czwartek, 12 listopada 2009

Harry Potter i puchońska wampirzyca

-->
Witajcie!
Wracamy po tygodniowej przerwie. Pigmejka wróciła już do świata żywych i postara się nadrobić zaległości w analizowaniu. Dziękuje również za tak liczne życzenia powrotu do zdrowia: najwyraźniej poskutkowały.
Dziś prezentujemy blogasek typu 2 w 1, gdzie szampon to Harry Potter et consortes, a odżywka – wampiroidalna i mhhrooczna Mary Sue. Niestety, nie jest on tak kwikaśny, jak poprzednie analizowane przez nas dzieUa, więc i analiza jest nieco mniej udana (z jakiego to powodu Kalevatar 666 razy próbowała się pociąć myszką od komputera). Mamy jednak nadzieję, że i tym razem zapewnimy wam nieco uśmiechu w te szare dni.
Indżoj!

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka

Blogasek: http://wampirzyca-z-hogwartu.blog.onet.pl


1. Ekspresem do Hogwartu
Słońce oświetliło obszerny peron milionami promyków, które wdzierały się do okien wagonu.
Rozumiem, że ałtorka starannie wszystkie promyki policzyła. Proszę stawić się za rok w Szwecji po odbiór nagrody Nobla.
Nie, to Zeus zstąpił znów na ziemię pod postacią złotego deszczu, by zapłodnić córy Hogwartu. XD
W powietrzu unosiła się dotkliwa strużka chłodu.
Strużka chłodu. Dotkliwa. Ależ oczywiście *kiwa głową*
Bo to nie była strużka, a stróżka pewnie. Skrzyżowanie stróża i wróżki, czarodziejskie bodyguardy zaopatrzone w groźną broń – i dlatego dotkliwe. ^^
Zimna, nieprzyjemna bryza napierała ciężkimi falami na przybyszów opatulonych kurtkami.
Bryza na peronie? A z klimatyzatorów pewnie zawiewa samum.;/
Szkoda, że Ałtorki nie dosięgła Katrina. :P
Niebo powoli pokrywało się purpurą strasząc ludzi wyjeżdżających,by pełnić swoje obowiązki.
A co jest niby takiego strasznego w purpurowym niebie? O.o
Bo wiesz... czerwień nieba oznacza, że „tej nocy przelano krrrewwww....”
Albo że rozpoczyna się rok szkolny.
Był wrzesień, kolorowe liście cierpko toczyły się po pustych torach, wszystko było martwe i tak odległe...
Kurde, w tym fiku dzieją się jakieś dziwne rzeczy. Policzalne promienie słońca, strużki chłodu, cierpko toczące się liście... Jakaś psychodela.
No. Czegoś takiego, to by i Tetmajer nie ogarnął.
Dziewczyna z kapturem przesłaniającym widok dopięła czarną bluzę,
Yyy... Miała szatę a la Dementor, czy co?
No, bo wpieprzanie się w słupy i płoty jest takie cool.

w ręce ściskała wózek z kufrem.
Cały wózek z kufrem zmieścił się jej w dłoni? O.o

Długie, ciemne włosy teatralnie falowały na wietrze.
Córka Posępnego... T.T
To jednak w tym rodzie zdarzały się córki! XD
Ale były za karę zsyłane na banicję do innego fandomu, gdzie zgodnie z rodzinnymi tradycjami zostawały wzorowymi Marysiami Zuzannami.

Krew pulsowała jej w skroni, w oczach tlił się strach. Delektowała się szarością ostatnich dni,
Co przecież absolutnie nie przeczy temu lękowi opisanemu w poprzednim zdaniu. -.-''

wiedziała, że musiała w końcu pojechać do Szkoły Magii. To było jej przeznaczenie, a za razem przekleństwo.
Ech, nawet Mary Sue jest objęta obowiązkiem szkolnym. Osobiście sądzę, że to niewybaczalny nietakt, ale żeby zaraz przekleństwo...
Sprytna, ambitna i przebiegła.
Ależ oczywiście. Nie zapomnij dodać, że mądra, słodka, zgrabna i powabna. No i zajebista.
Bała się, że podda się swojej drugiej tożsamości, że ona zawładnie nią doszczętnie. Była wampirzycą.
*wzdycha* O Jeżu... następna? Czy do tego całego Hogwartu chodzą jeszcze jacyś śmiertelni uczniowie?
Nie, od kiedy Hogwartem zawładnęły Ałtorki.
Łowczynią ludzkiej krwi i złodziejem serc płci przeciwnej.
*facepalm* W sumie jak każda Marysia... Ale jak ona łowi tę krew? Jakoś na zanętę czy na błysk? A serca kradnie tak na włam, czy może klasycznie, kieszonkowo?
Ta, to ma dziwne hobby...
Wciąż walczyła. Wierzyła, że jej silna wola jej nie zawiedzie i przezwyciężyła ból towarzyszący opuszczeniu rodzinnego domu. Właściwie była na wpół wampirem, na wpół czarownicą. W jej żyłach płynęła czysta krew, lecz mogła umrzeć.
No tak, bo Marysia może być mieszańcem czystej krwi. Toż to nie jest oksymoron. Fcale.
A czarownica to inny gatunek jest, według Ałtorki? O.o
Była dość wyróżniającym się obiektem,
Hmm... Coś jak szczupako-niziołko-trupo-pies z jednej z analiz?

owszem nie lubiła czosnku, ale tylko dlatego, że miała mocno wyostrzony węch. Sama nie umiała jeszcze panować nad swoimi mocami, była bardzo młodą łowczynią. Światło dzienne nie robiło jej krzywdy, lecz potwornie łzawiły jej oczy.
Mam dla ciebie dobrą wiadomość, złotko – nie jesteś wampirzycą, to po prostu zapalenie spojówek. No, chyba że głosy powiedziały ci co innego.
Nie przejmowała się tym, ale ukrywanie swojego prawdziwego ''ja'' było dla niej ciążącą klątwą.
Bo czymże jest drobna niedogodność - zabijanie ludzi - przy potwornej konieczności wciskania ludziom, że czosnek jej po prostu nie smakuje...?
Ej, ja też nie lubię czosnku... Bo... yy... ten... nieważne! XD
Dotknęła swoich zębów, rano nie obyło się bez łez przy ich piłowaniu. Jej matka była taka sama jak ona, to było jej przeznaczenie.
Przeznaczeniem jej matki było być taką samą, jak córka. Jakieś dziedziczenie wsteczne?

Przeznaczenie i przekleństwo.
Ścisnęła złoty łańcuszek, unosząc głowę ruszyła wprost na mur między peronami dziewięć i dziesięć. Po chwili otworzyła zaciśnięte powieki.
Przy peronie stał czerwony parowóz, a za nim wagony pełne uczniów. Kłęby dymu przemykały się nad głowami rodziców machających wściekle do swoich pociech.
Taka furia była w ich gestach, taka nienawiść... Brrr...
Kłęby dymu przemykały, skacząc po głowach rodziców. Nie dziwię się więc, że byli wkurzeni.
Dziewczyna zakrztusiła się. Wśród zgiełku i szmerów przebijały się od czasu do czasu podniecone głosy.
Brunetka przeciskała się przez tłum, aż w końcu znalazła puste przedział na końcu pociągu.
Jak oni to robią w tym Potterlandzie? Ja nigdy, ale to nigdy nie trafiłam pierwszego września na wolny przedział. Nigdy. ;[
Może te puste przedziały się generują jakoś automatycznie, specjalnie dla Potterów i Marysiek?
Siedział tam jedynie chłopiec o bardzo ciemnych oczach i brązowej czuprynie.
Gwen znieruchomiała, wpatrywała się w niego jak urzeczona. Jakby ktoś rzucił na nią tajemniczą klątwę. Nie odezwał się, dalej patrzył w obrazy migające za oknem, jakby w ogóle jej nie zauważył.
Autyzm jak nic. W końcu pociąg jeszcze stoi na peronie. :/
Na twarzy malowało się skupienie i nie zmącony spokój. Śledziła jego wzrok utkwiony w niemych krajobrazach. Gwen nadal trzymała w rękach kufer wypełniony rozmaitymi ubraniami i przyborami szkolnymi.
-Mogę się dosiąść? - spytała nieśmiało. Żadnej odpowiedzi. Jej zielone oczy jeszcze przez chwilę wodziły po oczach towarzysza.
Towarzysz musiał mieć całkiem spore oczy.
A ona duże ręce, skoro wciąż trzyma ten kufer.
W końcu usiadła z wdziękiem na fotelu, kiwając się w jedną i drugą stronę przygryzła wargi.
Nie dość, że puste przedziały, to jeszcze fotele do siedzenia! Ja też chcę taki pociąg.
Przykro mi, takie rzeczy tylko w blogaskolandzie.
A ona to ma chyba jakąś chorobę sierocą, nie?

,,Co jest nie tak z tym chłopakiem?? - najróżniejsze myśli przewijały się przez jej głowę.''
Rzeczywiście. Aż jedna.
No ale przecież „złodziejka serc płci przeciwnej” została wyniośle zignorowana przez jakiegoś przybłędę... Ta zniewaga krwi wymaga. Nomen omen. ;)
Teraz dowiemy się, na co ją łowi! :D
Spojrzał na nią. Zimne lodowate, ale nieśmiałe spojrzenie przygwoździło dziewczynę do siedzenia, lecz to podziałało na nią jak bodziec.
Pewnie jedno oko patrzyło zimno, a drugie nieśmiało. To się chyba nazywa „emocjonalny zez rozbieżny”.
To patrzące zimno ją przygwoździło, a to patrzące nieśmiało podziałało jak bodziec. W związku z czym dziewczynę rozerwało na pół. :D
-Jak masz na imię? - zmarszczyła czoło. Czy jej odpowie?
No właśnie, panie i panowie, czy jej odpowie? *zastyga w pełnym napięcia oczekiwaniu*

-Michael - odparł cicho, jakby z zażenowaniem w głosie.
-Hm, ładnie. Ja Dolores, ale jestem po prostu Gwen.
*zapisuje w kajeciku: „Gwen - zdrobnienie od Dolores” *
-Może Dolly. Gwen źle się kojarzy
Mi się tam Dolly kojarzy z tą sklonowaną owcą, ale skoro ałtorka uważa, że to bardziej pasuje do jej bohaterki...

- powiedział stanowczo wiercąc w niej dziurę swoim zimnym wzrokiem.
Wzrok przeszedł na wylot przez klatkę piersiową i przewiercił dziurę do sąsiedniego przedziału.
-Do jakiego domu należysz? - przerwał długą chwilę ciszy Michael.
-Do żadnego - wzruszyła ramionami dziewczyna.
-Jak to? - zainteresował się nagle chłopak.
-Dopiero będę tu pierwszy rok - ponownie wzruszyła ramionami - Wcześniej nie mogłam być w Hogwarcie, bo...sprawy rodzinne, wiesz.
-Nie, nie wiem - powiedział chłodno.
Gwen zająknęła się. Pojęła co się dzieje, na pewno ten tajemniczy chłopak nie ma rodziny.
Nieumiejętność czytania w myślach świadczy o nieposiadaniu rodziny? Pogratulować logiki.
-Och, tak mi przykro.
-Mi wcale.
Znów się poddała się. On nie starał się z nią nawiązać jakiegokolwiek kontaktu.
Niezbity dowód na to, że już wkrótce zapała do niej namiętną miłością.
Oprócz niej z Ekspresu Hogwart wylewały się tłumy ludzi. Uczniowie rozmawiali i śmiali się, prawie każdy trzymał w kufrze sowę, kota lub ropuchę.
A bohaterka, używając swojego Rentgenowskiego Wzroku®, sprawnie prześwietlała kufry innych uczniów. Pewnie Drops zatrudnił ją jako zabezpieczenie przed atakiem Talibów na Ekspres do Hogwartu.
*Wyobraża sobie ropuchy, sowy i koty pozamykane w kufrach*
*Dzwoni do obrońców praw zwierząt*
Gwen poczuła się bardzo samotnie, lecz odważnie przedarła się przez tłum i wylądowała na jego początku. Było już całkiem ciemno, ciemnowłosa ledwo widziała gdzie idzie.
Bo wampiry przecież nic nie widzą po zmroku. Już wiem, czemu Louis tyle mówił o cierpieniu. Biedaczek, pewnie co i rusz się wpierdzielał w jakieś drzewa i domy. Że już nie wspomnę o psich kupach. ;(
Bo ona nie jest półwampirem, a półnietoperzem pewnie... >.<
-Pirwszoroczni, za mną! - zagrzmiał gdzieś z góry głos Hagrida.
To zdanie musi paść w KAŻDYM blogasku o Potterze. To chyba jakiś imperatyw.
To zdanie konstutuuje potterowską naturę blogaska.
Ślizgając się i potykając szli przez ciemne uliczki i zagajniki, panna Roosel kroczyła przed siebie głośno tupiąc czarnymi kozakami. W końcu zatrzymali się przed rzędem karoc. Dziewczyna ze zdziwieniem zauważyła, że jadą same,
To ona jest wampirem, jednak nigdy nie widziała śmierci człowieka? O.o Toż taki wampir to jak Miś Kolargol wśród niedźwiedzi - największa... ciamajda.^^
Ale przynajmniej ma nietypową gwardię honorową, skoro towarzyszą jej CZARNI Kozacy. ^^
*przypomina sobie swój ulubiony tekst o Bohunie – kochanku wszystkich kozaków * To tak na marginesie... ^^''
Dolly odchrząknęła znacząco, zaczynała podskakiwać na deskach powozu.
To był powóz, czy wóz drabiniasty?
Nie zdążyła im odpowiedzieć, gdyż powóz stanął. Wysiadła z niego z ogromną ulgą i powlokła się w stronę dużego zamczyska.
Był taki jak sobie go wyobrażała, miał wysokie wieże, masywne mury. ,,Pewnie flanelową posadzkę w środku - pomyślała z satysfakcją.”
Już pomijając to, że myśli dziewczyny zdają się uzupełniać słowa narratora - „flanelowa posadzka”? Bohaterka przenosi na Hogwart oczekiwania ze swojego rodzinnego szpitala psychiatrycznego? Chociaż to musiał być jeden z tych biedniejszych, bo w bogatszych obijają ściany pluszem. Ale skoro ją taki standard satysfakcjonuje...
Posadzka była z flaneli, bo Snape zwinął cały kamień do produkcji jedwabiu. ^^
Wszyscy weszli do Wielkiej Sali wypełnionej po brzegi świecidełkami i ozdóbkami.
Właśnie odbywał się w niej coroczny cygański jarmark.
Gwen nigdy nie wyobrażała sobie tak przepięknego miejsca. Salę oświetlały świece unoszące się w powietrzu ponad czterema, długimi stołami przy których siedziała reszta uczniów. Stoły zastawione były lśniącymi półmiskami i jedzeniem.
Jedzenie leżało wprost na stole, by nie przyćmiewać lśnienia półmisków.
U góry, na podeście był jeszcze jeden taki stół, gdzie zasiadali nauczyciele. Dziewczyna ze wstydem stwierdziła, że jest jedyną osobą, której dech zapierał w piersiach, oprócz pierwszoroczniaków.
Co jej zapierało ten dech? Stół nauczycieli? Rzeczywiście, wstydliwy fetysz.^^
Brunetka ruszyła przez salę za pierwszoroczniakami, czuła na sobie spojrzenia uczniów. Tak bardzo chciała trafić do Slytherinu, jak Michael...słyszała, że trafiają tam ci, którzy mają niezwykłe umiejętności. A ona? Była pewna, że ma ich wiele, lecz nie koniecznie takie jakich by oczekiwali nauczyciele.
Zbytek skromności. W końcu jest główną bohaterką - posiada wszystkie umiejętności jakich wymaga fabuła i jeszcze kilka innych, żeby było zajebiście.
Kiedy Tiara Przydziału skończyła swoją piosenkę rozległy się wiwaty i oklaski. Wystąpiła jakaś czarownica w długiej szacie ze śmiesznym kapeluszem, w rękach trzymała długi zwój pergaminu. Gwen przełknęła nerwowo ślinę.
-Dolores Roosel - usłyszała nieoczekiwanie.
Nie miała wyboru, niepewnym krokiem ruszyła przed siebie. Usiadła na małym krzesełku, a czarownica nałożyła jej na głowę Tiarę.
Rozległy się chichoty i szmer. Tiara nie odezwała się, niektórzy wstrzymali oddech.
-Hufflepuff! - wykrzyknęła po chwili Tiara, a dziewczyna poczuła jej okropny odór.
Puchoński wampir? No tego jeszcze nie było. ^^
Czyżby Ałtorka postanowiła być oryginalna? O.O *nie wierzy*
Zaskoczona zeszła ze stołka, czuła upokorzenie, które na niej ciążyło, jak okropna klątwa. Uczniowie wpatrywali się w nią jak w rzeźbę, podchodząc w stronę stołu Puchonów zobaczyła jeszcze zimne spojrzenie Michaela. Mówiły wyraźnie : ,,Zdrajczyni, Puchon wrogiem Ślizgona''.
Dominacja Białej Rasy”, dodawały niektóre, inne z kolei wspominały: „Zabij wszystkich Czarnuchów”.

-Dlaczego taka jesteś? - zadał pytanie całkiem na luzie. Wyglądało na to, że długo nie będzie mogła się go pozbyć.
-Jaka? - spytała ostro, uniosła figlarnie jedną brew do góry - Jaka? - znów powtórzyła nieco łagodniej.
-Smutna.
Rudzielec ugodził ją w samo serce, wiedziała, że taka była. Ponura, mroczna i smutna.
MHRROCK! TAK!!!
I jak ona teraz wytrzyma z pogodnymi Puchonami? Jak nic, trzeba się będzie ciąć.
Mhhroocznymi, różowymi żyletkami. ^^
PS. No tak, bo bycie Puchonem to taki obciach... ;/

-Widzisz tamtego gostka, co wygląda jak nietoperz?
Nowa Puchonka wyglądała na udobruchaną i zachichotała.
-Tak, co z nim? - spytała z rozbawieniem.
-Nauczyciel Ślizgonów, Mistrz Eliksirów - mężczyzna z wyniosłym wzrokiem, o czarnych tłustych włosach omiótł wzrokiem całą salę - niemiły gość, lubią go tylko Ślizgoni, to profesor Snape.
Omg... OMG... Czyżby to był... kanon? Nie będzie Severusa - I'm-too-sexy-for-my-shirt - Snape'a? *dzika nadzieja*
Snape zatrzymał swój chłodny wzrok na Dolores. Ona także odwzajemniła spojrzenie, nie zamierzała opuścić wzroku, a miała wrażenie, że tak robili wszyscy uczniowie. Prychnęła pogardliwie i spojrzała na swój talerz. Czuła głód, odkąd wysiadła z pociągu.
(...)
Jadła swoją skromną porcję pilnując, by nikt nie zauważył jej zębów, które i tak były dłuższe od reszty.
A ona tak... koszernie? Żadnej krwi?
Nie mówcie mi, że to kolejny wampir-wegetarianin... T.T
Przy stole nauczycielskim Hagrid zdrowo pociągał z olbrzymiego kufla, a dwie inne czarownice patrzyły na niego z obrzydzeniem. Jedna, starsza, która wyczytywała listę nazwisk kończyła jeść bekon, a dyrektor rozmawiał o czymś ze Snape'em. Nauczyciel eliksirów miał ziemistą cerę i haczykowaty nos, nadal ostre spojrzenie.
Spojrzenie Snape'a nie stępiło się na twardym jak stal wzroku bohaterki? Peszek.
-A teraz, zanim pójdziemy spać zaśpiewamy szkolny hymn...hymn Tiary Przydziału..- usłyszała donośny głos dyrektora, uśmiechy innych nauczycieli momentalnie zbladły - Dzisiejszą piosenkę przedstawi nam Fred i George Weasley , prosimy.
Bliźniacy byli tak bardzo nierozłączni, że nawet mówiono do nich w liczbie pojedynczej.
Dwójka rudzielców, podobnych do siebie jak dwie krople wody stanęli na podeście. Przez salę przeleciała masa gwizdów i stłumionych chichotów.
Po chwili gwizdy wyleciały przez uchylone drzwi, zaś chichoty zaczęły pomału osiadać na podłodze.
-Widzisz ich? To są bracia chłopaka, który jest najlepszym przyjacielem Pottera! - szepnął jej podniecony Nickolas do ucha.
Ja cię kręcę! Same gwiazdy!
To jak w tym słynnym filmiku z youtube: „Znam tutaj kolesia, który zna kolesia, który ma brata eeee.. a on znaa.. kolesia, który zna DJa tutaj”.
Zanim zdążyła dokończyć bracia zawyli, a cała szkoła razem z nimi :
A co to? Tańczący z wilkami?
-Ahh... - jęknęła Dolores osuwając się w dół po śliskiej ławce.
Nie dziwię się. Też się tak co rusz osuwam, czytając tego blogaska.

Powłócząc nogami podążali po marmurowych schodach za ich prefektem.
To hogwardzkie schody dorobiły się własnego prefekta?
Gwen zastanawiała się jak długo jeszcze będzie musiała znosić niezręczne towarzystwo nowego kolegi
Oj, długo. Dumbledore o to zadba. ^^

gdy usłyszała ponownie jego głos.
-Grasz na jakiejś pozycji w quidditchu?
-Nawet nie wiem co to jest - oblała się rumieńcem - Jestem nowa.
Nie, bo quidditch WCALE nie jest międzynarodowym sportem czarodziejskim...
No ale skoro ona najwyraźniej przyszła z psychiatryka...

-Jeszcze dużo musisz się nauczyć - powiedział z szerokim uśmiechem - Jutro mogę ci wszystko wytłumaczyć, chcesz?
-Nie.
Ech, krótka piłka. Ale przecież Marysia nie może się bratać z pospólstwem.

Gwen z wielkim hukiem spadła z łóżka i potoczyła się po podłodze. Jej intensywny zmysł pozwolił jej przebić wzrokiem ciemność, od wielkiego, szklanego okna odbijał się księżyc.
Aa, noktowidzenie wróciło. Ale ten „intensywny zmysł” jest interesujący.
Rozejrzała się po pokoju. Jej współlokatorki spały w swoich zakurzonych łóżkach, tylko ona jedyna była na chodzie.
Silnik pracował pełną parą.
Zakurzone łóżka w Hogwardzie. Czyżby skrzaty w końcu posłuchały Hermiony i założyły związki zawodowe?

Dźwignęła się na równe nogi i zarzuciła na siebie szatę. Ze zwinnością kota przeskoczyła swój kufer i stanęła przy drzwiach, otworzyły się z piskiem i dziewczyna przemknęła wzdłuż ściany dormitorium.
Co jest godne odnotowania, bo mogła przemykać na przykład wzdłuż sufitu.
Szybkim krokiem przeszła przez okrągłe drzwi i wylądowała na korytarzu w części lochów. Nie bała się ciemności, ale było w niej coś ludzkiego.
Ee... co?
Mnie nie pytaj. Ja tu tylko sprzątam.
Taa. Jak Leon Zawodowiec. ^^
Coś co nie pozwalało jej zachować zimnej krwi.
Po jej plecach przebiegł dreszcz, lecz ruszyła dalej. W całych żyłach czuła zapach krwi, tak, ktoś był blisko.
Dobry Borze, cierpko toczące się liście, zapach odbierany żyłami... Ałtorka stanowczo powinna przestać brać to, co zwykle bierze. ^^''
Z uśmiechem przyklejonym do twarzy wybiegła na kolejny korytarz pogrążony w ciemnościach.
Uśmiech, gdy nie zostawał należycie przytwierdzony, wędrował po całej twarzy, co było bardzo kłopotliwe.
Ślizgając się na zimnej posadzce zaczaiła się na rogi korytarza i usiadła. W oczekiwaniu na coś co było już tak blisko zapatrzyła się w księżyc.
Ekhm... Delikatnie przypominam, że akcja dzieje się w lochach. Chyba, że specjalnie dla niej Dumbel zamontował jakieś peryskopy czy coś w tym guście.
A mnie fascynują te rogi, na jakie ona się zaczaiła.
Moźe tu chodzi o takie „rogi” po hiszpańsku? ;D Ale skąd takie w Hogwardzie?
Był taki piękny, miał głębię. Świecił tak jasnym światłem, że zasłoniła oczy ręką. W pewnej chwili zdała sobie sprawę, że to nie światło księżyca ją tak oślepiło. Spojrzała w górę i wydała z siebie dziwnie wampirzy dźwięk.
Tak jakby: „Aaargh, chcę wyssać twoją krew, a moje życie jest pełne cierpienia!”?
Zduszony krzyk potoczył się echem po zamku.
-Cicho - Poznała ten oschły, chłodny głos. Odepchnęła jego rękę od swoich ust i wstała niepewnie.
-Co...co ty tu robisz? - zapytała podejrzliwie Gwen siląc się na rzeczowy ton. Ze zdziwieniem stwierdziła, że nie jest już taki małomówny.
Taa, bo on się nagadał jak wściekły. Normalnie słowotok.

-Nic takiego - odparł spokojnie - A ty? Nie ładnie tak szwendać się po zamku nocą!
Taa, przyganiał kocioł garnkowi...
Bo tam jak w państwie muzułmańskim: kobieta nie może sama nigdzie wychodzić. :P
Tak w ogóle to o ile zakład, że ten chłopak tez okaże się jakimś wampiroidem?
W jednej chwili usłyszeli czyjeś kroki, były coraz bliżej. Dziewczyna wiedziała, wyczuwała ludzką obecność. ,,Zaraz ich nakryją i zanim zdąży cokolwiek wyjaśnić wróci do domu.'' - myślała gorączkowo rozglądając się za jakąkolwiek kryjówką.
Myślała o sobie w trzeciej osobie liczby mnogiej? Jakie to jest zaburzenie - wie ktoś może?
Spokojnie, to tylko jeden z efektów ubocznych marysuizmu.
-Cicho - syknął znowu Michael i przylgnął do niej zarzucając na nich jakąś miękką płachtę. Ponownie zasłonił jej usta dłonią. Obydwoje przycupnęli przy ścianie przylegając do niej jak najbardziej.
Na horyzoncie pojawiły się zarysy dwóch postaci, szli szybko nie zatrzymując się, lecz rozmawiali szeptem.
-Na pewno nikogo tu nie ma? - zapytała pierwsza postać z nutką niepewności w głosie.
-Nie martw się, Minerwo, jestem pewien- odparł spokojnie mężczyzna i przyspieszyli kroku. Kiedy towarzyszka mężczyzny ruszyła przodem, ten popatrzył znacząco w miejsce, gdzie skulona siedziała Puchonka i Michael.
-Kto to był? - powiedziała bezdźwięcznym szeptem dziewczyna otrzepując plisowaną spódniczkę.
Bezdźwięcznym szeptem. Ktoś powinien w końcu wytłumaczyć ałtorce, czym jest oksymoron.
Chudzi musieli być, skoro tak się rozpłaszczyli na tej ścianie.
-Profesor McGonagall i Doumbledore - odparł równie cicho – Dyrektor.
Taak. I z pewnością oboje dali się złapać na chamską pelerynę – niewidkę. -.-
Ale takie sekretne randki nocą gdzieś w lochach... Jak jakieś uczniaki. ;P

Roosel wyciągnęła z kieszeni różdżkę, idąc w ślad bruneta, oświecała sobie drogę.
Hmm... Jeszcze w pociągu miał brązowe włosy. Jakieś szybkie farbowanko? A może on jest z tych wampirów, którym w miarę uzupełniania poziomu krwi zmienia się nie kolor oczu, a włosów?

Kiedy dotarli na siódme piętro zatrzymali się tuż obok gobelinu przedstawiającego trolla. Ku szerokim zdziwieniu dziewczyny chłopak usiadł przed pustą ścianą i zamknął oczy.
Szerokie zdziwienie” to i ja przeżyłam. Ałtorki nie przestaną mnie zdumiewać kreatywnością epitetów. ;)
Ślizgon wstał, chwycił za mosiężną gałkę i wszedł do obszernego pokoju, oświetlonymi masą świec. Wszędzie zwisały nastrojowe żyrandole z tysiącami kryształków, a na środku pomieszczenia znajdował się mały, zgrabny stolik. Na jego szczycie było wielkie pióro i kałamarz. Przy pobliskich ścianach były wysokie pułki z książkami, na jednej z nich Michael umieścił niewidzialną pelerynę.
Pułki Szwoleżerów Ortograficznych, jak mniemam.
-Może herbaty? - zapytał z udawaną szarmancją i instynktownie podszedł do brązowej komody.
A jakiż instynkt wiódł go do tej komody? Instynkt herbatnikowego skrytożercy?

Dalsza treść opowiadanka, mimo iż od czasu do czasu strasząca uroczymi błędami, nie zawiera wystarczającej dawki idiotyzmów, by kwalifikować się do analizowania. Jak widać, niektórym udaje się wznieść ponad blogaskowość - czego serdecznie gratulujemy. ^^

11 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Rzeczywiście blog trzyma jeszcze jakiś poziom (pozwoliłam sobie zajrzeć na niego), a analiza jak zwykle świetna:) Mimo wszystko naśmiałam się, życzę dalszej owocnej pracy i już nie mogę się doczekać następnej analizy.

Anonimowy pisze...

No, Drogie Państwo, flanelowa podłoga to szczyt magicznego wykwintu.


A Wasza analiza trzyma poziom, nie krygujcie się dla błahych pochwał, li i jedynie.

jasza

kura z biura pisze...

Ałtorka zamieściła swe dzieuo w co najmniej trzech miejscach, co ciekawe - w każdym zmieniając imię bohaterki. U Was jest Dolores/Gwen, na Mirriel Laura,
http://forum.mirriel.net/viewtopic.php?f=2&t=11800

a jeszcze gdzieś widziałam wersję, której bohaterką jest Rose Weasley.

Miss Derisive pisze...

Mhroohna wampirzyca i flanelowa podłoga... Świetna analiza, w sam raz na poprawę humoru ;)

Anonimowy pisze...

Analiza niemniej udana od poprzednich, chociaż Posępny zajmuje u mnie szczególne miejsce i już nie mogę się doczekać jego wielkiego powrotu :}

a. pisze...

coś mi się wydaje, że skoro nastąpiła nagła zmiana sposobu opowiadania to może to już nie sama ałtorka pisała, tylko dostała wsparcie w postaci redaktora? to b sporo tłumaczyło

a "emocjonalny zez rozbieżny” chyba włączę do słownika prywatnego na stałe.

Anonimowy pisze...

*przypomina sobie swój ulubiony tekst o Bohunie – kochanku wszystkich kozaków * To tak na marginesie... ^^''


To było genialne ;d

Anonimowy pisze...

Faktycznie, opowiadanie z tego bloga jest trochę bardziej poprawne (podkreślam: TROCHĘ), aczkolwiek znowu w paru momentach się uśmiałam :) Serena

SuperTuskafka pisze...

'Ale skąd takie w Hogwardzie?' <- Babol ;) Kim jest ten tajemniczy Hogward?

Oli pisze...

Dziewczyny, uwielbiam Was, ale jako Potteromanka muszę...
Droga Kalevatar, czy nie powinno był "Hogwarcie" zamiast "Hogwardzie"? W końcu szkoła to Hogwart, nie Hogward. (:
Pozdrawiam Was!

Zaczarowanaa Ola pisze...

I co, on jej tę herbatę dał? Tak w pokoju życzeń? A jedna z zasad magicznych mówiąca o tym, że jedzenia i picia nie można wyczarować (wspomniana w 7 części przez Hermionę i Rona) poszła na spacer?