czwartek, 31 grudnia 2009

Harry Potter w krainie kwasów - część 2

-->
Witajcie!
Już po świętach. ;( Pokrzepione spożyciem przysmaków w wielkiej obfitości, powracamy z drugą odsłoną rodzicielskich przygód Severusa Snape'a. Tym razem czeka na Was
--> Mroczny Demon Brudnej Pieluchy Ciemności, Dumbledore bawiący się ptaszkami oraz szkolenie z niezjadania dzieci. I, tradycyjnie, baaardzo nowatorska gramatyka i składnia.
Miłej zabawy!
Zanalizowały, dla odmiany, Pigmejka i Kalevatar.


O dziewiątej wieczorem został ‘wyrzucony’ z szpitala na ulicę- dosłownie.Ideał sięgnął bruku. Dosłownie.
„Dosłownie”. *mózg Kalevatar wykonał nieprawidłową operację i nastąpi jego zamknięcie*

Mimo iż Harry po oderwaniu się od Snape zaczął płakać do pielęgniarki były nieugięte.
Słyszałam o „tańczeniu do baru”, ale o „płaczu do pielęgniarki” jeszcze nie.
Harry przyssał się do Snape'a jak kleszcz, że trzeba go było odrywać? Może ten mały to Alien?

Severus musiał wrócić więc do Hogwartu gdzie duchy przekazały mu wiadomość aby przyszedł do gabinetu dyrektora.
Taa, „duchy mu przekazały”. Severus wciąż na kwasie?

Westchnął kiedy pomyślał że znowu nie będzie mógł zjeść kolacji o normalnej godzinie ale około północy.No tak, a dopiero niedawno skończył skomplikowaną kurację, dzięki której jego jelita przestały burczeć. ;]

Gdy doszedł do chimery i podał jej hasło ukazały mu się schody. Po powolnej tułaczce na górę
W trakcie której pokonał stado orków i dziwnego łysego stwora gadającego coś o Pierścieniu...
A gdzieś w połowie drogi przyplątało się stado podejrzanie wyglądających pasterzy kóz, którzy twierdzili, że są Narodem Wybranym. Severus uznał, że powinien jednak ograniczyć dawkę.

zapukał do drzwi zza których odpowiedział mu zapraszający do środka głos Dumbledore.
Głos miał na imię Dumbledore? Kurczę, to lepsze niż Zapach Paskudnego Starego Rona!
Może Dumbel ma przy domofonie spersonalizowany syntezator mowy?

Tam był Black, Meadsown, McGonagall oraz oczywiście dyrektor stojący przy feniksie.
Stanie dyrektora przy feniksie było kluczowe dla tej sceny, jak rozumiem.
Feniks jest dla czarodziejów jak laska marszałkowska.

- Nareszcie Severusie, myślałem że nigdy nie wrócisz- Powiedział starzec ale gdy Snape posłał mu wściekłe spojrzenie zaczął w końcu powód tego ‘zebrania’.
Albus „zaczął powód tego zebrania” co?

- Dokładnie to musimy porozmawiać o Harrym i jego opiece. Zero sprzeciwów młodzieńcze.Snape młodzieńcem? MUAHAHAHA.
No przecież Snape jest „jako ten młody bóg”, nieprawdaż? ^^

Jutro zmienisz dla swojego syna nazwisko
Jeżu, to pod własnym nazwiskiem nie można wychowywać dziecka? Ładnie to wymagać od innych takiego poświęcenia, Albusie?

a od personelu szpitalu dowiedziałem się że za dwa trzy dni powinien móc wyjść z szpitala więc zamieszka razem z tobą w Hogwarcie. Do tego czasu Dorcas pomoże Ci urządzić pokój dla chłopca- zakończył dyrektor a Severus chciał zaprzeczyć że się nie zgadzaTo znaczy, że chciał się zgodzić, tak?
Może chciał zaprzeczyć „dosłownie”?

ale powstrzymał się ponownie słysząc drugie zdanie wypowiedzi dyrektora.
Aaa, więc to drugie zdanie dotarło do niego z opóźnieniem? Severus ma niezłe lagi na łączu z rzeczywistością. To przez te kwasy. ;P

Popołudniu gdy Harry spał Snape, Black i Meadsown pojechali na Pokątną gdzie robili wielkie zakupy.*wyobraża sobie Snape’a wybierającego pieluszki i kaszki Bebiko*
*spada pod stół w przedśmiertnych konwulsjach*

- Teraz trzeba tylko to wszystko poustawiać w pokoju który przygotował już Dumbledore- Powiedziała Dorcas uspakajając się iż wszystko na pewno mają.
Pokój był niebiański.
Wersja diabelska, zawierająca morze płomieni i siarkowe opary, nie dostała pozytywnej opinii Instytutu Matki i Dziecka.

Lekko błękitne ściany a sufit taki sam jak w wielkiej Sali: przedstawiający różne ‘niebo’ w zależności od pory dnia. Teraz było tam słońce które powoli szykowało się do oddania swojego miejsca dla księżyca. Podłoga była pokryta pluszowym zielonym dywanem.Dobrze, że nie flanelą. Albo jedwabiem.

Okno zasłonięte było żółtą jednak wręcz przezroczystą firanką.
o.O
Okno w lochach?

Mężczyźni zabrali się do pracy zaczynając od mebli które Meadsown ustawiała za pomocą różdżki. (...) Skończyli gdy było po szóstej a Black zapowiedział iż to nie koniec ‘szkolenia’ dla Snape z szalonym uśmiechem.Snape i tak powinien się cieszyć, że ominął go etap szkoły rodzenia...
„Snape z szalonym uśmiechem” potrzebuje pewnie szkolenia z niezjadania dzieci.

Gdy przyjechali do szpitala i weszli na oddział od razu usłyszeli płacz Harryego. Snape nie zastanawiając się pobiegł tam szybko jak i twoje dorosłych za nim. Harry płakał i żadna z pielęgniarek nie dała rady go uspokoić. Gdy chłopiec zobaczył tatę wystawił rączki w geście aby ten go w końcu przytulił. Ucichł tak nagle że niektórzy mogli przyrzec iż cały czas tak naprawdę udawał tylko płacz aby zwabić ojca.
Wstrętny mały szantażysta. A pytają, czemu nie lubię dzieci... :/

Tego dnia Severus został prawie do północy w szpitalu ale pielęgniarki po przejściu z popołudnia nie chciały mieć znowu ‘małego, słodkiego problemu’ na głowie dlatego pozwoliły zostać Snape’owi dłużej. Ten sam wyszedł głodny ale w swoim kwaterach od razu rzucił się do łóżka zapominając się rozebrać.Z powyższego zdania wynika, że kładzenie się spać w ubraniu pomaga na głód. Hm, to może być całkiem dobry sposób na dietę!

Dzisiaj miał jechać do ministerstwa aby zmienić nazwisko dla synka mimo iż nie cierpiał tamtego miejsca. Nie wiedział jednak co się stanie z jego klasami które dzisiaj miał. W wielkiej Sali nikt nawet nie zwrócił uwagi że przyszedłBo normalnie to witały go wiwaty przecież.

co niezbyt mu przeszkadzało. Usiadł po prawicy dyrektora
Prawie jak „zasiadł po prawicy Ojca”.

i zabrał się za śniadania.Swoje i dyrektora. Później zabrał też talerz pani Hooch i Sprout, a na koniec próbował zabrać śniadanie McGonagall, ale ta spojrzała na niego groźnie, więc zrezygnował.
(No co, w końcu poszedł spać głodny, to teraz nadrabia^^.)

- Severusie, twoje klasy poprowadzę sam aby mieć pewność że…-Jednak mężczyzna nie słuchał. ‘ Lekcje z dyrektorem= wolność i swoboda’ dla uczniów.
Co za nowatorstwo zapisu... Tylko o co właściwie chodzi?

- … na tydzień- Zakończył dość długi wywód Dumbledore
- Tydzień?- Spytał Snape a McGonagall spojrzała na niego wściekła.Jednak jakimś cudem udało mu się podebrać jej kilka kanapek?Snape atakuje znienacka.^^

Śniadanie minęło w spokojnej atmosferze gdyby nie to iż Albus ogłosił iż Severusa synek przyjeżdża do Hogwartu i przez najbliższy tydzień to on sam będzie zastępował mistrza eliksirów na zajęciach.No tak, na wieść o tym pewnie połowa uczniów umarła ze śmiechu.A druga połowa z obrzydzenia.

Oczywiście Black i Meadsown byli już tam wcześniej więc czekali tylko na prawny podpis ojca.
Hmm... A to ojcostwo Severusa ktoś w końcu potwierdził, czy wszyscy wierzą tej „Meadsown” na słowo?

W końcu po dwunastej nie istniał już Harry Potter a zaistniał Harry Snape.Harry Snape: Resurrection. Wkrótce w kinach.
Severus osobiście wydrapał to na ścianie Ministerstwa:
D.O.M.
HARRY POTTER OBIIT
HIC NATUS SET
HARRY SNAPE

Do Hogwartu przenieśli się przez teleportację jednak do Hogesmende.*umiera na zakwik* I tak Hogsmeade stała się wioską mend...
Dziwisz się? Pewnie tę nazwę nadali wkurzeni podróżni chcący przenieść się do Hogwartu i dziwnym trafem lądujący w Hogsmeade.;)

Z tam tond
... To chyba rekord, co nie?
... chyba tak. Jeżu...

Severus i Harry którzy jako jedyni jechali do szkoły.
No? Severus i Harry co? No kończże te zdania, do kroćset!

Black był tak wściekły że zaraz po pełnoprawnym ustaleniu ojcostwa Harryego przez Severusa
Oo, to Severus potrafi ustalić ojcostwo mocą swojego słowa. Facet mógłby być milionerem...

pojechał do swojego domu. Po wczorajszym kursie był pewny że wie wszystko o dzieciak- nawet nie wiedział jak się pomylił.W związku z tym postanowił prenumerować czaspismo „Mamo, to ja!”.
I trollować na forach dla samotnych matek.

Parę uczniów szeptało do siebie iż Snape w ogóle inaczej wygląda z dzieckiem na rękach.Czyżby jemu też wyrosły gdzieniegdzie stokrotki na ciele?
*wyobraża sobie malownicze pawie z ulanego kleiku zdobiące szatę Snape’a*

Jak może wyglądać Snape z dzieckiem na rękach, pomyślmy... Jak kretyn?

Był początek lutego przez co śnieg powoli topniał
*szuka związku*
*rezygnuje szybko*


i był nieprzyjemny wiatr jednak Harry opatulony jeszcze przez Dorcas miał wygodne miejsce na rękach ojca w koszulce, bluzie, kurtce oraz wplątany był dodatkowo w koc.
Moment, bo się pogubiłam – Snape miał na sobie koszulkę, bluzę, kurtkę i koc? A spodni nie? Nic dziwnego, że uczniowie dziwnie na niego patrzyli. O.o

Severus doszedł do swoich kwater odprowadzony zdziwionymi i ciekawskimi spojrzeniami uczniów i gdyby nie to iż nie chciał obudzić chłopca dał by im wszystkim szlabany.
A nie mógł dać tych szlabanów po cichu, musiał przy tym drzeć mordę?

W kwaterach było bardzo zimno: jak to przystało na lochy jednak Snape szybko to zmienił zapalając w kominku oraz rzucając parę zaklęć ocieplających. Gdy było wręcz gorąco rozebrał synka do bluzy z wielkim misiem. Uśmiechną się, naprawdę szczerze i spojrzał na małego słodkiego maluszka który teraz był taki spokojny.
Zaraz haftnę. Ostrzegam. Jestem uczulona na takie rzeczy.

Piekło miało się dopiero zacząć.Taaa, Otchłanie Piekieł rozstąpią się i wyjdzie z nich Mroczny Demon Brudnej Pieluchy Ciemności.
XD

Chłopiec płakał ale rozglądał się dookoła salonu w którym teraz się znajdowali obaj. Harry wziął dziecko na ręce po czym uspokoił go.Ale że... yy... silny był z niego niemowlak, heh.
Hej, zaraz, to tam jest jeszcze jakieś drugie dziecko?!
Może ten avadowy niemowlak ciągle tam lata. O.o

- Jesteśmy w pewnym sensie w domu, w szkole.A to jest w pewnym sensie opowiadanie, blogasek.
- Bo tak naprawdę to jedynie złudzenie twojego umysłu, mój mały. Tak naprawdę nie istnieje żadne „my”. Jest to dla mnie oczywiste odkąd wstąpiłem na ścieżkę Zen. Dragi nie mają z tym nic wspólnego.

Wiesz, jestem nauczycielem- powiedział mimo iż nie wiedział czy chłopiec go zrozumiał. Ten jednak wtulił się w tatę i śledził oczkami wszystko co go otaczało.
- Dzwi- powiedział pokazując palcem na drzwi do sypialni Severusa.
- To gada! - Snape z wrażenia upuścił dzieciaka na podłogę.

- Okno- dodał teraz kierując wzrok na wielkie szkło które było pomiędzy wnętrzem a zewnętrzem szkoły.Pomijam już przyśpieszony kurs szybkiego mówienia u niemowląt, ale ciekawe, co za „wielkim szkłem” w lochach można było zobaczyć – oprócz dżdżownic i kretów.
Ano. Ale swoją drogą peryfraza na poziomie żargonu policyjnego. Ciekawe, kiedy bohaterowie zaczną „dokonywać czynności”. ;D

Severus uśmiechną się
A Pigmejce szczenk opad.

do chłopca co ten uznał za pochwałę i dalej wymieniał różne nazwy rzeczy w salonie.
Włącznie ze skomplikowaną aparaturą służącą do tworzenia eliksirów i dziwnymi substancjami znajdującymi się w słojach? Szacun.

- Tata- powiedział pokazując na Severusa a mężczyzna po prostu zamrugał zdziwiony oczami
po czym
Zamrugał nosem.

uśmiechnął się i podniósł chłopca na ręce.
Ale przecież już go trzymał na rękach... a teraz co, podniósł go na te drugie? Snape jest awatarem Wisznu czy jak? O.o

Czuł się szczęśliwy że ma dla kogo żyć, dla małego chłopca który uśmiechał się słodko do niego oraz do całego otoczenia.*żyyyyg*
Kanoniczny Severusie, gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest, lituj mej żałości...
Snape MUSI być po grzybkach. I to jakichś silnych. Takich jak TE.

Później były same plusy posiadania dziecka.
Nieprzespane noce, ulewający się pokarm, ciągłe zmienianie pieluch...
A to obiecane piekło gdzie było, bo chyba nie doczytałam?

Najpierw oprowadził chłopca po komnatach
yyy... Ten dzieciak rozwija się niemal tak prędko jak córka Edzia Pedzia i Belli. O.o
Mówiłam, że to Alien. Za parę dni zacznie się rozmnażać.

ale na koniec zostawił Harryego pokój. Chłopiec był tak zadowolony że chwilę się śmiał a później mruczał coś w stylu ‘ super’ co przypominało się ‘supior’.
Kurde, ten dzieciak już mówi po łacinie?! Pewnie będzie wykładał na Hogwarcie wprost z chodzika...

Gdy Severus postawił go na ziemi ten poraczkował do zabawek i wybrał sobie niebieskiego misia do którego się przytulił.
Dobrze, Pigmejko, gdy już obie skończymy się rozczulać nad tym wzruszającym obrazkiem, zobacz, proszę, ile nam jeszcze podobnych „treści” zostało. Ostrzegam, ja długo tego lukru nie wytrzymam. >.< Ja już dostałam próchnicy od samego czytania!

- Misiu- powiedział a Snape myślał że oszaleje ze szczęścia.
Śmiało, nie krępuj się.

To jak chłopiec mówił było tak słodkie i miłe do słuchania że mógł by to słyszeć 24h na dobę 7 dni w tygodniu.Nagraj go sobie na dyktafon, koleś.

Harry czuł się szczęśliwy: miał zabawki, tatę oraz duży pokój.
W tej właśnie kolejności?
Nie. Właściwa kolejność brzmi: miał sucho, pełno w żołądku, zabawki, duży pokój oraz operatora słoików z Bebiko.

Po zjedzeniu kolacji w postaci ponad trzech kanapek wręcz wpychanych przez ojca na siłę
A Harry już ma wszystkie zęby, żeby jeść kanapki? Czy też może ojciec karmi go jak gęś tuczoną na foie gras?
Raczej to drugie. Severus, jak widać, idzie na całość.

ponieważ ‘musiał rosnąć’ w końcu rozsiedli się na kanapie.
*wyobraża sobie niemowlaka rozsiadającego się na kanapie*
Niech mu Snape jeszcze faję poda, żeby się młody odstresował. :/

Harry usiadł na podłodze koło kominka i dalej przyglądał się misiowi coś szepcząc po jego własnym języku.
Języku pluszowych misiów?
*przygląda się podejrzliwie swojemu misiowi, siedzącemu na półce*
Ciekawe, czy zna język Laleczki Chucky.

Severus za to leżał na kanapie i niby czytał książkę jednak tak naprawdę przyglądał się chłopcu. Zdziwił się jak szybko dziecko przystosowuje się do nowego miejsca i całkiem nowej osoby jednak był szczęśliwy.
Wcześniej miał nadzieję, że dziecko się nie przystosuje i będzie można je znów gdzieś odesłać.
I to jest właściwa postawa, obywatelu Snape! ;D

Meadsown przyszła razem z Blackiem i Dumbledore po ósmej. Weszli cicho aby nakryć co tak naprawdę się dzieje w kwaterach.
Jeżu, to czego oni się tam spodziewali? Że zdybią ich w trakcie Czarnej Mszy?

Żadnych zabezpieczeń nie było więc spokojnie znaleźli mężczyznę przyglądającego się chłopcu z uśmiechem i malca bawiącego się z misiem.
Dostrzegam nadprogramowego dzieciaka. Alien już się rozmnożył?

- Widzę że to tego wybrał do męczenia- wydała się Dorcas a po chwili miała przystawioną różdżkę do szyi przez Snape.
Snape, jak doborowy ninja, bezzwłocznie dostrzegł zdekonspirowanego napastnika. Brawa za refleks.

Spuścił ją powoli wściekle patrząc na przybyłych
- Puka się- warkną po czym usiadł i ręką zaprosił także innych do spoczęcia.Syriusz spojrzał na niego krytycznie i dodał:
- ... Ale ładniejsze.

- Coś do picia?- spytał Severusa
- Kawę, poproszę- powiedziała z uśmiechem Dorcas a dwaj mężczyźni także poprosili o to samo.
- Socka- poprosił Harry widząc że tata podaje napoje dla znajomych.
Snape machną różdżką a przy chłopcu pojawił się soczek jabłkowy.
A kawy dla gości już nie mógł tak „machnąć” czy po prostu szpanuje przed dzieckiem?

Chłopiec zaczął siorbać powoli co chwilę delektując się smakiem tak jak…
- Syriuszu! Mówiłam abyś nie uczył go tego!- krzyknęła Dorcas
- Ale…- zaczął spokojnie Syriusz - Tak się uczy ludzi delektować alkohol a nie napoje dla dzieci!... No ładnie. Cóż, przy tej ilości eliksirów dookoła nie wróżę dzieciakowi świetlanej przyszłości.
Ale co konkretnie ten dzieciak robił? Mlaskał tym sokiem, płukał nim gardło, a resztę wypluwał z powrotem do butelki? Rzeczywiście, mało higieniczne.

Kretyn!- warknęła a Harry znienacka zaczął ją naśladować.
- Krietin- krzykną aby przekrzyczeć ciotkę. Wszyscy spojrzeli na niego zdziwieni a panna Meadsown zakryła usta dłonią.
- Nie można mówić tak do Łapy- powiedział Syriusz
- W ogóle nie można tak mówić- poprawiła Blacka Dorcas jednak Harryego teraz już nic nie obchodziło. To ‘słowo’ mu się spodobało i koniec i powtarzał je w końcu zanim nie nauczył się kolejnego ładnego słowa ‘dureń’ znowu od Meadsown.Może to nie Harry, może to jakaś humanoidalna papuga, a prawdziwego dzieciaka dawno porwali śmierciożercy?
Chyba w ogóle prawdziwych „wszystkich” dawno porwali śmierciożercy. Dostrzegam same marne imitacje.

W końcu Dumbledore zlitował się i pokazał dla chłopca sztuczkę przez co chłopiec zapomniał o tych słówkach i przyglądał się różnym zaklęciom, Np. przez które wylatywały z różdżki ptaszki lub pojawiały się i zjawiały różne zabawki.
Pojawiały się, a czasem nawet zjawiały. W rzeczy samej, potężne czary.

Wszyscy rozeszli się dopiero po dwudziestej pierwszej i to tylko dlatego aby ‘pokazać dla Severusa prawdziwe życie nocne rodzica’.Heh, rozumiem, że dziecko też poszło spać o 21? Nauczywszy się wcześniej jak pić alkohol i przeklinać? W tym tempie... nie dziwię się, że późniejsze Marysie Sue zachowują się, jak się zachowują.
Jutro będą przerabiać Zachowania Seksualne Nastolatków, lekcja III: „Seks w damskiej toalecie”.

Na początku Snape nie rozumiał o co chodzi dla Meadsown.
Nie martw się, ja też nie wiem, o co dla niej chodzi.

Gdy położył się miał sen ale został przerwany przez płacz który co chwilę się nasilał. Najpierw nie rozumiał o co chodzi ale dopiero później przypomniał sobie iż za ścianą jest małe dziecko.Płacz nie był dla niego wystarczającą wskazówką.

Wyskoczył szybko z łóżka łapiąc szlafrok i pobiegł do pokoju Harryego który płakał. Był całkowicie rozkryty a jego oczka były zamknięte.
To straszne. Tu może pomóc tylko Pavulon.

(...) Nie było innego wyjścia, Snape wziął go ze sobą do jego sypialni. Chłopcowi ten pomysł się spodobał ponieważ przytulił się do taty po czym zasnął spokojnie. Później obudził się o czwartej nad ranem ale Severus szybko go uspokoił i wystarczyły tylko słowa uspakajające.W innym przypadku dałby mu Wywar Żywej Śmierci? ^^’
Uspokajające słowa: „Zamknij się wreszcie, albo cię przygniotę... przez przypadek, rzecz jasna”.

Ostatnia pobudka była o siódmej jednak po niej chłopiec już nie zasną a Severus i tak by nie zasnął. Severus miał cienie pod oczami ale cieszył się także że ma tą pierwszą noc na sobą.
No tak, dwie krótkie pobudki i już cienie pod oczami. Zawsze wiedziałam, że mężczyźni to cieniasy. ;/
A on się łudzi, że następne noce będą lepsze?

Trzeba było pilnować chłopca na każdym kroku. Przy kominku aby nie dotykał ognia, przy biurku aby nie brał papierów które przewalały się na podłodze lub przy barku który był dość niski i każdy alkohol był dostępny dla chłopca.Czemu mam wrażenie, że pierwszą libację ten dzieciak zaliczy zanim nauczy się mówić?
Przecież już mówi... A Snape chyba dąży do tego, by „ktoś” zgłosił to wszystko do Pomocy Społecznej. Zabiorą mu dzieciaka i będzie spokój.

Harry raczkował wszędzie i wczołgiwał się gdzie tylko mógł.
Severus i tak ma szczęście, że Ałtorka nie wiedziała, że roczne dziecko zaczyna już samo chodzić.

Chował się i tylko jego chichot ratował Severusa przed zgubieniem dziecka.
*wyobraża sobie chichot godny Damiena Thorna*
Po śniadaniu na którym Severus zjadł więcej jedzenia dla chłopca niż tamtenZabrał jedzenie dziecku?! A to cham... :(
w końcu wrócili do salonu gdzie Snape senior przetransportował także połowę zabawek dziecka które zajęte bawieniem się wszystkim na raz całkowicie nie zwracał uwagi na to że tata znowu czyta książki i się nie zajmuje już nim.
Ćwiczenie: zgadnij, kto tu i co właściwie robi i dopasuj orzeczenia do podmiotów, zmieniając ich formę na poprawną.
To przekracza ludzkie możliwości.

Co do obiadu Severus miał pomysł aby iść do wielkiej Sali a później na spacer.To znaczy, miał nadzieję, że na spacerze upoluje coś na drugie danie?

- Musisz minimum raz dziennie z nim wychodzić na podwórko- przedrzeźniał Dorcas Snape ubierając Harryego w cieplejsze ciuszki.
Czemu mam dziwne wrażenie, że wszyscy w Hogwarcie zapomnieli o tym, że dzieciakowi trzeba co jakiś czas zmienić pieluchę? :P

Dopóki byli w szkole mógł chodzić normalnie ale już na podwórku było zimniej dlatego Severus zabrał kurtkę jednak w rękę.Nie założył dziecku kurtki, mimo że jest LUTY?!
Dostał cynk, że gdzieś w okolicach miał przechodzić kurator... ^^

Dlatego że mały Snape nie chciał wstać z ziemi to poraczkował na korytarz. Severus mimo jego płaczu tam zabrał chłopca na ręce a dla pierwszej napotkanej osoby wlepił szlaban.
Może niech każe Harry’emu nosić chustkę na głowie, wzorem jednego z mugolskich muzyków, skoro nie chce, żeby dzieciaka ktokolwiek oglądał.
Albo niech go turla w beczce.

Gdy doszli do wielkiej Sali wszyscy spojrzeli się na nich ale pod zimnym spojrzeniem Mistrza Eliksirów ich spojrzenie przeszło na małe dziecko na rękach Snape.
Bo Severus miał Zimne Spojrzenie Mocy.
Dumbledore uśmiechał się do chłopca co chwilę różdżką wytwarzając nowe ptaszkiDumbledore też wcześnie zaczyna demoralizację małego. Czyżby już wtedy pracował nad becikowym?

które fruwały po wielkiej Sali. Chłopiec chichotał cały czas i nie chciał nic jeść.
Też bym nie chciała jeść, jakby mnie zabawiał ptaszkami jakiś dziwny staruch.

- Dyrektorze, nie chce nic jeść przez te sztuczki- poskarżył się Severus a Albus schował różdżkę*niemamskojarzeńniemamskojarzeń* ...
... To silniejsze ode mnie :(

czwartek, 24 grudnia 2009

WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

Witajcie, kochani!
Niestety, dzisiejsza analiza utonęła w barszczu z uszkami. Nasze komentarze połknął w zemście karp, a blogasek schował się za choinką, i powiedział, że nie wyjdzie stamtąd przed Sylwestrem.
Pamiętamy jednak o naszych czytelnikach i życzymy Wam radosnych, pogodnych Świąt, smacznych potraw, udanych prezentów i dużo, dużo śniegu! I czego tylko jeszcze sobie zażyczycie, niech się Wam spełni. :) No i szczęśliwego Nowego Roku, udanej zabawy w Sylwestra.
Dziękujemy też za wszystkie miłe słowa, jakie pozostawiliście w komentarzach. Będziemy robić, co w naszej mocy, aby wciąż dostarczać Wam nieco radości - w każdy czwartek.
Wesołych Świąt! :)


czwartek, 17 grudnia 2009

Harry Potter w krainie kwasów

-->
Witajcie!

W tym tygodniu powracamy na stare, potterowe śmieci - mamy zaszczyt zaprezentować Wam kolejnego Severitiusa. Całe szczęście, tym razem obejdzie się bez seksu w toalecie... ale za to będziecie mieli okazję poznać wstydliwie skrywaną prawdę o Avadzie, dowiedzieć się, co łączy rodziców Harry'ego i oposy, odkryć, że w czarodziejskim świecie każdy ma inną grupę krwi oraz dowiedzieć się, po co pracownikom Świętego Munga potrzebna była sperma Snape'a. I pamiętajcie - nigdy, pod żadnym pozorem nie próbujcie uspokajać swoich przyjaciół nie siedząc w fotelu.
Miłej zabawy!
Zanalizowały jak zwykle Pigmejka i Kalevatar.
Blogasek można nawiedzić tutaj: http://hs-wybrancem.blog.onet.pl

Streszczenie
Liliann i James giną z ręki Voldemorta jednak ten sam umarł przez własne zaklęcie rzucone na Harryego w 'niezwykły' sposób.
Niezwykły? Rzucił je uszami, tańcząc przy tym na jednej nodze i śpiewając Białego Misia, czy co?
Rzucił je tą... ekhm... drugą stroną. Tą przeciwną do ust.
Nie pytaj.

Dumbledore oddaje chłopca dla jego wujostwa
Sprzedaje go w niewolę?
mimo iż Syriusz Black, który miał papiery iż to nie on był strażnikiem tajemnicy Potterów, sprzeciwia się decyzji dyrektora.
Miał na to papiery? Hoho, to IPN może mu naskoczyć.
T.T

No bo powszechnie wiadome jest, że czyimś strażnikiem tajemnicy zostaje się jedynie w obecności notariusza, uiściwszy uprzednio należny podatek i zakupiwszy znaczek skarbowy.

Pod koniec stycznia Harry trafia do szpitala a tam Dorcas wyznaje tajemnicę Liliann:
Ale w sensie, że rocznemu chłopcu wyznaje?
W sensie, że spirytystycznie. Wiesz, nekromancja itd.

To Severus Snape jest ojcem chłopca.
Aaa... A Lily o tym nie wie? Oho, musiała być ostra impreza. Dobrze, że Harry nie szczeka.^^

Nauczyciel od eliksirów nadaje własne nazwisko dla synka oraz zabiera go do Hogwartu!
Gdzie opiekuje się „dla synka” i zastępuje mu matką, zmieniając pieluchą i karmiąc butelkę między jedną a drugą lekcją eliksirami.
To wszystko wskutek nadania własnego nazwiska pocztą – tajni agenci Poczty Polskiej zgubili przesyłkę, a Severus bez swojego nazwiska nie mógł się pozbierać psychicznie.

Opowiadanie nie będzie w stylu: zabrał do Hogwartu i jedynaście lat później tylko
Będzie ono raczej w stylu „siała baba mak, nie wiedziała jak”.
A czasem będzie też w stylu „Moja nie lubić Harry. Harry brzydkie, złe człowiek. Nie je kaszka.”

postaram się jak najdokładniej opisać dzieciństwo chłopca oraz sposób wychowywania dziecka przez Severusa. Opowiadanie może być czasem brutalne
- Jedz kleik!
- Nie!
- Jedz mówię!!!
- Nie chcę!
- Avada Kedavra!

Te naturalistyczne opisy zmieniania pieluch... ta kompleksowa typologia rzadkich kupek...

jednak naprawdę warto je czytać... :)
ORLY?
Bohaterowie
Severus Snape kiedy był młodszy przystąpił do śmierciożerców. W tamtym jednak czasie był także związany z Liliann Evans z którą miał dziecko chociaż nie wiedział o tym ponieważ gdy kobieta dowiedziała się iż został poddanym Voldemorta uciekła od niego. Stał się zimnym draniem jednak gdy dowiedział się iż ma syna jego życie się znowu zmieniło... całkowicie zmieniło.
Bo otrzymał becikowe.
Wcześniej plastikowe beczki interesowały go jedynie jako miejsce przechowywania półproduktów do eliksirów, a piwnice... cóż, tu akurat bez zmian ^^”.
Syriusz Black jest ojcem chrzestnym Harryego Snape i to on nie raz chciał zabrać lub porwać małe dziecko.
Jakieś maniakalne napady instynktu ojcowskiego?

Dorcas za to była przeciwnością Blacka
Nazywała się Dorcas White?
ponieważ to ona jako jedyna poza Lili i Jamesem wiedziała iż Harry jest synem Severusa i była szczęśliwa kiedu Harry został wkońcu zabrany przez Snape.

Lucjusz Malfoy i Narcyza Black- Malfoy mają syna Draco Malfoya który jest najlepszym przyjacielem Harryego.
Aaaarrghhh... – Zacharczał w kącie kanon. Z jego pleców sterczał duży, ostry nóż.

Lucjusz i Severus byli na tym samym roku w szkole w Slytherinie. Narcyza była rok młodsza jednak także była w domu węża.
Oprócz domu węża były w zamku domy Bawoła, Szczura, Świni i Smoka. Bo założyciele wzorowali się na kalendarzu chińskim.

Albus Dumbledore: Wujek dla Harryego, najlepszy przyjaciel Severusa oraz dyrektor Hogwartu:)
Albus bratem Lily? Hmmm.... to się nazywa różnica wieku między rodzeństwem.
Taa, Albus to równy funfel, wszyscy o tym wiedzą.

Minerva McGonagall: Ciocia dla Harryego,
o.O Kto jeszcze jest bratem/siostrą/whatever matki Harry’ego? Hagrid? Filch? Pani Norris?!

pomoc przy dziecki dla Severusa oraz wice dyrektorka Hogwartu i nauczycielka Transmutacji :)
Tak, bo Minerva dorabia sobie po godzinach jako superniania. Eh...
Transmutacja jest bardzo pomocna w pracy niańki. Można na przykład transmutować rzadką kupkę w gęstą...

Nymphadora Tonks: Przyjaciółka Harryego, znienawidzona uczennica Severusa oraz uczeń Gryffindoru :)
Tonks jest transseksualistą?!

Remus Lupin: wujek dla Harryego, 'znajomy' Severusa oraz wilkołak :)
Innymi słowy: „Kolejny braciszek Lily, kochanek jej kochanka i groźny potwór ;* <33 b="b">

Rozdział I
Liliann siedziała przy swoim małym synku. Roczne dziecko leżało w łóżeczku i nie wiedziało, że jego mama płaczę nad nim. Wiedziała. Czuła już od dawna, iż umrze a James razem z nią, więc zmieniła los.
I wygrała w karty ze śmiercią, a Cerberowi założyła kaganiec. A, i przy okazji wyciągnęła Eurydykę z Hadesu.
Ee, po prostu zdecydowała się obstawić inne numery w totolotku.
- Nie odejdę kochanie, wrócę- Powiedziała po czym wyszła z domu. Teleportowała się na stary plac gdzie był już James. Uśmiechnęła się po czym rzuciła odpowiednie zaklęcie na nich oboje.
Tymczasem do ich domu już włamywała się brygada operacyjna MOPSu; mały Harry został bezzwłocznie wysłany do sierocińca, a Potterowie, winni pozostawienia niemowlęcia bez opieki, zaocznie skazani na dożywocie w Azkabanie.

Trzydziesty pierwszy października nadszedł szybkimi krokami.
Zaś 1 listopada podpełzł tip-topkami.

Liliann i James siedzieli w domu i patrzyli na bawiącego się synka kiedy nagle ktoś wywarzył drzwi zaklęciem.
Wygotowane zaklęciem drzwi zabulgotały protestująco i spłynęły na podłogę.
Jej mąż upadł martwy na ziemię.
- Odsuń się szlamo- Warkną do niej Lord Voldemort jednak z płaczem zasłoniła dziecko swoim ciałem przed zaklęciem uśmiercającym. Upadła martwa a jej ostatnimi słowami było: miłość wszystko zwycięży.
Naczytała się za dużo Horacego czy nasłuchała zbyt wielu piosenek zespołu Feel, że rzuca takimi sloganami w ostatniej chwili życia?
A może Lily też była aŁtorką? O.o Hmm... Voldemort Czyściciel, usuwający brud z fandomu... czemu nie? ;D

Zielony płomień trafił następnie w małe dziecko jednak odbiło się od Harryego i wróciło się do Voldemorta który z krzykiem umarł.
Dziecko odbiło się od Harry’ego i zabiło Voldemorta? Co to było, Mhhroczny Niemowlak Śmierci?!
*wyobraża sobie pulchnego, różowego dzieciaka ze złowróżbnym świstem wystrzeliwującego z różdżki Voldemorta i rykoszetującego od czoła Harry'ego*
Jeżu,nic dziwnego, że Voldemort umarł z krzykiem. Krzyk pewnie brzmiał jakoś tak: „Ale co kur...?!?!?!?!”

Jego ciało się spaliło doszczętnie.
Pewnie ze wstydu.
Mały Harry jednak nadal spał spokojnie w kołysce nie wiedząc że został sierotą a może nie?
Wywarzanie drzwi, krzyki, latające obce niemowlaki, a ten dalej śpi? Potterowie go usypiali mleczkiem makowym albo opium, czy co?
Czyli że Harry został sierotą, a może nie został? Potterowie w chwili zagrożenia udają martwych, jak oposy?
Dumbledore po wysłuchaniu raportu Kingsleya z śmierci Potterów jak i Ridleya
To Voldemort zdążył za jednym zamachem uśmiercić też Ridleya Scotta? O.o Już nawet nie pytam, co on tam robił - dla mnie bomba, nie będzie nowego „Robin Hooda”. No i skoro był James Potter, chyba możemy mieć nadzieję, że James Cameron też oberwał.

był smutny mimo iż przepowiednia się wypełniła. Przynajmniej tak miał nadzieje.
To znaczy, że miał nadzieję, że rodzice chłopca zginą? Hm, właściwie... powoli przestaję się już czemukolwiek dziwić.
No wiesz, Potterowie zostawili pewnie synkowi sporą polisę, spadek itp. Albus musi być przedsiębiorczy. Nie samym becikowym żyje człowiek.

Wiedział już gdzie umieści małego Harryego, teraz w gazetach: chłopca-który-przeżył.
Umieści go w gazecie? W PRL-u zawijano mięso w gazety, ale żeby tak dziecko? To nawet ja bym nie była zdolna do takiego okrucieństwa...
Taa, akurat. ^^ Ale jak dokładnie Albus ma zamiar rozdzielić dzieciaka pomiędzy gazety? Głowa pewnie pójdzie do „The Times”, tyłek do „The Sun”... Dumbel będzie się realizował jako handlarz relikwiami.

Teleportował się do zniszczonego domu w dolinie Godryka gdzie od razu zmarłego obudziłby płacz dziecka.
Kiedy wszedł do domu, skoczyli na niego lekko zieleniejący już Lily i James, wyjący: „Mmmóóóózzzzg!!!”
A sąsiedzi zgodnie z najlepszymi tradycjami włączali głośniej muzykę i przygotowywali sobie przemówienia, że „to była taka dobra rodzina, zawsze mówili ”.
Podszedł do chłopca i spojrzał na bliznę w kształcie błyskawicy.
Wszystko będzie dobrze, Wybrańcu- Powiedział do niego a chłopiec przestał płakać. Zasnął na rękach Dorcas Meadsown, swojej matki chrzestnej.
A skąd tam jakaś Dorcas? A może Dumbledore ma rozdwojenie jaźni?
A skąd tam Ridley Scott? ;P

Syriusz był zrozpaczony nie tylko z powodu iż jego przyjaciele zmarli ale także iż nie może się opiekować swoim chrześniakiem. Gdyby nie Remus który siedział w fotelu i uspakajał Blacka
Kluczową sprawą jest fakt, że Remus siedział w fotelu. Pamiętajcie, nigdy nie próbujcie uspokajać swoich znajomych, siedząc na kanapie.
A może najważniejsze jest to „uspakajanie”?

od razu by poszedł do Dumbledore i powiedział mu mnóstwo niemiłych słów jednak to by i tak nic nie dało.
Powiedziałby mu na przykład: „O psia kostka i kurza twarz!” albo „A masz, ty wstrętny wrogu!”
Bo Dumbledore nie potrafi wskrzeszać zmarłych dopóki nie zostanie porządnie, ale tak naprawdę porządnie obrzucony mięchem.

‘ Harry jest w bezpiecznym miejscu’- tylko tyle się dowiedział.
Półtora roczne dziecko trafiło na oddział intensywnej terapii w szpitalu imienia św. Józefa w Londynie.
Tak, widać, jak bardzo bezpieczne było to miejsce, gdzie go zostawili.
Albus pewnie uznał, że łódzkie pogotowie zbyt dobitnie świadczyłoby o jego intencjach.
Lekarze robili co mogli aby uratować dziecko jednak ten nie reagował na żadne leki.
Sądząc po formie gramatycznej, lekarze próbowali podawać leki świętemu Józefowi... I jeszcze się dziwią, że nie reagował.
Tylko jeden mężczyzna wiedział dlaczego: sam był czarodziejem
Aa, to trzeba być czarodziejem by wiedzieć, że martwych od dwóch tysiącleci Żydów raczej się już nie wyleczy? A niby w polskiej służbie zdrowia jest kryzys.

wysłanym tylko na misję do tego szpitala aby jako mugol pomagał czarodziejom przenosić się do Munga.
Albo do Abrahama. Na jego łono, tak konkretnie. Byleby tylko miejsc nie zajmowali.

Z cienia wyjął różdżkę i machnął ją podwójnie
Zaś Pigmejka, czytając tego blogaska, wyjęła z mroku książkę i walnęła się nią w głowę potrójnie.
Ekhm... Czy tylko mi ten fragment kojarzy się z czynnościami autoerotycznymi? ^^”

a ciało dziecka znikło a zdezorientowanym lekarzom usuną się kawałek pamięci w roli głównej z chłopcem.
Ałtorce chyba usuną się kawałek pamięci w roli głównej z gramatyką.

W szpitalu św. Munga spokojnie mogli pomóc dla chłopca gdyby nie parę utrudnień.
Może dlatego, że chcieli pomóc dla chłopca, a nie chłopcu.

Najpoważniejsza była krew chłopca niezgadzająca się z krwią Jamesa albo Liliann.
Krew była w fazie buntu. Nosiła glany i farbowała włosy na zielono oraz kłóciła się z kim popadnie.
Aa, to oni jeszcze z tych trupów krew spuścili? Słusznie, co się będzie marnować. Prawdziwie ekologiczna inicjatywa.

W szpitalu każdy czarodziej, nie wiedząc o tym ma choć trochę swojej krwi dla bezpieczeństwa jeśli ma już pięć lat.
Hmm... To ta krew jest pobierana od nich jakoś potajemnie bez ich wiedzy? Kurczę, to chyba gorsze od podsłuchów!
Czarodzieje uznali, że dzieci poniżej pięciu lat ratować nie ma po co. Wszystko drożeje, a żyć trzeba...

Chłopiec ani nie miał odpowiedniego wieku a jego rodziców Krew nie pasowała. Umierał.
Ale zaraz, to w krainie czarodziei każdy ma inną grupę krwi, że nie mogli jej przetoczyć od kogolwiek innego? O kurczę, to ja chyba cieszę się, że jestem mugolką...
A na co on umierał tak w ogóle? Bo ten latający niemowlak (znany szerzej jako Avada) nic mu przecież nie zrobił. :/ A tu aż trzeba krew przetaczać... Może Albus zdołał już oderżnąć mu to i owo i rozesłać do gazet?

Był skatowany, wykrwawiony i na dodatek widoczne były wcześniejsze ślady bicia co oznaczało iż to nie był pierwszy ‘ wybuch wuja’
To znaczy Vernon wyssał mu tę krew, dobrze rozumiem?
Harry ma tak dużą rodzinę, że tym wujem mógł być praktycznie każdy. Może to Remus ćwiczył na nim aportowanie?

jak powiedziała dla mugolskiego lekarza jedna z ciotek syna Petuni Dursley, siostry Liliann i opiekunki chłopca.
*próbuje zrozumieć powyższe zdanie*
*poddaje się*

Ktoś był jednocześnie ciotką Dudleya, Petunii i opiekunki Harrego? Kurde, to jakieś galopujące kazirodztwo! Może tym wujem był niejaki Joseph F.?

Siostra Vernona Dursleya, męża Petunii znalazła dziecko w komórce pod schodami i przywiozła go natychmiast do szpitala.
Dobrze, że półtorarocznego dzieciaka w piwnicy nie trzymali. >.<
Ja bym nie była tego taka pewna. =.=”

Dumbledore gdy się dowiedział o zajściu poczuł się strasznie. Wiedział że Syriusz nigdy mu nie wybaczy iż to jemu nie oddano po śmierci Liliann i Jamesa, chłopca.
Tak, wrzucajmy wyrazy w dowolne miejsce w zdaniu, bo na co komu składnia, czemu nie.
Syriusz nigdy mu nie wybaczy, że nie pozwolił rocznego dzieciaka wysłać razem z nim do Azkabanu?

Syriusz i Dorcas mieli przyjść za parę minut a on sam nie wiedział jak im powiedzieć o całym zajściu. Przyprowadził ich do środka Severus Snape a gdy miał się wycofać panna Meadsown poprosiła aby został.
To Albus i Severus mieszkają tak... razem? A Snape już po coming-oucie, czy jeszcze przed?

- Wydarzył się wypadek- Zaczął mężczyzna a wszyscy trzej młodzi dorośli wyprostowali się.
Młodzi dorośli, stare dzieci i zgrzybiałe noworodki. Wszystko jest możliwe w tym czarodziejskim świecie. :D
- Zanim Syriuszu wybuchniesz wysłuchaj mnie. Harry jest w szpitalu na oddziale krytycznym.
Prawdopodobnie jego mózg wypłynął uszami, więc do końca życia będzie warzywem... w końcu czego się spodziewać, to był całkiem długi pociąg. Przynajmniej 40 wagonów. Ale nie martw się, pozwoliłem sobie w twoim imieniu podpisać zgodę na pobranie jego narządów do przeszczepu. Dają za to kupę kasy. Ok, teraz już możesz wybuchać.

Pomyliłem się co do tego gdzie ma zamieszkać a prze zemnie został pobity przez swojego wujka, męża siostry Liliann.
Rzeczywiście, nie musiałem używać chłopca jako tarczy podczas naszej ostatniej pijackiej burdy. Przyznaję, mój błąd.

Dziwna sprawa jest taka iż potrzebuje krwi a zapasy ani Lili ani Jamesa nie pasują do chłopca krwi. Wytłumaczycie mi to?- Spytał spokojnie. Syriusz ścisnął pięści i uspakajał się powoli.
Po prostu Harry został niepokalanie poczęty w probówce, a jego prawdziwymi rodzicami są Jola Rutowicz i Darth Vader.

- To jakaś pomyłka, James i Liliann na pewno...- Zaczął Black ale Dorcas wstała.
- James nie był ojcem Harryego- Powiedziała panna Meadsown. Syriusz chciał zaprzeczyć ale podniosła rękę
- Harryego ojcem jesteś ty, Severusie- Powiedziała poważnie
- Harrego ojcem ty żeś jest – powiedział Mistrz Yoda.
- Ja... żem? - odparł średnio inteligentnie Severus.
- Jasne i co jeszcze?- Spytał
Przykro mi, Snape. Tajne Służy Zdrowia oprócz kilku litrów krwi wykradły ci nieco spermy. Mwahahahaha!
*wyobraża sobie okoliczności pobrania próbki badawczej*

- Co ty opowiadasz? Nasza Lilka i ten śmierciożerca?- Spytał Black. Snape tylko zazgrzytał zębami ale nie przejął się.
Snape ciągle zgrzyta zębami – po prostu taki ma styl.Ma szczękościsk pewnie.

- Dlaczego nic mi nie powiedziała?!- Wrzasnął Snape.
Widać jak na dłoni, że się nie przejął, prawda?Ależ skąd. Jest oazą spokoju... pierdolonym, kurwa, zajebiście wyluzowanym kwiatem na tafli jeziora.

- Człowieku, wiesz o czym mówisz? Pamiętasz w ogóle cokolwiek z waszego ‘ związku’?
- Masz na myśli te chwile, kiedy nie byliśmy na haju? - Severus przetarł dłonią pobladłą nagle twarz. - Kobieto, nie chcę tego pamiętać. Nigdy.

Chciała Ci powiedzieć ale... Odeszła tej samej nocy co miała ciebie powiadomić- Dorcas nie była zadowolona że po śmierci Liliann to ona musi o wszystkim opowiadać dla Snape
Hm, czy Ałtorka nie zna polskich przypadków, czy też jest nielegalną imigrantką ze wschodu, że tak wciąż używa tego „dla”?
Sądząc po całości gramatyki w tym blogasku – obstawiam to pierwsze.

Snape wyszedł z gabinetu trzaskając drzwiami zanim Dorcas odzyskała świadomość
Czyli z przejęcia film jej się urwał?

i powiadomiła go aby poszedł do szpitala i pomógł dla chłopca. Snape wszedł do swoich kwater i wziął butelkę z whisky po ramię.
Butelka aż po ramię? To chyba wanna była, nie butelka. :))
Może to taki szklany karabin wypełniony gorzałą? Pewnie dostawali takie na pamiątkę przystąpienia do śmierciożerców.

Wszedł do sypialni i upił łyk alkoholu. Położył się wygodnie i przypominał sobie chwile w których Lili dawała mu znaki iż jest w ciąży.
Dawała mu znaki dymne. Bo kiedy wspominała, że od dwóch miesięcy nie ma okresu, nie łapał aluzji.

Zasnął po drugiej nad ranem a do tego czasu wypił półtora butelki alkoholu.
Czyli około 1000 litrów. Brawo, Snape, jesteś lepszy niż smok wawelski.
Snape nie bez kozery jest nazywany Mistrzem Eliksirów.^^

Obudził się z kacem ale była sobota więc leżał spokojnie na łóżku zastanawiając się o czym zapomniał. Coś mu mówiło iż coś ominął i to ważnego. Na śniadanie nie poszedł jednak na obiad musiał a tam Dumbledore od razu zabrał go do gabinetu.
- Severusie, oczekiwałem od ciebie więcej rozumu! Musiałeś od razu się upijać!? Widać po tobie z daleka że ledwo stoisz na nogach a w szpitalu umiera twój syn!- Krzyczał co mu się rzadko zdawało.
Zdawało mu się, że krzyczy? Cholera, czy oni tam wszyscy ciągną jakieś ciężkie dragi?!
No ałtorka bez wątpienia. Może my też powinnyśmy?

Severus walnął się w czoło. Teraz wiedział o czym zapomniał.
Taki tam szczegół. Każdemu by umknęło.
No przecież. Kasa za narządy!
- Idź zrób coś z sobą a następnie pojedziemy do szpitala. Razem- Powiedział Albus.
Koleją pojedziemy! Do Londynu! Osobowym! Z piętnastoma przesiadkami! No chyba zdążą mu wszystko powycinać do tego czasu, nie?

Mężczyzna wybiegł z gabinetu i biegł mimo iż wścibskie oczy uczniów wędrowały za nim.
*Wyobraża sobie oczy pełznące po posadzce*

Po godzinie stał znowu u Dumbledore. Przenieśli się świstoklikiem do szpitala gdzie panował wielki chaos.
Przez jednego niemowlaka? A może nawiedziła ich plaga latających bachorów?
Nie, to sanepid postanowił skontrolować zużycie zapasów spirytusu medycznego.

Obaj poszli tam a weszli na kolorowy korytarz gdzie każdy pokój był taki sam. Do każdego pomieszczenia były drewniane drzwi ale nie było ścian a wielkie okna.
*Zastanawia się, co było zamiast podłogi i sufitu*
Po chwili wyminął ich wielki biały królik z zegarkiem w ręku, a dziwny facet w czarnej masce powiedział Albusowi, że jest jego ojcem. Obaj z Severusem uznali, że to był zajebiście dobry tripp.

Szli daleko i w końcu znaleźli odpowiednią salę. Black siedział na kanapie postawionej naprzeciwko łóżka a na jego kolanach leżała głowa śpiącej Dorcas.
Sama głowa. Reszta ciała leżała zakrwawiona w kącie.
Ją też postanowili rozparcelować na narządy. Hurt nie detal.

Mały Harry był podłączony do setek kabelków
Przez które płynęło do jego ciałka tysiące volcików.

a na stoliczkach było dziesiątki eliksirów, niektóre pełne inne już w połowie zużyte. Gdy obaj weszli Black wstał mimo iż zrzucił Dorcas która jęknęła i chciała nawrzeszczeć na narzeczonego
Aaaa, to oni są parą!!! A ja się od początku zastanawiam, co to w ogóle za baba. :D

ale zobaczy kto przyszedł i odetchnęła z ulgą. Bez żadnych słów złapała Snape za ramię i pociągnęła do lekarza.
- Mam go, to jest ojciec Harryego- Powiedziała na wstępie a pediatra uśmiechnął się. Meadsown wróciła do pokoju młodego Pottera lub Snape a Severus poszedł do laboratorium.
Snape lub Severus lub Dorcas? Pogubiłam się :(

Piętnaście minut trwało sprawdzanie zgodności krwi.
- 100%- Powiedział Mark Stemples który sprawdzał zgodności.
Dobrze, że nie 75%. To by była dopiero zagwostka!
Nazwisko laboranta jest kluczowe dla fabuły. To wręcz kwestia życia i śmierci.

Snape chciał przekląć ale długa igła wbiła mu się w ramię i jakaś młoda pielęgniarka nabierała do środka krew.
Do igły? Może to była rynna?

Po paru minutach w końcu wszystko się skończyło a wszyscy wyszli jak gdyby nic się nie stało. Tylko Severus został z nadal cieknącą krwią z rany którą zrobiła strzykawka.
To chyba był tasak, nie strzykawka.
Snape jest tak gruboskórny, że musieli użyć dłuta i przecinaka.
- Wspaniała opieka- Warkną ale szybko usuną krew zaklęciem. Wyszedł i skierował się w stronę pokoju dziecka Liliann… nie to także mój syn. ‘100%’ To mój syn.
I on się łudzi, że zbieżność grupy krwi daje 100 procent pewności ojcostwa? Naiwniak.
- I…?- Spytał Black mając nadzieje że test wykaże iż jednak pomylili się co do krwi Jamesa lub Liliann i to jego przyjaciel, już zmarły, jest ojcem chłopca.
I, w konsekwencji, że dzieciak wkrótce odwali kitę. Ale czego się nie robi w imię zasad.
- 100%- Powiedział spokojnie a Black walnął głową o ścianę. Dumbledore słysząc słowa Snape uśmiechnął się spokojnie. Wiedział dokładnie iż mimo to były śmierciożercy swojego dziecka nie zostawi a dla bezpieczeństwa nie opuści także Hogwartu. Czuł że Severus już się przyzwyczaił do roli ojca.
Tak, zaczął nawet prenumerować czasopismo o wychowywaniu niemowląt i kupił pieluszki, grzechotki i zestaw śpioszków.
Zapobiegliwie zaopatrzył się też w beczkę i solidny właz do piwnicy.
- Wspaniale Severusie, musisz zmienić nazwisko dla Harryego- Powiedział z uśmiechem. Reakcja Blacka była dość ciekawa. Najpierw zbladł, potem zzieleniał a na końcu wrzasnął na cały oddział ‘nie’.
Po czym wyskoczył oknem. *patrzy z nadzieją*

Dorcas walnęła go po głowie, więc ucichł,
To się nazywa przemoc w rodzinie.

ale patrzył na Dumbledore z podełba. Dla Severusa to było za dużo. Miał zmienić nazwisko dla chłopca a przy tym się nim zaopiekować.
Idealny tatuś, nie ma co.
Skoro zrobienie dwóch rzeczy naraz go przerasta...

- Albusie, to nie jest dobry pomysł- Powiedział Snape.
- Właśnie, pierwszy raz…- Zaczął Black ale Meadsown walnęła go w biodro.
Wałkiem go, wałkiem! ... No dobra, patelnia też może być!

- Severusie, więcej wiary nie zaszkodzi. To twoje dziecko i powinno nosić nazwisko ojca oraz to ty musisz nim się opiekować- Powiedział Dumbledore spokojnie ale w jego oczach było coś co mówiło aby się nie kłócić.
Rozdział II

Harry nie budził się po podaniu krwi oraz paru eliksirów. Normalne to nie było
Oczywiście, przecież transfuzje powinny każdego wybudzić ze śpiączki po oberwaniu latającym niemowlakiem. *kiwa głową*
Dumbledore wrócił go Hogwartu aby sprawdzić czy wszystko w porządku. Więc tylko trójka dorosłych została w szpitalu przy chłopcu.
A Snape to nie ma jakichś lekcji czy czegoś...?
Dopiero kiedy Black i Meadsown poszli coś zjeść, Severus podszedł do chłopca najciszej jak potrafił. Dotknął jego rączki a ta drgnęła. Z chłopca wydał się jęk a później zaczął płakać.
No tak, lekarze głowią się, co jest dziecku, że się nie budzi, a okazuje się, że wystarczyło je lekko szturchnąć.
Kijem je, kijem! I poprawić łopatą!

-Cholera, że to właśnie teraz zachciało im się jeść- Szepną. Chłopiec rozpłakał się całkowicie więc nie widząc innego rozwiązania wziął swojego synka na rączki.
Cóż, Tyranozaurus Rex też miał rączki, to i Snape może mieć.
Jednocześnie wyrywając z jego drobnego ciałka dziesiątki igieł, rurek i kabelków. Krew bryznęła na białe kafelki, a dziecko ucichło już definitywnie.

Ten się przytulił do niego ale nie otworzył oczu. Przestał płakać gdy ten ‘mężczyzn’ cicho powiedział mu iż jest bezpieczny.
Ten „mężczyzn”? Kurczę... czyżby te plemniki mu zabrali razem z ich hmm.... źródłem pochodzenia?!
No wiesz, skoro Snape tak pomieszkuje z Dumbledorem... Kto wie, który z nich jest tą bardziej męską stroną. ^^

Nie wiedząc kiedy zaczął kołysać dziecko które znowu zapadło w sen jednak teraz w już w spokojny. To było dziwne doznanie: chłopiec przestał płakać na jego rękach co dało mu wiele sił.
Ale dziecku czy Snape’owi dało wiele sił? Kurczę, nie wiedziałam, że zasypianie na rękach może mieć takie działanie. ^^
Bo Snape nie marnuje czasu – zaczął dzieciaka wyciskać na klatę.

- Obudził się?- Spytał Black a Snape tylko skinął głową. Chłopiec w tamtej chwili otworzył soczyście zielone oczka i patrzył na osobę która go trzymała ze zdziwieniem i zmieszaniem.
Zmieszany niemowlak. Ok, czemu nie.
Zmieszany Snape? Już prędzej niemowlak.

Dorcas wyszła ze złym Syriuszem na korytarz
- Zły Syriusz! - mówiła stanowczo. - Niedobry! Nie będzie krakersa.

a Severus nie wiedział jak zacząć. Nie znał chłopca, nie wiedział nawet czy takie dziecko potrafi mówić.
Ależ tak. Poza tym zna już teorie Einsteina i podstawy biologii molekularnej.

Szczerze, to nic nie wiedział o dzieciach. Od śmierci przez stres uratował go magomedyk przychodzący na obchód.
Śmierć przez stres – teraz już rozumiem, czemu SESJA to tak naprawdę System Eliminacji Studentów. Ała...

czwartek, 10 grudnia 2009

Z pamiętnika Różowej Landrynki, czyli Sakura w Akatsuki - część 4

Witajcie!
Dziś prezentujemy czwartą i (na razie) ostatnią część analizy blogaska opisującego erotyczne podboje Sakury. Tym razem ofiarą bohaterki staje się Sasuke, przy czym jest jeszcze bardziej głupio, kiczowato i beznadziejnie. Wprawdzie nie ma tu kanapo-łóżko-śpiworów, ale są czerwone róże i myśląca obora, a Orochimaru zostaje drag queen. Ponadto, mamy tu do czynienia z ciekawym połączeniem motywów zarówno ze świata kultury, jak i nauki. Sasuke ćwiczy inuicki śpiew gardłowy, nosi indiański naszyjnik z zębów, ćwiczy się w sztuce malowania penisem - i na dodatek ma potęgę Priapa. Mimo tych wszystkich analogii kulturowych, odcinek ten mógłby się zwać "Życie seksualne cyborgów", jakimi najwidoczniej jest dwójka bohaterów. Sasuke ma w ustach fotokomórkę, Sakura guzik włączający zmysłowość, a ich ciała działają na autopilota. Poza tym będziemy mogli obejrzeć taniec godowy pralek.
Indżoj!

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka.

-->
[12] Odnalezienie Sasuke.
Zanim notka, najpierw chcę coś wyjaśnić. ~X_Sakura_X zapytała, skąd w namiocie wzięło się łóżko i kanapa. Hmmm... powiedzmy, że co do łóżka to była pomyłka (chodziło o śpiwór).
No tak, ja też zazwyczaj wchodzę do mojego łóżka do środka i się w nie zawijam. Łatwo w tej sytuacji pomylić je ze śpiworem.

A jeśli chodzi o kanapę, to była dmuchana, tak że można było ją zwinąć do małych rozmiarów.
Dmuchana kanapa zmieściła się w śpiworze? I tak szacun...
Taa, jasne, bo my jesteśmy pierwsze naiwne.
Itachi poszedł się wykąpać do pobliskiego jeziorka, a Sakura zwijała namiot, śpiwór i inne sprzęty.
Kanapę i łóżko. ^^
Pejcze, kajdanki, wibratory…
PS. Itachi hołduje zwyczajom kultury patriarchalnej: niech kobieta haruje, a on pójdzie się zrelaksować.
No co, jemu się też coś od życia należy. Tak się biedaczek w nocy napracował – i tak, i siak, i z narratorem, i bez narratora – a na końcu klapa.

Przed oczami miała cały czas swojego kochanka, a dokładniej to co wczoraj robili.
To się nazywa omamy wzrokowe.

Nieświadomie zapakowała kanapę do worka na śpiwór,
Bo, jak już wiecie, śpiwór był tak duży, że w pokrowcu na niego spokojnie mieściła się kanapa.

a swoje ubrania zapakowała do plecaka Itasia.
A namiot pewnie do swojej kosmetyczki.Sakura wczuwa się w klimat misji – dalszą drogę przejdzie na golasa.

Potem poszła pozbierać coś zdatnego do zjedzenia.
Korzonki, liście, martwe myszy...I ślimaki, nie zapominaj o ślimakach! ^^

Gdy wróciła z koszyczkiem jagód, Itachi siedział na ziemi i nad czymś rozmyślał.
- Co się stało, kochanie? Nic ci nie jest?
- Iie. Może już chodźmy.
IE mu jest? Internet Explorer nową odmianą grypy?!Może Itachiemu się sterowniki do Sharingana aktualizują?

Las robił się coraz gęstrzy, robiło się coraz ciemniej.
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, z kim seks tym razem będzie...?

W dodatku Itachi nie miał humoru. Sakura próbowała go rozweselić, ale po kilku próbach zrezygnowała.
Już ją zaliczył, to co się będzie teraz spoufalał...

Była bardzo ciekawa o czym on myśli.
Pewnie o swojej nocnej porażce.

- Pamiętasz, mówiłaś nam kiedyś, że nie jesteś już dziewicą.
- Tak? Nie pamiętam. Ale to prawda.
- W takim razie z kim ty "to" zrobiłaś?
I znowu to wstydliwe „to”. Zupełnie jakby ałtorka nie opisywała przed chwilą uprawiania seksu na wszelkie możliwe sposoby… to znaczy rzeczywiście nie opisywała, bo to wszystko zostało bezczelnie zerżnięte z jakiegoś porno-opowiadanka…
- Heh, zadałeś dziwne pytanie.
No tak, to jakby pytać niektórych pań, kiedy kupiły sobie pierwsze białe kozaczki.

Po raz pierwszy poszłam do łóżka z moim przyjacielem. Oboje byliśmy niedoświadczeni.
Noo, bo na ogół przy tzw. „pierwszym razie” ma się już za sobą minimum 5 lat doświadczenia.
Jak sama nazwa wskazuje.
Nazywał się... Naruto Uzumaki. Zrobiliśmy to na łące po treningu. Dosyć dziwne miejsce, co nie?
No tak, bo kanapa, która tak naprawdę jest łóżkiem, o pardon, śpiworem, do tego w środku lasu, jest miejscem absolutnie normalnym.
No wiesz, dla ałtorki najwyraźniej najodpowiedniejszym miejscem do „pierwszego razu” jest gimnazjalna toaleta, ewentualnie tylne siedzenie Golfa.
- Za niedługo będziemy się musieli rozdzielić. Aha, zdejmij płaszcz.
Niech się od razu cała rozbierze, szybciej pójdzie.
Przecież i tak już jest goła... -.-''
Sasuke nie może wiedzieć, że jesteś w Akatsuki.Taa, na wieść, że Itachi pracuje w tej samej organizacji co Sakura, straciłby dla brata resztki szacunku. I słusznie.
Haruno zastanawiała się, jak rozegrać misję, tak aby młodzy Uchiha o niczym się nie dowiedział.
Żeby nie dowiedział się, że został zgwałcony i porwany? Będzie trzeba naprawdę silnych prochów… Może pavulonik? Dla wszystkich? *dzika nadzieja*A może od razu do piachu?
"Napierw trzeba go znaleść, potem cała reszta"- pomyślała.
I tak pokrzepiona na duchu tym misternym planem, zaczęła myśleć o ciekawszych rzeczach – na przykład o seksie.
Sakura nie lubiła improwizować. Wolała wszystko przemyśleć. Jednak bardzo często działała pod wpływem impulsu.
Ach, te nastolatki i ich konflikty wewnętrzne... T.T

Zawsze ma pełno energi i bardzo często się uśmiecha.
To fajnie. Ale co nas to w tym momencie obchodzi?
Jednak wiele razy płakała.
o.O ?
Rzeczywiście, kluczowa informacja. Kolejna… =.=”

Każdy człowiek jest inny, jednak zielonooka była i jest szczególna.
Ooo, to na pewno. Takiej… hmm… „damy negocjowanej cnoty” nie spotyka się każdego dnia…Tak, jest dzieckiem specjalnej troski, kurwa.

Itachi wspominał wszystkie swoje kochanki (a było ich sporo), jednak to Haruno cenił najbardziej. Sam nie wiedział dlaczego.
To te stokrotki porastające jej ciało, mówię wam.

Tak bardzo się zamyślił, że nie zauważył wystającej gałęzi. Oczywiście, potknął się i upadł na Sakurę. Ta straciła równowagę i we dwójkę wylądowali na ziemi. Sakura leżała na plecach, a na niej Itachi.
- Przepraszam, zamyśliłem się. Zejdę może już z ciebie.
- Mnie się podoba.
WIEMY. Sakurze po prostu podoba się zawsze. „W każdym miejscu, w każdym czasie, wciąż myślała o kutasie.”, że znów zacytuję Wieszcza.
Fetysz leżenia w piachu i liściach? Cóż, są różne gusta...

- Kotku, nie czas i miejsce na tego typu rzeczy...
- No to kiedy będzie? Jeśli dziś znajdziemy Sasuke, nie będę się mogła z Tobą spotykać.
- Pamiętaj, Itachi, nie uprawialiśmy dzikiego, namiętnego seksu już od 5 godzin i 47 minut! Ile można czekać? Co, moje potrzeby się dla ciebie nie liczą?!
Bierz mnie teraz! Te szyszki wbijające mi się w plecy kręcą mnie niesamowicie!

Itachi namiętnie pocałował Sakurę. Ta oddała pocałunek, a potem włożyła mu język do ust.
Wciąż leżąc na plecach? To chyba musiała sobie ten język najpierw wyrwać...Jak Orochimaru. Fuuuj...

Itasiowi zrobiło się przyjemnie.
Itachi ma w ustach fotokomórkę – jak mu się coś w nie wsadzi, robi mu się przyjemnie. Może to być język, może to być… ugh, nieważne. ^^”

Ale wszystko co dobre, wkońcu się kończy.
Sądząc po tym stwierdzeniu, całowali się mniej więcej tyle czasu, ile patrzyli na siebie Elu Thingol i Meliana…
(Przepraszam za profanację Silmarillionu. To się więcej nie powtórzy…)
Wstali z ziemi i znowu skakali po gałęziach.
Jak wesołe wiewióreczki.

Byli bardzo blisko wioski Dźwięku, więc się rozłączyli. Haruno postanowiła rozglądnąć się po okolicy. Najpierw przeszukała mały gajek,
A może grajek? Była sobie raz Sakura, pokochała grajka... Ale grajek miał małego, i skończona bajka...
potem góry, a na końcu skierowała się
Na południe, wzdłuż Anduiny, by dotrzeć do Mordoru.
A nie, to nie ta historia...


na pola treningowe. (...) W końcu, na ostatnim polu zauważyła go.
Odrabiał pańszczyznę na polu ryżowym, bo nie miał czym zapłacić za naukę.

Teraz był wyższy, lepiej zbudowany i o wiele przystojniejszy.
Kształty mu się zaokrągliły przez wakacje. XD

Pod koniec dnia, gdy wracał zmęczony do domu, Sakura postanowła się ujawnić. Stanęła mu na drodze, chcąc, aby się zatrzymał. (...)Zdenerwował się nieco i rozglądnął, jednak na ulicy nikogo więcej nie było.
Gdzie uciekać przed tą cholerną nimfomanką?! – myślał gorączkowo.
Biedaczek, zobaczył przed sobą nagą Sakurę z poletkiem stokrotek tu i ówdzie... Jakby miał w życiu nie dość przesrane.

- Jeżeli masz zamiar sprowadzić mnie z powrotem do Konohy, to Ci się nie uda.
Mam kompletnie zapchany grafik na ten tydzień... W środy jestem wieczorami u Orochimaru, w czwartki... też jestem u Orochimaru, a w piątki... ech... też jestem na noc u Orochimaru... za to w soboty mam spotkania Kółka Mhrrocznych Mścicieli…

- Ale czy ja chcę Cię zabrać do Konohy? Iie. Po prostu chciałam Cię zobaczyć. Dlaczego wydaje ci się, że każdy chce Cię porwać?
- Wiesz, tyle się ostatnio mówi o tych tajwańskich pedofilach… Podobno podają się za organizację terrorystyczną, a naprawdę sprzedają młodych chłopców do burdeli w Kambodży... a dziewczynki do Szwajcarii, do jakiegoś Polańskiego. Ja bym uważał na twoim miejscu.

- Naruto już tyle razy próbował mnie "ratować", więc mnie to znudziło.
Żeby chociaż wymyślił coś ciekawszego niż „Sasuke, kocham cię i chcę mieć z tobą dzieci!” No poważnie, ile można?

- A co powiesz na wspominanie starych czasów?
- A może po prostu założysz sobie konto na Naszej klasie i się ode mnie odchrzanisz?

- Nie mamy co wspominać. Mogłabyś mnie zostawić w spokoju?
- Niestety, nie odpuszczę.- powiedziała Sakura, widząc, że Sasuke się łamie.
Tym razem to kobieta interpretuje bardzo wyraźne „NIE” jako „tak”. Ciekawe.
Bo Sakura po prostu wszystko interpretuje jako „tak”.

- Proszę.
- Eh... no dobra. Chodźmy do mnie.
No i poszli. Sakura osiągnęła pierwszy punkt planu. Była ciekawa, jak spędzą wieczór, a dokładniej, noc.
Niech zgadnę… uprawiając dziki, namiętny seks?
I już zacierała łapki, oblizując się obleśnie.

[13] Tango pożądania
Cha – cha namiętności
Oberek żądzyWalc chuci.
Sakura szła powoli za Sasuke, ciągle mu się przyglądając. Jest teraz bardzo męski, seksowny. Charakter też mu się zmienił. Stał się jakiś bardziej otwarty na ludzi, miły, a za razem opiekuńczy.
Tak, a poznała to po tym, jak wyraźnie dał jej do zrozumienia, że nie chce jej widzieć i nie ma ochoty na rozmowę. No cóż.No wiesz, gdyby to był kanoniczny Sasuke...

Robiło się późno, a niebo zakryły ciemne chmury. Każdy obłoczek zwiastował wielką ulewę, a możliwe również, że burzę.
Te małe, białe, barankowe puchate chmureczki też? To się nazywa zdradliwość pogody...
A czyste, błękitne niebo – to jest dopiero złowieszcze!

Szli już 15 minut w ciszy, co stawało się nie do zniesienia. Sasuke jednak postanowił przerwać dudniącą w uszach ciszę.
Dudniącą ciszę. Nie no, ja przecież nic nie mówię. Ja tu sobie posiedzę i powalę głową w biurko. W ciszy.

- Hej, a tak wogóle, to dlaczego jesteś tutaj? I czy wioska wie, że tu jesteś?
- Chaty nic nie podejrzewają, ale płot i obora powoli zaczynają się domyślać.

- Aha. Jesteśmy na miejscu.
Sasuke miał rację.
Dobrze, że narrator to potwierdził – zaawansowany alzheimer Sasuke na ogół uniemożliwiał mu trafienie do domu.

Stali przed wielkim budynkiem, który przypominał dom rodzinny Uchiha.
W Wiosce Dźwięku? Pod ziemią…?

Sasuke wszedł pierwszy, a zaraz za nim weszła Haruno. (...) Sasuke poszedł zrobić coś do picia. Po kilku minutach przyniósł ciepłą sake w dwóch kubeczkach i butelkę tegoż napoju.
Ej, co to za pijaństwo małoletnich, co? W dodatku picie sake z kubków, jak jakieś menelstwo… wstyd, moi Państwo, wstyd i obraza boska.Dobrze, że nie piją z plastikowych kubeczków albo z butów. :P
A może po prostu wczuwają się w studenckie realia? :))
- Chciałaś wspominać stare czasy, tak?
- Hai, czemu nie? Chyba że masz lepszy pomysł.
- Hmm… Zrobisz mi dobrze, ja ci zapłacę i w końcu się ode mnie odczepisz?

- No... nie. Hej, a pamiętasz jak Naruto zrobił Kakashiemu żart na pierwszym spotkaniu?
- Jasne, pamiętam jego minę.- powiedziała Sakura i zaczęła się głośno śmiać. Sasuke zaraz się przyłączył.
Głośno śmiejący się Sasuke…
*wyobraźnia wykonała nieprawidłową operację i nastąpiło jej zamknięcie*
A sake ubywało. Oboje to udczuli, alkohol zaczął działać, bo było im zdecydowanie za wesoło.
Mi za to jest zdecydowanie niewesoło – a i tak wiem, że najgorsze dopiero przede mną.;(Udczuli? Poczuli to w udach? No cóż... jakoś mnie to w tym blogasku nie dziwi.
Gdy nie było już w niej ani kropli, Sasuke chwiejnym krokiem poszedł do kuchni i po chwili przyniósł kolejną.
To oni się tak spili jedną butelczyną sake? Oj, nędza, nędza...

Jednak tym razem, zamiast usiąść na przeciwko Sakury, usiadł obok niej.
Po trzeciej butelce też wlezie jej na głowę.A po czwartej spróbuje wpełznąć jej do ucha.
Sakura posunęła się dalej, zaczęła Sasuke prawić komplementy.
Sasuke skierował jej dłoń pomiędzy swe uda sugerując, że rzeczywiście posuwa się daleko, ale jakby nie w tę stronę.

Sasuke niechcący położył ręke na dłoni Haruno.
Spostrzegłszy to, cofnął dłoń i otrząsnął ją ze wstrętem.

Obojgu na policzkach pojawiły się wypieki. Potem jeszcze rozmawiali. Zbliżała się 17:00, a oni rozmawiali i flirtowali ze sobą.
To chyba spędzili razem ponad 24 godziny, bo jeszcze niedawno nadchodził wieczór…

Sasuke powiedział coś jeszcze w stylu, że fajnie mu się gadało i sami do końca nie wiedzieli kiedy, zasnęli wtuleni w siebie.
Godzina była 21:30. Sakura obudziła się, rozglądnęła po pokoju, próbując coś sobie przypomnieć. (...) Spojrzała na Sasuke, wyczytując z jego miny, co mu się śni.
A co, chłopak miał zwyczaj krzywić się, piszczeć i machać w powietrzu rękami i nogami przez sen, jak psy i koty?
Z zaciśniętych szczęk i pięści wywnioskowała, że śni o zabiciu Itachiego, zaś to, że chce ją przelecieć wyczytała z… czegoś innego. ^^

Podniosła się z podłogi i poszła do kuchni. Zrobiła kilka kanapek i dzbanek herbaty.
Jasne, jeszcze się nawpierdziela na jego koszt, a co tam…

Gdy się najadła i coś napiła poszła do sypialni Sasuke. (...)W środku nie było zbyt wielu sprzętów, zresztą jak w każdym japońskim domu. Pod ścianą stało wielkie łoże,
Zupełnie jak w każdym japońskim domu. *kiwa głową* Tak w ogóle na co Sasuke takie wielkie łóżko? Urządza tam jakieś afrykańskie orgie? O.o

a tuż obok mała szafka i lampka z czerwonym abażurem.
Mhm… lekko burdelowy ten wystrój. A nie ma czasem pluszowych kajdanek przypiętych u wezgłowia?Może Itachi jest szwaczką?
Haruno wpadła na pewien pomysł. Postanowiła zająć się przygotowaniem nocy.
Słusznie. Bez przygotowań Sakury noc nie nadejdzie.

Z ogrodu urwała kilka karminowych róż. Potem poszła do sklepu z sukniami wieczorowymi.
*facepalm* Niech mi ktoś łaskawie wyjaśni, skąd w kryjówce Orochimaru sklep z sukniami wieczorowymi? Oro kompletuje drużynę drag queens i wyruszy na podbój Konohy jako Priscilla Królowa Pustyni? Przebranie jako Kazekage było zbyt subtelne – ale tym razem musi się udać, nie ma bata!
Sklepy z sukniami otwarte po 21? To chyba tylko takie z czerwonymi firankami i dyskretnymi kabinami...

Po naradzie ze sprzedawczyną kupiła krwisto-czerwoną na ramiączkach.
Ona chce go zabić samym widokiem, czy jak?! Krwistoczerwona sukienka do różowych włosów i zielonych oczu...?... i ramiączka do absolutnego braku biustu? ^^*próbuje trzymać w ryzach wierzgającą wyobraźnię*
Na końcu poszła kupić świece, dla klimatu. Wybrała świeczki zapachowe, a dokładniej różane.
Czerwone róże, różane świeczki i czerwona sukienka. Bohaterka nie słyszała o tym, że co za dużo, to niezdrowo, najwyraźniej.

Zapakowała wszystkie zakupy i wyszła za ulicę.
Za mąż? O.oTo była metafora. Chodziło o to, że ulica stała się... miejscem, gdzie często przebywała. Zwłaszcza, jak widzimy, po 22. ^^
Weszła do pasmanterii i kupiła pasek czarnego materiału. (...)Weszła do środka. Zobaczyła, że gospodarz dalej spał.
Sasuke śpi w najlepsze, podczas gdy jakaś obca baba łazi mu po domu – normalnie ninja pełną gębą.

Poszła na górę, do sypialni. Ustawiła świeczki na podłodze, szafce i parapetach. Wyjęła spod łóżka odtwarzacz i nastawiła płytę na tango argentyńskie. Z róż wyrwała płatki i rozrzuciła je na podłodze. Jedną z nich zostawiła na łóżku. Potem przebrała się w sukienkę, pomalowała rzęsy tuszem i usta czerwoną szminką. Na koniec spięła włosy w śliczny koczek. Była gotowa.
Wyglądała wszak absolutnie i niepodważalnie jak zdzira.

Zapaliła świece i poszła po Sasuke. Ten dopiero się obudził, wyglądał bardzo słodziutko :).
Tak, zapity, na kacu, ze śmierdzącym po alkoholu oddechem – na pewno bardzo słodziutko.

Sakura pomogła mu wstać. Sasuke wstając, delikatnie musnął Haruno w usta.
Czołem. Bo w zasadzie to uderzył ją „z główki”. Bo w zasadzie to cierpiał na okrutnego kaca, a ona tak głośno stukała obcasami...
Ta oddała mu pocałunek.
Zwróciła go listem poleconym.
Spojrzał na Haruno z pożądaniem, tak, że po plecach przeszły jej dreszcze.
Nie ma to jak dreszczowe spojrzenie nastolatka.

Weszli po schodkach do góry. Sasuke otworzył drzwi do swojej sypialni. To co zobaczył, bardzo go zdziwiło.
Od świeczek na parapecie zaczęły palić się firanki a on właśnie uświadomił sobie, że nie wykupił polisy od skutków zawładnięcia przez ałtoreczkę.

Nagle rozległa się muzyka do tanga.
Odtwarzacz muzyki był z czujnikiem ruchu? Cool...
Tak, to mu na kaca pomoże z pewnością. Dobrze, że nie włączyła Burzuma. ;)

Sasuke wyglądał na zaniepokojonego, ale gdy zobaczył minę Sakury, już wiedział, o co jej chodziło.
Mina wyrażała: „Zerżnij mnie mocno, w rytmie cha – cha”.

Złapał Sakurę za rękę i pociągnął na środek pokoju. Ich ciała wiedziały co robić.
Ciała na autopilota? Kurcze... *patrzy z zazdrością*
Zespoiły się w namiętnym tańcu pary kochanków, unoszone na skrzydłach muzyki.
Tak, bo łóżko i stojące na podłodze palące się świeczki tylko trochę im przeszkadzały.*błyskawicznie cofa zazdrość* O jeżu… Mam nadzieję, że moje ciało nie ma funkcji „Zespól się w namiętnym tańcu pary kochanków, unoszone na skrzydłach muzyki”. To byłoby takie upokarzające... =.=”

Sukienka zielonookiej wirowała razem z nią.
Byłoby dziwne, gdyby wirowała bez niej. O.o
Z kolei nie byłoby wcale dziwne, gdyby Sakura wirowała bez sukienki.

Nie wiedziała, że Sasuke umie tańczyć! I to bardzo dobrze.
A ona myślała, że co Sasuke ćwiczył przez te 3 lata u Orochimaru? No tańce latynoamerykańskie przecież!
Oddała mu się, a on ją prowadził.
Normalnie, to powiedziałabym, że *niemamskojarzeń*, ale w tym blogasku już się takie rzeczy działy, że tylko wzruszyć ramionami można.

Sasuke cały czas patrzył w oczy Sakurze, a ona jemu.
Grali w „Kto pierwszy mrugnie”?

Czas płynął, a oni dalej tańczyli. Po chwili Sasuke zabrał z łóżka różę i wziął ją w zęby.
O kurwa… no nie mogę. Nie mogę, naprawdę. Ten kicz mnie przerasta. Przepraszam... *chowa się w emo-kąciku*
Wirowali nadal, każde z nich patrząc na swojego partnera.
Ja się może na tańcu nie znam, ale nie wydaje mi się, aby tango polegało na „wirowaniu”. Co to, pralka Frania, czy jak?!
*czeka na opcję „płukanie” i „pranie wełny”*

Taa, to jest taki nowy rodzaj tanga: „6000 obrotów na minutę”. Jeszcze chwila a wwiercą się w podłogę.

Sasuke wygiął do tyłu Sakurę, wyrzucił rożę i pocałował ją namięnie w usta. Ta oddała pocałunek, otwierając szerzej usta.
Następna z syndromem glonojada... Eh...

Sasuke wykorzystał to i włożył swój język do jej ust.
Pomagając sobie ręką, by dotrzeć do najgłębszych zakamarków – słowem…

Spenetrował jej jamę ustną.
…tak! Nie ma to jak porządna dawka stomatologii dla wzbogacenia pożycia. ^^
Po chwili wyprostował się i powiedział, że w szóstce będzie plomba, ale dwa przedtrzonowe nadają się na kanałowe.

Po chwili ich języki zatańczyły razem taniec pełen miłości, pożądania i namiętności.
W „Pięknej i Bestii” tańczyły talerze, a tu tańczą języki.
Wolałam talerze...

Samowolne migdalenie się poszczególnych narządów... Co to jest, jakiś seks w pozycji „na doktora Frankensteina”?

Sakura odkleiła się od niego i zajęła się szyją.
Swoją.
Najpierw delikatnie lizała jego kark,
Pozwólcie, że zgadnę – wciąż wirując i patrząc mu w oczy? Kurde, które z nich tak właściwie pobierało nauki u Orochimaru?
a potem, dając do zrozumienia, że jest w tym momęcie jej własnością, ugryzła jego skórę.
Ale co było jej własnością? Jego skóra? Sakura jest Łowcą Skór? ^^
Jego kark chyba. Na co on jej, pozostaje nadal tajemnicą. Żeby sobie chociaż zarezerwowała jakąś inną część...

Zostawiła mu na pamiątkę sznur pereł zrobiony przez jej zęby.
Kurczę, te Maryśki są naprawdę cenne. Kryształowe łzy, perłodajne ugryzienia...
Czyli jak – zostawiła mu swoje zęby wbite w kark? Nanizała je na nitkę i założyła mu na szyję?

Okolica ugryzienia zrobiła się czerwona, a malinka nabrała koloru.
To perły, czy malinka w końcu?No i jakiego koloru nabrała? Zielonego? Bordo w ciapki? A w ogóle to nie wiedziałam, że malinki robi się przez UGRYZIENIE... Jak to nigdy nie za późno na naukę! :D
To jest taka „malinka wg ałtoreczki, co to o seksie coś tam niby słyszała, ale nie do końca”. ^^

Zerwała z niego koszulę, a on rozpiął jej włosy.
Bo Sakura nosi włosy zapięte na suwaczek.

Nagle końcówki włosów zielonookiej zamieniły się w kwiaty,
Co absolutnie nie wzbudziło w Sasuke podejrzeń...

a ona stała się jeszcze bardziej zmysłowa.
Ona działa na jakiś włącznik, czy jak?
*Szuka u siebie guzika z napisem „włącz większą zmysłowość”*

Nie, nie rób tego! Nie czytałaś? Wtedy końcówki Twoich włosów zmienią się w kwiaty, a ja sobie nie życzę oglądania na wykładach jakichś pieprzonych rumianków!
... no i kwiaty zwabiają pszczoły... ^^
O.O *natychmiast przestaje szukać guzika*

Stracili nad sobą panowanie. Oboje rozebrali się prawie do naga, pozostała tylko bielizna.
Tak, to niepodważalny dowód, że stracili nad sobą panowanie. Ale do zdjęcia gaci najwyraźniej trzeba im jakiejś głębokiej hipnozy.
Sakura położyła się na łóżku, a on na niej. Sasuke lizał jej brzuch dając upust emocjom.
Ekhm... ale jak ten upust dawał? Tańczył kankana, jodłował, grał na banjo?

[14] Czy my jesteśmy parą?
Po chwili gry wstępnej Sakura postanowiła wprowadzić urozmaicenie. Z pod poduszki wyjęła skrawek materiału i zawiązała Sasuke oczy, tak, że ten nic nie widział. Potem pozwoliła mu kontynuować. Ten z dużym zaciekawieniem dotykał jej ciała, jakby chciał je dokładnie poznać.
Penetrowanie jamy ustnej to było za mało. Teraz pragnął poznać wszelkie zakamarki... Żołądek, jelita, a może nawet ślepą kiszkę? ^^Eee, co to za przyjemność, skoro tylu facetów zapuszczało się tam przed nim – Pain, Deidara, Itachi, narrator...

Delikatnie zębami ściągał jej majtki w dół,
W górę, mimo najszczerszych chęci, jakoś mu nie szło.
a Haruno pomagała spaść w dół jego bokserkom. Sasuke, wciąż nic nie widząc, pieścił jej łechtaczkę,
A skąd w takim razie wiedział, że to na pewno łechtaczka?
*przypomina sobie dowcip o egzaminie z anatomii i kiełbasie*

Może rosło tam wyjątkowo dużo stokrotek? A może pieścił jedynie guzik od poszewki?

Sasuke pobawił się jeszcze jej piersią, a ona jego członkiem.
Oko za oko, ząb za ząb.On na jej piersi budował zamek z klocków LEGO, a ona na jego członku ćwiczyła rzuty ringo do celu.

Włożyła jego członka do ust i pieszcząc go ustami, podniecała go coraz bardziej. Widziała, że Sasuke chce posunąć się dalej, więc zdjęła mu opaskę z oczu.
Taa, nogą chyba.

Sakura położyła się na łóżku i szeroko rozchyliła nogi. Sasuke zbliżał się do niej powoli, aby jej nie wystraszyć.
Taaak, na pewno by się spłoszyła, niczem sarna albo li też jakoby jagnię... I uciekła jak Zosia przed Tadeuszem... >.<
A może Sasuke był najstarszym z trzech dobrze znanych braci i:
„miał chuj długi
I gruby na kształt maczugi,
A po bokach jego były
jak postronki - grube żyły,
Jakieś sęki, jakieś guzy -
Jaja miał jak dwa arbuzy!”?


Przycisnął jej nadgarstki do łóżka, namiętnie całując malinowe usta ukochanej.
Nie dość, że stokrotkowe owłosienie łonowe, to jeszcze zarost w formie malinowych krzaków?„I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie(...)”

Szybko i gwałtownie wszedł w nią, zadając jej dużo bólu.
Zahartowanej w niejednym boju Sakurze? Sasuke rzeczywiście musi był Chujogromem.

Sasuke brutanie poruszał się w niej, jednak Haruno nie czuła już bólu takiego jak wcześniej.
Ja się dziwię, że po tych wszystkich radosnych igraszkach ona nie ma tam czarnej dziury i że w ogóle coś czuje.
Jej pochwa rozmiarami przypominała już
Tunel Mont Blanc. Czasem nawet gubili się tam zbłąkani wędrowcy.W pewnym momencie zawędrowała tam nawet Drużyna Pierścienia.
Ból zamienił się w cudowną rozkosz,
A oto i kolejna ałtoreczkowa „mądrość” - czyli dowolne natężenie bólu po chwili i tak zmieni się w niesamowitą rozkosz, a każdy seks gwarantuje przynajmniej 5 orgazmów. To się nazywa „myślenie życzeniowe”.

a ich jęki i oddech stanowiły jedność.
Podczas uprawiania seksu ćwiczą inuicki śpiew gardłowy? To jest dopiero wyższa tantra. ;)

Sakura była już zmęczona i opadła no łóżko, natomiast Sasuke kontynuował swoją czynność.
*powstrzymujesięodkomentarza*
Swą powinność kontynuował. Z należytą atencją i dostojną miną, z rzadka jedynie drapiąc się po tyłku.

Po chwili odpoczynku Sakura zmieniła pozycję, dając Sasuke większe pole do popisu. Położyła się na brzuchu, a on na niej. Wyprostował ręce i wsparł się na kolanach.
Aha, czyli ona leży, a on klęczy. Przepraszam, on mam zamiar jeździć jej penisem po plecach czy co tam się właściwie wyprawia?
Sakura, nie widząc twarzy Sasuke, jęczała równo, aczkolwiek głośno.
Ja też jęczę równo i głośno, czytając ten blogasek. Ale bynajmniej nie z rozkoszy.

Uchiha poruszał biodrami. Wchodził w nią głęboko, dochodząc do celu.
Czyli w okolice jelit, zapewne.
Pamiętaj, docelowym punktem zawsze są migdałki. W kiszce, jak to mówił imć Zagłoba, zawsze jest usiedzieć niełatwo, a i wychodzić stamtąd – niepolitycznie. ^^

Sakura natomiast poruszała biodrami na boki, pomagając mu coraz bardziej.
Może to jakieś awangardowe malarstwo? Coś jak Pollock, tylko... mniej kolorowe? ;D

Nagle doszli w tym samym momencie.
Znienacka. ;D
Padli zmęczeni na łóżko, uśmiechając się do siebie. (...) Jednak po chwili Haruno przypomniała sobie o misji, więc się ubrała się. Młodszy Uchiha zrobił co ona.
Ha, jaki romantyczny finał. Ou je.
A biedny, przyczajony w krzakach karminowych róż Itachi znowu został z ręką w spodniach.

Haruno wzięła jeszcze raz do ręki opaskę i założyła mu na oczy. Gdy upewniła się, że nic nie widzi, machnęła ręką i w pokoju zjawił się Itachi.
Wkurzony nie na żarty. Nawet sobie strzepnąć porządnie nie dali, mali, niewdzięczni egoiści.

Sasek (...) zdjął z oczu opaskę i zobaczył to, czego nie chciał zobaczyć. W jego sypialni stał nie kto inny, tylko jego własny brat, Itachi.
Najbardziej nie chciał zobaczyć jego wzwiedzionego członka, ale niestety nikt go nie ostrzegł.Przecież i tak jest chujogromem, czego ma się bać? No, chyba, że Itachi jest Priapem. ^^

Wiedział, że musi ochronić Sakurę.
Zaczęła się walka, jednak była inna niż normalna walka ninja.
No tak, awangardowy malarz penisem kontra rozeźlony onanista... W istocie, nie była to normalna walka.

Obaj stali naprzeciw siebie i patrzyli sobie w oczy.
Znowu grali w „kto pierwszy mrugnie”?A może to miało być takie „romantyczne spojrzenie przez całą salę, kiedy cały wszechświat zamiera”?
... Trójkącik? ^^
Widać było, że Sasuke jest słabszy, bo już po kilku minutach opadł zmęczony na podłogę. Itachi popatrzył na niego z pogardą i zaczął iść w kierunku Sakury.
W połowie drogi się rozmyślił i jednak przestał do niej iść. Niewdzięcznica, nie potrafiła go zaspokoić.

Jednak Sasuke wiedział, że musi ją chronić. Stanął przed nią, zasłaniając ją swoim ciałem. Itachi stanął.
Tak, wiemy. Itachi „stoi” już od dobrej chwili – i właśnie w tym problem.

Itachi rzucił w niego kunaiem, trafiając go w nogę. Sasuke przełożył ciężar ciała na drugą nogę.
*Przypomina sobie scenę walki z Czarnym Rycerzem z Monty Pythona*
Cóż za dramatyczna walka... prawda? *zieew*

Wtedy Itachi znalazł się blisko niego. Uderzył go w brzuch z całej siły. Sasuke stracił przytomność. Sakura podbiegła do Itachiego i wtuliła się w niego.
- Nie chciałam tego robić, gomen.
Taa, jasne. A wypieprzyć na wszystkie możliwe sposoby dałaś mu się tak... przypadkiem.„- Kochanie, zrozum, tak jakoś samo wyszło...
- Chyba raczej „weszło”, ty suko!”
- Zmywajmy się stąd.
I już ich nie było. Plan udał się w 100%.
Tak, zwłaszcza podpunkt „bara-bara”.
Itachi chyba ma inne zdanie na ten temat. ^^

Sakura cieszyła się, że nic nie zawaliła. Jednak widziała rozgoryczenie na twarzy Itasia. Czuła, że na to wszystko patrzył. Musiało mu być przykro.
... Że skonczyli, zanim udało mu się dojść. :(

- Itachi?
- Hmmm?
- Czy my... czy jesteśmy parą?
- Związki w Akatsuki są zabronione.
Zwłaszcza zawodowe. Zapobiegliwy Lider usunął nawet wszystkie płoty – żeby nie było przez co skakać.

["Od Ałtorki":]
Hej. Sory, że tak późno. (...) No i ostatnia sprawa, zbieram pierwsze piątki do bierzmowania. No i nie mogę grzeszyć za bardzo. Więc w bliskiej przyszłości hentai nie będzie.
*ROTFL z przytupem*
Aa, to najpierw się przegląda porno w necie, a potem hyc – hyc do spowiedzi... Ładnie to tak? A może by tak księdzu wysłać te tffory?:>
Ale może to dobrze?
Oj, to zdecydowanie dobrze. Wiesz co? Najlepiej nie pisz w ogóle. NIGDY.