niedziela, 2 sierpnia 2015

Całuj guziki, miętoś flanelę, czyli nowe oblicze kanibalizmu, cz. 2/2


Witajcie!


Dziś druga i - na szczęście - ostatnia część łóżkowych perypetii Hannibala Lectera i Willa Grahama. Panowie etap czajenia się mają za sobą i przechodzą prosto do ostrej akcji... co w tym opku obejmuje głównie mizianie policzków, całowanie czółek i inne tego typu hardkory. Hannibal zacznie wcielać w życie swoje plany operacyjne i filmowe, Will będzie ssać skarpetki, a wszystko skończy się  - nie, wcale nie ślubem! - tylko jajecznicą. Co w sumie jest chyba gorsze.


A wiecie, co miało miejsce 30 lipca sześć lat temu? Poza tym, że był to - jak co roku - międzynarodowy Dzień Przyjaźni, był to też dzień,w którym na Przyczajonej Logice została opublikowana pierwsza analiza. Same nie możemy uwierzyć, że minęło już tyle czasu. Dziękujemy tym, którzy przez te lata nurzali się wraz z nami w dziwnym i perwersyjnym świecie blogasków i złych książek! Jesteście wspaniali i prawdopodobnie skrzywieni już na zawsze! W podzięce możemy obiecać, że będziemy walczyć dalej, ile nam sił psychicznych starczy. A towarzyszyć nam będzie, jak zawsze, Jeż Jak Byk.

36cd5ed48e00d91d355ae37df844e9d1.jpg

A teraz - zapraszamy!


Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.

Chapter 2


Wbrew wszystkiemu Will wydawał się także rozróżniać łóżko od pracy.
No to teraz już naprawdę nie ma wymówki na przychodzenie do pracy w piżamie.
Nie, po prostu w łóżku Hannibal próbował go tylko wydymać, a w pracy - zrobić z niego psychopatę.

Jego sesje z Hannibalem pozostały niezachwiane żadnymi niezręcznymi spojrzeniami ani słowami.
Trwały statecznie i niewzruszenie, dając odpór niewiodącym donikąd metaforom i ledwie zakamuflowanym podtekstom.
Oczywiście, czasem tylko leżanka była wykorzystywana do niego innych celów niż zwykle.

Jednego dnia Hannibal wstał i podszedł do biurka, szperając w papierach.
Ten dzień zaznaczono w kalendarzach.
Albowiem był to jedyny dzień, kiedy przy biurku szperał w papierach, a nie we flakach?

Will oparł łokcie na kolanach i przetarł twarz dłońmi. Wyglądał na skonsternowanego, jakby chciał zadać bardzo ważne pytanie, ale wciąż się wahał.
Trochę go gnębiło, że wciąż nie ustalili, jak właściwie ma zapłacić za tę terapię. Miał tylko nadzieję, że fakt, że są w pornoopku, nie sprawi, że sytuacja zaraz przybierze jakiś dziwny obrót.

- O której masz następnego pacjenta? – rzucił wreszcie.

- Ty jesteś moim ostatnim dzisiaj – Hannibal mówił w stronę biurka. – Cały gabinet jest nasz, jeśli to miałeś na myśli – dodał, odwracając się.
Will ledwie uchylił się przed podtekstem wagi ciężkiej, który zafurkotał mu przy uchu.
Ej, już jest po sesji, już mogą latać podteksty!

Will zmarszczył czoło i odwrócił twarz, jakby chciał uniknąć przyznania się do prawdy.
...że ma okres?

- Byłeś moim pierwszym, wiesz? – mówił patrząc w podłogę.
Terapeutą?

- Will… Chcesz to powtórzyć? – na to zdanie Will uniósł głowę i spojrzał Hannibalowi prosto w oczy, szukając dobrej odpowiedzi.
Niestety, w oczach Hannibala znalazł tylko przepis na nereczki.
I całkiem źle rozwiązane zadanie z matematyki.

- Tak – odparł przeciągle i jakby z prośbą w głosie.

Hannibal uśmiechnął się i ruszył w jego stronę. Will nie wiedział co zrobić, ale postanowił wstać.
I może zasalutować, choć to już byłby trochę overkill.
Zależy czym by salutował.

Stali teraz naprzeciw siebie, na tyle blisko, by czuć oddech drugiego. Ich klatki piersiowe niemal się stykały.
Przeczytałam "kłaki", co nie jest takie znowu dalekie od prawdy.

Will starał się patrzeć w podłogę, a Hannibal przemierzał całą jego twarz.
Psim zaprzęgiem, wyposażywszy się w ciepłą bieliznę i prowiant na trzy tygodnie.
Po trzech tygodniach wyglądał tak:
http://opium.org.pl/wp-content/2010/05/valhalla-rising-film-001.jpg

W końcu dłonią objął policzek Willa, który zamknął oczy i starał się mocniej wtulić w ciepłą dłoń.
Robienie za element topografii było dla niego nie mniejszą nowością niż dymanie kanibali.
Rozprasza mnie to, że przez zdania takie jak to ciągle wizualizuję sobie Willa jako jednego z jego psów.

Hannibal miał przygotowane mnóstwo planów co do Willa, ale nie był pewien, czy ten się na nie zgodzi.
Zwłaszcza wrobienie go w morderstwo mogło nie spotkać się z należytym entuzjazmem.
Planów operacyjnych, filmowych, gospodarczych...

Pozwolił sobie jeszcze przez jakiś czas dać Willowi złudzenie, że jego zdanie się liczy i że on rządzi sytuacją. Postanowił czekać, aż Will przejmie inicjatywę. Tak bardzo lubił manipulować, że mogło się wydawać, że na nikim i niczym mu nie zależy.
*rozlepia plakaty zawiadamiające o zaginionym związku przyczynowo - skutkowym*
Hm, a może po prostu naprawdę na nikim mu nie zależało? Czasem życie jest aż tak proste.

Tą metodą chciał przekonać sam siebie, ale zaczynało w nim kiełkować pewne uczucie względem Willa i nie mógł dłużej tego powstrzymać.
Coraz częściej myślał o nim jako o zrazach z pieczarkami?

Will wreszcie otworzył oczy i wydał się zdziwiony. Czemu Hannibal jeszcze go nie pocałował, nie wykonał żadnego ruchu?
W końcu zamknął oczęta i wydął usteczka! We wszystkich shojo to działało!
Kiss the girl”, Will Graham edition.

Hannibal tylko zachęcająco uśmiechał się jednym kącikiem ust.
Drugi kącik tymczasem potępiał i co mu pan zrobisz.

Will delikatnie musnął jego wargi i kiedy dalej nie dostrzegł żadnej reakcji, rzucił się z pasją w jego usta i wybił wszystkie zęby! zaczął je namiętnie eksplorować.
Ojeżu, prawdziwy Pocałunek Grotołaza®! Tak się stęskniłam za tym szitem.
Właśnie do mnie dotarło, że chyba nie ma porno o seksownych grotołazach. Co za niedopatrzenie!

Uczył się kierować językiem za wskazówkami Hannibala, by obaj czerpali z tego jak największą przyjemność.
"Za - drugim - zębem - skręć - w - prawo."
O boru, mam nadzieję, że nie będzie stłuczki.

Po chwili Will wycofał się i zaczął całować twarz Hannibala, jego podbródek, policzki, szyję. Swoje dłonie opierał na ramionach Hannibala, który starał się stać nieruchomo i nie umrzeć z nudów, oddając się pod rozkazy Willa. Will spojrzał mu głęboko w oczy, jakby szukał pozwolenia na wszystko, ale chyba dosięgnęło go zwątpienie i postanowił się powstrzymać.
Się nie dziwię, skoro na jego zabiegi partner reaguje cosplayem żołnierza terakotowej armii.
Z drugiej strony - też bym chyba nie wiedziała co robić, gdyby partner zaczął mnie całować w podbródek.

W zamian naparł na Hannibala tak, by obaj padli na podłogę.
Bardzo dobrze! A teraz krzesłem go!

Chwycił dłonie Hannibala w swoje i podciągnął je do góry, nad ich głowy, kiedy całował go namiętnie. Potem puścił i zaczął rozpinać spodnie Hannibala, który tylko się uśmiechnął, że Will złapał haczyk. Hannibal czule objął dłońmi głowę Willa i wplatał się w jego włosy, przybrawszy formę różowej satynowej wstążeczki, na co Will zareagował z łagodną rezygnacją, kiedy ten całował guziki jego koszuli.
Jeszcze nie do końca ogarniał te koncepcje "ciała" i "odzieży", przez co wkładał się czasem do pralki albo wyjmował soczewki razem z oczami.
Czekam, aż zacznie namiętnie ssać jego skarpetki.

Chciał się jej całkiem pozbyć, czuł się na siłach, by przeciwstawić się Hannibalowi, ale chciał mu jednocześnie pokazać, że go szanuje.
A nie można szanować kogoś bez koszuli, no umówmy się.
Całował te guziki, żeby okazać mu szacunek? O cholera, nie szanowałam żadnego z moich facetów…
"Jam guzików twych niegodna całować!"

Po chwili opuścił też swoje spodnie. Hannibal jednak chwycił w dłonie twarz Willa i pocałował go w czoło, po czym rozpiął pierwszy guzik koszuli na znak pozwolenia.
Ludzki pan. A mógł zabić.
W tle rozbrzmiał "Mesjasz" Haendla, gdy gloria włosów na klacie Hannibala oślepiła Willa i rozeszła się falą po okolicy, tłukąc szyby w oknach.

Serce Willa biło bez wytchnienia i podstępny narrator powoli składał pocałunki na usta Hannibala w chaotyczną stertę po każdym rozpiętym guziku. W końcu Hannibal pozbył się koszuli, rzucając ją za siebie. Will uśmiechnął się i zaczął rozpinać swoją. Po ostatnim guziku chwycił dłonie Hannibala i położył je sobie na ramionach, by to one ją zdjęły.
- Ooo tak, właśnie tak, miętoś tę flanelę! - jęczał, sprawiając, że Hannibal po raz pierwszy zaczął kwestionować swoje życiowe wybory.

Hannibal podziwiał silne ręce Willa, gdy jego dłonie wędrowały wzdłuż nich.
To na pewno od tego wyprowadzania psów!
A Hannibal to by się seksem zajął, a nie tylko wędruje i wędruje.

Mimo, że to wszystko wciąż było dla Willa nowe i trudne do przyswojenia, starał się odnaleźć w tym siebie. Podniósł jedną nogę Hannibala i zgiął ją w kolanie. Hannibal swoje stopy oparł na pośladkach Willa, gdy ten wiedział już co robić.
Mam wrażenie, że gdzieś tu odchodziło konkretne pozakadrowe łamanie nóg.
Albo bardzo dziwna joga.

Hannibal był świadomy, jaki ból go czeka, i mimo, że postanowił się nie wtrącać, zrobił to.
Na widok sugerujący, że Will planuje wychędożyć go drabiną na kółkach?

- Lubrykant. - Doktor wydyszał w ostatniej chwili. - W kieszeni moich spodni. Inaczej będzie nieprzyjemnie.
Will szybko chwycił za fragment ubrania i przeszukał kieszenie. Natarł płyn na swoje przyrodzenie
Noo, to totalnie załatwi sprawę!
No, wejdzie w niego jak w masło!

i skupiając się wyraźnie na zadaniu, powtarzając pod nosem strategię działania i w ogóle,  wbił się w Hannibala.
Po czym wprowadził tyłek w ruch obrotowy i zaczął się wwiercać, terkocząc donośnie.

Obaj zamknęli na sekundę oczy, a gdy je otworzyli, spojrzeli na siebie.
Niestety, wciąż byli w opku.
I niestety, wciąż w scenie porno.

Wzrok Hannibala wiercił dziurę w duszy Willa.
Co z pewnością było romantyczne i podniecające jak jasna cholera.
Will wierci w dziurze Hannibala, Hannibal wierci dziurę w duszy - równowaga zachowana.

Dla niego to też był pierwszy raz. Will nie był doświadczony i po paru wejściach w Hannibala, czuł, że więcej nie będzie.
Od teraz będzie wyłącznie wychodził.
W ogóle nie będzie. Nic nie będzie.

Hannibal też był tego świadomy i poprosił Willa, by postarał się przesunąć i dojść na jego twarzy.
Blanche-Devereaux-Golden-Girls-Kinky-Quote.gif
Poprosił grzecznie i dystyngowanie, jak to on.
Pewnie jeszcze po włosku.

Po wszystkim Will padł twarzą na tors Hannibala, który zlizywał nasienie z ust.
Ach, te drobne akty kanibalizmu! Choć według niektórych Hanni pewnie dokonał właśnie zagłady dzieci niepoczętych.
On ma podejście bardzo pragmatyczne: nic się nie może zmarnować! Dziwię się tylko, że nie próbuje spożywać tej spermy z karmelizowanymi fiołkami albo czymś takim.

Przytulił mocno Willa i leżeli tak przez kilka minut, aż wreszcie Hannibal usiadł, wciąż trzymając Willa w ramionach. Przetarł policzki i pocałował go we włosy. Will wiedział, że to koniec, ale najbardziej bał się słów Hannibala, które mogły teraz zepsuć wszystko.
Takich jak "no fajnie, ale co ze mną?".

Położył więc palec na ustach Hannibala, dając mu do zrozumienia, by nie mówił ani słowa. Doktor kiwnął głową na zgodę. Zaczęli się ubierać.
Mycie się byłoby zbyt przyziemne jak na takie uduchowione istoty.
No weź, przecież wszystko z siebie zlizali.

- Do zobaczenia – powiedział Will gdy zamykał drzwi od zewnętrznej strony.

Chapter 3


Hannibal nigdy nie poddawał się emocjom. Był rozsądny i umiarkowany w okazywaniu afektu. Nigdy nie spodziewałby się, że to mogłoby się zmienić. Ale te dwie przygody z Willem naprawdę poprzestawiały nieco w jego rozumowaniu.
Dwa numerki i już z morderczego psychopaty zamienił się we wrażliwego romantyka?
To zawsze tak się kończy, miliony czytelników harlequinów nie mogą się mylić!

Ciężko było mu się skupić na spotkaniach z pacjentami i na ich problemach.
I już nawet nie wiedział, czy przyrządzać ich jako tatar, czy jako pieczyste.
Ani czy nakłaniać ich do popełniania fantazyjnych morderstw, czy zjadać samemu.

Wciąż powracał do niego widok Willa i smak jego ust.
W kontekście kanibala to naprawdę nie brzmi zbyt fortunnie.

Ale na sesjach z nim nie dawał niczego po sobie poznać. Jednak Will zauważył, że Hannibal częściej się uśmiecha; chyba robił to nieświadomie.
A czasem też nieświadomie “cieszył się na jego widok”.
I tak się jakoś rumieni, trzepocze rzęsami i mnie rąbek fartuszka.

Pewnego wieczoru Hannibal siedział w swoim gabinecie słuchając Bacha i przeglądając kalendarz.
Zaczął rozmyślać o Willu i jak bardzo chciałby spędzić z nim tę noc. Spojrzał na zegarek – nie było jeszcze za późno.
Annuszka nie rozlała jeszcze oleju.

Szybko udał się do samochodu.
Will wyszedł właśnie spod prysznica, kiedy usłyszał pukanie do drzwi. Kto mógłby go odwiedzać o tej porze? Alana? Crawford?
Biorąc pod uwagę gatunek opka - doręczyciel pizzy, hydraulik albo psychiatra kanibal.

Wciągnął na siebie szybko spodnie, a w drodze po schodach założył koszulę.
Czy to ma znaczyć, że Will usłyszał pukanie, będąc w łazience na piętrze? Ma ściany z papieru, czy Hanni pukał do drzwi młotem udarowym?

Nieco zdenerwowany, że ktoś przeszkadza mu o tej porze, otworzył drzwi.
Zanim jeszcze zdążył cokolwiek powiedzieć i zobaczyć w ogóle kim był gość, Hannibal rzucił się na niego, wepchnął z powrotem do środka i zaczął namiętnie całować. Will w odruchu samoobrony walnął go krzesłem w głowę, choć zupełnie zaskoczony, odwzajemnił gorący uścisk i wiedział już, kto go odwiedził.
Hiszpańska Inkwizycja!

Hannibal popychał Willa w głąb pokoju aż wreszcie natrafili na ścianę.
Przez którą też się przebili, takie było parcie.

Dłonie Willa pieściły szyję Hannibala, gdy ten wycofywał język z ust Willa i zaczął rozpinać jego spodnie.
Językiem? o.O

Opuścił je i bieliznę na tyle, by odsłonić jego pośladki i wtedy obrócił go przodem do ściany. Rozpiął też swoje spodnie i uwolnił z nich niecierpliwe wierzgające na wszystkie strony przyrodzenie.
Żaden z nich nie zdjął spodni: wietrzę zaplątanie się w nogawki i spektakularne wywalenie się na podłogę.
Pięknie podkreśliłoby to ogólną zmysłowość tej sceny.

Zwilżył je nieco własną śliną i dość silnie jednym ruchem wbił się w Willa. Przez kilka pierwszych pchnięć Will miał otwarte usta, ale nic nie mówił.
A co tu mówić...

Potem jednak zaczął wydawać dość głośne westchnięcia, prawie krzyki. Hannibalowi wydały się one dowodem na rozkosz, jaką daje Willowi.
Taaak, tak to sobie tłumacz, koleś.
Choć mogłyby też wynikać z potrzeby wypełnienia jakoś krępującej ciszy.

Po kolejnych kilku wbiciach Hannibal poczuł spełnienie i doszedł na pośladkach Willa.
Łokurde, kolejny Usain Bolt alkowy. Mam wrażenie, że ten seks trwał krócej niż jego opis.

Wtedy oparł twarz na jego karku, a Will przytulił się mocniej do ściany.
Miał nadzieję, że się w nią wtopi?
Może chciał dodać otuchy boazerii.

- Witaj, Will – wyszeptał ciężko.
Do siebie?

Will uśmiechnął się i odwrócił do Hannibala, który mógł wtedy poczuć jego nabrzmiałe prącie przy sobie. Już miał go chwycić w dłonie,
Bo kuśka Willa nosiła imię Zbigniew i nie tolerowała innych zaimków.

kiedy Will przytulił go mocno.
- Zostań… - wyszeptał Will wprost do ucha Hannibala.
Ten uśmiechnął się i chwycił go za rękę. Weszli po schodach do sypialni i położyli się na łóżku. Patrzyli sobie w oczy i pieścili wzajemnie policzki.
Policzki.
https://31.media.tumblr.com/1627460dfb30b3e5ec5046c7174041ef/tumblr_nne558vFxd1tgo73mo3_500.gif
Wykorzystali wszystkie znane sobie techniki robienia puci-puci.

Will zamknął oczy, które Hannibal chętnie muskał wargami. Nigdy wcześniej nie czuł się tak bezpiecznie. Żaden z nich.
Ja bym się nie czuła bezpiecznie, gdyby kanibal robił cokolwiek ustami przy mojej twarzy, ale to ja; ja mam lęki społeczne i egzystencjalne, nie jestem racjonalna.

Ale po chwili Hannibal odsunął się nieco i obrócił tak, że leżał teraz na plecach ze wzrokiem wbitym w sufit. Will przyglądał mu się przez moment, a potem dotknął dłonią jego policzka tak, by spojrzał na niego. Ich oczy się spotkały.
- Przepraszam… - wyszeptał Hannibal. - zapomniałem, że tak właściwie to mieliśmy się pukać. Ta wzmianka o twojej stojącej kuśce gdzieś tam znacząco przebiegła przez narrację, ale jakoś tak straciłem zainteresowanie.
Will zastanawiał się, za co Hannibal tak naprawdę chce przeprosić.
- O czym myślałeś?
- Will… Obaj wiemy, że to… to nigdy nie będzie trwałe i …
Jeśli on się za chwilę oświadczy, wychodzę.

- Zdajesz sobie sprawę, że to Ty przed chwilą wparowałeś do mojego domu i napadłeś na mnie? – Will nie dał mu skończyć a jego uśmiech nabrał na wartości.
Teraz dałoby się go wyceniać w sztabkach złota.
Jego akcje podskoczyły o 150%.

Hannibal także się uśmiechnął, ale już kilka sekund później znów wyglądał na zmartwionego.
- Nie mogę przestać o Tobie myśleć. Nie potrafię się skupić na pacjentach. Rujnujesz moją praktykę – jego ton stawał się coraz bardziej ironiczny.
To wygląda bardziej na obsesję, co nawet nie jest dziwne. Gdyby każdy zakochany lekarz tak się zachowywał… bogowie miejcie w opiece chirurgów!
Will wpatrywał się w jego złote oczy. Zawsze bał się kontaktu wzrokowego, ale Hannibal był osobą, z której ciężko było cokolwiek wywnioskować po samych słowach.
A z oczu tak mu dobrze patrzyło...

Will szukał Hannibala w jego oczach.
Niestety, znalazł tylko rachunek z pralni i potrawkę z curry.

- Myślisz, że mi jest łatwo? Powinienem się skupić na pracy w FBI, a jedyne co wciąż pojawia się w mojej głowie to Ty, Twoje słowa i jak… o Jezu…
Przypominam Wam,Czytelnicy, że powyższa scena nie opisuje uczniów liceum, przeżywających pierwsze poważne zauroczenie.

- Jak pozbawiłem Cię cnoty? – Hannibal wydawał się nieco rozbawiony. Will spojrzał na niego karcąco.
Opko opkiem, ale nie pochwalał utrwalania przestarzałych konstruktów społeczno - kulturowych związanych z błoną dziewiczą.

Hannibal przysunął się bliżej i pochylił nad Willem, patrząc mu w oczy. Will już otwierał usta, przygotowany na przyjęcie pocałunku,
...dla pewności dobrze złapał się wezgłowia, przygotowując się na impet...

ale Hannibal skierował wargi w stronę jego czoła. Musnął je delikatnie.
A potem zapakował mu kanapki do szkoły.

- Dobranoc – powiedział i położył się obok niego, mocno go tuląc.
Will zamknął oczy i obaj zaczęli śnić.
Przeczytałam “obaj zaczęli się ślinić” i nawet się nie zdziwiłam.
Wow, ta rozmowa tyle wniosła i tak bardzo rozwiązała sytuację!
Następnego ranka Will otworzył oczy i nie widząc Hannibala w łóżku, zaczął zastanawiać się, czy to co się wczoraj wydarzyło było prawdą. Czyżby znowu miał halucynacje lub dziwne sny? Ubrał się szybko i gdy schodził na dół (oczywiście, że na śniadanie trzeba zejść!)  już wiedział, że wczorajszy wieczór był najcudowniejszą rzeczywistością. Węch go nie zwiódł i w kuchni zobaczył Hannibala smażącego jajecznicę. Will nie miał wiele w lodówce, ale i z tego Hannibal potrafił zrobić dzieło sztuki.
Na jego miejscu też kurczowo trzymałabym się myśli, że Hannibal użył wyłącznie tego, co znalazł w lodówce.

- Dzień dobry – uśmiechnął się Will.
- Witaj, Will – Hannibal także się uśmiechnął kiedy na chwilę odwrócił się od patelni by spojrzeć na Willa.
Will usiadł przy stole i obserwował uważnie Hannibala. Wreszcie otrzymał swoją porcję śniadania.
Ciekawe, czy Hannibal zawiązał mu także śliniaczek i pokroił jajecznicę na kawałki.
I odkroił skórki od chleba.

Hannibal usiadł naprzeciwko niego i zaczęli jeść. Mimo wszystko, nie było niezręcznie. Było tak jak za pierwszym razem gdy jedli wspólnie śniadanie. Tylko lepiej. Gdy zjedli, Will zebrał talerze i włożył do zlewu. Hannibal przecierał usta, gdy zobaczył, że Will wcale nie zamierza zmywać. Stał oparty o szafkę i przyglądał się Hannibalowi. To go trochę zdenerwowało. Spojrzał pytająco na Willa, który podszedł do niego i pocałował delikatnie w usta. Hannibal był nieco zbity z tropu.
Przecież jedzenie przyschnie i trzeba je będzie później odmakać...
Poza tym obaj smakowali jajecznicą, co nie jest jakoś wybitnie pociągające.

- Później – wyszeptał i wstał – Zamierzasz pozmywać te talerze czy to ja mam to zrobić?a
- Już się za nie zabieram, skoro tak Ci na tym zależy – Will uśmiechnął się.
- W takim razie pójdę już, jeśli pozwolisz. Pacjenci czekają – rzeczowy, spokojny ton.
- Przyjedziesz wieczorem? – Will przestał się bać, a w jego głosie można było usłyszeć prośbę, od której zależy jego życie.
- Do zobaczenia, Will – nie odpowiedział na pytanie, ale tym zdaniem przyznał się do słabości względem Willa. Przyjedzie.
tumblr_inline_nsb5wsedpj1qdivhy_500.gif