sobota, 11 kwietnia 2015

Wpływowa twarz na osobnym końcu stołu, czyli wampir w białym domku



Witajcie!

Po krótkiej przerwie wracamy do analizowania - i przynosimy wam opko o wampirach. W tym nie będzie ani jedenastoletnich elfów-wannabe niewolników, ani dziwnych szkół. Będzie za to duża ilość liter S, mroczny wampir-bankier (jakby ten zawód nie był wystarczająco podejrzany sam w sobie!), ponure ulice ze słodkimi małymi białymi domkami, bloki bez okien, doklejane twarze i mury płotu.
Indżojcie, bo jest z czego!

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka

Adres blogaska: http://opowiadanie-lishian.bloog.pl/


Leiviw Sawenem
Główny bohater opowiadania…
Ten mroczny wielokropek miał nas zostawić w niepewności - główny, ale czy na pewno? A może narrator jest smutny z tego powodu?
A może nie bohater? A może nie opowiadania?

Przed przemianą:
Urodził się  4.11.1999r w Paryżu (miasto w Merarii).
W powiecie Kościeżyna (jednostka administracyjna Wujwiegdziewa).
Ale srsl - jaki sens jest umieszczać znajome miejscówki w zupełnie wymyślonych settingach? Żeby skołowany czytelnik zawiesił się na tym i nie zauważył kolejnych bzdur?

Rodzice: Paulina i  Carlo Sawenem. Rodzeństwo: Młodsi o 9 lat brat Mark i siostra Heidi (bliźniaki).
Rozumiem, że po przemianie miał innych rodziców i rodzeństwo…?

Wygląd przed przemianą: Blond włosy krótko ścięte, głębokie niebieskie oczy, szczupła budowa ciała, opalona cera.
Po przemianie:
Został przemieniony 30.08.2031roku w wieku 32lat jako pierwszy, dla próby, przez Karensa Darkness ’a.
Nie wiem, co gorsze: ten brak spacji, ta spacja przed apostrofem, ten apostrof sam w sobie czy fakt, że jest tu wampir nazywający się Karens Darkness.

 Jako wampir jest bardzo przystojny.
tumblr_inline_mub7rvPPw11qm6t07.gif

Ma niewiarygodnie bladą i twardą skórę. Jego oczy są ciemno czerwone, prawie purpurowe,
Może nie jestem jakąś specjalistką od kolorów, ale ciemnej czerwieni jednak dość daleko do purpury.
A mnie zastanawia ta twarda skóra. Znaczy co, wszędzie ma taką zrogowaciałą, jak się na piętach zdarza?
No coś ty, bieluśką jak mleko i twardą jak marmur. Ułatwia mu maskowanie się w dizajnerskich biurowcach.

ale po jakimś czasie stają się jednak miodowe z przebłyskiem czerwieni.
Ale po jakim? Tak bliżej siedmiu minut, czy raczej osiemdziesięciu lat? No i od czego licząc? I czemu w ogóle to się dzieje? Tyle pytań, tyle pytań...

Włosy jaśnieją.
Blaskiem jego cnoty, rzecz jasna.
Może też czasowo, jak oczy? BTW czemu u wampira na głodzie zmienia się kolor oczu, a nie ma na przykład rozdwajających się końcówek albo pryszczy na nosie, ja się pytam.
W sumie nikt nie stwierdził, że zmieniają się na głodzie. Może akurat sygnalizują przepełnienie pęcherza albo debet na karcie.

Przez pierwsze kilka lat jego nauczycielem był Karens Darkness.
Rozumiem, że ma to jakiś głęboki związek z jego wyglądem?
Może Karens jest także jego stylistą?

Leiviw buntuje się przeciwko swojemu "ojcu". Udając człowieka, mieszka w dość dużym i znanym z dostatku mieście Newstonss.
Darkness, Newstonss… Jak widać im więcej “s”, tym bardziej cool.
Wampiry mówią wężomową.
Albo po prostu seplenią przez te dłuższe zęby.

Pracuje jako prezes wielkiego banku.
No bo widział ktoś kiedyś wampira na kasie w Lidlu?

Na tą posadę dostał się oczywiście bez problemu, ponieważ przez te 290 lat, które przeżył jako wampir zdążył już zrobić wiele kierunków studiów, w najlepszych na świecie szkołach.
Studiował kulturoznawstwo, religioznawstwo i filozofię, a potem jeszcze doprawił medycyną. Tak właśnie zostaje się prezesem banku.
A bankierzy mają to do siebie, że bez mrugnięcia honorują dyplomy datowane na prawie trzysta lat wstecz.

 Wampir uwielbiający samego siebie. Jego charakter jest oschły i odrzucający
I trochę zalatuje wędzoną makrelą.

.Wydaje się wręcz, że nie posiada żadnych uczuć.
Ale jednocześnie samego siebie uwielbia. Cóż, może robi to bardzo dyskretnie.
W domu po kryjomu.

Nie pogodził się jednak z wiecznym życiem, wolał by przeżyć jedno, "lepsze" życie.
Lepsze niż wszechstronnie wykształconego prezesa banku? Niektórym to nie dogodzisz.

Jedyne co najbardziej odpowiada mu w wampiryźmie, to zabijanie ludzi.
Czyli jest też kilka innych jedynych rzeczy, które odpowiadają mu trochę mniej?

Podkreśla to bowiem jego niechęć do istot żywych, z poprzedniego życia.
...To ma sens.
Ach, czyli zabija, bo dobrze to wygląda w jego CV dla Ligi Mizantropów… do której próbuje się dostać od przeszło trzech wieków. Plus za determinację.

Jego wiernym przyjacielem jest wampir, którego Leiviw wielokrotnie wykorzystywał we własnych sprawach, z czego Joenh nie zdawał sobie sprawy.
Joenh, Leiviw… AŁtorko, jesteś pewna, że jak wymyślałaś imiona, to po klawiaturze nie przeszedł ci się kot?
Zawsze myślał, że w tych kolejkach na poczcie i w skarbówce to stoi wyłącznie we własnym interesie.

Joenh Kertis
Pochodzi z małego miasteczka Ranswi, w którym mieszkał z rodzicami  i był jednym z biedniejszych mieszkańców. Jako człowiek miał bardzo słodką i kuszącą wampiry krew. Między innymi przez to Karens zamienił go w wampira.
Bez sensu, nie lepiej byłoby zrobić z niego ludzki odpowiednik krowy dojnej?
Może przeterminowałby się po jakimś czasie?
Jest dość naiwny o przyjaznym nastawieniu i ironicznym poczuciu humoru. Jako przyjaciel Leiviwa sprawdzał się idealnie, szczególnie w interesie samego Leiviwa.
Jejku, jaka bezinteresowana musiała być ta przyjaźń!
No brzmi to trochę jak friends with benefits, nie da się ukryć.

Na każdym kroku wspiera swoją narzeczoną Alivię, która po nieprzyjemnej historii z przyjacielem Joenh'a, ma raczej dystans do narzeczonego.
Powoli zaczynam się gubić w tym, kto tu komu co zrobił, wiecie?

W jednej z walk z wilkołakami, jakie Joenh lubił prowadzić, został ugryziony przez wilka. Ten odgryzł mu prawie połowę twarzy, ale nie odrzucił jej daleko, dla tego Joenh zdołał ją uratować.














I później co… dokleił ją sobie?
Przecież nie ma takiej rzeczy, której nie naprawi rolka scotcha i zagięty gwóźdź.


  Alivia Delgado vien Santos
Pochodzi z północnej Seilanvii, kraju w którym słońca i wody jest pod dostatkiem.
...To miło.
Dobrze przecież wiedzieć takie rzeczy. To istotny background w opku o wampirach! Choć przyznam, że brakuje mi info, czy malują okiennice na niebiesko.

Została przemieniona w roku 2259,mając 29 lat.
Wyjątkowa wampirzyca, ponieważ po przemianie nie zmieniła swojego wyglądu.
Sam Thranduil zaoferował, że zrobi jej makeover, ale była nieugięta.

Nadal ma dość ciemną i lśniącą karnację oraz zielone oczy. Jej uroda jest charakterystyczna dla Seilanvijek: Ciemne włosy (w jej przypadku są one rude) i cienkie wyjątkowo lśniące usta.
Ło takie:
W DA: Inkwizycja jest taki swuaczek, który określa, jak bardzo będą lśniły usta postaci. Widać Alivia pojechała po całości.

Karens długo rozmyślał nad przypadkiem Alivii, w pewnym etapie chciał ją nawet zabić, czemu przeciwstawił się Leiviw. Na początku uważano że wampirzyca nie przeszła do końca przemiany, ale po kilku testach i wpuszczaniu w jej żyły wielkich ilości jadu stwierdzono, że jest ona w stu procentach wampirem.
Jako człowiek była szczęśliwą mężatką, ze śliczną siedmioletnią córeczką o imieniu Kaila, która również, zaraz  po mamie stała się wampirem.
Och jak słodko! Ciekawe czy na na drugie śniadanie do szkoły dają jej kanapki z krwią.
Kompocik!

Alivia jednak, po przemianie zapomniała o dziecku i szczęściu z poprzedniego życia.
A spragniona krwi i nieobliczalna siedmiolatka dziesiątkuje wioski.
No coś ty, chyba nie sugerujesz, że mroczny i niebezpieczny może być ktokolwiek poza głównym bohaterem.

Małej Kaili ojca zastąpił Karens, który od samego początku ją uwielbiał i jako jedynej wampirzycy spełnia każdą zachciankę.
  • Tatoooo, chcę lizaka.
  • Nie mamy lizaków, pączuszku, ale chcesz może świeże flaczki? Chwilę temu wyprute, z naszego ogrodnika!

Alivia jest narzeczoną Joenh'a, ale wciąż jeszcze kocha Leiviwa, z którym wcześniej była.
A to te zaręczyny z czego wynikły, przegrała zakład czy co?

***

Młoda dziewczyna z rozwianymi bląd (zaiste, bląd) włosami, w przewiewnej niebieskiej sukience, biegła po ścieżce w stronę domu. Las dookoła niej wydawał śliczne odgłosy.
Drzewa robiły “Ćwir! Ćwir!” a krzaki “Szelestu, szelestu”?
"Było smaszno, a jaszmije smukwijne
Świdrokrętnie na zegwniku wężały,
Peliczaple stały smutcholijne
I zbłąkinie rykoświstąkały.
ŚLICZNIE."
©Makary

Właśnie zaćwierkał obok dziewczyny mały ptaszek, o cieniutkim głosiku kiedy usłyszała głos:
-Lishian....!!! Pośpiesz się... Co z twoim opowiadaniem??
Khę.









Księga 1


(...)„Wampiry gaszą wieczność  gwiazd i gaszą serce krwawe.
       Zhańbiona  ciała-pusty dwór- zhańbione serce krwawe.
       Wtem tryumfalnie zapiał kur- I pękło serce krwawe."
Tadeusz Miciński, naprawdę? NAPRAWDĘ?



                                               







Rozdział 1
-Uważam panowie, że to naprawdę dobra inwestycja.-donośny męski głos przebiegł przez nie dużą lecz całkiem małą salę z długim stołem ustawionym na jej środku. Dwadzieścia głów obróciło się w stronę mężczyzny o bardzo bladej, wpływowej twarzy i jasnych włosach.
Jaka to jest wpływowa twarz? Taka, która dostaje profity za te mityczne piękne oczy?
Taka z makijażem + 5 do testów na perswazję. Ewentualnie coś wpływało na tę twarz. Może liszaj.

Miał około 32lat.
Dokładny ogląd pozwalał zawęzić ten szacunek do 31 lat i 7 miesięcy.

Siedział przy jednym z dwóch osobnych końcy stołu i drapał się palcy po nosie.
Jak to jest, gdy stół ma osobne końce? Jest sobie stół, potem długo nic, a potem koniec stołu?

Jego  miejsce wydawało się honorowe.
...Ale tak naprawdę było oślą ławką?
Tak naprawdę było podstępne, dwulicowe i rozpuszczało podłe plotki. I wydawało pierdzący dźwięk przy siadaniu.

-A więc przyjmujemy ta ofertę panie prezesie?- spytał jeden z rozmawiających
-Tak, sądzę że to nie zaszkodzi firmie.
Nie ma nic lepszego niż plan biznesowy opierający się na "co może pójść nie tak?".

-Po tych słowach wstał i bez słowa wyszedł z Sali. Większość zebranych podążyło za nim wzrokiem, a z ich ust wydały się szmery oburzenia.
To byli ludzie czy zarośla w garniturach?!

Mężczyzna przeszedł przez wielki korytarz, zszedł po schodach i udał się do obitego drewnem, przytulnego gabinetu.
Wszystko było obite drewnem, włącznie z oknami. Ale to nie jego wina, że solidne sosnowe deski dookoła dawały mu komfortowe poczucie leżenia w rodzinnej trumnie.

Zdjął czarną marynarkę i rzucił ją niedbale na tak samo czarny fotel. Poruszając się całkowicie bezszelestnie, podszedł do (czarnego?) biurka wyciągając z niego kilkoma ruchami stertę kartek.
Kilkoma, bo miał problemy z odklejeniem ich od biurka.

Przeczytał i wypełnił je w 10 minut. Potem wstał i wyszedł z pomieszczenia trzymając w ręku jedną kartę, zapisana urzędowym językiem.
...ale urzędowym jakiego państwa?

Po drodze do wyjścia z budynku rzucił papier na biurko sekretarki.
-Do Bridga Reisa- rzekł, na co sekretarka zareagowała błyskawicznie.
I transformowała się w fax.

Rozdział 2


Wieczór był dość chłodny, a niebo gwieździste i bezchmurne. Mężczyzna szedł po cichej, oświetlonej uliczce w stronę ciemnej i wąskiej.
To bardzo dobra decyzja jest. Nie ma słabych punktów.
Dla zaakcentowania zakazaności uliczki w powietrzu przeleciało kilka noży. I piła mechaniczna.

Przebył tą drogę dwa razy szybciej niż normalny człowiek. Już po kilku minutach stał na skrzyżowaniu dwóch ulic, jednej głównej, wesołej, przepełnionej sklepami, drugiej ciasnej, nieprzyjemnej, wręcz strasznej. Na ścianach bloków było tylko po kilka okien.
O nie! Tylko nie brak okien! (Może po prostu to była ta strona bloku, po której są łazienki albo klatki schodowe…?)
Niee, to ta uliczka była tak straszna, że mieszkańcy sami je zamurowywali.

Mężczyzna mocno wciągnął powietrze, przepełnione znanym mu zapachem, w płuca.
Dobrze, że nie do kieszeni.

Jego oczy, nawet w mroku, szybko znalazły cel poszukiwań.
-Witaj bracie-głos dobiegał gdzieś z końca uliczki, był to szept, lecz dla mężczyzny idealnie słyszalny.(...)
-Czego chcesz Joenh?!-mężczyzna szedł już w stronę niedużego, białego domku, wyróżniającego się nie tylko tym, że był na tej ulicy jedynym domem, ale również ilością okien i stanem. Tylko on był idealnie zadbany i przesadnie czysty.
Dom otaczała krótka trawa, zamiast ogródka i czarne metalowe ogrodzenie, zdobione wzorami w kształcie koron.
Dom otaczała “zamiast ogródka”. Ktoś wie, jak wygląda coś takiego?
Jak popieprzone.

-A może by Tak grzeczniej do pobratymca
Kto tu wzywa imię Taka nadaremno?

-uśmiechający się mężczyzna, o długich blond włosach, bladej skórze i bliźnie na prawej stronie twarzy, kucał na jednym z wysokich murków płotu.
Murek płotu… a to wiem! To coś jak ława stołu!

Jego długa peleryna łagodnie powiewała na wietrze.
Tak sobie myślę… a jeśli te wszystkie samopowiewające peleryny działają, bo mają w sobie np. 10% włosia z Hatifnatów?
Inną alternatywą są małe wiatraczki w dupie, które wprawiają ją w ruch.

-A więc, może wejdziesz do środka Jo?- rzekł z sarkazmem stojący przy furtce mężczyzna.
-Tak, wstąpię na chwilkę, na herbatkę- odpowiedział Joenh, po czym zeskoczył z murka zwinnym ruchem i zaczął śmiać się ze swojego dobrego żartu.









Ale pomyśl, jakie smutne muszą mieć życie, skoro bawią ich takie rzeczy.

Obaj mężczyźni ruszyli w stronę drzwi. Pierwszy wszedł właściciel. Od razu przy wejściu ściągną buty i zapalił światło.
I zaraz widać, że jesteśmy w Polsce. Ciekawe, czy da gościowi kapcie.

-zdziczałeś tu- Joenh odezwał się z krzesła stojącego po drugiej stronie przestronnego salonu, stopy w obuwiu oparte miał o blat stołu, a oczy wędrowały po pokoju.
Zajrzały do cukiernicy i puszki z ciastkami, a na koniec zrzuciły z półki kubek z kawą.

Wnętrze było nowoczesne i eleganckie. Na jednej ze ścian wisiał wielki, plazmowy telewizor, a na suficie wiele małych lampek.
-Zdążyłem przyzwyczaić się do ludzkich zwyczajów-mężczyzna odkręcił stojącą na małym stoliku butelkę brandy, wlał trochę do szklanki i wypił z obojętnością na twarzy.
Trochę się w sumie zmuszał, bo nie smakowała mu za Chiny, ale jakoś musiał zaakcentować swoją twardość i nieczułość, prawda.

-Leiviw, minęły dwa lata, daliśmy ci spokój, czas na namyślenie się, ale chyba nie zamierzasz zostać tu na stałe. -Joenh był wzburzony. Gdy mówił poderwał się z krzesła, a na stole zostały wklęsłe ślady jego nóg.
Albowiem był to stół z plasteliny.
Z wosku. Stopniał od żaru zajebistości, jaką promieniuje protagonista.
©Makary

-Co to za „cyrk" z ta walizeczką w ręku, kiedy wróciłeś teraz do domu?! -Leiviw nie odpowiedział od razu. Włożył szklankę do pustego zlewu i usiadł z powrotem na kremową kanapę.
Zlewu…? To jest kawalerka, czy jednak siedzą w kuchni?
Z powrotem? Przecież stał do tej pory.

-Pracuję, nie mam zamiaru wracać na razie do Vereniv. -Rzekł w końcu spokojnym głosem.
-Ojciec kazał mi sprowadzić cię za wszelką cenę. -Kontynuował Joenh, tak jakby nie usłyszał odpowiedzi Leiviwa.
-Brakuje nam twoich zdolności...
-A więc o to chodzi!- Przerwał mu w pół zdania Leiviw. -Nie umiecie poradzić sobie z Weilentami bez tarczy...!!-Mężczyzna nie był już tak opanowany.
Ktoś mi rozrysuje, ilu facetów siedzi w tym pokoju i który co mówi?

- Powiedz Karensowi, że nie jestem już jego wiernym psem. (...)
-Nie chodzi tylko o Weilentów. Ojciec martwi się o ciebie, zastanawia się, dla czego się tak męczysz przebywając całe dnie z ludźmi, nie wysysając z nich ani kropli krwi. -Joenh usprawiedliwiał siebie i ojca.
-Po pierwsze-zaczął drugi rozmówca-nie uważam już Karensa za swojego ojca. Po drugie, on nawet nie jest ze mną spokrewniony.

-To nie prawda, w naszych żyłach płynie ten sam jad, jaki posiada ojciec i cała nasza rodzina... -przerwał mu Joenh
Krew, jad, jeden pies.

-Tak,- kontynuował Leiviw -ale to nie jest prawdziwa więź rodzinna, jesteśmy po prostu przez niego stworzeni i możemy odejść od niego kiedy nam się to podoba i robić co chcemy, bez jego pozwolenia. -Joenh patrzył na niego z lekkim niedowierzaniem.
A jakbyście byli spokrewnieni, to byście nie mogli?
Coś ty, wtedy sąsiedzi zaczęliby krzywo patrzeć.

-(...) Przecież gdyby ojciec nie wyciągną z nas po przemianie trochę ludzkiej natury, bylibyśmy zwykłymi, wściekłymi krwiopijcami, nieumiejącymi poradzić sobie z choćby lekkim pragnieniem. (...) -Joenh mówił to z wielkim uszanowaniem dla Karensa.
-Może lepiej by było   gdyby Karens w ogóle nie przemienił nas w wampiry. -głos Leiviw'a był cichszy i niepewny. -Umarli byśmy spokojnie, po jakiś 60-ciu latach, nikomu nie szkodząc.
Ach, a ta "niechęć do istot żywych" w opisie postaci to już jest nieaktualna, tak?

-A więc masz mu za złe-powiedział oskarżycielskim tonem Joenh. -masz mu za złe to, że obdarzył cię siłą, szybkością, idealnymi zmysłami, z co najważniejsze nieśmiertelnością...?! -Jo mówiąc to znowu wstał z krzesła.
-Ale skazał mnie też na pozbawianie ludzi życia -odrzekł Leiviw -picia krwi niewinnych istot.
-Ha...! -Joenh odpowiedział trochę poirytowanym tonem. -I kto to mówi... -wskazał ręką na Leiviw'a -wampir, który sam uczył mnie, jak polować na ludzi żeby sprawić im najwięcej bólu...! Wampir, który polował jedynie dla rozrywki! -Joenh zmienił swój ton głosu w prawie śmiech.
Miał do tego specjalny pstryczek.
Klimaty z Pamiętników wampirów wyczuwam tu. Moc tego serialu jest w tym opku silna.
Powiedziałabym nawet, że klimaty "Wywiadu z wampirem". Minus emocje, rzecz jasna.

-Skończ już, nie wrócę i koniec tematu.-Powiedział Leiviw przez zaciśnięte zęby, po czym obrócił głową w dwie strony, co trwało mniej niż sekundę i już rozbijał się na Joenh'się trzymany wcześniej przez Leiviwa, szklany dzban.
Co to, jakaś magia gestykulacyjna? Kiwniesz głową - dzban się tłucze. Mrugniesz - gotuje się woda w czajniku?
To taki system zabezpieczeń antywłamaniowych, wiesz. Czasem wystarczy klaśnięcie żeby zapalić światło, albo komenda głosowa żeby wezwać ochronę… Obrót głowy najwyraźniej posyła najbliższy szklany przedmiot w kierunku głowy napastnika.

Jo obrócił się w stronę drzwi, wyszedł i rzekł jeszcze przy bramce
-Zapomniał bym, Alivia cię pozdrawia.
Zabrzmiało to ponuro i złowieszczo.