazajutrz w szkole]
Tak jak przypuszczałam, pojawienie się aparatu wywołało spore poruszenie. Wyrywano go sobie, przekrzykując się i chichocząc. Jedni zasłaniali twarz rękami, inni przybierali kokieteryjne pozy.
Jeszcze inni próbowali przeliczyć jego wartość na miski durry i manioku, a ktoś inny wołał już szamana, by uwolnił te biedne, uwięzione w środku duchy.

Wszystko to wydawało mi się bardzo dziecinne. Może nie byłam dziś w nastroju, by zachowywać się jak normalna nastolatka.
Bella zdobywa kolejne poziomy doświadczenia w klasie Blogaskowa Heroina. Jeszcze trzy poziomy i odblokuje swoje unikatowe supermoce.^^
Jak na razie opanowała skilla „bycie ponad ten prymitywny plebs, jaki mnie otacza”.

Na ostatnim zdjęciu stałam z moim chłopakiem ramię w ramię. I tu Edward przypominał rzeźbę, nie to jednak bolało mnie najbardziej.
Wciąż ten problem z symbolicznych rozmiarów przyrodzeniem? Biedaczka...
Nie, po prostu Edward wyglądał zapewne mniej więcej tak.

Najgorszy był kontrast.
Noo, źle skontrastowane zdjęcie to prawdziwa katastrofa.

[Edward zrywa z Bellą]
Odpowiedzi na te pytania udzieliły mi oczy Edwarda. Ziały chłodem. Zrobiło mi się niedobrze.
Witaj w moim analizatorskim życiu, słonko.

- Mówiąc „wynosimy się” - wyszeptałam - masz na myśli...
- Siebie i swoją rodzinę - dokończył, akcentując dobitnie każde słowo.
(...) Musiało minąć kilka minut, zanim odzyskałam mowę.
Mózg jej się resetował.Synapsy się jej przegrzały i zawiesiła się od nadmiaru informacji.

- Nie ma sprawy - oświadczyłam. - Pojadę z wami.
- Nie możesz, Bello. Tam, dokąd się wybieramy... To nieodpowiednie miejsce dla ciebie.
- Każde miejsce, w którym przebywasz, jest dla mnie odpowiednie.
Najodpowiedniejsze będzie to sześć stóp pod ziemią.

- Bello - odezwał się, cyzelując każde słowo z precyzją robota - nie chcę cię brać ze sobą.
Powtórzyłam sobie to zdanie kilkakrotnie w myślach, bo za pierwszym razem nie dotarło do mnie, co Edward stara mi się przekazać.
Oo, nie wątpię.
- Nie... chcesz... mnie? - Ten fragment najtrudniej było mi przełknąć. Czy naprawdę można było ustawić te trzy słowa w tej kolejności?
W innych kolejnościach wychodzi na to samo, złotko. Przykro mi. ^^Peszek. ;]

Jego oczy były jak topazy - twarde, przejrzyste, nieskończone topazowe pokłady.
Gdzieniegdzie plątali się nawet zapomniani górnicy.To on miał takie wielkie oczy, że aż „pokłady”? Czy zwyczajnie cierpiał na ich permanentny wytrzeszcz?
Czułam, że mogłabym wejrzeć w nie na kilka kilometrów w głąb, ale i tak nie znalazłabym w tych niezmierzonych czeluściach dowodu na to, że Edward kłamie.
Bo nie znalazłabyś tam mózgu. Bo go tam nie ma. Proste.

Nagle złoto w oczach Edwarda zaczęło topnieć, stając się na powrót płynne i gorące.
Oczy mu wypłynęły z przejęcia? Fuuj!

[Bella cierpi po rozstaniu]
Czy nocą w lesie zawsze panowały takie egipskie ciemności? Przez chmury, igły i liście powinna była przecież przebijać się choć odrobina księżycowego światła.
Taak. Zwłaszcza przez chmury – zwłaszcza w tym tak zajebiście deszczowym miejscu. Taaak...

Jeśli księżyc był, a najwyraźniej znikł wraz z Edwardem.
Jasne, no bo przecież księżyc świeci odbijając blask bijący od mordy Edwarda, to takie proste...A tak, nawet w musicalu Romeo i Julia coś tam wyli, że „W tę ciemną noc
już księżyc zgasł, a twoja twarz jest taka jasna... Gdy oczy swe odwrócisz gwiazdy zgasną”... Bleh.

Akurat dziś przypadało widać zaćmienie – nów.
Daruj, że rujnuję tę jakże poetycką wizję, ale nów czy zaćmienie? Bo to wbrew pozorom zupełnie co innego.
(Jeżu, że też w profesjonalnie redagowanej – mam nadzieję – książce przechodzą takie rzeczy :/)

Miałam nadzieję, że zemdleję, ale niestety nie straciłam przytomności. Fale bólu, które dotąd smagały tylko moje serce, zalały mnie całą aż po czubek głowy, wciągały w otchłań.
Nie walczyłam o to, by powrócić na powierzchnię.
To się nazywa zawał. Względnie jakiś skurcz rozległy.

Czas przemija nierówno - raz rwie przed siebie, to znów niemiłosiernie się dłuży - ale mimo to przemija. Nawet mnie to dotyczy.
*milczy z nabożną czcią, kontemplując głębię myśli*
Hmm...
*zapisuje w notesiku*

Przez te cztery ostatnie miesiące zachowywałam się bez zarzutu.(...) Nie wracałam do domu później, niż obiecałam. Właściwie to w ogóle nie wychodziłam z domu. I bardzo rzadko serwowałam to samo danie dwa dni z rzędu.
Dobra gosposia, dobra służąca. ;]

[Bella ma halucynacje, w których słyszy głos Edwarda (sic!)]
Co, jak co, ale ból miał pojawić się na bank. Przecież złamałam zasady. Zamiast uciekać przed wspomnieniami wyszłam im naprzeciw. Usłyszałam Jego głos.
Jaak anioooła głos usłyszaałam Go, powiedział...
...weź się ogarnij.

Tak, ból w końcu się pojawił. Było to porażające doznanie. Wydawało mi się, że wyrwano mi z ciała wszystkie najważniejsze organy, że mój tułów to jedna wielka rana o poszarpanych brzegach pulsująca, niegojąca się mimo upływu czasu.
No, rany po wypatroszeniu zazwyczaj się jednak nie goją. Swoją drogą, miłość zazwyczaj łamie ludziom serca, a nie wyrywa od razu wszystkich flaków. :/

Chociaż zdrowy rozsądek podpowiadał mi, że nie pozbawiono mnie płuc, łapałam spazmatycznie powietrze, walcząc z zawrotami głowy, jak gdyby moje wysiłki spełzały na niczym.
Aha. Miała wrażenie, że nie ma płuc, więc spazmatycznie oddychała. Czy tylko ja widzę tu drobną sprzeczność?
Mnie jej doznania kojarzą się z ostatnim stadium bardzo ciężkiej choroby, a nie za tęsknotą, no ale jeśli Ałtorka upiera się, żeby tak opisywać uczucia...

Także moje serce z pewnością biło rytmicznie jak zwykle, ale ja nie słyszałam w uszach pulsu, a moje dłonie siniały z zimna.
A co ma jedno do drugiego? Przecież na ogół właśnie nie słyszy się pulsu. =.=”Moja brew od ciągłego unoszenia się ku górze została alpinistką, a ta o jakichś zimnych dłoniach gada...
Zwinęłam się w kłębek, starając się obronić moje ciało przed rozpadem.
A cóż to znowu? Wybuch jądrowy ją dopadł?

Jedno było w tym cudowne: nie umierałam.
A mnie to właśnie martwi.

Czułam potworny ból - promieniował z klatki piersiowej ku kończynom i czubkowi
Czubkowi... czego? Czy tak „po prostu czubkowi”? :P
*szuka na swoim ciele owego czubka*
No przecież jest wyraźnie napisane, że ból promieniował z klatki piersiowej ku Edwardowi. :3

[Bella ponownie spotyka Edwarda]
Chłopak stał nieruchomo niczym posąg półtora metra w głąb uliczki. (...) Sądząc po jego nagim torsie, to, co bieliło się u jego stóp, było rzuconą tam niedbale koszulą.
Ale mimo dystansu półtora metra nie była w stanie stwierdzić tego na pewno.

Od mlecznej skóry odbijało się, iskrząc, kilka pojedynczych promieni.
Bella widzi poszczególne promienie słońca. Mówiłam, że odblokuje supermoce. :)

W rzeczywistości było mi wszystko jedno, co go motywuje - najważniejsze było to, że całował mnie właśnie w czoło. Całował mnie!
W czoło!

Ach, za takie błogosławieństwo warto było zginąć tragicznie w wieku osiemnastu lat!
Ok, w tym momencie moja prawa brew wyleciała poza orbitę. Wracaj, ty szmato!
*leci gonić brew*
Jego tęczówki były czarne jak smoła, a pod oczami miał sine cienie. Bardzo mnie to zdziwiło, bo do tej pory zawsze objawiał mi się najedzony.
Objawiał jej się. Czyli wszystko jasne, następna z cudownymi widzeniami. ;P Najpierw były chipsy-chrystusy, a teraz Edward.
- Czyli... czyli to wszystko... to nie był sen? - wyjąkałam.
Jakoś nie mieściło mi się to w głowie.
- Zależy. - Chłopak nadal krzywo się uśmiechał. - Jeśli masz na myśli to, że cudem nie zmasakrowano nas w Volterze, to odpowiedź brzmi: tak.
- Ale numer! Naprawdę poleciałam do Włoch! Czy wiesz, że nigdy nie byłam dalej na wschód niż w Albuquerque?
...
*jebs*
No i rozwaliłam głową biurko. Ciekawe, czy pani Meyer pokryje koszty kupna nowego.
Jego imię wydobyło się z głębin mojej krtani, kalecząc gardło niczym spory, kanciasty przedmiot.
Szkoda, że się nim nie zadławiła. Byłby spokój.
Bella właśnie zwymiotowała spiralę domaciczną, którą założyła bojąc się zajścia w ciążę wskutek seksu oralnego. Przezorny zawsze ubezpieczony. ^^

Ból miał pojawić się, gdy tylko Edward by mnie opuścił. Nie wiedziałam, jak przetrwam ponowne ataki agonii.
Heh, ja do tej pory myślałam, że agonia może być tylko jedna... Głupia ja.
- Zanim cię poznałem, Bello, moje życie przypominało bezksiężycową noc. Mrok rozpraszały jedynie nieliczne gwiazdy przyjaźni i rozsądku. A potem pojawiłaś się ty. Przecięłaś to ciemne niebo niczym meteor. Nagle wszystko nabrało barw i sensu. Kiedy znikłaś, kiedy meteor skrył się za horyzontem, znów zapanowały ciemności.
Meteory nie skrywają się za horyzontem. To są tylko ślady, jakie zostawiają spalające się w locie kawałki skał. To znaczy według astronomów, ale co oni tam wiedzą. ;)
Pigmejko, azaliż nie winnaś napawać się urodą tego homeryckiego porównania?

Otoczyła mnie czerń. Nic się nie zmieniło, poza tym, że twoje światło mnie poraziło. Nie widziałem już gwiazd. Wszystko straciło sens.
To otoczyła go czerń, czy poraziło go światło? A może to zwykła pomroczność jasna? ;)



-->
S. Meyer, Zaćmienie, tłum. J. Urban, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2008.

-->
Przepełnione pragnieniem zadania mi bólu dzikie czarne oczy śledziły każdy ruch mojego obrońcy, aby wybrać na atak najodpowiedniejszy moment. Wówczas miałam umrzeć.
Agresywne oczy. Ciekawe, czym atakują. Strzelają zatrutymi rzęsami?

Otworzyłam drzwi, jakby się paliło - moja ekscytacja była wręcz dziecinna - i oto stał przede mną: moje cudo, mój młody bóg.
„Pięękny jak czołgi
pod pewnymi względami
jak pola ogórków,
jak kiosk z bananaami...”

Czas nie osłabił dotąd wrażenia, jakie wywierała na mnie uroda Edwarda - byłam zresztą przekonana, że nigdy to się nie zmieni. Syciłam oczy każdym detalem jego bladej twarzy: kwadratową męską szczęką, wystającymi kośćmi policzkowymi, gładkim jak marmur czołem
Równie gładkim jak jego płat czołowy...

przesłoniętym częściowo przez mokre kasztanowe włosy, łagodnym łukiem pełnych warg wykrzywionych teraz dla mnie w uśmiechu...
Spójrzmy...




I co – zmiękły kolanka, nie? ;D
Kalevatar... musiałaś? Ja kolację właśnie zjadłam, chcesz żebym się bulimii nabawiła? ;/

Jego oczy zostawiłam sobie na koniec (...) Kiedy się w nie wpatrywałam, czułam się niesamowicie - jak gdyby moje kości zmieniały się w gąbkę.
Wzrok Edwarda wywołuje osteoporozę? Aż dziw, że nie biegunkę...

Spojrzenie Edwarda uderzyło mi do głowy niczym szampan - a może był to raczej efekt tego, że przestałam oddychać?
A może to był raczej efekt tego, że wpatrzona w Tru Loffa z rozpędu wyrżnęłaś głową w futrynę?
Nie. Po prostu spojrzenie Edwarda wywołuje nie tylko osteoporozę, ale i astmę oskrzelową.

Że znowu przestałam oddychać?
Porada: nagrać sobie na MP3 instrukcję „Wdech – wydech” i zapętlić. Słuchać nawet przez sen.

Za taką twarz każdy zawodowy model oddałby duszę
A teraz, Drodzy Czytelnicy, proszę jeszcze raz zerknąć na zdjęcie Edwarda. Już? Więc powtórzcie razem ze mną i tym przemiłym Panem:
i za obcowanie z nią taka właśnie była cena: jedna maleńka ludzka duszyczka.
To znaczy że co – Bella niczym jakiś Jezus kupiła nam wszystkim prawo do obcowania z kanciastą mordą Edwarda? Dzięki, skarbie, ale nie trzeba było.

Poza tym, zdałam sobie sprawę, że myliłam się, co do magnesów. To nie wilkołaka i wampira starałam się do siebie na siłę zbliżyć, tylko dwa oblicza siebie samej: Bellę Jacoba i Bellę Edwarda.
No jasne, a kogo tam obchodzą faceci i ich uczucia. Jechał ich sęk.
Nie były one w stanie współegzystować. Okazałam naiwność, podejmując jakiekolwiek zmierzające ku temu próby. Tyle szkód wyrządziłam. W środku nocy przypomniało mi się, co obiecałam sobie tego ranka — że Edward nie zobaczy już ani jednej łzy wylanej przez mnie za Jacoba Blacka. Na myśl o swoim przyrzeczeniu dostałam ataku histerii, który przestraszył mojego ukochanego bardziej niż
wcześniejsze popłakiwania.
Tę dziewczynę powinno się leczyć. Poważnie. Takie zachowanie nie jest normalne.Na myśl o tym, że już nie będzie płakać, wpadła w histerię. Czyli jakby zakazała sobie histerii, wymordowałaby w dzikim szale pół miasteczka? ^^

Na szczęście szybko opadłam z sił. Edward mówił niewiele — trzymał mnie w objęciach, pozwalając niszczyć sobie koszulę słonawymi kroplami.
Edward ma koszulę z cukru, czy też może Bella płacze kwasem?

[Bella ogląda swoją suknię ślubną]
- Bomba. Świetny pomysł. Jesteś geniuszem, Alice.
- Wiem — przyznała nieskromnie.
- Lata osiemdziesiąte dwudziestego wieku? - strzeliłam.
- Mniej więcej. Częściowo to mój własny projekt: tren, welon...
Eej, z tego co wiem, lata 80-te preferowały krótkie suknie. Do czego ona ma zamiar doszyć tren? O.o
Do włosów na nogach Belli. ;P

- Mówiąc, dotknęła białej satyny.
Satyny? Jeżdżą kabrioletami, a na ślub posyłają ją w jakiejś nędznej satynie, jeszcze pewnie bawełnianej? A gdzie te chińskie jedwabie, adamaszki i muśliny?

- Koronka jest z epoki.
Z której epoki? Z lat 80-tych? Faaaktycznie, luksus.
*wyobraża sobie zetlałą, pożółkłą koronkę* Ouu jee...

Podoba ci się?
- Śliczna. Tak bardzo pasuje do Edwarda.
Tak bardzo pasują do niego rzeczy krzykliwe i tandetne...
Ale przepraszam, myślałam, że suknia ślubna powinna bardziej pasować do panny młodej? Chyba że to Edward w tym związku jest kobietą. :D

- A do ciebie nie?
- Właściwie to do mnie chyba też.
Ano właśnie. Wart Pac pałaca...

26 komentarzy:

Fuutrzak pisze...

łejt! poza trzema zdaniami z pierwszego tomu, w których Belka opisuje swoja koszulkę, nie czytałam tłajlajta...ale TO na serio serio jest tym, czym sobie dogadzają te, co ich Lestat nie chciał?ONI to wydali! kurwa, a ja myślałam,że źle jak ludzie bety do twórczości nie szukają, a tu zygu, zygu, zygu, takie gówno nie dość że wybitnie merysłitaśne, to jeszcze ludzie to kupują σ_σ'. merde!

Mrohny pisze...

"Spojrzenie Edwarda uderzyło mi do głowy niczym szampan" borze, przeczytałem SZAMPON, przeczytałem SZAMPON! X"D

Anonimowy pisze...

Dobrzy Ludzie ostrzegali, że Zmierzch jest strasznym kiczem i oczy wyrywa.

Ale kto mógł podejrzewać, że aż TAKIM knotem?

z wyrazami podziwu - jasza

PS. Jedna mała uwaga: koronka może być [zetlała] ze starości.
Chyba, że struchlała z przerażenia, na myśl o tym w czym jej przyszło brać udział...

;)

Kalevatar pisze...

@jasza: "Chyba, że struchlała z przerażenia, na myśl o tym w czym jej przyszło brać udział..."
To nie jest wykluczone - ja struchlałabym na pewno. ^^ W każdym razie już poprawiłam błąd, dzięki!

Anonimowy pisze...

To teraz, jeśli możesz, z mojego postu wytnij peesa, bo już jest niepotrzebny i głupio wygląda.

jasza.

Kalevatar pisze...

Blogger nie przewiduje chyba takiej opcji (albo ja jestem zbyt nieobeznana). Może po prostu usuń tamten komentarz i napisz nowy, a ja wyrzucę potem te zbędne posty? :)

Anonimowy pisze...

Łaaa, biedna dziewczyna, przydałby się jej pobyt w sanatorium po tych wszystkich agoniach...

Zdjęcie Pattiosna? To był bóóóóól.

dobra robota.

Nuka

Anonimowy pisze...

z notatek robionych na bieżąco podczas lektury:


Edwarda nawet czasem niepokoiło to, z jaką beztroską podchodzę do tego, że nie jest człowiekiem. Upierał się, że jego towarzystwo stanowi dla mnie zagrożenie. Za każdym razem, gdy to powtarzał, wykłócałam się, że to bzdura.

„-Silence! I'll kill you!

- Oh no, you don't.”

jakby nie patrzeć, Edzio jest MARTWYM terrorystą *_*


Akurat dziś przypadało widać zaćmienie – nów.

Daruj, że rujnuję tę jakże poetycką wizję, ale nów czy zaćmienie? Bo to wbrew pozorom zupełnie co innego.

(Jeżu, że też w profesjonalnie redagowanej – mam nadzieję – książce przechodzą takie rzeczy :/)

gdyby to było profesjonalnie redagowane, to wątpię, że w ogóle by się ukazało... zresztą kolejnym przykładem są "meteory zachodzące za horyzont" czy jak to tam szło -.-


S. Meyer, Zaćmienie, tłum. J. Urban, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2008.
TŁAJLAJTA WYDALI WE WROCŁAWIU? no masz, moje miasto zostało zbeszczeszczone. a tytuł odnosi się chyba do stanu mózgu autorki...


kocham was w dalszym ciągu. to było piękne. piękne.
z jednej strony to masakrycznie zabawne, że tyle słit dzieffczątek dalej jest fankami tego czegoś, z drugiej jednak trochę mnie to smuci. i weź potem z taką dyskutuj o wampirach w literaturze...

i na koniec zacytuję sobie komentarz Fuutrzaka - mogę, prawda? ;D
ale to na serio jest tym, czym dogadzają sobie te, co ich Lestat nie chciał?
mogę ukraść ci ten tekst? xD


p, violett

Anonimowy pisze...

Dziękuję za oświecenie.W niewielkim zakresie (bo nie wyrwało mnie w stratosfere Nirwany)ale pokornie za nie dziękuję.Oświecono mnie bowiem co do jakości tej książczyny(tak,celowo uzywam słowa rymującego sie z innym słowem:szczyny).Nie wyobrażałam sobie,ze COŚ TAKIEGO MOŻE ZOSTAC WYDANE!!! A miałm swa wyobraźnie za dość pojemna przestrzeń...Dziekuje!To zmieni moje spojrzenie na świat:-)

Znudzona Pszczoła pisze...

Żadnej części tej "sagi" nie miałam w łapkach, o wiedziałam, że to jest złe. No ale żeby aż tak? Przecież to przeczy prawom wampirów, logiki, biologii, pluszowych misiów i odporności psychicznej przeciętnego człowieka! Te marmurowe torsy i płynne oczy... Aż się niedobrze robi... I to jeszcze zostało wydane przez, wydawałoby się, poważne wydawnictwo... Świat schodzi na psy i się pieprzy w krzaczorach...

Wyrazy szacunku i podziwu, drogie Panie, za przebrnięcie przez ten shit!!

Aquilla pisze...

Wychodzi na to, że pisać każdy może. Ta książka daje ałtoreczką nadzieję na to, że ich wypociny mają szanse zostać kiedyś wydane. Nawet jak ktoś nie ma talentu nie musi tracić nadziei. A wmawiali mi, że "Zmierzch" w wersji papierowej jest lepszy od filmu. Taaa... właśnie widzę po tej analizie, że jest się przynajmniej z czego śmiać i będzie w razie czego co wrzucić do pieca. Nie wiem jak ten film (chyba jednak od filmu się zaczęło to uwielbienie dla Edwarda) zdobył taką popularność, albo wszędzie można się natknąć na mordki aktorów, albo ja mam takiego pecha. Trzeba nie mieć wstydu żeby nosić koszulkę z Edwardem... Nawet w ręku, a co dopiero na sobie.
Tak z całego dodatku to najlepszy był komentarz do Edwarda kręcącego reklamówkę żelu do włosów, Charlie i jego homo zapędy, ... Nie, nawet nie będę wymieniać, bo cała analiza jest genialna. Przemyślenia Belli i jej reakcje powalają.

"Czyżby Cullenowie naprawdę byli wampirami?
Cóż, czymś z pewnością byli."

"I te dwa zdania, Drodzy Moi, powinny widnieć na okładce książki - by każdy wiedział, z jakim ścierwem ma do czynienia."

Te dwa zdania muszę sobie zapamiętać. Ale z Belli filozof.

kura z biura pisze...

Boru litościwy! Ja słyszałam, że to jest złe, ale nie zdawałam sobie sprawy, że aż tak bardzo... Co prawda w teście księgarniowym, jaki przeprowadzam zawsze przed kupieniem jakiejś zachwalanej nowości (otwieram w byle którym miejscu i zaczynam czytać), Zmierzch zdecydowanie odpadł, ale i tak nie spodziewałam się takiego natężenia idiotyzmów. Boru, ta książka to radosny słowotok, który redaktora nawet z daleka nie oglądał! Wyście to naprawdę przeczytały? Cztery tomy? Szacun! Za to należy się urlop dla poratowania zdrowia!

Że się ukwikałam jak dzika świnia, chyba nie muszę dodawać?

Pigmejka pisze...

Dziękujemy za wszystkie miłe słowa. :D Tak, przebrnięcie przez 4 tomy sagi było zaiste niezapomnianym przeżyciem... Ale dałam radę, bo uznałam, że:
a) wroga trzeba znać ;)
b) żeby móc coś krytykować, trzeba to najpierw poznać...
Zatem poznałam. :D Czytając, przez większość czasu trzymałam się z przerażenia za głowę i popłakiwałam ze śmiechu. Marna literatura zawsze istniała, ale TO bije wszelkie rekordy marności. A wiecie, co jest najciekawsze? Ten tFUr, przynajmniej w polskim wydaniu, miał kilku redaktorów i korektę...

Goma pisze...

Sama treść była porażająca, ale niektóre komentarze zwaliły z krzesła nie tylko mnie, ale i całą rodzinę (rozsławiam Was jak tylko mogę ^^). Przy czym dokonałyście czegoś, co do tej pory uważałam za niemożliwe - przywróciłyście atmosferę z analizy blogaska z Sakurą!

Kilka moich faworytów:

W czoło!

No przecież jest wyraźnie napisane, że ból promieniował z klatki piersiowej ku Edwardowi. :3

Jasne, no bo przecież księżyc świeci odbijając blask bijący od mordy Edwarda, to takie proste...


Pozdrawiam, dziękuję i czekam na więcej!

Anonimowy pisze...

'Najpierw były chipsy-chrystusy, a teraz Edward.'

Nie rańcie niczyich uczuć religijnych. Nie obrażajcie Pana Jezusa

A z reszty analizy śmiałam się w głos xD Cóż, może w jezyku angielskim ta cała książka brzmiała jakoś...inaczej?

Anonimowy pisze...

Sam Pattison (jeśli chodzi o zdjęcie) nie jest zły :D

Ale opisy Edzia w książce nieco przesadzone...

Pigmejka pisze...

@"Nie rańcie niczyich uczuć religijnych" Nie wyśmiewałyśmy niczyich uczuć religijnych, a raczej skłonność Amerykanów do widzenia świętych w chipsach, batonikach itp., która to skłonność jest moim zdaniem większym bluźnierstwem.

psyence pisze...

Lakonicznie powiem...żal mi dupe ściska, że tyle papieru zostało zmarnowane na wydanie tego...tego... no sami wiecie czego.

Dziękuję, za możliwość bliższego zapoznania się z wrogiem bez potrzeby dotykania :P

i zacytuję tu Mansona :
"we’re from America,
we turn literature into litter."

skończyły się czasy Lowella, Poe czy O.W. Holmes'a....

Deszczowyjka pisze...

Kocham was! XD Teoria z Księżycem odbijającym światłość Cullena jest powalająca.

A. pisze...

W którymś momencie zaczęłam się tarzać po podłodze, wyć i płakać - ze śmiechu.
xD
W życiu bym nie uwierzyła, że to napisała dorosła kobieta.
Brawa dla pani Meyer. xD

Anonimowy pisze...

Hello, i feel that i saw you visited my site thus i came to go back
the desire?.I am trying to find issues to improve my website!
I assume its adequate to make use of some of your concepts!
! http://wiki.fafamonge.com/index.php?title=Usuario:BetteBlue, http:
//www.blumr.com/index.php?do=/blog/3987/fajne-gry-znajdziesz-tutaj/

Anonimowy pisze...

Everything wrote made a lot of sense. But, think on this, what if you composed a catchier title?

I am not saying your information is not solid, however suppose you added something
that grabbed a person's attention? I mean "Niewolnica Bellaura, czyli Dodatek Specjalny III" is a little boring. You should peek at Yahoo's front page and watch how they create article headlines to grab viewers to open the links.
You might try adding a video or a picture or two to get
people interested about everything've got to say. In my opinion, it could make your website a little bit more interesting.

Feel free to visit my site ... kliknij

Anonimowy pisze...

I visited multiple websites except the audio quality for audio
songs present at this site is in fact superb.


My site; kliknij

Anonimowy pisze...

If you wish for to grow your familiarity only keep visiting this site
and be updated with the most up-to-date gossip posted here.


Here is my site - kliknij

Anonimowy pisze...

Z całej tej "sagi" zdołałam doczytać do połowy pierwszego tomu i odpadłam. Życie jest na takie dyrdymały za krótkie.
Niemniej analiza przednia! Pozostaje smucić się tym, jak rynek wydawniczy wygląda - i w Stanach, i u nas (chociaż akurat w tym wypadku polska redakcja wiele zdziałać nie mogła - o ile mi wiadomo redaktor książki na licencji może poprawiać błędy przekładu, ale nie oryginału), że takie potworki wychodzą, i jeszcze, o zgrozo, odnoszą międzynarodowe sukcesy.

Nemmy

Yoru Shige pisze...

Nie no, powiem że czuję się oszukana ://////// Krytykujecie Edwarda, a wklejacie zdjęcie Cedrica Diggory, no brak słów po prostu...