czwartek, 7 stycznia 2010

Harry Potter w krainie kwasów - część 3

-->
Uch – och.
To była droga przez mękę, Drodzy Czytelnicy. Analizowany przez nas blogasek dosięgnął takich pokładów sentymentalnego, słodkiego kiczu, że dalsze analizowanie go mogłoby skończyć się dla nas wizytą na oddziale detoksykacji – z tego powodu dzisiejsza notka będzie krótsza niż zwykle. Mam nadzieję, że przez to nie mniej śmieszna.W każdym razie porzucamy ten blogasek z niekłamaną przyjemnością.
Miłej zabawy!
Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.



Po obiedzie poszli na obiecany spacer. Najpierw na błonia, później kawałek do domku Hagrida- drugą połowę gajowy przybiegł sam. Na koniec poszli na stadion do Quiditha
Co to za Quidith i skąd ma własny stadion?

Już w marcu miały odbyć się zawody Ravenclaw v Slytherin.
Rozumiem, że założyciele Hogwartu zmartwychwstali. Ale czemu trenują sporty, tego już za cholerę nie zgadnę.

Harry przyglądał się wszystkim uczestnikom na raz jak latali. Nie raz widział jak to ludzie robią a czasami Syriusz lub jego pierwszy tata ale mówiono mu że jest za mały.
Widział, jak ludzie CO robią...? Dobra, już nie mam skojarzeń.

Spacer skończył się koło siedemnastej kiedy Harry zaczął wchodzić do jeziora przez to iż nie miał opieki. Snape jednak szybko zdał sobie sprawę iż jego dziecko ‘przepadło’ i gdy chłopiec dotykał rączką wody zabrał go, jednak ten i tak miał mokre spodenki.
Jak wszyscy pamiętamy, w hogwardzkim jeziorze żyje bliski krewny Cthulhu. Snape nie próżnuje. ^^Snape, ja rozumiem, że chciałbyś się pozbyć bachora, ale śmierć przez utopienie to doprawdy nadmiar okrucieństwa!

Kolacje zjedli w kwaterach co dobrze się składało ponieważ Harry był strasznie marudny i płaczliwy. (...) Snape myślał że oszaleje ponieważ był i tak zmęczony a chłopcowi nie wystarczyło kołysanie. Trzeba było także do niego mówić a na koniec zabrać ze sobą do łóżka gdzie także najpierw marudził
Hm... może dlatego, że wciąż nikt nie zmienił mu pieluchy? Mam wrażenie, że tam już się mogła obca cywilizacja zalęgnąć. :P

Dumbledore także wręcz wmawiał Snapeowi aby wziął jeszcze tydzień wolnego ale młodszy nauczyciel odmawiał.
Bał się, że Dumbel chce go wywalić z posady starym jak świat manewrem „na urlop macierzyński”.Kalevatar, ja wiem, że Snape nosi coś w rodzaju sukienki, ale ojcowie zazwyczaj idą na urlop tacierzyński, jeśli już. ;)
Urlop ojcowski, co najwyżej. Wydumanym neologizmom mówimy stanowcze NIE.

W pewnym sensie to robił to z grzeczności ponieważ ani trochę nie chciało mu się znowu wracać do pracy a na dodatek nie wiedział jak sobie poradzi z pracą i dzieckiem na raz.
Cóż, jak na istotę o poziomie umysłowym ogra przystało - „oba naraz nie potrafić”.Bał się, że Harry’ego ugotuje w kociołku, czy co? :D
[„Panie Potter! Co się stanie, jeśli dodam głowę niemowlaka do nalewki z piołunu?!”]

Gdy mieli teorię w klasie to oczywiście mógł tam siedzieć i się bawić
No to już wiem, czemu lekcje ze Snape'm były tak nielubiane – to musiało być bardzo krępujące, patrzeć jak wykładowca siedzi na podłodze i układa domek z klocków. >.<

jednak podczas praktyk lepiej aby nie było go w klasie ( wybuchy, odór eliksirów itp.).
Biedny Severuś, to oczywiste, że boi się rzeczy które robią wielkie bum. Jeszcze się zmoczy w spodenki...
Poniedziałek musiał jednak nastać i mimo wszystko Severus wstał pocichł w łóżka
Severusie, W TYM WIEKU?! Jak ci nie wstyd!

Jednak szybko zapomniał o zabawie kiedy tata pozwolił mu wybrać sobie ubranie. Oczywiście chodziło o to iż Snape pokazywał dla dziecka ubranka a tamten je sam nakładał na siebie lub próbował na tatę co mu nie wychodziło.
Co jest godne odnotowania, gdyż zazwyczaj dorośli mieszczą się w dziecięce ubrania bez problemu.Hm, przepraszam, w jakim wieku jest obecnie to dziecko, że już się samo ubiera? Mówiłam, że to jakiś półwampirzy pomiot rodem z sagi Zmierzchu! :P

Dopiero po ósmej zakończyli rewię mody
W sensie, że po pokojach Snape’a paradowały modelki ubrane w śpioszki, śliniaczki, dziecięce koszulki itp.?

po czym poszli na śniadanie do wielkiej Sali. Najczęściej chodzili tylko w obiady ale teraz Severus postanowił zabierać Harryego na wszystkie posiłki aby chłopiec się przyzwyczaił się do ludzi a najbardziej do dzieci.
Aaa, czyli dzieci to jakiś podgatunek? Czyżbym dostrzegała pozostałości po kanonicznym Severusie? *.*Severus ostatnio czytywał Nowy Testament, gdzie wyraźnie stoi: „„Jedzących zaś było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie wliczając w to kobiet i dzieci.”

Dziewczyny patrzyły na niego i piszczały z zachwytu a chłopcy uspakajali ‘baby’ przed ‘rzuceniem się na małe dziecko’ co oczywiście groziło śmiercią.
Skąd w ogóle ten seksistowski dogmat, że każda dziewczyna piszczy na widok dowolnego dzieciaka w zasięgu wzroku? Ja nie piszczę i sobie wypraszam. Foch.
Myślę, że stereotyp ten może się brać częściowo stąd.
Harryego się nie bali ale jego ojca, tak. Był to najbardziej wymagający i denerwujący nauczyciel w Hogwarcie ale teraz przy dziecku mogli zauważyć że ma coś takiego jak serce.
Zabierał je ze sobą w foliowej torebce.A może po prostu przemienił się w Snape’a Miłosiernego?
Na śniadaniu Harry zachowywał się naprawdę grzecznie. Zjadł wszystko co tata mu nałożył na talerz i dostał własne krzesło przy stole nauczycielskim.
Też do zjedzenia?

Większość uczniów zaczęła się na chłopca patrzeć a w tym samym czasie McGonagall zakrywała dłonią usta aby ukryć uśmiech. Zauważyła chłopca raczkującego w stronę dzieci i nie mogła się powstrzymać i zachichotała.
Chichocząca Minerva. Ależ oczywiście...

Severus szybko spojrzał na krzesło na którym powinien siedzieć Harry jednak tego tam nie było. Upewnił się jeszcze raz a jego syn nadal siedział na środku wielkiej Sali i przyglądał się wszystkim.
Snape wyznaje zasadę „Jeżeli coś jest nie tak, jak powinno, wyjdź i wejdź jeszcze raz”. XD Może jest zakamuflowanym informatykiem?

Gdy uczniowie zauważyli że ich nauczyciel nie idzie po dziecko powoli podchodzili do chłopca.
Chcieli szturchnąć kijem i zobaczyć, czy ten nowy homunkulus Snape'a nie zmieni się w coś paskudnego. ^^

Ten przyglądał się jak tamci się skradającą i nie podobało mu się to. W końcu gdy jakaś wysoka czarnowłosa dziewczyna chciała go wziąć na ręce rozpłakał się.
Nie dziwię się. Też bym się rozpłakała, jakby w moją stronę skradały się jakieś ubrane na czarno postacie.

Severus jednak nie ruszył się aby pójść i uspokoić syna. Jadł jak gdyby nigdy nie się nie stało lub jak gdyby nic się nie działo.
A także jak gdyby nic nie zaszło, a nawet – wyobraźcie sobie! - jak gdyby nic się nie wydarzyło!
A nie prościej napisać, że pożerał swoje śniadanie bez względu na okoliczności?
Nauczyciel znowu zabrał chłopca do stołu kadry pedagogicznej ale ten kolejny raz zszedł z krzesła i szybko pod stołem poszedł na środek wielkiej Sali aby tam się rozpłakać.
Eee... Wybaczcie mi brak obycia w tej kwestii, ale czy wszystkie dzieci są takie, czy może Severusowi dostał się jakiś upośledzony egzemplarz?
*wyobraża sobie, że kopie dzieciaka, a on leeci i leeci...*

- Ja mam dość- mrukną Severus a Albus widział że mężczyzna traci cierpliwość. Wystarczyło jedno spojrzenie na McGonagall a ta wiedziała co ma robić.
Pewnie, dobrze wytresowanej służącej wystarczy wymowne spojrzenie. Albus wszak szanownego dupska nie ruszy. =.=

Severus przeniósł parę zabawek do klasy od eliksirów po czym usadził koło nich zaciekawionego nowym miejscem chłopca. Pięć minut później do klasy ‘wsypał’ się pierwszy rocznik Slytherinu i Gryffindoru. Zaskoczeniem dla nich było iż nie ma dyrektora za to siedzi tam ich profesor
No rzeczywiście, obecność Snape'a w sali do eliksirów to nie lada zaskoczenie.

a w kącie koło jego biurka jest mnóstwo zabawek i bawi się tam Snape synek.
Hmm... Czyli gdy Snape ma ochotę się uzewnętrznić ze swą miłością do klocków, podaje się za „Snape synka”? Coś jak Batman, tak?I shall call you „Mini Me”!

Chłopiec zwrócił uwagę na inne dzieci dopiero kiedy tata zaczął mówić do nich ‘zakazy’.
Różnie już moi nauczyciele mówili do uczniów: „miśki”, „kotki”, „pędzelki” – ale „zakazy”? O.oWyobrażasz sobie Snape’a mówiącego do uczniów: „Pędzelki wy moje”? T.T

- Nikt nie ma prawa nawet dotknąć się do mojego syna a jeżeli zacznie przez was płakać nie ważne kto go zaczepił ale dostanie szlaban minimum tygodniowy cała klasa. Będzie więcej teorii niż praktyki a to za sprawą iż Harry jest razem ze mną na lekcjach więc lepiej aby nie przebywał w pomieszczeniach w których są rzeczy ‘wybuchowe’
Nowe motto edukacji w Hogwarcie: „Ludzie, nie róbta nic, bo mu jeszcze co zrobita!”

- tutaj spojrzał na Nymphadorę Tonka która mimo iż była Metarmorfogiem to o wszystko się zaczepiała
Może trzeba jej było zasugerować, by nie przeistaczała się w rzepa...

- Na dodatek będzie surowiej oceniani ponieważ ostatni tydzień musiał być dla was za dobry. Nie więżę że czegokolwiek się nauczyliście ale szybko to nadrobicie.
Taa, nie ma to jak podważanie kompetencji dyrektora przed pierwszorocznymi uczniami. Długiej kariery ci nie wróżę, człowieku...Ale przynajmniej obiecał im, że nie będzie ich więżić. Cokolwiek to znaczy.

Po pierwszej z dwóch lekcji pierwszego rocznika Harry dał poznać po sobie iż też jest w klasie i zaczął raczkować pod ławkami uczniów jednak wszyscy pamiętali o ostrzeżeniu od nauczyciela. Po przerwie było jeszcze gorzej ponieważ chłopiec całkowicie przeszkadzał dla wszystkich w pisaniu notatek.
Ja wiem! To nie był Harry! To był specjalnie stworzony cyborg, który miał za zadanie jeszcze bardziej uprzykrzyć uczniom lekcje eliksirów!

Snape jednak starał się nie zauważać chłopca a gdy ten to zauważył usiadł wśród zabawek i z nachmurzoną miną próbował najgłośniej jak się dało hałasować co w końcu przyniosło efekt ponieważ Severus spojrzał na niego z nad pracy jakiejś Ślizgonki i zauważył że chłopiec specjalnie hałasuje aby dać o sobie znać.
Pytanie: jak tworzyć długie, rozbudowane zdania?
Odpowiedź: oczywiście przepisać dwa razy to samo!

Po jednym spojrzeniu od Mistrza Eliksirów uczniowie wiedzieli aby nie przejmować się hałasem.
Snape wręczył każdemu uczniowi po spojrzeniu. W eleganckiej paczuszce.*Wyobraża sobie naukę skomplikowanych przepisów, kiedy w tle ryczy jakiś bachor*
Nie, to MUSIAŁA być jakaś próba. Nie wierzę, że oni tak na serio.

Na obiad poszli ale Harry nie chciał jeść i w ogóle nie zwracał uwagi na ojca który w pewnym sensie czuł się winny.
Tego, że jest żenująco beznadziejnym pedagogiem, nie ma jaj i nie potrafi zapanować nad własnym dzieckiem? Słusznie, powinien być.

Jak zwykle szlaban u Snape to było to samo co powiedzieć ‘sprzątanie’.
Aha. No to mówię: „sprzątanie”. Czyli właśnie odbyłam szlaban u Snape'a, tak? Fajnie!

Mieli w ósemkę wyczyścić wszystkie korytarze w lochach a następnie dwie klasy od eliksirów na co zeszło im prawie trzy godziny.
A zwykła gospodyni domowa robi to jednym zaklęciem... Upada poziom w Hogwarcie., W klasach od eliksirów mieli zapewne do sprzątania głównie misie, które trzeba było posegregować i gryzaki, które walały się pod ławkami.

Skończyli dopiero kiedy zaczynała się kolacja
Czyli posiłki w szkole są co trzy godziny? Albus inwestuje w tuczniki? ^^Albus tnie koszty. W tym roku postanowił oddawać co słabszych uczniów na pokarm dla testrali.

W lochach było przerażająco zimno dlatego niektórzy dziwili się iż mały Harry mieszka właśnie tam a nie na piętrze gdzie zawsze było gorąco.
Niskie temperatury mają podobno dobry wpływ na cerę. :P
Kolacja także minęła dość szybko a mały Snape buntował się przy jedzeniu ale i tak został obficie nakarmiony.
Kaftan bezpieczeństwa, klamry, haki i rękaw cukierniczy potrafią zdziałać cuda.A później poszedł na foie gras. ^^

Severus nie był zbytnio zachwycony ponieważ wiedział iż teraz Harry będzie odgrywał się w nocy.
Miał rację.
Powiało grozą.

Gdy poszedł spać po jedenastej tak samo jak Snape Senior to budził się o pierwszej, trzeciej, piątej i szóstej mimo iż już po pierwszej pobudce mistrz eliksirów zabrał go do swojego łóżka.
Może dzieciak zeżarł zegarek z kukułką?Nie zdziwiłabym się. Kto wie, czym go nakarmili w tym szale tucznym.

Zjadł szybko w kwaterach i skrzaty przygotowały także śniadanie dla małego chłopca który obudził się o ósmej płaczem ale nadal był obrażony za tatę chociaż sam nie wiedział za co.
No jak to za co? Za tatę przecież!

Harry także się bardzo starał ale przeszkadzać ojcu który był coraz wścieklejszy jednak panował nad swoimi uczuciami.
Tłumił powarkiwanie i dyskretnie ocierał pianę z ust.Był oazą spokoju... Pierdolonym kurwa, zajebiście wyluzowanym kwiatem na tafli jeziora.

Dzisiaj rano dopiero Dumbledore powiedział mu dlaczego chłopiec to robi.
- On uważa że ty bardziej zajmujesz się innymi niż nim. Postaraj aż za bardzo się zajmować nim a może wtedy będzie spokojniejszy- powiedział Albus
Dumbledore w tradycyjnej roli Wujka Dobra Rada. -.-'' A skąd on to niby wie?
A edukację, jak widać, wszyscy mają w poważaniu. Nie łatwiej byłoby zatrudnić nianię?
No tak, bo dla nauczyciela nauczanie uczniów to przecież sprawa drugorzędna.

[Harry] nadal pamiętał jakiegoś pana w okularach który codziennie z nim się bawił i mamę która chodziła z nim na spacery oraz bawiła się gdy tamten mężczyzna wychodził zapewne do pracy.
No tak – mama i „jakiś pan w okularach”. I gdzie tu równouprawnienie? ;_;

Posmutniał mocniej a jego oczka zalały się łzami jednak nadal był cicho. Gdzie są teraz Ci ludzie? Gdzie są jego wszyscy wujkowie i ciocie których miał dotychczas? Gdzie jest jego mama? Łezki płynęły mu z oczu ale nawet nie szlochał.
Oj, bo się wzruszę.


I tym mało optymistycznym akcentem kończymy użeranie się z rodzicielskimi niedolami Severusa Snape'a.
Nigdy więcej blogasków o małych dzieciach. NIGDY.

9 komentarzy:

Cukierkowy Pirat Harlock pisze...

Nigdy więcej blogasków o małych dzieciach. NIGDY.

I słusznie. Po takiej lekturce dostałam alergię na niemowlaki i zostałam utwierdzona w przekonaniu, że dzieci to zakała świata. xD
Oh meine goth, aŁtorka niemal perfekcyjnie oddała horrendum posiadania małego dziecka. Od realizmu opisów dostałam drgawek, a od Waszych (jak zwykle bardzo trafnych) komentarzy o mało nie odgryzłam sobie języka podczas marnej próby stłumienia śmiechu, żeby nie obudzić domowników.
W każdym bądź razie standartowo życzę chęci i cierpliwości do pisania kolejnych analiz.

a. pisze...

popieram. nigdy więcej.

Sineira pisze...

Jako "posiadaczka" dziecięcia twierdzę z całą stanowczością, że aŁtorka wcale nie oddała horrendum posiadania czegokolwiek. Oddała za to wybornie horrendum rodzicielskiej głupoty, a cały blogasek cuchnie tzw. pieluszkowym zapaleniem mózgu. Źle wróżę tej dziewczynie na przyszłość - skoro wpada w takie ocipienie jedynie wyobrażając sobie dzieciaka, to jej własna progenitura wlezie jej na łeb i zeżre żywcem.
A poza tym ten tFór był wyrzygliwie słodki. Błeeee!

kura z biura pisze...

Ach, więc nie będzie Lucjusza namawiającego Sevcia na odwyk? szkoda :)

Deszczowyjka pisze...

Gdy poszedł spać po jedenastej tak samo jak Snape Senior to budził się o pierwszej, trzeciej, piątej i szóstej mimo iż już po pierwszej pobudce mistrz eliksirów zabrał go do swojego łóżka.

Może dzieciak zeżarł zegarek z kukułką?

Bezcenne :D
Wydawało mi się, że ten blogasek to powstał na zlecenie "Mamo, to ja!". Cudny koszmarek, dawno się tak nie uśmiałam.

Anonimowy pisze...

No nie, tak się nie robi!
Ja tu pracuję, ja nie mogę na głos wyć ze śmiechu...

> Albus tnie koszty. W tym roku postanowił oddawać co słabszych uczniów na pokarm dla testrali.

Borskie!

jasza

Aelfarran pisze...

Poczytywałam analizę podczas informatyki. Umarłam na zakwik, szczególnie przy pierwszej części. Dzieci i Harry Potter to zUo!

Anonimowy pisze...

Urlop macierzyński, nie "matczyny", więc jest też tacierzyński, nie ojcowski. Proste? Proste. Wiem, że po latach, ale wyjątkowo mnie denerwuje to, jak te kobiety piszą takie rzeczy. To, że ktoś sądzi inaczej, nie znaczy zaraz, że robi źle, bo Kalevatar tak mówi i koniec. Śmiechu warte to wasze wymądrzanie się. Może pora dorosnąć, jak kiedyś te dziewczynki, których najczęściej opowiadania komentujecie.

Anonimowy pisze...

Nie ma czegoś takiego jak "tacierz".