czwartek, 21 stycznia 2010

Sesyja :(

Witajcie!
Zawisło nad nami widmo sesji, zatem ani czas ani dobry nastrój zbytnio nam nie dopisują. W tym ani w przyszłym tygodniu analizy nie będzie. Za to obiecujemy, że gdy minie ten przerażający czas, powrócimy do dzieła ze zdwojoną energią. Do miłego zobaczenia! :*

czwartek, 14 stycznia 2010

Allianz-Ego, czyli wewnętrzne „fuj”

--> -->
Witajcie Drodzy Czytelnicy!
Tym razem nie czekają Was przygody ani Córek Voldemorta, ani żadnych półwampirzych pomiotów. W zasadzie, to same nie wiemy, czym właściwie jest bohater tego opowiadania i wątpimy, aby nawet sama jego autorka to wiedziała. W każdym razie czeka Was dużo odniesień do Freuda, będzie szalejące libido, ałtorkowa łacina, potworne Piaskowe Ludki i Krwiożercze Smerfy a także zUy mag Bogumił straszący w wiosce Głuchołazy. Poznamy też zaklęcie przyzywające dziekanów.

-->Blogasek: http://wewnetrzny-potwor.blog4u.pl/

Zanalizowały:
Pigmejka i Kalevatar. Ponadto przez tajniki wyższej łaciny pomagała przedzierać się Finka. Dziękujemy!
Prolog

Pamiętam jak byłem małym chłopcem. Zawsze uśmiechnięty, oczy- piwne, pełne optymizmu. Pełen energii. (…)
Aż do tego feralnego dnia…
(…) Bawiliśmy się na naszym wzgórzu- Wzgórzu Serc.
Złamanych serc, jak mniemam. Sąsiednie Wzgórze Troskliwych Misiów było za mało romantyczne.Po Wzgórzu serc biegały kucyponki, w różanych krzewach miały swoje siedziby nimfy jolorutowiczanki, nad głowami których latały motylki. Czasem też bieżyły przed nimi baranki.

Był tu jedno nasze ulubione drzewo. Weszliśmy na nie i jak zawsze bawiliśmy się w piratów.Drzewnych. Kradli jabłka, żołędzie i takie tam.
I wtedy wspinał się na drzewo Joe. W kieszeniach miał mnóstwo żołędzi. Rzucał w każdego z nas. I niestety mnie trafił w otwarte oko. Zabolało. Bardzo bolało. Myślałem, że nie wytrzymam tego bólu. Spadłem z drzewa.
Masz ci los, ulęgałka.
-Jamie. Żyjesz? Wracajmy do domu.- powiedziała Liza. Próbowali mnie podnieść ale im się nie udawało. Bo jak tylko mnie unosili nad ziemią to wyślizgiwałem im się z rąk i padałem na ziemie, co sprawiało, że mnie bolało jeszcze bardziej. I to mnie pobudziło.
Taaa, poczuł słynne „dziwne ciepło”. Dojrzewamy, dojrzewamy...

A raczej nie mnie, a mojego „potwora”.
No właśnie, tak jak mówiłam.
[Przecież nie od dzisiaj wiadomo, że dojrzewanie i wszystko, co się z tym wiąże, to zło i spisek szatana.]
Mmmm, potwora? W tym wieku to chyba raczej potworka. ;D

Poczułem pieczenie wewnątrz. Od palców aż po czubek głowy czułam przechodzące dreszcze. Najpierw było to wszystko delikatne, ale potem bolało jak diabli. Poczułem jak coś rozrywa mnie od środka… i wtedy to się stało. Moje ciało zostało rozerwane. Z wnętrza zaczął wychodzić potwór.
Znowu Alien? To chyba druga po Mary Sue postać najczęściej występująca w blogaskach.Może po prostu mamy tu do czynienia z pierwszym przypadkiem porodu u mężczyzny? Ale w końcu to dopiero dziecko, więc chyba jednak nie. Hm, to ja już nie wiem.

I to prawdziwy… Spojrzałem na swoje ciało, ręce były pokryte ciemnymi plamami, nogi były stanowczo za długie jak na człowieka. Moja klatka piersiowa była pokryta kolcami. Dotknęłam jednego z nich- z palca zaczęła mi lecieć niebieska krew.
Co się ze mną dzieje?
Zmieniłeś się w smerfa, złotko. A sądząc po formie gramatycznej – nawet w smerfetkę.Sprawdź jeszcze, czy nie masz ogona i prążków. Jeśli masz, radzę ci porozmawiać z Jamesem Cameronem.
Dalej nic już nie pamiętam. Jak się wtedy obudziłem byłem przerażony, ale nic nie pamiętałem. Dopiero potem uświadomił mi mój mistrz, który już odszedł…Eee… Najpierw go uświadomił, a potem odszedł – czy może na odwrót? A tak w ogóle to co ma „uświadamianie” do metamorfozy w smerfa? Może fantazje o zmienianiu się w małego niebieskiego ludzika są metaforą rozbudzającego się libido?Ja przecież od początku mówię, że to tylko taka metafora, o której dr Freud i Jung by mieli wiele do powiedzenia! Ale jak zwykle nikt mnie nie słucha... Idę się pociąć długopisem! T.T

Obecnie mam dwadzieścia trzy lata. I będę opisywać przeszłość i teraźniejszość. Zacznę od tego pierwszego…
Dzięki za wzmiankę. Bez tego z pewnością pogubiłabym się w toku narracji. >.<
A ja mam dziwne wrażenie, że nawet mimo tej wzmianki się pogubię przy pierwszym akapicie.

1
Pamiętam moje rozczarowanie, gdy zobaczyłem wszystko zniszczone. Moje ciało było dziwnie rozciągnięte, w dodatku strasznie piekło.
Zakwasy masz. Wiadomo po czym. ;>

Chodziłem obłąkany po ruinach wioski. Dookoła leżały ciała pokryte krwią. (…) Jak zobaczyłem matkę ogarnęła mnie ogromna rozpacz. Oczy miała otwarte. Padłem przed nią na kolana.
-Matko odezwij się! Matko!- waliłem ją w pierś, próbując ją obudzić.
Mhm. Połamanie żeber zwykle przyśpiesza proces przebudzenia.

- Mamo obudź się. Co tu się stało??- dalej siedziała cicho.Pewnie miała nadzieję, że jak jeszcze trochę wytrzyma to boksowanie po cyckach, to bachor sobie wreszcie pójdzie. Wredna zołza.

Przytuliłem się do niej mocno. Czułem zimno ciała matki. Nigdy taka nie była.
No tak, śmierć zazwyczaj sprawia, że stajemy się nieco oziębli w kontaktach.

-Pomocy!- krzyknąłem rozglądając się dookoła. Nikogo nie było oprócz trupów.- Ratunku!!!!- cisza…żadnej żywej duszy w wiosce.
I tak powinieneś się cieszyć, że na przykład z mgły nie wyszedł zazdrosny stryj z blizną na oku.

Dlaczego moi kochani przyjaciele nie żyli?? Dlaczego tylko ja przeżyłem.?? Łzy cisnęły mi się do oczu… Położyłem się obok mojej kochanej matki. Nie wiem ile czasu tak leżałem. Godzinę? Dwie? Dzień? Dwa dni? Nie miałem pojęcia.
Byłem bardzo głodny, nigdzie nie było jedzenia. Musiałem coś z sobą zrobić. Nie mogłem wiecznie leżeć koło tych ruin. Musiałem wybudować sobie jakiś domek, albo coś w tym stylu.
Poproś Robinsona Cruzoe o konsultacje.
Pochowałem wszystkich ludzi z wioski, na wzgórzu, które również było zniszczone. Jak skończyłem wystawały z ziemi krzyże, zrobione z tego co się nadawało: z desek, z ram od okien, z wszystkich rzeczy, które można było wykorzystać.
To zabawne, jak wszyscy z góry biorą za pewnik, że ludzkie groby oznacza się krzyżem. To jakaś akcja „Chrześcijaństwo w każdym uniwersum” czy jak?Mnie bardziej interesuje, jak on tych wszystkich ludzi pochował. Hmm. Dużą łopatę musiał mieć.
Zasnąłem w lasku, koło rzeki. Wtedy tam był mój dom. Mieszkałem pod szałasem,
A w szałasie nie byłoby wygodniej? ^^

żywiłem się upolowaną zwierzyną, owocami.
No i dlaczego każdy zapluty wieśniak zawsze okazuje się supermyśliwym, trafiającym z procy muchę z odległości pięciu kilometrów? =.=”
A tak w ogóle to czy jego Pan pozwolił mu polować w swoich lasach, hę?

Aż pewnego nie zobaczyłem człowieka nad rzeką.
Nie wiedziałem co mam zrobić- podejść do niego przyjaźnie, a może zaatakować? Przyglądałem mu się długo, a on oglądał mój dom. Był to starszy mężczyzna, miał podarte ubrania. Pewnie był wędrowcem.
Cóż, ja długowłosych mężczyzn w podartych ubraniach zazwyczaj biorę za żuli, ale jak Ałtorka uważa…Wiesz, żul nie spełnia norm blogaskowych. Skoro bohater jest zazwyczaj półelfo-ćwierćwamipremi-i w jednej ósmej Mrocznym Demonem Rozwolnienia, to jak jego towarzysz może być zwykłym żulem?
Włosy- długie, z brązowych zaczynały się robić siwe. Pamiętam jak mnie zdziwiło gdy zobaczyłem jego uśmiech, jak zobaczył mój koc.
Uśmiech tego faceta zobaczył koc chłopca. Rzeczywiście, można się zdziwić.

Wyniósł go z szałasu, i zaczął się nim otaczać.
Co za rozbestwiony uśmiech! Czyli że facet okręcił sobie gębę tym kocem, tak?Kocem jak kocem, ja odnoszę wrażenie, że gościu (bądź jego uśmiech) owinął się szałasem. O.O
Tańczył, podśpiewywał.
Może to jest Żul z Cheshire? O.oAlbo może wyznawca Kriszny?
Względnie zwykły wariat.
Chciałem podejść bliżej niezauważony, ale się nie udało- gałąź pękła mi pod stopą.
Ano właśnie. Ciekawe, jak on na tę zwierzynę polował. Strzelał z armaty?Zwierzyna pewnie padała trupem na sam jego widok. Umierała ze śmiechu.

Raptownie staruszek odwrócił się w moją stronę. Wystraszyłem się. Chciałem uciekać, ale usłyszałem jego ciche, płynne prośby:
-Proszę, nie bój się. Nic ci nie zrobię.
-Dopiero co uciekłem z aresztu domowego w Szwajcarii. Na imię mi Roman.
(Komentarz sponsorowany przez akcję „R. Polański w każdej analizie”)
Zbliżał się w moją stronę, chciałem się cofnąć, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa.
-No dalej. Pokarz się mały.
-Żałuj za grzechy, młodzieńcze, i zbiczuj się, a żywo!Nowa akcja wędrownych pedofili pt.: „Pokarz małego! Ćwicz sado-maso piętnaście minut dziennie, codziennie!”
-Jak masz na imię?- zaczął mi się przyglądać.
-Jamie.- powiedziałem cicho. I podszedłem do rzeki.
-Jamie.- powtórzył, ni to z uwielbieniem, ni to z czcią.
Fajnie. A teraz proszę mi wyjaśnić różnicę między jednym a drugim.
*nuci *Jamie, mam na imię Jamie
Może to cos zmieni
Gdy juz wiesz
Dziwnie rozpalony Jamie...
*kaszl kaszl* Ekhmm... przepraszam, zamyśliłam się. ^^


- Miło mi cię poznać. Nazywam się George.*facepalm* Da się wymyślić mniej klimatyczne imię, Drodzy Czytelnicy?Daj spokój, to miła odmiana po tych wszystkich tworach typu: „Avada Ravena Atrita Meropa Kristal Gwyneth” itp. :P
2
Chciał żebym poprowadził go po wiosce.
Poprowadził? Jak samochód?Prowadził ślepy pijanego...
Gdy zobaczył wzgórze pełne krzyży spytał się mnie:
-Sam to zrobiłeś?
Skinąłem tylko głową, jako znak przytaknięcia.
Bo kiedy kiwam głową jako znak zaprzeczenia, jednocześnie trzymam lewą dłonią za prawe ucho. To silniejsze ode mnie.
To wzgórze pełne krzyży skojarzyło mi się z: klik.

-No, no. Jestem pod wrażeniem. I tu są wszyscy mieszkańcy wioski??
Ten sam gest.
-Czy możesz wreszcie odzywać się normalnie, a nie samymi mimikami?
No co, nie każdy potrafi odzywać się mimikami – czymkolwiek są. Nic dziwnego, że chłopak się chwali.

-Po co mam mówić, skoro mnie rozumiesz i sam znasz odpowiedź na te pytania? –zapytałem się sceptycznie.
Gollum jakoś nie miał problemu z pytaniem samego siebie, choć też z góry znal odpowiedź.

– Ciesz się, że w ogóle z Tobą chodzę i pragnę Cię poznać. Niewdzięczniku.!
Spojrzałem na niego zszokowany.
-A niby kim Ty jesteś?? Za kogo ty się uważasz? Że jesteś magiem?? Że potrafisz mnie czegoś nauczyć?
- Jak śmiesz, chłystku! – Starzec zapowietrzył się lekko. - Jam jest przepotężny Żul z Cheshire! Jestem operatorem puszek z karmą samego Kota z Cheshire! Milcz, gdy do mnie mówisz!Demoniszcze! Tysiącletnia wskazówka i krewetki!

Znowu zaczęło to się dziać. Moim ciałem wstrząsnęły mocne dreszcze. Jeden po drugim. Coraz to silniejszy. Poczułem jak porusza się coś w moim środku.
Alien? Tasiemiec? Obiad?

Staruszek szedł przed siebie, nie zwracając na mnie uwagi. Dopiero gdy poczułem rozerwanie swojej skóry, odwrócił się i zaczął coś majaczyć pod nosem. (…) miałem ogromną chęć go zabić. (…) Całkowicie spadła ze mnie moja skóra, nie miałem władzy nad swoim ciałem…... bo okazało się, że pod skórą była tylko galaretka, która rozbryznęła się na ziemi, kiedy ta skóra spadła.

I wtedy znowu pojawiła się ciemność…
Leżałem koło jeziora. (…)
Co się w ogóle stało?
-Zmieniłeś się, już drugi raz. Nie wiem czy wcześniej Ci się to zdarzało.
Hmm... Żul z Alzheimerem w ostatnim stadium?

Ale teraz nie byłeś całe szczęści w pełni przemieniony. Inaczej musiał bym Cię zabić. Przepraszam za tą ranę.
Tę.
-O co ci chodzi?? Nic nie pamiętam. O jakiej zmianie mówisz?? Mów jaśniej. Jedyne co pamiętam to, że się nieźle na Ciebie wkurzyłem i moim ciałem wstrząsnęły mocne dreszcze. Potem- pusto.
-To się nazywa Alius-Ego.
Ekhm… Chyba Alter Ego. =.=”
Gramatycznie w porządku, tylko po co ten myślnik? Alter-Ego też wygląda kretyńsko.

Inny Ja po naszemu.
Chłopak odnalazł swojego wewnętrznego smerfa? XD

W tym jest głęboka tajemnica.
Rzeczywiście – ktoś najwyraźniej nie umie pisać po łacinie, ale próbuje nią szpanować. Dlaczego? To jest tajemnica.

Powiem ci. Ale wiedz, że to może być dla Ciebie niezły szok. Świat nie jest pełny tylko ludzi i Magów. Są jeszcze oni…Żydzi?! XDMasoni? Cykliści? Wyznawcy Budyniu Ananasowego?

3
Pamiętam jak niecierpliwie czekałem na to, jak powie mi wreszcie coś więcej o Alius-Ego.
Ja też czekam z niecierpliwością, aż Ałtorka wyjaśni, dlaczego „alius” a nie „alter”.
Może Ałtorce chodziło o „alias”? Tak czy siak, fail. :P

Któregoś razu poszliśmy zapolować. Zachowywał się dość dziwnie. Ja ze swoim prowizorycznym nożem, czyhałem na jakąś sarnę.
Żeby ją zadźgać nożem, taa… Czemu nie zagryźć?Z nożem, i to jeszcze prowizorycznym, na sarnę? Mówiłam, że te zwierzęta umierały ze śmiechu.
Georg, wspiął się na drzewo i zaczął coś szeptać pod nosem. Nie rozumiałem tego co mówi. Brzmiało to tak:
-Gaudeamus igitur, iuvenes dum sumus.
To mogłoby zwabić co najwyżej dziekanów na inaugurację roku akademickiego… ==___==”

Grandis abit flatus modica pluvia superatus. Relata refero. Enim Alius-Ego est non ama et pro-sum ad fugo.
Tłumaczenie: Z dużej chmury mały deszcz. Powtarzam to, co mi powiedziano. Albowiem Inny Ja nie jest kochaj! i po-magam w ucieczka. :)
Pędzą konie po betonie, co ma wisieć, nie utonie.A wróbel dlatego, bo ma jedną nóżkę bardziej.

W kółko powtarzał to samo.
-Gaudeamus igitur, iuvenes dum sumus. Grandis abit flatus modica pluvia superatus. Relata refero. Enim Alius-Ego est non ama et pro-sum ad fugo.
A dziekanów jak nie było, tak nie ma. Może nieodpowiednią intonacją przesłał im wiadomość o ustanowieniu dzisiejszego dnia Dniem Rektorskim?

W końcu się go zapytałem po co on to wszystko robi, on tylko rzucił we mnie gałęzią, na znak żebym się uciszył.
No tak, a rzucanie gałęzią jest bardzo ciche. T.T

Udałem się w stronę naszego pseudo domu. (…) Odwróciłem się w drugą stronę a przede mną stałą ogromna bestia. A dokładnie było to wilczysko z otworzoną paszczą. Warczała na mnie.
W sensie, ta otworzona paszcza warczała?

Nie wiedziałem co mam zrobić. Chciałem się powoli wycofać ale z tyłu pojawił się kolejny wilk. Przybliżyłem się do drzewa. Nie miałem pojęcia jak powinienem się zachować. Spojrzałem w oczy jednej bestii,
I to był mój błąd. Chwilę później ów wilk, będący tragicznym zbiegiem okoliczności alfą, wypruł mi flaki i zawlókł w chaszcze celem spożycia.

Zaczęły przybywać nowe wilki. Było ich razem około sześciu. Przeszedł mnie jeden dreszcz. Należał on do takich, po których nic nie pamiętam.
Delirium? ^^
To by wiele wyjaśniało. ;)

W moją stronę skoczył jeden z basiorów. Machinalnie chciałem się zasłonić, ale jakaś nad siła poprowadziła ją w stronę zwierzęcia i uderzyła go w pysk.
„Ją” – czyli co? O.o Niezwykłą głupotę bohatera?Może tą Alter Egę Śmerfetkę?
Ręka mnie zabolała, nie wiedziałem jakim cudem zdołałem się obronić. Gdy chciałem się obronić ręka wychodziła przeciwko wilkom.
Cóż, jego ręka najwyraźniej stała się zła. Będzie trzeba ją obciąć…Chyba już sama odpadła, skoro „wychodzi przeciwko wilkom”.
Gdy chciałem uciekać- nogi prowadziły mnie do walki… byłem zszokowany. Coś mi się musiało poprzestawiać w mózgu- to była pierwsza myśl. Ale potem… Z moich ust padły dziwne słowa:
-Ego exsisto Alius-Ego. Habeo ama pareo.
Czyli po naszemu [czyżby?]: Ja istnieję Inny Ja [bo zwykłe „ego sum” jest nieadekwatne do opisania statusu ontologicznego jego i jego ego]. Mam kochaj! jestem posłuszny.Czyli że posłusznie oddaje się miłości wywołanej przez swoje alter ego? Taki Mr Hyde – erotoman?

Zwierzęta zaczęły się powoli odsuwać,
Nic dziwnego – po takiej łacinie...
4
Ruiny domów jak zostawiłem tak stały. Zdziwiłem się gdy zobaczyłem Georga siedzącego z kartką w ręku…
-Wreszcie jesteś.- Uśmiechnął się do mnie i zrobił mi miejsce żebym usiadł.
-Jak to wreszcie?- spytałem zdziwiony siadając.
-Myślisz kto Cię tu przyprowadził? Ty sam??
Nie, przyprowadził go jego wewnętrzny smerf.Jego wewnętrzny kochający smerf, trzeba dodać.
Jego wewnętrzne „fuj”. ^^

Śmiał się cicho, ale było słychać, że jest to pierwszy prawdziwy śmiech. Wcześniej jedynie był to ironiczny śmiech. Ale te przemyślenia wolałem zostawić dla siebie.
Słusznie, nie ma się czym chwalić.

-Chyba wreszcie jest pora żebyś poznał kim jesteś naprawdę.
- Jamie… - starzec odetchnął świszcząco. – I am your father.

- podał mi zdjęcie, które trzymał. O dziwo byłem na nim ja z moją matką…Doprawdy, bycie na zdjęciu z własną matką to jakieś zboczenie.

Nie mogłem w nocy spać. Śniło mi się jak jakiś potwór zabija ludzi z wioski. Ich starania próbujące go zniszczyć.
Samobieżne starania. Nieźle. Przodująca technika radziecka w każdej wiosce.

Ich krzyk i płacz, starania i klęskę. Wszystko i nic.
Po tym zdaniu staje się jasne, że owym potworem był Kononowicz.Albo ożywiony Oksymoron. W zasadzie, to sam „moron” też wystarczy. :P

Widziałem jak moje życie upada i staje się puste przez ich śmierć.*upada, przytłoczona głębią tego zdania*

Najgorsze w tym wszystkim było to, że to ja byłem potworem, który zniszczył moje dotychczasowe życie. I zmiana. Z potwora stałem się normalnym człowiekiem i położyłem się spać…
(…)
-Teraz już wiesz co się stało z twoją wioską i co może się stać z tobą. Więc mam propozycje. Ja będę twoim mistrzem i powiem wszystko co wiem na nasz temat. A Ty pójdziesz ze mną wszędzie i nie będziesz się obijał w swoim życiu.
Poza tym pierzesz, gotujesz, sprzątasz i prasujesz. I wynosisz śmieci. A ja ci będę mentorzyl.

5.
-Alians-Ego
Skrzyżowanie Towarzystwa Ubezpieczeń z profesorem Freudem? Nieźle. Ciekawe, jakie ma skille.

- zaczął powoli- Do tego należysz.
Aaa… To zmienianie się w smerfa implikuje konieczność zapisania się do Grupy Allianz? A dają chociaż jakieś zniżki?Tia. W zakładach pogrzebowych. Specjalna promocja: w szale zabijesz całą swoją rodzinę? Wszystkie usługi 20 % taniej! Zabiłeś całą wioskę? Świetnie, dodatkowo dostaniesz od nas kupon na znicze!
Mój mistrz- tutaj zrobił dziwny gest rękoma, przypominający błogosławieństwo.
Z innej strony przypominał nieco uniwersalny gest Kozakiewicza, ale to pewnie tylko złudzenie optyczne.Jak znam życie, w tym geście brały udział: zetknięty palec wskazujący i kciuk jednej ręki, oraz palec wskazujący drugiej. ;]
Czułem takie dziwne rwanie w sercu. Nie wiedziałem co to oznaczało.
Stan przedzawałowy.To by było zbyt piękne, nie uważasz?

-Zdarzyło się to dawno temu. Żył chłopiec. Miał on około piętnastu lat. Zły mag- Gottlieb
(Bogumił ^^), zabił jego rodziców. Jedynie on przeżył, nazywał się…
… Daimler. A później wynalazł czterosuwowy silnik jednocylindrowy zasilany benzyną, dasz wiarę?

- zastanawiał się przez chwilę, wyglądało to jakby cofną się w czasie, jego oczy były nieprzejrzyste.
Ekhm… oczy zazwyczaj są nieprzejrzyste i nie ma to nic wspólnego z cofaniem się w czasie.Jakby się cofnął w czasie, to by zniknął, jak sądzę. Ale co ja tam wiem.
– Vargos…tak nazywał się Vargos. Widział całe zdarzenie i chciał się zemścić. Zresztą nie dziwie mu się… a więc gonił on tego maga, aż trafił na górę. Gottlieb nie miał gdzie uciec.
Ucieczka na dół najwyraźniej przekraczała jego możliwości.

Zaczarował przed sobą piasek, Vargos, zaślepiony nienawiścią do maga wbiegł prosto w jego pułapkę. Zrozumiał wtedy, że nie może się ruszyć. Wciągał go zaczarowany piasek.
(…) Alians-Ego. To od Vargosa to pochodzi. (…) Mag pełen ulgi chciał wyjść z tamtego miejsca. I gdy odczarował teren, Gottlieb przeszedł, ale usłyszał dziwny dźwięk. Ten, który wydobywamy podczas przemiany. Odwrócił się i zobaczył przed sobą potwora, takiego jakim Ty jesteś. Z piachu. Mag został zabity… a Vargos ponoć żył jeszcze długo, a niektórzy mówią, że jeszcze do dziś żyje.

Historia ta wywarła na mnie wielkie wrażenie. Jestem z piasku… Ale jestem również potworem, który zabija ludzi.
Nihil novi. Żaden smerf, ani potwór, tylko Piaskowy Ludek po prostu.

6
Po tym jak mi powiedział kim jestem nie rozumiałem tego do końca. Nawet nie potrafiłem zrozumieć niektórych rzeczy. Nawet większości…
…a w zasadzie to nic nie rozumiałem – ale o tym sza.

Georg, nie tylko był moim mistrzem, ale ojcem i przyjacielem zarazem. Zastępował mi każdego kogo mi brakowało.
Matkę, babkę, piekarza, kochankę…

Bez problemów uczył mnie przez sześć lat. I wtedy spotkaliśmy Go- jednego z nienawidzonych przeze mnie ludzi. Dorian, mag jaki jest tylko jeden.Mag®.
Ciekawe, co o tym „jednym jedynym” Dorianie miałby do powiedzenia Oscar Wilde.

I do dzisiejszego dnia próbuje go odnaleźć i zniszczyć. Odebrał mi wszystko co miałem. Dom, mistrza, nadzieję i sens. A zaczęło się od miasta Głuchołazy…
Mhm. Głuchołazy (dawniej Kozia Szyja) - miasto w woj. opolskim, w powiecie nyskim, siedziba gminy miejsko-wiejskiej Głuchołazy. Kod pocztowy 48-340. Mhhrrroczne, nie?
Małe miasteczkom niedaleko mojego rodzinnego.
Czyli akcja tego tfforu dzieje się na Opolszczyźnie. A tubylec ma na imię Jamie. Absurdalnie proste, nie?

Na wzgórzu, koło kościoła stoi karczma. Trochę dziwne jej położenie, ale nic nie można zrobić.W sensie, że koło kościoła? Ee tam... wesoły proboszcz musiał być. :D

Poszliśmy się tam ogrzać. Była jesień i zaczynało się ściemniać. Georg jak zawsze mi tłumaczył jak nie zmienić się w Alians-Ego. Wychodziło mi to coraz lepiej.
Wystarczy podpisać odpowiedni formularz i pomyśleć o czymś fallicznym. Zawsze działa.

Chociaż nie powiem… wiele razy traciłem przytomność, przez ciosy mistrza. Ale każdy uczy się na błędach. Zresztą to co on mi dawał nie dam rady określić słowami. Czciłem go, kochałem, i podziwiałem.Był dla mnie niczym dyrektor chóru dla chórzystów „Polskich Słowików”!

Mówiłem mu wtedy żebyśmy poszli do jakiegoś domu się ogrzać, a nie do karczmy. Ale on- uparty był jak zawsze i postawił na swoim… do tej pory siebie obwiniam… ale wróćmy do tematu.
Revenons à nos moutons, innymi słowy. Zwłaszcza „moutons” jest tu bardzo na rzeczy.

Czekaliśmy z piętnaście minut żeby przyszła do nas kelnerka, ale się nie doczekaliśmy.
Pewnie dlatego, że w karczmach zazwyczaj nie ma kelnerek. :P

-Jamie pójdź po coś do picia. Bo patrzę, że jesteśmy niewidzialni.- uśmiechnął się żartobliwie i dał mi kilka centów.
Za kilka centów raczej nic w polskiej karczmie nie dostanie…

Ruszyłem w stronę baru, za którym stała młoda, przeciętnej urody włoszka.
To znaczy, że bardzo owłosiona była, tak? No to rzeczywiście przeciętnej urody.A po czym poznał, że była Włoszką? Bo już skąd obywatelka Włoch w polskiej karczmie, nawet nie pytam...
Włosy miała spięte w koka,Może w kokę? Albo kwokę?

Uśmiechnąłem się do niej ciepło i zamówiłem dwa kufle piwa.
Oo, a dowodzik kawaler ma?

Spojrzałem jeszcze raz na panienkę i poszedłem do w stronę naszego stolika. Zobaczyłem tajemniczego faceta, gadającego w dziwnym języku.
Mocne to piwo – działa jeszcze przed podaniem. XD

Usiadłem w innym miejscu żeby obserwować całą sytuacje. Georg się tłumaczył z czegoś. Nie mówili po naszemu, tylko tym samym językiem co wcześniej w lesie.
-Is non meus culpa.
Dlaczego Ałtorka sądzi, że wystarczy wrzucić „it's not my fault” do Google translatora, by otrzymać poprawne łacińskie tłumaczenie? A (_|_), bo wyszło „ten nie mój wina”.
Ale to nie była normalna łacina... To była taka łacina... bulwarowa, że tak powiem. XD


Krzyczał cały czas. Podszedłem do niego i chciałem uderzyć, ale nie mogłem.
A on tak zawsze leje swojego mistrza, kiedy coś mu się nie podoba?

zrozumiałem, że mój mistrz się w coś wpakował. (…) Przekazał mi wiadomość, żebym uciekał jak najdalej… byle tylko mnie nie zauważył. Byłem jego celem. Powiedział również żebym szukał człowieka imieniem Florian.
*wyobraża sobie szukanie wszystkich Florianów w woj. opolskim*Może ten Florian też był „Florianem, jaki jest tylko jeden”?
Georg został wyrzucony przez Doriana. Przyglądałem się jak z wyższością patrzy na niego mag.
-Per tu amitto noster extremus fors-itis. nunc habeo perfero poena. RUO!
Przez ty odsyłam nasz tragiczny losu, wtedy mam znoszę kara. PĘDZĘ!
Może Ałtorka wrzuciła ten tekst do translatora? Bo nie wygląda to na dzieło rąk ludzkich...Mam rozumieć, że Ty zaliczasz Ałtorki/Ałtorów do LUDZI?! O.O

Chciałem wybiec ale nie mogłem. Moje nogi stały w miejscu. Georg mną manipulował. Nienawidziłem go za to! Chciałem mu pomóc ale nie mogłem, nie pozwalał mi.
- ...i tak to było, Wysoki Sądzie. Wnoszę o oddalenie zarzutu o nieudzielenie pomocy.”

Mistrz tylko siedział i skupiał się na mnie. Po chwili… zniknął. Rozsypał się w piasek… Jego ciało podzieliło się na miliony kamyczków… usłyszałem w głowie słowa: „ Nie zapominaj kim jesteś”.
Spomiędzy chmur wychynął kosmaty pysk Mufasy. Dostojny Lew dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że to nie ta bajka.

Płakałem. Nie wierzyłem. Krzyczałem i robiłem wiele rzeczy…
Podliczałem słupki w Excelu, szydełkowałem, latałem na paralotni – wszystko na próżno. T.TCiąłem się żyletkami, makaronem, powidłami śliwkowymi i rabarbarem – nic to nie dało!

Dorian zniknął gdzieś. Podbiegłem do kupy piasku.Kupa piasku. Jakie to... smutne? :D

Zacząłem zbierać i modlić się do Boga. Nie potrafiłem zrozumieć za co on mi to robi. Dlaczego odbiera mi każdego kogo kocham… znowu się zamknąłem w sobie. Nic mnie nie interesowało…
Był jak Bella po utracie ukochanego Edwarda.
*dyskretnym szeptem*
Ja pierdolę...

Wróciłem do naszego małego, zimnego namiotu. I tam do jeziorka wrzuciłem prawie całe „szczątki” mistrza.
W resztę piasku zdążył już się załatwić kot, więc... sami rozumiecie.

Część zachowałem w sobie, w małym woreczku.
Woreczek połknąłem, jak mniemam? I ów woreczek od tego czasu tak sobie, ekhm, krąży w układzie pokarmowym?Wszył go sobie zamiast woreczka żółciowego po prostu.

Jeszcze wiele czasu spędziłem w lesie… siedziałem tam bezczynnie i gapiłem się w jeziorko…
Wyruszyłem z lasu dopiero wiosną. Przez całą zimę nie istniałem dla świata. Dla nikogo nie istniałem.
Rozumiem, że on tak całą zimę przesiedział nieruchomo nad tym jeziorkiem? To musiał na wiosnę wyglądać dość ciekawie.
Wyobrażacie sobie te hemoroidy? Albo nie… ja też sobie nie wyobrażam. ;P
Gdy wyruszyłem szukać kolejnego maga, nie potrafiłem odpowiednio reagować na zaczepki ludzi. Raz była sytuacja jak próbowała się do mnie zbliżyć dziewczyna…
*facepalm* Myślałam, że wszelkie potwory, z racji swej pół-animistycznej natury, to nawet bardziej są zdolne w te klocki od ludzi... *patrzy zawiedziona* :(
Taa, chciała się do niego zbliżyć. Z widłami.

czwartek, 7 stycznia 2010

Harry Potter w krainie kwasów - część 3

-->
Uch – och.
To była droga przez mękę, Drodzy Czytelnicy. Analizowany przez nas blogasek dosięgnął takich pokładów sentymentalnego, słodkiego kiczu, że dalsze analizowanie go mogłoby skończyć się dla nas wizytą na oddziale detoksykacji – z tego powodu dzisiejsza notka będzie krótsza niż zwykle. Mam nadzieję, że przez to nie mniej śmieszna.W każdym razie porzucamy ten blogasek z niekłamaną przyjemnością.
Miłej zabawy!
Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.



Po obiedzie poszli na obiecany spacer. Najpierw na błonia, później kawałek do domku Hagrida- drugą połowę gajowy przybiegł sam. Na koniec poszli na stadion do Quiditha
Co to za Quidith i skąd ma własny stadion?

Już w marcu miały odbyć się zawody Ravenclaw v Slytherin.
Rozumiem, że założyciele Hogwartu zmartwychwstali. Ale czemu trenują sporty, tego już za cholerę nie zgadnę.

Harry przyglądał się wszystkim uczestnikom na raz jak latali. Nie raz widział jak to ludzie robią a czasami Syriusz lub jego pierwszy tata ale mówiono mu że jest za mały.
Widział, jak ludzie CO robią...? Dobra, już nie mam skojarzeń.

Spacer skończył się koło siedemnastej kiedy Harry zaczął wchodzić do jeziora przez to iż nie miał opieki. Snape jednak szybko zdał sobie sprawę iż jego dziecko ‘przepadło’ i gdy chłopiec dotykał rączką wody zabrał go, jednak ten i tak miał mokre spodenki.
Jak wszyscy pamiętamy, w hogwardzkim jeziorze żyje bliski krewny Cthulhu. Snape nie próżnuje. ^^Snape, ja rozumiem, że chciałbyś się pozbyć bachora, ale śmierć przez utopienie to doprawdy nadmiar okrucieństwa!

Kolacje zjedli w kwaterach co dobrze się składało ponieważ Harry był strasznie marudny i płaczliwy. (...) Snape myślał że oszaleje ponieważ był i tak zmęczony a chłopcowi nie wystarczyło kołysanie. Trzeba było także do niego mówić a na koniec zabrać ze sobą do łóżka gdzie także najpierw marudził
Hm... może dlatego, że wciąż nikt nie zmienił mu pieluchy? Mam wrażenie, że tam już się mogła obca cywilizacja zalęgnąć. :P

Dumbledore także wręcz wmawiał Snapeowi aby wziął jeszcze tydzień wolnego ale młodszy nauczyciel odmawiał.
Bał się, że Dumbel chce go wywalić z posady starym jak świat manewrem „na urlop macierzyński”.Kalevatar, ja wiem, że Snape nosi coś w rodzaju sukienki, ale ojcowie zazwyczaj idą na urlop tacierzyński, jeśli już. ;)
Urlop ojcowski, co najwyżej. Wydumanym neologizmom mówimy stanowcze NIE.

W pewnym sensie to robił to z grzeczności ponieważ ani trochę nie chciało mu się znowu wracać do pracy a na dodatek nie wiedział jak sobie poradzi z pracą i dzieckiem na raz.
Cóż, jak na istotę o poziomie umysłowym ogra przystało - „oba naraz nie potrafić”.Bał się, że Harry’ego ugotuje w kociołku, czy co? :D
[„Panie Potter! Co się stanie, jeśli dodam głowę niemowlaka do nalewki z piołunu?!”]

Gdy mieli teorię w klasie to oczywiście mógł tam siedzieć i się bawić
No to już wiem, czemu lekcje ze Snape'm były tak nielubiane – to musiało być bardzo krępujące, patrzeć jak wykładowca siedzi na podłodze i układa domek z klocków. >.<

jednak podczas praktyk lepiej aby nie było go w klasie ( wybuchy, odór eliksirów itp.).
Biedny Severuś, to oczywiste, że boi się rzeczy które robią wielkie bum. Jeszcze się zmoczy w spodenki...
Poniedziałek musiał jednak nastać i mimo wszystko Severus wstał pocichł w łóżka
Severusie, W TYM WIEKU?! Jak ci nie wstyd!

Jednak szybko zapomniał o zabawie kiedy tata pozwolił mu wybrać sobie ubranie. Oczywiście chodziło o to iż Snape pokazywał dla dziecka ubranka a tamten je sam nakładał na siebie lub próbował na tatę co mu nie wychodziło.
Co jest godne odnotowania, gdyż zazwyczaj dorośli mieszczą się w dziecięce ubrania bez problemu.Hm, przepraszam, w jakim wieku jest obecnie to dziecko, że już się samo ubiera? Mówiłam, że to jakiś półwampirzy pomiot rodem z sagi Zmierzchu! :P

Dopiero po ósmej zakończyli rewię mody
W sensie, że po pokojach Snape’a paradowały modelki ubrane w śpioszki, śliniaczki, dziecięce koszulki itp.?

po czym poszli na śniadanie do wielkiej Sali. Najczęściej chodzili tylko w obiady ale teraz Severus postanowił zabierać Harryego na wszystkie posiłki aby chłopiec się przyzwyczaił się do ludzi a najbardziej do dzieci.
Aaa, czyli dzieci to jakiś podgatunek? Czyżbym dostrzegała pozostałości po kanonicznym Severusie? *.*Severus ostatnio czytywał Nowy Testament, gdzie wyraźnie stoi: „„Jedzących zaś było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie wliczając w to kobiet i dzieci.”

Dziewczyny patrzyły na niego i piszczały z zachwytu a chłopcy uspakajali ‘baby’ przed ‘rzuceniem się na małe dziecko’ co oczywiście groziło śmiercią.
Skąd w ogóle ten seksistowski dogmat, że każda dziewczyna piszczy na widok dowolnego dzieciaka w zasięgu wzroku? Ja nie piszczę i sobie wypraszam. Foch.
Myślę, że stereotyp ten może się brać częściowo stąd.
Harryego się nie bali ale jego ojca, tak. Był to najbardziej wymagający i denerwujący nauczyciel w Hogwarcie ale teraz przy dziecku mogli zauważyć że ma coś takiego jak serce.
Zabierał je ze sobą w foliowej torebce.A może po prostu przemienił się w Snape’a Miłosiernego?
Na śniadaniu Harry zachowywał się naprawdę grzecznie. Zjadł wszystko co tata mu nałożył na talerz i dostał własne krzesło przy stole nauczycielskim.
Też do zjedzenia?

Większość uczniów zaczęła się na chłopca patrzeć a w tym samym czasie McGonagall zakrywała dłonią usta aby ukryć uśmiech. Zauważyła chłopca raczkującego w stronę dzieci i nie mogła się powstrzymać i zachichotała.
Chichocząca Minerva. Ależ oczywiście...

Severus szybko spojrzał na krzesło na którym powinien siedzieć Harry jednak tego tam nie było. Upewnił się jeszcze raz a jego syn nadal siedział na środku wielkiej Sali i przyglądał się wszystkim.
Snape wyznaje zasadę „Jeżeli coś jest nie tak, jak powinno, wyjdź i wejdź jeszcze raz”. XD Może jest zakamuflowanym informatykiem?

Gdy uczniowie zauważyli że ich nauczyciel nie idzie po dziecko powoli podchodzili do chłopca.
Chcieli szturchnąć kijem i zobaczyć, czy ten nowy homunkulus Snape'a nie zmieni się w coś paskudnego. ^^

Ten przyglądał się jak tamci się skradającą i nie podobało mu się to. W końcu gdy jakaś wysoka czarnowłosa dziewczyna chciała go wziąć na ręce rozpłakał się.
Nie dziwię się. Też bym się rozpłakała, jakby w moją stronę skradały się jakieś ubrane na czarno postacie.

Severus jednak nie ruszył się aby pójść i uspokoić syna. Jadł jak gdyby nigdy nie się nie stało lub jak gdyby nic się nie działo.
A także jak gdyby nic nie zaszło, a nawet – wyobraźcie sobie! - jak gdyby nic się nie wydarzyło!
A nie prościej napisać, że pożerał swoje śniadanie bez względu na okoliczności?
Nauczyciel znowu zabrał chłopca do stołu kadry pedagogicznej ale ten kolejny raz zszedł z krzesła i szybko pod stołem poszedł na środek wielkiej Sali aby tam się rozpłakać.
Eee... Wybaczcie mi brak obycia w tej kwestii, ale czy wszystkie dzieci są takie, czy może Severusowi dostał się jakiś upośledzony egzemplarz?
*wyobraża sobie, że kopie dzieciaka, a on leeci i leeci...*

- Ja mam dość- mrukną Severus a Albus widział że mężczyzna traci cierpliwość. Wystarczyło jedno spojrzenie na McGonagall a ta wiedziała co ma robić.
Pewnie, dobrze wytresowanej służącej wystarczy wymowne spojrzenie. Albus wszak szanownego dupska nie ruszy. =.=

Severus przeniósł parę zabawek do klasy od eliksirów po czym usadził koło nich zaciekawionego nowym miejscem chłopca. Pięć minut później do klasy ‘wsypał’ się pierwszy rocznik Slytherinu i Gryffindoru. Zaskoczeniem dla nich było iż nie ma dyrektora za to siedzi tam ich profesor
No rzeczywiście, obecność Snape'a w sali do eliksirów to nie lada zaskoczenie.

a w kącie koło jego biurka jest mnóstwo zabawek i bawi się tam Snape synek.
Hmm... Czyli gdy Snape ma ochotę się uzewnętrznić ze swą miłością do klocków, podaje się za „Snape synka”? Coś jak Batman, tak?I shall call you „Mini Me”!

Chłopiec zwrócił uwagę na inne dzieci dopiero kiedy tata zaczął mówić do nich ‘zakazy’.
Różnie już moi nauczyciele mówili do uczniów: „miśki”, „kotki”, „pędzelki” – ale „zakazy”? O.oWyobrażasz sobie Snape’a mówiącego do uczniów: „Pędzelki wy moje”? T.T

- Nikt nie ma prawa nawet dotknąć się do mojego syna a jeżeli zacznie przez was płakać nie ważne kto go zaczepił ale dostanie szlaban minimum tygodniowy cała klasa. Będzie więcej teorii niż praktyki a to za sprawą iż Harry jest razem ze mną na lekcjach więc lepiej aby nie przebywał w pomieszczeniach w których są rzeczy ‘wybuchowe’
Nowe motto edukacji w Hogwarcie: „Ludzie, nie róbta nic, bo mu jeszcze co zrobita!”

- tutaj spojrzał na Nymphadorę Tonka która mimo iż była Metarmorfogiem to o wszystko się zaczepiała
Może trzeba jej było zasugerować, by nie przeistaczała się w rzepa...

- Na dodatek będzie surowiej oceniani ponieważ ostatni tydzień musiał być dla was za dobry. Nie więżę że czegokolwiek się nauczyliście ale szybko to nadrobicie.
Taa, nie ma to jak podważanie kompetencji dyrektora przed pierwszorocznymi uczniami. Długiej kariery ci nie wróżę, człowieku...Ale przynajmniej obiecał im, że nie będzie ich więżić. Cokolwiek to znaczy.

Po pierwszej z dwóch lekcji pierwszego rocznika Harry dał poznać po sobie iż też jest w klasie i zaczął raczkować pod ławkami uczniów jednak wszyscy pamiętali o ostrzeżeniu od nauczyciela. Po przerwie było jeszcze gorzej ponieważ chłopiec całkowicie przeszkadzał dla wszystkich w pisaniu notatek.
Ja wiem! To nie był Harry! To był specjalnie stworzony cyborg, który miał za zadanie jeszcze bardziej uprzykrzyć uczniom lekcje eliksirów!

Snape jednak starał się nie zauważać chłopca a gdy ten to zauważył usiadł wśród zabawek i z nachmurzoną miną próbował najgłośniej jak się dało hałasować co w końcu przyniosło efekt ponieważ Severus spojrzał na niego z nad pracy jakiejś Ślizgonki i zauważył że chłopiec specjalnie hałasuje aby dać o sobie znać.
Pytanie: jak tworzyć długie, rozbudowane zdania?
Odpowiedź: oczywiście przepisać dwa razy to samo!

Po jednym spojrzeniu od Mistrza Eliksirów uczniowie wiedzieli aby nie przejmować się hałasem.
Snape wręczył każdemu uczniowi po spojrzeniu. W eleganckiej paczuszce.*Wyobraża sobie naukę skomplikowanych przepisów, kiedy w tle ryczy jakiś bachor*
Nie, to MUSIAŁA być jakaś próba. Nie wierzę, że oni tak na serio.

Na obiad poszli ale Harry nie chciał jeść i w ogóle nie zwracał uwagi na ojca który w pewnym sensie czuł się winny.
Tego, że jest żenująco beznadziejnym pedagogiem, nie ma jaj i nie potrafi zapanować nad własnym dzieckiem? Słusznie, powinien być.

Jak zwykle szlaban u Snape to było to samo co powiedzieć ‘sprzątanie’.
Aha. No to mówię: „sprzątanie”. Czyli właśnie odbyłam szlaban u Snape'a, tak? Fajnie!

Mieli w ósemkę wyczyścić wszystkie korytarze w lochach a następnie dwie klasy od eliksirów na co zeszło im prawie trzy godziny.
A zwykła gospodyni domowa robi to jednym zaklęciem... Upada poziom w Hogwarcie., W klasach od eliksirów mieli zapewne do sprzątania głównie misie, które trzeba było posegregować i gryzaki, które walały się pod ławkami.

Skończyli dopiero kiedy zaczynała się kolacja
Czyli posiłki w szkole są co trzy godziny? Albus inwestuje w tuczniki? ^^Albus tnie koszty. W tym roku postanowił oddawać co słabszych uczniów na pokarm dla testrali.

W lochach było przerażająco zimno dlatego niektórzy dziwili się iż mały Harry mieszka właśnie tam a nie na piętrze gdzie zawsze było gorąco.
Niskie temperatury mają podobno dobry wpływ na cerę. :P
Kolacja także minęła dość szybko a mały Snape buntował się przy jedzeniu ale i tak został obficie nakarmiony.
Kaftan bezpieczeństwa, klamry, haki i rękaw cukierniczy potrafią zdziałać cuda.A później poszedł na foie gras. ^^

Severus nie był zbytnio zachwycony ponieważ wiedział iż teraz Harry będzie odgrywał się w nocy.
Miał rację.
Powiało grozą.

Gdy poszedł spać po jedenastej tak samo jak Snape Senior to budził się o pierwszej, trzeciej, piątej i szóstej mimo iż już po pierwszej pobudce mistrz eliksirów zabrał go do swojego łóżka.
Może dzieciak zeżarł zegarek z kukułką?Nie zdziwiłabym się. Kto wie, czym go nakarmili w tym szale tucznym.

Zjadł szybko w kwaterach i skrzaty przygotowały także śniadanie dla małego chłopca który obudził się o ósmej płaczem ale nadal był obrażony za tatę chociaż sam nie wiedział za co.
No jak to za co? Za tatę przecież!

Harry także się bardzo starał ale przeszkadzać ojcu który był coraz wścieklejszy jednak panował nad swoimi uczuciami.
Tłumił powarkiwanie i dyskretnie ocierał pianę z ust.Był oazą spokoju... Pierdolonym kurwa, zajebiście wyluzowanym kwiatem na tafli jeziora.

Dzisiaj rano dopiero Dumbledore powiedział mu dlaczego chłopiec to robi.
- On uważa że ty bardziej zajmujesz się innymi niż nim. Postaraj aż za bardzo się zajmować nim a może wtedy będzie spokojniejszy- powiedział Albus
Dumbledore w tradycyjnej roli Wujka Dobra Rada. -.-'' A skąd on to niby wie?
A edukację, jak widać, wszyscy mają w poważaniu. Nie łatwiej byłoby zatrudnić nianię?
No tak, bo dla nauczyciela nauczanie uczniów to przecież sprawa drugorzędna.

[Harry] nadal pamiętał jakiegoś pana w okularach który codziennie z nim się bawił i mamę która chodziła z nim na spacery oraz bawiła się gdy tamten mężczyzna wychodził zapewne do pracy.
No tak – mama i „jakiś pan w okularach”. I gdzie tu równouprawnienie? ;_;

Posmutniał mocniej a jego oczka zalały się łzami jednak nadal był cicho. Gdzie są teraz Ci ludzie? Gdzie są jego wszyscy wujkowie i ciocie których miał dotychczas? Gdzie jest jego mama? Łezki płynęły mu z oczu ale nawet nie szlochał.
Oj, bo się wzruszę.


I tym mało optymistycznym akcentem kończymy użeranie się z rodzicielskimi niedolami Severusa Snape'a.
Nigdy więcej blogasków o małych dzieciach. NIGDY.