piątek, 30 października 2009

Posępna analiza posępnego blogaska - część III

Witajcie!
Przepraszamy za lekkie opóźnienie, spowodowane tym, że
jedna z analizatorek miała problemy z ogarnięciem się. Ale jesteśmy, żyjemy i analizujemy wbrew deszczom, śniegom i wściekłym psom.
Dziś trzecia część analizy blogaska opisującego dzieje Rahla Posępnego. Zapraszamy!

Blog:
http://darkenrahl.blog4u.pl/

Zanalizowały:
Kalevatar i Pigmejka
-->

Katherine zamieszkuje mały drewniany domek wraz z siostrą Julien i rodzicami Johnem i Anastazją. Zawsze musiała wykonywać ciężkie prace, niemal usługiwała swojej rodzinie w zamian nie otrzymując nic, chociażby nawet oznak miłości.
Niemal usługiwała: prawie prała i niemalże sprzątała, czy jak?

- I co jesteś z siebie zadowolona? – spytała Julien, jasnowłosa dziewczyna w pięknej zielonej sukience. Katherine milczała spoglądając na swoje odbicie w lustrze, na posiniaczone nadgarstki, szyję zakryła jedwabną chustką, którą mogła kupić w zamian za wykonanie ciężkiej pracy na polu.
Pewnie sama zaorała pole. A co.
Ale chociaż dostawała za to godziwą zapłatę, skoro stać ją było na jedwabną chustkę.

Jej ubranie było brudne, porwane.
- Na co liczyłaś? To tyran… dla niego liczy się tylko władza, a nie jakaś tam wieśniaczka,
Nie, żeby nazywali go „Ojczulkiem” i utrzymywali, że „osłania ich jego miłosierdzie”. ;/

a Ty do niego poszłaś jak gdyby nigdy nic, jesteś bardzo naiwna. – kontynuowała jasnowłosa. – Gdybym ja tam poszła to co innego… jestem piękna… - podeszła do lustra stając tuż obok Katherine.
Tak, ją by po prostu zgwałcił, bez pozostawienia siniaków.
A może z przekory pozostawiłby siniaki bez gwałcenia? Tak czy tak, byłaby zabawa.;)

- Przestań…
- Czemu mam przestać? Zobacz jak Ty wyglądasz… nikt Ciebie nie chce bo jesteś brzydka, zwykła wieśniaczka... nadajesz się tylko do pracy. – Julien przerzuciła swoje włosy za ramię.
Za to Julien wieśniaczką nie jest, mimo że też mieszka w chłopskiej chacie i za ojca ma gospodarza.

Katherine wiedziała, że mówi prawdę, od lat słyszy te słowa, lecz teraz nie chciała się do tego przyznać,
Katherine – następna, która wierzy w słowa, jakie słyszy w swojej głowie, wypowiadane przez własne alter ego. Jeszcze trochę, a też zamieni się w szczupaka.

po spotkaniu z Rahlem poczuła się o trochę dowartościowana.
Brutalne zgwałcenie przez władcę-tyrana: + 20 do samooceny.
No weź, tam zdaje się była mowa o „składaniu królewskiego nasienia”... Będzie matką posępnego bękarta... tfu!, bękarta Posępnego.
Kathy nie mogła powstrzymać łez, ileż można znosić takich obelg, ciągłego poniżania i to przez własną rodzinę. Ciężko się żyje bez oparcia. Jej życie w porównaniu do życia jej siostry Julien, nie było usłane różami.
Z czego wynika, że miała lepiej od Julien, bo tamta musiała non stop popylać po kolczastych kwiatkach.
O mój Jeżu, jakież to smutne! Mieszka na wsi, a rodzice każą jej – o zgrozo! - pracować w polu! To cud, że ta dziewczyna jeszcze się nie tnie!

Rzadko wychodzi z domu, a kiedy już wyjdzie to po to by pracować, często udaje się w nieznane innym ludziom z wioski, miejsca, a wtedy piszę pamiętnik albo podziwia przyrodę zastanawiając się przy tym nad sensem swojego życia.
Pisze też wielotomowe traktaty zawierające komentarze do Heideggera koncepcji Dasein oraz platońskich rozpraw o naturze państwa. Jak na porządną wieśniaczkę przystało.

Co ją skłoniło do wyjścia z domu, do odnalezienia szkatuły i oddania ją w ręce Rahla Posępnego?
Ja bym wolała wyjaśnienie, jak chroniona była ta szkatuła, skoro byle chłopka mogła ją odnaleźć.
Toż to Mary Sue. Pewnie wystarczyło, ze zatrzepotała rzęsami.

Tymczasem drzwi ponownie się otwierają, Katherine w porę zdążyła wytrzeć łzy z zimnych , przybrudzonych policzków.
Przetłumaczy mi ktoś ten fragment?
Hmm... Ałtorka uprawia postmodernistyczną zabawę z czasami w zdaniach, a bohaterka ujawnia swoją emowatą i trupią naturę?

- Bojówka jest w mieście, może Twój królewicz przyszedł po Ciebie? – Julien zaśmiała się głośno.
- Niech Cię szlag! – Katherine przymknęła drzwi tuż przed jej nosem. Miała jej już wystarczająco dosyć. Jej zachowanie bardzo zdziwiło Julien, gdyż nigdy na nią nie krzyknęła.
- Pożałujesz tego! Powiem wszystko matce! – krzyknęła zza drzwi jasnowłosa.
Aaa, mamuuusiuu, a onaaa mnie bijeeee!!! ... T.T
I jeszcze się przezywaaa!!!

To był ten moment w którym żałowała, że powiedziała siostrze o tym co zrobiła, lecz była ucieszona sama z siebie, że nie powiedziała wszystkiego.
Być ucieszonym samym z siebie – to już wyższa forma narcyzmu, nie uważacie?
To tak jak u Posępnego z jego egocentryzmem w stadium terminalnym. Pasują do siebie.

- Otwieraj te cholerne drzwi! – dobiegł ochrypły niski głos zza drzwi. Tak to ojciec Katherine. Zlękła się, na pewno zrobi jej krzywdę, za to jak odezwała się do Julien, do jego oczka w głowie.
Katherine odsunęła się od drzwi, podbiegła do okna i otworzyła je, po chwili wyszła przez nie na zewnątrz. Obejrzała się za siebie gdy usłyszała kroki. Ktoś złapał ją mocno w pasie.
- Mam ją! – krzyknął
Zza rogu wybiegł ojciec, matka i Julien. Katherine ujrzawszy ojca łapiącego grabie próbowała się wyrwać, bezskutecznie. Ojciec uderzył ją w twarz.
Grabiami? O.O

- Ty suko!
„Piła IV”, normalnie.
Prędzej „Grabie II”, taka bardziej swojska wersja.

- Naucz ją rozsądku, ojcze! – krzyknęła stojąca za nim Julien.
- Tylko ją nie zabij, dawno nie miałem kobiety, chciałbym coś skorzystać. – rzekł mężczyzna trzymający Kathy.
Sądząc po mowie, to jakiś obcokrajowiec. Nielegalny imigrant-niewolnik?

Zaczęli się śmiać. Jedyne co w tej chwili czuła Katherine to ból po uderzeniu w twarz, mocno zaciśnięte ręce, tego, który ją trzymał i ogromne pragnienie by umrzeć.
- Zacznę od Twojej pięknej buźki – ojciec chwycił ją mocno za włosy.
Nagle było słychać świst, strzała przebiła mu prawe ramię, momentalnie puścił włosy Kathy.
- Kto to zrobił!! – wyjęczał spoglądając na strzałę.
Szukał na niej jakiegoś znaku firmowego w stylu „Made by Sauron”, czy co?
Z każdej szanującej się strzały zwisa tekturowa metka z nazwą producenta i datą minimalnej trwałości do spożycia.

Nagle pojawiło się dwunastu żołnierzy w czerwonych strojach, wszyscy mieli czarne hełmy
Dlatego też wyglądali trochę jak gigantyczne biedronki.

prócz jednego, dowódcy – Demmina Nassa.
On nie miał hełmu, czerwonego stroju czy w ogóle się nie pojawił?
- Co tu się dzieje? – zapytał stanowczo Nass.
- Nic… nic.. my tylko…. – wyseplenił ojciec
- Mówcie szybko, albo potnę Was na kawałki!
Pseudotwardzielska, kiczowata gadka złego sługi jeszcze gorszego Władcy Ciemności – zaliczona.

- Ta kobieta zasłużyła na karę…
- Karę? Tylko Mistrz Rahl decyduje o tym kto zasłużył na karę! Wy … - nagle Demmin wzdrygnął, ujrzał posiniaczone nadgarstki Kathy, podszedł do niej popychając mężczyznę, który wcześniej ją złapał, a ten upadł na ziemie.
- Do mnie fikasz, koleś? Do mnie fikasz? - pytał napierając na przeciwnika klatką piersiową.

- Jak masz na imię? – spytał Nass.
- Katherine… - odparła wycierając zakrwawiony prawy kącik ust.
I próbując usunąć ojcowskie grabie z kości policzkowej.

- A więc to Ty… Rahl chce Cię widzieć. – rzekł łagodnie Nass, widać było, że rośnie w nim złość.
- Naprawdę? – spytała
- Nie. Żartowałem – odparł przekornie i wbił jej z drugiej strony widły, żeby było symetrycznie.
A potem poprawił łopatą od przodu.

Demmin wziął zamach i uderzył Julien w twarz aż upadła na ziemie.
- Każdy kto dotknął tą kobietę – skierował na Kathy – Obraził ją, lub poniżył będzie miał osobiście do czynienia z Mistrzem Rahlem! – krzyknął Nass spoglądając na nich.
I z oboma jego sztylecikami! I z pejczykiem!

- Związać ich! – Nass wydał rozkaz, a żołnierze schwytali ojca, matkę siostrę i mężczyznę i związali im ręce.
-Weźcie nasz dom, wszystko co chcecie, tylko nie prowadźcie nas do Pana Rahla! - krzyknął ojciec.
- Przymknij się, starcze! – Demmin miał już dość tej rodzinki, był zły, ważyli się ją uderzyć, gdy Rahl się o tym dowie to wpadnie w szał.
Bo bić swoje nałożnice może tylko władca. Inaczej siniaki są w niesymetryczne.
I będzie się zachowywał jak ten czcigodny młodzieniec: link .

Demmin wyjął z ekwipunku księgę i białe pióro. Na pierwszy rzut oka można by było pomyśleć, że jest to zwyczajna, stara książka, lecz tylko naoczni świadkowie mogli przekonać się o tym iż zwyczajną książką nie jest,
Świadkowie nauszni mogli zaś usłyszeć, jak jej strony śpiewają wieczorami.
a tak zwaną „księgą podróżną” Rahla Posępnego, dzięki której porozumiewa się on z dowódcami bojówek a robi to pisząc namoczonym w krwi piórem uprzednio zabitej ofiary.
Jeżu, prawie jak dziennik Toma Riddle’a. Jeszcze powiedzcie, że jest w nim zaklęty fragment duszy władcy... T.T
„Piórem uprzednio zabitej ofiary”? Posępny za każdym razem, gdy chciał wydać rozkaz, zarzynał kurczaka? A taki z niego wegetarianin...

W księdze tej można pisać jedynie krwią.
Zwyczajną farbą książka bowiem pluje i kaszle, a od atramentu dostaje wysypki. ^^
Zapewne jeszcze upuszczoną z czterdziestoletniej dziewicy 29 lutego w pełnię księżyca nożem zakupionym w Lidlu. Ale co tam, efekt się liczy.

Nass chciał poinformować Rahla, że odnalazł kobietę, jedyne czego potrzebował to właśnie krwi.
A pióro ofiary to pies? Na pewno w pobliżu kręcą się jakieś kurczaki.

Nie mógł nikogo zabić gdyż gdyby to uczynił pozbawił by Rahla ogromnej rozrywki,
„Ja chcę go zabić, ja, jajajaja! Mogę? Mogęmogęmogę?” *robi oczy kota ze Shreka*

Nass zamoczył pióro w płynącej strudze krwi, po czym podszedł do księgi. Katherine siedziała tuż obok, wytarła brudną twarz, a żołnierze pilnowali rodziny stojącej koło ściany domu ze związanymi rękoma. Nass zaczął pisać nieznanym pismem:
Czyli że nie wiedział, co pisze?

„Mistrzu Rahlu, jesteśmy w Tamarang i odnaleźliśmy kobietę. Nie wyrywała się, bez słowa zgodziła się pójść z nami, a mogę nawet rzec, że ucieszyła się.
No przecież wszyscy widzieliśmy, jak skakała z radości.

Schwytaliśmy czterech ludzi, dwie kobiety i dwóch mężczyzn, prawdopodobnie to jest jej rodzina, lecz śmiem w to wątpić, gdyż kiedy wkroczyliśmy to trzymali ją,
To u nich nie można trzymać członków rodziny? Ciekawe, jak matki opiekują się swoimi dziećmi. Że już nie wspomnę o robieniu tychże dzieci.

niestety jeden zdążył ją uderzyć, lecz to nic poważnego.”
Wciąż ma na ciele mnóstwo niewykorzystanego miejsca na siniaki, mój panie.
A te grabie komponują się z nią całkiem nieźle.

[Tymczasem Pałac Ludu]
- Mój Panie! – krzyknął Egremont, z komnaty obok wyłonił się Rahl. – Demmin Nass przysłał wiadomość, pisze, że odnalazł kobietę.
Rahl szybkim krokiem podszedł do księgi umieszczonej na drewnianym stojaku, nie to, żeby nie wierzył generałowi, lecz zawsze sam wolał sprawdzać autentyczność informacji, które do niego napływały.
Wierzył, ale wolał sprawdzić autentyczność. LOL.

Jego oczy szybko śledziły tekst, po chwili na jego twarzy pojawił się specyficzny uśmiech.
Taki jakby lekko obleśny?
Hey, why so serious? ^^

- Doskonale. – rzekł usatysfakcjonowany, jego kąciki ust powędrowały jeszcze wyżej
Aż spotkały się z tyłu głowy. Górna część czaszki Posępnego z cichym, wilgotnym mlaśnięciem zsunęła się na ziemię.

– Wiedziałem, że Demmin mnie nie zawiedzie.
- Ale uderzyli ją. – potwierdził generał przypominając zarazem jego rozkaz, iż nikt nie mógł tknąć kobiety.
- Co?! Jak oni mogli! Aaaa!!! Blebleblebleble! I hate my life!!! - wrzeszczał Rahl okładając się po głowie swym posępnym trzewikiem.

- Owszem, lecz nic jej nie będzie. – Rahl miał przed oczami wspomnienia z tamtej nocy,
Oraz, najwyraźniej, rentgena o zasięgu 15 kilometrów.
Albo zdolność uzdrawiania siłą woli. >.<

- A co z tymi ludźmi? – Egremont skierował się do władcy, który teraz stał do niego tyłem.
- Dotrą tu za jakiś czas. – Rahl wciąż stał tyłem, był bardzo spokojny - A wtedy się zabawię, dawno nie doświadczyłem takiej rozrywki, już zaczynałem się nudzić. – w jego oku pojawił się błysk –Już nie mogę doczekać się tej wizyty. – uśmiechnął się szyderczo, wyjmując z pasa swój słynny sztylet, obracając go w dłoniach.
Miał sztylet W PASIE? No, to wyjaśniło się, o jaki sztylet chodzi... ^^’
I jeszcze obraca go w dłoniach. Publicznie! *zgorszona*

- Panie, a co z kobietą? Masz wobec niej jakieś konkretne plany?
- Oczywiście. – władca odwrócił się twarzą do niego. – Najpierw pragnął bym z nią porozmawiać, jest wiele rzeczy o których mi nie powiedziała, kiedy już to zrobię chcę jej zasmakować, chcę ujrzeć ją ponownie w moim łożu, lecz nie tknę jej palcem póki sama tego nie zechce. –
A co on tak złagodniał? A gdzie złowrogie gwałty w toalecie i piętnujące siniaki?

jego twarz była spokojna, ukrył sztylet tuż obok pochwy miecza.
*próbujeniemiećskojarzeń*

- Rozumiem. –skinął Egremont. Rahl okrążył komnatę zatrzymując się przy oknie.
On ma chyba jakieś robaki w tyłku, poważnie. Chwili nie może w miejscu ustać tylko go ciągle nosi po pokoju.

-„Drogi Demminie, bardzo ucieszyła mnie Twoja wiadomość, doskonale się spisałeś. Po powrocie wynagrodzę Cię przyjacielu. A tymczasem będę wyczekiwał Waszego powrotu. Darken Rahl.”
„PS. Drogi przyjacielu, może byłbyś uprzejmy przysłać mi wonności, bo już się skończyły. Buziaczki, Twój P.”I nie zapomnij o słoiczku z wazeliną, jak zawsze. Kiss ;*

Oczy Nass powiększyły się, na zżółkniałej stronie księgi pojawiła się odpowiedź, dowódca czytał kolejno pojawiające się czerwone litery, kiedy przeczytał całą wiadomość uśmiechnął się dumnie, zamknął księgę i schował ją z powrotem do ekwipunku.
- Ruszamy. Mistrz Rahl wyczekuje Nas.
Tę dziwaczną manierę używania w stosunku do kogoś zaimków pisanych wielką literą jakoś przeboleję, ale „Nas”? To już chyba zbytek samozadowolenia.

– oznajmił podchodząc do żołnierzy, następnie skierował się do Katherine podając jej dłoń – Już czas, droga do pałacu zajmie nam kilka godzin, do tego czasu trzymaj się mnie. – Skinęła głową i chwyciła dłoń dowódcy wstając z ziemi. Nass wysunął się na przód, Katherine szła tuż obok niego, z tył za nimi podążali żołnierze pilnujący rodziny, przed nimi dosyć długa droga.
Nie stać ich na konie, że idą pieszo?
Pewnie też są zakazane, jak magia, ogień i trzymanie kogoś.

[Pałac Ludu]
- Panie, czy mogę coś jeszcze dla Ciebie zrobić? – odezwał się Egremont przypominając o swojej obecności. Rahl spojrzał na niego zastanawiająco, po czym wstał i powolnym tempem podszedł do generała.
Podrzucając przy tym wymownie pudełko z wazeliną.
Yaoi ^^

- Idź do kuchni i powiedz, że wieczorem chcę urządzić ucztę, ma być wszystko, niech kucharze sporządzą najlepsze dania, przy stole mają być tylko dwa miejsca, dla mnie i dla Katherine. – Rahl splótł ręce za plecami uśmiechając się zarazem.
Bo zazwyczaj Posepny jada przy jednym stole z żołnierzami i służbą – wszyscy solidarnie z jednego gara. ;)

- Oczywiście. – generał uważnie słuchał dalej, gdyż wiedział, że to nie koniec.
- Niech przygotują osobną komnatę, tak na wszelki wypadek, gdyby jednak zechciała spędzić dzisiejszą noc sama. – Władca przetarł wargę koniuszkiem palca wskazującego – Choć wolałbym by do tego nie doszło. – dodał po chwili.
- Co tylko rozkażesz. – Egremont ukłoniwszy się wyszedł z komnaty.
Chwilę później Rahl także z niej wyszedł, szedł spokojnym, rytmicznym krokiem, czerwona szata ciągnęła się za nim.
Oho, już mu nie faluje. Baterie się wyczerpały?
Szata mu oklapła. Czy to nie zły omen przed planowanymi nocnymi zabawami? ;)

Rozglądał się po swoim zamku, umiał wyczuć, gdy coś miało się stać. Przeszedł po wyrytym w posadzce pentagramie po czym zatrzymał się tuż przed wejściem do pomieszczenia, do którego tylko on mógł wejść, gdyż chronił ją czarami. Wszedł spoglądając czy aby szkatuły są na miejscu, tak były dwie obok siebie, ich widok jeszcze bardziej napawał Rahla radością.
Phi... Gadżeciarz.

Następnie udał się do pomieszczenia równie ważnego, do krypty, w której w rzeźbionym sarkofagu spoczywał jego ojciec - Panis Rahl.
Niestety nie mógł spoczywać w miejscu publicznym, gdyż na widok jego imienia przechodnie nie potrafili powstrzymać się od znaczących uśmieszków.

Oczywiście miejsce było strzeżone przez kilku żołnierzy, codziennie pilnowano by to miejsce było czyste, by każdego dnia przynoszono świeże, białe róże. Było to ogromnie ważne dla Rahla, zadbane miejsce pochówku jego ojca, jak znalazł by chociażby jeden płatek róży na podłodze, jakby przejechał palcem po sarkofagu, a ten zostawił by na jego palcu czarny osad, w ten Rahl ścinał głowy wszystkim tym, którzy zajmowali się tym świętym dla niego miejscem.
Miejsce... miejsce... miejsce..., powtarzało echo ostatnie słowa uciekającej Gramatyki.Zaś synonimy odeszły obrażone, że o nich zapomniano.

- Wyjdźcie. –władca rozkazał stojącym przy drzwiach żołnierzom, a Ci odeszli.
Rahl okrążył sarkofag, znajdowały się na nim wygrawerowane dwie litery R, godło rodu Rahlów, które można było ujrzeć w każdej komnacie w całym zamku, nawet szaty noszone przed Władce mają je wyszyte. Rahl położył dłoń na sarkofagu, przymknął oczy i zaczął wypowiadać modły w mrocznym, znanym tylko jemu języku.
Taaak, schizofrenia jest baaaardzo mhhroczna. :/„Haka szaka laka! O, hapa sziupa sziupa, muhhammad dżihad! Oo, Haka daka daka...”

Zajęło mu to z dobre dwie godziny, bardzo szanował ojca, był jedyną osobą, którą darzył ogromnym zaufaniem, do czasu gdy nie zginął.
Po śmierci przestał być już tak godny zaufania.
Miał umrzeć, jednak tego nie zrobił! Już nawet rodzinie nie można ufać na tym podłym świecie.

Ojciec Rahla został zgładzony przez płomień czarodzieja pierwszego stopnia „Zeddicusa Zull'a Zorander’a” , którego wciąż szuka i nie spocznie póki go nie znajdzie, później zajmie się poszukiwaczem.
Posępny wciąż szuka tego płomienia, tego czarodzieja czy tego pierwszego stopnia? Bo poszukiwanie poszukiwacza to już jest jakieś metaposzukiwanie, grozi zapętleniem rzeczywistości. ;)

Matki nie znał, gdyż kobiety służą tylko do tego by powiększył się ród Rahlów, nic więcej, nie ma mowy o miłości, nie ma mowy o córce, musi narodzić się syn.
Królewskie plemniki były wyjątkowo karne.


Rahl po opuszczeniu krypty swojego ojca, skierował się korytarzem prosto do Sali ceremonialnej, w której świętował ważne dla niego wydarzenia, przybycie Katherine było dla niego jednym z takich właśnie wydarzeń. Stanął w progu, nie zdradzając o swojej obecności obserwując zarazem postępy jakie poczyniła służba.
Jego czerwona szata zapewniała idealny kamuflaż na tle cegieł. Czasem tylko jakiś nieuważny służący nadziewał się przypadkiem na wystający zdradziecko... sztylet. ^^

Sala ta była duża, na oknach wisiały czerwone zasłony z godłem Rahlów. W każdym kącie znajdował się świecznik, na którym ustawione było kilka dużych świec, które znacznie oświetlały to miejsce.
Zatem Sala Ceremonialna musiała mieś rozmiary przeciętnej szkolnej klasy, bo niczego większego nie da się paroma świecami oświetlić. -.-
A w ogóle to chyba ogień był zakazany, tak?Ale to był hiper mocny ogień bezogniowy. ^^

Po środku widniał okrągły stół, a przy nim dwa wysokie krzesła z wygrawerowanymi literami R.
Okrągły stół, no nieźle. Zapewne krzesło Posępnego było znane jako Niebezpieczne miejsce, bo każdy, kto na nim zasiadał, odnajdywał w sobie upodobanie do kiczu i patetycznych pseudodram.A także jabłek, sztylecików i wazeliny.
Godło Rahlów znajdowało się wszędzie, na każdej ścianie, w każdej komnacie, przypominały o tym jak wielką władzę posiada.
Albo jak wielkim jest megalomanem i tandeciarzem. *wyobraża sobie papier toaletowy tłoczony w godło rodziny Rahlów*

- Mistrzu Rahlu... – odezwał się niepewnie jeden z pracujących, przyciągając na siebie wzrok władcy. – Jeden z naszych poczuł się źle, więc wysłałem go do kuchni, żeby trochę odpoczął. – dodał przełykając ślinę.
Bo to, ilu służących jest dziś w pracy, jest oczywiście dla władcy kwestią życia lub śmierci.

Rahl zajrzał mu głęboko w oczy, zapanowała cisza, nikt nie ważył się nawet drgnąć. Płomienie świec zaczęły falować, po chwili kilka z nich zgasło
Powiew zajebistej mhrroczności Posępnego, ani chybi.Albo ktoś ma bardzo silne wiatry. (Za dużo jabłek?)
zostawiając po sobie szary dym, który równie szybko zniknął.
Pewnie bał się spotkania z zakrzywionym sztylecikiem.

- Panie… ale, ja… ja… - mężczyzna wyraźnie się bał, za wszelką cenę unikając wzroku Rahla.
- Milcz, kiedy do Ciebie mówię. – Rahl rozkazał mu stanowczo rozplatając ręce zza pleców.
*wyobraża sobie wyłaniające się zza pleców władcy macki godne indyjskiego bóstwa*

Mężczyzna odruchowo się skulił, żałował, że w ogóle się odezwał. Inni pracownicy spoglądali w podłogę, lecz słysząc słowa Rahla zaczęli odczuwać lęk, modlili się w duchu by Mistrz Rahl się nie zdenerwował, lecz jeżeli to się stanie to oby jego złość nie spadła na nich.
Oberwanie posępnym trzewikiem to nic przyjemnego. Że już nie wspomnę o akcji z pilotem...

- Chyba nie muszę Ci przypominać kim jestem. A może jednak powinienem to zrobić? – skierował się do mężczyzny, na którego czole pojawiła się kolejna kropla potu.
- Nie, nie… mistrzu Rahlu! wybacz mi proszę… czynie dziś same głupstwa… - wyjąkał. Władca spoglądał na niego niczym myśliwy na swoją ofiarę, nie wzbudzał w nim żadnej litości, nikt nie wzbudzał w nim litości.
No, służący to z zasady mało litościwi ludzie. Ale czemu miałby się litować akurat nad Posępnym?O.oI dlaczego w ogóle ktokolwiek miałby się tu nad kimkolwiek litować, skoro Ałtorka najwyraźniej nie ma litości dla gramatyki?

- Na kolana. – rozkazał po chwili Rahl. Mężczyzna natychmiast klęknął pomimo tego iż był obolały od pracy, po czym rzekł głośno:
- „Prowadź nas mistrzu Rahlu, Nauczaj nas mistrzu Rahlu, Chroń na mistrzu Rahlu. Rozkwitamy w twojej chwale.” – po twarzy mężczyzny spływały krople potu, lecz ten nie przerywał i mówił dalej – „Osłania nas twoje miłosierdzie. Twoja mądrość przerasta nasze zrozumienie. Żyjemy tylko po to, żeby ci służyć. Nasze życie należy do ciebie."
Mężczyzna zamilkł a Rahl chwycił go za włosy zaciskając na nich swoją dłoń,
A co innego miałby na nich zacisnąć? Język? Ucho?

jego źrenice się powiększyły, po czym wysyczał mu do ucha, lecz na tyle głośno, by wszyscy usłyszeli.
- Jeżeli jeszcze raz mi przerwiesz, w trakcie kiedy ja będę mówił to pozbawię Cię głowy. – puścił jego włosy a ten upadł na posadzkę łapiąc się za głowę.
- Straż! – zawołał żołnierzy, którzy po chwili stali już obok niego.
– Zaprowadźcie go do lochów, co piętnaście minut ma powtarzać modły przez dwie godziny tak głośno bym słyszał, jeżeli nie będzie tego robił, zabijcie. – dodał pewnym głosem.
Zmieniłam zdanie. Posępny ponad wszelką wątpliwość jest godzien litości. Jeżeli kogoś jara straszenie służących, gwałcenie wieśniaczek i grożenie kucharzowi zjedzeniem go... -_-''No co. Ma pewnie jakiś kompleks z dzieciństwa. Kolega zabierał mu grabki, czy coś... ^^

- Panie! Litości! Wybacz mi co uczyniłem! – jęczał mężczyzna wyprowadzany z pomieszczenia przez żołnierzy.
- Wracać do pracy. – zmierzył resztę służby swoim mrocznym wzrokiem po czym wyszedł, płomienie świec przestały falować.
Stężenie zajebistości w sali nieco zmalało, choć jeszcze przez parę godzin ludzie będą kierować do siebie pseudotwardzielskie gadki i, mierząc się nawzajem swoimi mrocznymi wzrokami, zakrzywiać lekko czasoprzestrzeń.

Reszta odetchnęła z ulgą jakby wyjęło im noże z gardeł, które nie pozwalały im na normalny oddech.
Czyli wszyscy dostali krwotoku tętniczego?Nie wytrzymali tego napięcia.

[Tymczasem w Kuchni]
Przy stole siedział siwawy mężczyzna, oparty rękoma o głowę wzdychając ciężko.
Mam nadzieję, że to o głowę kapusty on się opiera.To była pewnie głowa poprzedniego kucharza. Taka wymyślna podpórka.

- Starcze. – zawołał go Rahl ukazując się w drzwiach. Mężczyzna podniósł głowę po czym próbował wstać
- Panie…
- Nie wstawaj. – uśmiechnął się troskliwie Rahl. – Doszły mnie słuchy, że nie za dobrze się czujesz. – wszedł do pomieszczenie powolnym krokiem.
- To prawda, mój Panie pracuję od kilku dni bez…
- Czyli nie jesteś w stanie wykonać pracy jaką Ci zleciłem. – oznajmił Rahl przerywając mu w połowie zdania.
A to cham. A innych to się czepia.

- Wykonam tą pracę Panie, tylko daj mi kilka chwil, potrzebuję odpoczynku…
Rahl okrążył stół, przy którym siedział starzec, władca usłyszał jego świszczący, przyśpieszony oddech. Uśmiechnął się do siebie.
- Mogę zapewnić Ci trochę odpoczynku. – rzekł stając tuż za starcem.
Niech zgadnę... *zieeew* Zabije go?„I już nigdy nie powiesz: TĄ!!! MUAHAHAHA!!!”

- Dziękuję Ci Panie… jesteś bardzo dobry… - odpowiedział mężczyzna nie odwracając się, gdyż ból mu na to nie pozwalał.
- To ja dziękuję. – Rahl uśmiechnął się cwanie i zwinnym ruchem chwycił sztylet zaczepiony u pasa i podciął starcowi gardło.
Borze, ten facet to jakiś maniak. Biega po domu i zabija ludzi. Ma ktoś kaftanik?
Swoją drogą – zabić przemęczonego starca, w dodatku od tyłu... to takie chwalebne, nie? Takie cool, chciałoby się rzec.

Z ust mężczyzny wypłynęła krew, zsunął się z krzesła a jego ciało opadło na podłogę. Żołnierze pojawili się w progu obserwując ze spokojem zaistniałą sytuacje. Rahl przypatrywał się jak z ust starca bucha krew, jak tonie we własnej krwi, jak się nią dławi. Rahl czuł podniecenie, czuł satysfakcje, wciąż się uśmiechał trzymając w dłoni sztylet z którego kapały kropelki krwi.
W pewnej chwili poczuł, że jego spodnie stały się dziwnie ciasne... A najnowszej wieśniaczki do zgwałcenia jak nie było, tak nie ma.
W trzech zdaniach cztery razy użyto słowa „krew”. Doprawdy, Ałtorka szaleje z tymi synonimami.

Czerwona plama na podłodze stale się powiększała. Kiedy starzec przestał się rzucać, władca przykucnął obok jego ciała i wytarł sztylet o jego ubranie po czym ukrył go przy swoim pasie. Wstał i zrobił większy krok omijając ciało starca, jego czarne włosy zafalowały zasłaniając mu twarz odgarnął je delikatnie opuszkami prawej ręki.
Ha ha, falowanie znów zaskoczyło! Pewnie działa na baterie ładowane za pomocą żenujących scen morderstw.

Generał Egremont wyszedł mu naprzeciw, władca zatrzymał się.
(...)
- Panie? Coś Cię niepokoi? – spytał cicho generał.
- To nie niepokój, tylko zdziwienie, generale.
- Zdziwienie?
- Owszem, jak tacy niewdzięcznicy mogą przebywać w moim zamku. – odpowiedział spoglądając kątem oka na ciało starca.
A mnie dziwi, że go jeszcze służba na taczce nie wywiozła.A mnie dziwi, jak można nie dostać jakiejś poważnej wady wzroku, skoro non stop się patrzy kątem oka.

(Uwaga do Czytelników: polecam poniższy akapit - zaczynając od „Z ciemności...” aż po „oto Rahl Posępny” - przeczytać najpierw w całości, nie zwracając uwagi na komentarze Analizatorek. Odkryje on przed Wami niezgłębione dotąd pokłady ałtorskiej egzaltacji i przerażającej literackiej tandety. ;))
Z ciemności jednego z korytarzy wyłonił się Rahl, niczym błyskawica,która pojawia się znienacka na ciemnym nieboskłonie,
Kolejne kuriozalne porównanie. ;)
Aż jestem ciekawa, co Posępny robi z siłą wodospadu.W sensie, że wyglądał jak gigantyczny świecący korzeń? Co za mhrook...

jego chód sprawiał iż jedwabna, czerwona szata unosiła się by zaraz potem odsunąć na boki,
Czytaj: miał rozpierdak aż do pasa? Ale widzę, że samofalowanie szaty też znów działa.

krok miał pewny, stanowczy, pomimo iż poruszał się bezszelestnie to można by rzec, że z każdym stawianym krokiem powstaje grzmot,
Taak, bo poruszanie się bezszelestnie wcale nie kłóci się z grzmoceniem butami o posadzkę.Yeah, bezszelestne grzmoty. I gromobicie ciszy, jako wieszcz pewien rzekł onegdaj.

który utrzymuje się przez kilka sekund a echo sprawia iż dociera on do każdej z komnat, niczym ostrzeżenie o tym, że nadchodzi ten, którego trzeba się obawiać, ten przed którym nie zdołasz uciec, gdyż znajdzie Cię wszędzie, nawet w samej otchłani piekielnej do której sam uprzednio Cię wyśle,
Czyli najpierw cię wyśle, a potem będzie cię tam szukał? Posępny cierpi na zanik pamięci krótkotrwałej czy jak?On cię znajdzie... On, poborca podatkowy!
Posępny jest Świadkiem Jehowy? O.O

gdyż posiada władzę nad magią życia jak i śmierci, jeżeli tylko zechce może zejść do świata umarłych, więc nie chciej być Jego wrogiem gdyż dusza Twoja nawet po śmierci nie zazna spokoju, oto czarnoksiężnik, z którym nikt nie może się równać, oto król wszystkiego, oto Rahl Posępny.
*wyobraża sobie ekstazę piszącej ten fragment ałtorki*Fe... że też Ty nie masz czego sobie wyobrażać... XD

Przeszedł korytarz zostawiając za sobą ciągnącą się za nim szatę i kilka zgaszonych świec.
Szata ciągnęła się za nim niczym welon księżnej Diany, a podmuch zajebistości gasił świece, które i tak nie miały prawa się palić, bo na początku akapitu była mowa o „ciemności jednego z korytarzy”. TO jest magia. ^^Że, idąc, można zgubić płaszcz, to jeszcze rozumiem. Ale świece? Chyba, że mu jakaś wypadła z tył... tylnej kieszeni spodni. :P

[Tymczasem: w drodze do Pałacu Ludu]
Katherine idąc przy boku żołnierzy Rahla Posępnego, poczuła się bezpiecznie, byli to zbudowani, o wiele wyżsi od niej mężczyźni, którzy nie odezwali się słowem, dopóki ich dowódca Demmin tego nie zażądał.
Zbudowani byli. Z klocków.Legoludki.
Każdy z nich miał przypięty u boku miecz w czarnej, długiej pochwie, lecz już sam ich ubiór budził przerażenie.
Bo sześć zbudowanych biedronek budzi krańcowe przerażenie – kojarzy się na przykład ze zbiegami z psychiatryka.

Na czarnych szatach, sięgających im równo do kostek, widniało godło ich władcy, lecz nie były to litery a dwie białe czaszki.
Z ust jednej wysuwał się łeb węża, a druga miała na oczodole piracką przepaskę. Dookoła nich rozpościerała się wstęga z napisem: „Ave Posępny, ad mortem defecatum”.
Oprócz tego, wszystkie szaty falowały do rytmu mhrrocznego hymnu ciemności.

Reszta odzienia była wykonana z czarnej skóry, nie zabrakło też koloru rozpoznawczego Rahla, czerwonego. Twarze mieli ukryte pod metalowymi hełmami w kształcie wcześniej wspomnianych czaszek.
Panowało powszechne przekonanie, że czaszki z przepaską są bardziej cool, choć wstęga z rodowym zawołaniem Rahlów budziła solidarną niechęć wszystkich żołnierzy, którzy czuli się z nią nieco niepoważnie.
Hmm. Mhrrooczne biedronki. Nie ma co, czyste zuo.

O tym, że są ludźmi przypominała tylko ich budowa, gdyż zachowanie w ogóle tego nie odzwierciedlało.
Większość poruszała się na czworaka, niektórzy próbowali się toczyć, drapać stopą po głowie albo lizać się po... ekhm.Dwóch przez moment próbowało latać, ale tylko do momentu, kiedy spróbowali tego nad przepaścią.
Kobieta kątem oka obserwowała idącego obok niej Demmina, który jako jedyny nie miał na głowie hełmu. Fakt iż tuż za nią wleczona jest jej rodzina, nie dawał spokoju, lecz nie oglądała się za siebie, już nigdy jej nie skrzywdzą i ta myśl dodawała jej otuchy.
No tak, nigdy nie będą jej torturować, każąc jej pracować w polu.
- Chciałabym Panu podziękować… gdyby nie Pan, to prawdopodobnie bym już nie żyła… - kobieta spojrzała na dowódcę obdarowując go ciepłym uśmiechem.
Uśmiech wcześniej podgrzała na (zakazanym) ogniu, a potem przewiązała kokardką.

- To nie była moja zasługa, tylko Mistrza Rahla, i to Jemu należą się te podziękowania. – odpowiedział z kamienną twarzą nawet nie zerkając na kobietę,
Aaa!!! Ta choroba, na jaką cierpiał Kamiennojedwabny Snape się rozprzestrzenia! Zarządzić kwarantannę!

Po chwili brama otworzyła się z charakterystycznym dla niej skrzypnięciem, kobieta uniosła głowę do góry, wydawało jej się, że ów brama była mniejsza kiedy była tu za pierwszym razem.
Posępny chciał zadać szyku i zarządził lekką przebudowę zamku.
Rahl stał przy kominku, ciepło palącego się ognia ogrzewało jego zimne dłonie, a światło ukazywało przystojne rysy twarzy, był spokojny, skupiony, oczy wpatrzone miał w ogień, który zwęglił kolejny kawałek drewna, uniósł prawą dłoń i koniuszkami dwóch palców subtelnie przetarł swoją dolną wargę.
Czemu on się tak ciągle czochra? Jakaś złośliwa opryszczka?Moim zdaniem tym razem nie Rahl się czochra, tylko ten ogień... T.T

- Mój Panie! Mój Panie! – dobiegł niski głos tuż zza rogu. Do komnaty wbiegł Egremont. Rahl odwrócił się w jego stronę opuszczając dłoń i mrużąc nieznacznie brwi.
Mrużąc brwi. Co magia, to magia...

- Już są. Czekają na Ciebie przy bramie. – dodał generał uspokajając oddech.
Poklepał ten swój oddech po plecach, czy jak? O.o

Na tą wieść kąciki ust Rahla błyskawicznie powędrowały ku górze, a jego oczy zabłysły specyficznym blaskiem.
Typowy uśmiech szaleńca na prochach... *zieeeew*

Wyszedł z komnaty szybkim krokiem, a Egremont ruszył tuż za nim. Demmin wraz z żołnierzami wykonali ukłon w stronę Rahla, który wyłonił się na dziedzińcu, kobieta była zlękniona. Rahl postąpił kilka kroków do przodu, jego czerwona szata ciągnęła się za nim szurając po ceglanej posadzce, a kruczoczarne włosy nieco falowały w takt stawianych kroków.
W Posępnym znów odzywa się natura Hatifnata.Szurająca szata i włosy falujące do taktu. Muzykalny ten Mhroczny Władca. :D
Rahla i kobietę dzieliło teraz zaledwie kilka cali.
- Długo wyczekiwałem tego spotkania. – rzekł uśmiechnięty, wyciągając ku niej swoją dłoń, był bardzo zadowolony, obiekt jego pożądania znajdował się na wyciągnięcie jego ręki, pożerał Katherine namiętnym wzrokiem, którego nikt nie mógł zlekceważyć.
Obiekt pożądania pożerał Katherinę wzrokiem? Wizualizacja orgazmu Posępnego wykształciła własną świadomość?!
No, coś jak zapach Paskudnego Starego Rona.

Kobieta chwyciła dłoń władcy bardzo niepewnie, poczuła, że jest nadzwyczaj ciepła a Rahl powitał Katherine składając na jej dłoni delikatny pocałunek. Kobieta milczała, nie przypuszczając, że Rahl potrafi być tak romantyczny.
Bez obaw, zaraz będzie ją gwałcił.

- Jakże mogłem oszpecić tak piękne dłonie. – dodał melodyjnie spoglądając na brązowe pręgi na nadgarstkach kobiety.
Bo pomimo ciężkiej pracy w polu, na którą tak skarżyła się bohaterka, jej ręce były białe i delikatne jako te lilije.Pewnie ten cały Demmin pożyczył jej w drodze do zamku krem do rąk...
- A więc, to jest Twoja kochająca rodzina. – zironizował Rahl spojrzawszy na dwóch mężczyzn i dwie kobiety, którzy byli trzymani przez jego żołnierzy.
- Tak… - Katherine spuściła wzrok, wstydząc się, że nazywa ich swoją rodziną.
Rzeczywiście, obciach na maksa.

Nagle jedna z kobiet zaczęła się wyrywać.
- To nie jest nasza córka…! – krzyknęła. Rahl momentalnie na nią spojrzał, a żołnierze chwycili za miecze wyjmując je szybko z pochew. Katherine odrętwiała słysząc słowa jej matki.
- Mamo... jak możesz tak mówić!
- Ale kiedy to prawda! Nie jesteśmy Twoimi prawdziwymi rodzicami…
O Jeżu, cóż za nagły zwrot akcji! Prawie jak w Annie Marii Wesołowskiej! No, to kim ona okaże się dla Posępnego? Siostrą? Córką? Wujkiem?
Babcią jego byłej teściowej.

- Przestań paplać! – odezwał się nagle starzec, ojciec Katherine, który został postrzelony wcześniej strzałą.
Rahl wsłuchiwał się w rozmowę, badając wzrokiem starca i kobietę. Był niezwykle cierpliwy, w przeciwieństwie do jego prawej ręki, Demmina, który pchnął starca, łapiąc za rękojeść swojego miecza.
Znowu to popychanie. Nass lubuje się w podwórkowych zaczepkach.Jakie znów przepychanki? Nass „Prawa Ręka Rahla” tylko chwycił za swój miecz... ^^’

- Chyba zapomniałeś w czyjej obecności się znajdujesz! Masz zwracać się do Mistrza Rahla! – krzyknął.
- Ale proszę zwracać się do sądu – powiedział Demmin Maria Wesołowski.

- Demminie. – upomniał go władca posyłając mu swój zdradziecki uśmieszek.
- Panie, racz mi wybaczyć… ale nie mogę znieść takiego postępowania!
- Ma dusza cierpi katusze, gdy widzę cię tak lżonym niewłaściwym zachowaniem tych kmiotków! Pozwól mi, ach, pozwól mi, mój panie, bym mógł zakończyć swe życie rytuałem seppuku.

- Tato czy to prawda? – spytała nagle Katherine patrząc na leżącego na ziemi mężczyznę, zarazem przyciągając na siebie wszystkie spojrzenia, w tym Rahla.
- Tak… to prawda… - wyjęczał po chwili starzec. Katherine cofnęła się o kilka kroków, jej oczy momentalnie napełniły się łzami.
- Przez tyle lat… - szepnęła kobieta wciąż się cofając. Po jej policzku spłynęła łza. Uśmieszek zniknął z twarzy władcy, można by było sądzić, że Rahl przejął się zaistniałą sytuacją. Lecz czy aby na pewno? To do niego zupełnie niepodobne.
*obgryza paznokcie z przejęcia*

- Podnieście go. – rzucił gniewnie Rahl. Żołnierze chwycili starca, po chwili mężczyzna był już na nogach. Nagle Katherine pobiegła w głąb dziedzińca, nie chciała dłużej tego oglądać. Władca zerknął na biegnącą kobietę, generał Egremont postanowił ruszyć za nią, gdyż nikt nie ma prawa przebywać w pałacu bez pozwolenia Rahla.
Wszystkie wędrowne ptaki zostawały natychmiast odstrzelone, zaś nieproszone gryzonie topiono w fosie.*Zastanawia się, jakie tortury wymyślono dla nieposłusznych bakterii*

- Nie, Egremont, zostań. – rzekł nagle, dowódca zatrzymał się u boku władcy. Po chwili Rahl podszedł do starca na tyle blisko, że ten odchylił twarz w drugą stronę.
Łaał, jak w „Egzorcyście”!

Pomimo, iż Darken Rahl był posiadaczem dużych, zielonych oczu,
Zapewne trzymał je w kieszeni – ale jakie to ma teraz znaczenie?

to teraz wydawały się czarne, niczym najciemniejsze i najmroczniejsze miejsce na ziemi.
Niczym wizjer do krainy, w której umarło wszelkie życie – czyli do puszki mózgowej Posępnego.

Starzec przeraził się ogromnie.
- Boże!...nie!... – próbował zakryć rękoma twarz, tylko aby uniknąć zabójczego spojrzenia Rahla.
Posępny jest lepszy niż bazyliszek. ^^

Darken nie śpiesząc się podszedł do Katherine, która stała na środku wielkiego dziedzińca, z ukrytą w dłoniach zapłakaną twarzą.
Dłonie zaś trzymała za plecami.

Rahl przypatrywał się kobiecie w międzyczasie wydając rozkaz gestem dłoni, aby znajdujący się na placu żołnierze natychmiast opuścili to miejsce, a Ci w ciszy zniknęli za murami. Władca chciał dać kobiecie trochę czasu na przetrawienie informacji, którą przed chwilą otrzymała, postanowił poczekać, aż sama się odezwie, i tak też się stało.
Bo myślenie to nie jest to, co Marysie Sue lubią najbardziej.
Rahl uśmiechnął się nieco, przymknął oko na to, że kobieta mu na Ty,
Że kobieta mu na Ty co?

- Być może teraz jesteś nikim. – potwierdził Rahl - lecz nie potrwa to długo, gdyż oczekuję, że zostaniesz moją żoną, a co za tym idzie królową. - chwycił jej dłoń, uśmiechając się przy tym zdradziecko.
Zdradziecko? Na jej miejscu zwiałabym przez okno przy najbliższej okazji.

czwartek, 22 października 2009

Posępna analiza posępnego blogaska - część II

-->
Witajcie!
Dziś kolejna, ale nie ostatnia część analizy Posępnego Blogaska. Tym razem dowiecie się, kim naprawdę jest Rahl, jak bardzo można zakrzywiać czasoprzestrzeń, oraz na ile sposobów można przyrządzić stół. Dzisiejszy odcinek sponsoruje L’oreal i jego linia szamponów dla Hatifnatów, Winiary Danie w 5 minut oraz Disney, który postanowił sfilmować swoje bajki na nowo – zobaczymy więc kucharza Jamesa w roli macochy Królewny Śnieżki, zaś sam Władca wcieli się w rolę Mufasy, by szukać Kopciuszka za pomocą nie tyle pantofelka, co siniaków.

Zanalizowali: Kalevatar, Pigmejka i Czerwony Power Ranger.


R ahl siedział na swoim drewnianym tronie, rozmyślał o Katherine, a dokładniej o tym co z nią robił.
Dużo ludzi ma zwyczaj wspominać różne rzeczy, siedząc na swoich... tronach.
I ani słowa o tym, gdzie szanowny Rahl swoje rączki teraz trzyma.
Na swym berle zapewne.

Trochę dziwiło go to, że sama do niego przyszła, gdyż poprzednie kobiety zdobywał w całkiem inny sposób, a mianowicie wyruszał do jednego z miasteczek, oczywiście nie sam,
Gangbang?
Niby taki potężny, a i gwałtu sam nie załatwi.
Bo bez pocztu sztandarowego i herolda nie ma co nawet myśleć o wzwodzie.

zawsze towarzyszyła mu „bojówka”, i kiedy Rahl dotarł do miasta, rozkazał żołnierzom by wyprowadzili wszystkie kobiety z domów,
Pedofil i geriatrofil w jednym. Head and shoulders, wash and go.
Taa, i było jak w Nowych Szatach Króla: „Kontrola jakości... No to proszę: ty masz odrosty, ty krosty, zgroza, strach się bać i... Niech zgadnę, za to serce masz ze złota?

wtedy im się przyglądał, po czym wybierał tą jedną, która spełni jego seksualne pragnienia,
HOLD still dammit!

oczywiście wiadomo było wszystkim jak brutalny jest Rahl Posępny. Nikt w osadzie nie ważył się przeciwstawić jego decyzjom.
No tak. Miał bojówkę, a oni nie mieli ognia.

Wybrana kobieta wracała do Pałacu Ludu razem z władcą, świadoma czego doświadczy.
Zabawy zakrzywionym sztylecikiem?
Oczywiście. Dłubał nim w zębach. Cudzych.

Rahl nie zabijał kobiet, czynił to tylko w ostateczności.To w końcu zabijał czy nie?
W ostateczności. W sensie: ostatecznie je zabijał. ^^


- „Katherine przyszła sama obdarowując mnie szkatułą, której moi żołnierze nie mogli znaleźć, a w zamian chciała tylko nocy ze mną, przecież mogła zażądać wszystkiego.” – zamyślił się władca pocierając swoją dolną wargę.
Co on ma z tą wargą? Liszaj? Opryszczka? A może sztylecik się komuś omsknął?
Nie jestem pewna, czy on pociera swoje wargi...
Granie na zaroście jest trudną sztuka i wymaga ciągłych ćwiczeń. Poza tym bez podkładu muzycznego nie mógł się skupić.



Po chwili drzwi do pomieszczenia otworzyły się i do środka wszedł jeden z dowódców bojówek Demmin Nass ,dobrze zbudowany, wysoki, lecz nie wyższy od samego Rahla mężczyzna;

Jak u Stalina. Nikt nie może być wyższy od władcy.
Dlatego Demmin Nass każdego dnia dziękuje bogom, że Posępny nie jest postury Lorda Farquada.


Nass ukłonił się w stronę władcy pomimo iż Jego tron znajdował się tyłem do niego.
Jakie znaczenie ma położenie trony względem kłaniającego się? Przecież to nie tronowi się kłaniają. Zazwyczaj.
On się po prostu zgiął ze śmiechu. Też byś się zginał, widząc gigantyczny drewniany nocnik.


- Panie, obiad jest już gotowy. – oznajmił dowódca,
- „Dowiem się co ukrywa ta nadzwyczaj piękna kobieta.” – Rahl uśmiechnął się sam do siebie wyobrażając sobie postać Katherine,

Uśmiechnął się sam do siebie wyobrażając sobie. Posępny jest egocentrykiem w stadium terminalnym.

- Panie? – powtórzył,
Rahl był głęboko zamyślony, nie zważał na obecność dowódcy a ten zaskoczony brakiem odpowiedzi podszedł bliżej,
- Wszystko w porządku, Panie? – zapytał stając tuż przed tronem,
Tyłem do niego. Przodem do władcy. Bokiem do okna. I nieco na ukos od kolumn.
Poproszę jeszcze o współrzędne geograficzne.


Rahl wrócił myślami do rzeczywistości,Ta upojna nieopisana noc, będzie mu się po nocach teraz śniła... [sic!]

spojrzał na dowódcę kątem oka.
Skoro stał przed nim, to teraz musiał specjalnie głowę odwrócić. Albo tron.
Bo patrzenie kątem oka jest takie mhhhroczne.

Wyraźnie nie spodobała mu się jego obecność, nie znosił kiedy mu przeszkadzano.Nie powinno się przeszkadzać, kiedy ktoś siedzi na tronie.


- O co chodzi Demminie? – zapytał z niezadowoleniem,
- Wybacz, że Ci przeszkodziłem Panie, ale chciałem poinformować Cię osobiście o tym, że obiad jest już gotowy. – kropelka potu pojawiła się na jego czole, Rahl wpatrywał się przez chwilę w dowódcę po czym odpowiedział:
Cóż za presja. Czysta Opresja. Tutaj nawet za dobre wieści można się z głową pożegnać.


- Dziękuję, zejdę za chwilę. – jego wzrok utkwił w kominku tuż za Demminem,
Rahl Sue Posępny już schodzi. Nota bene, na obiad.
Hm. Też bym chciała, żeby on jak najszybciej zszedł.

jego wzrok utkwił w kominku tuż za Demminem,
Kominku ustawionym przy drzwiach wejściowych tuż obok okna, pomiędzy kolumnami, a jednak wciąż za tronem. Mogę prosić o jakąś mapkę? Chociaż może niekoniecznie. Jeszcze nie opanowałem przestrzeni innych niż euklidesowe.
Bo ta sala jest L-przestrzenna.
Po prostu spojrzenie Posępnego było tak mhhroczne, że oddziaływało z mocą czarnej dziury, zasysając czas i zakrzywiając wymiary. No i przy okazji unicestwiając wszelką logikę.


- Oczywiście – Nass ukłonił się i wyszedł,A „Panie” gdzie?

Wiadome było to, że gdyby to nie był Demmin Nass, tylko inny z żołnierzy to Rahl z pewnością nie zachował by się tak spokojnie.
Mamooo, ja nie chcę groszkuuuuu!!!!
Rzuciłby łyżeczką o podłogę i wylał kleik.

Demmin to jego prawa ręka.
Ta od sztylecika.
Jego lewa ręka nazywa się Gregory. Posępny bardzo zżył się z obiema swymi dłońmi podczas niezliczonych długich, samotnych wieczorów.


Władca oblizał koniuszki palcówPo sztyleciku.
Fuu...

przejeżdżając nimi po brwiach i po dolnej wardze,
Lewej.
Oblizał palce, przejeżdżając nimi po brwiach? O.O Ciekawe, czy ma też członek z ramienia wysunięty na czoło.

starał się wrócić do poprzednich myśli lecz bezskutecznie, ale Demminowi mógł to wybaczyć. Wstał, jego czerwona szata zafalowała za nim, wyszedł z komnaty kierując się do kuchni,
Bo na jadalnię już nie wystarczyło miejsca.
Posępny będzie spożywał obiad prosto z gara. ^^
Samofalująca szata wciąż działa.

po drodze pilnujący innych komnat żołnierze kłaniali mu się, zszedł po marmurowych schodach a tuż naprzeciwko znajdowała się kuchnia. Stojący żołnierze odsunęli się, otwierając szybkim ruchem drzwi,
Mieli naprawdę długie ręce.
Ano, nieźle ich wytrenował: otworzyć drzwi, po tym jak się od nich odsunięto: czysta magia.
Ja jestem ciekawa, co robili żołnierze leżący, kucający i podskakujący.

władca nie musiał się nawet zatrzymywać.
Żołnierze dbają, by ich pan nie zużywał zbyt dużo energii na korektę prędkości ruchu. Ciekawe, jaką Posępny ma drogę hamowania. Pewnie mógłby ich przelecieć tak szybko, że nawet by tego nie zauważył. ;)
No, w końcu to superpedał – czarodziej.

Cała służba wykonała ukłon do stojącego w progu Rahla.
- Wasza Wysokość, dziękuję, że mogłem dla Ciebie przyrządzić te oto potrawy, to dla mnie prawdziwy zaszczyt – rzekł kucharz,
Rahl powoli wszedł do kuchni patrząc na wielki stół, który został wspaniale przyrządzony:
Gotowane stoły. Oł je.
Stół w sosie własnym.
Bo Rahl jest bobrem – mutantem. Albo kornikiem.

owoce, warzywa, wino i … mięso.
Mięso jako specjał? Czyli że jak, na kartki jest czy co?
Może jest zakazane, jak ogień.
Tatar czy pieczyste?

Wzrok Rahla zatrzymał się
Z piskiem opon. Mózgowych.
I odsapnął po długiej drodze do kuchni.


- A co to jest? – zapytał nie podnosząc wzroku,
- Przyrządziłem same specjały takie jak: jagnięcina z…
Niech zgadnę: jagnięcia? Albo może nawet z małej owcy?
Stół z jagnięciny?
Nie wiedzą, że bobry nie jedzą mięsa? Że już nie wspomnę o kornikach.



- Czy nikt Ci nie powiedział kucharzu, że nie jadam mięsa? – przerwał mu, przenosząc na niego swój mroczny wzrok

Mroczny wzrok – pentagramy zamiast źrenic?
A wszystko te czarne oczy...
Mówiłam, to wszystko przez ten wzrok. Za chwilę wessie go do innego wymiaru.

- Ja… ja… nie wiedziałem, naprawdę, pracuję dopiero od dzisiaj w Pańskim zamku, Wasza Wysokość daj mi kilka minut, zaraz przyrządzę coś warzywnego…
Daj mi kilka minut! To jest rozkaz!
W kilka minut przyrządzi? Niezły jest. Ja bym co najwyżej zdążyła pokroić marchewki.
Bo on ma Danie w 5 minut Winiary! W ostateczności zaserwuje mu zupkę chińską.

- przestraszył się kucharz,
Rahl minął stół, przejeżdżając palcami po jego kancie, zatrzymał się przy kucharzu,
Z rozpędu również przejeżdżając palcami po jego kancie,


- Przepraszam, wybacz mi Panie … to się więcej nie powtórzy … obiecuję, zaraz to naprawię
Młotkiem i kombinerkami.

kucharz cofnął o kilka kroków , niechcący zrzucił pojemnik z cukrem, a ten wylądował na podłodze w kilku częściach, żołnierze usłyszawszy hałas szybko przybiegli, Demmin stanął tuż obok władcy spoglądając na kucharza a następnie na stół, dowódca zna Rahla od dzieciństwa, wie, że nie je on mięsa.
Takie zagęszczenie akcji w tym akapicie, że nawet czas stanął w miejscu.

Momentalnie wyjął miecz z pochwy i skierował nim w kucharza a ten skulił się bojąc o własne życie,
Wege władca co szaszłyki tylko z poddanych jadać zwykł był.
W tym miejscu Pigmejka stwierdza, że jest przytłoczona i nie ogarnia wege władcy. O.
Miecz po wyjęciu z pochwy przełączony został na tryb zdalnego sterowania – a to i tak nie wyjaśnia w całości bluźnierczego zwrotu „skierować mieczem w kogoś”. -.-


- Zaczekaj, Demminie. – Rahl położył mu dłoń na ramieniu, a ten schował miecz. – Jestem pewien, że mówi prawdę, nigdy przedtem go tutaj nie widziałem – dodał.
Hmm... Zobaczenie kogoś pierwszy raz w życiu skutkuje przekonaniem o jego prawdomówności?


- Panie, ale to go nie tłumaczy, pozwól mi nauczyć go rozsądku! – wyrwał się na przód Nass,
- Nie dzisiaj, zważywszy na mój dobry humor, podaruję mu jeszcze jedną szansę, pierwszą a zarazem ostatnią szansę. – spojrzał na skulonego kucharza,
Aj. kiepsko z matmą u niego. Skoro „jeszcze jedna szansa” to kolejna to już druga szansa.
Haha.To wy się nie znacie. Mhrroczny wzrok Posępnego przed chwilą zakrzywił rzeczywistość, znosząc arystotelesowską zasadę niesprzeczności.
Ech, profani... ;D


- Nie toleruję zabijania zwierząt, radziłbym Ci to zapamiętać drogi kucharzu, w przeciwnym razie zamiast Twoich potraw na moim stole wylądujesz Ty.
Kanibalizm nowym wegetarianizmem.


– oznajmił mu poważnym tonem, po chwili podszedł do stołu chwycił jedno jabłko i skierował się ku wyjściu, jego czarne włosy falowały razem z jedwabną czerwoną szatą,
Ależ przeciągi.
On jest Hatifnatem!!!
- L'Oreal: Bo jestem tego warty – mruknął Posępny wstrząsając czarnymi lokami i puszczając oczko w stronę kucharza.


żołnierze natychmiast odsunęli się od drzwi robiąc mu przejście.
Odsunęli się falująco. Falangą.

- Resztę wyrzućcie. – zakazał Rahl wychodząc z pomieszczenia.
A potem „Gdzie jest mój sztylet?”, stwierdził, oraz „Jestem głodny.”, zaprzeczył stanowczo.

Demmin był zdenerwowany, zawołał Rahla na obiad, którego nawet nie mógł zjeść.
Demmin nie mógł zjeść tego obiadu?
Ależ absolutnie. Posępny wciąż gubił się w zawiłościach gramatyki i jego polecenia bywały czasem nieco... podchwytliwe.


- Głupcze! – krzyknął do już dość wystraszonego skulonego mężczyzny, po czym wyszedł. Na końcu korytarza dostrzegł idącego Rahla, podbiegł do niego, kiedy ten wyszedł na taras.
- Panie Rahl, czuję się winny. - stanął obok niego.
- Kiedy jesteśmy sami nie musisz się do mnie zwracać w ten sposób, wystarczy samo Rahl, przyjacielu.
- To z wyrazu szacunku do Ciebie.
- To na chwilę o nim zapomnij, porozmawiaj ze mną jak za danych lat.
(przez kogo? I ile jest szukanych?) - Rahl spojrzał na niego z uśmiechem.Jak za dawnych lat, kiedy bawiliśmy się swoimi drewnianymi mieczykami......i zanim wpadłeś na ten kretyński pomysł, by zwracać się do mnie wielką literą.

- Oczywiście - zgodził się Demmin, gdyż czuł, że Rahl potrzebuje rozmowy.
Profilaktycznie przygotował rękaw do się wypłakiwania.

Władca podszedł do barierki i spojrzał w dal, stamtąd było widać wszystkie miasteczka, które mu podlegały.Coś małe to królestwo jego.
Spójrz, Simba. Cała ta ziemia opromieniona słońcem, to nasze królestwo...”
Widać było całą Krzywą górkę i Podmokłą łączkę, a na horyzoncie majaczyła nawet czochrająca się o jedyną, powykręcaną sosenkę świnia, która stanowiła reprezentatywną część jego poddanych.

- Spójrz Demminie, podarowałem im to czego potrzebowali, dałem im schronienie, mogą uprawiać ziemie, hodować bydło, zakładać rodziny z dala od przemocy tego świata pod murami mojego zamku, a czym mi się odwdzięczają? Nie chcą mi przyrządzić nawet zwykłego obiadu. - zaznaczył
Jakie to smutne... (To wcale nie jest pokemoniaste pismo. To efekt wspólnych wypowiedzi.)
Ciekawe jak ziemniaki gotują bez ognia.
Na ziemiach Posępnego rosną tylko mhroczne ziemniaki. One się gothują, tak samoczynnie – trzeba je tylko na chwilę zostawić w piwnicy.

- To nie tak, poprzedni kucharze gotowali dla Ciebie i byłeś z nich zadowolony, ten po prostu nie jest wart Twojej uwagi.
A co się stało z poprzednimi kucharzami, hm...?

- Czy poszukiwacz może im zapewnić to co ja im zapewniłem? - Rahl wciąż patrzył przed siebie.
A kim jest poszukiwacz? Czyżby dostawca magicznych skrzynek i zakrzywionych sztylecików?
Zespół Poszukiwaczy Przyczajonej Logiki i Ukrytego Słownika może zapewnić im przynajmniej odrobinę sensu w bezsensie. ^^

- Oczywiście, że nie może. Ty jesteś władcą, masz armię, a on jest tylko chłopczykiem biegającym z mieczem. Nie sięga Ci do pięt. - Demmin zbliżył się do Rahla. Władca uśmiechnął się na te słowa.
- Pewnie masz rację. - Rahl splótł ręce.
I zrobił z nich supełek.
Wazelina Twoim przyjacielem.


- Coś Cię dręczy, ostatnio jesteś bardziej zamyślony niż zwykle. - zauważył Demmin.
- Tak, to prawda. Jedna sprawa nie daje mi spokoju.
- Powiedz jaka, a zajmę się tym.
- Chodzi o kobietę. - rzekł łagodnie Rahl.
- Kobietę? Powiedz słowo a przyprowadzę Ci najładniejszą w całych Midlandach.
Midlandy: prawie jak Śródziemie... ;/


- Dziękuję Demminie, ale to nie będzie potrzebne, rzecz w tym, że już taką spotkałem, sama do mnie przyszła. - Rahl zaczął spacerować po tarasie.
- Sama? - zamyślił się Nass - Masz na myśli tą co ostatnio przyszła do zamku?
- Tak, i to właśnie ona przyniosła mi szkatułę. - Rahl zatrzymał się.
- I oddała Ci ją o t tak? - zapytał ze zdziwieniem Nass.
- Nie Demminie, zażądała jednej rzeczy.
- Jakiej? -spytał
- Nocy ze mną. -powiedział z uśmieszkiem władca.
- Naprawdę? To dziwne, i zgodziłeś się?
A to zdzira. Oddaje szkatułki i się zupełnie za friko. Gdzie takie można spotkać?
Cóż, chyba tylko w blogaskach.
Jeśli to on zgodził się oddać swój posępny tyłek i przyległości w zamian za Magiczny Dzyngulec, to kto tu jest zdzirą...?


- Oczywiście, jakże mógłbym odmówić, otrzymałem szkatułę i dodatkowo wielką rozkosz. Demminie to był namiętny, dziki seks.
W końcu słowo na S. Odrzućmy grę pozorów i nazywajmy rzeczy po imieniu.
„Namiętny, dziki seks”. A myślałam, że KAŻDY ma dostateczne wyczucie obciachu, by nie używać tego sformułowania.


Demmin się nieco speszył, lecz słuchał dalej.
Demmin – jeden z najgrzeczniejszych chłopców w tym królestwie. Jego psychoterapeuta może już zacząć liczyć zyski z przyszłych sesji.
Demmin pewnie sypia z rączkami grzecznie ułożonymi na kołderce.
Albo ma tolerancję na kiczowate zwroty nieco mniejszą niż przełożony.

- Spokojnie, szczegóły zostawię tylko do mojego względu.
.... WTF?

Mnie nie pytaj...
- Nie frazeologizuj się, przyjacielu – brnął Posępny desperacko – albowiem fama mówiła, że jeszcze przyjdzie do mnie i pocałuje mnie w dupę. I vice versa, morituri te salutant, ad mortem defecatum.

- uśmiechnął się Rahl. - Lecz chodzi o to, że ja wciąż jej pożądam. - dodał po chwili.
Stara miłość nie rdzewieje.
- Zatem, przez wzgląd na starą przyjaźń, ściągnij portki i wypnij się dziarsko, a resztę sobie wyobrażę.



-To odnajdę ją. - zaproponował Nass.
- To nie będzie takie łatwe, przyjacielu. Po tej nocy wybiegła z mojej komnaty posiniaczona.
Siniaki – lepsze niż khaki na maskowanie.
Przynajmniej ma jakieś znaki rozpoznawcze. ^^
A mówiłam, że układają się w napis „Made by Posępny”.*wyobraża sobie scenę biegania po całym państwie z odciętą dłonią Posępnego, by rozstaw jego palców przyrównać do ułożenia siniaków na szyjach potencjalnych wybranek*

- Nic się nie zmieniasz względem kobiet. - zaśmiał się Demmin.
- Uwielbiam je wszystkie.- rzekł znacząco Rahl - Lecz Katherine, utknęła w mej pamięci jak żadna inna.
Gruba była, że utknęła? Poza tym chyba każdej tak mówił. Do czasu następnej.
Katherine, niczym obcy, zalęgła mu się w śródmózgowiu.
Albo jak rak szyjki macicy.


- W takim razie pozwól, że się tym zajmę, przyprowadzę ją do Ciebie, chociażby zaraz.
- Zawsze potrafiłeś podnieść mnie na duchu. - rzekł po chwili.
- Niezmiernie jest mi miło to słyszeć, jestem dumny, że od tylu lat darzysz mnie swoim zaufaniem. – uśmiechnął się Nass.
Z niemieckiego: wilgotny.

- Służysz mi już tyle lat, dlaczego miałbym Ci nie ufać ani razu się na Tobie nie zawiodłem i oby to się nie zmieniło przyjacielu. - Rahl klepnął go w ramię;Bo inaczej potraktuję Cię moim sztylecikiem.


- A teraz idź, odnajdź ją. - rozkazał władca.
- Dobrze. - Demmin ukłonił się,
- I powiedz kucharzowi, by przyniósł mi kilka jabłek, przy okazji wyjaśnię mu kilka spraw, które powinien wiedzieć. - dodał poważniejszym tonem.
- Oczywiście. - Nass zniknął za rogiem. Rahl ścisnął w prawym ręku ogryzek od jabłka, wypowiedział szeptem kilka nieznanych słów, otworzył dłoń, po ogryzku nie zostało śladu.
Znikanie Jabłek: Mroczna Magia Trzeciego Kręgu. Brr, aż mnie ciarki przeszły.
*próbuje, czy mamrotanie przypadkowych słów ze słownika polsko – węgierskiego sprawi, że znikną z jej biurka kubki po herbacie*

*Bojówka - straż przyboczna Rahla Posępnego, liczyła około 12 żołnierzy.Matma nie była jego mocna stroną. Ale o tym już pisałem.

[Pałac Ludu]Ot, komuna wróciła.

Rahl obserwował widoki ze swojego tarasu, brunatne
(?) chmury przykryły słońce, gdzie nie gdzie wydostawały się promienie padające na drewniane domy i wielkie zielone wzniesienia.
A może nawet na wzgórza?
Promienie padały na domy, a spadając robiły dziury w dachach.
Ale tylko gdzie nie gdzie.

Władca stał dumnie ze splecionymi za plecami rękoma.
Supełki trzymają.

Lekki podmuch wiatru falował jego czarnymi kosmykami włosów.
Ile jeszcze? Do tej pory powinna tam już niezła łysinka świecić od tego falowania.
Bo mu falują tylko te czarne kosmyki – włosy innego koloru wciąż pozostają w spoczynku, czekając na inne wiatry.

Jego wyraz twarzy zdradzał, że się nad czymś zastanawia. Nagle jego oczy poruszyły się,Same z siebie! Ja nie miałem nic z tym do czynienia. Słowo!

wiedział, że ktoś wszedł na taras, nie musiał się odwracać by wiedzieć kto to.Wystarczy, że oczy się odwróciły i przez czaszkę zobaczyły wszystko.

- Panie, przyniosłem Ci jabłka o które prosiłeś…Rahl Posępny uprzejmie prosi wielkiego kucharza o jabłuszko.

- kucharz niepewnym krokiem stanął za Rahlem wystawił przed siebie wiklinowy kosz pełen czerwonych jabłek, nie dało się ukryć, że się boi, jego ręce bardzo się trzęsły.
Śpiąca królewna?
Raczej Królewicz Rahl Śnieżka Posępny.
Kucharz też jakby z innej bajki, bo stoi niepewnym krokiem.

Rahl odwrócił się twarzą do wystraszonego mężczyzny, chwycił kosz i postawił go na poręczy tarasu nie odrywając wzroku od kucharza. Poręcz była na tyle szeroka, że zmieściły by się tam dwa kosze takiej wielkości.
No, to jest rzeczywiście szeroka poręcz.
Niezbędne zabezpieczenia, by Posępny nie wychylał się z balkonu i nie pluł ludziom na głowy.

Dziękuję. – rzekł Rahl – A teraz usiądź. – dodał wskazując mężczyźnie miejsce by usiadł.
Mężczyzna zawahał się. Spojrzał niepewnie na Rahla.
- Śmiało. – uśmiechnął się władca, musiał mieć iście wyśmienity humor, gdyż nigdy nie rozmawiał ze służbą, tym bardziej w tak miły sposób. Kucharz był bardzo zdziwiony, lecz w końcu usiadł, a Rahl usiadł tuż obok niego. Mężczyzna czując ciepło Rahla i widząc przy jego pasie, miecz i zakrzywiony słynny sztylet, odsunął się nieco.
Ach, ten zwierzęcy magnetyzm władcy...
Te feromony... ta chemia w powietrzu... A Posępny nawet ma sztylet na wierzchu. ^^

Miecz Rahla miał czarną zaokrągloną rękojeść, połyskiwał w świetle, natomiast sztylet był o wiele mniejszy,W końcu to sztylet...
A łyżka na to: nieeemożliiweee...

był zakrzywiony niczym pełzający wąż, a zarazem bardzo ostry.
Bo pełzający wąż jest przecież niesamowicie wręcz zakrzywiony. Nawet kanciasty, można by rzec.

Lecz i z jednego iż drugiego (?) straciło życie wiele istnień i wszyscy o tym wiedzieli, o tym, że Rahl Posępny nie zna litości, jest stanowczy i bez wahania zabija tych, którzy mu się sprzeciwią, lecz tych, którzy zajdą mu naprawdę za skórę, nie zabija od razu, torturuje ich, chce by cierpieli, widok ten napawa go radością, gdyż nikt nie może mierzyć się z rodem Rahlów, z Rahlem Posępnym.To naprawdę radosne.
Spróbuj przeczytać to na jednym oddechu, Ałtorko. A potem poczytaj sobie, do czego służą kropki. :/

- Jak Ci na imię, kucharzu. – władca spojrzał na mężczyznę badawczym wzrokiem.
- Nazywam się … James … Panie … - zająknął się.
- Powiedz mi James, masz dzieci? Żonę?
- Tak… Panie, mamy z żoną trzyletniego synka… - mężczyzna odpowiedział nieco spokojniej.
- To wspaniale. – Rahl uśmiechnął się łagodnie. - Jak myślisz James, jak żona zareagowała by na wieść o tym, że już nigdy nie wrócisz do domu? Że już nigdy Cię nie zobaczy?
Jakaż subtelna groźba! Niech jeszcze powie, że wie, gdzie uczą się jego dzieci.

Mężczyzna kątem oka spojrzał na miecz Rahla, okropnie się bał.
- O Panie! przebacz mi to… co dzisiaj zrobiłem!... Już nigdy nie zrobię takiego głupstwa!… - krzyknął nagle kucharz wstając z miejsca i klękając u stóp Rahla.
Co za rozmach! Wstać by paść...


- Przecież nic Ci nie robię. Tylko rozmawiamy. – odparł z uśmieszkiem Rahl. Strach mężczyzny go bawił. – Usiądź i odpowiedz na moje pytanie.
James był cały roztrzęsiony, ponownie usiadł obok Rahla, kilka kropel spłynęło z jego czoła.
Deszcz?
I'm singing in the rain,
Just singing in the rain...”

Rahl obserwował uważnie twarz kucharza, wgłębiał się w jego oczy uwielbiał to, uwielbiał kiedy wzbudzał w kimś strach, dawało mu to ogromną satysfakcję. Czuł podniecenie. Źrenice Rahla się powiększyły.Ciekawy fetysz, nie powiem...
Mhhroczny Władca Ciemności, którego podnieca straszenie kucharza. Ja chcę wyjść.

- Co Ci jest? – spytał z tym samym uśmieszkiem. – Zadałem Ci tylko pytanie.
- Dobrze, dobrze, Panie, już odpowiadam… - Mężczyzna przetarł ręką mokre czoło, biorąc przy tym głębszy oddech.
Ciągle pada. Asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby...”

- Tak lepiej. – Rahl klepnął go w plecy w udawanym koleżeńskim geście.Koleżkowie po fachu.
Yo ziommm!

- Gdyby… się dowiedziała o tym, to … płakała by, pogrążyła by się … w smutku, rozpaczy… - mężczyzna z każdym słowem trząsł się coraz bardziej.
- Chcesz by do tego doszło? – spytał spokojnym głosem, uśmieszek zniknął z jego twarzy.
- Panie!.. Ja.. Ja….
- Chcesz? Czy nie? – przerwał mu stanowczo.
- Nie, mój Panie… - kolejne krople spłynęły z jego czoła.
- Doskonale, więc wykonuj swoją pracę dobrze, a do tego nie dojdzie.
Kucharz kiwnął głową.
- Zrozumiałeś? – Rahl wstał z miejsca.
- Tak, tak oczywiście…
- Cieszy mnie to. – uśmiechnął się sztucznie. – A teraz odejdź, posilę się jabłkami, które mi przyniosłeś, jestem bardzo głodny.
Metoda na głoda.

spojrzał na niego kątem oka, dając kucharzowi do zrozumienia, że jest głodny przez niego.
A może ma tylko krzywą twarz, a nie, że odwraca się specjalnie, żeby kątem oka się patrzeć.
Albo patrzenie kątem oka wzmacnia siłę jego autorskiego Spojrzenia Dziecka z Etiopii®, służącego do wzbudzania u poddanych litości i poczucia winy.

- To ja przyniosę więcej owoców, jakie tylko będą w ogrodzie… - wyjąkał wstając
- Doskonale, szybko się uczysz James. – rzekł z uśmieszkiem Rahl wyjmując z kosza jedno jabłko.
Kucharz wyszedł chwiejnym krokiem. Rahl spojrzał na czerwone jabłko, które trzymał w dłoni.
-Uwielbiam czerwony kolor. – jego kąciki ust wyraźnie powędrowały do góry.
Tam już zostały, bo stwierdziły, że lubią górski klimat.