poniedziałek, 1 lutego 2016

Imponujący drzewiec Królusia-usia, czyli reptilianka na dworze króla Thranduila, cz. 2

Witajcie!

Poprzednia analiza skończyła się w momencie wielce dramatycznym: bohaterka spiła się na imprezie. W tym tygodniu akcja nie popędzi jakoś szaleńczo do przodu, bo generalnie nie ma jak, bo generalnie nic się tu nie dzieje - ale jakie piękne jest to niedzianie! Ileż epitetów! Ile koślawych koszmarków językowych! Jakie poziomy angstu i smarkatej dramy, huśtawki nastrojów, jakich nie powstydziłaby się naspeedowana diwa! A w tle tego wszystkiego elfy na sambodromie i Thranduil kontemplujący swojego imponujących rozmiarów drzewca, bo przecież czemu nie, zawsze może być dziwniej.

Miłego!

Zanalizowały: Pigmejka, Vatelema i Kalevatar.

Moja głowa opadała co i raz, jakby wypełniona ołowiem, a ociężale płynące myśli poczęły naśladować zasłyszany rytm słów niesionych spokojnymi dźwiękami muzyki.
…Co?
Uwaga, tłumaczę: zaczęła powtarzać w myślach słowa piosenki.

Sylwetka Sary zdawała się płynąć w moim kierunku, przybliżając się na znaczą odległość z każdym kolejnym mrugnięciem.
Na twoim miejscu zaczęłabym się martwić, czy Sara nie jest czasem płaczącym aniołem z Doctora Who.
Jedno jest pewne: nie jest rycerzem króla Artura biegnącym do zamku:

O kilka kielichów wina za dużo sprawiło, że przy gorączkowej próbie powstania, wylądowałam prawie pod suto zastawionym stołem.
Prawie - bo tak naprawdę wylądowała pod stołem, na którym stały tylko żelki lukrecjowe, których nikt nie chciał jeść.

Z trudem łapałam oddech; obraz Sali Balowej szaleńczo wirował przed moimi oczyma. Dopiero, gdy Sara z trudem poderwała mnie na równe nogi, usilnie próbując ukryć tę żałosną scenę przed wścibskimi spojrzeniami elfickich pań, chwiejnym ruchem wyprostowałam ciało.
Pociągając za odpowiedni sznureczek.

Na pożegnanie strzeliłam w gapiów uśmiechem,
Efekt wyglądał tak:
https://media.giphy.com/media/3wuhUd9yLI8jS/giphy.gif

którego nie powstydziłby się nawet wiecznie pijany stajenny, swoją drogą noszący rzadko spotykane imię – Rallthrolier.
Się nie dziwię, że rzadko spotykane, matka pewnie nazwała go, losując literki z worka.

- Nie wychylaj się zza mnie. Jeden fałszywy ruch i król zamknie cię w komnacie na cały tydzień.
Czy to znaczy, że Sara cały czas całkowicie ją przysłania? Ma suknię z funkcją parawanu?
Jeśli nosi coś takiego…
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/48/0c/ac/480cac8375e11c4706034fd5ee923ebe.jpg

Cóż ja wtedy pocznę? – wyszeptała Sara, a ja mogłam jedynie konspiracyjnie przytaknąć. Na domiar złego, podobał mi się ten bachusowy stan,
Eee… mitologia rzymska w każdym uniwersum?

bachusowy stan, który zamknął mnie w swoich szponach na długie godziny i, co jakiś czas, pchał do błazeńskich zachowań.
Nie wiem, w jakim języku ona mówi, ale quenya ani sindarin to zdecydowanie nie są.

Hulaszcze tańce młodych Elfów przyciągały mnie swą niesamowitą energią, jakiej nie zwykłam doświadczać w dniu powszednim.
Kto w tym momencie widzi elfy na sambodromie, palec do budki.
Ja widzę to:
http://rs551.pbsrc.com/albums/ii476/ninakevinjonas/bunnydance.gif~c200

Z mosiężnym kielichem w dłoni,
Pssst!, narratorze, mosiądz jest diablo ciężki, możesz rozważyć zastosowanie innych metali. Na przykład srebra, skoro to niby królewski dwór.
Może to nie był kielich, a ciężarek do podnoszenia, tylko jej się po pijaku pomyliło…?

po brzegi wypełnionym życiodajnym nektarem z winorośli, chybotliwie wpadłam na posadzkę wypełnioną przynajmniej setką par, które z wolna sunęły po lśniących, ceramicznych płytach.
Płytki były przezroczyste, a w środku, niczym rozgwiazdy i muszelki w deskach klozetowych, wirowały dostojne i bardzo płaskie elfy.
To zdanie brzmi jak, jakby bohaterka spadła na te wszystkie pary. Może chodzi o pary pcheł?

Z wstydem przyznaję, iż po zażyciu pewnej dawki alkoholu, mój taniec wygląda bardzo, ale to bardzo kiepsko.
Dlatego ja zawsze pilnuję, żeby mój taniec tyle nie chlał.
A po zażyciu większej ilości alkoholu mój taniec nie wygląda, bo kończy się smętnym klapnięciem pod najbliższą ławę.

Okolicznym damom zaparło dech, kiedy nieumyślnie trącałam ramiona ich partnerów, filuternie trzepocząc długimi rzęsami.
Ma takie długie rzęsy, że uderza nimi w przechodniów?

Nieumyślnie, daję słowo. Nie mam najmniejszego zamiaru obwiniać się z powodu mojej kokieteryjnej natury.
To w końcu wiesz, że lubisz flirtować, czy potrącasz tych facetów przypadkiem?
Przypadkiem! Niechcący!
https://ak-hdl.buzzfed.com/static/2014-06/4/9/enhanced/webdr07/anigif_enhanced-8851-1401890364-16.gif

Serce nawet nie zakołatało mi w piersi, kiedy moje oczy napotkały wściekłe lico władcy Mirkwood.
Jego brwi podwoiły objętość z oburzenia.
Lico unosiło się samotnie nad tłumem i pełniło funkcję monitoringu.

Mój niemądry, mały ignorant, pomyślałam, zasłaniając się tautologią przed wyskakującym z dupy boldem. Mój królusio-usio, jakże się rozjuszył! Aż mu policzki poczerwieniały, może nawet odrobinę spuchły, przemieniając jego pyzatą jadaczkę w bulwę botwiny!
Screen Shot 02-01-16 at 08.37 PM.PNG
https://media.giphy.com/media/BQJDRJvraf7AA/giphy.gif

Najważniejszy był jednak taniec. Śmiałam się wniebogłosy, pląsając w rytm pogodnych dźwięków harfy i, narzucających energiczne tempo, dudniących bębnów.
Próbowałam się dowiedzieć, jaki rodzaj muzyki przewiduje razem harfę i bębny, i wychodzi na to, że będzie się tu grubo działo: "spotkasz się z gromadą proroków zstępujących z góry, a przed nimi będzie harfa, i bęben, i piszczałka, i lutnia, a oni będą prorokowali. I zstąpi na cię Duch Pański, i będziesz z nimi prorokował, a odmienisz się w inszego męża." (1 Sm. 10, 5-6)

Gdzieś przed oczami przemknęła mi zapita twarz stajennego Rallthroliera, który z radości ochoczo poklepał mnie po plecach.
Czy ktoś mi wyjaśni, co robi stajenny między królewskimi gośćmi, oprócz przynoszenia wstydu?
Może przez to nietypowe imię wszyscy biorą go za jakiegoś nadętego szlachetkę z kompleksami i wysyłają zaproszenia tak na wszelki wypadek?
A co tam robi pijana bohaterka?

Wokaliści świergotali utwór o pozbawionych przyzwoitości słowach.
...Zespół nazywał się Zbereźne Sikoreczki.
A piosenką była "The dirtiest song that ain't".

- Valla, masz natychmiast tu wrócić! – syknęła przez zęby Sara, piorunując mnie wściekłym spojrzeniem. Kąciki mych ust mimowolnie wygięły się w uśmiechu. Elfka jednak nie dała za wygraną. Najpierw zbliżyła się tylko odrobinę, starając się nie wchodzić w drogę pląsającym parom. Kiedy już wydawało jej się, że dzieli ją ode mnie zaledwie krok, niespodziewanie drogę zastawił jej sam Thranduil.
Zjechawszy na linie z helikoptera.

- Ja się tym zajmę. – powiedział rzeczowo, a jego głos zdawał się ziać żywą nienawiścią.
Tylko się zdawał, bo tak naprawdę pluł martwą miłością.

Zgromił wzrokiem zlęknioną Sarę, która natychmiast oddaliła się w stronę ogrodów, odprawiona pojedynczym gestem dłoni. Dopiero w tamtej chwili uświadomiłam sobie, w jak wielkie wpędziłam się tarapaty. Kiedy król wreszcie ukazał mi swoje rozeźlone oblicze, mogłam jedynie uśmiechnąć się przepraszająco, głośno przełykając ślinę.

Oczy wszystkich wokół przeniosły się na naszą dwójkę.
I usypały się w stosik pod naszymi nogami.

Trzy minuty później stałam przy jednej z najbardziej fikuśnych rzeźb, przedstawiającej półnagiego Elfa.
Jako "półnagiego elfa" gogle zasugerowały to:
depositphotos_11994350-Shirtless-tiler.jpg
Istotnie, fikuśne.
Próbuję zrozumieć sens przekazania nam tej informacji. Naprawdę próbuję.

Wyraźnie podirytowany Thranduil milczał przez dłuższą chwilę, szukając jak najtrafniejszych określeń, które można byłoby zawrzeć w zbliżającej się reprymendzie.
Zbliżająca się ku nim reprymenda łopotała złowrogo skrzydłami.

W końcu wianek pouczeń wylał się z jego słodkich ust, a ja usiłowałam powstrzymać wybuch gromkiego śmiechu.
A ja się w tym momencie nie będę powstrzymywać.
*wyobraża sobie pouczenia nanizane na sznureczek, wyciekające bohaterowi na brodę*

- Czy to jest zachowanie godne młodej damy?! – prawie wrzasnął, nie spuszczając ze mnie błękitnych oczu. Czekał cierpliwie, nasłuchując.
A to echo grało.

- Cóż... Nie. – odpowiedziałam półgębkiem, charcząc i fukając raz za razem.
Kłaczek?

Był to swego rodzaju mechanizm obronny przed całkowitą kompromitacją. Nie chciałam doprowadzić do żenującej sytuacji, w której byłabym zmuszona szorować kuchenne podłogi przez kolejny miesiąc.
A udawanie zapchanego odkurzacza miało pomóc w tym tak, że…?

Usilnie próbowałam opuszczać kąciki ust, jednak muszę z przykrością przyznać, że nie pomagał mi w tym widok obnażonych pośladków elfickiego przodka, który dumnie prężył swe lędźwie w oślepiającym blasku pochodni.
Ha, czyli trafiłam z tym zdjęciem!
Widzę to jakoś tak:
508884783.jpg

           - Valla, jesteś niemożliwa! Ile razy mam ci powtarzać...
- Oczywiście. – przerwałam mu, przez co Thranduil wydawał się wielce wstrząśnięty. Błędnie oszacowałam, iż pozwolenie sobie na maleńki uśmiech nie zaszkodzi bieżącemu stanowi rzeczy, a wręcz poprawi nadgryzione zębem rozdrażnienia relacje pomiędzy mną, a moim królusiem-usiem.
Ukesiem…?

Myliłam się.
70d9775a4cfb1cc8116c47e3d6559cbe40c702543956c5d162c52ede8ee6c945.jpg

            - Nie zamierzam rozmawiać z tobą w ten sposób. Albo przestaniesz przynosić mi wstyd, albo wyproszę cię z Tarnin Austa i cały kolejny tydzień spędzisz w swojej sypialni.
Oh noes, tylko nie w sypialni! Srsl, tydzień szlabanu to taka okrutna kara? Chyba że laska na ogół sypia w leżu Szeloby.
Może ominą ją wszystkie następne bale. Albo chodzi o to, że nie będzie mogła nawet udawać się do wychodka.

– porywisty i chłodny wiatr rozwiał poszczególne pasma platynowych włosów Pierwszego Elfa.
Niech zgadnę: układanie ich co rano wymagało palnika, młota i kowadła?
Nie, pożyczał odżywkę od Kamiennojedwabnego Snape’a.

Moja mina niespodziewanie zrzedła; roześmiana twarz przeistoczyła się w strapioną, naraz ukazując grymas przygnębienia.
Bohaterka powinna czym prędzej zgłosić się do serwisanta, to musi być jakieś spięcie w obwodach maskujących.
Po prostu sztuczna ludzka skóra się stopiła i ukazała prawdziwe, gadzie oblicze bohaterki.
Albo tapeta jej się trochę rozmazała.

- Dlaczego... – wykrztusiłam, czując łzy z trudem przeciskające się przez moje gardło.
Ona ma gruczoły łzowe w przełyku?
Może to te kryształy się przeciskały.

Zmarszczyłam brwi, a wtedy pasma wspomnień poczęły niebezpiecznie miotać moją świadomością.
Jej pasma wspomnień były like
tumblr_mp4tzp4eUB1r67p3vo1_500.gif
A jej świadomość była like:
FJ6DTMr.gif


Zaczerpnąwszy haust rześkiego powietrza, wyrzuciłam z siebie wszystko, co w danej chwili leżało mi na sercu.

            - Dlaczego zachowujesz się, jak mój ojciec?
YOU ARE NOT MY REAL DAD!!!111!!
...poważnie, to jej reakcja na stwierdzenie, że zachowuje się jak dzicz?
No, po pijaku można gadać od rzeczy. Nie żeby ona potrzebowała do tego alkoholu...

Kiedy potrzebowałam cię najbardziej, nie potrafiłeś znaleźć dla mnie czasu.
I kucyka też nigdy nie dostałam!
(Ale przecież wcześniej narrator pisze, że Thranduil przez dwadzieścia lat "zapewniał jej miłość i wsparcie", więc skąd ta drama?)
Bo kiedyś tam miała dramę, a on w tym czasie śmiał np. walczyć z trollami gdzieś w puszczy?

Gdzie jest Edowine? Czyżby dowiedziała się prawdy o mojej przeszłości? Odesłałeś ją na południe, do Ciemnego Zakątka, czyż nie? Wytłumacz mi to! Wytłumacz mi to wszystko! NIE JESTEŚ MOIM OJCEM, THRANDUIL. JESTEŚ MOIM KRÓLEM!
DLATEGO MOGĘ SIĘ NA CIEBIE DRZEĆ!!!

           Wbiłam zaszklony wzrok w marmurową fontannę, analizując wszystko, co przed momentem wydostało się z moich ust.
Tłumacząc na język polski: bohaterka założyła okulary i zaczęła analizować skład rzygowin zasychających na fontannie.

Być może zagalopowałam się nieco w tymże wywodzie, jednak miałam również nieodparte wrażenie, że wyraziłam ów ból zgodnie ze swoim sumieniem i daleka byłam od zadręczania się poczuciem winy.
           Zerknęłam na Thranduila. Na jego twarzy gościł nieprzenikniony spokój.
saitama.gif
To nie był spokój, tylko stupor. Ja też teraz trochę tak wyglądam.

Wpatrywał się we mnie, szukając najmniejszego powodu tego rozgoryczenia.
Przynajmniej jeden powinien być za uchem i ze trzy w za ciasnym staniku.

Niewykluczone, że znalazł ich co najmniej kilka, jednak w tamtej chwili nie wyjawił mi żadnego z nich.
Uznał, że publiczne krytykowanie źle dobranego stanika byłoby niegrzeczne.

- Doskonale. – zaczął szorstko. - Zatem jako król, rozkazuję ci pomaszerować do swoich komnat i nie wychylać się z nich, dopóki nie przyślę po ciebie Davara. – maleńki ślad triumfu przekradł się przez lico króla, powodując u mnie mdłości.
#pojedynekpacanów

          Czułam, jak żołądek podchodził mi do gardła. (O, rzeczywiście będzie rzygać.) Spojrzałam na króla zimno, całkowicie ignorując chwilowe zamieszanie na dworze.
A za ich plecami goście przeszli właśnie od sambodromu do tańca na rurze.

Po moich policzkach spłynęły rzęsite łzy. Thranduil otworzył usta, by coś dodać, lecz uciszyłam go długim syknięciem.
Mimowolnie otwierając Komnatę Tajemnic.

           - Szlag by cię trafił, szanowny władco Mirkwood; mój wspaniały królu Mrocznej Puszczy! – po tych słowach zesztywniałam na moment, czując, jak szaleńczo waliło mi serce. Mimo tego, nazbyt silna potrzeba wyjawienia swych obaw okazała się być znacznie silniejsza od wrodzonej zapobiegliwości.
          Przeczesałam słabą dłonią gładkie włosy, powoli opadając z sił, których bezwstydnie pozbawiał mnie wypity wcześniej trunek.
A epitety czepiały się mych trzewików i radośnie mnożyły w fałdach sukni.
Tłumaczę: zaczęła przysypiać od nadmiaru wódki.

Melancholijny nastrój Thranduila nieoczekiwanie powrócił, a w jego oczach pojawił się cień współczucia, którym wówczas gardziłam.

- Korzystaj z życia, w końcu masz tak wiele czasu! Pamiętaj jednak, że ja nie mogę się tym poszczycić i niestety nie będę żyła wiecznie, a zależy mi na tym, aby na łożu śmierci mieć jakiekolwiek pozytywne wspomnienia
Bo do tej pory życie było dla mnie takie ciężkie! Wszystkie te uczty i bale, wiesz, jak trudno jest wybrać najmodniejszy z dwudziestu odcieni purpury?
Bohaterka syczała i pluła, syczała i pluła, ale w końcu udało jej się wypowiedzieć bold i kursywę.

           Przez moment obserwowałam Thranduila. Zamierałam w oczekiwaniu na ciepło znajomej dłoni, wszak to marzenie miało się już nigdy nie ziścić.
Ciesz się, że marzenie nie nadeszło, ale ze znacznie zwiększonym ładunkiem energii kinetycznej.
Thranduil jednak postanowił Fochnąć Wiekuiście.

W jego obliczu nie można było dostrzec ani krzty troski, lecz jedynie kamienną twarz, która niemalże nie drgnęła.
Twarz Thranduila miała własną twarz?
http://img.pandawhale.com/post-16548-xhlpwSmjpg-otId.jpeg

W moim wnętrzu odezwały się krzyki pełne bólu.
Pewnie pęcherz.
Może chodziło o kszyki?
Albo jest jak wilk, który pożarł żywcem babcię i kapturka, ale zapomniał je zakneblować i teraz gdzie nie pójdzie, towarzyszy mu stłumione “ratuunkuu”.

Zlekceważyłam reakcję mego króla, pospiesznie odchodząc w mrok Ogrodów. Za wszelką cenę starałam się zagłuszyć wszechogarniające wyrzuty sumienia.

Na próżno.

Litości!


Na oślep błądzę w otchłani sekretów,
kim jestem, która wędruje niezłomnie?
Zabójczo pragnę, Ty jeden wiesz.
Mój los niepojęty –
Tak pięknie łżesz.

Na oślep błądzę w otchłani blogaska,
kim jestem, która czyta te bzdety?
Ryczę ze śmiechu, choć płaczę też.
Mój los niepojęty –
Jak byk jest jeż.

 
[Bohaterka angstuje pod drzewem.]


Trwałam w tym mroku samotnie, kiedy na horyzoncie pojawiły się dwie, skrajnie odmienne sylwetki. Jedna wysoka, dostojna i ubrana w długie jasne szaty, sunące po trawiastym dywanie.
Ale te szaty sunęły tak niezależnie od niego?
Tak. Sunęły w przeciwnym kierunku, co sprawiało, że postać stawała się coraz mniej dostojna.

Thranduil. Druga - drobniutka figura, energiczne ruchy i bujne włosy, unoszone i mącone przez wiatr – któż by inny. Sara.
Młodziutka Elfka wskazywała na mnie paluszkiem, który miałam ochotę jej odgryźć. Przyprowadzanie Thranduila w pobliże Wendorna mijało się z celem: nie zrozumiałby powodu, dla którego zatapiałam się w przemyśleniach właśnie tam, choćbym starała się wytłumaczyć mu to na każdy możliwy sposób.
Oczywiście, jesteś dla niego zbyt niepoznawalna.
Nikt jej nie rozumie!!1

On zaśmiałby się krótko, lekceważąc moje maleńkie problemy, jawiące się jako dziecinada w obliczu królewskich obowiązków, które ciążyły na jego barkach. (...)
Potrafię się utożsamić z tą reakcją.

[Bohaterce trochę zsuwa się gorset, przez co niemal błyska cyckiem przed Thranduilem, olaboga, dyshonor dla świerszcza i krowy.]

Nie sposób było nie zauważyć mego zmieszania, jednak król sprawiał wrażenie na moment oderwanego od rzeczywistości.
Ściągał update'y.
Akurat się zamyślił, bo próbował sobie przypomnieć, ile odcinków Scream Queens zostało mu do obejrzenia.


Po prostu wpatrywał się w moje oczy, przeszukując zawartość mojej duszy (niestety, dostrzegł tylko wnętrze czaszki) - ukazując nieco, niemal uchwytnej, cząstki jego obaw.

Bał się.

Jego oczy z nagła pociemniały, stały się większe, niż zwykle, zabłysły w blasku pochodni, aż wreszcie ów chaos uspokoił się nieznacznie. Thranduil
Kichnął?

odwrócił się w stronę Pałacu, który powoli zapadał w głęboki sen.
Maleficent oddalała się właśnie, chichocząc diabolicznie.

- Vallo... – zaczął słabo, jakby obawiał się, że i ta rozmowa przyniesie mi ogrom wspomnień, z którymi będę musiała uporać się w nadchodzących sennych marach. Przez twarz przemknął mu znajomy cień bólu.
Widywaliśmy się tak często, że byliśmy już po imieniu.
Cóż znowu za senne mary? Pewnie ktoś biedactwu podrzucił ziarnko grochu pod pierzyny.

- Proszę, abyś pozwoliła mi odprowadzić się do swojej komnaty. Dzisiejsza noc jest mroźna i nie chciałbym, żebyś jutro obudziła się z katarem.
Aż dziwne, że nie wysłał do niej urzędowego zapytania w tej sprawie.
Mroźna? Czy oni przypadkiem nie świętują właśnie początku lata?
...to bardzo chłodne lato.

– głos Thranduila rozbrzmiał w nocnej przestrzeni, napawając mnie niepojętym ciepłem. Kamień spadł mi z serca, bowiem spośród wszystkich najbardziej przerażających zjawisk, gniew Thranduila wzbudzał we mnie największe pokłady smutku.
- Dobrze, ale za... Za chwilkę – dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że zimno jednak mi doskwierało, a moje zęby dzwoniły dźwięcznie podczas wypowiadania kolejnych słów.
*wyobraża sobie zęby dzwoniące na melodię Jingle Bells*

I tęskno mi do tych, których nie widzę,
choć w snach kiedyś dostrzegłam ich twarze.
Zamarzyć mi przyszło, dobry duchu,
Łaknę odzewu,
Mój leśny druhu.

I tęskno za sensem, którego nie widzę,
choć może się jeszcze logika pokaże.
Brakuje mi rymów, dobry duchu,
Co w krzakach szeleścisz.
Mnie dzwoni w uchu.

- Najpierw chciałabym cię przeprosić. – przez moment patrzyłam na króla pustym wzrokiem, lecz wyraz mej twarzy począł się zmieniać. - Bardzo. Bardzo cię przepraszam. – czułam oddech Thranduila na twarzy. Był przyjemnie gorący i rozprowadzał po moim ciele delikatne dreszcze.
Thranduil może robić za suszarkę do włosów.

Jeszcze wtedy nie rozumiałam zachowań mojego ciała, całkowicie poddając się obezwładniającemu rozgorączkowaniu. Przerażona nagłą ekscytacją, spuściłam głowę.
Niech zgadnę: Thranduilowi dla równowagi podniosło się coś innego?

- Nie, Vallo. – rzekł, a w jego przenikliwym spojrzeniu zawitało cierpienie. – Powiem szczerze, że dziwię się, dlaczego nie zapytałaś mnie o to wszystko... wcześniej. Znacznie wcześniej. (...) Musisz jednak zrozumieć, że to nie jest odpowiedni moment na taką rozmowę. – wyjaśnił smutno, wciąż uciekając wzrokiem.
- Zatem kiedy poznam prawdę, panie? – zapytałam, wkładając wiele wysiłku w to, by mój głos brzmiał dość pewnie, choć wcale tak nie było.

Król nie odpowiadał długo, kontemplując imponujących rozmiarów drzewca.
...mam wizualizację.
...ja też.
Thranduil postanowił naśladować pomnik prężący lędźwie, który był kilka akapitów wyżej?

Serce waliło mi w piersi; odchrząknęłam dla niepoznaki.  
- Wendorn, czyż nie? - spojrzał na mnie spode łba, a mnie jakby zabrakło słów.
Spod jakiego łba on na nią patrzył, że aż zaniemówiła?

- Tak, panie, ale...- dręczona cieniem przeszłości, próbowałam skierować rozmowę na dawny tor, lecz niestety, na marne. Król Thranduil przerwał mi brutalnie, prezentując swoje dogłębne znużenie.
- O, patrz, tu mi znużenie wyskoczyło! Widzisz, jakie głębokie? A tu, zobacz, kolejna zmarszczka pod okiem…

- Błagam Vallo, dopóki nie będziesz mówiła do mnie po imieniu na osobności, nie dam ci dojść do słowa. Thranduil. Albo wymyśl sobie jakieś przezwisko. Cokolwiek. Byle nie panie.
Królusiu-usiu może.
Duildusiu.

- Coś wymyślę. - skwitowałam jego prośbę zmysłowym uśmiechem i delikatnym skinieniem głowy. (...)
- Chodźmy do środka. Połóż się, prześpij, a obiecuję, że jutro wszystko ci wyjaśnię. - Thranduil zmierzwił moje włosy i zaczesał je do tyłu, jakby przeciągając tę chwilę celowo. Później jego wzrok umknął gdzieś w ciemność na wielkim, rogatym łosiu, a w kolejnej sekundzie król stał już kilka metrów nieopodal, zmierzając w stronę Ogrodów.
Thranduil jest zbyt zajebisty, by zważać na prawa fizyki.
teleportation-o.gif

- Thranduil... - ledwie słyszalny szept wydostał się z mych ust, zupełnie nieświadomie.
- Tak, Vallo? - król odezwał się cicho. Odwrócił się w moją stronę, a jego wzrok zalśnił niczym gromada gwiazd, migoczących gdzieś wysoko ponad nami.
O tak jakoś?
http://24.media.tumblr.com/dbad5b433972a09df3f7924dea0644e4/tumblr_mofz5daEPJ1qixfalo1_500.gif

Bezpośrednio przed udzieleniem odpowiedzi, zacisnęłam kurczowo dłonie, zmieszana swoją śmiałością. Czy powinnam była? Czy było to stosowne? Te dywagacje nie miały teraz większego znaczenia, gdyż potrzeba bliskości okazała się przewyższać siłą nawet zapotrzebowanie na sen.
Tłumaczę: woli się ryćkać niż spać.

- Czy mógłbyś mnie... przytulić? – zapytałam głośniej, niż początkowo zamierzałam, a w chwilę później utkwiłam w nim nieruchome, wyczekujące spojrzenie.


Przysunął się bliżej. (...)

Tylko ja i on.
My.

Nocami dręczona przez wstrętne koszmary,
Czasem także przez ćmy i komary
gdy Gwiazda Wieczorna pożera ciemności,
Okrywam pledem me starcze kości
zlękniona o byt stróża, błagam, litości!
Nie każ mi dalej pościć!
Nie mogę Cię stracić.
Gotowa jestem dopłacić.
Z miłości.*