czwartek, 30 lipca 2009

Podgrzewane głosy aryjskich kryptogejów kontra arogancka Mary Sue

A oto i pierwsza analiza! :)
Analizowany blog znajdował się pod adresem http://trfgh.blog4u.pl/ jednakże ku ubolewaniu analizatorek został niedawno usunięty. Mimo to przetrwał w naszych mrocznych archiwach, więc prezentujemy jego zawartość w pełnej okazałości. A wierzcie mi, jest co podziwiać. Pani Meyer byłaby dumna.
Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar ;)

Ja stałam osłupiała i patrzyłam na niego jak na jakieś dziwadło, jednak on był dziwadłem.
Dlatego też patrzyłam na niego jak na dziwadło.
Którym był. Proste? Proste.

Charlotte jego siostra, zwykle przepełniona euforią z przybitą miną przypatrywała się całej sytuacji.
Ciekawe czym euforia przybiła sobie tę minę. Zapewne przeciwpiechotną na dodatek.
Przecinki są zue, więc ich nie używamy.

- Rebecco, usiądź. – powiedziała ciepłym głosikiem.
Głos podgrzewany przez minimum 5 minut na wolnym ogniu mięknie i staje się głosikiem. PS. W Małej Syrence Morska Czarownica zamknęła głos w jakiejś muszli, a ta go podgrzewa. Głos instant ^^
„Rebecca”. Bo „Rebeka” nie jest dość zajebiste, żeby być imieniem Mary Sue.

Mimo wszystko bardzo ich lubiłam choć skrywali wiele tajemnic, a jedną z nich zaraz mieli mi wyjawić.
Jedną, tę najważniejszą.
One ring to rule them all... A nie, to nie ta bajka...
Daj spokój – radujmy się, albowiem Ałtorka nie napisała „tą”. :P

- Może herbaty? – wyrwała się Charlotte, z pełnym uśmiechem.
Podgrzewane głosy, pełne uśmiechy... rzeczywiście są jacyś dziwni... Hmm... Ciekawe jak wygląda uśmiech połowiczny...
Pełny uśmiech jest wtedy, gdy kąciki ust zbiegają się z tyłu głowy, przez co delikwentowi odpada czubek czaszki.

Oliver posłał jej karcące spojrzenie a ta wycofała się w tył czarnego pokoju. Cały ich dom był czarny, to mnie bardzo interesowało, ale także dzięki temu czułam się tutaj bardzo dziwnie.
MHROOK! Niezbędny do tego, aby bohaterowie byli cool.
Charlotte wycofała się w tył. A ja już pochwaliłam za użycie formy „tę”... Święta naiwności;(

Od roku tylko ja byłam w tym domu, tylko ja i oni, nikogo więcej nie zapraszali. Byli dziwni, na swój sposób.
Przez cały rok nie wychodzili z domu tylko siedzieli w nim we trójkę. Zaiste, tajemnica się zagęszcza. Może to jakaś sekta?
PS. Ile razy Ałtorka użyje jeszcze wyrazu „dziwnie”? Mam złe przeczucia...

Ej, ale tam każdy jest dziwny na swój sposób, więc to się nie liczy jako powtórzenie. :P Swoją drogą można być dziwnym nie na swój sposób?

Mieli powody, bardzo duże powody.
Czcili Szatana Giganta i jego Olbrzymie Demony. Mówiłam, że sekta.
Prowadzili nielegalną hodowlę słoni w ogródku.

Siedziałam tak na skórzanej kanapie przyglądając się ruchom Charlotte, która każdy swój kroczek wykonywała z wielką gracją.
Zanim ów kroczek postawiła, lepiła go w glinie, tańcząc do muzyki z Jeziora Łabędziego.
Skojarzenia ze „Zmierzchem”? No way!!!

Byli oszałamiająco piękni. Blond włosy i zielone błyszczące oczy, pełne słodkie malinowe usta i trochę wystające kości policzkowe.
Szwedzi? A może Hitlerjugend?
Aryjskie wampiry. Piją tylko żydowską krew.

Z wyglądu niczym się nie różnili, a jednak byli całkiem inni.
I wszystko jasne. PS. Myślę że kluczową różnicą mogła być płeć, ale może się mylę...
Mylisz się. To czysta metafizyka, tylko my jej nie łapiemy. ;>

Ona humorystyczna
Miała ciało wytatuowane dowcipami o blondynkach?

Miała humory... niegdyś zwane „fluidami”... Heureka!!! To był kalambur! Ona po prostu używała podkładu!!!


i wesoła, on poważny i cichy. Tylko charakter mieli inny i to było bardzo widoczne.
Bo, jak już Ałtorka mówiła, byli całkiem inni.
Tzn. mieli charakter inny niż opisany właśnie przez Ałtorkę? Bo ja już nic nie wiem. O.o

- Rebecco. – powtórzył Oliver. Jego wyraz twarzy był jeszcze bardziej poważny niż przedtem, także Charlotte przestała się uśmiechać i osunęła się cichutko na podłogę.
Chciała wypróbować numer z seksownym symulowanym omdleniem, ale Mary Sue była twarda.


– To co teraz usłyszysz, nie bierz tego do siebie, Błagam! Jesteśmy twoimi przyjaciółmi, nigdy nie mieliśmy takiej osoby jak ty.. [Bo do tej pory mieli tylko chomiki i rybki.] – tłumaczył, Charlotte tylko kiwała głową, mówił prawie że błagalnym tonem.
- Nie wyciągaj pochopnych wniosków…
To, że piję ludzką krew wcale nie znaczy, że jestem dziwny!


- Nie trzymaj mnie w niepewności! – krzyknęłam w końcu.
- A więc… - widziałam jak się męczy.
- Jesteśmy szwedzką dwuosobową sektą, czczącą tylko gigantyczne bóstwa. Jesteśmy trochę dziwni: nasze emocje potrafią przybijać miny, żeby coś powiedzieć musimy podgrzewać nasze głosy. (No co... Waszym zdaniem to nie jest wystarczające dziwactwo?)
On się męczył, bo podświadomie opierał się rozpoczynaniu zdania od „a więc”, ale Ałtorka była bezlitosna.

- Dojdę do tego sama.. - wycedziłam w końcu.
Bo Mary Sue wie wszystko.
Dajcie jej tylko adres strony zawierającej zbiór wszystkich mitów o wampirach z całego świata, a zajmie jej to ledwie 150 stron znormalizowanego maszynopisu.

- Przestań mówić. – uśmiechnęłam się blado. Choć ciekawość mnie zżerała.
Ej, przecież on jeszcze nic nie powiedział... :(

Charlotte od razu się rozpromieniła i podała mi herbatę a Oliver widocznie się rozluźnił. Nie byli przygotowani na takie wyznania.
*Ginie, porażona głębią i dramatyzmem zakończenia tej notki*
*W ciszy kopie niewielki grób dla Pigmejki*

Komentarz Ałtorki: Czekam na wasze komentarze.
Ale tylko pozytywne, oczywiście. Za negatywne dotknie was klątwa Edzia-Pedzia Cullena.
Nazwałaś boskiego Edwarda „pedziem”. Jego fanki właśnie wydają przeciw tobie fatwę.

Pewnie domyślacie się dalszego ciągu.
Ależ skąd.
Przecież nie czytałyśmy „Zmierzchu”. Boże, ja się do tego przyznałam? O.o

Jakoś mnie naszło na "takie coś"
Jak mnie nachodzi „takie coś”, to idę do toalety...
Hehe, OWNED.

Bardzo bym prosiła abyście nie kojarzyli tego ze "Zmierzchem" ponieważ nie każe opowiadanie o wampirach musi być takie same.
A to będzie na pewno bardzo oryginalne.
Serio? A już myślałam, że gdzieś jakieś matryce do takich fików sprzedają. Pani Meyer pewnie też ma taką :p.

Charlotte i Oliver byli wyjątkowi na swój sposób, jednak wtedy kiedy dowiedziałam się że takie stworzenie jak wampir to nie mit, ani żadna bajka, tylko prawda…
Bycie wampirem: + 20 do bycia wyjątkowym na swój sposób.
I +100 do bycia zajebistym.

Tak oni byli wampirami, ale nie dawali po sobie tego poznać.
Mieli wysuwane zęby i nie rzucali się do gardła pierwszej napotkanej osobie.
Byli wampirami w sposób bardzo taktowny i dyskretny.

Słowo „wampir”, ciężko mi się je wymawia. Mówiąc zwłaszcza o Charlotte o Oliverze, przecież oni zachowywali się jak normalnie ludzie. Nie oni byli ludźmi, tylko że z naturą wampira.
Zagadka: Nadmiar zaimków. Brak przecinków. Brak logiki. Co to? Blogasek! PS. Ludzie z naturą wampira: mogą wychodzić na słońce, ale nie znoszą czosnku i piją krew młodych dziewic. Ale poza tym wszystko z nimi w porządku.
Mają na to papiery od psychiatry – certyfikat „Ludzi Normalnych Inaczej”.

Chciałam ich nie znać, ale to nie mogło się udać.
Kali czytać, ale Kali nie rozumieć...

Bo już ich poznała, więc nie mogła ich nie znać. Absurdalnie proste :D


Oni sami przyciągali do siebie,
Mało, że sekciarskie wampiry, to jeszcze z magnesem!

Byli tak grubi, że generowali własne pole grawitacyjne?


Charlotte piękna drobna osóbka, i jej starszy poważny braciszek. Zawsze jej pilnował, nigdy nie zostawiał samej.
Chodził z nią do damskiej toalety? Zboczuch. ;>


Ja nazywam się Rebecca Stieler pochodzę z Niemiec. Przeprowadziłam się do Harson jak jeszcze byłam małym brzdącem.
Sama się przeprowadziła. Już jako brzdąc była nieustraszoną Mary Sue.
Wszystkie bagaże przeniosła w zębach. Mlecznych. Bo jest Hardkorem.

Tutaj zaczęło się moje prymitywne życie.
Mieszkałam w jaskiniach, biegałam z maczugą za psem sąsiadów, siadywałam na drzewach i rzucałam w przechodniów skórkami od bananów.
Coś ty, Mary Sue może zrobić sobie laptopa z kości kurczaka i plazmę z bambusa – taka jest zajebista!

Nigdy nie lubiłam rzucać się w oczy i nigdy nie rzucałam więc to było mi na rękę.
Nigdy nie rzucała sobą w oczy. Godne podziwu, doprawdy.
Hej, wy prymitywne dzikusy, ja być Mary Sue! Ja przybywać w pokoju! Ja nie robić krzywdy brzydki, głupi, dziki człowiek!

Charlotte i Oliver przeprowadzili się tutaj rok temu, wielka czarna willa była specjalnie budowana na ich przybycie.
Bo normalnie to wille budują się przypadkowo, same z siebie. Przez pączkowanie.
Była budowana, ale ostatecznie wybudowana nie została – kryzys dotyka także wampiry...

Każdy myślał, że wprowadza się tutaj Bóg wie niewiadomo kto.
A to była tylko zwykła para nastolatków.
Ale za to z podgrzewanymi głosami!
„Bóg wie niewiadomo kto.” – mój nowy idol.

Nasza przyjaźń (choć wtedy nie uważałam tego za przyjaźń) [Wtedy myślała że to nienawiść.] rozpoczęła się już pierwszego dnia, kiedy się poznaliśmy. Cała moja klasa i kilkadziesiąt innych osób siedziało przed szkołą na schodach, ja również pomiędzy kilkoma dziewczynami. Wszyscy nagle zrobili wielkie „wow” i wytrzeszczali oczy. Nic dziwnego, podjechał piękny czarny kabriolet a w nim dwójka oszałamiających postaci, dziewczyna i chłopak.
Nie, ten blog z pewnością nic a nic nie przypomina „Zmierzchu”. Fcale.
Taa, nawet styl jest podobny. I błędy :P

Ona poruszała się jak wytworna dama, chłopak również, ale nie dawał po sobie tego za bardzo poznać.
Ukrywał to, że porusza się jak dama? o.O Kryptogej!
Bo prawdziwa dama porusza się bardzo dyskretnie. Jak ninja.

Dziewczyna miała pomalowane usta krwistoczerwoną szminką co bardzo rzucało się w oczy na jej jasnej cerze.
Usta na cerze? Może na ceracie? Albo serze?
Pewnie z pracy wracała.

Zielone oczy błyszczały niesamowicie nienaturalnie,
Ee tam... miała szkła kontaktowe po prostu.
Albo szklane oczy.


a blond włosy zlewały się z bladą twarzyczką
Zlewające się z twarzą włosy? To musiało robić wrażenie!

Aryjskie wampiry są aryjskie.

Tak samo chłopak piękne zielone duże, nienaturalnie błyszczące oczy, pełne malinowe usta.
Kryptogej jak nic.
Też wracał z pracy. Jeszcze nawet trochę przyćpany :P

Wszystkie dziewczyny zaczęły wzdychać na jego widok.
Zbiorowa hiperwentylacja – standardowa reakcja na zobaczenie aryjskiego kryptogeja.

Kiedy znaleźli się już w szkole, byli widocznie zagubieni. Wszyscy weszli za nimi i patrzyli kątem oka.
*Wyobraża sobie idący powoli tłum śliniących się, stękających ludzi z wytrzeszczem oczu... AAA! Świt żywych trupów! Biedne wampiry... Nic dziwnego że poczuły się zagubione^^*
Tym bardziej, że wszyscy szli za nimi bokiem, żeby móc patrzeć kątem oka.

Wszyscy się rozeszli. Tylko ja zostałam i patrzyłam jaki kolejny ruch wykonają.
Wielki Brat patrzy!
O ja! Ruszył ręką! Łaaał!!11!!11

- Witam, nazywam się Rebecca Stileler. – wyciągnęłam rękę.
Dziewczyna od razu wyciągnęła swoją, ale chłopak dziwnie chwycił jej dłoń i musnął leciutko wargami.
- Ehm..
- Wybacz. – mruknęła dziewczyna. – Oliver często jest nadopiekuńczy.
Mnie takie muskanie wargami bardziej wygląda na kazirodztwo... o.O
*Wyczuwa nadchodzące porno ^ ^*

Nazywam się Charlotte a to właśnie mój brat.
- Brat? – zdziwiłam się.
Też bym się zdziwiła. Po tym całym muskaniu.
A już miała nadzieję na jakieś ostrzejsze akcje...

- No tak, brat. – tym razem to ona pocałowała go w czoło. Taka czułość pomiędzy rodzeństwem nie przypadała mi do gustu, ale przecież nic nie mogłam wskórać.
Jeszcze nie. Dopiero później wysłała ich na odpowiednią terapię.
Lobotomia i elektrowstrząsy twoimi przyjaciółmi. :)

Kiedy weszliśmy do klasy James, nauczyciel geografii wydarł się na mnie za spóźnienie na kartkówkę.
- Co Ty sobie wyobrażasz? – krzyczał. – Ja nie będę tolerował takiego zachowania!
W sumie to spłynęło to po mnie jak po kaczce, byłam przyzwyczajona do takich jego wyskoków.
Bo zwracanie uwagi przez nauczyciela jest wyskokiem, zaś spóźnienie na zajęcia nie jest nim w żadnym wypadku. Chociaż... to w końcu Mary Sue... Jej wolno...
Arogancka Mary Sue jest arogancka.

- Ale, proszę Pana. – zaczęła Charlotte. – To nasza wina. – wskazała na siebie i swojego brata. – Bo my zatrzymaliśmy Rebeccę, aby dowiedzieć się gdzie znajduje się nasza pierwsza lekcja.
Nie prosiłam jej oto ale, nauczyciel zaniemówił.
Zaniemówił, bo powaliły go wyrzuty sumienia za zwrócenie uwagi.
Oraz nowatorskie zastosowanie przecinka po „ale”.

- To my usiądziemy. – powiedziała dziewczyna wskazując ręką na ostatnią ławkę.
Ja usiadłam przed nimi, bo tam było moje odwieczne miejsce.
Siedziała tam od początku świata.
A potem stworzyła Boga. :/
...ostatnia ławka – tam, gdzie mhrrock wyziera z kątów...


Przestałam rozmyślać jak nauczyciel walnął z całej siły dziennikiem o ławkę. Niewykluczone że Pan James miał w sobie siłę bizona.
Coś nerwowy ten nauczyciel. Choć w sumie też bym była, jakbym musiała uczyć główną bohaterkę >.< Siła bizona... to już siła lwa przestała być trendy?
Albo bardziej swojsko – siła żubra? Choć to się może źle kojarzyć...

- Wracać do pisania! – krzyknął. – A Ty Rebecco, zostaniesz po lekcjach.. albo nie! Dziś mam spotkanie, więc napiszesz na jutrzejszej lekcji.
To jak? Reszta klasy pisze, a ona nie może, tylko musi czekać do następnego dnia żeby skończyć? I nie może napisać tego w domu? Hm...
Nauczyciel każe „Zostajesz albo nie”, a ona zostaje, albo nie zostaje ^^.

Wszyscy podbiegli do nowo przybyłych, ale Ci z niesamowitą szybkością znaleźli się na drugim końcu klasy.
Uciekli niczym gazele przez bizonem. Pardon, lwem.
Fakt, przed żubrem młodzież raczej nie ucieka, wręcz przeciwnie ;D

Mina uczniów była jednoznaczna.
Wszyscy mieli jedną wspólną?

Pani Izabella, nauczycielka matematyki była istnym potworem.
Uczniom nieprzygotowanym do zajęć odgryzała głowy.
PS. A wampir to też nie potwór, to... istota ludzka inaczej :D


Nagle coś chwyciło mnie za jedno ramię, potem za drugie, przełknęłam ślinę i nagle przede mną ujrzałam uśmiechniętą twarz Charlotte.
Twarz Charlotte unosiła się przed nią w powietrzu i trzymała ją za ramiona.
Porn, porn, porn ^^

To ona ściskała mnie za jedno ramię, a drugie trzymał Oliver, tylko ten jak zawsze bez wyrazu.
Coś niewyraźny ten chłopak.
Nie zażył dziś Rutinoscorbinu. Dlatego musiał uprowadzić i zgwałcić główną bohaterkę:).

- Oprowadzisz nas? – zapytała Charlotte z wielkim uśmiechem.
Ta Charlotte wciąż się uśmiecha. Myślałam, że to cecha typowa dla debili, ale widać się myliłam.
Hey, Rebecca, why so serious? :))

- Ehm.. – zaczęła Charlotte. – To może opowiesz coś o sobie?
- O sobie? – zdziwiłam się. Nigdy w życiu nikt nie zapytał mnie o coś tak banalnego i nigdy nie byłam na takie pytanie przygotowana, więc pewnie dlatego nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa.
No tak, przecież nie rzucała się w oczy... Była praktycznie niewidzialna. ^^ To skoro jej nie widzieli, to jak mieli o cokolwiek pytać?
Bohaterce przez całe życie zadawano wyłącznie niebanalne i angażujące intelektualnie pytania, takie jak „Jak zapatrujesz się na Heideggera koncepcję Dasein?”. :)

- Aha – powiedziała namiętnym tonem Charlotte. – Mów!
NAMIĘTNYM?? Yy... ja bym się jej bała na miejscu głównej bohaterki... I jeszcze te uśmiechy...
Porn...?

- Nie mam pojęcia, moje życie tutaj jest bardzo prymitywne, więc nie mam o czym opowiadać..
Mieszka się po jaskiniach, co jakiś czas trzeba zapolować na mamuta, zrobić nowe ostrza do strzał... Wiecie, jakoś leci.
„A wy wyglądacie mi na takich, którzy wiedzą wszystko o prymitywnym życiu” – takt w pojęciu Mary Sue.

– To sala do języka polskiego. – mruknął Oliver.
Ee... Z jakiej racji w tej szkole uczą się polskiego? Gdzie to się dzieje w ogóle?

- Oczywiście, wybacz. – tym razem to Oliver przejął pałeczkę [Od kogo?] a Charlotte udawała że rozgląda się po korytarzu, obydwaj mnie puścili. (Charlotte szybciutko zmieniła płeć)

- A to może wy mi powiecie skąd pochodzicie? I jak się nazywacie?
- Gonzalez.. – przerwał mi Oliver.
Eeej, no jak to tak, nazwisko Gonzalez zabija mhrrock... Nie lepiej byłoby jakoś „von und zu Katzenscheisse” czy coś?


W jego głosie słychać było wahanie, ale udawałam że tego nie widzę.
Bohaterka widzi dźwięki O.O

Spojrzałam na niego a on wbił we mnie swoje szkliste oczy.
Niewyraźny niemy kryptogej ze szklanym okiem. Sam seks...
Pigmejko, czuj się napomniana. Przecież to ten sam boski Edward, tylko incognito. ;)

- Tak, nasza matka pochodziła z tych rejonów.
- Aha. – teraz mniej więcej wszystko rozumiałam.
To jest lepsza ode mnie, bo ja wciąż nie rozumiem nic.

- Dzwonek. – szepnęła Charlotte i właśnie sekundę po rozległ się alaram, dzięki któremu uczniowie musieli przechodzić kolejne 45min męczarni.
Myślę że w tym kontekście lepiej brzmiałoby „z winy którego”. Chyba że uczniowie są masochistami.
Ten „alaram” to jednakowoż wredna bestia.

Spojrzałam na nią pytająco a ta obdarzyła mnie wielkim uśmiechem.
We Francji jak tak ktoś się ciągle uśmiecha, to dzwonią do szpitala psychiatrycznego albo po policję.
Odpadł jej czubek głowy?

Podeszliśmy pod klasę, wszyscy patrzyli na mnie jak na jakiegoś dziwoląga.
- Co? – burknęłam i weszłam do środka. Za mną tanecznym krokiem podążała Charlotte trzymająca za rękę Olivera.
Towarzyszy jej dwójka szwedzkich satanistów, z czego jeden to kryptogej z autyzmem, a drugi to schizofreniczka z ADHD. Nie dziwię się że inni patrzyli na nią jak na dziwoląga.
W dodatku dziewczynie brakowało górnej połowy głowy. Tylko jak musiała w takim razie wyglądać bohaterka, skoro to na nią dziwnie patrzono?... O.O

Matko czy oni nigdy nie mieli by się puścić? – cały czas o tym myślałam. Tylko wtedy jeszcze nie miałam pojęcia kim tak naprawdę są.
Bo wampiry zawsze, ale to absolutnie zawsze chodzą trzymając się za rączki.
PS. To miało nie kojarzyć się ze „Zmierzchem”? Aha...

Kiwnęłam leniwo głową na znak zrozumienia głupoty moich „psychokoleżanek”.
Mogę wskazać osobę, która jest zdecydowanie bardziej psychiczna od tych koleżanek...
PS. Pogarda w stosunku do znajomych – kolejna cecha wzorowej Mary Sue: zaliczona!
No i brak rozróżnienia między „psycho” i „pseudo”. Polski trudna język...

- To my idziemy. – szepnęły równo [Zsynchronizowane?] (Wszyscy uczniowie tej szkoły posiadają zbiorową inteligencję.) i usiadły w swojej ławce.

Było już po zwiadach [WTF?!], więc spokojnie mogłam otworzyć książkę i powtórzyć ostatni temat. Pani Izabella weszła do klasy jak huragan i krzyknęła.
Weszła przewracając wszystkie ławki i wyrywając okiennice.
Na drugie ma Katrina.:)

- Charlotte i Oliver Gonzalez. – na nazwisko „Gonzalez” wszyscy cicho zareagowali śmiechem [U mnie to z nazwisk śmiano się w zerówce...]. – Wstać, podjeść [Oni jedzą na lekcjach? Fajnie!] i się przedstawić! Całej klasie! [Achtung! Hände hoch! Schneller!]
„Aryjskie wampiry w szkole dla czystej rasowo młodzieży” – już dziś w Twojej księgarni!

Nauczycielka patrzyła okrągłymi oczami [A jakimi miała patrzeć? Kwadratowymi?] jak mają splecione dłonie.
Nowy program w jesiennej ramówce Polsatu - „Jak oni mają splecione dłonie”.


Dziewczyny patrzyły na nią z zazdrością, a chłopcy z wielkim podziwem, ale znowu one śliniły się na widok Olivera, a tamci gapili się na niego z obrzydzeniem.
No i dobrze że z obrzydzeniem. Byłoby niedobrze, gdyby chłopcy patrzyli na Olivera z podziwem.
Potrafisz jednocześnie patrzeć z zazdrością i ślinić się? Albo jednym okiem patrzeć podziwem, a drugim z obrzydzeniem? Nie? Cóż, nie wystąpisz jako statysta w blogasku.. ;D

- Dziękujemy za tak miłe przywitanie a zwłaszcza Rebecce. – uśmiechnęła się do mnie. Wszyscy spojrzeli w moją stronę, a ja poczułam jak rumieńce powoli wstępują na moje policzki.
Mary Sue: podziwiana zawsze i wszędzie.
Mimo że utrzymuje, jakoby nie rzucała sobą w oczy...

- Rebecca, Rebecca, Rebecca. – mruczała cicho Charlotte. Bardzo dziwiło mnie jej zachowanie, można nawet powiedzieć, że trochę się jej bałam.
I bardzo słusznie. Skoro brat to kryptogej, to ona może...
Nie zapominaj, że jeszcze przed lekcją doszło do próby gwałtu. ;)

Po wszystkich lekcjach Charlotte zaproponowała że odwiezie mnie do domu, jednak widziałam niechętną minę Olivera.
Czy ten Oliver w ogóle potrafi mówić?

Kiedy już odjechali (...) wbiegła na mnie Emily a za nią Kate. [Wskoczyły jej obie na plecy.]
- Jedziesz z nami! – wykrzyknęła euforycznie Kate.
- Właśnie, właśnie! – klasnęła w ręce Emily, zachowywały się jak dzieci.
Kolejne zaakcentowanie niedojrzałości głupich „psychokoleżanek” Mary Sue. Która z kolei zawsze zachowuje się dorośle i dojrzale. Co nie podlega dyskusji.

Nic nie mogłam powiedzieć bo Kate trzymając mnie za nadgarstki wepchnęła na tylne siedzenia samochodu.
Tamci za ramiona, te za nadgarstki... Rozchwytywana ta nasza Maryśka.
Hardcore lesbian porno... ^.^

- Ja też chciałam do nich podejść! – teraz walnęła pięścią w sprzęgło.
To czemu nie podeszłaś? Wampiry mogą rozmawiać tylko z jedną osobą naraz, czy co?
Musiała mieć ręce jak orangutan, skoro sięgnęła dłonią sprzęgła... Pewnie się wstydziła.

- Aha. – mruknęłam niechętnie.
Matko, miałam ich już dość! One w ogóle jej nie rozumiały!!!

- Jesteś nieuczciwa! – zaczęła Kate, myślałam że zaraz mnie tam coś trafi. – Zabrałaś sobie Olivera dla siebie..
Wsadziła go do pudełka na kanapki i zamknęła.


Zrobiłam wielkie oczy.
- Dokładnie! Szepnij mu coś tam o nas, wiesz jakie my to fajnie jesteśmy i takie różne. – tłumaczyła Emily.
Mary Sue: swatka. To nic że nie zamieniła z chłopakiem ani jednego zdania.
Biedne dziewczyny nie wiedziały, że jest kryptogejem.


Matko! Dosłownie dzieci! „Jakie my to fajne jesteśmy” aż mi się płakać chciało jak to usłyszałam.
- Co on w tobie widzi? My jesteśmy ładniejsze.. – nie powstrzymała się Kate.
Teraz już przegięła! Owszem nie byłam bóg wie jaka piękna, ale brzydka też nie byłam. I na pewno ładniejsza od szpiczastej twarzy Kate!
Ukazanie beznadziejności koleżanek Maryśki: zaliczone!

Szłam przez chodnik, potrącając przy tym przechodnich.
Droga jej przejścia usiana była leżącymi, jęczącymi ciałami ludzi z połamanymi nogami i rękami.
Dobrze im tak! Nie trzeba było wymyślać nowej formy gramatycznej od „przechodzień”!

- Hej – powiedziała z tym swoim uśmieszkiem.
Rekin też się uśmiecha jak otwiera buzię w celu połknięcia obiadu.
Charlotte wciąż bez czubka głowy...


- Hej – odburknęłam. W końcu to przez nich miałam takie beznadziejne problemy.
Rzeczywiście, życie bohaterki blogaska jest pełne beznadziei i Weltschmerzu.

- Nie bądź na nas zła. – tłumaczyła Charlotte.
Tłumaczyła powarkiwanie i pochrząkiwanie swojego brata, który nie umiał mówić po ludzku.


- Nie, ja? Nie jestem skądże! – moje ironiczne słowa, chyba ją dotknęły.
A była to ironia tak subtelna, że aż niedostrzegalna.


- To dobrze. – powiedział Oliver. – Charlotte, choć już.
Choć „już”, skoro „wcześniej” jest nieosiągalne.
- Nie…
- Charlotte! – uniósł głowę w górę. Dziewczyna również to zrobiła.
Również uniosła głowę w górę; zazwyczaj wolała jednak unosić ją w dół.
- Nie! Teraz?! Matko… - nie miałam pojęcia o co jej chodzi, ale na jej twarzy wyraźny był strach i zdenerwowanie.
Według mnie chce mu się siusiu a nie może iść sam na stronę, no bo ta go ciągle trzyma.


Tak samo jak szybko się pojawili, tak szybko znikli. Nawet nie widziałam w która stronę poszli. Spojrzałam w górę, nic tam nie było. Chyba że im chodziło o chmury które się nagle rozstąpiły a zza nich wyszło słońce. [Skojarzenia z Twilight? Nou uej!]
Poszłam do domu, walnęłam drzwiami.. oczywiście mama wyszła mi na przywitanie.
- Co ty sobie wyobrażasz? – warknęła.
Spojrzałam na nią z obrzydzeniem i poszłam do siebie.
Głupi rodzice którzy nie rozumieją cierpienia swojej córki: zaliczone! *Odhacza kolejny punkt z listy zasad Jak napisać wypaśnego blogaska*


Uwaliłam się na łóżku.
Byle nie: „nawaliłam”.


Słońce wlazło do mojego pokoju.
Wpełzło na parapet i stoczyło się na podłogę, podpalając dywan.


Zasłoniłam okno. Za bardzo lubiłam deszcz aby cieszyć się gorącymi promieniami.
No tak. Słońce jest za mało mhroczne...
Za to przemoczone skarpetki i cieknący katar jest tak mrrrrrrrrroczny........

- Rebecca! – usłyszałam głos matki z parteru.
- Czego?
Nie ma to jak szacunek do rodziców.

Arogancka Mary wciąż jest arogancka.

- Choć tutaj, ktoś do Ciebie przyszedł. – tłumaczyła.
Matka bohaterki też rozumiała powarkiwania i chrząknięcia Olivera.


Koło mojej matki stały dwie białe postacie z początku się przestraszyłam, a mama spoglądała to na mnie to na nich.
Ku Klux Klan?

To nic, mamo, mamy dziś zieloną szkołę, idziemy na miasto zlinczować kilku czarnuchów.


- Witaj ponownie! – powiedziała osoba.
Osoba. Zawsze to coś. Dobrze że do bohaterki nie zaczął mówić np. Pan Szczoteczka.
Mr Anderson, welcome back!

Tak to byli oni, ale skąd wiedzieli gdzie mieszkam? Tyle pytań nasuwało mi się na myśl…
No, aż jedno.


- To może przejdziemy do Ciebie do pokoju? – zapytał Oliver.
Ten to miał tupet!
Ależ nie. Po prostu wreszcie nauczył się mówić.

Widać dla Autorki normalne jest niezapraszanie gości do środka...


- Chodźcie – wywróciłam oczami. Matka nadal patrzyła na mnie pytająco.
Ale kto by jej tam wyjaśniał, kim są ludzie, którzy właśnie weszli do jej domu...


- A co słońca się boicie czy co? – zamilkli, a ja dalej ciągnęłam swój dialog.
Zdenerwowała się tym, że próbują się wtrącać. To był tylko JEJ dialog i wszystkim wara od niego.


– Czemu wy za mną łazicie? Znajdźcie sobie inną ofiarę!
Ale TY pewnie ładnie pachniesz. Truskawkami. ^^

Kiedy powiedziałam „znajdźcie sobie inną ofiarę” dziwnie się zachowali, przełknęli głośno ślinę i patrzyli na mnie spode łba.
- Wiesz? – zapytał cicho Oliver.
- Niby co?
- Nie wie, nie może wiedzieć! Od kogo?! Skąd!? – Charlotte prawie wpadła w histerię.
- Dobra, co wy tu robicie? – zaczęłam od nowa.
- Nie możemy Cię odwiedzić? – Oliver się trochę uspokoił.
- Ale, jejku, czy wy nie rozumiecie?(Nikt cię nie rozumie, skarbie. Potnij się.)
Pokiwali przecząco głową [Mieli jedną? Są zrośnięci głowami na dodatek?!] i wyszczerzyli zęby, były tak samo białe jak ich twarze. [Już wiem! To dzieci Michaela Jacksona!] (Prezentowali jej 7 oznak zdrowych zębów.)

- Dobra. – wzięłam wdech. – O czym niby to miałam nie wiedzieć? Czy tam wiedzieć?
- O niczym. – powiedzieli równo.
Mistrzowie konspiracji, nie ma co.:/ Dzieci Stirlitza.

Kapituluję! Ja nigdy ich nie zrozumiem! – tłumaczyłam sobie w duchu.
Tłumaczyła sobie, że nie rozumie. Aha.
Tłumaczyła sobie na ludzki język pochrząkiwanie Olivera.

- Nie ma takiej potrzeby, postoimy. – uśmiechnął się Oliver.
Bo wampiry nawet siedzieć nie muszą. No tak, zazwyczaj pewnie zwisają łebkami w dół z belki pod sufitem, przyczepieni do niej pazurkami.

Oliver i jego siostra wymienili się znacząco spojrzeniami.
Przekazali je sobie z ręki do ręki.

- Oliverze. – powiedziała Charlotte błagalnym tonem. – Chodźmy już do domu.
Najpierw ją śledzą i nachodzą, a potem chcą jak najszybciej wyjść. Bardzo logiczne...
Hmm... „Biegać jak wampir z pęcherzem...?”

- Kto to był? – zapytała prawie, że z pretensjami.
Kolejne nowatorskie użycie przecinka.

- Nie twoja sprawa! Bierz się za odrabianie lekcji! – krzyknęła.
Zauważyłam że w tym blogasku bohaterowie porozumiewają się ze sobą albo mruknięciami, albo krzykiem. No nie?

Moja matka mnie dobijała.
Szkoda, że nie dość skutecznie.


W sumie miałam to gdzieś, równie dobrze było by mi bez niej, tak samo i bez ojca
No jasne, Mary Sue da sobie radę sama zawsze i wszędzie.
No, jak z przeprowadzką radziła sobie już w niemowlęctwie...

U mnie w domu atmosfera zawsze była napięta odkąd urodziło się moje rodzeństwo.
Bo młodsze rodzeństwo to źródło ZUA.
Rodzice pewnie żywili nieśmiałą nadzieję, że chociaż młodsze dzieci będą normalne.

Za nią szedł Oliver z miną jakby zaraz miał ją zabić. (Zrób to! ZRÓB TO!!!)

- Co ty sobie wyobrażasz?! – chwycił ją mocno za nadgarstek.
Powstrzymuje siostrę od molestowania koleżanki. Bardzo słusznie.

Ee tam, pewnie chciał być pierwszy ;)


- Przepraszam. – szepnęła i oderwała ode mnie dłonie. – Zapomniałam się.
- To się nie zapominaj!
Zły dotyk boli przez całe życie!
Aryjskie wampiry są patriarchalne, mężczyźni jedzą – i gwałcą - jako pierwsi :)


A oni chyba zapomnieli o mojej obecności bo stałam z rozdziawionymi ustami.
Rozdziawienie ust – najlepszym sposobem na wtopienie się w tło.


Nagle razem na mnie spojrzeli i równocześnie odchrząknęli.
Przestawienie się na ludzką mowę przychodziło im z trudem.
- Idziemy? – zaproponowała Charlotte.
- Ale, ja musze jeszcze dowiedzieć się co z Albertem..
- Po co? – zdziwił się Oliver.
- A po to, że to mój przyjaciel. – rzuciłam mu.
W twarz. Czymś ciężkim. Żeby czasem. Nie tworzył. Długich zdań.

Hmm, jakoś nigdy wcześniej nie wspominała o tym „przyjacielu”...

- Ale, przecież to my jesteśmy twoimi przyjaciółmi. – mówił Oliver przechylając lekko głowę. Mimo że znamy się od wczoraj i nic o sobie nie wiemy. Co za głębia uczuć...
Poza tym to niehigieniczne mieć więcej niż dwoje przyjaciół, nie wiesz tego?

- Chyba Cię źle zrozumiała Oliverze. – zwróciła się do niego siostra.
- Dlaczego? – zapytał się jej.
Ałtorka dba o wyjaśnienie meandrów fabularnych. Bez tego rzesze ciemnych czytelników mogłyby nie wywnioskować, że „dlaczego” to pytanie i do kogo zostało skierowane. Dziękujemy.

Im bardziej ich poznawałam tym bardziej mnie zadziwiali, ale również stawali się dla mnie istnymi dziećmi. Ostatnio wszystkich porównywałam do poziomu małego pięciolatka.
Wiesz, podobno złodziej zawsze widzi w innych potencjalnych złodziei, a morderca morderców... resztę sobie sama dopowiedz.
Po prostu przebywanie w towarzystwie Marysi zabija mózg.

Oliver czasem zadawał takie bezsensowne pytania, a Charlotte śmiała się bez powodu.
A bohaterka wolałaby przecież, by otaczał ją mhrrock...

Rodzeństwo stało jak wryte. Jakby nie wiedzieli co się stało
Mówiłam, mózg im obumarł.

Tego dnia Oliver nie odzywał się do mnie w ogóle. Charlotte tylko lekko unosiła kąciki swoich krwistoczerwonych ust.
Charlotte, czyżbyś nie wytarła ust po jedzeniu?

- To o której robisz sobie dzisiaj kolację? – zapytała Olivera jego siostra.
- Hm, chyba o dziewiątej, a co? Też pewnie chcesz? – zapytał z lekkim, ale szyderczym uśmieszkiem. (Rzeczywiście, szyderstwo jak w mordę strzelił.)
- Noo.. – kiwnęła głową.
- To pojedziemy razem. – mruknął.
- Dobrze.
Dwie młode dziewice poproszę! Tylko bez sosu!
*Wręcza nagrodę za najlepiej skonstruowany dialog miesiąca.*

Spojrzałam na nich znacząco, Charlotte jak to miała w nawyku posłała mi jeden ze swoich uśmiechów, a Oliver patrzył przed siebie.
Hmm, jakby posłała jej jakiś cudzy uśmiech trzeba by zacząć się martwić...

Nie mogłam uwierzyć, że przez tą dwójkę moi dotychczasowi przyjaciele sobie tak po prostu odejdą.
Uch, to użycie zaimka „tę” było chyba wypadkiem przy pracy. Albo dywersją Pana Spinacza.

Jane, to jedna dziewczyna z mojej klasy, nigdy nie czułam do niej żadnego obrzydzenia, ani nic z tych rzeczy, po prostu zawsze się mijałyśmy i byłyśmy dla siebie obojętne.
Bo do innych nasza bohaterka czuje obrzydzenie. No tak, Jej Zajebistość Marysia Sue nie może bratać się z plebsem.

Szłyśmy w milczeniu, widziałam, że Jane coś trapi, nie miała odwagi zapytać, a naddatek zza zakrętu wyjechał czarny kabriolet! Myślałam, że mnie szlag trafi!
Też bym się wkurzyła, gdyby mi naddatek wyjechał zza zakrętu. W dodatku kabrioletem.


- Jane, chodź. – chwyciłam ja za rękę i popchnęłam do pobliskiego sklepu. Był to sklep z ubrankami dla małych dzieci.
Chciała bronić się przed wampirami grzechotką? „Mam smoczek i nie zawaham się go użyć!”
Chciała kupić trochę piszczałek dla otaczających ją pięciolatków.


- Przepraszam, zobaczyłam kogoś kogo nie chciałam zobaczyć. – uśmiechnęłam się lekko.
I pomagają na to grzechotki? O.o

Popatrzyła na mnie melancholijnie.
- Ja widziałam wypadek. – oznajmiła. – To przez Charlotte i Olivera. („I see dead people...”)
Łzy kręciły się jej w oczach, ale nie miała zamiaru wypuścić ani jednej.
Stać, łzy! Ani kroku dalej!
Hände hoch! Steh auf!!!

A teraz Albert leży w szpitalu, nawet nie wiem co się z nim dzieje, ja, ja stałam koło parkingu szkolnego, wszystko widziałam, a kiedy Charlotte i Oliver, wjechali na plac i wszyli z samochodu.. Nawet nic sobie nie zrobili z tego, że Albert leżał pod kołami samochodu! Rozumiesz?!
Nie.
Zacięłam się na tym kawałku o „wszyciu czegoś z samochodu”.

Od początku jak się tutaj znaleźli, to cały czas rozmawiają tylko z tobą, jakbyś tylko ty istniała. Nikt inny się dla nich nie liczy..
Bo w ich sekcie jest miejsce tylko dla trzech osób, po prostu.
A przecież wszyscy mamy prawo do bycia nachodzonym przez dwójkę aryjczyków o niepewnej orientacji! Też chcemy, by nas potrącali swoim lanserskim samochodem!

Jedna łza spadła z policzka Jane, wtuliła się we mnie niczym małe dziecko.
Łza Jane wtuliła się w nią jak małe dziecko?
Pewnie łza słabo znała niemieckie komendy.

Kasjerka gapiła się na mnie i na nią, ale chyba nic nie słyszała z rozmowy bo Jane, mówiła szybko i flegmatycznie.
Szybko i flegmatycznie. A potem prędko i ospale. A na koniec wrzasnęła szeptem.


Widać śmierć ich nie ruszała i tylko tyle. I właśnie tylko tyle nasuwało mi się na myśl! Ale przecież to również przez nich Albert leżał w szpitalu, a ja ich broniłam…
Zabiłeś kogoś? Spoko luz, wampirom i przyjaciołom Maryśki wolno wszystko!
Aż dziwne że ją, Córę Mroku, ruszały takie rzeczy jak czyjaś śmierć. Wstyd.

- Hej – rozpromieniła się dziewczyna.
Spojrzałam tylko na nią i zignorowałam to, nie miałam zamiaru z nimi rozmawiać.
- Hej – powtórzyła, teraz z trochę mniejszym entuzjazmem, ale nadal z uśmieszkiem. Pewnie myślała że jej nie słyszę, a ja ją słyszałam aż za dobrze!
HA HA! Mroczny plan Marysi, by ignorować plebs , był skomplikowany i bardzo przebiegły.


Szli koło mnie. I chyba zrozumieli, że nic nie wskórają.
Gniew bohaterki był niezmierzony niczym głupota ałtorek, potężny jak smród sera Vieux-Boulogne i groźny jak tygrysica z PMS.
Czyli stanowił klasyczny przykład Focha z Przytupem.

Doszłam właśnie do mojego domu i kopnęłam nogą furtkę, a ta potwornie zaskrzypiała.
„Dziwne, nigdy nie skrzypiała, gdy kopałam ją ręką...”


Ojciec miał ją naoliwić, matka prosi go oto już trzy miesiące…
Ciiicho, Ałtorka próbuje wstawić do opcia wątek poboczny... Nie spłoszmy jej...


- Cześć – syknęłam ozięble i weszłam na podwórko.
Jej syk zmroził okolicę: wszystko wokół pokryło się szronem, a warzywa w ogródku zamieniły się w mrożonki.

Stali przez dłuższą chwilę pod domem.
Oczywiście gapiłam się na nich przez okno w moim pokoiku.
- Musimy przygotować się do kolacji.. – usłyszałam głos Olivera.
Jakby stał za mną i po prostu coś mówił.
W tym momencie Charlotte kiwnęła głową i razem gdzieś wsiąkli, tak nagle..
- Cóż za niespodzianka. – powiedziałam.
*WTF?*

Komentarz Ałtorki: Wybaczcie, że byłas taka długa przerwa, ale cały czas jestem na wakacjach i tylko czasem mam dostęp do internetu.
Przepraszasz przerwę, że była długa? To miło z Twojej strony :)

Tej rozdział jest dłuższ, żebyście się naczytali. ;]
Ane.
Widzę że z łaciną nie lepiej niż z polskim...
No, ja już się naczytałam za wszystkie czasy. Innymi słowy: mam dość.

(za wszelkie błędy przepraszam, ponieważ korektę robiłam na szybko..)
Widać.
To tu była jakaś korekta? O.O

18 komentarzy:

Yami ^.~v pisze...

Christ.. XD
Laski, odwaliłyście kupę porządnej roboty ^.~ Popłakałam się normalnie..

A twórczość Ałtorki to centralne żenua..

Mrohny pisze...

Pierwsza analiza i już widać, że bardzo pro! Naprawdę dobre, niektóre kawałki były kwikowe jak nigdy - szczególnie początek i zapewnienia, że to absolutnie nie jest podobne do Twajlajtu.
Powodzenia i weny życzę :D

Pigmejka pisze...

Takie komplementy z ust samego Mrohnego... Nasze ego nie zmieści się w pokoju, tak urosło! :D Dziękujemy :)

Meg pisze...

Nice ;]

Może te wampiraski używają dużo oliwki Johnson&Johnson?? stąd sklepik dla dzieci i dlatego tak się świecą :P

Steryd pisze...

eh tak czytam i czytam i nawet nie wiem kiedy 3 perły poszły... tego się nie da na trzeźwo;] przy okazji coś przeoczyłyście (haha!) - durne vampiury jeżdżą kabrioletem; jak im się mechanizm dachowy w złym momencie zepsuje to dostaniemy czarną samobieżną popielniczkę... ale szczegół:)

Pigmejka pisze...

Zgadzam się że się nie da na trzeźwo ^^ PS. Haha, fakt, kabriolet to nie najlepszy pomysł dla wampirów!! XD Choć znając realia ałtoreczkowe, to pewnie te wampiry na słońce nie reagują tak jak PRAWDZIWY, PORZĄDNY wampir powinien: to w końcu opko Tuajlajtowe :P Więc zamiast spalenia/wyparowania/zniknięcia zapewne zaczynają migotać albo wyrastają im skrzydła ;/

A pisze...

K W I K ! Borksa analiza! Zakochałam się w tym blogu od pierwszego zdania!

"Podeszliśmy pod klasę, wszyscy patrzyli na mnie jak na jakiegoś dziwoląga.
- Co? – burknęłam i weszłam do środka. Za mną tanecznym krokiem podążała Charlotte trzymająca za rękę Olivera.
Towarzyszy jej dwójka szwedzkich satanistów, z czego jeden to kryptogej z autyzmem, a drugi to schizofreniczka z ADHD. Nie dziwię się że inni patrzyli na nią jak na dziwoląga.
W dodatku dziewczynie brakowało górnej połowy głowy. Tylko jak musiała w takim razie wyglądać bohaterka, skoro to na nią dziwnie patrzono?... O.O"

Przy tym Ómarłam ^^ i już nie dało się mnie uratować. Życzę powodzenia w następnych analizach!

Kalevatar pisze...

Strasznie mi miło, że nasza pierwsza analiza zebrała tyle pozytywnych komentarzy - w dodatku od tak zacnych person ;). Pamiętajcie więc, Drodzy Czytelnicy: idźcie i głoście chwałę tego bloga pomiędzy Waszymi znajomymi, a oni niechaj przychodzą tu i zostawiają dużo komciuff ^^,
Ha ha, komcie, dużo, dużo komciuff :D
W każdym razie zapraszam już jutro na kolejną analizę.

Qubol pisze...

żenada, analizowanie ortografii jest jak szukanie dziury w calym. mamy tu klasyczny przyklad zbyt rozbudowanego ego pozwalajacy zobaczyc ze tak naprawde niewiele brakuje do calkowidej destrukcji osobowosci tej osoby.

napisze "ę" albo "e" "u" czy "ó" powiem wprost trzeba miec zdrowo narabane zeby rozwazac takie zeczy.

wiecie w czym tkwi sedno komunikacji? w sensie przekazu! a czy sens jest zabuzany poprzez dodanie ą zamiast ę?! paranoja.

ludzie maja na tyle analityczny umysl ze nawet pleonazmy i tautologie nie stanowia wiekszego problemu. oczywiscie was to gryzie w oczy. szczeze? idzcie sie leczyc.

Anonimowy pisze...

Czytam sobie i czytam i żal mi poniekąd, zwłaszcza że jako młoda dziewczyna też zwykłam pisac takie opowiastki. Sensu to nie miało za grosz, a i logiki wcale. Z ortografią co prawda źle nie było ale już z interpunkcją zdecydowanie gorzej. Przymykam oczy i widzę siebie sprzed niemalże 20 lat pochyloną nad moim sekretnym dzienniczkiem, smarującą kolejne opowiadanie o miłości. Dzienniczek miał pastelową okładke, pachniał czymś chińskim i był zamykany na zamek. Zazwyczaj chowałam go w najskrytsze sobie tylko znane miejsca........ HALTE STOP, REWIND; słowa kluczowe: sekret, schowek, ukrycie.... No tak, ja tych bzdur nie upubliczniałam, były tylko dla mnie. A więc Drogie Analizatorki, z mojej strony oficjalny KWIIIIIIK

Zdravim
Brahenn

Anonimowy pisze...

Dobry artykuł.

Anonimowy pisze...

Znajoma właśnie pokazała mi Wasz blog i tak się zastanawiam, czy Wy jesteście córkami Szmuglera (z CD-Action)?

Anonimowy pisze...

"- A to może wy mi powiecie skąd pochodzicie? I jak się nazywacie?
- Gonzalez.. – przerwał mi Oliver.
Eeej, no jak to tak, nazwisko Gonzalez zabija mhrrock... Nie lepiej byłoby jakoś „von und zu Katzenscheisse” czy coś? "

To "von und zu Katzenscheisse" powaliło mnie totalnie :D
Nie będę oryginalna mówiąc, że jak zwykle genialnie :P Serena

Anonimowy pisze...

*wybija rytm głową o biurko* Jak ja dawno nie czytałam o tak samolubnej i rozkapryszonej Mary Sójce! Gdyby ta dziewucha skoczyła ze swojego ego na swoje IQ, to pozostałaby po niej jedynie bardzo głęboka dziura w ziemi. Szacunku do rodziców to boCHaterka nie ma za grosz i przypuszczam, że aŁtoreczka też.
Tego się nie da czytać w żaden sposób! Sens popełnił samobójstwo, Logikę aŁtoreczka zamordowała i zakopała w ogródku pod jabłonią, a Interpunkcja miała groźny wypadek.
Drogie Panie, jest to Wasza pierwsza analiza i muszę przyznać, że jest wyborna! Ómarłam i nie wstanę! Posadźcie na moim grobie różowe goździki, dziękuję. Szkoda tylko, że aŁtorka posłała swoje opko w kosmos, bo bardzo chciałam skomcioffać jej bloga.

Zamordowana Logika

Krasnoludek pisze...

Czemu wszyscy krytykowani niszczą swoje dziełłłłaaa?o niesprawiedliwe;(
Brat nie może przeze mnie oglądać filmu, gdyż moje ukradkowe rżenie, uniemożliwia mu skupienie:D:D:D::D:D:D
Uwielbiam Was - zapewniacie najlepszą śmiechową fazę;)

Ann pisze...

Dzię-ku-je-my ślicznie za Pyrkon :)
Bardzo miło było posłuchać
i nawet popaczeć :]
Dużo wniosków i morałów.
Da radę za rok?
No proooszę!^^

Mikołaj Walijski pisze...

A ja się nie zgadzam i muszę napisać swój sprzeciw! Dla tej właśnie komunikacji, o której mówisz powstała m.in. ortografia i interpunkcja. Może Ty nie widzisz różnicy pomiędzy "zrobilam im laske i otworzylam ta dzwi", a "Zrobiłam im łaskę i otworzyłam te drzwi". Gdy nie przestrzega się zasad świętej już pamięci Poprawnej Polszczyzny - komunikacja upada i idzie po zasiłek dla bezrobotnych.
Pozdrawiam
Mikołaj

Nanni Chan pisze...

Dopiero trafiłam na Waszego bloga i po przeczytaniu już dwóch innych forum z analizami, nie miałam nadziei na coś fajnego-a tu proszę, takie cudo! Nie będę się rozpisywać, mało czasu, dużo do przeczytania...
Nanni