piątek, 23 stycznia 2015

Dumb - dumber - Dumbledore, czyli Pupek i Dupek w jednym rżnęli domu (Sylwestrowa Ustawka 3/3)

Szanowni Czytelnicy,
ani pozwu, ani nawet telefonu od prawnika jeszcze nie ma, ale nie tracimy nadziei. Z całą pewnością poinformujemy Was o rozwoju sytuacji. Niestety nic nam również nie wiadomo o Piętnującym Artykule, który został nam obiecany. Lubimy, jak dotrzymuje się obietnic!
No dobrze… w palącym oczekiwaniu na Wkroczenie Majestatu Prawa kończymy powoli tę opkożenadę. Jeżeli po przeczytaniu poprzedniej części pesymistycznie doszliście do wniosku, że gorzej być nie może, to z przyjemnością informujemy was optymistycznie: ależ skąd, może być jeszcze gorzej! Przed wami Dumbledore-gwałciciel, Voldek-uzdrowiciel, harrypodobne coś zupełnie już zdziecinniałe, obrzydliwe opisy macania po prostacie, bełkot, brednie, chaos, ene-due-ryćke-fucke, entliczek-pentliczek, Voldemort-prawiczek, na kogo wypadnie, na tego bęc!


Analizują: Dzidka, Kura, Kalevatar, Pigmejka, Babatunde Wolaka i Jasza

Rozdział 21.

Zgromadzone osoby spoglądały niepewnie na mężczyznę w fioletowej szacie. Ten zaś oczekiwał na opinię przywódcy.
  • Zatem anioł wymknął się spod kontroli? – mężczyzna zwinął raport.
  • Niestety.
  • Z czyjej winy? – zasugerował łagodnie.
  • Mojej. Przegapiłem moment zmiany żywienia i to doprowadziło go do desperacji. Ujawnił się, szukając śmierci.
Borze zielony, nigdy więcej odchudzania! *przerażona*
Ale jakiej zmiany żywienia? Przecież tamta książka dotyczyła magicznych nastolatków, nie aniołów, inaczej cała sprawa wydałaby się dużo szybciej. Chyba że nagle wszyscy młodzi zdolni czarodzieje to aniołowie?
O jeżu, ja ostatnio ciągle mam ochotę na soki warzywne… mutuję w anioła?


Zgromadzeni poruszyli się. Aż takie niedopatrzenie…
  • Masz anioła?
  • Mam. – przytaknął.
  • Spróbuj ponownie uwięzić go pod swoim wpływem. Jeśli to zawiedzie, zgłoś się z tym do mnie.
A ja już go ustawię.


Zebrani rozeszli się a przywódca spojrzał na zdjęcie młodego nastolatka.
Ałtorko. Litości… Czy ty w ogóle czytasz to, co piszesz?
No co. Może nie ma starych nastolatków? Oh wait...


Chłopiec był śliczny. Niesforne, ciemne włosy, zielone oczy. Jeszcze żaden z aniołów nie wzbudzał w nim aż takiej uwagi. Wsunął dłoń pod szatę, wyczuwając twardą erekcję.


tumblr_inline_nehf54mgBH1qb4j8p.png
(https://31.media.tumblr.com/88539d711cad6a82e51d50da9b610640/tumblr_inline_nehf54mgBH1qb4j8p.png)
Miękka erekcja to chyba stan nieco kłopotliwy.
Ani pieścić, ani doić.


Jeśli chłopak się nie podda… Będzie miał miłą zabawkę, zanim ją zabiję.
Ooo, nawet narrator ma jakieś niecne plany!


Harry budzi się przywiązany do łóżka w jakiejś nieznanej mu komnacie. Pojawia się Dumbledore, który wyjaśnia, że porwała go sekta, która poluje na anioły i zabija je. Na niego polowali tym bardziej zawzięcie, że jest aniołem stróżem Voldemorta.

  • Robię to dla twojego dobra. I teraz też cię uratuje.
Czy chcesz tego, czy nie!


  • Niby jak? – Harry uniósł brew.
  • Zabiję tego anioła i będziesz zwykłym chłopcem.
Harry cofnął się, ale wstęgi znów go oplotły. Jak może chcieć go zabić?! On jest aniołem, jak umrze jako anioł, to będzie to śmierć również jako Harry Potter.


Antropomorficzna Persofinikacja poprawił zsuwające się okulary, TAKIE PRZECIEŻ JEST ŻYCIE. TAK MI MÓWIONO. NATURAL­NIE. SAM NIE MAM O TYM POJĘCIA.
http://www.matkapolka.com.pl/picart/osmierci.jpg



Z rozmyślań wyrwał go pocałunek.
To sobie znalazł moment na zamyślanie się...


Szarpnął się, ale nie miał już szans. Drżał, widząc, jak dyrektor zbliża się do niego.
Jeśli Dumbledore dopiero się do niego zbliżał, to jaki pocałunek zbudził Harrego? Albus szedł i za przeproszeniem - głośno cmokał?
A widziałeś kiedyś, jak pocałunek “zdmuchuje” się z dłoni? No właśnie.

  • Uwolnię cię od tego piekła i znów będziesz tym uroczym chłopcem..
Dumbledore szybko zrzucił szatę, a potem widzimy już tylko latarnię morską i sztorm.
No i maszt. I maszt.
Tak było.


***
Voldek, wezwany telepatycznie (raczej przez tajemniczą więź, w tej chwili kumulującą się w okolicach dolnych części pleców) przez Harry’ego, leci na ratunek. Okazuje się, że Dumbledore więzi Pottera w dawnym domu jego rodziców.


Voldemort skupił się i deportował wprost do saloniku Potterów. Na zewnątrz skrzypnęła furtka i Hermiona wyjrzała.
  • Dumbledore. – zameldowała. – Idzie chyba po zakupy, niesie koszyk, listę i pieniądze.
Nikt nie widział jak wchodzi. Ale za to wychodzi z fasonem.
Cja. Dumbel porywa i więzi Harry’ego, ale nie zadba nawet o najprostsze zabezpieczenie domu, tak, że ekipa ratunkowa bez przeszkód aportuje się prosto do salonu. A potem jeszcze beztrosko wychodzi z koszyczkiem po zakupy… Dumb, dumber, Dumbledore.
I jeszcze do tego pieniądze nosi na widoku.
Tymczasem Hermiona ma chyba teleskopowy wzrok, skoro dojrzała nawet listę zakupów…
Tak tak, ci najgorsi przestępcy to tacy na pozór grzeczni i mili ludzie. Zgwałci, pobije, a potem koszyczek, lista - i wio spacerkiem na zakupy, ścieżką między ogródkami, powiewając kapeluszem czarodzieja na lekkim wietrzyku. Nigdy byś nie pomyślał.


Rozeszli się w poszukiwaniu chłopaka. Voldemort ruszył na piętro. Wierzył, że tam będzie chłopak. Ale znalazł dziewczynę nie znalazł go w zrujnowanym pokoju. Za to usłyszał krzyk Belli i rzucił się do drzwi. Przebiegł korytarz i wbiegł do pokoju gościnnego. To, co zobaczył, zdołowało go. Na łóżku leżał Potter. Ubranie miał zdjęte a na udach krew. Najbardziej przerażał jednak widok skrzydeł. Czarnych, niemal zaczynających się topić.
Topić, jak ser na grzance? One nie miały czasem gnić?
Miały wydzielać zapach zgnilizny, gubić pióra i powinna wyciekać z nich czarna, smolista substancja.
Ale Harry jest taki superspeszul, nawet na tle innych aniołów, że jemu się topią zamiast gnić.
Widzę to jakoś tak:


7706722_czernidlak-kolpakowaty.jpg


Podszedł do niego jak automat. [Gdybyście się zagubili w narracji - Voldemort]
Delikatnie uniósł aniołka w górę i przycisnął usta do jego czoła. Harry drgnął i spojrzał na niego nieprzytomnym spojrzeniem.
  • Wszystko będzie dobrze, kotku. – pogładził mu włosy.
  • Dumbledore… - Harry zadrżał.  
  • Nie ma go. Zabieram cię stąd, moje ty słodkie maleństwo.
A puci - puci, ti ti ti robaczku.


Położył chłopaka i wyczarował koc. Owinął go nim, ukrywając nagość. Znikąd pojawili się Śmierciożercy i owinęli również skrzydła.
  • Zgwałcił go, dupek. – Hermiona zatrzasnęła notes. – To są objawy gwałtu na niewinnym ciele anioła.
Eee… to anioła egzorcyzmuje się za pomocą gwałtu, czy to taki nieobowiązkowy dodatek? I gwałt na aniele rozpustnym i występnym w jakiś sposób miałby łagodniejsze skutki? Państwo pozwolą, że sobie haftnę.
A mnie rozbraja to ustawiczne “dupek”. Zaiste, idealne określenie na gwałciciela.
W tym opku jest to najwyraźniej generalne określenie na Dumbledore’a, niezależnie, co by robił. Pupek i Dupek, dwaj antagoniści.


Pupek i Dupek w jednym rżnęli domu,
Pupek - wytwornie, a Dupek - na chama.
Pupek Harrusia macał po kryjomu,
Dupek z zazdrości wrzał jak Fudżijama.


Pupek chędożył co wieczór aniołka
Ledwie miał siłę schodzić na śniadanie,
Dupek samotnie ociosywał kołka,
Marząc, że spuści aniołkowi lanie.


Aż wreszcie warknął: Przebrała się miarka!
Co za bezczelność! Już ja wam pokażę!
Gdzie się nie ruszysz, tam się gzi ta parka,
Lecz to się skończy... Niech no się odważę!


  • To nie ma znaczenia, co je wywołało. Najpierw skupmy się na wyleczeniu go a potem szukajmy zemsty.
Hej! Zemsta, zemsta, zemsta na wroga!


Harry skupił spojrzenie na Voldemorcie. Uśmiechnął się słabo, po czym omdlał. Oni zaś znieśli go na dół i deportowali się z nim. W samą porę, bo minutę później wrócił Dumbledore.
W koszyczku niósł bułki, musztardę, kiszone ogórki i kaszankę.
  • W koszy…- Dumbledore załamał ręce. - O ja głupia cipa, koszyczka zapomniałem!


Od razu poznał obcą magię. Odłożył kosz z zakupami i pobiegł do pokoju. Anioła nie było. Nad łóżkiem wisiał tylko napis.


Policzymy się za to, Dumbledore. Skrzywdziłeś mojego anioła stróża.
"Mojego" było pogrubione, podkreślone na czerwono i na wszelki wypadek zaznaczone moczem i serduszkiem nad “i” i “j”, jak na porachunki prawdziwych samców przystało.

Rozdział 22.


Severus zacisnął usta. Całe szczęście, że miał już gotowy eliksir normujący krążenie. Od razu podał go chłopcu i skrzydła przestały sprawiać wrażenie topiących się.
To one się topiły z powodu zaburzeń krążenia?
Jednym marzną ręce, innym topią się skrzydła.


Voldemort delikatnie przeniósł Pottera do ich sypialni. Ułożył chłopca na łóżku. Hermiona zaraz rzuciła się do swojej torebeczki.
  • Gdzieś tu miałam książkę o leczeniu anioła po atakach zewnętrznych.
Zewnętrznych?!
Wewnętrznym byłby zapewne atak wyrostka.


Voldemort przewrócił oczami. Jasne, zmieściła sporą księgę w małą torebeczkę. Po chwili zirytowana dziewczyna obróciła ją i wtedy wysypała się na podłogę stera książek.
  • No proszę, to zaklęcie poziomu siódmej klasy. – zauważył, siadając przy aniołku.
  • Wiem. Jestem za bystra na swój wiek. – zachichotała, przeglądając księgi.
Bo ja wiem? Jesteście właśnie w siódmej klasie...
Twój przyjaciel został zgwałcony, tak, to jest idealny moment, żeby chichotać i popisywać się wiedzą.
Może ten chichot był histeryczny, traumą indukowany.

Wszyscy szukają leku na obrażenia Harry’ego:
Nic… siedemdziesiąt dwie księgi i nic. Żadnego leku czy nawet maści.
Czy naprawdę nie było nigdzie napisane, co zrobić, jeżeli szukający spadnie ze swojej miotły i nadzieje się... przprszm.


Jego skrzydła już były odrobinę jaśniejsze. Chłopak spróbował się podnieść, ale Voldemort podbiegł i sam położył się koło niego.
I to było TO lekarstwo.
Prawie jak kot. Kot się kładzie na bolących miejscach. (Albo skacze w nocy z parapetu na twój żołądek *ponuro*)


  • Szukamy leku. – pogładził mu włosy.
  • Ty jesteś moim lekiem. – Harry schował nos w zagłębienie jego szyi.
Wypisujesz hasła w mojej dłoni,
Potem różdżką ślad samopiszącego pióra drzesz...


Voldemort zarumienił się. Oczywiście Potter podniósł głowę i musiał to zobaczyć. Zachichotał.
  • Co? – Voldemort starał się przywołać zdziwienie.
Accio zdziwienie!


  • Jesteś czerwony na buzi. – chłopak podniósł się i przysunął bliżej.
Zarumieniona buzia Voldemorta. What has been seen cannot be unseen. Dajcie mi siekierę...




Wówczas Voldemort zrobił coś bardzo głupiego.
Żeby tylko on jeden...


Bynajmniej [ghrrrr!] tak uważał. Przechylił się i przywarł delikatnie do ust anioła. Polizał jego wargi a ten jęknął i uchylił je. Harry wysunął język i polizał mu czubek nosa.
Co???
On nie tylko dziecinnieje, on szczeniaczeje…
Całując się, polizał mu czubek nosa? Ale jakoś tak od wewnątrz, czy miał dodatkowy język gdzieś w uchu?
I gdzie Voldemort ma nos?
To już jest Voldek po przemianie, piękny, umięśniony i z wszystkimi częściami ciała na swoim miejscu.


Potem spletli języki  w uroczym pocałunku. Po chwili chłopakowi zabrakło powietrza.
Można by sądzić, że oddychanie przez nos jest w czasie pocałunku stanowczo zakazane.
Potter miał polipy.
Najwyraźniej, skoro z Anną też mu zabrakło.


Odsunął się i westchnął.
  • Dzięki za to. – szepnął, tuląc się.
  • Za co? – Voldemort oblizał usta, smakując pozostałości smaku nastolatka.
Nastolatek miał dziś smak truskawkowy.
Szczęście, że nie serowo-cebulowy.


  • Pokazałeś mi, że mimo wszystko chcesz mnie za anioła.
Anioła jak anioła, ale dobra dupa z ciebie.


  • Przecież nigdy bym cię nie oddał. Jeszcze zobaczysz, jak się zemścimy.


[Voldemort] Zszedł z łóżka i podszedł do szafki. Otworzył ją i zaczął szukać odpowiednich specyfików. Wkrótce znalazł maść przeciwbólową i gojącą rany. Powrócił na łóżko i odkorkował oba specyfiki. Najpierw nałożył ciepłą maść przeciwbólową na okolice odbytu aniołka. Harry przez to pisnął i usiadł.
Na tym bolącym tyłku, a co!
Nie ma to jak adrenalina.
“Odbyt anioła” to przecież symbol Red Hot Chili Peppers.


  • Spokojnie, to tylko ja. – Voldemort pogłaskał go po biodrze.
  • Co… co robisz?! – Anioł obejrzał się.
Voldemort pokazał mu leki.
  • Chce ci ulżyć w cierpieniu. Zagoimy rany i uśmierzymy ból. Nie chce, byś cierpiał. – spojrzał na niego spokojnie.
No proszzzz. Siedemdziesiąt dwie księgi i nic, a tu lek spokojnie sobie stoi w podręcznej apteczce.
I na przeciwbólowe i antyseptyki wpadli dopiero teraz. Geniusze, co jeden to większy.
Było w szafce szukać, a nie w jakichś księgach.


Rany zasklepiły się. Potter przeciągnął się i skrzywił.
  • Nie ma ran ale wciąż boli. – zauważył.
  • Zaraz. Maść mogę nałożyć dopiero pięć minut po zaklęciu. Ale mniej boli? – zatroskał się.
  • Tak, już jest lepiej. A jak nałożysz drugą maść? Też ręką?
A co, wolałbyś członkiem?
Nosem, tym teoretycznym.


  • Tak, tylko tą trzeba będzie głębiej smarować. Wytrzymasz?
  • Oczywiście. Ufam ci, kochany.
Voldemort zachichotał i delikatnie nabrał na palec sporą dawkę. Najpierw delikatnie nasmarował wejście i odrobinę wsunął palec. Harry (delikatnie) syknął i uniósł się do czworaków.
Mieszkańcy czworaków uciekli w popłochu.
Przez wejście.


  • Boli? – zamarł z palcem, czując się jak idiota.
Nie, Voldemorcie, ty nie tylko czujesz się jak idiota. Ty jesteś idiotą.

  • Nie, tylko przyjemnie mi się zrobiło. Jesteś taki delikatny i troskliwy, to się czuje.


http://i.imgur.com/ZzzaICU.gif


  • Rozumiem.
Wyjął palca [co wyjął?!] i ponownie nabrał maści. Miał nadzieję, że starczy mu jej.


Nakładał grubą warstwę, chcąc uniknąć bólu.
No, jego by chyba akurat nie bolało...
A cholera wie, pamiętaj o więzi.


Tym razem palec wsunął mu się cały i delikatnie rozsmarowywał.
Sam się wsunął i sam się rozsmarował. W ten sposób Voldemort stał się człowiekiem nie tylko bez nosa, ale i bez palca.


W pewnej chwili Harry niemal nie zawył.
Niemal nie był cicho. Tak, podwójne zaprzeczenia są takie sprzeczne.
Ach tam “podwójne zaprzeczenia”! Po prostu, poza nierozróżnianiem “bynajmniej” od “przynajmniej” aŁtoreczka nie widzi różnicy między “niemal” a “omal”.


  • To… Co zrobiłeś?
  • To samo co poprzednio. – zamrugał.
  • Ale ja zobaczyłem gwiazdy. – Harry obejrzał się zamglonym wzrokiem.
Tak. I ziemia się zatrzęsła.
Tak. Z pewnością to są rzeczy, które się czuje po gwałcie, i na które w ogóle ma się ochotę zwracać uwagę. Ja przepraszam, ale no krwa mać.


http://uproxx.files.wordpress.com/2013/08/capaldi6.gif


Voldemort znów musnął mu wnętrze i Harry ponownie się szarpnął. Wówczas zrozumiał, w co trafił. Zachichotał, gładząc gruczoł.
Gładząc gruczoł, zachichotał,
Bo się Harry cuś szamotał.
Ach gruczole, ty gruczole
Dobrze pełnisz swoją rolę!
Ja cię trochę pogilgoczę
Bo to takie jest urocze
Ja pogiglam cię paluszkiem...
Ups!… Upierzcie tę poduszkę!


  • Co… w… tym… takie… zabawne…
Potter dyszał i nic nie mógł poradzić, że sam porusza biodrami a jego członek napuchł z podniecenia.
Napuchł? Matko borsko, żeby tylko nie wybuchł!
Nie miałbym nic przeciwko, żeby przy okazji Voldemort dostał odłamkiem.


  • Nic, po prostu wiem już, w co trafiłem.
  • W co? – Harry zacisnął mięśnie, dochodząc.
  • W twoją prostatę. I nie wstydź się, to normalna reakcja na takie coś. – znów nabrał maści, nakładając ją od razu na gruczoł.
  • Naprawdę? – Harry oklapł. – Pobrudziłem prześcieradło… to też normalne?
  • Oczywiście. To oznaka, że ciało było zadowolone. A i ja skończyłem nakładać lek.
A teraz, droga aŁtorko, siądź sobie wygodnie i wykonaj eksperyment myślowy. Wyobraź sobie, że do zgwałconej dziewczyny w szpitalu ktoś przychodzi, niechby nawet jej chłopak, i pod pozorem opatrywania zaczyna się do niej dobierać i molestować.
Mówiąc wprost - wpycha jej paluchy tu i ówdzie, w to zgwałcone.
Obrzydliwe, prawda? Wredny zboczeniec, prawda?
Więc dlaczego, do jasnej cholery, uważasz, że w przypadku mężczyzn to nie jest obrzydliwe tylko… urocze? romantyczne? seksowne?


*poszła zwrócić śniadanie*
W ogóle ten cały opis jest ohydny. O-hyd-ny. Toporny, tępy i anatomiczno-pornograficzny. Cisną mi się pod palce rozmaite słowa, ale postaram się pohamować, jako że dotyczyłyby już niestety bezpośrednio aŁtorki. I byłyby wulgarne.
Oooo, niech ja ją dopadnę, tę aŁtorkę! Już zaczynam zbierać kolczaste gałązki i dorodne pokrzywy. Jak ją pogonię przez miasto…

Po wyzdrowieniu Harry’ego, Voldek zabiera całą ferajnę na wakacje nad morze.
Nie dziwmy się. Skoro: Jeśli mi coś się dzieje, to samo dzieje się z nim, to Voldemort musiał się jakoś pozbierać po ryćkanku z Dumbledorem.


  • Jesteśmy tu już trzy dni a ty często wzdychasz. Powiesz w końcu, co cię trapi? – Harry posmutniał.
  • Chce cię adoptować [kto?], by nikt się do ciebie nie czepiał. – mężczyzna zamarł, czekając na reakcję.
Harry również siedział cicho. Adoptować? Mieć opiekuna prawnego i dokąd wracać? Obrońcę przed wrogami i dyrektorem? I kochanka jednocześnie?
Btw, czy seks pomiędzy adoptowanym dzieckiem a rodzicem nie jest zabroniony przez prawo???!!!
Noweś, czy taki drobiazg może stanąć na drodze Prawdziwej Miłości?


Btw 2, akcja tego opka zaczyna się w wakacje po szóstej klasie. Harry miał urodziny, pamiętacie? Siedemnaste. Znaczy, według prawa czarodziejów jest już pełnoletni i nie potrzebuje żadnego opiekuna prawnego.
Uke zawsze potrzebuje opiekuna, nawet gdy jest już na studiach.


  • Ja… nie wiem co powiedzieć. – wyznał niepewnie.
  • Pomyślałem o tym, jak cię porwał. Nikt by go nie ukarał, bo on się zajmował twoim życiem. Uważają go za twojego opiekuna.
Ach, ten świat, w którym rodzice i opiekunowie z zasady nie są sądzeni za uprowadzenie i gwałt… nie wiem, gdzie jest, ale na pewno nie tutaj.


  • Wiem o co chodzi. I się zgadzam. Jak to będzie wyglądało? – szybko wypił napój do końca.
  • Przerejestrujemy cię w urzędzie międzynarodowym czarodziejów i wyznaczymy mnie na opiekuna. Poświadczysz to swoją krwią i tyle. – Voldemort odetchnął.
Nie spodziewał się, że pójdzie tak łatwo, ale… Harry naprawdę był Chłopcem o Bardzo Małym Rozumku.
Od kiedy Harry dostaje opiekuna, jego Bardzo Mały Rozumek staje się jeszcze mniejszy i następuje galopująca infantylizacja. Trudno się oprzeć na przykład takiej wizji:



***


Anioł spał w najlepsze, gdy do pokoju wszedł Voldemort. Mężczyzna postawił przy stoliku koszyk z owocami i teczkę z papierami. Usiadł przy chłopcu i poszturchał go z westchnieniem. Harry uniósł głowę. Jak tylko go rozpoznał, zawiesił mu się na szyi.
Za nóżkę.


  • I jak? Zgodzili się? – zapytał.
  • Wybacz, że budzę. Musimy wypełnić wniosek i jest z nami pan z urzędu.
W czarodziejskim świecie wprowadzono urzędy mobilne, załatwiające wszystkie sprawy bezpośrednio w domu petenta.


Harry zerknął na blondyna, obserwującego z zapartym tchem Pottera.
  • Pan Potter… Pana sława dotarła aż tutaj. Z miłą chęcią spełnimy pana prośbę.
Khę, khę. A z czego właściwie Harry był sławny w tym alternatywnym świecie? Z pieczenia najlepszych czekoladowych muffinek?
Może z tej książki, co to jej jeszcze nie napisał?
Bo z pewnością nie z tego, że przeznaczone mu było zabić Voldemorta.


***


Harry przejrzał się w lustrze. Wyglądał elegancko w lnianych spodniach i koszulce.
Taka elegancja a’la “Pamiętniki z wakacji”. Z pewnością w Ministerstwie Magii ją docenią.
Poprawił loczek nad czołem, wypiął brzuch, wciągnął pośladki. Po chwili zmienił zdanie. Wciągnął brzuch, wypiął sempiternę.


Niedaleko niego stał identycznie ubrany Voldemort. Sprawdzał, czy ma wszystkie papiery.
  • Gotowy? – zerknął na chłopaka.
  • Tak.
Harry skropił się jeszcze jego perfumami i wyszli. Deportowali się na korytarzu, wprost do ministerstwa.


Widać było, że każdy będzie wiedział o ich przybyciu.
Podziwiajmy to. W Ministerstwie Magii rozwinięto czerwony dywan przed Voldemortem.
Może jakimś cudem Voldiemu udało się rzucić na calutką Anglię Imperiusa…?


Zaraz otoczyli go pracownicy. Przez nich przepchał się blondyn.
  • Witam panów. Gotowi?
  • Tak, oczywiście. – Voldemort objął chłopca.
Poszli za blondynem. Już wcześniej ustalili, że Voldemort wróci do swojego rodowego nazwiska. Nie podeszło mu to wprawdzie, ale karta i tak odczyta go jako Voldemorta.
Cja. A przecież można było to jakoś sensownie rozegrać - skoro Voldek już zmienił wygląd, mógłby też przybrać jakieś inne nazwisko i adoptować Harry’ego nie wzbudzając żadnych podejrzeń!


Wkrótce wkroczyli do pomieszczenia. Harry’ego powitał minister magii.
Wyobraziłam sobie Hitlera w 1942 wkraczającego do gabinetu Churchilla pod rękę z pewną młodą damą i oświadczającego, że życzy sobie adoptować tę oto obecną tutaj 16-letnią Elżbietę Aleksandrę Marię Windsor.
Przy czym oboje są tak samo ubrani. Ona - w lniany kostiumik, on - w lniany garnitur. Ze swastyką wyszytą na kieszonce.
Oraz pachną tymi samymi perfumami.




  • Witamy chłopcze. Jak wakacje? – uścisnął mu dłoń.
  • Doskonale. – Potter uśmiechnął się.
  • Więc ktoś w końcu dopiął swego… tak, wiem o tym, że każdy chciał przejąć opiekę nad Potterem. – uśmiechnął się.
  • Harry został zgwałcony [doskonałe wakacje!] przez pozwolenie Albusa. Wolę się nim zająć osobiście.
Osobiście, rozumiesz?
Kiedyś mówiło się “przyrodzenie”, teraz “pozwolenie”?


  • Strach przed nowym opiekunem ocali chłopca przed zakusami zboczeńców. – Voldemort zacisnął dłoń na ramieniu chłopca.
Syndrom sztokholmski pozwoli mi robić z nim wszystko.
Ale jaki strach, Voldek, przecież nikt się tutaj ciebie nie boi…
U niektórych pająków genitalia samca odłamują się wewnątrz samicy zatykając ją, tak że już inny samiec nie ma jak się do niej dobrać… Może Voldi chce to opatentować?


Harry oparł się o niego. Minister uśmiechnął się, po czym stwierdził, że i tak nie może nic na to poradzić.
Wszyscy aurorzy Ministerstwa wyjechali akurat w delegację do Albanii.


Objaśnił im całą procedurę. Najpierw podpisali się piórami. Potem zaklęciem. Na końcu własną krwią. Pergamin rozbłysnął na złoto i srebrno. Harry schował się za Voldemortem.
  • Nie bój się. To nic groźnego. Tak się miało stać.
Kurwa mać. Harry, który od jedenastego roku życia nic, tylko pakuje się w różne groźne przygody, teraz chowa się za Voldkiem, bo coś błysnęło. Kurwa mać.
Pożegnajmy się z Harrym, którego znaliśmy - teraz to jest dwustuprocentowy uke.
Harry, którego znaliśmy, pozostał na kartach książek J. K. Rowling. To coś z tego opka nawet obok niego nie leżało.
Może to i lepiej, bo nie wiadomo, co by mu zrobiło.
A może to po prostu carpenterowskie COŚ, tylko młodsze?


– minister zaprosił go do przodu.
  • Aha. I co teraz? – spojrzał na Toma.
  • Teraz zostanie to wysłane do ministerstwa w Londynie. Oni zapewne podniosą alarm i będzie przesłuchanie. Ukarzą dyrektora, jak się wyda co doprowadziło do zmiany.
  • Super. Severus będzie dyrkiem a Bellę się wciśnie do uczenia. Może i ciebie…
Stanowisko nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią pewnie, jak co roku, znów wolne…
No oczywiście, wszyscy rodzice na pewno z rozkoszą na to przystaną. Czy może w międzyczasie nastąpiła jakaś amnestia?
Amnezja chyba.


Harry wraca do Hogwartu. Dostaje wezwanie z Ministerstwa, aby niezwłocznie stawił się złożyć wyjaśnienia w sprawie zmiany opiekuna.

Harry pożegnał się z nimi i ruszył do wyjścia. Z urazą zauważył, że stoi tam profesor Dumbledore. Na szczęście sporo dzieciaków szło na zewnątrz, więc był bezpieczny.
Licząc na to, że uwagę profesora zajmie świeże mięsko…


  • Chciałem cię przeprosić. Nie chciałem doprowadzić do gwałtu. – podał mu bukiecik różyczek.
- No wiesz, tak jakoś wyszło. A w ogóle, kto nigdy nie wykorzystał związanego małolata, niech pierwszy rzuci kamieniem!

Harry był świadomy, że obserwują ich nauczyciele. Przyjął więc kwiaty i skinął sztywno głową.
Bo przecież wypada przyjąć kwiaty od gwałciciela. Wszystko inne byłoby niegrzeczne.

  • Harry, uważaj na siebie. Wiem, że przywódca tamtej grupy wie o tobie i już go zainteresowałeś. – szepnął niepewnie, po czym odszedł.
Nie powinien zdradzać swojej grupy. Ale anioł… za długo się nim zajmował. Żal mu było chłopaka, którego w końcu przez szesnaście lat wychowywał. Prawdę powiedziawszy, specjalnie go zgwałcił, by musiał uciekać. W ten sposób nie będzie mógł oddać anioła na rozkaz.
Ooooszzzzywiźźździe. Bo nie mógł mu tego wszystkiego powiedzieć paszczą, jak zwierzę.
Chociaż… jeśli te samousprawiedliwienia mają stanowić element dalszej, konsekwentnej kreacji Dumbledore’a jako zimnego sukinsyna, to pochwalam. Znaczy, pochwalam konsekwencję, nie robienie z Dumbla sukinsyna.
Ja tu nie widzę żadnej konsekwencji. Dumbledore bije, ba, katuje nawet, za chwilę rozmawia wesoło z uczniami, którzy sobie nawet z tego bicia robią żarciki, potem gwałci, potem przychodzi z kwiatkami…
Ktoś tu chyba wziął na serio dowcip o gorylu.


***


Harry otworzył list, dołączony do kwiatków. W sumie miał kwadrans drogi do ministerstwa i mógł poczytać.
Kwadrans? Z Hogwartu do Londynu? Czy może Ministerstwo dla jego wygody przeniosło się do Hogsmeade?
Kominkiem może?
To byłoby błyskawicznie.
Chyba że kominkiem, ale z przesiadkami.
Pewnie na błoniach grzeje silniki jego prywatny odrzutowiec.


Drogi Harry.


Czas zagrać w otwarte karty. Przywódca tej grupy czasem zażądał przekazania anioła do swojego rozporządzenia. Żaden anioł nigdy już nie wrócił. Na ostatnim zebraniu zainteresował się twoim buntem dopiero, jak zobaczył zdjęcie.
Zdjęcie tego buntu?


Nie ukrywam, chciałem tego stosunku z dwóch powodów. Po pierwsze, liczyłem, że uspokoisz się, zanim zwrócisz jeszcze bardziej jego uwagę.
Tak zwany gwałt dyscyplinujący.


A po drugie, miałem nadzieję, że jak nie wypali twoje nawrócenie, to Voldemort zajmie się tym na tyle skutecznie, że będę zmuszony się ukrywać. Tylko to cię uratuje.
Ktoś rozumie, o co chodzi? Voldek ma zająć się nawróceniem Harry’ego na tyle skutecznie, że Dumbel będzie musiał się ukrywać? Ukrywanie się Dumbla uratuje Harry’ego?


Ale uważaj na siebie, aniołku. To, że mnie udało się od ciebie odseparować nie oznacza, że jesteś bezpieczny. Do tej sekcji należy ponad pięćdziesiąt [pięćdziesięciu!] elitarnych łowców. Nie licząc tysięcy innych, mniej wyszkolonych. Bądź ostrożny.
Chyba mamy wyjaśnienie, dlaczego cała reszta bohaterów opka nie ma aniołów stróżów: wszystkich wytłukli “elitarni łowcy”.


Szczerze oddany, Albus.
Trzeba przyznać, ze ten zwrot w tym kontekście brzmi wyjątkowo groteskowo.
“Groteskowo” to wręcz wyjątkowy eufemizm… Ja bym raczej powiedziała “psychopatycznie”.
Został tylko bukiecik różyczek...

Rozdział 25.

Harry mruczał. Wił się pod ciepłą dłonią i wcale mu to nie przeszkadzało.
Wicie się, dłoń, czy jej temperatura? Bo nie wiem.
Mruczenie.


  • Harry…
Teraz był pieszczony po członku. To było takie niesamowite. I te czerwone oczy…
  • Potter!
Młodzieniec wrzasnął, podskoczył i spadł z łóżka. Zamrugał. Głupi sen… Zerknął na sprawcę zamieszania i zobaczył Voldemorta.
  • Każdy anioł jest tak zboczony?
Och, ta urocza aŁtoreczkowa naiwność, która każde zainteresowanie seksem nazywa "zboczeniem"!
I do tego Element Komiczny ze spadaniem z łóżka.
  • Nie. – warknął, chcąc wstać.
Uniemożliwił mu to ciężar między udami. Merlinie, stał mu!
I ważył cztery tony.
Członek-Słoń.
Jak członek stoi, to Harry siedzi, innej opcji nie ma.


  • Jakbym wiedział, że marzysz o mnie w ten sposób, przysłałbym kogoś.
Egzorcystę.


  • Daj spokój! – okrył się szczelnie kołdrą. – Dojrzewam, nie moja wina, że tak reaguje.
Brom bierz.
Nie bedę brombrać!
To przecież normalne, mieć fantazje erotyczne o mordercy swoich rodziców!


  • Oczywiście. – Voldemort położył się na jego łóżku.
  • Chciałeś coś? – chłopak usiadł na łóżku.
Już mu opadło?


  • Nie. W sumie… jakoś nie mogłem zasnąć bez pewnego anioła, który by mnie zwalał z łóżka.
Harry roześmiał się i położył koło niego. Wtulił twarz w koszulkę nocną Voldemorta,
Koszulkę. KOSZULKĘ.
Widzę je, widzę, te bufki i falbanki.
A ja widzę coś takiego:




wzdychając z ulgą. Ten objął go, palcami gładząc mu plecy.
  • Chciałbyś mnie, prawda. – Harry wiedział, że tak jest w rzeczywistości.
  • Czy to pytanie? – Voldemort uniósł brew.
  • Stwierdzenie.
  • A po czym to wnioskujesz? – głośne prychnięcie.
  • Stoi ci. – Harry usiadł, obserwując go.


Harry seksi się z Voldkiem (co istotne, tym razem nie jest ukesiem, tylko semusiem). Po fakcie do ich pokoju wpada Anna, niezmiernie zaciekawiona jedną rzeczą...


  • Czy to jest to, co ja myślę? – Anna wodziła wzrokiem między nimi.
  • Tak. – Harry wyszczerzył się.
  • A kto był kobietą?
A co ją to, do kurwy niespodzianej nędzy, obchodzi???!!! Dlaczego aŁtorki wyobrażają sobie, że w przypadku pary m/m każde chamstwo jest usprawiedliwione?! Wyobraźcie sobie, że jakaś wścibska kretynka wpada do sypialni pary hetero i wypytuje: A co było, lodzik, czy pukanko? A od przodu, czy od tyłu? A orgazm? Jak oceniasz w skali 1-10?
Bo im się wydaje, że gejowskie pary istnieją tylko dla ich rozrywki i zaspokajania gustów estetycznych. I potem jest wielkie zdziwienie, że ci dwaj łysi, grubi, zmęczeni sąsiedzi, kłócący się z Malinowską spod piątki i oglądający całymi dniami Eurosport, to geje. Alejakto geje, przecież są brzydcy, przyziemni i nie ryćkają się cały czas!!!


Poza tym, to dopytywanie “kto jest kobietą”...



  • Och… Harry… Twoje skrzydła!
Chłopak podszedł do lustra i zamarł.
  • Dupko, zobacz! – zawołał zachwycony.
Voldek, od dziś jesteś dupcią Pottera…
Jakby ta scena nie była już dość żenująca.
Na tym dużym, analizatorskim żenomierzu stojącym w kącie pokoju właśnie igła skoczyła poza skalę i wywaliło nam korki.


  • Hm? – Voldemort obrócił się i syknął.
Potem zamarł. Przed nim stał prawdziwy anioł. Bo wcześniej był jednak niedorobiony trochę.
Prawdziwy, w sensie biblijny, w sensie - nie mający znamion płci?


Skrzydła Pottera stały się białe. Lśniły bielą, aż nie szło go obserwować. Chłopak przesuwał piórko między palcami.
  • Są piękne. – szepnął.
  • Wyzdrowiałeś. Więc całkowicie posiadłeś więź z podopiecznym. – Anna uśmiechnęła się. – Teraz możesz je wreszcie porządnie schować.
Yyyyy… Anioł, który przez seks nawiązuje “pełną więź” z podopiecznym - a potem może schować skrzydła? Lamir jak żywy!
Czyli gwałt to kolejna rzecz, którą można wyleczyć seksem. A na katar jeszcze nic nie wynaleźli.
A to kataru nie leczy się seksem?!


  • Wspaniale. – Voldemort spróbował usiąść.
Potem opadł na łóżko z jękiem. Anna podeszła i uniosła mu kołdrę i jedną nogę.
Kwiiii!!!
Aż słyszę ten trzask gumowej rękawiczki, naciąganej aż na łokieć.


Oboje zamarli, podczas gdy ona obejrzała mu uważnie tyłek.
Kurwa. Kurwa. Niech ją ktoś zabije. Voldek, pozwalasz na takie rzeczy?!
Voldek może i jakąś godność miał, ale przepadła, gdy pozwolił nazwać się "Dupką".


  • Przyznam się, że to dość niecodzienna wiadomość. – zauważyła, puszczając go.
  • Tak? – Harry oparł się o kolumienkę łóżka.
  • Ktoś rozdziewiczył Voldemorta. Jakby prasa się dowiedziała…
A rozdziewiczenie analne można poznać po tym, że…?
Znika wtedy z tyłka stosowny certyfikat.


Harry i Voldek schodzą na posiłek do Wielkiej Sali. Na miejscu są obecni wszyscy - nauczyciele, uczniowie, śmierciożercy i Zakon Feniksa, wobec czego Harry zaczyna się popisywać.


  • Ale się na nas patrzą. – zauważył.
  • Szkoła ma rozrywkę. – Harry nałożył sobie tłuczonych ziemniaków. – Toshiro przybył z wami?
  • Chyba buja się w Hermionie. – Voldemort spokojnie zjadł troszkę zupy.
  • A Remusik w Ronie, prawda? – Harry zrobił słodką minkę.
  • Przestań, bo tego pożałujesz. – Voldemort skończył zupę.
  • Nie pyskuj… bo cię więcej nie przygotuję przed seksem.

Śmierciożercy opluli stół przed sobą.


Tak, Śmierciożercy zawsze zachowują się jak młokosy w szkolnej stołówce.


http://2.bp.blogspot.com/-h_WguJ0SJfE/UHr_vpUcHmI/AAAAAAAAAP4/YsVSQ5PKN_w/s400/%C5%9Amiercio%C5%BCercy.jpg
Pewnie plują czarną śliną, która po zderzeniu z podłożem układa się w kształt czaszki.


Voldemort spłonął czerwienią.

  • Głośniej się wydrzyj, pół szkoły jeszcze nie wie! – wrzasnął na Pottera.
Harry wzruszył ramionami, wstał i odgarnął włosy z czoła.
  • Ludzie! Dzisiaj rano przeleciałem tego tu czerwonookiego pana! – wskazał na Voldemorta.


… bo zwykły facepalm już nie wystarcza:
Triple_Mega_Facepalm_(when_even_a_double_is_not_enough).png

Teraz to już cała szkoła zamarła. Po chwili Toshiro zagwizdał.
  • Na poważnie?
  • Tak jest. – Harry wyszczerzył się.
  • Gratuluje! – białowłosy zaczął klaskać.
Po nim zaklaskali gryfoni, ślizgoni i cała reszta.
Klaskali nauczyciele, Filch, pani Norris, skrzaty, Hagrid, jednorożce, akromantule, nieśmiałki (klaszcząc zaczerwieniły się), a z sąsiedniego świata magicznego dyskretne brawko dał smok Smaug.
Nie wspominając o kierowcy autobusu.
Następnie na salę uroczyście wniesiono poplamione prześcieradło, mistrz ceremonii ogłosił, że obrzęd pokładzin odprawiono zgodnie ze zwyczajem, zagrała muzyka i zaczęła się uczta.


AŁtorko, taki mały hint dla Ciebie: przywódca, który utrzymuje swych ludzi w karności przez strach i zgrozę, nie może, absolutnie nigdy i pod żadnym pozorem, pozwolić sobie na publiczne ośmieszenie, bo to oznacza dla niego utratę władzy, a nawet śmierć.


(Ciekawe jest też to, że mamy tu podejście omójboru, gejseksy takie piękne, uczucie takie prawdziwe - ale jak znajomi się dowiedzą, to będzie obciach, bo to jednak niemęskie i upokarzające takie trochę. Czyli znów: głęboko zinternalizowana homofobia siedzi w tym opku i nóżkami fika.)


Harry idzie na przesłuchanie przed Wizengamotem.


***


Harry czekał na swoją kolejkę. Został na końcu. Najpierw Voldemort, potem Albus. Każdy przesłuchiwany za osobnymi drzwiami. Nagle trzecie drzwi otworzyły się.
  • Harry, zapraszam. – Kingsley uśmiechnął się do niego.
Chłopak wstał i niepewnie wszedł do pomieszczenia. Czekała na niego komisja. Poza Knotem i Umbrigde siedział też cały Wizengamot. Potter wściekł się.
  • Co oni tu robią?! – wskazał na tę dwójkę.
  • Harry, to minister i jego zastępca… - zaczął Kingsley.
No - nie. Ministrem w tym czasie nie był już Knot, a Rufus Scrimgeour.
Pomijając już to - żeby ten opis miał sens, zdanie powinno brzmieć: “Poza całym Wizengamotem siedzieli tam też Knot i Umbridge.” Inaczej, aŁtoreczko, ma się wrażenie, że Harry’ego wścieka fakt obecności Wizengamotu.


  • Nie życzę sobie ich tutaj. – chłopak był nieustępliwy.
  • Harry…
  • Odmawiam jakiejkolwiek rozmowy, póki jest tu to bydło!
Na szczęście przywódca Wizengamotu wstał i zażądał wyjścia tej dwójki.
No, no, wielkie są prawa przesłuchiwanego przed Najwyższym Sądem Czarodziejów!
I tak dziwne, że jego jako anioła nie zaciągnięto od razu przed Sąd Ostateczny.


Pod ich nieobecność chłopak opadł na fotel.
  • Możesz podać jakikolwiek powód ich wygnania? – przewodniczący nakazał zapisać to.
Znaczy, najpierw ich wyrzucił, a potem pyta, dlaczego? To słowo Pottera już do tego stopnia jest prawem?
Mówię wam, to klątwa Imperusa. Rozpylają ją pewnie przez wentylację.


  • Umbrigde nasłała na mnie dementorów, próbowała rzucić na mnie Cruciatusa i groziła śmiercią. – warknął.
  • Rozumiem. Zostanie pociągnięta wraz z Knotem do odpowiedzialności.
Gdyż twoje zeznanie ma moc niepodważalnego dowodu.


Teraz tak. W związku z zamieszaniem, musisz wypić Veritaserum.
Harry wypił eliksir. Potem poczuł tylko zamroczenie i nic nie widział.
  • Zacznijmy więc. – usłyszał. – Kim jesteś?
  • Harrym, aniołem stróżem. – powiedział natychmiast.


Usłyszał szmer zaskoczonych głosów.
  • Czyim?
  • Voldemorta. – Harry dziwnie się czuł.


Wizengamot wspina się na wyżyny logicznego myślenia:


  • Dlaczego walczyłeś przeciwko Voldemortowi?
  • Dumbledore porwał mnie i uwięził u rodziny od strony matki. Tam bito mnie i zmuszano do posłuszeństwa. Po przybyciu do Hogwartu okazało się, że Albus rozgłosił, że walczę przeciw Voldemortowi. Torturował mnie i bałem się.
Co się ograniczasz, powiedz od razu, że to Dumbel zabił twoich rodziców, żeby skuteczniej cię kontrolować…
I wiązał ci supły na sznurowadłach!
No i wsadzał kij w szprychy od chodzika.


  • Więc siedziałeś cicho?
  • Harry, czy twoje skrzydła, zawsze były białe? – głos pani Bones zaskoczył go.
  • Nie. Po uwięzieniu u rodziny stały się czarne. Jak Voldemort odkrył kim jestem, leczył skutki i stały się szare. Wtedy…
Znaczy, chłopcze, chcesz nam wmówić, że kiedy mieszkałeś u Dursleyów, już miałeś jakieś skrzydła?
I że wiedział, jakiego były koloru, gdy miał bodajże rok?
I co - Duduś mu piór nie wyrywał?


Zebrani zobaczyli, jak chłopak walczy z eliksirem.
  • Co wtedy? – przewodniczący zabrał głos.
  • Dumbledore… porwał… mnie… i… zgwałcił... to mnie… niemal… nie… zabiło… – wyszeptał Potter łamiącym głosem.

W wyniku tego wszystkiego Albus ma być ukarany, ale ucieka, Snape zostaje nowym dyrektorem, a Bellatrix przejmuje jego poprzedni stołek.
AŁtorka nie wspomniała, jak na obecność Bellatrix w Hogwarcie zareagował Neville Longbottom. A szkoda.


W kolejnym rozdziale mamy mnóstwo Elementów Komicznych - do Hogwartu przybywa Umbridge, a uczniowie na wszelkie sposoby próbują się jej pozbyć. Nie warto.


Rozdział 27.

Śniadanie przebiegało w spokojnej atmosferze. Od ucieczki Dumbledore’a minął miesiąc i Harry odżył. Uczniowie przywykli do tego, że Sev rządzi. Nie było aż tak źle. Ba, było lepiej, gdyż zorganizowali nawet festyny.
Borze zielony, jak łatwo ich przekupić…
Festyny? Mieli namioty ze smażonymi kiełbaskami i loterię, w której można było wygrać malucha?
Oraz fajerwerki i mnóstwo kolorowych baloników.


Potter siedział obecnie przy stole nauczycieli, na kolanach Voldemorta.
Bohater zukesiowany zostaje: a. pozbawiony mózgu, b. pozbawiony jaj, c. jego tyłek dopasowuje się kształtem do kolan kochanka, w związku z czym nie jest w stanie usiąść nigdzie indziej.


Po śniadaniu, w bibliotece...
  • Bella dzisiaj przeleci Severusa. – Harry prychnął cicho.
  • Skąd wiesz? – Voldemort już zrozumiał, że chłopak coś planuje.
  • Widziałem, że ubierała się seksownie i mruczała „dzisiaj go dostanę”. – Harry przewrócił książkę.
  • I? – Voldemort złapał za kolejną.
  • Szukam zaklęcia zapładniającego. Przyda im się dzidzia.
Spojrzeli na siebie, po czym oboje ryknęli śmiechem.


http://www.bigfacts.org/wp-content/uploads/2012/09/very-demotivational.jpg


  • To będzie zamieszanie nie z tej ziemi. – Voldemort przywołał odpowiednie książki.
  • Bella jest smutna po stracie męża. – Harry zaczął je kartkować. – A Sev zawsze był sam. Przyda im się coś na rozerwanie starych kości.
Granat jest skuteczniejszy…
Chyba że Bella po nieudolnie rzuconym zaklęciu będzie musiała urodzić półolbrzyma...


  • Jak ty ich spiknąłeś, od tego zacznijmy. – Voldemort podsunął mu zaklęcie. – To będzie lepsze. Wywoła płodność aż zostanie zapłodniona komórka jajowa.
Harry spisał je szybko. Dorzucił jeszcze zaklęcie żądzy.
Harry, mój drogi, chyba odkryłam twoje prawdziwe powołanie. Skoro uważasz, że masz prawo decydować za dwoje dorosłych ludzi o tym, czy powinni mieć dziecko, a zdanie samych zainteresowanych jest tu najmniej ważne, to… olej Hogwart, zostań biskupem!
Albo też zgłoś się od razu do terapeuty.


Voldek zabiera Harry’ego i całe towarzystwo na weekend do domku w Alpach.
  • Berghof - przeczytał Harry. - Ładna nazwa na taki domek.


Harry pił. I to nie kremowe piwo. Voldemort, który właśnie wyszedł spod prysznica i zobaczył go kiwającego się nad pustą butelką Brandy, był co najmniej zdumiony. Powoli podszedł i zabrał mu butelkę i szklankę. Potem położył się koło niego.


  • Kto to widział pić szklanką do soku alkohol. – przytulił go do siebie.
  • A to był alkohol? – Harry zamrugał i spojrzał na niego zaskoczony. – Nie wiedziałem. Więc tak smakuje? Nawet dobry, ale strasznie pali w przełyku.
Och jej, taki jestem niewinny… *trzep, trzep rzęsami*. Ok, oczywiście, że w wieku 17-tu lat można jeszcze nie próbować alkoholu, ale nie wierzę, że Harry nie znał jego zapachu ani nie kojarzył, co oznacza nazwa “brandy”. AŁtorko, nie rób z niego Ani Shirley, co pomyliła wino z sokiem porzeczkowym!


  • Nigdy nie piłeś, aniołku? – posadził go sobie okrakiem na biodrach i podciągnął mu koszulkę.
  • Nie. Dlaczego nie może być tak zawsze, co? – Harry zaczął robić masaż jego nagiej klatce piersiowej.
  • Czyli jak? – zdjął z niego koszulkę a anioł rozwinął skrzydła.
Voldek z ptakiem na kolanach
zdziwił się, że żyje!


  • Spokojnie, bez wojny. – Harry zamyślił się. – Bylibyśmy bezpieczni, ludzie nie wrzeszczeliby na twoje nazwisko i tak dalej. Boję się czasem, że cię zaatakują a ja nie będę znał sposobu obrony i stracę życie. Nie chce umrzeć, chce codziennie widzieć twój uśmiech. Ale tak nie będzie, ty pragniesz zabić każdego. Nawet Hermionę, bo jest szlamą… jakby miała wybór, że się taka urodziła.
    Kochany, zrozum, mam obowiązki partyjne, tak naprawdę jestem przecież czułym misiem!
Rozterki duchowe odfajkowane, można wracać do seksów.

Rozdział 31.
Harry i Voldek jadą pociągiem do miasta. Harry pakuje się Voldkowi na kolana, żeby lepiej widzieć przez okno…


Harry zachichotał i wtulił się w niego mocniej. Na szczęście miał długi płaszczyk [taki do pupeńki] i on zakrył to, że opuścił troszkę spodnie. Voldemort powoli wsunął się w jego ciało i zamarli.
Harry z największym trudem powstrzymywał łzy i wrzask bólu.
(pomijam już kwestię, czy w opisanej sytuacji w ogóle byłoby możliwe jakiekolwiek wsunięcie…)


Prezydent Internetu Q postawił kiedyś śmiałą tezę, że spora część yaoistek tak naprawdę nie odróżnia mężczyzny od kobiety. Znaczy: mężczyzna to dla nich taka płaska kobieta, co z przodu ma penisa, a z tyłu… pochwę, tak samo otwartą i wygodną, jak ta prawdziwa (i z prostatą zamiast punktu G). Coś w tym chyba jest. Z drugiej strony - one tak bardzo lubią rozpisywać się o “technicznych szczegółach”, nawilżaczach, wkładaniu palców… no i co? I ostatecznie okazuje się, że nic z tej wiedzy nie dociera...
W tym przypadku aŁtorka jest jakby w pół drogi. W wyciętych fragmentach pamięta wprawdzie o nawilżaczu (chociaż nie we wszystkich), ale z drugiej strony pisze też o rozdziewiczaniu, zbliżając się do tego typu yaoistek, które z całą powagą piszą chociażby o “wilgotniejącym wejściu”.


Nie musieli się nawet poruszać, to robił za nich pociąg.
Aż tu wtem! zatrzymali się na dwadzieścia minut w szczerym polu, by przepuścić pospieszny z przeciwnej strony. Tego już erekcja Voldka nie wytrzymała.


  • Perwersie ty, lubisz jak to widzą? – Harry nachylił się troszkę bardziej i szepnął mu do uszka.
Przepraszam, JAK oni siedzą?
Harry tak jakby pod kątem do pietruszki, a Voldi z lewą nogą w innym wymiarze.


  • Nikt nie widzi. Zresztą zaraz dojdę, tylko jeszcze raz wjedziemy w jakieś zakrzywienie.
O, curva peligrosa! To się nazywa “zakręt”...
Znaczy co - ten pociąg skacze na wybojach jak wóz drabiniasty?
Tory się trochę pofalowały.
Stare wagony, to i amortyzacja kiepska.


Po chwili drgnął i zacisnął uchwyt.
Czym zacisnął? I jaki uchwyt?!
Uchwyt do garnka, taki o:




Ja myślę, że jednak raczej ten:


Emergency_brake-PKP_train.jpg

Delikatnie opuścił ciało chłopaka, który zwiał do toalety.
Plącząc się w spodenkach majtających się wokół stópek.


Kiedy Potter wrócił, znów usiadł mu na kolanach i podziwiał krajobraz, tym razem w ciszy.


Tu się kryje biała chata,
tu słomiany dach,
przy niej wierzba rosochata,
a w konopiach strach.


Co jakiś czas Voldemort pogładził mu włosy czy przytulił.
Wyjął kolorowanki, pokazał krowę na łące i zapytał: “jak robi krówka”? - Muuu!


Kilka razy konduktor na nich warczał.
Wchodził do przedziału, marszczył pysk i warczał. Jak to konduktor…
Może to nie był konduktor, tylko pies, który jeździł koleją?


Za to na stacji czekała na nich niespodzianka. Do pociągu wpadła policja. Harry zamrugał zaskoczony, jak ich otoczyli.
  • Jeśli któreś z was zrani moje dziecko, zabiję. – Voldemort osłonił sobą Pottera.
Siedzącego mu cały czas na kolanach. Tak jakoś to widzę:




Policja uniosła troszkę głowę.
Jedną, wspólną.
Albowiem była Borgiem.


  • Nie napastujesz go? – spytał przywódca swobodnie.
Przywódca policji? Sam Komendant Główny się do nich pofatygował?
Ale tak od niechcenia, puszczając perskie oko i cicho chichocząc.


  • Własne dziecko?! Po prostu miał miejsce od przejścia i wziąłem na kolana, by lepiej widział.
I robiliśmy patataj, patataj!


O co to całe zamieszanie?! – Voldemort wstał i spojrzał na nich groźnie, aż się wzdrygnęli.
Siedemnastolatka wziąłem na kolanka, bo strasznie marudził i wypluwał smoczek.
Raczej smoka.
Ja to się zastanawiam, czy aŁtorka, mimo swojego zafiksowania na gejseksach ma w ogóle jakiekolwiek pojęcie, jak one wyglądają? Podpowiedź: nie, NIE jakby jeden pan usiadł na kolanach drugiemu panu. Nie.
Mnie zastanawia, czy aŁtorka kiedykolwiek widziała siedemnastolatka.

  • Pasażerka zadzwoniła, że siedzi tu pedofil macający chłopca i gadają o zabijaniu. – oddział schował broń i rozluźnił się.
AAAAAAA!!! Oni nie byli w tym przedziale sami!!!
Jest mała szansa, że po prostu jakaś kobiecina zobaczyła coś przez drzwi przedziału… *będę się łudzić*
Policja tymczasem miała najwyraźniej wspólną jaźń.
Wspólna głowa, to i jaźń wspólna.


  • Ależ to były rozważania co się szybciej odnawia, przyroda czy ludzie. – Harry zaczął się śmiać. – Czyżby pedofilka była zła, że się mną ktoś opiekuje?
Redefinicja pojęcia opie… BUUUUUUEEEEEEE!!!
...przepraszam, zaraz posprzątam…
Pedofilka. Aha.


Pasażerowie roześmiali się niepewnie i z lekkim zażenowaniem i powoli zaczęli wychodzić. Na peronie czekał zaniepokojony Toshiro z resztą. Harry zaraz podbiegł do nich i wtulił się.
Jeśtem taki maly, psitulcie mnie zalaś!


Voldemort podszedł do niego i ujął go za rękę.
  • Teraz do kina? – zerknął na zegar. – Prawie czwarta.
  • Tak! “Gang wiewióra” zaraz się zaczyna!
Ludzie rozstąpili im się z uśmiechami. Harry oglądał wystawy sklepowe a nawet kilka razy zanurkował do pamiątek. Voldemort zawsze musiał go stamtąd wyciągać przez kupienie czegoś.
Nie ma sensu przypominać, ile on ma lat, prawda…?


Niech mi w ogóle ktoś wytłumaczy, najlepiej jak sołtys krowie na miedzy, skąd w ogóle ta maniera infantylizowania bohaterów?! Jest to zjawisko charakterystyczne dla yaojców - tak, wiem, że występują w nich Bardzo Męski Seme i Dziewczynkowaty Uke, no ale bez przesady! W żadnym z opek o parach hetero nie spotkałam się z opisywaniem nastoletnich bohaterek za pomocą samych zdrobnień, nie miały one “ciałek”, “rączek”, “buź” i nie zachowywały się jak pięciolatki. Tymczasem bohaterowie yaoi, nawet jeśli nominalnie mają te 16 lat, czy nawet więcej, przedstawiani są jako dzieci, czasami do tego stopnia, że opko zaczyna przypominać pamiętnik pedofila. O, na przykład ten tutaj Naruto. Whyyyy, aŁtorki, whyyyyy???
Bo one są *powstrzymuje się i szuka innego słowa* opętane manią tworzenia tych bzdur i lecą po kliszy. Nie zastanawiają się, czy to ma sens i czy nie wyjdzie obleśnie. Tak ma być i tyle. A to, że normalny, myślący czytelnik z mózgiem ma ochotę zwymiotować, jak to czyta… Co je to obchodzi, zawsze mogą zarzucić mu homofobię. I nie wytłumaczysz, że nie w tym rzecz…
Dla sprawiedliwości trzeba dodać, że są takie opowiadania m/m, w których to zjawisko nie występuje, ale jeśli już występuje… no to jazda po bandzie.


Każdy z nich dobrze czuł delikatną obserwację policjanta, idącego za nim.
Mam nadzieję, aŁtorko, że “czujesz moją obserwację”. Moje serdeczne życzenia przepalają ci plecy.
Delikatna obserwacja siedziała im na karkach i łaskotała delikatnie.


Ludzie też ich obserwowali.


***


Po powrocie...


Rozdział 33.

Harry rozejrzał się po raz kolejny. Voldemorta wciąż nie było blisko niego. Już cały dzień. Wcześniej miał atak paniki.
Pupuś! Gdzie Pupuś?
Tak to widzę:


http://meatballcandy.com/wp-content/uploads/2012/03/I-though-you-were-never-coming-back-so-i-panicked.jpg


Teraz leżał więc w pokoju, otoczony przyjaciółmi.
Ktoś dał mu grzechotkę, więc Harry wreszcie przestał szlochać.
I spokojnie zaległ na sofie, bawiąc się i gaworząc.


http://antykiap.pl/files/albums/kons2.jpg

Aż tu wtem! Voldek wraca triumfując i oznajmia, że zdobył ministerstwo, wojna skończona.


– Toshiro skrzywił się. – Co zrobisz z nami?
  • W sensie? – Voldemort dobrze wiedział, co miał na myśli.
  • Szlamy, mugole…
  • Nic. Wami nie chce mi się zajmować. Macie tylko poznać zasady czarodziejów. I się do nich stosować. Macie znać swoje miejsce, ot, co! Mugoli mam w dupie... – podniósł się.
  • Dlaczego? – Harry spojrzał na niego z bólem.
W twojej dupie jest miejsce tylko dla mnie!


  • Bo mam bardzo pojemną dupę, mój kochany. Jest większa w środku, rozumiesz nie chcę cię stracić, walnięty aniele. Teraz nie mamy wrogów i będzie dobrze.
Jednak Harry pokręcił głową. Wiedział, że maja wroga, którego nie idzie zlekceważyć.
Idzie, idzie, ale nie dojdzie.


Ministrem Magii został Lucjusz Malfoy. Cja, już widzę, jak ze swoimi poglądami na czystość krwi pozwala szlamom i mugolom żyć w spokoju.


***


Harry zapiął guziki koszuli i przejrzał się w lustrze. Anna śmiała się z niego, siedząc na łóżku.
  • Harry, to tylko wyjście na piwo. – zasugerowała mu, piłując paznokcie.
  • Tak, ale każdy teraz wie, że jestem aniołem. Do tego wygraliśmy wojnę.
  • Dzięki tobie, bo zmieniłeś strony. – zauważyła pogodnie.
Wygraliście wojnę, tak?
A więc teraz bezkarnie zabija się mugoli, czarodzieje mieszanego pochodzenia ukrywają się albo też są mordowani, w Hogwarcie uczy się czarnej magii i torturuje uczniów Niewybaczalnymi? Ludzie boją się wychodzić na ulicę, a każdego wieczora barykadują w domach i wypatrują, nad czyim dachem pojawiło się Morsmordre? Tak???

Hogwart zostaje zaatakowany przez organizację zwalczającą anioły. Jej przywódca porywa i więzi Pottera. Podczas ostatecznej walki Harry ginie, poświęcając się dla Voldemorta. Wycinamy to wszystko, bo jest długie i nudne, zostawiając jedynie ach-jakże-drrrhamatyczne zakończenie.
Tak, Kochani czytelnicy dobrze czytacie - śmierć stwora harrypodobnego, głównego bohatera, jest opisana tak nędznie, że wolimy ją wyciąć niż siebie i Was nią męczyć. W sumie to ja nawet się aŁtorce nie dziwię - podczas śmierci bohatera rzadko kiedy zdarza się gejowskie ryćkanko, więc co tu porządnie opisywać, nie?
Zdziwiłabyś się, ryćkanko może zdarzyć się zawsze i wszędzie. Czasem skutkuje także śmiercią bohaterów, kiedy np. zbierze im się na amory w trakcie ucieczki przed uzbrojonymi wrogami…
Tak, wiem, ale mam na myśli to, że najwyraźniej skoro tutaj się nie zdarzyło, to nie ma sensu wkładać wysiłku w sam opis śmierci, bo po co - to tylko śmierć.
Nawiasem mówiąc, pominęliśmy także wątek romansu Rona z Lupinem, niemający generalnie żadnego wpływu na akcję i stworzony wyłącznie jako fanserwis dla którejś z czytelniczek.
Kolejna fanka kolejnego idiotycznego paringu podjarana, aŁtorka podjarana, normalny czytelnik siedzi i ziewa z nudów bądź z rozpaczy, a Dzidu obmyśla krwawą zemstę.
Powiedzmy sobie wprost - do takich tekstów normalni ludzie nie zaglądają; wyłącznie fani... lub analizatorzy.


Tak przy okazji: ciekawy artykuł o fenomenie slashu:


Rozdział 41.

Cały kraj wiedział już o śmierci nastolatka. Świat magii powiadomił o tym krewnych chłopaka i to dość brutalnie. Na środku ulicy i przez megafon.
Coooo???!!!
W domu Dursleyów zapanowała huczna żałoba.


Nawet premier mugoli poprosił o możliwość uczestnictwa w pogrzebie i wracał z wyjazdu do Kanady.
COOOOO???!!!
Niestety, chmura pyłu wulkanicznego uniemożliwiła mu przelot.


Przez to [ale przez co? Przez ten megafon?] rozsławiła się jego śmierć.
Tak. Śmierć się rozsławiła.
Odkąd ukatrupiła Harry’ego nie może nadążyć z rozdawaniem autografów.


Mężczyzna usłyszał pukanie. Uniósł głowę.
  • Tak?
Do środka zajrzała Molly Weasley. Spojrzał w jej zapuchnięte oczy.
  • Severus mówił, że wyłapali już cały Zakon. – mruknęła.
  • Rozumiem. – mruknął.
  • I przybył mugolski premier i pełno ich dziennikarzy. Chcesz z nimi rozmawiać?
  • Tak.
Sam nie wiedział, dlaczego zechciał. Ale podniósł się i ruszył na dół. Jak tylko się pokazał, zrobiono mu setki zdjęć. Podszedł do mężczyzny i uścisnął wyciągniętą dłoń. Zaraz pojawiło się pełno mikrofonów.
  • Jak tylko mi przekazano, ruszyłem tutaj. – mężczyzna spojrzał na niego ze współczuciem. – Proszę, przyjmij wyrazy współczucia.
  • Dziękuję. – skinął powoli głową i spojrzał w stronę zrujnowanego domu.
  • W głowie mi się nie mieści, że bez powodu zabito nastolatka. – premier również podążył za jego spojrzeniem.
Szok. Nigdy wcześniej w całej historii Wielkiej Brytanii nie zdarzyło się coś takiego.


  • Och, ja znam dokładny powód. – Voldemort westchnął. – Chłopak nie chciał iść na prawnika, tylko pisać.
COOOOOO???!!!
To się nazywa "prewencja antygrafomańska".


  • Nawet na dniach miał wydać książkę. Nie dożył premiery.
  • Książkę? – premier mugoli zamrugał a dziennikarze ścisnęli się bardziej, by usłyszeć każde słowo.
  • Możesz sobie kupić, jak chcesz. Premiera pierwszego stycznia od dziesiątej rano.
Pomysł jest nienaganny marketingowo.  Banda skacowanych przechodniów zrobi wszystko, żeby mewy przestały tupać.


Tytuł to „Upadły Anioł”. Kpił sobie, że pewnie nikt jej nie kupi, więc nie będzie musiał podpisywał nikomu.
  • Kupię ją. Przez pamięć dla dziecka. – premier uśmiechnął się wymuszenie.
I zaraz się okaże, ze to wszystko było tylko PR-ową hucpą.
Wait a minute. Ja wiem, że tu sensu się nie znajdzie, ale: Harry’ego zabito, bo “na dniach miał wydać książkę”? Ale przecież książka i tak wyjdzie, nawet premier obiecuje, że ją kupi… Po co więc zabito Harry’ego?


Chyba że.. chyba że dlatego, że “chciał pisać”!!! O, w świetle tego opka taki powód to już zupełnie co innego...


Rozmowę nagle przerwał dzwon. Każdy zamarł. Voldemort ruszył pod budynek. Dolina Godryka niewiele się zmieniła. Kiedyś stanął pod tym domem, by zabić Potterów. Teraz mieli wynieść z niego zwłoki Harry’ego.
Gdzieś w głębi ducha Voldek uśmiechnął się złośliwie - “Co się odwlecze, to nie uciecze”...

Niedaleko było miejsce dla wykluczonych. Tam pochowano Dumbledore’a. Jakoś nie umieli tego złamać. Czego??? Paradoks, pochować kata przy ofierze.
Znaczy, Harry też był pochowany w “miejscu dla wykluczonych”?
Pod płotem, ramię w ramię dyrektorem szkoły. Kto by o tym nie marzył.

Ale z mściwą satysfakcją widział, że nawet nie dostał nagrobka.
Zły Dumbel, zły, zły! Znaj naszą łaskę, że w ogóle cię pochowaliśmy, a nie porzuciliśmy pod płotem na rozszarpanie przez psy!


Voldemort idzie na ostatnią akcję wyłapywania niedobitków organizacji - i popełnia efektowne samobójstwo, kierując Avadę w siebie, zamiast we wroga.


***


Tego sylwestra nikt się nie bawił. Owszem, były tłumy ludzi, ale przy księgarniach. Każdy miał przypięte wstążki żałoby i czasem dwa zdjęcia przy sobie.


http://www.espace-voyages.pl/polska/_image/pochod.jpg


Czekali na premierę pewnej książki. (...) Zamówienia na książkę Harry’ego przerosło najśmielsze oczekiwania. Każdy chciał kupić pracę, przez którą stracił życie.
Ups, Harry miał jakiś wypadek w pracy?  
Próżność go zgubiła:


okular.jpg

Jego pasję, jak mówili.

  • Witaj.
Obejrzała się i zobaczyła przyjaciół. Anna stała obok Toshiro.
  • Niezły tłumek. – zauważyła. – I nawet nie wiedzą, że warto było czekać.
  • To był najcichszy sylwester w dziejach tego kraju. – Ron stanął koło nich.
  • Premier mugoli mówił, że nie dziwił się jego decyzji i ogłosił żałobę na dwa dni od pogrzebu. – Draco uniósł głowę, gdy zabrzmiał dzwon.
Natomiast Amerykanie ogłosili żałobę narodową po śmierci Saddama Husajna.
Nieźle. A żałoba po śmierci Winstona Churchilla trwała tylko jeden dzień.


„Powieść tę napisał młody siedemnastolatek.
Posiadający penis męski, cofający się do tyłu.
Jego pragnienie pisania sprowadziło na niego śmierć i nie dożył premiery.
To jest zdanie, które dedykuję wszystkim grafomanom wypisującym brednie w internetach!!!!
Mimo to wydano tę powieść, ponieważ jest formą czci niesamowitego talentu.
A to zdanie jest formą czci nieogarniętego bełkotu.
A chęć zarobku wydawnictwa nie ma tu nic do rzeczy.
Jego ukochany – Tom „Voldemort” Riddle – nie mogąc znieść śmierci Pottera, popełnił samobójstwo kilka dni po nim. Chwała ich imionom...”
Nieno, serio, jeśli to była tak ważna książka, to naprawdę powinni zatrudnić do napisania notki okładkowej kogoś lepszego niż darmowego stażystę z pierwszego roku studiów.
Upadły Anioł, skopana gramatyka.


Łzy zakręciły się jej w oczach, jak przeczytała dwa krótkie nekrologi. Nie przerobili daty narodzin Voldemorta na taką, by nie wydało się, że był staruszkiem. Ale to już nie miało znaczenia. (...) Wczoraj pochowali go obok Pottera i z niewiadomych przyczyn, na oczach mugoli i niemal całego świata, pojawił się nagrobek, przedstawiający Harry’ego jako anioła, osłaniającego skrzydłami Voldemorta.
Psiamać, jakie to musiało być piękne…
Prawie jak nagrobek Stefci Rudeckiej w Ruczajewie:
“Z lewej strony (...) stała smukła postać młodziutkiej dziewczyny w powiewnej szacie, opływającej ją w malowniczych fałdach. (...) Lewą rękę, wyłaniającą się ładnie z szerokiego rękawa, miała spuszczoną, z palców opadał wianek z gałązek cierni, jakby odrzucony. Głowę odwróciła nieco na prawo, oczy były utkwione w skrzydlatego anioła. Zaczepiony stopą o skałę, sfruwał jakby wprost z niebios z rozpostartymi skrzydłami i szatą sfalowaną wirem lotu. Śliczną młodzieńczą twarz ozdabiały bujne loki. I w tym szumiącym zlocie, zgrabnie pochylony, wieńczył trzymaną w obu rękach koroną z lauru głowę wpatrzonej w niego uśmiechniętej dziewczyny. Cała postać anioła zdawała się szumieć, rozwiane pióra chrzęściały, czuło się ich powiew.”
[Helena Mniszkówna, “Trędowata”]


Założę się o co chcecie, że na tym nagrobku Voldek też przedstawiony był jako smukły lecz umięśniony uroczy młodzian, a nie przerażający, wężopodobny łysy stwór bez nosa.

Dla Hermiony i Toshiro, by napłodzili sporo szkodników. Dla Ginny, by w końcu poderwała Draco lub Zabini. Dla reszty przyjaciół, którzy mnie wspierali. Dla Belli i Severusa, na których wraz z Voldkiem rzuciliśmy zaklęcie zapłodnienia, niech wam dziecko dobrze się rozwija. [tak, kurnać, obwieszczaj to na pierwszej stronie książki wydanej w milionach egzemplarzy] I dla mojej miłości, bo to on dał mi siłę do wyrwania się z niewoli strachu.
H. J. Potter
Jakie to szczeniackie…
Jaka ty jesteś kulturalna...



Z cmentarza dla grafomanów, gdzie w pocie czoła starannie uklepujemy mogiłkę, pozdrawiają z wielką ulgą ekipy PLUSa i NAKWy.
A Maskotek w pociągu słodko śpi i freudowskie sny sobie śni.


image003.jpg