środa, 30 września 2009

Dlaczego kochamy Edwarda Collena - część II

Witajcie!
Dziś część druga (i ostatnia) analizy blogaska z zeszłego tygodnia. Tym razem czekają Was porównania rodem z Pieśni nad Pieśniami oraz analogie do Nowego Testamentu - jest więc bardzo wzniośle i refleksyjnie. Poza tym bohaterka dalej rozmyśla i czyta Wichrowe Wzgórza, a także tworzy nowe trendy w modzie. Niech zatem pokój będzie z Wami, siostry i bracia. Analizę czas zacząć! ;)

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar
Blog: http://edward-love-bella.blog.onet.pl/

-->
Wybiegłam z domu i zastanawiałam się co chce ode mnie Nick . Przecież wszystko powiedział mi w szkole .
Stałam już przed jego drzwiami od domu . Delikatnie nacisnęłam dzwonek . Miałam nadzieje , że on mi otworzy drzwi . Jednak moja nadzieja mnie zawiodła,
Jeśli nadzieja nie wywiązuje się ze swych obowiązków, należy ją zwolnić.
Jej nadzieja wzięła sobie urlop, bo te ciągłe spacje przed kropką wywoływały u niej ból głowy.

drzwi otworzyła jego siostra Karolina (Nick ma dwie siostry . Karoline 15 lat i Jane , której jeszcze nigdy nie widzialam bo mieszka we Włoszech i nie odwiedza rodziny).
Rozumiem, że dla czytelnika są to kluczowe informacje?
Zaiste, fabuła bez niej byłaby tak nieciekawa, a treść tak pusta i pozbawiona znaczenia...
To znaczy bardziej niż teraz? ;D

Jak zawsze miała nie przyjemną mine , nigdy sie nie odzywała i chyba mnie nie lubiła .
A co pozwala ci wysunąć tak śmiały wniosek? ;>
Coś ty. To niemożliwe, żeby ktoś nie lubił Mary Sue.

- Hej . Jest Nick w do ... - Nie zdążyłam dokończyć zdania , a ona zamkneła mi drzwi przed nosem . Odwróciłam się i postanowiłam , że pujdę na mały spacer do parku .
Siostra przyjaciela potraktowała cię chamsko? Idź na spacer do parku! -.-'
Nie, żeby można było na przykład zadzwonić do niego na komórkę i poprosić, by otworzył drzwi...
Nie uważasz, że to byłoby zbyt proste? Marysie Sue nie zniżają się do tak prozaicznych rozwiązań. Widzisz, ona po obeldze, jaka ją spotkała, musiała iść odzyskać równowagę wewnętrzną, jaką czerpała z kontaktu z naturą.

Kiedy byłam już w parku usiadłam na pierwszej lepszej ławce i zaczełam rozmyślać .
Zapewne nad swoim okrutnym losem, który kazał jej żyć bez mózgu. Współczujemy.
„Zaczeła” rozmyślać. Ha – nieważne jak ktoś zaczyna, ale ważne jak kończy. ^^

Najpierw o zadaniu z matematyki ,
Je się odrabia, a nie rozmyśla o nich.
Ale ona musiała najpierw je przeanalizować w kontekście koncepcji Dasein Heideggera.

potem o Nicku ,
Pewnie o tym, jaki kit mu wcisnąć w ramach wytłumaczenia, dlaczego olała jego zaproszenie.

aż w końcu doszłam do Karoliny . Nie wiem czemu ale zawsze zazdrościłam Karolinie urody .
A ja nie wiem, dlaczego z uporem maniaka wstawiasz spację przed kropką.
Aha, przepraszam, już rozumiem – to wszystko po to, żeby analizatorkom łatwiej było umieścić kursor na końcu zdania celem umieszczenia komentarza. Dziękujemy.

Ma długie proste czarne wlosy , jest strasznie szczupła , oczy ma brązowe jak moje drzwi wejściowe
A zęby białe niczym moja muszla klozetowa.
Nie, mistrzem poetyckiego porównania to ty nie jesteś, Ałtorko. „Kamiennego jedwabiu” też nie przebijesz.
„Oczy twe jak gołębice
za twoją zasłoną.
Włosy twe jak stado kóz
falujące na górach Gileadu.
Zęby twe jak stado owiec strzyżonych,
gdy wychodzą z kąpieli(...)” ... A ja myślałam, że TO są poryte porównania... T.T

Zawsze jest sama nie ma koleżanki , ani tym bardziej kolegi.
Zapewne nie ma też w żłobie tronu i berła nie dzierży. Mam nadzieję, że przynajmniej szerzy się już w świecie proroctwo jej zgonu.
Już ja zadbam o to, żeby się szerzyło.

Troche sie nie dziwie , zawsze jak na kogoś patrzy to tak jak by miała do kogoś wyrzuty i jak by nieustannie cierpiała
Pewnie cierpi na dyskomfort trawienny. Trochę wyrozumiałości by się przydało. Albo jakaś Xenna...
Może też ma chore jelita – jak kamiennojedwabny Snape.

Czasami mam taką ochote jej w jakiś sposób pomuc . Wracając do domu myślałam tylko o tym co dostane ze sprawdzianu z biologii.
Aha, czyli wszystkie te „rozmyślania” doprowadziły ją do sprawdzianu z biologii. I tyle na temat empatii...

W domu zrobilam sobie kolacje , wykąpałam sie i założyłam stare spodnie od dresu i białą koszulke z krutkim rękawiam .
Uff, już myślałam, że z tym blogaskiem jest coś nie tak – ale oto jest! Opis stroju – zaliczony!:D
A co to jest krutki rękawio? Jakiś rodzaj falbanki?

Na szczęście w domu był spokuj bo mama miała wrócić z pracy dopiero rano , a Phil był na jakimś wyjeździe . Położyłam sie na łóżku i wziełam swoją ulubioną książke "Wichrowe Wzgórza" i zaczełam czytać .
Nie dajcie się zwieść, Drodzy Czytelnicy – to, że ktoś ma życie intelektualne i emocjonalne na poziomie ryjówki nie oznacza wcale, że nie czytuje ambitnych romansów. Choć skoro oryginalna Bella czytała, jeśli mnie pamięć nie myli, powieści Jane Austin, zbieżność może być nieprzypadkowa.:P
Gdy sie obudziłam na dworze zaczeło świtać . Musiałam zasnąć czytając książke , bo leżała podemna .
No tak. Bliska obecność lektury działa na bohaterki usypiająco. Na Ałtorkę także, sądząc po ortografii.
Bo tych liter tam tak dużo... >.<

Dzień zapowiadał sie być gorący , jak prawie co dzień . Odłożyłam książkę , umyłam się , zrobiłam śniadanie dla siebie i dla mamy chociasz ona zawsze wstawała o 12 popołudniu .
„12 popołudniu”... to chyba północ, prawda? O.o Matka bohaterki prowadzi naprawdę dziwny tryb życia.
Jej stara zagina czasoprzestrzeń.

Poszłam sie przebrać . Założyłam rybaczki dżinsowe i brązową koszulke na rameczkach .
Koszulka na rameczkach? To znaczy na jakimś stelażu?
Taa, a rybaczki były na doniczkach. Z krutkim rękawiem.

Do lekcji zostala jeszcze jakaś godzina , więc postanowiłam że pójde już .
Mój jeżu, tyle się dzieje w tym blogasku... *zieeeew*

Na przerwie objadowej chciałam porozmawiać z Nickiem . Bo nadal nie wiedziałam o co mu chodziło wczoraj wieczorem .
To trzeba było wczoraj spytać, a nie dać się spławić jak świadek Jehowy. -.-

Zaczełam sie rozglądać , ale nigdzie go nie widziałam . Nie przyszedł do szkoły ? . Ale czemu ? . Przecież dzisiaj były oddawane sprawdziany z biologi i tak jak ja Nick nie mógł sie doczekać co dostanie . Może jest chory ? . A może coś mu sie stało ? ! . Czemu ja zawsze wyobrażam sobie te najgorsze rzeczy ? . Wiem jedno musze jak najszybciej sie dowiedzieć co z nim jest i czemu nie przyszedł do szkoły .
Bo dobry plan to połowa sukcesu. Gratulujemy szybkiego podjęcia tej trudnej decyzji.
Dziwię się, jak ona na to wpadła, doprawdy.

Wyjełam telefon i wykręciłam jego numer , ale nikt nie odbierał . Zadzwoniłam jeszcze dwa razy ale nadal nic . Została mi tylko jedna opcja musze sie zapytać Karoliny co sie dzieje .
W przeciwnym wypadku cały świat czeka zagłada.
A na ziemi przeżyją tylko wombaty.

Jednak na stołówce też jej nie było . Wstałam od stolika i zaczełam poszukiwania .
W kieszeni zawsze noszę małego psa-tropiciela.
Coś ty, ona ma pewnie filtr śledczy w oku i paznokcie na podczerwień.

Jednak w szkole też jej nie bylo . Wracając do stołówki zatrzymałam sie przy jednym z okien i wtedy ją zobaczyłam . Siedziała na trawie obok drzewa , czytała jakąś książkę . Miała na sobie kolorową sukienke w kwiatki i włosy upięte w kucyk .
Całe szczęście, że te włosy też miała na sobie. Z pewnością poprawiało to ogólne wrażenie estetyczne.
*Wyobraża sobie dziewczynę całą porośniętą długimi, czarnymi włosami, powiązanymi w kucyki*

Akurat Dominika mnie zobaczyła i sie dołączyła .
- Hej Bells . - powiedziała cała uradowana .
- Hej .
- Co tu robisz ? . Przeciesz wszyscy są na stołóce i sie umawiają na tą impreze u mnie .
Cała szkoła się umawia. No nieźle.

W pierwszym momęcie nie wiedziałam co mam zrobić . Podejść , usiąść obok niej . Przeciesz ona nie przepadała za nikim i na pewnonie lubiła jak jej ktoś przeszkadzał . Usiadłam obok niej . Trawa była przyjemna w dotyku i ciepła . Spojrzała na mnie kątem oka i wróciła do czytania . W gardle poczułam wielką kulke , ręce zaczeły mi sie pocić .
Bo Karolina tak naprawdę była Zapładniaczką Wzrokiem – nic więc dziwnego, że ludzie tak reagowali na jej spojrzenie.A mnie ta przyjemna i ciepła w dotyku trawa niepokoi. Mhm, i jeszcze kwiatki do niej mówiły, a ślimaczki śpiewały „Gdy strumyk płynie z wolna...”
Co tam , przeciesz nic mi nie zrobi , a musze sie dowiedzieć co sie dzieje z moim przyjacielem . Nie wiedziałam jak mam zacząć tą rozmowe . Wziełam głeboki oddech i zaczełam :
- Hej . Wiem że na pewno nie lubisz jak ktoś Ci przeszkadza ale chcialam z Tobą porozmawiać .
Jasne, bo to przecież zbrodnia tak do kogoś zagadać. Ubiczuj się za to.I włosiennicę załóż, i posyp głowę popiołem. Może ci wybaczy.
Nic mi nie odpowiedziala tylko spojrzała sie gniewnie i spowrotem wróciła do swojego zajęcia . Wiedziałam już że to koniec naszej rozmowy .
Ja zawsze myślałam, że w rozmowie muszą uczestniczyć dwie osoby, ale pewnie się nie znam.Słowa wypowiedziane przez Mary Sue liczą się podwójnie, po prostu.
Przegrana podniosłam sie z trawnika i zrobiłam krok do przodu .
Bo one nie rozmawiały, tylko toczyły walkę w swoich umysłach. Epickość nie do opisania.
Tak poza tym - o jeżu, co za dramat, ktoś jej nie odpowiedział na powitanie. Klęska normalnie. Poczekaj, aż będziesz musiała załatwić coś w dziekanacie...

Chciałam już wracać do szkoły ale usłyszałam że Karolina zamyka swoją książke i bieże głeboki wdech .
„Bieże”, w sensie że robi go pobieżnie? Ee... to się udusić można z niedotlenienia.
Ja zaczełam iść dalej , tak jak bym nic nie slyszała , aż w koncu ona sie odezwała .
- Hej . Tak nie lubie jak ktoś mi przeszkadza , ale jeśli chcesz ze mna porozmawiać to moge przerwać moje zajęcie i Cie wysłuchać jeśli jeszcze chcesz ze mna rozmawiać -
Co za łaskawość! Niesłychane.
Odpowiedziała mi w końcu .
Wiesz, zauważyłam. -_-'
W pierwszej chwili sie wzdrygnełam . Miała cienki melodyjny głos . Nie dośyć że była piękna to jeszcze miała śliczny głosik .
Jak znam konwencję, pewnie okaże się, że jest wampirzycą.Cienki melodyjny głosik. Niczym sygnalizujący gotującą się wodę czajnik.
Ona była poprostu pięknością . Odwruciłam sie i usiadłam obok niej . Spojrzałam na nią . Uśmiechała sie do mnie . A może ona jest poprostu normalna tylko trzeba z nia pobyć sam na sam . A nie sie do niej czepiać w całej paczce .
A może po prostu jest zadufaną w sobie chamską pannicą, która od czasu do czasu zniża się, by obcować z pospólstwem?Heh, mnie też by się nie podobały czepiające się mnie paczki. Przesyłki listowe zresztą też.
Też sie do niej uśmiechnełam . Nagle oczy jej rozbłysły . Była normalną nastolatką , która uwielbia przebywać sama .
-_-

Nadal trwała duża przerwa , a ja siedziałam obok Karoliny i nie mogłam oderwać od niej oczu .
Samoprzylepne gałki oczne, już w Tesco, za jedyne 6,66!

Ona zaś tylko sie uśmiechała . W końcu odezwała sie wybudzając mnie z transu .
- To o czym chciałaś ze mna rozmawiać ?
- A no tak . Chciałam Ci sie zapytać czemu nie ma dzisiaj Nicka ? .
- Szczerze powiedziawszy sama tego nie wiem . - odpowiedziała mi myśląc zupełnie o czymś innym.
Dar telepatii jest tak częsty w blogaskach...
Nagle zadzwonił dzwonek na lekcje . Szybko wstałyśmy , a ja wziełam ja za ręke .
Ho ho, szybka jest. ;DZaczynam mieć wrażenie, że ta cała przyjaźń z Nickiem była pretekstem do poznania Karoliny... T.TTo Ty miałaś jakieś wątpliwości w tej kwestii?
Nie wiem czemu tak zrobiłam , ale zaskoczyło ją to . Miała strasznie zimne palce .
I osoby, które czytały „Zmierzch”, absolutnie nie domyślą się, dlaczego.
Odruchowo puściłam ja i spojrzałam w jej oczy . Miała strasznie przestraszoną mine , a oczy miała złociste .
A z ust jej wystawał miecz obosieczny, ostry. A liczba jej była 666. I zaczęła mówić językami.Ludzi i aniołów. Ale poza tym była jako cymbał brzmiący.:P
Przycisneła swoją dłoń do piersi i zaczeła na nią chuchać .
Na dłonie się nie chucha, dłonie się myje.
- Czemu masz tak ... - chciałam jej sie zapytac czemu ma takie zimne dłonie a ona mi automatycznie przerwała .
- Lepiej żebyś już poszła na lekcje , bo właśnie oddają sprawdziany z bilogi a bardzo chciałaś wiedzieć co dostaniesz . - mówiła strasznie chłodnym głosem .
Automatycznie przerwała jej chłodnym głosem. Coś jak wokalna zamrażarka, tak?

- A Ty nie idziesz ? .
- Wiesz źle sie czuje lepiej żebym poszła do domu .
- Dobrze to zadzwoń do mnie wieczorem jak sie czujesz .
I tak oto zostały przyjaciółkami... >.<

Odwróciłam sie i zaczełam biec do szkoły , czełam jak odprowadza mnie wzrokiem do drzwi .
Gałki oczne na rzepy, chodzące wzroki i mrożące głosy. Ona jest cyborgiem? Albo może robotem kuchennym?

Stałam już przed drzwiami do klasy , ale przeciesz to nie miało sensu .
To taka autorefleksja bohaterki na temat jej działań w świecie przedstawionym, tak? Kurde, może to opowiadanko to jakiś postmodernistyczny eksperyment, a my się nabijamy jak jakieś profanki?
*czyta ficzek jeszcze raz*
A nie, jednak nie. ;D
Niestety jeszcze nie mam samochodu , zbieram ale coś mi nie wychodzi . Dzisiaj musze wracać do domu piechotą , troche to minie ale dobrze bo w domu bym sie nudziła . Byma w parku i nikogo niestety nie spotkałam (...) Zanim dotarłam do domu już był wieczór .
No rzeczywiście, „trochę” minęło.

W domu jak zwykle nikogo nie było . Z kuchni wziełam jabułko i poszłam do siebie .
Jabułko? To jakaś nowa odmiana pieczywa?

Torbe rzuciłam w kąt , wziełam "Wichrowe wzgórza" i położyłam sie na łóżku .
Kurcze, twarda jest. Ciekawe czy dobrnęła już do końca pierwszej strony...

Nie mogłam sie wogóle skupic na czytaniu .
Ano właśnie. Jak dotąd „Wichrowe wzgórza”: 2, Bohaterka: 0. Ale przynajmniej mierzy wysoko.

Czemu Karolina jeszcze nie dzwonie . Co sie wogóle dzieje z Nickiem . Rzuciłam ksiąrzke na ziemie i siedziałam na łóżku mając glowe opartą o ręce .
Kurna, ciebie rzucić na ziemię by się przydało, a nie książkę! ;/
Właśnie, trochę szacunku do klasyki. :p
Chociaż nie, przepraszam, przecież ona "ksiąrzką" rzucała, a nie książką...

- Hej . Czemu Cie nie było na lekcjach po dużej przerwie ? . - zapytała sie wręcz krzycząc na mnie .
Jeśli pytała siebie, to po co krzyczała na nią? Rzeczywiście, totalny brak taktu.

Niestety to była Dominika . Jakoś nie chciałam z nią rozmawiać .
Bo dotychczasowa najlepsza przyjaciółka stała się nagle za mało cool – w porównaniu z wampirzycą...

- No dobrze . Dostałaś 5+ ze sprawdzianu z biologi . A tak poza tym nie zgadniesz z kim siedziałam w stołówce , z kim rozmawiałam , kto mi dał swój numer i kto przychodzi jutro do mnie . - cała świerkotała jak o tym mówiła .
- Teraz chyba mówimy o Macie tak ? . - Była w nim "zakochana" ale nigdy z nim nie rozmawiała .
No, ja też z matami z reguły nie rozmawiam. Z dywanami i wycieraczkami również nie.

- No jasne że tak Bells . Co sie wogóle z Tobą dzieje ? .
- Nic . - nie chciało mi sie jej wysłuchiwać miałam inne problemy na głowie .
Same egzystencjalne, jak mniemam.

Odlożyłam telefon i usiadłam na krzesle przy stole kuchennym . To troche dziwne że Karolina dzisiaj miała złote oczy a wczoraj miała brązowe .
A o soczewkach kontaktowych Ałtorka słyszała? Zmiana koloru tęczówek naprawdę nie znaczy, że delikwent jest wampirem. -.-

czwartek, 24 września 2009

Dlaczego kochamy Edwarda Collena? ;) - część I

Witajcie!
Tym razem analizie został poddany nie sam tekst blogaskowego opcia, lecz towarzyszące mu, przesycone miłością do "Zmierzchu" niedorzeczności. Analizatorki nie ręczą za to, czy owe rozczulające miłosne wynurzenia są własnością Ałtorki blogaska, czy jedynie zostały skopiowane z innej, fanowskiej strony - tym niemniej są one tak pocieszne, że grzechem byłoby pozostawić je bez komentarza. Sam blogasek trafi na analizatorski warsztat za tydzień.
Miłego czytania!
Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.

Blog: http://edward-love-bella.blog.onet.pl/



Bells Imię: Klaudia
Nazwisko: Po mamusi :P
Ta potrzeba udowadniania światu, że jest się nieślubnym dzieckiem swojej matki, jest fascynująca.
Klaudia Pomamusi? Eee... ładnie >.<

Kolor Włosów: Ciemny blond
To wiele wyjaśnia.
Zaiste, wiele.

Ulubiony film: Twilight -zmierzch
Ulubiony serial: Na wspólnej
Hobby: Gra w koszykówkę
Ulubiony zespół: Jonas Brothers
CZEMU wszystkie ałtorki muszą loffciać ten zespół?!


Zmierzch to porywająca opowieść o miłości, łącząca cechy horroru i powieści o dojrzewaniu.
Miłości opartej na tym, że jedna z postaci ładnie pachnie, a druga jest hot homo-emo mhrocznym wampirem.
Rzeczywiście, z horroru zaczerpnięto przerażającą głupotę i wywoływane martwicy mózgu, zaś z powieści o dojrzewaniu wrażenie ogólnej beznadziei.

Jej bohaterka, siedemnastoletnia Izabella Swan, przeprowadza się do ponurego miasteczka w deszczowym stanie Washington, gdzie spotyka tajemniczego, niezwykle przystojnego Edwarda Cullena . Chłopak ma nadludzkie zdolności - nie można mu się oprzeć, ale i nie można go przejrzeć.
Przejrzeć na wylot. Opiera się falom Roentgena.
Edward jest równie tajemniczy co słoik ogórków kiszonych.
Bella usiłuje poznać jego mroczne sekrety, nie zdaje jednak sobie sprawy, że naraża tym siebie i swoich najbliższych na niebezpieczeństwo . Już niedługo może nie być odwołania ...
I apelacja w sprawie o alimenty nic nie da.
Bo Edward dorabia sobie w TVN jako dubler Anny Marii Wesołowskiej.

W serii:
Zmierzch, Księżyc w nowiu, Zaćmienie, Przed świtem .
A potem nastał poranek, dzień trzeci, kiedy Pan zrobił facepalma, i uznał, że tym razem to naprawdę coś spierdolił...
XD


Teraz pare cytatów z tej piękniej książki :
"Pięknej." Zdaje się, że popełniono tu wielkie semantyczne nadużycie.-.-'

"Bello, nie potrafiłbym żyć z myślą, że pomogłem Ci zejść z tego świata. Nawet nie wiesz, jak mnie ta wizja prześladuje . - spuścił oczy ze wstydem . - Twoje ciało, blade, zimne, nieruchome...
Edward uzewnętrznia się ze swoimi nekrofilskimi fascynacjami. Rzeczywiście jest się czego wstydzić.
Już nigdy miałbym nie zobaczyć Twoich rumieńców i tego błysku intuicji [To nie intuicja, to gorączka.] w oczach, gdy domyślasz sie prawdy...
Ale tylko się domyśla. Nigdy tak naprawdę nie wpadnie na nic do końca.
Bo przecież po to ma Edwarda - żeby myślał za nią.

- Nie, tego bym nie zniósł . - Spojrzał na mnie z twarzą wykrzywioną bólem.
Potnij się, potnij się! A nie... na niego to nie podziała... Yy... ale mogę podać Ci kołek jakby co^^
.

- Jesteś teraz dla mnie najważniejsza . Jesteś najważniejszą rzeczą w moim życiu ."
Rzeczą, nie osobą. To ważne.
Bo dla nekrofilów liczą się tylko zwłoki – czyli, technicznie rzecz biorąc, rzeczy. Trochę to mało romantyczne - ale za to jakiż mhrrock! -.-')


"A potem jego chłodne, marmurowe wargi powoli, delikatnie dotknęły moich.
Ja tam nigdy nie lubiłam się całować z kamiennymi figurkami, ale są różne gusta...
Żadne z nas jednak nie przewidziało mojej reakcji . Krew we mnie zawrzała [bul, bulbul...], moje usta zapłonęły [Pożaaar!!!] (Trochę to wygląda, jakby miała za chwilę eksplodować. Z ust Edwarda wydobywa się jakaś mieszanka wybuchowa?), wargi rozwarły się [Ona go chce połknąć!!!] (A w reklamie krakersów ostrzegali, żeby nie jeść pierwszej napotkanej rzeczy... ;D). Zaczęłam niemalże dyszeć [Mięśnie przełyku rozszerzały się, abym mogła go pożreć w całości.], a palcami wpięłam sie we włosy Edwarda [nogami zaś wczepiłam się w jego plecy], by przeciągnąć go jeszcze bliżej siebie [aby uniemożliwić mu ucieczkę]. Jego cudowny zapach mącił mi w głowie.
Ta smakowita martwa tkanka o konsystencji marmuru, taka chrupiąca i aromatyczna...
Zamarł natychmiast i delikatnie, acz stanowczo mnie odsunął.
Nie chciał być pożarty.
Otworzyłam oczy . Był bardzo spięty."
Jak na marmurowy posąg przystało.

"- Kocham Cię - przypomniałam mu [W razie jakby zapomniał w ciągu ostatnich trzech minut. Edi ma Alzheimera?].
- Czy wierzysz, że mimo wszystkich tych rzeczy, na które cię naraziłem, też cię kocham ? .
- Jasne, że wierze .[Ou, hau słiiit!]"

"- Tęsknie za Tobą - wyszeptałam .
- Wiem, Bello, i dobrze rozumiem, co czujesz . Mam wrażenie, że zabrałaś ze sobą połowę mnie . (Lewą czy prawą?)
- To przyjedź po nią . - podkusiłam go [A to podstępna kusicielka!]"

"Każda dziewczyna ma prawo do marzeń ."
Ale tylko do marzeń. Do ich realizacji już nie.Nie narzekaj - przecież dziewczyny mają prawo do marzeń. Chłopcy najwyraźniej nie mają nawet tego.;P

Dlaczego Kochamy Edwarda Collena?
Szczyt uwielbienia – nie potrafić poprawnie napisać nazwiska idola. :P

Normalny facet powie: "Kocham Cię, mała"
Edward Cullen powie: "Jesteś całym moim życiem"
Całym życiem, czyli tymi jego momentami, w których występuje kac, niestrawność i złamana noga na początku urlopu też?

Normalny facet powie: "Myślę, że się w tobie zakochałem."
Edward Cullen powie: "Lew zakochał się w jagnięciu"
Bo normalny facet nie ma ochoty pożreć swojej partnerki. Tak myślę.

Normalny Facet powie: "Masz na głowie siano. Weź to rozczesz!".
Edward Cullen powie: "Masz na głowie siano, ale i tak mi się podoba".
Kłamie albo jest ślepy. Tak czy tak, na odstrzał.

Jeśli umrzesz Twój facet znajdzie sobie inną.
Jeśli umrzesz Edward Cullen popełni samobójstwo, bo "życie bez Ciebie to nie życie".
A wtedy Kalevatar przyzna mu Nagrodę Darwina.
Ja tam bym nie chciała, żeby się ktoś przeze mnie zabijał, ale co kto lubi...

Jeśli wyjdziesz z domu facet powie "Narka, do zobaczenia".
Jeśli wyjdziesz z domu Edward Cullen powie: "Wróć do mnie kochana".
Bo normalny facet nie jest zaborczym maniakiem.

Jeśli wrócisz do domu facet będzie oglądał telewizje i nawet Cie nie zauważy.
Jeśli wrócisz do domu Edward Cullen powita Cię i zacznie grać piosenkę skomponowaną tylko dla Ciebie.
I tak codziennie? Nie można wejść do domu, żeby facet nie zaczął grać na fortepianie? Kurcze, to lepsze niż domofon:P.
*wyobraża sobie testowanie refleksu Edwarda w zabawie w „wewnątrz-na zewnątrz” *

Jak wracam zmęczona do domu, to słuchanie piosenek jest ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę...

Normalny facet będzie czekał na Ciebie tylko po to byś zrobiła mu śniadanie.
Edward Cullen robiłby Ci śniadanie każdego dnia.
Co rano zwlekałby do domu jakieś zwłoki do wykrwawienia. Bosko.
Tak w ogóle to żadne poświęcenie, skoro facet i tak nie śpi w nocy.


Normalny chłopak zadedykuje ci przypadkową piosenkę przypadkowego artysty.
Edward Cullen zaśpiewa i zagra na pianinie piosenkę, którą dla ciebie sam skomponował.
Przy czym nie jest powiedziane, że ma talent i słuch muzyczny – ale darowanemu koniowi...
Zaśpiewa na pianinie? To doprawdy niezwykły talent!

Kiedy wychodzicie na kolacje, normalny chłopak nie może oderwać wzroku od seksownej kelnerki.
Edward Cullen nie zwróci nawet uwagi, że ona jest kobietą.
Będzie oglądał się tylko za chłopcami.;)

Normalny facet jadąc autem będzie jedną ręką kurczowo trzymał się kierownicy drugą zaś radia.
W czasie jazdy Edward Cullen będzie jedną ręką trzymał kierownice drugą poświęci tylko dla Ciebie.
I co on mi będzie robił tą ręką...? Zaraz, zaraz... W czasie jazdy?! O.O
Poświęci. Wodą święconą. A potem spowoduje wypadek, bo nie uważał jak jedzie.

Kiedy gdzieś wyjeżdżasz, normalny chłopak powie: ,,Tęsknie".
Kiedy gdzieś wyjeżdżasz, Edward Cullen powie: ,,To jakbym zostawił połowie siebie z tobą". Kalevatar odpowie: „Wolę tę dolną połowę, kochanie.”
Bo głos Edzia podąży za tobą wszędzie, nawet do ubikacji. Mówiłam, że zaborczy maniak.

Normalny chłopak nie przejmie się kiedy będziesz miała koszmar.
Edward Cullen zaśpiewa ci kołysankę, by odegnać złe sny.
Tak jakbym miała niewystarczająco przesrane...
Ja tam znam lepsze sposoby na wspólne odganianie koszmarów... ;)

Normalny chłopak kupi ci kwiaty i czekoladki.
Edward Cullen kupi ci samochód.
Dobrze, że nie krokodyla.
A jak ja wolę czekoladki?!

Dlatego właśnie Kochamy Edwarda Collena .
I znów ten tajemniczy Collen. To jakiś kuzyn psa rasy collie?


1.Dzień jak codzień

Dzień zaczął się tak samo jak wszystkie inne .
Zakładam, że zejściem na śniadanie.
Ekhm... Wzeszło słońce?

Było jakieś trzydziści dwa stopnie .
No tak, to na pewno standardowa temperatura na początku dnia.

Właśnie jest luty początek semestru . Czasami latem w Phonix temperatura osiąga powyżej czterdziestu stopni .
Gdzie leży Phonix i jaki to ma związek z akcją opowiadania?

Rano zrobiłam śniadanie Renee , mojej kochanej mamie i jej nowemu nażeczonemu Philowi ,
Tamten Phil, który był jej narzeczonym, akurat wyszedł.

a potem wyszłam do szkoły . Miałam takie same lekcje jak Dominika (moja najpelsza przyjaciólka [Najpelsza: to ma jakiś związek z pelikanem? Albo pelargoniami?]) , ponieważ poszłyśmy na rozszeżoną [Radzę wziąć jakiś Zyrtec czy coś. Widzę że masz uczulenie na „rz”.] biolochemie [Biolochemia: jeden z nowych przedmiotów utworzonych po reformach Romana G.], bo chcemy zostać lekarkami .
Tyle informacji w jednym zdaniu... Czuję już, że znam główną bohaterkę na wylot.

Z Dominiką rozumiemy się jak byśmy , były siostrami , ale jedyne co nas różni to to , że Domi ogląda się za chlopakami . Ja [oglądam się za dziewczynkami i końmi] jeszcze nigdy nie miałam chłopaka i dobrze mi z tym . [Mam w końcu wiele przyjaciółek i kucyka, który zaspokaja wszystkie moje potrzeby]. Mam jeszcze jednego przyjaciela Nicka . Lekcje zazwyczaj mamy inne , oprócz matematyki . Czasami udziela mi korepetycji i mam to szczęście , że jest moim sąsiadem . Niestety Dominika mieszka cztery ulice dalej niż my .
To fascynujące, naprawdę, ale tak w ogóle to zmierzasz do czegoś?

Po lekciach wszyscy trzei pojechaliśmy do miasta po nową książke od matmy .
Bo to była bardzo ciężka książka.
Trzej? To ona jest facetem? No tak, to by wiele wyjaśniało.

Do domu odwiuzł mnie Nick .
O Święta Ortografio, módl się za nią, bo nie wie co czyni...

Troche rozmawialiśmy o balu i trochę o naszym noclegu na dziłce u Domi . Kiedy wróciłam do domu odrazu weszłam do swojego pokoju i próbowałam zrobić zadanie domowe na jutro z matmy . Chyba jakieś cztredziści minut męczyłam sie nad jednym podpunktem .
Brak mózgu czasem boli.
Niepełnosprawni - pełnosprawni w blogaskach. ;D

Jestem strasznie ciekawa co wymyśli Domi na tą naszą noc.
Jak to co? Pijaństwo, orgie i narkotyzowanie się. Czyli to, co zawsze w blogaskach.

Mam tylko nadzieje , że nie zacznie znowu mówić o Macie z 2 d .
Fakt, dwuwymiarowa mata nie jest ciekawym tematem do dyskusji.

Zamieniła z nim dwa zdania i już mówi , że sie zakochała i że to jest jak strzała amora . Jakoś w to nie moge uwieżyć [A co ma wieża do uczuć Dominiki? Czyżby Domi była Roszpunką?], zawsze tak mówiła . Zeszłam na duł [Pigmejka właśnie ómarua] przygotować kolacje i nagle usłyszałam krzyk mamy . Strasznie sie przeraziłam . Wbiegłam do łazienki i zobaczyłam jak mama stoi po środku wielkiej kałóży [a co to takiego?] wody , a z pralki wystają mokre ubrania .
To musiał być straszny widok!
W jej domu właśnie kręcono reklamę Calgonu czy innych takich rzeczy. Za chwilę z odsieczą nadciągnie Zygmunt Chajzer i Henryk Zając, który do 10-ciu lat naprawia pralkę.
- Mamo co sie stało ? . - zapytałam uspokojonym głosem
- Nie moge znaleść mojego białego sfetra ! . To jest nie do pojęcia ! . I w czym ja teraz pójde do pracy ? ! .
Ma tylko jeden sweter...?
- Mamo , przeciesz Twój sfeter leży w salonie na kanapie . - Kamień spadł mi z serca , że nic poważnego sie nie stało .
- Ahhh .. Bells i co ja bym bez Ciebie zrobiła ? .
- Ojjj , mamo też Cie Kocham . A teraz sie pośpiesz bo nie zdążysz do pracy .
Pocałowała mnie w głowe i zaczeła biec do drzwi .
Zaczęła, ale nie skończyła, bo potknęła się na tej całej „kałózy”.
- Będe rano . Kocham Cie . Pa .
Będę rano? Yy... chyba nie chcę wiedzieć gdzie pracuje matka bohaterki.
Włożyłam wszystkie rzeczy spowrotem do pralki [Kto to jest Spowrotem i czemu one piorą jego rzeczy?], włączyłam ją , a potem sięgnełam po mopa i wytarłam całą podłogę . Szybko wybiegłam z łazienki i nałożyłam kurczaka na talerz . Miałam szczęście bo prawie spaliłam kurczaka . Podałam talerz Philowi [*feminist mode on* A Phil nie ma rąk, żeby samemu tego kurczaka wyjąć zanim się spali? *feminist mode off*] i usiadłam naprzeciwko niego i zaczełam jeść obiad
Wzięłam do jednej ręki widelec, a do drugiej nóż i zaczęłam kroić kurczaka. Potem przestałam jeść kurczaka i napiłam się wody. Kiedy napiłam się wody, odstawiłam szklankę i postawiłam ją koło talerza.
Phil nie odezwał sie ani słowem do mnie . Czułam sie nieswojo , bo ciągle na mnie spoglądał z niechęcią.
To tak jak ja.
Odłożyłam talerz i szybko poszłam do siebie . Nie wiedziałam co mam robić , poprostu sie nudziłam.
To straszne!

I nagle zaczoł dzwonić telefon . Szybko odebrałam .
- Hej Bells . Co robisz ? . - Zapytał Nick .
- Hej . A właściwie to sie nudze , a Ty ? .
- Ja też . A Może wpadniesz do mnie , albo ja do Ciebie ? .
- Oki . To ja bede u Ciebie za 5 minut .
- Oki to dozobaczenia .
*Przyznaje Nagrodę Publiczności w kategorii Dialog Roku*

Ciąg dalszy nastąpi ...
I tego się właśnie obawiam...
No niestety nastąpi - już w przyszły czwartek, w kolejnej analizie ;).

czwartek, 17 września 2009

A bodaj by to wciórności!, czyli chłopskie oblicze Hermiony

Witajcie!
W związku z faktem, iż Pigmejka raczy się obijać na jakiejś burżujskiej wycieczce ;), w tym tygodniu zmuszona jestem samotnie pełnić honory analizatorni. Analiza tym razem jednoosobowa - mam nadzieję, że przez to nie mniej śmieszna. A dotyczy rzeczy niezwykłych - oto niektórzy, zdawać by się mogło, dobrze znani bohaterowie świata Harrego Pottera pokazują swoje mniej znane, swojskie, wiejskie nawet oblicze. W tle przewija się żel Durex Play, buddyzm stosowany
oraz cierpliwy Dumbledore nie ustający w wysiłkach, które w przyszłości z pewnością zaowocują becikowym.
Miłej lektury!
Blogasek: http://hermionariddleipoczateknowegoswiata.mylog.pl/
Zanalizowała: Kalevatar





1.Jedziemy do Hogwaru
- Pa mamo, pa tato. Kocham was - krzyknęłam z jadącego już pociągu.

- Pa córeczko, do zobaczenia - odkrzyknęli rodzicie machając mi na porzegnanie, posłałam im buziaki i%2
Tak, to wszystko - notka, którą można nakryć dłonią na monitorze. Ałtorka właśnie straciła szansę na zrobienie pierwszego dobrego wrażenia.

Nowi w Szkole
- Cześć wam - odezwał się Ron

- Cześć - odpowiedzieliśmy chórem
My – czyli Bohaterka, jej Ego i jej Doskonałość.
- Mam wam kilka osób do przedstawienia - oznajmił - Oni są nowi w szkole i są z naszego wieku, dlatego Dumbledor kazał ich przedstawić wszystkim z naszego roku.
Nowych uczniów z minionych wieków Dumbledor – kimkolwiek jest – przedstawia osobiście.
- A dlaczego akurat ty masz ich przedstawiać - zapytał Harry bo jak i jego tak i mnie to ździwiło
- Bo zostałem perfektem (Ron został formą czasu przeszłego w języku niemieckim? O.O) razem z nową tu w szkole Maddy Schwit (czyt,Szwit)
Traktowanie Czytelników jak idiotów – zaliczone.
Na to imię Harrego zamurowało. Owa Maddy weszła do przedziału.
- Cześć jestem Maddy - po przedstawieniu mi się dziewczyna podała mi dłoń, uścisnęłam ją. - Hermiona, Hermiona Granger - dziewczyna uśmiechnęła się przyjaźnie.
I znowu ktoś opętał Hermionę. Dziewczyna nie ma łatwego życia.
Była ładna, włosy długie puszyste, oczy koloru brązowego.
Sylwetka kształtna, proporcjonalna, 1.60m w kłębie, głowa o suchym profilu, proste uszy, grzywa i ogon lekko falujące.
- Maddy - odezwał się Harry - ona odwróciła się – Witaj
Harry z kolei próbuje swoich sił jako narrator. Z marnym skutkiem.
- Harry ! - ucieszyła się, podbiegła do niego i go przytuliła - tęskniłam, och mam Ci tyle do opowiedzenia.
- Dobra to ty Maddy tutaj zostań a ja idę do Ślizgonów oddać im ich dwóch nowych członków - odezwał się Ron
Pozwoliłem sobie ich pożyczyć, ale jednak nie nadają się do noszenia bagaży.
- Idę z tobą - razem z nim wyszłam z przedziału. Odwróciłam się i zobaczyłam dwóch przystojnych chłopaków, jeden wyglądał jak mugoslki emolak (czyt:Imolak)
Mugoslki emolak? To jakieś zwierzątko, gatunek endemicznie występujący na terenie Zakazanego Lasu?
a drugi jak zwykły uczeń z przepiękną klatą (bardzo umięśniony)
Och dzięęęęki - gdyby nie dopisek w nawiasie, tkwiłabym w błędnym przekonaniu, że chodzi o klatkę schodową.
- Hej jestem Hermiona, ale przyjaciele mówią do mnie Miona :)
Jestem czarownicą tak zdolną, że potrafię mówić emotikonkami.
- Hej - Odezwał się emol (czyt.Imol)
Oto kolejna z osobliwości Hogwartu: Człowiek – e-moll. Nie drażnić, nie karmić, nie głaskać.
- a ja Alex a to mój kuzyn Max - wskazał na idącego za nim chłopaka. Odprowadziliśmy ich z Ronem do pierwszego lepszego przedziału i ich przedstawiliśmy Ślizgoną.
„Ślizgoną”? To nazwa jakiejś techniki przedstawiania komuś kogoś? Kurcze, muszę się podszkolić w savoir-vivrze.
Czułam że ktoś się ciągle na mnie patrzy tylko nie wiedziałam kto, jak wychodziłam ciekawa odwróciłam się żeby zobaczyć tego mojego może pięknego pana który utkwił we mnie wzrok..
A to była tylko biedna pani sprzedająca słodycze z wózka – niestety wlokła się za nią, bo gruby tyłek bohaterki tarasował całe przejście.


Odwróciłam się i go zobaczyłam był to nie jaki...
... nie jaki, tylko owaki. Ale kto to, no kto? Snape? Draco? Voldemort? Pedobear? Napięcie sięga zenitu....


od Ałtorki:
No tak jeśli jesteście ciekawi kto to taki to czekajcie cierpliwie na 2 nocię :P :)
Aż mnie nosi z niecierpliwości.
Mam pytanie Nocie są za krótkie czy za długie?
Proszę, powiedz, że to żart.

3. Draco Malfoy - códwona przemiana?
Códwona? Draco zaczął wydzielać jakąś cudowną woń? o.O
Nie jaki Draco Malfoy, zdziwiło mnie to nie co -
Jakiś dziwny natłok spacji wystąpił w tym zdaniu.
Po co się on tak na mnie *lampił - zadałam sobie to pytanie
Przystanęłam, żeby je w pełni przyswoić. Chwilę potem zaczęłam sobie dla ułatwienia rozrysowywać schematy i wykresy.
- Ale kto - zapytał Ron, nieco się wystraszyłam bo zapomniałam że jest koło mnie :)
- Nie wchodzisz - zapytał wchodząc do naszego przedziału
gdzie siedział sam Harry z Maddy.
Sam Jego Wybrańczość Harry ze swą świtą. Trochę szacunku, Ałtorko!
- A wiesz idę poszukać Ginn
- Oki
- Zaraz wracam - powiedziałam cofając się do tyłu
Ech... -.-
- Boże jaki on miał zabójczy wzrok - pomyślałam o Draco'nie
Bez apostrofu. A tak w ogóle to poczekaj na wzrok Snape'a... i na jego magiczne palce.:P


- ale czemu się tak na mnie
patrzył - zaś zadałam se to pytanie tylko że tym razem w duchu.
Oj, całe szczęście, że w duchu – nikt nie słyszał tego potwornego „zaś” i bluźnierczego „se”.
Pociągiem coś zarzuciło i jak zwykle ja sierotka Marysia się wywróciłam.
Kłamiesz! Sierotka Marysia nie żyje!!!
- Auuć - wymknęło mi się trochę głośno - kurcze - złapałam się za kostek - Jak boli - zaczęłam se ją masować
- Oj, bodaj by to wciórności! - zaklęłam, wspierając się na widłach gnojnych, które zawsze noszę ze sobą. Tatko mówili, cobym nigdy nie zapomniała o swoich wiejskich korzeniach.

- Nic Ci się nie stało - zapytał nieznajomy chociaż już teraz wiedziałam kto to było, poznałam po głosie otóż tym nieznajomym był Draco Malfoy, co ja dzisiaj z nim mam?
Wkrótce zapałacie do siebie wielką, płomienną miłością. Niestety, to już postanowione.
- Czego chcesz - powiedziałam przez zaciśnięte zęby żeby nie zdradzić że aż tak bardzo mnie to boli i że taka sierota jest ze mnie, ale chyba mi to nie wyszło
Wskazówka: osoby, którym nic nie dolega, nie mówią przez zaciśnięte zęby. Zostawiam pod rozwagę.

- Nieźle się urządziłaś, pójdziemy z tobą do p.Pomfrey

- Jakbyś czasem myślał to dopiero w szkole będę mogła iść do niej, i wiesz idź sobie już z tond
„Z tond”. „Z TOND”!!!!! O.O'
Opryskliwość i niewdzięczność w stosunku do ludzi oferujących pomoc – jest. Totalna niekanoniczność Dracona – jest. Błędy wszelkich możliwych odmian – są. Czegóż chcieć więcej od blogaska?
- Nie zostawię ciebie tak samej - usiadł przy mnie i zaś dotknął mojej kostki, czułam w niej tyle czułości aż mnie to zdziwiło.
Mnie też dziwiłaby czułość w zaś dotykanej kostce. Zwichnięte kończyny zazwyczaj są bardziej niewdzięczne.
- Och jakiś ty miły ale wiesz sama se dam rade jakoś dojdę do przedziału gdzie jest Harry
Draco pociągnął arystokratycznym nosem, czując nienawistną woń wydzielaną przez warstwę robotniczą i inne lumpenprole.
- Mój ojciec zabronił mi bratania się z plebsem – wycedził, ostrożnie mijając oparte o ścianę widły gnojne, których dziwnym trafem wcześniej nie zauważył. - Nie powinnaś teraz odrabiać pańszczyzny czy czegoś w tym stylu?
- No nie wiem, wiesz chodź na chwilkę do mnie do przedziału ten nowy Max ma chyba jakiś żel czy coś takiego bo mówił że miał wypadek i cały czas plecy go bolą.
„- Maaaax! - zawołał Draco.
- Nie Max, tylko Ketoprom! - odkrzyknął chłopak.”
... Żel ma, jasssne. Durex Play się nazywa.
- Dobra - zgodziłam się ale tylko dlatego że nie mogłam już wytrzymać z bólu - ale później idę odrazu do Harrego
Cóż za łaskawość z jej strony, tak dać sobie pomóc... niesłychane.

- A ty co jesteś dla mnie taki miły - pomógł mi wstać
- A bo chciałem naprawić swoje błędy
W czasie wakacji doznałem oświecenia i teraz podążam ścieżką miłującej dobroci. Buddyzm to nowa czerń, wiesz?
- spojrzałam na niego głupio, wziął mnie na ręce bo zobaczył że nie umie chodzić
Skoro Draco nie umie chodzić (dotychczas noszony był w lektyce?), to po co bierze ją na ręce?
- Hermiono ja mówię poważnie, proszę Cię wybacz mi tamte czasy w których nie byłem dla ciebie miły, daj mi szanse.
Wiesz, to dla mnie też nie jest proste, ale Ałtorka zdecydowała, że masz mnie pokochać, więc teraz oboje musimy robić z siebie idiotów. Cóż, ja przynajmniej mam szczęście – nie muszę udawać chłopa pańszczyźnianego.
- Po co przyniosłeś tutaj tą szlame? - odezwała się Parinkson (Sorki jak źle napisałam bo już nie pamiętam jak to się pisze)
Nie żeby można było sprawdzić w książce. Albo w googlach.
- A co Cię to obchodzi? jak ci przeszkadza to wyjdź z tond - to też mnie zdziwiło, dzisiejszy dzień był pełen niespodzianek - Prawda, Malfoy uzewnętrznił swoje wiejskie korzenie. Niespodzianka goni niespodziankę, a co jedna, to bardziej żenująca.
Max masz jakiś żel na ból?
- A co się stało - odezwał się Max, chyba już zdążył się zakolegować z Draconem bo był rozluźniony nie tak jak reszta tych nowych. - Miona kostkę se skręciła
Powiedział Draco, dyskretnie upychając wystającą słomę z powrotem do butów.
- Boli - do pytanie było skierowane do mnie
- No i to bardzo - odpowiedziałam zaś gładząc się po kostce
To „zaś gładzenie” spełnia rolę placebo czy jak?
- Hmmm. - zaczął coś szukać w torbie - Mam - wyciągnął coś zielonego i coś jeszcze tam. - trzymaj - podał mi kieliszek z tym czymś zielonym
Czujecie to? Tę dokładność opisów, ten realizm, wyczerpujące dane? Nie? ;D
- A co to jest?
Napój miłosny, znany lepiej jako drink z pigułką gwałtu. Pij póki gorące.
- Taki elixir na bóle i takie różne, a to - podał coś Draconowi - to jest maść chyba wiesz co zrobić?
- No pewnie
Jasne, Draco nie takie rzeczy już robił.
*porn?*
- Draco kucnął przy mnie podwinął mi spodnie i zaczął mi wcierać maść, a Max (jakby ktoś nie wiedział to czyta się Maks :P ) Dzięki ci, o Ałtorko. Zaprawdę, jesteś łaskawa.
- dobra dziękuje Ci i tobie Max a teraz wracam do moich przyjacieli - chciałam wstać ale Max mnie powstrzymał
-Nie wyjdziesz „z tond”, dopóki nie nauczysz się poprawnie odmieniać słowa „przyjaciel”!
*tu następuje scena rodem z „Żywota Briana”*
Draco wziął mnie na ręce i wyszliśmy, szliśmy a raczej on szedł a ja leżałam na jego rękach w ciszy.
I szliśmy i szliśmy, aż zaszliśmy w końcu aż do dupy, że pozwolę sobie znów zacytować Wieszcza.
Doszliśmy do mojego przedziału, on szybko posadził mnie na siedzeniach i wyszedł. - Co to miało być Miona - zapytał Harry.
Opowiedziałam im wszystko ze szczegółami.
Później przebraliśmy się w szaty i wyszliśmy z pociągu.
Wyczerpujących opisów ciąg dalszy, jak widzę.

4. Szkoła
Jak zawsze to samo.Czekamy aż wszyscy się zbiorą w Wielkiej Sali, później przedział pierwszaków do domów
Ej, no jak to tak, wszyscy pierwszoroczni zostali odesłani do domów? Ego Pottera urosło do takich rozmiarów, że trzeba było opróżnić kilka pomieszczeń, żeby je pomieścić?
Proszę o spokój - oznajmił Dumbledore, po chwili wszyscy ucichli - Dziękuje, Więc tak na początku chciałbym przywitać w szkole nowych uczniów z pierwszych klas i też nowych z klas 6 :)
Dumbledore też potrafi mówić emotikonkami. Co magia, to magia...
Za jakiś miesiąc lub dwa przybędzie do nas Neila Grenger , kuzynka naszej kochanej Hermiony - zdziwiło mnie to bardzo, jak mogę mieć kuzynkę jak nawet jej nie znam?
Trzeba było się zalogować na Facebooku, Hermiono. Drops tak robi i zawsze jest najlepiej poinformowany.
- Kolejna sprawa to Bal - wszyscy zaczęli klaskać i gwizdać - Bal odbędzie się 31 listopada i 1 grudnia. Będzie on trwał dwa dni
Dokonanie tej skomplikowanej operacji matematycznej zajęło Dropsowi sporo czasu, więc był z siebie bardzo dumny i musiał pochwalić się na forum szkoły. W nagrodę grono pedagogiczne przyznało mu honorowy tytuł Kapitana Oczywistość.
Tak w ogóle to listopad ma tylko 30 dni...-.-'
Ron jak zwykle nałożył cały talerz jedzenia, Harry rozmawiał z Maddy i się z niego śmiali a ja Maddy zazdrościłam chociaż nie wiem czego..
Życie wewnętrzne Hermiony jest fascynujące, prawda? Takie złożone i pełne targających nią sprzeczności...


-Hej Hermi - usiadła koło mnie Ginn

-Hej Ginny :)
-Jak tam?
-A jak ma być?
-No nie wiem
*facepalm*


Po uczcie Ron z Maddy odprowadzili pierwszaków a ja z Harrym jako ostatni wyszliśmy z WS. W PW rozstaliśmy się z Harrym, ja poszłam do DD a on do DCH.
Hermiona jest już szóstoklasistką i z tego tytułu ma prawo do porozumiewania się grypserą – niestety ja jestem mniej zajebista i chciałabym dowiedzieć się, o co właściwie chodzi. :P
*
Rano obudził mnie pisk Maddy. Wstałam i założyłam szlafrok.
- Co tak piszczysz? - Tu tu - pokazała palcem - tu jest kot ! - tupnęła nogą!
- To mój kotek
- Weź go
- Bo co?
- Bo nie lubię kotów, a po za tym wiesz to jest łazienka!
Dziewczyny śpią w łazience? Chyba ego Pottera nie zaanektowało też damskiej sypialni?
- O jejku - wzięłam kota na ręce -Lepiej?
- Tak ale jeszcze lepiej będzie jak gdzieś go zamkniesz

- Spadaj
- Coś ty powiedziała
- To co słyszałaś chyba że głucha jesteś ! - Ty szmato
To jest, Drodzy Czytelnicy, przyszłość świata czarodziejów. Sól tej ziemi, że się tak wyrażę. Czapki z głów – uczcijmy to minutą ciszy.
podeszła do mnie i mocno mnie złapała za rękę - słuchaj ja jestem księżniczką i nikt nie ma prawa tak do mnie mówić
- Cienka w uszach jesteś. - Hermiona splotła ręce na piersi. - JA, wyimaginuj sobie, jestem córką Voldemorta – pierworodną, co by nie było – spłodzoną z Najwyższą Cesarzową Elfów, Pegazów i Różowych Jednorożców. A fiordy to mi z ręki jedzą.
- wybuchłam śmiechem a ona popchała mnie na podłogę - Durna jesteś? Ja mam kostkę skręconą - i zaś poczułam ten sam ból co w pociągu
- Zamknij mordę szmaciuro - zaśmiała się i zamknęła się w łazience, ja zaś doczołagałam się do łóżka i powoli ubrałam się.
Zaś.


-Seamus (chyba tak się pisało jego imie c'nie)
C'nie? To po francusku?
pomóż mi! - chłopak podszedł do mnie
- Co Ci się stało
- Kostkę skręciłam, pomożesz mi?
- No pewnie - wziął mnie na ręce - zaniosę cie do p.Pomfrey - jak powiedział tak zrobił. p.Pomfrey dała mi jakiś sok do wypicia i jakiś tam czar na moją kostkę
No nie, zaangażowanie Ałtorki w tworzenie świata przedstawionego przekracza wszelkie dopuszczalne normy. Pohamuj się, proszę, bo nas te fakty przytłoczą.
- Gdzie ja jestem? - usiadłam na łóżku, rozglądnęłam się. Jakoś dziwnie się czułam było tutaj zielono i to duże łóżko na którym teraz siedziałam i wąż!
Zapewne prywatna sypialnia Dracona. Przecież dziedzic rodu Malfoyów musi posiadać własny haremik, prawda? Nawet jeśli posiada wstydliwie skrywane, wiejskie korzenie.


Ja byłam w DCH ale w Shliternie
Dobrze, że nie „w Shitlerinie”... -.-'


- Co ja tutaj robię - prawie że krzyknęłam

- Spałaś tutaj - odezwał się bardzo znajomy mi głos Draco Malfoy'a
- Ale jak to - dopiero teraz go zauważyłam, siedział na fotelu i coś pił
- Dostałaś karę
No nie, cóż za okrucieństwo – w ramach szlabanu kazać komuś spać na dużym łóżku "i wąż"!
- Za co?
- Za to co powiedziałaś do tej nowej Maddy i ten nie jesteśmy w moim Domitorium tylko w jakimś lochu bo ja też mam szlaban
A loch jest wyposażony w wielkie łóżko? Dumbledore nie próżnuje. ^.^ Tajemnicą pozostaje, jaką rolę ma spełniać "i wąż".
- I spałam z tobą w jednym łóżku?!
- Nie spokojnie ja spałem na podłodze
Te widły, które ciągle nosisz ze sobą wyglądają całkiem groźnie.
- Aha - wstałam - miałam na sobie koszule nocną - o nie..!
Narrator i bohaterka wymieniają się rolami.
- Ta nie ma co - szłam w stronę drzwi
To jakiś rebus? Ta nie ma co... Ta nie ma... piernika do wiatraka... co... nosi wilka razy kilka?
Ugh, to zbyt skomplikowane.
- Drzwi są zamknięte, wypuszczą nas dopiero o 16.00
Stary Drops dobrze kombinuje – nie wypuści ich z lochu, dopóki nie usłyszy wyraźnych dowodów na to, że młodzi starają się o becikowe.
- No bo wiesz do tej godziny mamy robić ozdoby na bal ręcznie - widać było że mu ten pomysł się nie podobał, zresztą mnie też ale dobra.
A to już wyczarować bombek nie łaska? Dumbledore pewnie korzysta z dostępu do darmowej siły roboczej i zamierza rzucić wyzwanie towarom z Chin.
- No dobra, a mogłabym wyjść się ubrać?
- Nie, wiesz w łazience są nasze ciuchy raczej no teraz już twoje idź się tam przebierz.
A w łazience, jak uczy nas poprzednia analiza, dzieją się różne rzeczy...^^ Heh, Dumbledore zadbał o wszystko.
Ubrałam się w różowiutki dresik i przyznam że ładnie wyglądam w nim bo jak weszłam do pokoju do blondyna zamurowało.
Hermiona i różowiutki dresik. Dobry jeżu, nie dziwię się Draconowi.

- A tam - machnęłam rękom. On już chciał coś powiedzieć ale nagle drzwi się otworzyły.
Więc Draco już tylko machnął nogom.
- Dzieciaki teraz możecie iść na lekcje ale po lekcjach macie tutaj wrócić.
Eee... ale wypuścili ich o 16, prawda? Już po lekcjach... chyba że dla nich przygotowano kursy wieczorowe.
I będzie tak przez cały tydzień tylko że będziecie wypuszczani przed 1 lekcją i tutaj będzie wracać po lekcjach, i będziecie robić ozdoby
Jasssne, ozdoby. Albus nieźle zawziął się na to becikowe...

Szłam coś sobie nucąc pod nosem i podskakując gdy nagle mnie zamurowało, zobaczyłam Harrego i Maddy jak się całują za drzewem. Nie mogłam uwierzyć w to .. Harry i Maddy? - nie ... - do oczu napłynęły mi łzy, pobiegłam do łazienki.
Czujesz się zdradzona – idź do łazienki!!!;)


Dlaczego? Ja go kocham ! moje serce pękało z bólu... Nie wiedziałam co robić ..
Może, dajmy na to... pociąć się?
Rozpłakałam się na dobre i usiadłam pod ścianą. Nagle coś mnie poraziło, podniosłam oczy do góry i moim oczom ukazała się żyletka.
Sam Bóg spuścił ją z nieba na sznurku, żeby biedne emo mogło czynić swoją powinność.


Podeszłam po nią i wzięłam ją do ręki - Zrób to -
powiedział nieznany głos w mojej głowie -Zrób to Ci pomoże
Ależ oczywiście. W końcu cięcie się zapewnia +10 do lansu, +20 do bycia emo i +100 do rozwiązania wszystkich życiowych problemów.
Stanęłam nad umywalką, długo się zastanawiałam aż wkońcu zrobiłam jedną krechę, krew zaczęła kapać do umywalki, po godzinie miałam do łokcia całą rękę pociętą... i zaczęłam sama do siebie mówić
Co, w połączeniu z wcześniejszymi złudzeniami dźwiękowymi, niechybnie świadczy o rozwoju choroby psychicznej. Siostro, prosimy o kaftanik. Różowiutki.

Wyszłam z łazienki no po drodze jeszcze minęłam się z jakąś dziewczyną.
- A ty gdzie była - wystraszyłam się
Któż to przemawia w tak pięknym, troglodyckim narzeczu?
- Draco nie strasz - uśmiechnęłam się na jego widok
No tak, toż to dziedzic państwa Malfoy. Gdy rodziców nie ma w pobliżu, daje upust swojej chłopskiej naturze.

Dobrze - wszedł do swojej klasy a ja zaś poszłam do PW bo nie chciało mi się iść na lekcję
To jest zawsze fascynujące – czemu Ałtorki wcielają się w jakąś stworzoną już postać, a potem czynią ją całkowicie niekanoniczną? Tak jakby zbudowanie własnego bohatera było jakimś przekroczeniem blogaskowego tabu...
przesiedziałam tam wszystkie moje lekcje i ruszyłam do lochu gdzie musiałam spędzać swój szlaban. Draco już tam był, uśmiechnął się na mój widok. Usiedliśmy razem przy stole i zaczęliśmy dokańczać to co zaczęliśmy robić rano...
...czyli dzieci. Słusznie.


Uff, blogasek zniknął z serwera, więc dalszych, niewątpliwie fascynujących i swojskich przygód Hermiony już nie poznamy. Chwalmy Pana! ;D

czwartek, 10 września 2009

Kamienny Jedwab Snape'a® - cz. 2

Witajcie!
Przed Wami druga i ostatnia część wesołych przygód Snape'a owiniętego Kamiennym Jedwabiem® oraz jego marysueistycznej partnerki. Tym razem będziecie mieli okazję poznać problemy gastryczne Severusa, dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy o pierwszej pomocy, a także spotkać się z nową pracownicą Hogwartu - panią Poopy ;)
Aha, analiza ze specjalną dedykacją od Pigmejki dla Mrohnego!;>

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.


CZĘŚĆ II


Katrina wróciła do swojego pokoju, była wciąż podekscytowana i drżała, chodziła po całym pokoju, od łóżka do szafy i na odwrót, nagle wybiegła kierując się z powrotem do łazienki, miała nadzieję, że Snape nadal tam jest,

Poza tym przypomniało jej się, że nie zabrała znalezionego grzybka.
nerwowo zamknęła drzwi i pobiegła do lochów...Z każdym krokiem robiło się coraz ciemniej, trzymała się ściany aby nie upaść, nagle drzwi na końcu korytarza się otworzyły i wyłoniło się z nich światło
Ujrzała starca, stojącego w olśniewającej bieli. Włosy miał białe jak śnieg w słońcu. Szata także oślepiała bielą. Oczy pod wysokim czołem iskrzyły się, jasne i przenikliwe jak płomienie słońca. Jego ręka miała czarodziejską władzę. No rzeczywiście, ręka Snape'a okazuje się mieć władzę iście czarodziejską. ^^ Ja bym jednak wolała, żeby to były światła nadjeżdżającego pociągu.
-Czy mnie oczy mylą? Evans??- powiedział zdziwiony Snape
-Professorze....jak dobrze, że to Pan, już się bałam, że źle trafiłam...
Już myślałam, że zaraz spotkam jakiegoś tlenionego elfa, a jakiś nawiedzony starzec z laską każe mi ratować Śródziemie...
Ej, ale w tamtym blogasku konie też mieli niezłe:) Kathy byłaby zadowolona.

-Co Ty tu robisz?!, mówiłem Ci, żebyś poszła do swojego dormitorium! -.. Panie Professorze byłam w pokoju, ale nie mogę tam usiedzieć!...nie po tym co się zdarzyło!...
Pańska różdżka wciąż wbija mi się w wątrobę.
-Nie dziękuj i nie mów do mnie "Panie Profesorze"
-A jak mam mówić?-spytała zaciekawiona

- Mów mi "Kokonie Wielki Sru"!
- Zwykłe „o Boże” powinno wystarczyć.
-Mojego imienia nie muszę Ci przypominać -burknął, po czym usiadł do biurka, On mnie nie przestanie zadziwiać. Mało że żyje pomimo urwania pewnej ważnej części jego ciała, to jeszcze umie siadać do biurka. Jak on się w nim mieści!?

-Panie...tffuuu, znaczy się Severusie...-Snape podniósł wzrok...-Chcem być tu z Tobą...z tamtymi w ogóle nie chcem rozmawiać,
Nie chcem, ale muszem. No więc... Pomożecie?
„Tamci”, kimkolwiek są, nie mają czarodziejskich palców ani nie gwałcą nieletnich uczennic w toaletach – wystarczające, by nie chcieć mieć z nimi nic wspólnego.

a na Harrego patrzeć już nie mogę...tak bardzo przypomina mi...-przerwała zasłaniając oczy ręką
-Lilly? -spytał marszcząc brwi
-Nie, mam na myśli mojego ojca...Jamesa, to on zniszczył mi życie!...zabrał od matki, a ja ją tak kochałam...

O.o Bohaterka jest rówieśnicą Harry'ego, tak? I pamięta swoją matkę?

-Jak miałam 7 lat podsłuchałam rozmowę Lilly z tym skurwielem (Siedem lat?! W jakim wieku jest ta dziewczyna? O.O) ...mówił, że ja nie jestem jego córką, że mnie nie chce...szarpał nią, ona płakała...krzyczał, że jestem bękartem, że tylko Harry jest jego synem, bo narodził się po ślubie nie to co ja....na drugi dzień zabrał mnie do jakiegoś miejsca i odszedł zostawiając, dopiero teraz wiem, że to był sierociniec...
Zrozumiała to dopiero po tylu latach? Ja tam może nie jestem zbyt mądra, ale chyba bym się wcześniej zorientowała... XD
O ile zakład, że ona okaże się córką Snape'a? =_=

-Nienawidzę Harrego i mojego ojca pomimo iż już nie żyje, dobrze, że Voldemort go zabił!!
Ślepa nienawiść do ludzi, których właściwie nie zna – konstytutywna cecha mhrrocznej Mary Sue – jest.

-Aa....j....eee....
... BRRRAAAAAAINNNN!!! – zawyła Kate, po czym ruszyła na Snape’a, śliniąc się i patrząc tępo w przestrzeń...


-Tak myślałem.- powiedział zsuwając rękaw. Podszedł do drzwi i otworzył je
-Co Pan...yyy...co TY robisz??-powiedziała zdziwiona
-Nadal chcesz tu być? "razem ze mną"??
-No...tak, przecież tak Ci powiedziałam wcześniej
Trzasnął drzwiami i niemal podbiegł do dziewczyny mocno ściskając ją za ramiona
-To nie są żarty! Później może nie być już odwrotu Evans!!-krzyknął
-Odwrotu? Od czego?
-Ode mnie!
O co mu chodzi? Niech mi ktoś wyjaśni...

Nie wymagasz zbyt wiele? Toż to blogasek.
Jego twarz była blisko niej, zwilżyła wargi i nie zważając na nic pocałowała go...
Twarz Snape'a żyje własnym życiem.


-Ale pamiętaj...jak ktoś się dowie, że my....to nie licz na zrozumienie ze strony Albusa i innych, to jest niedopuszczalne co robimy, pożegasz się ze szkołą a ja z pracą i zaufaniem Dumbledora.-powiedział stanowczo

A Albus z becikowym? Taa, jasne.
przytuliła go mocniej, jego ręce były w górze jakby nie wiedział co robić, lecz po mału zaczęły opadać i wylądowały na jej plecach, z grymasem...ale przytulił ją.
Z grymasem. Bo to kolidowało z jego wizerunkiem mrocznego emo. I łazienkowego gwałciciela – grotołaza.
-Wystarczy już Evans-odkleił ją od siebie.
Jednak Superglue trzymał mocno, dlatego na jego szacie zostało jej prawe ramię i część ucha.
PS. Przez te wszystkie walające się luzem części ciała mam wrażenie, że bohaterami tego ficka są zombie. Albo Igory.
wyjął różdzkę i wypowiedział zaklęcie, dzięki któremu odsunął się regał z książkami ukazujący ukryte pomieszczenie -Wow, ale skrytka haha
Dobrze, że nie w piwnicy...
-Poradzę sobie, idź spać –burknął -No dobrze, to idę, dobranoc... -podeszła całując go lekko w policzek -Dobranoc...Evans. -uśmiechnął się unosząc jeden kącik ust do góry, po czym wrócił do sprawdzania prac.
Drugi kącik wciąż leżał zapomniany na dywanie. Razem z urwanym penisem i ramieniem Kate.
Nie zapominaj o kawałkach czaszki i mózgu.


Była mroźna zima, prószył śnieg, mrok był wszędzie,

Przy padającym śniegu?! Co on, czarny był, czy jak?!
Mrok – wszędzie tam, gdzie Severus.
Kathy szła ciemnymi mugolskimi przedmieściami, kiedy to nagle zauważyła ciemną postać stojącą na drodze...
W czarnym mieście, na ciemnej ulicy, pośród wirujących mrocznych płatków śniegu, szła ciemna postać. Była to Ałtorka.
XD


-Katrina...podejdź do mnie.- usłyszała przeszywający głos, który znał jej imię,
Uslyszała głos, który znał jej imię. W porządku. *dyskretnie szuka w książce telefonicznej numeru do psychiatry*
Come to the Dark Side. We have porn...


Kathy nagle zaczęła się uśmiechać, gdyż ujrzała Severusa...lecz on wyglądał przerażająco...
Stracił jeszcze jakieś inne części ciała?


-Sev? Co tu robisz? w ogóle co my tu robimy??-spytała
No właśnie, co my robimy w tym dennym blogasku, Severusie? ...a my co tu robimy, Pigmejko? Chodźmy do Pikawy*... Chętnie! Byle dalej od tego blogaska!

*komentarz sponsorowany przez kawiarnię “Pikawa”, Gdańsk,ul. Piwna 5/6 ^^


-"Kiedy patrzymy na śmierć lub ciemność, boimy się tylko nieznanego, niczego więcej." Zapamiętaj to...Evans. - rzekł cicho i spokojnie
Ugh, jakież to mhrroczne. *boi się*


zjawił się Lord Voldemort, trzymał w ręku sztylet...zbliżył się do Snape'a i podciął mu gardło, krew zaczęła spływać po woli po jego szyi

Snape ma wole na szyi? Powinien więcej czasu spędzać nad morzem, to dobrze robi na tarczycę.

*wyobraża sobie Snape’a leżącego na plaży w jego mhrocznych bokserkach*

*ucieka z krzykiem*

-A Ty, gdzie spałeś?- dodała po chwili.

-Nie spałem. - odrzekł układając buteleczki z eliksirami
-Co?? W ogóle nie spałeś?? -spytała zdziwiona, Snape tylko burknął

Snape chyba zapomina ludzkiej mowy, bo wciąż tylko burczy. Też zamienia się w zombi?
Albo w aryjskiego kryptogeja z pierwszej analizy. To wyjaśnia, czemu nie musi spać.


-Ehhh...dziś nie idę...
Spojrzał na Kathy odkładając buteleczki:

-Co to ma znaczyć?"nie idę"?
-No po prostu....źle się czuje, raz mogę nie iść...
Albo to wina uwierającej różdżki Severusa, albo zaszła w ciążę. Proszę, niech to będzie różdżka...


-Odrobisz to na szlabanie.
-Jeżeli ten szlaban będzie wyglądał tak jak wtedy w łazience, to z miłą chęcią...-powiedziała chichocząc się
Będą uprawiać seks na niestrzeżonym przejeździe kolejowym? Nie wiedzą, jakie to niebezpieczne?


Severus lekko się uśmiechnął podnosząc lewą brew i powiedział:

Ze Snape’m chyba musi być naprawdę źle, skoro tak często gubi części ciała.
-Miałem na myśli, szlaban w negatywnym znaczeniu za złe zachowanie.
Nici z seksu na szlabanie. Snape może tylko w damskiej łazience: podnieca go widok spłuczki.


-Czyżby? -zironizował, po czym
Scynizmował.

A na dodatek się ponawysarkazmował.


nagle zbliżyła się do niego i lekko musnęła jego wargi przechodząc do pocałunku, Severus stał niewzruszony wciąż z poważnym wyrazem twarzy, lecz pozwalając by go całowała,
Jak na kamienny pomnik przystało.

...a mógł zabić.


Tymczasem Snape wszedł do klasy jak zwykle trzaskając drzwiami, zajął miejsce przy biurku i zaczął czytać oceny, następnie zlecił uczniom wyważenie określonego wywaru

Trzaskanie drzwiami, wyważanie wywarów... Upadają obyczaje w Hogwarcie...

Że już nie wspomnę o tym, że kochankom profesora wolno opuszczać zajęcia. :P


-Ty, a co się stało, że nietoperz dziś jeszcze na nikogo nie krzyknął?-powiedział szeptem Ron do Harrego
Syndrom niedopchnięcia mu minął. ^^


-Bardzo dobrze Panie Malfoy.-powiedział idąc dalej

Blondyn cieszył się, strojąc miny w kierunku Pottera
I przy okazji zjadając kropki z końcówek zdań.

-Przecież jego wywar jest innego koloru-rzekł Ron mówiąc cicho

-To jest nie w porządku i zaczyna mnie to wkurzać!-odpowiedział Harry

Severus cofnął się i spojrzał na trójkę przyjaciół po czym spytał:
-Coś mówiłeś Potter??

-Tak -odparł
-Nie! On nic nie mówił!-wtrąciła się Hermiona
-Nie dałem Ci prawa głosu Granger.- powiedział stanowczo Snape
Praw wyborczych również, panno Granger. Że o Prawach Człowieka już nie wspomnę.
Między kociołkami uczniów biegała Calineczka, sumiennie zbierając wszystkie kropki, których nie połknął Draco.

W tym momencie do klasy weszła McGonagall, wszyscy się odwrócili. -Severusie, Dumbledore Cię wzywa-rzekła spokojnie, ale Snape dostrzegł na jej twarzy lęk i zdenerwowanie i dlatego bez słowa podążył za nią. Gdy byli już za drzwiami ruszyli w milczeniu w kierunku zejścia do podziemi...
Najpierw podążył za nią bez słowa, a potem ruszył w milczeniu. Cóż za zmiana nastroju!

Byli w podziemiach, ale schodzili do jeszcze niższych podziemi – wszak gabinet Snape'a mieścił się w najgłębszej komnacie najniższego lochu.
na łóżku leżała Kathy, była nieprzytomna, tuż obok niej siedział Dumbledore trzymając dłoń na jej czole, nagle odwrócił się wystawiając drugą rękę z jakimś proszkiem...Snape powoli podszedł do niego bliżej, zaskoczony całą sytuacją, przesypał proszek na swoją dłoń po czym posmakował: -Kokaina.- wysyczał i szybko wypluł
Na podłogę? A to niechluj.
-Severusie...wierzę, że masz coś co by pomogło wstać Jej na nogi.
Coś wstało i stanęło na nogach Kate. Niestety, nie odniosło to żadnego pozytywnego skutku.

-Mam coś. - szybko sięgnął po czarny flakonik, usiadł obok Katriny i wlał jej do ust czarną substancję...
-To Jej pomoże?-spytała Minerva
- Jak najbardziej. Udusi się, jak każda nieprzytomna osoba, której wlewa się coś do ust. Nie o to wam chodziło?
-Owszem. Za dokładnie 7 godzin z jej organizmu znikną wszelkie toksyny.-odpowiedział Snape
Kurde, działa jeszcze lepiej, niż te plastry Aikido, które w kółko reklamują w telewizji... Snape zbiłby na tym fortunę.
Dumbledore rozglądał się po "pokoju" Severusa już od dłuższego czasu i dał McGonagall do zrozumienia by zostawiła ich samych.
-Minervo, proszę Cię byś udała się do uczniów i poprowadziła dalszą lekcje.
Dumbledore – Mistrz Subtelnej Aluzji.
-Severusie, nie zrozum mnie źle, ale chciałbym Cię zapytać, czy wiesz coś na tamat pobytu Panny Katrin u Ciebie w pokoju??-spytał poważny Dumbledore
Jak śmiesz ukrywać ten huragan w swojej Krainie Kucyponkow?!

-Zdaje mi się, że nie. -burknął wstając z łóżkaTakie ciągłe burczenie może wskazywać na nadmiar gazów w układzie pokarmowym. Snape, coś ty zjadł?!
Może ta dziewczyna zaszczepiła mu Obcego?


-W takim razie wybacz Severusie, a teraz pozwól, że zostawię Cię.-dodał Dumbledore wychodząc i zamykając za sobą drzwi.
W skrytości ducha nie posiadał się z radości – kilka dni po rozpoczęciu zajęć pojawiła się szansa na pierwsze becikowe.
Snape podszedł znów do łóżka i z grymasem obserwował reakcje dziewczyny na substancję, którą Jej podał. Przyglądał się Jej i zarazem zastanawiał, dlaczego właściwie to robi?
Hmm... Jakby ci to wyjaśnić, Severusie... Wiesz, gdy dorosły mężczyzna zbyt długo nie ma kobiety...
syknął i wstał dziwiąc się samemu sobie
Burczący i syczący Snape... Tylko czekać, aż zacznie błyszczeć w słońcu...
Już teraz to robi – wiesz, cały ten tłuszcz i w ogóle.^^
Obiad tak zwykle zaczął się przemową Dumbledora...
Pobłogosław Wielki Dropsie nas i ten posiłek oraz skrzaty, które go przygotowały i naucz nas dzielić się sokiem dyniowym i radością ze wszystkimi...

-Dziś miało odbyć się przydzielanie nowych uczniów do określonych domów,
Od kiedy to przydział nowych uczniów ma miejsce po rozpoczęciu lekcji i to przy obiedzie? Gdzie niby pierwszaki np. mają spać przed przydziałem? W chatce Hagrida?
lecz niestety jedna z uczennic nie może być tu z nami, więc zdecydowaliśmy że odbędzie się za jakiś czas.
No widzisz, specjalnie dla Mary Sue przesunięto ceremonię przydziału. Zdziwiona?;)
Usiadł do stołu i zaczął rozmawiać z McGonagall. Severus czuł co jakiś czas ich wzrok na sobie, miał dosyć tej całej szopki, więc dokończył obiad i wstał od stołu i szybkim tempem udał się
Na pasterkę.
Gdzie się podziała ta cała tolerancja dla pedofilów gwałcących uczennice w damskiej toalecie?, myślał rozdrażniony.
do lochów. Katrina wciąż leżała na łóżku nie poruszając się, zaskoczyło to Snape'a gdyż już pół godziny temu powinna wstać...
Dokończenie lekcji i zjedzenie obiadu zajęło mu 7 i pół godziny? Wspominałam już, że Snape zagina czasoprzestrzeń?
chwycił jej nadgarstek by sprawdzić tętno, było ledwo wyczuwalne.
-Cholera Evans!- burknął pod nosem
- Bakteryjna fermentacja Snape! – odburknęły z brzucha jego chore jelita.
- Błleeeee – zawtórował im Obcy.
Nerwowo wstał i zaczął szukać czegoś między regałami, nagle sięgnął po malutką buteleczkę, zdjął kurz palcem
Snape ma naprawdę magiczne palce, skoro potrafi nimi zdejmować kurz! Pewnie jeszcze pyłek po pyłku. >.<

I z szacunkiem odkłada go na inną butelkę.
i usiadł na łóżku, jeszcze przez chwilę przyglądał się temu co trzymał w dłoni, lecz po chwili wlał kolejną substancje do ust Kathy. Odczekał chwilę i znów chwycił jej nadgarstek,
Twarda sztuka, pomyślał cierpko wciąż czując pod palcami słaby puls. Niech to szlag. Gdzież ja miałem tę garotę...
-Skoncentruj się na oddechu!-burknął
-Ni..ee....m...og..e...odd...
-Rób co mówię!
- Oddychaj, jak ci każę! Gówno mnie obchodzi, że się dusisz!
- Masz się zachłysnąć, rozumiesz?! Zachłysnąć! Natychmiast!!!
Po dłuższej chwili Kathy przestała się rzucać i zaczęła normalnie oddychać..
-Qrwa...co to było!...-powiedziała Evans do samej siebie, jakby w ogóle nie zauważyła siedzącego obok Severusa który skrzywił się niesmacznie jej wymową.
Snape skrzywił się wymową Kate i do tego niesmacznie. A Pigmejka zapłakała blogaskiem nieapetycznie.
On się skrzywił, bo wszystkie jego mordercze działania nie przyniosły rezultatu. A był tak blisko pozbycia się tej smarkuli...


-Zamilcz!!- syknął nagle, przygniatając ją zabójczym spojrzeniem...
Spojrzenie przygwoździło ją do podłogi, zgniatając jej rękę i łamiąc obojczyk.

Zeszła w końcu?, pomyślał z nadzieją. Zabójcze spojrzenie jeszcze nigdy go nie zawiodło.


-Jesteś po brzegi wypełniona mugolstwem, aż wypływa ono z Ciebie.- syknął wściekle
Severusie, zła wiadomość – to się nazywa “płyny ustrojowe”. Wszyscy je mają, nawet ty.
-Natychmiast! - burknął głośno
Twój przewód pokarmowy wyje o natychmiastową pomoc lekarską. Mówię ci, Snape. To może być nawet polipowatość jelit. Albo uchyłkowatość.

Że już nie wspomnę o Obcym. Poza tym ciągłe burczenie jest nieeleganckie i źle wpływa na mhrrock.
Dziewczyna aż podskoczyła, oczy nagle wypełniły się łzami, przez chwilę wpatrywała się w podłogę zastanawiając się nad tym co się dzieje... po chwili szybko wstała i zaczęła zbierać swoje rzeczy...i wycierała co chwila łzy...stanęła obok drzwi
Tyle kropek w tym akapicie, a tam, gdzie JEDNA by się naprawdę przydała – żadnej! T.T


-Dlaczego mi to robisz?? Nic Ci nie zrobiłam...jesteś dla mnie ważny, jesteś dla mnie kimś rozumiesz!? Ja nie mam gdzie iść...
Ma własny pokój, ale i tak nie ma gdzie iść. Bo tam nie ma pedofilów całodobowych, gwałcicieli łazienkowych. Ja rozumiem, syndrom sztokholmski o w ogóle, ale to już jest przegięcie. :/
-Nic mnie to nie interesuje Panno Evans.- rzekł ironizując, wiedział, że to ją zaboli.
Mnie też zabolało to “ironizowanie”...

Na tą ostatnią myśl aż przymknęła oczy, zakrywając twarz ręką, po dłuższej chwili wstała z łóżka i klęknęła na podłodze, krzyżując ręce do modlitwy...
-DLACZEGO!...Boże!...ja już nie mam po co żyć...Mamo przebacz mi...
Niech się potnie, niech się potnie, proooszę!!!
Nie ma nic przeciwko temu, że zgwałcił ją stary, obleśny typ, tylko przeciw temu, że ją zostawił. O.O Jak w tym dowcipie o facecie wypuszczonym z paki: „Nie dzwoni, nie pisze, nie przyjeżdża...” ^^
Niezliczenie dużo łez wylała tej nocy Katrina, zastanawiając się nad sensem swojego życia w”rozmowie z Bogiem” czyli w modlitwie.
Modliła się do Świętego Dropsa. Żeby jej zesłał dużo Śmiejżelków.
No i o więcej obleśnych gwałcicieli.
Każda jej myśl była związana z Severusem, jego spojrzenie, które wciąż czuła na sobie, które zawsze przyprawiało ją o dreszcze,
2 dni = zawsze, według rachuby czasu blogasków.

jego dłonie, które...wtedy w łazience były takie delikatne,
Tak delikatnie macały jej śledzionę...

usta...Kathy zaczęła rozpamiętywać wszystko, i w końcu wyszeptała:
-...kocham go...Boże, ja go kocham...-te słowa jeszcze bardziej napędziły w niej płacz,

Łzy Kathy chciały uciec, ale słowa zapędziły je do ślepej uliczki i kazały oddać wszystkie kryształy!
Dziewczyna zmagała się z tym stanem do samego rana, czasami tylko zamykając zmęczone wypłakiwaniem łez oczy i szepcząc do poduszki...
-...On nie ma serca...

No i się wydało! Snape nie jest człowiekiem, tylko Blaszanym Drwalem z Krainy Oz!

Z łóżka zerwało ją ciche, ale za to częste pukanie do jej drzwi,
Pukanie chwyciło ją za kark i zawlokło do drzwi!
-Czemu zasłoniłaś okno, zobacz jaką mamy piękną pogodę!
Kathy przez chwilę znieruchomiała mrugając mocniej, do chwili gdy białe mroczki zniknęły z jej pola widzenia, wtedy spojrzała na Hermionę podchodząc do niej bliżej
-Co Ty robisz?!! To jest mój pokój i okno ma być zasłonione! Nie obchodzi mnie to czy Ci się to podoba czy nie!!

Koleżanka, która chce cię podnieść na duchu: główny wróg wzorowego emo!

A do samoudręczania się wręcz niezbędne są zasłonione okna. Zafortepianowane nie zdają egzaminu.

-Nie musisz być od razu taka chamska...
-Będę, a teraz wyjdź bo nigdzie nie idę na żadne lekcje!
- Prof. Flitwick obiecał, że będę mogła nie iść, jeśli z nim też się prześpię.
-Jak to? Musisz chodzić na, pote...
-Wypierdalaj!!-krzyknęła w końcu wyprowadzona już całkowicie z równowagi.
Granger wyraźnie posmutniała, jej brwi zeszły nisko a oczy krążyły z góry na dół

*Wyobraża sobie brwi Hermiony tupiące po dywanie i oczy pełzające jej po ramieniu.*
Mówiłam że szkoła dla zombie!

-No co...nie wiesz co to znaczy!? Przecież taki z Ciebie kujon!
Katrina postanowiła „zaironizować”. W tej odzywce widać szkołę Snape'a.

-Nie obrażaj mnie! Nie znam tego języka!
-Nie?..no dobra to powiem tak ...WYJDŹ STĄD... to rozumiesz??
-To trzeba było od razu tak mówić! – wybiegła oburzona nawet nie zamykając drzwi, które zaraz kopnęła Kathy w wyniku wyładowania się.

W wyniku wyładowania się, Kathy wydała z siebie krótkie „pip!” i wyłączyła się, kończąc swój marny żywot.
Wyładowanie się Katriny zapoczątkowało reakcję łańcuchową, w wyniku której drastycznie obniżył się – i tak już niewysoki – iloraz inteligencji mieszkańców Hogwartu.
[Tymczasem w gabinecie Dumbledora]
-Obawiam się, że powinniśmy coś z tym zrobić, nie mogę tolerować tego typu zajść.- mówił wyraźnie zaniepokojony Albus dotykając swojej brody

Mało, że najbliższe becikowe otrzymam dopiero za dziewięć miesięcy, to jeszcze muszę opłacić remont zdemolowanej łazienki!


-Masz całkowitą rację dyrektorze, uważam, że najpierw powinniśmy się dowiedzieć dlaczego Panna Kathy przebywała u Profesora Snape’a... –odrzekł Syriusz Black spoglądając na wciąż spokojnego Severusa.
Syriusz w Hogwarcie?
Robi za osobistego futrzaka Dumbledore'a?

-Na pewno musiał być jakiś konkretny cel Jej wizyty w lochach...-dodał z podtekstem Remus
- Wspólne picie herbatki, oczywiście – odpowiedział hipertekstem Snape.
-Muszę Cię zawieść Lupin, gdyż nie ma innego konkretnego celu wizyty uczniów w moim gabinecie poza szlabanem.-wysyczał z ironią Snape
- A co się podczas tych szlabanów odbywa... to już nie twoja sprawa, pchlarzu.

-Jesteś pewny?- spytał Remus wchodząc w potyczkę słowną nie zważając na pozostałych uczestników rozmowy
- En garde! – krzykął Lupin i wyciągnął szablę. Snape nie miał szans. Za pomocą zgrabnego pchnięcia Remus nadział na swoje ostrze syk Snape’a.
- Touché, ah! – zawołał triumfalnie i dopiero wtedy zorientował się, że wszyscy patrzą na niego trochę dziwnie.

-Wydaje mi się, że rozmowa z Nią może nam pomóc w podjęciu decyzji- zaproponowała Minerva wstając ze swojego miejsca. Staruszek przytaknął głową, zerknął na Severusa, jakby chciał coś z niego wyciągnąć, lecz bezskutecznie.
Chciał się dowiedzieć, jakie są szanse na becikowe, rzecz jasna.
-Panno Kathy? Proszę otworzyć -powiedziała głośno Drzwi uchyliły się lekko a za nimi wyłoniła się twarz dziewczyny
Reszta ciała wciąż leżała nieruchomo na podłodze.
Kathy wyglądała na wycięczoną, oczy miała małe,podkrążone, była blada i osłabiona...
-Dobrze się czujesz moja droga?? Wyglądasz bardzo blado...

To normalny wygląd dla zombie, w którym wyczerpały się baterie.

Minerva dokładnie zbadała ją wzrokiem po czym dodała:
Magiczne są te wzroki hogwardzkie. Mierzą, badają... A tak w ogóle to to się nazywa irydologia.

Katrina szła tuż za McGonagall, kiedy nagle jej spojrzenie zostało przyciągnięte jak magnes przez czarną postać, która stała kilkanaście kroków w dalej...dziewczyna straciła kontrolę nad swoimi nogami, które stały się jak gąbka,
W marnej formie jest ta dziewczyna, nawet jak na nieumarłą. Oczy jej wypadają, a nogi już całkiem zgniły.
Mhrroczność Snape'a osiągnęła poziom czarnej dziury – pochłania nawet spojrzenia.


Kathy oprała się o ścianę i upadłaby, gdyby nie McGonagall, która szybko ją złapała, w tym momencie Severus widząc to podniósł ręce i dał kilka kroków jakby coś go ruszyło, jednak parę sekund później cofnął się ,z powrotem zaplatając ręce i dziwiąc się samemu sobie na taką reakcje,”to narkomanka”-powiedział w duchu.
Ee... Alee o so chozi tuu?!
Hmm... Severus dzieli się z innymi swoimi krokami, bo coś go rusza – pewnie gazy wywołane wzmożoną fermentacją w układzie pokarmowym. Poza tym w duchu nazywa swoją reakcję „narkomanką”. Ale tak w zasadzie to też nie wiem. -.-


-Moja Droga co z Tobą??-rzekła McGonagall trzymając ją za rękę
-Minerwo, idź prędko po Poopy!- dodał głośno Albus podbiegając do uczennicy
Pani Poopy? Pewnie hogwardzka babcia klozetowa ;)
-O co chodzi Poppy?-spytał zaniepokojony Albus, wszyscy spojrzeli na pielęgniarkę oczekując tego co powie
-W jej żyłach płynie trucizna!
-O czym TY mówisz Poppy!?-krzyknęła Minerva przyglądając się próbce
-Jaka trucizna??-dodał Dumbledore
-Widać wyraźnie, że to kokaina...
Wszyscy zdziwili się podchodząc bliżej, Albus był bardzo zdenerwowany a z drugiej strony zastanawiał się jak do tego doszło po raz drugi??
Oj, Albusie, zapomniał wół jak cielęciem był. A wy to się niby lepiej z Gellertem zabawialiście, co? ;)
i po chwili wyszedł, a tuż za nim wybiegł Remus z Syriuszem
Nie ma sensu pytać, co ci dwaj tam robią, prawda?
Walczą o posadę osobistego futrzaka Dyrektora. Kontrakt gwarantuje regularne odpchlenia i nieograniczoną ilość psich krakersów.

Na twarzy McGonagall pojawiło się wielkie zdziwienie i zarazem niepokój
-Co to znaczy, Kathy sama się truje??-spytała Minerva
-Tego nie wiemy, ale badania wszystko wykażą, a teraz pozwólcie, że zabiorę ją do skrzydła szpitalnego
-Oczywiście-odpowiedziała wymijająco McGonagall podążając za nią.
Wg Ałtorki „odpowiedzieć wymijająco” oznacza pewnie „odpowiedzieć mijając kogoś”.

-Nie próbuj nas oszukiwać,-Poppy sięgnęła po próbkę z krwią- Spójrz! Badanie wykazało, że to kokaina, chcesz powiedzieć, że sama się znalazła w Twoim organizmie? A może to My coś zmyślamy co?-odszczekała pielęgniarka
*Wyobraża sobie pielęgniarkę szczekającą i szczerzącą kły w stronę uczennicy*

Kolejna dawka chamskich pyskówek w wykonaniu teoretycznie dorosłych mieszkańców Hogwartu. To smutne.
Katrina odwróciła się na prawy bok i zrobiła to co ostatnio wychodzi jej zdecydowanie najlepiej...płacz.
Płacz, płacz ... Niech popłyną strumieniami Twoje łzy
Płacz, płacz... Za te wszystkie noce, za te wszystkie dni...
Fakt, mogłaby na przykład pomyśleć, ale to jej zdecydowanie nie wychodzi.
Jej oczy się wyostrzyły i nagle podniosła się z łóżka łapiąc za głowę, wyraźnie było widać, że nad czym się zastanawia...”
Tak, myślenie boli. Zwłaszcza jak jesteś Mary Sue.

Ale te samoostrzące oczy są fascynujące. Nie trzeba nosić okularów, no i można kogoś przeszyć zabójczym spojrzeniem...
...Qrwa, czyżby w tym soku coś było??..ale to nie możliwe....a jeżeli tak? Jeżeli ktoś mnie truje??...fisiuje już naprawdę jest ze mną coraz gorzej......a jak to SNAPE??!!-wzdrygnęła się wywracając tacę z lekami, która była na stole obok-„Jak to on??!”-myślała wciąż,
No, jak to on to co? Znowu mu wskoczysz do łóżka, bo jednak się tobą interesuje...?

Kathy usiadła na podłodze, wyrzucając z dłoni to co udało jej się pozbierać i znów wróciła do rozmyśleń...”I co ja mam tak tu siedzieć z myślą, że ktoś chce się mnie pozbyć??
Mam dziwne wrażenie, że gdyby ktoś – zwłaszcza Snape - chciał się jej pozbyć, wymyśliłby coś skuteczniejszego niż kokaina w soku dyniowym. :/

Bała się reakcji Snape’a, jak ją przyjmie, czy w ogóle da jej dojść do słowa?
Nie. Zgwałci ją bezzwłocznie. Snape to człowiek czynu, nie czczej gadaniny.
Snape podszedł do niej bardzo blisko, czuła zimny oddech, który niemal mógłby zamrozić jej łzy,
Zimny oddech? Snape też jest zimnokrwisty? Też zmienia się w szczupaka? ;)
znów ujrzała to spojrzenie, te mroczne oczy, czarne oczy, w których można by zobaczyć otchłań, oczy, które mogły by zabić,
„Jej piękne czarne oczy
Śnią się czarne oczy...”


-Dorośnij.-burknął oddalając się od niej, podchodząc do biurka. Dziewczyna niemal wtopiła się w zimną ścianę, walcząc z trzęsącymi się rękoma.

Ręce jednak wygrały, i, wciąż się trzęsąc, wtopiły ją w ścianę.


-LEGILIMENS!-krzyknął nagle Snape...
...ujrzał jak Hermiona wchodzi do pokoju Katriny, pomimo iż sobie tego nie życzy,
Hermiona wbrew własnej woli weszła do tego pokoju? Pewnie Ałtorka zaciągnęła ją przemocą.


W tym momencie Severus zobaczył jak Granger wsypuje coś do pucharka Kathy, który stał na biurku, jakiś biały proszek, już wiedział. (...) Severus poszedł za nią i ujrzał jak Kathy z kimś rozmawia...był to Potter, który szybko wbiegł do gabinetu, tłumacząc, że ktoś go goni, Kathy była bardzo zdziwiona, kiedy zamykała drzwi, Potter rzucił się na nią...chwytając mocno za prawą rękę, Kathy krzyczała lecz w lochach nikt ją nie usłyszy...nagle Snape zauważył jak okularnik wbija jej strzykawkę w przedramię, szarpią się, dziewczyna upada na łóżko, po chwili traci świadomość, Potter sprawdza czy jest przytomna po czym wkłada jej do ręki woreczek z proszkiem...i mówi
-Pożałujesz, wywalą Cię stąd! Bo nikt Ci nie uwierzy! Ha!
Hermiona i Harry trują nową, obcą dziewczynę kokainą. To jest najbardziej kretyńska intryga, jaką czytałam. ==____=='
-Nie możesz ufać nikomu do końca, nawet swojej rodzinie.-powiedział głośniej -Nikomu? Ah tak, rozumiem, czyli Tobie także nie? Nie no jasne....
Nie no przecież Snape wzbudza zaufanie w każdym i od pierwszego wejrzenia, taki ma urok osobisty.

-Nawet nie masz pojęcia co przeżywam!! Nie jesteś w stanie sobie tego wyobrazić!!
-Skończ opowiadać te brednie.-burknął ponownie
-Ty....po prostu jesteś zjawą BEZ UCZUĆ!!!

To on jest zombie, Kamienną Gębą Vimesem, Blaszanym Drwalem i jeszcze duchem na dodatek?!
-Nie-mam-zamiaru-wysłuchiwać-Twoich-bezpodstawnych-domysłów.-syknął ostro.
Kathy zaczęła płakać, łzy niekontrolowanie spływały po jej twarzy

Łzy wyrwały się spod kontroli i obwołały republikę!
-Pokochałaś? POKOCHAŁAŚ?! Mnie? Co to za brednie! Przecież spędziliśmy razem tylko jedną noc!-kontynuował
Mówisz z sensem, facet.

Właśnie. Nie pasujesz do tego blogaska. Poza tym to nie była noc, tylko gwałt w toalecie.

-I co teraz? Myślisz, że będziemy kochającą się parą, będę przynosił Ci kwiaty i prawił komplementy? A może jeszcze mam śpiewać pieśni miłosne Evans? O TUŻ NIE. -syknął
„O tuż” niniejszym zwycięża w konkursie na Ortograficzny Absurd Miesiąca.



BONUS:
Słowa „burknął” użyto w blogu 19 razy. ^^