sobota, 15 listopada 2014

Pałac elitarnej eremitki, czyli "Pamiętnik lesbijki", cz. 2

Witajcie!

Tak jak obiecałyśmy, w tym tygodniu kontynuujemy analizę przygód niezwykłej, wrażliwej dziewczyny, która tak strasznie cierpi, ponieważ zewsząd otaczają ją zombie karaluchy ludzie. W tym tygodniu bohaterka wpuszcza jednak do swojego świątyni dumania sybaryckiego pałacu elitarnej eremitki pewną zagubioną duszę.
Z góry przepraszamy za analizę nieco krótszą niż zwykle - tekst stał się jednak tak nudny, że z trudem wyłapywałyśmy fragmenty, przy których same nie zasypiałyśmy.
Jeśli macie odwagę - indżojcie!

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar

Rozdział I (c.d.)

Po piętnastu minutach coraz bardziej nużącą atmosferę zakłóca wejście do sali wykładowej spóźnialskiej laski. Mówi „przepraszam” i stuka swoimi obcasami przez całą salę, aby usadowić swój kościsty tyłek w ostatnim rzędzie obok mnie.
W ogóle wszystko miała swoje, nie tylko obcasy i tyłek, ale nawet ręce i nogi.

Że też nie ma dzisiaj Anki. Wtedy siedziałabym razem z nią  i żadna lampucera by nie naruszała mojej odległej samotni u szczytu spadzistej sali. Tym bardziej, że to jakaś gotka czy tam satanistka, bo to jeden czarny syf.
Bohaterka wciąż z gracją prezentuje rozległą i szczegółową wiedzę na dowolny temat.

Chociaż tej delikwentce trzeba oddać, że ciuchy ma skomponowane z niejakim smakiem, do tego makijaż intrygujący, porusza się z pewnym wdziękiem, słowem aparycja bez zarzutu. Zadbane dziewczę.
Podoba mi się to “dziewczę” i “czarny syf” zaraz obok siebie.

W ciągu ostatnich dwóch lat studiów udało mi się ani razu nie zamienić z nią słowa i mam nadzieję, że nie będę musiała tego czynić przed magisterką. Ani też po. Rzecz jasna. Takie dziwadła jak ona mnie nie interesują.
Ktoś jest zwykły, wygląda przeciętnie - źle. Ktoś wyróżnia się strojem - jeszcze gorzej.
Mamy się przebrać wszyscy za małe syrenki i popełznąć utopić się w oceanie?
Albo nasadzić jej wiadro na głowę, żeby nie wyprowadzały jej z równowagi takie widoki.
(...) -Przepraszam, my się chyba znamy- słyszę nagle, że ktoś bezceremonialnie wyrywa mnie z zamyślenia. To sąsiadka z ławki postanowiła zakłócić mój spokój.
Szlag, i 40 lat medytacji jak psu w rzyć.

Mówię jej, że nie sądzę, abyśmy się skądś znały, przy czym próbuję być miła, bo w sumie nie zasłużyła na to, żeby do niej od razu z pyskiem wyjeżdżać.
Jakaś ty łaskawa! Moje kolana nie są godne, żeby paść przed tobą i bić pokłony!
Well, widzą się prawie codziennie od dwóch lat, ale to się przecież nie liczy. Na pytanie, czy siedzą w tej samej sali, pewnie też odpowiedziałaby przecząco.

-Ty jesteś przypadkiem Natalia?
Nie, rodzice bardzo długo zastanawiali się nad imieniem.

- pyta się ta czarna dziura, a ja nie zdążam nawet się powstrzymać przed wytrzeszczeniem na nią oczu, gdyż zostaję wessana i przestaję istnieć, a analizatorki oddychają z ulgą czuję się całkowicie zbulwersowana tym, że jakaś obca laska zna moje imię.
Biedactwo, płacenie kartą w Empiku musi być dla niej prawdziwym lądowaniem na plaży Omaha.

Przyznaję się jednak do tej tożsamości i zapytuję ową istotę skąd mnie zna.
Yyyy, macie razem zajęcia, wiesz? Niech zgadnę: wystalkowała cię na usosie.
Niestety nie jestem w stanie zrozumieć tego zdania, ogłusza mnie dźwięk tych wszystkich pompatycznych pretensjonalności typu "zapytuję".

A ona na to, że z netu. Odpowiadam, że nic mi to nie mówi.
net «przy serwowaniu: zbyt niskie uderzenie piłki, która przechodząc na drugą stronę siatki, ociera się o jej górną krawędź»
Zakładam, że chodzi o jakieś zajęcia sportowe.

W tym momencie ona uznaje za stosowne przedstawić mi się  swoją internetową ksywką, mówiąc:
- Wysłałam ci kiedyś maila na twojego bloga i potem się wymieniłyśmy numerami gadu gadu. Jestem Manat Adikia ex Nihilo.  Musiałam ją poprosić, aby powtórzyła to wyrafinowane miano, tak aby mój mały rozumek był w stanie je przetworzyć i stwierdzić, że faktycznie już kiedyś miał z nim do czynienia.
Zrozumienia go wcale nie ułatwiał porąbany zapis dialogów oraz to, że laska zaczęła jednocześnie czytać mi w myślach i robić za narratora.

[Czarna Dziura słodzi naszemu Płatkowi Śniegu, ale Płatek jest twarda niczym lód:]

- To jesteś moją fanką, jak mniemam?- mówię do niej próbując wygiąć swoje usta w podle pokpiwającym uśmiechu.
Niestety moje mięśnie twarzy odmówiły posłuszeństwa i w rezultacie wygięłam usta wujka Zbyszka, którą to historię opowiem wam innym razem.

To ją jakby dotknęło, bo powiedziała od razu:
- Ej, nie, wiesz, nie jestem jakąś postrzeloną dziewczyneczką, która podnieca się byle blogiem. Po prostu odniosłam wrażenie, czytając to, co zamieściłaś na swojej stronce, że jesteś mi niejako pokrewną duszą.
Z pozoru jestem bowiem gothką, ale tkwi we mnie gorące serduszko kindergothki, łase na wszelkie gimnazjalne wynurzenia o niesprawiedliwości życia i własnej wyalienowanej wyjątkowości.

- I spogląda na mnie z takim przelęknieniem, że mięknie mi serce i dostrzegam w całej tej sytuacji coś zabawnego. Jakaś szatanicha stwierdza, że jestem jej pokrewną duszą.
Taka niby oświecona, a nie odróżnia satanistki od gotki?
Chyba że oświecenie jest tak intensywne, że blask ją już całkiem oślepił...

- Wiesz, to, co piszesz na przykład o facetach, to jakbym ja sama pisała. Po prostu w wielu sprawach mamy podobne poglądy…
A zatem to dziewczę dostrzega pomiędzy nami dwiema jakąś zbieżność postaw, bardzo interesujące.
Oczywiste wszak, że żadna zbieżność zaistnieć nie ma prawa, jesteś na to zbyt wyjątkowa.

- Jak mam się do ciebie zwracać, jeżeli można zapytać?- Zadaje mi fatyczny cios i teraz znów muszę się odezwać.
- Nati. Tak jak podpisuję się na blogu. Wszyscy tak na mnie mówią. Natalia jest dla nich zbyt długa do wymówienia- odpowiadam, po czym gryzę się w język, bo teraz nie chciałam akurat być złośliwa, a ten mój komentarz ona może uznać za przytyk odnoszący się do jej imienia. Chociaż nie… Takie jak ona są pozbawione zdolności do autokrytycyzmu.
Albo, być może, są dość pewne siebie, by w każdym słowie nie doszukiwać się wymierzonych w nie ataków.

I rzeczywiście, nie zwróciła na tę wypowiedź specjalnej uwagi.
-  OK. Mi możesz mówić Manat.
Manat. Przepraszam, ale nie mogę:
http://s.ngm.com/2013/04/manatees/img/florida-manatee-kings-bay-615.jpg

Cóż za ustępstwo z jej strony, że pozwala używać skrótu swojego przerafinowanego nazwiska.
Mówi osoba nieodróżniająca nazwiska od nicku.

- A imienia żadnego nie masz, wiesz, na przykład Kasia?-  pytam, bo może jednak jeszcze nie zapomniała jak ją ochrzcili rodzice.
A musi ci je zdradzać, bo? (Pomijając fakt, że rodzice wcale jej nie musieli CHRZCIĆ, moje ty Mam Jedną Wizję Świata i Biada Tym, Którzy Mają Inną.)

- Mam ale go nie używam. Więc nie ważne jak ono brzmi, prawda? Naprawdę fajnie, że razem studiujemy. Może z tobą dla odmiany będę mogła porozmawiać o czymś innym niż tylko o notatkach. Bo z resztą ludzi na roku mam raczej porwany kontakt.
No proszę outsiderka się znalazła!
Nie jesteś jedyną outsiderką na świecie!
tumblr_inline_neosdd8hRk1sg26r9.gif
I CO TERAZ.

- A ty zdajesz się być na poziomie. I nie jesteś taka, jak pozostali-  ta ciągnie swoje.- Jesteś inna. Wiem to już po twoim blogu, ale i bez tego… No zajebiście mnie łechce to jak na mnie teraz patrzysz, i te twoje pogardliwe minki co chwilę. Mało kto potrafi z takim wdzięczkiem okazywać, że ma kogoś w głębokim poważaniu…
Jak ty pięknie patrzysz na mnie z pogardą! A jak zgrabnie plujesz mi w twarz! I z jaką gracją wdeptujesz mnie butem w ziemię!
Ach, krzywdź mnie, mów do mnie po klingońsku!

- Tu zawiesiła swoją wypowiedź na haku równolegle z tym jak ja zawiesiłam na niej swoje zdziwione spojrzenie. Dosłownie osłupiałam. Jak ona z taką łatwością zorientowała się, co o niej myślę na podstawie tych moich kilku przecież ukradkowych zachowań?!
Uwaga, ukradkowe spojrzenia bohaterki:
https://31.media.tumblr.com/b3a73c0a705b52585dcf4b5309ea2cc6/tumblr_inline_moef9fAGur1qz4rgp.gif
Tak bardzo ukradkowe.
tumblr_lyochuHwqg1qjxgdgo1_500.gif

Co za dystans z jej strony do samej siebie i sytuacji! No, to teraz mnie zagięła, jak to mawia Pati. Spostrzegawcza, inteligentna i zdystansowana.
I pozbawiona godności. Albo, uważaj, tak wyluzowana, że niezmiernie bawi ją twoje wydymanie usteczek i gimnazjalne złośliwostki. No ale tobie taka możliwość nawet nie przyjdzie do głowy, prawda?

I jeszcze mnie komplementuje. Cóż za intrygująco perwersyjna laska.
Oja, cieszy się z mojej pogardy! Chyba ją polubię!

- Co, mała zgacha? No wiesz, ja też nie jestem byle kim-  rzekła z całkowitą powagą i już bez tego zapału, który towarzyszył jej poprzednim wypowiedziom. - Jestem chanem krymskim!
-  Owszem, zaskoczyłaś mnie, ale to nie jest może nic nowego. Ludzie wciąż mnie zaskakują, ale ty mnie zaskoczyłaś pozytywnie i to mnie najbardziej dziwi.- Mówiąc to próbuję nie okazywać emocji, ale aż mnie w środku skręca z osłupienia i złości… No i też  z ciekawości.
Zaskoczyła ją pozytywnie i to ją wkurzyło. Kurczę, ma ktoś numer do dobrego psychoterapeuty?
No bo wiesz, każde takie pozytywne zaskoczenie źle robi na jej mentalny kij w tyłku; się nie dziwię, że ją skręca.

-  Jesteś widzę teraz zainteresowana moją osóbką jednak… A widzisz nie można tak sobie przekreślać wszystkich ludzi jednym machnięciem długopisu.
- Nie można? - jęknął rozczarowany Stalin. I sięgnął po ołówek.

Ludzie są na to zbyt żywi…
Bo martwych można przekreślać. I tak nie zaprotestują, bo co niby zrobią? Naślą na ciebie dżdżownice?
Może niekoniecznie, ale można za takie numery stracić pracę w kostnicy.

Potrafią zaskakiwać. Rozumiem twoją złość, ale  nie przeproszę cię przecież za to, że przeze mnie na chwilę zaciął się twój obracający się tylko wokół twojej osoby świat.
No teraz już przegięła. Nie mogło być po mnie aż tyle widać. Potrafię to ukrywać.
Jestem taką zdolną hipokrytką, jak śmiesz mnie demaskować!
Szlag, makijaż z piętnastu warstw podkładu wciąż ukazywał ślady mimiki. Bohaterka z westchnieniem sięgnęła po gładź szpachlową.

-  Pozwolisz mi wejść do twojego sybaryckiego pałacu elitarnej eremitki?
Próbuję sobie wyobrazić sybarycki pałac eremity i wychodzi mi coś pomiędzy grotą wysadzaną rubinami a zamkiem, w którym oprócz murów jest tylko małe ognisko i kolekcja worów pokutnych.

- mówi tak swobodnie i lekko, jakby pytała o godzinę. Próbuje mnie podejść? Mam jej zaufać?
Ja bym takiej osobie nie zaufała. Co więcej, gdyby ktoś tak do mnie powiedział, najpierw zwinęłabym się ze śmiechu, a potem zaczęła powoli wycofywać, szukając po drodze ciężkiego albo ostrego narzędzia.

Gdyby choć w jednym się pomyliła, ale wszystko, co ona mówi trafia w samo sedno. Jakby widziała moją duszę na wylot.
Jakbym - bogowie, miejcie litość! - wcale nie była taka wyjątkowa!

A teraz wie, co ma mówić.
-  OK. Zaintrygowałaś mnie. Udało ci się osiągnąć ten dla innych niedostępny cel.
Nie żeby inni próbowali.

Ale kim ty jesteś? Kim jesteś, żeby-  w tym momencie mój głos niebezpiecznie zadrżał, zdradzając jej jeszcze więcej niż już zdążyła ze mnie wychwycić- mówić mi jaka jestem?
A kim ty jesteś, żeby oceniać każdego, kogo mijasz na ulicy?

- Jestem tylko podobna do ciebie. A poza tym znam się na ludziach… odrobinę. (...)

[Gotka uśmiechnęła się, a bohaterkę trzęsie:]
Wzbudziła we mnie poczucie bezpieczeństwa. Jakże to może być zabójczo iluzoryczne…
No przecież. Może nie uśmiecha się, tylko tak naprawdę pokazuje zęby i zaraz skoczy ci do gardła.
Iluzje mogą być zabójcze, każdy mag z Lustrzanymi Odbiciami ci to powie.

Ale ma moje przyzwolenie.
Na piśmie!

Możemy się poznać.
Ale tak biblijnie? Bo przecież w zasadzie już się znacie.

Wymieniamy się numerami i wraz z umieszczeniem jej imienia na liście adresowej mojego telefonu znika z mego serca ostatni płomień niepokoju. Podoba mi się jej uśmiech. Ponętne usta, wzorcowo piękne, lśniące zęby; z takim predyspozycjami nie może się brzydko uśmiechnąć… I jeszcze te oczy. Zdradzające obecność tysiąca dobrze skrywanych tajemnic, które poznać mogą tylko ci nieliczni, którzy zagłębią się w odmętach przepastnej duszy ich właścicielki.
Gdybym opisał twoich oczu krasy,
I świeżą liczbą twoje wdzięki zliczył
„Poeta kłamie”, rzekną przyszłe czasy,
„W twarz ludzką niebo nie tchnie tej słodyczy”.

Manat. Niech tak będzie.
Taki piękny gotycki Manat!
o-MANATEE-900.jpg

[1] TATU, Perfect Enemy, Interscope Records Russia, 2005; napisane przez: S. Galoyan, M. Kierszenbaum, T.A. Music, V. Polienko.

Rozdział II
- I dałaś tej cipie swój numer?- Pati wybałusza na mnie zdziwione oczy, omal nie potykając się na nierównych płytach chodnikowych, po których drepczemy idąc do jednej z naszych ulubionych knajp.
- No… Tak. –  odpowiadam, zaczynając nabierać wątpliwości co do słuszności mojego wczorajszego postępowania względem tajemniczej gotki.
Wszak jak wieść gminna niesie, podanie komuś numeru jest gorsze niż wzięcie razem kredytu hipotecznego na 40 lat.
Zwłaszcza jeśli daje się je atrakcyjnej gotce. Wtedy to więzienie na 40 lat, a nie kredyt.

Czy Pati zawsze musi rozwiewać moje iluzje i wzbudzać we mnie rozterki odnoszące się do decyzji, które już podjęłam?-  Ale spoko – próbuję nie tracić kontenansu.- Ona nie jest taka jak inne brudy.
Można ją prać nawet w 80 stopniach i się nie mechaci, wyobraź sobie.

Pati, ona nie jest z tych takich totalnie porąbanych. Nawet się tak nie ubiera. Wiesz, ona nawet ma niezłe ciuchy.
Ocenianie ludzi po ubiorze, lvl wczesne gimnazjum master.
I jestem prawie pewna, że apaszkę to miała od Marks&Spencer!

- Mimo wszystko, jak się z nią spotkasz, to lepiej za dnia i z dala od cmentarza – powiedziała rzucając mi krytyczne spojrzenie.-  Wiesz, robisz co chcesz, ja cię tylko ostrzegam.
I to jest ten moment, w którym zwątpiłam, bo laska najwyraźniej serio uważa, że goci składają ludzi w ofierze szatanowi.
Przecież wiadomo, że nie szatanowi, a Samaelowi..
Czyli jak ja chodzę czasem cała na czarno i jeszcze mam klipsy z nietoperzami, to też powinnam złożyć coś komuś w ofierze? Cholera, czarny kot jeszcze się znajdzie, ale skąd ja teraz nieochrzczonego niemowlaka wezmę?