środa, 24 lutego 2010

Niewolnica Bellaura, czyli Dodatek Specjalny III

Witajcie!
Dziś zamiast blogaska czeka Was podwójna dawka tFUrczości pani Meyer: pod nóż poszły bowiem dwie kolejne części sagi Zmierzchu, czyli "Księżyc w nowiu" i "Zaćmienie". Z tomu na tom opowieść staje się coraz głupsza (tak, to jest możliwe^^) więc mamy nadzieję, że nie będziecie narzekać na nudę. :)
Za tydzień dalszy ciąg znęcania się nad przeuroczymi wampiraskami, a tymczasem - zapraszamy do lektury!

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar


-->
S. Meyer, Księżyc w nowiu, przeł. J. Urban, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2007.

-->
Na dziewięćdziesiąt dziewięć i dziewięć dziesiątych procent byłam przekonana, że śnię, a powody po temu miałam dwa. Po pierwsze, stałam w snopie oślepiająco jaskrawego światła, a w Forks w stanie Waszyngton, gdzie od niedawna mieszkałam, słońce nigdy nie świeciło z taką intensywnością.
Ja jednak mocno wierzę, że nie śpisz – a to dlatego, że nawet w Forks jest jeszcze jedna rzecz świecąca tak jasno. Reflektory nadjeżdżającego pociągu. ^^No tak, bo Forks to niemal jak koło podbiegunowe z wieczną nocą polarną. Szkoda tylko, że marysiożernych niedźwiedzi tam nie ma.
Po drugie, przede mną stała moja babcia Marie, a pochowaliśmy biedaczkę sześć lat temu.
To również tłumaczy wersję z pociągiem. Pamiętaj, żeby iść w stronę światła!
Gdybym miała faceta – wampira i kumpla wilkołaka, to widok powstałej z grobu babci jakoś niespecjalnie by mnie chyba zdziwił.

Babcia nie zmieniła się zbytnio - wyglądała tak samo, jak w moich wspomnieniach. (...) Skóra przypominała swoją fakturą suszoną morelę.
Przez co wyglądała jak pokryty bujną, puszystą pleśnią rodzynek.

Poznałabym ten głos wszędzie, a słysząc go, obudziłabym się w środku nocy - ba, mogłabym się założyć, że obudziłabym się i w grobie. Za tym głosem poszłabym przez ogień, a już na pewno przez chłód i bezustanną mżawkę
Cóż za heroizm... a nie, czekajcie – to miał być taki lekki akcent humorystyczny, tak? Ha. Ha. Ha.

- to drugie robiłam akurat z oddaniem dzień w dzień.
Stalker? Groupie? Suka w rui? Bo normalna dziewczyna chodzi z chłopcem, a nie za nim... :/
Niewolnica Bellaura. ;)
A więc sen był jednak proroczy. Mogłam nie chcieć wierzyć w resztę przepowiedni, ale to jedno się zgadzało - urodziny. Kończyłam dziś osiemnaście lat.
Jej osiemnaste urodziny wymagały specjalnej przepowiedni? Choć faktycznie – Bella prawdopodobnie uzyskała właśnie prawa wyborcze, a takie kataklizmy zwykle są przepowiadane. :)

Kiedy wjechałam na parking, zauważyłam opartego o swoje srebrne volvo Edwarda. Nie idealizowałam go we śnie - wyglądał jak marmurowy posąg jakiegoś zapomnianego boga urody.
Zapomnianego – bo nie zdał egzaminu. Historia jego kultu ginie w pomroce dziejów, gdyż wyznawcy nie mogli znieść ciągłych docinków na temat tego, że ich bóg dziwnie przypomina samobieżny sedes. Ostatecznie wszyscy popełnili zbiorowe samobójstwo, podcinając sobie żyły śledziem.
Boga tego czciła w starożytności grupa tych greckich dziewczynek, które jako nadprogramowe lub niechciane zostały porzucone poza miastem, ale które przeżyły - jednakże w wyniku długiego leżenia na słońcu i głodu, a następnie wychowania przez wilki, postradały rozum. Trzeba im to wybaczyć.

I czekał tam na mnie, tylko na mnie, czekał tak codziennie.
Ciągnie stalker do stalkera. ^^

Brak wspólnych przodków nie przeszkadzał jednak Alice i Edwardowi być do siebie podobnymi. Skóra obojga zachwycała identycznym odcieniem bladości,
Mi się zawsze zdawało, że bladość sama w sobie nie posiada odcienia, ale jako cecha pozwala na rozróżnienie kilku odcieni – ale co ja tam wiem...Oj bo to nie była zwykła bladość. To była hiper-turbo-zajebista bloadość. ;)

Obserwatora mogły razić w tej boskiej parze tylko ciemne worki pod oczami.
A co, trzymali w nich kanapki? A może stroje do wuefu?Hm, zazwyczaj w ciemnych workach to się trzyma śmieci... albo zwłoki.
Ktoś wtajemniczony - ktoś taki jak ja
Masoni, tfu tfu!
- wiedział doskonale, że wszystkie te cechy świadczą o przynależności do nieludzkiej rasy.
Eej, worki też?
*spogląda z przerażeniem na własne*
- Wszystkiego najlepszego, Bello!
- Cii! - syknęłam, rozglądając się niespokojnie, żeby upewnić się, że nikt jej nie usłyszał. Jeszcze tego brakowało, by w świętowanie tego strasznego dnia włączyło się pól szkoły.
No tak, bo gdyby wieść o tym strasznym dniu rozeszła się po ludzie, jak nic masy ruszyłyby zbiorowo celebrować tę rocznicę. I pewnie nawet akademię w sali od w-fu by z tej okazji zorganizowano.

Edwarda nawet czasem niepokoiło to, z jaką beztroską podchodzę do tego, że nie jest człowiekiem. Upierał się, że jego towarzystwo stanowi dla mnie zagrożenie. Za każdym razem, gdy to powtarzał, wykłócałam się, że to bzdura.
„-Silence! I'll kill you!
- Oh no, you don't.”

Zakręciło mi się głowie, jeszcze zanim się nade mną pochylił, by przycisnąć swoje chłodne wargi do moich.
On chce ją pocałować, czy podstemplować? O.o
Zważywszy na patriarchalny sposób, w jaki ją traktuje, raczej to drugie.
Jeśli zrobił to po to, żebym zapomniała o troskach, dopiął swego. Całując go, skupiałam się tylko nad tym, żeby nie zapomnieć oddychać.
To, że Bella nie potrafi zrobić naraz więcej niż oddychanie plus inna dowolna czynność, jakoś nie jest zaskakujące.

W końcu nieco mnie poniosło: objąwszy Edwarda za szyję, przycisnęłam go mocniej do siebie.
Cóż za wyuzdanie! Obrzydliwość.*gorszy się*

Jego reakcja była natychmiastowa. Odsunął się delikatnie acz stanowczo i uwolnił z uścisku.
Grzeczny chłopiec. Tak. A teraz ładnie proszę iść spać. Z rączkami na kołdrze.

Zdawałam sobie sprawę, że zadaję się z istotą o silnym instynkcie drapieżnika,
A czymże się on przejawia? Edward znaczy teren moczem czy jak?

uzbrojoną na domiar złego w komplet ostrych jak brzytwa zębów,
Aa, czyli Edzio ma w paszczy same kły – zatem musi seplenić. To taakie mhroczne...To może on jednak jest kotem? Albo rekinem?

z których w razie potrzeby tryskał paraliżujący jad - tyle, że kiedy się całowaliśmy, takie trywialne szczegóły zawsze mi umykały.
- Kochanie, coś ci cieknie z ząbków.
- Nie przejmuj się, skarbie, to tylko śmiercionośna trucizna...

- No to fajnie. Ach, przy okazji, pozdrówcie ode mnie Alice. Dawno już d
o nas nie zaglądała - dodał Charlie z wyrzutem.
- Trzy dni, tato - przypomniałam mu.
Charlie miał hopla na punkcie Alice.
Nic dziwnego – dziewucha jak rzepa, a on taki samotny... Dr Cullen jak dotąd nie odwzajemnił zainteresowania. :(

[Cullenowie wyprawiają Belli urodziny]
Wszyscy członkowie jego rodziny już na nas czekali i gdy tylko znalazłam się w środku, powitali mnie gromkim: „Wszystkiego najlepszego, Bello!” (...) Koło fortepianu Edwarda stal stół nakryty pięknie udrapowanym białym obrusem, a na nim różowy tort, kolejny bukiet, szklane talerzyki i zapakowane w srebrny papier prezenty.
Bella będzie jeść tort, a oni będą się na nią gapić i dyskretnie przełykać ślinę. Zapowiada się szalony wieczór, nie ma co.
No co, chcą ją podtuczyć przed jedzeniem. Też bym tak zrobiła.

Było sto razy gorzej, niż to sobie wyobrażałam.
Boshe! Oni maja dla ciebie prezenty, a co gorsza – nawet tort! Jak oni mogli, szubrawcy!

Szok po upadku mijał i docierało do mnie powoli, że (...) zraniłam się w przedramię - linia bólu ciągnęła się od nadgarstka aż po zagięcie łokcia. Z obnażonej ręki, pulsując, wypływała krew. (...) nagle zdałam sobie sprawę, że mam przed sobą sześć niebezpiecznych potworów.
W gościnę przyszły prawdziwe wampiry? Bo ona chyba nie mówi o tych misiach-tulisiach herbu Zielona Pietruszka, prawda?

[Nazajutrz w szkole]
Tak jak przypuszczałam, pojawienie się aparatu wywołało spore poruszenie. Wyrywano go sobie, przekrzykując się i chichocząc. Jedni zasłaniali twarz rękami, inni przybierali kokieteryjne pozy.
Jeszcze inni próbowali przeliczyć jego wartość na miski durry i manioku, a ktoś inny wołał już szamana, by uwolnił te biedne, uwięzione w środku duchy.

Wszystko to wydawało mi się bardzo dziecinne. Może nie byłam dziś w nastroju, by zachowywać się jak normalna nastolatka.
Bella zdobywa kolejne poziomy doświadczenia w klasie Blogaskowa Heroina. Jeszcze trzy poziomy i odblokuje swoje unikatowe supermoce.^^
Jak na razie opanowała skilla „bycie ponad ten prymitywny plebs, jaki mnie otacza”.

Na ostatnim zdjęciu stałam z moim chłopakiem ramię w ramię. I tu Edward przypominał rzeźbę, nie to jednak bolało mnie najbardziej.
Wciąż ten problem z symbolicznych rozmiarów przyrodzeniem? Biedaczka...
Nie, po prostu Edward wyglądał zapewne mniej więcej tak.

Najgorszy był kontrast.
Noo, źle skontrastowane zdjęcie to prawdziwa katastrofa.

[Edward zrywa z Bellą]
Odpowiedzi na te pytania udzieliły mi oczy Edwarda. Ziały chłodem. Zrobiło mi się niedobrze.
Witaj w moim analizatorskim życiu, słonko.

- Mówiąc „wynosimy się” - wyszeptałam - masz na myśli...
- Siebie i swoją rodzinę - dokończył, akcentując dobitnie każde słowo.
(...) Musiało minąć kilka minut, zanim odzyskałam mowę.
Mózg jej się resetował.Synapsy się jej przegrzały i zawiesiła się od nadmiaru informacji.

- Nie ma sprawy - oświadczyłam. - Pojadę z wami.
- Nie możesz, Bello. Tam, dokąd się wybieramy... To nieodpowiednie miejsce dla ciebie.
- Każde miejsce, w którym przebywasz, jest dla mnie odpowiednie.
Najodpowiedniejsze będzie to sześć stóp pod ziemią.

- Bello - odezwał się, cyzelując każde słowo z precyzją robota - nie chcę cię brać ze sobą.
Powtórzyłam sobie to zdanie kilkakrotnie w myślach, bo za pierwszym razem nie dotarło do mnie, co Edward stara mi się przekazać.
Oo, nie wątpię.
- Nie... chcesz... mnie? - Ten fragment najtrudniej było mi przełknąć. Czy naprawdę można było ustawić te trzy słowa w tej kolejności?
W innych kolejnościach wychodzi na to samo, złotko. Przykro mi. ^^Peszek. ;]

Jego oczy były jak topazy - twarde, przejrzyste, nieskończone topazowe pokłady.
Gdzieniegdzie plątali się nawet zapomniani górnicy.To on miał takie wielkie oczy, że aż „pokłady”? Czy zwyczajnie cierpiał na ich permanentny wytrzeszcz?
Czułam, że mogłabym wejrzeć w nie na kilka kilometrów w głąb, ale i tak nie znalazłabym w tych niezmierzonych czeluściach dowodu na to, że Edward kłamie.
Bo nie znalazłabyś tam mózgu. Bo go tam nie ma. Proste.

Nagle złoto w oczach Edwarda zaczęło topnieć, stając się na powrót płynne i gorące.
Oczy mu wypłynęły z przejęcia? Fuuj!

[Bella cierpi po rozstaniu]
Czy nocą w lesie zawsze panowały takie egipskie ciemności? Przez chmury, igły i liście powinna była przecież przebijać się choć odrobina księżycowego światła.
Taak. Zwłaszcza przez chmury – zwłaszcza w tym tak zajebiście deszczowym miejscu. Taaak...

Jeśli księżyc był, a najwyraźniej znikł wraz z Edwardem.
Jasne, no bo przecież księżyc świeci odbijając blask bijący od mordy Edwarda, to takie proste...A tak, nawet w musicalu Romeo i Julia coś tam wyli, że „W tę ciemną noc
już księżyc zgasł, a twoja twarz jest taka jasna... Gdy oczy swe odwrócisz gwiazdy zgasną”... Bleh.

Akurat dziś przypadało widać zaćmienie – nów.
Daruj, że rujnuję tę jakże poetycką wizję, ale nów czy zaćmienie? Bo to wbrew pozorom zupełnie co innego.
(Jeżu, że też w profesjonalnie redagowanej – mam nadzieję – książce przechodzą takie rzeczy :/)

Miałam nadzieję, że zemdleję, ale niestety nie straciłam przytomności. Fale bólu, które dotąd smagały tylko moje serce, zalały mnie całą aż po czubek głowy, wciągały w otchłań.
Nie walczyłam o to, by powrócić na powierzchnię.
To się nazywa zawał. Względnie jakiś skurcz rozległy.

Czas przemija nierówno - raz rwie przed siebie, to znów niemiłosiernie się dłuży - ale mimo to przemija. Nawet mnie to dotyczy.
*milczy z nabożną czcią, kontemplując głębię myśli*
Hmm...
*zapisuje w notesiku*

Przez te cztery ostatnie miesiące zachowywałam się bez zarzutu.(...) Nie wracałam do domu później, niż obiecałam. Właściwie to w ogóle nie wychodziłam z domu. I bardzo rzadko serwowałam to samo danie dwa dni z rzędu.
Dobra gosposia, dobra służąca. ;]

[Bella ma halucynacje, w których słyszy głos Edwarda (sic!)]
Co, jak co, ale ból miał pojawić się na bank. Przecież złamałam zasady. Zamiast uciekać przed wspomnieniami wyszłam im naprzeciw. Usłyszałam Jego głos.
Jaak anioooła głos usłyszaałam Go, powiedział...
...weź się ogarnij.

Tak, ból w końcu się pojawił. Było to porażające doznanie. Wydawało mi się, że wyrwano mi z ciała wszystkie najważniejsze organy, że mój tułów to jedna wielka rana o poszarpanych brzegach pulsująca, niegojąca się mimo upływu czasu.
No, rany po wypatroszeniu zazwyczaj się jednak nie goją. Swoją drogą, miłość zazwyczaj łamie ludziom serca, a nie wyrywa od razu wszystkich flaków. :/

Chociaż zdrowy rozsądek podpowiadał mi, że nie pozbawiono mnie płuc, łapałam spazmatycznie powietrze, walcząc z zawrotami głowy, jak gdyby moje wysiłki spełzały na niczym.
Aha. Miała wrażenie, że nie ma płuc, więc spazmatycznie oddychała. Czy tylko ja widzę tu drobną sprzeczność?
Mnie jej doznania kojarzą się z ostatnim stadium bardzo ciężkiej choroby, a nie za tęsknotą, no ale jeśli Ałtorka upiera się, żeby tak opisywać uczucia...

Także moje serce z pewnością biło rytmicznie jak zwykle, ale ja nie słyszałam w uszach pulsu, a moje dłonie siniały z zimna.
A co ma jedno do drugiego? Przecież na ogół właśnie nie słyszy się pulsu. =.=”Moja brew od ciągłego unoszenia się ku górze została alpinistką, a ta o jakichś zimnych dłoniach gada...
Zwinęłam się w kłębek, starając się obronić moje ciało przed rozpadem.
A cóż to znowu? Wybuch jądrowy ją dopadł?

Jedno było w tym cudowne: nie umierałam.
A mnie to właśnie martwi.

Czułam potworny ból - promieniował z klatki piersiowej ku kończynom i czubkowi
Czubkowi... czego? Czy tak „po prostu czubkowi”? :P
*szuka na swoim ciele owego czubka*
No przecież jest wyraźnie napisane, że ból promieniował z klatki piersiowej ku Edwardowi. :3

[Bella ponownie spotyka Edwarda]
Chłopak stał nieruchomo niczym posąg półtora metra w głąb uliczki. (...) Sądząc po jego nagim torsie, to, co bieliło się u jego stóp, było rzuconą tam niedbale koszulą.
Ale mimo dystansu półtora metra nie była w stanie stwierdzić tego na pewno.

Od mlecznej skóry odbijało się, iskrząc, kilka pojedynczych promieni.
Bella widzi poszczególne promienie słońca. Mówiłam, że odblokuje supermoce. :)

W rzeczywistości było mi wszystko jedno, co go motywuje - najważniejsze było to, że całował mnie właśnie w czoło. Całował mnie!
W czoło!

Ach, za takie błogosławieństwo warto było zginąć tragicznie w wieku osiemnastu lat!
Ok, w tym momencie moja prawa brew wyleciała poza orbitę. Wracaj, ty szmato!
*leci gonić brew*
Jego tęczówki były czarne jak smoła, a pod oczami miał sine cienie. Bardzo mnie to zdziwiło, bo do tej pory zawsze objawiał mi się najedzony.
Objawiał jej się. Czyli wszystko jasne, następna z cudownymi widzeniami. ;P Najpierw były chipsy-chrystusy, a teraz Edward.
- Czyli... czyli to wszystko... to nie był sen? - wyjąkałam.
Jakoś nie mieściło mi się to w głowie.
- Zależy. - Chłopak nadal krzywo się uśmiechał. - Jeśli masz na myśli to, że cudem nie zmasakrowano nas w Volterze, to odpowiedź brzmi: tak.
- Ale numer! Naprawdę poleciałam do Włoch! Czy wiesz, że nigdy nie byłam dalej na wschód niż w Albuquerque?
...
*jebs*
No i rozwaliłam głową biurko. Ciekawe, czy pani Meyer pokryje koszty kupna nowego.
Jego imię wydobyło się z głębin mojej krtani, kalecząc gardło niczym spory, kanciasty przedmiot.
Szkoda, że się nim nie zadławiła. Byłby spokój.
Bella właśnie zwymiotowała spiralę domaciczną, którą założyła bojąc się zajścia w ciążę wskutek seksu oralnego. Przezorny zawsze ubezpieczony. ^^

Ból miał pojawić się, gdy tylko Edward by mnie opuścił. Nie wiedziałam, jak przetrwam ponowne ataki agonii.
Heh, ja do tej pory myślałam, że agonia może być tylko jedna... Głupia ja.
- Zanim cię poznałem, Bello, moje życie przypominało bezksiężycową noc. Mrok rozpraszały jedynie nieliczne gwiazdy przyjaźni i rozsądku. A potem pojawiłaś się ty. Przecięłaś to ciemne niebo niczym meteor. Nagle wszystko nabrało barw i sensu. Kiedy znikłaś, kiedy meteor skrył się za horyzontem, znów zapanowały ciemności.
Meteory nie skrywają się za horyzontem. To są tylko ślady, jakie zostawiają spalające się w locie kawałki skał. To znaczy według astronomów, ale co oni tam wiedzą. ;)
Pigmejko, azaliż nie winnaś napawać się urodą tego homeryckiego porównania?

Otoczyła mnie czerń. Nic się nie zmieniło, poza tym, że twoje światło mnie poraziło. Nie widziałem już gwiazd. Wszystko straciło sens.
To otoczyła go czerń, czy poraziło go światło? A może to zwykła pomroczność jasna? ;)



-->
S. Meyer, Zaćmienie, tłum. J. Urban, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2008.

-->
Przepełnione pragnieniem zadania mi bólu dzikie czarne oczy śledziły każdy ruch mojego obrońcy, aby wybrać na atak najodpowiedniejszy moment. Wówczas miałam umrzeć.
Agresywne oczy. Ciekawe, czym atakują. Strzelają zatrutymi rzęsami?

Otworzyłam drzwi, jakby się paliło - moja ekscytacja była wręcz dziecinna - i oto stał przede mną: moje cudo, mój młody bóg.
„Pięękny jak czołgi
pod pewnymi względami
jak pola ogórków,
jak kiosk z bananaami...”

Czas nie osłabił dotąd wrażenia, jakie wywierała na mnie uroda Edwarda - byłam zresztą przekonana, że nigdy to się nie zmieni. Syciłam oczy każdym detalem jego bladej twarzy: kwadratową męską szczęką, wystającymi kośćmi policzkowymi, gładkim jak marmur czołem
Równie gładkim jak jego płat czołowy...

przesłoniętym częściowo przez mokre kasztanowe włosy, łagodnym łukiem pełnych warg wykrzywionych teraz dla mnie w uśmiechu...
Spójrzmy...




I co – zmiękły kolanka, nie? ;D
Kalevatar... musiałaś? Ja kolację właśnie zjadłam, chcesz żebym się bulimii nabawiła? ;/

Jego oczy zostawiłam sobie na koniec (...) Kiedy się w nie wpatrywałam, czułam się niesamowicie - jak gdyby moje kości zmieniały się w gąbkę.
Wzrok Edwarda wywołuje osteoporozę? Aż dziw, że nie biegunkę...

Spojrzenie Edwarda uderzyło mi do głowy niczym szampan - a może był to raczej efekt tego, że przestałam oddychać?
A może to był raczej efekt tego, że wpatrzona w Tru Loffa z rozpędu wyrżnęłaś głową w futrynę?
Nie. Po prostu spojrzenie Edwarda wywołuje nie tylko osteoporozę, ale i astmę oskrzelową.

Że znowu przestałam oddychać?
Porada: nagrać sobie na MP3 instrukcję „Wdech – wydech” i zapętlić. Słuchać nawet przez sen.

Za taką twarz każdy zawodowy model oddałby duszę
A teraz, Drodzy Czytelnicy, proszę jeszcze raz zerknąć na zdjęcie Edwarda. Już? Więc powtórzcie razem ze mną i tym przemiłym Panem:
i za obcowanie z nią taka właśnie była cena: jedna maleńka ludzka duszyczka.
To znaczy że co – Bella niczym jakiś Jezus kupiła nam wszystkim prawo do obcowania z kanciastą mordą Edwarda? Dzięki, skarbie, ale nie trzeba było.

Poza tym, zdałam sobie sprawę, że myliłam się, co do magnesów. To nie wilkołaka i wampira starałam się do siebie na siłę zbliżyć, tylko dwa oblicza siebie samej: Bellę Jacoba i Bellę Edwarda.
No jasne, a kogo tam obchodzą faceci i ich uczucia. Jechał ich sęk.
Nie były one w stanie współegzystować. Okazałam naiwność, podejmując jakiekolwiek zmierzające ku temu próby. Tyle szkód wyrządziłam. W środku nocy przypomniało mi się, co obiecałam sobie tego ranka — że Edward nie zobaczy już ani jednej łzy wylanej przez mnie za Jacoba Blacka. Na myśl o swoim przyrzeczeniu dostałam ataku histerii, który przestraszył mojego ukochanego bardziej niż
wcześniejsze popłakiwania.
Tę dziewczynę powinno się leczyć. Poważnie. Takie zachowanie nie jest normalne.Na myśl o tym, że już nie będzie płakać, wpadła w histerię. Czyli jakby zakazała sobie histerii, wymordowałaby w dzikim szale pół miasteczka? ^^

Na szczęście szybko opadłam z sił. Edward mówił niewiele — trzymał mnie w objęciach, pozwalając niszczyć sobie koszulę słonawymi kroplami.
Edward ma koszulę z cukru, czy też może Bella płacze kwasem?

[Bella ogląda swoją suknię ślubną]
- Bomba. Świetny pomysł. Jesteś geniuszem, Alice.
- Wiem — przyznała nieskromnie.
- Lata osiemdziesiąte dwudziestego wieku? - strzeliłam.
- Mniej więcej. Częściowo to mój własny projekt: tren, welon...
Eej, z tego co wiem, lata 80-te preferowały krótkie suknie. Do czego ona ma zamiar doszyć tren? O.o
Do włosów na nogach Belli. ;P

- Mówiąc, dotknęła białej satyny.
Satyny? Jeżdżą kabrioletami, a na ślub posyłają ją w jakiejś nędznej satynie, jeszcze pewnie bawełnianej? A gdzie te chińskie jedwabie, adamaszki i muśliny?

- Koronka jest z epoki.
Z której epoki? Z lat 80-tych? Faaaktycznie, luksus.
*wyobraża sobie zetlałą, pożółkłą koronkę* Ouu jee...

Podoba ci się?
- Śliczna. Tak bardzo pasuje do Edwarda.
Tak bardzo pasują do niego rzeczy krzykliwe i tandetne...
Ale przepraszam, myślałam, że suknia ślubna powinna bardziej pasować do panny młodej? Chyba że to Edward w tym związku jest kobietą. :D

- A do ciebie nie?
- Właściwie to do mnie chyba też.
Ano właśnie. Wart Pac pałaca...

środa, 17 lutego 2010

Zagniewane młodociane

Witajcie!
Oto przed Wami dziw nad dziwy - blogasek, którego Ałtorka wita czytelników spektakularnym bulwersem i zarzeka się, że nie zależy jej na komciach, "a w ogóle to piszę dla siebie i mam was w dupie". Zapraszamy Was na kolejną wycieczkę wgłąb zgąbczałego mózgu zbuntowanych piętnastolatek u progu wakacji swego życia - prosimy o zapięcie pasów i zaopatrzenie się w torebki na wymioty.
Mamy dla Was także... TADAM! ...następną część Dodatku Specjalnego. Miłej zabawy!
W pas kłaniają się Kalevatar i Pigmejka.
Blogasek można odwiedzić tu: http://milosci-esencja.blog.onet.pl/


Będzie to opowiadanie całkiem wymyślone przezemnie jak i imiona i nazwiska. Czasem może znajdą się nowe zaczerpnięte z książęk. (...) Nie chce żeby to całkiem było tak jak w ' Zmierzchu' więc to i owo pozmieniam, może nawet bardzo dużo ;)
Będzie to opowiadanie wymyślone przeze mnie, czyli fabułę ściągnę ze Zmierzchu i pozmieniam imiona.” Ech, lubię, gdy ludzie stawiają sprawy jasno. ^^
Będę nawet wymyślać coś nowego, od siebie. I prosze mnie za to nie potępiać !
No wiesz! Jak możesz nie przepisywać Zmierzchu słowo po słowie? Wstyd.
Prędzej mi trzecia noga urośnie, niż jakakolwiek Ałtoreczka wymyśli coś nowego.

Nie chodzi mi o Waszą łaskę. Nie chce żeby ktoś tylko przeleciał to rozdziale i od razu kliknął pod nim by skomentować. Jeśli po to tu wszedłeś/ wszedłaś, to wiedz, że taką osobę odróżnię od razu. Bardzo łatwo ;]
Czytelnicy, którzy nie napiszą komentarza o rozmiarach porównywalnych do esejów Umberto Eco, zostaną rozstrzelani. :DNie martw się, kochanie, my cię przeanalizujemy bardzo szczegółowo.

Wiecie, to naprawde nie fair. Jakbyście lekceważyli moje starania. Poza tym mam to gdzieś czy ktoś będzie czytał lub nie. Pisze dla siebie, bo lubie pisać.
Aha. Czyli „Jak możecie być tak podli, by nie rozpłynąć się z zachwytu nad moim blogiem! Ale w sumie mam was w dupie”. Czy to już rozdwojenie jaźni, czy jedynie żałosna próba wmówienia czytelnikowi, że Ałtorce nie zależy na komciach?

Pytacie czemu nie zapisuje sobie tego na komputerze? Bo jestem zbyt wredna i wrzucam to do neta ;)
Rzeczywiście, wredota pierwszej wody. Konwencja Genewska powinna coś wspominać o takich zachowaniach...
Sadyzm Ałtoreczek nie ma granic. Markiz de Sade byłby zachwycony.
Mam gdzieś komentarz; " czekam na next " odpisze Ci czymś co może wywołać kłótnie, a tego raczej nikt nie chce.
Ale my nie mamy Ciebie gdzieś i całe Twoje opko opatrzymy uczciwymi i rzetelnymi komentarzami. Cieszysz się?

Nazywam się Izabella, tłucze się w szóstej klasie podstawówki. ( ey ! Sam/ sama jesteś małolata !)
A lekcje odrobiłaś? ^^Przykro mi, Mysiu-Pysiu, ale jażem już nie małolata, a stara dupa, więc z zawiści mogę Cię krytykować ile wlezie. ;]
Mieszkam gdzieś tam daleko, gdzieś na pewno dalej od Was i jeszcze dalej.
Za siedmioma lasami, za siedmioma górami, za siedmioma morzami, żyła sobie Ałtoreczka ze swoimi blogaskami.
I co dnia wychodziła przed dom by westchnąć żałośnie: „Kurde, jak ja mam wszędzie daleko...”

___________

Szkoła.
Czyli takie małe więzienie z przepustkami na noc i popołudnia w domu.
Oj tak, biedna, uciemiężona Ty. *głaszcze*
Ale wtedy też ta instytucja chce nas kontrolować - więc mamy prace domowe.
A skoro już o tym mowa – lekcje odrobione? ^^Taaak, biedne, kontrolowane masy, sterowane przez złych ludzi...
Tylko nie ruszaj na Bastylię, dziecko.

" To coś" porównywane do budynku, gdzie mamy czerpać jaką kolwiek edukację, jest podzielone na grupy uczniów.
Coś porównywane do budynku podzielone na grupy uczniów. Jakiś dom (z)woskowych ciał?*Wyobraża sobie szkołę zbudowaną z kości uczniów*

Ci " fajni", są to plastikowe dziewczyny, które jeśli walniesz w tył głowy spadnie im tapeta z twarzy.
Była już szkoła dla zombie... do tej uczęszczają marionetki? O.o
BTW, do grupy „fajnych” należą tylko dziewczyny. Czyżby zalążek matriarchatu?Mało, że matriarchat, to jeszcze zbuntowany. Duch sufrażystek unosi się nad tym blogaskiem.

Ci " nie fajni" nazywani są jako ;kujonki , lamusy i odludki.
Jako”? Dziwna ksywka, ale co ja tam wiem...

Bywają również Ci, którzy za wszelką cenę chcą być lepszymi. Najlepszymi. Próbują wbić się do grupy tych " fajnych", a oni i tak później się z Ciebie potajemnie naśmiewają i robią z Was kretynów.
Oto zdradzieckość narracji: „Opowiem wam o problemach mojego przyjaciela. Blablabla, nikt mnie nie kocha, moi rodzice są do dupy...”

Chcesz być fajny? Pij, pal, miej słabe oceny i melanżuj.
Dzięki, nie skorzystam – ale jeśli masz ochotę, nie krępuj się.
Tu jest jak w Szwajcarii, przkroczysz reguły, zostajesz sam.
Ej, ale co ma do tego Szwajcaria? Czyżby to dyskretna aluzja do aresztowania niejakiego Romana P.*?
Widać on MUSI znaleźć się w każdej analizie. :P
*Wiecie, kto sponsorował ten komentarz, prawda?

No ale jesteśmy jeszcze my.
Jakież to szczęście dla pomyślności ludzkości!

Czyli dwie dziewczyny olewające totalnie wszystko.
Taak. Widać było to „olewanie” po wydźwięku emocjonalnym poprzednich akapitów.*wytrzeszcza oczy* Więcej niż jedna Mary Sue na opko? Szaleją teraz te Ałtoreczki...

Równie dobrze ktoś by mógł nas nazwać ; " te dwie inne" lub jeszcze czymś bardziej fikuśnym.
Stosowanie średnika zamiast dwukropka, jeszcze poprzedzonego spacją, rzeczywiście jest fikuśne.

Niektórzy naprawde nas lubią. To Ci co ćpają i piją naraz.
To, że są totalnie oderwani od rzeczywistości, stanowi niejaką wskazówkę, dlaczego tak jest. ^^
Jakbym non stop była w narkotykowo-pijanym widzie, to pewnie polubiłabym nawet Pattinsona.
Swoją drogą – już sam fakt, że w wizji wspaniałego świata według trzynastolatki pozytywnymi postaciami jest banda ćpunów, kwalifikuje tę dziewczynę na solidne, terapeutyczne lanie gołym pasem po dupie. :/
Sądze, że jeśli byśmy mogli, wszystkie wieczory w kalendarzu byłyby podpisane; domówka, impreza, wypad na miasto z " nimi". A później dodane jeszcze tylko te żałosne znaczki.
Eee... kropki?Z „nimi”?! ZNOWU jacyś „ONI”?! Cholera, czyżby przy tworzeniu blogasków pomagali Obcy?

Czy to nie tylko mnie denrwuje?
A co ci kropki zrobiły, dziecinko? Przygarnij kropka!Ach, bo te przecinki mają w sobie takie nieodparte wewnętrzne fuj!

Trzymam się jednak ciągle przy tym gdzie jestem wciąż i na razie nie mam zamiaru zmieniać swojego planu.
Zapomniałaś jeszcze o „stale”, „niezmiennie”, „bezustannie” i „nieprzerwanie”.

Koniec roku szkolnego. Dopiero teraz zaczynało się prawdziwe życie nastolatka. Wakacje, przelotne romanse.
Dziewczynko, a romanse to ty znasz jeszcze z filmów, czy już z książek?

Siedzenie ze znajomymi do której chcesz ( pod nadzorem matki ).
Ehe – wracaj, o której chcesz, pod warunkiem że o 22 będziesz w domu. ^^

Raj dla nas. Nas. Małolatów.
Czy tylko według mnie to zabrzmiało groźnie?^^’
Myślę, że służby porządkowe też już mają się na baczności.

Dobre wyniki w nauce motywowały tylko matke żebym mogła wychodzić już na imprezy.
Innymi słowy, wypychała ją z domu, żeby mieć wreszcie spokój.

Claire już energicznie do mnie machała. Rzuciłam więc do mamy krótkie cześć ( " uważaj na siebie " ) i wyszłam na rześką pogodę idealnie pasująco do początku lata.
Dobze godosz, panocku.
- Dziewczyno, idziemy do liceum. To tak nagle, prawda? - zaczęła terkotać.
Miała budzik w żołądku?

-Co w planach na wieczór? - Spytałam wchodząc po schodach, kiedy po drodze już z pięciu osób krzyknęło do mnie " cześć" .
Kiedy po drodze pięciu osób krzyknęło? To brzmi, jakby ona szła po tych osobach...
Od sufrażystki do tyranki.

Bo wiodąc tłum na barykady zawsze depcze się po zwłokach... *Sadness and sorrow w tle*

Josh był jednym z najnormalnieszych chłopaków jakich dotąd poznałam w grupie " ćpających i nie tylko " jak się okazało on nie brał. Czasem tylko pomagał załatwić coś kumplom.
Fakt, w porównaniu z ćpaniem dilerka to mały pikuś. Jeżu...
Ciekawe, czy gdyby zobaczyli to rodzice ałtorki, dali by jej bana na internet? *knuje*

Miał okropne poczucie humoru, a jego braterska opiekuńczość? Cóż była... super !
Z taką troską zawsze dbał, aby nigdy nie brakowało nam towaru...

- Właśnie pójdziesz ze mna od razu po szkole do GlamondGloss* ? Chciałam się zapytać czy ten weekend będę mogła zrobić sobie wolne.
Niech mi ktoś powie, że lokal o takiej nazwie może nie być burdelem... O.o

Claire pracowała. To wcale nie chodziła o sprawy finansowe w jej domu. Rodzina Claire była naprawdę bogata, a ich dom był najpiękniejszy w ich dzielnicy.
Przyjaciółka Mary Sue musi mieć wszystko najlepsze. Toż Marysia się z plebsem by nie bratała.

Moja przyjaciółka chciała zarobić na konia. Kochała je. Mawiała, że są takie piękne, wolne i takie tajemnicze. Wolne nie były, bo ludzie wykorzystywali je na wyścigach dla zarobienia pieniędzy lub były im potrzebne na jeszcze gorsze cele.
Tajemnicze w sumie tez nie były – w każdym razie nie bardziej niż inne kopytne. Ale jak to szpanersko brzmi!Tak, ta subtelna woń unosząca się w stajni i te czarowne końskie „placki”. Sam mistycyzm.

Jej pomysły były szalone i cieszyła się życiem mimo tego wszystkiego co musi przechodzić.
No, żywot młodocianej prostytutki zapewne nie jest usłany różami. Jeszcze te ciągłe imprezy, nieograniczona swoboda przez wakacje... Brrr.

Apel według mnie zawsze był najnudniejszą częścią w szkole, jaka mogła się inna znaleźć.
A gdzie przymocowali ten apel? U sufitu, czy gdzieś z boku jako przybudówkę? Patrzcie państwo, miałam na studiach historię sztuki, ale takiego elementu architektonicznego nie znam...

Wygłaszali swoje długie wymowy, a później okropne fałszowanie uczniów, którzy śpiewają nudną piosenkę na koniec.
I pomiędzy całym tym plebsem piękna, subtelna i tajemnicza Ja.

Kiedy tylko padły słowa; miłych wakacji, do zobaczenie we wrześniu, niemal czułam jak wszystko ze mnie spływa.
Tapeta? ^^
Zajebistość jej się po prostu przelała.
Poczułam się nagle taka wolna.
Co najmniej jakbym wyrwała murom zęby krat.

- Te wakacje muszą być najpiękniejsze ! Zrozum ! Już nie jesteśmy dzieciakami. Można powiedzieć ; że dorosłe dziewczyny.
Taak. W końcu nie ma to jak piętnastoletnie smarki na wakacjach swego życia.

Zaśmiałam się i chwytając ją za ręke wybiegłyśmy ze szkoły czując się całkiem wolne.
Ale było to mylne poczucie. Po chwili namierzyli ich przyczajeni na wieży strażniczej snajperzy.
W sensie: my? ^^
Tak.

Przed nami szedł umięśniony chłopak. Jego opalone ramiona ruszały się w rytm szybkiego kroku, a włosy idealnie postawione zaczęły delikatnie podrygywać.
Oho, Gary Stu na horyzoncie. Na dodatek z samobieżną, acz stojącą czupryną.Po prostu wyhodował w nich wszy-mutanty. Właśnie planują wywalczyć sobie niepodległość.

Jego błękitne oczy zabłysły w blasku słońca. Dołączył do nas zaledwie po pięciu sekundach, przedzierając się przez grupy uczniów.
Wyrąbywał sobie drogę maczetą.
Teleportujący się nastolatek o laserowych oczach. Hmm... Cyborg jakiś?

- Impreza na plaży - wyszczerzył zęby w uśmiech podobnie jak Claire wcześniej - to nie będzie taka wielka. No wiecie, przywiatanie lata...
A jak się przywiata lato? Stoi się przy wiacie i woła się je po imieniu, czy jak?

- Ekstra ! - Zawołała promieniejąc
Znienacka.Dziecko z Czarnobyla?

- Tata ! - Wykrzyknęłam wchodząc do mieszkania i rzucając klucze na szafeczke.
Szafeczka była jej ojcem? O.O Taaa, a matką pewnie stoliczek.
A bratem Pinokio.


Zza ściany wyjrzała głowa z potarmoszonymi włosami. Mały wąsik zakręcił się pod nosem kiedy na jego twarzy od zmarszczek, zagościł uśmiech.
Sądząc po opisie, jej ojciec mógłby być modelem dla kubistów.*wyobraża sobie głowę unoszącą się w powietrzu, z ruchowymi wąsami i twarzą złożoną z samych zmarszczek*

Pachniał nowym męskim perfumem, który jego zapach owinął mój nos.
Chwytny ten perfum, nie ma co. Wziąć zapach faceta i owinąć wokół nosa jego córki...
Idealnie wyprasowana biała koszula zgniotła się delikatnie pod wpływem mojego ciała.
Gnieść ubrania przez przytulenie? To się nazywa krzepa.

Ojciec sięgnął po swoją torbę i wyciągnął z niej niewielki pokrowiec. Uśmiechnął się pod nosem i wręczył mi go. Bez żadnych komsetyków?
Komsetyk? Zestaw do tworzenia komciów? O zgrozo!

Otwarłam czarne przykrycie i zajrzałam do środka, gdzieś w głębi zabłysnęło coś srebnego.
Pewnie klucz do jej pasa cnoty. W końcu ma już te 15 lat, nie? ^^Jak na mój gust, to może być już na to za późno...

Aparat. Trzymałam w ręku swój wymarzony aparat, o którego prosiłam się już kilka miesięcy.
Prosiła się? Czyli że rodziła małe prosiaczki? Aaa, i pewnie sprzedawała je do rzeźni żeby zarobić na aparat. Trochę mało ekonomiczne.

Na jej małej twarzy pojawił się grymas. Wyglądała jak dziecko zfilmów, kiedy miało zamiar zamordować całą rodzine. Ten obraz mnie rozśmieszył.
Fakt, zamordowana rodzina to ubaw po pachy. Sasuke świadkiem.
Chwyciłam swoje rzeczy i pognałam do pokoju, by nie słyszeć jak Emma skrzeczy, że znów dostała perfumy z kolejnej wersji " Hannah Montana ", przezemnie tak bardzo nielubiana.
Ależ jasne, że bohaterka już wyrosła z HM – w tym wieku preferuje się już poważne, dorosłe zabawki, takie jak to.

Jeśli chodziło o gwiazdy, lub piosenkarzy jakich lubiałam na pewno nie były to te słodkie gwiazdeczki, o których wciąż tylko piszą media. Preferowałam rock. Uwielbiałam gdy w moich słuchawkach dudnił głos Amy Lee, wokalistki Evanescence.
Nie przypominam sobie, by Amy śpiewała basem. O.o
Swoją drogą, Evanescence to jakaś lepsza komercha niż cały ten syf spod znaku HM?

Wyrzuciłam z szafy wszystkie cichu, które jeszcze jako tako nadawały się na dzisiejszy wieczór.
Do czego służą „cichu”? Mam nadzieję, że to nic zdrożnego.

Stwierdziłam, że przydałyby mi się zakupy w towarzystwie Claire. Kiedy tylko taka myśl przebiegła mi przez głowę na dole rozdzwonił się dzwonek do drzwi. Z pewnością była to moja przyjaciółka.
Koleżanka na żądanie, no pięknie. Ciekawe, czy jest sterowana pilotem.

Nie myliłam się. Dziewczyna zaraz stanęła w moich drzwich od pokoju.
Teleportowała się?

Claire była chora i tylko ja o tym wiedziałam.
Ścisnęłam ją mocniej, czując na policzku łzę.
Pojedynczą! Ha!*usiłuje udać wzruszenie*
__________

GlamondGloss - nie wiem czy to nie jakaś nazwa perfumów lub coś takiego. Wykorzystałam to jako nazwę baru, gdzie pracuje Claire ;D
Jeśli potrzeba jeszcze innych nazw dla burdeli, polecam „Cicibór”.
-----------------

DODATEK SPECJALNY
-->
S. Meyer, Zmierzch, tłum. Joanna Urban, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2007.

-->
Kiedy mnie dotknął, przeszła jakaś iskra, poczułam się tak, jakby poraził mnie prądem.
Moje koty tak robią, gdy naelektryzuje im się futerko. I teraz zagwozdka: czy to Edward jest kotem, czy moje koty są wampirami?
Ja myślę, że jednak to pierwsze. :P
- Robisz dobrą minę do złej gry - oświadczył, starannie dobierając słowa. - Ale założę się, że nie dajesz po sobie poznać, jak bardzo tak naprawdę cierpisz.
Oczywiście, przecież zamieszkanie z ojcem, który na dzień dobry kupił jej samochód i daje masę swobody, było aktem nieopisanego heroizmu.

Zdawałam sobie sprawę, że to facet z innej bajki - górował nade mną na każdym polu.
Taaa, był z innej bajki. Takiej Disneyowskiej, i grał jedną z księżniczek.
A nie przypadkiem z Troskliwych Misiów? I grał Brzydala?

- Uważasz, że podniosłem vana? - spytał z pogardliwym niedowierzaniem. W tonie jego głosu było jednak coś podejrzanego, sztucznego, jakby to aktor wygłaszał swoją kwestię.
*wyobraża sobie Edzia stojącego przed lustrem i powtarzającego z emfazą „Uważasz, że podniosłem vana?”, a zaraz potem „Go ahead, make my day... ugh, to mi się nigdy nie uda. Musiałbym najpierw mieć jaja.”*

Na lekcji biologii, siedząc najdalej jak to było możliwe, Edward całkowicie ignorował moją osobę.
Moją osobę. Ekstra. Niemal jak Jan Kazimierz - „Jutro naszą osobą ruszymy na Szweda”.

To on z nas dwojga był chodzącym ideałem, prawda? Co za facet!
*nuci: „Co za potwór,
Co za morda,
Co za monstrum
Co za koszmar!”*

Intrygujący, błyskotliwy, przystojny, tajemniczy... A do tego najprawdopodobniej potrafił podnosić auta jedną ręką.
Aż strach pomyśleć, jakiego ma „felicjana”.Silnego gościa, chciałaś powiedzieć.

- A jeśli nie jestem pozytywnym bohaterem komiksu, tylko jedną z tych mrocznych postaci, z którymi walczy? - Uśmiechnął się przy tym, ale jego oczy były nieprzeniknione.
Cierpisz na przerost poczucia własnej wartości, koleś. W dziedzinie mhroczności wyprzedza cię nawet Gargamel.Ba, nawet kot Gargamela.

-Doprawdy nie wiem – [Lauren] rzuciła do Mike'a z sarkazmem - czemu nasza droga Bella nie usiadła dziś z Cullenami. - Dopiero teraz zauważyłam, że dziewczyna ma nieprzyjemny, nosowy glos.
A jakże – ktoś, kto nie lubi głównej bohaterki, musi posiadać jakąś paskudną cechę. Kreacja postaci godna bajek Disney'a. Tych głupszych, rzecz jasna.

Eric z chłopakiem, który miał chyba na imię Ben, przynieśli spod lasu naręcza opału i wkrótce na zgliszczach poprzedniego stosu zbudowali z gałęzi coś na kształt wigwamu
Po raz pierwszy spotykam się z kopulastym ogniskiem, ale skoro Ałtorka jest pewna, że nie chodziło jej o tipi...

- Dużo ich, niektóre cofają się w czasie aż do Potopu.
Aha. Plemienne legendy Indian odwołujące się do żydowskich (i innych bliskowschodnich) mitów. Baardzo wiarygodne.Wiesz, to przenikanie się kultur... Oceany potrafi pokonać. XD

Ponoć starożytni Quileuci przywiązali swoje canoe do czubków najwyższych z rosnących w górach drzew, żeby przetrwać podobnie jak Noe w arce.
A Jahwe, który uparł się wybić całą ludzkość poza rodziną Noego, jakoś tak przypadkowo ich przeoczył.

- Inna legenda głosi, że pochodzimy od wilków i że są one nadal naszymi braćmi. Kto je zabija, łamie prawo plemienne. Są wreszcie podania o Zimnych Ludziach - dodał z powagą.
-O Zimnych Ludziach? - Zamarłam. Nie musiałam już grać.
- Noo – Jacob zawiesił głos. - Podobno bez względu na pogodę zawsze mają niskie ciśnienie i dlatego ich dłonie i stopy, a nawet nosy, zawsze są zimne. Straaszne, nie?

-Tak. Niektóre z nich są równie stare, co te o wilkach, ale inne pochodzą ze znacznie bliższych nam czasów. Ponoć kilku z nich znał mój pradziadek. To on zawarł z nimi pakt o zostawieniu naszych ziem w spokoju.
-Twój własny pradziadek? - wtrąciłam zachęcająco.
Tak, jego własny pradziadek. Prywatny. Trzymał go w klatce i karmił kocimi chrupkami.
-Zasiadał w starszyźnie plemienia, tak jak tato. Widzisz, Zimni są naturalnymi wrogami wilka. No, nie wilka, ale wilków, które zmieniają się w ludzi, tak jak nasi przodkowie. Dla was to wilkołaki.
Dlaczego odnoszę wrażenie, że pradziadek Jacoba zbyt wciągnął się w uniwersum Maskarady? Albo że Ałtorka, zamiast wymyślić coś własnego, galopuje na złachanej kobyle popkultury, która spłodziła ten dziwaczny motyw?

-Wilkołaki mają wrogów?
Pani Meyer, każda normalna osoba w tym miejscu zapytałaby, czy przodkowie Jacoba byli wilkołakami. Serio.
Ekhm. No właśnie. Każda NORMALNA osoba.
-Teraz rozumiesz - ciągnął Jacob - że Zimni to wedle tradycji nasi wrogowie. Ale ci, którzy przybyli tu za życia mojego pradziadka byli inni. (...) Oni obiecali trzymać się od naszych ziem z daleka, my, że nie wydamy ich bladym twarzom.
Bladym twarzom. O żesz go w sznycel, że też sto lat po Karlu Mayu ktoś używa tego kiczowatego zwrotu! ===.===”*Zastanawia się, czy to podchodzi pod rasizm*

-Zwykli ludzie nigdy nie mogą czuć się przy Zimnych bezpieczni, choćby, jak ta ekipa od pradziadka, twierdzili, że się ucywilizowali.
Ekipa od pradziadka, nieźle. Pewnie wozili się po dzielni („od tej sosenki, joł, do tamtego krzaczka, brachu!”) swoimi podrasowanymi mustangami. Wypas.

- Teraz jest ich więcej, doszła jedna para, ale reszta to ci sami. W czasach pradziadka znano już ich przywódcę, Carlisle'a. Był tutaj i wyjechał, zanim jeszcze pojawili się biali.
Mhmm. Fajne te starożytne, przedpotopowe legendy.
Jedna ze stron wydala mi się jednak obiecująca - nazywała się „Wampiry od A do Z”.(...)
Strona startowa witała gości dwoma cytatami:
W mrocznym, przepastnym świecie duchów i demonów nie masz istoty równie strasznej, równie odpychającej, a mimo to darzonej taką fascynacją, bojaźnią przesyconą, co wampir, który ni demonem ni duchem nie jest, lecz jeno tajemnicze i potworne cechy obojga dzieli - wielebny Montague Summers.
Jeśli ma człowiek, na co w świecie dowody, to na istnienie wampirów. Nie brakuje niczego: raporty oficjalne, zeznania obywateli szanowanych, chirurgów, urzędników, księży. Lecz mimo to, któż w wampiry wierzy? - Rousseau.
Wbrew pozorom Rousseau również miał imię. Nawet dwa. :/

Resztę strony głównej zajmowała alfabetyczna lista wszystkich podań o wampirach z całego świata.
Nie ma to jak te wspaniałe strony z amerykańskich książek/filmów. Wklepiesz w Gugla „człowiek, którego widziałam rano przy kołku w płocie” i wyskoczy ci strona „Ludzie i kołki w płotach z całego świata”.
Większość mitów koncentrowała się na pięknych kobietach w rolach demonów oraz dzieciach w rolach ofiar.
O, ani słowa o trupach powracających zza grobu, by prześladować swoją rodzinę? Cóż, najwyraźniej wbrew temu, co mówią naukowe opracowania, nie jest to najpopularniejszy rodzaj wampira...Widać wszyscy badacze dawnych wierzeń i antropolodzy się mylą.

Wydawało się, że historie powstały po to, by uzasadnić wysoką śmiertelność wśród najbliższych
Wśród czyich najbliższych?

i usprawiedliwić mężowskie skoki w bok.
A nie ma tam czegoś, co przetrzebiałoby ałtoreczki?
Cicho, od tego jesteśmy MY. :P
Nic z tego nie przypominało zbytnio znanych mi filmowych fabuł, a tylko w paru legendach, na przykład w hebrajskiej o Estrie czy w polskiej o Upiorze, wspominano w ogóle o piciu krwi.
Wszak „wampir” i „pijący krew” to niemal antonimy.

Zaledwie trzy hasła tak naprawdę przykuły moją uwagę o rumuńskim Varacolaci,(...); o słowackim Nelapsi, (...) i wreszcie o Stregoni benefici.
Brzmi jak nazwa jakiegoś żarcia. Straaaszne.Taaa. Strogonow Dobrodzieja. Tradycyjne węgierskie danie ludowe. :D

Stregoni benefici - wampir włoski, ponoć stojący po stronie dobra, śmiertelny wróg wszystkich złych wampirów.
Nie zapomnieli wspomnieć o tym, że został wyssany z palca przez ałtorkę?
A ten wampir to trochę jak Alucard - z tym, że on jest śmiertelnym wrogiem wszystko jedno kogo. No i potrafi nosić czerwone lenonki nie wyglądając przy tym jak ciota, co jest klasą samą dla siebie.

Poczułam ulgę, że znalazłam, choć jedną króciutką wzmiankę o istnieniu dobrych wampirów.
A Louis de Pointe du Lac – największa pizda wśród wampirów? Toż to dyskryminacja!

Czytając, próbowałam porównywać poszczególne opisy wampirów z tym, co już o nich niby wiedziałam. Według Jacoba Zimni Ludzie byli nieśmiertelni, pili krew, mieli chłodną skórę i występowali przeciwko wilkołakom. Z moich własnych obserwacji wynikało z kolei, że istoty te są nadludzko piękne, silne i szybkie, mają bladą cerę, a ich oczy potrafią zmieniać barwę. Niestety, żaden z mitów nie wspominał choćby o kilku z tych cech naraz.
Wszystkie te cechy naraz – i wiele, wiele innych – posiadają bohaterowie blogasków. Status ontologiczny Edwarda jest zatem dość oczywisty.Jakie to smutne, że nie było żadnego starożytnego mitu zawierającego wnikliwy opis i charakterystykę Edwarda Cullena.

Stopniowo przypomniałam sobie coraz więcej szczegółów (...). A on sam? Czasami mówił z dziwną, jakby przedwojenną intonacją,
A jakim sposobem urodzona po wojnie i niezbyt obyta w świecie Bella ma to stwierdzić, hę?Poznała to za pomocą swojego marysuistycznego zmysłu.

potrafił też użyć jakiegoś słowa czy zwrotu rodem ze stuletniej powieści, a nie licealnej klasy w dwudziestym pierwszym wieku.
I mówi to dziewczyna używająca zwrotu „moja osoba”. Urocze.
Poza tym – oj, po prostu chłopak chce przyszpanować manierami, a ona go od razu posądza o wampiryzm.A jak ja piszę do koleżanki na gadu per „waćpanna” to znaczy, że też jestem wampirem? Oj...

Czyżby Cullenowie naprawdę byli wampirami?
Cóż, czymś z pewnością byli.
I te dwa zdania, Drodzy Moi, powinny widnieć na okładce książki - by każdy wiedział, z jakim ścierwem ma do czynienia.

Czy wierzyć w indiańskie podania, czy w moje własne teorie wysnute z komiksów, jedno było prawdą - Edward i ja nie należeliśmy do tej samej rasy.
Skoro różnice pomiędzy nią a Edziem są tylko na poziomie rasy, to nie jest tak źle – mogą krzyżować się ze sobą i tworzyć płodne potomstwo. Eee... to znaczy mogą, oczywiście, ale – na litość borską! - nie powinni.
Tak na marginesie - „rasy człowieka” to termin nienaukowy, człowiek jest gatunkiem monotypowym.

-Tato - odezwałam się w trakcie reklam - Angela i Jessica wybierają się jutro po południu do Port Angeles kupić sukienki na bal i prosiły, żebym zabrała się z nimi i pomogła im w wyborze. (...)
- Ale przecież nie idziesz na bal?
-Nie, to im mam pomóc znaleźć odpowiednie kreacje. No wiesz, podpowiedzieć coś obiektywnie. - Kobiecie nie trzeba by było tego tłumaczyć.
-No dobrze. - Nadal nie rozumiał, po co jadę, ale pojął, że to, dlatego, że jest mężczyzną. -
A to już jest seksizm i szowinizm w czystej postaci. Wstyd.Bohaterka jest feministką. Ale tylko w tych momentach, w których nie musi sprzątać i gotować. ^^

Podszewka [kurtki Edwarda] była chłodna, jak w mojej własnej kurtce z samego rana, po nocy na wieszaku w niedogrzanym przedsionku. Wydzielała za to niesamowicie cudowny zapach.
Ech, te feromony, ech, ten wiek młodzieńczy... XD

Chcąc go zidentyfikować, wzięłam głęboki wdech i doszłam do wniosku, że nie może być to żadna woda kolońska. Jednocześnie musiałam zakasać rękawy, bo były dla mnie o wiele za długie.
Może to był kaftan bezpieczeństwa? ;DTo nie była woda kolońska. Nie. To był ten idealny zapach z „Pachnidła”, mający wywoływać uwielbienie, stworzony przez Jeana Baptiste’a Grenouille’a, a zaczerpnięty z trupów kilkunastu młodych dziewic.

- Śmierć była ci już pisana wcześniej - wyszeptał cicho, spuściwszy wzrok. - Gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy.
Strach chwycił mnie za krtań. Przypomniało mi się, ile agresji widziałam w jego czarnych oczach owego dnia. Zarówno wspomnienie, jak i lęk znikły jednak niemal od razu, tak bardzo czułam się teraz przy Edwardzie bezpieczna.
Jeżu. Granicząca z idiotyzmem ufność tej dziewczyny wprawiłaby w zakłopotanie nawet Hannibala Lectera.

Jego ciemnozłote oczy po raz kolejny poraziły mnie swym magnetyzmem. Musiałam spuścić wzrok, żeby wrócił mi oddech.
Ej, no nie po oczach, no!Też muszę odwracać wzrok, żeby nie zginąć porażona idiotyzmem powyższego akapitu.

Pokażesz mi, co się dzieje z wami w słońcu? - Byłam podekscytowana możliwością poznania kolejnej tajemnicy.
-Jasne.
- Jasne. Pod wpływem promieniowania UV wyrastają nam czułki. Ale nie pokażę ci, gdzie, azaliż gdyż albowiemż nie jest to miejsce z którym obnoszę się publicznie.
- Niedźwiedzie? - powtórzyłam.
- To Emmett gustuje w grizzly
No jeżeli lubi przegryzać się najpierw przez grubą warstwę skołtunionego futra, potem przez grubą warstwę sadła... Ale jaką on ma mordę, że da radę się wgryźć w niedźwiedzią szyję? O.o
- rzucił niby od niechcenia, choć musiał martwić się, czy to mnie nie wystraszy.
Ale dyskretnie zerknął, czy zrobił odpowiednie wrażenie na głupiej dziewusze.
- A ty w czym gustujesz?
Widać było, że nie spodobało mu się to pytanie.
- W pumach.
Jasne. Bo Emmet to taki misio-tulisio, za to Edward to drapieżny kociak. Żenujące.Zginął wam kot? Myślicie, że porwał go Chińczyk z pobliskiego kebabu? Nie! To Edward był głodny!
A może Edzio lubi zjadać tylko markową odzież sportową?

- Zawsze też łatwo o sarnę lub łosia. Nadają się, ale to żadna zabawa. - Tu uśmiechnął się prowokująco.
- W istocie, żadna - mruknęłam dystyngowanie znad pizzy.
- Najlepsza pora na niedźwiedzie to według Emmetta właśnie wczesna wiosna. Dopiero co przebudziły się ze snu zimowego, więc są bardziej drażliwe. - Przymknął oczy, wspominając jakieś wesołe wydarzenie.
I ten jakże subtelny szpan ma pokazać, jaki z niego samiec alfa, tak? żal.plO patrz, zabiłem jeszcze na w pół śpiącego niedźwiedzia! Zobacz, jaki jestem dzielny!

-Och, mamy broń. - Na sekundę obnażył swoje lśniące bielą zęby. Już miałam się wzdrygnąć, ale powstrzymałam się, żeby nie okazać lęku. - Tyle że prawo łowieckie nie bierze jej pod uwagę. A jeśli masz kłopoty z wyobrażeniem sobie Emmetta w akcji, przypomnij sobie, jak wygląda atak niedźwiedzia, jeśli widziałaś takowy w telewizji.
Tak jak tutaj: klik ? No co, to był przecież bardzo groźny kotek. ^^'

-Czy też atakujesz jak niedźwiedź? - spytałam cicho.
-Ponoć bardziej przypominam pumę - oświadczył pogodnie. - Być może ma to coś wspólnego z preferencjami smakowymi.
Preferuję smak starej gumy i przepoconych podkoszulków. Wygrzebuję je z plecaków dzieciaków, które przyjeżdżają w góry na wycieczki szkolne.

- Nie mam zamiaru zmuszać cię do spaceru. Podstawimy dla ciebie furgonetkę pod szkole.(...)
- No dobra. - Wzruszyłam ramionami. Byłam niemal stuprocentowo pewna, że kluczyki są w kieszeni dżinsów, które miałam na sobie w środę, te zaś leżą w pralni pod stosem brudów.
Aha, czyli te doskonałe, przedwojenne maniery, którymi tak się panicz Edward szczyci, obejmują również włamywanie się do cudzych domów i grzebanie w bieliźniarkach?

Muskularny tors, który do tej pory miałam okazję podziwiać jedynie pod obcisłymi pulowerami, teraz prezentował się w całej okazałości. Zarówno kolorytem skóry, jak i budową ciała, Edward przypominał marmurowe greckie posągi.
W sensie, stał w dziwnej pozie, miał dziwacznie ufryzowane włosy, nie miał tęczówek ani źrenic i brakowało mu jednej ręki?
Bardziej w sensie, że miał głupkowaty uśmiech, a jego przyrodzenie było czysto symbolicznych rozmiarów.

Jest zbyt idealny, pomyślałam z rozpaczą. Nie powinnam była się łudzić, że ktoś taki
jest mi przeznaczony.
Przypominam, że w każdej chwili możesz stać się jego obiadem. Ale masz rację, to tylko taka drobnostka.

Czując chłodny dotyk jego skóry, za każdym razem dostawałam palpitacji, Edward zaś dwukrotnie przy takiej okazji obrzucił mnie spojrzeniem.
Aua. Dostać takim spojrzeniem, to musiało boleć.
Rano skóra była jak zwykle mlecznobiała, odrobinę tylko zaróżowiona po trudach wczorajszego polowania.
Turyści stawiali nieoczekiwany opór i Edzio był zmuszony salwować się ucieczką.

Teraz, w słońcu, nie, nie lśniła, po prostu się iskrzyła, jakby jej powierzchnię przyozdobiono milionami mikroskopijnych brylancików.
Zupełnie jak ten sedes wysadzany kryształkami Swarovskiego... Skojarzenie z greckimi posągami było jednak błędne – Edward to samobieżny produkt ceramiki sanitarnej!

Edward leżał w trawie zupełnie nieruchomo, a jego nagi tors i odsłonięte przedramiona wyglądały jak obsypane gwiezdnym pyłem.
To się brokat nazywa. =.='

Oczy miał zamknięte, choć, rzecz jasna, nie spał. Bladofioletowe powieki również wyglądały na pokryte brokatem.
Przez co wyglądał właśnie tak:

PS. Priscilla iskrzył(a) lepiej. Edward jest do niczego nawet jako transwestyta. :P