czwartek, 22 października 2009

Posępna analiza posępnego blogaska - część II

-->
Witajcie!
Dziś kolejna, ale nie ostatnia część analizy Posępnego Blogaska. Tym razem dowiecie się, kim naprawdę jest Rahl, jak bardzo można zakrzywiać czasoprzestrzeń, oraz na ile sposobów można przyrządzić stół. Dzisiejszy odcinek sponsoruje L’oreal i jego linia szamponów dla Hatifnatów, Winiary Danie w 5 minut oraz Disney, który postanowił sfilmować swoje bajki na nowo – zobaczymy więc kucharza Jamesa w roli macochy Królewny Śnieżki, zaś sam Władca wcieli się w rolę Mufasy, by szukać Kopciuszka za pomocą nie tyle pantofelka, co siniaków.

Zanalizowali: Kalevatar, Pigmejka i Czerwony Power Ranger.


R ahl siedział na swoim drewnianym tronie, rozmyślał o Katherine, a dokładniej o tym co z nią robił.
Dużo ludzi ma zwyczaj wspominać różne rzeczy, siedząc na swoich... tronach.
I ani słowa o tym, gdzie szanowny Rahl swoje rączki teraz trzyma.
Na swym berle zapewne.

Trochę dziwiło go to, że sama do niego przyszła, gdyż poprzednie kobiety zdobywał w całkiem inny sposób, a mianowicie wyruszał do jednego z miasteczek, oczywiście nie sam,
Gangbang?
Niby taki potężny, a i gwałtu sam nie załatwi.
Bo bez pocztu sztandarowego i herolda nie ma co nawet myśleć o wzwodzie.

zawsze towarzyszyła mu „bojówka”, i kiedy Rahl dotarł do miasta, rozkazał żołnierzom by wyprowadzili wszystkie kobiety z domów,
Pedofil i geriatrofil w jednym. Head and shoulders, wash and go.
Taa, i było jak w Nowych Szatach Króla: „Kontrola jakości... No to proszę: ty masz odrosty, ty krosty, zgroza, strach się bać i... Niech zgadnę, za to serce masz ze złota?

wtedy im się przyglądał, po czym wybierał tą jedną, która spełni jego seksualne pragnienia,
HOLD still dammit!

oczywiście wiadomo było wszystkim jak brutalny jest Rahl Posępny. Nikt w osadzie nie ważył się przeciwstawić jego decyzjom.
No tak. Miał bojówkę, a oni nie mieli ognia.

Wybrana kobieta wracała do Pałacu Ludu razem z władcą, świadoma czego doświadczy.
Zabawy zakrzywionym sztylecikiem?
Oczywiście. Dłubał nim w zębach. Cudzych.

Rahl nie zabijał kobiet, czynił to tylko w ostateczności.To w końcu zabijał czy nie?
W ostateczności. W sensie: ostatecznie je zabijał. ^^


- „Katherine przyszła sama obdarowując mnie szkatułą, której moi żołnierze nie mogli znaleźć, a w zamian chciała tylko nocy ze mną, przecież mogła zażądać wszystkiego.” – zamyślił się władca pocierając swoją dolną wargę.
Co on ma z tą wargą? Liszaj? Opryszczka? A może sztylecik się komuś omsknął?
Nie jestem pewna, czy on pociera swoje wargi...
Granie na zaroście jest trudną sztuka i wymaga ciągłych ćwiczeń. Poza tym bez podkładu muzycznego nie mógł się skupić.



Po chwili drzwi do pomieszczenia otworzyły się i do środka wszedł jeden z dowódców bojówek Demmin Nass ,dobrze zbudowany, wysoki, lecz nie wyższy od samego Rahla mężczyzna;

Jak u Stalina. Nikt nie może być wyższy od władcy.
Dlatego Demmin Nass każdego dnia dziękuje bogom, że Posępny nie jest postury Lorda Farquada.


Nass ukłonił się w stronę władcy pomimo iż Jego tron znajdował się tyłem do niego.
Jakie znaczenie ma położenie trony względem kłaniającego się? Przecież to nie tronowi się kłaniają. Zazwyczaj.
On się po prostu zgiął ze śmiechu. Też byś się zginał, widząc gigantyczny drewniany nocnik.


- Panie, obiad jest już gotowy. – oznajmił dowódca,
- „Dowiem się co ukrywa ta nadzwyczaj piękna kobieta.” – Rahl uśmiechnął się sam do siebie wyobrażając sobie postać Katherine,

Uśmiechnął się sam do siebie wyobrażając sobie. Posępny jest egocentrykiem w stadium terminalnym.

- Panie? – powtórzył,
Rahl był głęboko zamyślony, nie zważał na obecność dowódcy a ten zaskoczony brakiem odpowiedzi podszedł bliżej,
- Wszystko w porządku, Panie? – zapytał stając tuż przed tronem,
Tyłem do niego. Przodem do władcy. Bokiem do okna. I nieco na ukos od kolumn.
Poproszę jeszcze o współrzędne geograficzne.


Rahl wrócił myślami do rzeczywistości,Ta upojna nieopisana noc, będzie mu się po nocach teraz śniła... [sic!]

spojrzał na dowódcę kątem oka.
Skoro stał przed nim, to teraz musiał specjalnie głowę odwrócić. Albo tron.
Bo patrzenie kątem oka jest takie mhhhroczne.

Wyraźnie nie spodobała mu się jego obecność, nie znosił kiedy mu przeszkadzano.Nie powinno się przeszkadzać, kiedy ktoś siedzi na tronie.


- O co chodzi Demminie? – zapytał z niezadowoleniem,
- Wybacz, że Ci przeszkodziłem Panie, ale chciałem poinformować Cię osobiście o tym, że obiad jest już gotowy. – kropelka potu pojawiła się na jego czole, Rahl wpatrywał się przez chwilę w dowódcę po czym odpowiedział:
Cóż za presja. Czysta Opresja. Tutaj nawet za dobre wieści można się z głową pożegnać.


- Dziękuję, zejdę za chwilę. – jego wzrok utkwił w kominku tuż za Demminem,
Rahl Sue Posępny już schodzi. Nota bene, na obiad.
Hm. Też bym chciała, żeby on jak najszybciej zszedł.

jego wzrok utkwił w kominku tuż za Demminem,
Kominku ustawionym przy drzwiach wejściowych tuż obok okna, pomiędzy kolumnami, a jednak wciąż za tronem. Mogę prosić o jakąś mapkę? Chociaż może niekoniecznie. Jeszcze nie opanowałem przestrzeni innych niż euklidesowe.
Bo ta sala jest L-przestrzenna.
Po prostu spojrzenie Posępnego było tak mhhroczne, że oddziaływało z mocą czarnej dziury, zasysając czas i zakrzywiając wymiary. No i przy okazji unicestwiając wszelką logikę.


- Oczywiście – Nass ukłonił się i wyszedł,A „Panie” gdzie?

Wiadome było to, że gdyby to nie był Demmin Nass, tylko inny z żołnierzy to Rahl z pewnością nie zachował by się tak spokojnie.
Mamooo, ja nie chcę groszkuuuuu!!!!
Rzuciłby łyżeczką o podłogę i wylał kleik.

Demmin to jego prawa ręka.
Ta od sztylecika.
Jego lewa ręka nazywa się Gregory. Posępny bardzo zżył się z obiema swymi dłońmi podczas niezliczonych długich, samotnych wieczorów.


Władca oblizał koniuszki palcówPo sztyleciku.
Fuu...

przejeżdżając nimi po brwiach i po dolnej wardze,
Lewej.
Oblizał palce, przejeżdżając nimi po brwiach? O.O Ciekawe, czy ma też członek z ramienia wysunięty na czoło.

starał się wrócić do poprzednich myśli lecz bezskutecznie, ale Demminowi mógł to wybaczyć. Wstał, jego czerwona szata zafalowała za nim, wyszedł z komnaty kierując się do kuchni,
Bo na jadalnię już nie wystarczyło miejsca.
Posępny będzie spożywał obiad prosto z gara. ^^
Samofalująca szata wciąż działa.

po drodze pilnujący innych komnat żołnierze kłaniali mu się, zszedł po marmurowych schodach a tuż naprzeciwko znajdowała się kuchnia. Stojący żołnierze odsunęli się, otwierając szybkim ruchem drzwi,
Mieli naprawdę długie ręce.
Ano, nieźle ich wytrenował: otworzyć drzwi, po tym jak się od nich odsunięto: czysta magia.
Ja jestem ciekawa, co robili żołnierze leżący, kucający i podskakujący.

władca nie musiał się nawet zatrzymywać.
Żołnierze dbają, by ich pan nie zużywał zbyt dużo energii na korektę prędkości ruchu. Ciekawe, jaką Posępny ma drogę hamowania. Pewnie mógłby ich przelecieć tak szybko, że nawet by tego nie zauważył. ;)
No, w końcu to superpedał – czarodziej.

Cała służba wykonała ukłon do stojącego w progu Rahla.
- Wasza Wysokość, dziękuję, że mogłem dla Ciebie przyrządzić te oto potrawy, to dla mnie prawdziwy zaszczyt – rzekł kucharz,
Rahl powoli wszedł do kuchni patrząc na wielki stół, który został wspaniale przyrządzony:
Gotowane stoły. Oł je.
Stół w sosie własnym.
Bo Rahl jest bobrem – mutantem. Albo kornikiem.

owoce, warzywa, wino i … mięso.
Mięso jako specjał? Czyli że jak, na kartki jest czy co?
Może jest zakazane, jak ogień.
Tatar czy pieczyste?

Wzrok Rahla zatrzymał się
Z piskiem opon. Mózgowych.
I odsapnął po długiej drodze do kuchni.


- A co to jest? – zapytał nie podnosząc wzroku,
- Przyrządziłem same specjały takie jak: jagnięcina z…
Niech zgadnę: jagnięcia? Albo może nawet z małej owcy?
Stół z jagnięciny?
Nie wiedzą, że bobry nie jedzą mięsa? Że już nie wspomnę o kornikach.



- Czy nikt Ci nie powiedział kucharzu, że nie jadam mięsa? – przerwał mu, przenosząc na niego swój mroczny wzrok

Mroczny wzrok – pentagramy zamiast źrenic?
A wszystko te czarne oczy...
Mówiłam, to wszystko przez ten wzrok. Za chwilę wessie go do innego wymiaru.

- Ja… ja… nie wiedziałem, naprawdę, pracuję dopiero od dzisiaj w Pańskim zamku, Wasza Wysokość daj mi kilka minut, zaraz przyrządzę coś warzywnego…
Daj mi kilka minut! To jest rozkaz!
W kilka minut przyrządzi? Niezły jest. Ja bym co najwyżej zdążyła pokroić marchewki.
Bo on ma Danie w 5 minut Winiary! W ostateczności zaserwuje mu zupkę chińską.

- przestraszył się kucharz,
Rahl minął stół, przejeżdżając palcami po jego kancie, zatrzymał się przy kucharzu,
Z rozpędu również przejeżdżając palcami po jego kancie,


- Przepraszam, wybacz mi Panie … to się więcej nie powtórzy … obiecuję, zaraz to naprawię
Młotkiem i kombinerkami.

kucharz cofnął o kilka kroków , niechcący zrzucił pojemnik z cukrem, a ten wylądował na podłodze w kilku częściach, żołnierze usłyszawszy hałas szybko przybiegli, Demmin stanął tuż obok władcy spoglądając na kucharza a następnie na stół, dowódca zna Rahla od dzieciństwa, wie, że nie je on mięsa.
Takie zagęszczenie akcji w tym akapicie, że nawet czas stanął w miejscu.

Momentalnie wyjął miecz z pochwy i skierował nim w kucharza a ten skulił się bojąc o własne życie,
Wege władca co szaszłyki tylko z poddanych jadać zwykł był.
W tym miejscu Pigmejka stwierdza, że jest przytłoczona i nie ogarnia wege władcy. O.
Miecz po wyjęciu z pochwy przełączony został na tryb zdalnego sterowania – a to i tak nie wyjaśnia w całości bluźnierczego zwrotu „skierować mieczem w kogoś”. -.-


- Zaczekaj, Demminie. – Rahl położył mu dłoń na ramieniu, a ten schował miecz. – Jestem pewien, że mówi prawdę, nigdy przedtem go tutaj nie widziałem – dodał.
Hmm... Zobaczenie kogoś pierwszy raz w życiu skutkuje przekonaniem o jego prawdomówności?


- Panie, ale to go nie tłumaczy, pozwól mi nauczyć go rozsądku! – wyrwał się na przód Nass,
- Nie dzisiaj, zważywszy na mój dobry humor, podaruję mu jeszcze jedną szansę, pierwszą a zarazem ostatnią szansę. – spojrzał na skulonego kucharza,
Aj. kiepsko z matmą u niego. Skoro „jeszcze jedna szansa” to kolejna to już druga szansa.
Haha.To wy się nie znacie. Mhrroczny wzrok Posępnego przed chwilą zakrzywił rzeczywistość, znosząc arystotelesowską zasadę niesprzeczności.
Ech, profani... ;D


- Nie toleruję zabijania zwierząt, radziłbym Ci to zapamiętać drogi kucharzu, w przeciwnym razie zamiast Twoich potraw na moim stole wylądujesz Ty.
Kanibalizm nowym wegetarianizmem.


– oznajmił mu poważnym tonem, po chwili podszedł do stołu chwycił jedno jabłko i skierował się ku wyjściu, jego czarne włosy falowały razem z jedwabną czerwoną szatą,
Ależ przeciągi.
On jest Hatifnatem!!!
- L'Oreal: Bo jestem tego warty – mruknął Posępny wstrząsając czarnymi lokami i puszczając oczko w stronę kucharza.


żołnierze natychmiast odsunęli się od drzwi robiąc mu przejście.
Odsunęli się falująco. Falangą.

- Resztę wyrzućcie. – zakazał Rahl wychodząc z pomieszczenia.
A potem „Gdzie jest mój sztylet?”, stwierdził, oraz „Jestem głodny.”, zaprzeczył stanowczo.

Demmin był zdenerwowany, zawołał Rahla na obiad, którego nawet nie mógł zjeść.
Demmin nie mógł zjeść tego obiadu?
Ależ absolutnie. Posępny wciąż gubił się w zawiłościach gramatyki i jego polecenia bywały czasem nieco... podchwytliwe.


- Głupcze! – krzyknął do już dość wystraszonego skulonego mężczyzny, po czym wyszedł. Na końcu korytarza dostrzegł idącego Rahla, podbiegł do niego, kiedy ten wyszedł na taras.
- Panie Rahl, czuję się winny. - stanął obok niego.
- Kiedy jesteśmy sami nie musisz się do mnie zwracać w ten sposób, wystarczy samo Rahl, przyjacielu.
- To z wyrazu szacunku do Ciebie.
- To na chwilę o nim zapomnij, porozmawiaj ze mną jak za danych lat.
(przez kogo? I ile jest szukanych?) - Rahl spojrzał na niego z uśmiechem.Jak za dawnych lat, kiedy bawiliśmy się swoimi drewnianymi mieczykami......i zanim wpadłeś na ten kretyński pomysł, by zwracać się do mnie wielką literą.

- Oczywiście - zgodził się Demmin, gdyż czuł, że Rahl potrzebuje rozmowy.
Profilaktycznie przygotował rękaw do się wypłakiwania.

Władca podszedł do barierki i spojrzał w dal, stamtąd było widać wszystkie miasteczka, które mu podlegały.Coś małe to królestwo jego.
Spójrz, Simba. Cała ta ziemia opromieniona słońcem, to nasze królestwo...”
Widać było całą Krzywą górkę i Podmokłą łączkę, a na horyzoncie majaczyła nawet czochrająca się o jedyną, powykręcaną sosenkę świnia, która stanowiła reprezentatywną część jego poddanych.

- Spójrz Demminie, podarowałem im to czego potrzebowali, dałem im schronienie, mogą uprawiać ziemie, hodować bydło, zakładać rodziny z dala od przemocy tego świata pod murami mojego zamku, a czym mi się odwdzięczają? Nie chcą mi przyrządzić nawet zwykłego obiadu. - zaznaczył
Jakie to smutne... (To wcale nie jest pokemoniaste pismo. To efekt wspólnych wypowiedzi.)
Ciekawe jak ziemniaki gotują bez ognia.
Na ziemiach Posępnego rosną tylko mhroczne ziemniaki. One się gothują, tak samoczynnie – trzeba je tylko na chwilę zostawić w piwnicy.

- To nie tak, poprzedni kucharze gotowali dla Ciebie i byłeś z nich zadowolony, ten po prostu nie jest wart Twojej uwagi.
A co się stało z poprzednimi kucharzami, hm...?

- Czy poszukiwacz może im zapewnić to co ja im zapewniłem? - Rahl wciąż patrzył przed siebie.
A kim jest poszukiwacz? Czyżby dostawca magicznych skrzynek i zakrzywionych sztylecików?
Zespół Poszukiwaczy Przyczajonej Logiki i Ukrytego Słownika może zapewnić im przynajmniej odrobinę sensu w bezsensie. ^^

- Oczywiście, że nie może. Ty jesteś władcą, masz armię, a on jest tylko chłopczykiem biegającym z mieczem. Nie sięga Ci do pięt. - Demmin zbliżył się do Rahla. Władca uśmiechnął się na te słowa.
- Pewnie masz rację. - Rahl splótł ręce.
I zrobił z nich supełek.
Wazelina Twoim przyjacielem.


- Coś Cię dręczy, ostatnio jesteś bardziej zamyślony niż zwykle. - zauważył Demmin.
- Tak, to prawda. Jedna sprawa nie daje mi spokoju.
- Powiedz jaka, a zajmę się tym.
- Chodzi o kobietę. - rzekł łagodnie Rahl.
- Kobietę? Powiedz słowo a przyprowadzę Ci najładniejszą w całych Midlandach.
Midlandy: prawie jak Śródziemie... ;/


- Dziękuję Demminie, ale to nie będzie potrzebne, rzecz w tym, że już taką spotkałem, sama do mnie przyszła. - Rahl zaczął spacerować po tarasie.
- Sama? - zamyślił się Nass - Masz na myśli tą co ostatnio przyszła do zamku?
- Tak, i to właśnie ona przyniosła mi szkatułę. - Rahl zatrzymał się.
- I oddała Ci ją o t tak? - zapytał ze zdziwieniem Nass.
- Nie Demminie, zażądała jednej rzeczy.
- Jakiej? -spytał
- Nocy ze mną. -powiedział z uśmieszkiem władca.
- Naprawdę? To dziwne, i zgodziłeś się?
A to zdzira. Oddaje szkatułki i się zupełnie za friko. Gdzie takie można spotkać?
Cóż, chyba tylko w blogaskach.
Jeśli to on zgodził się oddać swój posępny tyłek i przyległości w zamian za Magiczny Dzyngulec, to kto tu jest zdzirą...?


- Oczywiście, jakże mógłbym odmówić, otrzymałem szkatułę i dodatkowo wielką rozkosz. Demminie to był namiętny, dziki seks.
W końcu słowo na S. Odrzućmy grę pozorów i nazywajmy rzeczy po imieniu.
„Namiętny, dziki seks”. A myślałam, że KAŻDY ma dostateczne wyczucie obciachu, by nie używać tego sformułowania.


Demmin się nieco speszył, lecz słuchał dalej.
Demmin – jeden z najgrzeczniejszych chłopców w tym królestwie. Jego psychoterapeuta może już zacząć liczyć zyski z przyszłych sesji.
Demmin pewnie sypia z rączkami grzecznie ułożonymi na kołderce.
Albo ma tolerancję na kiczowate zwroty nieco mniejszą niż przełożony.

- Spokojnie, szczegóły zostawię tylko do mojego względu.
.... WTF?

Mnie nie pytaj...
- Nie frazeologizuj się, przyjacielu – brnął Posępny desperacko – albowiem fama mówiła, że jeszcze przyjdzie do mnie i pocałuje mnie w dupę. I vice versa, morituri te salutant, ad mortem defecatum.

- uśmiechnął się Rahl. - Lecz chodzi o to, że ja wciąż jej pożądam. - dodał po chwili.
Stara miłość nie rdzewieje.
- Zatem, przez wzgląd na starą przyjaźń, ściągnij portki i wypnij się dziarsko, a resztę sobie wyobrażę.



-To odnajdę ją. - zaproponował Nass.
- To nie będzie takie łatwe, przyjacielu. Po tej nocy wybiegła z mojej komnaty posiniaczona.
Siniaki – lepsze niż khaki na maskowanie.
Przynajmniej ma jakieś znaki rozpoznawcze. ^^
A mówiłam, że układają się w napis „Made by Posępny”.*wyobraża sobie scenę biegania po całym państwie z odciętą dłonią Posępnego, by rozstaw jego palców przyrównać do ułożenia siniaków na szyjach potencjalnych wybranek*

- Nic się nie zmieniasz względem kobiet. - zaśmiał się Demmin.
- Uwielbiam je wszystkie.- rzekł znacząco Rahl - Lecz Katherine, utknęła w mej pamięci jak żadna inna.
Gruba była, że utknęła? Poza tym chyba każdej tak mówił. Do czasu następnej.
Katherine, niczym obcy, zalęgła mu się w śródmózgowiu.
Albo jak rak szyjki macicy.


- W takim razie pozwól, że się tym zajmę, przyprowadzę ją do Ciebie, chociażby zaraz.
- Zawsze potrafiłeś podnieść mnie na duchu. - rzekł po chwili.
- Niezmiernie jest mi miło to słyszeć, jestem dumny, że od tylu lat darzysz mnie swoim zaufaniem. – uśmiechnął się Nass.
Z niemieckiego: wilgotny.

- Służysz mi już tyle lat, dlaczego miałbym Ci nie ufać ani razu się na Tobie nie zawiodłem i oby to się nie zmieniło przyjacielu. - Rahl klepnął go w ramię;Bo inaczej potraktuję Cię moim sztylecikiem.


- A teraz idź, odnajdź ją. - rozkazał władca.
- Dobrze. - Demmin ukłonił się,
- I powiedz kucharzowi, by przyniósł mi kilka jabłek, przy okazji wyjaśnię mu kilka spraw, które powinien wiedzieć. - dodał poważniejszym tonem.
- Oczywiście. - Nass zniknął za rogiem. Rahl ścisnął w prawym ręku ogryzek od jabłka, wypowiedział szeptem kilka nieznanych słów, otworzył dłoń, po ogryzku nie zostało śladu.
Znikanie Jabłek: Mroczna Magia Trzeciego Kręgu. Brr, aż mnie ciarki przeszły.
*próbuje, czy mamrotanie przypadkowych słów ze słownika polsko – węgierskiego sprawi, że znikną z jej biurka kubki po herbacie*

*Bojówka - straż przyboczna Rahla Posępnego, liczyła około 12 żołnierzy.Matma nie była jego mocna stroną. Ale o tym już pisałem.

[Pałac Ludu]Ot, komuna wróciła.

Rahl obserwował widoki ze swojego tarasu, brunatne
(?) chmury przykryły słońce, gdzie nie gdzie wydostawały się promienie padające na drewniane domy i wielkie zielone wzniesienia.
A może nawet na wzgórza?
Promienie padały na domy, a spadając robiły dziury w dachach.
Ale tylko gdzie nie gdzie.

Władca stał dumnie ze splecionymi za plecami rękoma.
Supełki trzymają.

Lekki podmuch wiatru falował jego czarnymi kosmykami włosów.
Ile jeszcze? Do tej pory powinna tam już niezła łysinka świecić od tego falowania.
Bo mu falują tylko te czarne kosmyki – włosy innego koloru wciąż pozostają w spoczynku, czekając na inne wiatry.

Jego wyraz twarzy zdradzał, że się nad czymś zastanawia. Nagle jego oczy poruszyły się,Same z siebie! Ja nie miałem nic z tym do czynienia. Słowo!

wiedział, że ktoś wszedł na taras, nie musiał się odwracać by wiedzieć kto to.Wystarczy, że oczy się odwróciły i przez czaszkę zobaczyły wszystko.

- Panie, przyniosłem Ci jabłka o które prosiłeś…Rahl Posępny uprzejmie prosi wielkiego kucharza o jabłuszko.

- kucharz niepewnym krokiem stanął za Rahlem wystawił przed siebie wiklinowy kosz pełen czerwonych jabłek, nie dało się ukryć, że się boi, jego ręce bardzo się trzęsły.
Śpiąca królewna?
Raczej Królewicz Rahl Śnieżka Posępny.
Kucharz też jakby z innej bajki, bo stoi niepewnym krokiem.

Rahl odwrócił się twarzą do wystraszonego mężczyzny, chwycił kosz i postawił go na poręczy tarasu nie odrywając wzroku od kucharza. Poręcz była na tyle szeroka, że zmieściły by się tam dwa kosze takiej wielkości.
No, to jest rzeczywiście szeroka poręcz.
Niezbędne zabezpieczenia, by Posępny nie wychylał się z balkonu i nie pluł ludziom na głowy.

Dziękuję. – rzekł Rahl – A teraz usiądź. – dodał wskazując mężczyźnie miejsce by usiadł.
Mężczyzna zawahał się. Spojrzał niepewnie na Rahla.
- Śmiało. – uśmiechnął się władca, musiał mieć iście wyśmienity humor, gdyż nigdy nie rozmawiał ze służbą, tym bardziej w tak miły sposób. Kucharz był bardzo zdziwiony, lecz w końcu usiadł, a Rahl usiadł tuż obok niego. Mężczyzna czując ciepło Rahla i widząc przy jego pasie, miecz i zakrzywiony słynny sztylet, odsunął się nieco.
Ach, ten zwierzęcy magnetyzm władcy...
Te feromony... ta chemia w powietrzu... A Posępny nawet ma sztylet na wierzchu. ^^

Miecz Rahla miał czarną zaokrągloną rękojeść, połyskiwał w świetle, natomiast sztylet był o wiele mniejszy,W końcu to sztylet...
A łyżka na to: nieeemożliiweee...

był zakrzywiony niczym pełzający wąż, a zarazem bardzo ostry.
Bo pełzający wąż jest przecież niesamowicie wręcz zakrzywiony. Nawet kanciasty, można by rzec.

Lecz i z jednego iż drugiego (?) straciło życie wiele istnień i wszyscy o tym wiedzieli, o tym, że Rahl Posępny nie zna litości, jest stanowczy i bez wahania zabija tych, którzy mu się sprzeciwią, lecz tych, którzy zajdą mu naprawdę za skórę, nie zabija od razu, torturuje ich, chce by cierpieli, widok ten napawa go radością, gdyż nikt nie może mierzyć się z rodem Rahlów, z Rahlem Posępnym.To naprawdę radosne.
Spróbuj przeczytać to na jednym oddechu, Ałtorko. A potem poczytaj sobie, do czego służą kropki. :/

- Jak Ci na imię, kucharzu. – władca spojrzał na mężczyznę badawczym wzrokiem.
- Nazywam się … James … Panie … - zająknął się.
- Powiedz mi James, masz dzieci? Żonę?
- Tak… Panie, mamy z żoną trzyletniego synka… - mężczyzna odpowiedział nieco spokojniej.
- To wspaniale. – Rahl uśmiechnął się łagodnie. - Jak myślisz James, jak żona zareagowała by na wieść o tym, że już nigdy nie wrócisz do domu? Że już nigdy Cię nie zobaczy?
Jakaż subtelna groźba! Niech jeszcze powie, że wie, gdzie uczą się jego dzieci.

Mężczyzna kątem oka spojrzał na miecz Rahla, okropnie się bał.
- O Panie! przebacz mi to… co dzisiaj zrobiłem!... Już nigdy nie zrobię takiego głupstwa!… - krzyknął nagle kucharz wstając z miejsca i klękając u stóp Rahla.
Co za rozmach! Wstać by paść...


- Przecież nic Ci nie robię. Tylko rozmawiamy. – odparł z uśmieszkiem Rahl. Strach mężczyzny go bawił. – Usiądź i odpowiedz na moje pytanie.
James był cały roztrzęsiony, ponownie usiadł obok Rahla, kilka kropel spłynęło z jego czoła.
Deszcz?
I'm singing in the rain,
Just singing in the rain...”

Rahl obserwował uważnie twarz kucharza, wgłębiał się w jego oczy uwielbiał to, uwielbiał kiedy wzbudzał w kimś strach, dawało mu to ogromną satysfakcję. Czuł podniecenie. Źrenice Rahla się powiększyły.Ciekawy fetysz, nie powiem...
Mhhroczny Władca Ciemności, którego podnieca straszenie kucharza. Ja chcę wyjść.

- Co Ci jest? – spytał z tym samym uśmieszkiem. – Zadałem Ci tylko pytanie.
- Dobrze, dobrze, Panie, już odpowiadam… - Mężczyzna przetarł ręką mokre czoło, biorąc przy tym głębszy oddech.
Ciągle pada. Asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby...”

- Tak lepiej. – Rahl klepnął go w plecy w udawanym koleżeńskim geście.Koleżkowie po fachu.
Yo ziommm!

- Gdyby… się dowiedziała o tym, to … płakała by, pogrążyła by się … w smutku, rozpaczy… - mężczyzna z każdym słowem trząsł się coraz bardziej.
- Chcesz by do tego doszło? – spytał spokojnym głosem, uśmieszek zniknął z jego twarzy.
- Panie!.. Ja.. Ja….
- Chcesz? Czy nie? – przerwał mu stanowczo.
- Nie, mój Panie… - kolejne krople spłynęły z jego czoła.
- Doskonale, więc wykonuj swoją pracę dobrze, a do tego nie dojdzie.
Kucharz kiwnął głową.
- Zrozumiałeś? – Rahl wstał z miejsca.
- Tak, tak oczywiście…
- Cieszy mnie to. – uśmiechnął się sztucznie. – A teraz odejdź, posilę się jabłkami, które mi przyniosłeś, jestem bardzo głodny.
Metoda na głoda.

spojrzał na niego kątem oka, dając kucharzowi do zrozumienia, że jest głodny przez niego.
A może ma tylko krzywą twarz, a nie, że odwraca się specjalnie, żeby kątem oka się patrzeć.
Albo patrzenie kątem oka wzmacnia siłę jego autorskiego Spojrzenia Dziecka z Etiopii®, służącego do wzbudzania u poddanych litości i poczucia winy.

- To ja przyniosę więcej owoców, jakie tylko będą w ogrodzie… - wyjąkał wstając
- Doskonale, szybko się uczysz James. – rzekł z uśmieszkiem Rahl wyjmując z kosza jedno jabłko.
Kucharz wyszedł chwiejnym krokiem. Rahl spojrzał na czerwone jabłko, które trzymał w dłoni.
-Uwielbiam czerwony kolor. – jego kąciki ust wyraźnie powędrowały do góry.
Tam już zostały, bo stwierdziły, że lubią górski klimat.

18 komentarzy:

Meg pisze...

Znowu pierwsza komentuję? XD
analiza super tylko blogasek interesujący jak fazy księżyców Saturna XD

Smokuuuu pisze...

jego czarne włosy falowały razem z jedwabną czerwoną szatą, <--- lol, przed chwilą deklarował, że nie znosi zabijania zwierząt... a nosi szaty z jedwabiu? *zgrzyt* oopsie!

A co się stało z poprzednimi kucharzami, hm...? <-- Może ich zjadł. Wielu wegetarian deklaruje chęc zjedzenia człowieka. I generalnie +1 z mojej strony : D

Zajebistą dietę ma ten Posęp. Same jabłka. Szaleństwo.

Anonimowy pisze...

W pewnym momencie moj wlasny smiech rzucil sie na mnie i zaczal mnie dusic.

Dobra robota.

JungletrainOne pisze...

Trochę się rozpędziliście... z tym KOPIOWANIEM tekstów. Na pierwszego bloga przymknęłam oko, bo pisałam go dla śmiechu i poinformowaliście mnie o Waszym zamiarze, ale treść z www.darkenrahl.blog4u.pl po prostu bezczelnie skopiowaliście nie informując mnie o tym:] nie spytaliście się, czy możecie użyczyć moją treść bloga, a jednak to zrobiliście pomimo komunikatu .Nie słyszeliście aby o PRAWACH AUTORSKICH??:] mogę załatwić Wam lekcje na ten temat:] żaden problem, jeżeli nie usuniecie notek związanych z ośmieszaniem mojego bloga to skieruję tą sprawę do właściciela serwisu blogspot.com, który zostanie poproszony o wyciągnięcie konsekwencji w Waszej strony (usunięcie bloga) POZDRAWIAM NADZWYCZAJ MIŁO:]

Pigmejka pisze...

Chyba nie uważałaś na tych lekcjach o prawach autorskich, jakie chcesz nam załatwić. Poczytaj sobie o prawach autorskich (chociażby na wikipedii), a konkretnie o prawie cytatu.
"Można bez zgody autora przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, lecz trzeba podać autora i dzieło. Jest to tzw. prawo cytatu. Prawo bezpłatnego przytaczania urywków rozpowszechnionych utworów lub drobnych utworów w całości, przysługuje w zakresie uzasadnionym:wyjaśnieniem lub analizą krytyczną (jeśli na przykładzie fragmentu jakiegoś utworu wyrażamy własną opinię), prawami gatunku (np.: tworząc karykaturę cudzego utworu wykorzystujemy jej elementy, jednak uzasadnione jest specyficzną formą karykatury), nauczaniem (np.: fragmenty występujące w podręcznikach albo czasopismach popularnonaukowych). (art. 29. ust.1. ustawy)
Zatem wszystko, co robimy, jest zgodne z prawem autorskim.
Pozdrawiam.

Rzepicha pisze...

Po krótkiej konwersacji z autorką na jej blogu niemal sama mi się pisze opinia, że najbystrzejszą owieczką pańską to ona nie jest ;)

Analiza rozwalająca, chichotałam jak szalona, co dobitnie uświadomiła mi moja kotka, z oburzonym prychnięciem zeskakując mi z kolan ;D

JungletrainOne pisze...

Haha Rzepicha, jak możesz mnie oceniać, skoro mnie nie znasz:D w necie każdy ma gadane, ale w realu to już inaczej, ja nie jestem mściwa, nie mam zamiaru Was obrażać tak jak Wy to czynicie i Wasi czytelnicy na moim blogu:) moi czytelnicy uważają swoje,a wy swoje racje, że moje opowiadania są denne itd. okej liczę się w waszą opinią, z analizy o kamiennym jedwabiu uśmiałam się mega ale nie chcę abyście analizowali mojego drugiego bloga o Rahlu posępnym, to w czym problem? chcę tylko, abyście tego nie robili:]

Elficka Inkwizycja pisze...

To tylko moje wrażenie, czy ton wypowiedzi fanki zUego Lorda nagle i niespodziewanie się zmienił? ;] Już nie ma "AAAAA, WYYYYYYY potwory, poskarżę się blogspotowi i was zamkną!!!", tylko "ależ skąd, ja? wcale nie jestem mściwa, ja po prostu nie życzę sobie analiz, tak w ogóle jesteście fajni, tratatata".
No cudnie. A wystarczyło wcześniej nieco poczytać na temat cytowania i plagiatów - nie rozpętywałabyś wówczas, Szanowna Rahlofanko, kampanii pt. "Eksterminuję Was rękami blogspota za bezczelne kopiowanie".
Pozdrawiam równie miło :)

Kalevatar pisze...

Droga JungletrainOne, mogłyśmy załatwić tę sprawę jak ludzie dorośli i cywilizowani. Wystarczyło w komentarzach do analizy blogaska o panu Posępnym (które, pozwolę sobie przypomnieć, wiszą na Przyczajonej Logice już od 15 października)zasygnalizować chęć rozmowy o dalszym wykorzystywaniu Twojego tekstu. Spokojnie i rzeczowo. Skoro jednak wybrałaś straszenie nas prawami autorskimi i grożenie zlikwidowaniem bloga, z żalem muszę stwierdzić, że żadnej dyskusji na ten temat być nie może. Twoja zgoda, na szczęście, nie jest nam potrzebna. Powiedziałam. ^^

Reszcie Czytelników dziękuję za wsparcie oraz za ciepłe przyjęcie kolejnej analizy. Już w czwartek zapraszam na ostatnią odsłonę znęcania się nad panem Posępnym. ;*

JungletrainOne pisze...

Owszem mogliśmy (nie wchodzę codziennie na Waszego bloga:] ale dlaczego nie napisaliście mi chociażby zwykłego komentarza, że" Twój blog trafił do analizowania" tak jak to zrobiliście na pierwszym blogu, wtedy się nie gniewałam) lecz to samo mogę stwierdzić o Waszych dwóch czytelnikach, którzy za najlepszą metodę wybrali obrażenie mnie:] Ja umiem przyznać się do błędu, i zareagowałam zbyt ostro to prawda, ale tylko dlatego, że nigdy przedtem się z takim czymś nie spotkałam to mnie nie tłumaczy, wiem ale większość osób by tak postąpiła. Przepraszam skład osób analizujących za moją niewiedzę. Niech każdy robi swoje.

kura z biura pisze...

Kfiiik!
Znowu się obśmiałam jak norka...
Co do praw autorskich - może to trzeba wytłumaczyć jak sołtys krowie na miedzy? Gdyby ekipa Logiki stwierdziła "My napisaliśmy to opko" - to byłoby złamanie praw autorskich. Ale oni nie tylko, że tak nie twierdzą, a wskazują prawdziwą autorkę, nieprawdaż? Więc żadnego naruszenia praw nie ma. Sorry, Winnetou.

Kod: duperi. Bardzo adekwatny!

Anonimowy pisze...

Słowko o Demminie: w książce był pedofilem. Bardzo lubił małych chłopców.
Ach! Byłabym zapomniała! Przy okazji: w wersji oryginalnej Rahl jest blondynem. Jego imię brzmi Darken Rahl, a darken nie znaczy posępny. Tłumacz spieprzył sprawę. Palce i wargi oblizuje dlatego, że w dzieciństwie oberwał magicznym ogniem, który zabił mu ojca i nie mógł dotknąć oparzeń.
I wcale nie je jabłek!

Anonimowy pisze...

A co do jabłek, najwyraźniej Pan Posępny jest Shinigami. Odsyłacz do Death Note :D

Feeshcka pisze...

Tak, tak, moje drogie, jesteście złem.
Blond stworzenie przed komputerem łeb napierdziela, aczkolwiek...
Przerwać czytanie analiz?
NIGDY!

Pozwę was do sądu. Poza tym, jesteście bardziej zajebiste od samofalującej peleryny i kamiennego jedwabiu.

Chwała.

Anonimowy pisze...

Naprawdę Rahl był wegetarianinem? Nie przypominam sobie... :/ Poszukiwacz Prawdy... Syn/brat (zależy od źródła) Darkena, który zgodnie z przepowiednią zabił go w pierwszym tomie. Dzieciak, który bez pomocy zgubiłby się od razu... ;/

Anonimowy pisze...

Heya i'm for the first time here. I found this board and I to find It really helpful & it helped me out a lot. I hope to offer something again and aid others like you helped me. zerknij tutaj, http://www.acoc.co.kr/xcoc/index.php?mid=user_music&document_srl=1422811

Sławomira pisze...

,,- Kobietę? Powiedz słowo a przyprowadzę Ci najładniejszą w całych Midlandach.Midlandy: prawie jak Śródziemie... ;/"
Midlandy to oryginalna nazwa, jest inny problem.

D'hara nie leży w Midlandach. Midlandami Rahlowie nie władali za życia Darkena, Demmin musiałby trochę pokombinować, by dostać kobietę stamtąd. Nie wiadomo, czy dzieje się to przed, czy po zniknięciu granicy - jeśli przed, to w Demmin nie mógłby się po prostu wybrać do Midlandów.

,,Demmin się nieco speszył, lecz słuchał dalej.
Demmin – jeden z najgrzeczniejszych chłopców w tym królestwie. Jego psychoterapeuta może już zacząć liczyć zyski z przyszłych sesji.
Demmin pewnie sypia z rączkami grzecznie ułożonymi na kołderce."
Demmin wolał małych chłopców, więc rozmowa o kobietach i to dorosłych, mogła go peszyć.

,,- I powiedz kucharzowi, by przyniósł mi kilka jabłek, przy okazji wyjaśnię mu kilka spraw, które powinien wiedzieć. - dodał poważniejszym tonem."
Nie wiem, jak w D'harze, ale w Midlandach wszystkie czerwone owoce, w tym jabłka, są trujące. Jedynie w Westlandach jada się jabłka.

,,[Pałac Ludu]Ot, komuna wróciła." Nazwa autentyk, ciekawsze są te brunatne chmury. I tak, nazwa ma sens, gdyż:
- Rahl chroni swój lud
- układ pomieszczeń w zamku itd., tworzą ogromny czar chroniący lud
- Pałac to takie miasto w jednym budynku jakby

,,Niezbędne zabezpieczenia, by Posępny nie wychylał się z balkonu i nie pluł ludziom na głowy." Kwikłam.

,,-Uwielbiam czerwony kolor. – jego kąciki ust wyraźnie powędrowały do góry.Tam już zostały, bo stwierdziły, że lubią górski klimat." Biorąc pod uwagę, że:
- czerwony to kolor Rahlów
- czerwony jest trujący w związku z czarami czarodzieja służącego jego ojcu
ta miłość do czerwieni jest niepokojąca.

Sławomira pisze...

@Anonimowy

Richard był synem Darkena, tak twierdzą książki.