niedziela, 14 grudnia 2014

Voldemort pod umówonym jaworem, czyli Kserkses Riddle, cz. 2/2

Witajcie!

Dziś dalszy ciąg przygód nowego, odmienionego Harry’ego. Dowiecie się między innymi, jak Voldemort wyprał mu mózg przekonał go do siebie, dlaczego Dumbledre jest głupi i ma wszy, a także jaki jest związek między Czarnym Panem a cygańskimi wróżkami. Voldi wystąpi w roli pielęgniarki, Harry nie będzie miał nic przeciwko masowemu mordowaniu mugoli, a sens będzie malał, bladł i kurczył się i niczym źle wyprana bielizna. Nam cierpliwość też malała, więc musiałyśmy porządnie pociąć opko, inaczej wszyscy padlibyśmy z nudów.
Mimo wszystko - indżojcie!



Harry jęknął cicho, gdy jego oprawca opuścił pokój, a po chwili, wyczerpany bólem, stracił przytomność. Nie słyszał jak jego wujostwo zasiadło do kolacji, nie słyszał jak Dudley dla zabawy wali w jego drzwi i ścianę żeby go podenerwować i, co najważniejsze, nie słyszał jak zegar wybija północ.


Twierdza Lorda Voldemorta kilka dni wcześniej.
Po takim wstępie pozostaje nam tylko czekać na Lord Voldemort (70.). Also, od kiedy Voldzio mieszka w twierdzy? Chyba że przez całe lato Śmierciożercy pracowali nad ufortyfikowaniem tego jego dworku, strugali pale, kopali fosę, te sprawy.
Pozazdrościł Sarumanowi. Bycie złym czarodziejem zobowiązuje - czekam więc na armię orków.

Voldemort był zadowolony. Dzisiejsze spotkanie śmierciożerców zdecydowanie poszło lepiej niż mógł się spodziewać.
Laserowy wskaźnik się nie zacinał i udało mu się odpalić rzutnik już za piątym podejściem.
Poza tym według statystyk ich wskaźnik mroczności podskoczył o dwa procent od zeszłego wtorku.

Od czasu nieudanego odbicia tej przeklętej przepowiedni nic nie szło po jego myśli, a tu taka niespodzianka - jeden z jego szpiegów odkrył przypadkiem coś, co może zasądzić o wyniku wojny i dać mu przepustkę do zwycięstwa i całkowitej władzy.
Był to Sędzia Fabularny, bardzo rzadko wykorzystywany zabieg narracyjny polegający na wprowadzeniu w świat przedstawiony postaci, która prawomocnym wyrokiem zasądza, która ze stron konfliktu zasługuje na wygraną.

Dziewczyna była w jego szeregach dopiero pół roku, a już zasłużyła się bardziej niż którykolwiek z reszty głupców, którzy byli mu podlegli.
Oczywiście że tak. Sama pokona wszystkich wrogów, niczym Mike Danton w tym filmie:

Przeglądał z zadowoleniem papiery.
Czary, feudalne tytuły, tajemne stowarzyszenia - to tylko oprawa graficzna. Każda organizacja musi mieć bowiem strukturę korporacji, w której główną aktywnością przywódcy jest przerzucanie papierów i regularne mitingi motywujące z podwładnymi.
Ciekawe, czy mają też szkolenia.

O tak, to mu na pewno pomoże przeciągnąć dzieciaka.
Pod kilem, jak rozumiem? Ewentualnie przez maglownicę?

Głupi Dumbledore nie pomyślał, żeby usunąć wszystkie ślady swojej niekompetencji. Okłamywał swojego Złotego Chłopca, a Voldemort wątpił, by ten był z tego powodu szczególnie zadowolony.
Ach, to kolejne z tych opek, w którym Voldemort jest surowy, ale sprawiedliwy i mrocznie pociągający, zaś Dumbledore to załgany kombinator o kompetencjach Stirlitza. Brace yourselves.

Zwłaszcza, że już wcześniej odkrył, że pomiędzy "zwłaszcza/mimo" a "że" NIGDY nie ma przecinka zasłona w Departamencie Tajemnic tak naprawdę wcale nie była równoznaczna śmierci, a był pewien wiedzy dyrektora w tym temacie.
Bo… nie była. To przejście przez tę zasłonę było.
Dyrektor zataił przed Potterem tę wiedzę, ponieważ tak naprawdę od dawna nie znosił Syriusza. Gówniarz w szkole ciągle wagarował z jego zajęć.

Teraz postanowił przedstawić ten fakt chłopakowi, żeby ten zgodził się z nim spotkać z własnej woli. Mógł co prawda wkroczyć do mieszkania tych durnym Dursleyów, ale działy mu się dziwne rzeczy z deklinacją i wolał nie pokazywać się publicznie  nie zamierzał zwalać sobie na głowę całego Zakonu z Dumbledorem na czele.
Bo choćby zbliżenie się do Pottera wcale nie spowoduje zwalenia sobie Zakonu na głowę. To wcale nie tak, że chłopak był pilnowany.
Skoro Dumbledore jest taki zły, to pewnie go nie pilnuje. I jeszcze kradnie renty staruszkom.

Napisał do Pottera i uśmiechnął się do siebie, kiedy dostał odpowiedź. Dawno nie miał tak dobrego humoru, który w dodatku nie przechodził mu przez kolejne dwa dni.
Snujący się po kątach twierdzy Voldemorta Śmierciożercy przecierali w zdumieniu oczy, widząc szefa przemierzającego korytarze w rytmie Billy Jean i z furkotem zjeżdżającego po poręczach.
Naprawdę zaczęli się jednak niepokoić, kiedy zaczął wyrywać kwiatkom płatki i bełkotać coś w stylu “Kocha, lubi, czaruje…”

Do czasu…

Park w pobliżu Privet Drive, po północy, trzy dni po zakończeniu piątego roku nauki przez Harrego Pottera.
Chłopak spóźniał się już ponad kwadrans i Riddle zaczynał być coraz bardziej wściekły.
Wystając o północy na placu zabaw z dwoma kubkami stygnącej kawy ze Starbucksa czuł się jak wystawiony do wiatru pedofil.


[Voldemort focha się jak licealista, którego dziewczyna spóźnia się na randkę, więc za nic mając resztki własnej godności postanawia zrobić Potterowi wjazd na kwadrat.]

Ignorując wszelkie bariery aportował się bezdźwięcznie do miejsca, w którym czuł magię chłopaka i stanął jak wryty, zapominając od razu o całym monologu jaki chciał wykorzystać w stosunku do tego niewdzięcznika.
Monolog składał się niemal wyłącznie z "bo ty nigdy" i "bo ty zawsze" oraz zmierzał prostą drogą w kierunku "wszystkie moje orgazmy były udawane".

Chłopak leżał na podłodze zwinięty w kłębek, w opłakanym stanie, oddychając ciężko i powoli.
Opłakany stan leżał rozłożony na podłodze, nieco zużyty i wystrzępiony przy końcach.
Mówiłam, że to “pilnowanie” Dumbla jest jakieś lipne.

Był w samych spodniach, więc od razu rzucały się w oczy ślady odbitego pasa, całe zsiniałe i spuchnięte. Prawdopodobnie doszło też do uszkodzenia żeber, bo widać było wielki siniak na klatce piersiowej. Podszedł bliżej (siniak? pas? opłakany stan?) zauważając, że z okularów chłopca zostały okruchy i połamane ramki leżące na ziemi. Podjął decyzję w ułamku sekund.
I dobił, elegancko finalizując blisko piętnastoletni plan zabicia smarkacza?

Bezszelestnie przywołał rzeczy chłopca z głębi domu, omijając wszystkie przeszkody i drzwi. Nie chciał zbyt szybko zwrócić uwagi na zniknięcie Pottera. Pomniejszył kufer i schował go do kieszeni szat, wziął chłopaka na ręce i teleportował się z nim do swojego domu, o którym wiedział tylko on i Nagini.
Mógłby go oczywiście utrzymywać w powietrzu przy pomocy różdżki, ale trzymanie półnagiego nastolatka dramatycznie zwisającego z rąk dawało o wiele lepszy efekt.
Poza tym tak naprawdę w środku miał miękkie serce szczeniaczka, które kwili na widok każdego nieszczęścia!

Potrzebował spokoju i czasu żeby wyleczyć nastolatka oraz poważnie z nim porozmawiać, a nie mógł ufać śmierciożercom w tak ważnej dla niego sprawie.
Czasu? Kilka siniaków i złamanie, pani Pomfrey radzi sobie z takimi sprawami w czasie przerwy śniadaniowej. Chyba że Voldemort będzie mu, nie wiem, przystawiał pijawki czy coś.
A Śmierciożercom raczej, że nie może ufać, oni mogliby mu na przykład podsunąć tak szalony pomysł jak szybkie wyeliminowanie zamiast leczenia.

Harry obudził się z wrażeniem, że zapomniał o czymś bardzo ważnym. Czuł ból promieniujący z całego ciała. Wiedział, że wuj tym razem posunął się do drastycznych środków i wyżył się na nim za wszystkie lata - nie pamiętał nawet kiedy Vernon przestał ani kiedy sam stracił przytomność.
A wiedział chociaż, z jakiego powodu go nie powstrzymał? Innego niż by przeistoczyć się w Bohatera Sponiewieranego.

Otworzył oczy i rozejrzał się powoli ze zdziwieniem. Nie poznawał pomieszczenia, w którym się znajdował. Dokładniejszą identyfikacje mógł mu utrudnić brak okularów, ale był stuprocentowo pewien, że nigdy wcześniej nie znajdował się w tym pokoju. (...) Chciał właśnie zawołać Rona albo Hermionę, domyślając się, że znajduje się w nowej kwaterze Zakonu Feniksa (A domyślał się tego, ponieważ Dumblowi często zdarzało się teleportować go znienacka do siedziby. Było to wkurzające zwłaszcza w tych momentach, kiedy właśnie był w łazience.), kiedy drzwi do pokoju otworzyły się. Wszedł przez nie wysoki brunet w czarnej szacie, z tacą w ręku.
- O, widzę, że szanowny gość raczył wrócić do świata żywych. Trochę ci to zajęło.
Pierwsze kroki Voldemorta w świecie pasywnej agresji były raczej chwiejne, ale nie gasiło to jego determinacji, by odgrywać przed gówniarzem zrzędliwą ciotkę.

- Żywych? O czym ty mówisz? I kim w ogóle jesteś? Ile spałem? – Zapytał Harry, rezygnując z pozorów dobrego wychowania obserwując jak nieznajomy spokojnie odkłada tace (wszystkie sześć) na stolik obok łóżka i siada na krześle przy nim.
- Po kolei. Byliśmy umówieni, ale nie przyszedłeś, więc postanowiłem sprawdzić, co przeszkodziło twojej gryfońskiej naturze w dotrzymaniu umowy.
Czytaj: Laury nie było pod umówionym jaworem, więc Filona ego zabolało i przyszedł urządzić awanturę.

- Umówieni? Nie byłem z tobą umówiony! Nawet cię nie znam.
- Harry, Harry, Harry. Nie ostrzegali cię, żeby nie umawiać się w odludnych miejscach z nieznajomymi poznanymi przez sowią pocztę? Jestem WickedWitch14. - Mężczyzna mrugnął porozumiewawczo.

- Doprawdy? Gdzie miałeś być o północy w dniu, w którym twój wuj postanowił dać pokaz swojej siły?
- Miałem się spotkać z Voldemortem, ale ty nie możesz być Vol... - Nie dokończył, patrząc w coraz większym zdumieniu na ironiczny uśmiech swojego rozmówcy.
Stężenie ironicznych uśmiechów w tym opku jest podejrzanie mocne. Człowiek czuje się odurzony już po kilku rozdziałach.

- Dlaczego nie mogę?
- Ty masz nos! - Odparł chłopak, jakby to było najbardziej oczywiste wytłumaczenie na świecie.
Oj Harry, nie możesz się tak czepiać tego, jak ludzie chodzą po domu. Jedni przebierają się w dresy, inni w ciuchy tak zasierścione, że już spisane na straty, a Voldemort zakłada nos i zaklęcie odmładzające go na seksowną czterdziestkę. Każdemu jego porno.

Nieznajomy nie krył powiększającego się uśmiechu,
http://www.thefilmleague.com/wp-content/uploads/2011/06/TheManWhoLaughs9.jpg

a na widok rosnącego zdumienia na twarzy nastolatka w końcu nie wytrzymał i roześmiał się głośno.
- Harry Potterze, zawsze potrafiłeś mnie rozbawić. Jednak muszę przyznać rację twojej spostrzegawczości.
Spostrzegawczość zamruczała, zadowolona z pochwały.
A sens zakwilił pod łóżkiem, skopany bardziej niż Harry wcześniej.

Mam nos. Mam też oczy i usta i... - Pomacał się ręką po głowie. – Och! Mam nawet włosy – dodał, szczerze rozbawiony na widok miny chłopaka.
A nerki? Nerki są bardzo ważne.
Wątroba też by się przydała.
(Przyznam, że przeżyłam sekundę grozy, bo wystraszyłam się, że pomaca się po czymś innym niż głowa.)

- Odpowiadając na resztę twoich pytań... Jak już sam zdążyłeś zauważyć, jestem Tom Marvolo Riddle znany jako Lord Voldemort, a ty byłeś nieprzytomny przez dwa dni.
I ja wcale nie faszerowałem cię laudanum, żebyś spał tak długo, to zupełnie normalne po tym, jak wuj przeciągnął ci paskiem po grzbiecie.
E tam laudanum zaraz. Mleczkiem makowym go poił, toż to substancja pochodzenia roślinnego, musi być zdrowa!
A laudanum niby nie?

- Byłem nieprzytomny...? A ty, Wielki Niedoszły Pan i Władca Czarodziejskiego Świata postanowiłeś bezinteresownie uratować mi życie? - Zapytał Harry, obserwując grymas, który przebiegł przez twarz mężczyzny po usłyszeniu nadanego mu tytułu.
Od tak nieudolnej ironii nawet Voldemorta zabolały zęby.

- Nie do końca. Miałem w tym swój interes.
- Jaki? - Zapytał chłopak, szykując się w duchu na tortury mające na celu zmuszenie go do przyłączenia się do tego psychopaty.
Ale Harry, czemu od razu tak dramatycznie? Jest przecież Imperius, pamiętasz?
“Interes” w kontekście tortur brzmi bardzo kinky.

- Nie mogłem pozwolić jedynemu rodzonemu spadkobiercy fortuny Riddle'ów,
Uuu, Voldi, ojca się morduje i wypiera jego nazwiska, ale pieniążki po nim to już nie śmierdzą, co? Nawet mugolskie pieniążki? Co masz zamiar z nimi zrobić, staruszku, zrobić taaaaakie zakupy w Tesco?
Gdzie tam w Tesco, na Amazonie zaszaleje.

następnemu po mnie dziedzicowi Slytherina, mojemu synowi i przyszłej prawej ręce zejść z tego świata z powodu głupiego mugola – odparł Lord takim tonem jakby dyktował komuś listę zakupów.
Co nasuwało niejakie podejrzenia, że tę przemowę pieczołowicie sobie przygotował i od dawna trenował nonszalancki ton.

Przez chwilę mógł obserwować głęboki szok na twarzy chłopca, po czym tamten najzwyczajniej w świecie zemdlał. - Słabeusz – wymruczał kpiąco i podał mu kilka eliksirów, po czym wyszedł z pokoju, wiedząc, że chłopak obudzi się dopiero następnego dnia.
Co jak co, ale z magii leczniczej to on jest bardzo słaby.
Z podstaw pierwszej pomocy jeszcze słabszy, inaczej by wiedział, że nieprzytomnemu się niczego do gardła nie leje.
(Albo to naprawdę jest mleczko makowe.)

ROZDZIAŁ DRUGI
Ponowne przebudzenie nie było już fizycznie tak bardzo nie_przyjemne jak za pierwszym razem. Nie czuł żadnego podejrzanego mrowienia ani skurczów ostrzegających przed bólem, więc delikatnie by nie urazić świeżych blizn, podniósł się do pozycji siedzącej.
Po czym mu się te blizny zrobiły, po operacyjnym usunięciu resztek kanoniczności? Bo narrator wcześniej wspominał tylko o siniakach i opuchliźnie.
To były blizny na zranionym honorze.

Rozejrzał się w poszukiwaniu okularów, a kiedy ich nie znalazł pomyślał, że właśnie być może zbliża się finałowa potyczka z Czarnym Panem, a on nawet nie będzie mógł dobrze wycelować.
Ja na jego miejscu martwiłabym się bardziej, że epicką the final battle stoczę w piżamie.
No i od kiedy Harry używa tego wiernopoddańczego tytułu? Tak mówili tylko Śmierciożercy.
W tych eliksirach były najwyraźniej nie tylko substancje lecznicze.

- A skoro już mowa o celowaniu, gdzie się podziała moja różdżka? - mruknął wysilając wzrok i rozglądając się po pokoju, w kącie dostrzegł kształt kufra i już miał wstać, kiedy drzwi się otwarły. Pomyślał, że albo Lord jest wróżką, albo ma jakiś super system wykrywania budzących się do życia więźniów.
Albo go podglądał przez jakąś kulę-szpiegulę.
Choć wizja Voldemorta w cygańskiej chuście ma swój urok.

- Ekhm – odchrząknął przybyły – wiem, że to niegrzeczne ale twoje myśli wręcz krzyczą mi w głowie. Chciałbym zauważyć, że wcale nie jesteś tu więziony, a co do tego wykrywania to po prostu ojcowska troska – dodał sarkastycznie
Pamiętasz wszystkie te chwile, gdy pocieszałem cię po tym, jak stłukłeś sobie kolana? Ja też nie.

- Ojcowska...? Nie no, a miałem nadzieję że to tylko durny sen. Mogę oczekiwać jakiegoś wyjaśnienia? Co ci znowu padło na mózg?
Zapytał trzynastolatek upierdliwego młodszego brata.

Zaavadowałeś moich rodziców piętnaście lat temu! Mnie też próbowałeś... Przypomina się coś?
Mam ochotę dać im Zestaw Małego Zadymiarza, bo ten styl trochę przypomina rozeźlonego ulicznika, a trochę pięciolatka.

- Chłopcze – warknął mężczyzna – to, że nie zamierzam cię zabić, wcale nie oznacza że nie zamierzam doprowadzić cię na skraj tego stanu! Więc pilnuj języka. - kontynuował morderczym tonem.
Nie myśl sobie, że skoro cię teraz leczę, to nie zamierzam za chwilę zniwelować działania leków!
Nigdy nie byłem dobry z logiki! - groził.

Podszedł do łóżka z tacą pełną kolejnego tatałajstwa (leżało na niej pięciu alfonsów, trzech mafiozów i jeden boss narkotykowy, wszyscy z jabłkami w zębach), odstawił ją i pchnął chłopaka na poduszki. - Masz leżeć. Nie po to męczę się od trzech dni żeby wszystko szlag trafiło. Gdzieś już lazł? - dodał spokojniej, nie próbując już nawet maskować prowincjonalnego zaciągania. Transformacja w zrzędliwą ciotkę niemal się dokonała.
Widzę Voldiego w wałkach na głowie, ze starym i wrednym kotem pod pachą…
I w spranej koszuli nocnej.

- Po różdżkę – odparł tamten obrażonym tonem
- A po co ci ona teraz? - zapytał Voldemort tonem czystego zdumienia
- Noo, żeby się bronić? - odparł Harry nie do końca wiedząc co się dzieje i zastanawiając się czy skądś zaraz nie wyskoczy Ron z bliźniakami.
- Bronić? - Lord zdecydowanie nie nadążał za torem myślowym chłopca.
Lordzie, możesz przestać aż tak bardzo grać głupa?
Martwię się, że on jednak nie gra.

- No tak, przed tobą.
- Jakbym cię chciał zabić, idioto, to dokończyłbym dzieło twojego wuja, zamiast cie ratować, nie sądzisz? - zadał pytanie na które Potter już miał gotową odpowiedź.
- Tak, ale teraz będziesz mnie torturował! Chcę się przed tym bronić!
Bo będziesz mnie torturował, prawda? Powiedz, że tak, muszę być bohaterem!
Już przećwiczyłem sobie dzielne miny i harde odzywki! No weź!

(...)- Och – zaczął Riddle zrezygnowanym tonem – ustalmy kilka faktów. Nie zamierzam cię zabijać. Torturować w najbliższym czasie też nie, przynajmniej dopóki nie odzyskasz sił. Różdżki ci na razie nie oddam bo nie mogę być tak samo pewien twoich zamiarów.
Aha, bardzo uczciwe stanowisko. Od razu widać, że będzie z niego dobry ojciec.
Będę cię torturował, ale tylko jeśli niesatysfakcjonująco zaliczysz SUMy albo będziesz wybrzydzał przy posiłkach.

Masz tu eliksiry, pomogą ci wstać na nogi. - chłopak z miną cierpiętnika przyjął cztery fiolki
Nie wiedział czemu, ale przyjmowanie substancji podawanych mu przez największego wroga wydawało mu się w tej chwili całkiem niezłym pomysłem.
Nie wiadomo, czym odurzył go Voldi, kiedy ten był jeszcze nieprzytomny.
Tylko wtedy ta scena miałaby sens.

[Harry postanawia grać na zwłokę, póki nie odzyska różdżki, a Voldi kontynuuje:]
- Tak, jest coś, czego Dumbel ci nie powiedział, jeśli chodzi o twojego kundla.
Voldemort, z niewiadomych przyczyn i mocno na wyrost nazywany Lordem, z trudem powstrzymywał się, by przy każdym zdaniu nie charczeć, spluwać i smarkać na podłogę.

- Nie mów tak o nim – wywarczał chłopak w odpowiedzi.
- Nie spinaj się tak. Niech ci będzie. Black wpadł za zasłonę, ale to wcale nie oznacza że nie żyje.(...) a wręcz mam dowód że jest inaczej.(...) Siebie. Po tym – wskazał błyskawice na czole Harrego – straciłem swoje ciało i zniknąłem z tego świata na wiele lat. Nic nie może zniwelować Avady, jednak tarcza twojej głupiej matki, spowodowała że odłamek zaklęcia odbił się w moim kierunku i pozbawił mnie ciała odsyłając gdzieś między wymiary. Trafiłem za zasłonę. I dopiero przypadkiem jakiś szaman mnie stamtąd wydostał, podczas źle wypowiadanego rytualnego zaklęcia. Powróciłem w formie z jaką miałeś okazję zapoznać się na swoim pierwszym roku.
Aha, czyli wpadnięcie za zasłonę nie zabije cię, o ile byłeś zapobiegliwy i podzieliłeś swoją duszę na kilka kawałków. Good for you, nie wiem jednak, co to ma do Syriusza.

- A ty znasz ten rytuał którym mógłbym sprowadzić Syriusza?
- Mam księgi z których można go odtworzyć.
(...)
- No dobra, wszystko fajnie, dzięki za wyjaśnienia ale gdzie w tym wszystkim miejsce dla mnie, Syriusza i Dumbledore'a?
- To już opowieść, którą będę wyjawiał etapami.
Prawie jak powieść w odcinkach, super.

Póki co powiem ci tylko tyle, że dyrektor kieruje nie tylko tobą, ale większością oddanych mu ludzi i nie zamierza tak łatwo zrezygnować z tej władzy.
W wolnych chwilach śmieje się do lustra maniakalnie i makiavelicznie, nacierając się cytrynowymi dropsami.
A czasem także surowym porem. Taki jest przerażający.

Przyniosę ci zaraz obiad, przemyśl na razie to co już usłyszałeś. - Voldemort wyszedł, przeklinając w duchu to, że własna pogarda dla skrzatów domowych nie pozwala mu korzystać z ich usług, a Harry tempo wpatrywał się w ścianę przed sobą.
A widniał na niej naprawdę dorodny ort.

[Voldemort następnego dnia oprowadza Harry'ego po swej hacjendzie, gdzie wykroił dla niego zgrabny pokoik, a nawet bibliotekę i siłownię (sic!). Przy obiedzie..]
- I jak Ci minęło południe, Harry? - zaczął konwersacyjnym tonem mężczyzna po spożytym posiłku
- Daj se siana, Riddle.
Harry miał dość marne skille społeczne, więc i jego riposty pełzały na raczej żałosnym poziomie.
Może on ma zespół Tourette'a?

Więzisz mnie tu, nic nie wyjaśniasz. Zmieniłeś sposób tortur? Zamęczyć psychicznie swoją dobrocią? I jakim cudem w ogóle wyglądasz normalnie?
- Harry, cierpliwości. Jesteś tu dopiero parę dni, z czego większość spędziłeś nieprzytomny. Wygląd zawdzięczam eliksirom Vichy i kolejnemu rytuałowi.
Rytuał spa, potrójny kolagen i zajebiście dobry chirurg plastyczny. Żeby z siedemdziesiątki zrobić czterdziestkę, no no… czapki z głów.
To się dopiero nazywa magia.

- Dlaczego ubzdurałeś sobie że jesteś moim ojcem?(...)
- Nie bądź taki mądry. - warknął tamten po czym wrócił do opowieści. - Pewnego dnia niecałe dziewiętnaście lat temu, mój znakomity śmierciożerca (...) W czasie trwania spotkania aportował się w środek kręgu ciągnąc za sobą nieprzytomnego Jamesa Pottera i zakneblowaną i rozbrojoną Lilian Evans.(...) Śmierciożerca wytargał ich z randki w Hogsmeade, na której mieli by jeszcze parę godzin.
Mieli by jeszcze parę godzin na… naukę do egzaminów?

Miałem zatem czas aby ich przesłuchać i wypuścić z wymazaną pamięcią. (...) Dziewczyna poszła na pierwszy ogień. Zadziwiła mnie swoją postawą. W zasadzie nie musiałem jej do niczego przekonywać. Sama wyśpiewała wszystko co wiedziała, chroniąc jedynie udział swojego przyszłego męża. Na moje zdziwione pytanie dlaczego ich wydaje, powiedziała że ma dosyć tej bandy hipokrytów, którzy w swoje szeregi przyjmują tylko najbardziej zasłużonych aurorów i rody czystokrwiste nie powiązane z czarną magią,
Co jest oczywistym łgarstwem, czego przykładem jest choćby ona sama czy charłaczka, pani Figg. No i nie dziwi mnie zbytnio nieprzyjmowanie ludzi powiązanych z czarną magią w celu walki z czarną magią, ale być może tkwi tu jakaś zasadnicza sprzeczność.

poza tym że tak samo wyduszają informacje ze złapanych przeciwników, nie rzadko posuwając się do tortur.
Ach, więc w jakiś sposób są gorsi od Voldemorta, który ludzi i nieludzi torturuje otwarcie z zgoła bez powodu.
Ale Voldi przynajmniej nie udaje miłego! Jest UCZCIWY!
Jestem pewna, że komuś kiedyś zrobiłoby to wielką różnicę.

Przyznała że ona sama dostała się do tego grona tylko i wyłącznie przez Jamesa, ale nie składała jeszcze żadnych przysiąg więc nic jej z nimi nie wiąże i liczy mimo wszystko na moją dobroć.
Bo bycie hipokrytami (dyskutowalne) było dla niej gorszym przewinieniem niż ludobójstwo, rasizm i plany stworzenia czarodziejskiej rasy panów. No brawo.

(...) Okazało się że wśród moich przeciwników chodzi przekonanie że zbieram tak zwaną elitę czarodziejskiej Brytanii, samych czystokrwistych.
- A nie było tak? I nie jest? - spytał Harry z powątpiewaniem, coraz bardziej dziwiła go ta historia i zdecydowanie nie podobała.
- No coś ty! Genealogię łatwo sprawdzić. Każdy wiedział że jestem półkrwi, jakim więc cudem miałbym skupić wokół siebie czystokrwistych i wmówić im co innego? Wiem, że masz ich za debili, ale niektórzy myślą.
Noo, a niektórzy nawet jeśli coś wiedzą, to nie żyją dość długo, by o tym opowiedzieć. Oj Voldi, Voldi, nauczyłbyś się czegoś o propagandzie.
A w ogóle to wszystkie złe rzeczy, jakie o nim mówią, wszystkie jego czyny, to są sprawy wycięte z kontekstu, które mu haker dopisał!

- No niby tak, ale co z tym niszczeniem mugoli? I wyzywaniem szlam?
- A czy ja kiedyś wyzwałem kogoś od szlam? A mugoli zabijam bo lubię. Nie są potrzebni. Niby do czego? Tylko przeszkadzają czarodziejom w swobodnym życiu, zresztą sam doświadczyłeś ich nastawienia do nas.
- No a zdrajcy krwi? - ciągnął Harry, uznając, że taka odpowiedź w zupełności go satysfakcjonuje.

- To też nie mój wymysł. Większość to samowolka służących mi arystokratów. Słowem, błędy i wypaczenia. Śmierciożerca mu dopisał domordował. A o ile nie parzysz się z pierwszym lepszym, niesprawdzonym mugolem, ja nie mam nic przeciwko.
Atestowanych mugoli wkrótce będziesz mógł kupić na każdym targu niewolników, zobaczysz.
A weź, przecież taki niesprawdzony to może i pchły mieć, i wściekliznę, aż strach macać.

Mojego ojca znienawidziłem za to jak potraktował matkę, a ją za to że dała się omamić takiemu kretynowi.
Odniosłam niejakie wrażenie, że to raczej ona jego odurzyła i omamiła...

[Podsumowując, mężna i buntownicza postawa Lily sprawiła, że Voldemort zakochał się w niej po swe pięćdziesięcioletnie uszy, po czym przyjął ją w szeregi Śmierciożerców jako podwójnego szpiega. Możecie się domyślić, skąd wziął się Harry. Kurtyna opada.]